Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651

Okładka książki Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651
Władysław Andrzej Serczyk Wydawnictwo: Książka i Wiedza powieść historyczna
380 str. 6 godz. 20 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
380
Czas czytania
6 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788305134781
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651 w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651

Średnia ocen
7,6 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2101
2101

Na półkach:

Autor " Na dalekiej Ukrainie ".
To na pewno jedno z najlepszych, jeśli nie najlepsze, opracowanie dotyczące Ukrainy !!!
Niezbędne do zrozumienia ukraińskiej historii i jej prób ( czy z dobrym skutkiem ? ) znalezienia swojej tożsamości narodowej.
Czytając książkę łatwo znajdziesz analogie między opisywanymi wydarzeniami sprzed wieków a obecną sytuacją.
Czytałem, kiedy Ukraina była jeszcze jedną z republik ZSRR, a pamiętam ją do dziś !
Zrobiła na mnie duże, bardzo duże wrażenie !!!
POLECAM !!!

Autor " Na dalekiej Ukrainie ".
To na pewno jedno z najlepszych, jeśli nie najlepsze, opracowanie dotyczące Ukrainy !!!
Niezbędne do zrozumienia ukraińskiej historii i jej prób ( czy z dobrym skutkiem ? ) znalezienia swojej tożsamości narodowej.
Czytając książkę łatwo znajdziesz analogie między opisywanymi wydarzeniami sprzed wieków a obecną sytuacją.
Czytałem, kiedy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

236 użytkowników ma tytuł Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651 na półkach głównych
  • 132
  • 102
  • 2
79 użytkowników ma tytuł Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651 na półkach dodatkowych
  • 40
  • 23
  • 4
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Władysław Andrzej Serczyk
Władysław Andrzej Serczyk
Polski historyk, zajmujący się historią Ukrainy, Rosji i historią stosunków polsko-ukraińskich. Ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim oraz UMCS. W roku 1963 uzyskał doktorat, w 1968 habilitację. W latach 1976–1986 był profesorem UJ. Autor ponad 300 prac naukowych, z czego ponad 30 to książki. Członek Prezydium Komitetu Nauk Historycznych PAN.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zygmunt August Stanisław Cynarski
Zygmunt August
Stanisław Cynarski
"Ocena jego osiągnięć i talentu politycznego jest podobnie trudna, jak w wypadku mistrza, który umarł w połowie wykonywanego dzieła". Ze względu na ustawiczny brak czasu, przymierzanie się do biografii ostatniego Jagiellona zajęło mi ponad rok. Pomimo niezawsze ciekawego ciągnięcia akcji przez autora, jest to jedna z lepszych książek historycznych jakie przyszło mi czytać. Wszystkie aspekty życia i panowania Zygmunta Augusta są jasno podzielone i omówione. Stanisław Cynarski podjął się bardzo trudnego zadania oceny ostatniego króla "co nosił kołpak jagiełłowy" - postaci tragicznej nie tylko jako władca ale również jako mężczyzna. Autor książki ocenia go zdecydowanie pozytywnie, nie omieszkając w wytykaniu mu pewnych błędów. Jeżeli chodzi o mnie to uwielbiam Zygmunta II Augusta ze względu na cechę monarszą, którą bardzo cenię - dalekowzroczność. Dążył do uporządkowania państwa w sojuszu ze średnią szlachtą ale tylko do czasu, kiedy dawało mu to widoki na zwiększenie władzy królewskiej (poważnym błędem króla było późne przystąpienie do ruchu egzekucyjnego). Dostrzegał tendencje absolutystyczne w krajch ościennych i rozumiał ich wyższość nad polskim systemem ustrojowym. Zręczny polityk (patrz: Inflanty, unia z Litwą), sumienny i pracowity władca, dziś pewnie nazwalibyśmy go mężem stanu. Choć w sumie nie jestem tego taki pewien: większość Polaków lubi przecież ludzi uległych, pozbawionych ambicji i wielkich celów. To samo było u schyłku życia króla Augusta i tuż po nim. Jednak "następne pokolenia przyznały mu to, czego odmawiali mu współcześni", a z jego śmiercią zakończył się złoty wiek Rzeczypospolitej.
