-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać30 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
2026-03-31
2026-03-29
Jako że mój syn jest wielkim fanem twórczości Tomasza Samojlika, sięgnęliśmy już po kolejne części serii o Naturobociku. Zanim jednak rozpoczęliśmy lekturę trzeciego tomu, postanowiliśmy jeszcze raz wrócić do „Arktycznych kłopotów”. I był to bardzo dobry pomysł, bo to książka, która nie tylko bawi, ale też w niezwykle przystępny sposób uczy i najważniejsze uwrażliwia na świat przyrody.
Tym razem nasz mały mechaniczny bohater wyrusza na ratunek zwierzętom zamieszkującym Arktykę. Jak zwykle nie brakuje przygód, emocji i ciekawej fabuły, a dodatkowego napięcia dodaje obecność mrocznego Chytrobota, który rusza śladem Naturobocika. W czasie tej wyprawy młodzi czytelnicy poznają wiele arktycznych zwierząt, między innymi lisa polarnego, niedźwiedzia polarnego, narwala, fokę, rekina grenlandzkiego czy maskonura. Ogromną zaletą tej książki jest to, że wszystkie te gatunki zostały przedstawione w sposób bardzo przystępny, ciekawy i dostosowany do młodego odbiorcy. Tomasz Samojlik potrafi przekazywać wiedzę tak, by dziecko miało poczucie, że uczestniczy w fascynującej przygodzie, a nie w lekcji przyrody. Mój syn po prostu chłonie te informacje i z ogromnym zainteresowaniem śledzi losy bohaterów. Książki Tomasza Samojlika to moim zdaniem prawdziwa skarbnica wiedzy dla młodych czytelników, szczególnie tych, którzy kochają zwierzęta i chcą lepiej zrozumieć otaczający ich świat. Bardzo ciekawym dodatkiem są umieszczone na końcu książki materiały o „zwierzakach w tarapatach”, które podkreślają edukacyjny wymiar tej serii. To świetne uzupełnienie historii i dobry punkt wyjścia do rozmowy z dzieckiem o zagrożeniach, z jakimi mierzy się dziś przyroda. Na uwagę zasługuje też estetyczne wydanie książki. Mapa na okładce, na której zaznaczono wcześniejsze miejsca przygód naszego małego robota, została przygotowana bardzo ładnie i z pomysłem.
Najważniejsze jest jednak to, że Tomasz Samojlik w bardzo prosty, a zarazem mądry sposób pokazuje dzieciom, z jakimi problemami zmaga się współczesna przyroda. Nie robi tego nachalnie ani zbyt ciężko, lecz tak, by młody czytelnik mógł zrozumieć wagę tych tematów i jednocześnie nie stracił radości z samej lektury. „Arktyczne kłopoty” to więc nie tylko ciekawa i dobrze opowiedziana historia, ale też książka naprawdę ważna — szczególnie dla dzieci, które kochają zwierzęta, interesują się naturą i chcą dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
Jako że mój syn jest wielkim fanem twórczości Tomasza Samojlika, sięgnęliśmy już po kolejne części serii o Naturobociku. Zanim jednak rozpoczęliśmy lekturę trzeciego tomu, postanowiliśmy jeszcze raz wrócić do „Arktycznych kłopotów”. I był to bardzo dobry pomysł, bo to książka, która nie tylko bawi, ale też w niezwykle przystępny sposób uczy i najważniejsze uwrażliwia na...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-28
„Grobowa cisza” to ciekawy kryminał, który bardzo dobrze oddaje klimat czasów przemian ustrojowych w Polsce, gdy milicja dopiero co przekształciła się w policję. Jest rok 1992. Leśniczy, wracając po zakończonym polowaniu, odkrywa w lesie zwłoki mężczyzny. Dzień wcześniej w tym samym miejscu odbywało się polowanie, w którym uczestniczył między innymi właściciel pobliskiego banku — człowiek o dość szemranej przeszłości. Wszystko wskazuje na to, że doszło do morderstwa, jednak najpierw trzeba ustalić tożsamość ofiary.
W tym samym czasie policja w Poznaniu rozpoczyna śledztwo w sprawie nielegalnej rozlewni spirytusu, wwożonego do Polski ciężarówkami, a następnie rozcieńczanego i wprowadzanego do obrotu. Proceder odbywa się w gorzelni w Wolsztynie. Śledztwo prowadzi Mariusz Blaszkowski, zwany Blachą. W sprawę angażuje się także podkomisarz Teofil Olkiewicz, który próbuje ustalić, kto stoi za nielegalnym interesem. Jakby tego było mało, w mieście znika dziennikarz, od pewnego czasu badający podejrzaną przeszłość dyrektora banku, Ryszarda Grubińskiego. Wszystko zdaje się wskazywać właśnie na niego — ale czy słusznie? Z czasem okazuje się, że wszystkie te sprawy, choć początkowo wyglądają na zupełnie odrębne, zaczynają się ze sobą przenikać i łączyć w jedną, bardziej złożoną historię. To książka z tych, w których nie ma bardzo szybkiej akcji, ale w zamian czytelnik dostaje starannie budowany klimat i dużą dawkę opisów. Dzięki temu łatwo przenieść się pamięcią do czasów transformacji ustrojowej — epoki kaset VHS, Opla Kadetta i milionów na koncie czy w ręku, które w rzeczywistości niewiele znaczyły, bo były to jeszcze czasy sprzed denominacji. Do tego dochodzi wszechobecny alkohol, nieodłączny element tamtej rzeczywistości, szczególnie obecny przy interesach i układach.
