Niby lepsza od poprzedniej część, ale jednak nie porywająca. Część historii wydaje się pisana na siłę i wiele wątków spokojnie można by pominąć. Niby miał być zabawny apsurd, ale jakoś humoru w tym wszystkim zabrakło
Niby lepsza od poprzedniej część, ale jednak nie porywająca. Część historii wydaje się pisana na siłę i wiele wątków spokojnie można by pominąć. Niby miał być zabawny apsurd, ale jakoś humoru w tym wszystkim zabrakło
Pierwsza część - "Cześć, i dzięki za ryby" - zdecydowanie była najsłabsza z całego cyklu. Skupiająca się na romansie, nie miała zbyt dużo typowych dla Adamsa żartów czy szalonych rozwiązań, a samych wątków science-fiction też było nie za dużo (i nie były zbyt dobrze poprowadzone). Generalnie fragmenty naprawdę dobre można było policzyć na palcach jednej ręki, i to nie wykorzystując wszystkich palców, a sam wstęp trwał de facto pół książki. Z tego co wiem, wydawca wtrącał się mocno do tej części i niestety wyszło jej to zdecydowanie na gorsze.
Za to "W zasadzie niegroźna", choć również ma przydługi wstęp, doprowadza cały pięcioksiąg (czy raczej pięciopowieść skoro jest ona w 3 książkach) to satysfakcjonującego, pomysłowego końca. Zwłaszcza końcówka to była już jazda bez trzymanki. Będzie mi brakować Douglasa i jego poczucia humoru.
Pierwsza część - "Cześć, i dzięki za ryby" - zdecydowanie była najsłabsza z całego cyklu. Skupiająca się na romansie, nie miała zbyt dużo typowych dla Adamsa żartów czy szalonych rozwiązań, a samych wątków science-fiction też było nie za dużo (i nie były zbyt dobrze poprowadzone). Generalnie fragmenty naprawdę dobre można było policzyć na palcach jednej ręki, i to nie...
Jak dobrze, że są tacy pisarze jak Douglas Adams. I jak bardzo szkoda, że zmarł młodo, bo ileż mógł jeszcze nawymyślać i nawywijać w literaturze 🤔
Seria "Autostopem przez galaktykę" od samego początku zyskała sobie wielką popularność, głównie z powodu absurdalnego, acz inteligentnego humoru Adamsa.
Polecam.
Jak dobrze, że są tacy pisarze jak Douglas Adams. I jak bardzo szkoda, że zmarł młodo, bo ileż mógł jeszcze nawymyślać i nawywijać w literaturze 🤔
Seria "Autostopem przez galaktykę" od samego początku zyskała sobie wielką popularność, głównie z powodu absurdalnego, acz inteligentnego humoru Adamsa.
Polecam.
Ocena dotyczy tylko "Cześć i dzięki za ryby", bo niestety na LC nie ma jej osobno.
Czwarta i zdecydowanie najsłabsza (przynajmniej do czasu, ale nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość, bo nam się rzeczywistości pokręcą) część. Generalnie autor sam we wstępie wspomina, że to nie był dla niego dobry czas na pisanie i że dużym sukcesem jest w ogóle wydanie tej książki. Niestety, ja bym tego sukcesem nie nazwał. Książkę czyta się znacznie ciężej, absurd i chaos, który świetnie ze sobą współgrał w poprzednich częściach tutaj robi się po prostu męczący.
Przez właściwie całą książkę czuć było, że autorowi wcale nie było do śmiechu i przez to humor wydaje się mocno wymuszony. Szkoda.
Ocena dotyczy tylko "Cześć i dzięki za ryby", bo niestety na LC nie ma jej osobno.
Czwarta i zdecydowanie najsłabsza (przynajmniej do czasu, ale nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość, bo nam się rzeczywistości pokręcą) część. Generalnie autor sam we wstępie wspomina, że to nie był dla niego dobry czas na pisanie i że dużym sukcesem jest w ogóle wydanie tej książki....
