Fajrant

Okładka książki Fajrant
Andrzej Muszyński Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie literatura piękna
288 str. 4 godz. 48 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2017-05-25
Data 1. wyd. pol.:
2017-05-25
Liczba stron:
288
Czas czytania
4 godz. 48 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308063521
Średnia ocen

                5,2 5,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Fajrant w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Fajrant

Średnia ocen
5,2 / 10
37 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
517
321

Na półkach:

Narratorem w'Fajrancie' jest mieszkaniec pozydowskiej kamienicy w nieokreslonym Miasteczku na poludniu Polski. Na poczatku XXI wieku wyjezdza na troche do Anglii, za praca. Wraca do domu po kilku latach. Choc z nieduzym kapitalem to z wielkimi marzeniami rozkrecenia z kumplami biznesu i bycia kims. Zaczyna sie proces radzenia sobie poprzez kombinowanie i oszukiwanie, co w nowej rzeczywistosci nazywa sie przedsiebiorczoscia. Mimo porazek bohater nie ma ciezko, zyje z pieniedzy i zyczliwosci rodzicow. Niezaleznie od wyksztalcenia i aspiracji jego szkola biznesu zostaje ostatecznie Miasteczkowy targ, na ktorym dwa tygodnie przed swietem Matki Boskiej Jagodnej 2014 roku, popijajac agrestowke zasiada do handlowania.
Tekst jest senny i pozbawiony energii, ma nieklarowne przejscia czasowe, jednak poswiecony jest wyjatkowo istotnym tematom. Andrzej Muszynski rozmysla nad bezwzglednoscia transformacji ustrojowych i przemian spolecznych na przestrzeni wiekow.
To jest gleboki namysl nad rola pracy i przecietnoscia w zyciu czlowieka.

Narratorem w'Fajrancie' jest mieszkaniec pozydowskiej kamienicy w nieokreslonym Miasteczku na poludniu Polski. Na poczatku XXI wieku wyjezdza na troche do Anglii, za praca. Wraca do domu po kilku latach. Choc z nieduzym kapitalem to z wielkimi marzeniami rozkrecenia z kumplami biznesu i bycia kims. Zaczyna sie proces radzenia sobie poprzez kombinowanie i oszukiwanie, co w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

93 użytkowników ma tytuł Fajrant na półkach głównych
  • 45
  • 44
  • 4
26 użytkowników ma tytuł Fajrant na półkach dodatkowych
  • 19
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Bo oto minęła już zima. Głosy z wyspy Uløya Jan Baron, Agata Ludwikowska, Jan Maciejewski, Justyna Melonowska, Andrzej Muszyński, Adrian Sinkowski
Ocena 0,0
Bo oto minęła już zima. Głosy z wyspy Uløya Jan Baron, Agata Ludwikowska, Jan Maciejewski, Justyna Melonowska, Andrzej Muszyński, Adrian Sinkowski
Okładka książki Kwiatki polskie. Antologia opowiadań Urszula Honek, Andrzej Muszyński, Aleksandra Zielińska
Ocena 6,7
Kwiatki polskie. Antologia opowiadań Urszula Honek, Andrzej Muszyński, Aleksandra Zielińska
Okładka książki Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Ocena 6,8
Nadzieja Joanna Bator, Waldemar Bawołek, Grzegorz Bogdał, Katarzyna Boni, Wojciech Chmielarz, Sylwia Chutnik, Jacek Dehnel, Julia Fiedorczuk, Natalia Fiedorczuk, Joanna Gierak-Onoszko, Mikołaj Grynberg, Magdalena Grzebałkowska, Ignacy Karpowicz, Urszula Kozioł, Hanna Krall, Małgorzata Lebda, Ewa Lipska, Jarosław Mikołajewski, Andrzej Muszyński, Wiesław Myśliwski, Jacek Napiórkowski, Łukasz Orbitowski, Magdalena Parys, Grażyna Plebanek, Małgorzata Rejmer, Paweł Piotr Reszka, Agata Romaniuk, Paweł Sajewicz, Dominika Słowik, Jerzy Sosnowski, Filip Springer, Andrzej Stasiuk, Juliusz Strachota, Ziemowit Szczerek, Mariusz Szczygieł, Olga Tokarczuk, Przemysław Truściński, Grzegorz Uzdański, Krzysztof Varga, Adam Wajrak, Ilona Wiśniewska, Aleksandra Zielińska
