rozwiń zwiń

Wielkie Cywilizacje. Rozkwit i upadek imperiów

Okładka książki Wielkie Cywilizacje. Rozkwit i upadek imperiów
Jean Mathiex Wydawnictwo: Świat Książki popularnonaukowa
767 str. 12 godz. 47 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Civilisations Impériales
Data wydania:
2008-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2008-01-01
Liczba stron:
767
Czas czytania
12 godz. 47 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-7391-908-2
Tłumacz:
Maria Żurowska, Grażyna Majcher
Średnia ocen

                5,9 5,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wielkie Cywilizacje. Rozkwit i upadek imperiów w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wielkie Cywilizacje. Rozkwit i upadek imperiów

Średnia ocen
5,9 / 10
14 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
224
175

Na półkach:

Książka nierówna. Niektóre rozdziały pochłania się jednym tchem, przez inne trudno przebrnąć. Fatalny kawałek o Francji, choć to przecież Francuz napisał, ciekawy o Hiszpanii, Dalekim Wschodzie, Chinach i Indiach. Ale czuć, że napisał ją wielkiej klasy naukowiec, wybitny specjalista-lingwista i przy tym historyk. To nie jest podręcznik, skrypt, ale dzieło, w które autor włożył moc pracy.

Książka nierówna. Niektóre rozdziały pochłania się jednym tchem, przez inne trudno przebrnąć. Fatalny kawałek o Francji, choć to przecież Francuz napisał, ciekawy o Hiszpanii, Dalekim Wschodzie, Chinach i Indiach. Ale czuć, że napisał ją wielkiej klasy naukowiec, wybitny specjalista-lingwista i przy tym historyk. To nie jest podręcznik, skrypt, ale dzieło, w które autor...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

44 użytkowników ma tytuł Wielkie Cywilizacje. Rozkwit i upadek imperiów na półkach głównych
  • 23
  • 21
21 użytkowników ma tytuł Wielkie Cywilizacje. Rozkwit i upadek imperiów na półkach dodatkowych
  • 13
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Koniec historii Francis Fukuyama
Koniec historii
Francis Fukuyama
Nieszczęściem dla tak fajnego tytułu, jaki ma ta książka jest to, że niestety zupełnie i dość bezrefleksyjnie przytaczany jest jako "literalnie" rozumiany koniec historii. Tymczasem w gruncie rzeczy nie o koniec dziejów chodzi. Autor omawia granice ewolucji ustrojów społeczno-politycznych w odniesieniu do kluczowych wartości. I tutaj jest tzw. pies pogrzebany. Jeżeli dla odbiorcy/czytelnika, wartości takie jak: wolność, prawo wyboru, równość wobec prawa, kadencyjność władz, poszanowanie życia, czyli sumarycznie: demokracja liberalna, są zupełnie inaczej rozumiane, to też przekaz tej książki będzie rozmijał się z oczekiwaniami. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę ewolucje systemów społeczno-politycznych od zarania oraz to, jakie reprezentują wartości, demokracja liberalna jest finałem. Historia się nie skończy, ale nic nie wymyślono lepszego w zakresie systemów politycznych dla "dobra człowieka". Żadne despotie, tyranie, autokratyzmy, teokratyzmy, fundamentalizmy, konserwatyzmy długo się nie utrzymały chyba, że ich agonie wymagają kroplówki przemocy. Wolności nie da się niczym lepszym zastąpić i to jest granica końca. Za nią niekoniecznie będzie lepiej, ale nie gorzej niż w cytowanych wcześniej "...izmach". Pytanie jest zasadnicze, którym pasowało by w tej książce się zaopiekować: co uczynić, aby demokracja liberalna nie zdryfowała w owe "izmy" i związane z nimi: populizmy, szowinizmy, fundamentalizmy.
