rozwiń zwiń

Stacja plac Dzierżyńskiego, czyli metro, którego Warszawa nie zobaczyła

Okładka książki Stacja plac Dzierżyńskiego, czyli metro, którego Warszawa nie zobaczyła autorstwa Andrzej Zawistowski
Andrzej Zawistowski Wydawnictwo: Trzecia Strona historia
272 str. 4 godz. 32 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2019-05-21
Data 1. wyd. pol.:
2019-05-21
Liczba stron:
272
Czas czytania
4 godz. 32 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364526732
W grudniu 1950 r. władze partyjne i rządowe ogłosiły nowy etap rozwoju stolicy. W ciągu sześciu lat Warszawa miała wzbogacić się o podziemną kolej – środek transportu symbolicznie czyniący z dużego miasta metropolię. Projekt okazał się jednak spektakularną klęską. Olbrzymie pieniądze, masa pracy i rozbudzone nadzieje poszły w błoto. Zbudowany fragment trasy zalano wodą i przykryto milczeniem. Andrzej Zawistowski przeczytał tysiące dokumentów, by odtworzyć przebieg oraz przyczyny i skutki jednej z największych wizerunkowych porażek rządzących PRL.
Średnia ocen
7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Stacja plac Dzierżyńskiego, czyli metro, którego Warszawa nie zobaczyła w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Stacja plac Dzierżyńskiego, czyli metro, którego Warszawa nie zobaczyła

Średnia ocen
7,4 / 10
27 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
841
299

Na półkach: , ,

Historia budowy metra w Warszawie w latach 50-tych, o czym z młodych ludzi obecnie mało kto wie.
Dlaczego to tak się ślimaczyło, dlaczego wojsko wtykało nos we wszystkie sprawy, dlaczego taki a nie inny projekt zatwierdzono, dlaczego wtedy się nie udało?
Odpowiedzi znajdziemy w książce.

Historia budowy metra w Warszawie w latach 50-tych, o czym z młodych ludzi obecnie mało kto wie.
Dlaczego to tak się ślimaczyło, dlaczego wojsko wtykało nos we wszystkie sprawy, dlaczego taki a nie inny projekt zatwierdzono, dlaczego wtedy się nie udało?
Odpowiedzi znajdziemy w książce.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

85 użytkowników ma tytuł Stacja plac Dzierżyńskiego, czyli metro, którego Warszawa nie zobaczyła na półkach głównych
  • 54
  • 31
17 użytkowników ma tytuł Stacja plac Dzierżyńskiego, czyli metro, którego Warszawa nie zobaczyła na półkach dodatkowych
  • 6
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Chcieliśmy być wolni. Powstanie Warszawskie 1944 Rafał Brodacki, Paweł Brudek, Paweł Ukielski, Katarzyna Utracka, Michał Tomasz Wójciuk, Andrzej Zawistowski
Ocena 8,5
Chcieliśmy być wolni. Powstanie Warszawskie 1944 Rafał Brodacki, Paweł Brudek, Paweł Ukielski, Katarzyna Utracka, Michał Tomasz Wójciuk, Andrzej Zawistowski
Okładka książki Dylematy. Intelektualna historia reform Leszka Balcerowicza Jacek Luszniewicz, Wojciech Morawski, Andrzej Zawistowski
Ocena 6,9
Dylematy. Intelektualna historia reform Leszka Balcerowicza Jacek Luszniewicz, Wojciech Morawski, Andrzej Zawistowski
Okładka książki Nie tylko „Po Prostu”. Prasa w dobie odwilży (1955–1958) Grzegorz Berendt, Marcin Bukała, Maciej Fic, Krzysztof Filip, Jan Galant, Łukasz Garbal, Bogusław Gogol, Filip Gończyński-Jussis, Andrzej W. Kaczorowski, Kamila Kamińska-Chełminiak, Bartłomiej Kapica, Konrad Knoch, Katarzyna Maniewska, Marcin Markiewicz, Tomasz Mielczarek, Michał Przeperski, Paweł Sasanka, Adam Radosław Suławka, Krzysztof Tarka, Michał Wenklar, Jacek Wojsław, Katarzyna Zawadka, Andrzej Zawistowski
Ocena 10,0
Nie tylko „Po Prostu”. Prasa w dobie odwilży (1955–1958) Grzegorz Berendt, Marcin Bukała, Maciej Fic, Krzysztof Filip, Jan Galant, Łukasz Garbal, Bogusław Gogol, Filip Gończyński-Jussis, Andrzej W. Kaczorowski, Kamila Kamińska-Chełminiak, Bartłomiej Kapica, Konrad Knoch, Katarzyna Maniewska, Marcin Markiewicz, Tomasz Mielczarek, Michał Przeperski, Paweł Sasanka, Adam Radosław Suławka, Krzysztof Tarka, Michał Wenklar, Jacek Wojsław, Katarzyna Zawadka, Andrzej Zawistowski
Okładka książki Barbara Hoff Anna Demska, Hanna Gajos, Barbara Hoff, Justyna Jaworska, Weronika Szerle, Andrzej Zawistowski
Ocena 8,5
Barbara Hoff Anna Demska, Hanna Gajos, Barbara Hoff, Justyna Jaworska, Weronika Szerle, Andrzej Zawistowski

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Lewicę racz nam zwrócić, Panie! Rafał Woś
Lewicę racz nam zwrócić, Panie!