I... Skończyło się podróżowanie po wszechświecie. Zamiast tego jest historia miłosna. Niestety, jak dla mnie ma to charakter bliższy raczej fanfikowi, niż kolejnemu tomowi serii o przygodach w kosmosie. Książka wydaje się być niemal pozbawiona fabuły - początkowo Artur szuka Fenchurch, później razem szukają Wonko (co ostatecznie rozwiązuje się w dwóch rozdziałach i nie ma wpływu na nic), na końcu znajduje ich Ford. W poprzednich częściach takie braki nie były uciążliwe ze względu na humor i mnóstwo niekonwencjonalnych pomysłów. Czytanie szło mi sprawniej niż w przypadku poprzedniej części, ale ostatecznie to "Życie, wszechświat i cała reszta" było lepszą książką.
*opinia dotyczy tylko "Cześć, i dzięki za ryby"*
I... Skończyło się podróżowanie po wszechświecie. Zamiast tego jest historia miłosna. Niestety, jak dla mnie ma to charakter bliższy raczej fanfikowi, niż kolejnemu tomowi serii o przygodach w kosmosie. Książka wydaje się być niemal pozbawiona fabuły - początkowo Artur szuka Fenchurch, później razem szukają Wonko (co...
Bardzo dobra książka - uwielbiam pokręcony brytyjski humor. Muszę jednak zgodzić się z innymi recenzentami mówiącymi, że "W zasadzie niegroźna" to najsłabszy tom serii. Sam autor nie jest zadowolony z tej części, więc trudno by czytelnicy uznali go za arcydzieło.
Bardzo dobra książka - uwielbiam pokręcony brytyjski humor. Muszę jednak zgodzić się z innymi recenzentami mówiącymi, że "W zasadzie niegroźna" to najsłabszy tom serii. Sam autor nie jest zadowolony z tej części, więc trudno by czytelnicy uznali go za arcydzieło.
Pierwsza część – „Cześć, i dzięki za ryby” przywołała we mnie wspomnienia pierwszego tomu. Czytało się ją świetnie, a podczas czytania kolejnych rozdziałów nieraz zaśmiewałam się nieomal do łez.
Druga część mnie nie porwała i przypominała mi te najbardziej pokręcone części pięcioksięgu. Nie jest to zła stylistyka, ale dla mnie momentami stawała się bardzo męcząca. „W zasadzie niegroźna” zrywa fabularnie praktycznie ze wszystkim tym, co spotkało Artura w poprzedniej części. Ponieważ tamta bardzo mi się podobała, poczułam jakiegoś rozdzaju rozczarowanie.
Sytuację ratują ostatnie rozdziały pełne „starych, dobrych” krętactw Artura i Forda.
Samo zakończenie nie do końca do mnie przemówiło. Poczułam silną konsternację. Nie wiem jednak czy wynikło to z konstrukcji powieści, czy tego, że czytałam kolejne tomu w dużych odstępach czasu. Być może należałoby przeczytać serię jeszcze raz od nowa i dopatrzeć się sensownej pętli zdarzeń. Ja tego nie zrobię.
Serię będę bardzo miło wspominać, ale stanowiła ona dla mnie jednorazową galaktyczną podróż.
Pierwsza część – „Cześć, i dzięki za ryby” przywołała we mnie wspomnienia pierwszego tomu. Czytało się ją świetnie, a podczas czytania kolejnych rozdziałów nieraz zaśmiewałam się nieomal do łez.
Druga część mnie nie porwała i przypominała mi te najbardziej pokręcone części pięcioksięgu. Nie jest to zła stylistyka, ale dla mnie momentami stawała się bardzo męcząca. „W...
Niestety, Adams nie pociągnął dobrze do końca, tego co świetnie zaczął pierwszym tomem.
Chociaż humor jeszcze potrafi dotrzeć do czytelnika, fabularnie zrobił się jakiś miszmasz, a zakończenie (no spoilers) chyba napisał już czytelnikowi na złość.
Niestety, Adams nie pociągnął dobrze do końca, tego co świetnie zaczął pierwszym tomem.
Chociaż humor jeszcze potrafi dotrzeć do czytelnika, fabularnie zrobił się jakiś miszmasz, a zakończenie (no spoilers) chyba napisał już czytelnikowi na złość.
W zasadzie nie przeczytałem książki do końca. Z każdą kolejną książką, fabuła zrobiła się zbyt chaotyczna, sprawiając, że czytanie kolejnych stron sprawiało mi problem.
Pierwsze dwa tomy to dla mnie pozycje obowiązkowe do przeczytania. Kolejne mam wrażenie, że zostały napisane z obowiązku.
