Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich

Okładka książki Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich
Leszek Adamczewski Wydawnictwo: Replika historia
336 str. 5 godz. 36 min.
Kategoria:
historia
Format:
papier
Data wydania:
2011-08-01
Data 1. wyd. pol.:
2011-08-01
Liczba stron:
336
Czas czytania
5 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376741253
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich

Średnia ocen
7,2 / 10
101 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
235
235

Na półkach:

38/2024

Leszek Adamczewski jest zmarłym w sierpniu 2022 roku popularyzatorem historii i dziennikarzem. W swojej publikacji pochylił się nad końcowymi wydarzeniami II wojny światowej na pierwszym terytorium rdzennie niemieckim, które stanęło na drodze Armii Czerwonej.

„Teraz stoimy przed jaskinią, z której napadł na nas faszystowski agresor. Zatrzymamy się dopiero wtedy, gdy zrobimy porządek. Nie będzie litości dla nikogo. Kraj faszystów musi zamienić się w pustynię” — generał Iwan Czerniakowski, dowódca 3 Frontu Białoruskiego.
„Jeśli zabiłeś jednego Niemca, zabij jeszcze jednego — dla nas nie ma lepszego widoku niż niemieckie trupy. Nie licz kilometrów! Licz tylko zabitych przez ciebie Niemców!” — radziecki pisarz żydowskiego pochodzenia, wielki piewca komunizmu, korespondent radzieckiej prasy w czasie II wojny światowej.

Jeśli prości żołnierze słyszeli takie hasła od swojego dowódcy lub czytali o tym w oficjalnym biuletynie (pod warunkiem, że umieli czytać...), to czy w ogóle było możliwe ich humanitarne zachowanie względem ludności Prus Wschodnich? Oczywiście, że nie, ale skali barbarzyństwa, gwałtów i grabieży nie mogli sobie wyobrazić nawet ich zwierzchnicy wojskowi.

O tym jest m.in. ta książka. Autor opowiada o zagładzie pięknych miasteczek, z perłami kultury i architektury, o grabieży najcenniejszych zabytków, ale także o apokalipsie dla milionów ludzi rzuconycy na pożarcie „łaknących” niemieckiej krwii krasnoarmiejców

A nade wszystko trzeba podkreślić, że na te cierpienia Niemcy zostali skazani przez swoich „światłych” wodzów. To Hitler kategorycznie zakazał ewakuacji ludności i nakazał obronę każdej ulicy i każdego domu do samego końca. Gorliwym wykonawcą jego woli był degenerat i zbrodniarz Erich Koch, gauleiter Prus Wschodnich.

Elementem, który przewija się w praktycznie wszystkich rozdziałach jest Bursztynowa Komnata, arcydzieło architektury zaginione od 1945 roku. Ostatnim miejscem w którym było widziane był Königsberg (Królewiec lub Kaliningrad). Możliwe, że skrzynie z tym bezcennym ładunkiem spłonęły w pożarze zamku po bombardowaniu Aliantów i wieloletnie poszukiwania są od zawsze skazane na fiasko. Jednakże pewności co do losów tego skarbu możliwe, że nigdy nie uzyskamy...

38/2024

Leszek Adamczewski jest zmarłym w sierpniu 2022 roku popularyzatorem historii i dziennikarzem. W swojej publikacji pochylił się nad końcowymi wydarzeniami II wojny światowej na pierwszym terytorium rdzennie niemieckim, które stanęło na drodze Armii Czerwonej.

