Osaczeni przez liczby. O algorytmach, które kontrolują nasze życie. Od Facebooka i Googla po fake newsy i bańki filtrujące

Okładka książki Osaczeni przez liczby. O algorytmach, które kontrolują nasze życie. Od Facebooka i Googla po fake newsy i bańki filtrujące
David Sumpter Wydawnictwo: Copernicus Center Press popularnonaukowa
350 str. 5 godz. 50 min.
Kategoria:
popularnonaukowa
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Outnumbered: From Facebook and Google to Fake News and Filter-bubbles
Data wydania:
2019-09-24
Data 1. wyd. pol.:
2019-09-24
Liczba stron:
350
Czas czytania
5 godz. 50 min.
Język:
polski
ISBN:
9788378864516
Tłumacz:
Radosław Kosarzycki
Średnia ocen

                6,3 6,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Osaczeni przez liczby. O algorytmach, które kontrolują nasze życie. Od Facebooka i Googla po fake newsy i bańki filtrujące w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Osaczeni przez liczby. O algorytmach, które kontrolują nasze życie. Od Facebooka i Googla po fake newsy i bańki filtrujące

Średnia ocen
6,3 / 10
51 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
11
9

Na półkach:

Książka daje fajny wgląd w kulisy tworzenia i działania algorytmów, które wpływają na nasze życie, jednak powoli jej czas się kończy, biorąc pod uwagę, ze silny rozwój modeli językowych opartych o "AI" powoli zmieni ustawienie pionków na planszy.

Książka daje fajny wgląd w kulisy tworzenia i działania algorytmów, które wpływają na nasze życie, jednak powoli jej czas się kończy, biorąc pod uwagę, ze silny rozwój modeli językowych opartych o "AI" powoli zmieni ustawienie pionków na planszy.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

239 użytkowników ma tytuł Osaczeni przez liczby. O algorytmach, które kontrolują nasze życie. Od Facebooka i Googla po fake newsy i bańki filtrujące na półkach głównych
  • 167
  • 67
  • 5
31 użytkowników ma tytuł Osaczeni przez liczby. O algorytmach, które kontrolują nasze życie. Od Facebooka i Googla po fake newsy i bańki filtrujące na półkach dodatkowych
  • 19
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Osaczeni przez liczby. O algorytmach, które kontrolują nasze życie. Od Facebooka i Googla po fake newsy i bańki filtrujące

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Strzelby, zarazki i stal. Krótka historia ludzkości Jared Diamond
Strzelby, zarazki i stal. Krótka historia ludzkości
Jared Diamond
Książka amerykańskiego geografa i biologa ewolucyjnego, opublikowana po raz pierwszy w 1997 roku. Zdobyła wielkie uznanie, otrzymując m.in. Nagrodę Pulitzera w kategorii literatury faktu. Diamond podejmuje w niej próbę odpowiedzi na pytanie zadane przez papuaskiego polityka Yali: „Dlaczego biali ludzie posiadają tak wiele 'cargo' (zasoby dóbr materialnych), a my, czarni ludzie, mamy ich tak mało?”. Autor stawia tezę, że różnice w rozwoju cywilizacji wynikają nie z różnic rasowych, lecz z uwarunkowań geograficznych, klimatycznych i ekologicznych. Diamond argumentuje, że kluczowe dla rozwoju cywilizacji były: dostępność roślin i zwierząt do udomowienia (obszary takie jak Bliski Wschód, Chiny czy Mesoameryka miały korzystne warunki do uprawy roślin i hodowli zwierząt, co umożliwiło powstanie osiadłych społeczeństw); geografia i ośrodki rolnicze (ukształtowanie terenu oraz orientacja osi kontynentów sprzyjały rozprzestrzenianiu się rolnictwa i technologii); rozwój chorób zakaźnych (społeczeństwa rolnicze, żyjące w dużych skupiskach, były bardziej narażone na choroby, z których część stała się endemiczna, dając mieszkańcom tych obszarów odporność na nie) oraz innowacje technologiczne (dostęp do surowców oraz potrzeba obrony przed innymi społecznościami stymulowały rozwój technologii, takich jak broń czy narzędzia rolnicze). Książka była krytykowana za deterministyczne podejście, nadmierne uproszczenie i pomijanie roli ludzkiej decyzji oraz kultury w kształtowaniu historii. Zarzucano jej też brak uwzględnienia czynników społecznych i politycznych (wpływ struktur społecznych, politycznych i ideologicznych na rozwój cywilizacji) oraz ograniczonej analizie przypadków (niektóre regiony, takie jak Afryka Subsaharyjska, zostały przedstawione w sposób zbyt ogólny, co może prowadzić do uproszczeń i błędnych wniosków). Jednak „Strzelby, zarazki i stal” to ambitna próba wyjaśnienia globalnych nierówności rozwojowych. I chociaż należy ją czytać z pewnym dystansem, pozostaje ważnym punktem odniesienia w dyskusjach na temat historii i rozwoju cywilizacji. A czyta się ją rewelacyjnie. Trzeba przyznać, że Diamond pisze wyśmienicie!
