Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

Do niedawna uważałem "Horus Heresy" za bardzo nierówną serię, jednak dziewiąta część cyklu zrewidowała moją opinię. Jest to jednak seria która trzyma generalnie równy - chociaż niski - poziom, przerywany tylko okazjonalnym wyskokiem Dana Abetta, zawyżającego średnią.

"Mechanicum" to trzecia książka w serii autorstwa Grahama McNeill'a i z każdą kolejną jest coraz słabiej. Postacie z dykty bez grama charyzmy. Dialogi to albo pompatyczne przemowy, albo przeładowane terminologią exposition dumpy. Do tego dwie równoległe linie fabularne, które splatają się ze sobą jedynie w trakcie ostatnich kilku minut -przez 99% książki ich jedynym punktem wspólnym jest fakt, że dzieją się na tej samej planecie w tym samym czasie.

No i może to, że przy obu nudziłem się równie mocno. A trzeba mieć wyjątkowy antytalent, żeby znudzić mnie historią zawierającą ogromne mechy.

Jest tu kilka wątków, które zrealizowane kompetentnie mogłyby być bardzo ciekawe. Niestety, tej kompetentnej realizacji zabrakło.

Czasami dobrze zrealizowany audiobook potrafi u mnie zarobić dodatkową gwiazdkę, niestety płaska i (adekwatnie) mechaniczna narracja Toby'ego Longworth'a zwyczajnie usypia.

Jak dotąd zdecydowanie najsłabsza część cyklu.

Do niedawna uważałem "Horus Heresy" za bardzo nierówną serię, jednak dziewiąta część cyklu zrewidowała moją opinię. Jest to jednak seria która trzyma generalnie równy - chociaż niski - poziom, przerywany tylko okazjonalnym wyskokiem Dana Abetta, zawyżającego średnią.

"Mechanicum" to trzecia książka w serii autorstwa Grahama McNeill'a i z każdą kolejną jest coraz słabiej....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

"Sixth of the Dusk" było jednym z moich ulubionych opowiadań z "Arcanum Unbounded" i, jak pisałem w recenzji rok temu, miałem nadzieję na pełnoprawną kontynuację.

No i Sanderson dowiózł, przy okazji kompletnie mnie zaskakując - bo zamiast dalszego zwiedzania dżungli, w której wszystko chce bohatera zabić dostajemy... "Firefly"? Z jednej załoga statku kosmicznego - ekipa wyrzutków ze wszystkich zakątków Cosmere próbujących spłacić długi, z drugiej samotny traper próbujący odnaleźć właściwą drogę ku przyszłości dla swojej planety, a wszystko to na tle międzyplanetarnego konfliktu.

Co do jakości samej książki, nie ma co się za wiele rozpisywać, bo jak to u Sandersona - światotwórstwo, fabuła i bohaterowie grają świetnie.

(Nie)daleka przyszłość Cosmere sprawdza się zaskakująco dobrze jako setting dla space opery. Z drugiej strony, poznanie tej przyszłości, losów planet i niektórych bohaterów nieco obniża napięcie przed drugą połową "Stormlight Archive" i trzecią erą "Mistborn".

"Sixth of the Dusk" było jednym z moich ulubionych opowiadań z "Arcanum Unbounded" i, jak pisałem w recenzji rok temu, miałem nadzieję na pełnoprawną kontynuację.

No i Sanderson dowiózł, przy okazji kompletnie mnie zaskakując - bo zamiast dalszego zwiedzania dżungli, w której wszystko chce bohatera zabić dostajemy... "Firefly"? Z jednej załoga statku kosmicznego - ekipa...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Po wydarzeniach pierwszej części, nasi bohaterowie opuszczają stolicę i rozjeżdżają się po świecie. West ma walczyć w wojnie na północy, Glokta bronić oblężonego miasta na gorącym południu, zaś pozostali ruszają śladami dawnego imperium na sam kraniec świata.

Jest pewien powtarzający się problem ze środkowymi częściami trylogii - co z resztą zauważył we wstępniaku sam autor - zwany czasami "syndromem drugiego tomu". Nie mają już tej świeżości nowego świata i nowych bohaterów, a jednocześnie mają też ograniczenia fabularne, bo jeśli wszystko ma się spiąć, to trzeba już zacząć ustawiać pionki pod grande finale w trzecim tomie.

