Siedemnaście zwierząt

Okładka książki Siedemnaście zwierząt autorstwa Robert Pucek
Robert Pucek Wydawnictwo: Czarne Seria: Poza serią literatura piękna
160 str. 2 godz. 40 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Poza serią
Data wydania:
2017-03-08
Data 1. wyd. pol.:
2017-03-08
Liczba stron:
160
Czas czytania
2 godz. 40 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380494633
Pomimo tytułu w książce Roberta Pucka chodzi nie tylko o zwierzęta, lecz – jak chciał Umberto Eco – o „obietnicę objawienia niepokojących, ale i oświecających prawd". Ten osobisty bestiariusz bierze za punkt wyjścia krokodyle, ćmy, słonie czy wilki, by opowiadać o sprawach najbardziej uniwersalnych: miłości, cierpieniu, pragnieniu i śmierci. Robert Pucek sięga do twórczości największych pisarzy, poetów i filozofów, szukając drogi między myślą Zachodu i Wschodu. A nasi bracia mniejsi stają się księgą, w której zapisana zostaje kondycja ludzka.
Średnia ocen
6,5 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Siedemnaście zwierząt w ulubionej księgarni i Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Siedemnaście zwierząt



1092 1075

Oceny książki Siedemnaście zwierząt

Średnia ocen
6,5 / 10
61 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1537
1512

Na półkach: , , ,

"...Jest w ślimaku zapisany pewien paradoks. Choć wciąż gdzieś podąża, nie sposób nazwać go nomadą, albowiem w pewnym sensie nigdy nie opuszcza swojego domu. Równie trudno jednak nazwać go domatorem, bo przecież nieustannie wędruje, taszcząc ze sobą ów dom, niczym Mongoł jurtę. Na domiar komplikacji jest to dom, do którego nie może nikogo zaprosić, czyli … opowieść o ślimaku jest opowieścią o samotności doskonałej..."

Już ten fragment napawa mnie miłosną wręcz wdzięcznością do kogoś, kto tak pisze. Wpadłem po uszy, bo zawsze przepadałem za wysokiej klasy eseistyką na tematy antropologiczno-przyrodnicze, osadzone w najważniejszych tekstach kultury.

Pucek spełnia te kryteria niemal w 100 proc., choć prezentuje skrajnie osobisty nurt takiej twórczości. Ale czy coś w tym złego? To przecież ciekawe czytać ciekawie uzasadnione twierdzenia erudyty, nawet gdy się z nim nie zgadzamy w szczegółach. A może zwłaszcza wtedy….?

A tu i Arystoteles, i Bacon, i Basho, i Borges, i Eco, i Maeterlinck, i Orygenes, i Platon, i Rumi, i R.W.Emerson, i Thoreau, i oczywiście Jan Swammerdam (jak ktoś nie wie: 17-wieczny największy badacz owadów i nieziemskiego fenomenu przeobrażenia zupełnego - czym upajam się w nie mniejszym stopniu niż Autor). Ale są tu i prości ludzie-sąsiedzi Autora ze wsi.

A o czym jeszcze Pucek pisze, oprócz samotności ślimaka, ale i paradoksach jego kopulacji, bo jak wiadomo, to obojnaki, same sobie wybierające role płciowe podczas złączenia (słyszysz dobrze, "panie marszałku kochany”?) Równie oryginalnie przedstawia miejsce w ludzkiej kulturze oraz w naturze – co najczęściej jest wszak rozbieżne - słonia, krokodyla, wilka, ptaków, pszczół.

Acha, jest także jego fenomenalna rosyjska prababcia, której powodów opisania nie ujawnię, bo to trzeba samemu przeczytać i się zachwycić. Zdradzę tylko, że łączy się to z opisem wieloryba, gdzie i wzruszająca historia Soszonki Sekwoi (uczestniczki słynnej wyprawy Lewisa i Clarka), co to bardzo chciała zobaczyć martwego wieloryba na amerykańskim zachodnim wybrzeżu.