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 8 6 miesięcy temu
Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna Sabine Hossenfelder
Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna
Sabine Hossenfelder
„W fizyce teorie są zbudowane z matematyki. Posługujemy się nią nie dlatego, że chcemy odstraszyć ludzi niezaznajomionych z geometrią różniczkową i algebrami Liego z gradacją; posługujemy się nią, ponieważ jesteśmy głupcami. Matematyka pozwala nam zachować rzetelność – chroni nas przed okłamywaniem samych siebie i innych. Z matematyką można się mylić, ale nie da się kłamać.” Niemiecka fizyczka i filozofka Sabine Hossenfelder w swojej książce pt. „Zagubione w matematyce. Fizyka w pułapce piękna” postanowiła skomentować aktualny zastój w fizyce wysokich energii opowieścią o tytułowej pułapce piękna teorii fizycznych i wynikających z tego konsekwencjach. Hossenfender za główny cel obrała sobie odpowiedź na pytanie czy opis rzeczywistości w najbardziej fundamentalnej skali musi być wyrażony poprzez eleganckie i piękne w swojej formie prawa fizyczne. W tym celu przeprowadza rozmowy z wieloma znamienitymi fizykami, np. Nimą Arkani-Hamedem, Frankiem Wilczkiem czy nieżyjącym już Stevenem Weinbergiem. Będąc w opozycji do swoich interlokutorów uważa, iż natury nie interesuje piękno, dlatego też wobec każdego konstruktu fizycznego trzeba postawić jasne wymagania – określone predykcje eksperymentalne. Mniejsze znaczenie, według niej, ma sama forma równań, a jeszcze mniejsze wyłaniająca się z nich naturalność albo precyzyjnie dostrojone. Laik (jak jak) raczy jednak zapytać – o co w ogóle chodzi z naturalnością i dostrojeniem? No i w tym momencie zaczynają się schody… Autorka tak ujmuje sprawę: „Jak wyjaśniłam, większość zagadnień, którymi obecnie zajmujemy się w fizyce fundamentalnej, ma związek z numerycznymi koincydencjami. Precyzyjne dostrojenie masy Higgsa, silny problem CP, mała wartość stałej kosmologicznej – nie są to niespójności; to przeczucia natury estetycznej.” Naturalność w największym z możliwych uogólnień to brak ww. „numerycznych koincydencji” lub arbitralnie dodanych składników teorii, jak np. wyznaczonych doświadczalnie mas cząstek Modelu Standardowego. Precyzyjne dostrojenie natomiast dopuszcza tego typu dodatki w modelu fizycznym. Zasadniczo, większa część książki została poświęcona problemom dzisiejszej fizyki teoretycznej, która znalazła się w swego rodzaju ślepym zaułku. Hossenfelder upatruje przyczyn stagnacji nie tylko w umiłowaniu teoretyków do piękna lecz także coraz większej komercjalizacji i urynkowieniu nauki (wyścigi po granty), uleganiu błędom poznawczym, a także konformizmowi badaczy, skupionych w największych ośrodkach naukowych głównego nurtu (teoria strun), często będących hamulcowymi innowacyjności. Jak widać, to wszystko kwestie wewnętrzne środowiska fizycznego co czyni tę pozycję dosyć trudną dla czytelnika poszukującego ciekawych treści popularnonaukowych. Niemniej, autorka przy okazji objaśniła niektóre pojęcia fizyczne bardzo rzetelnie i profesjonalnie; bez zbędnych analogii i przekłamań; sama „czysta” fizyka, acz bez matematyki. Wystarczy choćby spojrzeć na opis funkcji falowej: „Sama funkcja falowa nie odpowiada żadnej obserwowanej wielkości, ale na podstawie jej wartości bezwzględnej można obliczać prawdopodobieństwa dla pomiarów fizycznych obserwabli – z wyjątkiem szczególnych okoliczności wynik pojedynczego pomiaru jest nieprzewidywalny.” s. 78 „Zaczyna się od funkcji falowej. Jest to matematyczny obiekt opisujący dany układ fizyczny. Często mówi się o niej jako o zadającej stan układu, jednakże – i tu zaczyna robić się ślisko – nie da się jej obserwować poprzez jakikolwiek pomiar. Funkcja falowa jest tylko czymś pośrednim; można za jej pomocą tylko obliczyć prawdopodobieństwa możliwych pomiarów pewnych obserwabli. To jednak oznacza, że po pomiarze funkcja falowa musi ulegać swego rodzaju aktualizacji, tak aby zmierzony stan miał teraz prawdopodobieństwo równe 1. Aktualizacja ta – określana niekiedy mianem „kolapsu lub redukcji” – jest natychmiastowa; następuje w tej samej chwili dla całej funkcji falowej, bez względu na to, jak szeroko funkcja ta była rozprzestrzeniona. Jeśli na przykład obejmowała swoim zasięgiem dwie odległe wyspy, to dokonanie pomiaru na jednej z nich determinuje prawdopodobieństwo na drugiej. To nie jest eksperyment myślowy; takie doświadczenie faktycznie przeprowadzono” s. 174 Podsumowując, bardzo przyjemnie spędziłem czas przy lekturze „Zagubione w matematyce”, nawet jeśli nie do końca do mnie skierowany był centralny przekaz. Na minus jedynie fakt, iż miałem nieodparte wrażenie dużego żalu autorki do swoich kolegów po fachu za to, że zwyczajnie nie słuchają jej rad. Jednakowoż, nie polecam tej książki osobom szukającym "fizycznej rozrywki". Polecam wyłącznie tym, których bardziej interesują specyficzne problemy społeczności fizycznej aniżeli samej fizyki. 8/10
