Szepty Mokoszy

Średnia ocen

                6,5 6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Szepty Mokoszy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Szepty Mokoszy

Średnia ocen
6,5 / 10
199 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
576
216

Na półkach: , ,

Jestem totalnie zachwycona i oczarowana tym, co dostałam w “Szeptach Mokoszy”! Czytałam wcześniej “Kwiat paproci” i ta antologia była naprawdę super, ale ta jest dużo, dużo lepsza (w moim odczuciu) 😅

Świetnie się bawiłam przy tej książce! Tu jest tyle ciekawych opowiadań przepełnionych genialnym humorem i też taką trochę grozą i magią, baśniowością. W dodatku jest też kilka takich, które nawiązują do nam dobrze znanych utworów, wierszy, poematów i ogólnie książek znanych tak po prostu (ze szkoły, ogólnie z literatury, czy z legend). Są też opowiadania, które nawiązują do innych książek autorów i to jest coś, co ja bardzo lubię.

Bardzo mi się podoba, kiedy autorzy tworzą taki swój własny świat (nawet jeśli on jest taki jak nasz, tylko ma jakieś swoje oryginalne cechy charakterystyczne) i w tym świecie dzieją się akcje ich książek (nawet jeśli te książki nie mają wspólnej fabuły, są w nich nawiązania i wtedy wiemy, że właśnie to wszystko jest rzeczywiście osadzone w tym konkretnym świecie).

Tutaj było kilka takich opowiadań, które właśnie w taki sposób nawiązywały do innej twórczości autorek. Wiadomo, to jest wtedy fajne dla osób, które czytały te inne książki i ja jestem właśnie taką osobą i cieszyłam się jak dziecko z takich niespodzianek. Wyłapywałam te takie szczegóły nawiązujące do innych książek. Nawet niekoniecznie szczegóły, bo pojawiali się tu również bohaterowie, którzy byli też gł. boh. w innych książkach. Przy tym te opowiadanie były tak luzem, że nie trzeba jakoś bardzo dobrze znać tych innych książek, żeby wiedzieć, o co chodzi w tych konkretnych tekstach zawartych w tej antologii.

Do tego ten zbiór jest przepełniony słowiańskością. Każde opowiadanie ma jakiś taki fajny motyw wyciągnięty z mitologii słowiańskiej. Ja uwielbiam takie rzeczy i ogólnie uwielbiam mitologię słowiańską. Ta książka naprawdę mega, mega przypadła mi do gustu 💚

No i oczywiście z niecierpliwością czekam na kolejne podobne antologie, a tę polecam wszystkim! Szczególnie osobom, które lubią mitologię słowiańską ☺️

Jestem totalnie zachwycona i oczarowana tym, co dostałam w “Szeptach Mokoszy”! Czytałam wcześniej “Kwiat paproci” i ta antologia była naprawdę super, ale ta jest dużo, dużo lepsza (w moim odczuciu) 😅

Świetnie się bawiłam przy tej książce! Tu jest tyle ciekawych opowiadań przepełnionych genialnym humorem i też taką trochę grozą i magią, baśniowością. W dodatku jest też...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

544 użytkowników ma tytuł Szepty Mokoszy na półkach głównych
  • 293
  • 232
  • 19
125 użytkowników ma tytuł Szepty Mokoszy na półkach dodatkowych
  • 62
  • 27
  • 12
  • 8
  • 6
  • 6
  • 4

Tagi i tematy do książki Szepty Mokoszy

Inne książki autora

Okładka książki Kwiat paproci i inne legendy słowiańskie Paulina Hendel, Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Marta Krajewska, Agnieszka Kulbat, Katarzyna Berenika Miszczuk, Martyna Raduchowska, Jagna Rolska, Małgorzata Starosta, Anna Szumacher
Ocena 6,7
Kwiat paproci i inne legendy słowiańskie Paulina Hendel, Aneta Jadowska, Marta Kisiel, Marta Krajewska, Agnieszka Kulbat, Katarzyna Berenika Miszczuk, Martyna Raduchowska, Jagna Rolska, Małgorzata Starosta, Anna Szumacher
Katarzyna Berenika Miszczuk
Katarzyna Berenika Miszczuk
Katarzyna Berenika Miszczuk – z wykształcenia jest lekarką. To wszechstronna pisarka, której znakiem rozpoznawczym jest nieoczywista mieszanka literackich światów niezmiennie doprawiona dużą dawką humoru. Ma w swoim dorobku kilkanaście książek. Największe uznanie czytelników przyniosła jej seria diabelsko-anielska: „Ja, diablica” (2010), „Ja, anielica” (2011) oraz „Ja, potępiona” (2012). Na cykl „Kwiat paproci” składają się: „Szeptucha” (2016, Książka Roku 2016 w plebiscycie portalu lubimyczytac.pl), „Noc Kupały”, „Żerca” (2017, Książka Roku 2017 w plebiscycie portalu lubimyczytac.pl) oraz „Przesilenie” (2018, Książka Roku 2018 w plebiscycie portalu lubimyczytac.pl). W 2017 r. powieścią „Obsesja” autorka rozpoczęła kolejny cykl W lekarskim fartuchu. Rok później ukazała się jej kontynuacja – „Paranoja”. Najnowsza powieść autorki to prequel serii „Kwiat paproci” – „Jaga”.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