Rafał Woś
Rafał Woś w swojej książce porusza temat lewicy, słabości lewicowych ugrupowań na scenie politycznej. Pierwszy rozdział poświęcony jest lewicowym postulatom wprowadzanym w na przestrzeni dziejów naszej ojczyzny. Wspomina również postacie i ich lewicowe poglądy, wśród nich Tadeusza Kościuszko, Adama Mickiewicza. W następnym rozdziale opisane są działania lewicowych polityków po zdobyciu władzy, często te działania nie pokrywały się z lewicowymi postulatami. Autor wymienia problemy z jakimi boryka się lewica w dzisiejszych czasach. Odpuszczenie takich haseł jak wolność, równość i braterstwo, rezygnacja z form walki jakim jest strajk czy zamknięcie się na na inne środowiska. Ostatnia część poświęcona jest problemom z jakimi borykają się dzisiejsze demokracje liberalne, nierówności, zmiany klimatu, osłabienie państwa opiekuńczego, niewłaściwa organizacja UE. Wskazane prze Wosia problemy są jednocześnie polami na których powinna się skupić dzisiejsza lewica. Redaktor Rafał Woś w swoim dziele porusza bliski mi temat lewicy i jej słabości na współczesnej scenie politycznej. Pomaga spojrzeć na tent temat z kilku perspektyw. Przedstawia kilka kierunków którymi może iść lewica aby odzyskać swoją pozycję i móc wprowadzać realne zmiany. Z kilkoma tezami Autora się nie zgadzam np. przedstawianie PIS-u jako ugrupowanie z którym lewica może rządzić i budować kraj dobrobytu. Struktura książki jest niespójna, część tematów się powtarza w poszczególnych rozdziałach, mimo to warto przeczytać.
Rafał Bar - awatar Rafał Bar
ocenił na 6 5 lat temu
Lwów. Kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918 Grzegorz Gauden
Lwów. Kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918
Grzegorz Gauden
Przerażająca książka o naszym - zaraz potem podle zakłamanym i zapomnianym - największym pogromie w tej części świata przed 1939 r. „Polacy nie dość, ze zabijali, to jeszcze kłamali, że nie zabijali”. A wszystko zainicjowali dzielni żołnierze, walczący chwile wcześniej z Ukraińcami o polski Lwów, ze znakami „trupiej główki” na rękawach (niem. „Totenkopf”) - podkreśla Autor, Już nie pamiętam w której książce w PRL przeczytałem takie zdanie: ”Suworow wziął szturmem Pragę, przy czym ucierpiało wiele ludności cywilnej”. Jak mówili starzy mądrzy Żydzi, pół prawdy to cale kłamstwo. Ale w przypadku pogromu lwowskiego w polskim piśmiennictwie nie było nawet i pół ćwierci żadnej „prawdy”. Bo sprawę zamilczano po prostu na śmierć. Język niemiecki (bogatszy od polskiego, niestety) ma na to nawet specjalne słowo: „totschweigen”. Do czasu książki Gaudena (szkoda że nie zawodowego historyka, czyżby się czegoś bali? Tacy odważni w PRL…). W sumie jednak słuszne to i zbawienne: po co chwalić się własnymi zbrodniami, skoro tyle ich popełniono na nas, odwiecznych niewinnych ofiarach. Z książki wynika pełne zbratanie polskiego społeczeństwa w dobrej sprawie. W rabunkach żydowskich sklepów obok żołnierzy i miejskiej hołoty biernie uczestniczą eleganckie panie z lwowskiego towarzystwa w wytwornych kapeluszach (pani Dulska na pewno tam była – tylko biedny Felicjan pewnie także i „parchów” miał gdzieś). Łupy zdobyte ”na Żydkach” dzierżą ich służące – damie nie wypada wszak publicznie nosić niczego oprócz torebki. ”Zdarzały się wypadki strzelania do Żydów wyskakujących z okien płonących domów” – jakoś to znamy z Warszawy w 1943 r. A co się działo, gdy Żydzi prosili aby wezwać straż? Takie np. cytaty wypowiedzi lwowian z akt: „Nie na to podpalali, żeby gasić”; „wszyscy z radością i uśmiechem patrzyli, jak płoną domy żydowskie” (do których nb. wrzucano żywych