-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać30 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać441 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
Wychowywany przez parę uzdrowicieli Dein marzy o wstąpieniu do elitarnej Gwardii Słonecznej. Jednak opiekujący się nim Leśniad z nieznanego chłopakowi powodu blokuje mu możliwość startu w Turnieju Wolnych Ostrzy, będącym pierwszym etapem eliminacji kandydatów do Gwardii.
Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, Leśniad zabiera swojego podopiecznego w góry i zapowiada, że przed młodzieńcem egzamin ze sztuki wojennej oraz taktyki. Przekazuje mu też zasady, którymi będzie się musiał kierować oraz to… że zwycięstwo nie będzie łatwe, ale najważniejsze, by i z porażki wyciągnął wnioski.
Dein musi stoczyć trzy pojedynki z trzema różnymi przeciwnikami, walczącymi innym stylem i mającym różne umiejętności. Nie wszystko idzie po myśli młodzieńca, ale Leśniad jest zadowolony i ogłasza, że nauczył go wszystkiego, czego mógł, i że od teraz najlepszym nauczycielem będzie życie. Chłopak dostaje też pozwolenie na udział w turnieju.
Uskrzydlony tą ostatnią nowiną Dein postanawia skompletować jak najlepszy ekwipunek, a to nie należy do najtańszych i najprostszych zadań. Robi jednak, co może, by te przeszkody nie uniemożliwiły mu realizacji marzenia…
Równolegle toczą się losy Morienne, wnuczki władcy Myriadii. Dziewczyna stara się sprostać wymaganiom dziadka, równocześnie dążąc do spełnienia własnych marzeń o odniesieniu sukcesu jako członek armii. Nie idzie jej najlepiej, bo nie może wyprzeć się swojego pochodzenia i często jest postrzegana przez pryzmat szlachectwa.
W pewnym momencie zostaje wezwana przez dziadka, przez co nie może być razem z resztą oddziału. Pech chce, że akurat w tym momencie następuje atak i wojownicy zostają zdziesiątkowani. Nie obywa się bez oskarżeń pod adresem Morienne, że celowo wybrała właśnie ten moment na wizytę w mieście. To sprawia, że postanawia pójść własną drogą i zgłasza się do turnieju…
Niestety pech jej nie opuszcza i przeddzień walki ktoś kradnie jej znacznik oraz pieniądze, za które mogłaby w trybie pilnym zamówić duplikat.
Niespodziewanie z pomocą przychodzi Dein, który przypomina sobie o pewnym punkcie w regulaminie turnieju…
Tylko, czy jego pomoc wystarczy…?
Jaki wpływ na Deina mieli jego opiekunowie?
Dlaczego Leśniad blokował start Deina w turnieju?
Czym jest Gwardia Słonecznej?
Co poza pochodzeniem utrudnia życie Morienne?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
To samo uniwersum, nowa trylogia, nowe postaci i… nowi ulubieńcy. Jeszcze niedawno, gdyby ktoś mnie zapytał o faworyta, prawdopodobnie wskazałabym kogoś innego, ale teraz wybieram Deina. Zaimponował mi tym, że mimo młodego wieku wie, co chce robić, nie tracąc żadnej okazji, by nauczyć się wszystkiego, co tylko możliwe, i przy okazji ćwicząc pamięć.
Częściowo jest to zasługą jego opiekunów, częściowo Leśniada, a częściowo… genów.
Dlaczego? Tego Wam nie zdradzę
Nie oznacza to jednak, że nie zauważam pozostałych postaci, w tym Morienne czy Leśniada, bowiem często jest tak, że decyzja jednej osoby wpływa na losy pozostałych.
W sumie wpływ Leśniada, choć pojawiał się tylko epizodycznie jest chyba największy, bo gdyby nie jego nauki, to losy sporej części mieszkańców Dwuświata potoczyłyby się zupełnie inaczej.
Mamy więc dowód, że każda informacja i choćby nie wiem jak prozaiczna umiejętność czy decyzja ma wpływ zarówno na nas, jak i na innych.
Warto więc czasami zatrzymać się choć na chwilę i pomyśleć: czy to naprawdę jest nam potrzebne? Względnie: czy musimy tak pędzić? Wszak jak dojedziemy nieco później lub wyjedziemy ciut wcześniej, to osiągniemy ten sam efekt, ale w bezpieczniejszy sposób…
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi
Wychowywany przez parę uzdrowicieli Dein marzy o wstąpieniu do elitarnej Gwardii Słonecznej. Jednak opiekujący się nim Leśniad z nieznanego chłopakowi powodu blokuje mu możliwość startu w Turnieju Wolnych Ostrzy, będącym pierwszym etapem eliminacji kandydatów do Gwardii.
Pewnego dnia, zupełnie niespodziewanie, Leśniad zabiera swojego podopiecznego w góry i zapowiada, że...
Na stacji kosmicznej ISS trwają przygotowania do dostosowania przestrzeni do nowych zadań. Wszystkim zależy na czasie, więc stacjonujący na orbicie specjaliści dwoją się i troją, by wszystko było przygotowane na czas, są jednak uzależnieni od dostaw z Ziemi. Jednak w kolejnym transporcie zamiast spodziewanych części i narzędzi komandor Anna Simmons znajduje zapas pożywienia i wody, który dla niej i jej podkomendnych wystarczy na co najmniej kilkanaście miesięcy.
Zdezorientowana kobieta łączy się z bazą NASA w Houston próbując wyjaśnić ten błąd, ale zanim czegokolwiek się dowie spostrzega nad Kanadą silne eksplozje. Nie musi długo się zastanawiać, by odgadnąć, że ktoś z jakiegoś powodu odpalił rakiety z ładunkiem jądrowym. Pytanie tylko kto i dlaczego tak postąpił?
Anna i jej ludzie zostają postawieni wobec nieuniknionego, czyli konieczności przetrwania w Kosmosie do momentu, gdy powrót na Ziemię będzie względnie bezpieczny…
Na szczęście błyskawiczna reakcja Władimira, który niemal w ostatnich chwili kieruje ISS na inną orbitę wszyscy mają czas, by znaleźć jakiekolwiek odpowiedzi oraz opracować strategię jak poradzić sobie w Kosmosie i to bez wsparcia z Ziemi.
Szczęściem w nieszczęściu udaje się ustalić, że skażenie po eksplozjach będzie zneutralizowane po zaledwie kilku latach, więc szanse na przetrwanie w stanie niemal zerowej grawitacji nieco wzrosły.
Niemniej najpierw trzeba opanować własne nerwy oraz zaplanować najbliższą przyszłość.
Do osiągnięcia celu niespodziewanie przybliża ich dryfująca po orbicie Chinka, jedyna ocalała z innej stacji kosmicznej.
Tylko czy dodatkowa osoba i jej umiejętności wystarczą, by przetrwać?
Kto sprawił, że na orbitę wysłano nie ten ładunek?
Kto i dlaczego odpalił pierwsze ładunki?
Czy Annie i jej podwładnym uda się zrealizować choć część planów?
Dlaczego przybycie Chinki podniosło ich szanse na przetrwanie?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
Przyszłość w odróżnieniu od przeszłości nie jest z góry ustalona. Można ją w pewnym stopniu przewidzieć i zaplanować uwzględniając różne opcje, ale nigdy nie można się przygotować na wszystko.
Historia Anny i pozostałych członków załogi orbitalnej jest tego doskonałym przykładem. W Kosmosie nie ma bowiem miejsca na pomyłki. Tak więc, by tam przetrwać, trzeba mieć żelazne nerwy i na dodatek umieć błyskawicznie analizować posiadane dane, by znaleźć najlepsze rozwiązanie.
Owszem, nie da się uniknąć kryzysu, ale kluczowym jest to, by otrząsnąć się na tyle, by zacząć działać.
Mnie chyba najbardziej zaimponowało zachowanie Władimira, który choć rzuca przekleństwami potrafi zachować zimną krew i nie raz i nie dwa ratuje załodze skórę.
Dlatego, moim zdaniem, to on jest największym bohaterem tej historii. I choć nie umniejszam tego, co zrobili pozostali członkowie załogi, to bez Władimira wszystko potoczyłoby się zupełnie inaczej. Baa… ich historia skończyłaby się zaledwie po kilku minutach, którąś kolejną eksplozją w górnych warstwach ziemskiej atmosfery…
A Wy jakie wnioski wyciągniecie z tej książki?