W książce wyraźnie widać również przenikanie się wpływów dawnego SB i nowo tworzonych struktur policyjnych. Te dwa światy często były ze sobą powiązane, a autor dobrze to pokazuje. Mamy więc układy, kombinatorstwo, szemrane interesy i alkohol transportowany z Niemiec — wszystko to składa się na obraz Polski początku lat 90.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
„Grobowa cisza” to ciekawy kryminał, który bardzo dobrze oddaje klimat czasów przemian ustrojowych w Polsce, gdy milicja dopiero co przekształciła się w policję. Jest rok 1992. Leśniczy, wracając po zakończonym polowaniu, odkrywa w lesie zwłoki mężczyzny. Dzień wcześniej w tym samym miejscu odbywało się polowanie, w którym uczestniczył między innymi właściciel pobliskiego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-25
„Rzeźbiarz kości” to powieść, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. To książka z atmosferą, ciekawie poprowadzoną intrygą i oryginalnym połączeniem kryminału, tajemnicy oraz motywów matematycznych. Już od pierwszych stron czuć, że autor nie idzie utartą ścieżką, tylko proponuje czytelnikowi coś bardziej nietypowego.
Głównym z głównych bohaterów jest policjant Mateusz Dafner, który – nie ma co ukrywać – trafia do Jaworzna trochę jak za karę. Z braku lepszych perspektyw przybywa do miasta, którego szczerze nie znosi i z którym nie wiąże żadnych pozytywnych nadziei. Sytuacja szybko się komplikuje, gdy dochodzi do makabrycznych odkryć: najpierw odnaleziony zostaje szkielet ułożony w gwiazdę Dawida, a później kolejny – tym razem w swastykę. Już te obrazy pokazują, że nie będzie to zwykły kryminał, lecz historia mocno osadzona w mrocznej przeszłości tego miejsca. Wydarzenia zaczynają prowadzić do dawnego obozu koncentracyjnego położonego nieopodal, który po II wojnie światowej był wykorzystywany przez Polaków do przetrzymywania Niemców. Autor nie buduje napięcia wyłącznie na współczesnym śledztwie, ale umiejętnie splata je z trudną i niejednoznaczną historię. Równolegle poznajemy Tomasza Wetlińskiego, programistę, który wprowadza się do dużego domu położonego niedaleko miasta, licząc na odpoczynek od miejskiego zgiełku. To bohater nietuzinkowy, bo jego życie w znacznym stopniu zdominowane jest przez liczby i potrzebę liczenia. W nowym domu odkrywa tajemnicze pomieszczenie pokryte matematycznymi twierdzeniami. Początkowo wydaje się to jedynie osobliwym elementem scenerii, ale z czasem zaczyna układać się w coraz bardziej logiczną i niepokojącą całość. W rozwiązaniu zagadki pomaga mu sąsiadka Lawenda – młoda, atrakcyjna kobieta pracująca w urzędzie miasta, która również okazuje się mieć wyjątkowy talent do matematyki. Dużym atutem tej książki jest właśnie to niezwykłe połączenie pozornie odległych elementów: brutalnej zbrodni, lokalnej historii, starego domu pełnego sekretów i matematycznych zagadek. Dzięki temu fabuła wyróżnia się na tle wielu innych thrillerów czy kryminałów. Na plus wypadają również bohaterowie. Są ciekawi, niejednoznaczni i mają własne bagaże doświadczeń, co sprawia, że nie są jedynie dodatkiem do intrygi. Fabuła prowadzona jest sprawnie, a autor umiejętnie podsyca zainteresowanie czytelnika. Kolejne odkrycia naprawdę zachęcają do dalszej lektury i sprawiają, że chce się poznać rozwiązanie tej zagadki.
Podsumowując, „Rzeźbiarz kości” to bardzo dobra, nietuzinkowa i wciągająca powieść. Autor stworzył historię mroczną, intrygującą i oryginalną, a przy tym umiejętnie połączył kryminalną zagadkę z tłem historycznym i matematycznymi motywami. To jedna z tych książek, które potrafią naprawdę zainteresować i zostać w pamięci na dłużej. Zdecydowanie sięgnę po kolejne części tej serii.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
„Rzeźbiarz kości” to powieść, która zrobiła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. To książka z atmosferą, ciekawie poprowadzoną intrygą i oryginalnym połączeniem kryminału, tajemnicy oraz motywów matematycznych. Już od pierwszych stron czuć, że autor nie idzie utartą ścieżką, tylko proponuje czytelnikowi coś bardziej nietypowego.
