Lwów. Kres iluzji. Opowieść o pogromie listopadowym 1918
Przerażająca książka o naszym - zaraz potem podle zakłamanym i zapomnianym - największym pogromie w tej części świata przed 1939 r. „Polacy nie dość, ze zabijali, to jeszcze kłamali, że nie zabijali”. A wszystko zainicjowali dzielni żołnierze, walczący chwile wcześniej z Ukraińcami o polski Lwów, ze znakami „trupiej główki” na rękawach (niem. „Totenkopf”) - podkreśla Autor,
Już nie pamiętam w której książce w PRL przeczytałem takie zdanie: ”Suworow wziął szturmem Pragę, przy czym ucierpiało wiele ludności cywilnej”. Jak mówili starzy mądrzy Żydzi, pół prawdy to cale kłamstwo. Ale w przypadku pogromu lwowskiego w polskim piśmiennictwie nie było nawet i pół ćwierci żadnej „prawdy”. Bo sprawę zamilczano po prostu na śmierć. Język niemiecki (bogatszy od polskiego, niestety) ma na to nawet specjalne słowo: „totschweigen”.
Do czasu książki Gaudena (szkoda że nie zawodowego historyka, czyżby się czegoś bali? Tacy odważni w PRL…). W sumie jednak słuszne to i zbawienne: po co chwalić się własnymi zbrodniami, skoro tyle ich popełniono na nas, odwiecznych niewinnych ofiarach.
Z książki wynika pełne zbratanie polskiego społeczeństwa w dobrej sprawie. W rabunkach żydowskich sklepów obok żołnierzy i miejskiej hołoty biernie uczestniczą eleganckie panie z lwowskiego towarzystwa w wytwornych kapeluszach (pani Dulska na pewno tam była – tylko biedny Felicjan pewnie także i „parchów” miał gdzieś). Łupy zdobyte ”na Żydkach” dzierżą ich służące – damie nie wypada wszak publicznie nosić niczego oprócz torebki.
”Zdarzały się wypadki strzelania do Żydów wyskakujących z okien płonących domów” – jakoś to znamy z Warszawy w 1943 r. A co się działo, gdy Żydzi prosili aby wezwać straż? Takie np. cytaty wypowiedzi lwowian z akt: „Nie na to podpalali, żeby gasić”; „wszyscy z radością i uśmiechem patrzyli, jak płoną domy żydowskie” (do których nb. wrzucano żywych jeszcze Żydów); „w tłumie były osoby, po których można było poznać inteligencję”.
Uwagę w kilku ówczesnych relacjach zwraca morderca zwany „mężczyzną w ceratowej kurtce”. To nie żaden lump, w przerwach miedzy zbrodniami gra na fortepianie w rabowanym mieszkaniu, wyraża się w sposób wyszukany – inteligent pełną gębą.
Autor podkreśla złowrogą rolę endeckiego dowódcy polskich wojsk we Lwowie Czesława Mączyńskiego w kwestii odpowiedzialności za przemoc. Gdy delegacja Żydów udała się do niego w początkach pogromu, najpierw ich parę godzin przetrzymał w poczekalni (by znali swe parchate miejsce), a potem oszukał, obiecując że ”zarządzi co należy”. Chociaż nie. Skłamałem. Właśnie że zarządził. Jego odezwa do ludności żydowskiej po pierwszych niepokojach poważnie zaostrzyła sytuację, skoro kłamliwie twierdziła, jakoby Żydzi strzelali z zasadzki do Polaków, wylewali na nich wrzątek, a komenda miasta powstrzymywała „naturalny odruch wojska i ludności”. Stan wyjątkowy i sądy doraźne Mączyński wprowadził zaś zbyt późno – 48 godz. po rozpoczęciu mordów, gwałtów i grabieży w dzielnicy żydowskiej.
Jak na pogrom zareagował rzymskokatolicki abp Lwowa Józef Bilczewski? Nie miał jakoś śmiałości przyznać, że „wszyscy jesteśmy winni”. Przepełniony miłością bliźniego hierarcha wezwał zaś swą trzódkę, aby ”nie dokonywać samosądów”, choć nie wyjawił, na kim. ”O ile są winy po stronie ludności żydowskiej, wejrzy w to sąd boży i ludzki i wyda wyrok sprawiedliwy” – dodał, wielkodusznie wybaczając zdradzieckim Semitom ich potworne zbrodnie.
