-
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać401 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Tylko że życie nie zna słowa „kiedyś”. Życie zna tylko „teraz” - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Jak czytać Harry’ego Hole? Kolejność książek Jo Nesbø i dlaczego warto zacząć dziś
Iza Sadowska11
Biblioteczka
CIEMNĄ NOCĄ GINĄ SNY
Sonia Rosa jest jedną z najbardziej interesujących rodzimych twórczyń z gatunku thrillera psychologicznego. Pisze powieści, które są zarówno silnie osadzone w konwencji gatunkowej, jak i dobrze oddające polską rzeczywistość. Jej pisarstwo pozbawione jest, typowych dla wielu autorów, amerykańskich naleciałości, czyli zamysłu odwracania fabuły w celu uzyskania efektu zaskoczenia. Rosa pisze po swojemu, indywidualnym stylem, przekonująco. Z dużymi nadziejami sięgnęłam po jej najnowszą powieść „Stalker”. Czy spełniła moje oczekiwania?
Patrycja Prus jest poczytną pisarką. Każda jej powieść szybko pnie się do góry na listach bestsellerów. W trakcie jednego ze spotkań promocyjnych, uwagę Patrycji przyciąga tajemniczy mężczyzna. Ukradkowe spojrzenia, chwila rozmowy i tak oto rodzi się zauroczenie. Od tej pory intrygujący Borys coraz śmielej wdziera się w umysł Patrycji. Kobieta intensywnie wypatruje go na kolejnych spotkaniach. Jednak po mężczyźnie nie ma śladu. Kiedy ponownie się spotykają, zafascynowana Patrycja powoli traci czujność. Borys staje się dla niej coraz ważniejszy. Pisarka początkowo nie dostrzega niepokojących wypadków, które dzieją się wokół niej. Tajemnicze nocne odwiedziny, głuche telefony, to dopiero początek gry. Gry, która okazać się może walką o życie… Jakie są granice zaufania? Co dzieje się, gdy w granice swojego małego świata wpuścisz kogoś, kto może być bardzo niebezpieczny?
Sonia Rosa układa kompozycję. Kompozycję, która jest portretem kobiety. Kobiety spełnionej, niezależnej zawodowo i finansowo. Takiej, która może pozwolić sobie na realizację marzeń. Patrycja pozornie ma w życiu wszystko. Piękny dom, pracę, która jest jej pasją i niezależność. Jednakże pod tą powłoką kryje się osoba zagubiona, żyjąca pamięcią o zmarłym narzeczonym, samotna. W blasku fleszy bryluje, świat zdaje się leżeć u jej stóp. Wewnętrznie jest osobą rozbitą. Zawieszoną między przeszłością a teraźniejszością. W zaciszu domu staje się ofiarą wspomnień i lęków. Coraz częściej sięga po alkohol. Usypia demony. Pojawienie się w jej życiu Borysa wydaje się promieniem słońca wśród mgieł. Nadzieją na nowy początek. Nadzieją na miłość. Bardzo podoba mi się konstrukcja psychologiczna tej postaci. Patrycja jest kobietą jaką moglibyśmy znać. Osobą, którą rozumiemy, utożsamiamy się z nią. Przeżywa rozterki bliskie każdemu, kto kiedykolwiek w życiu odczuwał dojmującą samotność. Im bardziej poznajemy jej osobowość tym bardziej skłonni jesteśmy odnaleźć w tej kobiecie jakąś cząstkę siebie. Niespotykanie udany i dogłębnie przemyślany rys psychologiczny postaci. Thriller psychologiczny rządzi się swoimi prawami i rzeczą niezwykle ważną jest to, by bohaterowie byli dla nas zrozumiali. Sonia Rosa daje nam szansę poznania kobiety, która nie jest idealna. Popełnia błędy, bywa naiwna, ma rozmaite pragnienia. Bardzo dobrze skonstruowana postać, która staje się główną osią całej historii.
Tym, co sprawia, że „Stalker” wyróżnia się spośród innych thrillerów, jest jego rzetelna konstrukcja fabularna i napięcie budowane na bardzo wysokim poziomie. To książka z gatunku tych, które musimy przeczytać do końca. Rosa nie oszczędza swojej bohaterki. Wrzucając ją w wir coraz bardziej niebezpiecznych sytuacji sprawia, iż czytelnik coraz mocniej zaciska kciuki. Chcemy, tak bardzo chcemy, by Patrycja wyrwała się z matni, by po prostu jej się powiodło. Zbudowanie tak silnej interakcji z literacką postacią to zasługa dobrej znajomości ludzkiej psychiki. Mechanizmów zachowań i indywidualnych doświadczeń często prowadzących do zachowań skrajnych. Sonia Rosa włożyła dużo pracy w to, by ta opowieść była wiarygodna. Perfekcyjnie opanowała sztukę komponowania napięcia. Zna wszystkie pisarskie chwyty, które sprawiają, że książka nas pochłania. Robi też dużo więcej. Głębia postaci, oddanie warunków ich życia i interakcji jakie między nimi występują to podstawa, która różni się zasadniczo od stosowania chwytliwych trików. Rosa opisuje świat takim, jakim on rzeczywiście jest. Bez niepotrzebnego upiększania. Jej bohaterowie są złożeni, mają swoje cele i motywy. Emocje odgrywają bardzo ważną rolę w tej historii. Sonia Rosa potrafi oddawać złożoność międzyludzkich relacji. Jest wiarygodna w tym, co pisze.
Samotność, która wdziera się pod skórę. Ból, który trawi od wewnątrz. „Stalker” to opowieść o żałobie, dźwiganiu się po stracie, o próbie ruszenia do przodu. O chęci zbudowania życia na nowo. Sonia Rosa porusza problematykę obarczenia ciężarem przeszłości. W swojej powieści ukazuje to, jak wydarzenia sprzed lat rzutują na naszym życiu stając się bolesnym balastem, który nieustannie ściąga nas w dół. To opowieść o tym, jak trudno jest wyjść z impasu. Znaleźć właściwy kierunek i zamknąć za sobą drzwi. Kobieta, która pragnie bliskości i mężczyzna, który okazuje się drapieżnikiem… Autorka daje swojej bohaterce prawo do bycia ludzką. Do pomyłek, do błądzenia, do poszukiwania szczęścia. Do tego, by poza światłem fleszy, mogła być zwyczajną, zagubioną kobietą. Autentyzm Patrycji jest uderzający właśnie dzięki temu, że zdarza jej się mylić. Kobieta zamknięta w muszli swojej samotności, zaintrygowana przypadkowo poznanym mężczyzną – brzmi jak tani scenariusz? Nic bardziej mylnego. Na tej, pozornie prostej, kanwie autorka opiera rozbudowaną opowieść. Znajdziemy w „Stalkerze” i dynamiczną akcję i zaskakujące zwroty fabularne i skrupulatnie opracowanych bohaterów. Książka, którą naprawdę dobrze się czyta, taka, która wywołać może zimny dreszcz. Atmosfera gęsta tak, że ciąć można ją nożem. Pulsująca grozą fabuła, która dotyka nas tak, że nie możemy porzucić lektury. Z każdym kolejnym rozdziałem czujemy się coraz mocniej zaintrygowani tą historią. Musimy poznać jej finał, by emocje mogły opaść. Rewelacyjnie napisany thriller. Zachowujący wszystkie prawa gatunku, ale niesztampowy. Sonia Rosa jest kreatywna, inteligentna i świetnie wie, jak dozować napięcie. Tym, co doceniam najbardziej jest to, że „Stalker” zamyka się w ramach racjonalizmu. Wszystkie wątki zgrabnie się splatają, a zakończenie jest satysfakcjonujące. Nie pozostawia czytelnika z poczuciem niedosytu. Przeciwnie – sprawia, że kiedy znamy już końcowe sceny, wiemy, że warto było śledzić tę opowieść.
W ciszy nocy samotność nawołuje specyficznym tonem. Tonem, który prosi o uwagę, o szczątki chwil. Poszukując bliskości, intymności, miłości, jesteśmy bezbronni. Kiedy na naszej drodze pojawia się ktoś przed kim pragniemy otworzyć serce, musimy być bardzo czujni. By w swoje spragnione ramiona nie wpuścić śmierci… Napisany na wysokim poziomie, poruszający thriller. Niebanalny, mroczny i pozostawiający po sobie ślad. Świetna książka, którą rekomenduję każdemu, kto lubi nieoczywiste klimaty literackie. Diabeł gorąco poleca.
CIEMNĄ NOCĄ GINĄ SNY
Sonia Rosa jest jedną z najbardziej interesujących rodzimych twórczyń z gatunku thrillera psychologicznego. Pisze powieści, które są zarówno silnie osadzone w konwencji gatunkowej, jak i dobrze oddające polską rzeczywistość. Jej pisarstwo pozbawione jest, typowych dla wielu autorów, amerykańskich naleciałości, czyli zamysłu odwracania fabuły w celu...
KRESOWA EPOPEJA
Nakładem wydawnictwa Skarpa Warszawska ukazał się pierwszy tom sagi „Opowieść drzewa orzechowego” zatytułowany „Tułacze”. Autorka, Mariola Sternahl zabiera nas w tej powieści w pełną emocji podróż do Lwowa. Miasta, którego rozkwit kulturalny wstrzymany został przez wybuch wojny. Opowieść o losach dwóch rodzin, Orłowskich i Wojnarskich, rozpoczyna się w 1919 roku. Pełne gwaru ulice, patriotyczne pieśni i rodzinna miłość, a wszystko to na tle burzliwych meandrów historii. Posłuchajmy więc jaką opowieść przygotowało dla nas drzewo, które było świadkiem narodzin, miłości i śmierci…
Lwów, 1919 rok. Miasto, które powoli się odradza. Jeszcze nieśmiało, jeszcze nieufnie. Miasto, które podnosi się z upadku jaki przyniosła mu wojna. Jan Orłowski właśnie zdobył dyplom czeladnika i ma poczucie, że cały świat jest do jego dyspozycji. Pochodzący z rzemieślniczej rodziny z tradycjami, Jan uczył się fachu rzeźnika, by w przyszłości przejąć kierowanie rodzinną masarnią. Gdy przypadkiem poznaje Helenę, córkę właściciela introligatorni, wie już, że wszystko o czym marzył, a także to, o czym marzyć nie śmiał, właśnie mu się przytrafiło. Młodzi szybko zakochują się w sobie. Patrząc w przyszłość z entuzjazmem i odwagą, która niezmiennie towarzyszy zakochanym. Na tle rozkwitającego miasta, nadziei, jaką widzą w przyszłości i spokojowi, który udziela się tym, którzy mają czyste serca, Jan i Helena zakładają rodzinę, a na świat przychodzą ich trzej synowie. Jednakże nic co proste, piękne i dobre, nie może trwać nieskończenie… Z biegiem lat narastają niepokoje społeczne. Niepewna polityka miesza się ze strachem zwykłych ludzi. Coś, co zdawało się przeszłością, przeistoczyć może się w przyszłość – oto czuć nadciągające widmo wojny. Wojny, która nie oszczędza nikogo. Gdy nadchodzi rok 1939, wszyscy są już niemalże pewni, że świat, który znają niebawem zadrży w posadach… Rodzina Orłowskich trwająca w patriotyzmie i wzajemnym szacunku zostanie dotkliwie poturbowana przez wojenną zawieruchę. Czy uda im się przeżyć czas krwi i pożogi ? Czy w obliczu bestialstwa pozostaną ludźmi ?
Mariola Sternahl posiada duszę poetki. Pięknie buduje zdania. Tworzy opowieść niesioną słowem zrodzonym z głębi serca. Wspaniały, unikatowy, refleksyjny styl pisania autorki sprawia, że „Tułacze” nie są zwyczajną sagą rodzinną, a stają się epopeją uczuć. Powieść napisana tak urodziwym językiem, że czytelnik czuje chęć kontemplowania jej. Bogate, nasycone słownictwo, cudowne frazy, alegorie – wspaniała polszczyzna. Literacka, ale nie nadęta. Odnoszę wrażenie, że w głowie pisarki słowa układają się w liryki tak naturalnie, że ich poetyckość stanowi wypadkową myśli. Dawno już nie czytałam książki tak bardzo emocjonalnej. Fabuły opowiedzianej tak, że staje się sztuką. Słowa, które mają szerokie spektrum znaczeń, zdania tak wymowne i tajemnicze zarazem, język dający wrażenie unoszenia się. „Tułacze” to nie tylko bardzo interesująca opowieść o ludzkich losach, ale nade wszystko imponujący rozmachem koncert słów.
Rodzina silna uczuciem, przywiązaniem do tradycji, pracy i miłości do ojczyzny. Ludzie, którzy swoją pracą i życiową postawą dają świadectwo swojej przynależności. Orłowscy są jak pień starego drzewa. Mocni, silni i niestrudzeni. To ród, który od pokoleń niesie ze sobą bagaż pamięci. Milczący Jan, pogodna Helena i trójka ich synów : Ignacy, August i Jarogniew, a każde z nich jest jak gałąź, która wyrasta z mocnego pnia. Wiodą życie uczciwe i proste oparte na wzajemnym szacunku, pracowitości i bliskości. Mają plany, marzenia i siebie. Wszystko to okazuje się niczym w czasie, gdy ponure wiatry historii zwiastują rychłe nadejście wojny. Orłowscy postawieni zostaną w obliczu rozterek i dylematów jakich nikt nigdy nie powinien przeżywać. Wszystko na co pracowali przyjdzie im porzucić. A gdy wojenne żniwo zacznie zabierać żywych, od nowa uczyć się życia będą musieli ci, którzy przetrwają… Nastrojowa, emocjonalna i wzruszająca opowieść o losie jednej z polskich rodzin zamieszkujących Lwów w okresie międzywojennym. Opowieść o męstwie, sile rodziny, tradycji i przywiązaniu do ziemi. Mariola Sternahl napisała powieść nadzwyczaj dojrzałą i przepełnioną mądrością, która nie pochodzi ze starych ksiąg, a z ludzkich serc. Historię naznaczoną cierpieniem, ale i nadzieją. „Tułacze” różnią się od typowych sag obyczajowo - historycznych pod wieloma względami. Tym, co dotyka mnie, jako czytelnika wybrednego, jest właśnie to poszanowanie dla języka. Niespotykana umiejętność opowiadania pięknie o tym, co proste. Zachwyt nad codziennością, nad słowem i gestem. Piękno wynikające z uścisku dłoni, czułego gestu, wierności. Bardzo istotne jest to jak autorka świetnie łączy opowieść o zwyczajnych ludzkich perypetiach z historycznymi wydarzeniami. Osadzenie opowieści o rodach Orłowskich i Wojnarskich we Lwowie, mieście, które było swoistym tyglem narodowości i kultur, wymagało solidnego przygotowania i merytorycznej wiedzy. Mariola Sternahl poradziła sobie wyśmienicie. Z dużym wyczuciem i empatią nakreśliła historię wypełnioną radością i smutkiem, nadzieją i troską. Najważniejsi są tutaj ludzie. Ci , których życie rozpada się w zetknięciu z czymś potężnym, czarnym, złym. Nici życia brutalnie zerwane przez nadejście okrutnej wojny. Piękna powieść, bardzo dopracowana, mądra, napisana utalentowaną ręką i przez bogatą duszę. Polecam „Tułaczy” czytelnikom, którzy poszukują czegoś głębszego, doceniających piękno słów i interesujących się historią.
Bardzo dużo elementów składa się na wyjątkowość tej książki. Mariola Sternahl oparła tę opowieść częściowo na dziejach swojej rodziny. Bardzo autentycznie pisarka oddaje codzienność tamtego okresu. Normalne życie, pragnienia i kłopoty spadające na bohaterów tej sagi. Ujmująca jest prostota tej opowieści. Czujemy realną więź z bohaterami. Dotykamy ich intymności. Towarzyszymy im w chwilach małych radości i wielkich strat. Powieść bardzo klimatyczna. Sternahl z dużą wprawą operuje nie tylko słowami, ale i emocjami. Bardzo zaangażowałam się w tę lekturę, długo nad nią rozmyślałam, a nawet powracałam do niektórych fraz. Chciałabym czytać więcej takiej literatury. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się dalsze losy bohaterów i jakie jeszcze historie opowie nam stary orzech – świadek ludzkich porywów serc. Wspaniała książka. Diabeł gorąco poleca.
KRESOWA EPOPEJA
Nakładem wydawnictwa Skarpa Warszawska ukazał się pierwszy tom sagi „Opowieść drzewa orzechowego” zatytułowany „Tułacze”. Autorka, Mariola Sternahl zabiera nas w tej powieści w pełną emocji podróż do Lwowa. Miasta, którego rozkwit kulturalny wstrzymany został przez wybuch wojny. Opowieść o losach dwóch rodzin, Orłowskich i Wojnarskich, rozpoczyna...
SZEPT POŚRÓD NOCY
Wydawnictwo Zysk i S-ka sumiennie wydaje kolejne tomy z serii „Antologia opowiadań grozy”. Najnowszą propozycją są „Ugoszczone duchy”, czyli zbiór opowiadań pisarzy angielskich z przełomu XIX i początku XX wieku. Wśród wybranych opowiadań znalazły się utwory napisane przez G.K Chestertona, Rogera Patera czy Rosę Mulholland. Zanurzmy się więc w świecie, w którym realizm miesza się z mistycyzmem.
Stare domostwa, w których nocą usłyszeć można kroki i poczuć tajemniczą obecność. Przedmioty, które po śmierci swych właścicieli zdają się przejawiać niepokojące moce. Ludzie, których dotychczasowy, całkiem przyziemny żywot, przerywają serie przerażających zdarzeń... Oto groza w klasycznym wydaniu. Czasami subtelna, a czasami nacechowana elementami magicznymi. Klasyczne opowiadania z pogranicza jawy i snu. Starzy mistrzowie, czasem już zapomniani, powracają w niezwykłej antologii. Wydawnictwo Zysk i S-ka, jak zawsze, stawia na wysoką jakość wydawanych pozycji. Oto w nasze ręce trafia zbiór, który przyciąga wzrok okładką, a twarda oprawa i grubość tomu, stanowią obietnicę, że w tym mrocznym świecie spędzimy dłuższy czas. Wszelkiego rodzaju zbiory opowiadań charakteryzują się tym, że rzadko kiedy utrzymują wyrównany poziom. „Ugoszczone duchy” są doskonałym przykładem tego, że odpowiedni dobór tekstów może zagwarantować opracowanie tomu bardzo zróżnicowanego, ale także jednolitego jakościowo.