„Teraz stoimy przed jaskinią, z której napadł na nas faszystowski agresor. Zatrzymamy się dopiero wtedy,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

268 użytkowników ma tytuł Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich na półkach głównych
  • 134
  • 130
  • 4
53 użytkowników ma tytuł Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich na półkach dodatkowych
  • 28
  • 7
  • 7
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Leszek Adamczewski
Leszek Adamczewski
Polski pisarz i dziennikarz. Absolwent Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracę dziennikarską rozpoczął już na studiach. Autor prawie trzydziestu książek o zagadkowych i tajemniczych wydarzeniach z lat drugiej wojny światowej, w tym o losach skarbów kultury. Utrzymana w charakterystycznym dla Adamczewskiego stylu książka „W królestwie Hansa Franka” jest pierwszą w jego dorobku w całości poświęconą Generalnemu Gubernatorstwu.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

SS. Przestroga historii Guido Knopp
SS. Przestroga historii
Guido Knopp
Trochę mnie ta książka zmęczyła (nie tylko dlatego, że miałem kiepski plik z powtórzoną treścią...). Jest długa, szczegółowa, a kiedy się przynajmniej część treści znało już z innych źródeł, to może to znudzić. Jest dużo informacji i są one podane w taki naukowy sposób, to też nie sprzyja lekkiej lekturze. Ale dla zainteresowanych warto z tych samych powodów - bo jest szczegółowa i jest to kawał wiedzy, autor się postarał. Oprócz historii powstania SS i sylwetek kilku bardziej znaczących członków, opisuje też historię losów powojennych, a to również było ciekawe. Mimo że mnie zmęczyła, oceniam dość wysoko. Na koniec jeden ciekawy cytat/wiosek autora: "Reasumując: formacja SS odzwierciedlała w pełni niemieckie społeczeństwo. Większość jej członków stanowili „zwykli ludzie”, którzy w tych szczególnych warunkach stali się zbrodniarzami. Przyczyniło się do tego przestępcze państwo, w jakim przyszło im żyć. Jeśli państwo twierdzi, że mordowanie ludzi to wprawdzie postępowanie okrutne i niehumanitarne, ale służy wyższemu i dobremu celowi, to więzy moralne okazują się widocznie zbyt słabe, aby powstrzymać masy przed zachowaniem o wszelkich znamionach przestępstwa. Ludzie, którzy stawali się kryminalistami, w dużej części nie uświadamiali sobie, że postępują źle. Jak brzmi morał tej historii? Sprawcą zbrodni mógł zostać każdy. Jeśli przestępcze państwo likwiduje bariery oddzielające prawo od bezprawia, żaden z jego obywateli nie może zagwarantować, że będzie podążał niezmiennie właściwą drogą. Natura ludzka jest na to zbyt słaba. Coś z Himmlera i Mengele, z Eichmanna i Heydricha tkwi w każdym z nas. W innych czasach i innych okolicznościach wszyscy ci ludzie mogliby się wykazać „zupełnie normalnym” życiorysem, byliby zwykłymi, niepozornymi obywatelami. Himmler zostałby może nauczycielem szkoły średniej, Heydrich oficerem marynarki, a Mengele pediatrą...? Przejawem lekkomyślności byłaby nadmierna wiara w człowieczeństwo człowieka, ta cecha jest bowiem zbyt zmienna i krucha. Jedynie demokratyczne państwo, które szanuje swobody obywatelskie i ustanawia klarowne normy prawne, jest w stanie zapobiec panoszeniu się bezprawia." - cóż, zgadzam się, dlatego za tak ważne uważam uważne wybieranie polityków... (czytana/słuchana: 19-21.10.2024) 4+/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na 7 1 rok temu