PS: to drugi tom cyklu. Obie książki można czytać niezależnie, ale osobiście sugeruję, by zacząć od pierwszej części.
Na stacji kosmicznej ISS trwają przygotowania do dostosowania przestrzeni do nowych zadań. Wszystkim zależy na czasie, więc stacjonujący na orbicie specjaliści dwoją się i troją, by wszystko było przygotowane na czas, są jednak uzależnieni od dostaw z Ziemi. Jednak w kolejnym transporcie zamiast spodziewanych części i narzędzi komandor Anna Simmons znajduje zapas pożywienia...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Misja Winei, by poznać sytuację na Amadal, zmierza w niespodziewanym dla niej kierunku. Wyszkolona na Elise dziewczyna zostaje bowiem uznana za Słoneczną Panią, a to sprawia, że zostaje królową wyznawców Światła oraz przywódczynią wszystkich sprzymierzonych wojsk, a także realizującego własny plan Leśniada.
Rola Winei jest wyjątkowo ważna, gdyż po przeciwnej stronie stoi Semael, który zawarł pakt z boginią Mroku. Na dodatek ciemiężca ma w planach podbić oba kontynenty. Między innymi dlatego, poza wsparciem bogini, szuka też wsparcia wśród śmiertelników. Do grona jego najbardziej zaufanych istot należą zmiennokształtny Xorak i próbujący odkryć swoją przeszłość czempion Noran.
Semael nie zdaje sobie sprawy, że obaj jego poplecznicy mają własne plany, a Noran otrzymał zlecenie na zabicie uzurpatora. Nieświadomy wybraniec bogini zabezpiecza się więc niemal wyłącznie przed atakiem ze strony sług Światłości, w tym swoich dawnych wrogów i… rodziny. I choć ma przygotowaną strategię na (jak mu się wydaje) każdą okoliczność, okazuje się, że czegoś nie wziął pod uwagę…
Czy to wystarczy, by pokonać wybrańca bogini?
Jak długo Słoneczna Pani będzie musiała dalej chronić życie zarówno swoje, jak i swoich poddanych?
Dlaczego Noran wybrał taką strategię, by dotrzeć do celu?
Co sprawiło, że Wineę wybrano na Słoneczną Panią?
Czy podwójna gra Xoraka i Norana wyjdzie na jaw?
Czy Noran pozna prawdę o sobie?
Na czym polegał plan Leśniada?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
Ostatnia część trylogii to ostra jazda bez trzymanki. I tak, jak my możemy na moment przerwać czytanie (teoretycznie, bo historia z gatunku nieodkładalnych), tak bohaterowie nie mają czasu na to, by złapać oddech. Co chwila zaskakuje ich jakaś niespodzianka, zagadka do rozwiązania czy tajemnica do odkrycia lub ukrycia, a to wszystko pod płaszczykiem zwykłych codziennych obowiązków.
Na szczęście niemal wszyscy są przyzwyczajeni do życia na krawędzi, gdy od zachowania czujności zależy nie tylko własny los.
Mnie osobiście, choć trzymałam kciuki za to, by zwyciężyli najlepsi, najbardziej spodobała się strategia Leśniada, który udowodnił, że każda zdobyta kiedyś umiejętność może się do czegoś przydać. Przeważnie w najmniej spodziewanym momencie, ale z tym liczą się wszyscy żyjący na krawędzi.
Tylko czy to wystarczy, by odnieść sukces…?
O tym musicie przeczytać już sami…
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi
Misja Winei, by poznać sytuację na Amadal, zmierza w niespodziewanym dla niej kierunku. Wyszkolona na Elise dziewczyna zostaje bowiem uznana za Słoneczną Panią, a to sprawia, że zostaje królową wyznawców Światła oraz przywódczynią wszystkich sprzymierzonych wojsk, a także realizującego własny plan Leśniada.
Rola Winei jest wyjątkowo ważna, gdyż po przeciwnej stronie stoi...
Winea, młoda szamanka z Elise, z należytą powagą podchodzi do zleconej jej przez Najstarszego misji zdobycia informacji o Amadal, czyli o kontynencie po drugiej stronie Bramy Dwuświata…
To, czego się dowiaduje, sprawia że musi zrewidować swoje poglądy i w ekspresowym tempie dostosować się do sytuacji na Amadal.
A ta nie wygląda najlepiej, bo sprzymierzony z Mrokiem Semael, ma chrapkę na władzę na obu kontynentach.
A że Semael ma po swojej stronie boginię, to pokonać go może tylko ktoś z krwią błogosławionych w żyłach. Sęk w tym, że na obu kontynentach nie ma nikogo takiego…
Takie przynajmniej panuje przekonanie w społeczeństwie, ale są ludzie, którzy wierzą, że gdzieś ocalał choć jeden potomek błogosławionych. Trzeba go „tylko” znaleźć, co nie jest najłatwiejsze.
Mimo to ruch oporu na Amadal nie traci nadziei na pokonanie Semaela, a przybycie władającej magią Winei może im w tym pomóc.
Szamanka staje przed dylematem, bo jej wizyta na Amadal miała należeć do tych krótszych, a wplątując się w walkę może być różnie.
Winea się waha, ale wbrew zdrowemu rozsądkowi nie umie postąpić niezgodnie ze swoim charakterem, zwłaszcza że w grę wchodzi również pewien jasnowłosy i złotooki młodzieniec o nienajlepszej reputacji…
Jakie będą konsekwencje decyzji Winei?
Jak szamanka zetknęła się z ruchem oporu?
W jaki sposób Semael chce zawładnąć dwoma kontynentami?
Kim jest jasnowłosy i złotooki młodzieniec?
Jak rozpoznać kogoś z rodu błogosławionych?
Kto może przekroczyć Bramę Dwuświata?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
Podróże kształcą…
Zwłaszcza te międzykontynentalne, gdy wpada się w zupełnie inne środowisko, do którego trzeba się w ekspresowym tempie dopasować, by się nie wyróżniać.
Winei, dzięki magii, którą włada, jest łatwiej i trudniej…
Już zaimponowała nowym znajomym, ale niemal równocześnie dowiedziała się, że musi uważać, bo magowie nie są bezpieczni na Amadal.
Jak jednak powstrzymać wyuczone odruchy, gdy powietrze aż iskrzy od nagromadzonej w nim mocy?
Przed szamanką kolejne lekcje samokontroli, tym trudniejsze, że swoje trzy grosze wtrąca również serce…
Co zdobędzie przewagę? Siedmioletnie szkolenie, charakter czy może decydujący głos będą miały uczucia?
Czy Ty, jako Czytelnik/Czytelniczka dowiesz się czegoś nowego o sobie?
O tym musicie przekonać się już sami…
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi
Winea, młoda szamanka z Elise, z należytą powagą podchodzi do zleconej jej przez Najstarszego misji zdobycia informacji o Amadal, czyli o kontynencie po drugiej stronie Bramy Dwuświata…
To, czego się dowiaduje, sprawia że musi zrewidować swoje poglądy i w ekspresowym tempie dostosować się do sytuacji na Amadal.
A ta nie wygląda najlepiej, bo sprzymierzony z Mrokiem Semael,...
Nie należy oceniać książki po okładce i… po ilości stron, bo czasami tę cienką czyta się dłużej niż kilkuset stronicowe tomisko.
Wszystko zależy od gatunku literackiego, a może raczej od tego, czy wyszliśmy ze swojej strefy komfortu, czy może tylko zajęliśmy wygodniejszą pozycję.
W przypadku „Anamene…” chyba najwygodniejszą pozycją jest ta pod kołdrą, z latarką w ręce, bo opowiadaniach jednym z motywów przewodnich jest śmierć. Nie zawsze naturalna.
Na szczęście historie są krótkie, i mimo nieco makabrycznej treści, raczej nie ma problemu z późniejszym zaśnięciem, ale na wszelki wypadek lepiej nie sięgać po nie wieczorem, albo czytać po kilka, a nie wszystkie naraz.
Gdybym miała wybrać moje ulubione opowiadanie, to mając osiemnaście do wyboru, chyba wskazałabym „ROZRZUCONE PIÓRA, WSKRZESZONA DUSZA”, w którym poznajemy cesarza, jego syna oraz pewnego mędrca o dobrym sercu.