Abercrombie wybrnął z tego problemu całkiem zręcznie, maskując przesuwanie pionków dużym skupieniem na bohaterach i zgłębianiem historii świata. Nie bez znaczenia jest też zamknięcie kilku dużych wątków fabularnych.

"Before They Are Hanged" to w dużej mierze więcej tego samego - fantastyczne dialogi, pełnokrwiste postacie i powolne budowanie napięcia. To "realistyczne" podejście do gatunku - świat jest skomplikowany i brutalny, motywacje są nieoczywiste, a ropiejąca rana czy wychłodzenie są dla bohaterów bardziej bezpośrednim zagrożeniem niż magia czy starożytne proroctwa o apokalipsie.

I chyba właśnie za cały ten brud najbardziej doceniam Abercrombiego.

Po wydarzeniach pierwszej części, nasi bohaterowie opuszczają stolicę i rozjeżdżają się po świecie. West ma walczyć w wojnie na północy, Glokta bronić oblężonego miasta na gorącym południu, zaś pozostali ruszają śladami dawnego imperium na sam kraniec świata.

Jest pewien powtarzający się problem ze środkowymi częściami trylogii - co z resztą zauważył we wstępniaku sam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Przy okazji poprzedniej części wspominałem, że nie interesuje mnie jakoś szczególnie lore starej gierki mobilnej. Bardziej adekwatne byłoby chyba powiedzenie, że nie interesują mnie gierki mobilne jako takie.

Okazuje się to pewnym problemem, bo ta nowelka osadzona jest pomiędzy kolejnymi częściami gry. Więc raz, że mamy przeskok czasowy i odnalezienie się w wydarzeniach bez kontekstu zajmuje dłuższą chwilę, a dwa że nie doświadczę zakończenia całej tej afery. Nie jest to wina Sandersona, zlecenie dostał jakie dostał, no ale psuje jednak nieco odbiór całości.

Fabularnie jest przyzwoicie, mniej więcej na poziomie pierwszej części. Mamy też trochę flashbacków pokazujących początki nieśmiertelnych i świata, w którym żyją. Cały wątek jest może lekko przewidywalny, ale całkiem ciekawy.

Największy niedosyt czuję jednak jeśli chodzi o bohaterów, im dalej tym bardziej brakuje im tej wyrazistości, pazura jaki mieli w pierwszej części. Im bliżej końca, tym bardziej mechaniczni się robią.

Ogólnie, jest to jedna ze słabszych pozycji w dorobku Sandersona. W przeciwieństwie do jego pozostałych serii, do "Infinity Blade" zdecydowanie nie wrócę w przyszłości.

Przy okazji poprzedniej części wspominałem, że nie interesuje mnie jakoś szczególnie lore starej gierki mobilnej. Bardziej adekwatne byłoby chyba powiedzenie, że nie interesują mnie gierki mobilne jako takie.

Okazuje się to pewnym problemem, bo ta nowelka osadzona jest pomiędzy kolejnymi częściami gry. Więc raz, że mamy przeskok czasowy i odnalezienie się w wydarzeniach...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Nie interesuje mnie może jakoś szczególnie lore starej gierki mobilnej (zwłaszcza ograniczonej do platformy Apple, bleh), no ale Sanderson to Sanderson, więc prędzej czy później musiałem przesłuchać "Infinity Blade: Awakening".

I w zasadzie dla fanów te trzy słowa - "Sanderson to Sanderson" powinny wystarczyć za całą recenzję. Brandon wykrzesał bardzo dużo z lekko generycznego settingu sci-fantasy. Mamy więc sensownych bohaterów, ciekawy wątek, trochę sztywnych zasad magicznych i sporo hintów, które zaznajomionym z autorem pozwolą odgadnąć ogólny zarys głównego zwrotu akcji dużo wcześniej.

Oczywiście, nie ma co się tu spodziewać dziesiątek bohaterów z własnymi wątkami pobocznymi, eksplorującymi ich psychikę, no ale bądźmy poważni - jak na standardy Sandersona, ~5-godzinny audiobook to w zasadzie dłuższe opowiadanie.