W cieniu dnia Milena Wójtowicz
W cieniu dnia
Milena Wójtowicz
Czy czosnek może być bronią masowego rażenia… wampirzego ego? A może wilkołaki wcale nie są tak groźne, jak się wydaje, zwłaszcza jeśli mają do czynienia z Myszą, czupakabrą i ekipą, która z każdej nadnaturalnej katastrofy potrafi zrobić komedię sezonu? Akcja "W cieniu dnia" rozpoczyna się krótko po wydarzeniach opisanych we "W świetle nocy", ale także mocno wiąże się z dość dramatycznym i szalonym zakończeniem "Vice versa" – dlatego też znajomość wcześniejszych powieści z serii jest wskazana, aby w pełni zrozumieć liczne odniesienia fabularne do obu wspomnianych tytułów. Zaradna, pełna energii Aśka Myszkowska (przez przyjaciół nazywana też Myszą) wciąż próbuje odnaleźć się w swojej niespodziewanej, pośmiertnej codzienności. Mimo że ma pod ręką cały arsenał porad dotyczących wampirzego BHP, które pomagają jej sprawnie poruszać się nie tylko w mroku nocy, ale i w nieco zbyt oślepiającym, upiornie parzącym świetle dnia, wcale nie czuje się zbyt pewnie – bowiem teraz na jej barkach spoczywa odpowiedzialność nie tylko za godne „życie po życiu”, ale także za podrzucone jej przez uczynnego czupakabrę Edzia wampiry: wiekową Wefcię i młodego Pawła. Dwójka ta powoli dochodzi do siebie po traumie, jaką zafundowało im rodzime, siechnickie gniazdo z nieprzystosowaną społecznie, rozmiłowaną w kiczu i neonach Cecylią na czele. Mężnie starają się odnaleźć we współczesnym nienormatywnym świecie, gdzie dieta butelkowa, odpowiednia dawka suplementów, dobre nawodnienie oraz pomysłowy strój à la cierpiący na alergię na słońce szpieg z Krainy Deszczowców umożliwiają im w miarę swobodne funkcjonowanie w nieświadomym istnienia wampirów społeczeństwie. Wydawałoby się, że wszystko zmierza w dobrym kierunku – do momentu, gdy rozhisteryzowana Genowefa wraca ze spotkania osiedlowego kółka emerytów z informacją, że... zaatakowały ją wilkołaki. Jeśli ktoś jeszcze miał wątpliwości – recenzowana pozycja to zwariowana komedia, poziomem upakowanego na swoich kartach chaotycznego dowcipu nieodbiegająca od wcześniejszych powieści autorki. Znajdziemy tu błyskotliwe dialogi, karkołomne, zbudowane ze zdań wielokrotnie złożonych opisy oraz sceny przypominające wizje kogoś w stanie mocno wskazującym na spożycie napoju wysokoprocentowego (jak chociażby wojna międzygatunkowa z wykorzystaniem kimchi jako broni ofensywnej). Podczas lektury czytelnikowi nie pozostaje nic innego, jak dać się porwać opowieści, raz po raz wybuchając śmiechem przy kolejnych nietuzinkowych perypetiach równie niecodziennych bohaterów. Trzeba przyznać, obie okładki tej serii tworzą spójną całość. Świetnie do siebie pasują, tworząc duet, obok którego nie da się przejść obojętnie. Już sam ich widok wywołuje uśmiech i zapowiada to, co czeka w środku. Historię pełną ironii, błyskotliwych dialogów i bohaterów, którzy z każdej sytuacji wychodzą z miną, jakby właśnie uratowali świat przed zombie... albo przynajmniej przed spaleniem tostera. Jak w każdej wcześniejszej książce Wójtowicz, jedną z największych zalet omawianej pozycji są bohaterowie. Choć większość z nich znamy już z poprzednich części, to w "W cieniu dnia" nabrali oni głębi, przestali być tak abstrakcyjni i oderwani od rzeczywistości, pokazując skrywane rozterki, poczucie winy, lęki i marzenia, dzięki czemu stali się naprawdę bliscy czytelnikowi. Poza wspomnianą wcześniej Myśką i kilkukrotnie pojawiającą się strzygą Sabiną, na uwagę zasługuje też oddająca się swej pasji gotowania Genowefa (po setkach lat wychodząca z analfabetyzmu, z zapałem oglądająca programy kulinarne i eksperymentująca z nowymi przepisami), biorący się za bary ze światem zewnętrznym były emo-wampir Paweł, rozbrykany niczym szczeniak (i równie rozczulający) czupakabra Edziu, jak również piątka braci wilkołaków, których łączy z ekipą PS Business Consulting historia skażonego magią patyczka, porwania niechętnej narzeczonej i upokarzającej lekcji pokory. To właśnie kreacja tych pięciu okaleczonych wilczków najmocniej porusza i najdłużej zostaje w pamięci. Dzięki nim pozornie prosta, szalona komedia zyskuje drugie dno i staje się opowieścią o rodzinnych więziach, przedwczesnym dojrzewaniu, odpowiedzialności i tolerancji, a także – czasami bezwzględnej, ale