rozwiń zwiń

Cztery zmierzchy

Okładka książki Cztery zmierzchy
Mika Waltari Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy Seria: Biblioteka Jednorożca literatura piękna
140 str. 2 godz. 20 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Biblioteka Jednorożca
Tytuł oryginału:
Neljä päivänlaskua
Data wydania:
1970-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1970-01-01
Liczba stron:
140
Czas czytania
2 godz. 20 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Kazimiera Manowska
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Cztery zmierzchy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Cztery zmierzchy

Średnia ocen
6,8 / 10
70 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
230
230

Na półkach: ,

„Uciekać, zawsze tylko uciekać, drobnymi kroczkami, z pytaniem, czy znowu ktoś wciągnie słońce na niebo; szelestny szelest zielonookiego potwora, który przewala się pod posadzką pałacu i demony, krzyczące z fortec strzegących słońca (…)

(Ann Quin, Berg)


W krótkim opowiadaniu Mika Waltari daje nam pole do interpretacji.
Można więc mówić o surrealizmie, można również odnieść przeżycia głównego bohatera do samego autora, który borykał się z zaburzeniami natury psychicznej.
Prosty język; da się wyczuć nutkę ironii.
Wśród rzeczywistości pełnej zmiennych nastrojów, epizodów depresji, bezsenności czy koszmarów sennych, nasz bohater-pisarz próbuje żyć, tworzyć i kochać.
Jego rozmowy ze zwierzętami .ktoś mógłby uznać za przejaw fiksum dyrdum, ale są one nacechowane bardzo jasną i klarowną symboliką, poza tym któż z nas w swoim życiu nie rozmawiał chociaż raz z jakimś zwierzem.
Cóż wynika z tych ludzko-zwierzęcych dialogów? A no choćby to, że wszyscy podlegamy pewnym nakazom („ każdy ma swój łańcuch”), że w życiu nie ma nic pewnego ani wiecznego, że czego byśmy nie wymyślili, kroczymy zawsze ku unicestwieniu, gubiąc pod drodze swoje marzenia. Wreszcie, musimy się chyba z tym wszyscy zgodzić, człowiek nie może żyć bez problemów, a nawet jeśli takowych nie ma, to zawsze postara się o to, żeby się pojawiły, bo taka już nasza niedoskonała natura.

„Szczęście jest jak sen”.

„Uciekać, zawsze tylko uciekać, drobnymi kroczkami, z pytaniem, czy znowu ktoś wciągnie słońce na niebo; szelestny szelest zielonookiego potwora, który przewala się pod posadzką pałacu i demony, krzyczące z fortec strzegących słońca (…)

(Ann Quin, Berg)


W krótkim opowiadaniu Mika Waltari daje nam pole do interpretacji.
Można więc mówić o surrealizmie, można również...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

181 użytkowników ma tytuł Cztery zmierzchy na półkach głównych
  • 95
  • 85
  • 1
38 użytkowników ma tytuł Cztery zmierzchy na półkach dodatkowych
  • 21
  • 7
  • 5
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Cztery zmierzchy