Innym opowiadaniem, które utknęło mi w pamięci jest „THENRATHA”. W nim postać przeżywa tę samą sytuację po wielokroć, ale za każdym razem w nieco innej scenerii i widzi więcej szczegółów.
Jest to ciekawy zabieg, ale mnie w pewnym momencie zaczęło drażnić czytanie niby tego samego, a jednak czegoś innego. To tak, jakby drukować jakiś obraz i poddawać go analizie po naniesieniu każdej kolejnej warstwy tuszu.
We wszystkich mamy za to okazję, by zatrzymać się na dłuższą lub krótszą chwilę i zadać sobie pytanie: czy naprawdę śmierć to koniec wszystkiego? A może dopiero początek czegoś nowego…?
Czy odważysz się zajrzeć do tego świata…?
Nie należy oceniać książki po okładce i… po ilości stron, bo czasami tę cienką czyta się dłużej niż kilkuset stronicowe tomisko.
Wszystko zależy od gatunku literackiego, a może raczej od tego, czy wyszliśmy ze swojej strefy komfortu, czy może tylko zajęliśmy wygodniejszą pozycję.
W przypadku „Anamene…” chyba najwygodniejszą pozycją jest ta pod kołdrą, z latarką w ręce, bo...
Po trwającej siedem lat intensywnej nauce dla Skry nadszedł czas ostatecznej próby jej umiejętności.
Dziewczyna całkiem dobrze, choć nie bez problemów, daje sobie radę z wyznaczonymi zadaniami wymagającymi wykorzystania zarówno siły fizycznej, jak i umiejętności logicznego myślenia. Jako jedna z nielicznych wraca z Otchłani Bez Dna, do której udała się po księżycowy mech.
Zwieńczeniem tej próby ma być kąpiel, w czasie której woda zabarwi się na konkretny kolor, co ułatwi nauczycielom przypisanie świeżo upieczonej qi-szamance specjalizację. Niespodziewanie dla Skry woda, mimo wrzucenia do niej kul barwiących o kolorach odpowiadających poszczególnym dziedzinom magii, pozostaje klarowna…
Zdezorientowana siedemnastolatka mimo to nabiera wodę do kamfory i zanosi do nauczycieli, którzy są równie zaskoczeni. I tylko Najstarszy potrafi to wytłumaczyć. Po zakończeniu wyjaśnień oznajmia, że Skra przyjmie imię Winea oraz że młoda szamanka zostanie jego uczennicą. Na dodatek tak szybko, jak to będzie możliwe, ma zamiar wysłać ją na szczególną misję.
Ze względu na olbrzymie ryzyko dziewczyna ma podróżować pod opieką dwóch dobrze wyszkolonych wojowników, dla których priorytetem będzie jej bezpieczeństwo i życie.
Winea jest przerażona zadaniem, które według niej powinno przypaść komuś o wiele bardziej doświadczonemu, ale Najstarszy ma swoje powody, by misję powierzyć właśnie jej…
Czego uczyła się Skra?
Do czego niezbędny jest księżycowy mech?
Dlaczego woda pozostała klarowna?
Co sprawiło, że Najstarszy podjął taką, a nie inną decyzję?
Czy Winei uda się dotrzeć do celu?
Dlaczego uczniowie zmieniają imię?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
Magia, niebezpieczeństwo, ale i niesamowita przygoda to jest to, co tygryski lubią najbardziej…
W „Mroku we krwi” znalazłam wszystko, co lubię, a nawet trochę więcej.
Akcja rozwija się powoli niczym lokomotywa ruszająca ze stacji, a potem znienacka przyspiesza i ma się wrażenie, że zamiast w jednym z wagonów człowiek siedzi w wagoniku rollercoastera. Czytelnik ma jednak ten komfort, że z tej strony książki jest się bezpiecznym… 😉
Postaci zaś muszą sobie radzić z różnymi przeszkodami, dzięki czemu można je lepiej poznać i obserwować, jak powoli ewoluują.
Najtrudniejsze zadanie los postawił przed Wineą, która w ekspresowym tempie musi się nauczyć, że między teorią i praktyką jest przepaść.
Czy szukając balansu między tym, co trzeba zrobić, a własnym sumieniem, nie zgubi siebie?
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi.
Po trwającej siedem lat intensywnej nauce dla Skry nadszedł czas ostatecznej próby jej umiejętności.
Dziewczyna całkiem dobrze, choć nie bez problemów, daje sobie radę z wyznaczonymi zadaniami wymagającymi wykorzystania zarówno siły fizycznej, jak i umiejętności logicznego myślenia. Jako jedna z nielicznych wraca z Otchłani Bez Dna, do której udała się po księżycowy...
Każdy z nas jest inny, a co za tym idzie, ma też inne spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, wliczając w to sferę uczuciową. Maria, Kaśka, Martyna i Weronika są tego doskonałym przykładem…
Kaśka, po rozstaniu z facetem, uważa że wszyscy panowie to kanalie, co nie przeszkadza jej wzdychać do przystojnego sąsiada. Radek, bo tak on ma na imię, jest influencerem.
Niespodziewanie o szybsze bicie serca przyprawia ją inny przystojny sąsiad, Aleksander.
Czy któryś z nich wygra, i dlaczego właśnie on?
Z kolei Marii wpada w oko okulista. Niestety hipnotyzująca uroda lekarza skrywa jego podwójną naturę.
Czy kobieta ustrzeże się błędu?
Weronika zaś od jakiegoś czasu jest w szczęśliwym związku ze strażakiem. I gdy już zaczyna się przyzwyczajać do tego, że to ten jedyny, znajduje paragon od jubilera.
To wzbudza jej podejrzenia, bo od kilku miesięcy nie dostała od partnera żadnej biżuterii w prezencie…
Czy uda się wyjaśnić zagadkę tajemniczego paragonu?
A jeżeli chodzi o Martynę, to jest ona skupiona na karierze, ale całym światem jest dla niej Marek, jej partner…
Wszystko zmienia się, gdy Martyna wraca nieco szybciej niż normalnie do domu i zastaje swojego partnera i koleżankę z pracy w jednoznacznej sytuacji.
Kobieta nie daje sobie wyjaśnić tego „nieporozumienia”, w ekspresowym tempie się pakuje i wyjeżdża mieszkających na drugim końcu Polski rodziców.
Czy podjęła dobrą decyzję?
W piątym opowiadaniu splatają się wątki Marii, Kaśki, Martyny i Weroniki. W jaki sposób?
To już musicie sprawdzić osobiście…
Podsumowując: chyba udowodniłam Wam (a jeżeli nie, to mnie poprawcie 😉 ), że każdy z nas jest inny. Tak samo i miłość każdy odbiera inaczej.
Czasami z zewnątrz zachowanie zakochanej pary odbierane jest jako niesmaczne czy przesłodzone, ale nikt poza tą dwójką… no dobra, sporadycznie jeszcze kimś… nie wie, jak tak naprawdę wygląda ich związek.
Co nie zmienia faktu, że i tak trzeba uważać, by w miejscach publicznych nie przekroczyć granicy dobrego smaku.
Czy bohaterom pięciu opowiadań udała się ta sztuka?
Sprawdźcie sami…
Mimo trzystu stron, czyli objętości powieści, całość czyta się szybko, więc te historie można potraktować jako przyjemną przerwę od codziennych obowiązków.
Oczywiście, o ile ktoś lubi e-booki, bo książka jest dostępna wyłącznie w wersji cyfrowej…
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorce
Każdy z nas jest inny, a co za tym idzie, ma też inne spojrzenie na otaczającą nas rzeczywistość, wliczając w to sferę uczuciową. Maria, Kaśka, Martyna i Weronika są tego doskonałym przykładem…
Kaśka, po rozstaniu z facetem, uważa że wszyscy panowie to kanalie, co nie przeszkadza jej wzdychać do przystojnego sąsiada. Radek, bo tak on ma na imię, jest...
Antysymbiont, z którego watykańscy byli tak dumni, ma nieoczekiwane dla wszystkich skutki uboczne, bowiem poza zmianą wampira w człowieka (najczęściej bez jego zgody) dostaje się też niemal stuprocentową gwarancję zachorowania na raka…
Jedną z jego ofiar jest dawna znajoma Vespera, Icta, u której zdiagnozowano glejaka w stadium dającym niemal zerowe szanse na wyzdrowienie przy zastosowaniu konwencjonalnej medycyny.