Axsiu - awatar Axsiu
ocenił na 8 10 lat temu
Kniaź Jarema Jan Widacki
Kniaź Jarema
Jan Widacki
Kniaź Jarema Wiśniowiecki to jedna z najbardziej osławionych i zarazem kontrowersyjnych postaci w dziejach Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Dla współczesnej mu szlachty bohater i zbawca ojczyzny, dla dworu i „umiarkowanych” mężów stanu niebezpieczny awanturnik, krzyżujący dalekosiężne plany polityczne. Dla potomnych i historyków znakomity wojownik, obrońca kresów, posągowa postać z „Ogniem i mieczem” Henryka Sienkiewicza, dla innych warchoł, sobiepan, tchórz, zdrajca, okrutny sadysta, „rzeźnik ludu ukraińskiego” (chociaż Rusin z urodzenia). Jan Widacki nie jest zawodowym historykiem, napisał jednak bardzo dobrą, popularnonaukową biografię księcia. Wykazuje znakomitą orientację w ówczesnych stosunkach politycznych, zarówno wewnętrznych jak i międzypaństwowych, naświetla obyczajowość i mentalność siedemnastowiecznej szlachty Rzeczpospolitej. Na tym tle kreśli szeroki, obiektywny wizerunek księcia i jego działalności. Nie pomija stron ujemnych (warcholstwo, przechodząca wręcz w butę duma), podkreśla też jednak niedostrzegane zazwyczaj zalety (talenty organizacyjne i gospodarcze wykazane przy zasiedlaniu Zadnieprza, wewnętrzna, pozytywna przemiana charakteru księcia w ostatnich latach życia). Uwypukla wynoszone tradycyjnie pod niebiosa odwagę na polu bitwy, charyzmę i talenty militarne kniazia Jaremy (zaznacza tu jednak, iż nigdy nie potwierdził ich w skali strategicznej czy nawet operacyjnej – Wiśniowiecki nie miał bowiem okazji, by kiedykolwiek samodzielnie dowodzić większymi zgrupowaniami wojska), stara się wytłumaczyć przejawy okrucieństwa (osławiony kat Ukrainy stosował się do ówczesnych obyczajów, także prawnych; o dziwo, znacznie większym okrucieństwem wykazał się na kresach bohater narodowy wojny szwedzkiej Stefan Czarniecki, o czym często wolą zapominać jego admiratorzy). W sumie wyłania się obraz Jaremy Wiśniowieckiego jako postaci skomplikowanej, przechodzącej nadto w ostatnich, dramatycznych latach życia proces przemiany wewnętrznej. Autor zdaje się przy tym podzielać poglądy polityczne księcia na sposób rozwiązania problemu kozacko-ukraińskiego w połowie XVII w. Oczywiście, rozmowy i ustępstwa byłyby korzystne dla wszystkich (i zapewne ocaliłyby Rzeczpospolitą przed upadkiem), ale na to był czas przed 1648 r. Niestety, szlachta z różnych powodów nie potrafiła się na takie ustępstwa zdobyć, co doprowadziło do katastrofy. Natomiast po wybuchu powstania Chmielnickiego, kolejnych klęskach, zagładzie armii oraz niewyobrażalnej rzezi szlachty, katolickiego i unickiego duchowieństwa, Żydów, do której doszło na Ukrainie, jakiekolwiek rozmowy nie miały sensu i pogłębiały tylko paraliż oraz słabość państwa. Wiśniowiecki uważał, iż należy najpierw pokazać siłę, rozmawiać ewentualnie później. Ukazania siły Rzeczpospolitej w bitwie pod Beresteczkiem w 1651 r. wreszcie się doczekał (odegrał w niej istotną rolę), a że zwycięstwo to zmarnowano i nie przyniosło ono trwalszych efektów nie było już jego winą, bo w kilka tygodni później zmarł nagle w trakcie kampanii. Ze stanowiskiem księcia, aprobowanym przez Autora biografii, trudno się nie zgodzić. Jan Widacki oprócz dobrej znajomości tematu dysponuje ważnym dla popularyzatora nauki lekkim piórem. Pisze w sposób płynny, żywy, wciągający. W sposób jasny i konkretny ukazuje istotę omawianych kwestii, w razie kontrowersji historiograficznych przedstawia sporne stanowiska i przytaczane argumenty, zwykle zajmuje własne stanowisko. Z powodzeniem stara się utrzymać chronologiczny porządek wykładu. Nie wikła się w tematy poboczne, unika rozwlekłości, jałowych rozważań, popisów eseistycznych (stanowią one minus innej, niezłej skądinąd popularnonaukowej biografii czy raczej eseju poświęconego postaci księcia Jeremiego autorstwa Romualda Romańskiego, którą