Nie interesuje mnie może jakoś szczególnie lore starej gierki mobilnej (zwłaszcza ograniczonej do platformy Apple, bleh), no ale Sanderson to Sanderson, więc prędzej czy później musiałem przesłuchać "Infinity Blade: Awakening".

I w zasadzie dla fanów te trzy słowa - "Sanderson to Sanderson" powinny wystarczyć za całą recenzję. Brandon wykrzesał bardzo dużo z lekko...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Po kilku ostatnich tomach zacząłem mieć wrażenie, że "Horus Heresy" to kiepska seria, przerywana od czasu do czasu świetnymi pozycjami Dana Abetta.

Na szczęście, dla odmiany tom 8 przebił moje (bądź co bądź niskie) oczekiwania. Ben Counter opowiada nam całkiem zgrabną historię o pościgu za tajemniczym i potężnym okrętem wojennym, przywodzącą na myśl "Polowanie na Czerwony Październik" czy też "The Far Side of the World" Patricka O'Briana.

Motyw marynistyczny jak dla mnie gra w tym tomie najlepiej, ciekawie czyta się też wątek współpracy i tarć między Legionami.

Na tym niestety pochwały się kończą, bo bohaterowie tych wydarzeń, a zwłaszcza złole, są już absolutnie sztampowi i jednowymiarowi - spadek poziomu względem poprzedniego tomu jest tu najbardziej widoczny.

Ale, jak na standardy tej serii całość i tak wypada nieźle.

Po kilku ostatnich tomach zacząłem mieć wrażenie, że "Horus Heresy" to kiepska seria, przerywana od czasu do czasu świetnymi pozycjami Dana Abetta.

Na szczęście, dla odmiany tom 8 przebił moje (bądź co bądź niskie) oczekiwania. Ben Counter opowiada nam całkiem zgrabną historię o pościgu za tajemniczym i potężnym okrętem wojennym, przywodzącą na myśl "Polowanie na Czerwony...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Dan Abnett po raz kolejny udowadnia, że jest prawdopodobnie najlepszym pisarzem na usługach Games Workshop. Po trzech słabych częściach, jego powrót na nowo rozbudził moje zainteresowanie serią.

"Legion" dostarczył mi wszystkiego, czego kompletnie zabrakło w "Fulgrimie" i "Descent of Angels" - interesujących bohaterów, pomysłu na fabułę czy zauważenia, że uniwersum to nie tylko góry mięcha w pancerzach wspomaganych okładające się z obcymi.

I o ile kontynuujemy tu kliszę "planet of hats", to kolejny legion kosmicznych marines - Alpha Legion - jest tu pokazany z dużą subtelnością, bardziej jako gracz zakulisowy niż grupa wojaków z dziwną filozofią.

Wydarzenia śledzimy za to z perspektywy 'normików' - charakternych dowódców armii i szpiegów, mierzących się z nieco innym zestawem problemów i intryg niż genetycznie zmodyfikowani półbogowie.

Słowa 'szpieg' i 'intryga' są tu z resztą kluczową, bo "Legion" jest w zasadzie pełnoprawną powieścią szpiegowską, i to całkiem niezłą, nie tylko jak na standardy "Horus Heresy". Jest też zdecydowanie najlepszą jak dotąd częścią cyklu.

Dan Abnett po raz kolejny udowadnia, że jest prawdopodobnie najlepszym pisarzem na usługach Games Workshop. Po trzech słabych częściach, jego powrót na nowo rozbudził moje zainteresowanie serią.

"Legion" dostarczył mi wszystkiego, czego kompletnie zabrakło w "Fulgrimie" i "Descent of Angels" - interesujących bohaterów, pomysłu na fabułę czy zauważenia, że uniwersum to nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Mamy już za sobą ponad 20 lat twórczości Barksa - i mimo, że jego pomysłom brakuje już pewnej świeżości, to zdecydowanie nadrabia to doświadczeniem.

Nie inaczej jest w tym tomie - czy to opowieści o maestrii Donalda w jakiejś nietypowej dziedzinie, jego pechu czy szalonych przygodach Kaczej rodzinki, raz za razem bawią mimo powtarzalnego schematu.

Kolejny dobry album, a do końca niestety już tylko dwa tomy.