Okładka książki Coś bierzemy, coś dajemy. Reportaże o wolontariacie dla dziedzictwa Olga Gitkiewicz, Bartosz Józefiak, Julia Lachowicz-Nowacka, Julia Łapińska, Agata Listoś-Kostrzewa, Joanna Mikulska, Andrzej Muszyński, Justyna Pobiedzińska, Berenika Steinberg
Ocena 7,5
Coś bierzemy, coś dajemy. Reportaże o wolontariacie dla dziedzictwa Olga Gitkiewicz, Bartosz Józefiak, Julia Lachowicz-Nowacka, Julia Łapińska, Agata Listoś-Kostrzewa, Joanna Mikulska, Andrzej Muszyński, Justyna Pobiedzińska, Berenika Steinberg
Andrzej Muszyński
Andrzej Muszyński
Pochodzi z Krzykawy. Jest pierwszym stypendystą Fundacji "Herodot" im. Ryszarda Kapuścińskiego i laureatem konkursu na najlepsze opowiadanie na Międzynarodowym Festiwalu Opowiadania we Wrocławiu. Publikuje w prasie i pismach literackich. Podróżuje, ale to tylko pretekst do powrotu do prowincjonalnych korzeni, o których pisze w swojej prozie. Wyróżniony ogólnopolskimi nagrodami podróżniczymi m.in. za trawers puszczy Minkébé w Gabonie oraz za wyprawę w Himalaje Birmańskie. Kiedyś samotnie przeszedł pieszo pustynię Atakama. "Cyklon" to jego trzecia książka. Nakładem Wydawnictwa Czarne ukazały się też jego zbiór reportaży "Południe" oraz zbiór opowiadań "Miedza".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Sztuczki Joanna Lech
Sztuczki
Joanna Lech
Jestem głęboko przekonana, że pewne książki, szczególnie te, które uderzają w nasze emocje z siłą tsunami, ukrywają się na półce, by w stosownym momencie przykuć nasz wzrok i szepnąć: teraz moja kolej. W "Sztuczkach" odnalazłam swoje dzieciństwo. Grupa rówieśników ważniejszych niż rodzina. Baza, która ważniejsza niż dom. Zabawa w czterech pancernych, sekrety - te wypowiedziane i te, które nie potrzebują słów. Podczas lektury moja pamięć była jak pudełko zrobione na zajęciach z techniki przez przyjaciela narratorki - w nim (w niej) same skarby, "pamiątki po lecie, pamiątki z dzieciństwa". Wspaniałe wątki, chociaż zupełnie nie z moich wspomnień - dziadka i babci (które umrze pierwsze?), przekraczania granic (biedne kijanki, stonki i inni bracia mniejsi), ojca-alkoholika i jego trumien... I wreszcie najważniejszy - i dla fabuły, i dla narratorki - on, Andy. Chłopak w centrum wydarzeń, chłopak w centrum uczuć. Sedno dzieciństwa i jego koniec. 28 lutego minie 31 lat od dnia, w którym odszedł z tego świata ktoś prawie taki jak Andy, a to zakończyło moje dzieciństwo. Za wcześnie, jak to z końcem dzieciństwa bywa. Im bliżej tej daty, tym intensywniej wspominam, nawet po tylu latach, bo pamięć coraz bardziej ulotna. Dlatego "Sztuczki" trafiły idealnie w swój czas i uderzyły w serce, odsłaniając blizny. Victor Hugo powiedział, że melancholia to szczęście bycia smutnym. "Sztuczki" to kwintesencja melancholii. Ostatnie sceny, niczym literacka wersja obrazów Marca Chagalla pokazują, że przeszłość będzie w nas zawsze, nawet jeśli boli. A może właśnie dlatego.