W zasadzie nie przeczytałem książki do końca. Z każdą kolejną książką, fabuła zrobiła się zbyt chaotyczna, sprawiając, że czytanie kolejnych stron sprawiało mi problem.
Pierwsze dwa tomy to dla mnie pozycje obowiązkowe do przeczytania. Kolejne mam wrażenie, że zostały napisane z obowiązku.
Ostatnie dwa tomy absurdalnych przygód Artura Denta. "Cześć, i dzięki za ryby" to niespieszna, a przez to chwilami bardzo klimatyczna i głównie romantyczna opowieść o zadurzeniu się głównego bohatera w niejakiej Fenchurch. Czyta się to świetnie, szybciutko i przyjemnie, z paroma niewymuszonymi a zupełnie naturalnymi parsknięciami śmiechem. Podobało się!
"W zasadzie niegroźna", tom 5 i oryginalnie ostatni, wieńczy tę wyjątkową Trylogię. Wieńczy moim zdaniem całkiem miło, sprawnie i wciąż mocno absurdalnie. Jest tu jakby poważniej, być może mniej błyskotliwie i mniej już interesująco, acz mnie takie zakończenie tej popapranej historii (w zasadzie) zadowoliło, a nawet (całkiem) usatysfakcjonowało!
Warto bardzo kompleksowo poznać tę opowieść, gdyż to Klasyka SF jest. Klasyka, która zestarzeć się nijak nie chce, a swym niepowtarzalnym humorem wciąż potrafi szczerze i nielicho ubawić!
Ostatnie dwa tomy absurdalnych przygód Artura Denta. "Cześć, i dzięki za ryby" to niespieszna, a przez to chwilami bardzo klimatyczna i głównie romantyczna opowieść o zadurzeniu się głównego bohatera w niejakiej Fenchurch. Czyta się to świetnie, szybciutko i przyjemnie, z paroma niewymuszonymi a zupełnie naturalnymi parsknięciami śmiechem. Podobało się!
Najsłabsza część z całej serii, przyznam szczerze, że czytałem ją już tylko siłą rozpędu. Pierwszy tom przeczytałem bardzo szybko i z przyjemnością, ale im dalej zagłębiałem się w tę historię, tym bardziej zaczynała nużyć. Ostatnia część jest już chyba tylko dla zatwardziałych fanów, bo reszta może się wynudzić przy jej czytaniu.
Najsłabsza część z całej serii, przyznam szczerze, że czytałem ją już tylko siłą rozpędu. Pierwszy tom przeczytałem bardzo szybko i z przyjemnością, ale im dalej zagłębiałem się w tę historię, tym bardziej zaczynała nużyć. Ostatnia część jest już chyba tylko dla zatwardziałych fanów, bo reszta może się wynudzić przy jej czytaniu.
O ile "Cześć, i dzięki za ryby" jeszcze ma klimat poprzednich tomów o tyle finałowe "W zasadzie niegroźna" w mojej ocenie jest najsłabsza. Cała seria dla mnie to równia pochyła, im dalej tym większe wodolejstwo albo nie zrozumiałem geniuszu tego tekstu.
O ile "Cześć, i dzięki za ryby" jeszcze ma klimat poprzednich tomów o tyle finałowe "W zasadzie niegroźna" w mojej ocenie jest najsłabsza. Cała seria dla mnie to równia pochyła, im dalej tym większe wodolejstwo albo nie zrozumiałem geniuszu tego tekstu.
Rzadko czytam słabe książki,bo czytanie powinno być przyjemnością,ale raz zaczętą serię staram się dokończyć. Niestety, cykl Adamsa to dla mnie droga przez mękę. Plusem "Cześć, i dzięki za ryby" jest jedynie jej długość.Można szybko przeczytać i zapomnieć. Natomiast "W zasadzie niegroźna"...Ktoś wie, o co w tej książce w ogóle chodzi, a zwłaszcza w zakończeniu?
Rzadko czytam słabe książki,bo czytanie powinno być przyjemnością,ale raz zaczętą serię staram się dokończyć. Niestety, cykl Adamsa to dla mnie droga przez mękę. Plusem "Cześć, i dzięki za ryby" jest jedynie jej długość.Można szybko przeczytać i zapomnieć. Natomiast "W zasadzie niegroźna"...Ktoś wie, o co w tej książce w ogóle chodzi, a zwłaszcza w...