Art - awatar Art
ocenił na 8 18 dni temu
Cywilizacje Felipe Fernández-Armesto
Cywilizacje
Felipe Fernández-Armesto
„Cywilizacje” Felipe Fernándeza-Armesto to książka niezwykła. Autor proponuje spojrzenia na cywilizacje – właśnie tak, w liczbie mnogiej – z punktu widzenia środowiska naturalnego, z którego się wywodzą i które sobie podporządkowały, a nawet przekształciły. Nie wartościując ich na lepsze i gorsze, uważa jednak, że społeczeństwa są „tym bardziej cywilizowane, im więcej wysiłku kosztowało je okiełznanie krnąbrnej natury”. Do książki podchodziłam dwa razy. Za pierwszym razem odstraszyły mnie rozdziały wstępne, w których autor z dezynwolturą odrzuca wszelkie poprzednie poglądy na temat rozwoju cywilizacji, w tym Toynbee’go, choć w jego przypadku łaskawie przyznaje, że po jakimś czasie jego teorie wydały mu się „nie takie głupie”. Przy drugim podejściu postanowiłam trzymać się deklaracji autora, że książka została „napisana po to, by wzbudzać dyskusję, a nie zachęcać do potakiwania”. No dobra, bratku, podyskutujemy. Przejechałam z Fernándezem-Armesto cały świat, myszkując po wszelkich możliwych i w zasadzie niemożliwych do zamieszkania habitatach, od skutej lodem północy, przez cywilizacje gór, lasów, wielkich stepów, pustyń, żyznych równin, po cywilizacje wyspiarskie. Co łączy te ostatnie? W książki wynika, że nic 😊 Podobnie jak np. społeczeństwa rozległych lesisto – polnych równin. Po co więc takie pogrupowanie materiału i tym samym, społeczeństw? Pojęcia nie mam. Otrzymałam arcyciekawy misz-masz mnóstwa informacji oraz ambitną próbę pogrupowania ich według jakichś prawideł. Poza jednak dość oczywistymi spostrzeżeniami, jak to, że społeczności górskie są odizolowane, w zasadzie trudno wyłapać w książce jakieś inne prawidła. Zresztą, cywilizacje górskie czasem też wytykają nos ze swoich mateczników, żeby, jak Inkowie, stworzyć spore, acz krótkotrwałe imperium. Czy uważam więc, że zmarnowałam czas na książkę jakiegoś pyszałka? Ależ skąd, dzieło jest znakomite! Ta sama pustynia, Sahara - śmigają po niej rycerze piasków, Tuaregowie, ale żyją tam także Dawadowie przycupnięci przy odosobnionych oazach. Jak pisze autor: „Mieszkają nad jeziorami, lecz nie używają łodzi. Plotą liny, ale nie tkają, nie szyją i znają dziewiarstwa”. Korzystają tylko z tego, co absolutnie niezbędne do przeżycia. Ale… żyją i trwają, a bardziej ambitne społeczności tego obszaru i innych równie niegościnnych, po odniesionym sukcesie cywilizacyjnym, spotkał upadek czy podbój. Co więc decyduje o zwycięstwie lub klęsce danej cywilizacji? Błyskotliwy rozwój, podbój innych czy skromne, ale jednak nieustanne trwanie? Czy Dawadowie w ogóle stworzyli cywilizację? A jeśli nie, to przegrali czy wygrali na loterii świata? Książka zawiera jednak pewną próbę uogólnienia, ciekawą, a czy słuszną – nad tym jednak jeszcze myślę (za co autorowi jestem wdzięczna). Pisząc mianowicie o oceanach kształtujących cywilizacje, zauważa że najpierw prymat miał Ocean Indyjski, morze islamu. Od drugiej połowy XV w. dominowały cywilizacje za swój obszar kontaktu mające Atlantyk. Obecnie dominujący obszar cywilizacji przesunął się nad Pacyfik. A gdzie w tym wszystkim starożytne cywilizcje Wschodu, Grecji i Rzymu? He he, to nie były cywilizacje oceaniczne, więc na tę akurat prawidłowość się nie załapują. Książka jest więc jak najbardziej warta przeczytania – autor spełnił obietnicę daną we wstępie, ponieważ do dyskusji niewątpliwie zachęca.
