Jankeski fajter

Okładka książki Jankeski fajter
Aura Xilonen Wydawnictwo: Znak literatura piękna
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Campeón gabacho
Data wydania:
2017-08-07
Data 1. wyd. pol.:
2017-08-07
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788324049523
Tłumacz:
Tomasz Pindel
Średnia ocen

                6,2 6,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Jankeski fajter w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Jankeski fajter

Średnia ocen
6,2 / 10
53 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
16707
3130

Na półkach: ,

Powieść Aury Xilonen, „Jankeski fajter”, to debiut, który uderza czytelnika z siłą bokserskiego nokautu, choć nie wszystkie rundy tej literackiej walki są równie udane. Historia młodziutkiego Liborio, meksykańskiego imigranta, który trafia do brutalnego świata nielegalnych walk i bokserskich ringów w USA, to energetyczna mieszanka bólu, nadziei i czystej adrenaliny. Moja ocena to 6/10 – to książka rzetelna w opisie trudnego losu „nielegalnych”, nasycona pasją, ale momentami zbyt chaotyczna, by zasłużyć na najwyższe noty.

Plusy: Dynamika ringu i językowa ekwilibrystyka
Największym atutem powieści jest bez wątpienia wartka akcja. Xilonen nie pozwala czytelnikowi na oddech; tempo narracji naśladuje rytm życia na ulicy, gdzie każda chwila może przynieść zagrożenie. Liborio to bohater, którego nie sposób nie polubić, a jego droga od wykluczenia do momentu, w którym staje się „fajterem”, jest nakreślona z ogromnym profesjonalizmem.

Kolejny mocny punkt to sceny walki. Są one opisane w sposób niezwykle plastyczny, fachowy i brutalny zarazem. Autorka potrafi oddać każdy cios, kroplę potu i pękające żebra z niemal fizyczną odczuwalnością. Jednak to nie jest tylko bezmyślna przemoc – walka dla Liboria jest jedynym dostępnym językiem komunikacji ze światem, który go odrzucił. Co zaskakujące, powieść posiada też liczne akcenty humorystyczne. Wynikają one głównie ze specyficznego sposobu mówienia bohatera – Liborio używa wyszukanego, wręcz barokowego słownictwa, którym próbuje „zakrzyczeć” swoją biedę i brak wykształcenia. Ten kontrast między brutalnością ringu a poetyckim językiem bohatera bywa komiczny i wzruszający jednocześnie.

Mankamenty i fachowość autorki
Mimo wielu zalet, książka posiada słabsze strony, które obniżają ocenę do sześciu punktów. Językowa inwencja autorki, choć imponująca, bywa mieczem obosiecznym. Momentami nadmiar neologizmów i dziwacznych konstrukcji sprawia, że rzetelny przekaz emocjonalny staje się nieczytelny, a czytelnik zamiast przeżywać losy bohatera, zaczyna męczyć się z formą. Profesjonalizm Xilonen objawia się w rzetelnym przedstawieniu realiów życia imigrantów, ale fabuła bywa momentami zbyt przewidywalna, powielając schematy znane z filmów o „od pucybuta do milionera”.

Powieść Aury Xilonen, „Jankeski fajter”, to debiut, który uderza czytelnika z siłą bokserskiego nokautu, choć nie wszystkie rundy tej literackiej walki są równie udane. Historia młodziutkiego Liborio, meksykańskiego imigranta, który trafia do brutalnego świata nielegalnych walk i bokserskich ringów w USA, to energetyczna mieszanka bólu, nadziei i czystej adrenaliny. Moja...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