ola_gratka - awatar ola_gratka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Niebotyki Marian Pilot
Niebotyki
Marian Pilot
"Niebotyki" Mariana Pilota to nie powieść, a zbiór opowiadań, opowiadanek i mikropowieści. Zaliczany do tzw. nurtu chłopskiego autor daje tu popis językowych możliwości: gwary, polszczyzny, swoich w końcu. Sam tytuł chociażby: "Niebotyki", czyli dotykające nieba? Rzeczywiście wszystkie opowiadania łączy duch szeroko pojętej metafizyki. Jest otwierające opowiadanie o zmartwychwstaniach, jest i kończąca zbiór śmierć w powieści "Zawodna zabawka". Otwierający książkę "Ogród ścierni" to perełki - miniaturki, obserwacje, w których język jest przystępny, łatwy w odbiorze i służy rejestracji zjawisk, snów, myśli. Dalej jest już nieco trudniej. "Boskie dziecko" to już historia zapisana językiem stylizowanym na gwarę, zrozumiałym, ale gęstym od znaczeń i wymagającym skupienia [...] Środkowa część "Albo życie" jest najtrudniejsza językowo. [...] "Albo życie" to językowy majstersztyk, nagromadzenie nazw i opisów jest niezwykłe, a powracające sceny są komponowane jak muzyczne rondo wokół dominującego i powracającego motywu. Oddech ulgi przynoszą "Gody". [...] Zabawa? Zapis wiejskich wierzeń? Może, ale i poważne rozważania o tym, co po śmierci i o złu [...] Tom zamyka "Zawodna zabawka albo Vin d'adieu". Ta zawodna zabawka to samo życie, bo się kończy, przemija.[...] Wszystkie dialogi w tej partii tekstu to językowa zabawa pary bohaterów, gra. [...] W "Niebotykach" wszystko nabiera jakiegoś podwójnego, potrójnego, mistycznego znaczenia. Każda najbłahsza rzecz i czynność. Świat ulega i destrukcji, i sakralizacji. Miesza się jawa i sen, oczywistość i domysł. A puentuje całość niemożność zrozumienia [...] Cała opinia tu: https://annadlugosz.blogspot.com/2017/02/niebotyki-marian-pilot.html
adb - awatar adb
ocenił na 7 9 lat temu
Costello. Przebudzenie Liliana Hermetz
Costello. Przebudzenie
Liliana Hermetz
"Elizabeth, co to jest ze czlowiek jak sie wysra to musi zawsze spojrzec na swoje gowno. Nigdy o tym nie zapomina.Co go tak w tej kupie ciekawi". " To tylko Twoja glowa. Produkuje Ci jakies obrazy. Nie czekaj. Zyj. Zyj jeszcze. Sam mi mowiles ze dopoki trwamy, wszystko moze sie zdarzyc" Wbralam te 2 cyataty ale jest ich wiecej ktore przypadly mi do gustu, Zaczne od tego ze nie wiedzialam czego spodziewac sie po tej ksiazce nie czytalam wczesniej opnii chcialam sama sie odniesc nie uprzedzac. Styl pisania autorki od samego poczatku przypdl mi do gustu i od razu polubilam glowna boahterke Elizabeth troche odnalazlam wspolnych cech u siebie. Historia przedstawia bohaterke ktora zaczyna odkrywac siebue na nowo swoja sfere seksualnoisci. Costello jest eksentryczna pisraka ktora na temat sexu wypowiada sie bardzo otawrcie i nie krepuje sie z tym szczegolnie podczas spotkan autorkich gdzie prowokuje swoich sluchaczy by sie otworzyli co nie jest proste. Costello przezywa przelomowy moment na jednym z wyjazdow odkywa siebie swe cialo na nowo czuje zaczyna czuc sie dobrze we wlasnej skorze co sprawia ze czuje sie wrecz blogo. Kwestia seksualnosci otwarcia na nia w dzisiejszym swiecie jest trudna gdzie wszedzie dookola nas tylko idealy kobiety maja trydnosci z akceptacja siebie. Ksiazka naswietlla ten problem problem wlasnej seksualnosci i tego jak kobiety postrzegaja siebie jak zapominaja o sobie. Ksiazka gleboko uswiadamia ze poczucie wlasnej wartosci seksualnosci wplywa korzystnie na przebieg zycia bo jesli sama siebie nie akceptujesz jak maja zrobic to inni. Polecam moze akurat najda nas jakies pozytywne wnioski po przeczytaniu.