Ale pewnie polska prasa szczegółowo to wszystko opisywała? Głupi czy o drogę pyta? Jeden „Robotnik, organ PPS i to dopiero 6 grudnia piórem Andrzeja Struga napisał o rozpaczy, ze to pogromem Żydów Polska wita świt swej niepodległości, choć bez drastycznych szczegółów. W tekście wielkiego moralisty Struga słychać nuty antyżydowskie - stwierdza przerażony Gauden. A zatem i dla wielu socjalistów solidarność narodowa z każdym (!) z własnego etnosu ważniejsza była od uniwersalnej etyki...
A co się stało, jak opisała to z wszelkimi niesmacznymi dla nas szczegółami gazeta z Austrii? Wtedy to się już słuszny giewałt w całej Polsce podniósł na te nikczemne kalumnie oczerniające niewinnych!
A jaka była nasza polska narracja zaraz po pogromie? Co za pytanie? Przecież jasne, że to sprawka ”kryminalistów wypuszczonych celowo z więzień przez Ukraińców”.
A włodarze miasta co uczynili? Jak to co? Rada Miejska Lwowa prędziutko stwierdziła uroczyście, że „społeczeństwo polskie z gwałtami tymi nie miało nic wspólnego”. Wychodzi na to, że - jak u Gogola -”podoficerska wdowa sama siebie wychłostała”?
Za tą uchwałą Rady głosowali… także i żydowscy radni. Bo stwierdzała ona też przynależność Lwowa do odrodzonego państwa polskiego. A jako polscy patrioci, nie mogli za nią nie głosować - podkreśla Autor, nie komentując tego małego szantażu Rady ”miasta zawsze wiernego” (ale czy i prawdzie…).
Wiele miejsca Gauden poświęca nieoszacowanym przez nikogo szkodom wizerunkowym, jakie pogrom wyrządził sprawie polskiej na forum międzynarodowym. A zważywszy, że na Zachodzie działał wtedy wpływowy, a obsesyjny żydożerca i zarazem negacjonista antysemityzmu Romanoff Dmowskij (jak określali go piłsudczycy, zniesmaczeni jego prorosyjskością w czasie I wojny światowej)…
Jeszcze szerzej Autor opisał smutną kwestie wyjaśniania – a raczej: zaciemniania - pogromu i jego skutków. Pierwszy urzędowy raport na ten temat Polska przezornie utajniła -za wiele było w nim prawdy (jego współautorem był Józef Wasserzug, ojciec Jerzego Wasowskiego – jednego z dwóch „Starszych Panów”). Ta prawda to: szacunkowa minimalna liczba ofiar śmiertelnych – 150 (osierociły one 70 dzieci), zgwałconych kobiet - kilkanaście (wiele ofiar nie zgłoszono ze wstydu), spalonych domów – 50, splądrowanych sklepów– 500, rodzin poszkodowanych na różny sposób– 7 tys.
O skali pogromu najlepiej świadczy fakt, że aresztowano w sumie 1600- jego uczestników A ilu osądzono? Rzekomo 163 (nie wiadomo, jakie kary dostali)..
Nb. cały raport opublikowano po raz pierwszy w… 1984 r. w specjalistycznym czasopiśmie historycznym o znikomym nakładzie. To i tak dobrze, bo polski tekst drugiego raportu autorstwa sędziego Sadu Najwyższego Rymowicza z 1919 r. w ogóle się nie zachował (ciekawe czemu?), Jest tylko wersja angielska w Bibliotece Kongresu USA.
Także ten raport utajniono przed opinią społeczną. Słusznie - bo mówił prawdę. Niesłusznie – bo ustalił bezsporną śmierć „jedynie” 50 ludzi. Ale najważniejsze, że przed sędzią SN nie stawił się nikt, kto by potwierdził, jakoby „Żydzi strzelali z zasadzki do Polaków i wylewali na nich wrzątek” (słowa Mączyńskiego). Cóż, łatwiej o tym było kłamać w odezwie na murach niż zeznać do protokołu nieprawdę, a to wszak przestępstwo.