Mowa też o zwierzęcej, a także i ludzkiej pożądliwości, „która obdziera nas z boskości”.. A nad wszystkim unosi się duch – bo wszak nie ciało - „istot wiekuistych i szczęśliwych”

Lektura Pucka obdarza czytelnika nie tylko intelektualną, ale i wręcz zmysłową przyjemnością. Czy muszę jeszcze dodawać, jak bardzo zazdroszczę Autorowi tej jego prymitywnej chatki (żadna to tzw. wiejska posiadłość) gdzieś w środku Polski, gdzie i myszy, i węże, i ważki, i nocne motyle, i ptaki…

"...Jest w ślimaku zapisany pewien paradoks. Choć wciąż gdzieś podąża, nie sposób nazwać go nomadą, albowiem w pewnym sensie nigdy nie opuszcza swojego domu. Równie trudno jednak nazwać go domatorem, bo przecież nieustannie wędruje, taszcząc ze sobą ów dom, niczym Mongoł jurtę. Na domiar komplikacji jest to dom, do którego nie może nikogo zaprosić, czyli … opowieść o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

262 użytkowników ma tytuł Siedemnaście zwierząt na półkach głównych
  • 154
  • 103
  • 5
33 użytkowników ma tytuł Siedemnaście zwierząt na półkach dodatkowych
  • 15
  • 5
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Siedemnaście zwierząt

Inne książki autora

Robert Pucek
Robert Pucek
Tłumacz i outsider. Mieszka w lesie, gdzie pająki i kruki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Siedemnaście zwierząt przeczytali również