Marta M - awatar Marta M
ocenił na 8 6 lat temu
Wymazane Michał Witkowski
Wymazane
Michał Witkowski
#Wyzwanie czytelnicze LC kwiecień 2025 Książkę "Wymazane" Michała Witkowskiego czytałam po raz pierwszy kilka lat temu. Teraz sięgnęłam po nią ponownie, bo po prostu chciałam trochę jakby "odświeżyć" swoją głowę. Gdy wpadam w czytelniczy trans, nie zastanawiam się często nad sensem własnego życia, lecz niejako wcielam się w role bohaterów książek. Tym razem chciałam przypomnieć sobie te książkę może dlatego, że sama mam problemy ze zdrowiem jak jedna z bohaterek tej powieści. Alexis jest królową pieczarek i wielu jeszcze innych biznesów w miejscowości o nazwie Wymazane. Okazuje się, że mimo bogactwa i pewnej władzy, nie udało jej się jednak uciec przed ciężką chorobą. Autor w sposób humorystyczny i magiczny oraz dosyć wulgarny, snuje opowieść o tym małym miasteczku i jego absurdalnie wykreowanych mieszkańców. "Wymazane leży daleko, daleko, gdzieś na północnym wschodzie, przy granicach z obwodem kaliningradzkim i Litwą, smagane polarnymi, syberyjskimi wiatrami, wśród odwiecznych bagien i puszcz nieprzebytych, kędy muchomór sromotnikowy toczy swe zwodnicze jady, kędy trujące zioła wykwitają jak grzyb na suficie: tojad, konwalia majowa, ciemiężyca zielona, blekot pospolity, owoce wilczego łyka, wilcza jagoda, cis, jaskier jadowity, kąkol polny, szalej... Staruchy zbierają tu wyłącznie trucizny, bo uważają, że w małych dawkach leczą." W miasteczku życie toczy się między lasem, gdzie rosną tylko trujaki a parkingiem dla TIR-ów. Są tu też bloki postawione na bagnach, jest biblioteka - dyskoteka, ferma lisów oraz Tesco, które stało się konkurencją dla lokalnego sklepiku. Jest tu też kilka grup oryginalnych mieszkańców, którzy są tak charakterystycznie nakreśleni, że z łatwością można ich sobie wyobrazić. Głównym bohaterem i narratorem jednocześnie jest Piękny Damian, który już jako młody chłopiec miał dziwne upodobania. Fascynują go kobiety stare i grube, więc nic dziwnego, że i królowa pieczarek nim się zainteresowała. A co z tego wyszło??? Nie ma tu typowego romansu, ale książkę czyta się dobrze, wciąga niesamowicie i trudno się od niej oderwać. Mimo tego, że w tej książce jest wiele wulgaryzmów, ale jakoś mnie nie rażą zbytnio, może się już do takiego języka autora przyzwyczaiłam... Opowiedziana przez Michała Witkowskiego historia jest pełna goryczy i swoistego humoru, dlatego do niej pewnie wróciłam. Warto ją poznać. Książkę ponownie przeczytałam dzięki BONITO i serwisowi Dobre Chwile.
Myszka - awatar Myszka
oceniła na 7 11 miesięcy temu
Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica? Kuba Wojtaszczyk
Dlaczego nikt nie wspomina psów z Titanica?
