Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna

Okładka książki Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna
Douglas Adams Wydawnictwo: Zysk i S-ka Cykl: Autostopem przez Galaktykę (tom 4-5) fantasy, science fiction
656 str. 10 godz. 56 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Autostopem przez Galaktykę (tom 4-5)
Data wydania:
2018-08-27
Data 1. wyd. pol.:
2018-08-27
Liczba stron:
656
Czas czytania
10 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788381164276
Tłumacz:
Anna Mackiewicz
Średnia ocen

                7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna



książek na półce przeczytane 697 napisanych opinii 400

Oceny książki Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna

Średnia ocen
7,2 / 10
219 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
813
93

Na półkach: , , , , ,

Pierwsza część - "Cześć, i dzięki za ryby" - zdecydowanie była najsłabsza z całego cyklu. Skupiająca się na romansie, nie miała zbyt dużo typowych dla Adamsa żartów czy szalonych rozwiązań, a samych wątków science-fiction też było nie za dużo (i nie były zbyt dobrze poprowadzone). Generalnie fragmenty naprawdę dobre można było policzyć na palcach jednej ręki, i to nie wykorzystując wszystkich palców, a sam wstęp trwał de facto pół książki. Z tego co wiem, wydawca wtrącał się mocno do tej części i niestety wyszło jej to zdecydowanie na gorsze.

Za to "W zasadzie niegroźna", choć również ma przydługi wstęp, doprowadza cały pięcioksiąg (czy raczej pięciopowieść skoro jest ona w 3 książkach) to satysfakcjonującego, pomysłowego końca. Zwłaszcza końcówka to była już jazda bez trzymanki. Będzie mi brakować Douglasa i jego poczucia humoru.

Pierwsza część - "Cześć, i dzięki za ryby" - zdecydowanie była najsłabsza z całego cyklu. Skupiająca się na romansie, nie miała zbyt dużo typowych dla Adamsa żartów czy szalonych rozwiązań, a samych wątków science-fiction też było nie za dużo (i nie były zbyt dobrze poprowadzone). Generalnie fragmenty naprawdę dobre można było policzyć na palcach jednej ręki, i to nie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