Mamy już za sobą ponad 20 lat twórczości Barksa - i mimo, że jego pomysłom brakuje już pewnej świeżości, to zdecydowanie nadrabia to doświadczeniem.

Nie inaczej jest w tym tomie - czy to opowieści o maestrii Donalda w jakiejś nietypowej dziedzinie, jego pechu czy szalonych przygodach Kaczej rodzinki, raz za razem bawią mimo powtarzalnego schematu.

Kolejny dobry album, a...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Najbardziej płodne lata Carla Barksa mamy już za sobą, jednak końcówka kolekcji wciąż obfituje w fantastyczne przygody.

Zaczynamy z przytupem wielkich robotów (zanim były modne), a następnie z Kaczorami zwiedzamy świat wzdłuż i wszerz - przez morza, pustynie, tropikalne dżungle czy lodowce.

Świetny tom.

Najbardziej płodne lata Carla Barksa mamy już za sobą, jednak końcówka kolekcji wciąż obfituje w fantastyczne przygody.

Zaczynamy z przytupem wielkich robotów (zanim były modne), a następnie z Kaczorami zwiedzamy świat wzdłuż i wszerz - przez morza, pustynie, tropikalne dżungle czy lodowce.

Świetny tom.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Ciężko jest napisać o "Hobbicie" coś, co już nie zostało powiedziane - w końcu książka wielkimi krokami zbliża się do dziewięćdziesiątej rocznicy, co dosłownie i w przenośni czyni dzieło Tolkiena dziadkiem dzisiejszego fantasy.

Jasne, gatunek w tym czasie ewoluował, a "Hobbit" jest bądź co bądź książką dla dzieci, więc nie ma tu wielu rzeczy, które uwielbiam w dzisiejszej fantastyce - skomplikowanych psychologicznie bohaterów, skomplikowanych systemów magii, skomplikowanej moralności i skomplikowanych intryg politycznych.

"Hobbit" jest absolutnie nieskomplikowany, i jest to absolutnie ok, dając radość ze śledzenia kolejnych etapów podróży, szalonych przygód i obserwowania, jak Bilbo nabiera pewności siebie.

Samej książce dałbym 7.5/10, ale ocenę zdecydowanie podbija tu fantastyczne wydanie jubileuszowe, pełne ilustracji i map stworzonych przez Tolkiena (część z nich opublikowano tu z resztą po raz pierwszy) oraz materiałów dodatkowych w formie dodatkowej książeczki - od historii powstawania "Hobbita", aż po wykład J.R.R. o smokach.

Cóż to była za podróż.

Ciężko jest napisać o "Hobbicie" coś, co już nie zostało powiedziane - w końcu książka wielkimi krokami zbliża się do dziewięćdziesiątej rocznicy, co dosłownie i w przenośni czyni dzieło Tolkiena dziadkiem dzisiejszego fantasy.

Jasne, gatunek w tym czasie ewoluował, a "Hobbit" jest bądź co bądź książką dla dzieci, więc nie ma tu wielu rzeczy, które uwielbiam w dzisiejszej...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Profesor Antoni Dudek stał się w ostatnich latach jednym z najbardziej cenionych historyków i komentatorów, w dużej mierze dzięki kanale na Youtube, gdzie opowiada właśnie o historii Polski, z naciskiem na przemiany ustrojowe lat 80 i 90.

Posłuchamy więc o upadku komuny, wyborach 4 Czerwca, sejmie kontraktowym, wycofaniu wojsk radzieckich, pierwszych aferach III RP i początkach karier politycznych ludzi, którzy do dziś odwalają trzodę na Wiejskiej. Zajrzymy też na zaplecze, w dokumenty i pamiętniki pokazujące "jak się robi kiełbasę". A wszystko to - w formie audiobooka - czytane fantastycznym głosem samego prof. Dudka.

Jak dla mnie, kogoś kto tamte czasy przeżył, ale - z racji wieku - nie do końca samoświadomie, pozycja bardzo interesująca.

Profesor Antoni Dudek stał się w ostatnich latach jednym z najbardziej cenionych historyków i komentatorów, w dużej mierze dzięki kanale na Youtube, gdzie opowiada właśnie o historii Polski, z naciskiem na przemiany ustrojowe lat 80 i 90.

