rozwiń zwiń
RatownikLektur

Profil użytkownika: RatownikLektur

Nie podano miasta Nie podano
Status Czytelnik
Aktywność 22 tygodnie temu
135
Książek na półce
przeczytane
171
Książek
w biblioteczce
132
Opinii
611
Polubień
opinii
Nie podano
miasta
Nie podano
Dodane| Nie dodano
Bo książka żyje gdy się ją czyta, a jej szpitalem są biblioteki i księgarnie. Czasem niechciane trafiają do antykwariatów, gdzie odbywają swoją starość niczym w domu starców, póki ktoś jej nie zaadoptuje... Uratuj lektury razem ze mną i zacznij je czytać!

Opinie


Na półkach: ,

Zwykle dumki o wybitnych autorach mnie odrzucają, kiedy zabierają się za nie osoby o zielonym pojęciu, wmawiające sobie, że wszystko wiedzą. W tym przypadku jednak jest inaczej, bo Schulz to postać o życiorysie nie do końca bogatym, dlatego nie za bardzo da się o nim dużo pisać (choć i z tego wybrnęli nie byle jakim tomiszczem), tym bardziej, że tutaj mamy rozkład na części pierwsze pewnych motywów poruszanych w literaturze Brunona. Wydawnictwo Universitas to wydawnictwo parające się stricte naukowymi publikacjami i to o niebagatelnym, a wręcz akademickim znaczeniu i mogłoby się przez to wydawać, że "O nie! znaukowali Schulza! ale będzie nuda!", a jest wręcz odwrotnie, bo publikacja ta jest niesamowicie przystępna i czyta się ją szybko i z zainteresowaniem. Widać, że Ludwicki jest autorem dokładnym z lekkim piórem, chociaż z pasji piszę właśnie w stylu Schulzowskim, a przynajmniej do takiego aspiruje. Nic dziwnego, że to właśnie on pochylił się nad tym, nazwijmy to esejem. Autor rozbiera na kawałki to, co u Schulza jest uwydatnione między wierszami. Na warsztat jednak bierze całokształt twórczości, dzięki czemu możemy się przyglądnąć dokładniej estetyce Schulzowskiej. I tak jak w tytule rozważania o egzystencji rozjaśniają nam to co dobrze znamy z prozy Bruna. Rozważania równie gęste co w tej prozie. Wypuszczamy się w rejony wspominanych zresztą w lekturze Kafki, Witkacego, Gombrowicza czy choćby Sartre. O Witkacym nie da się nie wspomnieć, gdyż panowie się przyjaźnili, korespondowali ze sobą, a i kolejny aspekt twórczości Schulza; erotyzm zinterpretował właśnie Witkacy nazywając swego kolegę fetyszystą. Erotyka u Schulza jest właśnie dość znaczącym terenem. Świetnie to zademonstrował Hass w swym filmie "Sanatorium pod Klepsydrą", zresztą chyba najwierniej oddający Schulzowską estetykę. Niemniej w tym eseju, autor przybliża nam zastane w Xiędze Bałwochwalczej - serii grafik ikonicznych dla Schulza, gdyż skarlali mężczyźni mają tam bardzo często twarz samego Bruno Schulza. Xięga jest o tyle fascynująca, że ukazuje nam melancholiczną naturę Schulza i uwypukla rejony psychoanalityczne wprowadzając zresztą znamienny motyw Femme Fatale - dominy, swego rodzaju Gradivy obecnej w stylistyce surrealistycznej i wywodzącej się jeszcze od Freuda. Tak w Xiędze jak i innych dziełach znamienne również jest występowanie kultury żydowskiej, do której Schulza zaliczamy, lecz sam się zbytnio z nią nie utożsamiał, a w wywodach Ludwickiego docieramy do deklaracji, że nasz drohobyczanin zaczął się interesować chrześcijanizmem, a postać Chrystusa go fascynowała. Judaizm pomieszany jest na dodatek z innymi kulturami, co daje Schulzowi tytuł wizjonera, niejako przepowiadającego obecne czasy. Sama wspomniana Xięga nosi znamiona mitologii grecko - romańskiej. Zatem uwypukla nam się wyraz twórczości Schulza - kulturowość rzucona na kadr oniryzmu. Powołując się na tytuł, myśli za to to po prostu te właśnie rozważania, bowiem autor świetnie punktuje, że nie dość iż twórczość Schulza jest otwarta i nieokreślona to jeszcze on sam (Schulz) jest otwarty i nieokreślony, dlatego o Schulzu myśli są w strefie myśli non stop. Pozostają jeszcze Repliki i fikcje co już oznacza pisarską fanaberię autora niniejszego. Repliki, bowiem autor jakby naśladuje Schulza, chociaż już sam mistrz Beksiński uczulał sam siebie by nigdy nie naśladować Bruna, ponieważ jest to po prostu niewykonalne. Oznacza to, że Schulz ma tak oryginalną prozę wręcz poetycką, że nie da się go skategoryzować. Niemniej właśnie ten egzystencjalizm dodaje pikanterii bycia wieloma "ja" przez naszego bohatera wyznawane. Podobnie właśnie Ludwicki stara się to w swych fikcjach odwzorować powołując się nie tylko na mistrzostwo fikcjotwórstwa Schulza, ale i podobnym mu chociażby Pessoa twórcę terminu heteronimów, którymi posługują się Ci egzystencjaliści, którzy bytu nie określają jednoznacznie. Takoż repliki i fikcje są bardzo ciekawe, gdyż są niby krótkimi prozami, ale o zabarwieniu biograficznym. Ludwicki otóż bawi się w narratora życia Bruna Schulza i opisuje wydarzenia z jego życia o zabarwieniu właśnie fikcyjnym, ale wiernie trzymającym się faktów i robi to w sposób Perecowski. Mianowicie opisy są drugoosobowe jak w "Człowieku który śpi" George'a Pereca - zresztą podobnego melancholijnego egzystencjalisty. Narratorska zabawa niekoniecznie dorównuje Schulzowi, niemniej dociera w oniryczne środki, dzięki czemu czujemy drohobyczański vibe, a jako czytelnicy poznajemy Schulza z drugiej fikcyjnej strony.
W ogólnym założeniu pozycja jest dobra dla, jak to nazwał Ludwicki, Schulzologów, ale i Schulzoidów, śmiem nawet twierdzić, że nie należy sięgać po tę pozycje póki samemu zresztą nie przerobi się Schulza, dlatego wszystko po kolei!