koniecznej – szczerości w relacjach. Co ważne, wszystkie te treści podane są w wyjątkowo przystępny sposób – bez moralizowania czy przesadnej czułostkowości. Wręcz przeciwnie, autorka spogląda na wszystko z przymrużeniem oka, z typową dla siebie ironią i lekkością, nieustannie uśmiechając się porozumiewawczo do czytelnika. W cieniu dnia to naprawdę znakomita kontynuacja bardzo udanej książki (a właściwie – dwóch), która w spójny sposób rozwija wcześniej zarysowane wątki i otwiera drzwi do kolejnych, równie intrygujących. Pozostaje tylko mieć nadzieję, iż nie jest to nasze ostatnie spotkanie z ekipą brzeskich i wrocławskich nienormatywnych. No więc powiedzcie mi, czy odważycie się sięgnąć po książkę, po której już nigdy nie spojrzycie na czosnek tak samo?
Emilia Lewandowska - awatar Emilia Lewandowska
oceniła na 8 2 dni temu
Szept wiatru Paulina Hendel
Szept wiatru
Paulina Hendel
Zoya po tym, jak jej świat wywrócił się do góry nogami, wciąż pozostaje sobą - choć teraz nosi nazwisko Eld Veriani. Bez mocy ognia nadal musi walczyć i próbować ustalić, kto jest jej przyjacielem, a kto wrogiem. Zapora słabnie, coraz więcej potworów przedostaje się na drugą stronę, a nikt nie ma pomysłu, co zrobić dalej. Jednym z największych plusów książki są dla mnie bohaterowie. Bardzo ucieszyły mnie wątki z Ragną – jest do bólu szczera, mówi dokładnie to, co myśli i zupełnie nie przejmuje się tym, co wypada, a czego nie. Wprowadza do historii sporo humoru i świeżości, a jej dialogi naprawdę dobrze się czyta. Podobało mi się też to, że akcja rozrosła się o nowe miejsca. Dzięki temu świat przedstawiony wydaje się większy i bardziej różnorodny. Pojawia się więcej wątków, nowych sytuacji i postaci, co sprawia, że historia nie stoi w miejscu i cały czas coś się dzieje. Autorka potrafi też budować napięcie - momentami naprawdę chce się czytać dalej, żeby sprawdzić, co wydarzy się za chwilę. Dużym plusem jest również styl pisania. Książkę czyta się bardzo szybko i lekko, rozdziały płyną jeden za drugim, a język jest prosty i przystępny. To jedna z tych historii, przy których łatwo „wpaść w czytanie” i nagle zorientować się, że minęło kilka godzin. 📖 Niestety pojawiły się też minusy. Niektóre sceny wydawały mi się schematyczne, np. kłótnia Zoyi i Kaela - miałam wrażenie, że została dodana trochę na siłę i zupełnie nie pasowała mi do charakteru Kaela. Rozbawiła mnie też jedna scena: smok wchodzi do domu, próbuje usiąść na fotelu, nie mieści się… i ostatecznie kładzie się pod kominkiem niczym piesek. 🐉 A przecież wcześniej smoki były opisywane jako ogromne i potężne stworzenia - więc wyszedł z tego mały paradoks. 😉 Kolejną rzeczą, która trochę mnie zdziwiła, jest kwestia mocy. Kael intensywnie ćwiczy z nauczycielem, żeby nauczyć się panować nad swoją mocą ognia, a mimo to wciąż ma z tym problem. Tymczasem Zoya dostaje zupełnie nową moc o której na początku nie wie i… radzi sobie z nią praktycznie bez większych trudności. Dla mnie to trochę nielogiczne – skoro ktoś trenuje długo i ciężko, a inna osoba dopiero odkrywa swoją moc, to naturalnie spodziewałabym się większych trudności właśnie u niej. Brakowało mi tu trochę procesu nauki, potknięć czy momentów, w których Zoya naprawdę musiałaby się tej mocy uczyć. Mimo tych kilku drobiazgów książka naprawdę mi się podobała. Czyta się ją szybko i bardzo przyjemnie - a przecież o to w czytaniu chodzi.
Światmiędzykartkami - awatar Światmiędzykartkami
ocenił na 7 30 dni temu
Krystyno, uspokój się! Sylwia Dec
Krystyno, uspokój się!
Sylwia Dec
„Krystyno, uspokój się!" to powieść Sylwi Dec o południcy Krystynie, która zaklęła swoje ciało, że jest wiecznie młoda. I chociaż jej umysł się zestarzał i Krystyna gdzieś po drodze zgubiła sens życia, to południca stara się udowodnić sobie i innym, że jej nie dotyczy przemijający czas. Powieść podzielona jest na trzy części. Pierwsza część jest zabawna. Krystyna urządza orgie, kłóci się z kim może, ogląda Netflixa i spotyka znajomych (z którymi też się kłóci). Następnie zostaje zmuszona do ruszenia w podróż, żeby odnaleźć sens istnienia (chociaż ona sama nie jest zainteresowana szukaniem 😜) Pomysł o znudzonej upiorzycy, która uzależniła się od serialu „Złote stulecie" i pizzy jest rozrywkowy, niestety nie wystarcza na kolejne dwie części. ☣️Od tego miejsca spoilery!