`Cześć, i dzięki za ryby` czytało się bardzo szybko (może dlatego, że akcja dzieje się ziemi, lub którejś jej wersji, w którymś wymiarze), za to ostatnia część serii trochę mnie wynudziła. Niestety nie było już tak śmiesznie, jak na początku. Autorowi chyba skończyły się pomysły i całość fabuły nie spięła się. Mieliśmy jeden zaskakujący epizod, reszta była trochę odgrzewana.
Warto było przeczytać, żeby wyrobić sobie opinię, ale ogólnie całość mnie nie zachwyciła. Do gatunku raczej nie wrócę.
`Cześć, i dzięki za ryby` czytało się bardzo szybko (może dlatego, że akcja dzieje się ziemi, lub którejś jej wersji, w którymś wymiarze), za to ostatnia część serii trochę mnie wynudziła. Niestety nie było już tak śmiesznie, jak na początku. Autorowi chyba skończyły się pomysły i całość fabuły nie spięła się. Mieliśmy jeden zaskakujący epizod, reszta była trochę...
To już koniec "trylogii w pięciu tomach". Standardowo możemy przygotować się na jazdę bez trzymanki i atakujący zewsząd absurd. Przyznam, że będę tęsknić, ale jednocześnie uważam, że to był najwyższy czas na zakończenie tej serii. Bo choć wciąż można dobrze się bawić przy ostatnich dwóch tomach, to można też postawić pytanie: czy były one potrzebne?
Na początek kilka informacji technicznych. Cześć, i dzięki za ryby oraz W zasadzie niegroźna to czwarty i piąty tom serii Autostopem przez Galaktykę, które zostały wydane razem w jednym zbiorczym wydaniu od wydawnictwa Zysk i S-ka. Wydanie to prezentuje się bardzo ładnie, jest w twardej oprawie i z ilustracjami, które oddają klimat całej serii. Całość posiada pięć tomów*, natomiast we wznowieniach zostały one wydane w trzech zbiorczych. Skoro to już sobie wyjaśniliśmy, możemy przejść do konkretów.
Cześć, i dzięki za ryby można potraktować jako odpowiedź na pytanie, co by było, gdyby Douglas Adams postanowił napisać romans. Oczywiście nie taki zwykły romans, bo musi pasować do tak zwariowanej i absurdalnej serii, jaką jest Autostopem przez Galaktykę. Akcja rozgrywa się na planecie Ziemia, która co prawda trzy tomy wcześniej została unicestwiona, ale z jakiegoś niewyjaśnionego powodu nagle znowu istnieje. Tak czy inaczej, Artur po kosmicznej tułaczce wraca do domu z Mgławicy Konia. Na swojej rodzimej planecie poznaje Fenny, która sfiksowała gdzieś w kawiarni w Rickmanswortw, to znaczy "wstała, spokojnie oświadczyła, że doznała wyjątkowego objawienia czy coś w tym stylu, lekko się zachwiała, rozejrzała błędnym wzrokiem i z krzykiem padła twarzą na leżący na stole sandwicz z jajkiem. Od tej pory dręczą ją okropne majaki, że żyje w realnym świecie, halucynuje o wielkich żółtych statkach kosmicznych, nie pomaga szpital za szpitalem". Artur jednak swoje wie, w końcu sam był świadkiem zniszczenia Ziemi, i czuje, że z Fenny łączy go dziwna więź. Chciałby więc z nią porozmawiać. Chciałby też robić z nią wiele innych rzeczy. Miłych rzeczy.
Cześć, i dzięki za ryby to tom, w którym prym wiedzie Artur. Nie jest to właściwie trudne, bo poza gościnnym występem Marvina na jedną czy dwie strony i okazjonalnymi scenami z Fordem, innych znanych postaci z serii tutaj nie ma. Bardzo nad tym ubolewam, zwłaszcza nad tym, jak zmarginalizowany został Marvin, ale z drugiej strony to miło, że autor poświęcił więcej czasu postaci, która raczej nieustannie była spychana na bok. Artur w końcu nieco się ogarnął i wziął życie w swoje ręce, a choć wciąż wiele rzeczy nie wie i nie rozumie, to przynajmniej stara się nadążyć i nie jest już tak bardzo piątym kołem u wozu.