Śmiertelna Choroba Hitlera i Inne Tajemnice Nazistowskich Przywódców John Kingsley Lattimer
Śmiertelna Choroba Hitlera i Inne Tajemnice Nazistowskich Przywódców
John Kingsley Lattimer
Jak się okazuje, wygrzebałam z domowej biblioteczki unikatową perełkę. Relacja Johna K. Lattimera, dr medycyny i nauk przyrodniczych, lekarza przy Trybunale Norymberskim okazała się wstrząsająca i niesłychanie ciekawa . Gdy uświadomiłam sobie, że to wszystko wydarzyło się naprawdę, to ciarki przeszły mi po plecach. Autor był oficerem służby medycznej, który dowodził żołnierzami. Opowiadał o pociągach pełnych trupów, o komorach gazowych, krematoriach. Zgromadził też wiele pamiątek i artefaktów związanych w nazizmem. Może zabrzmi to dziwnie, ale bardzo mu zazdroszczę, iż udało mu się zgromadzić tyle eksponatów, które wprawdzie są trochę kontrowersyjne, ale dają namacalne świadectwo tego, czego osobiście był naocznym świadkiem. W osobnych podrozdziałach opisano między innymi różne fakty i ciekawostki związane z takimi tuzami nazizmu jak: Adolf Hitler – który chorował na Parkinsona, zapalenie zatok, a oprócz tego miewał problemy z żołądkiem, z zębami. Do tego był uzależniony od leków i narkotyków. Miał też anomalia anatomiczne i swoje dziwactwa. Malował obrazy i szkicował projekty budynków, a ciekawostką jest fakt, iż elementy obrazów i budynków zamiast stać prosto, pochylały się w którąś stronę. Dowiadujemy się też sporo intersujących faktów z życia Ewy Braun i roli jaką pełniła przy boku Hitlera. Charakteryzowało ją upodobanie do luksusu i ćwiczeń gimnastycznych. Mamy okazję prześledzić nie tylko fakty z ich życia ( w tym ostatnich godzin życia), ale również poznać szczegóły dotyczące samobójczej śmierci obojga. Hermann Goring – dowiadujemy się o jego roli w partii nazistowskiej, upodobaniu do polowań i luksusu słabostkach, dziwactwach, uzależnieniu od narkotyków. O tym jak zachowywał się podczas procesu norymberskiego jak również poznajemy szczegóły jego samobójczej śmierci. Rudolf Hess – zastępca Hitlera i jego nietypowe zachowanie na procesie norymberskim, symulujące chorobę psychiczną i rzekomą amnezję a potem zagadkowe samobójstwo popełnione w więzieniu Spandau w wieku 93 lat, które równie dobrze mogło być morderstwem, na co wskazywało wiele faktów. W dalszych rozdziałach autor przybliża więzienny system bezpieczeństwa i występujące w nim luki, a także charakterystykę niektórych skazanych (tych znanych i sławnych jak np. Speer , Ribbentrop i tych pozostających gdzieś bardziej w cieniu, co nie znaczy, że mniej winnych zbrodni wojennych) w głównym procesie norymberskim. Ostatni rozdział (na szczęście krótki) poświęcono Lindberghowi, a był on dla mnie trochę nudny i nie wiem czy tak do końca potrzebny. Na koniec autor wyjaśnia jeszcze w jaki sposób zdobywa wojenne pamiątki, jak odbywają się aukcje, sprzedaże i wymiany cennych i unikatowych artefaktów wojennych, takich jak rzeczy osobiste należące do nazistów. Na szczęście autor książki nie gustował w tak drastycznych pamiątkach jak abażury z ludzkiej skóry czy fragmenty sznurów, na których powieszono zbrodniarzy wojennych. W książce zamieszczono sporo niezwykłych i unikatowych fotografii, dokumentów, szkiców, listów pisanych przez więźniów, a całość okazała się niesamowicie ciekawa, tym bardziej, że wszystko to dotyczy nad wyraz mrocznej prawdy historycznej. Dużo tu ciekawostek, które w relacji naocznego świadka tamtych wydarzeń robią ogromne wrażenie. Lektura wciągająca nawet dla kogoś, kto nieszczególnie interesuje się historią II wojny światowej, natomiast dla pasjonatów tego tematu – prawdziwa gratka.