550 użytkowników ma tytuł Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna na półkach głównych
  • 301
  • 241
  • 8
135 użytkowników ma tytuł Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna na półkach dodatkowych
  • 101
  • 7
  • 6
  • 6
  • 6
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Douglas Adams
Douglas Adams
Brytyjski pisarz science-fiction, dziennikarz i scenarzysta.Przez wiele lat pracował jako dziennikarz, głównie w rozgłośni radiowej BBC. Tam też 8 marca 1978 o godzinie 22.30 rozpoczęto nadawanie jego najbardziej znanego dzieła – serialu radiowego "Autostopem przez Galaktykę". Seria od samego początku zyskała sobie wielką popularność, głównie z powodu absurdalnego, acz inteligentnego humoru Adamsa. Zmarł na zawał serca w trakcie prac nad wyprodukowaniem filmu opartego na motywach pierwszej części cyklu "Autostopem przez Galaktykę". Film ten trafił na ekrany w 2005 r. Fani Adamsa obchodzą rocznicę jego śmierci jako Dzień Ręcznika. Istnieją dwie asteroidy nazwane na cześć Adamsa: * 18610 Arthurdent to mała asteroida w głównym pasie. Odkrył ją 7 lutego 1998 Felix Hormuth. Jej nazwa pochodzi od Arthura Denta, głównego bohatera cyklu Autostopem przez Galaktykę. Nazwa została oficjalnie ogłoszona 9 maja 2001, dwa dni przed śmiercią Adamsa. * 25 stycznia 2005 ogłoszono, że asteroida 2001 DA42 została na jego cześć nazwana 25924 Douglasadams. Wybrano właśnie tę asteroidę, ponieważ 2001 to rok śmierci Adamsa, DA to jego inicjały, zaś liczba 42 odgrywa znaczącą rolę w cyklu Autostopem przez Galaktykę. Richard Dawkins zadedykował zmarłemu Douglasowi swoją książkę "Bóg urojony".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Upadłe anioły Richard Morgan
Upadłe anioły
Richard Morgan
Koncepcja powieści odmienna od pierwszej części trylogii, bo nie mamy tu do czynienia z rozwiązywaniem detektywistycznej zagadki (choć i tych tutaj nie brakuje), a z historią zdobycia skarbu. Co przebiło mi się na pierwszy plan, to proza autora, która od "Modyfikowanego Węgla" nabrała więcej kształtu i koloru oraz świetne dialogi. Morgan naprawdę celnie potrafi ująć atmosferę sytuacji, głównie poprzez drobiazgowe porównania np. tonu głosu czy wyrazu twarzy postaci. Bohater to nadal ten sam niezniszczalny i podrasowany biotechnologicznie Takeshi Kovacs, więc jeśli komuś nie przeszkadzał wcześniej, to tu też nie powinien - spełnia swoją rolę. Cała reszta obsady jest dobrze przedstawiona i ma swoje charaktery, czuje się, że to ludzie z krwi i kości, nawet jeśli ich rola nie jest zbyt duża. Czasami zawiłości fabuły i napędzających ją intryg konfundują, ale autor nigdy nie zwleka zbyt długo z wyjaśnieniami, co w konsekwencji daje satysfakcję z lektury. Jedynie (tak jak w "Węglu") zdarza mu się celowo ukrywać na chwilę fakty, przez co można się poczuć troszkę oszukanym, ale nie jest to grzech częsty i zbyt ciężki (chodzi raczej o szczegóły, typu "co bohater trzyma w dłoni"). Co do błędów logicznych, to raczej ciężko stworzyć pogmatwaną fabułę i wystrzec się ich kompletnie. Pytanie jak głęboko chcemy szukać i czy jesteśmy w stanie sobie je racjonalnie wyjaśnić. Mi nie udało się chyba tylko z jednym. Nie zapsuło mi to specjalnie lektury. Wpleciony seks może drażnić, ale moim zdaniem miały te sceny sens w ogólnym zarysie fabuły i bohaterów. Można dyskutować z ich graficznością - chyba kwestia gustu. Czy jest to dopięta na ostatni guzik książka? Raczej nie - jest tu kilka mniejszych lub większych szczegółów, które kłują w oczy (przesadny ciężar nihilizmu, zbędne zabiegi - każdy sam oceni). Ale muszę przyznać, że wciągnęła i czytało się bardzo dobrze. Lepiej niż pierwszą część, co chyba stanowi niepopularną opinię. Ostatni tom na pewno wleci.
Werewolf - awatar Werewolf
ocenił na 7 6 miesięcy temu
451° Fahrenheita Ray Bradbury
451° Fahrenheita
Ray Bradbury
