rozwiń zwiń

Wspomnienia z niepamięci

Okładka książki Wspomnienia z niepamięci
Gustaw Holoubek Wydawnictwo: Marginesy Seria: sami swoi biografia, autobiografia, pamiętnik
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Seria:
sami swoi
Data wydania:
2013-02-25
Data 1. wyd. pol.:
1999-01-01
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788392843184
Średnia ocen

                7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wspomnienia z niepamięci w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Wspomnienia z niepamięci



książek na półce przeczytane 8238 napisanych opinii 3787

Oceny książki Wspomnienia z niepamięci

Średnia ocen
7,0 / 10
193 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
270
192

Na półkach:

Autor skupia się głównie na okresie młodości, mało jest wspomnień późniejszych, co dla mnie stanowi wielki zawód. Wiele osób podkreśla piękną polszczyznę, sposób artykułowania myśli. Zgadzam się, ale to niekiedy za mało, by porwać czytelnika, zresztą wspomnienia właśnie przez specyfikę języka trącą myszką. Wielu także postrzega książkę poprzez zapamiętany wizerunek wielkiego czlowieka i genialnego aktora, co w moim odczuciu podnosi ocenę samej książki w nieuprawniony sposób. Dobra, momentami jednak nużąca.

Autor skupia się głównie na okresie młodości, mało jest wspomnień późniejszych, co dla mnie stanowi wielki zawód. Wiele osób podkreśla piękną polszczyznę, sposób artykułowania myśli. Zgadzam się, ale to niekiedy za mało, by porwać czytelnika, zresztą wspomnienia właśnie przez specyfikę języka trącą myszką. Wielu także postrzega książkę poprzez zapamiętany wizerunek...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

428 użytkowników ma tytuł Wspomnienia z niepamięci na półkach głównych
  • 267
  • 161
90 użytkowników ma tytuł Wspomnienia z niepamięci na półkach dodatkowych
  • 54
  • 8
  • 6
  • 5
  • 5
  • 4
  • 4
  • 4