niedawno czytałem). Sam temat jest zresztą tak pełny dramatyzmu, że dodatkowych zabiegów literackich właściwie nie wymaga. Warto podkreślić, iż książkę napisano i wydano w początkach lat 80-ych XX w. Wyrażane bez ogródek opinie Autora zadziwiają w tym trudnym okresie śmiałością i nonkonformizmem. Już samo podejście do problemu ukraińskiego szło pod prąd ówczesnej, oficjalnej linii politycznej (popieranie idei zbrojnej pacyfikacji „powstania ludu ukraińskiego” w duchu księcia Jeremiego). Jeszcze odważniej wybrzmiewają opinie na temat Rosji oraz metod prowadzenia przez to państwo polityki zagranicznej, czy choćby dyplomacji. Autor porusza tę kwestię przy okazji pobytu w Polsce poselstwa rosyjskiego w 1650 r., przedstawiając i oceniając politykę oraz dyplomację rosyjską jako barbarzyńskie i prymitywne, prowadzone bezpardonowo z pozycji siły, szokujące dla narodów bardziej cywilizowanych. Związek księcia Wiśniowieckiego z pobytem poselstwa był tylko pośredni, jako jeden z senatorów listownie doradzał królowi oraz kanclerzowi sposób postępowania i temat można było w zasadzie pominąć. Jan Widacki omawia go jednak szeroko, wskazując na trafność rad udzielonych przez księcia – na siłę odpowiadać siłą, bo tylko to Rosja rozumie i szanuje. Autor dodaje od siebie, iż kraje „zachodu” (w ówczesnych realiach Europy Zachodniej) nie mają o tym pojęcia i ulegają różnym złudzeniom. Wydarzenia późniejszych stuleci, i niestety również obecne, wręcz z ostatnich dni (sierpień 2025 r.), w sposób jednoznaczny potwierdzają, iż w Rosji niewiele się zmieniło, a rady Jeremiego Wiśniowieckiego zachowały słuszność i aktualność. Na koniec kwestia przyczyn niespodziewanej śmierci Jeremiego Wiśniowieckiego. Książę zmarł w stosunkowo młodym wieku 39 lat, będąc w pełni sił, w trakcie kampanii wojennej. Choroba pojawiła się nagle i trwała tydzień. Podejrzewano otrucie z inspiracji hetmana Mikołaja Potockiego, osobistego wroga księcia (zresztą jednego z bardzo wielu). Aby położyć kres grożącym buntem wojska plotkom przeprowadzono sekcję zwłok, która niczego podejrzanego nie wykazała. Tajemnica pozostała do dziś niewyjaśniona, choroba mogła przecież pojawić się z przyczyn naturalnych, w obozach ówczesnych armii nigdy nie brakowało różnego rodzaju niebezpiecznych infekcji. Jan Widacki, naukowiec i prawnik-praktyk zajmujący się kryminologią sądową, był osobą kompetentną, by zmierzyć się z tą zagadką. Opisane objawy choroby księcia odpowiadają symptomom zatrucia związkiem arsenu. Były to „popularne” wówczas rodzaje trucizn, siedemnastowieczni lekarze nie potrafili bowiem wykryć ich śladów w ciele zmarłego. Ślady te mogą natomiast ujawnić współczesne metody medycyny sądowej, pozostają przy tym obecne przez stulecia np. w tkance kostnej. Spróbowano więc przeprowadzić w 1980 r. badania domniemanych szczątków księcia, spoczywających w klasztorze świętokrzyskim. Nie przyniosły one jednoznacznego rozstrzygnięcia, przede wszystkim jednak dlatego, że nie ma pewności, czy są to rzeczywiście doczesne pozostałości Jeremiego Wiśniowieckiego. Został on wprawdzie istotnie pochowany (po kilkuletnich „wędrówkach”) na Świętym Krzyżu, ale w XVIII w. klasztor poważnie ucierpiał w wyniku pożaru, który objął również miejsce pochowku księcia. Istnieją poważne obawy, czy szczątki księcia Jeremiego nie uległy wówczas zniszczeniu, a ze względu na popularność tej postaci nie podłożono innych. W 1980 r. nie było możliwości, by odpowiedzieć na to pytanie. Trzeba jednak zauważyć, iż możliwości takie istnieją obecnie, w postaci badań genetycznych. Doskonałego materiału porównawczego mogłyby dostarczyć szczątki syna księcia Jeremiego, króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, spoczywające w katedrze wawelskiej. Przeprowadzenie takich badań wymagałoby jednak pokonania różnego rodzaju przeszkód natury prawnej, religijnej, obyczajowej i nie zostały dotąd podjęte.