Inne książki autora

Mika Waltari
Mika Waltari
Mika Waltari – jeden z najpłodniejszych fińskich pisarzy: napisał co najmniej 29 powieści, 15 nowel, 6 zbiorów opowiadań lub baśni, 6 tomów poezji i 26 sztuk teatralnych, także scenariusze, słuchowiska radiowe, reportaże, tłumaczenia, setki recenzji i artykułów. Jest także fińskim pisarzem najbardziej znanym na świecie – jego utwory przetłumaczono na ponad 40 języków. W 1957 r. pisarz stał się członkiem Fińskiej Akademii; otrzymał także honorowy tytuł doktora uniwersytetu w Turku w 1970 r.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Barabasz Pär Lagerkvist
Barabasz
Pär Lagerkvist
Interesująca fantazja na temat Barabasza, który, jak na zbója, objawia niezwykłą empatię wobec Ukrzyżowanego, dla mnie jednak lekko niewiarygodną, a może nawet i dwuznaczną, choć jego sytuacja nie była do pozazdroszczenia – ocalał, aby inny umarł. Bardziej odpowiada mi jednak niepewność Herberta z wiersza „Domysły na temat Barabasza” - poeta nie miał odwagi domniemywać żadnych opcji ocalonego: „Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę (…) A Barabasz być może wrócił do swojej bandy W górach zabija szybko rabuje rzetelnie Albo założył warsztat garncarski I ręce szklane zbrodnią czyści w glinie stworzenia Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian lub - czego nie można wykluczyć - stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian”. Żeby "zaspoilerować" Lagerkvista: ktoś się wywinął od krzyża i…. nie, nie staje się jednym z chrześcijan ani formalnie, ani faktycznie - choć w chwili próby nawet zaprze się niczym św. Piotr - ale tak czy inaczej dzieli ich los. Wydaje się, że Barabasz nie jest w stanie zrozumieć tego, co się stało, czyli głębszego sensu. Wobec tego pozostaje mu tylko może nie retoryczne, ale na pewno nie na jego rozum przecież, pytanie „Dlaczego on, a nie ja”…. Owszem, dobrze ta nowela jest napisana i nieźle się czyta. Niemniej nie jest to jednak arcydzieło – nawet jeśli do mnie po prostu nie trafiło. Ot, opowiastka o niepokojach egzystencjalno-duchowych kogoś prostego umysłu, kto odstąpił od złej ścieżki życia, ale Los o nim nie zapomniał. Autorowi chwała zaś, że ze swego bohatera nie uczynił jakiegoś ortodoksyjnego wyznawcy. Skoro już przy tym temacie jesteśmy, zwróciłbym uwagę na polską książkę „Według Judasza. Apokryf” Henryka Panasa (wg mnie o wiele lepszą niż ta, choć Autor nie był noblistą). Nie jest to żadna apologia Judasza, ale odważna, piekielnie inteligentna, próba napisania jego historii, oraz Jezusa i Marii Magdaleny, zupełnie od nowa, a przede wszystkim - wbrew Ewangeliom. Bo Iskariota to mędrzec, po cichu finansujący całą tę wywrotową grupkę, a ponadto rywal przywódcy jako bezgranicznie zakochany w Marii z Magdali…. BTW: Nie czas na nowe wydanie…? Acha, nieco tylko słabsza jest dosyć dawna, acz jakby coraz bardziej aktualna, rzecz Adama Wiśniewskiego-Snerga „Według łotra”… No dobrze, spróbuję coś innego Autora, niech to będzie „Kat” albo i „Karzeł”. Zło jednak bywa ciekawsze niż dobro, oczywiście jedynie w literaturze…. Najlepsze cytaty „Wybór zadziwił przede wszystkim samego Barabasza.(…) Dlaczego więc tutaj stał? Nie znał przecież tego Człowieka, nie miał z Nim nic wspólnego. Dlaczego znalazł się na Golgocie, on, który został uwolniony?”. „Jakże można wydawać takie wyroki? To przecież jasne, że ten Człowiek jest niewinny”. „Tak, to na pewno Jego matka. Na pewno współczuła z Nim najgłębiej; zdawała się jednak wyrzucać Mu, że zawisł oto na krzyżu, że doszło do tego, iż Go ukrzyżowali”. „Wskazując Barabasza, szepnęła coś Matce. Matka przystanęła i spojrzała na niego wzrokiem, w którym nie było nienawiści, lecz tak rozpaczliwy smutek, iż nie mógł się łudzić, że kiedykolwiek to spojrzenie zapomni”. „ – Jakiż Mesjasz dalby się ukrzyżować! Słyszał ktoś podobne brednie?”. „Pod osłoną ciemności zabrali ukochanego Mistrza, którego wielbili, aby móc później rozpowiadać, że zmartwychwstał właśnie tak, jak to sam przepowiadał”. „Początkowo czuła się nieco urażona, ale cóż, mój Boże, mężczyźni są zawsze niewdzięczni, jeśli się im nie odmówi tego, czego pożądają”. „Kiedy Barabasz wrócił do swoich towarzyszy, wydał im się tak zmieniony, że ledwo go poznali. Zdawało się, że nic go nie pociąga”. „Nie okazał też większego zapału nawet podczas napadu na posterunek rzymski przy promie, mimo że walczył z ludźmi, którzy omal go nie ukrzyżowali”. „Wzbudzał niechęć. Towarzysze wcale się nie cieszyli, że wrócił, że znowu jest z nimi. W gruncie rzeczy przestał do nich należeć. Na wodza już się nie nadawał. Nie nadawał się też do niczego innego. Właściwie był już niczym”. „On sam daleki był od okrucieństwa. Twardy i okrutny był system, nie on”. „Nie mamy prawa go sądzić. Wszyscyśmy pełni wad i ułomności i nie dla naszych zasług Pan się nad nami lituje. Nie mamy prawa potępiać człowieka za to, że nie ma Boga, któremu by służył”. PS „Quo vadis” najlepiej jednak się udało Sienkiewiczowi…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 6 11 miesięcy temu
Karzeł Pär Lagerkvist
Karzeł
Pär Lagerkvist
Zło jako nieodłączny - co tam: niezbędny - instrument każdej władzy w historii i współczesności. Tak odczytuję przesłanie tej książki Pära Lagerkvista, jednej z najbardziej pesymistycznych, jaką czytałem. Nagromadzenie wszelkich zbrodni i podłości, jakie towarzyszą władzy na przestrzeni wieków - choć tu akurat sztafaż jest renesansowy - czyni z “Karła” wielki esej o naturze rządów. Bo takich ludzi jak tytułowy bohater potrzebuje każda władza zawsze i wszędzie - inaczej nie byłaby władzą. Autor znakomicie przedstawił Zło, upostaciowane tu akurat w karle (jakby tzw. zwykli ludzie byli immunizowani na to co najgorsze w naturze ludzkiej, niezależnie od ich cech przyrodzonych). W tym kontekście przyjęcie za symbol zła akurat osoby niskorosłej wydaje się uzasadnione jedynie przekonaniem o jakiejś szczególnej predestynacji tej grupy, nie tylko w dawnych wiekach - skoro w każdej społeczności jej udział jest minimalny w stosunku do “normalsów”. A zła - i