Nocne cienie tunturi: opowieści lapońskie

Okładka książki Nocne cienie tunturi: opowieści lapońskie
Samuli Paulaharju Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie literatura piękna
198 str. 3 godz. 18 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Tunturien yöpuolta
Data wydania:
1972-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1972-01-01
Liczba stron:
198
Czas czytania
3 godz. 18 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Cecylia Lewandowska
Średnia ocen

                7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Nocne cienie tunturi: opowieści lapońskie w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Nocne cienie tunturi: opowieści lapońskie

Średnia ocen
7,8 / 10
47 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
98
33

Na półkach:

Zbiorek surowy, mroczny, ale autentyczny, fascynujący, urzekający prostotą, niepowtarzalnym klimatem. Ile w nim kreacji autora, ile wiernego przekazu zasłyszanego od Lapończyków. Nie jest to najważniejsze. Ważne, że czytanie tego skromnego dziełka to prawdziwa uczta!

Zbiorek surowy, mroczny, ale autentyczny, fascynujący, urzekający prostotą, niepowtarzalnym klimatem. Ile w nim kreacji autora, ile wiernego przekazu zasłyszanego od Lapończyków. Nie jest to najważniejsze. Ważne, że czytanie tego skromnego dziełka to prawdziwa uczta!

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

242 użytkowników ma tytuł Nocne cienie tunturi: opowieści lapońskie na półkach głównych
  • 175
  • 67
42 użytkowników ma tytuł Nocne cienie tunturi: opowieści lapońskie na półkach dodatkowych
  • 16
  • 7
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Nocne cienie tunturi: opowieści lapońskie