Nefer - awatar Nefer
ocenił na 10 7 miesięcy temu
Otton III Jerzy Strzelczyk
Otton III
Jerzy Strzelczyk
Jerzy Strzelczyk to fachura, a każdego, kto twierdzi inaczej, wyzywam na ubitą ziemię. Znany mediewista udowadnia to w swoich licznych pracach i "Otton III" nie jest tu wyjątkiem. Przeczytałem tę pozycję dwukrotnie, na przestrzeni kilkunastu lat i ponowna lektura jedynie utwierdziła mnie w powyższym przekonaniu. Książka składa się z 17 mniej lub bardziej obszernych rozdziałów. Można powiedzieć, że to dużo, jak na 230 stron tekstu. Siłą rzeczy, jak wspomniałem powyżej, niektórym zagadnieniom poświęcono więcej miejsca (np. zjazd gnieźnieński), a innym mniej (np. sprawa gandersheimska). W pracy Jerzego Strzelczyka odnajdujemy przede wszystkim sylwetkę młodo zmarłego cesarza, jednak nie brak także obszernych opisów innych postaci, tak wybitnych w tamtych czasach - tu mowa przede wszystkim o św. Wojciechu oraz papieżu Sylwestrze II (Gerbert z Aurillac). Siłą rzeczy musiały się one tu znaleźć, bo odcisnęły silne piętno na osobowości i umyśle władcy. Niemniej jednak, w oczywisty sposób to o Ottonie III czytamy najwięcej, co nie może dziwić. Niektórzy moi przedmówcy wyrażali tutaj swoje rozczarowanie spowodowane właśnie zwięzłym scharakteryzowaniem tejże postaci. Trudno się z tym zgodzić, trzeba bowiem zaznaczyć, że pomimo iż Otton był postacią wybitną, to umarł młodo (miał niespełna 22 lata) i siłą rzeczy tak naprawdę można mówić jedynie o kilku latach, kiedy samodzielnie podejmował decyzję i wpływał na losy swego kraju, a poprzez to pośrednio na całą Europę. Czym jest kilka lat w okresie wczesnego średniowiecza? Wiadomo, że dla nas - polskich czytelników - bardzo istotną część stanowi polityka polska cesarza, w tym przede wszystkim zjazd gnieźnieński. Tu znów odnalazłem komentarze mówiące o tym, że temat nie został wyczerpany. Nie sposób nie zaprotestować. Jedynym ewentualnym "mankamentem" jest fakt, że lwia część tego rozdziału to wykorzystanie dorobku z innej książki tego samego autora, tj. "Bolesława Chrobrego". Trudno jednak, żeby Strzelczyk "wynajdywał koło na nowo", skoro już raz w bardzo rzetelny sposób opisał to, co przyszło mu referować w "Ottonie III". Co do pobieżności - sam zaznaczyłem, że rozdział "U grobu św. Wojciecha" to jeden z najobszerniejszych (będąc ścisłym: najobszerniejszym po przedostatniej części zatytułowanej "Następca")w całej książce, więc jeśli zgodzić się z takim stanowiskiem, to trzeba by zarazem postulować, że książka powinna liczyć przynajmniej dwa razy więcej strony, niż aktualnie posiada. Nie musze tłumaczyć, że to raczej mało realne (a jeśli realne, to mogłoby to się odbić na jakości albo skręcić w stronę dygresji i zagadnień już w bardzo niewielkim stopniu związanych z głównym tematem). Nie mniej ciekawe, choć nieco egzotyczne są rozdziały takie jak "Sprawa gandersheimska" oraz "Merseburg: odwlekająca się restytucja", które bardziej niż biografię Ottona III opisują pewne procesy i funkcjonowanie instytucji kościelnych tego okresu. Czytelnik dowiaduje się, jak dużą rolę odgrywał klasztor w Gandersheimie (o którym możliwe, że nawet nic przed lekturą książki nie wiedział) i jak zawiłe były procedury prawne dotyczące powołania biskupstwa, odwołania biskupa itp. Przynajmniej o jeszcze jednym rozdziale należałoby wspomnieć, bo jest to rzecz szalenie ważna, jeśli chodzi o panowanie młodego Liudolfinga. Chodzi mianowicie o słynne "Renovatio Imperii Romanorum" i