Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych

Okładka książki Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych autorstwa Jon Billman
Okładka książki Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych autorstwa Jon Billman
Jon Billman Wydawnictwo: Czarne Seria: Seria Amerykańska reportaż
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Seria:
Seria Amerykańska
Tytuł oryginału:
The Cold Vanish: Seeking the Missing in North America's Wildlands
Data wydania:
2025-10-22
Data 1. wyd. pol.:
2025-10-22
Data 1. wydania:
2020-01-01
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383961873
Tłumacz:
Martyna Tomczak
Parki narodowe w Stanach Zjednoczonych to miejsca o statusie niemal mitycznym – symbole wolności i obietnice przygody. Jednak mają też mroczniejszą stronę.

Na początku kwietnia 2017 roku Jacob Gray zatrzymał rower przy jednej z dróg prowadzących przez gęste lasy Parku Narodowego Olympic w stanie Waszyngton – i zniknął. Jakby rozpłynął się we mgle. Żadnych świadków, żadnego tropu. Jego historia nie jest wyjątkiem: co roku w amerykańskiej głuszy giną setki, może tysiące ludzi. Ile dokładnie? Nikt nie wie.

W poszukiwaniach pomagają helikoptery, psy tropiące i wolontariusze, ale równie często szczęśliwy traf. Mimo to wiele spraw nigdy nie znajduje rozwiązania. Wtedy pojawiają się teorie spiskowe: od porwania przez Wielką Stopę przez przejście do innego wymiaru do interwencji UFO.

Jon Billman tygodniami przemierzał bezdroża razem z rodziną Jacoba Graya, przede wszystkim z jego ojcem – ekscentrycznym surferem z Santa Cruz, który nie potrafi przestać szukać syna. Z tej podróży powstała opowieść o nadziei i rozpaczy oraz o rodzicielstwie, które nigdy się nie poddaje.
Średnia ocen
6,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych



1765 737

Oceny książki Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych

Średnia ocen
6,6 / 10
201 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych

avatar
97
97

Na półkach:

Milknie telefon, w mediach społecznościowych zapada cisza, ostatnia wiadomość brzmi zwyczajnie – „widzimy się wkrótce”. Czasem ktoś natrafi na porzucony samochód na leśnym parkingu albo rower przy drodze, jakby właściciel miał zaraz wrócić z krótkiego spaceru. Taki scenariusz powtarza się w wielu historiach zaginięć na terenach ogromnych połaci parków narodowych USA. Jon Billman, autor Urwanego śladu, prowadzi czytelnika właśnie w takie miejsce niepokoju, skupiając się na historii 22-letniego Jacoba Graya, który zniknął bez śladu w 2017 roku na terenie Olympic National Park.

Autor towarzyszy ojcu zaginionego w wielomiesięcznej, wyczerpującej odysei poszukiwań. To opowieść o uporze, nadziei i desperacji, która wciąga czytelnika w emocjonalny wir – razem z rodziną i przyjaciółmi tropimy kolejne ślady, analizujemy decyzje Jacoba, dajemy się uwieść obietnicom jasnowidzów, wierzymy, że tym razem się uda. Billman niezwykle sugestywnie pokazuje stan „zamrożonej żałoby” – bolesnego zawieszenia między nadzieją a rozpaczą, w którym bliscy czekają na odpowiedź, która może nigdy nie nadejść.

Urwany ślad to jednak coś więcej niż historia jednego zaginięcia. To także szeroka panorama systemu, który w obliczu takich sytuacji okazuje się niewydolny: krzyżujące się jurysdykcje parków narodowych, biur szeryfów, instytucji stanowych i prywatnych grup poszukiwawczych, chaos procedur – albo ich brak – który sprawia, że kluczowe pierwsze godziny często zostają bezpowrotnie stracone. Billman wpisuje los Jacoba w większy, niepokojący obraz zaginięć w amerykańskich parkach narodowych, na temat których nie prowadzi się pełnych statystyk. To przejmująca, dobrze udokumentowana i długo pozostająca w pamięci opowieść o tym, jak łatwo można zniknąć – i jak trudno się z tym pogodzić.