„451° Fahrenheita” Raya Bradbury’ego to jedna z tych powieści, które wybrzmiewają jeszcze długo po przeczytaniu. Choć została napisana w latach 50. XX wieku, jej treść wciąż brzmi niezwykle aktualnie. Porusza bowiem kwestie, które bezpośrednio dotykają naszego świata. Cenzura, powierzchowność społeczeństwa czy zanik samodzielnego myślenia to tylko niektóre z nich. Akcja książki rozgrywa się w przyszłości, w której czytanie książek jest zakazane, a strażacy zamiast gasić pożary zajmują się paleniem domów, w których odnaleziono zakazane lektury. Główny bohater, Guy Montag, jest jednym z nich. Strażakiem, który początkowo, bez głębszej refleksji, wykonuje swoją pracę. Z czasem zaczyna jednak zadawać pytania, a te, pozostawiając go bez sensownej odpowiedzi, nakazują mu wątpić w działania systemu, w którym żyje i co gorsza, dla którego wiernie pracuje. Wewnętrzna przemiana Montaga staje się tutaj symbolem przebudzenia i w pewnym sensie, symbolem poszukiwania prawdy w czasach zdominowanych przez ułudę szczęścia i bezrefleksyjną konsumpcję. Bradbury w swojej książce stworzył nie tylko świetną wizję totalitarnego państwa, ale także zmusił czytelnika do głębokiej refleksji nad szeroko pojętą kondycją człowieka. Autor doskonale pokazuje jak łatwo społeczeństwo może zatracić zdolność do krytycznego myślenia, gdy zostanie odcięte od kultury i wiedzy. Po jej przeczytaniu nie sposób nie myślec o tym jak wiele z tej fikcyjnej rzeczywistości, którą tu dostajemy, możemy odnaleźć w dzisiejszym świecie. Świecie pełnym ekranów, szybkich informacji, nietrwałych więzi i do granic spłyconych emocji. Bradbury nie moralizuje, nie ocenia, ale dosadnie daje czytelnikowi do zrozumienia, że to od niego zależy, czy pozwoli, aby myślenie i wrażliwość zniknęły pod grubą warstwą obojętności. Czytając tę historię nie raz przechodził mnie dreszcz. Ba! Od pierwszej strony towarzyszyło mi swoiste poczucie niepokoju, które głęboko osiadło na moich ramionach i powraca za każdym razem, kiedy wspominam losy Montaga. Ponadto, chciałabym pochylić się nad stylem Autora. Jest prosty, bardzo obrazowy i niezwykle wymowny. Całość wręcz czyta się sama! Reasumując, „451° Fahrenheita" to pozycja obowiązkowa dla wszystkich, którzy szukają niepokojącej i dającej do myślenia historii. Gwarantuję, że po jej przeczytaniu pozostanie w Was coś więcej niż przerażający i przejmująco aktualny obraz dystopii. Książka ta pozostawi po sobie coś więcej. Pozostawi uczucie niepokoju i mnóstwo pytań o naszą przyszłość jako ludzkości. Ja jestem pewna, że kiedyś jeszcze do niej wrócę, choćby dlatego, by po raz kolejny poczuć te emocje i doceniać prawo do poznawania świata przez literaturę 🤍 bo słowo ma moc, której nie da się spalić.
MagdaLena - awatar MagdaLena
oceniła na 9 6 dni temu
Era dinozaurów. Od narodzin do upadku. Nowe odkrycia i fakty o zaginionym świecie Steve Brusatte
Era dinozaurów. Od narodzin do upadku. Nowe odkrycia i fakty o zaginionym świecie
Steve Brusatte
Bardzo dobra publikacja - można się z niej mnóstwo nauczyć - ale mocno nierówna pod względem stylu. Najlepsze części (od których na szczęście zaczyna się książka) są fascynujące i wciągają na całego, ale te gorsze są z kolei dość nużące. Jednak tak jak już wspomniałam, to nie treść staje się nagle nudniejsza, w żadnym wypadku! Po prostu w części, która przechodzi do opisu mięsożerców (gdzieś za 150 stroną, czyli prawie w połowie) z niezrozumiałych dla mnie powodów autor zaczyna nieustannie powtarzać te same krótkie opisy, tzn. nigdy niemal nie znajdziecie samego słowa "teropody", ale "teropody o ostrych zębach w typie tyranozaura", nie zwyczajnie "zauropody", ale "długoszyje zauropody takie jak diplodok". Co nie drażniłoby, gdyby to były rzadko używane pojęcia, ale oba padają w książce non stop. Zatem ma się nieładne wrażenie, że albo autor ma czytelników za idiotów z pamięcią złotej rybki, albo uległ pragnieniu lania wody dla zwiększenia liczby stron - albo i to, i to. W rozdziałach wcześniejszych, gdzie opisywane są grupy prehistorycznych zwierząt faktycznie kompletnie nieznane laikom (rynchozaury, rauizuchy, itd.), takie wizualne dopiski miały przynajmniej logiczny sens, a i tak nie zdawały mi się tak