Antologię otwierają opowiadania napisane przez Rogera Patera. Autor, który był duchownym, wprowadził do swojej twórczości całkowicie nowy rys. Jego utwory nacechowane są mistycyzmem. Łączą w sobie chrześcijańskie podejście do życia z potęgą pogańskich kultów. Pater opiera swoje historie na klasycznym motywie opowieści zawartej w opowieści. Narrator opowiada o tym, czego doświadczył lub co zostało mu opowiedziane. Taka kameralna konstrukcja narracji powoduje poczucie osamotnienia wobec groźby nadciągającego zła. Opowiadania Patera są bardzo klasyczną formą: krótkie, łączące cechy realizmu z mistycyzmem, zawierające element niedopowiedzenia. Mają swoiste, bardzo niespieszne tempo. Dla miłośników grozy w klasycznym wydaniu i sympatyków opowiadań o duchach i nawiedzeniach to pozycja obowiązkowa. W antologii takiej jak ta, gdzie wykorzystane zostały utwory siedmiorga autorów, rzeczą naturalną jest to, że poszczególne opowiadania bardzo się od siebie różnią. Znajdziemy tu opowiadania straszne i niepokojące, ale także takie, w których groza jest skryta pod płaszczem opowieści romantycznej. Pełne namiętności i nieszczęśliwej miłości utwory Mulholland, ocierające się o chrześcijański mistycyzm dzieła Patera czy pełne sarkastycznego humoru opowiadania Gilberta Keitha Chestertona. Bardzo różnorodny, ale literacko równy zbiór.
Największe wrażenie zrobiły na mnie utwory Sabine'a Baringa - Goulda. W tym zestawieniu znajdziemy trzy opowiadania jego autorstwa. Żyjący w latach 1834 – 1924 Baring - Gould ukończył Uniwersytet Cambridge. Był nie tylko pisarzem, ale także hagiografem i kolekcjonerem ludowych pieśni i podań. W wieku trzydziestu jeden lat przyjął święcenia kapłańskie. Niezwykła płodność literacka Baring - Goulda składa się na około 1200 napisanych tekstów. Największym dziełem, które przyniosło mu sławę była napisana w 1865 roku „ The Book of Were - Wolves”, czyli zbiór europejskich mitów i podań dotyczących wilkołaków. Pisarz od wczesnej młodości interesował się okultyzmem, co jest widoczne w jego twórczości. W tej antologii znajdziemy trzy opowiadania Baring - Goulda : „Mustafa”, „Margery z Queter” i „Tajemnica zawodowa”. To ostatnie jest zaskakująco nowatorskie jak na czasy, w których powstało. Opowiada historię debiutującego pisarza, który w swojej powieści opisuje mieszkańców miasteczka wśród których żyje. Tuż po opublikowaniu książki, literaccy bohaterowie oskarżają autora o odebranie im osobowości. Styl i wyobraźnia Baring - Goulda bardzo mi odpowiadają. Wszystkie jego opowiadania z tej antologii przeczytałam dwukrotnie. Wspaniały język literacki, ogrom fantazji i przesłanie płynące z tych opowieści robią duże wrażenie. Z kolei „Margery z Queter” uważam za najbardziej przerażające opowiadanie na kartach „Ugoszczonych duchów”. Historia młodego mężczyzny, który w starej dzwonnicy odnajduje dziwaczne, pomarszczone stworzenie i zabiera je do swego domu. To klasyk horroru w najlepszej możliwej odsłonie. Sabine Baring - Gould nie bał się wykorzystywać wszelkich dostępnych literackich narzędzi. Ten utwór wpisuje się w kanon grozy. Jest wypełniony szeregiem emocji, niepokojący i przeszywający.
Trudno jest pisać o antologiach takich jak ta, by dać czytelnikowi jedynie zarys tego, co czeka go na kartach książki. By nie odebrać mu radości odkrywania tego, nieco zapomnianego, ale nieskończenie pięknego świata dawnej grozy. Wyróżnię jeszcze dwa utwory : „Komplet szachów” Richarda Marsha i „Pan Anastasius” Dinah Marii Mulock. Oba są podręcznikowymi przykładami tego, jak horror zapuszczał swe korzenie w lęku przed śmiercią. Dusze bliskich powracające z zaświatów, by przekazać coś żyjącym lub dokonać zemsty na swych oprawcach oraz motyw nawiedzonych przedmiotów. Duchowość była bardzo bliska pisarzom tamtego okresu. I to bez względu na to jakim gatunkiem literackim się parali. Jeżeli poszukujecie źródeł, ciekawi was to jak literatura ewoluowała i cenicie jakość, styl i piękny język, to „Ugoszczone duchy” koniecznie powinny pojawić się w waszej biblioteczce. Klasyka na najwyższym poziomie, eklektyczna i częstokroć wyrastająca z ludowego mitu. Groza, która może fascynować, ale i przerażać. Profesjonalna redakcja, bardzo dobrze dobrane utwory i radość z odkrywania zapomnianej już literatury. Twórcy, o których być może usłyszycie po raz pierwszy, ale którzy nie dadzą szybko o sobie zapomnieć. Utwory straszne, ale także melodramatyczne, wstrząsające, ale i epickie. Diabeł gorąco poleca.
SZEPT POŚRÓD NOCY
Wydawnictwo Zysk i S-ka sumiennie wydaje kolejne tomy z serii „Antologia opowiadań grozy”. Najnowszą propozycją są „Ugoszczone duchy”, czyli zbiór opowiadań pisarzy angielskich z przełomu XIX i początku XX wieku. Wśród wybranych opowiadań znalazły się utwory napisane przez G.K Chestertona, Rogera Patera czy Rosę Mulholland. Zanurzmy się więc w...
TĘTNO PIERWOTNEGO LASU
Grupa tłumaczy, pisarka na miarę Nobla, domek u stóp Białowieży i … grzyby. Jennifer Croft, znana w Polsce z tłumaczenia powieści „Bieguni” Olgi Tokarczuk na język angielski, zadebiutowała powieścią z pogranicza jawy i snu. Powieścią, w której nie wszystko jest oczywiste, a niepozorne grzyby jawią się jako struktura wszechświata. Oto „Wymieranie Ireny Rey”. Powieść ukazała się nakładem wydawnictwa Pauza.
Ośmioro tłumaczy przybywa z różnych stron świata, by wziąć udział w niezwykłym procesie – tłumaczeniu nowej powieści Ireny Rey – pisarki, która oczarowała świat. A świat ten czeka na jej najnowsze dzieło. Dzieło, które stanowić ma powieść życia Ireny. W położonym tuż przy Puszczy Białowieskiej domku pisarki, tłumacze napawają się jej obecnością i dumą, która towarzyszy im z powodu uczestnictwa w czymś tak wielkim. Początkowo wszystko wygląda normalnie – tak, jak w przypadku tłumaczeń innych książek Ireny. Jednakże szybko sprawy zaczynają się komplikować. Irena oraz jej mąż znikają bez śladu. Pozostawieni sami sobie tłumacze postawieni zostają wobec dylematu – czy dalej pracować nad tekstem? Rozpoczynają poszukiwania zaginionej pisarki. Poszukiwania, które zawiodą ich w masę nieoczekiwanych miejsc oraz ujawnią wiele sekretów Ireny. Czy uwielbiana pisarka na pewno jest tym za kogo wszyscy ją uważają ? Jakie tajemnice kryją puszczańskie ostępy? Czy zawsze to, co widzimy odpowiada rzeczywistości ?
Jennifer Croft jest znaną na całym świecie tłumaczką i zdobywczynią licznych nagród. Nie powinien dziwić fakt, że bohaterami swojej debiutanckiej powieści uczyniła właśnie przedstawicieli tego zawodu. Tłumacze, początkowo bezimienni, znani nam są jedynie jako Angielska, Szwedzki, Hiszpańska, a wraz z rozwojem akcji zyskują swoje tożsamości. To bardzo znamienne. Wszak często nie doceniamy, a nawet nie rozumiemy wkładu i trudu tłumacza w dzieło literackie. Croft, jako doświadczona translatorka oddaje tłumaczom należny im głos, a nam, czytelnikom, każe zastanowić się nad rolą jaką odgrywają oni w odbiorze tłumaczonej książki. Przejście od bezimienności do indywidualności, nadanie bohaterom imion i twarzy staje się swego rodzaju przemienieniem. „Wymieranie Ireny Rey” to powieść złożona, alegoryczna, bardzo eklektyczna. Croft bawi się słowem. Niestrudzenie stara się ukazać jak ważne są słowa, a jednocześnie... nieistotne. Jak wielką mogą mieć moc lub też być całkowicie pozbawione sensu. Sposób w jaki napisana jest ta książka nie każdemu przypadnie do gustu. Autorka tworzy fabułę wypełnioną mistycyzmem, niekonwencjonalną i bardzo uduchowioną. Postaci, które wypełniają karty tej powieści, wymykają się ogólnym ocenom. Im bardziej poznajemy bohaterów, im więcej swoich tajemnic przed nami odsłaniają, tym bardziej uderza nas to, jak stają się coraz bardziej zagmatwani. Jennifer Croft buduje opowieść osnutą wokół wątku, który dość szybko przestaje być motywem przewodnim tej historii. Ta powieść jest jak drzewo, które w miarę swego wzrostu coraz bardziej się rozgałęzia. Drzewa także są tutaj bardzo ważne. Drzewa i grzyby. Nie na darmo bohaterką i to wcale nie drugoplanową jest Białowieża. Puszcza, która trwa mimo upływu czasu. Organizm, który funkcjonuje tworząc własne rozbudowane ekosystemy. Coś, co istnieje już tak długo, że tylko człowiek byłby w stanie to unicestwić. Ważny wątek ekologii chwilami wybija się ponad pozostałe plany w tej opowieści.
Poszukiwania Ireny, które wiodą przez strzępy jej życia, poprzez urywki chwil, meandrują w coraz bardziej szalonym kierunku. Osiem osób pozostawionych w domu autorki. Osiem osób, dla których jest ona kimś nieosiągalnym, na miarę bożyszcza. Osiem osób, które zostają niejako osierocone... „Wymieranie Ireny Rey” jest także opowieścią o upadku autorytetów, o ślepej wierze w wykreowany wizerunek i o tym, że często to, czemu ufamy, dalekie jest od prawdy. Powieść z pogranicza literatury pięknej, dramatu i kryminału. Niepokojąca w swojej wymowie i całkowicie nowatorska w formie. Jennifer Croft bawi się słowami i znaczeniami, żongluje nimi, przestawia ten, dotąd uporządkowany, ton narracji. Bardzo oryginalna książka, ale zdecydowanie nie każdy odnajdzie przyjemność w tej konwencji. To jedna z tych powieści, które wymagają od nas całkowitego zaangażowania się w lekturę, odrzucenia utartych ścieżek i otwartości na artystyczną wizję autorki. Bardzo podobała mi się ta książka. Jest piękna w swojej nieszablonowości, całkowicie zwariowana literacko i mądra w swej wymowie. Croft obnaża wiele prawd, które są bolesne, a często nawet nieakceptowalne. Stawia przed nami lustro i brutalnie zmusza do wejrzenia weń.
Słowa, emocje, grzyby – czy coś je łączy? A gdybyśmy dali ponieść się szaleństwu i spojrzeli na nie jako na ekosystemy? Funkcjonujące w trybie mechanizmu, który nie zawodzi od lat, pogmatwane, ale zsynchronizowane? Jennifer Croft przesuwa literackie granice, a nawet obala je. Udowadnia, że słowa to najsilniejsza broń. Jest w stanie uzmysłowić nam jak ważna, ale i odpowiedzialna jest praca tłumacza – człowieka, który niejako tworzy opowieść od nowa. Puszcza Białowieska jako strażniczka tego, co niezmienne, tego, co prastare, tego, co jest najbardziej kruche. Człowiek i przyroda w odwiecznym trybie tańca między życiem a śmiercią. Kim jest Irena Rey? Literacką geniuszką? Mistrzynią słów? Władczynią emocji? A może pozbawioną skrupułów oszustką? Manipulantką, która nie baczy na to, jak słowem można zadać ból? Nietuzinkowa opowieść o budowaniu światów, miłości, uzależnieniu i kłamstwie. Osadzona w naszych rodzimych realiach, klimatyczna i odważna w formie. Jennifer Croft udowadnia, że jest nie tylko bardzo dobrą tłumaczką, ale i autorką, z którą należy się liczyć.
Czy można wyjść? Po prostu opuścić świat? Czy można oddalić się zacierając ślady stóp? Czy można istnieć jako mit i jako wyrzut sumienia? Nastrojowa opowieść, która każdemu czytelnikowi zapewni nieco inne doznania. Mnogość możliwości interpretacyjnych tej książki sprawia, że każdy z nas odnajdzie w niej coś nieco innego. Nie dla wszystkich to będzie udana lektura. Słownictwo, metafizyczność i nieskończona ilość metafor, a pośród tego ślad pradawnej puszczy. Dla mnie literacka uczta. Książka uzależniająca. Historia do której będę chciała powrócić. Myślę, że czytana wielokrotnie zmienia swą skórę. Wielkie brawa dla tłumaczki – Kaja Gucio potrafiła przełożyć „Wymieranie Ireny Rey” tak, że każde słowo w tej książce zdaje się być namacalnie dopieszczone. Literacka perła.
TĘTNO PIERWOTNEGO LASU
Grupa tłumaczy, pisarka na miarę Nobla, domek u stóp Białowieży i … grzyby. Jennifer Croft, znana w Polsce z tłumaczenia powieści „Bieguni” Olgi Tokarczuk na język angielski, zadebiutowała powieścią z pogranicza jawy i snu. Powieścią, w której nie wszystko jest oczywiste, a niepozorne grzyby jawią się jako struktura wszechświata. Oto...
W KRAINIE MAMUTÓW
Czy świat sprzed trzydziestu tysięcy lat był przyjaznym miejscm do życia? Czy żyjące ówcześnie dzieci spędzały beztrosko czas? Jak wyglądała ziemia po której stąpały mamuty i inne olbrzymy? Na pełną niebezpieczeństw wyprawę wybierzemy się w towarzystwie dwójki bardzo sympatycznych bohaterów, których na kartach swojej powieści powołał do życia Stefan Dziekoński. „Lu i Lei. Prehistoryczna przygoda” to propozycja od wydawnictwa Miasto Książek.
Lu jest małym chłopcem, który marzy o tym, by wreszcie udać się ze swoim tatą na swoje pierwsze polowanie i stać się prawdziwym myśliwym. Wszyscy chłopcy w jego plemieniu przechodzą taką inicjację. Podczas corocznego Zgromadzenia, które jest okazją do spotkania różnych grup rodzinnych, dochodzi do strasznego pożaru. Członkowie plemion biorących udział w spotkaniu zmuszeni są do ucieczki. Lu oddziela się od rodziców. Z opresji ratuje go Lei - starsza dziewczyna będąca członkinią zaprzyjaźnionego plemienia. Oboje zmuszeni są poradzić sobie w wyjątkowo niegościnnej krainie i odnaleźć drogę do swoich rodzin. Czy będą potrafili zjednoczyć siły i przetrwać w świecie, w którym żyją ogromne zwierzęta i na każdym kroku roi się od niebezpieczeństw?
Trzydzieści tysięcy lat temu świat nie był przyjemnym miejscem do życia. Niskie temperatury, wrogie sobie plemiona ludzi i masa wielkich zwierząt, które potrafiły być bardzo groźne. W takiej właśnie krainie - zimnej, nieprzyjaznej i bardzo dzikiej, mały Lu zostaje oddzielony od rodziców i plemienia - jedynego świata jaki zna. Mały chłopiec, którego marzeniem jest stanie się prawdziwym wojownikiem, zmuszony będzie przebyć pełną trudów drogę. Jego towarzyszką jest Lei - młoda, zaradna kobieta, która mimo tego, że wkroczyła już w dorosłość, to w głębi serca ciągle pozostaje jeszcze dziewczynką, która ma mnóstwo marzeń. W prehistorycznym świecie nie ma miejsca na dylematy. Liczy się przetrwanie. Jak zdobyć jedzenie nie mając narzędzi? Jak znaleźć schronienie nie mając pewności czy w jaskini nie czyha zagrożenie ? Jak wytrwać w tak trudnych realiach za towarzysza mając kogoś, kto jest zupełnie od nas różny ? Młodzi bohaterowie, którzy rzuceni zostają w wir przygody, przeżyją wspólnie wiele trudnych chwil. Czy uda im się powrócić do swoich domów ?
Stefan Dziekoński podjął się niezwykłego zadania. Osadził akcję powieści dla najmłodszych w czasach prehistorycznych. W świecie tak odległym i tak różnym od tego, w którym żyjemy, iż naturalnym odruchem czytelnika jest automatyczne uruchomienie swojej wyobraźni. Dostajemy niespotykaną szansę wejrzenia w głąb serca dziecka żyjącego przed trzydziestoma tysiącami lat. Widzimy jego codzienność, radości i troski. Wyzwania z jakimi się mierzy i marzenia jakie mogłoby mieć. Piękna historia. Bardzo wartościowa szczególnie w dobie internetu i uzależnienia od mediów społecznościowych. Mali czytelnicy mogą przekonać się jak trudne było kiedyś życie. Gdy każdy krok wiązać mógł się z niebezpieczeństwem. Gdy zjedzenie posiłku wiązało się z jego zdobyciem. Gdy przemieszczanie się uzależnione było od siły mięśni. Skuty lodem świat, a gdzieś pośród niego, mały chłopiec, który bardzo tęskni za swoimi rodzicami. „Lu i Lei” to bardzo dobrze opowiedziana historia o wielkiej przygodzie. Takiej, która wprost roi się od niebezpieczeństw. To powieść drogi, w której dzieci odnaleźć mogą wiele cennych przekazów. A także wspaniała opowieść o przyjaźni. O tym, jak rodzi się specyficzna więź między dwojgiem różnych ludzi, jak narażona jest na działania tak czysto ludzkich zagrożeń takich jak zazdrość, jak umacnia się wobec wspólnego celu. Potęga przyjaźni, która jest tak silna, tak czysta i tak bardzo potrzebna. Każdy z nas potrzebuje kogoś, kogo może pokochać. Zarówno Lu jak i Lei przekonają się jak wielką odpowiedzialnością jest dbałość o czyjeś dobro, jaką radość przynosi bezinteresowna pomoc i jak wiele można zdziałać, gdy ma się u boku fantastycznego kompana.