– Daria z Sopoteki

Milknie telefon, w mediach społecznościowych zapada cisza, ostatnia wiadomość brzmi zwyczajnie – „widzimy się wkrótce”. Czasem ktoś natrafi na porzucony samochód na leśnym parkingu albo rower przy drodze, jakby właściciel miał zaraz wrócić z krótkiego spaceru. Taki scenariusz powtarza się w wielu historiach zaginięć na terenach ogromnych połaci parków narodowych USA. Jon...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
959
827

Na półkach:

Są reportaże, które uderzają siłą tematu, i takie, które próbują tę siłę zbudować konstrukcją. Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych autorstwa Jon Billman stoi gdzieś pomiędzy.

Punktem wyjścia jest historia zaginięcia Jacoba Graya w Great Smoky Mountains National Park — i to właśnie ona niesie największy ciężar emocjonalny. Problem w tym, że sam rdzeń tej opowieści można by zamknąć w znacznie krótszej formie. To jeden z tych tematów, który działa najmocniej w koncentracie: tajemnica, niepokój, niedopowiedzenie.

Billman jednak idzie szerzej. Rozbudowuje narrację o kolejne przypadki, analizuje działania służb, wchodzi w psychologię zaginięć, a momentami zahacza o niemal obsesyjne śledzenie szczegółów. I tu zaczyna się gra z czytelnikiem — bo z jednej strony czuć, że to wszystko jest trochę „nadpisane”, że autor próbuje rozciągnąć historię ponad jej naturalną pojemność. Z drugiej jednak strony, trudno odmówić mu rzetelności i zaangażowania.

Czytałem tę książkę z mieszanymi odczuciami. Były momenty, kiedy wciągała mnie jak dobry thriller — zwłaszcza gdy skupiała się na konkretnych ludziach i ich historiach. Ale były też fragmenty, gdzie czułem zmęczenie materiału, jakby opowieść krążyła wokół tego samego punktu, próbując znaleźć nowy kąt, który nie zawsze był potrzebny.

Ostatecznie to całkiem niezły reportaż — taki, który bardziej doceniam za pracę włożoną w jego stworzenie niż za samą esencję historii. Najlepiej działa wtedy, gdy przestaje być analizą, a staje się opowieścią o człowieku zagubionym w miejscu, które z definicji miało być przestrzenią wolności.

Są reportaże, które uderzają siłą tematu, i takie, które próbują tę siłę zbudować konstrukcją. Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych autorstwa Jon Billman stoi gdzieś pomiędzy.

Punktem wyjścia jest historia zaginięcia Jacoba Graya w Great Smoky Mountains National Park — i to właśnie ona niesie największy ciężar emocjonalny. Problem w tym, że sam rdzeń...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
513
288

Na półkach:

„Urwany ślad” to książka, którą trafiłam w idealnym momencie. Ostatnio jakoś bardziej ciągnie mnie do reportaży – fikcja schodzi na dalszy plan, choć wciąż mam słabość do azjatyckiej literatury. Prawdziwe historie działają jakoś mocniej, dłużej się w głowie kotłują. A jeśli chodzi o te mocno tajemnicze, niewyjaśnione sprawy, to już w ogóle trudno przejść obojętnie. Liczyłam, że ta książka przyniesie coś wyjątkowego, bo mowa o zniknięciach, których... mimo dużych nakładów pracy, nikt jak na razie nie rozwiązał. I właśnie to dostałam – wciągające śledztwo, trochę niepokojący klimat i takie myśli, które gdzieś zostają, nawet długo po zamknięciu ostatniej strony.