w historii, i we współczesności - aż za dużo jak na tę populację…. Przekonany jest wszak o tym i sam Autor, który tak mówi do nas narratorem: “Czasami wzbudzam w ludziach lęk. Ale boją się samych siebie, sądzą, że ja ich przerażam, czyni to jednak karzeł kryjący się w nich. (...) I też są zniekształceni, choć wcale tego po nich nie widać”. Tak, to o nas to studium zła, niewątpliwie najlepsza książka Lagerkvista - trzecia moja - o naturze człowieka zakamuflowanej postacią karła. W nas wszystkich drzemie przecież komendant Treblinki…. Książka nie daje żadnej nadziei, mimo takiego, a nie innego zakończenia. Nobel dla szwedzkiego Autora - także przecież i za nią - jak najbardziej zasłużony (także za stylistykę, świetny przekład Zygmunta Łanowskiego, kogoś o pięknym życiorysie). Narrator mówi tu wiele rzeczy strasznych, a co gorsza takichże czynów również dokonuje - przeważnie nie bezpośrednio, ale za podjudzeniem “trzymających władzę”, zwłaszcza swojego księcia. choć w kilku przypadkach jest prawdziwym demiurgiem potworności. Umożliwia mu to fakt, że na relacje międzyludzkie patrzy poniekąd “z dołu”, skąd lepiej widać…. (BTW: zwrot, że liczy on sobie “20 cali wzrostu” jednak wymagałby przeliczenia na miarę używaną w Polsce). Tak czy inaczej, nawet nie dziwi, że ze wszystkich możliwych i niemożliwych powodów narrator cierpi na patologiczną manię wielkości, jakkolwiek by to brzmiało. A przejawia się to m.in. w takich słowach: “Słyszałem że my, karły, pochodzimy z rasy starszej od tej, która zaludnia dziś świat, i że dlatego jesteśmy starzy już w chwili, gdy się rodzimy. Nie wiem czy to prawda, ale w takim razie bylibyśmy praistotami. Nie mam nic przeciwko temu, by należeć do rasy innej niż ta obecna i żeby to było widać po mnie”. “Po księciu nie znać jednak żadnej osowiałości. (...) Jest spokojny, pewny i energiczny, zawsze w takim samym równym, wspaniałym nastroju. I zawsze pełen męstwa i pewności zwycięstwa. Znakomity żołnierz. W polu on i ja jesteśmy naprawdę szczególnie podobni do siebie. (...) “Lubię służyć panu, który jest imponujący. Nie przeczę, że to wielki mąż. Nikt jednak nie jest wielki dla swego karła”. Ma to jednak i drugą stronę: “Gdy idę sam przez miasto, wtedy zaraz mnie spostrzegą i obsypują obelgami. +To jego karzeł! Dając mu kopniaka kopiesz jego pana!+”. A miłość do samego siebie nie wyklucza i autonienawiści: “To mój los, bym nienawidził także własnego ludu. Moje własne plemię jest dla mnie nienawistne. Nienawidzę także i siebie samego”. I jeszcze to, czego nie wiemy o niskorosłych: “Jest wielka różnica między karłami a dziećmi. Sądzi się że to jedno i to samo, bo tak są do siebie podobne wzrostem i tak dobrze się ze sobą zgadzają, ale wcale tak nie jest. (...) Dzieci-karły nie bawią się, o ile wiem, nigdy, bo i po cóż? To prawdziwa tortura, gdy używają nas, karłów do takiego celu. Ale ludzie nic przecież o nas nie wiedzą”. “My, karły, nie płodzimy dzieci, jesteśmy bezpłodni z samej naszej natury. Nie zajmujemy się rozmnażaniem ani też go nie pragniemy. I nie potrzebujemy być płodni, gdyż ród ludzki sam rodzi swoich karłów, nie trzeba się o to troszczyć”. “Należymy do rodu ludzkiego – a przecież do niego nie należymy. Jesteśmy gośćmi w odwiedzinach. Starymi, zwiędłymi gośćmi na trwającej tysiące lat, nigdy nieprzerwanej wizycie”. “Nigdy nie próbowałem tego, co nazywa się miłością, ani też nie mam na to żadnej ochoty”. Pozbawiony miłości już jako dziecko narrator, który bardziej budzi litość niż nienawiść, musi mieć takie a nie inne poglądy na sferę uczuć… “+Czy jest coś równie odrażającego jak człowiek+ – pomyślałem” - takie ma on zdanie o ludziach niebędących takimi jak on; zapewne w rewanżu. Jako wybitny manipulant “wyspowiadał” on z grzechów córkę swego księcia, nieszczęsną istotę, w której umiejętnie pogłębił kompleksy i poczucie winy, utrwalone już przez jej wiarę. “Zaczęła wyznawać wszystkie swoje przewinienia, rozwiązły tryb życia, niedozwolone stosunki z mężczyznami, do których diabeł wzbudził w niej żądzę, i rozkosz, jakiej doznawała czując że jest naprawdę uwikłana w diabelskie sidła”. “Zmuszałem ją, aby bliżej opisywała swój grzech i swoje straszne zadowolenie z niego i aby wymieniała po imieniu tych, z którymi uprawiała występne obcowanie.... Później podziękowała mi, że byłem dla niej taki dobry”. Także jej matkę niemal wpędził w szaleństwo. “Księżna Teodora jest zależna ode mnie. (...) Nienawidzę jej grzesznego życia, chutliwych listów, które posyła przeze mnie do swoich kochanków, słów miłosnych, których żar czuję na mym sercu. Ale nie zdradzam niczego”. “Księżna (...) biczuje się mocniej niż kiedykolwiek, aby zmazać ten grzech, znowu nic nie je i błaga Ukrzyżowanego o przebaczenie. Ukrzyżowany nic nie odpowiada”. “Dziwne, jak ludzie głupio wyglądają, gdy są zakochani, a zwłaszcza, gdy kochają na próżno. Ich wyraz twarzy staje się szczególnie niemądry i nie mogę zrozumieć twierdzeń, że miłość ludzi upiększa”. “Gdyby nie była tak piękna, można by z pewnością uważać, że nie ma w niej wcale dobroci”. “Miłość i śmierć to ulubione tematy ludzi, nad którymi lubią oni sobie popłakać, szczególnie zaś gdy śmierć i miłość połączą się w jedno”. Nieco tu odniesień do Machiavellego: “Uważam za niegodne księcia, by przywiązywać wagę do tego, co myśli i czemu daje wyraz motłoch, który go otacza. Przecież oni wciąż czegoś się domagają. Gdyby miano się troszczyć o wszystko, o co woła lud, trzeba by było stosować się do wielu życzeń”. Dla księcia, u którego służy karzeł, pracuje Mistrz Bernardo, który jednoznacznie się kojarzy, skoro wykonuje fresk “Ostatniej wieczerzy” i ma rozliczne inne zainteresowania. “Interesuje go wszystko. Czy rzeczywiście wszystko jest ciekawe?” pyta retorycznie narrator. “Wszyscy uważają, iż takiej Madonny jeszcze nigdy dotychczas nie namalowano, że nigdy jeszcze nie było tak pełnej wdzięku i nadziemskiej Matki Boskiej. Najbardziej zachwyceni są ludzie zagadkowym uśmiechem igrającym na jej wargach”. “Próbuje wszystko wytłumaczyć, ale w przeciwieństwie do innych