Konrad - awatar Konrad
ocenił na 8 2 lata temu
Matryca. Jak DNA programuje nasze życie Robert Plomin
Matryca. Jak DNA programuje nasze życie
Robert Plomin
W 2006 roku ukazała się książka Niebezpieczne idee we współczesnej nauce. John Brockman, który był jej inicjatorem – zadał pytanie naukowcom z wielu różnych dziedzin, jaką ideę uważają za najbardziej wywrotową w nadchodzących latach. Judith Harris – zmarła w 2018 roku amerykańska psycholożka napisała w tym tomie tekst o zerowym wpływie rodzicielskim. Czy niebezpieczne jest twierdzenie, że rodzice nie mają żadnego wpływu (z wyjątkiem genetycznego) na osobowość i inteligencję swoich dzieci ani na ich zachowania poza domem rodzinnym? Co bardziej istotne, czy to twierdzenie jest fałszywe? Czy myliłam się, twierdząc, że rodzice mają zerowe możliwości kształtowania tych atrybutów poprzez oddziaływania środowiskowe? Przyznaję, że kiedy dziesięć lat temu przedstawiłam ten pogląd, sama nie do końca w niego wierzyłam. Zajęłam skrajne stanowisko – formułując hipotezę zerową o całkowitym braku wpływu rodzicielskiego – na potrzeby klarowności naukowej. W ten sposób uczyniłam z siebie łatwy cel, prowokując przedstawicieli establishmentu – psychologów badaczy z kręgów akademickich – do prób zestrzelenia mojej koncepcji. Nie sądziłam, że okaże się to dla nich takie trudne. W tym czasie było już oczywiste, że wychowanie nie wywiera na dzieci istotnego wpływu, ale sądziłam, iż z pewnością pociąga za sobą niewielkie skutki, które będę musiała uznać. Niezdolność establishmentu akademickiego do udowodnienia, że nie mam racji, wydała mi się zdumiewająca. Ostatnio pewna psycholog rozwojowa przyznała nawet, że badacze jeszcze nie znaleźli dowodu na to, iż „rodzice kształtują swoje dzieci”, ale dodała, że nadal jest pewna, iż jeśli będą szukać wystarczająco długo, to z pewnością go znajdą. Akceptacja takiej hipotezy to dla wielu osób (zwłaszcza rodziców) rzecz nie do zaakceptowania. W roku, w którym umiera J. Harris, Robert Plomin – psycholog, genetyk behawioralny publikuje książkę Matryca. Jak DNA programuje nasze życie. [...] całość: https://www.speculatio.pl/matryca-jak-dna-programuje-nasze-zycie/
GZal - awatar GZal
ocenił na 6 3 lata temu
Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat Juan Luis Arsuaga
Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat
Juan Luis Arsuaga
Bardzo dobra książka! Bardziej naukowa niż popularna, ale jeszcze zupełnie przystępna i ciekawa. Faktycznie fascynująca historia ale myślę, że w dużej mierze za sprawą autora, bo nie każda książka o ewolucji tak dobrze się czyta ;) Chyba kolejny autor, którego można czytać w ciemno ;) bardzo dobrze pisze. Bardzo mnie też książka wciągnęła, bardziej nawet niż kilka poprzednich, choć ta była jakby trudniejsza, to jednak także no po prostu lepsza niż jakieśtam ciekawostki zebrane - tutaj jest historia ewolucji na Ziemi opowiedziana od początku do końca, być może autor pominął nieco rośliny, za to zwierzęta, w szczególności naczelne omawia już dość dokładnie, łącznie z tym czy były inne opcje? Czy na innych planetach mogło wyewoluować życie podobnie, a może inaczej? Czy ewolucja była nieunikniona i dlaczego? Po prostu fascynujące tematy :) Owszem, zdarzyło mi się odlecieć kilka razy myślami, ale to bardziej przez akurat dość stresujący moment w życiu, niż książkę, no a i tak zdarzało się to znacznie rzadziej niż przy poprzednich, które niby były "lżejsze", a jednak nie tak dobre. Dzięki tej książce zrozumiałem też jedną ważną rzecz w moim życiu (dzięki niej i "Ciemnej stronie człowieka" Michaela Ghiglieri, którą równocześnie czytam tylko że "papierową"), o której nie będę się tu rozpisywać, tak tylko chciałem sobie zaznaczyć. Kilka cytatów zaznaczyłem, na początek wyjaśnienie jak to jest z tą teorią ewolucji: "To prawda, ewolucja jest teorią, ale w świecie nauki rzeczą najwyższą, do jakiej może aspirować idea, jest… stać się teorią. To również oznacza, że siła faktów może ją obalić, ponieważ teoria jest naukowa tylko wtedy, gdy można poddać ją próbie, jeśli można ją z czymś zestawić i, w pewnych przypadkach, udowodnić, że jest błędna. Naukowcy