Autor zabiera nas na amerykańskie tereny parków narodowych – miejsca kojarzące się z dziką, piękną przyrodą, wielkimi przestrzeniami i wolnością. A właśnie tam, na przestrzeni lat, ludzi po prostu znikało bez śladu. „Urwany ślad” to próba poskładania tych historii w całość – autor rozkłada na części pierwsze konkretne przypadki, zestawia fakty, słowa świadków, działania służb i takie elementy, które zupełnie nie pasują do oficjalnych wersji. Książka ma charakter reportażu, ale czyta się ją jak solidny thriller non fiction. Co naprawdę rzuca się w oczy, to jak autor się angażuje w temat. Nie jest to zimny, bezosobowy wyciąg faktów. Wręcz przeciwnie – naprawdę czuć, że sporo czasu, energii i emocji włożył w tę pracę. Widać, że nie tylko chce opowiedzieć tę historię, ale też zrozumieć bohaterów, oddać sprawiedliwość rodzinom, a przy okazji wykazać się dociekliwością. Ta pasja aż przebija się przez tekst i dzięki temu czytelnik szybko wciąga się w opowieść.

No, ale muszę uprzedzić – nie oszczędza nam szczegółów. Miejscami jest ich wręcz za dużo: opisy, daty, nazwiska, procedury, mapki terenu. Dla jednych będzie to plus, ale są i tacy, którym te detale mogą ciążyć. Zwłaszcza, że co chwilę mamy dość gwałtowne przeskoki między wątkami i łatwo się pogubić, więc czasami trzeba zwolnić i sobie wszystko ułożyć w głowie. Ta mieszanka – sporo detali i pełne zaangażowanie autora – sprawia, że u mnie wywołała mieszane uczucia. Z jednej strony, jak już się zaczęło, trudno było się odrywać, kolejny rozdział wciągał jeszcze bardziej. Z drugiej zaś, czasem miałam ochotę odkładać książkę, bo wiedziałam, że nastąpi intensywna i, powiedzmy, wymagająca lektura. Momentami to już prawie przytłaczający napływ informacji.

Ciekawostką jest też to, że książka nie skupia się tylko na samych zaginięciach. Autor podejmuje temat poboczny, ale ważny – kompetencje służb, procedury, komunikację, a także zarządzanie parkami narodowymi. Dzięki temu „Urwany ślad” to nie tylko zestaw niewyjaśnionych historii, ale swoista analiza całego systemu. Wiedzy jest tu sporo, ale na szczęście autor potrafi o tym opowiadać tak, że nie gubi się czytelnik. Jasno, ciekawie i bez zbytniego nudzenia.

Gdybym miała wskazać coś, co mi trochę przeszkadzało, to właśnie ten ogrom detali – przydałoby się trochę ostrzejsze cięcie redakcyjne. Ale to już raczej kwestia tego, jak kto lubi czytać, a nie prawdziwa wada.

Podsumowując – „Urwany ślad” to taki reportaż, który mocno wciąga i zostawia po sobie pewien niepokój. Zmusza do myślenia, trochę jednak burzy poczucie bezpieczeństwa i pokazuje, jak często... no właśnie, ile tak naprawdę nie wiemy, nawet tam, gdzie nam się wydaje, że wszystko jest jasne.

„Urwany ślad” to książka, którą trafiłam w idealnym momencie. Ostatnio jakoś bardziej ciągnie mnie do reportaży – fikcja schodzi na dalszy plan, choć wciąż mam słabość do azjatyckiej literatury. Prawdziwe historie działają jakoś mocniej, dłużej się w głowie kotłują. A jeśli chodzi o te mocno tajemnicze, niewyjaśnione sprawy, to już w ogóle trudno przejść obojętnie....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

843 użytkowników ma tytuł Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych na półkach głównych
  • 605
  • 228
  • 10
111 użytkowników ma tytuł Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych na półkach dodatkowych
  • 51
  • 17
  • 12
  • 11
  • 9
  • 6
  • 5

Tagi i tematy do książki Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych

Czytelnicy Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych przeczytali również