Kuba Wojtaszczyk
Pisarstwo Wojtaszczyka jest bardzo w moim guście: impulsywne, niepokojące, gęste od emocji i znaczeń, a także naznaczone irracjonalnymi sytuacjami, które sytuują tę prozę gdzieś pomiędzy jawą a marą. Uwielbiam jego przydługie barokowe tytuły, które groźnie robią miny do czytelnika, niektórych zniechęcając już na wstępie, innych kupując samą okładką. W swej najnowszej powieści wraca do ponurego roku 1945, zaraz po zakończeniu wojny. Prezentuje cały wachlarz dziwnych, pokaleczonych postaci, które czasem budzą lęk, innym razem współczucie i rozpacz. I tu pojawia się zarzut, najpoważniejszy i bodaj jedyny. Brak tu fabuły i trwałej historii, motywu przewodniego, czegoś, co spowodowałoby, że na tę książkę spojrzy się inaczej niż tylko na gabinet osobliwości. Mamy oto cyrk, któremu przewodzi zagadkowy Właściciel. Kolekcjonuje on ludzkie okazy, wśród których na szczególną uwagę zasługuje wróżka Irmina (oślepiona przez wyzwolicieli), Moryc reklamowany jako "ostatni polski Żyd", karzeł Szczepan, który przetrwał piekło obozów koncentracyjnych. Jest także udający niemowę nazista Damiel, terkotliwy Volksdeutch Cassiel oraz Lena, kobieta - guma, której numer pokazowy to prześlizgiwanie się między drutami kolczastymi. I tyle. Poszczególne ustępy powieści zogniskowane są na kolejnych bohaterów, jednak są to solowe występy, a przy braku gry zespołowej, całość pozostawia niedosyt i poczucie, że coś czytelnika ominęło, czyżby historia? Więcej na: https://buchbuchbicher.blogspot.com/2017/07/kuba-wojtaszczyk-dlaczego-nikt-nie.html
BuchBuch - awatar BuchBuch
ocenił na 7 7 lat temu
Floryda Grzegorz Bogdał
Floryda
Grzegorz Bogdał
„Floryda” sprawiła mi kłopot. W „Ty mnie, ja ciebie” poznajemy historię sobowtóra Freddiego Mercury’ego. Jest niedorozwinięta Renata, od której zalatywało „jak z pustej puszki po sardynkach”, śmiała się na wdechu i raz na miesiąc proponowała bohaterowi opowiadania, aby został jej mężem. Kariera, sukces i udawanie. Nyska pełna sobowtórów, kolorowy świat reklamy i vipowskich imprez. Moda taka. „Stiszowity”, z pierwszym zdaniem tnącym jak nóż: „Będziemy żreć piach, ptaszyno”. Opowieści starej kobiety o ludziach, przyjezdnej młodzieży, tytułowej wsi. Gęsta, brudna i nieludzko ludzka. Kra-kra. Krwawe, deliryczne i mordercze „Oczko w głowie”, opowiadanie na granicy szaleństwa, absolutnie najlepsze ze zbioru. Jest też „Pierwszy list do Franciszka”, groteska przez łzy, rynsztok wypełniony tęczową deszczówką, miłość cielesna i nadludzka,a to przecież opowieść o prostej dziewczynie. Później „Ujście”, w którym dama „miała tyłek jak słońce Florydy” a twarz „jak Bagna Biebrzańskie”. Do tego wątek uzdrowionego przez cudotwórcę mężczyzny. Gdzie tu miejsce, zapytacie, by uprawiać narzekactwo? Kłopot ów, kłopocik, wynikał z zawinionego przeze mnie niedbalstwa, albowiem miałem tę bezczelność przeczytać najpierw genialne opowiadania ze zbioru „Idzie tu wielki chłopak”, by następnie sięgnąć po debiutancką „Florydę”. Różnica to (aż) sześć lat. I mimo, że we „Florydzie” jest coś, co wciąga, w bogdałowe grząskie i pokrętnie zaskakujące bagienko, to będę uważać i głosić, że „Floryda” „Chłopaka” nie pokonała. Wciąż ujmuje mnie kapitalny język autora, zasysające zdania, zwłaszcza zaczynające opowiadania, otwierające akapity (pan Bogdał umie w początki), oklejająca, niekiedy brudna i duszna, może nawet klaustrofobiczna aura czy jakkolwiek nazwać