nie zawsze jest pewny, że jego wyjaśnienia są słuszne. Opisawszy długo i wyczerpująco, jak jego zdaniem jakaś sprawa wygląda, potrafi potem siedzieć w milczeniu i zadumie, by w końcu dorzucić: +Ale może nie jest tak jak mówiłem. Nie wiem, co o tym sądzić+”. Karzeł oburza się słowami Bernarda: “Wszystko jest tylko porywaniem się na coś, czego nigdy nie da się ziścić. Cała kultura ludzka jest tylko zamierzeniem czegoś zupełnie niewykonalnego. I dlatego wszystko to jest właściwie całkiem niedorzeczne. - Naturalnie że tak. Jakżeż wyglądałoby życie, gdyby nie było niedorzeczne. Niedorzeczność jest wszak samym fundamentem, na którym ono spoczywa”. Narrator wielbi wszelkie konflikty, to i wojna jest dla niego cudowna przygoda - dopóki nasi wygrywają, rzecz jasna. Z oburzeniem przyjmuje początkowy pokój między zwaśnionymi od wieków księstwami. “Świat chyba zwariował! Wieczny pokój! Nigdy więcej wojny! Co za bzdura, jaka dziecinada. Czyżby wierzono, że można zmienić porządek świata? Jakie zarozumialstwo? I jaka wiarołomność wobec przeszłości, wobec wszystkich wielkich tradycji! Nigdy więcej wojny! Krew nie ma płynąć nigdy więcej, a honor i bohaterstwo stracą wszelkie znaczenie”. Dzięki pewnej intrydze, w której złowrogą rolę odegra nasz bohater, pokoju nie ma i nie będzie. “Mord uczynił księcia bardzo popularnym. Mówią powszechnie, że jest on wielkim księciem. Nigdy jeszcze nie triumfował tak nad swymi nieprzyjaciółmi i nie był przedmiotem takiego podziwu. Są z niego dumni i uważają, że okazał niezwykłą chytrość i energię”. Najciekawsze wydaje się oblężenie Miasta przez rywalizujące księstwo, z licznymi dantejskimi scenami, skoro jesteśmy we Włoszech. Warto odnotować wiecznie aktualne odniesienia…. “W mieście mówią, że będzie się ono bronić do ostatniej kropli krwi. I gada się o tym, że jest silnie umocnione i może trzymać się bardzo długo, ba, że jest nie do zdobycia. Przecież takie są wszystkie miasta, nim zostaną zdobyte. Mam własne zdanie o tej niezwyciężoności”. Wiele tu stwierdzeń niepokojąco ponadczasowych, samopowtarzalnych jak szybkostrzelny karabin. “Uchodźcy spotykają się z coraz to większą niechęcią, bo słusznie uważa się, że to z ich winy miejscowa ludność odczuwa brak żywności. Szczególnie nielubiane są ich płaczące z głodu, brudne dzieciaki, które wszędzie się włóczą, żebrząc. Podobno kradną jak im się uda”. “Niemal wszyscy bez wyjątku są przekonani, że to uchodźcy ponoszą winę za tę straszną zarazę, toteż są oni znienawidzeni jak nigdy dotychczas. Niektórzy jednak zaczynają ponoć mówić, że to kara boża za wielkie ludzkie grzechy”. “Polują na koty, psy i szczury, uważane teraz za wspaniałe pożywienie. Mówią jednak że i one zaczynają teraz znikać i coraz trudniej na nie trafić. Zdaje się, że dostały jakieś choroby, bo znajduje się je wszędzie padłe; w ten sposób zrobiły ludziom zawód w chwili, gdy najwięcej ich było potrzeba. Nie dziwi mnie, że szczury nie mogą wytrzymać życia wspólnie z ludźmi”. “Zaraza szerzy się pośród najuboższych i najbardziej wygłodniałych, głównie wśród uchodźców, i ma chyba związek z niewiarygodnym niechlujstwem w ich obozach i wszędzie w mieście. Nie dziwi mnie, że umierają z brudu, który ich otacza”. Inne cytaty “Jest też zarówno w teraźniejszości, i jak i w przeszłości, wiele rzeczy pięknych i wzniosłych, które nigdy nie byłyby wzniosłe i piękne, gdyby ich nie opiewano”. “Opiewają oni przede wszystkim miłość, i to jest też słuszne, bo nic tak jak miłość nie wymaga, by zrobić z niej coś innego niż to, czym jest”. “Rozumiem też, że potrzebni są artyści, którzy sporządzają dla ludu obrazy świętych, aby ludzie mogli się modlić do kogoś, kto nie jest taki plugawy i marny jak oni sami. Obrazy pokazujące motłochowi, że jego Bóg jest ukrzyżowany, że został ukrzyżowany, gdy usiłował dokonać czegoś na ziemi, aby zrozumieli, iż tu, na dole, nie ma żadnej nadziei”. “Kiedy zaś ludzie wierzący mają wybierać między tym, co nie jest prawdą, a tym, co jest prawdą, wybierają zawsze to, co nie jest prawdą. Kłamstwo jest o wiele bardziej nastrojowe i osobliwsze niż prawda i dlatego je wolą”. PS Ładny neologizm "gwiaździarze" na określenie astrologów.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 9 6 miesięcy temu
Coś w człowieku Mika Waltari
Coś w człowieku
Mika Waltari
Co robi fan wszystkich tych słynnych powieści historycznych Waltariego po przeczytaniu każdej z nich? Pewnie czyta je po kilka razy. Ja wolę jednak póki co odkrywać te mało znane dzieła mojego literackiego idola. W ten sposób wciąż odkrywam nowe, raz na jakiś czas trafiam w antykwariatach na bardzo stare mikro-powieści i opowiadania, których nie wymienia się nigdy w przypadku skróconej biografii fińskiego mistrza pióra. Moim najnowszym "odkryciem" jest zbiór trzech opowiadań pt. "Coś w człowieku". Tytuł zaczerpnięto z pierwszego z trzech opowiadań, czy też mikro-powieści – ja nie odróżniam ich jednej od drugiej, choć stawiam, że pierwsza jest mikro-powieść, a co do innych to nie mam pewności. Tytułowe opowiadanie skojarzyło mi się z innym mało znanym dziełem Waltariego pt. "Obcy przyszedł na farmę". Data powstania to 1939, ale czas akcji to wojna domowa w Finlandii podczas czerwonej rewolucji. Surowość i pesymizm, tragizm i poczucie bezsensowności towarzyszą czytaniu kolejnych kartek. Czas biedy, konfliktów i napięć. Powieści historyczne tego samego autora charakteryzują podobne klimaty, ale bardzo często okraszone niezwykłym humorem, który pozwala czytelnikowi na moment zapomnieć o wszechobecnym niebezpieczeństwie. Te starsze opowiadania takie nie są. Ale to nic złego. Nietrudno było mi znaleźć podobieństwa do najlepszych dzieł tegoż autora. Dokładnie to samo spojrzenie na ludzkość, dobro i zło, ale po prostu napisane bez krzty humoru, z którego Mika Waltari jest dziś znany, że nawet mroczne momenty historii potrafił okrasić czymś zabawnym. Nie wiem, czy faktycznie warto kierować te opowiadania do tej samej grupy docelowej, która kocha "Egipcjanina Sinuhe", "Trylogię rzymską" i inne słynne powieści. Nie ryzykowałbym. Moje