Tagi i tematy do książki Wspomnienia z niepamięci

Inne książki autora

Okładka książki Holoubek. Rozmowy Gustaw Holoubek, Małgorzata Terlecka- Reksnis
Ocena 7,2
Holoubek. Rozmowy Gustaw Holoubek, Małgorzata Terlecka- Reksnis
Okładka książki Wymowa prawnicza Jerzy Bralczyk, Jacek Dubois, Gustaw Holoubek, Jerzy Stuhr, Andrzej Tomaszek, Kamil Zeidler
Ocena 7,7
Wymowa prawnicza Jerzy Bralczyk, Jacek Dubois, Gustaw Holoubek, Jerzy Stuhr, Andrzej Tomaszek, Kamil Zeidler
Gustaw Holoubek
Gustaw Holoubek
Polski aktor teatralny i filmowy, reżyser i dyrektor teatrów, pedagog, prezes Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru i Filmu, członek Polskiej Akademii Umiejętności.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wszystko, co najważniejsze Ola Watowa
Wszystko, co najważniejsze
Ola Watowa
To bardzo dobre uzupełnienie “Mojego wieku” Aleksandra Wata, nie sięgające jednak wyżyn tamtego arcydzieła, najlepszej książki o tym, jak się zostawało komunistą przed II wojną, i jak przechodziło się na przeciwstawne pozycje po poznaniu Sowiecji. Niesłabnącą wartością pozostaje opis dramatycznych losów na zesłaniu w Kazachstanie. Z oczywistych powodów Wat nie mógł ich opisać, siedząc wtedy na Zamarstynowie, a potem na samej Łubiance. Ale to również hymn na cześć piękna przyrody i urody świata, także tam, na gorących stepach - latem, a mroźnych - zimą Bardzo mi się to kojarzyło z dopiero co czytanymi wspomnieniami Nadieżdy Mandelasztam z tego samego czasu… To także kawał historii, takiej niekoniecznie znanej i uznawanej. Np. Andrzej, dziecko Watów, styka się z antysemityzmem już od maleńkości, na razie nieświadomie. “Bony, które przeważnie pracowały u Żydów, zbierały się w Parku Ujazdowskim, w pięknej alei bzowej, siadały na ławkach i rozprawiały na tematy żydowskie, a te dozorowane przez nie dzieci różnych adwokatów, inżynierów, lekarzy słuchały i nasiąkały tym wszystkim. I tak oto mój Andrzejek przyszedł zachwycony, że to świetnie, że wybijają szyby”. “+Czy kochasz mamusię?+. Odpowiedział: +Tak, bardzo+. +No to wiedz, że twoja mamusia jest Żydówką. No i co, kochasz Mamę?+. Na co mój Andrzejek zastanowił się, zawahał się chwilę i odpowiedział: +Tobym ją kochał jeszcze bardziej, gdyby nie była Żydówką+”. W 1931 r. Wat trafił jako - wówczas - komunista do więzienia, ale wyszedł z niego dzięki pomocy przyjaciół. “Całe to więzienie polskie ja przynajmniej wspominam teraz jako wielką sielankę. Widzenia, wałówki, umowy, że o określonej godzinie będę chodziła Daniłowiczowską pod więzieniem, a on wtedy będzie wypatrywał mnie przed zakratowane okno. Nie to co Lwów, co więzienia sowieckie. To przepaść”. Bo z Sowietami Watowie spotykają się we wrześniu 1939 r., gdy zajmują oni Lwów. “Chleb zaraz następnego dnia po wkroczeniu Rosjan zawijano w gazetę. Następnego dnia nie było już papieru”. Wat zaczyna we Lwowie pracować w sowieckiej gadzinówce „Czerwony Sztandar”, gdzie robiąc nocną korektę, zawsze miał obsesję, żeby w druku zamiast Stalin nie wyszedł Sralin. „Bo za to rozstrzeliwano” . W 1940 r. Wat wraz m. in. z Broniewskim zostaje aresztowany przez NKWD. Jego żona z synem jako rodzina “wroga ludu” zostaje wywieziona do Kazachstanu. Inni deportowani biorą ją za donosicielkę, bo ktoś ją kojarzy jako żonę komunisty (wtedy - już byłego). W związku z tym jest szykowana przez prawdziwych Polaków, także jako Żydówka. “I chociaż byłam na tym samym co oni dnie nędzy i poniewierki, nie znalazł się ani jeden człowiek, który by usiłował bodaj sprawdzić to, co