☣️ Później Krystyna zaczyna robić się męcząca. A kiedy zaczyna naśmiewać się z mężczyzny, który stracił dziecko, osiąga dno. Od tego momentu śledzenie jej poczynań bolało, na szczęście nie zostaje już wiele książki do końca. Rozumiem zamysł fabularny, jaki miała Sylwia Dec. Krystyna brnie w warstwie mułu własnego zacietrzewienia, aż robi się tak głęboko, że pozostaje się tylko odbić. I ostatecznie fabuła daje Krystynie możliwość zrehabilitowania się. Nawet przez chwilę zaczęłam jej kibicować, kiedy postanowiła poświęcić się dla drużyny. I nie wiem, czy nie lepiej by było, gdyby Krystyna naprawdę zginęła. Zakończenie trochę rozczarowuje. Krystyna przeżywa i nie do końca mam wrażenie, że zrozumiała na czym polegał jej problem. Do tego zakochuje się w niej mężczyzna, z którego ona naśmiewała się z powodu utraty dziecka. Z tym wątkiem mam spory problem. Nie jest dla mnie jasne, dlaczego ten mężczyzna chce z nią być. Przecież zasłaniał przed nią obrazy swojej rodziny, żeby Krystyna się z niego nie naśmiewała, że ich stracił. I po paru bohaterskich akcjach nagle wydaje mu się, że Krystyna się zmieniła? Krystyna dopiero jest na początku drogi wychodzenia z egotyzmu, ale jeszcze sporo przed nią, i tak doświadczony mężczyzna powinien to zauważyć. Wydaje mi się to albo bardzo naiwne albo po prostu dopisane na siłę. Gdyby odwrócić płcie tych postaci i to mężczyzna nabijał się z kobiety, że płacze po stracie dziecka, zgodzilibyśmy się, że to nie jest materiał na partnera.
EHP - awatar EHP
ocenił na 6 1 dzień temu
Zapadły pałac Marta Kisiel
Zapadły pałac
Marta Kisiel
“Zapadły pałac” to pierwszy tom młodzieżowego cyklu, opowiadającego o tajemniczym liceum, do którego wcale nie tak łatwo się dostać. Bohaterami zaś są nastolatkowie, którym nie udało się dostać do “normalnej” szkoły, więc jako ostatnią deskę ratunku zapisują się na obóz rekrutacyjny. Obóz, który od samego początku wydaje się dziwnie niepokojący... Od lat czytam książki Marty Kisiel i za każdym razem zachwyca mnie jej ogromna wyobraźnia, humor i zabawa językiem. Nie inaczej jest w przypadku tej książki, gdzie klimat niczym z baśni został połączony ze... Squid Game! W rezultacie dostajemy oniryczny klimat rodem z koszmaru, gdzie niewinna gra w ciuciubabkę może mieć zabójcze konsekwencje, i gdzie lepiej nie zbliżać się do połykającej ludzi żaby. Biorąc pod uwagę charakterystyczne elementy dla twórczości Marty Kisiel, czyli zabawę konwencją i językiem, dostajemy książkę dla małych i dużych. Młodsi odnajdą w niej ciekawych bohaterów konfrontujących się z lękiem - nie tyle samego baśniowego zamku, co po prostu dorastania. Książkowa młodzież pozostawiona jest na obozie sama, bez nauczycieli i rodziców i to stanowi dla nich pierwsze wyzwanie. Jak poradzić sobie z wyzwaniami, gdy można liczyć tylko na siebie i rówieśników? Zapewniam jednak, że i dorośli czytelnicy nie będą narzekać na nudę. Wyobraźnia Marty Kisiel zaskakuje, a klimat mający w sobie elementy grozy przeplatane ze słownym humorem pozwala zatopić się w tą powieść! Kto nie boi się czytać o nastolatkach i uwielbia baśniowo-koszmarową atmosferę, ten się idealnie w tej książce odnajdzie. PS. nie ma tu nastoletnich romansów! Kolejnym elementem, którego można się spodziewać po Marcie Kisiel jest tworzenie całej plejady osobliwych postaci, które jednocześnie bardzo się od siebie różnią. Zdradzę wam tylko tyle, że jedna z nich przypominała mi nieco Lunę z Harry’ego Pottera, ale taką podkręconą na maksa. Wyobrażacie to sobie? W całym tym baśniowo-koszmarowym świecie tajemniczego obozu rekrutacyjnego do liceum, autorka nie zapomina o stworzeniu postaci z krwi i kości, z problemami, które łatwo można zrozumieć. Są to postaci zakotwiczone w naszym świecie, które poprzez wykonywanie fantastycznych zadań uczą się siebie i tego, jak radzić sobie z codziennymi problemami. Podsumowując, „Zapadły pałac” to książka, która świetnie balansuje między baśnią a koszmarem, nie tracąc przy tym lekkości i charakterystycznego dla Marty Kisiel humoru. To historia o dorastaniu, mierzeniu się z lękiem i szukaniu swojego miejsca, ubrana w formę niezwykłości wdzierającej się tam, gdzie spodziewamy się sztywnych edukacyjnych ram. To dopiero pierwszy tom, ale już widać, że autorka ma pomysł na ten świat i jego zasady. I że będzie to przygoda pełna dziwności, emocji i zaskoczeń, czyli tego, co najbardziej lubię w literaturze dla młodszych, Polecam ją wszystkim, którzy chcą przeczytać coś oryginalnego i innego niż typowa młodzieżówka!