jeszcze Żydów); „w tłumie były osoby, po których można było poznać inteligencję”. Uwagę w kilku ówczesnych relacjach zwraca morderca zwany „mężczyzną w ceratowej kurtce”. To nie żaden lump, w przerwach miedzy zbrodniami gra na fortepianie w rabowanym mieszkaniu, wyraża się w sposób wyszukany – inteligent pełną gębą. Autor podkreśla złowrogą rolę endeckiego dowódcy polskich wojsk we Lwowie Czesława Mączyńskiego w kwestii odpowiedzialności za przemoc. Gdy delegacja Żydów udała się do niego w początkach pogromu, najpierw ich parę godzin przetrzymał w poczekalni (by znali swe parchate miejsce), a potem oszukał, obiecując że ”zarządzi co należy”. Chociaż nie. Skłamałem. Właśnie że zarządził. Jego odezwa do ludności żydowskiej po pierwszych niepokojach poważnie zaostrzyła sytuację, skoro kłamliwie twierdziła, jakoby Żydzi strzelali z zasadzki do Polaków, wylewali na nich wrzątek, a komenda miasta powstrzymywała „naturalny odruch wojska i ludności”. Stan wyjątkowy i sądy doraźne Mączyński wprowadził zaś zbyt późno – 48 godz. po rozpoczęciu mordów, gwałtów i grabieży w dzielnicy żydowskiej. Jak na pogrom zareagował rzymskokatolicki abp Lwowa Józef Bilczewski? Nie miał jakoś śmiałości przyznać, że „wszyscy jesteśmy winni”. Przepełniony miłością bliźniego hierarcha wezwał zaś swą trzódkę, aby ”nie dokonywać samosądów”, choć nie wyjawił, na kim. ”O ile są winy po stronie ludności żydowskiej, wejrzy w to sąd boży i ludzki i wyda wyrok sprawiedliwy” – dodał, wielkodusznie wybaczając zdradzieckim Semitom ich potworne zbrodnie. Ale pewnie polska prasa szczegółowo to wszystko opisywała? Głupi czy o drogę pyta? Jeden „Robotnik, organ PPS i to dopiero 6 grudnia piórem Andrzeja Struga napisał o rozpaczy, ze to pogromem Żydów Polska wita świt swej niepodległości, choć bez drastycznych szczegółów. W tekście wielkiego moralisty Struga słychać nuty antyżydowskie - stwierdza przerażony Gauden. A zatem i dla wielu socjalistów solidarność narodowa z każdym (!) z własnego etnosu ważniejsza była od uniwersalnej etyki... A co się stało, jak opisała to z wszelkimi niesmacznymi dla nas szczegółami gazeta z Austrii? Wtedy to się już słuszny giewałt w całej Polsce podniósł na te nikczemne kalumnie oczerniające niewinnych! A jaka była nasza polska narracja zaraz po pogromie? Co za pytanie? Przecież jasne, że to sprawka ”kryminalistów wypuszczonych celowo z więzień przez Ukraińców”. A włodarze miasta co uczynili? Jak to co? Rada Miejska Lwowa prędziutko stwierdziła uroczyście, że „społeczeństwo polskie z gwałtami tymi nie miało nic wspólnego”. Wychodzi na to, że - jak u Gogola -”podoficerska wdowa sama siebie wychłostała”? Za tą uchwałą Rady głosowali… także i żydowscy radni. Bo stwierdzała ona też przynależność Lwowa do odrodzonego państwa polskiego. A jako polscy patrioci, nie mogli za nią nie głosować - podkreśla Autor, nie komentując tego małego szantażu Rady ”miasta zawsze wiernego” (ale czy i prawdzie…). Wiele miejsca Gauden poświęca nieoszacowanym przez nikogo szkodom wizerunkowym, jakie pogrom wyrządził sprawie polskiej na forum międzynarodowym. A zważywszy, że na Zachodzie działał wtedy wpływowy, a obsesyjny żydożerca i zarazem negacjonista antysemityzmu Romanoff Dmowskij (jak określali go piłsudczycy, zniesmaczeni jego prorosyjskością w czasie I wojny światowej)… Jeszcze szerzej Autor opisał smutną kwestie wyjaśniania – a raczej: zaciemniania - pogromu i jego skutków. Pierwszy urzędowy raport na ten temat Polska przezornie utajniła -za wiele było w nim prawdy (jego współautorem był Józef Wasserzug, ojciec Jerzego Wasowskiego – jednego z dwóch „Starszych Panów”). Ta prawda to: szacunkowa minimalna liczba ofiar śmiertelnych – 150 (osierociły one 70 dzieci), zgwałconych kobiet - kilkanaście (wiele ofiar nie zgłoszono ze wstydu), spalonych domów – 50, splądrowanych sklepów– 500, rodzin poszkodowanych na różny sposób– 7 tys. O skali pogromu najlepiej świadczy fakt, że aresztowano w sumie 1600- jego uczestników A ilu osądzono? Rzekomo 163 (nie wiadomo, jakie kary dostali).. Nb. cały raport opublikowano po raz pierwszy w… 1984 r. w specjalistycznym czasopiśmie historycznym o znikomym nakładzie. To i tak dobrze, bo polski tekst drugiego raportu autorstwa sędziego Sadu Najwyższego Rymowicza z 1919 r. w ogóle się nie zachował (ciekawe czemu?), Jest tylko wersja angielska w Bibliotece Kongresu USA. Także ten raport utajniono przed opinią społeczną. Słusznie - bo mówił prawdę. Niesłusznie – bo ustalił bezsporną śmierć „jedynie” 50 ludzi. Ale najważniejsze, że przed sędzią SN nie stawił się nikt, kto by potwierdził, jakoby „Żydzi strzelali z zasadzki do Polaków i wylewali na nich wrzątek” (słowa Mączyńskiego). Cóż, łatwiej o tym było kłamać w odezwie na murach niż zeznać do protokołu nieprawdę, a to wszak przestępstwo. Jednym z najważniejszych pytań Autora jest: dlaczego w odbitym od Ukraińców Lwowie nie doszło do ataków na żyjące tam tysiące ludzi tej narodowości - co mogłyby nawet od biedy być jakoś tam „zrozumiałe” w furii odwetu - ale na Bogu ducha winną ludność żydowską? Autor przypisuje to m.in. obawom przed odwetem Ukraińskiej Halickiej Armii, która nie została wszak rozbita, a tylko wycofała się z miasta w strachu przed okrążeniem przez siły polskie nadeszłe z Krakowa. (Nb. Autor zasadnie wskazuje, że Lwów jako jedyne miasto w Polsce dostał Virtuti Militari - nie zaś Poznań, który wyzwolił się od Prusaków sam, bez decydującej odsieczy z zewnątrz). Ja bym dodał jeszcze: nie było pogromu „Rusinów” (bo nie tylko Rosjanie odmawiali im wtedy miana narodu!), gdyż nienawiść do Żydów była większa niż do Ukraińców. Pogardzani jako „stojący niższej kulturowo” i „ruskiej wiary”, byli oni jednak w jakiś tam sposób „swoi” (jak „Murzyni” na południu USA). A tu jacyś bardzo Obcy, dziwnie szwargocący, śmiesznie ubrani i prowokacyjnie bogaci „A jacy przemądrzali!”, „Co to w ogóle panie, za dziwaczna religia?”. No i ”wrodzy Polsce”. Ale przede wszystkim: kto niby miałby wziąć odwet za pogrom? Mieli Żydzi jakiś dzisiejszy Cahal? Gauden słusznie zauważa, że pogrom był dla wielu przyzwoitych mieszczan lwowskich swoistym odreagowaniem własnej tchórzliwej bezczynności w czasie walk z Ukraińcami. Z licznych źródeł wynika, że nie za bardzo kwapili się oni do boju o „Leopolis semper fidelis”. Nie przypadkiem legenda mówi o „orlętach” lwowskich”, a nie o „orłach” – dorośli po prostu nie chcieli walczyć. Ani ginąć. To jest odwiecznym przywilejem - a w Polsce wręcz obowiązkiem - porywczej młodzieży. Z Ukraińcami walczyło zaś ofiarnie wielu pospolitych przestępców, którzy, gdy zwietrzyli odpowiedni wiatr… BTW: z książki wynika, że ci straszni Ukraińcy - już rodzący się z nożem w zębach - nie brali udziału w tym etnicznie czystym polskim pogromie. Nieco inaczej było podczas chyba jeszcze straszliwszego pogromu we Lwowie w 1941 r. po wejściu Niemców (z którego cudem ocaleli np. Stanisław Lem czy historyk Jerzy W. Borejsza) . Chciałbym bardzo wierzyć, że etnicznie ukraiński to był pogrom. Ale czyją to matką jest nadzieja, zwłaszcza, że nieco ponad 20 lat wcześniej… Na marginesie: było wielką szkodą - nie, nie szkodą, ale zbrodnią przeciw odrodzonemu w 1918 r. państwu, gdzie 33 proc. obywateli