usłyszał, pomówić ze mną na ten temat, przekonać się że może się mylą, że jestem tak samo jak i oni więźniem”. “Najstraszliwsza tortura ludzkiej niechęci, straszliwych podejrzeń, z dodatkiem obrzydliwego na tym dnie niedoli ludzkiej i osamotnienia antysemityzmu”. “Stłoczeni w wagonie byli wrodzy nie tylko w stosunku do mnie. Po kilku dniach wspólnej jazdy zaczęły wybuchać o byle co awantury nawet pomiędzy członkami rodzin. Nikła warstewka kultury spełzła ze wszystkich w czasie nieprawdopodobnie krótkim”. A już na miejscu nie jest lepiej…. “Zbliża się do mnie pani pułkownikowa Wenclowa i przemiłym głosem proponuje, żebym so​bie poszukała innego miejsca w baraku, bo +tutaj będziemy się modlić, a to i nam, i zapewne pani będzie przeszkadzać+. Na miejscu ciężka praca w kazachskim stepie, marne warunki, głód, brud, ale i piękna natura. I miejscowi, do których Autorka generalnie nie odczuwa niechęć, bo nie ma podstaw. “Byli niewolnikami, każdej chwili zagrożeni więzieniem albo łagrem. Od tej pory twierdzę, że jest to jeden z najnieszczęśliwszych narodów na świecie, O czym świadczą miliony ludzi ginących w łagrach i w więzieniach (...). To nie naród, to ustrój jest zbrodniczy”. “Kazachowie mówili, jak żyją w strachu i nędzy i bez żadnej nadziei na lepsze jutro. Czuło się ich nienawiść do tego ustroju, do komunizmu. Nie tylko za utracony dobrobyt, ale przede wszystkim za utraconą wolność, tak pięknie teraz przez nich wspominaną. Czuło się ich bezsiłę. Zaraz po rewolucji znaleźli się w więzieniu, bo tym więzieniem stał się cały ich świat, te stepy, w których zdawało się, czuje się jeszcze ducha wolności i swobody”. “Nigdy się nie bałam spotkanego przypadkowo w stepie Kazacha. Bałam się natomiast ludzi sowieckich. Kazachowie, jak nauczyło mnie potem doświadczenie, mieli i zachowali swoją wiarę, swoje wierzenia, swoje przykazania moralne”. “Było południe, słońce piekło z okrutną obojętnością i nie było nadziei na błogosławieństwo ochłody świeżego wieczoru ani na rosę przedświtu. Stałam przed naszą lepianką i czekałam na powiew wiatru, który niezmiennie jest tu suchy i gorący, czekałam nieświadoma czasu, który mijał, ponieważ godziny przestały tu być realne, dnie przechodziły w mękę nocy, poranki w piekło południa i nic się nie zmieniało w tej ciekłej, nie kończącej się, żadnymi zmianami nie znaczonej egzystencji”. Albo taka czuła wzmianka o młodym Kazachu, który wrócił z wojny bez nogi : “Położono go na prawdziwym łóżku. Pierwszy raz w życiu leżał na prawdziwym łóżku, a nie na szmatach na klepisku. Leżał na białych prześcieradłach. Pielęgniarka w białym czepeczku i fartuchu podawała mu posiłki, jakich do tej pory nie jadał, opatrywała jego rany. Błogostan. Firanki w oknach. Ciepło, przytulnie, syto, pięknie. Jakiż piękny jest świat, gdzie się tak śpi, je mieszka i gdzie ludzie są tacy dobrzy i grzeczni jak jego pielęgniarka, jak jego lekarz. Bajka z tysiąca jednej nocy. Cudowne przeżycie. I gdyby nie wojna, nigdy by nie dowiedział się, że istnieje taki świat”. Potem już w Ałmaty, już po cudownym spotkaniu z mężem, grozi im śmierć głodowa Wtedy pomaga im Wiktor Szkłowski, ten sam który wspierał wcześniej Mandelsztamów, “przynosząc mi cały woreczek ryżu. Był to jego przydział na miesiąc. Nie śmiałam daru tego przyjąć, ale on ze łzami w oczach twierdził, że nie mam prawa mu tego odmawiać”. Są tam też Paustowski i Zoszczenko. “Pisarze o których wspominam, nienawidzili ustroju, w którym przyszło im życiu tworzyć”. Niestety, Autorka nie może powiedzieć wiele