bizarne wrażenie, którego doświadczałem wraz z bohaterami „Florydy”. To wszystko świadczy o prawdziwej wyjątkowości, choć przyznać się muszę, że – niestety – niewiele mi w głowie z „Florydy” zostało (z drugiej strony do opisu swych wrażeń z lektury zasiadłem kilka miesięcy po jej zakończeniu, trzeba więc mieć na uwadze starczą amnezję). „Chłopaka” czytałem „ło matko jedyna kiedy” i jednak siedzi we mnie głębiej, bardziej rezonuje i jeśli kiedyś przyjdzie mi ochota, ponownie sięgnę raczej po „późniejszego” Bogdała.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 1 rok temu
Las nie uprzedza Krzysztof Środa
Las nie uprzedza
Krzysztof Środa
Refleksyjna proza wybitnego intelektualisty - ale bez zadęcia, czasem spotykanego u innych – który jakiś czas temu zaprzyjaźnił się z uchodźcą z Czeczenii. A to jakoś nie było wtedy źle widziane – tak jak dziś (pytanie: jak długo?) nie jest źle widziane popieranie Wolnej Ukrainy przeciw agresji zbrodniarza wojennego. Bardzo lubię takie intymne zapiski mądrych ludzi, choć - co tu dużo mówić - wspomnienia uchodźcy z Czeczenii mrożą krew w żyłach (nb. uciekinier chyba bardziej niż Rosjan obawiał się wahabitów oraz kadyrowców). W tym kontekście Środa wspomina pewien film z internetu, którego wolałby nie zobaczyć, a który pewnie wciąż jest w sieci „Nie będę próbował I nikomu nie radzę…”. A choć i tak sporo napisał o tym, co widział, to zarazem zastrzegł, ze nie opowiedział wszystkiego. Ale może lepiej wiedzieć, co tam się działo, skoro zaraz to samo może się rozgrywać tuż u naszych granic, a nie gdzieś na jakimś tam dalekim „dzikim i azjatyckim” Zakaukaziu, czy tez Przedkaukaziu… „A ty Krzysztof, co zrobisz, jak tu wjadą Rosjanie? Będziesz walczył? ”” – pyta Autora Czeczen. Gdy ten niejako w odpowiedzi zawozi go do domku na Mazurach, chwaląc się jego odosobnieniem w lesie, Czeczen odpowiada, że niby miejsce dobre., ale broń by tu się przydała. Zapytany o powód, odpowiada zagadkowo: ”Bo las nie uprzedza….” „Ludzie w czasie wojny się zmieniają. Widziałem to. Przestają być ludźmi.” – mówi. A w tych dniach wszyscy nabieramy tej właśnie gorzkiej świadomości, która już od ładnych kilkunastu lat jest udziałem tegoż Czeczena… Nb. Autor dziwił się wtedy tej jego uwadze, ale jednak zdecydował uczynić z niej tytuł książki z 2016 r. W tle – jak gdyby dla swoistej równowagi - innym tematem Środy jest Maroko z - jak nieprzypadkowo chyba podkreśla – całą jego delikatnością. Zarazem samokrytycznie opisuje pewną sytuację z Maroka z kilkoma mężczyznami, w której zaczyna nabierać pewnych hmmm… podejrzeń (zapewne mając pod powiekami opowieści Czeczena). Z finału tej opowieści wynika, ze Środa musiał czuć się mocno zawstydzony swymi supozycjami. Ale bez wstydu opisał to, że nawet on - wyrafinowany intelektualista – uległ w jakimś tam stopniu uprzedzeniom wobec ludzi, o których nie ma pojęcia. To cóż dopiero….. nieintelektualiści. Uczciwa narracja, która nie mizdrzy się do czytelnika. W bonusie ciekawe watki marokańskie Jana Potockiego (tego od „Rękopisu znalezionego w Saragossie”).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 4 lata temu
Jankeski fajter Aura Xilonen
Jankeski fajter
Aura Xilonen