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dwie opowieści o miłości okrutnej Jun'ichirō Tanizaki
Dwie opowieści o miłości okrutnej
Jun'ichirō Tanizaki
Omówienie z pisma "Kawaii", można się z niego dowiedzieć m.in., że jedno z opowiadań zostało nawet zekranizowane: Tanizaki Junichiro, podobnie jak Kobo Abe, należy do czołówki wybit­nych powieściopisarzy japońskich. Jedną z jego bardziej znanych po­zycji pod tytułem „Dziennik szalo­nego starca” prezentowaliśmy już na łamach „Kawaii”. Dwa tytuły (w jednym tomiku), które proponuję wam dzisiaj, nie ustępują temu poprzedniemu, ani pod względem popularności, ani swady, z jaką je na­pisano. Junichiro żył na przełomie XIX i XX wieku (ciągle mam proble­my z przyzwyczajeniem się do tego, że mamy już wiek XXI). Urodził się w roku 1886 i zmarł w roku 1965, pozostawiając po sobie imponujący dorobek literacki w postaci powieści, opowiadań, dramatów, szkiców i pamiętników. Ukończył Wydział Li­teratury Japońskiej Uniwersyte­tu Tokijskiego. Jego pierwsze pra­ce zostały opublikowane, gdy au­tor miał zaledwie 15 lat. Zawsze fascynowała go tradycja i histo­ria Japonii, więc w jego pracach znajdziecie wiele nawiązań do przeszłości Kraju Kwitnącej Wiśni. Tanizaki Junichiro podjął się między innymi „przetłumaczenia” na język współczesny klejnotu japońskiej li­teratury - „Genji Monogatari". Za­warte w zbiorku powieści (powstały w latach 1932-33) od razu zostały do­cenione przez krytykę. Wyróżniały je (nawet na tle awangardowej litera­tury rodzimej) bogate nawiązania do elementów klasycznych, liczne alu­zje do dzieł historycznych, a ponad­to subtelność języka i doskonałość kompozycji. Obie pozycje traktują (jak łatwo wywnioskować z tytułu) o miłości. Ale nie zwyczajnej (jakby któraś mogła być zwyczajna), lecz usianej wyrafinowanymi kolcami. Zwłaszcza „Shunkinsho” czyta się wręcz z zapartym tchem. Historia niewidomej mistrzyni shamisenu i jej ucznia, który z miłości do niej pozbawił się wzroku, doczekała się filmowej ekranizacji (film gościł na polskich ekranach pod tytułem „Por­tret Shunkin”). [Darek Styrna]
san-escobar - awatar san-escobar
ocenił na 8 1 rok temu
Siedmiu braci Aleksis Kivi
Siedmiu braci
Aleksis Kivi
Historycznie patrząc jest to powieść pionierska dla literatury fińskiej. Jest to pierwsza powieść napisana w tymże języku, autor przecierał szlaki przyszłym literatom. Jak to z pionierami bywa, nawet jeśli jakość i poziom ich dzieła pozostawia wiele do życzenia, to i tak wbijają się na zaszczytne podia, karty podręczników i miejsca w historii, jako ci, którzy zapoczątkowali coś nowego. Zgodnie jednak z zasadami, jakie sobie przyjąłem, staram się powieści oceniać ogołocone z tej całej historycznej spuścizny i w oderwaniu od kontekstu, w jakim one powstały; książka powinna bronić się sama, a prawdziwie wybitne dzieła potrafią po dziś dzień wzbudzać radość i zachwyt nawet pomimo tego, że przez dziesięciolecia od ich powstania kolejne pokolenia autorów miały okazję poprawić styl, technikę i zgnieść nowoczesną jakością pierwotne wysiłki pierwszych klasyków, pozbawionych luksusu bagażu doświadczeń i szeregu poprzedników, których mogli naśladować i ulepszać. Czasem więc bywa, że akceptuję, że powieść jest ważna, a jej wpływ historyczny - niewątpliwy, jednak nie poleciłbym żadnemu współczesnemu czytelnikowi lektury dla samej rozrywki, a nie chęci studiowania "klasyków". Jak zatem w takim rozrachunku przedstawia się pierwsza powieść fińska...? Zaskakująco dobrze, choć w sumie nie ma w tym materiale jakichś rewolucyjnych treści czy głębokich przemyśleń. Smakuje to nieco baśniowo, mamy bowiem grupkę dzielnych, choć niesfornych młodzieńców, którzy wpierw uciekają przed odpowiedzialnością, gorące głowy studzą jednak ciągłe kłopoty, a że lekkomyślność regularnie kończy się jedyne niedolą, nie pozostaje im nic innego, jak znaleźć w sobie siły, odrzucić psoty i swawole. Koniec końców uczciwa praca zostaje nagrodzona, nauki nie idą w las, morał świeci jasno i dosadnie. My mieliśmy Jacka i Placka, Finowie mają siedmiu junaków z Jukola. Aczkolwiek trzeba wyraźnie podkreślić, że choć czasem chłopaki opowiadają sobie historie o duchach, to samej fantastyki tutaj nie ma. I to po prostu działa, a do młodzieńców szybko można załapać sporą dawką sympatii. Mimo iż mamy do czynienia aż z siódemką bohaterów, praktycznie zawsze działających razem, nie ma większego problemu aby ich rozpoznawać, każdy wyróżnia się własną charakterystyką. Pomagają też liczne dialogi, w których zawsze wyraźnie jest zaznaczone kto co mówi. Całość czyta się szybko i przyjemnie. Można by stwierdzić, że całość jest archaiczna (językowo i kompozycyjnie) w jakiś przyjemny jednak sposób. Jak jednak wspomniano, jakieś super niezwykłe lub ambitne to dzieło nie jest. Głównie dla miłośników rustykalnych klimatów i wiejskich pejzaży.