dobrego o miejscowej Delegaturze rządu RP w Londynie. “Ludzie tam pracujący wraz z naszym delegatem myśleli przede wszystkim o sobie, o swoich wygodach, a nawet o luksusie. Nie została tam poczęstowana niczym z suto zastawionego stołu. I co za paradoks: to pisarze, intelektualiści moskiewscy dokarmiali nas, przygarnęli nas do siebie jako współcierpiących z nimi ludzi”. To krótki czas, gdy Polacy związani z Delegaturą, w tym i Wat, relatywnie nie mieli źle, w przeciwieństwie do zwykłych Kazachów: “Na ulicy stał tłum ludzi w ogonku do jakiegoś sklepiku, w którym wydawano zgniłe pomidory. Sklep dla nas mieścił się w podwórzu w ukrytym lokalu. Trudno było uwierzyć w tym czasie, kiedy tylu ludzi umierało z głodu, co przydzielano uprzywilejowanym. Delegaturę w owym czasie zaliczano właśnie do tej kategorii.(..) Dostawało się absolutnie wszystko, łącznie z kawiorem, tortami, winem, czekoladą. (...) Na dnie tej szczęśliwości było prawie że uczucie wstydu, że korzystamy, że żywimy się z tego splugawionego nędzą powszechną źródła”. Po zerwaniu w 1943 r. przez Sowietów stosunków dyplomatycznych z RP wszystko wraca do “normy”, a nawet jest jeszcze gorzej…. Dramatyczny, znany szczegółowo z “Mojego wieku”, opis tak zwanej paszportyzacji czyli zmuszania Polaków w Sowietach do przyjmowania sowieckiego obywatelstwa po zerwaniu stosunków z rządem RP. I w tym kontekście Autorka wspomina o czymś, co nie jest powszechną wiedzą: “Wszyscy Polacy ze Związku Patriotów razem z całą armią i z całym sztabem tych wielkich patriotów weszli przecież do Polski jako obywatele sowieccy. Paszportyzacja i zalegalizowanie Związku Patriotów było jednoczesne i należało do jednego planu: obrócić milion czy półtora miliona Polaków w poddanych sowieckich i jednocześnie dać im nadzieję powrotu do Polski” I to nikt inny, tylko Wat - polski Żyd, zarządził wśród Polaków bojkot przyjmowania paszportów wroga. W reakcji Sowieci aresztują wszystkich. Trafiają do więzienia, gdzie kryminalne więźniarki biją Autorkę, wściekłe, że ma czelność gardzić sowieckim paszportem. Po tym kobiety biorą paszporty obcego, wrogiego państwa - ale nie sam Wat. A to dzięki hersztowi bandytów którzy mieli go bić do skutku, wrzuconego im przez NKWD do celi “na pożarcie”. Ruski kryminalista Walentyn na to jednak nie pozwolił - zaimponowała mu postawa Wata, który powiedział przed frontem kryminalnych, że woli zginąć niż wziąć sowiecki paszport. Zdaje się, że jako jedyny Polak na coś takiego się poważył…. Ostatecznie Watowie wracają do Polski w 1946 r. i od razu deklarują niezainteresowanie budowaniem komunizmu. O dziwo, jest to uszanowane, prawdopodobnie z powodu jego przedwojennej działalności. Po 1956 r. Watowie coraz więcej czasu spędzają na Zachodzie, w związku z leczeniem jego ciężkiej choroby. W tych staraniach zahaczają m. in. o osławionego Padre Pio. “Wydał mi się prymitywny, brutalny, a także w uśmiechu jego było coś chytrego. Następnego dnia Aleksander miał stawić się w kościele do spowiedzi. Na pierwsze pytanie, kiedy się spowiadał po raz ostatni, odpowiedział, że do tej pory nigdy. I wtedy Padre Pio ujrzał jakby piekło, które się przed nim rozwarło i szatana w postaci Aleksandra. Zaczął się od niego opędzać i po prostu wypędzać z kościoła”. Taki to był z niego święty… Niezwykłą osobą była siostra Wata Seweryna Broniszówna, aktorka i wielbicielka Piłsudskiego. Jak pisze Autorka, miała ona przyjaciół wśród najbliższych mu ludzi, Wieniawa-Długoszowski, Stpiczyński, Beck, Miedziński i inni. “Przygotowania do