Czwarty tom serii jest zdecydowanie najspokojniejszym i najmniej absurdalnym ze wszystkich, a jednocześnie najbardziej logicznym i spójnym. Akcja prawie w całości toczy się na Ziemi, co nieco odbiera klimat serii, gdzie w większości odbywamy szalone podróże po kosmosie i poznajemy przeróżne, technologiczne cuda. Tutaj tego nie ma, ale wciąż pozostaje satyryczny humor Adamsa, mnóstwo dziwnych sytuacji i sporo trafnych spostrzeżeń o nas samych. Poza tym możemy poznać fenomenalną historię z herbatnikami i dowiedzieć się, jaka jest Ostatnia Wiadomość od Boga do Jego Stworzenia.
Jednak pod znakiem zapytania staje zasadność napisania Cześć, i dzięki za ryby, kiedy spojrzymy na tom piąty, czyli W zasadzie niegroźną. Widzicie, ostatnia część serii kompletnie neguje wszystko to, co stało się w poprzednim tomie, zupełnie tak, jakby nigdy go nie było. To znaczy ja wiem: to jest szalona seria i takie rzeczy powinny być tu na porządku dziennym, więc z jednej strony kwituje to krótkim "aha", i czytam dalej, ale z drugiej naprawdę można zadać sobie pytanie, po co był ten tom czwarty. No, chyba że dla historii z herbatnikami. Historia z herbatnikami to majstersztyk sam w sobie i doskonale rozumiem potrzebę napisania całego tomu tylko po to, by ją opowiedzieć.
W zasadzie niegroźna wraca już na dobrze nam znane, kosmiczne tereny i znów zaczynamy tonąć w oparach absurdu. I to do tego stopnia, że kompletnie nie wiadomo, o co chodzi, bo wszystko się pomieszało i poplątało poprzez przemieszanie rzeczywistości. Doceniam pomysł, ale przez ten chaos totalny ciężko się to czyta. Zupełnie nie wiadomo, kto z kim i dlaczego, ani jaki jest sens całego tego tomu. Owszem, wciąż było kilka zabawnych sytuacji, ale większość tomu była jednak męcząca i absolutnie nie dorównuje poziomowi z tomów pierwszych. Największą przeszkodą były dla mnie sceny z Fordem, co do których miałam wrażenie, że są po prostu zapychaczem, bo choć mnóstwo było w nich akcji i dynamizmu, to były niesamowicie nużące i zanim doszliśmy do meritum, minęło sporo niepotrzebnego czasu. Mimo wszystko Douglas Adams wciąż potrafił zaskoczyć na przykład takim Elvisem Presleyem, zaserwował nam doskonałe życiowe doświadczenia Trillian, dał Sandwicz Mana i całkiem udaną końcówkę.
Czy warto więc doczytać Autostopem przez Galaktykę do końca? I tak, i nie. Niewiele Was ominie, jeśli sobie darujecie, aczkolwiek uważam, że dla tych kilku jasnych punktów warto jednak te tomy przeczytać i serię zamknąć. Najlepiej wypada oryginalna trylogia, ale mimo wszystko przez całą serię autor nie przestaje pod płaszczykiem humoru i absurdu przemycać swoich komentarzy dotyczących funkcjonowania świata. Można się przy tych tomach zrelaksować, ale jednak nie da się ukryć, że ostatnie dwa tomy Autostopem przez Galaktykę nie dorównują jakością tym pierwszym.
Przede wszystkim to już nie jest ten sam humor. Z tomu na tom robiło się coraz bardziej absurdalnie i czasem bardzo na siłę, tak więc naprawdę się cieszę, że to już koniec, bo choć serię pokochałam, to nie chciałabym się przy niej męczyć i zapamiętać ją źle, a to niestety coraz bardziej zmierzało w tym kierunku. Niemniej jednak jest to seria, którą Wam polecam, a przynajmniej te pierwsze trzy tomy. A jak nie trzy, to chociaż ten kultowy tom pierwszy. Autostopem przez Galaktykę to cudowna książka i ma wiele, wiele zalet, które w tych kontynuacjach niestety gdzieś się rozmyły.
misieczytaniepodoba.blogspot.com
To już koniec "trylogii w pięciu tomach". Standardowo możemy przygotować się na jazdę bez trzymanki i atakujący zewsząd absurd. Przyznam, że będę tęsknić, ale jednocześnie uważam, że to był najwyższy czas na zakończenie tej serii. Bo choć wciąż można dobrze się bawić przy ostatnich dwóch tomach, to można też postawić pytanie: czy były one potrzebne?