nie tworzą dogmatów niepodważalnych (ani nikomu ich nie narzucają). Kwestionowanie teorii, wszystkich bez wyjątku, jest esencją nauki. Ale jeżeli czas płynie, a kumulujące się fakty i dane nie przeciwstawiają się teorii, zyskujemy względem niej coraz większą pewność. Nabieramy przekonania, że w przyszłości może zostać ulepszona i że nie dowiedzie się, że jest radykalnie fałszywa. Wtedy zamienia się w teorię uznawaną. (...) Żeby jakoś to zobrazować: w kwestii teorii ewolucji nauka ma tyle samo wątpliwości co w kwestii teorii heliocentrycznej – czyli żadnych." (pdf.str. 30) I kilka innych po prostu ciekawych/ważnych dla mnie: "Tak więc metoda naukowa z gruntu wyklucza założenie, że natura kieruje się celem, ale w zamian nie proponuje nam próżni, niczego lub zupełnej ignorancji, ponieważ cele zastępuje prawami, założenia – przyczynami. W świecie fizycznym, do którego przynależymy, nie ma żadnego planu, nie ma woli, by stało się to czy coś innego, są za to prawa materii, które rządzą jej funkcjonowaniem. Prawa, które mogą zostać poznane przez umysł zwierzęcia ludzkiego! Nauka aspiruje do tego, by zrozumieć, jak działa świat, jakimi rządzi się prawami, i nie ma najmniejszego zamiaru nadawać mu sensu (znaczenia) filozoficznego czy moralnego." (pdf.str. 39) "Można by pomyśleć, że całe dzieło Darwina jest twierdzeniem przeciwstawiającym się teorii żyjącego przed nim Anglika, Williama Paleya, autora książki zatytułowanej Nature Theology, w której bronił istnienia planu w świecie organicznym. Najlepszym przykładem jest ludzkie oko z jego zadziwiającą doskonałością techniczną. Zaprzeczyć, że zostało zaprojektowane przez istotę inteligentną (Boga), byłoby tym samym, co, widząc zegar, założyć, że jest tam od zawsze, jak kamień, a nie, że z pewnością musiał go skonstruować zdolny zegarmistrz, argumentował Paley. W tej konieczności istnienia Projektanta Darwin różnił się od Paleya – jak my wszyscy, którzy za nim poszliśmy. Moim zdaniem Paley jest najwybitniejszym przedstawicielem idei zastosowania zdrowego rozsądku do objaśniania zjawisk natury. Jego argumentacja opiera się na analogii, metaforze. Jeżeli organizmy, przede wszystkim zwierzęta, przypominają maszyny, muszą mieć autora podobnego do nas, Inżyniera. Jako że istoty żywe są o wiele bardziej doskonałe niż nasze maszyny (a tym bardziej niż te z początku XIX wieku), ich autor musi być znacznie lepszy od nas, istot ludzkich. To ciekawe, jak ten argument zwraca się przeciwko Paleyowi, ponieważ maszyny stworzone przez ludzi są jednak, w pewnym sensie doskonalsze niż te biologiczne. Już wyjaśniam. Mimo że istoty żywe mają zdumiewające cechy (performances, jak mówi Monod), gdy przyjrzeć im się z bliska, w ich anatomii pojawia się wiele fuszerek, niezrozumiałych, absurdalnych błędów, jakich żaden człowiek nigdy nie popełniłby w projekcie przemysłowym. To logiczne, ponieważ inżynier pracuje na kartce lub na ekranie komputera, zaczynając od zera. Natomiast gatunki biologiczne pochodzą z przeobrażenia innych, wcześniejszych, i to w nich widać. Bardzo dobitnie ktoś (Francuz François Jacob, laureat Nagrody Nobla wraz z Jacques’em Monodem) powiedział, że ewolucja majsterkuje. Jak zobaczymy dalej, to właśnie ludzkie oko jest dobrym przykładem fuszerki w projekcie." (pdf.str. 39-40) "Rzecz jasna, obecnie nikt już nie broni ślepego determinizmu genetycznego, ale niewielu naukowców utrzymuje też, że ludzi nic nie łączy ze zwierzętami w kwestii zachowania i że nie warunkują nas – w odróżnieniu od zwierząt – geny, choćby pod postacią predyspozycji do nauki. Czy nie byłoby to popadanie w dualizm francuskiego matematyka i filozofa Kartezjusza: wyznawanie teorii, że istota ludzka składa się z ciała i umysłu, natomiast zwierzę jest jedynie maszyną zbudowaną z tkanek organicznych, automatem z nie większą ilością osobniczego życia niż nasz samochód, który nie przysparza nam dylematów, gdy musimy go zezłomować, jak się zużyje w ciągu lat?" (pdf.str. 202) - nasuwa mi się tu komentarz do ostatniego zdania: chyba tobie! XD gdyż akurat jestem w procesie pożegnania ze starym samochodem i nie jest łatwo ;) Dlatego trochę mnie to rozbawiło. Tym niemniej cały cytat to słuszne spostrzeżenie. "Nicholas Humphrey zadaje sobie pytanie, do czego służy świadomość „ja”, opierając się na założeniu, że musi do czegoś służyć, skoro została wykształcona poprzez dobór naturalny. Do powracającego pytania (które zadawał już sobie Denis Diderot) o to, czy automatom (urządzeniom, komputerom, robotom) można wszczepić świadomość (duszę), dodaje pytanie o  