to nie etniczni Polacy - że jakoś nie przyjęło się w nim pojęcie „narodu politycznego”, a tylko narodu etnicznego z dominującą pozycją polskich hegemonów dyskryminujących wszystkie mniejszości, zwłaszcza w faszyzującym etapie „późnej Sanacji”. Było to główną słabością tego państwa i zaczynem jego klęski. Trudno to zapomnieć, a jeszcze trudniej - wybaczyć II Rzeczypospolitej… A przez całe dwudziestolecie o tym pogromie pisano ezopowo jako o „smutnych wypadkach” czy „tragicznych wydarzeniach” (nb. te same zwroty - nienazywające ofiar po imieniu - słyszałem w PRL o masakrze robotników Poznania w 1956 czy Wybrzeża w 1970 r. Ot, ciągłość mimo różnic ustrojów). A potem? Potem była już tylko cisza. I w PRL, i w III, i w IV RP. Aż do tej książki. Przemilczanej zresztą, co pozwala stwierdzić, że zmowa milczenia trwa. I trwa mać… Uzasadniając niejako pogrom, endecy potem twierdzili, że żydowska milicja - powołana dla samoobrony przed rozbojami i gwałtami w czasie polsko-ukraińskich walk o miasto 1-21 listopada – nie była neutralna i strzelała do Polaków. Tak - przyznaje Autor – zdarzało się, że strzelała. Do rabusiów, gwałcicieli i bandytów zachęconych chaosem i anarchią podczas walk w mieście. Tylko dlaczego winą napadanych Żydów - mających święte prawo, jak każdy człowiek, do obrony własnej - miałoby być, że owi rabusie, gwałciciele i bandyci byli akurat narodowości polskiej czy nawet nosili polskie mundury? Dziś każdy prawy człowiek uznaje, że gwałcący kobiety czy rabujący cywilów żołdak (ktoś spoza Rosji nazwie takiego zbira żołnierzem?) zasługuje na śmierć na miejscu z rąk własnego oficera i znaczenia nie ma jego formalna narodowość. A co dopiero cywil. Ale mowa wszak o polskich faszystach, obłąkanych antysemitach, a tacy nie mogą być racjonalni. I nie byli „tam i wtedy”. Ani w Przytyku, Jedwabnem, Radziłowie, Szczuczynie, Krakowie, Kielcach i dziesiątkach innych miejsc w latach 30, w czasie II wojny i - co najbardziej przerażające - po niej, aż do 1968 r., gdy przyjazną rękę ponad podziałami podał im bratni faszyzm czerwony… Dziwna to prawidłowość historii: po 123 latach Polacy odzyskują niepodległość; kończy się Wielka Wojna i pierwsze co robią, to gromią Żydów we Lwowie, znów cudem polskim po niemal 140 latach (Nb. Autor ujawnia jeszcze mniej znany pogrom w Kielcach, dokonany - tak, to nie pomyłka - 11 listopada 1918 r. Ale tam tylko 4 zabitych, to i nie ma o czym mówić). A gdy się kończy druga Wielka Wojna, podczas której Jedwabne i dziesiątki pomniejszych? Ano potworny – 37 zatłuczonych - pogrom w Kielcach (drugi tamtejszy po odzyskaniu „wolności”, o wiele większy niż ten z 1918) i parę mniejszych. Wiele to mówi o nas, nie tylko tych ówczesnych. Zwłaszcza że nic wszak nie świadczy o tym, byśmy tamten pogrom i wszystkie inne odpowiednio przepracowali jako zbiorowość. Tym bardziej, że pedagogika społeczna obecnych władców Polski zmierza do przeanielenia Polaków w stopniu wcześniej nieznanym – jako wielkich przyjaciół „braci Żydów” - zawsze i wszędzie ich ratujących, za co nam –podli niewdzięcznicy! - odpłacają jak mogą ohydnym antypolonizmem: najgorszą odmianą rasizmu, o wiele przecież bardziej naganną niż jakiś tam rzekomy antysemityzm, którego tu wszak nigdy nie było, co musi być prawdą, skoro tak prawi finansowana przez nas samych Reduta Obrońców Polski! No bo czy organizacja o tak pięknej nazwie może się mylić! Rozumieta mię, czy nasłać na was policajów historycznych z IPN, abyśta wszytko to lepi ponjały…?
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 3 lata temu
Inna Polska? Witold M. Orłowski
Inna Polska?