Jest jednak alternatywna, choć mocno ryzykowna opcja, czyli powrót w szeregi nieśmiertelnych, sęk w tym, że ani Icta, ani Echis, jej partner nie mają na to ochoty. Jednak oboje, po namyśle zmieniają zdanie…
Niestety nigdy nie jest tak, że kłopoty występują pojedynczo, bowiem do Vespera dociera informacja o ucieczce Siewcy oraz o zniknięciu pewnego zwampiryzowanego dwunastolatka.
Jakby tego było mało Ukryty znienacka oznajmia, że odchodzi ze stanowiska, a co za tym idzie, trzeba wybrać jego następcę. Tę nowinę wieńczy informacja, że przestają obowiązywać wszystkie reguły, poza: jedyna reguła to brak reguł.
To sprawia, że każdy Lord zaczyna myśleć wyłącznie o swoim Rodzie, a co za tym idzie Wojownik zabiera ochronę pozostałym członkom Kapituły, Bankier blokuje dostęp do kont, a Żywieniowiec oznajmia, że każdy musi sam zadbać o dostawy krwi dla siebie i podwładnych.
Rozpoczyna się walka o przetrwanie i rywalizacja o władzę. Jest bowiem czymś niemal oczywistym, że nowy Ukryty w pierwszej kolejności wyeliminuje swoich wrogów.
Pozostaje więc usunięcie osoby, która tych wrogów ma najwięcej, czyli pani Winorośli, paradoksalnie mającej największe szanse na awans na Ukrytego…
To wymaga starannie opracowanego planu, tak by na nikogo nie padł nawet cień podejrzenia…
Czy to się uda?
W jaki sposób uciekł Siewca?
Czy uda się złapać zbiegów?
Czy Lordom uda się dojść do porozumienia?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
Trudno mi uwierzyć, że to ostatnia część historii Vespera i jego ludzi…
Zaprzyjaźniłam się z nimi wszystkimi, ich poczuciem humoru (i horroru) oraz porównaniami, przy których nie raz i nie dwa chichrałam tak, że na dłuższą chwilę musiałam odłożyć książkę.
Mam jednak nadzieję, że Autorka zlituje się nad Czytelnikami i napisze kolejny tom tej serii, zwłaszcza że otwarte zakończenie stwarza ku temu sporo możliwości…
Wracając jednak do „Gracza”, a raczej do całej serii.
Mamy możliwość obserwacji jak ewoluują poszczególne postaci, wliczając w to również Vespera, który mimo tego, iż stał się istotą nocy, stara się robić jak najwięcej dobrego dla ludzkości.
Bo przecież pistolet jako taki nie jest zły, to człowiek decyduje w jakim celu zostanie użyty.
Tę samą analogię można zastosować w dowolnym innym przypadku, bo to od nas zależy, jak wykorzystamy nasze umiejętności.
Vesper już wybrał. A Ty?
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu
Antysymbiont, z którego watykańscy byli tak dumni, ma nieoczekiwane dla wszystkich skutki uboczne, bowiem poza zmianą wampira w człowieka (najczęściej bez jego zgody) dostaje się też niemal stuprocentową gwarancję zachorowania na raka…
Jedną z jego ofiar jest dawna znajoma Vespera, Icta, u której zdiagnozowano glejaka w stadium dającym niemal zerowe szanse na wyzdrowienie...
Ludzie mówią: bądź mądry i pisz wiersze…
Ja, przekornie, ich poprawiam: nie sztuką jest napisać wiersz, sztuką jest zrozumieć, co Autor chciał w nim przekazać.
Nie jest to łatwa sprawa, każdy bowiem utwór jest ważną dla Autora chwilą zaklętą w utrwalone na papierze słowa.
Na szczęście (o ile nie musimy użerać się z poezją w szkole) możemy sobie pozwolić na dowolną interpretację.
W tym tomiku jest pewne ułatwienie, gdyż Autorka do niektórych wierszy napisała melodię i sama zaśpiewała, co daje pewne wskazówki, co do kierunku, w którym powinna iść analiza.
Słuchając byłam zaskoczona, bo tekst napisany odebrałam zupełnie inaczej niż z podkładem muzycznym, ale na tym właśnie polega urok wierszy.
Nic też nie stoi na przeszkodzie, by samemu przeczytać któryś z utworów na głos, wsłuchać się w to, co zostało powiedziane, albo, co czasami jest ważniejsze, co zostało przemilczane. I zastanowić się nad słowami, bo może jest tam coś, co sprawi, że na coś spojrzy się z innej perspektywy.
Lepszej czy gorszej? Tego nie wiadomo, bo każda decyzja, nawet ta niepodjęta, ma wpływ na to, co wydarzy się później.
Autorka, zamykając swoje myśli najpierw w wersach, a później w tomiku, który pokazała światu, również podjęła decyzję.
Krzyk, szept, zduszona w zarodku myśl?
Od Ciebie, Czytelniku zależy co usłyszysz i jak zareagujesz, a warto, bo przecież wiersz to przyjaciel człowieka…
„Skupiam uwagę i piszę,
znajduję,
czasami rozpalam światło
A innym razem rzucając to wszystko
Pomyślę – czy było warto?”
Powyższy fragment pochodzi z wiersza „Jak wtedy kiedy”, a całość, oraz kody QR przenoszące między innymi do serwisu YouTube znajdziecie w tomiku „Me and my schizophrenia”.
Za e-booka do recenzji dziękuję Autorce.
Ludzie mówią: bądź mądry i pisz wiersze…
Ja, przekornie, ich poprawiam: nie sztuką jest napisać wiersz, sztuką jest zrozumieć, co Autor chciał w nim przekazać.
Nie jest to łatwa sprawa, każdy bowiem utwór jest ważną dla Autora chwilą zaklętą w utrwalone na papierze słowa.
Na szczęście (o ile nie musimy użerać się z poezją w szkole) możemy sobie pozwolić na dowolną...
Vesper, z powodów znanych tylko Ukrytemu, zostaje wampirzym lordem i staje na czele utworzonego specjalnie dla niego i rządzącego się swoimi prawami rodu Inanitów.
Jako pierwsze do nowego rodu zostają przyjęte osoby, z którymi Vesper już współpracował, między innymi nocarz Nidor i renegat Res.
Świeżo upieczony lord musi szybko się nauczyć wampirzej polityki, co nie należy do najłatwiejszych zadań, zwłaszcza że szeregi nieśmiertelnych zasilił zaledwie przed rokiem.
Nic więc dziwnego, że najpierw się miota, szukając wskazówek i próbując uniknąć pułapek, a przy okazji znaleźć sojuszników, a potem, jak na Polaka przystało, przystępuje do działania.
To wymaga sporych poświęceń oraz talentu dyplomatycznego, a także dodatkowych mocy i dużej dawki szczęścia, ale czy to wystarczy?
Przeciwnik nie jest w ciemię bity, umie planować z wyprzedzeniem i wyciągać wnioski, czasami dostarczając Vesperowi dodatkowych informacji, dzięki czemu w pewnym momencie młody lord dowiaduje się, z czym i kim musi walczyć.
Dlatego też, zebrawszy wszystkie posiadane informacje, ustala plan działania, by jak najlepiej wykorzystać podlegających mu ludzi i środki, którymi dysponuje, czyli… prawie wszystkie wampiry należące do rodów zasiadających w Kapitule lordów.
To sprawia, że władzę przejmuje Dyktator…
Dlaczego Ukryty mianował Vespera lordem?
Według jakiego klucza przyjmowano nowych członów rodu Inanitów?
Czy Vesper znajdzie godnych zaufania wspólników?
Czy przyjęta strategia się sprawdzi?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
Człowiek od zawsze ma skłonność do knucia i snucia intryg. Na przeszkodzie w osiągnięciu celu nie przeszkadza mu nawet nieśmiertelność. Bywa nawet odwrotnie, bo mając do dyspozycji więcej niż standardowe ludzkie życie, ma się też więcej czasu na osiągnięcie celu lub… przegraną z kretesem.
Bywa też, że realizacja planu wymaga podjęcia zaskakujących działań i obserwowania, jak inni pukają się w czoło, ale najważniejsze jest, by nie zbaczać bez powodu z obranej drogi.