Jednym z najważniejszych pytań Autora jest: dlaczego w odbitym od Ukraińców Lwowie nie doszło do ataków na żyjące tam tysiące ludzi tej narodowości - co mogłyby nawet od biedy być jakoś tam „zrozumiałe” w furii odwetu - ale na Bogu ducha winną ludność żydowską? Autor przypisuje to m.in. obawom przed odwetem Ukraińskiej Halickiej Armii, która nie została wszak rozbita, a tylko wycofała się z miasta w strachu przed okrążeniem przez siły polskie nadeszłe z Krakowa. (Nb. Autor zasadnie wskazuje, że Lwów jako jedyne miasto w Polsce dostał Virtuti Militari - nie zaś Poznań, który wyzwolił się od Prusaków sam, bez decydującej odsieczy z zewnątrz).
Ja bym dodał jeszcze: nie było pogromu „Rusinów” (bo nie tylko Rosjanie odmawiali im wtedy miana narodu!), gdyż nienawiść do Żydów była większa niż do Ukraińców. Pogardzani jako „stojący niższej kulturowo” i „ruskiej wiary”, byli oni jednak w jakiś tam sposób „swoi” (jak „Murzyni” na południu USA). A tu jacyś bardzo Obcy, dziwnie szwargocący, śmiesznie ubrani i prowokacyjnie bogaci „A jacy przemądrzali!”, „Co to w ogóle panie, za dziwaczna religia?”. No i ”wrodzy Polsce”. Ale przede wszystkim: kto niby miałby wziąć odwet za pogrom? Mieli Żydzi jakiś dzisiejszy Cahal?
Gauden słusznie zauważa, że pogrom był dla wielu przyzwoitych mieszczan lwowskich swoistym odreagowaniem własnej tchórzliwej bezczynności w czasie walk z Ukraińcami. Z licznych źródeł wynika, że nie za bardzo kwapili się oni do boju o „Leopolis semper fidelis”. Nie przypadkiem legenda mówi o „orlętach” lwowskich”, a nie o „orłach” – dorośli po prostu nie chcieli walczyć. Ani ginąć. To jest odwiecznym przywilejem - a w Polsce wręcz obowiązkiem - porywczej młodzieży. Z Ukraińcami walczyło zaś ofiarnie wielu pospolitych przestępców, którzy, gdy zwietrzyli odpowiedni wiatr…
BTW: z książki wynika, że ci straszni Ukraińcy - już rodzący się z nożem w zębach - nie brali udziału w tym etnicznie czystym polskim pogromie. Nieco inaczej było podczas chyba jeszcze straszliwszego pogromu we Lwowie w 1941 r. po wejściu Niemców (z którego cudem ocaleli np. Stanisław Lem czy historyk Jerzy W. Borejsza) . Chciałbym bardzo wierzyć, że etnicznie ukraiński to był pogrom. Ale czyją to matką jest nadzieja, zwłaszcza, że nieco ponad 20 lat wcześniej…
Na marginesie: było wielką szkodą - nie, nie szkodą, ale zbrodnią przeciw odrodzonemu w 1918 r. państwu, gdzie 33 proc. obywateli to nie etniczni Polacy - że jakoś nie przyjęło się w nim pojęcie „narodu politycznego”, a tylko narodu etnicznego z dominującą pozycją polskich hegemonów dyskryminujących wszystkie mniejszości, zwłaszcza w faszyzującym etapie „późnej Sanacji”. Było to główną słabością tego państwa i zaczynem jego klęski. Trudno to zapomnieć, a jeszcze trudniej - wybaczyć II Rzeczypospolitej…
A przez całe dwudziestolecie o tym pogromie pisano ezopowo jako o „smutnych wypadkach” czy „tragicznych wydarzeniach” (nb. te same zwroty - nienazywające ofiar po imieniu - słyszałem w PRL o masakrze robotników Poznania w 1956 czy Wybrzeża w 1970 r. Ot, ciągłość mimo różnic ustrojów). A potem? Potem była już tylko cisza. I w PRL, i w III, i w IV RP. Aż do tej książki. Przemilczanej zresztą, co pozwala stwierdzić, że zmowa milczenia trwa. I trwa mać…
Uzasadniając niejako pogrom, endecy potem twierdzili, że żydowska milicja - powołana dla samoobrony przed rozbojami i gwałtami w czasie polsko-ukraińskich walk o miasto 1-21 listopada – nie była neutralna i strzelała do Polaków. Tak - przyznaje Autor – zdarzało się, że strzelała. Do rabusiów, gwałcicieli i bandytów zachęconych chaosem i anarchią podczas walk w mieście.