Posłuchamy więc o upadku komuny, wyborach 4 Czerwca, sejmie kontraktowym, wycofaniu wojsk radzieckich, pierwszych aferach III RP i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Większość książek nonfiction, jak pisał sam Ravikant, ma do przekazania tylko jedną myśl - zazwyczaj przekazuje ją w kilku pierwszych rozdziałach, po czym przez kolejne 150-200 stron leje wodę i okłada czytelnika przykładami, próbując zastosować daną myśl do każdej dziedziny życia i każdego mechanizmu rządzącego Wszechświatem.

Eric Jorgenson, podchodząc do skompilowania Almanachu Navala Ravikanta, poszedł drogą odwrotną - dostajemy tu dziesiątki przemyśleń na praktyczne, życiowe tematy, podkreślone krótkimi aforyzmami, bez zbędnego lania wody i zagłębiania się w przykłady typu "jak zastosować xyz w codziennym życiu piekarza".

Można mieć oczywiście różne opinie na temat amerykańskiego 0.1%, i ta przynależność nieco przejawia się też w przemyśleniach Ravikanta. Podeście typu "świat ma poczekać aż skończę swój poranny trening i godzinną jogę" jest raczej nieosiągalne dla większości śmiertelników, którzy chcieliby się wysypiać.

Ale ostatecznie to tylko detale, a zdecydowana większość książki pełna jest wartościowych przemyśleń pełnego ciekawości człowieka, który zaszedł bardzo daleko pomimo skromnych początków. Tom, do którego zdecydowanie będę wracał regularnie.

Większość książek nonfiction, jak pisał sam Ravikant, ma do przekazania tylko jedną myśl - zazwyczaj przekazuje ją w kilku pierwszych rozdziałach, po czym przez kolejne 150-200 stron leje wodę i okłada czytelnika przykładami, próbując zastosować daną myśl do każdej dziedziny życia i każdego mechanizmu rządzącego Wszechświatem.

Eric Jorgenson, podchodząc do skompilowania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Stało się już pewną tradycją, że każdy rok rozpoczynam od lektury kolejnego tomu "Stormlight Archive". Tym razem do tej tradycji dopasowała się też rzeczywistość, bo mój preorder nieco się opóźnił, a książka (jeśli 1300-stronne bydle zawierające pół miliona słów można wciąż nazywać książką) dotarła do mnie 31 grudnia.

I tak, w myśl maksymy "Journey before destination", przez ostatni miesiąc+ stopniowo pochłaniałem najnowszą cegłę Sandersona, obserwując moich ulubionych bohaterów literackich podczas decydujących 10 dni Rosharu.

Świat, postacie i magia to jak zawsze swoja własna liga, nie ma sensu się rozpisywać, bo w tym momencie to już chyba oczywistość.

Nie zdradzając zbyt wiele z tej fantastycznej przygody, powiem tylko, że był to tom zaskoczeń - bo niemal nic nie poszło tak, jak się tego spodziewałem po wydarzeniach "Rythm of War". Widać tu też echa wykładów pisarskich Sandersona, zwłaszcza technikę obiecywania czytelnikowi jednej rzeczy, by ostatecznie dostarczyć mu coś lepszego, coś czego zupełnie się nie spodziewał.

"Wind and Truth" to też chyba jedno z najlepszych nie-zakończeń jakie czytałem. Wszystkie ważne wątki są albo dopięte, albo przygotowane pod dłuższą pauzę i kontynuację w przyszłości. Jest też zaznaczonych kilka nowych, które prawdopodobnie będą miały ogromne znaczenie w drugiej połowie serii, albo będą eksplorowane w "Ghostbloods" - trzeciej serii "Mistborn", pod którą grunt także został przygotowany.

Cholera, przez najbliższe kilka lat będzie mi strasznie brakować tej serii.

Stało się już pewną tradycją, że każdy rok rozpoczynam od lektury kolejnego tomu "Stormlight Archive". Tym razem do tej tradycji dopasowała się też rzeczywistość, bo mój preorder nieco się opóźnił, a książka (jeśli 1300-stronne bydle zawierające pół miliona słów można wciąż nazywać książką) dotarła do mnie 31 grudnia.