Karola - awatar Karola
oceniła na 8 1 rok temu
Społeczeństwo polskie od X do XX wieku Benedykt Zientara
Społeczeństwo polskie od X do XX wieku
Benedykt Zientara Antoni Mączak Janusz Żarnowski Ireneusz Ihnatowicz
Pozycja z pewnością wartościowa, napisana przez wybitnych znawców przedmiotu. Zawiera bardzo wiele ciekawych informacji, obserwacji, analiz. Wszystko to podane przystępnym, potoczystym językiem, dalekim od ściśle naukowego żargonu. Przekrojowy obraz rozwoju i przemian społeczeństwa polskiego od czasów przedpaństwowych po upadek PRL-u (1989 r.). Objętość tomu podzielono przy tym w miarę „sprawiedliwie”, bez zwykłego w takich sytuacjach faworyzowania epok najnowszych. Można też jednak wskazać sporo minusów. Przede wszystkim, pozycja ma już swoje lata, została napisana pod koniec lat 70-ych XX w., a dodatki i retusze przed kolejnymi wydaniami nie zdołały zatrzeć tego faktu. Widać to w wielu miejscach. I tak, prof. B. Zientara (średniowiecze) odwołuje się raz po raz do teorii historiograficznych dawno już zarzuconych (autochtoniczna teoria pochodzenia Słowian, rodzima teoria początków miast na ziemiach Europy Środkowej – to można zrozumieć, takie było wówczas nastawienie historiografii polskiej w ogniu dyskusji z historiografią niemiecką, po co jednak nawiązywał do starej i od dawna nieaktualnej hipotezy "koalicji czterech książąt” jako planowanego sposobu zjednoczenia państwa polskiego na przełomie wieków XIII i XIV?). Prof. A. Mączak (czasy nowożytne) wyraźnie „na siłę” szuka śladów podziałów oraz walki klasowej w stylu marksowskim, obecnych jakoby w Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Poświęca temu zagadnieniu osobny rozdział (najkrótszy w całej monografii, bodajże trzy strony), z którego wynika ostatecznie, podana nieco ukradkiem konstatacja, iż czegoś takiego wówczas w Polsce nie było (rozumiem, że rozdział ten – niczym przysłowiowy kwiatek przy kożuchu - musiał znaleźć się w wydaniu pierwszym z 1979 r., ale dlaczego tkwi nadal niczym „ciało obce” w wydaniach po roku 1990?). Do części trzeciej (epoka rozbiorów, autorstwa prof. I. Ihnatowicza) zastrzeżeń nie mam. Natomiast pojawiają się w stosunku do części czwartej (XX w., autorstwa prof. J. Żarnowskiego). Pierwszy to kompozycja tego fragmentu monografii. Autor kilkakrotnie pisze o tym samym, powtarzając podane już wcześniej informacje (np. o wewnętrznym rozwarstwieniu ludności wiejskiej w II Rzeczpospolitej, ale również o innych kwestiach). Opis sytuacji społeczeństwa w latach II wojny światowej oraz okupacji jest zadziwiająco krótki i powierzchowny. W dodatku, ukazuje głównie politykę i okrucieństwach okupanta niemieckiego, kwestia poczynań ZSRR wobec ludności polskiej wspomniana została zaledwie w kilku przypadkowych niemal zdaniach, sprawiających wrażenie, iż zostały dodane na chybcika przy okazji przygotowywania kolejnych wydań monografii – podczas gdy ten akurat rozdział należało gruntownie przepracować. Zadziwiająco ciekawie wypada opis społeczeństwa PRL-owskiego, z wieloma trafnymi obserwacjami