tu ewentualnie jestem w stanie się zgodzić, że można by napisać więcej, bo ta część liczy sobie jedynie 13 stron. Warto wspomnieć także o opisie pobytów cesarza w Italii - oczywiście to musiało znaleźć istotne miejsce w pracy Strzelczyka, bo tym przecież charakteryzował się Otton: chciał przenieść stolicę państwa do Rzymu, chciał wskrzesić potęgę dawnego imperium, dążył do przywrócenia przeszłych instytucji, zwyczajów i obrzędów. Niemniej bunty, z jakimi musiał sobie radzić cesarz w Wiecznym Mieście, jego wędrówki po Półwyspie Apenińskim, jego znajomości z wielkimi umysłami epoki działającymi na tym obszarze - to wszystko stanowiło pasjonującą lekturę, a zarazem coś nie do końca ugruntowanego, jeżeli chodzi o naszą wiedzę o tym niesamowitym człowieku. Nam bowiem kojarzy się on praktycznie jedynie ze zjazdem gnieźnieńskim. Wspomniałem na samym początku, że autor "Ottona III" to wybitny specjalista. Pamiętajmy jednak, że historycy chcący publikować i wydawać książki, muszą posiadać - poza ogromną wiedzą - jeszcze co najmniej jedną cechę. Chodzi o lekkie pióro. Tylko tyle i aż tyle. Jerzy Strzelczyk zdecydowanie to posiada. Prowadzi swój wykład w sposób spójny, logiczny i czytelny. Nie stosuje udziwnionych konstrukcji, ale gdy trzeba posługuje się specjalistycznym słownictwem, w zasadzie nieodzownym przy charakteryzowaniu tej odległej epoki. Na koniec: chapeau bas!
Glosy_historii - awatar Glosy_historii
ocenił na 9 5 miesięcy temu
Kazimierz Jagiellończyk i jego czasy Maria Bogucka
Kazimierz Jagiellończyk i jego czasy
Maria Bogucka
Maria Bogucka, znakomita znawczyni epoki nowożytnej, pokazała w biografii syna Jagiełły, iż równie swobodnie porusza się po meandrach późnego średniowiecza. Jak na uczennicę Mariana Małowista przystało, jej praca nie ogranicza się wyłącznie do dziejów politycznych panowania Kazimierza Jagiellończyka, ale kreśli ona sylwetkę tegoż władcy na bardzo szerokim tle stosunków społecznych, gospodarczych, kulturalnych i naukowych jego czasu. Coś w stylu szkoły Annales, tylko w wersji mini. Konstrukcja książki ma charakter problemowy, a nie chronologiczny, co może być poczytywane przez niektórych jako jej minus. I faktycznie, autorka często wraca do okresów życia Kazimierza niejako zamkniętych już w poprzednich rozdziałach, aby przedstawić zagadnienia jego życia i panowania od innej strony. Metoda ta jest umiejętnie przeprowadzona, gdyż nie spotykamy się z powtórzeniami, aczkolwiek narracja nie jest tak klarowana, jak w sytuacji opisu życia bohatera od narodzin, aż do śmierci. Odnosząc się zaś do meritum, to z pewnością nie można powiedzieć, że książka jest przeładowana faktami. Raczej mamy tu do czynienia z zagajeniem problemów, pewną sygnalizacją najważniejszych rysów epoki i postaci króla. Jeśli natomiast ktoś ma ochotę pogłębić swoje studia nad epoką trzeciego z kolei Jagiellona na naszym tronie, to służą temu liczne odsyłacze do fachowej, monograficznej literatury. Epoka Kazimierza Jagiellończyka jest okresem ogromnie ważnym dla naszej historii. To w jej trakcie dochodzi do szeregu przemian społeczno-gospodarczo-ustrojowych, które zaważą na późniejszych losach państwa polsko-litewskiego. Wystarczy przypomnieć, że w trakcie dosyć długich rządów Kazimierza dochodzi do ukształtowania się modelu ustrojowego kraju, który już niebawem będzie nazywany demokracją szlachecką. Maria Bogucka wskazuje konkretne fakty i wyjaśnia ich przyczyny, które doprowadziły do takich, a nie