Laboratorium Palestyna. Jak Izrael eksportuje technologię przemocy na cały świat Antony Loewenstein
Laboratorium Palestyna. Jak Izrael eksportuje technologię przemocy na cały świat
Antony Loewenstein
Temat tego co robi Izrael w Strefie Gazy jest obecnie bardzo nośny i słusznie. Jednakże historia tego konfliktu sięga już prawie 80 lat wstecz, aż do 1948 roku, kiedy to decyzją ONZ powstało państwo izraelskie, przez oderwanie od Palestyny ponad połowy jej terytorium. Mało kto jednak zdaje sobię sprawę jak wielki biznes robią izraelskie konsorcja militarne dzięki swoim akcjom militarnym przeciwko Palestynie, a potem innym państwom ościennym. Mając od kilkudziesięciu lat swoisty poligon doświadczalny dla swoich broni, mogą stale rozwijać swój przemysł zbrojeniowy, a w konsekwencji eksportować broń do wielu państw świata, również tych, które trudno posądzić o humanitaryzm. I tak oto na przestrzeni lat Izrael bez żadnego problemu dostarczał broni między innymi juncie wojskowej w Chile, RPA w czasach apartheidu, Gwatemali w czasach wojny domowej. Ponadto uzbrajano plemię Hutu, dzięki czemu tym łatwiej było przeprowadzić rzeź na Tutsi, prowadzono szkolenie sił specjalnych i tajnej policji w Iranie (tak, tym samym Iranie, z którym teraz Izrael ramię w ramię z USA walczy) przez muzułmańską rewolucją. Przykłady można mnożyć, wszystko sprowadza się do stwierdzenia, że Izrael postępuje w sposób bardzo cyniczny i pragmatyczny, dostarczając broń, systemy do inwigilacji, oraz szkoląc służby specjalne, prawie wszędzie, gdzie tylko jest na to zapotrzebowanie. To wszystko sprawiło, że kraj, który liczy 10 mln ludzi i jest pod tym względem pod koniec pierwszej setki na świecie, obecnie zajmuje 7-8 miejsce na liście największych światowych eksporterów broni.
Ramzes1988 - awatar Ramzes1988
ocenił na95 dni temu
Aglo. Banką po Śląsku Zbigniew Rokita
Aglo. Banką po Śląsku
Zbigniew Rokita
Istnieją książki, które się czyta — i są też takie, które się zamieszkuje. Aglo. Banką po Śląsku autorstwa Zbigniew Rokita należy do tej drugiej kategorii: nie tyle opowiada o miejscu, ile pozwala wejść w jego puls, jego oddech, jego pamięć. To nie jest reportaż w klasycznym sensie. To raczej topografia doświadczenia — rozpisana na głosy, niedopowiedzenia i pęknięcia. Rokita prowadzi czytelnika przez Śląsk nie jak przewodnik, lecz jak ktoś, kto sam wciąż szuka odpowiedzi. „Aglo” staje się tu nie tylko przestrzenią geograficzną, ale stanem świadomości: zawieszeniem między tym, co było, a tym, co dopiero próbuje się nazwać. Najbardziej poruszające w tej książce jest to, że autor nie próbuje niczego „domknąć”. Śląsk nie zostaje wyjaśniony — zostaje odsłonięty. W fragmentach. W języku, który nieustannie balansuje między reporterską precyzją a poetyckim drżeniem. To właśnie język jest tu bohaterem równorzędnym z ludźmi i miejscami: czasem twardy jak węgiel, czasem miękki jak wspomnienie wypowiedziane półgłosem. Czytając, miałem wrażenie, że Rokita pisze o przestrzeni, która istnieje nie tylko na mapie, ale i w ciele — w pamięci pokoleń, w akcentach, w gestach. „Banka po śląsku” to nie tylko metafora zamknięcia czy odrębności, lecz także delikatna bańka pamięci, którą łatwo naruszyć, ale której nie sposób zignorować. To książka o