pani_papierek - awatar pani_papierek
ocenił na 8 2 dni temu
Słony mech Monika Grabowska
Słony mech
Monika Grabowska
Mara wraz z przyjaciółmi wygrywa konkurs architektoniczny, którego główną nagrodą jest wyjazd do Wierzbowego Dworu. Z tym hotelem wiąże się niepokojąca historia, którą poznajemy szerzej w kolejnych rozdziałach, jednak już przed wyjazdem głównej bohaterce towarzyszą złe przeczucia. W dniu wyjazdu odkrywa, że osobą nadzorującą ich projekt jest jej były chłopak, Leon – postać, z którą również wiążą się niepokojące wspomnienia. „Słony mech” to nietypowa powieść, w której od pierwszych stron wyczuwalne jest napięcie wiszące w powietrzu. Historia Mary pełna jest niedomówień, które czytelnik odkrywa stopniowo, wraz z rozwojem fabuły. Dawne grzechy wychodzą na jaw. Przyjaźń oraz skomplikowane, momentami toksyczne relacje między bohaterami zostają wystawione na próbę. Główna bohaterka w przeszłości cierpiała na zaburzenia psychiczne, których echo towarzyszy jej do dziś. Czytelnik gubi się wraz z nią w emocjach i tym, czego doświadcza – a może jednak nie? – w Wierzbowym Dworze. W hotelu, otaczającym go lesie, a nawet pobliskim miasteczku dzieją się dziwne, niewytłumaczalne rzeczy. Rzeczywistość miesza się z fikcją. Czy to Mara ma problem z odróżnieniem jawy od szaleństwa? Autorka przykłada dużą wagę do opisów, które w tej historii odgrywają istotną rolę, choć momentami mogą przytłaczać czytelników, którzy – w przeciwieństwie do mnie – nie przepadają za takimi detalami. Mimo wszystko nadają powieści klimat: dziwny, mroczny, duszny, pełen szaleństwa. Język książki jest przystępny, momentami udziwniony, ale zdecydowanie lepszy niż w debiutanckiej powieści autorki. Choć nie brakuje dynamicznych momentów, fabułę określiłabym jako niespieszną. To nie jest typowa powieść akcji, jednak napięcia i grozy w niej nie brakuje. Podobało mi się, że tajemnice odkrywaliśmy stopniowo – nie tylko te dotyczące głównych bohaterów, ale również postaci drugoplanowych. W tym nietypowym gronie trudno znaleźć choćby jedną krystalicznie dobrą osobę, która nie ukrywałaby swoich „brudów” przed resztą – a przecież nazywali się przyjaciółmi. Mara to bohaterka tajemnicza i intrygująca. Jej zachowanie trudno było przewidzieć, a momentami podejmowała nielogiczne decyzje, które jednak w jakiś sposób pasowały do klimatu książki. Czuła potrzebę powrotu do Wierzbowego Dworu, mimo że wiązały się z nim traumatyczne wspomnienia. Była gotowa skonfrontować się z przeszłością i dawnym chłopakiem Leonem, do którego wciąż coś czuła… miłość, pożądanie, a może coś więcej? Momentami miałam wrażenie, że wszyscy mieli obsesję na punkcie Mary – szczególnie jej były chłopak Leon oraz bardzo zaborcza przyjaciółka (?). Finałowe sceny rozwiały moje wątpliwości i wyjaśniły nietypowe zachowania bohaterów. Zakończenie było bardzo emocjonujące i satysfakcjonujące. „Słony mech” to oryginalna historia o mrocznym, psychotycznym klimacie, dlatego mam pewne obiekcje co do sugerowanej kategorii wiekowej (15+). Bohaterowie nie są nastolatkami, lecz studentami. Przejawiają szereg nietypowych zachowań (których nie wymienię, by nie spoilerować), robią mnóstwo niewłaściwych rzeczy (tu też się powstrzymam) i nieustannie imprezują. Nawet Mara, która miała już złe doświadczenia z nadużywaniem alkoholu w tym konkretnym miejscu, nie stroniła od używek. Gdyby historia została skierowana do dorosłych czytelników, moja ocena byłaby wyższa.
SomniaVenatrix - awatar SomniaVenatrix
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Zatracenie Katarzyna Berenika Miszczuk
Zatracenie
Katarzyna Berenika Miszczuk