159 użytkowników ma tytuł Jankeski fajter na półkach głównych
  • 90
  • 67
  • 2
39 użytkowników ma tytuł Jankeski fajter na półkach dodatkowych
  • 29
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Las nie uprzedza Krzysztof Środa
Las nie uprzedza
Krzysztof Środa
Refleksyjna proza wybitnego intelektualisty - ale bez zadęcia, czasem spotykanego u innych – który jakiś czas temu zaprzyjaźnił się z uchodźcą z Czeczenii. A to jakoś nie było wtedy źle widziane – tak jak dziś (pytanie: jak długo?) nie jest źle widziane popieranie Wolnej Ukrainy przeciw agresji zbrodniarza wojennego. Bardzo lubię takie intymne zapiski mądrych ludzi, choć - co tu dużo mówić - wspomnienia uchodźcy z Czeczenii mrożą krew w żyłach (nb. uciekinier chyba bardziej niż Rosjan obawiał się wahabitów oraz kadyrowców). W tym kontekście Środa wspomina pewien film z internetu, którego wolałby nie zobaczyć, a który pewnie wciąż jest w sieci „Nie będę próbował I nikomu nie radzę…”. A choć i tak sporo napisał o tym, co widział, to zarazem zastrzegł, ze nie opowiedział wszystkiego. Ale może lepiej wiedzieć, co tam się działo, skoro zaraz to samo może się rozgrywać tuż u naszych granic, a nie gdzieś na jakimś tam dalekim „dzikim i azjatyckim” Zakaukaziu, czy tez Przedkaukaziu… „A ty Krzysztof, co zrobisz, jak tu wjadą Rosjanie? Będziesz walczył? ”” – pyta Autora Czeczen. Gdy ten niejako w odpowiedzi zawozi go do domku na Mazurach, chwaląc się jego odosobnieniem w lesie, Czeczen odpowiada, że niby miejsce dobre., ale broń by tu się przydała. Zapytany o powód, odpowiada zagadkowo: ”Bo las nie uprzedza….” „Ludzie w czasie wojny się zmieniają. Widziałem to. Przestają być ludźmi.” – mówi. A w tych dniach wszyscy nabieramy tej właśnie gorzkiej świadomości, która już od ładnych kilkunastu lat jest udziałem tegoż Czeczena… Nb. Autor dziwił się wtedy tej jego uwadze, ale jednak zdecydował uczynić z niej tytuł książki z 2016 r. W tle – jak gdyby dla swoistej równowagi - innym tematem Środy jest Maroko z - jak nieprzypadkowo chyba podkreśla – całą jego delikatnością. Zarazem samokrytycznie opisuje pewną sytuację z Maroka z kilkoma mężczyznami, w której zaczyna nabierać pewnych hmmm… podejrzeń (zapewne mając pod powiekami opowieści Czeczena). Z finału tej opowieści wynika, ze Środa musiał czuć się mocno zawstydzony swymi supozycjami. Ale bez wstydu opisał to, że nawet on - wyrafinowany intelektualista – uległ w jakimś tam stopniu uprzedzeniom wobec ludzi, o których nie ma pojęcia. To cóż dopiero….. nieintelektualiści. Uczciwa narracja, która nie mizdrzy się do czytelnika. W bonusie ciekawe watki marokańskie Jana Potockiego (tego od „Rękopisu znalezionego w Saragossie”).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 4 lata temu
Floryda Grzegorz Bogdał
Floryda
Grzegorz Bogdał
„Floryda” sprawiła mi kłopot. W „Ty mnie, ja ciebie” poznajemy historię sobowtóra Freddiego Mercury’ego. Jest niedorozwinięta Renata, od której zalatywało „jak z pustej puszki po sardynkach”, śmiała się na wdechu i raz na miesiąc proponowała bohaterowi opowiadania, aby został jej mężem. Kariera, sukces i udawanie. Nyska pełna sobowtórów, kolorowy świat reklamy i vipowskich imprez. Moda taka. „Stiszowity”, z pierwszym zdaniem tnącym jak nóż: „Będziemy żreć piach, ptaszyno”. Opowieści starej kobiety o ludziach, przyjezdnej młodzieży, tytułowej wsi. Gęsta, brudna i nieludzko ludzka. Kra-kra. Krwawe, deliryczne i mordercze „Oczko w głowie”, opowiadanie na granicy szaleństwa, absolutnie najlepsze ze zbioru. Jest też „Pierwszy list do Franciszka”, groteska przez łzy, rynsztok wypełniony tęczową deszczówką, miłość cielesna i nadludzka,a to przecież opowieść o prostej dziewczynie. Później „Ujście”, w którym dama „miała tyłek jak słońce Florydy” a twarz „jak Bagna Biebrzańskie”. Do tego wątek uzdrowionego przez cudotwórcę mężczyzny. Gdzie tu miejsce, zapytacie, by uprawiać narzekactwo? Kłopot ów, kłopocik, wynikał z zawinionego przeze mnie niedbalstwa, albowiem miałem tę bezczelność przeczytać najpierw