Terremoto Jarosław Mikołajewski
Terremoto
Jarosław Mikołajewski
Pierwsze, co mnie zastanowiło to to, że Terremoto jest cieniutką książeczką, jak na tak rozległy temat, jakim są trzęsienia ziemi. Niby wiem, że czasami lepiej jest krócej, żeby dać przestrzeń czytelnikowi na rozkminy. Patrząc na (raptem) te nieco ponad sto stron zadawałam sobie pytanie – jak ujął temat autor, skoro zmieścił się w tak ograniczonej przestrzeni. Dość szybko doszłam do wniosku, że pomysł Mikołajewskiego mnie nie przekonuje. Za to odniosłam wrażenie, że to właściwie nie jest książka o trzęsieniach ziemi, tylko o tym co autor o nich sądzi i dlaczego dla niego są one ważne. Miałam później nadzieję, że Mikołajewski chociaż jakoś przekona mnie do siebie i zaciekawi, mimo że ton jego przemyśleń jest poetycki, specyficzny. Pełno tu przenośni i niedopowiedzeń. Rozdziały są krótkie, bez żadnych konkretów. I niestety ale momentami zalatuje grafomanią. Ostatecznie autorowi nie udało się mnie zainteresować. Opisy skutków trzęsień ziemi nie robiły na mnie wrażenia, chociaż przecież dochodziło tam do dramatów. Zasypani ludzie, zniszczone budynki stojące od wielu pokoleń, zniszczone życia i marzenia. I ta cała bezsilność, bo w końcu kogo winić za coś, na co nie ma się wpływu? 💥 Jak sobie poradzić? Chyba najmocniejszy fragment tej książki to ten, w którym autor pyta jakiegoś starszawego Włocha co dalej. A on odpowiada, że kiedyś chcieli przepisać ziemię w zniszczonym mieście dzieciom. Ale teraz to sam nie wie, bo jeśli tu się osiedlą to albo zabije ich trzęsienie ziemi albo lawina. Ta krótka rozmowa zrobiła na mnie największe wrażenie, bo jest prawdziwa aż do bólu. Ludzie żyjący na terenach zagrożonych nie znają dnia ani godziny. Można coś zaplanować, gdy jest dobrze… A jeśli jest dobrze przez wiele lat, to człowiek nawet zapomina, że ziemia może się zatrząść. Zyskuje poczucie bezpieczeństwa. A później okazuje się, że nie ma bezpiecznych miejsc. I co wtedy zrobić z marzeniami? Planami? Ziemią i domami? Dziedzictwem? A co zrobić, jeśli ktoś z bliskich w trzęsieniu ziemi zginął? Jak sobie poradzić z tym, że “zabił” ich rodzinny dom? Mikołajewski jednak niespecjalnie zadaje jakiekolwiek pytania w swoich tekstach. A przynajmniej ja ich nie wyczytałam. Autor skupia się na swoich odczuciach, chociaż do napisania tej opowieści korzysta z pomocy ludzi działających tam, na miejscu tragedii. Ja wiem, że wszystko jest subiektywne, i że papier wszystko zniesie, nawet poetyckie teksty tylko silące się na obiektywizm. Ale błagam, nie wszystko, co jest o faktach, musi być reportażem i Terremoto w moim odczuciu nim nie jest. To bardziej esej. Na każdą literaturę jest miejsce, przynajmniej w teorii, bo czasami to jednak szkoda papieru. Natomiast niech książka nie udaje tego, czym nie jest. Poezja i reportaż nie do końca idą ze sobą w parze, a na pewno nie w tym przypadku.
PrzeCzytana - awatar PrzeCzytana
oceniła na 6 9 miesięcy temu
Słoneczne miasto Tove Jansson
Słoneczne miasto
Tove Jansson
,,Słoneczne miasto’’ to książka zawierająca dwa opowiadania- pierwsze o tym samym tytule oraz drugie o nazwie ,,Kamienne pole’’. Autorka Muminków prezentuje tu swój wybitny warsztat pisarski w typowy dla siebie sposób. Słoneczne miasto to historia wprost z domu starców, spojrzenie na grupę emerytów na sielankowej Florydzie i ich trwanie u schyłku. Mogłoby się wydawać, że mamy tu nudny byt zmęczonych starością ludzi, tak jednak nie jest. Tove Jansson z delikatnością i wrażliwością stworzyła tu zróżnicowane postacie, pełne swoich dziwactw, ludzkich małostek, kaprysów oraz drobnych i większych sporów. Bohaterowie ci biernie oczekują na śmierć, a jednocześnie próbują cieszyć się życiem. Pozornie nieco nudna i lekko chaotyczna zbitka ,,babcinych sytuacji’’ szybko wciąga i ukazuje nam głębie ludzkiego życia. Język, choć prosty jest jednocześnie ekspresywny i głęboki, wskazując nam, że piękno tkwi w prostocie codziennego trwania, w drobnych i błahych momentach. Jest to w pewien sposób abstrakcyjna wizja w której świat zostaje zredukowany do człowieka, krajobrazu i emocji. Całość można określić wręcz jako utopijną wizję starości. Kamienne pole to z kolei opowieść o Jonaszu, który będąc na emeryturze postanawia napisać biografię niejakiego Igreka. Zadanie to okazuje się trudniejsze niżby się wydawało, a pomocą w tym ma zostać wyjazd na wieś. Przygoda mężczyzny z swoim nemezis prowadzi do jego wewnętrznych rozważań, a mroczna postać jego dzieła z czasem okazuje się być zbyt podobna do jego własnego życia. Jest to walka o własną tożsamość aby nie stać się cieniem swego tworu, jest to poszukiwanie wartości w swym życiu. Książka pełna melancholii i nostalgii, spokoju i powolności, idealna na spokojny wieczór z filiżanką herbaty.