Potężne mamuty, groźne hieny jaskiniowe i wiele innych zwierząt, które swoimi rozmiarami i wyglądem mogły przyprawić o gęsią skórkę najodważniejszego myśliwego. Wielkie obszary pogrążonej w wiecznej zimie krainy, pustkowia, które są jałową i ponurą scenerią - to w takim świecie dwoje młodych, ale bardzo sympatycznych i odważnych ludzi, stoczy walkę o to, by powrócić do swojego domu. Zdani wyłącznie na siebie, będą zmuszeni nauczyć się, nie tylko tego jak rozpalić ogień lub przygotować posiłek, ale także odpowiedzialności za drugą osobę. Utrzymana w konwencji powieści przygodowo - podróżniczej opowieść o potędze przyjaźni, nauce empatii i zaufania. Książka, która pozwoli młodym czytelnikom wybrać się w podróż do świata, którego już nie ma. Nasycona emocjami, pouczająca i wręcz iskrząca od akcji opowieść dająca prawdziwą radość czytelniczą. „Lu i Lei. Prehistoryczna przygoda”to książka dla młodszych i starszych. Nie przesłodzona, wartościowa literacko, a dzięki temu odpowiednia dla nieco starszych odbiorców. Jeżeli macie odwagę zmierzyć się z wyzwaniami jakie stawiał przed ludźmi świat dawno, dawno temu, to koniecznie udajcie się natę wyprawę. Diabeł gorąco poleca.
W KRAINIE MAMUTÓW
Czy świat sprzed trzydziestu tysięcy lat był przyjaznym miejscm do życia? Czy żyjące ówcześnie dzieci spędzały beztrosko czas? Jak wyglądała ziemia po której stąpały mamuty i inne olbrzymy? Na pełną niebezpieczeństw wyprawę wybierzemy się w towarzystwie dwójki bardzo sympatycznych bohaterów, których na kartach swojej powieści powołał do życia...
Każdego dnia od momentu, gdy otworzymy oczy, wokół nas rozgrywają się dziesiątki fascynujących rzeczy. Tak zwyczajnych, tak codziennych, że nie poświęcamy im większej uwagi. Wydaje się nam, że tak po prostu jest. A gdybyśmy chcieli się im przyjrzeć? Rozpatrzeć je okiem badacza? Czyż nie okaże się wtedy, że to, co nas otacza, a czasami wydaje się wręcz magiczne, to po prostu arcyciekawa nauka? Czy próbowaliście kiedyś świat, ten najbliższy, rozebrać na czynniki pierwsze? Pomoże nam w tym książka, która niedawno ukazała się nakładem wydawnictwa RM - „Dlaczego bumerangi wracają, mikrofalówka grzeje, a stawy strzelają” autorstwa Marty'ego Jopsona.
Dlaczego ostre papryczki pobudzają układ nerwowy? Co dzieje się, gdy kroimy cebulę? Jak wynalezienie tranzystora odmieniło świat? Czy na pewno to, co słodkie jest cukrem? Na te i wiele innych pytań znajdziemy odpowiedzi w tej rewelacyjnej książce, która wzbogacona o wykresy i ilustracje, tłumaczy nasz szereg zagadnień z dziedziny fizyki, chemii, biologii i medycyny. Niby to wiemy, ale... No właśnie. Czy potrafimy nazwać i opisać zjawiska, z którymi spotykamy się w naszym codziennym życiu ? Czy wiemy jak przechowywana jest żywność i czym się ją wspomaga? Kiedy odkryto chłodnictwo? Doktor Marty Jopson pracuje na uniwersytecie Cambrigde i na podstawie prostych przykładów prezentuje jak funkcjonuje nasz świat. Rzeczy, których używamy codziennie, jedzenie, które spożywamy i reakcje jakie zachodzą w naszym ciele. „Dlaczego bumerangi wracają...” to przystępnie napisana, z dużą dozą humoru i łatwa do zrozumienia opowieść o tym, jak zaskakująca i piękna jest nauka. Książka popularnonaukowa, która sprawdzi się zarówno dla młodszych jak i starszych czytelników. Zawiera wiele interesujących przykładów, ciekawostek ze świata nauki, a Jopson opowiada tak, że po prostu dobrze bawimy się podczas lektury. „Dlaczego bumerangi wracają...” zasługuje na szczególną uwagę dlatego, że nie jest rzeczą częstą tak atrakcyjne prezentowanie nauki dla szerokiego gremium odbiorców.
Co sprawia, że pot wydziela nieprzyjemną woń? Czy fluor ratuje nasze zęby? Dlaczego strzelają stawy i czy wszystko to na pewno jest takie proste? Doktor Marty Jopson jest świetnym przewodnikiem w świecie skomplikowanych procesów biochemicznych. Niczym latarnik dba o to, by do naszych umysłów trafiało światło wiedzy odartej z mitów i naleciałości. Wydaje się wam, że fizyka, chemia i biologia są czarną magią? A rzeczy dookoła nas po prostu są jakie są? Ta książka zburzy wasze wyobrażenia. Skondensowana wiedza przełożona na język zrozumiały i w bardzo atrakcyjnej formie. Dlaczego ćmy lecą do światła? Co sprawia, że w cieniu drzewa jest chłodno? Co sprawia, że jabłka są chrupiące? Odpowiedzi na te i dziesiątki innych pytań odnajdziemy właśnie w tej rewelacyjnej książce popularnonaukowej.
Jak to wygląda w praktyce? Większość z nas lubi słodkie smaki. Niechaj pierwszy rzuci pączkiem ten, kto potrafi przejść obojętnie obok pachnącego sernika lub szarlotki. Cisza? Nikt się nie zgłasza? A co jeśli okaże się, że to, co słodkie, niekoniecznie ma cokolwiek wspólnego z cukrem? Najsłodszym znanym nauce związkiem chemicznym jest lugdunam, który jest około 250 000 razy słodszy od sacharozy. Czy jesteśmy w stanie wyobrazić sobie coś tak słodkiego? W produktach i napojach, które spożywamy często znajduje się najbardziej chyba znany sztuczny cukier, czyli aspartam. Odnajdziemy go także w napojach typu „light”, czyli tych teoretycznie niesłodzonych. Jak to się dzieje, że nasz organizm odróżnia słodki smak? Co sprawia, że czujemy takie zapotrzebowanie? Okazuje się, że nawet proste cukry, takie jak glukoza i fruktoza, tworzą łańcuchy związków węgla z tlenem. Mają wspólne związki strukturalne i odbieramy je jako słodkie dlatego, że wystarcza niewielki fragment owego łańcucha, by nasze receptory sklasyfikowały substancję jako słodką. Nim jednak przemysł spożywczy doszedł do produkcji sztucznych słodzików, istniały już w przyrodzie. Przyroda zawsze wyprzedała naukę. Słyszeliście o stewii? To także rodzaj słodzika. A czy wiecie czym ona jest? Glikozydy stewiolowe. Brzmi groźnie? Są to po prostu związki chemiczne pozyskiwane z rosnącej w Ameryce Południowej rośliny nazywanej miodowym liściem. Wyobraźcie sobie, że są one 150 razy słodsze od sacharozy, bardzo odporne na wysokie temperatury, nie fermentują pod wpływem drożdży i nie rozkładają się w kwasach. Te cechy sprawiły, że stewia idealnie nadaje się do użycia w produkcji żywności.
Codziennie mierzymy się z rzeczami, które są dla nas tak oczywiste, że nie poświęcamy im większej uwagi. Wkładamy pieczywo do tostera, włączamy radio, słodzimy herbatę i podgrzewamy jedzenie w mikrofalówce. A gdyby tak przyjrzeć się wszystkim tym czynnościom? Gdyby zajrzeć w głąb urządzeń? Gdyby zadać pytania? „Dlaczego bumerangi wracają, mikrofalówka grzeje, a stawy strzelają” to absolutnie genialna książka, którą warto mieć w domu. By wiedzieć, by rozumieć, by zaskakiwać swoich bliskich. Nawet jeżeli przedmioty ścisłe nie były waszym konikiem, a znajomość chemii opanowaliście zaledwie do zapamiętania wzoru wody, to warto dać się zaprosić do świata nauki. Opowiedzianego tak, że każdy z nas poczuć się może trochę jak naukowiec. Ja już wiem dlaczego bumreangi wracają. A wy? Macie na ten temat jakąś teorię? Polecam tę książkę każdemu kto czuje głód. Wiedzy, nie cukru .
Każdego dnia od momentu, gdy otworzymy oczy, wokół nas rozgrywają się dziesiątki fascynujących rzeczy. Tak zwyczajnych, tak codziennych, że nie poświęcamy im większej uwagi. Wydaje się nam, że tak po prostu jest. A gdybyśmy chcieli się im przyjrzeć? Rozpatrzeć je okiem badacza? Czyż nie okaże się wtedy, że to, co nas otacza, a czasami wydaje się wręcz magiczne, to po prostu...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
SAMI DOBRZY LUDZIE
Makabryczne zabójstwa, śledczy obarczony ciężarem przeszłości, azjatycka mitologia i historia wielkiej krzywdy – oto na polski rynek z przytupem wdziera się Malenka Ramos – hiszpańska pisarka, która udowodni nam, że thriller niejedno ma oblicze. Nakładem wydawnictwa LeTra, po raz pierwszy w naszym kraju, ukazała się powieść „Morderca w masce nō „
Barceloną wstrząsa seria bestialskich morderstw. W nieużywanych tunelach metra odnalezione zostają ciała trzech osób. Wszystkie one upozowane zostały niczym aktorzy makabrycznego spektaklu. Ofiarom zdarto skórę z twarzy, a na ich obliczach umieszczono przerażające maski. Ekipa dochodzeniowa, pod wodzą ekscentrycznego inspektora Andreu Marti, rozpoczyna trudne i złożone śledztwo. Tropy wiodą do Japonii, gdzie narodziła się legenda masek nō . Brak powiązań między ofiarami, brak jakichkolwiek śladów na miejscach zbrodni i tajemnicza opowieść o legendarnej kobiecie w masce – inspektor Marti stanie przed najtrudniejszym zadaniem w całej swej karierze. Dodatkową komplikację stanowią wątki sprawy, które niebezpiecznie wiążą się z życiem prywatnym inspektora. Czy śledczym uda się schwytać niebezpiecznego mordercę, który zdaje się być pozbawiony wszelkich zahamowań? Jak daleko w przeszłość należy się udać, by odnaleźć genezę zła?
Gorące plaże, zapach pomarańczy i powiew beztroskiego lata – jeżeli takie jest Wasze wyobrażenie o Hiszpanii, to szybko je porzućcie. Malenka Ramos zabiera nas w głąb wielkiego miasta, tam gdzie bije jego ponure serce. Opuszczone stacje metra, dziesiątki tuneli, o których dziś nikt nie wie dokąd prowadzą i śmierć – oto scena dramatu. „Morderca w masce nō „ należy do tej kategorii thrillerów, które od pierwszych stron są w stanie zmobilizować nas do poszukiwania odpowiedzi. Sprytna intryga, złożone zależności między bohaterami, brutalne zbrodnie i nieustraszony śledczy. Ramos bazuje na motywach, które zawsze są chwytliwe, ale jednocześnie definiuje je na nowo. To nadzwyczaj oryginalna fabuła. Elementy japońskiego folkloru, które przenikają do Hiszpanii, by tam zasiać widmo śmierci. Historia, która rozpoczyna się od mocnego uderzenia, by następnie ewoluować w kierunku bardzo niepokojącego, ale inteligentnego thrillera. Autorka czerpiąc z bogatej kultury dwóch skrajnie odmiennych krajów buduje fabułę pełną niedopowiedzeń, mrocznych zaułków i przerażających motywów. Akcja, która toczy się jednocześnie w Hiszpanii i Japonii cechuje się spektakularnym tempem. „Mordercę w masce nō „ czytamy z poczuciem nieokreślonego lęku. Ta opowieść nieustannie zmienia kierunki, oscyluje wokół kryminału i dramatu i poraża swoją osobliwością. Ramos stworzyła koncepcyjną oś fabularną, która przez cały czas utrzymuje nas w stanie emocjonalnego napięcia. Dużo jest zła na kartach tej opowieści. Dużo niesprawiedliwości i krzywdy, a wszystko to nadaje jej bardzo autentycznego, ale i przejmującego charakteru.
Inspektor Andreu Marti jest postacią mocno niejednoznaczną. Z jednej strony wpisuje się w schemat śledczego z przeszłością. Człowieka zamkniętego w klatce swoich błędów. Kogoś, kto przez cały czas ścigany jest przez cień swojego grzechu. Taki obraz policjanta, głównego bohatera powieści, jest nam dobrze znany. Jednakże Marti to osobowość wychodząca poza szablon. Człowiek chorobliwie wręcz oddany pracy, uparty, silnie umotywowany zawodowo, ale bardzo samotny. W tej postaci skupia się szereg cech, które tworzą obraz człowieka solidnego, uczciwego, ale także bardzo cierpiącego. Andreu jest skomplikowany, trudny, ale to taki człowiek, którego motywację jesteśmy w stanie zrozumieć. Malenka Ramos stworzyła całą kompozycję charakterów, które nadają powieści ton. Bardzo podoba mi się to jak „Morderca w masce nō „ przypomina swoją konstrukcją kompozycję muzyczną. Preludium, rozwinięcie i miażdzący finał - „Morderca...” jest literacką symfonią w najlepszym stylu. Teraźniejszość i przeszłość łączą się tutaj w sposób naturalny. Autorka korzysta z motywów klasycznych, ale starannie je wzbogaca. Niczego tutaj nie da się przewidzieć, a dynamika akcji sprawia, że czytelnik cały czas zaangażowany jest w lekturę. Śledzenie fabuły tej powieści przypomina udział w szaleńczym wyścigu, w którym stawką jest odkrycie prawdy. Wykorzystanie niezwykle bogatej symboliki japońskich wierzeń jest strzałem w dziesiątkę. Ramos zbudowała powieść, która jest wyśmienitym thrillerem, ale także zawiera wywołujące zimny dreszcz elementy grozy. Bardzo dobrze napisana i skonstruowana powieść, która zadowoli czytelnika wymagającego, który znużony jest już powielającymi się na rynku powiesciami gatunkowymi.
Jak głosi legenda, gdy założysz na twarz maskę nō, ona wydobędzie z ciebie wszystko to, co głęboko ukrywasz. Odnajdzie twoje lęki, pragnienia i żale. Opęta cię szaleństwem, zerwie jarzmo ogłady, obejmie szyderstwem. Tylko dobrzy ludzie mogą pozostać poza jej wpływem. Maska karmi się krzywdą, zazdrością, poczuciem odrzucenia, smutkiem. Jest nienasycona, ciągle pragnie więcej i więcej. Kiedy przejmie nad tobą władzę staniesz się tym, czym zawsze podświadomie byłeś – bestią. Bezpieczni są tylko ci, którzy mają czyste sumienie. Tylko dobrzy ludzie... Przewrotna opowieść o zemście, pragnieniu odkupienia krzywd i żalu, tak głębokim, tak palącym, że staje się obsesją. Wypełniona ciemnością, która mieszka w ludziach, strachem i żądzami, które przejmują kontrolę nad umysłem. Opowieść o tym, że bywają rzeczy gorsze niż śmierć, a cena za winy stać się może bardzo wysoka. Malenka Ramos napisała powieść, która wymaga od odbiorcy skupienia, a odwdzięcza się satysfakcjonującym poczuciem, że oto poznaliśmy historię, która nie opuści nas przez długi czas. W ciemności opuszczonych tuneli, w ciemności serc przepełnionych żalem i dusz, które trawi zwyrodnienie. Ramos opowiada o zetknięciu z mrokiem, który nosimy w sobie. Mocny thriller, niezwykle oddziałujący na emocje, brudny w swojej autentyczności. Jeżeli masz odwagę wejść na scenę tego dramatu to zapamiętaj, że to, co skrywa się pod maską, jest w stanie cię pochłonąć... Diabeł piekielnie mocno poleca.
SAMI DOBRZY LUDZIE
Makabryczne zabójstwa, śledczy obarczony ciężarem przeszłości, azjatycka mitologia i historia wielkiej krzywdy – oto na polski rynek z przytupem wdziera się Malenka Ramos – hiszpańska pisarka, która udowodni nam, że thriller niejedno ma oblicze. Nakładem wydawnictwa LeTra, po raz pierwszy w naszym kraju, ukazała się powieść „Morderca w masce nō...
2026-02-10
WSZYSCY ZA JEDNEGO
Grzegorz Wielgus dał się poznać jako autor bardzo wszechstronny. Ani kryminał, ani fantastyka nie są mu straszne. W obu gatunkach radzi sobie wyśmienicie. W swojej najnowszej powieści ponownie zaskakuje czytelników. Tym razem postanowił skonfrontować się z jedną z najgłośniejszych i najbardziej wstrząsających spraw w dziejach polskiej kryminalistyki. Zbrodnia znana jako „sprawa Połaniecka” do dziś wzbudza liczne kontrowersje.
Wigilia, 1976 rok. Mieszkańcy wsi Poręba licznie biorą udział w pasterce. Po uroczystej mszy wszyscy udają się do autokaru. Wkrótce zobaczą coś, co na zawsze odmieni ich życie... W drodze do rodzinnej wsi napotykają drugi z autokarów, który wiózł ich do kościoła. Stojący na poboczu pojazd, liczne ślady krwi i troje martwych, młodych ludzi – nie taki widok spodziewali się ujrzeć mieszkańcy wioski wracając do domu. Wszyscy oni zgodni są co do jednego – to, co zdarzyło się w Porębie, w Porębie musi pozostać. Gdy kilka miesięcy po tragicznych wydarzeniach do wsi przyjeżdża śledczy z Krakowa, a niebawem dochodzi do ekshumacji ciał ofiar wypadku, wszyscy wiedzą już, że to, co nigdy nie miało wyjść na jaw, musi zostać ukryte za wszelką cenę... Związani świętą przysięgą milczenia, gotowi są strzec swoich tajemnic aż po grób. Czy możliwym jest, że na oczach kilkudziesięciu świadków doszło do brutalnego mordu ? Czy milicji uda się skruszyć mur milczenia ?