Wampiry mają zarazem łatwiej i trudniej, bo z jednej strony muszą uważać na promienie UV, a co za tym idzie funkcjonują głównie w nocy, a z drugiej – dysponują umiejętnościami niedostępnymi dla śmiertelników. Co i jednym, i drugim nie zawsze wychodzi na zdrowie.
Jednak, jak to w życiu bywa, najważniejsze to uczyć się na błędach, najlepiej cudzych, i wyciągać odpowiednie wnioski.
Czy Vesper i jego ludzie są na to gotowi…?
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu
Vesper, z powodów znanych tylko Ukrytemu, zostaje wampirzym lordem i staje na czele utworzonego specjalnie dla niego i rządzącego się swoimi prawami rodu Inanitów.
Jako pierwsze do nowego rodu zostają przyjęte osoby, z którymi Vesper już współpracował, między innymi nocarz Nidor i renegat Res.
Świeżo upieczony lord musi szybko się nauczyć wampirzej polityki, co nie należy...
Dzisiaj będzie nietypowo, bo wnioski wyciągniecie bez mojej pomocy. Ostrzegam tylko, że mimo poważnego tematu lepiej czytać z pustym pęcherzem i/lub mopem pod ręką.
Ja co chwila się chichrałam…
Chyba każdy zna fraszkę Jana Kochanowskiego, która zaczyna się od słów:
„Ślachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.”
Na dodatek chyba każdy miał zna tę „przyjemność”, gdy zdrowie postanawia wybyć na wakacje, i to bez wcześniejszego wniosku urlopowego…
Sęk w tym, że właśnie wtedy przydałoby się dużo sił i cierpliwości, by wrócić do sprawności i normalnego funkcjonowania. Jednak to nie należy do najłatwiejszych, zwłaszcza gdy trzeba odwiedzić milion gabinetów, w których zasiadają rozmaici specjaliści.
Paweł (czyli Autor tej książki), cierpiący z bólu i nie dysponujący cierpliwością postanawia ruszyć w bój z SYSTEMEM, bo tak określił machinę zwaną NFZ-tem.
Uzbrojony w zestaw medykamentów, telefon, Internet oraz aparat mowy i dużą dawkę uporu zmienia się w myśliwego i rusza na polowanie na wolne terminy do lekarzy różnych specjalizacji.
To jednak nie należy do najłatwiejszych, ale jak na myśliwego przystało, opracowuje odpowiednią strategię i przystępuje do działania.
Problemy pojawiają się co chwila, bowiem pan SYSTEM nie jest w ciemię bity, i nie z takimi myśliwymi sobie radził. Wszystko więc zależy od tego, kto pęknie pierwszy…
Czy pan SYSTEM poradzi sobie jako zwierzyna łowna?
Jaką taktykę najlepiej obrać, by pozbyć się dolegliwości?
Czy zdrowie Pawła wróci (zostanie ściągnięte) z urlopu-samowolki?
O tym dowiecie się właśnie z tej książki…
Gorąco polecam!!
Dzisiaj będzie nietypowo, bo wnioski wyciągniecie bez mojej pomocy. Ostrzegam tylko, że mimo poważnego tematu lepiej czytać z pustym pęcherzem i/lub mopem pod ręką.
Ja co chwila się chichrałam…
Chyba każdy zna fraszkę Jana Kochanowskiego, która zaczyna się od słów:
„Ślachetne zdrowie,
Nikt się nie dowie,
Jako smakujesz,
Aż się zepsujesz.”
Na dodatek chyba każdy miał zna tę...
Nie lubię nie kończyć książek, ale niestety czasami MUSZĘ się poddać, zwłaszcza gdy w kolejce na przeczytanie czekają powieści autorów, których pióro znam i lubię.
Przejdźmy zatem do uzasadnienia mojej oceny:
Redakcja, której chyba nie było (w stopce jako redaktorka jest Autorka), kwiatki typu: "ugodził spojrzeniem w rząd aut" czy "oddech z płucowych resztek" sprawiły, że odłożyłam tomiszcze z niesmakiem.
Grafiki zadziałały na mnie odstraszająco, a chyba nie taki jest ich cel w książce obyczajowej.
Jak by tego było mało, układ tekstu woła o pomstę do nieba, a na tym punkcie mam takiego fioła jak niektórzy z Was na punkcie okładek czy barwionych brzegów.
Ogólnie nie polecam, ale Wy możecie wyrobić sobie swoje zdanie.
Ja nie mam nawet siły, by przedstawić zarys fabuły, zwłaszcza że dobrnęłam tylko/aż do czterdziestej czwartej strony, z ogólnie czterystu osiemdziesięciu ośmiu...
Nie lubię nie kończyć książek, ale niestety czasami MUSZĘ się poddać, zwłaszcza gdy w kolejce na przeczytanie czekają powieści autorów, których pióro znam i lubię.
Przejdźmy zatem do uzasadnienia mojej oceny:
Redakcja, której chyba nie było (w stopce jako redaktorka jest Autorka), kwiatki typu: "ugodził spojrzeniem w rząd aut" czy "oddech z płucowych resztek" sprawiły, że...
Vesper, niespełna roczny wampir, zdążył już podpaść zarówno nocarzom, jak i renegatom. Podpadł też kilku wampirzym lordom, którzy, tak na dobrą sprawę od początku za nim nie przepadali…
Jednak nikt, włącznie z Vesperem, nie miał pojęcia, że wszystko zaplanował Ultor, lord Vespera. Młody miał bowiem w naturalny sposób trafić od nocarzy do renegatów.
Teraz obie frakcje muszą zacząć ze sobą współpracować, bo mają wspólnego wroga. Ludzie, określani jako watykańscy, znaleźli bowiem sposób, by wampir ponownie stał się człowiekiem. Oczywiście nie jest wcześniej pytany o zgodę…
Zadanie zjednoczenia obu wampirzych grup przypada Vesperowi, ale najpierw musi on przekonać wszystkich do tego, że jest osobą godną zaufania, a to jest równie trudne zadanie, co… chodzenie w świetle dnia.
Na szczęście Ultor ma kilka pomysłów, które w każdej chwili może zacząć wcielać w życie…
Jednym z nich jest obudzenie tajemniczego Ukrytego…
Tylko czy to wystarczy…?
Czym Vesper podpadł nocarzom i renegatom?
Dlaczego Vesper musiał przeniknąć do renegatów?
Co zaplanował Ultor?
Jakie znaczenie będzie miała opinia Ukrytego?
Co, tak naprawdę, robią watykańscy?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
Vesper… najpierw nocarz, potem renegat, a na końcu… nikt. Dokądkolwiek by nie poszedł, jest tym najmniej pożądanym gościem, ale na nieszczęście dla wszystkich, jest też jedną z największych nadziei na to, by odnieść sukces…
Jakże często bywa tak i w naszym życiu, gdy o efekcie końcowym decyduje detal, którego nie brało się pod uwagę w założeniach.
Dlatego zawsze warto odłożyć animozje na bok i przy analizie kolejnych kroków, uwzględniać dosłownie wszystkie opcje, bo nigdy nie wiadomo, co tak właściwie okaże się skuteczne.
Czy tak będzie również w przypadku świata wampirów?
O tym przekonacie się sięgając po pentalogię pióra/klawiatury Pani Magdaleny Kozak.
Cała seria (oraz mnóstwo innych, równie fantastycznych powieści, i każdą gorąco polecam) dostępna w wydawnictwie WarBook…
Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu
Vesper, niespełna roczny wampir, zdążył już podpaść zarówno nocarzom, jak i renegatom. Podpadł też kilku wampirzym lordom, którzy, tak na dobrą sprawę od początku za nim nie przepadali…
Jednak nikt, włącznie z Vesperem, nie miał pojęcia, że wszystko zaplanował Ultor, lord Vespera. Młody miał bowiem w naturalny sposób trafić od nocarzy do renegatów.
Teraz obie frakcje muszą...
Recenzja przedpremierowa, i to patronacka...
Życie to sztuka wyboru, a każda podjęta decyzja może sprawić, że odkryjemy w sobie talent do czegoś, czego się nie spodziewaliśmy…
Amarth, samotny najemnik, jest tego doskonałym przykładem…
Obcy, dokądkolwiek by się udał, musiał nauczyć się wszystkiego o tym, jak o siebie zadbać, włącznie z wyrobem broni. Ta umiejętność sprawiła, że stał się unikatowym wojownikiem, umiejącym improwizować i… cały czas wszędzie czującym się obco.