QQA - awatar QQA
oceniła na 8 4 miesiące temu
Palinka. Prozy z Banatu Matěj Hořava
Palinka. Prozy z Banatu
Matěj Hořava
Matej Horava, Czech z Moraw, przebywając w rumuńskim Banacie tęskni, choć na to wygnanie skazał się sam. Pejzaże wzgórz Banatu, tak różne od łagodności jego ojczystej ziemi, prowokują do wspominania, nasuwają raz za razem obrazy z przeszłości. Autor nawet umyślnie ich nie szuka, jest od tego bardzo daleki, to one go znajdują i nagle zjawiają się jak nieproszone, a wraz z nimi nostalgia, wyraźnie przez nas wyczuwana. Opowiadania w tym zbiorze są niedługie, niektóre króciuteńkie jak mgnienie oka, ot, impresyjki, łaskoczące przez chwilę powiekę zanim umkną znów, spłoszone przypadkowym dźwiękiem. Wczoraj i dzisiaj spotykają się wpół drogi i okazuje się, że wiele je łączy i do siebie przywołuje. Nic tu nie jest statyczne, niemrawe, wprost przeciwnie, zarówno obserwowane na bieżąco zjawiska, obiekty, osoby, jak i te przywoływane wspomnienia żyją, oddziałują, będąc w ciągłym ruchu. O części z nich można rzec: gwałtowne, nieposkromione, jak ogień i jego wzlatujące w górę iskry, czy te z rozpalanych w dzieciństwie ognisk, czy dającego obecnie ciepło i poczucie przytulności pieca, albo z płonących gwałtownie zboczy, które są jak „ocean płomieni przetaczający się po grzbietach wzgórz, celowo rozniecony przez ludzi, a jednak nie do opanowania…” A ile wokół barw, wręcz feeria kolorów, nie dająca odpocząć oczom, tworząca impresjonistyczne złudzenie przenikania plam, nakładania się na siebie fal świetlnych, które rzutują nie tylko na jeden zmysł wzroku, ale na wszystkie zmysły, wprawiając je w pomieszanie. Jak to jest z tymi migawkami z dzieciństwa, że pojawiają się z wszystkimi ulotnościami, znów pachną, brzmią, barwią się zupełnie jak niegdyś, w każdym szczególe. „Jesień, wiatr, pamięć, altanka, której pewnie od dawna nie ma; liście, które uległy rozkładowi, a przecież nigdy nie zginą; moje ręce maleją: dłonie są coraz mniejsze na tle czerwonego jaworowego liścia; a wiatr słucha, wiatr mnie słucha, wichrzy liście na moim zboczu: dawne liście z północy Czech, pochłonięte przez dzisiejszy banacki wiatr…” Autor nie tylko przywołuje obrazy, on na chwilę znów staje się tamtym małym chłopcem z płonącymi jesienną czerwienią liśćmi jawora w drobnych dłoniach. Rumuńska wieś, czeska wieś, tak inne przecież, ale obie odmalowane sensualnie, zmysłowo. To zasługa pióra autora, ale przecież oddaje on to, co go zachwyciło, co zostawiło odciśnięty ślad, który nie tylko nie wyblakł po latach, ale odżył z dawną mocą, jakby tylko wybudził się z chwilowego snu. Gdy autor opisuje dojrzewanie śliwek w sadzie, to widzimy i czujemy ich wzrastanie, formowanie się wokół pestki, pęcznienie i słodycz wypływającego śliwkowego soku, słyszymy jak lekko uderzają o ziemię, zrzucone z gałęzi mocniejszym podmuchem. Nic, tylko schylić się i skosztować. W tej prozie jest poezja. Śliwki dobre na palinkę, palinka znakomita na tęskne wspominanie, a także na rozmowy z ludźmi i z samym sobą. I autor pisze: „Pokażą się gwiazdy; nadejdzie górski, wrześniowy chłód: będę siedział, może zapadnę w lekki sen; będę śnił; i będę pił palinkę…” Zapewne z tej pięknej prozy każdy wyciągnie parę smaczków tylko dla siebie, a więc ockną się z leniwego letargu kolejne powidoki, lekko zamglone przez czas, nasze własne. Wszyscy wszak byliśmy kiedyś dzieciakami ganiającymi po wiejskich łąkach, wdeptującymi z krzykiem w krowie placki i podkradającymi kurom jajka. Przynajmniej ci z nas, którzy mieli jeszcze okazję widzieć prawdziwą wieś. Żarliwa, poetycka, empatyczna proza z Banatu wgryzła się we mnie, a ja poddałam się jej bez reszty. Jest w niej coś przyciągającego, jakaś prawda najgłębsza z najbardziej wewnętrznego miejsca w sercu wyciągnięta i tam też trafiająca. Opisując naturę, chwyta jej esencję, mówiąc o