Witold M. Orłowski
„Co by było gdyby”? Niemal każdy z nas zadaje sobie czasem to pytanie. Co by było, gdybym podjął inną decyzję, gdyby dana sytuacja nie miała miejsca? Na tak postawione pytania trudno dać jednoznaczną odpowiedź. Wszak nie wiadomo, czy byłoby lepiej (niż jest teraz), czy gorzej. Czasem takie dywagacje przenosimy na grunt polityki i historii. Zapyta ktoś, czy jest w ogóle sens toczyć takie rozważania. Wszak... to już historia. W moim przekonaniu z takich rozważań nie sposób całkowicie zrezygnować. Czy patrząc na historię Polski nigdy nie zastanawialiśmy się, co by było gdyby np. Bolesław Krzywousty nie podzielił kraju na dzielnice, a Zygmunt August nie umarł bezpotomnie? Historia alternatywna jest także obecna w publikacjach przynajmniej jednego autora, zastanawiającego się nad możliwym sojuszem II Rzeczpospolitej z III Rzeszą. Powyższy wstęp bardzo dobrze wprowadza nas w tematykę książki pod tytułem „Inna Polska? 1918 – 2018. Alternatywne scenariusze naszej historii”. Jej autorem tym razem nie jest historyk. Publikacja ta wyszła spod pióra Witolda M. Orłowskiego. Jest on profesorem ekonomii, pisarzem, doradcą wielu prezydentów i premierów naszego kraju. Na bieżąco śledzi zachodzące procesy polityczne i gospodarcze. Inspiracją do napisania książki była dla niego setna rocznica odzyskania niepodległości przez nasz kraj. Autor zastanawia się, jak mogłaby wyglądać Polska, gdyby historia potoczyła się inaczej. Wprawdzie sam przyznaje, że „nigdy się nie dowiemy, jaka byłaby dziś Polska, gdyby los zdecydował inaczej. Ale możemy, stosując popularną w naukach ekonomicznych metodę modelową, spróbować stworzyć alternatywne scenariusze rozwoju, mocno osadzone w danych, oparte na ocenie polskich atutów i słabości, a także na analizie porównawczej dziejów Polski i innych narodów naszej części Europy”. Autor ma świadomość tego, że na taki „eksperyment myślowy zwykle nie chcą zgodzić się historycy”. Broni się jednak tym, że jest on powszechnie stosowany w naukach ekonomicznych. Szerzej o zastosowanej metodzie autor pisze w aneksie. Lektura książki dowodzi, że Witold Orłowski solidnie podszedł do sprawy. Każdy rozdział składa się z bilansu otwarcia, w którym autor podaje rzeczywiste informacje na temat sytuacji Polski w danym okresie. Jest to bardzo dobre posunięcie. Pozwala bowiem czytelnikowi wprowadzić się w omawiany fragment historii. Dużym atutem publikacji jest także fakt, że historia alternatywna pisana jest na innym tle. Dzięki temu w żaden sposób fakty historyczne nie mieszają się z wyobraźnią autora. Czy wyobrażaliście sobie Polskę jako Republikę Rad? Kraj, w którym Feliks Dzierżyński jest ministrem spraw wewnętrznych? Zastanawialiście się, jak potoczyłyby się losy naszego państwa gdyby Józef Beck zawarł sojusz z Hitlerem? Może efektem byłaby podzielona Polska, niczym NRD i RFN? Prof. Orłowski snuje także rozważania o czasach nie tak odległych. Zastanawia się m.in. nad tym, co by było gdyby polska transformacja załamała się na początku lat 90.? Czy bylibyśmy dziś członkiem NATO i UE, czy może odwrotnie: Polska byłaby „chorym człowiekiem Europy”? Reasumując „Inna Polska?” to bardzo ciekawa lektura. Przede wszystkim daje możliwość, aby spróbować inaczej wyobrazić sobie historię naszej Ojczyzny. Nie ze wszystkimi hipotezami autora się zgadzam. Dość powiedzieć, że prof. Orłowski ma naprawdę dużą wyobraźnię. Niemniej jednak lektura tej publikacji jest naprawdę interesująca. Przede wszystkim uczy ostrożności w formułowaniu sądów. Często bowiem zakładamy z góry, że inaczej to automatycznie znaczyłoby: lepiej? Czy aby na pewno? Po książkę powinni sięgnąć wszyscy Ci, którzy chcą odbyć dość niezwykłą podróż po ostatnich stu latach historii Polski.