Zatraciłam się w bieszczackich klimatach i wcale nie żałuję 😁 _ "Remont pensjonatu to przecież nic takiego, prawda? Tu trochę farby, tam kilka desek i wiekowy budynek będzie wyglądał jak nowy. Tyle że nie wszyscy mieszkańcy Mnichówki chcą zamiany położonej w jaskini mrocznej piwnicy na nowoczesne spa". _ Lubicie Bieszczady? A magiczne elementy? Ludowe wierzenia i te trochę z innych krain? A dodatkowo niebanalne dialogi? Jeśli za każdym razem odpowiadaliście TAK, to mam dla Was idealną lekture! _ "Zatracenie" to kontynuacja serii "Adam i Ewa". Katarzyna Berenika Miszczuk ponownie zabiera nas w gęsty bieszczacki las, w którym prócz zapachu drzew słychać szep starodawnej magii. Autorka w mistrzowski sposób połączyła elementy fantastyki z powieścią obyczajową, dając czytelnikom prawdziwą literacką przygodę. Tym razem z nutą kryminalistyki. _ Tak jak w poprzednich książkach tak i tu możemy cieszyć się lekkim i humorystycznym stylem autorki. Akcja książki choć nie pędzi to wciąga czytelnika i sprawia, że książkę czyta się (niestety) błyskawicznie. _ Znana nam z "Kuszenia" Ewa nie tylko musi się uporać z mocą jaką w sobie odkryła ale i z remontem starego pensjonatu, który nie idzie tak jak sobie to zaplanowała. Stary budynek, a zwłaszcza piwnica Mnichówki stawiają wyraźny opór. Dawni mieszkańcy nie chcą by ich mroczna przestrzeń zmieniła się w luksusowe spa. Prócz remontu, który udowadnia, że czasem łatwiej jest zdjąć klątwę niż wymienić pękające rury. Ewa planuje swoje urodziny, które zamierza spędzić jak zawsze w gronie rodziny. Tylko, że właśnie usłyszała: „Po pięciu dniach ciemności umrzesz!” i jeszcze emeryt, który wykonał dla niej tablice do konatktu z zaświatami właśnie znikł...
odcieniestron - awatar odcieniestron
ocenił na 10 2 dni temu
Sabat kocich wiedźm Iwona Serej
Sabat kocich wiedźm
Iwona Serej
Kupiłam tę książkę na targach we Wrocławiu, bo autorkę śledzę od dłuższego czasu w social mediach. Zainteresowały mnie magiczne koty, bo kto nie lubi zwierzątek, szczególnie tych magicznych? “Sabat kocich wiedźm” bardzo mi się podobał - pochłonęłam ją szybko, jako luźniejszą książkę fantasy z nastolatkami i szkołą na pierwszym planie. I co mi zostało obiecane, to dostałam. Lubię bohaterów tej książki, a szczególnie koty - charakterne, wyraziste, uwielbiam takie postacie zwierzęce! Co do postaci ludzkich polubiłam większość, a na pewno mnie one zainteresowały. Mamy dwójkę głównych bohaterów, ale nie tylko oni mają swój charakter. Podczas kiedy Nina i Alec są narratorami, to inni również są istotni - Mia i Susannah to nie tylko “koleżanki Niny” czy “koleżanki Aleca”. Te postacie także mają swoje historie, problemy i tajemnice. Jedynym minusem postaci to moim zdaniem ich przesadna, nieco sztuczna “nastolatkowość” momentami i sposób opisu postaci... Nawet niezbyt istotni bohaterowie bywają opisani dość szczegółowo pod kątem wyglądu, za czym zwyczajnie nie przepadam w książkach, szczególnie jeśli nie jest to istotny element fabuły - głównych bohaterów chętnie sobie wyobrażę, ale reszty... Troszkę tego nie czuję. Czy lubię motyw magicznych grupek (tutaj czwórek)? Nie. Zbyt kojarzą mi się z “Domem Nocy”, którego nienawidzę z całego serca jako człowiek i jako czytelniczka. Jednak tutaj? Myślę, że może się to ciekawie rozwinąć - na pewno w kolejnych tomach dowiemy się o nich więcej. Zdecydowanie mnie to zaciekawiło! Do tego magia, koweny, koty... Bardzo podobają mi się pomysły wykorzystane w tej książce i na pewno będę chciała dowiedzieć się więcej! Pod tym kątem ta książka jest naprawdę dopracowana moim zdaniem i interesująca. Magia nie jest tu tylko wspomniana, ale pełni istotną rolę na naprawdę wielu poziomach, zarówno w tajemnicy, jak i w zwykłym życiu - tego oczekiwałam i to dostałam, ale liczę na więcej wilków i wilkołaków w przyszłości (jako wielka ich fanka). Podsumowując - bardzo podobała mi się ta książka. Jest przyjemna, dość luźna, a przede wszystkim - ciekawa. Postacie w niej nie są dziecinne, fabuła wciąga, a świat... Najlepszy element, przemyślany i dopracowany (nie mogę się doczekać kiedy poznamy go dokładniej!) Myślę, że ta książka będzie jedną z moich komfortowych książek. Dobrze się przy niej bawiłam i jest naprawdę fajna - trzyma poziom podobny do książek z tego gatunku, a na pewno wiele z nich przebija. Czy “Sabat kocich wiedźm” jest wart przeczytania? Myślę, że jak najbardziej! Szczególnie jeśli chcemy przyjemnego fantasy z kotkami, nastolatkami i ich problemami oraz magiczną szkołą. Ta recenzja brzmi jak jąkanie się, bo zwyczajnie nie wiem, co mogę powiedzieć o tej książce więcej. Jest dosłownie tym, co autorka nam reklamuje. Nie mam tej książce nic do zarzucenia, ale też nie pokocham jej. Jest bardzo fajna, przyjemna i dopracowana. Jest ona po prostu dobra i nie wiem co wiele więcej mogę o niej powiedzieć bez spoilerowania treści. Czytało się szybko i przyjemnie. Zwyczajnie uważam, że warto sprawdzić “Sabat kocich wiedźm” dla postaci, magii i przede wszystkim - charakternych kotków! (i dla wilków, jeśli ktoś ma do nich tak dużą słabość jak ja)