Tartaruga - awatar Tartaruga
oceniła na 6 4 lata temu
Coś w człowieku Mika Waltari
Coś w człowieku
Mika Waltari
Co robi fan wszystkich tych słynnych powieści historycznych Waltariego po przeczytaniu każdej z nich? Pewnie czyta je po kilka razy. Ja wolę jednak póki co odkrywać te mało znane dzieła mojego literackiego idola. W ten sposób wciąż odkrywam nowe, raz na jakiś czas trafiam w antykwariatach na bardzo stare mikro-powieści i opowiadania, których nie wymienia się nigdy w przypadku skróconej biografii fińskiego mistrza pióra. Moim najnowszym "odkryciem" jest zbiór trzech opowiadań pt. "Coś w człowieku". Tytuł zaczerpnięto z pierwszego z trzech opowiadań, czy też mikro-powieści – ja nie odróżniam ich jednej od drugiej, choć stawiam, że pierwsza jest mikro-powieść, a co do innych to nie mam pewności. Tytułowe opowiadanie skojarzyło mi się z innym mało znanym dziełem Waltariego pt. "Obcy przyszedł na farmę". Data powstania to 1939, ale czas akcji to wojna domowa w Finlandii podczas czerwonej rewolucji. Surowość i pesymizm, tragizm i poczucie bezsensowności towarzyszą czytaniu kolejnych kartek. Czas biedy, konfliktów i napięć. Powieści historyczne tego samego autora charakteryzują podobne klimaty, ale bardzo często okraszone niezwykłym humorem, który pozwala czytelnikowi na moment zapomnieć o wszechobecnym niebezpieczeństwie. Te starsze opowiadania takie nie są. Ale to nic złego. Nietrudno było mi znaleźć podobieństwa do najlepszych dzieł tegoż autora. Dokładnie to samo spojrzenie na ludzkość, dobro i zło, ale po prostu napisane bez krzty humoru, z którego Mika Waltari jest dziś znany, że nawet mroczne momenty historii potrafił okrasić czymś zabawnym. Nie wiem, czy faktycznie warto kierować te opowiadania do tej samej grupy docelowej, która kocha "Egipcjanina Sinuhe", "Trylogię rzymską" i inne słynne powieści. Nie ryzykowałbym. Moje uwielbienie dla dzieł tego autora przekracza jednak to, z czego jest on dziś najbardziej znany na całym świecie. Sądzę, że poznając te trudniejsze w odbierze opowiadania, lepiej rozumiem samego autora. Tutaj w każdym dramatycznym elemencie mogę dostrzec pewną analogię z powieściami, które wszyscy fani tak uwielbiają. Autor najpewniej zostawił cząstkę siebie w każdej z nich. Czytanie tytułowego opowiadania "Coś w człowieku" powoduje dyskomfort. Od samego początku nie wiedziałem, do czego zmierza ta historia i czy nadal mam "kibicować" głównemu bohaterowi, który jednocześnie jest jej narratorem. Jak i wszyscy ci najbardziej znani protagoniści z książek Waltariego, popełnia od błędy, ale dosyć szybko ich ilość oraz waga wydają się zbyt duże, aby utrzymać do niego sympatię. Bardzo zacząłem go nienawidzić i życzyłem mu jak najgorzej, bo o ile jako dziecko mógł współuczestniczyć jako gwałciciel albo przyglądać się koledze, który bezkarnie obdzierał z godności ich koleżankę, o tyle miał resztę życia na to, aby te błędy próbować naprawić. Ta mikro-powieść jest torturą dla wrażliwych czytelników, którzy łatwo wczuwają się w historię, odbierają kartki papieru niczym ci nieszczęśni widzowie telenoweli opłakujący ekranową śmierć swojej ukochanej postaci. Jeśli szukają tu dobra, raczej go nie znajdą. Natomiast łatwo odnajdą te wszystkie podłe cechy ludzkie i pecha, które znają z powieści Waltariego. Na koniec jeszcze zrozumieją w sposób drastyczny, skąd ten tytuł i o czym dokładnie w człowieku pisał autor, czego szukał, bowiem zachowanie jednej z postaci na końcowych kartach daje pole do długich przemyśleń. "Nie doczekać jutra" z 1937 roku napisane jest w podobnych klimatach, z tą małą różnicą, że zło wyrządzone na samym początku opowiadania jest przypadkowe. Gdyby nie śmiertelna powaga "Nie doczekać jutra", może porównałbym to do opowiadań detektywistycznych autora o komisarzu Palmu, jednak chyba nawet wtedy byłoby to porównanie nietrafne, bo poza tym, że mamy do czynienia ze zbrodnią / wypadkiem, bliżej temu opowiadaniu do tragedii albo dołujących klimatów rodem ze "Zbrodni i kary". Sprawiedliwość i wyrzuty sumienia, powolne popadanie w szaleństwo osób czujących wagę swoich czynów.... Nie są to rzeczy, które lubię czytać, ale dla swojego ulubionego autora przebrnąłbym przez wszystko, co ten kiedykolwiek napisał. Z innej beczki, Finlandia