Wydarzenia do których doszło w 1976 roku do dziś wywołują szerg dyskusji. Zbrodnia tak potworna, tak szalona, tak perfidna, że nawet po pięćdziesięciu latach trudno jest pojąć zarówno jej motywy jak i całą nawarstwioną wokół niej legendę. Historia nie zna chyba drugiego podobnego przypadku. Niemalże trzydziestu świadków potrójnego morderstwa. Trzydziestu ! I żaden z nich nie zeznał prawdy przed organami ścigania. Zwyczajni ludzie wiodący dość pospolite życie. Większość z nich rzadko kiedy opuszczała rodzinną wieś. Wszyscy mieli rodziny i regularnie uczęszczali do kościoła. Sprawiali wrażenie ludzi cichych i bogobojnych. Takich, którzy w pokorze wiodą swój żywot i uczciwie zarabiają na chleb. Trzydziestu ludzi, którym strach nie pozwolił powiedzieć prawdy. Historia zbrodni połanieckiej to przerażająca, ale jednocześnie także fascynująca, opowieść o zmowie milczenia. Tak potężnej, że jej echa rezonują do dziś...
Jeden człowiek, który swoimi wpływami i wielką zdolnością manipulacji był w stanie zastraszyć i wykorzystać kilkdziesięciu mieszkańców wsi. Coś, co wydaje się nieprawdopodobne, wydarzyło się naprawdę. Paraliżujący strach, niemożność wystąpienia poza szereg i lęk przed wykluczeniem – mieszkańcy Poręby nie zaprzedali duszy diabłu – sprzedali ją sąsiadowi. Zbrodnia wyjątkowo poruszająca także ze względu na towarzyszący jej szereg nietypowych okoliczności. Jak doszło do tego, że członkom jednej rodziny udało się skutecznie zastraszyć całą wieś? Jaka motywacja przyświecać może ludziom, którzy są w stanie kłamać, mataczyć i zacierać ślady, by chronić morderców? Grzegorz Wielgus podjął się trudnego zadania zmierzenia się ze sprawą wokół której narosła mityczna wręcz otoczka. Bardzo podoba mi się fabularyzowana forma opowiedzenia tej historii. Wielgus ma dobry warsztat, a do tego jest autorem o dużej wyobraźni. Pisze bardzo dobrze, potrafi kreować przekonujących bohaterów i rewelacyjnie nakreślać tło. Z dużym pietyzmem odmalował gnuśne czasy PRL-u. „Połaniecką” czytamy z poczuciem dojmującego niepokoju. Wielgus nie bazuje na chwytliwych motywach. Nie zależy mu na tym, by szokować brutalnością. Z szacunkiem dla ofiar zbrodni kreśli fikcyjną opowieść opartą na prawdziwych zdarzeniach. Nie sposób nie dostrzec tego jak solidnie pisarz przygotował się do opowiedzenia tej wstrząsającej historii. Masa materiałów archiwalnych i dokumentów zaowocowała realistycznie opowiedzianą fabułą. Grzegorz Wielgus pisze bardzo przyjemnie dla odbiorcy. Sprawnie miesza rzeczywistość z fikcją, opowiada w sposób żywy i frapujący. Bardzo podoba mi się ta powieść. Pozwala na spojrzenie na sprawę Połaniecką rzeczowo, obiektywnie, ale i świeżo. Na szczególną pochwałę zasługuje pełen empatii i szacunku stosunek do przedstawienia historii ofiar tej paskudnej zbrodni.
Kryminalna opowieść, która poraża. Morderstwo, strach i zaszczucie. Zbrodnia, która miała wielu ojców. Milczenie, które gloryfikowało morderców. Grzegorz Wielgus z pietyzmem badacza, odwagą podróżnika i uczciwością kronikarza, opowiada o tych szokujących zdarzeniach. Świetnie napisana powieść, która jest swoistą kwintesencją tej ponurej historii. Mimo upływu półwiecza od tamtych wydarzeń ich echo nie cichnie. To sprawa, która niezmiennie wywołuje szok, zawstydzenie i obrzydzenie. Opowieść o kruchości życia, niesprawiedliwości i pełnym złożonych zależności ubezwłasnowolnieniu mentalnym. Historia, która nawet po latach ma wielką siłę oddziaływania. Grzegorz Wielgus zmienił dane osobowe głównych postaci tego ponurego dramatu, wprowadził do swojej opowieści bardzo interesującego bohatera i sprawnie splótł rzeczywistość z fikcją. Powieść, która robi duże wrażenie, przerażające w chwilach, gdy przypominamy sobie, że wszystkie te wydarzenia miały miejsce naprawdę. Nie jest rzeczą prostą w sposób fabularyzowany pisać o autentycznych zbrodniach. Łatwo jest stracić punkt odniesienia. Opowieść przybrać może nieoczekiwane kierunki, a emocje opowiadającego sprowadzić mogą ją na sensacyjne tory. Grzegorz Wielgus z klasą uniknął tego typu pułapek.
Ciemną, zimową nocą, gdzieś w wyludnionej okolicy jedni ludzie odebrali innym to, co najcenniejsze – życie. Ludzie, którzy nie czuli respektu przed prawem. Ani ludzkim, ani boskim. Ciemną nocą, tam, gdzie zasypia nadzieja, inni ludzie udawali, że niczego nie widzą. Jak doszło do tego, że kilkadziesiąt osób zapętliło się w wielkie kłamstwo, odrzuciło swoje człowieczeństwo, położyło na szali godność i moralność? Narastająca spirala nacisków, zastraszania i zapętlającej się przemocy. Coś, co może wydawać się wymysłem hollywoodzkiego reżysera wydarzyło się naprawdę. W Polsce, w 1976 roku, w małej, niepozornej wsi. Tam, gdzie ludzi nie opętał szatan lecz drugi człowiek. Opowieść o władzy, manipulacji i przerażającym efekcie domina. Mocna historia. Gorąco polecam.
WSZYSCY ZA JEDNEGO
Grzegorz Wielgus dał się poznać jako autor bardzo wszechstronny. Ani kryminał, ani fantastyka nie są mu straszne. W obu gatunkach radzi sobie wyśmienicie. W swojej najnowszej powieści ponownie zaskakuje czytelników. Tym razem postanowił skonfrontować się z jedną z najgłośniejszych i najbardziej wstrząsających spraw w dziejach polskiej...
2026-02-09
WŁADCA SŁÓW
Nie lada gratkę dla miłośników Tolkiena przygotowało wydawnictwo Zysk i S-ka. „Listy. Wydanie rozszerzone” to imponujących rozmiarów księga zawierająca bogatą korespondencję pisarza. Po raz pierwszy w Polsce listy ukazują się w rozbudowanej formule, a nowe wydanie wzbogacone jest o 150 niepublikowanych do tej pory listów. Czy to pozycja wyłącznie dla fanów pisarza? Absolutnie nie. Potraktować można ją jako swego rodzaju biografię ponieważ z tej licznej i niezwykle barwnej korespondencji wynurza się bardzo interesujący portret Tolkiena. To wielka przyjemność wziąć w dłonie to ekskluzywne wydanie i zagłębić się w lekturze.
John Ronald Reuel Tolkien (1892-1973) jest znanym na całym świecie twórcą fascynującego i wielce osobliwego świata Śródziemia. Ojciec Hobbita był także profesorem filologii klasycznej i literatury staroangielskiej na uniwersytecie w Oxfordzie. Jego wkład w popularyzację literatury fantastycznej jest ogromny. Słowa były w życiu Tolkiena bardzo ważne. Stanowiły narzędzie jego pracy, ale także wrota do nieskończonego świata marzeń i fantazji. W swoich listach Tolkien budował własny świat. Wiele jego pism przypomina swoiste felietony.
Sięgając po „Listy. Wydanie rozszerzone” musimy być świadomi tego, że pisma zebrane na przestrzeni lat są lekturą mocno fragmentaryczną. Brak spójności narracyjnej sprawia, że to nie jest książka, którą czytamy jednym tchem. „Listy” wymagają skupienia i wielu podejść. Do kogo pisał Tolkien ? Lista odbiorców jego korespondencji jest dość liczna. Znajdziemy tutaj bogaty zestaw epistoł kierowanych do wydawnictwa. Tolkien opisuje prace nad swoimi książkami. Zdradza jak powstawały kreowane przez niego światy. Dla czytelników, którzy są fanami twórczości autora, jest to prawdziwa kopalnia wiedzy i ciekawostek. Bogactwo opisywanego przez pisarza świata jest olbrzymie. W listach pisanych do wydawcy, Tolkien jawi się jako człowiek nad wyraz skromny, ale jednocześnie pewny swych racji. Kolejna ważna odsłona jego korespondencji to ta kierowana do członków najbliższej rodziny. Na szczególną uwagę zasługują listy słane do przebywającego na froncie wojennym syna Christophera. I tu pojawia się kolejna interesująca postać - Tolkien jako ojciec. Człowiek czuły, bardzo spokojny i nie narzucający się swoją osobą. Listy pisane do Christophera nasączone są ojcowską miłością, ale i wielką troską o syna. Człowiek o tak dużej wiedzy jak autor „Hobbita”, obdarzony niespotykaną wyobraźnią, doskonale wykształcony, potrafił pisać w sposób bardzo różnorodny dostosowując swój język do rangi omawianych wydarzeń. W tej wspaniałej książce odnajdzeimy listy zabawne, ale i bardzo poważne, listy intelektualne i takie, które dotyczą prostych, codziennych spraw. Takie opracowanie daje szerokie spektrum wejrzenia w osobowość artysty. Książka, która nie jest biografią, ale daje możliwość zbudowania sobie obrazu pisarza na podstawie jego słów. Słowa stanowią ogromną siłę. Sposób w jaki ich używamy, dobór słownictwa do okoliczności i natężenie emocjonalne jakie kryje się w poszczególnych zdaniach są obrazem naszej osobowości. Jakim więc człowiekiem był J.R.R Tolkien ? Na pewno bardzo inteligentnym. Bogate słownictwo, duża dbałość o urodę pisanych zdań i przykładanie starań do tego, by odbiorca korespondencji czuł się szanowanym, świadczą o wysokiej kulturze osobistej i zaangażowaniu w relację. Uderzająca jest także duża skromność pisarza. Na podstawie swojej korespondencji jawi się jako człowiek wielu cnót, obdarzony pokorą i stoickim spokojem. Dużą wagę w życiu Tolkiena odgrywała wiara. Nie trzeba posiadać szczególnie dużej wiedzy o życiorysie pisarza, by poczuć to, że religia jest dla niego ważna i nie stanowi wyłącznie grzecznościowego odnośnika.
Syn pisarza, Christopher Tolkien, pomagał biografowi Humphreyowi Carptenterowi w wyborze i redakcji korespondencji. Obaj wykonali tytaniczną pracę, by tę rozległą i naprawdę imponującą kolekcję listów zebrać, przeczytać i zredagować tak, by powstała ta książka. Chronologia listów pomaga nam umiejscowić zdarzenia ważne w życiu autora. Bardzo dobrze czyta się ten zbiór mimo tego, że jest wymagający i nie stanowi klasycznej narracji. Tolkien jako człowiek, ojciec, mąż. Człowiek obdarzony charyzmą i wielkim poczuciem humoru. Człowiek, który posiadał dar dzielenia się swoją niesamowitą wyobraźnią. W listach pisał o rzeczach małych i dużych, o problemach, rozterkach, dylematach, sprawach codziennych, radościach i smutkach. Pozwalam sobie zacytować fragment jednego z listów napisanych do Christophera. List datowany jest na 30 stycznia 1945 :
„.... Nadal jestem paskudnie przeziębiony, ale sobota głównie cechowała się ciągłym kaszlem... i jednocześnie odkryciem, że zamarzł zbiornik na wodę. Tak więc spędziłem radosne chwile chodząc do zapadnięcia zmroku w górę i na dół po drabinie na lodowatym strychu. Udało mi się to cholerstwo rozmrozić do takiego stanu, że lało się z niego równie obficie, jak z mojego nosa, ale powstała blokada powietrzna...”. Ten fragment dużo mówi nam o Tolkienie. Swada, humor i błyskotliwość nawet w obliczu bardzo prozaicznych spraw. Dla Christophera, przebywającego wtedy na froncie, listy od ojca stanowiły pomost łączący go z domem, w którym na jego powrót czekali najbliżsi.
Pięknie wydany zbiór korespondencji pisarza, któryjest kluczem do poznania jego świata. Wspaniałe, monumentalne wręcz wydanie, które warto jest mieć na swojej półce po to, by móc do tych listów wracać. Nie trzeba być miłośnikiem twórczości J.R.R Tolkiena, by zakochać się w pisanych przez niego listach. Tolkien bardzo lubił korespondencję i odpisywał także na wszystkie listy od czytelników. Wyobrażacie sobie to dziś, by Wasz ulubiony autor przesłał do Was taką wspaniałą epistołę? Historia kilkudziesięciu lat życia pisarza zawarta w listach. Gorąco polecam.
WŁADCA SŁÓW
Nie lada gratkę dla miłośników Tolkiena przygotowało wydawnictwo Zysk i S-ka. „Listy. Wydanie rozszerzone” to imponujących rozmiarów księga zawierająca bogatą korespondencję pisarza. Po raz pierwszy w Polsce listy ukazują się w rozbudowanej formule, a nowe wydanie wzbogacone jest o 150 niepublikowanych do tej pory listów. Czy to pozycja wyłącznie dla...
2026-02-02
W powszechnym przekonaniu panuje pogląd, że niewiele było w świecie nauki wybitnych kobiet. To mit, który powoli jest obalany. Dawne wieki nie sprzyjały kształceniu kobiet. Wiele z nich przepadło w mrokach historii. Mówiąc o wielkich odkryciach w różnych dziedzinach jesteśmy w stanie wymienić znanych uczonych. Mężczyzn. Uderzające jest to, jak wiele badaczek zostało stłamszonych i zapomnianych. Do tego grona zaliczyć można Emmy Noether. Czy to nazwisko wywołuje w nas jakiekolwiek skojarzenia? Nie. A tymczasem okazuje się, że była to wybitna matematyczka, a jej wkład w naukę jest niepodważalny. Noether doczekała się biografii. Nakładem wydawnictwa PWN ukazała się książka „Mentorka Einsteina”. Dla polskich czytelników to bodajże pierwsza okazja, by zapoznać się z sylwetką tej niezwykłej badaczki.
Emmy Noerther urodziła się 23 marca 1882 w Erlanger, w rodzinie żydowskiej. Jej ojciec był wybitnym profesorem matematyki. Emmy była cichym, spokojnym dzieckiem. Miała lekką wadę wymowy i była bardzo nieśmiała. Dość szybko osądzono, że zostanie starą panną. Studiowanie matematyki było jej marzeniem, ale w czasach, w których żyła, ta ścieżka nauki była zamknięta dla kobiet. Emmy podjęła więc studia pedagogiczne, a na wykłady z matematyki uczęszczała jako wolny słuchacz. Dość szybko jeden z wykładowców dostrzegł nadzwyczajny talent Emmy. To dzięki jego wstawiennictwu mogła przystąpić do egzaminu z matematyki. To dopiero początek drogi, która zawiodła ją na wyżyny. Wtedy nikt, nawet sama Noether, nie przypuszczał jak rewolucyjny będzie jej wkład w matematykę. Jednakże zbliżał się ponury czas wojny. Brunatne oddziały faszystów rosły w siłę. To nie mogło skończyć się dobrze dla Żydówki, a na dodatek kobiety...
Lee Phillips przybliża sylwetkę niesamowitej kobiety. Osoby, która swoją determinacją i uporem zdobyła naukowe szczyty. Mało jest informacji na temat dzieciństwa Emmy, stąd też ten etap jej życia został w książce jedynie pobieżnie nakreślony. Większość uwagi autor skupia na jej naukowych osiągnięciach i drodze uniwersyteckiej. Mimo tego, że postać Emmy, tak mało znana, a jednocześnie tak bardzo inspirująca, jest wdzięcznym tematem biografii, to książkę Phillipsa czyta się dość ciężko. Odnoszę wrażenie, że autor bardzo wyrywkowo traktuje pewne zagadnienia. Bardzo irytująca jest duża ilość stosowanych przez niego powtórzeń. Takie frywolne podejście do tematów sprawia, że miejscami łatwo jest pogubić chronologię. Trudno także, z tego bezkresu informacji, wyłowić obraz Noether jako człowieka. Za to o jej drodze naukowej dowiedzieć możemy się naprawdę dużo. Już w 1918 roku udowodniła fundamentalne twierdzenie zwane twierdzeniem Noether. Wiąże ono symetrie praw fizyki z zasadami zachowania pewnych wielkości fizycznych. Noether udało się doktoryzować, ale ze względu na płeć nie mogła zostać profesorem. Nie mogła także otrzymać płatnej posady. Pracowała na uniwersytecie nie pobierając wynagrodzenia. Jej karierę przerwało dojście do władzy nazistów. Ze względu na żydowskie pochodzenie została przez nich usunięta z uczelni. W 1933 roku wyjechała do Stanów Zjednoczonych.
Bardzo interesującym wątkiem jest znajomość Noether z Einsteinem. To ona udzielała mu nauk z dziedziny matematyki i nanosiła poprawki w jego pracach. Uczony był pod wielkim wrażeniem jej wiedzy. Znajomość i współpraca Noether i Einsteina to wspaniały przykład uzupełniania się wielkich umysłów. Gdy Emmy zmarła niespodziewanie w 1935 roku, Einstein opublikował pożegnanie na łamach New York Timesa, nazywając ją największym kreatywnym umysłem od czasu udpostępnienia szkolnictwa wyższego kobietom.
W swojej pracy Noether skupiała się na badaniu teorii pierścieni. Od jej nazwiska pochodzi nazwa pierścienia noetherowskiego oraz twierdzenie Laskera - Noether. Szersze grono odbiorców, nawet po zetknięciu się z tymi pojęciami, nie wie o tym, że stoi za nimi kobieta. Uczona, która mimo licznych przeszkód nie ustawała w swoich dążeniach. Kobieta, która uciśniona przez czasy w jakich przyszło jej żyć, miała wyjątowo trudną drogę do przebycia. W świecie zdominowanym przez mężczyzn, pełnym uprzedzeń i dogmatów, raz po raz musiała udowadniać swoją wartość. Od jej śmierci minęło dziewięćdziesiąt lat. Warto spojrzeć na to w tym kontekście, że przecież wcale nie było to tak bardzo dawno. A świat zmienił się diametralnie. Ile jeszcze zapomnianych kobiet kryje nauka ? Zapewne bardzo dużo. Dobrze, że dostaliśmy szansę poznać jedną z nich. Emmy Noether zasłużyła na to, by jej nazwisko było znane.