Zwykle dumki o wybitnych autorach mnie odrzucają, kiedy zabierają się za nie osoby o zielonym pojęciu, wmawiające sobie, że wszystko wiedzą. W tym przypadku jednak jest inaczej, bo Schulz to postać o życiorysie nie do końca bogatym, dlatego nie za bardzo da się o nim dużo pisać (choć i z tego wybrnęli nie byle jakim tomiszczem), tym bardziej, że tutaj mamy rozkład na części...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Moi ulubieni poeci zawsze nosili ze sobą jakieś piętno czerni, albo znali je od środka, albo brodzili w nim jak ślepiec taplający się w smole. U szczytu zagranicznych wierszokletów zawsze był u mnie Edgar Allan Poe i tak się składa, że być może w Europie nie znalibyśmy Amerykańskiego Czarnego Księcia gdyby nie właśnie Charles Baudelaire. Suma sumarum to właśnie Charles zainteresował się Poe'em smakując w podobnej poezji. Tym samym ja musiałem przepaść w poezji bodlerowskiej. Przedstawiciel Paryskiego dekadentyzmu bowiem był oryginalnym poetą gdyż w przeciwieństwie do kwiecistych salonowych bardów, on przekuwał piękno z brzydoty. Widziane w rynsztokach opisywał niczym egzotyczne kwiecie, samemu racząc się ówczesnymi używkami, dzięki którym w odmiennych stanach świadomości jego oniryczne wizje, napawały jakąś sutą galanterią. Dlatego też Charles kojarzony jest z tzw turpizmem, czyli poezją brzydką.
Poezja ta przesiąknięta jest żółcią, erotyzmem - czasami sadystycznym, czasami niezwykle pociągającym. Nieodłącznie treść finiszuje śmierć, rozkład i cześć pogańskim tradycjom. U Baudellaire'a często również możemy spotkać się z tematami okultystycznymi, nie obca jest także humoreska. Powyższy tomik jest znakiem rozpoznawczym Charles'a i każdy koneser poezji nietuzinkowej powinien posiadać u siebie tę perłę. Niezwykle sprawnie czyta się właśnie wydanie proponowane przez Wydawnictwo IX tłumaczone przez Bohdana Wydżge. Widać jak doskonałą konstrukcją wiersza posługiwał się paryżanin. Metrum i tempo również dobrane z estetyką godną mistrza. W każdej tonacji i interpretacji odnajdzie się choćby wychwalanie kurtyzan, od których poeta nie stronił, a co można w jego wierszach wyczytać jako peany do upadłych kokiet. Wydanie okraszone również niezwykle erotycznymi i niepokojącymi rysunkami Feliciena Ropsa. "Kwiaty Zła" czyta się z zapartym tchem, wciągając ich zapach do niepamięci. Nie chce się kończyć tej lektury, a gdy już docieramy do ostatniego "Epigrafu dla Potępionej Książki", niedowierzamy, że na kolejnej stronie są tylko przypisy tłumacza. Nie zniechęcajmy się jednak, bo dalej czeka na nas dodatek kilku utworów w przekładzie Stanisława Koraba Brzozowskiego, gdzie odczytamy sławną "Litanię do Szatana" czy mistyczne "Błogosławieństwo".
Wydanie twardej oprawy prezentuję się niezwykle schludnie z wytonowaną okładką, ale nie pozbawioną turpistycznych znamion. Wnętrze na świetnym papierze i w czcionce najprzyjemniejszej dla oka. tym samym teksty zapadają w otchłań serc na zawsze. I to właśnie tam rosną w nas pociągające kwiaty zła... oddajmy się poetycznej woni ich rozkładu, a na pewno będziemy urzeczeni doświadczeniem kwitowanym wdechem pełnym melancholijnego wyziewu!