tożsamości, która nie chce być jednoznaczna. O miejscu, które nie zgadza się na uproszczenia. O człowieku, który próbuje opowiedzieć świat, wiedząc, że każda opowieść jest tylko przybliżeniem. Jako czytelnik i jako autor, odnalazłem w tej książce coś szczególnie bliskiego: odwagę pisania „pomiędzy”. Pomiędzy gatunkami, pomiędzy językami, pomiędzy historią a teraźniejszością. To przestrzeń ryzykowna — ale właśnie tam rodzi się literatura, która zostaje z nami na długo. „Aglo” nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Ona trwa — w pytaniach, które zostawia. W ciszy, którą po sobie zostawia. W tym nieuchwytnym poczuciu, że dotknęło się czegoś prawdziwego, choć nie do końca nazwanego.
Jakub Jagiełło - awatar Jakub Jagiełło
ocenił na104 dni temu
Hjem. Na północnych wyspach Ilona Wiśniewska
Hjem. Na północnych wyspach
Ilona Wiśniewska
10 kwietnia zaczynam czytać reportaż i co za zbieg okoliczności, to data symboliczna, wtedy przylatują mewy do domu Bjørk za kołem podbiegunowym w północnej Norwegii niedaleko Tromsø. Na mewy wołają krysie- po norwesku tak to czule brzmi. Ale to nie tylko opowieść o Bjørk i jej mewie. Potem przychodzi lato, czyli połowa czerwca i najjaśniejsze dni w roku. Okoliczne wyspy przeżywają najazd turystów, którzy uciekają od upałów Południa. Okazuje się, że turyści jak mewy też nie są tam mile widziani, brudzą, zostawiają odchody. Mewy to też symbol imigrantów, którzy próbują się zagnieździć w północnej Norwegii (w Tromso jest 150 narodowości),ale nie pozwalają kolce: lodowatego wiatru, słońca, które nie zachodzi od maja, kolce milczenia, samotności. Bo tu za zimno na słowa. Hjem to dom, przygnębiający, ale i niezwykle ciekawy w swej dzikości i surowości ów północny obszar Norwegii. Autorka potrafi poetycko oddać tę surowość, tak, że przyciąga ona jak magnes. Stajemy oko w oko z dziką przyrodą, a ona wzbudza paradoksalne odczucia. Zarówno czułość, bo na pierwsze bazie po norwesku mówi się gąski, a na mewy krysie, przyjaźnie kojarzą się renifery i łosie, ale smutek jak lodowaty wiatr z fiordu Balsfjord przenika każdego, nawet tu urodzonych. Dla Ilony Wiśniewskiej od lat Tromsø to hjem, niegdyś zasypana śniegiem mieścina na dalekiej północy Norwegii, dziś szybko rozwijające się miasto, trzecie co do wielkości w Arktyce. Milion osób rocznie przybywa tu, by obserwować zorzę. „Miasto, które wchłania albo izoluje, daje perspektywy albo nie daje wyboru. I to dotyczy nie tylko ludzi, ale także zwierząt.” Lato jest tam jak jedno długie zdanie. Reszta jest milczeniem, które zostaje w głowie. Teraz krysie będą dla mnie symbolem Norwegii. A wyobraźnia podążać będzie za wzrokiem Amundsena. Polecam.
I_wonka_kulturalna - awatar I_wonka_kulturalna
oceniła na815 dni temu
Wyspa niechcianych kobiet Agata Komosa-Styczeń
Wyspa niechcianych kobiet
Agata Komosa-Styczeń