Agafitness - awatar Agafitness
ocenił na 7 2 lata temu
Od rzezi wołyńskiej do akcji "Wisła" Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947 Grzegorz Motyka
Od rzezi wołyńskiej do akcji "Wisła" Konflikt polsko-ukraiński 1943-1947
Grzegorz Motyka
To książka trudna i potrzebna. Grzegorz Motyka opisuje jeden z najbardziej bolesnych okresów w historii relacji polsko-ukraińskich. Robi to bez uproszczeń i bez emocjonalnych skrótów. Autor prowadzi cię od rzezi wołyńskiej przez kolejne etapy eskalacji przemocy aż do akcji Wisła. Pokazuje ciąg przyczyn i skutków. Wyjaśnia, dlaczego doszło do masowych mordów, jak działały podziemia zbrojne i jak na konflikt reagowało państwo polskie po wojnie. Największą siłą książki jest warsztat historyczny. Motyka opiera się na dokumentach, relacjach świadków i analizie decyzji politycznych. Unika prostego podziału na ofiary i sprawców. Pokazuje odpowiedzialność różnych stron i dramat zwykłych ludzi, którzy znaleźli się w centrum konfliktu. To nie jest lektura lekka. Duża liczba faktów i nazwisk wymaga skupienia. Jeśli jednak chcesz zrozumieć, skąd biorą się dzisiejsze napięcia i jak głęboko sięgają ich korzenie, ta książka daje solidne podstawy. To pozycja dla czytelnika, który szuka wiedzy, a nie potwierdzenia prostych tez. Pomaga spojrzeć na historię bez mitów i bez wygodnych skrótów. Motyka pokazuje też, jak groźny bywa nacjonalizm, gdy staje się jedynym filtrem patrzenia na świat. Książka uświadamia, do czego zdolni są ludzie wobec ludzi. Często nie żołnierze, lecz cywile. Sąsiedzi, którzy jeszcze wczoraj żyli obok siebie. Pada tu pytanie, którego autor nie upraszcza. Czy w walce o niepodległość każda metoda jest usprawiedliwiona. Lektura prowadzi raczej do wniosku, że przekroczenie tej granicy zawsze kończy się moralną katastrofą. Dużo miejsca poświęcono także polityce narodowościowej II Rzeczpospolitej. Motyka nie idealizuje państwa polskiego. Pokazuje, że brak dialogu, presja administracyjna i krótkowzroczne decyzje władz pogłębiały konflikty na Kresach. Nie były one bezpośrednią przyczyną zbrodni, ale stworzyły grunt, na którym radykalne ideologie łatwiej trafiały na podatny teren. Autor przypomina, że była to wojna w wojnie. Chaos, rozpad struktur państwowych i strach potęgowały brutalność. W takich warunkach nacjonalistyczna propaganda działała szczególnie skutecznie. Spór o przyszłą granicę podzielił Polaków i Ukraińców w chwili, gdy oba narody znalazły się pod śmiertelną presją z zewnątrz. Motyka wyraźnie akcentuje bezwzględną politykę okupacyjną Niemców i Sowietów. Jej celem było zniewolenie całej Polski. Zarówno Polaków, jak i Ukraińców. Dla ukraińskich nacjonalistów Polacy byli znienawidzonymi okupantami. Dla nazistów Polacy stanowili niższą kategorię rasową, przeznaczoną po wymordowaniu inteligencji do roli narodu niewolników. Dla Sowietów byli „polskimi panami”, których należało zniszczyć albo przymusowo „zresocjalizować”. Na tle tych opisów szczególnie mocno wybrzmiewa zdanie, które ciśnie się na myśl czytelnika. „Ludzie ludziom zgotowali ten los”. Ta książka nie pozwala o tym zapomnieć. Pokazuje, że historia nie jest abstrakcyjnym procesem. Tworzą ją konkretni ludzie i ich decyzje. Czasem podejmowane w imię idei, które miały wyzwalać, a w praktyce prowadziły do masowego okrucieństwa.