Głównym z głównych bohaterów jest policjant...
2026-03-24
Muszę przyznać, że „Kochanka lekarza” mnie rozczarowała. Z opisu wynikało, że będzie to wciągający thriller psychologiczny pełen napięcia, niedopowiedzeń i zaskakujących zwrotów akcji. W moim przypadku jednak ta obietnica nie została spełniona. Książka ani mnie szczególnie nie wciągnęła, ani nie zaskoczyła, a większość wydarzeń wydała mi się zbyt przerysowana i dość przewidywalna.
Fabuła koncentruje się wokół dwóch kobiet – Alice i Fern. Jedna była żoną Drew Devlina, druga jego kochanką. Sam Drew zginął, a odpowiedzialna za jego śmierć żona zdołała zrzucić podejrzenia na Alice, która trafiła do więzienia. Gdy po czasie wychodzi na wolność, nie zamierza odpuścić i chce odnaleźć Fern. Tymczasem Fern, ukrywając się pod zmienioną tożsamością, ucieka przed policją. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że obie kobiety niedawno urodziły dzieci. Są wyczerpane, działają pod presją i mimo fizycznego oraz emocjonalnego zmęczenia wciąż konsekwentnie dążą do swoich celów. Jedną napędza chęć ucieczki, drugą – pragnienie zemsty. Trzeba oddać autorce, że książkę czyta się szybko. Akcja posuwa się do przodu sprawnie, a krótkie rozdziały sprzyjają płynnej lekturze. To jednak dla mnie za mało, by uznać tę powieść za naprawdę udany thriller. Największym problemem okazali się bohaterowie – wydały mi się dość przeciętni, a ich psychologia została potraktowana powierzchownie. Trudno było mi mocniej zaangażować się w ich historię, bo brakowało tu głębi, wiarygodności i bardziej złożonych emocji. Właśnie dlatego nie do końca zgadzam się z określaniem tej książki mianem thrillera psychologicznego. W moim odczuciu to raczej powieść obyczajowa z elementami sensacyjnymi, niż historia, która rzeczywiście buduje napięcie psychologiczne. Owszem, jest konflikt, są tajemnice i dramatyczne wydarzenia, ale zabrakło atmosfery niepokoju i prawdziwego napięcia, które powinny wyróżniać ten gatunek.
Podsumowując: „Kochanka lekarza” to książka lekka, czytana szybko, ale niestety dość przeciętna. Nie znalazłem tu ani szczególnie interesujących postaci, ani fabuły, która potrafiłaby mocniej zaskoczyć. To raczej propozycja dla osób, które są już związane z serią albo lubią bardziej obyczajowe historie z domieszką intrygi.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
Muszę przyznać, że „Kochanka lekarza” mnie rozczarowała. Z opisu wynikało, że będzie to wciągający thriller psychologiczny pełen napięcia, niedopowiedzeń i zaskakujących zwrotów akcji. W moim przypadku jednak ta obietnica nie została spełniona. Książka ani mnie szczególnie nie wciągnęła, ani nie zaskoczyła, a większość wydarzeń wydała mi się zbyt przerysowana i dość...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-21
W mojej opinii „Inauguracja” jest pozycją wyraźnie rozczarowującą. Choć punkt wyjścia fabularnego zapowiadał interesującą, a nawet niepokojącą historię, ostatecznie książka nie zrobiła na mnie wrażenia pod kątem tempa narracji, ani konstrukcji fabuły czy finału.
Akcja rozpoczyna się od wyjazdu grupy nauczycieli do starego ośrodka wypoczynkowego. Spotkanie ma charakter integracyjno organizacyjny i służy omówieniu zasad funkcjonowania nowej, innowacyjnej szkoły dla dzieci niedostosowanych społecznie, która ma nosić nazwę „Nowy Start”. Już na tym etapie autorka próbuje budować atmosferę tajemnicy, jednak zamiast stopniowego napięcia otrzymujemy długie opisy mało znaczących wydarzeń. Narracja prowadzona jest głównie z perspektywy dwóch bohaterek: Anki – nauczycielki skrywającej pewną tajemnicę, oraz Danuty – jednej z twórczyń nowej szkoły, a zarazem influencerki i osoby publicznej. Początkowo ich historie wydają się zupełnie niezależne, jednak z biegiem czasu zaczynają się ze sobą przeplatać. Niestety, znaczną część książki wypełniają sceny, które niewiele wnoszą do rozwoju akcji. Nauczyciele – osoby, które z racji zawodu powinny cechować się dojrzałością – zachowują się momentami jak ich wychowankowie. Ogniska z dużą ilością alkoholu, nocne zabawy czy podchody sprawiają wrażenie sztucznie przedłużających narrację i nie budują ani napięcia, ani wiarygodności postaci. Przez długi czas odnosiłem wrażenie, że fabuła stoi w miejscu. Dopiero pod koniec powieści następuje wyraźne przyspieszenie wydarzeń: dochodzi do zaginięcia jednego z uczestników wyjazdu, wybucha burza, a zalane drogi odcinają bohaterów od świata zewnętrznego. To moment, w którym historia wreszcie zaczyna przypominać thriller. Niestety, ten zwrot akcji następuje zbyt późno, by w pełni zrekompensować wcześniejszą stagnację. Finał, choć dynamiczny, okazał się dla mnie mało satysfakcjonujący i nie przyniósł poczucia fabularnego domknięcia.