to, jak by to można było zauważyć. To znaczy: jakie skutki wywołuje świadomość? Żabie, a nawet krowie, odpowiada Humphrey, nie przydałaby się na nic i  dlatego jej nie posiadają. I  to jest rzecz ważna: świadomość „ja” nie jest użyteczna dla wszystkich gatunków, jedynie dla tych o  złożonej biologii społecznej, na przykład ludzi, i do pewnego stopnia szympansów, i może psów (…)." (pdf.str. 229) Książka zahacza nawet o temat sztucznej inteligencji, z czego przytoczę szczególnie ciekawy fragmencik: "Algorytmy komputerowe są realizowane przez procesory oparte na substracie krzemowym, zaś doznania (ból, gorąco, głód), stany emocjonalne (przerażenie, czułość, wściekłość, smutek i przygnębienie) oraz myśli ludzkie opierają się na chemii węglowej (ta sama chemia organiczna jest wspólna dla całego życia na Ziemi). A skoro subiektywność zależy wyłącznie od jej zaprogramowania, nie powinno być zasadniczej różnicy pomiędzy algorytmami krzemowych urządzeń a algorytmami biochemicznymi zwierząt i człowieka, pomiędzy czipem a neuronem." (pdf.str. 230) "(…) mówi Conway Morris, że ewolucja jest sposobem świata na poznanie siebie samego." (pdf.str. 268) (czytana/słuchana: 11-13.03.2026) 5/5 [8/10]
lex - awatar lex
ocenił na 8 27 dni temu
Heretycy, buntownicy, wizjonerzy. 22 podróże z największymi umysłami naszych czasów Karol Jałochowski
Heretycy, buntownicy, wizjonerzy. 22 podróże z największymi umysłami naszych czasów
Karol Jałochowski
Wartościowa książka, inspirująca zawartość i adekwatny do niej tytuł. Zwróćmy uwagę, jak dopracowana jest ta pozycja. Każda postać i wywiad opatrzone są autorską notą biograficzną i wprowadzeniem, które dobrze czyta się przed samym wywiadem. Suma summarum dostajemy portret postaci, a nie tylko jego wypowiedź. Zebrane wywiady w tym zbiorze K. Jałochowski, dziennikarz działu naukowego w Polityce i fizyk z wykształcenia, przeprowadził na przestrzeni wielu lat i publikował w Polityce. Wywiady publikowane na bieżąco w mediach mają wartość aktualności. W zależności od dziedziny, jedne tematy są bardziej gorące, inne nie stracą wiele na aktualności, jeśli opublikuje się je z pewnym poślizgiem czasowym. Niemniej zwykle pojawiają się na skutek liczącego się (medialnie, niestety) wydarzenia, np. otrzymanej nagrody, wydanej książki. Tymczasem kiedy wydaje się książkę z wyborem wywiadów (i nic nie stoi na przeszkodzie, by były wcześniej opublikowane), punkt ciężkości pada gdzie indziej. To prowadzący wywiady spina całość. Wybór jego pytań staje się w jakimś sensie „głównym bohaterem”, a rozmówcy, nawet tak wybitni jak w tej pozycji, są „bohaterami rozdziałów” i pośrednio wypełniają zbiorowo pewną misję — myśl przewodnią pomysłodawcy zbioru. Co warte podkreślenia, K. Jałochowski jest znającym się na rzeczy fachmanem. W miarę czytania szybko orientujemy się, że serwowane pytania są kompetentne, stymulujące do wymiany myśli. Tak prowadzony wywiad staje się rozmową dwóch umysłów inspirujących się nawzajem, przy czym pan Karol zawsze z należytą pokorą wobec autorytetu rozmówcy. Zatem to intencja Karola Jałochowskiego do wydania tychże wywiadów po raz wtóry, jest kluczowa, przesądzająca. Każdy z 22 wywiadów jest stosunkowo krótki, a mimo to nasyca -- jest w nich wszystko: wiedza, wizja, refleksja. Wielkie umysły to nie jedynie specjaliści w swej dziedzinie — to jednostki przekraczające granice myślenie — własne, środowiska i epoki. To filozofowie. Nierzadko samotnicy, wyrzuceni na rogatki nauki, gdzie z dala od środowiska dokonują przełomowych odkryć, w kontrze z oficjalnym nurtem. Z kolei naukowcy uznani, utytułowani, mający realny wpływ na oficjalny kierunek rozwoju nauki, mogą czuć się osamotnieni na szczycie. Autor przedstawił nam nie tylko konkretnych naukowców, ale na ich przykładach pokazał co przechodzą, by zachować niezależność myślenia. I wreszcie jak myślą i do czego to ich prowadzi. A to, że pojawia się w rozmowie temat transcendencji, czy kogoś, kto sięga po taką pozycję, może dziwić ? Książka nie jest łatwa. Dla dziennikarza fizyka dialog z innym umysłem ścisłym to zapewne przygoda -- intelektualna podróż. Dla czytelnika - humanisty to taka samotna pielgrzymka w stronę poznania, i nie wszystkim musi wystarczyć samozaparcia, by ją ukończyć. Jakkolwiek, zderzenie się z tą książką to podróż w stronę intelektualnego otwarcia. Więcej takich książek potrzebujemy w dzisiejszych czasach. PS. Niby wszystko się zmienia — YT, filmy wypierają słowo pisane — a jednak nadal tylko uznanymi książkami zdobywa się rangę rozpoznanego szerzej eksperta.