wypadków majowych w 1926 roku odbywały się w jej mieszkaniu. +Byli moimi przyjaciółmi do objęcia władzy+. Potem odeszła od nich. +Nie lubię ludzi sprawujących władzę, a poza tym wiedziałam, że się nie nadają się do rządzenia Polską+”. W młodości była ona zaręczona z Andersem. Przebywając na Zachodzie, Watowie mieli problemy z przedłużaniem paszportów, w końcu wybrali wolność. “Zmuszono nas do tego, jak tylu innych Polaków, którzy gdyby mieli swobodę wyjazdów i powrotów do kraju, na pewno nie musieliby tej wolności wybierać, ponieważ byliby po prostu wolni. Zresztą zerwanie z komunizmem nie wiązało się z +wybraniem wolności+. Zerwanie z komunizmem nastąpiło wiele lat wcześniej”. Nie ma tego dobrego, co by na dobre nie wyszło: wszak dzięki temu z rozmów z Czesławem Miłoszem nagrywanych w Ameryce powstał “Mój wiek”, jedna z najlepszych książek nt. komunizmu. Książce Watowej tylko niewiele ustępuje znakomity film Roberta Glińskiego z niezapomnianym Krzysztofem Globiszem w roli Wata. Wstyd powiedzieć, odtwórczyni roli jego żony zupełnie już nie kojarzę, bo i aktorka chyba jej nie udźwignęła…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Elka Iza Komendołowicz
Elka
Iza Komendołowicz
Według mnie jest to książka dla pokolenia, które już odchodzi, dla których Elżbieta Czyżewska była taką ówczesną prekursorką dzisiejszej celebrytki, która rozjaśniała swoim blaskiem ponurą gomułkowską rzeczywistość. Wtedy nie było salonów, błyszczała więc na scenach teatralnych, kabaretowych, na ekranie telewizyjnym, a przede wszystkim na dużym ekranie kinowym. A pod koniec lat sześćdziesiątych w szczycie swoich aktorskich i towarzyskich sukcesów zrobiła - zdawało się tak wtedy wszystkim - bajeczną na tamte czasy karierę. Wyszła za mąż za sławnego dziennikarza i wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Wydawało się, że hollywoodzką sławę ma w kieszeni. A tu klops. W Stanach kariery nie robi się po znajomości i nawet sławny mąż nie mógł jej w tym pomóc. Nie umiała angielskiego, miała zły akcent, a według mnie też okropny tembr głosu. Z pewną taką dozą nieufności przystąpiłam do czytania tych wspomnień znajomych o Elżbiecie Czyżewskiej. Wszak obowiązuje u nas zasada, że o zmarłych mówi się dobrze, albo nie mówi się wcale. No i większość rozmówców mówiła same dobre rzeczy o aktorce, że była piękna, zdolna, inteligentna, błyskotliwa, oczytana, życzliwa, ale też i niekiedy złośliwa. No i że piła. To był powszechnie znany fakt. Czy dlatego nie zrobiła w Stanach kariery na miarę jej talentu? Nikt z rozmówców tego wprost nie powiedział. Wyczułam za to, w niektórych rozmowach, taki rodzaj złośliwej satysfakcji z tego, że jej się tam nie udało. Paru jej znajomych pozwoliło sobie na stonowany krytycyzm jej osoby, a paru wręcz odmówiło wypowiedzi. Książka wciąga, pochłania się ją błyskawicznie. Podejrzewam jednak, że wśród młodych nie wzbudza większego zainteresowania.
Elżbieta - awatar Elżbieta
oceniła na 7 6 lat temu
Już nic nie muszę Stefania Grodzieńska
Już nic nie muszę
Stefania Grodzieńska