Podsumowując, „Inauguracja” to książka, w której zabrakło równowagi między budowaniem atmosfery a rozwojem akcji. Postacie są momentami wyraziste, a sam pomysł na fabułę miał potencjał, jednak jego realizacja pozostawia wiele do życzenia. Zbyt wolne tempo, długie fragmenty pozbawione znaczenia oraz rozczarowujący finał sprawiają, że całość wypada słabo i raczej nie zachęca do sięgnięcia po kolejne książki autora/autorki.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
W mojej opinii „Inauguracja” jest pozycją wyraźnie rozczarowującą. Choć punkt wyjścia fabularnego zapowiadał interesującą, a nawet niepokojącą historię, ostatecznie książka nie zrobiła na mnie wrażenia pod kątem tempa narracji, ani konstrukcji fabuły czy finału.
Akcja rozpoczyna się od wyjazdu grupy nauczycieli do starego ośrodka wypoczynkowego. Spotkanie ma charakter...
2026-03-19
Mam dość mieszane odczucia wobec książki „Idź za mną. Język sekciarskiego fanatyzmu”. Z jednej strony jest to pozycja interesująca i poruszająca ważny temat, z drugiej po lekturze trudno mi jednoznacznie określić, jaki był zasadniczy cel tego reportażu.
Autorka pokazuje mechanizmy, jakimi posługują się przywódcy różnych ugrupowań, by zaspokajać potrzeby swoich wyznawców i skutecznie pozyskiwać nowych członków. Obietnice zbawienia, bogactwa czy ogólnej poprawy życia okazują się niezwykle skutecznym narzędziem wpływu, któremu wiele osób ulega. Istotnym wątkiem książki jest także analiza języka używanego przez tego rodzaju środowiska. Każda z takich grup operuje charakterystycznymi zwrotami i pojęciami, które wzmacniają poczucie wspólnoty, budują tożsamość oraz wyraźnie wyznaczają granicę między „nami” a „nimi”. Ten język staje się narzędziem identyfikacji, motywacji i utrwalania przynależności. Ciekawie wypada połączenie tych obserwacji z osobistymi doświadczeniami autorki. Widać też wyraźnie, że opisywane mechanizmy nie ograniczają się wyłącznie do sekt religijnych — pojawiają się również odniesienia do mediów społecznościowych, polityki, marketingu wielopoziomowego czy nawet środowiska crossfitowego. Szczególnie interesujący był dla mnie rozdział poświęcony MLM i temu, jak silnie tego rodzaju struktury opierają się na specyficznej atmosferze, języku i obietnicy wspólnoty, co autorka zestawia z funkcjonowaniem sekty.
Problemem tej książki jest jednak jej nierówność. Początek zapowiada się naprawdę obiecująco, ale z czasem całość staje się momentami monotonna. Przy kolejnych opisywanych grupach miałem wrażenie powtarzalności i pewnego deja vu. Warto też zaznaczyć, że nie jest to reportaż w pełnym znaczeniu tego słowa, lecz raczej połączenie osobistych historii autorki z opisami najgłośniejszych sekt w Stanach Zjednoczonych.
Ostatecznie uważam, że to książka ciekawa, ale nie do końca spełniająca obietnicę, jaką sugeruje jej opis. Porusza ważny temat i zawiera interesujące spostrzeżenia, jednak momentami brakuje jej większej dynamiki i wyraźniejszego kierunku.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
Mam dość mieszane odczucia wobec książki „Idź za mną. Język sekciarskiego fanatyzmu”. Z jednej strony jest to pozycja interesująca i poruszająca ważny temat, z drugiej po lekturze trudno mi jednoznacznie określić, jaki był zasadniczy cel tego reportażu.
Autorka pokazuje mechanizmy, jakimi posługują się przywódcy różnych ugrupowań, by zaspokajać potrzeby swoich wyznawców i...