I tak, w myśl maksymy "Journey before destination",...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Były czasy, kiedy "Dexter" był moim ulubionym serialem, jednak jak wielu nie miałem pojęcia, że były też książki. W zasadzie dowiedziałem się o tym ledwie kilka tygodni temu, przeglądając wyprzedaż na Audible.

I wychodzi to w sumie na plus, bo niewiele już pamiętam z ekranu, co pozwoliło mi słuchać przygód słodkiego mordercy w zasadzie bez porównań z genialną rolą Michaela C. Halla.

A sposób, w jaki Jeff Lindsay przedstawił te przygody - pracę w policji z jej wewnętrzną polityką, próbę utrzymania wizerunku funkcjonalnego, produktywnego członka społeczeństwa, czy wreszcie pojedynek dwóch psychopatów, jest fantastyczny - głównie z resztą z uwagi na genialnie napisanego Dextera i jego punkt widzenia.

Nie śledzimy bowiem jakiegoś macho złola, ale dość nieśmiałego, inteligentnego faceta, wysławiającego się delikatnie i czule (co też fantastycznie oddaje sam autor czytając audiobooka), ciężko pracującego by symulować typowe ludzkie emocje - by po godzinach mordować przestępców, którzy wymknęli się systemowi.

Świetna książka, świetny bohater. Chyba odświeżę sobie serial.

Były czasy, kiedy "Dexter" był moim ulubionym serialem, jednak jak wielu nie miałem pojęcia, że były też książki. W zasadzie dowiedziałem się o tym ledwie kilka tygodni temu, przeglądając wyprzedaż na Audible.

I wychodzi to w sumie na plus, bo niewiele już pamiętam z ekranu, co pozwoliło mi słuchać przygód słodkiego mordercy w zasadzie bez porównań z genialną rolą Michaela...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Całkiem ciekawa pozycja, zaczynająca się nieco w stylu Harariego - omawiając kolejne fale technologiczne i jak wpłynęły na historię ludzkości, aby wreszcie dotrzeć do tytułowej nadchodzącej fali - skupiając się przede wszystkim na AI, ale zahaczając też o bioinżynierię i komputery kwantowe.

I o ile autorzy starają się całkiem uczciwie przedstawić zarówno profity, jak i zagrożenia wynikające z tych technologii, to niestety często popadają w pseudofilozoficzny bełkot, zapętlając się i powtarzając to samo po kilka razy.

A że Suleyman jest człowiekiem z branży, to jego podejście do generatywnej AI będącej odpowiedzią na wszystkie problemy świata sprawia wrażenie młotka, który wszędzie widzi gwoździe. Albo próby przyciągnięcia inwestorów, bo też problemy z tą technologią - jak koszty centrów danych, absurdalne ilości energii wymaganej do działania czy fakt, że osiągnęliśmy punkt, w którym modele zaczynają być trenowane na innych modelach (zwiększając ryzyko powielania halucynacji) - są w zasadzie poruszanie po łepkach, jeśli w ogóle.

W przeciwieństwie do autora, mam też sporo wątpliwości czy dzisiejszy model generatywnych "uśredniaczy statystycznych" jest najlepszą, a nawet możliwą, metodą osiągnięcia superinteligencji, nawet jeśli w najbliższych latach dokona się przełom w energetyce.

Mimo tych minusów, "Nadchodząca Fala" to całkiem przyzwoita pozycja dla osób chcących zaktualizować swoją wiedzę o świecie, możliwościach i zagrożeniach płynących z nowoczesnych technologii. Poleciłbym zwłaszcza niektórym naszym politykom, którzy mentalnie żyją jeszcze w dwudziestoleciu międzywojennym.

Całkiem ciekawa pozycja, zaczynająca się nieco w stylu Harariego - omawiając kolejne fale technologiczne i jak wpłynęły na historię ludzkości, aby wreszcie dotrzeć do tytułowej nadchodzącej fali - skupiając się przede wszystkim na AI, ale zahaczając też o bioinżynierię i komputery kwantowe.

I o ile autorzy starają się całkiem uczciwie przedstawić zarówno profity, jak i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Michio Kaku jest chyba jednym z lepiej znanych naukowców wśród fanów sci-fi. Chociażby dlatego, że swego czasu teoretyzował jak faktycznie mógłby działać miecz świetlny. Chociaż, może to tylko ja.