Stefania Grodzieńska (1914-2010), kobieta wielu zawodów, m. in. tancerka, aktorka, pisarka satyryczna, konferansjerka, będąc już w mocno starszym wieku, odpowiada na pytania Beaty Kęczkowskiej. Robi to z lekkością, dowcipnie, ciepło i ciekawie. Opowiada o swoim dzieciństwie i bogatej karierze na przestrzeni 80 lat; o życiu rodzinnym, mężu, też artyście Jerzym Jurandocie oraz córce Joannie. Wspomina kontakty przyjacielskie, koleżeńskie i zawodowe z największymi polskimi artystami scen teatralnych i kabaretowych oraz sławnymi pisarzami, m.in. bardzo ciepłą relację z Janem Brzechwą. Przypomina zmieniające się warunki pracy w różnych latach oraz przytacza mnóstwo zabawnych, skrzących się humorem, anegdot ze sfer artystycznych. Książka zawiera też próbki talentu Stefanii Grodzieńskiej w postaci tekstów satyrycznych, nieprzeparcie śmiesznych, wznoszących się na wysoki poziom absurdu i abstrakcji. O ile nie do końca trafiły do mnie opowiastki o karpiu w wannie i małym dziecku to podobała mi się niezwykle niemal magiczna historyjka o radiu i śmiałam się głośno z „Przygody w samolocie” (s. 79-81) czy tekstu „Małżeństwo i szosa” (s. 107-108). Cudowny jest także system selekcji narzeczonych w „Mężu dla naszej córki” (s. 58-64). Cenię Artystkę dodatkowo za zwracanie uwagi na błędy językowe, szczególnie czynionych przez ludzi pióra i tych, których język jest narzędziem w życiu zawodowym oraz jej zagorzałe poparcie dla stosowania feminatywów. Mam nadzieję, że udało się Stefanii Grodzieńskiej zrealizować pragnienie „żeby do ostatniej chwili dla moich kochanych był ze mnie choć najmniejszy pożytek. Więc chcę umrzeć zdrowo. O to proszę” (s. 89) Spędziłam dużo przyjemnych chwil na spacerach z audiobookiem w wykonaniu Blanki Kutyłowskiej, chociaż z początku trudno mi było przyzwyczaić się do jej głosu i interpretacji. Ale im dalej, tym było lepiej. Warto też wziąć do ręki wersję papierową książki ze względu na zamieszczone w niej zdjęcia. Polecam.
Mikila - awatar Mikila
oceniła na 6 1 rok temu
Tyrmandowie. Romans amerykański Agata Tuszyńska
Tyrmandowie. Romans amerykański
Agata Tuszyńska
„Tyrmandowie. Romans amerykański” to interesująca opowieść o związku i małżeństwie Leopolda Tyrmanda i jego trzeciej żony, Mary. Oprócz wspomnień książka zawiera wiele listów i unikatowych zdjęć. Poznali się w roku 1970. Ona miała zaledwie 23 lata, on – 50. Ona jeszcze robiła doktorat z iberystyki i szukała życiowych wzorców. On, mimo że przebywał w Stanach Zjednoczonych dopiero od czterech lat, miał już tam ugruntowaną pozycję jako dziennikarz i pisarz antykomunistyczny. Zaczęło się od listu, który Mary Fox napisała na adres redakcji. Tak naprawdę wszystko zaczęło się między nimi właśnie od korespondencji, która trwała nieprzerwanie do śmierci Leopolda, bo pisali do siebie podczas każdej rozłąki, jeśli nie listy, to chociaż kartki pocztowe. Po latach wdowa udostępniła te cenne pamiątki Agacie Tuszyńskiej, a także w rozmowach opowiedziała o swoim życiu ze znanym pisarzem. Całość układa się tu w miłosną historię, która początkowo mogła zapowiadać się jako romans, przelotny związek, z których Tyrmand był znany. Okazało się, że spędzili ze sobą 15 lat. Pobrali się, mieli dwoje dzieci i – jak podkreśla Mary – nigdy nie nudzili się w swoim towarzystwie, bo zawsze dużo rozmawiali. Na każdy temat, Dowodem tych rozmów są właśnie listy (to też rodzaj komunikacji). Oboje piszą w nich właściwie o wszystkim, od codziennych drobiazgów i zakupów po wrażenia z przeczytanych książek i obejrzanych filmów. Dużo dowiadujemy się też z książki o żydowskich przodkach obojga małżonków. Bardzo ciekawa jest historia rodziny Foxów, zwłaszcza matki Mary, która prowadziła ekscentryczny tryb życia. Całość napisana i skomponowana jest bardzo ciekawie. Trudno oderwać się od lektury nawet jeśli zna się biografię Tyrmanda. I emocjami czyta się listy. Dziś już mało kto prowadzi taką korespondencję. A szkoda.
allison - awatar allison
ocenił na 7 1 rok temu