2026-03-18
„Barbarossa: Jak Hitler przegrał wojnę” to niestety, w mojej ocenie, pozycja raczej słaba. Z jednej strony książka zawiera dość rozbudowany opis zarówno militarny, jak i polityczny jednej z największych operacji wojskowych II wojny światowej. To właśnie 22 czerwca 1941 roku rozpoczął się atak III Rzeszy na Związek Sowiecki. Już od pierwszych dni wojny Armia Czerwona nie była w stanie skutecznie przeciwstawić się potędze militarnej Wehrmachtu, mimo swojej liczebności i znacznego potencjału. Był to zarazem początek otwartego starcia dwóch totalitarnych systemów.
Autor pokazuje nie tylko sytuację na froncie, lecz także kulisy politycznych rozmów między mocarstwami oraz proces organizowania wsparcia dla ZSRR. Wyraźnie widać, jak istotną rolę odegrała pomoc aliantów, zwłaszcza Stanów Zjednoczonych, w utrzymaniu zdolności wojennych Sowietów. Interesująco wypada również ukazanie niemieckiego terroru na zajętych terenach — wraz z wkroczeniem Wehrmachtu pojawiały się Einsatzgruppen, rozpoczynając brutalny czas zbrodni, eksterminacji i pogromów ludności żydowskiej. Autor przypomina też, że była to wojna prowadzona w logice całkowitego wyniszczenia przeciwnika.
Problem polega jednak na tym, że mimo obszernego materiału książka nie daje satysfakcji z lektury. Autor koncentruje się przede wszystkim na środkowym odcinku frontu, podczas gdy pozostałe obszary działań opisane są dość pobieżnie. W części politycznej szczególnie rzuca się w oczy roszczeniowa postawa Sowietów wobec aliantów — nie chodziło już tylko o surowce i sprzęt, ale również o dostęp do technologii.
Największą słabością tej książki pozostaje jednak sam styl autora. Przez lekturę trudno przebrnąć, a fragmenty poświęcone polityce i dyplomacji są przedstawione w sposób nużący, momentami wręcz męczący. Zamiast wciągać, tekst często zniechęca i sprawia wrażenie ciężkiego oraz mało przystępnego. W ogólnym rozrachunku nie jest to pozycja, którą poleciłbym innym czytelnikom.
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
„Barbarossa: Jak Hitler przegrał wojnę” to niestety, w mojej ocenie, pozycja raczej słaba. Z jednej strony książka zawiera dość rozbudowany opis zarówno militarny, jak i polityczny jednej z największych operacji wojskowych II wojny światowej. To właśnie 22 czerwca 1941 roku rozpoczął się atak III Rzeszy na Związek Sowiecki. Już od pierwszych dni wojny Armia Czerwona nie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-15
Do tej książki mam mieszane odczucia. Z jednej strony o zdecydowanej większości informacji przedstawionych w tej publikacji czytałem już wcześniej. Dlatego dla osoby zaznajomionej z historią „Polskie tajemnice II wojny światowej” raczej nie wniosą wiele nowego. Inaczej będzie jednak w przypadku czytelników dopiero rozpoczynających swoją przygodę z tym tematem — dla nich może to być naprawdę interesująca pozycja.
Mam wrażenie, że książka łączy w sobie zarówno fakty historyczne, jak i pewną liczbę domysłów, nie zawsze w pełni potwierdzonych. Nie odbiera jej to jednak całkowicie wartości. To dość specyficzny miszmasz tematów: z jednej strony poznajemy historię polskich inżynierów pracujących dla aliantów, z drugiej czytamy o polskich czołgach, z których większość niestety nigdy nie wyszła poza etap projektów. Pojawiają się tu także ciekawe rozważania dotyczące początku II wojny światowej — czy symbolicznie należy go wiązać z Westerplatte, czy może jednak z wcześniejszym atakiem na Wieluń.
Niektóre z przedstawionych w książce wątków historycznych wydają się bardzo wiarygodne i interesujące, inne natomiast sprawiają wrażenie mało prawdopodobnych. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że jako publikacja popularyzująca historię książka sprawdza się naprawdę dobrze. Dla młodszych czytelników może być ciekawym wprowadzeniem do zagadnień związanych z tajemnicami Polski w czasie II wojny światowej. Tematy zostały ujęte szeroko, choć raczej dość pobieżnie, co z jednej strony może pozostawiać niedosyt, ale z drugiej — zachęca do dalszego samodzielnego zgłębiania tych kwestii.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
Do tej książki mam mieszane odczucia. Z jednej strony o zdecydowanej większości informacji przedstawionych w tej publikacji czytałem już wcześniej. Dlatego dla osoby zaznajomionej z historią „Polskie tajemnice II wojny światowej” raczej nie wniosą wiele nowego. Inaczej będzie jednak w przypadku czytelników dopiero rozpoczynających swoją przygodę z tym tematem — dla nich...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-12
„Milczące dziewczyny” to interesująca powieść koncentrująca się na losach ofiar miejscowego biznesmena, który przez lata pozostawał bezkarny. W centrum historii znajduje się Edmund Molenda — właściciel hotelu i jednocześnie człowiek odpowiedzialny za krzywdę wielu młodych dziewczyn. Przez długi czas nikt nie chciał dać wiary jego ofiarom, zwłaszcza że były to dzieci pochodzące z trudnych środowisk, pozbawione realnego wsparcia. Dodatkowym problemem był fakt, że matki niektórych z nich pracowały w hotelu Molendy, co jeszcze bardziej utrudniało ujawnienie prawdy i sprzeciw wobec człowieka, od którego zależał byt całych rodzin.