Kamil - awatar Kamil
ocenił na 8 2 miesiące temu
Kreta: Podbój i opór Antony Beevor
Kreta: Podbój i opór
Antony Beevor
41/2024 Podczas ataku na Zachodzie, w maju 1940 roku na drodze Niemców ku Francji kluczowym miejscem na samym początku kampanii był belgijski fort Eben-Emael, przy granicy z Holandią w okolicy Maastricht. Dobrze wstrzelana artyleria z fortu broniła mostów na Kanale Alberta. Zdobycie przepraw było kluczowe dla powodzenia uderzenia na Belgię. Operacja powietrznodesantowa przy użyciu szybowców zakończyła się pełnym sukcesem i otwarciem bram do Belgii. Poza najsłynniejszą akcją w Eben-Emael niemieccy spadochroniarze mieli duży udział w sukcesach w Norwegii (Narwik) czy Holandii (Rotterdam, gdzie ze swoimi ludźmi skoczył dowódca wojsk powietrznodesantowych generał Kurt Student). Mając w pamięci te błyskotliwe sukcesy Kurt Student zaproponował podobną tego typu operację, ale na nieporównywalnie większą skalę i ze znacznie wyższą stawką. Obszarem, który był solą w oku państw Osi była Kreta. Ostatnie suwerenne terytorium Grecji i miejsce do którego ewakuowany został król Jerzy II z rodziną i najważniejsze instytucje państwowe oraz alianckie wojska i ich dowództwo. Na czele sił Krety stanął Nowozelandczyk generał Bernard Freyberg. Niemcy mieli świadomość, że pozostawienie Brytyjczyków na Krecie stanowiłoby ogromne zagrożenie dla „miękkiego podbrzusza” Europy w obliczu nieuchronnego ataku na Związek Sowiecki i silnego zaangażowania na Wschodzie. Z Krety możliwe było by atakowanie rafinerii naftowych w rumuńskim Ploieşti za pomocą bombowców RAF, które mogły być przebazowane te tę największą grecką wyspę. Nie trzeba dodawać, że rumuńskie pola naftowe urastały do miana kluczowego miejsca dla przestawionej na wojenne tory niemieckiej gospodarki. Plan zakładał przetransportowanie spadochroniarzy z lotnisk na Peloponezie i Attyce. Siły spadochronowe liczące ok 10 tysięcy żołnierzy miały opanować lotniska i porty w Heraklionie, Chanii i Maleme co umożliwiłoby dostarczenie drogą lotniczą i morską 5. Dywizję Górską oraz czołgów z 5. Dywizji Pancernej. Plan otrzymał kryptonim „Merkury” i data została wyznaczona na poranek 20 maja 1940 roku. Dowódca wojsk alianckich na wyspie otrzymał tajne depesze przechwycone z Enigmy, ale wyciągnął kompletnie błędne wnioski. Freyberg był przekonany, że desant spadochronowy i szybowcowy jest tylko zasłoną dymną dla operacji desantu z morza. Niemcy także podczas realizacji operacji popełnili ogromny błąd zakładając, że ludność wyspy stosunkowo wrogo nastawiona do greckiej władzy centralnej przyjmie inwazję w najgorszym wypadku z obojętnością. Było to założenie na wskroś błędne, ponieważ od pierwszego dnia Kreteńczycy stanowczo przeciwstawili się najeźdźcom. Myślę, że nie będzie przesadą, że Kreteńczycy i wosjka alianckie przysporzyły Kurtowi Studentowi masy siwych włosów. Już pierwszego dnia Niemcy ponieśli kolosalne straty wśród spadochroniarzy. Liczba 1863 zabitych żołnierzy była prawdziwym szokiem. Niemcy trafili na solidnie przygotowane pozycje Aliantów i wielu żołnierzy śmierć spotkała jeszcze w powietrzu lub niedługo po wylądowaniu z rąk wściekłej rdzennej ludności. Ten stanowczy opór miejscowej ludności Niemcy powetują sobie podczas okupacji zaprowadzają brutalne represje ludności Krety. Mimo kolosalnych strat