Interesująca biografia, która mogłaby być nieco lepiej napisana. Sylwetka głównej bohaterki rekompensuje braki. Wydanie, jak zawsze u PWN, jest absolutnie fenomenalne. Doskonała redakcja, sztywna oprawa, przejrzysty druk. Jeżeli interesują was zagadnienia naukowe, nieznane powszechnie osobowości i historia, to warto przeczytać tę książkę .
W powszechnym przekonaniu panuje pogląd, że niewiele było w świecie nauki wybitnych kobiet. To mit, który powoli jest obalany. Dawne wieki nie sprzyjały kształceniu kobiet. Wiele z nich przepadło w mrokach historii. Mówiąc o wielkich odkryciach w różnych dziedzinach jesteśmy w stanie wymienić znanych uczonych. Mężczyzn. Uderzające jest to, jak wiele badaczek zostało...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-02
ZA OCEANEM STRACHU
Po rewelacyjnej „Carskiej aferze” Piotr Żymełka powraca z drugą odsłoną cyklu przygodowego, którego bohaterami są angielski dzentelmen i porywczy polski arystokrata. Tym razem śledztwo zawiedzie ich za ocean, gdzie na amerykańskiej ziemi tropić będą niezwykle przebiegłego przestępcę. Powieść wyszła spod skrzydeł wydawnictwa Sonia Draga.
Londyn, rok 1890. W klubie arystokratów ktoś podkłada bombę. Celem ataku ma być sir Richard Barwood. Tymczasem w Warszawie ktoś czycha na życie Stanisława Liszewskiego. Obu panów łączy to, że wspólnie udaremnili zamach na pewną kluczową personę. Niebawem obaj rzeczeni dżentelmeni otrzymują listy będące zaproszeniem na spotkanie w Paryżu. Każdy z nich przekonany jest, że otrzymał list od tego drugiego. Szybko okazuje się, że zamachy na Barwooda i Liszewskiego są ze sobą powiązane i wiążą się z bardzo niebezpiecznym człowiekiem. Tropy wiodą do Ameryki. To tam, w Salt Lake City, na preriach Dzikiego Zachodu, Stanisław, Richard i ich nieoczekiwani sojusznicy, wezmą udział w niebezpiecznej rozgrywce, w której stawką jest życie wielu ludzi. Czy przyjaciołom uda się powstrzymać zapędy szaleńca ? Jak potoczą się perypetie nietypowego zespołu śledczego ?
Akcja, dynamika i przygoda, a wszystko to okraszone dużą dozą inteligentnego humoru - oto Piotr Żymełka, na przekór panującym modom, kolejny raz udowadnia, że powieść przygodowa nadal może być bardzo atrakcyjna dla czytelników. Na kartach „Amerykańskiej afery” odnajdujemy wszystko to, co sprawia, że książka staje się dla nas niesamowitą rozrywką, pozwala oderwać się od codzienności i całkowicie zatracić w perypetiach bohaterów. Oto dwaj panowie, których absolutnie nie powinno łączyć nic. Stateczny, flegmatyczny angielski dżentelmen, który w swoim życiu kieruje się manierami oraz ściśle określonym kodeksem moralnym i nieco zwariowany, porywczy i waleczny polski arystokrata, który częstokroć szybciej działa niż myśli. Czy dwie takie osobowości, tak skrajnie różne, może połączyć przyjaźń i wspólny cel? Okazuje się, że tak. Piotr Żymełka wykreował dwie nietuzinkowe postaci, które z miejsca skradną serce każdego czytelnika. Barwood i Liszewski - ogień i woda, a jednocześnie to dwóch mężczyzn, którzy urzekają urokiem osobistym, prawością i odwagą. Zasadniczo, pomyśleć można, że mając dwóch takich bohaterów, wystarczy już tylko rzucić ich w wir jakiejś afery ? Owszem, ale byłoby miło, gdyby i jakaś dama zaszczyciła tę historię swoją obecnością. Tak więc dama jest, a nawet dwie, a w tym miejscu, aby nie odbierać nikomu radości z tej lektury, dodam tylko, że owe damy sporo tutaj namieszają. Żymełka doskonale radzi sobie z portretowaniem kobiet. Jego bohaterki łączą w sobie kobiecość z wielkim hartem ducha. U schyłku dziewiętnastego wieku, gdy ruchy sufrażystek stawały się coraz silniejszym głosem na międzynarodowej arenie, bohaterki te stanowią świetne odzwierciedlenie problemów kobiet. Są odważne, świadome swojej wartości, a jednocześnie nadal pozostają spowite kajdanami uprzedzeń epoki. Piotr Żymełka z niezwykłą sprawnością pod płaszczem powiesci sensacyjno - przygodowej przemyca ważne społecznie zagadnienia. Na szczególną uwagę zasługuje to, z jaką pieczołowitością pisarz oddaje realia tamtych czasów. Dba zarówno o to, by jego fikcyjna opowieść oparta była o racjonalne tło geograficzne i polityczne, jak również przemyca w powieści mnóstwo arcyciekawych nowinek i wynalazków. „Amerykańska afera” jest wspaniałą lekturą. To ten rodzaj powieści, który mogłabym czytać cały czas. Imponujące tempo i rozmach tej książki zapierają dech w piersi. Żymełka nie oszczędza swoich bohaterów. Wrzuca ich w wir coraz to nowych wypadków. Jeżeli lubicie historie spod znaku płaszcza i szpady, opowieści o poszukiwaczach skarbów, zdobywcach nowych lądów i kryminały w starym stylu, to ta seria łączy w sobie wszystkie te elementy. Bardzo cenię pióro Żymełki. Łączy style w sposób niezwykle płynny, elastyczny, ma ogromny zasób wiedzy, a dodatkowo umiejętnie operuje humorem. Brakuje nam takich błyskotliwych pisarzy, cechujących się lekkością pióra i inteligencją.
Czy można sięgnąć po „Amerykańską aferę” nie znając „Carskiej afery”? Owszem. Doradzam jednak, by przygodę z tym cyklem rozpocząć od części pierwszej. Zawiązanie akcji, historia zapoznania się bohaterów i porywająca przygoda, którą przeżyli udaremniając pewien zamach, warte są poznania. To seria, którą można się delektować. Perfekcyjnie oddany klimat epoki. Epoki, która była niespotykanie wręcz skrajna. Z jednej strony przyniosła niespodziewanie duży i szybki rozwój techniczny. Z drugiej zaś, był to czas wielkich podziałów społecznych, chorób zakaźnych , które dziesiątkowały ludność, skrajnej nędzy, zabobonów. Dziewiętnasty wiek jest wyjątkowo wdzięcznym tematem dla literatury i filmu, a Piotr Żymełka potrafi wyciągnąć z niego esencję. Bardzo dba o detale. Wizerunek postaci, szczegółowość w oddaniu cech budowli czy przedmiotów codziennego użytku, a także wierne portretowanie miast, robi wielkie wrażenie. Czytając tę książkę mamy poczucie jakbyśmy tę szaloną podróż odbywali wraz z Barwoodem i Liszewskim.
Bezkresne prerie Dzikiego Zachodu, czasy wielkiej emigracji, budowania fortun, ale i spektakularnych upadków. Klimat saloonów i pokerowych rozgrywek ukrytych za tytoniowymi oparami - Piotr Żymełka funduje nam podróż w przeszłość w najlepszym możliwym stylu. Pełna szaleństwa i brawury powieść, która stanowi wrota do innego świata. Wykreowani przez autora bohaterowie ponownie łączą siły. W ich życiu wiele się zmieniło, zmienili się oni sami, ale ciągle łączy ich wspólny cel. Napisana ze swadą, okraszona dowcipem i zawierająca nutkę romansu powieść będąca hołdem dla klasyki powieści sensacyjnej. Bardzo świeża, pełna czaru, ale i mroczna. Bedę czekała na kolejną odsłonę przygód nietuzinkowych bohaterów. Wiem, że Piotr Żymełka mnie nie zawiedzie. Dla mnie to jedno z tych nazwisk na literackim rynku, na które mogę postawić. I chyba nawet wytrawny szuler z Dzikiego Zachodu nie mógłby mnie ograć. Diabeł piekielnie mocno poleca.
ZA OCEANEM STRACHU
Po rewelacyjnej „Carskiej aferze” Piotr Żymełka powraca z drugą odsłoną cyklu przygodowego, którego bohaterami są angielski dzentelmen i porywczy polski arystokrata. Tym razem śledztwo zawiedzie ich za ocean, gdzie na amerykańskiej ziemi tropić będą niezwykle przebiegłego przestępcę. Powieść wyszła spod skrzydeł wydawnictwa Sonia Draga.
...
2026-01-30
„MOGŁEM BYĆ LEPSZYM CZŁOWIEKIEM, ALE NIM NIE BYŁEM”
Sir Anthony Hopkins, to aktor, który lata temu ugruntował swoją pozycję w kinematografii. Laureat dwóch Oscarów i wielu innych nagród. Jego filmowa kariera zaczęła się, gdy nie był już młodym człowiekiem. Jego role znają wszyscy, ale co wiemy o nim jako człowieku? W swojej autobiografii „Daliśmy radę, chłopaku” ujawnia kulisy swojego życia osobistego. To historia człowieka, który zawsze musiał o wszystko walczyć. Niepokornego, ale i doświadczonego przez życie. W Polsce książkę wydało wydawnictwo Marginesy.
Wychowany w małym walijskim miasteczku, Anthony Hopkins był chłopcem, który słabo rokował. Liczne problemy w szkole, trudny charakter i milczenie, sprawiały, że postrzegany był przez nauczycieli jako mocno ograniczony intelektualnie. A to zamknięcie, ta próba życia z dala od innych, to był jego sposób na przetrwanie. W jego rodzinie, w czasach, w których dorastał, chłopcy mieli nie okazywać uczuć. Anthony był cichym, nie rzucającym się w oczy dzieckiem. Żył jak gdyby obok świata. I marzył. Jego marzeniem było występowanie w klasycznych sztukach na deskach teatru. Do tego jednak droga była bardzo daleka. Dzieciństwo, złożone relacje z ojcem, służba wojskowa i dorastanie w ciężkiej powojennej rzeczywistości, miały duży wpływ na to, jakim stał się człowiekiem. Gdy wstąpił do szkoły dramatycznej i rozpoczął naukę aktorstwa, wydawać się mogło, że teraz wszystko już pójdzie po jego myśli. Stworzył wybitne role w szekspirowskich dramatach. Sztuki, w których grał, miesiącami nie schodziły z afisza. Jednak to film zapewnił mu sławę i uznanie. I rola seryjnego mordercy - kanibala. Jaki jest ? Co zmieniłby w swoim życiu ? Czy w gąszczu krętych dróg odnalazł tę właściwą?
W swojej autobiografii, Hopkins jest do bólu szczery. Ta szczerość chwilami poraża. Ta opowieść to swego rodzaju spowiedź starego człowieka. Odważny manifest kogoś, kto przeżył już tak wiele, że nie ma powodów, by kłamać. Rewelacyjnie napisana. Jakże dobrze czyta się tę książkę. Hopkins ma lekki styl, pisze zabawnie i ujmująco. Nie omija trudnych tematów. Rozprawia się ze swoim alkoholizmem i przyczynami, dla których rozpadła się jego rodzina. Nie oszczędza siebie, swoich wyborów i zachowań. Być może wiele z tych tematów mógłby po prostu pominąć, ale chciał o nich opowiedzieć. Rozbrajająco szczery, prawdziwy, odarty z mitów portret człowieka. Dziś ma 88 lat i poczucie, że jego podróż niechybnie zmierza ku końcowi. Nie wybiela się. Nie portretuje kogoś kim nigdy nie był. Z tej autobiografii przebija sporo smutku i nostalgii. Za tym, co stracone, za tym, co przegrane, za tym, co nieodwołalne.
Czy dziś możemy sobie wyobrazić, by kultową już rolę Hannibala Lectera w ekranizacji powieści Harrisa, mógł zagrać ktoś inny ? „Milczenie owiec” wyniosło go na piedestał. To on sprawił, że ten film otrzymał własny, niepokojący charakter. Na nowo zdefiniował postać seryjnego mordercy. Natchnął ją. To była mała rola. Rola, w którą włożył całe swe serce wiedząc, że stać się może dla niego przepustką do innego świata. Z walijskiego miasteczka do Hollywood. Nieźle, jak na dzieciaka, który nie rokował. Czytając tę książkę miałam przed oczami tamtego chłopca, jego zamknięty świat i miliony szans, których nie mógł uchwycić. Być może patrząc na taką postać jak Hopkins trudno jest nam wyobrazić sobie, że mógł mieć w życiu pod górkę. Czasem mitologizujemy znane postaci. Sądzimy, że to ludzie w czepku urodzeni, którym zawsze wszystko się udawało. Spójrzcie na Anthony'ego Hopkinsa – przecież jemu miało nie udać się nic. Olbrzymia determinacja, wiara w siebie i pracowitość sprawiły, że osiągnął sukces. Nie zabrakło też odrobiny szczęścia. Jego życie samo w sobie stanowi interesujący materiał na film.
Człowiek, którego postrzegamy jako błyskotliwego, sympatycznego starszego pana. Człowiek, który wpadł w szpony nałogu i zniszczył swoją rodzinę. Człowiek nauczony tłumienia emocji. Człowiek, który dziś staje przed nami obnażając swoją duszę. Rewelacyjna autobiografia, którą czyta się z zapartym tchem niczym powieść.Pełna ironii, ale i goryczy. Hopkins potrafi angażować czytelnika swoim pisaniem. Ma dobre pióro i nie trzeba wiele czasu, by wsiąknąć w jego opowieść. Jeżeli nie lubicie biografii sądząc, że są nudne i przytłaczające, to gwarantuję, że po tej lekturze zmienicie zdanie. Zrobiło na mnie bardzo duże wrażenie to, jak aktor brutalnie rozprawia się z samym sobą. Nie szczędzi sobie ciosów, ale widać także, że przemyślał i zaakceptował wiele rzeczy. Mądra historia opowiedziana przez mądrego człowieka. O jego życiu i po prostu o życiu.
Gdy gasną światła reflektorów pojawia się samotność. Towarzyszem, który często do niej lgnie, by objąć ją w swoim uścisku, jest alkohol. Anthony Hopkins szczerze opowiada o swoim uzależnieniu, o decyzjach, które podejmował pod jego wpływem. O tym, jak alkohol zniszczył jego małżeństwo i relacje z córką. Bolesne świadectwo i przestroga o tym, że wiele jest rzeczy, które mimo usilnych starań, nie dadzą się cofnąć. Autobiografia skupia się na osobistym życiu aktora. Mniej jest tutaj odniesień do jego ról, co uważam za plus. Bardzo dużo zdjęć, począwszy od okresu dzieciństwa, wzbogaca odbiór tej książki. Hopkins otwiera się przed nami, wyjawia swoje sekrety i niczego nie ubarwia. Książka chwilami wręcz wstrząsająca w swojej autentyczności. Nie tylko dla fanów aktora. Dla każdego, kto lubi szczere i dobrze napisane opowieści o życiu. Serdecznie polecam. Ten chłopak, mimo wszystko, dał radę.
„MOGŁEM BYĆ LEPSZYM CZŁOWIEKIEM, ALE NIM NIE BYŁEM”
Sir Anthony Hopkins, to aktor, który lata temu ugruntował swoją pozycję w kinematografii. Laureat dwóch Oscarów i wielu innych nagród. Jego filmowa kariera zaczęła się, gdy nie był już młodym człowiekiem. Jego role znają wszyscy, ale co wiemy o nim jako człowieku? W swojej autobiografii „Daliśmy radę, chłopaku”...
2026-01-30
W DESZCZU DŹWIĘKÓW
Radosne pląsy, szalone podrygiwania, tupanie nóżką tudzież eleganckie bale. Taniec dziś wydaje nam się czymś zwyczajnym, oczywistym, elementem codzienności. Niechaj pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie podryguje w domowych pieleszach przy dźwiękach ulubionej muzyki. Czy tak było zawsze ? Od kiedy właściwie ludzie tańczą ? Czy taniec dziś ma dla nas takie samo znaczenie jak dla naszych przodków? „O tańcu” to popularnonaukowa książka dla dzieci autorstwa Zuzanny Kisielewskiej, która jest zaskakującą opowieścią o historii tańca. Książka ukazała się nakładem wydawnictwa Druganoga.
Być może trudno w to uwierzyć, ale istnieją źródła podające, że tańczyliśmy już 1,5 miliona lat temu ! Nasi przodkowie wykorzystywali ruchy ciała, które dziś nazywamy tańcem, do tego, by zdobywać serca swych przyszłych partnerek. Ludzie tańczą praktycznie od zawsze. I tańczą wszędzie. Na kontynencie afrykańskim taniec to ważny element czarów – zaklinania rzeczywistości. Słynny taniec deszczu, to złożony rytuał wykorzystywany przez liczne plemiona, by przywołać deszcz. Na ziemi, która jest jałowa, w krainie, w której trudno o żywność i wodę pitną, taniec staje się niezwykle ważnym rytuałem. „O tańcu” to szerokie kompendium wiedzy. Autorka sprawnie prowadzi czytelników przez kolejne epoki udowadniając nam, że taniec zawsze był dla ludzkości ogromnie ważny. Historia plemiennych czarów, tańców towarzyskich, dworskich balów i opowieści o sławnych tancerzach. Książkę uzupełniają ilustracje wykonane przez Małgorzatę Nowak i Agatę Dudek. Są one barwne, nieco ekscentryczne, ale doskonale oddają ekspresję tej książki.
Taniec kojarzy nam się różnie. Dla jednych z wykwintnymi balami, dla innych z rozrywką w klubie czy dyskotece, a jeszcze inni pomyślą o balecie. Wiele twarzy ma taniec i bardzo się one od siebie różnią. Bogactwo tańca jest wręcz oszłamiające. Niegdyś umiejętności tancerza świadczyły o jego szlachetnym pochodzeniu, dobrym wychowaniu i manierach. Dziś tańczyć może każdy. Każdy kraj, każdy region, posiada swoje tradycje taneczne. Nie ma chyba miejsca na świecie, w którym ludzie nie tańczą. Co daje nam taniec? Wyzwolenie, możliwość wyrzucenia z siebie nagromadzonych emocji, realizacji siebie. Wpływ tańca na nasze życie jest ogromny, nawet gdy sądzimy, że jest zupełnie inaczej. Historia tańca pokazuje nam jak różne motywacje towarzyszyły powstającym rodzajom tańca. Czasami taniec rodził się z radości, innym razem ze smutku, a bywało i tak, że stawał się odpowiedzią na niesprawiedliwość.