Po latach milczenia i pozornego spokoju Molenda ponownie wybiera swoją ofiarę. Tym razem jest nią trzynastoletnia Kamila. Byłe ofiary, już dziś dorosłe kobiety, próbują zrobić wszystko, by nie dopuścić do kolejnej tragedii. Dołącza do nich również córka Molendy, która od dawna zdaje sobie sprawę z tego, kim naprawdę jest jej ojciec. Przez lata starała się kontrolować sytuację, jednak z czasem okazuje się to ponad jej siły. Akcja rozgrywa się w małej mazurskiej miejscowości, gdzie niemal wszyscy się znają, a lokalny hotel stanowi dla wielu mieszkańców podstawowe źródło utrzymania. Ta zamknięta społeczność, pełna zależności, przemilczeń i lęku, została przedstawiona bardzo wiarygodnie. Dodatkowym wątkiem jest zabójstwo młodej letniczki, które początkowo wydaje się odrębną sprawą, lecz z biegiem fabuły ujawniają się jego powiązania z głównym nurtem wydarzeń. To książka silnie nasycona emocjami. Od początku wyraźnie wiadomo, kto w tej historii jest sprawcą zła, a sam Edmund Molenda został wykreowany jako postać jednoznacznie odrażająca. Powieść czyta się szybko, fabuła jest dynamiczna, a losy kobiet budzą zainteresowanie. Ich historie zostały przedstawione w sposób, który pozwala zrozumieć motywacje bohaterek, nawet jeśli dopuszczają się czynów moralnie trudnych do zaakceptowania.
Za jeden z najciekawszych elementów tej powieści uważam ukazanie wydarzeń z perspektywy ofiar molestowania. To właśnie ten aspekt nadaje książce największy ciężar emocjonalny i sprawia, że lektura nie jest obojętna. Nie nazwałbym „Milczących dziewczyn” pozycją wybitną, ale z pewnością jest to książka ciekawa, angażująca i warta uwagi jako mocna, emocjonalna lektura na wieczór.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
„Milczące dziewczyny” to interesująca powieść koncentrująca się na losach ofiar miejscowego biznesmena, który przez lata pozostawał bezkarny. W centrum historii znajduje się Edmund Molenda — właściciel hotelu i jednocześnie człowiek odpowiedzialny za krzywdę wielu młodych dziewczyn. Przez długi czas nikt nie chciał dać wiary jego ofiarom, zwłaszcza że były to dzieci...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-03-10
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Mike’a Resnicka i muszę przyznać, że było to całkiem udane doświadczenie. Już od pierwszych stron widać, że autor dobrze odnajduje się w konwencji militarnej science fiction, łącząc kosmiczną przygodę, polityczne napięcia i wyrazistego bohatera, który zdecydowanie nie należy do ludzi ślepo podporządkowujących się rozkazom.
Główną postacią powieści jest Wilson Cole — oficer, który mimo że już dwukrotnie stracił dowództwo za ignorowanie poleceń przełożonych, w oczach wielu obywateli wciąż pozostaje bohaterem. To właśnie ta reputacja sprawia, że zamiast całkowitego odsunięcia zostaje wysłany na okręt „Theodor Roosevelt” jako drugi zastępca kapitana. Sama jednostka jest już mocno przestarzała, a jej załoga składa się w dużej mierze z ludzi podobnych do Cole’a — weteranów, zmęczonych służbą i dalekich od wzorcowej dyscypliny. Rejon, do którego trafia okręt, nie zapowiada większych emocji. Panuje tam marazm, a największym problemem staje się zabijanie nudy, rutyna i wynikające z tego rozluźnienie obyczajów. Taka atmosfera szybko odbija się na morale załogi i sprawia, że sytuacja staje się bardziej niebezpieczna, niż mogłoby się wydawać. W tle cały czas trwa wojna Republiki z Federacją Teroni, więc napięcie narasta, a Cole musi mierzyć się nie tylko z realnym zagrożeniem ze strony przeciwnika, ale również z politycznymi rozgrywkami wewnątrz armii. Im lepiej poznaje mechanizmy rządzące wojskową machiną, tym mocniej utwierdza się w przekonaniu, że nie pasuje do tego świata. W efekcie coraz wyraźniej zaczyna skłaniać się ku roli buntownika. Muszę przyznać, że bardzo spodobał mi się klimat tej książki. Całość mocno kojarzyła mi się z serią Mass Effect, co zdecydowanie działało na jej korzyść. Mamy tu rozbudowane futurystyczne uniwersum, kosmos, obce rasy i wojskowo-polityczne konflikty, a wszystko to podane w lekkiej, przystępnej formie. Książkę czyta się szybko, akcja potrafi wciągnąć, a fabuła jest na tyle dynamiczna, że trudno się przy niej nudzić. Jednym z drobnych minusów było dla mnie to, że niektóre rasy trudno było sobie od razu dobrze wyobrazić. Co ciekawe, dopiero po lekturze zorientowałem się, że na końcu książki znajdują się dodatkowe opisy, które pomagają lepiej osadzić czytelnika w tym świecie. Szkoda, że nie zwróciłem na to uwagi wcześniej, bo z pewnością ułatwiłoby mi to odbiór części elementów tego uniwersum.