Nie przepadam za ocenianiem innych czasów, przez ludzi żyjących w zupełnie innej rzeczywistości. Lepszej czy gorszej, to już zupełnie inna sprawa. Czy wypieranie historii przez Danie, to taki zły pomysł ? Porównując to, żeby daleko nie szukać, naszego kraju, gdzie często i gęsto, sporo ludzi wyciera sobie buzie tą czy tamtą historią, czy to w ramach przekonań czy, zwyczajnie przyziemnych, i tak ludzkich, finansowych lub swojszych racji, doprowadziło do czegoś dobrego ? Rasizm ? Kasty ? To niby u nas, ludzie pracujący choćby w korporacji lub wykształceni nie czują się lepsi od innych ? Pewnie stąd te zamiłowanie do pisania np. mgr. Inż na drzwiach czy wizytówce ;-) Dlatego nie szokuje mnie opis Duńczyków i ich podejście w tej książce. A skoro autorka wybrała emigrację, to chyba jej też. Historia smutna, a może paradoksalnie, niektóre te kobiety rzeczywiście dostały trochę lepsze życie, niż to, które zostawiły. Gdyby nie ta historia, system opieki w Danii, dzisiaj wyglądałby też inaczej, a który opisuje się na końcu. Finalnie, uważam, że warto poświęcić te kilka godzin na poznanie tej historii. Czyta się szybko. Chyba, że ktoś szuka sensacji. Pikantnych scen. Okrutnych opisów. Tego nie ma. Czytając początek i opis płynięcia statkiem na wyspę, przypomina sceny z książki/filmu „Wyspa tajemnic”. Czy to była ta wyspa Blackwell, amerykańska wersja wyspy ?
delboy - awatar delboy
ocenił na81 miesiąc temu
Dług. Reportaże spod kreski Aleksandra Gałka-Reczko
Dług. Reportaże spod kreski
Aleksandra Gałka-Reczko
Konsumpcjonizm nauczył nas chcieć. Kapitalizm sprawił, że wielu z nas nie ma jak tych potrzeb zaspokoić. Pokolenie transformacji dostało jeszcze jedną lekcję: oszczędzanie nie zawsze ma sens. Inflacja potrafi zjeść wszystko. Ludzie latami odkładali na książeczkach mieszkaniowych i kończyli z kwotą, która nie wystarczała nawet na jeden mebel. Trudno się dziwić, że dziś łatwiej wziąć kredyt, mieć coś od razu i martwić się później. „Dług” o reportaż o ludziach, którzy wpadli w spiralę zadłużenia. Nie o „nieudacznikach”, tylko o zwykłych ludziach. Każdy rozdział to inna historia i inna droga do tego samego miejsca. Czasem zaczyna się od jednej decyzji. Zakup na raty. Chwilówka na szkolną wycieczkę dla dziecka. Niezapłacony mandat. Potem dochodzi kolejna rzecz i jeszcze jedna. I nagle nie ma już jak cofnąć. Najmocniejsze w tej książce jest to, że odbiera nam wygodę oceniania. Za każdym dłużnikiem stoi historia. Czasem głupie decyzje, czasem brak wiedzy, czasem pech. Najczęściej wszystko naraz. Prawda jest taka, że to nie jest problem „jakichś ludzi”. To jest coś, co może spotkać każdego. I jest jeszcze jedna rzecz. My nie umiemy rozmawiać o pieniądzach. To nadal temat tabu. Udajemy, że problem nie istnieje, zamiast uczyć się podstaw ekonomii i wyciągać wnioski. A brak edukacji finansowej mści się bardzo konkretnie. Nie wszyscy bohaterowie budzą współczucie. Są granice. Dla mnie taką granicą są długi alimentacyjne. Tutaj nie ma miejsca na tłumaczenia. „Dług” to książka niewygodna i bardzo potrzebna. Nie daje łatwego pocieszenia. Zostawia z myślą, że cienka jest granica między „nimi” a „nami”. I to jest jego najwieksza sila.
mamalgosia - awatar mamalgosia
oceniła na722 dni temu
Nie czekam na szklankę wody. O świadomej niedzietności Katarzyna Tubylewicz
Nie czekam na szklankę wody. O świadomej niedzietności
Katarzyna Tubylewicz