To jednak nie zniechęca go od odwiedzin w mieście i spotkań z kilkoma znajomymi. Niemniej czyni to wyłącznie wtedy, gdy potrzebuje czegoś, czego sam nie umie wytworzyć.
Pechowy zbieg okoliczności (do którego Amarth jest przyzwyczajony) sprawia, że ostatnia wizyta w mieście nie przebiega zgodnie z planem. Jakby tego było mało, po stoczeniu walki ze smokiem niezbędna była interwencja specyficznego lekarza, który po udzieleniu pomocy medycznej obarczył Amartha pewną misją.
Najemnik niezbyt chętnie podejmuje się zleconego mu zadania, a zupełnie niespodziewanie dla niego, od pewnego momentu towarzyszy mu półelfka Sheeana. Tak samo niezależna i doświadczona przez los co Amarth, acz ich historie są zupełnie inne.
Czy dwoje tak różnych istot dojdzie do porozumienia?
Co sprawiło, że Amarth i Sheeana musieli zadbać sami o siebie?
Jaką misję powierzył Amarthowi medyk?
Dlaczego smoki zaatakowały miasto?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
O „Epice” mogłabym mówić długo, ale rozpisując się, zdradziłabym Wam za dużo, a nie wiem jak Wy, ale ja nie lubię wiedzieć za dużo o powieści, którą mam w planach przeczytać.
Spróbuję Was więc zachęcić nieco inaczej do sięgnięcia po tę książkę…
Począwszy od tego, że jest to dobra propozycja na krótką podróż pociągiem, bo… nie przegapi się stacji docelowej, zwłaszcza gdy ostatnie kilka przystanków spędzi się na spoglądanie przez okno. Może nawet analizując postępowanie postaci, na czele z Amarthem i Sheeaną.
Mam wrażenie, że z obojgiem znalazłabym wspólny język. Co prawda walka jest mi obca, ale nie mam problemu z wymyśleniem czegoś nowego oraz z improwizacją.
Nie zmienia to jednak faktu, że parę razy miałam ochotę nimi potrząsnąć. W jakich okolicznościach? Tego już Wam nie zdradzę, ale myślę, że po przeczytaniu „Epiki” sami zgadniecie, co mam na myśli.
Was gorąco zachęcam do sięgnięcia po tę książkę, a mnie pozostaje czekać na drugi z trzech zaplanowanych tomów…
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi…
Recenzja przedpremierowa, i to patronacka...
Życie to sztuka wyboru, a każda podjęta decyzja może sprawić, że odkryjemy w sobie talent do czegoś, czego się nie spodziewaliśmy…
Amarth, samotny najemnik, jest tego doskonałym przykładem…
Obcy, dokądkolwiek by się udał, musiał nauczyć się wszystkiego o tym, jak o siebie zadbać, włącznie z wyrobem broni. Ta umiejętność...
Po zwolnieniu z policji Aneta Brudka nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości, która obecnie ogranicza się niemal wyłącznie do opieki nad chorą na alzheimera mamą i będącej efektem gwałtu ciąży.
Tę rzeczywistość zupełnie niespodzianie przerywa wysłany z obcego numeru SMS, o zaginięciu Stanisława Wragi, wuja Anety i kuzyna Basi. Basia, mama Anety, prosi córkę, by ta pojechała do Rudnika nad Sanem i poszukała zaginionego Stasia. Aneta nie jest tym zachwycona, ale ostatecznie rusza w drogę…
Na miejscu zaczyna prywatne śledztwo, ale niemal od razu natrafia na mur milczenia, a informacje, jakie udaje jej się zyskać wzajemnie się wykluczają. Dla części mieszkańców wuj Anety jest bohaterem, a dla innych zaprzańcem.
Dlatego też kobieta kontaktuje się z byłym prokuratorem Adamem Szmytem i prosi go o pomoc. On początkowo odmawia, ale później, nic nie mówiąc Anecie, wsiada w samochód i rusza do Rudnika. Do Rudnika, w którym za młodych lat spędzał sporo czasu i ma tam rodzinę oraz znajomych.
To zarazem pomaga i przeszkadza w prywatnym śledztwie, ale upór Adama i Anety sprawia, że powoli rozgryzają, które informacje są prawdziwe, a które mają wprowadzić ich w błąd.
Poza ludźmi prowadzenie śledztwa utrudniają im trudne do wyjaśnienia wypadki, w tym pożary, pobicia i… trup na cmentarzu. I to bynajmniej nie znajdujący się tam legalnie.
Wszystkie tropy wskazują na to, że Aneta i Adam są osobami niepożądanymi w Rudniku, a prawda, o której niemal nikt nie chce głośno mówić, ma pozostać tajemnicą.
Lokalsi nie biorą jednak pod uwagę uporu Anety i Adama…
Co i kto stoi za zniknięciem Stanisława Wragi?
Kto wysłał SMS-a?
Dlaczego Adam zmienił zdanie?
Kto stoi za tajemniczymi wypadkami w Rudniku?
Czy uda się odkryć prawdę…?
Odpowiedzi na te i inne pytania poznacie właśnie z tej książki…
Prawda… czasami ją znamy, a czasami nie.
W tym drugim przypadku co jakiś czas pojawia się pytanie: czy chcemy ją poznać?
I tu trzeba się poważnie zastanowić, bo za mniejszymi lub większymi kłamstwami może kryć się coś, co powinno pozostać tajemnicą.
Aneta stanęła właśnie przed tym dylematem, choć u niej nieco kłóciły się ciekawość prywatna, wszak chodziło o jej wuja, z uporem policjantki. Byłej, ale niektórych nawyków nie idzie się pozbyć.
Jakby tego było mało, do działania dopingowały ją słowa jej mamy oraz Adam.
My, tak jak Aneta, również stajemy przed różnymi wyborami. Od tego, jakie pieczywo nabyć, przez co założyć na jakąś okazję, po odkrycie tajemnic lub wręcz przeciwnie przemilczenie czegoś.
I bez względu na to, jaką decyzję się podejmie, trzeba pamiętać o konsekwencjach. Oby były pozytywne dla wszystkich, albo przynajmniej jak najmniej szkodliwe, bo co się stało, to się nie odstanie, a czasami wystarczy chwila namysłu, by ustrzec się od kłopotów…
Obyśmy tylko potrafili podjąć właściwe decyzje…
Czego i Wam, i sobie życzę…
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi
Po zwolnieniu z policji Aneta Brudka nie może odnaleźć się w nowej rzeczywistości, która obecnie ogranicza się niemal wyłącznie do opieki nad chorą na alzheimera mamą i będącej efektem gwałtu ciąży.
Tę rzeczywistość zupełnie niespodzianie przerywa wysłany z obcego numeru SMS, o zaginięciu Stanisława Wragi, wuja Anety i kuzyna Basi. Basia, mama Anety, prosi córkę, by ta...
Świat się zmienia i nie da się tego powstrzymać, a części zmian nie można nawet przewidzieć. Bywa, że te nieprzewidywalne urastają do rangi Zagłady…
Tak było i tym razem…
Wystarczyła chwila, by zginęły miliardy ludzi, a wraz z nimi cała ich wiedza i umiejętności. Przetrwał zaledwie ułamek populacji, z której w ciągu zaledwie dwóch pokoleń większość cofnęła się w rozwoju cywilizacyjnym do poziomu niewiele wyższego niż zwierzęcy.
Garstki szczęśliwców, którym udało się uniknąć tego losu, skupiły się w mniejszych lub większych gromadach, próbując odzyskać zapomnianą wiedzę. Co z tego, że przetrwały urządzenia i książki, skoro nie ma już nikogo, kto mógłby wyjaśnić przeznaczenie Wynalazków, a co ważniejsze, zademonstrować ich działanie w praktyce…?
Największym społeczeństwem, które próbuje odzyskać utraconą wiedzę, jest plemię zamieszkujące Dolinę Spokoju. Jego członkowie trafiali tam stopniowo, ale najważniejsze, że potrafili się dogadać i wykorzystując swoją wiedzę jak najlepiej, działać z korzyścią dla mieszkańców Doliny.
Jest to istotne, gdyż Zdziczali powoli zaczynają się organizować w coś więcej niż luźne grupy, atakujące na chybił trafił. Jakimś cudem wśród nich znalazł się ktoś, kto umie zapanować nad tłumem, i co ważniejsze, narzucić mu swoją wolę i nadrzędny cel.