nagminne. Później zabrakło mi również polotu w dygresjach o tym, jak paleontolodzy działają w różnych krajach. Na początku opowiastki autora o kolegach po fachu były naprawdę bardzo barwne i nie mniej ciekawe niż same dinozaury, ale potem spadek literackiej formy zdawał się dotknąć i je. Szkoda, że autor stracił tę wcześniejszą lotność pióra, bo pomijając zniżkę formy, to sama treść jest cały czas wspaniała. Na kartach książki pełno jest niesamowitych odkryć, o których nie miało się pojęcia, a sposób dojścia do takich a nie innych wniosków w ich badaniach jest sprawnie wytłmaczony. Jest nawet dogłębnie opisana bibliografia, nie będąca tyko suchą listą pozycji. Bardzo się cieszę, że sięgnęłam po tę pozycję, rozpaliła we mnie chęć dalszego zgłębiania paleontologii. Z samych wątków książki, to osobiście byłam tylko zawiedziona brakiem opisu spinozaura i jego kuzynów, przecież to taka unikalna grupa dinozaurów. O tyranozaurze mamy cały rozdział, inne duże teropody też są długo opisywane, a spinozaur leży i kwiczy. :( Co jest tym bardziej dziwne, biorąc pod uwagę fakt, że historia badań nad nim jest niesamowita i świetnie pasowałaby do reszty opisów przygód naukowców. W ogóle zaskakuje praktycznie brak opisu kredowych gatunków z Afryki, i to, że z kredowej Europy mamy tylko Węgry (tak, Europa była wtedy zalana, ale można byłoby chociaż wspomnieć inne jej wyspowe części). Rozczarował mnie też brak zagłębienia się w temat dinozaurów, których ubarwienie znamy - został tylko zasygnalizowany, a jest to przecież coś fascynującego. Za to wszystko niestety musi być minus. A, i jeszcze ważna uwaga co do polskiego wydania: niestety TRAGICZNA KOREKTA. Nie tyle literówki (choć też często się zdarzają), ale wręcz zła odmiana wyrazów w zdaniach (!!) oraz wiele błędnych zapisów nazwisk badaczy i nazw gatunkowych. Szczególnie dobiło mnie to, że za KAŻDYM razem imię Othniela Marsha, naprawdę bardzo znanego dawnego badacza, w głównym tekście widniało jako OthAniel. Tylko jeden podpis pod fotografią był prawidłowy. Wiele, wiele razy podawano też angielskie nazwy dinozaurów zamiast polskich (nie mogło chodzić o międzynarodowe nazwy naukowe, bo te są zapisywane w książce kursywą). Naprawdę duży wstyd na tym polu.
Żółw-w-filiżance - awatar Żółw-w-filiżance
ocenił na 7 10 miesięcy temu
Kroniki marsjańskie. Człowiek ilustrowany. Złociste jabłka słońca Ray Bradbury
Kroniki marsjańskie. Człowiek ilustrowany. Złociste jabłka słońca
Ray Bradbury
Niniejszy zbiór to takie science-fiction, w którym “science” nie jest paradoksalnie pierwszorzędnym elementem. Stanowi właściwie sztafaż - pełen umowności i nielogiczności - dla opowiedzenia czysto ludzkich, często obyczajowych historii. Historii, w którym gatunek ludzki odbija się jak w lustrze - zdanie, które idealnie pasuje do pierwszej części tego omnibusa czyli “Kronik Marsjańskich”. “Kroniki” mówią o ludziach stopniowo zasiedlających Marsa. Jednakże Mars jest już zamieszkany i sprawa wcale nie wydaje się taka prosta. Same koncept kolonizowania planety to wyłącznie tło, bo gdyby brać to na poważnie, wszystko jest pełne absurdu i nielogiczności, które ciężko byłoby naukowo obronić nawet w czasach Bradburego. Rzekłbym, że te opowieści mają wręcz charakter bajkowy, a jak każdej bajce przystało oczywiście kończy się to pewnym morałem. Jakim, nie będę zdradzał. Choć czyta się to dosyć dziwnie, możemy przyzwyczaić się do konwencji i poczucia humoru autora. Motywem przewodnim całego zbioru jest pycha człowieka, przewijają się również wątki rasizmu oraz katastrofy nuklearnej. Szczególnie tym dwóm ostatnim nie ma co się dziwić zważając na czas, w którym przyszło żyć Bradburemu. Opowiadania w tym tomie najczęściej są bardzo krótkie, melancholijne, pozostawiając czytelnika z nutą refleksji. Przykładowo, “Sawanna” opowiada o wpływie technologii na człowieka i relacje międzyludzkie - dość prorocze. “Kalejdoskop” - o tym jak myślimy o swoim życiu w obliczu nieuchronnej śmierci. “Na Wozie” - pobrzmiewają tu echa wojny atomowej i segregacji rasowej. Są też opowiadania kompletnie nijakie i absurdalne, na przykład “Długi Deszcz” - naiwne o ludziach stąpających po deszczowej i burzowej planecie Wenus. Wiadomo, że nie ma nawet najmniejszych szans dla człowieka ani takiej technologii, by przebywać na tej straszliwie nieprzyjaznej planecie i zakładać tam ludzkie bazy. Podsumowując, całkiem ciekawy i sympatyczny zbiór, ale nierówny, pełen króciutkich tekstów z jakimś morałem jednakże w żaden sposób nie wybitny szczególnie dla współczesnego czytelnika. Niemniej zachęca do sprawdzenia innych tekstów Bradburego.