Zuzanna Kisielewska w świetnym , chwytliwym stylu prowadzi czytelników przez kolejne kontynenty i epoki obrazując rozwijanie się różnych elementów tanecznych i ich wpływ na ludzi. To bardzo interesujące spojrzenie na coś, co często traktujemy jako coś tak oczywistego, że wydaje nam się mało absorbujące. A tymczasem okazuje się, że historia tańca jest naprawdę pasjonująca i skrywa wiele ciekawostek. Taniec przetrwał wiele zawirowań politycznych, wojny, biedę. Taniec bywał dla ludzi ukojeniem wśród trudów codzienności. Atrakcyjna forma książki i szeroka rozpiętość informacji i ciekawostek w niej zawartych, sprawia, że „O tańcu” jest intrygującą lekturą historyczną i antropologiczną. Wielu młodych ludzi czytać będzie ją z zapartym tchem. Autorka zgromadziła tutaj naprawdę bardzo szeroki wachlarz informacji. Czytałam książkę z dużym zainteresowaniem i cieszę się, że powstała tak nietypowa propozycja dla dzieci. To książka, która przekazuje wiedzę za pomocą starannie dobranych wiadomości okraszonych licznymi ciekawostkami. Wspomniałam wcześniej o ilustracjach. Zarówno ich forma jak i kolorystyka mijają się z moim poczuciem estetyki, ale przyznać muszę, że bardzo dobrze uzupełniają one tę książkę. Odczuwalna jest bijąca z nich ekspresja.
Tańczyć walca czy czardasza ? Może poddać się hipnotyzującym rytmom salsy ? „O tańcu” pozwala nam przeżyć niesamowitą przygodę. To wspaniała podróż przez wszystkie kontynenty, epoki i kultury. Od tańców plemiennych poprzez siedemnastowieczne bale, na tańcu współczesnym kończąc. Bardzo ciekawa książka. Niegdyś taniec był formą języka – przedstawiał komuniaty. Bywało, że służył zaklinaniu wrogów na polach bitew, ale także dawał radość. Taniec wyzwala, taniec odrzuca złe emocje, taniec to wolność. Bez względu na to, jak w danym rejonie rozwijała się technika i kultura, taniec zawsze był obecny wśród ludzi. Taniec często dużo mówi o naszej tożsamości. Historyczne korzenie tańca sięgają bardzo daleko. Warto dać się porwać tej opowieści. Jest bardzo interesująca i ciekawie napisana. Polecam.
W DESZCZU DŹWIĘKÓW
Radosne pląsy, szalone podrygiwania, tupanie nóżką tudzież eleganckie bale. Taniec dziś wydaje nam się czymś zwyczajnym, oczywistym, elementem codzienności. Niechaj pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie podryguje w domowych pieleszach przy dźwiękach ulubionej muzyki. Czy tak było zawsze ? Od kiedy właściwie ludzie tańczą ? Czy taniec dziś ma dla...
2026-01-30
I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE
DOPÓKI NIE UMARLI
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żyli dwaj bracia... Tak mogłaby rozpocząć się opowieść o dwóch postaciach, które miały niebagatelny wpływ na literaturę. W krainie zwanej Hesją, górzystą i o wyjątkowo ubogiej glebie, a na dodatek całkowicie pozbawioną bogactw naturalnych, nie żyło się dobrze. Krajem tym nieustannie wstrząsały konflikty zbrojne, a francuska okupacja odbierała ludziom wszelką nadzieję. Czy w takim miejscu i takim czasie narodzić mogły się baśnie ? Ann Schmiesing zaprasza nas w podróż do dawnej Hesji. „Bracia Grimm. Biografia” ukazała się nakładem Wydawnictwa Poznańskiego.
W mieście Hanau, 4 stycznia 1785 roku, na świat przychodzi Jakub Grimm. Nieco ponad rok później, 24 lutego 1786 roku, rodzi się jego brat Wilhelm. Z dziewięciorga dzieci Philippa i Dorothei Grimmów jedynie pięcioro dożyło wieku dorosłego. Niebawem rodzina przenosi się do Steinau, gdzie Philipp Grimm otrzymuje posadę sędziego regionalnego. Dla dwóch braci, którzy już wtedy byli nierozłączni, będzie to najszczęśliwszy okres w życiu. Niestety, nie potrwa on długo. Ojciec Jakuba i Wilhelma umiera młodo, a rodzina zmuszona jest opuścić sędziowski dom. W kraju trwa wojenna zawierucha. Chłopcy mają 11 i 10 lat, gdy ich życie zmienia się na zawsze. Teraz to Jakub, jako najstarszy mężczyzna w rodzinie, musi stać się jej głową. To trudny okres, który na zawsze naznaczy jego życie. Zawsze już odpowiedzialny będzie za matkę i młodsze rodzeństwo. Dwóch braci podejmuje naukę w szkole średniej, a następnie na uniwersytecie. Dużo czytają, fascynuje ich pochodzenie i rozwój języka niemieckiego, zafascynowani są ludowymi opowieściami. Wiedzą już, że chcą stworzyć dzieło, które będzie kompletną rozprawą o gramatyce niemieckiej. Pragną także ocalić od zapomnienia baśnie. Dziedzictwo ustne, które przekazywane jest pokolenia na pokolenie. Podejmują się, niezwykle złożonego zadania, mającego na celu zebranie podań, legend i opwiastek ludowych i spisanie ich dla potomności. Droga, którą obierają, naznaczona będzie licznymi trudnościami. A wszystko to na tle rozruchów rewolucyjnych i ciągłego strachu o przyszłość. Bracia, którzy marzyli o tym, by język, który jest najcenniejszą cechą łączącą naród, doczekał się komplementarnego opracowania naukowego. Bracia, którzy marzyli o tym, by ich kraj znowu został zjednoczony.
Różnili się usposobieniem i temperamentem. Jakub, bardziej powściągliwy, nieufny, nie lubił życia towarzyskiego. Radość odnajdował wśród książek i swoich badań nad pochodzeniem słów. Wilhelm, śmielszy, weselszy, potrafił zjednywać sobie ludzi. Od dzieciństwa byli praktycznie nierozłączni. Ich los scementowała śmierć ojca. Jakub nigdy się nie ożenił. Wilhelm miał żonę i dzieci. Było rzeczą naturalną, że Jakub mieszkał z rodziną Wilhelma. Dziś znamy ich jako twórców baśni. Któż nie słyszał o „Kocie w butach”, „Kopciuszku” czy „Królewnie Śnieżce”? Te baśnie kształtowały dzieciństwo naszych dziadków, rodziców, nas samych i zapewne jeszcze wielu kolejnych pokoleń, które się narodzą. Jednakże czy droga do spisania baśni była łatwa? Grimmowie zbierali setki opowieści. Nie tylko z Niemiec, ale i z całej Europy. W czasach, w których przyszło im żyć, było to przedsięwzięcie nad wyraz skomplikowane. Okupacja francuska mocno dawała się we znaki mieszkańcom niemieckich elektoratów. Niemcy, jako kraj, nie istniały. W dziesięcioleciach po śmierci Grimmów, rozpowszechniona została teza, jakoby bracia zbierali opowieści wśród wieśniaków, co nie jest prawdą. Głównymi informatorkami Grimmów były młode, dobrze urodzone damy, które podania te znały od swoich babć. Pierwszy tom „Baśni dla dzieci i domu” ukazał się w 1812 roku, a drugi trzy lata później. Publikacja nie przyniosła sukcesu na jaki liczyli Jakub i Wilhelm, co stanowiło dla nich rozczarowanie, szczególnie, gdy weźmie się pod uwagę ich trudną sytuację materialną. Nie zraziło ich to jednak i nadal niestrudzenie zbierali legendy i opowieści. Pracowali także nad dziełem „Gramatyka niemiecka”. Mimo tego, że dziś kojarzymy ich wyłącznie jako autorów baśni, to niezykle istotne jest to, że zarówno Jakub jak i Wilhelm są uznanymi badaczami języka niemieckiego. Opracowali także pierwszy słownik niemiecki. Zasadniczo to rozpoczęli tę pracę, ponieważ jej ogrom ich przerósł. Pracowali nad słownikiem do końca życia. Jakub miał wyjątkowo duże zasługi na polu naukowym. Jego spostrzeżenia dotyczące przekształcania się spółgłosek nazwane zostały prawem Grimma i określenie to funkcjonuje do dziś. Grimmowie byli wielkimi patriotami i słynęli ze swojego zaangażowania politycznego. Słynna sprawa Siedmiu z Getyngi obejmuje także Wilhelma i Jakuba.
Ann Schmiesing, pracująca na uniwersytecie Yale, podjęła się niełatwego zadania napisania o braciach Grimm tak, by przybliżyć ich postacie na tle wyjątkowo skomplikowanej sytuacji geopolitycznej w Europie. Zebrała imponującą ilość materiałów, odwiedziła miasta bliskie Grimmom i przeprowadziła skrupulatne badania nad ich twórczością. Po to, by zyskali nową tożsamość. Nie jest tajemnicą, że w zbiorowej świadomości funkcjonują oni jako jeden byt. Tymczasem Jakub i Wilhelm bardzo się od siebie różnili, mieli wiele zainteresowań, a ich wkład w powstanie Gramatyki czy baśni także się różnił. Schmiesing spisuje historię braci Grimm od narodzin do śmierci, wszystkie wzloty i upadki jakich doświadczyli, ciężką pracę jaką wkładali w swoje badania i rozczarowania takie jak liczne przeprowadzki czy brak możliwości znalezienia odpowiedniego zajęcia zarobkowego. Z kart jej książki wyłania się obraz ludzi bardzo doświadczonych przez los, a mimo to pełnych zapału, by kontynuować swoje pasje. Niestrudzonych badaczy, którym filologia i literatura niemiecka bardzo dużo zawdzięczają. Schmiesing ukazuje ich jako ludzi. „Bracia Grimm. Biografia” to najszersze i najbardziej kompetentne opracowanie dziejów życia Grimmów jakie przeczytałam. Biografia kompletna. Napisana z dużą swadą. Mimo trudnych zawirowań politycznych, język, którym posługuje się Ann Schmiesing sprawia, że bardzo dobrze czyta się tę książkę. Wydanie od Wydawnictwa Poznańskiego jest wspaniałe. Twarda oprawa, barwione brzegi, a wewnątrz liczne ryciny i zdjęcia. To biografia, na którą bracia zasłużyli.
Co ciekawe, za życia Grimmów, baśnie ukazały się w kilku wydaniach, a mimo to większy sukces odniosły w Anglii niż kraju rodzimym. Grimmowie nie doczekali ukończenia Słownika ani sukcesu komercyjnego „Baśni dla dzieci i domu”. Nie dożyli także zjednoczenia Niemiec, w które tak gorąco wierzyli. Jakub, ze względu na przedwczesną śmierć ojca, przez większą część życia uważał, że i jemu pisany jest krótki żywot. Tymczasem, przeżył całe swoje rodzeństwo i zmarł 20 września 1863 roku w wieku 78 lat. Wilhelm zmarł 16 grudnia 1859. Ból po stracie ukochanego brata towarzyszył Jakubowi do końca jego dni. Za życia pasjonował ich rozwój techniki, a w szczególności fotografii. Paradoksalnie, to film zapewnił im nieśmiertelność i pierwsza disneyowska ekranizacja baśni. W 2005 roku „Baśnie dla dzieci i domu” wpisano na listę UNESCO Pamięć Świata. Gorąco polecam opowieść o dwóch braciach, którzy dawno, dawno temu, ośmielili się mieć marzenia.
I ŻYLI DŁUGO I SZCZĘŚLIWIE
DOPÓKI NIE UMARLI
Dawno, dawno temu, za górami, za lasami, żyli dwaj bracia... Tak mogłaby rozpocząć się opowieść o dwóch postaciach, które miały niebagatelny wpływ na literaturę. W krainie zwanej Hesją, górzystą i o wyjątkowo ubogiej glebie, a na dodatek całkowicie pozbawioną bogactw naturalnych, nie żyło się dobrze....
2026-01-18
NA CELOWNIKU
Nie możemy się pochwalić zbyt wieloma rodzimymi autorami, którzy parają się typową powieścią sensacyjną. A mnie bardzo takiej literatury brakuje. Dlatego chętnie sięgnęłam po powieść Piotra Rozmusa „W potrzasku”, która ukazała się pod skrzydłami wydawnictwa Initium. Nie miałam wcześniej okazji poznać innych książek autora.
Weekendowa konferencja w Świnoujściu jawi się Julii Walter jako okazja do wypoczynku i zadbania o siebie. Kobieta jest ambitną i zdolną menadżerką piastującą stanowisko w firmie zajmującej się sprzedażą sprzętu medycznego. Niestety, okoliczności szybko przestają przypominać miły wypad. Julia spotyka swojego byłego przełożonego, który kilka godzin później zostaje odnaleziony martwy... To wydarzenie to zaledwie początek serii wypadków, które zmienią życie kobiety w piekło. W świecie, w którym liczą się wpływy i wielkie pieniądze, nie ma miejsca na sentymenty. Czy Julii uda się wyplątać z sieci misternej intrygi, wktórej ludzkie życie traci jakiekolwiek znaczenie ? Czy ocali to, co jest dla niej najważniejsze ?
Bardzo lubię sięgać po powieści autorów, których do tej pory nie miałam okazji poznać. Daje mi to możliwość podejścia do książki bez żadnych oczekiwań, z czystą głową i zaciekawieniem. „W potrzasku” to sensacja w takim stylu, jaki bardzo cenię. Złożona intryga, kilka ciekawych zabiegów fabularnych i ciągłe napięcie, które nie pozwala na odłożenie książki. Nie sposób nie powiedzieć o tym, że Rozmus ma bardzo dobry styl. Świetnie napisana książka i mimo swojej objętości nie traci na tempie. Osadzenie akcji w czasie tuż po pandemii COVID pozwala nam na przypomnienie sobie tego ponurego czasu. I zasadniczo wszystko byłoby dobrze, gdyby nie to, że miejscami autor przedobrzył. Duża ilość postaci bywa zaletą, ale u Rozmusa to zdecydowanie minus tej historii. Bohaterów jest tak wielu, że miejscami trudno jest połapać się kogo dotyczą opisywane wydarzenia, szczególnie, że większość tych postaci jest nijaka i niczym się nie wyróżnia. W toku pędzącej w dużym tempie akcji ci bohaterowie zlewają się ze sobą. Taką osobą, której nieco więcej pracy poświęcono i która jest należycie sportretowana jest Julia, ale ona z kolei działa czytelnikowi na nerwy. Intryga zawiązana jest na najwyższym poziomie i jedyne, co uwiera to wykorzystane przez autora narzędzia. Nie pasuje tutaj wątek włoskiej mafii. To motyw, który być może nabrałby cech realizmu trzydzieści lat temu, ale w obecnym czasie wydaje się mocno nieadekwatny. Na plus działa to, że pisarz odrobił lekcję i zrobił solidne rozeznanie. Ta opowieść dobrze się komponuje, ale chwilami sprawia wrażenie oderwanej od rzeczywistości. Bardzo trudno było mi wejść w tę fabułę właśnie ze względu na natłok postaci, które sprawiają wrażenie odbitych na jednej kalce. Te elementy sprawiają, że książka sporo traci, a szkoda, ponieważ to naprawdę solidnie i z rozmysłem napisana sensacja. Rozmus pisze bardzo dobrze i widocznym jest, że ma on naprawdę wielki potencjał. Być może zmiana tematyki przysłuży się autorowi, który niewątpliwie jest człowiekiem utalentowanym.
„W potrzasku” sprawdza się jako literatura rozrywkowa. Tempo akcji jest doprawdy imponujące. Jeśli odrzucimy na bok to, że nie mamy pojęcia kto jest kim, to czytać będzie się tę książkę bardzo dobrze. Ograniczenie liczby postaci i nadanie im większej głębi psychologicznej zmieniłoby mój odbiór tej książki. Duży potencjał, który nie został należycie wykorzystany. Umiejscowienie akcji w czasie tuż pandemii jest dobrym punktem wyjścia dla tej opowieści. Wszystko tutaj jest przemyślane i trudno chyba znaleźć jakieś luki w samej fabule. To taka książka, która, o ile jej nie próbujemy intepretować, to czyta się sama. Krótkie rozdziały, zgrabnie napisane dialogi, elementy policyjnego śledztwa i próba ukazania pogłębionej sieci intryg prowadzących do zbrodni. A wszystko to w imię pięniędzy i władzy. Uzyskania dominacji za wszelką cenę. Piotr Rozmus zrobił dość dobrą robotę. I gdyby trochę tę książkę skrócić, a tych nieszczęsnych bohaterów nieco urealnić, to byłaby naprawdę solidna powieść. Nie brakuje w niej napięcia i dość brutalnych opisów. „W potrzasku” to powieść na wieczór, dwa. Wciągająca, ale raczej nie odkładająca się w pamięci. Szczególnie, że już w połowie książki, nie pamiętamy imion bohaterów. Można tę książkę przeczytać i nawet mieć z niej pewną satysfakcję. Myślę, że Piotr Rozmus to taki autor, który jeszcze zaskoczy. To może nie jest najlepsza jego książka. Na pewno jednak jest to człowiek, która ma odpowiednie narzędzia,by napisać powieść naprawdę bardzo dobrą,
Mnóstwo tajemnic, dziesiątki intryg, zbrodnia i odrobina seksu – sensacja ciągle jeszcze znajduje swoją niszę. Rzetelnie pokazane struktury funkcjonowania mafii i koncernów medycznych. Powieść z potencjałem, ale mocno niewykorzystanym. Chwilami pozbawiona autentyzmu, ale styl autora bardzo podnosi tu poziom. Czas spędzony z tą książką nie będzie czasem zmarnowanym, ale mogłoby być dużo lepiej. Panie Rozmus, ja sobie pana poobserwuję. Czuję, że da mi pan to, czego ja oczekuję. Pisać każdy może, ale nie każdy potrafi pisać tak. Duże wyczucie tematu, umiejętność konstruowania złożonej fabuły i talent do tego, by słowa stawały się pociskami. Mając taki arsenał, można rozpętać wojnę. Być może na idealną polską powieść sensacyjną przyjdzie mi jeszcze poczekać, ale nie będę zaskoczona, jeśli kiedyś na nią trafię, a sygnowana będzie nazwiskiem Piotra Rozmusa.