innych zmian w sposobie sprawowania władzy przez króla, jego relacji ze szlachtą, a w końcu - procesu podporządkowywania sobie przez tą ostatnią niższych stanów, co doprowadziło w przyszłości do opłakanych dla państwa skutków. Autorka bardzo umiejętnie wplata w tok wywodów liczne anegdoty i ciekawe spostrzeżenia czołowych aktorów sceny politycznej ówczesnych czasów. Warto zwrócić uwagę na trafne (i jakże aktualne) stwierdzenie słynnego Kallimacha, który wyraził w swych radach taką opinię o Polakach: "Dać się Polakom wygadać - Polacy wiele mówią, ale niewiele potem czynią". Polecam książkę osobom, które chcą nabyć podstawowych wiadomości o historii Rzeczypospolitej drugiej połowy XV wieku i władcy, co do którego wszyscy dzisiejsi monarchowie europejscy mają swych przodków wśród jego potomków (ustalenia Włodzimierza Dworzaczka).
Munk - awatar Munk
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Templariusze Régine Pernoud
Templariusze
Régine Pernoud
Régine Pernoud, jedna z najbardziej znanych mediewistek XX wieku, znana ze swej skrupulatności źródłowej i z zamiłowania do odmitologizowywania Średniowiecza, podjęła w "Templariuszach" trud sprostowania wielu przekonań i legend, które od stuleci narosły wokół zakonu templariuszy. Książka ma formę zwięzłego studium popularnonaukowego, co nadaje jej charakteru przystępnego lecz nie trywialnego. Pernoud zaczyna od genezy zakonu: potrzebie ochrony pielgrzymów w Ziemi Świętej, chaosie pokoro-krucjatowym po 1099 roku oraz kontekście religijnym i militarnym, który doprowadził do założenia zakonu templariuszy około 1119–1120 roku. Autorka zaznacza, że idea i pierwotny mandat Zakonu były wyraźnie religijne i dobroczynne — ochrona pielgrzymów była zadaniem pierwszoplanowym, a dopiero z czasem templariusze rozwijali inne role. Kolejne rozdziały nieco mnie znużyły, ponieważ drobiazgowo omawiają życie wewnętrzne zakonu: strukturę organizacyjną, regułę (która była pewnym kompromisem między życiem religijnym a wojskowym), zwyczaje, codzienność, odzienie, rytuały przyjmowania nowych członków. Pernoud nie unika detali. Odrębna część poświęcona jest działalności gospodarczej, finansowej i architektonicznej. Autorka ilustruje, jak templariusze, dzięki hojności darczyńców i dzięki swoim własnym inwestycjom i zarządzaniu, stawali się właścicielami wielu komandorii, zarządzali majątkami, pełnili funkcje bankierskie, prowadzili działalność gospodarczą — co z jednej strony wzmacniało ich pozycję, z drugiej — budziło ambicje władców świeckich. Architektura, jak zauważa Pernoud, często bywała mitem: na przykład przekonanie, że wszędzie templariusze budowali okrągłe kościoły, jest przesadą; autorka wskazuje, że przypadków jest kilka, lecz nie stanowią reguły. Kulminacyjnym momentem jest owiany złą sławą proces i kasata zakonu — działania króla Francji Filipa IV („Filip Piękny”) oraz papiestwa. Autorka przedstawia je jako rezultat skomplikowanego splotu czynników: politycznych (potrzeba pieniędzy, długi króla), ambicji władzy świeckiej nad majątkami templariuszy, konfliktów między jurysdykcją papieską a królewską oraz słabości instytucjonalnych, a wreszcie oskarżeń o herezję i praktyki sabatu, które Pernoud uważa za wymyślone, wyolbrzymione lub zmanipulowane w trakcie procesu. Końcowa część dotyczy recepcji templariuszy po ich upadku — symboliki, legend, interpretacji ich dziejów przez kolejne pokolenia (ofiary tyranii?, tajemniczy zakon masoński?, spisek?, na