"Planeta ta ma - a raczej miała - pewien problem polegający na tym, że większość mieszkających na niej ludzi była przez większość czasu nieszczęśliwa. Proponowano wiele rozwiązań tego problemu, ale prawie każde z nich opierało się głównie na ruchach małych, zielonych papierków, co jest dosyć dziwne, bo w końcu to nie małe, zielone papierki były nieszczęśliwe."
~Douglas Adams, "Autostopem Przez Galaktykę"
Wstyd przyznać, ale nigdy wcześniej nie czytałam cyklu "Autostopem Przez Galaktykę", chociaż tytuł wielokrotnie przewijał się w moim otoczeniu. Na początku wakacji (tak wiem, mam poważne zaległości w pisaniu do Was, wybaczcie) odwiedzałam koleżankę w bibliotece i jak to zwykle bywa, podczas ploteczek, przechadzałam się i poszukiwałam ciekawych pozycji. Natrafiłam na nowe, intrygujące wydanie powieści Adamsa i pewnego dojrzałego czytelnika, który zdziwiony zapytał zdziwiony:"To ktoś jeszcze czyta Adamsa? Boże... jakie to było chore i pokręcone! Będzie się Pani dobrze bawić.🤣" i to przesądziło sprawę. Wiedziałam, że nadszedł czas na tę międzyplanetarną podróż.
Cykl "Autostopem Przez Galaktykę" składa się z 6 tomów: głównej trylogii oraz 3 historii będących dalszymi losami bohaterów. Ostatnia część: "I jeszcze jedno..." została napisana przez pisarza Eoina Colfera we współpracy z wdową po Douglasie Adamsie, Jane Belson i jest tomem, z którego świadomie zrezygnowałam, pozostając przy piórze samego Adamsa. Cykl opowiada o losach zwykłego, szarego ziemianina- Artura Denta, który w jednej chwili dowiaduje się, że ktoś kogo uznawał za (coś na kształt) przyjaciela, ziemianinem nie jest, a rodzima planeta za chwilę przestanie istnieć. Dlaczego? Ponieważ jest zbędnym obiektem na trasie planowanej autostrady międzygalaktycznej. Artur w mgnieniu oka zostaje wepchnięty w największą, najbardziej zwariowaną przygodę swego życia i to w szlafroku, piżamie i kapciach, ale najważniejsze, że z ręcznikiem!
Już od pierwszych chwil poczułam, że koniecznie muszę przeczytać wszystkie części cyklu. Mój ulubiony poziom absurdu, niesamowicie wartka akcja i charakterystyczne postaci sprawiły, że poczułam się jak na rollercoasterze. Od początku razem z Arturem zostałam wrzucona (tak jest, wrzucona!) do szaleńczej międzygalaktycznej przygody, by po chwili stracić całkowicie orientację co do miejsca, czasu, pionu czy poziomu. Nic tu nie jest takie jak być powinno, a wszystko co znajome, zostało podważone, przeinaczone i wywrócone na lewą stronę. Fabuła pędzi na przełaj ciskając bohaterami na prawo i lewo, wrzucając i wyrywając z kolejnych miejsc czy tarapatów, by za chwilę wpakować ich w jeszcze większe. Ilość zwrotów akcji, jej przewrotów, zakrętów i zawijasów jest niezliczona, wszelkie stereotypy, zależności czy zasady logiki bezceremonialnie łamane, jednocześnie układając się w niesamowitą i wciągającą historię. Wow! Podczas czytania często przystawałam na chwilę pytając w głos :"Co?! Jak?!" i z jeszcze większym zapałem wracałam do lektury. Choć na pozór opowieść wydaje się tylko humorystyczna wariacją, to znajdują się w niej ciekawe nawiązania, stereotypy czy przeinaczenia i mój umysł musiał się porządnie nagimnastykować, by nadążyć nad akcją i jednocześnie wyłapać wszelkie zawiłości wątków.
Choć w oczy rzuca się "płaskość" i schematyczność bohaterów, to w nawale wydarzeń nie raziła ona zbyt mocno. Artur jak był nieudacznikiem takim też pozostał, a wszelkie próby przeciwstawiania się zostawały szybko i skutecznie gaszone przez rzeczywistość. Ford- lekkoduch i istota impulsywna, wciąż taki pozostawał. Mimo to, moim zdaniem, ta szablonowość dobrze wkomponowuje się w odbiór całego utworu nadając mu błahości i lekkości.