genialne opowiadania ze zbioru „Idzie tu wielki chłopak”, by następnie sięgnąć po debiutancką „Florydę”. Różnica to (aż) sześć lat. I mimo, że we „Florydzie” jest coś, co wciąga, w bogdałowe grząskie i pokrętnie zaskakujące bagienko, to będę uważać i głosić, że „Floryda” „Chłopaka” nie pokonała. Wciąż ujmuje mnie kapitalny język autora, zasysające zdania, zwłaszcza zaczynające opowiadania, otwierające akapity (pan Bogdał umie w początki), oklejająca, niekiedy brudna i duszna, może nawet klaustrofobiczna aura czy jakkolwiek nazwać bizarne wrażenie, którego doświadczałem wraz z bohaterami „Florydy”. To wszystko świadczy o prawdziwej wyjątkowości, choć przyznać się muszę, że – niestety – niewiele mi w głowie z „Florydy” zostało (z drugiej strony do opisu swych wrażeń z lektury zasiadłem kilka miesięcy po jej zakończeniu, trzeba więc mieć na uwadze starczą amnezję). „Chłopaka” czytałem „ło matko jedyna kiedy” i jednak siedzi we mnie głębiej, bardziej rezonuje i jeśli kiedyś przyjdzie mi ochota, ponownie sięgnę raczej po „późniejszego” Bogdała.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 1 rok temu
Umami Laia Jufresa
Umami
Laia Jufresa
W przeciwieństwie do sporej liczby użytkowników na tym portalu, „Umami” znalazło się u mnie dzięki pożyczeniu od przyjaciółki. I może właśnie ten proces spowodował, że nie miałem większych oczekiwań co do tej książki, dzięki czemu nie zawiodłem się w żaden sposób. Jednak ciężko mi opisać jakie odczucia mam co do tej pozycji, z tego względu, że ogólne określenia typu ciekawa lub nudna byłaby nadużyciem. Mogę z pewnością natomiast stwierdzić, że „Umami” traktuje o nietuzinkowych ludziach i ich perypetiach względem żałoby i życia w tych ponurych okolicznościach. Podchodząc do jej czytania nie powinniśmy nastawiać się na żadne zwroty akcji czy trzymające w napięciu wątki. Przygotować się raczej należy na bardzo życiowe doświadczenie, bo opowiedziane zostają nam historie zarówno ciekawe, jak i te mniej interesujące (tworzące bardzo neutralną całość) oraz szczegóły, na które czasem, totalnie losowo, zwraca się uwagę w codzienności, a które nie mają głębszego sensu. Dlatego rzeczywiście można stwierdzić, że powieść jest o niczym, natomiast według mnie nie jest to jej wada. Od strony technicznej książkę czyta się lekko i szybko, choć trzeba przyznać, że autorka przekombinowała z pomieszaniem chronologii wydarzeń, narratorów i postaci. Musiałem się parę razy wracać o kilka rozdziałów, myśląc, że pominąłem coś ważnego, gdy okazywało się, że o danym fakcie (istotnym z punktu widzenia czytelnika chcącego się wciągnąć w historię) nie wspomniano dotychczas, i fakt ten jest ujawniany np. pod koniec książki.
Khamelion - awatar Khamelion
ocenił na 6 2 lata temu
Rok koguta Tereza Boučková
Rok koguta
Tereza Boučková
Czeska literatura kojarzy mi się przede wszystkim z humorem, chociaż – oczywiście – czytałam też poważną, a nawet wstrząsającą prozę, tyle że znacznie rzadziej. Taką poruszającą i zapadającą w pamięć książką jest „Rok koguta”. Główna bohaterka i narratorka to matka i żona. Alter ego autorki. Zmaga się ona z nawrotami depresji o trudami codziennego życia, które nasilają się, gdy jej dwaj adoptowani synowie zaczynają dorastać i popadają w konflikty z prawem. Z codziennych zapisków, które układają się w tytułowy rok, poznajemy teraźniejszość, ale dzięki retrospekcjom poznajemy przeszłość. To książka szczera do bólu. Autotematyczna i autobiograficzna. Narratorka wiele miejsca poświęca swoim rozterkom, które zrywają z polityczną poprawnością. Zastanawia się ona bowiem czy geny adoptowanych synów, będących Romami, wpłynęły na ich zachowanie, tym bardziej, że jedyny rodzony syn postępuje inaczej. A przecież cała trójka wychowywana była w takich samych warunkach… Za takie ujęcie tematu pisarka oskarżona została nawet o rasizm i spotkała się z ostracyzmem środowiska literackiego w swoim kraju. Mimo poważnej problematyki można odnaleźć w treści elementy humorystyczne. Często to jednak śmiech przez łzy albo czarny humor. Jakby w ten sposób bohaterka broniła się przed przytłaczającą rzeczywistością. Sporo fragmentów poświęconych jest literaturze, sztuce, filmowi. To także ciekawy aspekt powieści. Nie czyta się tej prozy łatwo. Na mnie działała ona przytłaczająco, jednak byłam bardzo ciekawa, jak potoczą się losy bohaterów, więc do niej wracałam. Dlatego polecam – warto zmierzyć się z „Rokiem koguta”.