człowieku, przegląda go na wskroś, znajdując to, co ważne, nawet jeśli trzeba sięgnąć głębiej. Czy to staruszki, matka i córka, nie do odróżnienia, czy też rodzina Wojnerów – „złote zęby w ustach, wychudłe, zniszczone twarze, niemal identyczne twarze; zawsze mnie zadziwiało, z jaką siłą rysy poprzednich generacji przenoszą się tu na kolejne pokolenie, modelując je precyzyjnie i nieodwołalnie na własne podobieństwo (…)” Autor lubi nawiasy, średniki i dwukropki. Początkowo to dziwi, później widzimy, że ma swoje uzasadnienie nie tylko w „widzimisię” autora. To złudzenie, jakby jedno zjawisko pociągało następne, połączone z nim, a zarazem rozszerzające o jeszcze więcej sensów, znaków. Z przecinkami, czy wręcz kropkami, rozdzielającymi tekst na pojedyncze zdania, zgubiłby on swój naturalny, jedyny odpowiedni rytm. Okazuje się, że w różnych rejonach świata można poczuć się całkiem swojsko: te same bzy i akacje, stada owiec na zboczach, jesienna, lekko stęchła wilgoć, dźwięk harmonijki o kolorowych klawiszach… Ujęło mnie bardzo wyczulenie autora na szczegół, nawet drobniutki. Któż potrafi jeszcze tyle niuansów wydobyć z głosów niosących się po podwórku sąsiada, albo z twarzy okolicznych ludzi? Najpierw przeanalizować ich wyjątkowość, aby pod koniec uogólnić, wprowadzić pod wspólny mianownik. Dzięki tym podobieństwom nie tak łatwo uciec przed tym, o czym chce się zapomnieć. W najmniej spodziewanym momencie, wystarczy niewielki bodziec wywołujący i na człowieka spada cała jego przeszłość, choć przecież wcale tego nie pragnie. Zamknąwszy „Palinkę” ma się wrażenie, że autor w pełni świadomie odsłonił przed czytelnikami to, co dla niego najważniejsze, najintymniejsze. Pozwolił nam się poznać, zawierzył szczerze swoje myśli, obnażył cały smutek samotności i beznadziejność ucieczki, spotęgowane jeszcze przez surowe banackie warunki i dystans, jaki zwykli utrzymywać mieszkańcy. Możliwe, że uczynił tak z pragnienia podzielenia się z kimś ciężarem, by ten choć trochę zelżał, być może chciał dodać nam otuchy, poczucia, że jeśli mamy podobnie, to nie jesteśmy jedyni. Mam nadzieję, że stojąc tam, „pod rozłożystą morwą (…) na rozdeptanych morwach…”, wiedząc że jego słowa poszły w świat, między ludzi, podniesie jednak głowę, a może nawet prześle lekki uśmiech – nie jest tak źle, zderzyliśmy się z własnym życiem, a teraz idziemy dalej. Książkę przeczytałam dzięki portalowi: https://sztukater.pl/
jazzwoman - awatar jazzwoman
ocenił na 9 2 lata temu
Las nie uprzedza Krzysztof Środa
Las nie uprzedza
Krzysztof Środa
Refleksyjna proza wybitnego intelektualisty - ale bez zadęcia, czasem spotykanego u innych – który jakiś czas temu zaprzyjaźnił się z uchodźcą z Czeczenii. A to jakoś nie było wtedy źle widziane – tak jak dziś (pytanie: jak długo?) nie jest źle widziane popieranie Wolnej Ukrainy przeciw agresji zbrodniarza wojennego. Bardzo lubię takie intymne zapiski mądrych ludzi, choć - co tu dużo mówić - wspomnienia uchodźcy z Czeczenii mrożą krew w żyłach (nb. uciekinier chyba bardziej niż Rosjan obawiał się wahabitów oraz kadyrowców). W tym kontekście Środa wspomina pewien film z internetu, którego wolałby nie zobaczyć, a który pewnie wciąż jest w sieci „Nie będę próbował I nikomu nie radzę…”. A choć i tak sporo napisał o tym, co widział, to zarazem zastrzegł, ze nie opowiedział wszystkiego. Ale może lepiej wiedzieć, co tam się działo, skoro zaraz to samo może się rozgrywać tuż u naszych granic, a nie gdzieś na jakimś tam dalekim „dzikim i azjatyckim” Zakaukaziu, czy tez Przedkaukaziu… „A ty Krzysztof, co zrobisz, jak tu wjadą Rosjanie? Będziesz walczył? ”” – pyta Autora Czeczen. Gdy ten niejako w odpowiedzi zawozi go do domku na Mazurach, chwaląc się jego odosobnieniem w lesie, Czeczen odpowiada, że niby miejsce dobre., ale broń by tu się przydała. Zapytany o powód, odpowiada zagadkowo: ”Bo las nie uprzedza….” „Ludzie w czasie wojny się zmieniają. Widziałem to. Przestają być ludźmi.” – mówi. A w tych dniach wszyscy nabieramy tej właśnie gorzkiej świadomości, która już od ładnych kilkunastu lat jest udziałem tegoż Czeczena… Nb. Autor dziwił się wtedy tej jego uwadze, ale jednak zdecydował uczynić z niej tytuł książki z 2016 r. W tle – jak gdyby dla swoistej równowagi - innym tematem Środy jest Maroko z - jak nieprzypadkowo chyba podkreśla – całą jego delikatnością. Zarazem samokrytycznie opisuje pewną sytuację z Maroka z kilkoma mężczyznami, w której zaczyna nabierać pewnych hmmm… podejrzeń (zapewne mając pod powiekami opowieści Czeczena). Z finału tej opowieści wynika, ze Środa musiał czuć się mocno zawstydzony swymi supozycjami. Ale bez wstydu opisał to, że nawet on - wyrafinowany intelektualista – uległ w jakimś tam stopniu uprzedzeniom wobec ludzi, o których nie ma pojęcia. To cóż dopiero….. nieintelektualiści. Uczciwa narracja, która nie mizdrzy się do czytelnika. W bonusie ciekawe watki marokańskie Jana Potockiego (tego od „Rękopisu znalezionego w Saragossie”).