Fantastyczka - awatar Fantastyczka
oceniła na 8 7 dni temu
Szczelina mroku Karolina Ligocka
Szczelina mroku
Karolina Ligocka
W Piekle już byłam, a z Nieba mnie wywalili.* Narida po upadku z nieba musiała zacząć żyć na nowo. Bez mocy, anielskich skrzydeł i w zupełnie obcym ludzkim świecie. Jednak zdobywa rodzinę i przyjaciół, którzy pomagają jej mierzyć się z przeszłością, która niespodziewanie do niej wraca. I kto by pomyślał, że część z nich będzie demonami. Jednak tak było i teraz to oni potrzebują pomocy w stoczeniu boju o piekło. Jako drużyna stają przed ogromnym wyzwaniem pokonania ogarów, ale wiedzą, że potrzebują pomocy. Czy uda im się znaleźć zaginionego archanioła i uzyskać wsparcie tajemniczej magicznej istoty? Po tym, jak zachwycił mnie debiut autorki, wiedziałam, że sięgnę po kontynuację. Zachwycił mnie sam pomysł na fabułę, emocje, ale i bohaterowie, z którymi się zżyłam. No i musiałam wiedzieć, co będzie dalej! Kontynuacja to trochę taki powrót do dawno niewidzianych przyjaciół. Uwielbiam relacje między wszystkimi i to jak się wspierają pomimo tych wszystkich różnic. Istoty nadprzyrodzone z ludźmi żyją w zgodzie i się wspierają, a ich spoiwem jest upadła anielica. Anioły, demony, elfy, wampiry… prędzej czy później, z przeróżnych pobudek łączą siły i pokazują, jak różnorodni są. Tęskniłam za Naridą, pewnymi demonami i Fabio. I wiecie co? Jak uwielbiam drugi tom całym sercem, tak chyba nigdy nie wybaczę autorce tego, co uczyniła z jednym z bohaterów. No polały się łzy i serce pękło mi na milion kawałków. Tak się nie robi! No ale dobra, nie zmienia to faktu, że nadal jestem zachwycona! Połączenie wątków niebiańskich z piekielnymi, magią i tego, co skrywa przeszłość, przykuwa uwagę, a dynamiczna akcja sprawia, że przez powieść praktycznie się płynie. Zwłaszcza że nie brakuje momentów zaskakujących, pełnych zawirowań oraz emocji. Oj tego ostatniego zdecydowanie nie brakuje. Fani aniołów i demonów będą zadowoleni, tak samo, jeśli chodzi o magię i walkę dobra ze złem. Nie zabraknie przyjacielskich utarczek i sercowych rozterek. Czytajcie oba tomy, a ja z utęsknieniem wypatruję trzeciego tomu, bo to, co się zadziało na końcu… Oj ciężko będzie wytrzymać.
Zapatrzona_W_Książki - awatar Zapatrzona_W_Książki
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Weles. Opowieści z podziemia Łukasz Malinowski
Weles. Opowieści z podziemia
Łukasz Malinowski Paweł Majka Grzegorz Gajek Magdalena Wolff Marta Krajewska Monika Maciewicz Wiktoria Korzeniewska Marcin Sindera Franciszek M. Piątkowski Aleksandra Seliga
Życie po życiu. Przejście między duszą o ciałem. Śmierć. Chyba nikt nie jest w stanie jednoznacznie zobrazować czy potwierdzić jak te elementy naszego świata mogłyby wyglądać i przebiegać. Jedynie ocieramy się o tematykę mistycyzmu i tajemnicy, której pełnię możemy lub nie poznać najwcześniej po naszym odejściu. Słowiański pan podziemi, tajemnic i magii – Weles w niniejszym zbiorze opowiadań opisany jest każdorazowo inaczej i każdego spotkanie jego emanacji przez bohaterów danej historii inaczej też przebiega. Niewiele znamy też dokładnych opisów dawnych wierzeń, gdyż większość przekazów nie dotrwała naszych czasów. „Weles” to absolutnie fenomenalny zbiór opowiadań, w którym każda lub nieomal każda historia wciąga w otchłań grozy, wyczekiwania i emocji towarzyszących stracie i niepewności. Każdy z autorów, który dołożył swój fragment obrazu posiada najwyższej jakości pióro. Naprawdę, w zbiorze tym nie ma słabych tekstów, co najwyżej różnicowanie odbioru zależeć może już od gustów czytelniczych. Antologia skłoniła mnie do wielu przemyśleń i pozostawiła pole do popisu mojej własnej wyobraźni nad interpretacjami zdarzeń. Na pewno sięgnę do przynajmniej jednego cyklu powieści, który został tam wspomniany. Jeśli lubicie mitologię słowiańską, to pozycja dla was praktycznie obowiązkowa.