Na plus warto też zaliczyć samo wydanie — najnowsza edycja prezentuje się naprawdę bardzo dobrze i zdecydowanie przyciąga wzrok. To jedna z tych książek, które dobrze wyglądają nie tylko podczas czytania, ale i na półce.
Podsumowując „Starship: Bunt” to solidna, przyjemna science fiction z wyraźnie zarysowanym bohaterem, ciekawym światem i atmosferą, która może przypaść do gustu fanom kosmicznych historii w stylu Mass Effecta. Nie jest to może książka idealna, ale jako pierwsze spotkanie z Resnickiem wypadła naprawdę dobrze i chętnie sięgnę po kolejne jego tytuły.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Mike’a Resnicka i muszę przyznać, że było to całkiem udane doświadczenie. Już od pierwszych stron widać, że autor dobrze odnajduje się w konwencji militarnej science fiction, łącząc kosmiczną przygodę, polityczne napięcia i wyrazistego bohatera, który zdecydowanie nie należy do ludzi ślepo podporządkowujących się rozkazom.
Główną...
2026-03-08
„Leo Minor” to druga część „Psów gończych” i trzeba przyznać, że jest to naprawdę udana kontynuacja. Powieść nie tylko rozwija wątki z pierwszego tomu, ale także skutecznie pogłębia atmosferę tajemnicy, w tym walki wywiadów.
Tym razem bohaterowie, poznani już w poprzedniej części, stają przed wyjątkowo brutalną i zagadkową sprawą. Na tyłach Nowego Cmentarza Żydowskiego w Łodzi zostaje odnaleziona odcięta głowa. To makabryczne odkrycie uruchamia śledztwo, nad którym ponownie pochyla się Jakub Gajcer, próbując ustalić, kim był nieszczęśnik i co doprowadziło do tej zbrodni. Sytuację dodatkowo komplikuje śmierć wdowy po dyrektorze banku Weberze. Z każdą kolejną stroną widać wyraźniej, że nic nie dzieje się tu przypadkowo, a wszystkie tropy zaczynają prowadzić do wydarzeń zapoczątkowanych już w pierwszej części. To duży atut tej powieści, ponieważ autorka nie porzuca wcześniej rozpoczętych motywów, lecz konsekwentnie je rozwija i stopniowo wyjaśnia. W moim odczuciu akcja w tej części toczy się nieco wolniej niż w pierwszym tomie. Nie odbieram tego jednak jako wady. Wręcz przeciwnie — autorka wyraźnie mocniej stawia tutaj na budowanie klimatu, a ten wypada znakomicie. Międzywojenna Łódź została odtworzona bardzo sugestywnie i z dużą dbałością o szczegóły. Podczas lektury naprawdę można poczuć atmosferę miasta, niemal zobaczyć ruch na ulicy Piotrkowskiej, napięcia społeczne, wielokulturowość Łodzi i obecność społeczności żydowskiej, która stanowi ważne tło tej historii. Nie ma co ukrywać — to rasowy retrokryminał, i to zrealizowany bardzo dobrze. Obok zagadki kryminalnej równie istotne są tu realia epoki, obyczajowość oraz mroczny, gęsty klimat miasta, które niemal staje się jednym z bohaterów powieści. To właśnie dzięki temu „Leo Minor” nie jest jedynie historią o śledztwie, lecz także opowieścią mocno osadzoną w konkretnym czasie i miejscu.
To książka dla czytelników, którzy w kryminałach cenią nie tylko tempo i zwroty akcji, ale również atmosferę, historyczne tło i konsekwentnie prowadzone wątki. „Leo Minor” może nie jest powieścią bardziej dynamiczną od pierwszej części, ale nadrabia to klimatem, dopracowanym settingiem i satysfakcjonującym rozwinięciem wcześniejszych wydarzeń. Dla fanów retrokryminałów będzie to zdecydowanie lektura warta uwagi.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
„Leo Minor” to druga część „Psów gończych” i trzeba przyznać, że jest to naprawdę udana kontynuacja. Powieść nie tylko rozwija wątki z pierwszego tomu, ale także skutecznie pogłębia atmosferę tajemnicy, w tym walki wywiadów.