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 8 4 lata temu
Skoruń Maciej Płaza
Skoruń
Maciej Płaza
„Ja – skoruń, chodząca lewizna, próżniak, matołek”. Tak widział się syn wyrosły „między dwoma zwichrowanymi drzewami”. Ojcem – zwykłym wieśniakiem, sołtysem, sadownikiem, ateistą, nauczycielem majster-klepką o twardych, szybkich rękach i duszy buntownika a matką - byłą pielęgniarką, pobożną i zasadniczą kobietą. Oboje nie wyobrażali sobie życia „gdzie indziej niż tu, w zakolu Wisły, na jabłkowych wzgórzach, z których widać Wierzbiniec, gminne miasteczko o czerwonych dachach”. Ojcowiźnie gospodarza obejścia. Wybrali miejsce, ale nie czas. Lata 80. ubiegłego wieku pełne marnoty według ojca, bo „gdzie nie popatrzysz, tam marnie, i to marnota naprawdę najmarniejsza z marnych, koślawa, śmierdząca: sklepy puste, wszystko na kartki, głupiego »malucha« dostać trudno, nie mówiąc o ciągniku”. W wiecznej kłótni z rodzonym bratem, których konflikt przenosił się na jakość życia wszystkich wokół. Tajemnice rodzinne te podziały pogłębiały. Spojrzenie jego trzynastoletniego syna, tytułowego skorunia, obserwującego relacje dorosłych i zmaganie się bliskich z życiem, który próbował je na swój nastoletni sposób rozwikłać, by wpasować się w nie i znaleźć wśród nich własne miejsce, to nie tylko lekcje życia w jego dojrzewaniu czy retrospekcje dziejów rodziny pozwalające zrozumieć postawy ojca, stryja i matki. To również przepiękna, choć bolesna opowieść o emocjach. Autor niezwykle czule opowiadał o brutalizmie życia nieustannie zaskakującego niewiadomymi, z którymi trzeba było sobie radzić. Dokonywać piekielnie trudnych wyborów, licząc się z ich dotkliwymi skutkami. Łagodnie przekonywał o bezkompromisowej naturze jego nurtu nie do końca tylko pięknym, pomyślnym, szczęśliwym i stałym w radości. Przynoszącym zrozumienie o złych wyborach, by ratować dobro. Niekoniecznie korzystne dla innych. Każdy z bohaterów wyrazisty i charakterystyczny tworzył środowisko tak dobrze oddające zróżnicowanie wiejskie w PRL-u, w którym powojenny awans klasowy chłopa pomimo upływu dekad nie do końca jeszcze odciął korzenie od pochodzenia. W którym ich dzieci jeszcze nosiły w sobie umiłowanie ojcowizny rozumianej dopiero w sytuacjach granicznych. Dla którego „jednemuś zabójcą, drugiemu bratem, jednemuś zbawcą, drugiemu katem”. A wszystko to ujęte w przepięknych, plastycznych obrazach. Urzekających opisami ziemi sandomierskiej, gdzie „pola wznosiły się jak szata skrojona ze zblakłych zieleni”, a wzgórza „mieniły się zielenią sadów i żółcią ściernisk” brzemienne ludzkim życiem. Tak dobrze znanych mi z powieści „Robinson w Bolechowie” i „Golem”. naostrzuksiazki.pl
Maria Akida - awatar Maria Akida
oceniła na 8 9 miesięcy temu

Cytaty z książki Siedemnaście zwierząt

Więcej

Jest w ślimaku zapisany pewien paradoks. Choć wciąż gdzieś podąża, nie sposób nazwać go nomadą, albowiem w pewnym sensie nigdy nie opuszcza swojego domu. Równie trudno jednak nazwać go domatorem, bo przecież nieustannie wędruje, taszcząc ze sobą ów dom, niczym Mongoł jurtę. Na domiar komplikacji jest to dom, do którego nie może nikogo zaprosić, czyli … opowieść o ślimaku jest opowieścią o samotności doskonałej.

Jest w ślimaku zapisany pewien paradoks. Choć wciąż gdzieś podąża, nie sposób nazwać go nomadą, albowiem w pewnym sensie nigdy nie opuszcza swojego domu. Równie trudno jednak nazwać go domatorem, bo przecież nieustannie wędruje, taszcząc ze sobą ów dom, niczym Mongoł jurtę. Na domiar komplikacji jest to dom, do którego nie może nikogo zaprosić, czyli … opowieść o ślimaku jest o...

Rozwiń
Robert Pucek Siedemnaście zwierząt Zobacz więcej
Więcej