wśród Niemców wojska sojusznicze podjęły decyzję o wycofaniu się do Egiptu, ponieważ Niemcy zdobyli lotniska i dzięki temu mogli zacząć przerzucać wojska na wyspę. To jednak nie był koniec wojny, a dopiero początek. Kreteńczycy postawili o wiele skuteczniejszy opór niż macierzyste terytoria Grecji i okupacja tych terenów była dla Niemców bardzo trudna, ale dla ludności niosła wielokrotnie więcej cierpienia. Operacja „Merkury” do której Hitler był od początku bardzo sceptycznie nastawiony tylko utwierdziła go w przekonaniu, że więcej tego typu operacji Niemcy przeprowadzać nie będą. I faktycznie do końca wojny nie przeprowadzano już operacji na taką skalę. Kompletnie odwrotne wnioski z tej operacji wyciągnęli znowu Alianci. Może w tym miejscu trzeba upatrywać genezy straszliwej klęski jaką była „Market Garden” trzy lata później? ... Idealnym zwieńczeniem całej operacji kreteńskiej będą słowa Pyrrusa, króla Epiru wypowiedziane ponad 2200 lat zanim Niemcy zdobyli Kretę i które z mogłyby się spokojnie pojawić się w głowie Adolfa Hitlera: „Jeszcze jedno takie zwycięstwo i jesteśmy zgubieni”. *** Antony Beevor kreśli rozwój wydarzeń Krecie w bardzo interesujący sposób. „Kreta. Podbój i opór” jest bardzo dobrą pozycją, ale nie tak dobrą jak „Stalingrad” i „Berlin 1945”. Natomiast jest o niebo lepsza od „Walki o Hiszpanię”, która mnie dość wymęczyła w ubiegłym roku. Odnoszę wrażenie, że „Kreta” nie jest napisana w tak lekki sposób jak „Stalingrad” i „Berlin”. Może to przez to, że została pierwszy raz wydana w 1991 roku i była jedną z pierwszych jego książek historycznych, przez co ten świetny styl klarował się z czasem. Niemniej jednak każdemu zainteresowanemu tematem operacji „Merkury” i okupacji Krety polecam tę książkę, bo jest to najlepsza pozycja o tym epizodzie II wojny światowej wydana w języku polskim.
Ahura Mazda - awatar Ahura Mazda
oceniła na 7 1 rok temu
Leningrad. Tragedia oblężonego miasta Anna Reid
Leningrad. Tragedia oblężonego miasta
Anna Reid
e book Miałam wątpliwości co właściwie sądzę o tej książce i jak ją mam ocenić. Początkowo myślałam, że będzie to klasyczna monografia historyczna, zupełnie jednak monografią nie jest i zdecydowanie bliżej tu do reportażu historycznego. Mamy tu dość dokładny opis początku inwazji Niemców na Związek Radziecki, autorka zarysowuje tło wydarzeń oraz nastroje polityczne i postaci głównych "bohaterów" odpowiedzialnych za tragedię frontu wschodniego. Jest to początek. Kolejne rozdziały, to właściwie (poparta wypowiedziami) relacja świadków tragedii jaka dotknęła Leningradczyków. Lwia część książki to opowieść o głodzie, który dotknął miasto i odmienia się go przez wszystkie przypadki. Tak jak wiem iż jest to temat najbardziej bolesny i najważniejszy, tak ciągnie się naście rozdziałów i w zasadzie dominuje książkę kompletnie. Mniej więcej w połowie orientujemy się, że już nie bardzo wiemy w zasadzie co z tymi najeźdźcami w roku 42 się dzieje. Owszem wiemy, że gdzieś tam są jacyś Niemcy, wiemy, że front się zbliża, z relacji świadków wiemy, że słyszą w tle bomby i eksplozje, ale brakuje tu balansu pomiędzy częścią reporterską, a tą typowo historyczną i to jest mój największy zarzut... Na koniec autorka "wraca na front", ale środek książki jest kompletnym reportażem. Pomijając to.... Nadal... Jest to bardzo ciekawa, lekko napisana(choć w kontekście treści słowo lekko zgrzyta), przystępna książka, która