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na 6 1 rok temu
1939. Wojna? Jaka wojna? Cezary Łazarewicz
1939. Wojna? Jaka wojna?
Cezary Łazarewicz
Rewelacyjna pozycja. Fascynująca i przerażająca jednocześnie. Ukazuje świat którego już nie ma, który zniknął bezpowrotnie a jednocześnie świat, który jest nam bardzo bliski. Ludzie z tego okresu są tak przerażająco podobni do nas współczesnych. Żyją zajmując się codziennymi rzeczami, prowadzą interesy, wyjeżdżają na wakacje. Czytają gazety, w których co prawda pojawiają się złowrogie spekulacje na temat możliwych zdarzeń w tym wojny jednak to tylko teoretyczne możliwości. Książka obala również mit polskiego społeczeństwa jako sprawiedliwego wśród narodów Europy. Niestety z przytoczonych artykułów prasowych i wypowiedzi ówczesnych polityków wyłania się obraz społeczeństwa zamkniętego, krótkowzrocznego i nietolerancyjnego. Skrajnie prawicowe ciągoty niektórych przedstawicieli polskiej inteligencji czy wypowiedzi o odżydzeniu polskiego społeczeństwa mówią same za siebie. Czyż dzisiaj nie dzieje się to samo? Staramy się uchodzić na arenie międzynarodowej za naród tolerancyjny, szanujący wiarę i poglądy innych a z drugiej strony niektóre miernoty polityczne negują holokaust i urządzają za publiczne pieniądze cyrk w sejmie gasząc gaśnicą świece chanukowe. Coraz częściej słyszy się hasła " Polska dla Polaków" a polscy politycy sympatyzują z takimi dziwolągami jak Orban czy Le Pen. Do tego jesteśmy butni i aroganccy fantazjując o tym jakim to wielkim narodem jesteśmy i jaką to rolę mamy do spełnienia w Europie. Istna kalka z roku 39. Szkoda że gdy przychodzi co do czego karty są rozdawane bez udziału Polski. Historia lubi się powtarzać choć mam nadzieję że tym razem się mylę. Polecam.
Marcin33333w - awatar Marcin33333w
ocenił na 8 7 miesięcy temu
1919. Pierwszy rok wolności Andrzej Chwalba
1919. Pierwszy rok wolności
Andrzej Chwalba
Bardzo solidna pozycja. Należy docenić książkę z kilku względów. Przede wszystkim autor porusza tematy w zasadzie nieobecne w świadomości społecznej oraz na lekcjach historii. O odzyskaniu niepodległości słyszał każdy, ale o tym w jakim stanie było młode państwo wie niewielu. prezentuje wiele ciekawych informacji, np. o skali pomocy amerykańskiej w Polsce, o niepokojach społecznych wywoływanych przez komunistów, o ubóstwie społeczeństwa. Kolejnym plusem jest styl pisania prof. Chwalby. Nie jest to typowa książka naukowa, która podaje suche fakty, ale jest to opowieść o historii, którą dobrze się czyta. Do nielicznych minusów zaliczyłbym pewien chaos obecny w książce w niektórych rozdziałach, brakuje w nich bowiem podrozdziałów, przez co ciężko się po tej opowieści porusza, a autor czasem odbiega od tematu wąsko zakreślonego w nazwie rozdziału (np. w rozdziale o stratach wojennych znaczną część zajmuje opis problemów państwa ze źródłami energii). Dodatkowo czasem niektóre informacje/opisy są powtórzone kilka razy w różnych miejscach książki, a nadto autor niekiedy szczegółowo analizuje pewne kwestie, przez co ciężko przez pewne fragmenty przebrnąć. Zasadniczo jednak książkę należy polecić i mieć nadzieję, że jak najwięcej osób się z nią zapozna. Dzięki niej można bowiem docenić osiągnięcia II RP, mimo tak trudnych początków.
Bartłomiej Wojtas - awatar Bartłomiej Wojtas
ocenił na 7 1 rok temu
Ziemia nie do życia. Nasza planeta po globalnym ociepleniu David Wallace-Wells
Ziemia nie do życia. Nasza planeta po globalnym ociepleniu
David Wallace-Wells
Książka, w której autor zabiera czytelnika na wyprawę do naszego świata w przyszłości, w którym zmiany klimatu już "zrobiły co swoje". I nie są to tylko czcze dywagacje z wyobraźni, tylko przewidywania oparte na opracowaniach naukowych. Odnośników do literatury jest w tej książce naprawdę mnóstwo - grubo ponad 500. Ponadto, autor przygotowując tę książkę, korespondował z wieloma osobami, których kompetencji nie sposób podważyć. To bardzo na plus. Książka składa się z 2 części, z których pierwsza jest "kroniką możliwych zdarzeń", naszpikowaną odniesieniami do literatury i mnóstwem liczb oraz statystyk. Druga część to rodzaj eseju, bardziej w ujęciu etyki, humanizmu i podejścia społecznego. I w sumie, mogła to być naprawdę niebagatelna i ważna książka, gdyby trochę (moim zdaniem) nie zawiodła strona literacka, bo jest to jednak dość żmudna lektura. Może nie aż tak ciężka, jak np. "To zmienia wszystko" Naomi Klein, ale brakuje takiej "chwytliwości", jaką znajdziemy np. w "Szóstym wymieraniu. Historia nienaturalna" Elizabeth Kolbert. I jeszcze jeden drobny niuans: w drugiej części Wallace-Wells zwraca uwagę, że zmiany klimatu nie doczekały się dotąd żadnej udanej i realistycznej literatury beletrystycznej. Poczułem w tym momencie smutek, że w swoim bez wątpienia szerokim rozeznaniu, nie zetknął się z prozą jednego z moich ulubionych pisarzy - Paolo Bacigalupiego. "Nakręcana dziewczyna. Pompa numer 5", "Złomiarz", "Wodny nóż" - te powieści pokazują właśnie to, czego szuka autor "Ziemi nie do życia". Panie Wells - gorąco polecam :) Ze względu na dość ciężki styl, książkę oceniam jako zaledwie dobrą. Za merytorykę wystawiłbym ocenę 8, jednak sposób w jaki zostało to zaprezentowane, raczej zasługuje na co najwyżej 5 gwiazdek. W sumie, wychodzi ocena 6+.