Witcher-Dunyain - awatar Witcher-Dunyain
ocenił na 6 6 miesięcy temu
Historia twojego życia Ted Chiang
Historia twojego życia
Ted Chiang
Opowiadania Teda Chianga, tylko 8 w tym zbiorze, okazały się dla mnie momentami zbyt trudne, mimo, że lubię właśnie tego rodzaju literaturę science fiction, opartą na nauce i technice, z dylematami filozoficznymi i moralnymi. Jest to zajmująca lektura, ale nierzadko rozumiałam tylko fragmenty i często wymowa całości nie była dla mnie jasna. Musiałabym czytać uważniej i bardziej wgryzać się w tekst. Tematyka jest rozmaita, na ogół ulokowana w dalekiej przyszłości, oprócz pierwszego opowiadania „Wieża Babilonu”, które przypomina biblijną przypowieść o spełnianiu marzenia ludzi dotarcia do nieba. Wszystkie pozostałe bazują na problemach i dylematach wynikających z rozwoju naszej cywilizacji i techniki. Nie byłam w stanie w całości pojąć szczegółów medycznych i informatycznych w „Zrozum”, czy tych matematycznych z „Dzielenia przez zero”. Z kolei „Siedemdziesiąt dwie litery” eksplorują temat inżynierii genetycznej, w powiązaniu z nomenklaturą i eugeniką. Też to było dla mnie trudne, ale jednocześnie intrygujące. Bardzo podobały mi się dwa opowiadania, o znaczących tytułach: „Ewolucja ludzkiej nauki” (o metaludziach) i „Co ma cieszyć oczy. Reportaż” (możliwości programowania mózgu). Zupełnie nie polubiłam „Piekło to nieobecność Boga” (nawiedzenia, objawienia, uzdrowienia). Efektowne jest tytułowe opowiadanie, sfilmowane w 2016 roku jako „Nowy początek” („Arrival”, w reżyserii Denisa Villeneuve’a, z Amy Adams w roli Louise Banks), które pokazuje trudny kontakt ludzkości z przybyszami z kosmosu. Tu z kolei nie jest łatwo połapać się w sprawach lingwistycznych oraz problemach psychologiczno-mistycznych językoznawczyni, zatrudnionej do pomocy przez wojsko. Film w szczegółach nie jest wierny pierwowzorowi literackiemu, ale ciekawie, inaczej, obrazuje wygląd obcych, ich statku, a także nieprzystawalność innych cywilizacji do naszych o nich wyobrażeń oraz reakcje różnych państw na wizytę kosmitów. Dla mnie kompletnie niejasny jest wątek osobisty tłumaczki i jego związek z całą sytuacją. Zarówno opowiadanie jak i film wciągają – w obu przypadkach istnieje specyficzny klimat: zagrożenia, tajemniczości, niepewności i ciągłego niepokoju. Książka pobudza do myślenia o problemach rozwoju cywilizacji ziemskiej; Autor jest gejzerem pomysłów i nieoczekiwanych rozwiązań. Powołuje do życia niepowtarzalne postaci i pokazuje ich różnorodne postawy, emocje i zachowania. Jeden z wynalazków przyszłości przydał by mi się wyjątkowo: „opatentowany w Edynburgu automat gospodarczy umiejący odnosić przedmioty na właściwe miejsce” (s. 178). Ciągle w tyle głowy miałam to co już w wcześniej czytałam. Zdecydowanie wolę książki naszego Rodaka, Stanisława Lema, którego proza jest zawsze świetnie napisana, równie oryginalna i twórcza, ale też zdecydowanie bardziej klarowna i tym samym łatwiejsza w odbiorze. Słuchałam audiobooka, być może to był błąd i na papierze byłoby mi łatwiej się skupić na trudnych problemach badań i odkryć w odległej przyszłości Ziemi. Polecam bardzo.
Mikila - awatar Mikila
oceniła na 7 22 dni temu

Cytaty z książki Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna

Więcej
Douglas Adams Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna Zobacz więcej
Douglas Adams Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna Zobacz więcej
Więcej