Tym razem bohaterowie, poznani już w poprzedniej części, stają przed wyjątkowo brutalną i zagadkową sprawą. Na tyłach Nowego Cmentarza Żydowskiego w...
Rzadko wystawiam ocenę 9, ale w przypadku książki „Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach” uważam ją za w pełni uzasadnioną. Jacek Hołub podejmuje temat, o którym wciąż mówi się zbyt rzadko — temat przemocy ukrytej za zamkniętymi drzwiami mieszkań, zagłuszanej milczeniem, wstydem i społecznym przyzwoleniem na odwracanie wzroku. To opowieść o tym, co dzieje się tuż obok nas, choć tak często udajemy, że tego nie widzimy.
Ogromne wrażenie robią już same statystyki, które są po prostu wstrząsające. Autor pokazuje skalę zjawiska, które nie jest marginesem ani jednostkowym dramatem, lecz realnym i powszechnym problemem społecznym. Przemoc najczęściej kojarzona jest z biciem i fizycznym okrucieństwem, jednak reportaż Hołuba dobitnie uświadamia, że ma ona znacznie więcej twarzy. Może przybierać formę psychicznego upokarzania, kontroli, zastraszania czy ekonomicznego uzależnienia — i każda z tych form pozostawia głębokie, często niewidoczne na pierwszy rzut oka rany. Jednym z najmocniejszych elementów tej książki jest pokazanie przemocy jako mechanizmu dziedziczonego, powielanego, przechodzącego z pokolenia na pokolenie. Najpierw krzywdzi ojciec, potem krzywdzone dziecko nasiąka tym wzorcem i po latach samo staje się sprawcą. W ten sposób spirala przemocy nie tylko się nie kończy, ale wciąż zatacza kolejne kręgi, obejmując następne osoby i następne rodziny. Szczególnie poruszające są przytoczone w reportażu historie konkretnych ludzi. To nie są krótkie epizody ani pojedyncze akty agresji, lecz długotrwałe dramaty rozpisane na lata. Lata bicia, poniżania, zastraszania, psychicznego wyniszczania. A później jeszcze dłuższa, bolesna droga do odzyskiwania choćby namiastki normalności, poczucia bezpieczeństwa i godności. Hołub oddaje głos swoim bohaterom w sposób przejmujący, ale pozbawiony taniej sensacji, dzięki czemu ich opowieści wybrzmiewają z pełną siłą. Bardzo mocno wybrzmiewa tu również bezradność systemu. Autor pokazuje wprawdzie działalność fundacji i osób, które niosą pomoc ofiarom przemocy, ale jednocześnie obnaża liczne błędy instytucji, które powinny stać po stronie pokrzywdzonych. Szczególnie zapadła mi w pamięć historia policjantki, która straciła pracę po rzekomym pobiciu przemocowego alkoholika. Ją usunięto ze służby, podczas gdy on otrzymał odszkodowanie, mimo wieloletniej historii przemocy. To jedna z tych opowieści, które pokazują, jak głęboko niesprawiedliwy i niewydolny bywa system. Ważne jest także to, że autor nie upraszcza obrazu przemocy. Pokazuje, że jej sprawcami bywają nie tylko mężczyźni. Kobiety również potrafią krzywdzić — częściej psychicznie niż fizycznie, ale skutki tej przemocy także bywają dewastujące. Dzięki temu reportaż nie wpada w schematyczność, lecz pokazuje problem w całej jego złożoności.
To książka bardzo mocna, chwilami wręcz porażająca. Reportaż, który nie pozostawia czytelnika obojętnym, bo zmusza do konfrontacji z rzeczywistością, którą zbyt często wypiera się ze społecznej świadomości. Jacek Hołub podjął się zadania trudnego i wymagającego ogromnej uważności — i zrobił to naprawdę bardzo dobrze. Co równie istotne, oddał głos zarówno ofiarom, jak i sprawcom, dzięki czemu czytelnik otrzymuje obraz przemocy z dwóch perspektyw. To lektura bolesna, ale potrzebna, a może nawet konieczna.
Czytajcie!
📚 Wpadasz na Bookstagrama?
Jeśli lubisz książki i scrollowanie Insta w poszukiwaniu czytelniczych perełek – to zapraszam @mikroczytelnia :)
Rzadko wystawiam ocenę 9, ale w przypadku książki „Beze mnie jesteś nikim. Przemoc w polskich domach” uważam ją za w pełni uzasadnioną. Jacek Hołub podejmuje temat, o którym wciąż mówi się zbyt rzadko — temat przemocy ukrytej za zamkniętymi drzwiami mieszkań, zagłuszanej milczeniem, wstydem i społecznym przyzwoleniem na odwracanie wzroku. To opowieść o tym, co dzieje się...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to