Autora. Niestety, kończy się on właściwie na latach 70-ych XX w. (tzn. epoce współczesnej pierwszemu wydaniu monografii), Pomimo deklarowanego doprowadzenia narracji do upadku rządów komunistycznych w 1989 r., lata 80-te oraz sam upadek PRL oraz jego społeczne przyczyny omówiono „po łebkach” i powierzchownie. Zawiniło zapewne pospieszne opracowanie tematu przed kolejnymi wznowieniami. A tutaj również aż prosiłoby się o odrębny rozdział, z obserwacjami równie trafnymi, jak w odniesieniu do poprzednich dekad. Podsumowując, monografia warta jest czasu poświęconego na lekturę i może znacząco poszerzyć wiedzę Czytelnika na temat dziejów naszego narodu oraz społeczeństwa. Okazuje się już jednak wyraźnie przestarzała i należy ją czytać ze stosowną dozą krytycyzmu. Ponadto, od z górą 30 lat żyjemy w kolejnej, zupełnie nowej epoce tychże dziejów. Epoce, w której gruntowne i zasadnicze przemiany społeczne zachodzą w tempie iście błyskawicznym. Sytuacja ta (oraz podniesione wyżej braki omawianej monografii) wskazują na potrzebę nowego opracowania tematu, zamiast kolejnych wznowień książki niekoniecznie już aktualnej. Oczywiście, w wielu fragmentach mogłaby ona posłużyć za podstawę takiego nowego opracowania.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na 7 3 lata temu
Chiny i Indie. Supermocarstwa XXI wieku Robyn Meredith
Chiny i Indie. Supermocarstwa XXI wieku
Robyn Meredith
Książka Robyn Meredith to fascynująca opowieść o globalizującym się świecie XXI wieku. O tektonicznych zmianach gospodarczych związanych z przebudzeniem dwóch azjatyckich gigantów, Chin oraz Indii oraz wejściu na globalny rynek pracy dwóch miliardów ludzi. Zmiany powyższe choć wynikają również z rozważnych i mądrych reform decydentów politycznych nie opierają się wyłącznie o wolę polityczną, umożliwił je postępujący w niespotykanym tempie rozwój technologiczny oparty o nowe formy komunikacji, przesyłu informacji, transportu, łączności. Autorka trafnie dostrzega, że ponowne włączenie się tych państw w główny nurt gospodarki światowej związane jest z całym splotem korzystnych okoliczności, omawiając przy tym innowacje w dziedzinie działalności międzynarodowych firm dążące do cięcia kosztów takie jak offshoring i outsourcing usług czy produkcji do miejsc o znacznie niższych kosztach pracy, powstanie taśmy demontażowej. Skupienie się na gospodarczym wymiarze zmian jest niewątpliwym atutem omawianej książki gdyż są one objaśniane w sposób pozwalający zrozumieć wielowątkowość wzajemnych powiązań oraz brak prostych odpowiedzi na pojawiające się wyzwania mimo pokusy ich formułowania. Książka wydana po raz pierwszy w roku 2007 pozostała aktualna a formułowane w niej prognozy spełniają się na naszych oczach. Niepewność i lęk związane z procesem przystosowań do nowej sytuacji przybrały jednak obecnie formy przed którymi autorka przestrzegała w momencie pisania książki. Tak wówczas jak i obecnie trudno przewidzieć konsekwencje zachodzących przeobrażeń, rozważnie jednak za radą autorki należy stawić im czoła akceptując ich nieodwracalność.