Hanzadonna - awatar Hanzadonna
oceniła na 10 3 miesiące temu
Mózg. Opowieść o nas David Eagleman
Mózg. Opowieść o nas
David Eagleman
Zawsze z ciekawością sięgam po książki związane z tematyką mózgu, umysłu. Nie mam wykształcenia, które pozwoliłoby mi zrozumieć skomplikowane terminy lub reakcje chemiczne, poza tym, nie jestem docelowym odbiorcą tego typu treści - wolę, gdy są one przystępne i upraszczają pewne schematy po to, by czytelnik, laik, mógł bez problemu przyswoić to, co dzieje się w naszej głowie. Ta pozycja trafia na moje osobiste podium w kategorii tego typu książek. Autor skupia się na tłumaczeniu pewnych zagadnień, zjawisk, przy tym przytaczając historie ludzi, których te zagadnienia dotyczą. Sporo jest tu opisów doświadczeń, wniosków, ale wszystko podane jest w lekkostrawnej formie, która nie przytłoczy czytelnika. Szczególnie zaskoczyła mnie treść ostatniego rozdziału o tym, co stanie się z nami w przyszłości - interesujące jest poznanie innych perspektyw. Książkę czyta się jak dobrą powieść, wciąga, choć to przygoda raczej krótka, na kilka wieczorów. Jedyne, do czego mogę się przyczepić, to mała niedogodność dotycząca komfortu czytania - książka, choć jest pisana ciągłym tekstem, to treść przerywana jest ramkami tematycznymi (bardzo skądinąd ciekawymi) - na przykład jedno zdanie urywa się, należałoby zatem przewrócić kartkę, ale na drugiej stronie akurat jest ramka zajmująca całą stronę, na przykład z opisem jakiegoś doświadczenia. Czytelnik staje więc przed wyborem - czytać tekst w ramce, czy iść dalej i wrócić do niego później? Nie jest to jednak ogromna niedogodność! Bardzo polecam tę książkę. Oczywiście, nie odpowie ona na wszelkie pytania, ale jest na tyle ciekawa, że warto ją przeczytać, chociażby dlatego, żeby zapoznać się z kilkoma ciekawymi przypadkami innych ludzi, albo dowiedzieć się, jak oszukuje nas nasz własny mózg.
Olaa_93 - awatar Olaa_93
ocenił na 7 5 miesięcy temu
Fundamentalnie. Tak fizyka kwantowa i fizyka cząstek elementarnych wyjaśnia wszystko (oprócz grawitacji) Tim James
Fundamentalnie. Tak fizyka kwantowa i fizyka cząstek elementarnych wyjaśnia wszystko (oprócz grawitacji)
Tim James
O podstawach od podstaw „Fundamentalnie” to książka o fizyce dla każdego, kto chciałby przyswoić garść ogólników z osiągnięć tej nauki w XX. wieku. W szczególności chodzi o mechanikę kwantową jako nową wizję świata. Cząstki inaczej zachowują się niż wszystko co nas otacza. Z tego korzystają pisarze, by ponawiać próby zaskoczenia czytelników. Tim James to popularyzator wiedzy, który formalnie ma przygotowanie kierunkowe. Jego oferta nie wyróżnia się szczególnie na rynku możliwych prac promujących świat atomów. Wpadają w kilka pułapek z analogiami, odważnie wkracza w świat wzbudzeń próżni, bez których istnienie byłoby niemożliwe. Książka nie posiada wzorów i jest lekką opowieścią pokazującą kluczowe przełomy współczesnej fizyki, od Plancka po zderzacz LHC. Poprawnie balansuje między teoretycznymi faktami, eksperymentami myślowymi, praktycznymi realizacjami i niezbędną na założonym poziomie oględnością. Pilnowany status propedeutyczny książki dopełniają rysunki odręczne, celowo pozbawione detali. Treść, przebiegając od pierwszych idei kwantyzacji po najnowsze odkrycia cząstek elementarnych, skupia się na wydobyciu podstawowych składników kwantowej wyjątkowości – nielokalności, splątania i probabilistycznego charakteru pomiaru właściwości składników nanoskali. Zanim krytycznie o pewnych autorskich technikach dzielenia się wiedzą z pogranicza fizyki i filozofii, kilka słów o największych plusach. Kwarki. O tych składnikach uwięzionych w protonach i neutronach, James opowiedział wręcz brawurowo. Trudne modele teoretyczne chromodynamiki kwantowej sprowadził autor do trafnych i kluczowych obserwacji, które pobudzą wyobraźnię każdego czytelnika. Bez technikaliów, ale z przemyślaną strategią, dociera do sedna. Niemal równie zgrabnie, jakby