Na szczęście mieszkańcy Doliny mogą liczyć na Klany: Żelaznorękich, Cieni, Skrzydlatych i Płonących Pazurów, które, wspierając się nawzajem, stawiają opór Zdziczałym. Jednak z każdym kolejnym atakiem są też coraz bardziej świadome, że w którymś momencie odzyskane okruchy wiedzy Przodków mogą się okazać niewystarczające.
Jednak Klany, choć nie wszyscy o tym wiedzą, mogą liczyć na pomoc Baltazara. Co prawda on przychodzi do Doliny tylko na pewien czas, by z niej cykliczne odchodzić, ale każda jego wizyta jest ważna i niesie za sobą różne konsekwencje.
Nie inaczej było, gdy Baltazar pojawił się w Dolinie z okazji dziesięciolecia sojuszu Klanów. Wsparł bowiem radą i swą obecnością Żelaznorękiego Alvero oraz ocalił jego podopiecznego, niespełna dziesięcioletniego Kaia, a także sprawił, że…
Ale o tym już musicie przeczytać sami…
Co spowodowało Zagładę?
W jaki sposób ludzkość odzyskała okruchy wiedzy Przodków?
Dlaczego Zdziczali chcą zapanować nad światem?
Kim jest Baltazar?
Jak długo przetrwa Dolina?
Dlaczego Alvero opiekuje się Kaiem?
Tego dowiecie się właśnie z tej książki…
Powieści z gatunku fantastyki oraz te, których akcja osadzona jest w przyszłości, rzucają i Autorowi, i Czytelnikowi duże wyzwanie.
Pierwszy musi stworzyć miejsca akcji od podstaw, a drugi popatrzeć na tenże świat z odpowiedniej perspektywy.
Jeżeli Autor sprosta zadaniu, Czytelnik przeżywa cudowną przygodę. Na szczęście Autorowi cyklu o Dolinie Spokoju udało się stworzyć świat na miarę Tolkienowskiego Śródziemia.
To porównanie nie jest przypadkowe i na dodatek w pełni zasłużone. Sami to potwierdzicie po odwiedzeniu Doliny… 😉
Postaci dopracowane, nieco tajemnicze, bo każda ma za sobą jakąś przeszłość, chwile szczęścia i smutku. Czasami miałam ochotę paru osobnikom przydzwonić czymś ciężkim, co nie wyszłoby mi na zdrowie, ale liczę na to, że kiedyś się dowiem, dlaczego w tych konkretnych sytuacjach zachowywali się tak, a nie inaczej.
Jest to wielce prawdopodobne, gdyż ta książka stanowi pierwszy z ośmiu tomów całej serii, a ja gorąco Was zachęcam do odwiedzin w świecie po Zagładzie…
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Autorowi
Świat się zmienia i nie da się tego powstrzymać, a części zmian nie można nawet przewidzieć. Bywa, że te nieprzewidywalne urastają do rangi Zagłady…
Tak było i tym razem…
Wystarczyła chwila, by zginęły miliardy ludzi, a wraz z nimi cała ich wiedza i umiejętności. Przetrwał zaledwie ułamek populacji, z której w ciągu zaledwie dwóch pokoleń większość cofnęła się w rozwoju...
2025-06-02
Ranny Vesper wpada w ręce pani wampirzych renegatów, Anarei, która wykorzystując jego osłabienie, próbuje przeciągnąć go na swoją stronę.
Nie należy to do najłatwiejszych, bowiem Vesper, gdy był znany jako Jerzy Arlecki, był stróżem prawa. Na dodatek cały czas uważa, że obowiązują go złożone wtedy przysięgi.
Młody wampir, którego Anarea mianowała generałem, ma opory, by zdradzić swoje przekonania, ale z czasem wysnuwa teorię, że jego obecność u renegatów jest częścią planu. Dlatego też postanawia zebrać jak najwięcej informacji, by później, choćby i na przesłuchaniu, mógł przekazać swoją wiedzę.
Ta hipoteza sprawia, że generał chętniej podejmuje się nowych obowiązków, w tym wyszkolenia nowych żołnierzy. Zaczyna od… zobojętnienia ich na krew.
Pozostałe wampiry są tym zaskoczone, ale po tym, jak poznają cel tego szkolenia, częściowo przyznają Vesperowi rację.
Ta umiejętność podwładnym generała przydaje się szybciej niż ktokolwiek by przypuszczał, a staje się tak „dzięki” grupie przeciwników Dzieci Nocy, zwanej watykańskimi.
Na dodatek watykańscy wymyślili pewną broń, a do przetestowania jej działania niezbędny jest wampir.
Dlatego też porywają jednego z renegatów…
Co przyciągnęło Anareę do Vespera?
Czy Vesper zyska sprzymierzeńców?
Kim są watykańscy?
Czy broń watykańskich spełni swoje zadanie?
Czy Vesper wróci do Nocarzy?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia…
Zawsze tak było, jest i chyba niestety będzie, że bez względu na to, o czym się mówi, „my” jesteśmy dobrzy, „oni” są źli.
Jednak równie pewne jest to, wszystko ma kilka wymiarów i nie można czegoś jednoznacznie określić jako dobre lub złe. Dlatego ważna jest analiza faktów i w miarę możliwości, wyciągnięcie obiektywnych wniosków.
Problem jest w tym, że mało kto jest w stanie patrzeć na problem bez żadnych emocji, bo opinie wydaje się również z uwzględnieniem własnych doświadczeń, a te często są podszyte różnymi uczuciami.
Jak więc pogodzić to, co powinno się zrobić z własnymi przekonaniami? To pytanie jest otwarte i chyba bez jednoznacznej odpowiedzi, bowiem, bez względu na to jak by się człowiek (lub wampir) starał, zawsze, choćby i nieświadomie, będzie się brało pod uwagę coś więcej niż suche fakty.
Z moją subiektywną opinią, zapewne zgodzi się zarówno Vesper jak i jego znajomi. I każdy z nich będzie się starał przekonać pozostałych, do tego, że to jego racja jest tą właściwą.
Czy tak będzie? O tym musicie przekonać się osobiście…
Gorąco polecam!!
za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwu WarBook
Ranny Vesper wpada w ręce pani wampirzych renegatów, Anarei, która wykorzystując jego osłabienie, próbuje przeciągnąć go na swoją stronę.
Nie należy to do najłatwiejszych, bowiem Vesper, gdy był znany jako Jerzy Arlecki, był stróżem prawa. Na dodatek cały czas uważa, że obowiązują go złożone wtedy przysięgi.
Młody wampir, którego Anarea mianowała generałem, ma opory, by...
2025-05-28
Thino’pai jest doskonale wyszkolonym zrobotyzowanym wojownikiem, który na dodatek ma bardzo duże szanse na awans w najbliższej przyszłości.
Pech chciał, że ostatnia stoczona przez niego walka skończyła się inaczej,niż to zaplanował, i ciężko ranny wojownik wbrew własnej woli został teleportowany na inną planetę.
Jak by tego było mało, znajduje się ona w nieznanym Thino’paiowi wszechświecie, więc nie ma na jej temat żadnych danych. Resztką sił wdraża program medyczny i czeka,aż poprawi mu się na tyle, by mógł zrobić coś więcej.
Z niespodziewaną pomocą przychodzi mu nastoletnia mieszkanka planety Calcaris, Hanako Sahara, która wybrała się do swojej samotni, by odreagować kolejną awanturę z ojcem.
Dziewczyna początkowo boi się Thino’paia, zwłaszcza że na przeszkodzie w ich porozumieniu stoi również bariera językowa. Tę na szczęście udaje się pokonać i dwie obce istoty powoli zaczynają się uczyć o sobie.To zadanie nie należy do najłatwiejszych, bo każde z nich żyje według swojej filozofii, a w przypadku wojownika jest to droga od walki do walki. Mimo to powoli zaczynają ze sobą współpracować. Jednym z argumentów, które ich, a raczej Hanako, dopingują do działania, jest płynące od strony tajemniczych likanów.
Jak by tego było mało, na Calcaris pojawiają się rebelianci…
Czy obecność Thino’paia pomoże Hanako,czy wręcz przeciwnie?
W jaki sposób Thino’pai znalazł się na Calcaris?
Dlaczego licanie stanowią zagrożenie?
