Rafała Olszaka znam z jego kanału na YouTube – kiedyś systematycznie słuchałem jego podcastów/audycji. Około 5 lat temu, gdy wydawał książkę, zamówiłem egzemplarz. Przeleżał w szafie dobrych kilka lat, aż ostatnio, przy okazji przeprowadzki, wpadł mi w ręce, więc jako że jest krótka to w dwa popołudnia łyknąłem całość.
Muszę przyznać, że o ile podobały mi się materiały audio-wideo Olszaka, to książka jest co najwyżej średnia. Nie chodzi nawet o to, że nie do końca zgadzam się z jej treścią, ale bardziej o formę i jakość wykonania. W przeciwieństwie do formatu jutubowego, który sprawdza się jako krótka wypowiedź na jeden konkretny temat (i to w zupełności wystarcza), od książki oczekiwałbym już jakiejś zaplanowanej struktury i bardziej kompleksowego podejścia do tematu.
Liczyłem na to, że autor przeanalizuje wszystkie ważniejsze aspekty życia współczesnych mężczyzn, dodając swoje opinie jako psycholog, odnosząc się do nauki i dorzucając praktyczne wskazówki. I faktycznie, początek książki sugerował, że moje oczekiwania mogą zostać spełnione. Niestety, po kilkudziesięciu stronach okazało się, że jest inaczej.
Od pewnego momentu zamiast spójnej analizy dostajemy w kolejnych rozdziałach luźno rzucone, popularne tematy tylko częściowo związane z przewodnim motywem książki. Trochę to wygląda tak, jakby na siłę trzeba było doklejać gotowe materiały (np. scenariusze YouTube czy artykuły). Z czasem staje się to dość męczące – na przykład ni z tego, ni z owego pojawia się temat pornografii i uzależnienia od niej, by w następnym rozdziale nie wiadomo dlaczego przeskoczyć do osobowości borderline (w kontekście potencjalnych partnerek), a później znowu do uzależnienia, tym razem od hazardu(nie wiedzieć czemu zgłębiając przez kilka stron jego mechanizmy). Rozumiem, że są to rzeczy, które mogą pojawić się w życiu mężczyzny, ale dlaczego są ułożone w tak chaotyczny sposób, bez wprowadzenia czy logicznego podziału tematycznego?
Taki format sprawdziłby się, gdyby książka była wyraźnie oznaczona jako przedruk artykułów autora z lat XXXX–YYYY. Wtedy byłoby OK. W obecnej formie wygląda to jednak tak, jakby „na szybko” składano materiał do wydania. Niestety to jeszcze nie koniec – w pewnym momencie skończyły się już losowe tematy, z których można by sklecić rozdział, i dostajemy „Refleksje" czyli zbiór krótkich, złotych myśli z komentarzem (często kilku-, kilkunastozdaniowych), które są zupełnie oderwane od reszty i wyglądają jak wypełniacz dobijający objętość książki.
Jeśli chodzi o samą treść – tutaj nie jest już tak źle. Ogólnie można ją określić jako redpillową. Warto jednak sprecyzować, co mam na myśli, bo „redpill” nie jest jednoznacznym pojęciem. Osobiście lubię psychologię ewolucyjną i wynikające z niej wnioski. Zdecydowanie nie przepadam natomiast za redpillowym podejściem w stylu szursko-zfrustrowanym, gdzie na siłę atakuje się drugą płeć, gra w „blame game” i generalizuje wszystkie negatywne cechy kobiet. Nie wspominając już o redpillowcach w foliowych czapeczkach, według których kobiety całego świata zmówiły się, by zdegradować mężczyzn do niższej kasty – to już poziom płaskoziemców.
Wracając do książki – to tutaj dostajemy redpill w dość przystępnej formie. Czasami autor trochę na siłę szuka argumentów, by pokazać, że mężczyźni mają „gorzej” i są pokrzywdzeni przez system. Kobiety przedstawiane są głównie w kontekście toksycznych osób, które należy zdemaskować i wyrzucić ze swojego życia. Okej, takich przypadków nie brakuje, ale chętnie przeczytałbym też coś o budowaniu zdrowej relacji z „normalną” dziewczyną.
Podoba mi się natomiast przesłanie Olszaka, że przede wszystkim trzeba szanować siebie – nie być podnóżkiem dla drugiej osoby, nie próbować wyżebrać atencji czy uczuć. Autor promuje postawę, w której zachowujemy godność, inwestujemy w siebie i związek, ale tylko jeśli druga strona odwzajemnia nasze starania. Jeśli nie – trzeba umieć odejść, mimo że bywa to ciężkie.
Ogólnie dla mnie nie są to przełomowe treści, ale jeśli ktoś jest z'blue-pillow'any, to może być to dla niego wartościowa lekcja.
Zabrakło mi jednak szerszej perspektywy. Autor w 90% skupia się na relacjach damsko-męskich, zamiast poruszyć też inne kwestie, jak dbanie o dobrostan fizyczny i psychiczny, pasje, budowanie pewności siebie, spędzanie wolnego czasu czy praca. W końcu, jak sam twierdzi, jesteśmy całością sami w sobie – nie potrzebujemy drugiej osoby, by istnieć. Partner ma nas tylko uzupełniać i dawać coś ekstra, tymczasem treść książki(jak już wspomniałem skupienie się wyłącznie na związkach) trochę temu przeczy.
Traktowałbym raczej tę książkę jako zbiór luźnych artykułów niż solidne kompendium. Jeśli komuś wpadnie w ręce, mimo wszystko warto ją przekartkować, ale ja liczyłem na coś więcej.
Rafała Olszaka znam z jego kanału na YouTube – kiedyś systematycznie słuchałem jego podcastów/audycji. Około 5 lat temu, gdy wydawał książkę, zamówiłem egzemplarz. Przeleżał w szafie dobrych kilka lat, aż ostatnio, przy okazji przeprowadzki, wpadł mi w ręce, więc jako że jest krótka to w d...
Rozwiń
Zwiń