przypadkiem, wyjaśnia istotę współczesnego rozumienia fotonów w ramach teorii pola, której powstanie wymagało wielkich umysłów na miarę Diraca czy Feynmana. W książce wygląda to tak: „Pole elektromagnetyczne jest łagodnym tłem dla naszego Wszechświata, ale jeśli jeden konkretny region zostanie wzbudzony, może spiąć się i skręcić w węzeł skoncentrowanej energii. Ten pakiet zaburzenia pola jest ‘kwantem pola elektromagnetycznego’. Grudka tła. Foton.” Kilka subtelnych wpadek w zasadzie nie przekreśla niemal dobrego ogólnego wrażenia. Wciąż jednak wypada pamiętać, że fotony o różnej barwie niosą jednak inną energię. Po raz kolejny zaobserwowałem też grząski grunt budujący się wokół analogii. Chociażby przykład z kolorowymi kotami i splątaniem kwantowym może prowadzić do nieporozumień, bo tak nakreślone nie oddaje wyjątkowości tego efektu w domenie nieklasycznej. Podobnie należy ocenić przykład z tzw. falą opóźnioną. Wciąż jednak opisowa plastyczność nieintuicyjnych procesów kwantowych u Jamesa spełnia swoją rolę. Chociażby komentarz do obiekcji Schrödingera, wobec kanonicznej interpretacji w postaci parafrazy z filmem „Toy Story”, był z kolei udany. Brak obserwacji przez człowieka stanowi swobodę egzystencji dla świata zabawek. Gdy jednak dochodzi do interakcji, pewne zachowania stają się ukrytą dynamiką. W szerszym kontekście, autor dobrze opowiedział o wynikającej z tego faktu ontologicznej niepełności naszej wiedzy o kwantach. W konsekwencji, pojawiają się ‘dysydencka’ koncepcja Bohma czy wieloświat Everetta, jako prominentne przykłady ucieczki przed probabilistycznym głównym nurtem interpretacyjnym. „Fundamentalnie” nie stawia sobie ambitnych celów w postaci dogłębności, puryzmu językowego zgodnego z tym, jak opisują świat kwantów specjaliści. Chodziło o skupienie się na istocie narracyjną swobodą meandrowania z kontrolowaniem kierunku, w którym powinny podążać myśli czytelnika. Znalazło się miejsce na najnowsze osiągnięcia (z drugiej dekady XXI wieku) i ugruntowane podstawy, które wciąż pozostawiają otwarte pytania o przejście między naszym determinizmem a atomowym prawdopodobieństwem. James dostępnością otwiera drzwi do dowolnego odbiorcy, bez żargonu oswaja każdego z trudną materią. DOBRE – 7/10
Carmel - awatar Carmel
ocenił na 7 6 miesięcy temu
To, czego się nie dowiemy. Badanie granic nauki Marcus du Sautoy
To, czego się nie dowiemy. Badanie granic nauki
Marcus du Sautoy
Książka jest bez wątpienia bardzo ciekawa. Tematyka, którą porusza, jest dość niecodzienna, poruszająca granice ludzkich możliwości poznawczych. Autor ujął większość rzeczy w zgrabny, momentami anegdotyczny sposób. Oczywiście, z powodu tematyki, książka trafia w pewnym momencie na treść, której nie da się prosto i przyjemnie wyjaśnić. Autor dokłada wszelkich starań, by jak najlepiej przybliżyć czytelnikom podstawy najbardziej nowoczesnych zagadnień naukowych. Autor jest jednocześnie zapalonym matematykiem i do każdego tematu wplata matematyczne przykłady. Nie jest to w żaden sposób złe, przynajmniej dla mnie. Zagadnienia matematyczne były mniej więcej na moim poziomie (studia techniczne, nie stricte matematyczne), a te co trudniejsze problemy zostały ładnie wytłumaczone. Drugim podstawowym tematem, z którym zmaga się autor, jest kwestia boga w nauce. I jest to przeprowadzone w bezbłędny sposób. Autor jest ateistą, przyznaje się do tego otwarcie, choć stwierdza "matematyka jest bogiem". Jego nastawienie nie przeszkadza mu jednak przeprowadzać wywiadów z naukowcami głęboko wierzącymi (nawet z księdzem), którzy chętnie prezentują swój pogląd na sprawy. Same wywiady, kończące każdy rozdział, są bardzo ciekawie przeprowadzone i uwiarygadniają poruszaną tematykę. Polecam tę książkę waszej uwadze. Tematyka, jak zaznaczyłem, jest bardzo ciekawa, sposób realizacji nie pozostawia wielkiego pola do krytyki, wywiady ułatwiają zrozumienie treści, która często wymyka się naszym zdolnością poznawczym.