opisana na kartach tego opowiadania jest tak inna od tej z poprzedniego, że dla samych opisów warto przeczytać "Nie doczekać jutra". O ile poprzedni rozdział charakteryzował się nietypową dla tego pisarza postacią kobiety, o tyle w tym opowiadaniu możemy niemal dotknąć złożoności kobiet, o których Waltari tak często pisał w swoich najsłynniejszych dziełach. Jakże trudno było mi czasami zrozumieć, czego chce jedna z głównych bohaterek "Nie doczekać jutra", a jednocześnie tak trudno było mi rozgryźć jej sposób patrzenia na świat. Kiedy już wydawało mi się, że określiłbym ja jako próżną, zadziwiała mnie swoimi przemyśleniami. Kiedy chciałem przypisać jej jakąś cechę pozytywną, zniechęcała jakąś histerią albo inną irytującą cechą. Tak wyraźnie widać, że kobiety były dla Waltariego muzami, pragnieniem i zatraceniem. Trzecie i ostatnie opowiadanie "Cztery zmierzchy" to ogromne zaskoczenie, szczególnie jeśli dwa pierwsze wprowadziły czytelnika w jeden odpowiednio dołujący nastrój, bowiem tutaj wszystko jest tak bardzo inne, jednocześnie mocno podobne do stylu, z którego znane są wszystkie największe powieści Waltariego. Jest to coś w stylu autobiografii z okresu zdaje się sprzed 1945 roku, a wnioskuję to po tym, że "Cztery zmierzchy" jest w dużej części czymś na kształt pamiętnika z czasów pisania legendarnego "Egipcjanina Sinuhe". Ale jak to jest napisane! Odnajdziemy w nim nie tylko ten wyjątkowy dla autora humor sąsiadujący przez bardzo cienką ścianę z powagą, refleksją nad życiem, ścieżkami losu, starzeniem się, zaprzepaszczonymi szansami, docenianiem prostych szczegółów w codzienności, ale co najciekawsze jest tu wielka dawka oniryzmu, którego jak sądzę, nie tylko ja w ogóle nie mogłem się spodziewać. Staram się sobie przypomnieć, w których powieściach występowała owa oniryczność, no i na razie nie mogę sobie przypomnieć niczego na granicy jawy i snu poza "Chińskim kotem". "Cztery zmierzchy" z 1949 roku warto polecić każdemu, kto przeczytał wszystkie wielkie powieści fińskiego mistrza pióra – szczególnie temu, kto wielokrotnie je przekartkował – aby miał on tę dodatkową przyjemność znajdowania cech wspólnych oraz prawdopodobnie inspiracji autora podczas ich pisania. Jest to też najtrudniejsza do opisania rzecz, którą do tej pory czytałem od Waltariego, bo z jednej strony jest to jakby podsumowanie jego życia, ale napisane w sposób tak tajemniczy, abyśmy nie czuli, że jest to typowa autobiografia. Po tym wiedziałem już, że chcę znowu przeczytać wszystkie te słynne powieści historyczne raz jeszcze, tym razem mądrzejszy o swoje lata i doświadczenia.
Michał Krzycki - awatar Michał Krzycki
ocenił na 8 1 rok temu
Kraina śniegu Yasunari Kawabata
Kraina śniegu
Yasunari Kawabata
Japońska melancholia w zimowym anturażu. Zamożny mężczyzna w średnim wieku przybywa do górskiego uzdrowiska. W wagonie jego uwagę przykuwa subtelna dziewczyna opiekująca się chorym młodzieńcem. Shimamura jest olśniony jej urodą. W zajeździe bohater ogrzewa stopy w kotatsu (piecyku opalanym węglem drzewnym), nasłuchuje melodii wygrywanych przez gejsze na samisenie i nawiązuje relację z Komako, panienką o nie do końca jasnym statusie. Ma ona w okolicy różne zobowiązania, pomaga w pensjonacie i zabawia gości. Obdarza głównego bohatera nieco rozpaczliwą, pijaną miłością. Kiedy pewnego razu Komako zaprasza Shimamurę do siebie, okazuje się, że przebywa tam Yoko, tajemnicza dziewczyna z pociągu... Troskliwie pochylona nad umierającym chłopcem. Yoko do końca pozostawać będzie w tle, aż wyłoni się z niego w przejmującej scenie pożaru niczym bezwładna lalka – piękna i niepokojąca przez swą obojętność. Biegnąc ku sali kinowej stojącej w płomieniach, protagonista przeżyje nieomal mistyczny zachwyt, wpatrując się w roziskrzoną Drogę Mleczną. Kawabata jak zawsze oczarowuje czytelnika wyrafinowanym stylem i umiejętnością introspekcji. Przedstawia nam złożony świat ludzkich uczuć w mikroskali. Jego kameralna proza, zanurzona w japońskiej obyczajowości i kulturze, wykracza poza lokalny kontekst dzięki dogłębnej znajomości psychiki człowieka. Narracja "Krainy śniegu", w której czułość, nostalgia i dystans łączą się i współgrają w jakiś przedziwny sposób, sprawia, że lektura staje się dla nas przeżyciem wyjątkowym. Zarówno na poziomie fabularnym, jak i estetycznym.
Wojtek Kusiński - awatar Wojtek Kusiński
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Nocne cienie tunturi: opowieści lapońskie

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Nocne cienie tunturi: opowieści lapońskie