Fakt faktem, że potrafi zainteresować słuchaczy i często ubarwia omawianie wyższej fizyki nawiązaniami do popularnych dzieł science fiction, od "Wehikułu Czasu" po "Gwiezdne Wojny".

Nie inaczej prowadzi narrację w swojej książce "Hyperspace", zabierając nas na fascynującą podróż po teoriach o wyższych wymiarach - od starożytnych mistyków po najnowsze wersje (jak na lata '90, kiedy książka była pisana) teorii strun. Od eteru, po horyzont zdarzeń czarnych dziur i równoległe wszechświaty.

Mimo, że momentami jest nieco sucha i techniczna, mimo, że nie przedstawia najświeższych badań z XXI wieku, "Hyperspace" to wciąż fantastyczna lektura - zarówno dla studentów fizyki, jak i nerdów, którzy lubią nieco więcej science w swoim fiction.

Michio Kaku jest chyba jednym z lepiej znanych naukowców wśród fanów sci-fi. Chociażby dlatego, że swego czasu teoretyzował jak faktycznie mógłby działać miecz świetlny. Chociaż, może to tylko ja.

Fakt faktem, że potrafi zainteresować słuchaczy i często ubarwia omawianie wyższej fizyki nawiązaniami do popularnych dzieł science fiction, od "Wehikułu Czasu" po "Gwiezdne...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Istnieje klisza zwana "Planet of hats", występująca zwłaszcza w fantastyce i sci-fi. W skrócie sprowadza się do tego, że wszyscy, absolutnie wszyscy, przedstawiciele danej planety/kraju/społeczności zajmują się tym samym i mają podobne cechy charakteru. Wszyscy są honorowymi wojownikami, skąpymi handlarzami, itp itd. Jeśli rozegra się to dobrze, potrafi to nieźle zagrać - chociażby poszczególne nacje w "Stormlight Archive".

Niestety, jak dotąd cykl "Horus Heresy" nie robi tego dobrze, a słuchając ostatnich trzech czułem się, jakbym odwiedzał kolejno planety "Emo 2000", "Sigma Grindset by Lovecraft" i dotarł na "Lawful Stupid".

Bo też kolejny legion, jaki mieliśmy okazję poznać to zakon typowych paladynów - karykaturalna banda praworządnych głupich mięśniaków, pozbawionych indywidualnych charakterów, ale honorowych i walczących w słusznej sprawie. Dlatego też większość dialogów brzmi jakoś w ten deseń:
- "Ah, how noble we are brother, are we not?"
- "Quite so, brother, quite so. Duty requires we declare a quest to reassert our nobility!"

Dużym plusem jest za to fakt, że nie jest to kolejna część powielająca wydarzenia otwierającej trylogii. Głównie dlatego, że dzieje się dużo wcześniej i nie wnosi w zasadzie nic do serii, ale to już detal, bo przynajmniej jest w tym odrobina świeżości.

Istnieje klisza zwana "Planet of hats", występująca zwłaszcza w fantastyce i sci-fi. W skrócie sprowadza się do tego, że wszyscy, absolutnie wszyscy, przedstawiciele danej planety/kraju/społeczności zajmują się tym samym i mają podobne cechy charakteru. Wszyscy są honorowymi wojownikami, skąpymi handlarzami, itp itd. Jeśli rozegra się to dobrze, potrafi to nieźle zagrać -...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

"Wojny Biznesowe" to tytuł nieco na wyrost - większość zawartych w książce historii opowiada jednak w dość dużym skrócie historie sukcesu pojedynczych firm i stojących za nimi ludzi, a nie - jak można by się spodziewać po tytule - batalii kilku firm danej branży, analizy ich ruchów i ich skutków.

Koślawo wychodzi też przyrównywanie poszczególnych historii do "Sztuki Wojny". Mimo, że jest to całkiem dobry pomysł, to autor zbyt często chwyta się tu jakiejś ledwo widocznej nici podobieństwa, próbując przypasować firmy do jednej czy drugiej maksymy Sun Tzu, bez głębszego rozwinięcia myśli. Zdecydowanie dało się to zrobić lepiej.