uwielbienie dla dzieł tego autora przekracza jednak to, z czego jest on dziś najbardziej znany na całym świecie. Sądzę, że poznając te trudniejsze w odbierze opowiadania, lepiej rozumiem samego autora. Tutaj w każdym dramatycznym elemencie mogę dostrzec pewną analogię z powieściami, które wszyscy fani tak uwielbiają. Autor najpewniej zostawił cząstkę siebie w każdej z nich. Czytanie tytułowego opowiadania "Coś w człowieku" powoduje dyskomfort. Od samego początku nie wiedziałem, do czego zmierza ta historia i czy nadal mam "kibicować" głównemu bohaterowi, który jednocześnie jest jej narratorem. Jak i wszyscy ci najbardziej znani protagoniści z książek Waltariego, popełnia od błędy, ale dosyć szybko ich ilość oraz waga wydają się zbyt duże, aby utrzymać do niego sympatię. Bardzo zacząłem go nienawidzić i życzyłem mu jak najgorzej, bo o ile jako dziecko mógł współuczestniczyć jako gwałciciel albo przyglądać się koledze, który bezkarnie obdzierał z godności ich koleżankę, o tyle miał resztę życia na to, aby te błędy próbować naprawić. Ta mikro-powieść jest torturą dla wrażliwych czytelników, którzy łatwo wczuwają się w historię, odbierają kartki papieru niczym ci nieszczęśni widzowie telenoweli opłakujący ekranową śmierć swojej ukochanej postaci. Jeśli szukają tu dobra, raczej go nie znajdą. Natomiast łatwo odnajdą te wszystkie podłe cechy ludzkie i pecha, które znają z powieści Waltariego. Na koniec jeszcze zrozumieją w sposób drastyczny, skąd ten tytuł i o czym dokładnie w człowieku pisał autor, czego szukał, bowiem zachowanie jednej z postaci na końcowych kartach daje pole do długich przemyśleń. "Nie doczekać jutra" z 1937 roku napisane jest w podobnych klimatach, z tą małą różnicą, że zło wyrządzone na samym początku opowiadania jest przypadkowe. Gdyby nie śmiertelna powaga "Nie doczekać jutra", może porównałbym to do opowiadań detektywistycznych autora o komisarzu Palmu, jednak chyba nawet wtedy byłoby to porównanie nietrafne, bo poza tym, że mamy do czynienia ze zbrodnią / wypadkiem, bliżej temu opowiadaniu do tragedii albo dołujących klimatów rodem ze "Zbrodni i kary". Sprawiedliwość i wyrzuty sumienia, powolne popadanie w szaleństwo osób czujących wagę swoich czynów.... Nie są to rzeczy, które lubię czytać, ale dla swojego ulubionego autora przebrnąłbym przez wszystko, co ten kiedykolwiek napisał. Z innej beczki, Finlandia opisana na kartach tego opowiadania jest tak inna od tej z poprzedniego, że dla samych opisów warto przeczytać "Nie doczekać jutra". O ile poprzedni rozdział charakteryzował się nietypową dla tego pisarza postacią kobiety, o tyle w tym opowiadaniu możemy niemal dotknąć złożoności kobiet, o których Waltari tak często pisał w swoich najsłynniejszych dziełach. Jakże trudno było mi czasami zrozumieć, czego chce jedna z głównych bohaterek "Nie doczekać jutra", a jednocześnie tak trudno było mi rozgryźć jej sposób patrzenia na świat. Kiedy już wydawało mi się, że określiłbym ja jako próżną, zadziwiała mnie swoimi przemyśleniami. Kiedy chciałem przypisać jej jakąś cechę pozytywną, zniechęcała jakąś histerią albo inną irytującą cechą. Tak wyraźnie widać, że kobiety były dla Waltariego muzami, pragnieniem i zatraceniem. Trzecie i ostatnie opowiadanie "Cztery zmierzchy" to ogromne zaskoczenie, szczególnie jeśli dwa pierwsze wprowadziły czytelnika w jeden odpowiednio dołujący nastrój, bowiem tutaj wszystko jest tak bardzo inne, jednocześnie mocno podobne do stylu, z którego znane są wszystkie największe powieści Waltariego. Jest to coś w stylu autobiografii z okresu zdaje się sprzed 1945 roku, a wnioskuję to po tym, że "Cztery zmierzchy" jest w dużej części czymś na kształt pamiętnika z czasów pisania legendarnego "Egipcjanina Sinuhe". Ale jak to jest napisane! Odnajdziemy w nim nie tylko ten wyjątkowy dla autora humor sąsiadujący przez bardzo cienką ścianę z powagą, refleksją nad życiem, ścieżkami losu, starzeniem się, zaprzepaszczonymi szansami, docenianiem prostych szczegółów w codzienności, ale co najciekawsze jest tu wielka dawka oniryzmu, którego jak sądzę, nie tylko ja w ogóle nie mogłem się spodziewać. Staram się sobie przypomnieć, w których powieściach występowała owa oniryczność, no i na razie nie mogę sobie przypomnieć niczego na granicy jawy i snu poza "Chińskim kotem". "Cztery zmierzchy" z 1949 roku warto polecić każdemu, kto przeczytał wszystkie wielkie powieści fińskiego mistrza pióra – szczególnie temu, kto wielokrotnie je przekartkował – aby miał on tę dodatkową przyjemność znajdowania cech wspólnych oraz prawdopodobnie inspiracji autora podczas ich pisania. Jest to też najtrudniejsza do opisania rzecz, którą do tej pory czytałem od Waltariego, bo z jednej strony jest to jakby podsumowanie jego życia, ale napisane w sposób tak tajemniczy, abyśmy nie czuli, że jest to typowa autobiografia. Po tym wiedziałem już, że chcę znowu przeczytać wszystkie te słynne powieści historyczne raz jeszcze, tym razem mądrzejszy o swoje lata i doświadczenia.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 8 1 rok temu
Młyn na wzgórzu Karl Gjellerup
Młyn na wzgórzu
Karl Gjellerup
„Gdy się babie czegoś zachce, wszyscy diabli nic nie pomogą” Powieść mająca cechy powieści psychologicznej, moralitetu, a nawet horroru z elementami kryminału i powieści detektywistycznej, od czasu do czasu doprawiona dużą szczyptą humoru, który pojawia się tam, gdzie akurat przebywa dziedzic Henryk, zwany Smokiem. Napisana językiem bardzo plastycznym, mocno oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, odsłania tajemnice ludzkiego umysłu i daje możliwość dokładnego przyjrzenia się motywom działania bohaterów. Opisy ich nastrojów i konfliktów wewnętrznych przedstawiane są jakby w zwolnionym tempie, przy czym niemal od początku czytelnik ma świadomość nieuchronności tragicznych zdarzeń, które nastąpią w młynie na wzgórzu. Duńska wieś z początków ubiegłego stulecia to miejsce, gdzie ludzie żyją według surowych zasad obowiązujących wyznawców protestantyzmu. Relacje między mieszkańcami porządkuje obyczajne