Łukasz Skonieczny - awatar Łukasz Skonieczny
ocenił na 7 6 lat temu
Templariusze. W sercu wypraw krzyżowych  Annaud de la Croix
Templariusze. W sercu wypraw krzyżowych
Annaud de la Croix
Templariusze to bez wątpienia najbardziej znany średniowieczny zakon rycerski, choć z naszej polskiej perspektywy historycznej z pewnością ustępuje w świadomości zbiorowej miejsca Zakonowi Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego, popularnie nazywanego Krzyżakami. Jednak dla dziejów zachodnioeuropejskich, oraz ogólnie okresu wypraw krzyżowych, Zakon Świątyni stanowił organizację o ogromnym znaczeniu, a jego nagła kasacja stała się powodem do powstania rozmaitych mitów i nieporozumień. Któż bowiem z osób zainteresowanych chociażby pobieżnie historią średniowiecza nie słyszał o „klątwie Templariuszy” rzuconej ze stosu przez ostatniego mistrza zakonu, Jakuba de Molay? A co z świętym Graalem, który rzekomo mieli posiadać „ubodzy rycerze Świątyni”? I gdzie podziały się bajeczne wręcz bogactwa zakonu? Te, i wiele innych kwestii, stara się poruszyć Annaud de la Croix w swojej książce "Templariusze. W sercu wypraw krzyżowych". Do rąk czytelnika trafia całkiem przyjemna pozycja popularnonaukowa, zawierająca wiele informacji o omawianym okresie oraz kilka ciekawych spostrzeżeń. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że nie mamy tutaj doczynienia z monografią historyczną dotyczącą zakonu Templariuszy, lecz raczej z całościowym szkicem epoki wypraw krzyżowych od momentu zdobycia przez Krzyżowców Jerozolimy aż do głośnego procesu i kasacji zakonu. Przejrzyste i treściwe rozdziały pozwalają z łatwością zachować chronologię zdarzeń i stanowią rzetelne podsumowanie prawie dwóch wieków rywalizacji chrześcijan z wyznawcami islamu o Ziemie Świętą, oraz roli, jaką w tym okresie odgrywał zakon Świątyni. Warto zwrócić uwagę na próbę całościowego ujęcia przez autora problemu funkcjonowania zakonu na tle historycznych przemian społeczeństw krajów zachodnioeuropejskich. Uwagi te pozwalają na lepsze zrozumienie fenomenu zakonu Świątyni i jednocześnie ukazują zalążki jego nagłego upadku. De la Croix mocno podkreśla, że już w momencie swojego powstania zakon wywoływał kontrowersje i podziały w środowisku duchowieństwa łacińskiego. Zbrojna walka z niewiernymi trudna była do pogodzenia z chrześcijańską ideą miłości bliźniego, a próba łączenia stanu duchownego z rycerskim odbierana była jako groźne novum i poważne naruszenie dotychczasowej społecznej struktury feudalnej. Nie bez znaczenie była też specjalna pozycja Templariuszy w ramach hierarchii kościelnej tamtych czasów. Templariusze, podlegający bezpośrednio papieżowi, cieszyli się bowiem licznymi przywilejami, które musiały wywoływać niezadowolenie wśród szeregowych przedstawicieli kleru. Dopóki jednak zakon wywiązywał się ze swojego głównego zadania, a mianowicie obrony Ziemi Świętej i chrześcijan na łacińskim wschodzie, dopóty cieszył się on ogromnym szacunkiem, przy jednoczesnym szybko postępującym procesie komasowania własności ziemskiej w ramach komturii i ogólnym bogaceniu się instytucji (szkoda jednak, że autor nie podaje tutaj żadnych danych obrazujących ten proces). Z czasem jednak, gdy stan posiadania w Ziemi Świętej zaczynał się kurczyć, bogactwo zakonu zaczęło coraz bardziej "kłóć w oczy", mimo że Templariusze, i przedstawiciele innych zakonów rycerskich, stanowili najsolidniejszą i najpewniejszą obronę przed kolejnymi atakami świata islamu, ale było ich po prostu zbyt mało, aby móc odwrócić niekorzystny trend "zwijania się" obszarów państewek powstałych na Bliskim Wschodzie po sukcesie I krucjaty. Zasadniczą jednak przyczynę głośnego upadku zakonu De la Croix widzi w procesie przemian społecznych Zachodniej Europy. Jak słusznie