allison - awatar allison
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Uczniowie Cobaina Miroslav Pech
Uczniowie Cobaina
Miroslav Pech
Zaczęło się niewinnie. Od takich dziecięcych rozkmin, dość niebanalnych. Im dalej czytamy porwane fragmenty życiorysu bohatera, tym bardziej stacza się on w naszych oczach. Bohater od czasów dzieciństwa ustawiał sobie kolejnych idoli - John Lennon, Kurt Cobain... dążył do tego, by stać się kimś im podobnym. Z "kolorowymi kumplami" i innymi spotkanymi na swojej drodze ziomkami zakładał kolejne kapele - Objawy Odstawienia, Ibogain..., z którymi tworzyli nie dające się słuchać piosenki-manifesty o bardzo prostackich tekstach (kilka z nich jest zacytowanych w książce). Idea garażowych bandów jest mi niezmiernie bliska, ale nie w takiej postaci... Ile w tej powieści jest krejzoli... naprawdę. Jeden lepszy od drugiego. Zapewniam, nie chcielibyście żyć w tej ich mieścinie, tam się aż roi od typów spod ciemnej gwiazdy. Nie uważam, żeby to była nostalgiczna opowieść (jak głosi oficjalny opis). Bohater z teraźniejszości nie wydaje się tęsknić za destrukcyjnym stylem życia, który prowadził za młodu, a jeśli nawet jakoś między wierszami by tęsknił, to nie mogłabym tego zrozumieć. To nie była kwestia lajtowego poimprezowania z grupą przyjaciół - to była kompletnie odurzająca rzeźnia, każda kolejna gorsza od poprzedniej. W tym wszystkim niby ważna była muzyka, ale mi ona umknęła, bo owszem odniesienia były, fascynację też, ale widać było, że te młodziaki miały trochę inne priorytety, a granie traktowali jako dodatek. Język był za to super (i dzięki temu taka wysoka ocena w moich oczach), bo był mieszanką stylu Orbitowskiego, Żulczyka i Nahacza, ale zabrakło mi tutaj puenty. Bo w gruncie rzeczy 𝘜𝘤𝘻𝘯𝘪𝘰𝘸𝘪𝘦 𝘊𝘰𝘣𝘢𝘪𝘯𝘢 to podzielony na trzy części zapis wspomnień. Może puentą było to (𝗦𝗣𝗢𝗜𝗟𝗘𝗥 𝗔𝗟𝗘𝗥𝗧), że pomimo tego, jak bardzo niszczący tryb życia prowadził bohater, nie skończył tragicznie (jak większość muzyków, w których był zapatrzony), może dostał jakąś szansę na odkupienie? A bo ja wiem? Nie zwaliła mnie ta lektura z nóg (no może oprócz momentów, gdzie pojawiały się coraz to nowe świry w świecie przedstawionym), ale tego, że solidnie mnie wciągnęła, nie mogę jej odmówić.
flatreads - awatar flatreads
ocenił na 6 3 lata temu
Arab Jazz Karim Miské
Arab Jazz
Karim Miské
Podążam literacką ścieżką nieznaną. Na tapecie druga z kupionych przeze mnie na Łódzkie Targi Książki pozycji Wydawnictwa Claroscuro, z którą mam kłopot taki, że czuję zawód i zmieszanie, nie do końca potrafiąc nazwać, czym zostały wywołane. Bo to, co w książce króluje i stanowi wartością samą w sobie, to doskonałe ukazanie kulturowego przekładańca XIX dzielnicy Paryża. Żydzi, muzułmanie, chrześcijanie, a nawet wyznawcy Jehowy – mieszanka wyznań, obyczajów i reguł postępowania, świat potencjalnie nie do połączenia, a jednak potrafiący trzymać się w ryzach i własnych ramach. I Miské pisze o nim świetnie, oddając niuanse wszelkich podobieństw i różnic – w spojrzeniach, muzyce i słowie mówionym. Dorzuca jednak zbrodnię, co zmienia „Arab Jazz” w kryminał. Jest dwójka policjantów i Ahmed, potencjalny podejrzany, wyobcowany chłopak „po przejściach”, miłośnik kryminałów i syn matki atakującej go, gdy odwiedza ją w szpitalu psychiatrycznym. I jest to postać kompletna, w którą „wchodzi” się bez trudu, dając się z łatwością ponieść jej pogmatwanym myślom. Jest też wątek nielegalnych środków odurzających, który łączy wszystkie i wydawałoby się, że tak skomponowanej powieści nie dało się popsuć. A jednak całość „nie klei się”, rozpada na pojedyncze rozdziały, które