zachowanie i uczciwie wykonana praca. Obraz wsi dopełniają liczne malownicze opisy przyrody, która stanowi również czynnik organizujący tryb życia tej pełnej przesądów, prostej wiejskiej społeczności. W takich okolicznościach zamożny chłop, młynarz Jakub Clausen z malowniczej wyspy Falster, musi sobie radzić ze swoją grzeszną namiętnością do Lizy Vibe, która „wstąpiła na służbę do młyna” i najwyraźniej ma chrapkę na zostanie młynarzową, co stało się całkiem prawdopodobne po śmierci żony młynarza, Chrystyny. Wówczas bowiem młynarz stał się bezbronny, wystawiony na rządzę pokus. „Dopóki żyła żona, istniało jeszcze coś, co go powstrzymywało: mógł popełniać błędy, nawet trudne do naprawienia, ale nie był jeszcze bezradny, nie pozostawał całkowicie w mocy losu”. Ale Chrystyna, zanim umarła, wymogła na swoim mężu przyrzeczenie, że po okresie żałoby zwiąże się z Hanną Christensen, która godnie zastąpi zmarłą nie tylko jako żona, ale przede wszystkim jako matka osieroconego Janka. Autor zbudował tę historię na kontrastach. Przeciwieństwem wyrachowanej, przebiegłej i lubieżnej Lizy kłusowniczanki, jest bogobojna i uduchowiona Hanna; brat Lizy, Peer, kłusownik i domniemany zabójca starego leśniczego, reprezentuje bezprawie, podczas gdy brat Hanny, młody leśniczy Wilhelm, jest uosobieniem prawa i porządku. Ulubione zwierzę Lizy, biały (jak upiór?) kocur Pilatus, wyposażony w „szeroką głowę, podobną w zmierzchu do łba ogromnej żmii”, z której patrzyły groźnie „wielkie, żółte, demoniczne oczy”, stanowi kontrast dla delikatnej Jenny, ukochanej sarenki Hanny. Przy czym Pilatus nie odstępuje swojej pani ani na krok, natomiast Jenny, choć oswojona, przebywa na wolności. Młyn mieści się na wzgórzu, a więc niejako na widoku, zaś rodzinny dom Lizy stoi na bagnach, poza granicami wsi, jakby w odosobnieniu. Nieprzypadkowo. W ten symboliczny sposób autor wskazuje, że nierespektujący prawa kłusownicy, są wyrzuceni poza społeczeństwo, które nie akceptuje ich trybu życia. Najogólniej mówiąc Liza reprezentuje dziką i pierwotną naturę, która folguje zmysłom, a Hanna – moralność i kulturę, które nakazują trzymać zmysły w ryzach. Liza, prawdziwie wiejski wamp, potrzebuje relacji z mężczyznami, prowokuje ich, kusi i zawraca im w głowach, Hanna, która „miała piękną twarzyczkę” i „była ładnych, drobnych kształtów”, skupia się na samodoskonaleniu – dużo czyta, gra na pianinie. Mentalnie Jakubowi bliżej do Hanny, jednak pożądanie wpędza go w orbitę Lizy, a stąd już tylko krok do tragedii. Przyczyną jest zazdrość, która pociąga za sobą zbrodnię, ta zaś wywołuje wyrzuty sumienia, a neurotyczne lęki i halucynacje słuchowe są udziałem nie tylko sprawcy. Kres tym uczuciom kładzie pożar - oczyszczający i porządkujący wszystko ogień, dzięki temu nieoczekiwanemu zbiegowi okoliczności, zbrodnia wychodzi na jaw, zabójca zostaje sprawiedliwie osądzony, a do wsi powoli powraca spokój. Karl Gjellerup to trzeci w tym miesiącu laureat literackiej Nagrody Nobla, którego twórczości wcześniej nie znałam..
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na 7 1 rok temu
Dom i świat Rabindranath Tagore
Dom i świat
Rabindranath Tagore
Dom i świat Rabindranatha Tagore’a to jedna z najważniejszych powieści literatury indyjskiej XX wieku – dzieło subtelne, wielowarstwowe, ukazujące napięcia między jednostką a zbiorowością, między rozumem a emocją, między miłością a polityką. Tagore, jako myśliciel i poeta, konstruuje historię rozpiętą między intymnością a historią, budując dramat trojga bohaterów w cieniu narastającego nacjonalizmu w Bengalu początku XX wieku. Akcja rozgrywa się na tle realnych wydarzeń: decyzji brytyjskiego rządu o podziale Bengalu i narodzin ruchu Swadeshi – protestu przeciwko importowi brytyjskich towarów. W centrum opowieści znajdują się: Nikhil – wykształcony, liberalny właściciel ziemski, jego żona Bimala, dotąd żyjąca w domowym zaciszu, oraz Sandip – charyzmatyczny nacjonalista i agitator. Konflikt nie jest jedynie ideologiczny; to głęboko osobisty dramat moralny, uczuciowy i duchowy. Nikhil pragnie, by jego żona odkryła świat zewnętrzny i sama odnalazła prawdę. Sandip z kolei wykorzystuje jej naiwność i pociąga ją ku radykalizmowi. Bimala staje się nieświadomym narzędziem w rękach ideologii, co prowadzi do tragedii. Tagore ukazuje niebezpieczeństwa fanatyzmu. Sandip, choć mówi w imię wolności, w istocie dąży do dominacji i przemocy. Nikhil zaś reprezentuje głos sumienia – wiarę w rozwój duchowy, tolerancję i odpowiedzialność. Powieść nie tylko przestrzega przed nacjonalizmem pozbawionym refleksji, ale też pyta o miejsce kobiet w społeczeństwie, o prawo do samodzielności i wolności myślenia. Bimala – początkowo bierna – przechodzi bolesną drogę, uczy się widzieć nie tylko to, co nęcące, ale i to, co destrukcyjne. Jej przemiana – choć tragiczna – niesie w sobie ważne przesłanie: wolność to nie tylko wyjście z zamknięcia, ale też zdolność do krytycznej refleksji. Tagore nie daje prostych odpowiedzi – zostawia czytelnika w moralnym niepokoju. Powieść stawia pytania: czy cel zawsze uświęca środki? Czy w imię narodu można zrezygnować z prawdy, miłości, sumienia? Dom i świat to nie tylko opowieść o Indiach, ale uniwersalna przypowieść o ludziach, którzy w starciu z ideologią muszą odnaleźć siebie. Jej aktualność dziś – w świecie podziałów i radykalizacji – pozostaje niepodważalna.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na 10 8 miesięcy temu
Zamienione głowy Thomas Mann
Zamienione głowy
Thomas Mann