Tylko dlaczego winą napadanych Żydów - mających święte prawo, jak każdy człowiek, do obrony własnej - miałoby być, że owi rabusie, gwałciciele i bandyci byli akurat narodowości polskiej czy nawet nosili polskie mundury? Dziś każdy prawy człowiek uznaje, że gwałcący kobiety czy rabujący cywilów żołdak (ktoś spoza Rosji nazwie takiego zbira żołnierzem?) zasługuje na śmierć na miejscu z rąk własnego oficera i znaczenia nie ma jego formalna narodowość. A co dopiero cywil.
Ale mowa wszak o polskich faszystach, obłąkanych antysemitach, a tacy nie mogą być racjonalni. I nie byli „tam i wtedy”. Ani w Przytyku, Jedwabnem, Radziłowie, Szczuczynie, Krakowie, Kielcach i dziesiątkach innych miejsc w latach 30, w czasie II wojny i - co najbardziej przerażające - po niej, aż do 1968 r., gdy przyjazną rękę ponad podziałami podał im bratni faszyzm czerwony…
Dziwna to prawidłowość historii: po 123 latach Polacy odzyskują niepodległość; kończy się Wielka Wojna i pierwsze co robią, to gromią Żydów we Lwowie, znów cudem polskim po niemal 140 latach (Nb. Autor ujawnia jeszcze mniej znany pogrom w Kielcach, dokonany - tak, to nie pomyłka - 11 listopada 1918 r. Ale tam tylko 4 zabitych, to i nie ma o czym mówić). A gdy się kończy druga Wielka Wojna, podczas której Jedwabne i dziesiątki pomniejszych? Ano potworny – 37 zatłuczonych - pogrom w Kielcach (drugi tamtejszy po odzyskaniu „wolności”, o wiele większy niż ten z 1918) i parę mniejszych. Wiele to mówi o nas, nie tylko tych ówczesnych.
Zwłaszcza że nic wszak nie świadczy o tym, byśmy tamten pogrom i wszystkie inne odpowiednio przepracowali jako zbiorowość. Tym bardziej, że pedagogika społeczna obecnych władców Polski zmierza do przeanielenia Polaków w stopniu wcześniej nieznanym – jako wielkich przyjaciół „braci Żydów” - zawsze i wszędzie ich ratujących, za co nam –podli niewdzięcznicy! - odpłacają jak mogą ohydnym antypolonizmem: najgorszą odmianą rasizmu, o wiele przecież bardziej naganną niż jakiś tam rzekomy antysemityzm, którego tu wszak nigdy nie było, co musi być prawdą, skoro tak prawi finansowana przez nas samych Reduta Obrońców Polski! No bo czy organizacja o tak pięknej nazwie może się mylić!
Rozumieta mię, czy nasłać na was policajów historycznych z IPN, abyśta wszytko to lepi ponjały…?
Opinia
Historia budowy metra w Warszawie w latach 50-tych, o czym z młodych ludzi obecnie mało kto wie.
Dlaczego to tak się ślimaczyło, dlaczego wojsko wtykało nos we wszystkie sprawy, dlaczego taki a nie inny projekt zatwierdzono, dlaczego wtedy się nie udało?
Odpowiedzi znajdziemy w książce.
Historia budowy metra w Warszawie w latach 50-tych, o czym z młodych ludzi obecnie mało kto wie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDlaczego to tak się ślimaczyło, dlaczego wojsko wtykało nos we wszystkie sprawy, dlaczego taki a nie inny projekt zatwierdzono, dlaczego wtedy się nie udało?
Odpowiedzi znajdziemy w książce.