z trudem udawało mi się łączyć w jedność. To trochę tak, jakby Miské bawił się z czytelnikami, specjalnie wstrzymując wątki śledztwa, jakby przyjemnością było pisanie nie o nim, lecz o społeczności (i gdyby tak było dalej, dostałbym książkę o niebo lepszą). Jednak wraca do niego, niestety, porzuca porwane nici, wprowadza „ten uczuć” między policjantką a Ahmedem, zupełnie kuriozalny i płaski (postaci Hamelota i Kupferstein są zdecydowanie najsłabsze), pozostawiając zagubione tropy samym sobie, by nagle pod koniec przyspieszyć, likwidując w piorunującym tempie problemy, które doprowadziły do zbrodni. Nie pomagają ani „sceny akcji”, ani skorumpowani policjanci. Ostatecznie „Arab jazz” okazała się muzyką którą przyciszam w radio, by nie przeszkadzała mi… w ścieraniu kurzu. I mam poczucie zawodu, bo powieść zapowiadana była jako rodzaj dialogu z wydarzeniami z 2015 roku i zamachem na redakcję Charlie Hebdo (a nie jako bezpośrednie nawiązanie do nich). Społecznie, kulturowo i „miejscowo” – tak, ale to nie wystarcza, bym uznał ją za książkę, którą mogę polecić. Przekład Gabrieli Hałat.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 6 1 miesiąc temu
Upiór nawiedził Europę Sabri Louatah
Upiór nawiedził Europę
Sabri Louatah
Tu już bez opóźnienia: od razu przystępuję do części drugiej - jednak mnie to zawieszenie z finału poprzedniej zaintrygowało. I bardzo dobrze, bowiem książki te powinno się jednak czytać w pewnym ciągu. Tym razem perspektywa powieści zmienia się dość radykalnie: oto z nieco już może finalnie nawet nużącej społecznej opowieści o emigrantach we współczesnej Francji, ich wzajemnych rodowych i narodowościowych animozjach (iluż z nas wiedziało o kosie kabylsko-arabskiej czy waśniach algiersko-marokańskich?) z tomu pierwszego nie pozostaje wiele, a od początku drugiego dostajemy pełen dynamizmu thriller społeczno-polityczny, gdzie wydarzenia z końcówki “Francuskiego wesela” są ową czechowowską flintą, która właśnie wypaliła, a teraz to już idziemy zgodnie z regułą Hitchcocka… A co do jakości francuskich thrillerów policyjno-politycznych, to nikt już chyba wątpliwości mieć nie powinien (a jeśli ma - niech obejrzy dowolny film z duetem aktorskim Auntil-Depardieu). Mamy więc dramat rodziny jeszcze przed chwilą bawiącej się na weselu, a teraz uwikłanej w kryminalno-terrorystyczną aferę dekady poprzez pokrewieństwo z jej sprawcami. Może i są niewinni poszczególni członkowie rodu, ale nie przeszkadza to, by oczy Francuzów (a na początek choćby i najbliższych sąsiadów) były zwrócone na nich. Dalej - i wcale nie w tle - mamy walkę wszystkich ze wszystkimi: konkurujących ze sobą pionów policji i służb bezpieczeństwa o śledztwo, brylujących w mediach adwokatów o intratnych klientów, członków zaś poszczególnych rodzin (z kręgu zarówno ofiar, jak i przestępców) o zachowanie ich integralności, ochronę swych członków i minimalizowanie strat. A wyborcze zwycięstwo arabskiemu kandydatowi na prezydenta - gdy ten leży w śpiączce po zamachu - wymyka się z rąk (już ktoś tam w służbach dba o to, by tak się działo)... Postać głównego czarnego charakteru pokazana zdecydowanie atrakcyjnie i uwodzicielsko (czyż zło nas właśnie nie uwodzi i nie kusi?); zdecydowanie też najbardziej przekonująca. Ciekawym zaś zabiegiem okazuje się fakt, że nawet w środowisku algierskiej emigracji jej terrorystyczny przedstawiciel będzie osobą najbardziej wykształconą i inteligentną, a jego terroryzm nie musi mieć wcale islamsko-fundamentalistycznych korzeni (to już zwykłym nihilistą czy anarchistą nie można sobie być, wywodząc się z kabylskiej rodziny?). O ile tom pierwszy podobał mi się umiarkowanie, o tyle drugi doceniam o wiele bardziej. I ja się pytam (wydawnistwa WAB), gdzie są tomy No 3 i 4 (we Francji wszak obecne na rynku)?! Nie zacznę się przecież nagle uczyć francuskiego, do cholery…
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 7 2 lata temu

Cytaty z książki Jankeski fajter

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Jankeski fajter