Tomasz Mann „Zamienione głowy” Oto mamy Nadnę i Szridamana, dwóch przyjaciół z wioski świątynnej „Dobrobyt Krów”. Pierwszy z nich jest synem kowala, wesoły i silny, drugi pochodzi z rodu braminów, biegłych w Wedach – świętych księgach hinduizmu, poważny i zamyślony. Każda istota ma podwójny byt – twierdzi Szrimadan - jeden dla siebie, a drugi dla oczu innych. I zawsze popełniamy grzech, jeśli ulegamy wrażeniu zmysłowemu, a nie troszczymy się o duszę. A po chwili sam dostaje się pod władaniem boskiej kuglarki Żądzy, która ukazuje przy kąpielisku „Dewi” ciało pięknobiodrej Sity. Dodatkowo iluzoryczna moc maji zaślepia go i pozostawia pod wpływem jej uroku… Nie do tego kręgu zainteresowań przyzwyczaił nas autor „Czarodziejskiej góry”. Chociaż w „Zamienionych głowach” nie odzwyczaił nas od filozofii, która zawsze jest obecna w jego powieściach. Tym razem, w tej hinduistycznej noweli , autor zastanawia się, czy to co cielesne da się na trwałe oderwać od tego co duchowe i odwrotnie. Należałoby dodać, iż czyni to nadzwyczaj lekko, od samego początku ironicznym tonem. Przezabawnym miejscem okazuje się las odosobnienia, Dankaka, którzy zamieszkują ci, którzy wybrali ascezę za wzór życia. Cała trójka, Szridaman, Nanda i Sita w pewnym momencie zmuszona jest odnaleźć najsłynniejszego pogromcę pragnień, Kamadamanę, który ma pomóc rozstrzygnąć ich spór. Jogini, zwalczający swoją cielesność, niekoniecznie potrafią zwalczyć ciekawskość, plotki, i tym podobne „wyziewy życia”. Czytać na raz, ewentualnie bez dłuższych przerw.
Koff - awatar Koff
ocenił na 8 9 lat temu
Herman Lars Saabye Christensen
Herman
Lars Saabye Christensen
Śmieszna historia. Idę sobie do biblioteki i okazuje się, ze przeczytałam już wszystkie dostępne w niej Christenseny, a półeczce z książkami porzuconymi przez właścicieli znajduję "Hermana". Zupełnie jakby go ktoś dla mnie tam zostawił. "Herman" to historia chłopca obdarzonego niezwykłą wyobraźnią. Patrzymy na świat jego oczami, gdzie zjedzone liście wyrastają w brzuchach drzewami, Zorro nocami przesiaduje w kinie a z kabiny dźwigu widać dalekomorskie okręty. Herman jest bystry i ciekawy, ale nie taki słodki i uroczy jak Ania z Zielonego Wzgórza - potrafi odpyskować nauczycielowi, wybić szybę i pokazać język koleżance. Za sprawą "Hermana" przenosimy się do rzeczywistości Norwegii lat 60., gdzie nasz bohater żyje ze swoją rodziną oraz gromadą ekscentrycznych znajomych. Jest tam więc mama, tata, wspominający przeszłość dziadek, sąsiad pijaczek, namolny fryzjer, niekoniecznie wyrozumiali nauczyciele, gromada szkolnych łobuzów, słowem - galeria osobliwości. W pewnym momencie chłopiec z niewiadomego powodu traci włosy, co sprawia, że zarówno Herman zaczyna patrzeć na świat inaczej, jak i świat na Hermana. Sporo tu rozważań o naszym stosunku do inności, chociaż jedna rzecz uderzyła mnie bardzo mocno. (spojler) Herman narzeka, że odkąd choruje, wszyscy w szkole są dla niego nienaturalnie mili i nie traktują go jak przedtem. Może Herman miał wyjątkowe szczęście, a może ja wyjątkowego pecha, ale w szkołach, do których chodziłam, choroba nie sprawiała, że agresywne i okrutne dzieciaki stawały się miłe, tylko że dokuczały jeszcze mocniej (koniec spojlera). Całość utrzymana jest w nieco fantastycznej, trochę poetyckiej, zagadkowej nastrojowości, za co głównie odpowiada dziecięcy bohater, bo mimo że autor nie pisze w 1 osobie, widzimy wszystko tak, jak widzi to Herman. Znalazłam też kilka wątków, które potem pojawiły się "Półbracie". Książka jest też o wiele mniej obszerna niż pozostałe wydane w Polsce powieści tego autora - przypomina objętością szkolny zeszyt. Cieszę się, że na mnie czekała na tej półce, będzie jej u mnie dobrze, i na pewno do niej wrócę. Plus, dowiedziałam się, czym jest zydwestka ;)
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na 7 1 rok temu
Pod gołym niebem Mark Twain
Pod gołym niebem
Mark Twain
"...Mój brat otrzymał nominację na sekretarza Terytorium Newady; był to urząd świetny, skupiający w sobie obowiązki i honory skarbnika, kontrolera generalnego, sekretarza stanowego i urzędującego gubernatora w nieobecności tego ostatniego. Pensja wynosząca tysiąc osiemset dolarów rocznie i tytuł "pana sekretarza" przydawały temu zaszczytnemu stanowisku wspaniałości imponującej i oszołamiającej. Byłem młody i głupi, więc zazdrościłem bratu. Zazdrościłem mu pozycji i finansowego splendoru, a zwłaszcza zazdrościłem mu podróży, długiej i niezwykłej, jaka go czekała, i nowego, zdumiewającego świata, który miał poznać. Będzie podróżował! Nie wyjeżdżałem nigdy z rodzinnego miasta i samo słowo "podróż" posiadało dla mnie urzekający czar. Niebawem brat mój znajdzie się w odległości setek mil od domu, na wielkich preriach i równinach, wśród gór Dalekiego Zachodu, zobaczy bawoły i Indian, psy stepowe i antylopy, będzie miał mnóstwo najrozmaitszych przygód i kto wie, czy go nie powieszą albo nie oskalpują, a w ogóle będzie się bawił świetnie, będzie pisał o wszystkim do domu i zostanie bohaterem. Ponadto zobaczy kopalnie złota i srebra i któregoś dnia po południu, po skończonej pracy, pójdzie sobie na przechadzkę i znajdzie gdzieś na stoku wzgórza kilka szufel błyszczących bryłek złota i srebra. Z czasem stanie się bogaty, wróci do domu morzem i będzie tak obojętnie rozprawiał o San Francisco, zatoce i Pacyfiku, jak gdyby zobaczenie tych cudów było bagatelką..." 11 czerwca Hawajczycy obchodzili święto Kamehameha I (1758-1810), przywódca jednego z wielu królestw hawajskich, doprowadził do ich zjednoczenia w 1810 i został pierwszym królem Królestwa obejmującego cały archipelag. Założył dynastię panującą do 1874 roku (ostatnim władcą z tejże dynastii był Kamehameha V). Przyczynił się do zakończył wojny domowe i wprowadził jednolite prawo. Był inicjatorem handlu z Europą i USA. W uznaniu jego zasług, jeden z jego następców, Kamehameha V, ustanowił dzień króla Kamehameha I. Relację z ostatnich chwil życia i pogrzebu Kamehamehy I przytoczył Mark Twain w autobiograficznej powieści „Pod gołym niebem” i tak trafiłam na tę książkę. Dziki Zachód z języka angielskiego Old West, Far West, Wild West. Popularne określenie zachodnich terenów Stanów Zjednoczonych, odnoszące się do okresu XIX i pierwszej dekady XX wieku. Klimat Dzikiego Zachodu czuje się chyba najbardziej w Arizonie i Utah. Wysokie i rozległe góry, samotne czerwone ostańce, niesamowite kaniony, wielkie kaktusy, kaktusiki, droga rudym kurzem pokryta, toczące się kule biegaczy, które wciąż wiatr przemieszcza w terenie, małe osady ukryte w skałach lub na bezkresnych pustkowiach. Konne