Moi ulubieni poeci zawsze nosili ze sobą jakieś piętno czerni, albo znali je od środka, albo brodzili w nim jak ślepiec taplający się w smole. U szczytu zagranicznych wierszokletów zawsze był u mnie Edgar Allan Poe i tak się składa, że być może w Europie nie znalibyśmy Amerykańskiego Czarnego Księcia gdyby nie właśnie Charles Baudelaire. Suma sumarum to właśnie Charles...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Żeby znaleźć pożądny poradnik pisania to trzeba naprawdę się wysilić, wertować i żałować drzew, które na niektóre z nich poszły do wycinki... ale Umberto Eco to autor, mający za sobą perły literatury i mocny literaturoznawca, dlatego z czystym sumieniem mogę polecić jego porady pisarskie. Z góry jednak zaznaczam, że nie są to porady, które usłyszysz na warsztacie pisania kreatywnego, choć jego porady (o ile te takimi są) są już bardziej kreatywne. W swych wyznaniach Eco piszę o swojej drodze pisarskiej, oraz o pewnych literackich chwytach, które urozmaicą pisanie. Jeśli jesteś znurzony pisaniem dla zarobku, rozciąganiem fabuły, która się nie rozciąga, bo utkwiłeś w martwym punkcie, Umberto ma dla Ciebie fascynujące tajniki, których być może się nie spodziewasz.
Nie raz uśmiechnąłem się czytając treść tego minieseju, będącego de facto monologicznym rozliczeniem autora ze samym sobą. Zatem humor aż kipi z tego dziełka. Czyta się go bardzo szybko i chociaż nie jest on ułożony wg konkretnego planu, daje nam mnóstwo frajdy. Eco gawędzi z czytelnikiem przedstawiając mu swoją drogę pisarską, jednocześnie zwracając uwagę na niuanse niezbędne do zastosowania w pisarstwie, ale czyniące tekst gęstszym i być może ciekawszym. Czasem mi się wydawało, że użyte przez Eco motywy mogą zanudzić czytelnika, ale po przemyśleniu stwierdzam, że mogą być ciekawe i dodać jakiegoś dodatkowego rysu.
Wyznania młodego pisarza to lektura dla naprawdę zdeterminowanych, a nawet gratka dla fanów autora. Nie wiem czy pokuszę się o stwierdzenie, że można się zaznajomić z tą pozycją przed jakąkolwiek powieścią Eco. Na pewno jednak po przeczytaniu jego pierwszych powieści można tu zajrzeć odnajdując pewne klucze. Lektura przyjemna, wciągająca i determinująca niektórych pisarzy do prowadzenia swoich "Wyznań...", bowiem który z pisarzy nie jest na tyle młody, by nie zweryfikować samego siebie?!

Żeby znaleźć pożądny poradnik pisania to trzeba naprawdę się wysilić, wertować i żałować drzew, które na niektóre z nich poszły do wycinki... ale Umberto Eco to autor, mający za sobą perły literatury i mocny literaturoznawca, dlatego z czystym sumieniem mogę polecić jego porady pisarskie. Z góry jednak zaznaczam, że nie są to porady, które usłyszysz na warsztacie pisania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Więcej opinii

Aktywność użytkownika RatownikLektur

z ostatnich 3 m-cy

Tu pojawią się powiadomienia związane z aktywnością użytkownika w serwisie


ulubieni autorzy [50]

Carlos Castaneda
Ocena książek:
7,4 / 10
16 książek
3 cykle
74 fanów
Jean Baudrillard
Ocena książek:
6,5 / 10
18 książek
0 cykli
40 fanów
Aleister Crowley
Ocena książek:
7,5 / 10
79 książek
2 cykle
113 fanów

statystyki

W sumie
przeczytano
135
książek
Średnio w roku
przeczytane
15
książek
Opinie były
pomocne
611
razy
W sumie
wystawione
135
ocen ze średnią 7,9

Spędzone
na czytaniu
633
godziny
Dziennie poświęcane
na czytanie
13
minut
W sumie
dodane
0
cytatów
W sumie
dodane
0
książek [+ Dodaj]