zwracali uwagę już średniowieczni komentatorzy – Jerozolimę zdobyli Frankowie, ale bronili jej już przedstawiciele nacji francuskich, niemieckich, włoskich itp., co było zasadniczą słabością idei krucjatowej jako takiej. Dobitnie udowodniły to kolejne nieudane krucjaty prowadzone przez europejskich monarchów. Rozwój idei narodowych, oczywiście w średniowiecznym ujęciu tego terminu, oznaczać musiał jednocześnie przeniesienie ośrodka ciężkości z europejskiej wspólnoty chrześcijańskiej na wspólnoty lokalne reprezentowane przez poszczególnych władców. Gdy zaczynała się epoka wypraw krzyżowych, władza monarsza na wielu obszarach Zachodniej Europy była słaba i sparaliżowana przez niezależność potężnych książąt terytorialnych. Upadek Akki, a więc końcówka XIII wieku, to jednak już zupełnie inny okres, jeśli chodzi o dzieje rozwoju państwowości w Europie. Końcowym wnioskiem autora jest zatem teza, że Templariusze, uparcie trwając na froncie skazanej na porażkę walki o Jerozolimę, stali się z dnia na dzień instytucją niepasującą do nowych czasów. Nie potrafili oni jak Krzyżacy przenieść odpowiednio wcześnie swojej działalności w inne regiony Europy, a będąc zakonem o wiele bogatszym od Szpitalników, stali się głównym celem dla monarchii nowego typu, którą prezentował wiecznie zadłużony król Francji Filip IV Piękny i jego doradca Nogaret. Okazało się także, że bezpośrednia podległość papieżowi, która przez dziesięciolecia pozwalała na błyskawiczny rozwój zakonu, w sytuacji podporządkowania papiestwa władzy świeckiej, stała się gwoździem do jego przysłowiowej trumny. Cnota posłuszeństwa, która stanowiła jeden z filarów zakonu Świątyni, doprowadziła koniec końców do jego spektakularnego upadku. „Aby powstał mit, potrzebny jest tragiczny koniec. Trzeba także nieco tajemnicy”. To słuszny i bardzo cenny wniosek autora, którego rozwinięcie w mojej ocenie mogłoby być jednak zdecydowanie lepsze. Ogólnie końcowe rozdziały książki stanowią jedynie zebranie i uporządkowanie wcześniejszych tez autora, uzupełnione krótkim przeglądem wniosków wcześniejszej historiografii oraz kilkoma krótkimi komentarzami, zawierającymi co prawda nieraz celne uwagi, ale jednak słabo podpartymi argumentacją. Odniesienia do współczesności moim zdaniem słabo komponują się z całością przekazu. Sądzę, że taki stan rzeczy jest spowodowany prostym faktem – poważne potraktowanie mitu wypraw krzyżowych oraz Templariuszy wymagałoby po prostu napisania osobnej książki, do której z pewnością materiałów by nie brakło. W omawianej pozycji mamy zatem tylko skrótowe ujęcie tego problemu. Nie zmienia to jednak faktu, że „Templariusze. W sercu wypraw krzyżowych” to bardzo solidna pozycja, godna polecenia dla miłośników historii średniowiecza, a w szczególności okresu wypraw krzyżowych. Autor w sposób przystępny kreśli zarys problemu, nie stroniąc przy tym od głębszych przemyśleń i refleksji. Każdy zatem znajdzie tutaj coś dla siebie.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na 6 7 lat temu
1421 – rok, w którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat Gavin Menzies
1421 – rok, w którym Chińczycy odkryli Amerykę i opłynęli świat
Gavin Menzies
15/2025 Nawet najmniejsze dziecko, zanim pójdzie do szkoły i nauczy się dodawania pod kreską i pisania liter ma wtłoczone do głowy, że odkrycie Ameryki zawdzięczamy Krzysztofowi Kolumbowi i jego wyprawie z 1492 roku, kiedy to dotarł na Karaiby. Tak samo oczywisty dla nas jest fakt, że pierwszym człowiekiem, który opłynął kulę ziemską był Portugalczyk na usługach władców Hiszpanii Ferdynand Magellan w 1521 roku. Co prawda sam żeglarz został zabity na Filipinach, ale to jego wyprawa udowodniła, że da się dostać statkiem z Atlantyku na Pacyfik. Natomiast za odkrywcę Antarktydy, Australii