dyliżanse, samotni cowboye i wypasające się wielkie stada bydła. Literaturą, a później filmem pojęcie Dzikiego Zachodu zawładneło niczym "gorączka złota" z gatunkiem westernu. W szerszym sensie termin „Dziki Zachód” oznacza sytuacje nieprzestrzegania prawa, rządów przemocy, nieliczenia się z autorytetem władz przez indywidualne osoby lub grupy przestępcze. Wsiadamy do dyliżansu i wybieramy się w autobiograficzną siedmioletnią podróż (1861-67), którą odbył młody Twain ze swoim bratem od St. Louis przez Nevadę, Kalifornię aż po Hawaje. Surowy krajobraz Ameryki, którą pionierzy przemierzali i odkrywali. Rdzenna ludność amerykańskiej rzeczywistości dzisiaj zamknięta w rezerwatach, w czasie tej podróży towarzyszy nam i m.in; Indianie Gaszoci, żyjący wysoko w Górach Skalistych o bardzo osobliwych i prymitywnych zwyczajach. Niestety nie znalazłam informacji i nie wiem, czy nie jest pomyłka w nazwie (Szoszoni). Ciekawie było w Utah u mormonów, poznać ich biblię czy poligamię. Strzelaniny, zabijające opowieści o podróżujących, grudki złota i kopalnie, amerykański sen o bogactwie i sukcesie, przyjaźnie, obyczaje, rodzące się legendy, przestępczość itd... Przygodowo - łotrzykowskie klimaty coltem i dużą dawką humoru okraszone, balansujące pomiędzy rzeczywistością a fantazją pisarza stanowi niezwykły koloryt tej opowieści, która zaczyna się w momencie gdy wsiadamy do dyliżansu i długo jeszcze po zakończeniu , gdy powoli rudy kurz opada zastanawiamy się czy był to sen czy mara...
Edyta Zawiła - awatar Edyta Zawiła
oceniła na 7 5 lat temu
Drzewo człowiecze Patrick White
Drzewo człowiecze
Patrick White
«Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa» Mk 24,8 Drzewo Człowiecze – rodzice, ciało i najmniej zauważalna dla oka ludzkiego myśl – jeśli chcesz sprawności tego układu – musisz zdobyć coś więcej. Nie widzę. Nie widzę epickiego rozmachu, dlatego to nie będzie Księga Rodzaju, ale uzdrawianie niewidomego. Moja ślepota nie jest dowodem, że tego rozmachu tu nie ma. Widzę. Widzę wyraźnie człowieka niczym drzewo na wietrze – poddane prądowi losu, z trudem przytrzymuje listowie myśli swoich, które wciąż i wciąż na nowo w walce porywane przez wewnętrzny niepokój rozsypują się, a potem nowe rodzą się nieustannie – ten człowiek próbuje przypomnieć sobie albo odkryć swoją rolę i misję w tym nieubłaganym prądzie. W centrum opowieści oswajanie nie przestrzeni dla siebie, ale oswajanie siebie samego w losie swoim. Każdego z bohaterów rozłącznie. Stan, Amy, Ray, Thelma. Inni. Wszyscy obok. Czyż da się bowiem Im podzielić coś, co podzielnym być nie potrafi? Najskrytszy pierwotny smutek i trwoga, najskrytsze zmaganie z wiarą, najskrytsza pierwotna żądza i marzenie, najskrytsza samotność na dnie duszy kotłujące się, w samym centrum człowieka, nie dadzą dostępu do siebie. Człowiek nie wie jak się tym podzielić. Dlaczego? Bo rzadko jego oczy zwrócone są na teraźniejszość. Później. Nie teraz. Teraz jakby jeszcze na niby mój los. Raczej trwajmy ze swoimi niedookreślonymi pragnieniami jedynie na powierzchni myśli, dla bezpieczeństwa swojego przede wszystkim. Będziesz ze mną człowieku?! Czy rozkoszy w smutku szukasz, a przyjemności w udręce? Czemu grzech nie jest dla ciebie odrazą, a cnota cię nie pociąga? Nie wierzcie mi. Ktoś przecież powiedział znajdziesz tu wszystko, jak w życiu. Epicki rozmach. Autorze chciałeś tego?! Pisałeś tak? Jak to możliwe? Przecież nie dostrzegłam narodzin, suszy, powodzi i wojny w typowym epickim rozmachu. Przecież Ty chciałeś tylko Ich dusze rozszarpać na widoku wszystkich, a potem jedynie upływem czasu ukoić. Jedynie wybrane, inne w przepaść popchnąłeś. Tak? To o tym? Przecież: Deszcz trwający nieubłaganie, który nie wodą jest ale udręką, która z własnego życia cię wypiera i zabiera oddech. Zgubiona radość po długo wyczekiwanych narodzinach, a w zamian lęk i nieodkryte nowe życie mimo, że własną piersią karmione. Pożar, który nie zniszczeniem płonie, ale główną areną dla zatopienia się w sobie dwóch obcych dusz. A nieugaszony żar wyrzutem sumienia do końca dni. Wojna, która nie wybuchami i krwią jest, ale dotkliwą udręką, w której znękane ciało mężczyzny i kobiety pragnie dotyku, który odwzajemniony, przywróciłby mu spokój. Dzieci na niewypowiedzianej słowami wojnie myśli i dusz o wolność i niezależność od rodziców. Jedno ukojenie znajdzie choćby w widoku drzewa wyrwanego z korzeniami. Drugie w próżności i przyzwyczajeniu, w którym na miłość nie można sobie pozwolić, a utraty przyjaźni lęka się nieustająco. Jedno i drugie ból, że korzeni swoich nie pojmuje. Wiara, która z tajemnicy niedościgłej przeradza się w głęboką urazę i pustkę, żeby dopiero na koniec błogim początkiem nowego się stała. Modlitwa, która nie niewolą, ale wolnością się staje. Czy to jest epicki rozmach ? Nie to serce człowieka ściśnięte wiecznie przez los. Tylko czy jest na pewno w człowieku coś, co warto poznać, jeżeli On patrzy gdzieś poza horyzont, ponad konarami drzew, zawieszony w niepokoju, w oczekiwaniu na coś innego niż teraz, na coś co się wydarzy, na coś co musi się wydarzyć? Wiedz jedynie Człowieku, że jeżeli chcesz więcej niż życie, więcej niż duszę, wieczna udręka i niepokój Cię czeka. Więc żyjesz? Jeszcze nie teraz. Drzewa nie zginą. Jest Ktoś, kto przez podarowane szkiełko witraża kolorami ożywi przestrzeń, napisze poemat o życiu. Tak, w końcu nie ma końca. „Jak wiatr co losem szarpie i kołysze Nie zna człowiecze drzewo czasu ciszy” Z wiersza A.E. Housmana. PS. Patricku Księga Rodzaju nie ma smutku w sobie. Nie byłeś szczęśliwy? Amy Parker. To ona uwagę mej duszy zdobyła. Nie Stan mimo, że On początkiem Jej losu stał się pewnego dnia na pustkowiu. Jednak On nie czuł potrzeby ujmowania w wielkie słowa swojego życia. Wystarczyło Mu, że je przeżywał. Och Amy, przyjaciółko moja.
Agnieszka - awatar Agnieszka
oceniła na 10 1 rok temu

Cytaty z książki Cztery zmierzchy

Więcej
Mika Waltari Cztery zmierzchy Zobacz więcej
Mika Waltari Cztery zmierzchy Zobacz więcej
Mika Waltari Cztery zmierzchy Zobacz więcej
Więcej