pewno obiekt popularnych mitów). Tu Pernoud stawia na przywrócenie głosu dokumentom głosu (co zresztą można odczytać jako apel o odpowiedzialność historyków. Rzetelność źródłowa jest zresztą znakiem rozpoznawczym książek Pernoud. Badaczka zawsze opiera się na dokumentach - w tym przypadku archiwach, aktach procesów, przepisach zakonu. Jednocześnie – mimo że omawia trudne i czasem niewdzięczne kwestie (struktura zakonu, reguły, administracja, finanse, architektura), czyni to w sposób klarowny dla czytelnika. To, co wyróżnia tę pracę, to niechęć do mitów. Autorka często kontrastuje legendę z dokumentem, starając się rozróżnić, co da się z pewnością udokumentować, a co jest efektem późniejszych przekręceń, symboli, fantazji. Tego rodzaju podejście jest bardzo potrzebne w tematyce templariuszy, ponieważ wokół nich narosło wiele teorii spiskowych, mistycyzmu i sensacyjnych narracji. Oczywiście ze względu na swoją formę i objętość, książka nie może być monografią wyczerpującą. Niektóre aspekty są potraktowane jedynie powierzchownie — np. wewnętrzne konflikty zakonu, różnice regionalne, życie pojedynczego brata / rycerza templariusza, szczegóły duchowości. Czytelnik szukający bardzo szczegółowych analiz znajdzie w niej punkty zaczepienia, ale będzie potrzebował dodatkowych źródeł. Ponadto, chociaż autorka często odnosi się do roli templariuszy w Ziemi Świętej, ich relacji z muzułmanami czy ze światem islamu, te aspekty są raczej tłem, nie głównym wątkiem. Kto chciałby zgłębiać kontakt kulturowy, relacje, wpływ templariuszy na regiony poza Europą Łacińską, może odczuć niedosyt. Ponieważ Pernoud stara się zdystansować od legend, fantasmagorii i mitów, mniej miejsca poświęca analizie tego, dlaczego te mity powstawały, jak były wykorzystywane w literaturze, sztuce, popkulturze. To nie jest krytyka fundamentalna — autorka wyraźnie nie zamierzała tego zrobić dogłębnie — ale jeśli oczekiwać refleksji kulturowej nad mitami templariuszy, należy szukać dalszych lektur. W świecie historiografii temat templariuszy ciągle się rozwija, więc książka Pernoud nie uwzględnia najnowszych odkryć (to naturalne w przypadku krótkiego, popularnonaukowego opracowania). Choć "Templariusze" to przede wszystkim dzieło historyczne, ma również wymiar literacki: język jest elegancki, spokojny, Pernoud potrafi budować narrację bez nadmiernego patosu, ale z widocznym szacunkiem dla postaci i wydarzeń. Jej opisy są nacechowane troską o fakty, ale także – gdy trzeba – o wymiar moralny historii: jakie były konsekwencje pychy władzy, jakie skutki dla zakonu i dla wiernych miały decyzje polityczne, jakie wartości legły u podstaw życia templariuszy. Książka wpisuje się też w szerszy projekt autorki, który polega na rehabilitowaniu Średniowiecza, przeciw stereotypowemu przekonaniu, że był to czas prymitywizmu, fanatyzmu i zamętu. Pernoud pokazuje, że Średniowiecze miało swoje struktury, kulturę, duchowość i że zakony, w tym templariusze, były instytucjami głęboko osadzonymi w ówczesnych realiach społecznych, politycznych i religijnych. Ta książka przypomina, iż historia templariuszy jest wciąż fascynująca — nie dzięki legendom, ale dzięki samej rzeczywistości: ludziom, instytucji, konfliktom, wierzeniom, polityce i zwykłych codziennych obowiązkach zakonników.
Telksinoe - awatar Telksinoe
ocenił na 7 6 miesięcy temu

Cytaty z książki Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Na płonącej Ukrainie. Dzieje Kozaczyzny 1648-1651