nie przytłoczy, a oferuje sporo informacji oraz jest świadectwem ofiar tego strasznego, podłego czasu w historii. To jest największą wartością tej książki. Na pewno nie jest to książka, która zaskoczy czy będzie dużą dawką wiedzy dla historyka, ale nie każda książka musi taką książką być. Na pewno warto przeczytać i na pewno jest to pozycja, która rewelacyjnie sprawdzi się jeśli chcemy dowiedzieć się czegoś o oblężeniu, a boimy się przytłoczenia mnogością dat, szczegółowych opisów kampani itp Ta książka tego z pewnością nie zrobi. Nie jest to ani wada, ani zaleta, a jedynie jej cecha. Dobra i ciekawa pozycja.
NiegdyśNatalia - awatar NiegdyśNatalia
oceniła na 7 4 miesiące temu
Snajper na froncie wschodnim. Wspomnienia Josefa Allerbergera Albrecht Wacker
Snajper na froncie wschodnim. Wspomnienia Josefa Allerbergera
Albrecht Wacker
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że książka to spisana relacja niemieckiego snajpera z czasów drugiej wojny światowej. Mamy zatem wspomnienia żołnierza, oczywiście stawiającego go w jak najlepszym świetle, pomijającego różne "niewygodne" aspekty, ludobójstwo jakiego dopuściło się niemieckie wojsko na froncie wschodnim, a do tego spisane przez inną osobę, co wpływa akurat na styl książki. Jest to zatem książka relacjonująca wspomnienia snajpera, który na front trafił jako ochotnik, który po osiągnięciu pełnoletniości zgłosił się do służby w Wehrmachcie. Po szkoleniu, jako strzelec górski, obsługujący ciężki karabin maszynowy, szybko ujawnił swoje zdolności strzelca wyborowego i został snajperem. Walczył od lipca 1943 roku aż do samej kapitulacji i szczęśliwej dość ucieczki do domu. Biorąc pod uwagę, że są to wspomnienia snajpera, to jest to tytuł dość wyjątkowy, a opisy walk wydają się bardzo wiarygodne, poparte także licznymi zdjęciami z opisywanych wydarzeń, ludzi. Sporo jest ciekawostek, realiów służby, walki, relacji między żołnierzami. Jak to już nie pierwszy raz czytając wspomnienia niemieckich żołnierzy, znajdziemy tu nieskrywaną pogardę dla przeciwnika. Nawet jeśli we wspomnieniach znajdzie się docenienie żołnierskich walorów, to w sposobie określania radzieckich żołnierzy, wyczytać można pogardę, traktowanie z wyższością. Chociaż w pewien sposób często dotyczyło to żołnierzy walczących na różnych frontach. Oczywiście nieporozumieniem jest szukanie w tych wspomnieniach refleksji o nazizmie, o ludobójstwie, obozach, jakiegoś poczucia winy. To raczej spojrzenie na nieludzką, okrutną wojnę, którego uczestnik mówi w sposób bezpośredni o bezlitosnej walce, o znieczuleniu, o swoim sposobie walki, przecież fascynującym choć kontrowersyjnym. Niektóre fragmenty są bardzo filmowe, pełne akcji, czyta się to rewelacyjnie, także ze względu na przyjętą narrację trzecioosobową, bo autor spisał wspomnienia tytułowego snajpera i podaje je jakby zbeletryzowaną biografię obejmującą okres od szkolenia do końca wojny. To bardzo dobra rzecz, wolna od natrętnej propagandy, raczej pomijająca ludobójcze epizody oddziałów, w których służył tytułowy snajper. I napisana i wydana oryginalnie już kilkadziesiąt lat po wojnie. Niemniej to bardzo ciekawy obraz koszmaru frontu wschodniego i zaciekłości toczonych tam walk.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na 7 1 rok temu

Cytaty z książki Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Łuny nad jeziorami. Agonia Prus Wschodnich


Ciekawostki historyczne