NA CELOWNIKU
Nie możemy się pochwalić zbyt wieloma rodzimymi autorami, którzy parają się typową powieścią sensacyjną. A mnie bardzo takiej literatury brakuje. Dlatego chętnie sięgnęłam po powieść Piotra Rozmusa „W potrzasku”, która ukazała się pod skrzydłami wydawnictwa Initium. Nie miałam wcześniej okazji poznać innych książek autora.
Weekendowa...
2026-01-18
ZJAWY TAMTYCH DNI
Joanna Jax jest autorką z wyjątkowo bogatym dorobkiem literackim. Charakterystyczny styl i umiejętność ożywiania minionych epok to jej znaki rozpoznawcze. W swoich książkach porusza złożone, niełatwe problemy, a wszystko to na tle barwnej, ale i skomplikowanej historii Polski. Mam za sobą lekturę kilku powieści autorki dlatego chętnie sięgnęłam po „Kolor zemsty”. Czy ta historia także wzbudziła we mnie czytelnicze emocje?
Rok 1965. Julita Stawiszyńska pisze pracę o dziełach sztuki zrabowanych w trakcie wojny. Podczas swoich badań w archiwum trafia na fotografię przedstawiającą niemieckiego oficera zrobioną w przedwojennym mieszkaniu jej rodziców. W tle widać obraz, który należał do jej ojca. Wiele lat poszukiwań nie dało odpowiedzi na pytanie co stało się z zaginionym dziełem. Gdy Julita pokazuje zdjęcie swojemu ojcu, spotyka się z jego dziwną i niepokojącą reakcją. To skłania ją do rozpoczęcia własnego dochodzenia. Co wydarzyło się w latach czterdziestych i jaka jest prawda o jej zaginionej matce ? Czy to, w co do tej pory wierzyła, to perfidnie zbudowana piramida kłamstw ?
„Kolor zemsty” to jedna z tych historii, które od początku przykuwają naszą uwagę. Joanna Jax buduje opowieść opartą na dwóch planach czasowych. Z jednej strony poznajemy bieżące wydarzenia, czyli te, które mają miejsce w 1965 roku. Z drugiej zaś śledzimy historię Weroniki Lazurek, która w latach trzydziestych wychowywana przez zimną i wymagającą ciotkę, marzy o tym, by rozpocząć naukę w szkole pielęgniarkiej i opuścić dom wujostwa. Droga, którą wybierze nie będzie łatwa. Podejmując się małżeństwa z mężczyzną, którego mało zna, Weronika podejmie decyzje, które zaważą na losach wielu ludzi. Jaki ciężar może mieć jedno kłamstwo ? Czy wybory, których dokonujemy, dyktowane naszymi osobistymi pobudkami, rzutować mogą na życie innych ludzi ? Jaką cenę przychodzi nam zapłacić za jeden nierozważny krok ? Joanna Jax napisała interesującą i trzymającą w napięciu sagę rodzinną. „Kolor zemsty” łączy w sobie elementy powieści historycznej, dramatu i miłosnej historii. Bardzo podoba mi się styl Jax. To,jak z niewymuszoną lekkością potrafi mówić o tematach złożonych moralnie, bardzo trudnych do oceny i niejednoznacznych. Życie Julity, dotąd poukładane, przewidywalne, oparte na silnym fundamencie, rozpada się w zaledwie kilka dni. Wszystko to, co znała, w co wierzyła, okazuje się ułudą. Historia, która korzeniami sięga do lat wojennych, kiedy zwykłym ludziom przychodziło podejmować decyzje tak trudne, tak bardzo wymagające, że częstokroć rzutowały one na całym ich późniejszym życiu. Wyjątkowo trudny los kobiet w tym czasie, trudności w osiągnięciu swoich celów, uzależnienie od mężów – wszystko to składa się na opowieść o miłości, macierzyństwie i zazdrości. O władzy człowieka nad człowiekiem i wielkiej sile kłamstwa, którego konsekwecje okazały się bezlitosne. Joanna Jax doskonale porusza się w takiej tematyce. Z dużym pietyzmem buduje swoich bohaterów. Ich losy często są pokrętne, skomplikowane, bardzo tragiczne. A wszystko to ukazane na tle wielkich wydarzeń historycznych. W trudnych realiach, które często testowały człowieczeństwo. Historia jednej rodziny, która utraciła wszystko. Utraciła siebie.
Z licznego dorobku Joanny Jax przeczytałam dotąd około dziesięciu powieści. W moim osobistym rankingu „Kolor zemsty” wysuwa się na pierwsze miejsce. Ta książka posiada wszystko, czego oczekuję od takiego rodzaju literatury : interesujący bohaterowie, doskonale oddane realia historyczne i złożone dylematy moralne, które stają się główną osią tej opowieści. Jax ma rewelacyjny styl. Operuje słowem tak, że lektura jej powieści przynosi autentyczną przyjemność. Piękny język, który nadaje opowieści głębi. Historia wojennych losów bohaterów, tajemnica zaginionego obrazu i bolesne zderzenie z tym, że wszystko to, co znasz, w co wierzysz i co kochasz, jest oszustwem. Czy prawda wyzwala ? Czy odarcie z mitu przynosi ukojenie ? Joanna Jax nie unika trudnych wyzwań, odważnie stawia pytania, z namaszczeniem tworzy opowieść pełną nieoczekiwanych zwrotów, dramaturgii i zaawansowaną emocjonalnie. Taka historia wydaje się być wręcz idealnym scenariuszem filmowym.
Codzienność, tak dobrze znana, oswojona, bezpieczna. Miłość ojca samotnie wychowującego córkę. Tragiczny los zaginionej matki – Julita pogodziła się z tym, jak ułożyły się losy jej rodziców. Zaakceptowała zdarzenia, które za sprawą politycznego młynu stały się udziałem jej bliskich. Jest szczęśliwa, realizuje swoje marzenia, wchodzi w dorosłość z optymizmem. Jedno zdjęcie, jedno wydarzenie, jedno pytanie, burzą świat, który znała. Nieustanne ludzkie dążenie do tego, by poznać prawdę. By odnaleźć przyczyny. By zrozumieć. Co stanie się, gdy prawda, którą tak bardzo chcesz odkryć okaże się toksyczna ? Czy prawda zawsze przynosi rozwiązania ? Co stanie się, gdy to, czego się dowiesz, spróbuje cię zniszczyć ? Przewrotna, nadzwyczaj autentyczna i przejmująca opowieść, która staje się rysą na tafli życia. Przepięknie napisana i bardzo prawdziwa historia. To nie jest wyłącznie propozycja dla czytelników powieści obyczajowych z historycznym tłem. To powieść, która spodoba się tym, którzą lubią trudne, wstrząsające powieści. Stawiająca pytania o to, jakie mamy prawo do ingerowania w czyjeś życie. Czy jesteśmy odpowiedzialni za słowa i czyny, które niosą za sobą ogromny ładunek uczuciowy. Czy możemy kłamać, by chronić siebie ? To również opowieść o rodzicielskiej miłości, zaślepieniu i zdradzie. O tym, jak trudno jest przebaczać. Diabeł gorąco poleca.
ZJAWY TAMTYCH DNI
Joanna Jax jest autorką z wyjątkowo bogatym dorobkiem literackim. Charakterystyczny styl i umiejętność ożywiania minionych epok to jej znaki rozpoznawcze. W swoich książkach porusza złożone, niełatwe problemy, a wszystko to na tle barwnej, ale i skomplikowanej historii Polski. Mam za sobą lekturę kilku powieści autorki dlatego chętnie sięgnęłam...
2026-01-14
ZŁO, KTÓRE NIE UMIERA
Bardzo długo czytelnicy Jolanty Bartoś musieli czekać na kolejną odsłonę cyklu „Tenebris”. Po kilku latach od premiery pierwszego tomu wreszcie poznać możemy dalsze losy bohaterów. „Tenebris (2). Córka mordercy” premierę miała w grudniu 2025 roku. Powracamy do Krotoszyna, miasta, które niegdyś stało się świadkiem narodzin zła. Echa zbrodni sprzed lat są ciągle żywe wśród mieszkańców. Być może czas leczy rany, ale czy to, co niegdyś wzburzyło spokój miasta, na pewno jest już przeszłością? Powieść wyszła spod skrzydeł Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro.
Marta Maciejewska z trudem ułożyła swoje życie. Wiedzie stosunkowo spokojne życie z córką Zuzanną i małym synkiem. Pewnego wieczoru wydarza się jednak coś, co sprawia, że dramat z przeszłości powraca – Zuzia przychodzi do domu w zakrwawionym ubraniu, przerażona i zamknięta w sobie. Marta bez wahania wybiera numer do dawnego przyjaciela. Funkcjonariusz policji, Adam Zmyślony, niezwłocznie przyjeżdża do jej domu. Wstrząśnięty widokiem nastolatki natychmiast podejmuje konieczne działania. Tymczasem w miejscowym liceum odkryte zostaje makabryczne znalezisko... Śmierć dwojga młodych ludzi wywołuje szok i zamęt. Czy nad miastem ponownie zebrały się gradowe chmury śmierci? Czy tajemnicze stowarzyszenie Tenebris odrodziło się z popiołów zbrodni ?
Krotoszyńska historia otwiera nowy rozdział. Oto powracamy do miejsc, które zdążyliśmy już poznać, bohaterów, z którymi dzieliliśmy ich troski i do zdarzeń, które swego czasu wstrząsnęły życiem mieszkańców spokojnego miasteczka. Zuzia i jej przyjaciele są starsi, ale nadal pozostają nastolatkami. Mają swoje światy, swoje obawy i swoje pragnienia. A także swoją traumę. To, co wydarzyło się w mieście kilka lat wcześniej, nadal ponurym cieniem kładzie się na ich życiu. Gdy wydaje się, że życie powoli zwycięża nad widmem śmierci, w mieście znów dochodzi do brutalnego morderstwa. Przeszłość uderza z potworną siłą. Budzi dawne lęki... Jolanta Bartoś wraca z nową, jeszcze straszniejszą i jeszcze mroczniejszą, opowieścią. W pierwszej części cyklu nie oszczędzała swoich bohaterów nieustannie serwując im coraz to nowe tragedie. Druga odsłona „Tenebris” jest kryminalną jazdą bez trzymanki. Jeszcze gęstsza atmosfera, jeszcze brutalniejsze zbrodnie i jeszcze bardziej niepokojące poczucie, że ktoś bacznie nam się przygląda... Małe miasto, wielkie grzechy. Jolanta Bartoś śmiało odkrywa głęboko zakopane sekrety. Wielowymiarowe postaci, nadzwyczaj realistyczne. Ludzie z krwi i kości, którzy nie są wolni od wad i popełniają błędy. Pisarstwo Bartoś jest naturalistyczne, nieco surowe i zimne – to sprawia, że jej książki tak głęboko nas dotykają. Są to takie historie, o których ciągle myślimy, że mogłyby mieć miejsce w naszym otoczeniu, a to poczucie sprawia, że gdzieś pod skórą czujemy pełznący chłód niepokoju. Z rozmysłem i dużym wyczuciem napisana powieść. Bartoś posiada zmysł psychologiczny, który daje jej możliwość tworzenia historii, które są po prostu przekonujące. Spojrzenie na to, jak w dość spokojnym, a nawet nieco nudnym miasteczku, narasta spirala zbrodni i strachu, jest dojmująco przerażające. Autorka ponownie oddaje głos młodzieży. Młodzieży, która nieco już dorosła, ale nadal pozostają oni nastolatkami nie do końca rozumiejącymi mechanizmy kierujące funkcjonowaniem w społeczności. Nieustanna chęć dosięgnięcia czegoś lepszego, większego, piękniejszego, a to wszystko bez refleksji nad tym, że za każdy czyn płaci się określoną cenę. Nastolatkowie z kart powieści autorki, to osoby często rozbite, nie radzące sobie z wyzwaniami, jakie stawia przed nimi współczesny świat. Być może zdolni są do wielkich czynów, ale czy zdolni są także do perfidnej zbrodni ? Jolanta Bartoś rozbiera szkolną społeczność na czynniki pierwsze. Jest uważną obserwatorką. Celnie portretuje ludzi. Z dużą wnikliwością i iście reporterskiem zacięciem spogląda tam, gdzie pozornie wszystko jest w porządku. Tymczasem to właśnie pod powłoką normalności buzują żal, zazdrość i nienawiść.
Na ulicach miasta toczy się zwyczajne, często szare życie. Nosimy maski, uśmiechy, które kryją łzy. Lecz kiedy nadchodzi noc, z kajdan codzienności, wyrywają się potwory. Każdy je ma. Niektórzy swoje oswoili. Bywa jednak i tak, że to, co tłamszone, wyrywa się, by zaspokoić głód... Ociekająca mrokiem, trzymająca w napięciu i oddziałująca na emocje opowieść o przeszłości,która nie daje o sobie zapomnieć, dążeniu do tego, by stać się takim jak wszyscy i żalu, który płynie w krwioobiegu. Jolanta Bartoś celnie charakteryzuje współczesnych młodych ludzi, trudy z jakimi się borykają i wyzwania, które ciągle przed nimi stoją. Ich strach, ich poczucie odzucenia, ich gniew. Emocje, które nieukojone przekuć mogą się w furię. Bardzo dobra powieść, która spodoba się czytelnikom lubiącym oryginalne i budzące grozę historie. Zalecam poznawanie „Tenebris” od tomu pierwszego, ponieważ wydarzenia opisywane w części drugiej są powiązane bezpośrednio z tymi z części pierwszej. Klasycznie już u autorki znajdziemy hołd złożony jej wiernym czytelnikom : w każdej książce Jolanta Bartoś część swoich postaci nazywa nazwiskami swoich czytelników zrzeszonych w jej grupie autorskiej. To niewątpliwie rewelacyjna sprawa dostrzec swoje nazwisko w książce i odkryć jaką rolę przypisała nam pisarka. Kto wie? Może bohaterem kolejnej odsłony „Tenebris” będziesz właśnie Ty?
„Tenebris” to historia, w której nic nie jest proste i oczywiste. Rezonująca niespokojną, chłodną atmosferą. Bardzo równa seria. Bartoś operuje napięciem niczym wytrawny reżyser. Czytając te powieści ciągle towarzyszy nam poczucie, że to jeszcze nie koniec, że tutaj czai się coś jeszcze bardziej wstrząsającego... Świetna kontynuacja, która zaostrza czytelniczy apetyt. Jolanta Bartoś nie zaprasza nas do wejścia w mrok – ona po prostu wrzuca nas do ciemnego lochu. Czy rozwiążesz zagadkę tajemniczego Tenebris ? Czy udźwigniesz ciężar kłamstw i grzechów, które kryją się tuż obok? A może w tej wędrówce masz towarzysza ? Takiego, który nigdy cię nie opuści... Diabeł piekielnie mocno poleca.
ZŁO, KTÓRE NIE UMIERA
Bardzo długo czytelnicy Jolanty Bartoś musieli czekać na kolejną odsłonę cyklu „Tenebris”. Po kilku latach od premiery pierwszego tomu wreszcie poznać możemy dalsze losy bohaterów. „Tenebris (2). Córka mordercy” premierę miała w grudniu 2025 roku. Powracamy do Krotoszyna, miasta, które niegdyś stało się świadkiem narodzin zła. Echa zbrodni...
2026-01-12
W OBJĘCIACH BOGINI ŻALU
W 2020 roku na rynku pojawił się pierwszy tom trylogii „Tenebris” autorstwa Jolanty Bartoś. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro. Pisarka, która przyzwyczaiła czytelników do pełnych zaskakjuących zwrotów akcji, mocno niepokojących i obnażających ludzkie podłości powieści, tym razem bohaterami swojej książki uczyniła młodzież. Czy pośród szkolnych korytarzy czai się morderca?
W Krotoszynie, na starym cmentarzu ewangelickim, znalezione zostają brutalnie okaleczone zwłoki młodej kobiety. Na mieszkańców spokojnego miasteczka spada zasłona strachu. Śledztwo kierowane przez Adama Zmyślonego zatacza coraz szersze kręgi. W toku dochodzenia na jaw wychodzą długo skrywane tajemnice. Komu zależało na tym, by uśmiercić uczennicę ? Kim są członkowie sekretnego stowarzyszenia Tenebris ? Dlaczego na niepozorne miasteczko spadła plaga zbrodni ? Czy to, co skrywa ciemność, zatriumfuje ?
Niewielkie miasteczko z całym bagażem swoich wad i grzeszków. Domy, które kryją tragedie. Rodziny, które usiłują funkcjonować w stereotypowych ramach. Kłamstwa, które mają wielu obrońców... Jolanta Bartoś opisuje realia, które doskonale zna. Bohaterowie jej powieści są zwykłymi ludźmi ze wszystkimi swoimi słabościami. Gdy w Krotoszynie dochodzi do wyjątkowo wstrząsającego morderstwa, pęka fasada za którą chowały się dawno ukryte żale. Uczennica, której śmierć wydaje się być wielu osobom na rękę, tajemnicze bractwo, które zrzesza tych, którzy pragną zanurzyć się w mroku i śledczy, którzy usiłują rozwiązać zagadkę zbrodni mimo licznych przeciwności. Umiejętnie oddany klimat małego miasta, dobre portrety psychologiczne postaci i sprawnie nakreślona intryga kryminalna - Jolanta Bartoś wie jak czytelnika zaciekawić, zmusić do tego, by śledził fabułę z najwyższą uwagą i błądził wraz z tymi, którzy próbują dociec prawdy. Niesamowita dynamika. Bartoś nie używa półśrodków – jej powieści charakteryzują się bardzo szybkim tempem i licznymi zawirowaniami fabularnymi. To ten typ książek, które nie dają nam szansy na zaczerpnięcie tchu. Nie spoczniemy dopóki nie poznamy zakończenia. Dużą zaletą pisarstwa Jolanty Bartoś jest wnikliwe przedstawienie zależności występujących w niewielkich społecznościach. Zarówno sam obraz małego miasta, jak i poszczególnych struktur, takich jak rodzina czy społeczność szkolna.