W swojej książce Katarzyna Tubylewicz stara się w nieco reportażowy, a nieco eseistyczny sposób opisać zjawisko świadomej bezdzietności. Dzięki swojej formie książkę czyta się szybko; choć w moim przypadku wyjątkowo w grę wchodziło przesłuchanie audiobooka, to uważam, że przeplatanie się osobistych doświadczeń poszczególnych kobiet z refleksjami i danymi zadziałało na poziomie przystępności. Autorka opowiada o skali bezdzietności, odnosząc się głównie do perspektywy kobiet, które decydują się nie mieć dzieci z różnych powodów: emocjonalnych, społecznych, ekonomicznych czy klimatycznych. I właśnie to jest jedną z największych wartości książki: autorka nie przyjmuje jednej właściwej tezy, a oddaje głos różnym osobom w postaci “chórów kobiet”. Tym samym treść wypełnia kalejdoskop zbieżnych perspektyw, ukazując w ten sposób złożoność zjawiska, dając poczucie autentyczności, a równocześnie unikając moralizowania. Nie można natomiast powiedzieć, aby książka wyczerpywała temat. Pełni raczej funkcję otwierającą, będąc dobrym punktem wyjścia do refleksji, mogących prowadzić nawet do zadania sobie niełatwych pytań. Ponadto trafia w niewątpliwie istotny i aktualny społecznie temat, bowiem dotyczy realnego zjawiska demograficznego i kulturowego, które pokazuje zmianę myślenia o rodzinie, kobiecości i spełnianiu się. Tym, co przykuwa uwagę w tej publikacji, jest odniesienie się do faktu, że w języku polskim brakuje neutralnych określeń dla osób bezdzietnych, a ponadto ujawnia językowe i kulturowe schematy, przez które osoby bezdzietne są marginalizowane. Dodatkowo Tubylewicz decyduje się podważyć narrację, wedle której życie bez dzieci jest uboższe czy gorsze, a bezdzietność jest równoznaczna z egoizmem lub niedojrzałością. W tym kontekście wykonano przysłowiowy kawał dobrej roboty, przez co dochodzi do nieśmiałego zredefiniowania przyjętych norm. Nieśmiałego, bowiem autorka pozostaje w roli obserwatorki. I chociaż nie unika kontrowersyjnych perspektyw (sam temat bezdzietności należy do takich),to rzadko tworzy mocniejsze, bardziej wyraziste tezy. Ponadto Tubylewicz nie wchodzi w potencjalne konflikty (np. społeczne czy ideologiczne); tym samym książka jest wyważona, ale niekiedy brakuje jej pazura. Dodatkowo kuleją odniesienia do kontekstu społecznego, co oznacza, że w małym stopniu zostały poruszone kwestie systemowe, takie jak polityka rodzinna czy rynek pracy, a książka pozostaje na poziomie doświadczeń jednostek. Mimo to nierówny jest poziom samych historii: niektóre są poruszające, inne wydają się mniej reprezentatywne lub zbyt skrótowe, by naprawdę wybrzmieć. Trzeba pamiętać, że autorka wzięła na warsztat zjawisko budzące silne emocje. I być może właśnie to czyni z niej ważny głos w debacie społecznej, który może pomóc wielu osobom poczuć się mniej osamotnionymi w swoich wyborach.
placebetweenpages - awatar placebetweenpages
ocenił na719 dni temu

Cytaty z książki Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych

Więcej

Randy to jest człowiek zadaniowy, zdeterminowany. Zawsze na najwyższym biegu, a wsteczny ma zepsuty.(66).

Randy to jest człowiek zadaniowy, zdeterminowany. Zawsze na najwyższym biegu, a wsteczny ma zepsuty.(66).

Jon Billman Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych Zobacz więcej

Moglibyśmy się odwdzięczyć światu, razem pomóc w szukaniu innych zaginionych.

Moglibyśmy się odwdzięczyć światu, razem pomóc w szukaniu innych zaginionych.

Jon Billman Urwany ślad. Zaginieni w amerykańskich parkach narodowych Zobacz więcej
Więcej