drawn - awatar drawn
ocenił na 6 2 lata temu
Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956 Anne Applebaum
Za żelazną kurtyną. Ujarzmienie Europy Wschodniej 1944-1956
Anne Applebaum
📦 Zdejmuję z półki (i z siebie kurz) 💡 🧨 Żelazko idei – Totalitaryzm S.A. wersja eksportowa 🧨 📖 Gdyby istniała instrukcja obsługi do tworzenia totalitaryzmu, Applebaum by ją napisała – i zrobiła to właśnie tutaj. Za żelazną kurtyną to nie historyczna ramotka do zaliczenia na kolokwium. To chirurgiczny reportaż z momentu, gdy społeczeństwa przestają oddychać samodzielnie, a zaczynają „żyć w kłamstwie”, jak pisał Havel. 🚫 Od Łodzi po Lipsk – nie ma tu egzotyki, jest za to znajomy chłód: radio staje się tubą ideologii, kobiety zamieniają chleb z zupą na „uświadamianie kobiet w duchu Planu Sześcioletniego”, harcerze wchodzą w marszowy krok nowego człowieka, a wolne wybory są, dopóki wynik się zgadza. 📦 Applebaum bierze pod lupę trzy kraje – Polskę, NRD i Węgry – ale pisze tak, jakby składała z nich uniwersalny mechanizm. To właśnie w tej różnorodności – religijnej, językowej, ustrojowej – widać najbardziej, jak bardzo sowiecki model był kopiuj–wklej dla każdego. 🎭 Reżim nie potrzebował wierzących. Potrzebował konformistów. Potrzebował tych, co staną w kolejce po bilet na spektakl propagandowy, nawet jeśli wiedzą, że aktor gra źle, a scenariusz jest do kitu. I to właśnie ci ludzie są bohaterami tej książki – ci, którzy musieli udawać, milczeć, patrzeć w bok. 📉 I choć totalitaryzm miał być maszyną idealną, Applebaum pokazuje, że to była maszyna rozpadająca się od początku. Mechanizm działał, bo zastraszał i rozkładał życie społeczne na atomy. Ale nie wytworzył wiary – tylko strach, poczucie absurdu i nieustannego „czy oni to naprawdę tak serio?” 🧪 Autorka nie zostawia złudzeń: to nie była spontaniczna rewolucja ludu. To był eksperyment laboratoryjny z centralnym planowaniem emocji, myśli i lojalności. Nie wyszedł. Ale odcisnął piętno – na strukturach, pamięci i języku. 🔊 I jeszcze jedno: Applebaum nie pisze o przeszłości jak o zamkniętym rozdziale. Każe się przyglądać, jakim językiem dziś mówi władza, kto pisze podręczniki i jak łatwo „dobro ludu” zamienia się w kontrolę, a „wolność słowa” w lojalność wobec linii. 📈 Dla mnie: 9/10 - książka, która pokazuje, że totalitaryzm nie spada z nieba. Wchodzi drzwiami, przez radio, przez szkołę, przez związki zawodowe – a potem siedzi przy twoim stole i pyta: czy jesteś z nami, obywatelu? 👁 Kilka spojrzeń w lekturę 👁 🧵 Społeczeństwo obywatelskie: najpierw Liga Kobiet szyje koce, pięć lat później szyje nowego człowieka. 📻 Media: nie potrzebujesz karabinu, jeśli masz mikrofon. 🔎 Służby bezpieczeństwa: katalogują lojalność szybciej niż dane w Excelu. 👩‍👦 Organizacje młodzieżowe: dzieci przestają się bawić – zaczynają manifestować. 🛠 Rewolucja odgórna: fasadowe wybory, fasadowe partie, prawdziwa kontrola. 🗺 Czystki etniczne: przesuwanie ludzi jak mebli – bo tak wygodniej urzędowi. 🧠 Indoktrynacja: nie chodzi o to, co myślisz. Chodzi o to, żebyś myślał tak, jak trzeba. 🧱 Równanie w dół: Berlin, Warszawa, Budapeszt – szarość ma ten sam odcień, bo projektują ją ci sami architekci w Moskwie.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na 9 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Stacja plac Dzierżyńskiego, czyli metro, którego Warszawa nie zobaczyła

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Stacja plac Dzierżyńskiego, czyli metro, którego Warszawa nie zobaczyła


Ciekawostki historyczne