Czy Hanako pogodzi się z ojcem?
Czy Thino’pai wróci do swoich?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce.
Przyznam szczerze, że chwilami miałam ochotę potrząsnąć Hanako i Thino’paiem. I tak jak z nią poszłoby mi w miarę dobrze, tak z nim… miałabym problem, bo drań jako cyborg waży stanowczo za dużo dla zwykłej kobiety.
Niemniej zachowanie dwójki głównych bohaterów sprawiało, że musiałam robić sobie przerwy od książki. Na szczęście, gdy udało im się „zmądrzeć” (a mnie przebrnąć przez ten fragment ich historii), całość czytało się bardzo dobrze. Do następnego irracjonalnego z mojego punktu widzenia wydarzenia.
No fakt… Nie można pisać inaczej o spotkaniu mieszkańców dwóch wszechświatów, ale i tak chwilami miałam ochotę im przydzwonić.
W przypadku Hanako nie musiałabym kombinować, bo zadziałałyby takie same argumenty jak na Ziemianina, ale przy Thino’paiu musiałabym sięgnąć po…
A nie. Tego Wam nie zdradzę. Taka wredna jestem.
Ale mimo mojej wredności i tak zachęcam Was do sięgnięcia po tę książkę.
Znajdziecie tu bowiem historię pięknej znajomości, która co prawda musi pokonać trudne do wyobrażenia przeszkody, ale każde doświadczenie uczy czegoś nowego.
Tylko czy z tej nauki wyciągnie się właściwe wnioski…?
Na to pytanie każdy z Was ma swoją własną, unikatową odpowiedź.
Za egzemplarz do recenzji dziękuję Wydawnictwo Książkowe "HM"
Thino’pai jest doskonale wyszkolonym zrobotyzowanym wojownikiem, który na dodatek ma bardzo duże szanse na awans w najbliższej przyszłości.
Pech chciał, że ostatnia stoczona przez niego walka skończyła się inaczej,niż to zaplanował, i ciężko ranny wojownik wbrew własnej woli został teleportowany na inną planetę.
Jak by tego było mało, znajduje się ona w nieznanym...
2025-05-20
Wszystko zaczyna się przed ponad dwudziestu laty, gdy młoda żona Czesława Grinwalda mówi mu, że chce od niego odejść. Mężczyzna nie może pogodzić się z tym faktem i w szale morduje żonę, zadając jej wiele ran, z których już pierwsze były śmiertelne. Konsekwencją tych wydarzeń jest więzienie dla Czesława oraz dom dziecka dla Oli, jego córki…
Jednak Ola nie potrafi się pogodzić z tym, gdzie przyszło jej mieszkać i w swoje dwunaste urodziny popełnia samobójstwo. Jako narzędzie wybiera coś, co dawno temu budowała razem z ojcem, i czego kwintesencją jest pomarańcza.
Gdy do Czesława dociera informacja o śmierci córeczki, on poprzysięga przed sobą zemstę na kilku osobach, w tym na prokuratorze Adamie Szmycie, który… na ostatniej rozprawie zastępował bardziej doświadczonego kolegę i odczytał wyrok skazujący.
Skazaniec, mając przed sobą wiele lat za kratkami, ma zarazem czas na dopracowanie misternego planu zemsty. Postanawia uderzyć nie bezpośrednio w uczestników rozprawy, a w ich potomstwo. Musi „tylko” wyjść na wolność po skończonej odsiadce…
Zbiegiem okoliczności koniec odsiadki Grinwalda następuje kilka miesięcy przed wizytą prokuratora Adama Szmyta w Krakowie.
Na dodatek Adam nie ma pojęcia, że znalazł się na celowniku przestępcy. A raczej nie on, tylko jego córka, Gośka. Córka, z którą od lat nie ma najlepszych relacji.
Mimo to, gdy tylko uświadamia sobie jakie niebezpieczeństwo zawisło nad Gośką, robi wszystko by zapobiec nieszczęściu.
W pewnym stopniu może też liczyć na innych przedstawicieli prawa, którzy przed dwudziestu laty brali udział w śledztwie oraz tej ostatniej rozprawie. Sęk w tym, że nie wszyscy Adamowi wierzą…
Jakie znaczenie dla Czesława ma pomarańcza?
Dlaczego niemal nikt nie wierzy Adamowi?
Czy uda się zapobiec tragediom?
W jaki sposób Ola popełniła samobójstwo?
Odpowiedzi na te i inne pytania znajdziecie właśnie w tej książce…
Z przyjemnością wróciłam do historii Adama Szmyta, który jeszcze nie otrząsnął się z poprzedniej sprawy, a już został wmieszany w kolejną. Na dodatek nie do końca jako prokurator, choć jego zawód miał kluczowe znaczenie, nie mówiąc już o tym, że umiejętność szybkiego i logicznego myślenia pomagała łączyć fakty. A to, w czasie śledztwa coś bezcennego…
Szkoda tylko, że niemal nikt nie wierzył w głoszone przez Adama hipotezy, i dopiero któryś kolejny element układanki, sprawił, że słowa prokuratora Szmyta zaczęto brać nieco poważniej, choć i tak kwestionowano je na niemal każdym kroku.
Adam za bardzo nie miał czasu i sił na dyskusje, gdyż zmagał się z problemami rodzinnymi. Tylko jak znaleźć czas na rozmowę i wyjaśnienie, czasami bardzo zadawnionych pretensji, gdy w oczy zagląda śmierć?
Podobno dla chcącego nic trudnego, ale czy same chęci wystarczą, by zaleczyć rany…?
Wszystko zaczyna się przed ponad dwudziestu laty, gdy młoda żona Czesława Grinwalda mówi mu, że chce od niego odejść. Mężczyzna nie może pogodzić się z tym faktem i w szale morduje żonę, zadając jej wiele ran, z których już pierwsze były śmiertelne. Konsekwencją tych wydarzeń jest więzienie dla Czesława oraz dom dziecka dla Oli, jego córki…
Jednak Ola nie potrafi się...
Każdy sposób jest dobry, o ile jest skuteczny…
Tylko czy to powiedzenie ma zastosowanie również w leczeniu w szpitalu psychiatrycznym?
Ja osobiście mam co do tego wątpliwości…
Weźmy za przykład postaci z tej książki.
Każdy z pacjentów trafił na oddział z konkretnego powodu. I fakt, czasami trzeba zastosować coś więcej niż tylko leki, ale czy chłopaka po próbie samobójczej należy nazywać Ikarem?
Względnie kogoś, kto udaje, że gra na pianinie – Chopinem.
Taką bowiem dość nietypową strategię radzenia sobie z problemem przyjął jeden z pacjentów, który z kolei nie poradził sobie z traumą po tym, jak jego rodzina zginęła w pożarze. Zaczął się więc nazywać Hiobem.
Na dodatek Hiob potrafi „narzucić” te pseudonimy reszcie świata, włącznie z personelem szpitala, co prowadzi do nieporozumień w przypadku, gdy pojawia się nowy lekarz czy pielęgniarka.
Na plus mogę zanotować dialogi z przymrużeniem oka, jak to między nami wariatami, lub, jak kto woli, między osobami, które postrzegają rzeczywistość na swój indywidualny sposób.
Z kolei minusem jest zrobiony na odczepnego skład, ale nie każdemu to przeszkadza. Dla mnie, jako sroczki która zwraca uwagę na układ tekstu, to poważna wada.
Przyznam też, że gubiłam się przy zmianie narracji i perspektywy. Może jestem za normalna na tę powieść?
A może to dlatego, że to trzecia część tryptyku?
Bez względu na powód chyba nie poznam odpowiedzi, ale Wy możecie zerknąć na „Spoinę” z własnej perspektywy…
Ogólnie mówiąc: mnie nie zachwyciła, ale Wy możecie mieć inne zdanie.
PS: Nie lubię zaniżać średniej ocen, ale czasami nie mam wyboru...
Każdy sposób jest dobry, o ile jest skuteczny…
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTylko czy to powiedzenie ma zastosowanie również w leczeniu w szpitalu psychiatrycznym?
Ja osobiście mam co do tego wątpliwości…
Weźmy za przykład postaci z tej książki.
Każdy z pacjentów trafił na oddział z konkretnego powodu. I fakt, czasami trzeba zastosować coś więcej niż tylko leki, ale czy chłopaka po próbie samobójczej...