Zbrodnia, która nigdy nie powinna się wydarzyć. Sieć zależności i intryg, które prowadzą do tragedii – Jolanta Bartoś czerpie inspirację z życia. Jest uważną obserwatorką i bardzo dobrze radzi sobie z budowaniem napięcia. „Tenebris” to opowieść, w której poczucie bezsilności, strach i groza narastają warstwowo. Uczennica, która miała wielu wrogów i realia współczesnej młodzieży : wpływ mediów społecznościowych, wykluczenie i nieustanne dążenie do tego, by przystawać do ogółu. Bartoś portretuje młodych ludzi bez filtrów, z dużą dozą szczerości i bardzo przenikliwie. Młodzież z kart „Tenebris” to nie są grzeczne dzieci. Daleko im do obrazu, który funkcjonuje w głowach ich rodziców. Świat, który pędzi w szaleńczym tempie narzuca coraz to nowe wyzwania. Postęp technologiczny zmusza młodych ludzi do budowania wokół siebie barier. Rzeczywistość przestaje współgrać z tym, co kreują media. Młodzież poddawana jest narastającej presji. W tym świecie nikt nie może być słaby, brzydki czy biedny. Powieść kryminalna z wyśmienicie zarysowanym tłem społecznym. Autorka nie boi się pokazywać postaw i zachowań, które często spotykamy we własnym otoczeniu, ale we współczesnych powieściach często są bagatelizowane. Dom, który nie ma zapachu miłości. Dom, który jest siedliskiem cierpienia i smutku. To, co rozgrywa się w klatce czterech ścian, szczelnie schowane przed wścibskim okiem sąsiada, to, co jest rozpadem rodziny. Jolanta Bartoś posiada własny styl, oszczędny, dość surowy, ale nadzwyczaj autentyczny.
Nocą opadają maski. Nocą instynkty budzą się z letargu. Noc to czas milczenia. I czas śmierci. Spokojne miasto, przeciętni ludzie i mord, który powoduje, że opadają maski. Trzymająca w napięciu powieść, która nie pozwoli ci zmrużyć oka. Nie zaznasz spokoju, dopóki nie poznasz zakończenia tej historii. A może koniec będzie dopiero początkiem? Samotność, która wywołuje najprawdziwszy ból. Dążenie do poznania prawdy o swoim pochodzeniu, odpowiedzi, które przynieść mogą cierpienie. Ciemność, która osacza, zabiera tlen. I tajemne bractwo, które niesie ze sobą pragnienie zła. Jak daleko posuniesz się, by odkryć prawdę ? Jak dobrze znasz swoje dziecko ? Czy odważysz się wejść do świata „Tenebris”? Jolanta Bartoś to solidna marka. Dostarcza swoim czytelnikom tego, czego oczekują : tajemnic, zbrodni i spektakularnych zakrętów fabularnych. To pisarka, której wyobraźnia biegnie nieznanymi ścieżkami. Każda kolejna powieść, która wychodzi spod jej pióra, jest jeszcze bardziej zaskakująca. Dotkliwie prawdziwa, przepełniona smutkiem, opowieść o tym, że zło zamieszkać może w każdym z nas. O tym, że nie zawsze opłaca się szukać odpowiedzi. I o miłości matki, która jest nieustępliwa, a zdarzyć się może, że także bardzo niebezpieczna. Diabeł gorąco poleca.
W OBJĘCIACH BOGINI ŻALU
W 2020 roku na rynku pojawił się pierwszy tom trylogii „Tenebris” autorstwa Jolanty Bartoś. Książka ukazała się nakładem Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro. Pisarka, która przyzwyczaiła czytelników do pełnych zaskakjuących zwrotów akcji, mocno niepokojących i obnażających ludzkie podłości powieści, tym razem bohaterami swojej książki...
2026-01-02
UWAŻAJ CZEGO SZUKASZ
„Kapsuła” to nowa powieść Wojciecha Wójcika - autora, który już od kilku lat znajduje się w mojej prywatnej czołówce najlepszych polskich pisarzy. Cenię go za niezależność, oryginalność i solidność. Nazwisko Wójcik jest dla mnie znakiem jakości. Tym razem autor zabiera nas do Legionowa, czyli miasta, w którym mieszka. Położone w bliskiej odległości od Warszawy, nazywane jej sypialnią, miasto znane głównie ze znajdującego się tam Centrum Szkolenia Policji. Czy może stać się siedliskiem zbrodni i tajemnic ?
Uroczystości obchodów czterdziestolecia miejscowego liceum raczej nie kwalifikują się jako szczególnie emocjonująca impreza. Zgromadzeni w sali nauczyciele i uczniowie liceum im.Władysława Jagiełły przeżywają szok, gdy w trakcie prezentacji slajdów z odnalezionej niedawno na terenie szkoły kapsuły czasu, oczom zgromadzonych ukazuje się nieprzyzwoite zdjęcie nagiej kobiety. Impreza przerwana w atmosferze skandalu, oburzony dyrektor i wstrząśnięta bibliotekarka, która odpowiedzialna była za dobór slajdów, to dopiero początek kłopotów. Niebawem w szkole wybucha tragiczny w skutkach pożar. Justyna Wysocka piastująca stanowisko szkolnej bibliotekarki niemalże w nim ginie. Niestety, inny pedagog nie ma tyle szczęścia, co ona. Justyna zaniepokojona serią dziwnych wydarzeń rozpoczyna własne śledztwo. Czy wydobyta spod ziemi kapsuła czasu i zamknięta w niej historia tragedii sprzed lat ma związek z obecnymi, tragicznymi wypadkami ? Jak daleko sięgają macki kłamstw budowanych latami ?
Niewielkie miasteczko, w którym pozornie nie dzieje się nic. Zwyczajna szkoła wraz z całym bagażem codziennych problemów. Na takim tle Wojciech Wójcik tworzy funadament „Kapsuły”. Osadził akcję książki w miejscach, które dobrze zna. Na ulicach, którymi chadza. Opisując krajobraz, który widzi każdego dnia, udowadnia, że dobry thriller rozegrać się może wszędzie. Umiłowanie autora do wielowątkowych opowieści, tworzenia dużej liczby bohaterów i przeplatania współczesnej intrygi z wydarzeniami z przeszłości, owocuje tym, że jego powieści są złożone i misternie skomponowane fabularnie. „Kapusła” oparta jest na dość prostym motywie. Odnalezienie kapsuły czasu zawierającej slajdy i dokumenty sprzed kilkudziesięciu lat wywołuje lawinę wydarzeń. Amatorskie śledztwo prowadzone przez szkolną bibliotekarkę prowadzi do odkrycia szokujących wypadków, które rozegrały się dawno temu. Sposób, w jaki Wójcik prowadzi akcję, to jak stopniowo odkrywa przed czytelnikiem kolejne elementy układanki, a jednocześnie z każdym zwrotem fabularnym na nowo go zaskakuje, jest godne najwyższej pochwały. Bardzo podoba mi się ta powieść, Jej tempo, nagromadzenie tajemnic i zmyślna intryga. Zwyczajni bohaterowie, którzy mierzą się z typowymi dla swojej grupy społecznej i wiekowej problemami, ale jednocześnie uwikłani zostają w coś, co staje się bardzo niebezpieczne. Wójcik potrafi budować napięcie naprawdę niewielkim nakładem środków. Jest sprawnym narratorem. Bardzo dobrze czyta się tę książkę i już od początku wywołuje ona zaciekawienie. Klimat małego miasteczka oddany został z wielkim pietyzmem. Nie musimy znać Legionowa, ale dzięki tej książce poczujemy się tak, jakbyśmy wędrowali jego uliczkami. Największą jednak zaletą „Kapsuły” są postacie, które tutaj spotykamy. One stanowią trzon tej historii. Ich losy splatają się w nieoczekiwanych konfiguracjach. Każda z nich ma swoje sekrety, motywacje, lęki i dążenia. A w tle rozbrzmiewa stara historia. Tragedia, która swego czasu wstrząsnęła mieszkańcami miasteczka. Czy to, co dawno temu zostało pochowane i zapomniane, może powrócić, by upomnieć się o sprawiedliwość ? Warstwy kłamstw budowane przez dekady, tajemnice, które miały pozostać uśpione i slajd, który wywołuje skandal. Ze starej szafy wypadają stare trupy. Historia, która kiedyś położyła się cieniem na życiu wielu ludzi, dziś powraca, by z jeszcze większą siłą dotknąć tych, którzy wtedy odwrócili wzrok...
Wojciech Wójcik ma swój styl, wyczucie smaku i jest dobrym psychologiem. Poradził sobie zarówno z kreacją bohaterów starszych jak i licealistów. Jest przekonujący w tym, co robi. Historia opisana w „Kapsule” stopniowo nas osacza. Zarzuca pytaniami, zmusza do tego, by śledzić rozwój akcji. Bardzo dorze skrojona opowieść. Bez zbędnego epatowania przemocą i brutalnymi wstawkami. Nie trzeba używać mocnych form, by czytelnik poczuł się zaniepokojony. Wystarczy dobrze zbudować klimat. Opuszczona posesja, historia miłości sprzed lat i skandal, który zaszokował opinię publiczną - te elementy doskonale się bronią. Powieść, która jest wielowymiarowa i złożona, uderza autentycznością i poraża poczuciem tego, że jest to coś, co mogłoby zdarzyć się w naszym otoczeniu. Po raz kolejny Wojciech Wójcik udowodnił, że jest pisarzem doświadczonym, który dobrze wie w jakim kierunku chce podążać. To, że jest wytrawnym rzemieślnikiem to jedno. Istotniejszym jest to, że po prostu posiada talent. Kreacja literackich światów jest u niego na najwyższym poziomie. Opisuje pejzaże i portrety bliskie nam. Sprawia, że uważniej przyglądamy się ludziom w naszym otoczeniu. I przekonujemy się, że wielkie tajemnice mogą skrywać niepozorni osobnicy.
Wiadomość z przeszłości, która budzi stare demony. Intrygi, sekrety i przeszłość, która wraca by ze zdwojoną siłą uderzyć w tych, którzy chcieli ją wymazać. Dawne winy, które domagają się odkupienia. I samotny, nieoznaczony grób, który pulsuje niczym olbrzymi wyrzut sumienia. Co takiego wydarzyło się czterdzieści lat temu ? Czy to, co niegdyś wywołało obyczajowy skandal, dziś może prowadzić do zbrodni ? Czy duchy przeszłości odzyskają głos? Wojciech Wójcik zaprasza nas do Legionowa - miasteczka, w którym ludzie skrupulatnie pilnują swoich tajemnic. Zagadkowa, trzymająca w napięciu i bardzo ciekawa opowieść o tym, że pewnych rzeczy nie da się ukryć na zawsze, o szaleństwach młodości i uczuciach, które bywają zabójcze. Diabeł gorąco poleca.
UWAŻAJ CZEGO SZUKASZ
„Kapsuła” to nowa powieść Wojciecha Wójcika - autora, który już od kilku lat znajduje się w mojej prywatnej czołówce najlepszych polskich pisarzy. Cenię go za niezależność, oryginalność i solidność. Nazwisko Wójcik jest dla mnie znakiem jakości. Tym razem autor zabiera nas do Legionowa, czyli miasta, w którym mieszka. Położone w bliskiej...
PATRONAT MEDIALNY
LISTA SPRAWIEDLIWYCH
Ósmego marca premierę miała trzecia część serii „Tenebris” Jolanty Bartoś. Powieść ukazała się pod skrzydłami Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro. Zbrodnia, szaleństwo, zemsta i krzywdy, które toczą niczym rak… Powracamy do Krotoszyna, gdzie w sieci intryg kryje się żal. Tragedia sprzed lat, która zniszczyła życie wielu osobom, ciągle pulsuje morderczym rytmem… Czy można odnaleźć szczęście tam, gdzie zawiodła moralność?
Samobójcza śmierć młodej kobiety, która osierociła dwoje dzieci wywołuje szok nawet wśród śledczych przywykłych do ludzkich tragedii. Komisarz Adam Zmyślony nie wierzy w to, że u podłoża tej tajemniczej śmierci leży depresja. Wiedziony przeczuciem, coraz mocniej angażuje się w badanie okoliczności tej tragedii. To, co udaje mu się odkryć, utwierdza go w przekonaniu, że bywają zbrodnie tak perfidne, tak szalone i pełne nienawiści, że wymykają się schematom… Czy można zabić słowem? Czy można przeciąć cienką nić żywota głęboko skrywanym żalem? Czy nienawiść zrodzona ze straty przerodzić się może w psychozę?
Sekretna organizacja zbierająca ponure żniwo śmierci… Nastolatkowie uwikłani w grę, na pojęcie zasad której są za młodzi. Matka walcząca o los swoich dzieci z odwagą i poświęceniem lwicy. Policjant, któremu los nie szczędził trudnych wyborów. I zbrodnia. Zbrodnia, która staje się swoistą kulminacją żalu, rozpaczy i samotności… Jolanta Bartoś w trzecim, finałowym tomie serii, obnaża pełne mroku i bezwzględności motywy ludzkich działań. Tworzy scenę amfiteatru krzywd. Bezpardonowo rozprawia się z mitem triumfującej sprawiedliwości. „Tenebris 3. Cień” to zdecydowanie najbardziej przerażający i mroczny tom serii. W labiryncie intryg i kłamstw, pośród traum, cierpienia i nieukojonego żalu, rodzi się furia. W sposób wręcz hipnotyczny Bartoś przyciąga uwagę czytelnika. Zmusza go do wędrówki w otchłań namiętności kierujących ludzkim losem. Wrzuca go w paszczę szaleństwa. Im bardziej zagłębiamy się w te opowieść, tym mocniej pragniemy, by choć na chwilę, na ułamek sekundy, znalazło się w niej światło nadziei. Nadzwyczaj niepokojąca, krocząca meandrami zmysłów historia. Taka, której nie chcemy opuścić, mimo tego, że otula nas cieniem nocy. Jolanta Bartoś jest bystrą i przenikliwą obserwatorką. Nie boi się wchodzić z impetem tam, gdzie inni zaledwie uchylają drzwi. Cechuje ją pisarska odwaga i zdolność do konstruowania angażujących fabuł. Całościowo „Tenebris” jest czymś więcej niż kryminałem. To dramat z elementami hitchcockowskiej grozy. Mamy tutaj okazję zapoznać się z historią, której rodowód wywodzi się z typowej powieści miejskiej i stopniowo ewoluuje w kierunku thrillera. Godnym odnotowania jest to, jak umiejętnie autorka zawiązuje wątki, które przewinęły się przez wszystkie trzy części serii. Wszystko tutaj jest logiczne, realistyczne i daje czytelnikom poczucie satysfakcji. Bartoś twardo trzyma się tego, by powieść posiadała jak najwięcej cech autentycznych. To sprawia, że tak głęboko nas ona porusza.
Czy to, co wydarzyło się wiele lat temu może stać się punktem wyjściowym tragedii kolejnych osób? Czy to, co zostało bezpowrotnie zniszczone odrodzić może się jako pragnienie wyrównania krzywd? Jak daleko wrasta w nas żal i poczucie niesprawiedliwości? „Tenebris 3” jest opowieścią o zemście, która narasta z biegiem lat. O krzywdzie, która przeradza się w obsesję. Czy można odkupić coś, co odebrano nam przemocą? Zbrodnia, której korzenie sięgają w przeszłość. Śmierć, którą opłakiwać będą ci, którzy przetrwali. To oni przez dalsze życie iść będą z brzemieniem straty. Najtrudniej jest przeżyć. Najtrudniej jest mierzyć się z tym, czego nie da się opłakać. Najtrudniej jest wyzwolić się z kajdan poczucia winy. Jolanta Bartoś kroczy własną drogą. Jest niepokorna, zdeterminowana i w każdej ze swoich książek opowiada nam historię, którą trudno jest zapomnieć. Fabuły jej powieści inspirowane są prawdziwym życiem. Te cechy dają nam poczucie obcowania z bohaterami i dzielenia ich rozterek. W postaciach kreowanych przez Bartoś, dostrzec możemy profile ludzi, którzy żyją obok nas. Tak mocno odczuwany realizm sprawia, że te książki po prostu się przeżywa.
„Tenebris 3” to mocna, nieoczywista i zdumiewająco udana powieść wieńcząca trwającą kilka lat krotoszyńską opowieść. Historię, w której życie i śmierć pląsają w upiornym tańcu. Gdzie jedna decyzja staje się początkiem lawiny tragicznych wydarzeń. Krzywdy, których nie da się utulić płaczem. Ludzie, dla których pragnienie zemsty staje się celem. A w tle dzieci, które płacą najwyższą cenę za błędy dorosłych. Jolanta Bartoś roztacza wizję emocji tak gwałtownych i strasznych, że ich płomień przeradza się w batalię przeciwko umysłowi. Jest tu szaleństwo, moc uczuć, siła człowieczej pasji. Cykl „Tenebris” zalecam czytam w kolejności ukazywania się tomów, by należycie zrozumieć tę opowieść i móc czerpać radość z porywającej lektury. Niewiele jest książek, które tak oryginalnie traktują o rozległej tematyce. Bartoś manewruje między rozlicznymi wątkami, gruntownie motywuje swoich bohaterów i z dużą precyzją splata rozwiązane nici. Powieść zdecydowanie w stylu autorki : dosadna, dynamiczna, przejmująca. Tutaj liczą się emocje. Jest szybko, jest mrocznie, jest oryginalnie. Napisana przyjemnym językiem, pełna fabularnych zaskoczeń i psychologicznych pułapek. Jolanta Bartoś po raz kolejny udowadnia, że jest pisarką, która doskonale zna swoje możliwości i ma cel. Ta opowieść płynie krętym korytem rzeki po drodze napotykając liczne wodospady. Kim jest tajemniczy Cień? Co sprawiło, że wydarzenia z przeszłości ciągle rezonują w życiu swoich uczestników? Czy tam, gdzie sprawiedliwość zawiodła możliwe jest odkupienie? W labiryncie dramatów ulec można licznym pokusom…
Bardzo udane zakończenie kryminalnej trylogii. Opowieść o ludziach, o błędach, o straconych szansach. A także o tym jak rodzi się nienawiść. Jolanta Bartoś w świetnej kondycji literackiej. Uwielbia nas zaskakiwać i uczyni to jeszcze wielokrotnie. Diabeł gorąco poleca.
PATRONAT MEDIALNY
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLISTA SPRAWIEDLIWYCH
Ósmego marca premierę miała trzecia część serii „Tenebris” Jolanty Bartoś. Powieść ukazała się pod skrzydłami Wydawnictwa Literackiego Białe Pióro. Zbrodnia, szaleństwo, zemsta i krzywdy, które toczą niczym rak… Powracamy do Krotoszyna, gdzie w sieci intryg kryje się żal. Tragedia sprzed lat, która zniszczyła życie wielu osobom,...