i Nowej Zelandii uznaje się Brytyjczyka Jamesa Cooka. Jednakże jak twierdzi w swojej książce Gavin Menzies wszystkich tych wielkich czynów nie uczynili ludzie o których wspomniałem. Mieli tego dokonać chińscy admirałowie, których z misją pokojowego podboju świata wysłał cesarz Yongle w 1421 roku. Autor przedstawia szereg przekonujących dowodów potwierdzających jego tezę, że ludźmi którzy przecierali szlaki Europejczykom był dowódca floty admirał Zheng He oraz ludzie, których wydelegował do tej niezwykle trudnej misji: Hong Bao, Zhou Man, Zhou Wen oraz Yang Qing. Autor opierając się o swoje doświadczenie ze służby na brytyjskich okrętach podwodnych („Newfoundland” i „Rorqual”) oraz podróży odbytych domniemanymi śladami Chińczyków stawia dość dobrze poparte dowodami tezy, które opiera m.in. o europejskie mapy świata sprzed odkrycia Ameryki czy zagadkowe pojawianie się roślin i zwierząt z jednego lądu w innym miejscu i to zanim na ten obszar przybyli Europejczycy. Dlaczego jednak autor nie opiera się o źródła chińskie? A no dlatego, że po wielkim pożarze Zakazanego Miasta kasta mandarynów podjęła brzemienną decyzję o zamknięciu Chin, które były na skraju bankructwa na świat oraz zniszczeniu wszystkich dowodów, które mogłyby potwierdzić, że to poddani cesarza z dynastii Ming po raz pierwszy połączyli cały świat. *** Nie jest tajemnicą, że okres wielkich odkrywców jest tym aspektem historii, który mnie niezwykle fascynuje, a książka Menziesa rzuca nowe światło na tę historię. Czy Chińczycy naprawdę dokonali tego epokowego czynu? Możliwe, że nigdy się nie dowiemy, ale po lekturze tej książki większość dowodów mnie przekonało, że w istocie tak mogło by być. Fakt, że Chińczycy przewyższali Europejczyków o dziesiątki (lub nawet setki) lat w postępie jest oczywisty, więc czemu by nie mogli opłynąć świata na sto wcześniej?
Ahura Mazda - awatar Ahura Mazda
oceniła na 8 1 rok temu
Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu Lidia Winniczuk
Ludzie, zwyczaje i obyczaje starożytnej Grecji i Rzymu
Lidia Winniczuk
Bardzo ciekawa i wnikliwa praca popularnonaukowa. Miło było się przenieść oczyma wyobraźni, do słonecznej Hellady, i Romy, w te ponure, deszczowe dni późnej jesieni. Podpatrywać jak żyli, myśleli, i odpoczywali ludzie, którzy położyli podwaliny pod naszą cywilizacje. Autorka często oddaje głos samym starożytnym, najczęściej cytuje Cycerona i Senekę. W monografii poruszono bardzo szerokie spektrum tematów. Od struktury geograficzno - gospodarczej Grecji i Rzymu, poprzez hodowle zwierząt i polowanie na nie. Komunikacje i łączność w starożytności. Środki płatnicze i system monetarny. Kalendarz, czas i zegary. Zycie rodzinne Greków i Rzymian, od narodzin, aż po zgon. Rodzaje imion i nazwisk Greków i Rzymian. Nauka, wychowanie i wykształcenie. Stosunek obu narodów do literatury. Medycynę, sztukę kulinarną. Odpoczynek, rozrywki, sposoby spędzania wolnego czasu. Obrzędy, uroczystości, widowiska, kapłanów. Pieśni, muzykę, taniec, przeróżne wierzenia, oraz uroczystości. Każdy rozdział jest podzielony na dwie części, najpierw opisany jest temat rozdziału u Greków, następnie u Rzymian. Autorka mało miejsca poświęca sprawą seksualnym, ot dwa, trzy zdania o heterach. Dzisiejszy historyk, zapewne skupiłby się na kwestiach rozpusty, prostytucji, wszelkich deprawacji. Chwała pani Lidii, iż widzi w starożytnych coś więcej, niż te pop historyczne, modne współcześnie, sprawy porno historyczne. Przyjemna i dająca, dużo wiedzy lektura.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na 8 1 rok temu

Cytaty z książki Wielkie Cywilizacje. Rozkwit i upadek imperiów

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wielkie Cywilizacje. Rozkwit i upadek imperiów


Ciekawostki historyczne