Vejne - awatar Vejne
ocenił na 10 2 miesiące temu
Patronka północy Justyna Komuda
Patronka północy
Justyna Komuda
Sięgając po książkę „Patronka Północy” autorstwa J.K. Komuda, spodziewałam się klimatycznej historii z nutą słowiańskości, tajemnicy i surowej przyrody, ale nie sądziłam, że aż tak mocno wciągnę się w świat, w którym natura, magia i ludzkie emocje splatają się w jedną, bardzo intensywną opowieść. To książka, którą czyta się powoli nie dlatego, że jest trudna czy nużąca, ale dlatego, że chce się zostać w tym świecie jak najdłużej, chłonąć atmosferę i zatrzymać się na chwilę przy każdym opisie, który buduje nastrój tej historii. Już od pierwszych stron czuć, że to opowieść osadzona w surowej, północnej rzeczywistości, gdzie las nie jest tylko tłem wydarzeń, ale żywą, niemal oddychającą częścią świata przedstawionego. Przyroda ma tu znaczenie symboliczne, ale też bardzo realne potrafi chronić, ale potrafi też budzić lęk. Bardzo podobało mi się to, jak autorka buduje klimat nie przez wielkie sceny pełne akcji, ale przez szczegóły, przez ciszę, przez momenty zawieszenia, w których z pozoru nic się nie dzieje, a jednak czytelnik czuje napięcie. W takich chwilach najbardziej miałam wrażenie, że ta historia ma w sobie coś pierwotnego, dzikiego i nie do końca oswojonego, jakby sięgała do dawnych wierzeń i opowieści przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Ogromnym atutem książki są bohaterowie, którzy nie są idealni, nie zawsze podejmują dobre decyzje i często muszą mierzyć się z konsekwencjami własnych wyborów. Każda z postaci niesie w sobie jakiś ciężar przeszłości, coś, co wpływa na jej zachowanie i sprawia, że trudno mówić tu o prostym podziale na dobro i zło. W „Patronce Północy” bardzo wyraźnie widać, że przeznaczenie nie zawsze jest czymś, co przyjmujemy z radością. Czasem jest obowiązkiem, czasem przekleństwem, a czasem drogą, której wcale nie chcemy, ale nie mamy wyboru. Motyw walki z własnym losem zrobił na mnie największe wrażenie, bo został pokazany bez patosu, za to z dużą dawką emocji i wewnętrznych rozterek. Bardzo podobało mi się też to, że magia w tej książce nie jest kolorowa ani lekka. Nie ma tu łatwych zaklęć ani cudownych rozwiązań, które naprawiają wszystko w jednej chwili. Magia ma swoją cenę, niesie konsekwencje i często wymaga poświęceń. Dzięki temu historia wydaje się bardziej dojrzała i momentami naprawdę mroczna. Autorka nie unika trudnych tematów pojawia się samotność, strata, poczucie winy, a także świadomość, że nie wszystkie błędy da się naprawić. To sprawia, że książka zostaje w głowie na dłużej i zmusza do refleksji, zamiast być tylko lekką rozrywką. Dużym plusem jest również styl. Jest w nim coś spokojnego, trochę melancholijnego, ale jednocześnie bardzo obrazowego. Opisy nie są przesadnie długie, ale wystarczająco szczegółowe, żeby łatwo było wyobrazić sobie miejsca, ludzi, zapach wilgotnego lasu czy chłód północnego powietrza. To jedna z tych książek, które tworzą klimat tak mocno, że po kilku rozdziałach człowiek ma wrażenie, jakby naprawdę znalazł się w tym świecie. Czytając, miałam poczucie, że ta historia najlepiej smakuje wieczorem, w ciszy, kiedy można skupić się tylko na niej. Dla mnie „Patronka Północy” to opowieść o sile, która nie zawsze polega na walce, ale czasem na tym, żeby wytrwać mimo strachu i niepewności. To historia o odpowiedzialności, o wyborach, które zmieniają człowieka, i o tym, że niektóre drogi są nam dane, nawet jeśli wcale ich nie chcemy. Dopiero kiedy je przejdziemy, zaczynamy rozumieć, kim naprawdę jesteśmy i co jesteśmy w stanie poświęcić. To fantasy bardziej klimatyczne niż dynamiczne, bardziej o emocjach niż o widowiskowych wydarzeniach, ale właśnie dzięki temu tak bardzo zapada w pamięć. Jestem ciekawa, czy lubicie takie fantasy spokojniejsze i nastrojowe, w którym ważniejszy jest klimat i bohaterowie, czy wolicie historie pełne akcji od pierwszej do ostatniej strony? Książka pochodzi ze współpracy recenzenckiej od www.sztukater.pl
Notatnik_Recenzentki - awatar Notatnik_Recenzentki
ocenił na 10 15 dni temu

Cytaty z książki Szepty Mokoszy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Szepty Mokoszy