Powieść Aury Xilonen, „Jankeski fajter”, to debiut, który uderza czytelnika z siłą bokserskiego nokautu, choć nie wszystkie rundy tej literackiej walki są równie udane. Historia młodziutkiego Liborio, meksykańskiego imigranta, który trafia do brutalnego świata nielegalnych walk i bokserskich ringów w USA, to energetyczna mieszanka bólu, nadziei i czystej adrenaliny. Moja ocena to 6/10 – to książka rzetelna w opisie trudnego losu „nielegalnych”, nasycona pasją, ale momentami zbyt chaotyczna, by zasłużyć na najwyższe noty. Plusy: Dynamika ringu i językowa ekwilibrystyka Największym atutem powieści jest bez wątpienia wartka akcja. Xilonen nie pozwala czytelnikowi na oddech; tempo narracji naśladuje rytm życia na ulicy, gdzie każda chwila może przynieść zagrożenie. Liborio to bohater, którego nie sposób nie polubić, a jego droga od wykluczenia do momentu, w którym staje się „fajterem”, jest nakreślona z ogromnym profesjonalizmem. Kolejny mocny punkt to sceny walki. Są one opisane w sposób niezwykle plastyczny, fachowy i brutalny zarazem. Autorka potrafi oddać każdy cios, kroplę potu i pękające żebra z niemal fizyczną odczuwalnością. Jednak to nie jest tylko bezmyślna przemoc – walka dla Liboria jest jedynym dostępnym językiem komunikacji ze światem, który go odrzucił. Co zaskakujące, powieść posiada też liczne akcenty humorystyczne. Wynikają one głównie ze specyficznego sposobu mówienia bohatera – Liborio używa wyszukanego, wręcz barokowego słownictwa, którym próbuje „zakrzyczeć” swoją biedę i brak wykształcenia. Ten kontrast między brutalnością ringu a poetyckim językiem bohatera bywa komiczny i wzruszający jednocześnie. Mankamenty i fachowość autorki Mimo wielu zalet, książka posiada słabsze strony, które obniżają ocenę do sześciu punktów. Językowa inwencja autorki, choć imponująca, bywa mieczem obosiecznym. Momentami nadmiar neologizmów i dziwacznych konstrukcji sprawia, że rzetelny przekaz emocjonalny staje się nieczytelny, a czytelnik zamiast przeżywać losy bohatera, zaczyna męczyć się z formą. Profesjonalizm Xilonen objawia się w rzetelnym przedstawieniu realiów życia imigrantów, ale fabuła bywa momentami zbyt przewidywalna, powielając schematy znane z filmów o „od pucybuta do milionera”.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 6 1 miesiąc temu
Siedemnaście zwierząt Robert Pucek
Siedemnaście zwierząt
Robert Pucek
"...Jest w ślimaku zapisany pewien paradoks. Choć wciąż gdzieś podąża, nie sposób nazwać go nomadą, albowiem w pewnym sensie nigdy nie opuszcza swojego domu. Równie trudno jednak nazwać go domatorem, bo przecież nieustannie wędruje, taszcząc ze sobą ów dom, niczym Mongoł jurtę. Na domiar komplikacji jest to dom, do którego nie może nikogo zaprosić, czyli … opowieść o ślimaku jest opowieścią o samotności doskonałej..." Już ten fragment napawa mnie miłosną wręcz wdzięcznością do kogoś, kto tak pisze. Wpadłem po uszy, bo zawsze przepadałem za wysokiej klasy eseistyką na tematy antropologiczno-przyrodnicze, osadzone w najważniejszych tekstach kultury. Pucek spełnia te kryteria niemal w 100 proc., choć prezentuje skrajnie osobisty nurt takiej twórczości. Ale czy coś w tym złego? To przecież ciekawe czytać ciekawie uzasadnione twierdzenia erudyty, nawet gdy się z nim nie zgadzamy w szczegółach. A może zwłaszcza wtedy….? A tu i Arystoteles, i Bacon, i Basho, i Borges, i Eco, i Maeterlinck, i Orygenes, i Platon, i Rumi, i R.W.Emerson, i Thoreau, i oczywiście Jan Swammerdam (jak ktoś nie wie: 17-wieczny największy badacz owadów i nieziemskiego fenomenu przeobrażenia zupełnego - czym upajam się w nie mniejszym stopniu niż Autor). Ale są tu i prości ludzie-sąsiedzi