Na plus wypadają za to historie poszczególnych przedsiębiorców i dróg, jakimi doszli do stworzenia swoich małych imperiów - wykazując się wizjonerstwem, uporem, siłą charakteru, talentem marketingowym czy wreszcie ponadprzeciętnym łgarstwem.

Ogólnie - kwintesencja audiobooka spacerowego.

"Wojny Biznesowe" to tytuł nieco na wyrost - większość zawartych w książce historii opowiada jednak w dość dużym skrócie historie sukcesu pojedynczych firm i stojących za nimi ludzi, a nie - jak można by się spodziewać po tytule - batalii kilku firm danej branży, analizy ich ruchów i ich skutków.

Koślawo wychodzi też przyrównywanie poszczególnych historii do "Sztuki...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , , ,

"The Psychology of Money" Morgana Housela to jedna z najczęściej polecanych książek finansowych.

W przeciwieństwie jednak do kompletnej edukacji finansowej, jakie możemy znaleźć np. w "Finansowej Fortecy" Marcina Iwucia, stanowi raczej materiał uzupełniający. Nie znajdziemy tu szczegółowego omówienia budżetowania czy budowania portfolio inwestycyjnego, ale raczej wsparte przykładami omówienie modeli myślowych i przekonań, które mogą przyczynić się lub utrudnić nam osiągnięcie sukcesu i bezpieczeństwa finansowego.

Przeczytamy o niedocenianej w "kulturze zapierdolu" roli zwykłego szczęścia, o inflacji stylu życia i ruchomej mecie, cierpliwości i tym jak głód pieniędzy może zniweczyć nasze wysiłki w długim terminie, ale przede wszystkim - o konieczności dopasowania każdej porady finansowej do realiów naszego życia.

Świetna pozycja, do której warto wracać wielokrotnie w miarę nabywania wiedzy o finansach.

"The Psychology of Money" Morgana Housela to jedna z najczęściej polecanych książek finansowych.

W przeciwieństwie jednak do kompletnej edukacji finansowej, jakie możemy znaleźć np. w "Finansowej Fortecy" Marcina Iwucia, stanowi raczej materiał uzupełniający. Nie znajdziemy tu szczegółowego omówienia budżetowania czy budowania portfolio inwestycyjnego, ale raczej wsparte...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Dawne kultury często posiadały rytuały "przejścia" dla chłopców - nawet jeśli nie w dorosłość, to do nowego etapu życia, wejścia do "męskiego świata" - jak chociażby wspomniane w książce nakładanie barw wojennych i odegranie porwania dziecka spod opieki kobiet.

Zdarzają się jeszcze tacy, którzy próbują wskrzesić takie rytuały - chociażby poprzez organizację dla synów "męskiej wprawy" na camping - w dużej mierze wyeliminowane przez nowoczesny, ugrzeczniony świat. Jak pokazał w ostatnich latach rozrost "manosfery" i, niestety, jej toksycznego odłamu - redpillowców - jest wśród facetów zapotrzebowanie na eksplorację tego, co znaczy bycie mężczyzną i jak realizować się w życiu (co, notabene, często kończy się uruchomieniem podcastu).

Książka Roberta Glovera, mimo że skupiona na relacjach, stanowi do tego niezły punkt wyjścia, zwłaszcza dla tytułowych "nice guys" - wychowanych w przekonaniu, że skupianie się realizowaniu cudzych potrzeb sprawi, że inni automatycznie odpłacą się tym samym - dla których zrozumienie, że rzeczywistość tak nie działa, jest często pierwszym krokiem do lepszego, bardziej satysfakcjonującego życia.

Glover, przekazując wiedzę wyniesioną z autopsji i pracy jako psycholog, unika przy tym popadania w toksyczne skrajności "mistrzów podrywu" i wspomnianych wcześniej redpillowców. Wartościowa lektura dla większości facetów, a zwłaszcza tych pozbawionych pozytywnego męskiego wzorca za młodu.

Dawne kultury często posiadały rytuały "przejścia" dla chłopców - nawet jeśli nie w dorosłość, to do nowego etapu życia, wejścia do "męskiego świata" - jak chociażby wspomniane w książce nakładanie barw wojennych i odegranie porwania dziecka spod opieki kobiet.

Zdarzają się jeszcze tacy, którzy próbują wskrzesić takie rytuały - chociażby poprzez organizację dla synów...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to