Karol Wesołowski - awatar Karol Wesołowski
ocenił na 7 5 lat temu
Człowiek i błędy ewolucji Nathan H. Lents
Człowiek i błędy ewolucji
Nathan H. Lents
Książkę czyta się błyskawicznie – to taka lekka przebieżka po wszystkich błędach konstrukcyjnych ludzkiego ciała, których kompetentny inżynier na pewno by nie popełnił. Najwięcej frajdy dają pierwsze rozdziały o anatomicznych dziwactwach. Oczywiście znałam klasyki, jak wiecznie psujące się kolana czy mało inteligentną budowę oka, ale te wszystkie niepotrzebnie pokawałkowane kostki w stopie szczerze mnie zaskoczyły. Ta część wypada najlepiej: budzi autentyczną ciekawość i sprawia, że człowiek zaczyna zupełnie inaczej patrzeć w lustro. Czuć jednak, że to pozycja bardzo „popularna”. Wyjaśnienia są uproszczone, momentami wręcz ślizgają się po temacie, co czasem ociera się o brak precyzji. Autor pozwala sobie też na drobne uszczypliwości pod adresem przeciwników ewolucji – nic agresywnego, ale jego stanowisko jest jasne (zresztą ewolucja sama w sobie nie jest zbyt łaskawa dla kreacjonizmu…) Niestety pod koniec tempo siada. Rozdział o psychologii jest dość powierzchowny, zwłaszcza jeśli zna się bardziej konkretne lektury, choćby wspomnianego tu Kahnemana. Finał o przyszłości ludzkości wypada jeszcze słabiej – to raczej luźne spekulacje, a wątek z kosmitami sprawia wrażenie pisanego na siłę, żeby tylko dobić do odpowiedniej liczby stron. Mimo to lektura jest bardzo przystępna. Poleciłabym ją komuś, kto nie siedzi głęboko w nauce, ale lubi ciekawostki o własnym ciele albo wciąż ma dystans do teorii ewolucji. Dla takich osób będzie to i pouczająca, i całkiem miła zabawa.
arie - awatar arie
ocenił na 6 28 dni temu
Ziemia nie do życia. Nasza planeta po globalnym ociepleniu David Wallace-Wells
Ziemia nie do życia. Nasza planeta po globalnym ociepleniu
David Wallace-Wells
Książka, w której autor zabiera czytelnika na wyprawę do naszego świata w przyszłości, w którym zmiany klimatu już "zrobiły co swoje". I nie są to tylko czcze dywagacje z wyobraźni, tylko przewidywania oparte na opracowaniach naukowych. Odnośników do literatury jest w tej książce naprawdę mnóstwo - grubo ponad 500. Ponadto, autor przygotowując tę książkę, korespondował z wieloma osobami, których kompetencji nie sposób podważyć. To bardzo na plus. Książka składa się z 2 części, z których pierwsza jest "kroniką możliwych zdarzeń", naszpikowaną odniesieniami do literatury i mnóstwem liczb oraz statystyk. Druga część to rodzaj eseju, bardziej w ujęciu etyki, humanizmu i podejścia społecznego. I w sumie, mogła to być naprawdę niebagatelna i ważna książka, gdyby trochę (moim zdaniem) nie zawiodła strona literacka, bo jest to jednak dość żmudna lektura. Może nie aż tak ciężka, jak np. "To zmienia wszystko" Naomi Klein, ale brakuje takiej "chwytliwości", jaką znajdziemy np. w "Szóstym wymieraniu. Historia nienaturalna" Elizabeth Kolbert. I jeszcze jeden drobny niuans: w drugiej części Wallace-Wells zwraca uwagę, że zmiany klimatu nie doczekały się dotąd żadnej udanej i realistycznej literatury beletrystycznej. Poczułem w tym momencie smutek, że w swoim bez wątpienia szerokim rozeznaniu, nie zetknął się z prozą jednego z moich ulubionych pisarzy - Paolo Bacigalupiego. "Nakręcana dziewczyna. Pompa numer 5", "Złomiarz", "Wodny nóż" - te powieści pokazują właśnie to, czego szuka autor "Ziemi nie do życia". Panie Wells - gorąco polecam :) Ze względu na dość ciężki styl, książkę oceniam jako zaledwie dobrą. Za merytorykę wystawiłbym ocenę 8, jednak sposób w jaki zostało to zaprezentowane, raczej zasługuje na co najwyżej 5 gwiazdek. W sumie, wychodzi ocena 6+.
drawn - awatar drawn
ocenił na 6 2 lata temu

Cytaty z książki Osaczeni przez liczby. O algorytmach, które kontrolują nasze życie. Od Facebooka i Googla po fake newsy i bańki filtrujące

Ciekawostki historyczne