Autora ze wsi. A o czym jeszcze Pucek pisze, oprócz samotności ślimaka, ale i paradoksach jego kopulacji, bo jak wiadomo, to obojnaki, same sobie wybierające role płciowe podczas złączenia (słyszysz dobrze, "panie marszałku kochany”?) Równie oryginalnie przedstawia miejsce w ludzkiej kulturze oraz w naturze – co najczęściej jest wszak rozbieżne - słonia, krokodyla, wilka, ptaków, pszczół. Acha, jest także jego fenomenalna rosyjska prababcia, której powodów opisania nie ujawnię, bo to trzeba samemu przeczytać i się zachwycić. Zdradzę tylko, że łączy się to z opisem wieloryba, gdzie i wzruszająca historia Soszonki Sekwoi (uczestniczki słynnej wyprawy Lewisa i Clarka), co to bardzo chciała zobaczyć martwego wieloryba na amerykańskim zachodnim wybrzeżu. Mowa też o zwierzęcej, a także i ludzkiej pożądliwości, „która obdziera nas z boskości”.. A nad wszystkim unosi się duch – bo wszak nie ciało - „istot wiekuistych i szczęśliwych” Lektura Pucka obdarza czytelnika nie tylko intelektualną, ale i wręcz zmysłową przyjemnością. Czy muszę jeszcze dodawać, jak bardzo zazdroszczę Autorowi tej jego prymitywnej chatki (żadna to tzw. wiejska posiadłość) gdzieś w środku Polski, gdzie i myszy, i węże, i ważki, i nocne motyle, i ptaki…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 4 lata temu
Cień jabłoni Wojciech Szlęzak
Cień jabłoni
Wojciech Szlęzak
Mottem debiutu Wojciecha Szlęzaka jest cytat z "Traktatu o łuskaniu fasoli" Wiesława Myśliwskiego: "Nie, nie wraca się już nigdy w to samo miejsce. Tak naprawdę tego miejsca już nie ma i nawet takiej możliwości nie ma, aby było gdzie wrócić. Dlaczego? Bo, według mnie, opuszczone miejsca umierają. To się tylko tak wydaje, że za nami tęsknią. Nie trzeba w to wierzyć”" Grafika okładki przedstawia pejzaż wiejski z postacią wędrowca z plecakiem. Światłocienie symbolizują metaforę przejścia ze świata komercyjno-konsumpcyjnego w wiejską, anielską sielankę rustykalną. Literatura piękna w zamyśleniu, metaforyce i filozoficznym wymiarze. Konfrontacja dwóch mężczyzn samym sobą i refleksji nad życiem, i jego kruchością, ulotnością, egzystencjalny ból, starość. Młodość i starość, młodzieńczość i dojrzałość, naiwność i doświadczenie zderzają się w relacji uczeń -.mistrz. Alegoria z misterną szkatułkową opowieścią o porządku świata z cyklicznym podziałem pór roku (symbolika sadu, drzewa pełnego owoców, cień jabłoni, pejzaż, migracje, mentalność miejsko-wiejska mieszkańcoŵ, kalejdoskop zdarzeń i curriculum vitae), zdeprecjonowane wartości i moralność w gorzkiem wewnętrznym dialogu. Zawoalowana, refleksyjna i letargiczna narracja przeprowadza intrygujący kontekst słuchacza nad rozpawiającym. Piękny język i otwarte zakończenie w odysei emocjonalno-intelektualnej. "(...) Człowiek myśli, że widzi, co białe, a co czarne, a potem okazuje się, że owszem widzi, ale tylko kiedy patrzy z boku. A kiedy chodzi o niego samego, to granica się rozmywa, a banalne wymówki same cisną się do głowy, by usprawiedliwić największe draństwo(...) (...)Nie masz cza­sem wra­że­nia, jakby cały świat krę­cił się wokół cie­bie? Jakby każde naj­mar­niej­sze zda­rze­nie, każdy zbieg oko­licz­no­ści miał być dla cie­bie wska­zów­ką? Na­pro­wa­dzać na wła­ści­wy tor, kiedy z niego zbo­czysz(...)
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na 8 12 dni temu

Cytaty z książki Fajrant

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Fajrant