Humor w genach Hanna Zborowska z Kobuszewskich
Humor w genach
Hanna Zborowska z Kobuszewskich
Hanna Zborowska z Kobuszewskich w zabawny, jak na tytuł książki przystało, opisała swoje dorastanie. Hania to nietuzinkowa osóbka, skora do psot, odkrywania świata, przekraczania granic. To kobieta o niepohamowanej energii i ciekawości życia, niepokorna, uparta w swoich postanowieniach. Hania lubiła empirycznie sprawdzać i doświadczać, co często miało skomplikowane konsekwencje, niemniej nie zrażała się łatwo. Szukająca przygód, ciekawska, poszukująca sensacji w sprawach niezrozumiałych, zwłaszcza kiedy były dla niej zakazane. Zakochana najpierw w swoim młodszym braciszku Jasiu, potem w nauczycielce i wreszcie w Rudym, który będzie przewijał się w jej życiu niejednokrotnie. Z początku urwiska, utrapienie matki, znajduje swoją pasję i misję życiową, kończy studia i staje się stateczną naukowczynią. Życie Hanny przypadło na lata międzywojnia i po II Wojnie Światowej. Przez pryzmat swoich przeżyć poznajemy Warszawę począwszy od Bródna i Śródmieścia, by podczas wojny przenieść się na Pragę. Dowiadujemy się, że na lato jeździło się do Strugi, która to dzisiaj jest częścią Marek pod Warszawą, a kiedyś była miejscem odpoczynku letniego dla Warszawiaków. Autorka napisała swoje wspomnienia z humorem, czułością i miłością do swojej rodziny. Warto zatopić się w ten świat opisany przez autorkę, dać się ponieść jej wybrykom, uroczym wariactwom, urzekającym pomysłom i oddaniu.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 7 3 lata temu
Gajos Elżbieta Baniewicz
Gajos
Elżbieta Baniewicz
Konstantin Stanisławski mówił o takich ludziach, że należą do aktorów, którzy lubią sztukę w sobie, a nie siebie w sztuce. Tacy byli i pewnie będą – najwięksi. Taki jest Janusz Gajos. Aktor, który nie eksponuje nachalnie swoich warsztatowych możliwości, raczej stosuje je powściągliwie, w myśl zasady: lepiej nie dograć, niż przegrać. Nie eksponuje też siebie w roli, nie nagina postaci do swojej osobowości, tylko absolutnie podporządkowuje jej charakterowi swoje zachowania.  Nie raz udowodnił, że jest w stanie zagrać wszystko: „prymitywa i zagubionego inteligenta, prostaka i subtelnego intelektualistę, wspaniałego króla i kanalię, bandytę i szlachetnego zwykłego człowieka, schizofrenika i świętego, księdza i pederastę – wszystko, każdą postać”. Gajos wierzy w sztukę metamorfozy, a jego naczelnym dążeniem od lat pozostaje uwiarygodnienie przedstawianego przez niego człowieka. Głośno mówi o tym, że nie traktuje aktorstwa jako specjalnej misji, jako posłannictwa społecznego. Uważa je raczej za zestaw rzemieślniczych umiejętności, które czasem stają się sztuką i znaczą więcej niż tylko sprawnie wykonane zadanie.  O nim samym, o „Gajosie prywatnym” trudno zaś powiedzieć cokolwiek, poza tym, że wydaje się być skromny, pracowity i przyzwoity. I wystarczy, w dzisiejszym świecie to i tak aż nadto. P. S. „Niedzielnych czytelników” niech nie zmyli mnogość obrazków w tej publikacji. ;) To nie jest książka dla wielbicieli komeraży i wątpliwej klasy smaczków towarzyskich. Plotkarze, sensaci i poszukiwacze zakulisowych ciekawostek mogą tę pozycję omijać szerokim łukiem. Miłośnicy rozbudowanych analiz warsztatowych, teatralnych recenzji oraz szeroko pojętych intelektualnych dyskusji będą zaś w pełni usatysfakcjonowani.
Mignatka - awatar Mignatka
oceniła na 7 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Wspomnienia z niepamięci

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wspomnienia z niepamięci