Ciekawa jest także geneza powstania cyklu i jego rozwój. Douglas Adams w młodości, będąc pod wpływem zapewne alkoholu, leżał na trawie, spoglądał w gwiazdy i rozmyślał, jak to fajnie byłoby wystawić kciuk i zamiast do sąsiedniego miasta, wybrać się autostopem na inną planetę lub zwiedzić obcą galaktykę. Tak powstał pomysł, który początkowo zaowocował pod postacią serialu radiowego "Autostopem Przez Galaktykę", by w 1979 roku przywdziać formę papierową, a dwa lata później także serialu telewizyjnego. Popularność słuchowiska i książki spowodowała rozrost pomysłu do (jak to mawiał autor) pięciotomowej trylogii. Historia powstania utworu idealnie komponuje się z jego charakterem i wydźwiękiem dając czytelnikowi coś na kształt "Świata Dysku" i "Monty Pythona" osadzone w przestrzeni międzygalaktycznej.
Moi drodzy, ogromnie się cieszę, że wygrzebałam z meandrów zapomnienia "Autostopem Przez Galaktykę" i Wam też ją polecam. Ta ponadczasowa, zaskakująca, sensowna abstrakcja doprawiona odpowiednią dawką humoru, nie bez przyczyny wpisała się w kanon fantastyki i s-f. Gwarantuję, że tej podróży szybko nie zapomnicie, a wspomnienia po niej pozostaną na długo, barwne i żywe. Ze swojej strony mogę zagwarantować, że niebawem cały cykl w nowym wydaniu zadomowi się na mojej półce i będę do niego wracać często. Daję 9/10 i polecam!
"Teraz proszę uprzejmie zwariować."
~Douglas Adams, "W zasadzie niegroźna"
"Planeta ta ma - a raczej miała - pewien problem polegający na tym, że większość mieszkających na niej ludzi była przez większość czasu nieszczęśliwa. Proponowano wiele rozwiązań tego problemu, ale prawie każde z nich opierało się głównie na ruchach małych, zielonych papierków, co jest dosyć dziwne, bo w końcu to nie małe, zielone papierki były nieszczęśliwe."
~Douglas...
Po mniej więcej roku oczekiwania, dwie ostatnie części "trylogii w pięciu częściach" ponownie zawitały do księgarń. Nie będę ukrywał, że wyczekiwałem tej premiery, ponieważ bardzo lubię humor i przerysowaniem tak wielu kwestii, które są sztandarowe dla literatury science fiction przez Douglasa Adamsa.
Artur Dent po wielu latach podróżowania po wszechświecie w końcu wrócił na Ziemię. Jak się okazało, planeta istnieje, a na dodatek nikt nawet nie zauważył jego nieobecności. Wszystko jest po staremu. Prawie. Artur poznaje bowiem, choć nie dosłownie, piękną dziewczynę - Fenchurch, siedzącą na tylnej kanapie saaba, którym zabrał się autostopem. Jest ona jednak nieprzytomna, za sprawą leków uspokajających. Są one konieczne, ponieważ według jej brata, sfiksowała gdzieś w kawiarni w Rickmansworth - od tej pory dręczą ją okropne majaki, że żyje w realnym świecie i halucynuje o wielkich żółtych statkach kosmicznych. Artur zna jednak prawdę, ponieważ sam był świadkiem tych wydarzeń, jak Vogoni niszczą Ziemię, by w jej miejscu zbudować międzygalaktyczną obwodnicę. Tylko Artur będzie umiał jej pomóc i ją zrozumieć, lecz wpierw musi ją odnaleźć...
W poprzednich tomach Adam Douglas przyzwyczaił mnie do tego, że w jego książkach bardzo dużo się dzieje, nie można być niczego pewnym, a poziom absurdu i komizmu sięga chwilami zenitu – oczywiście w pozytywnym znaczeniu. W czwartym tomie jego „trylogii” nastąpił delikatny spadek formy, czy raczej autor skupił się na nieco innych kwestiach. W Cześć, i dzięki za ryby obserwujemy głównie wątek miłosny pomiędzy Arturem i Fenchurch. Nie mamy tutaj wielu dynamicznych scen, zwrotów akcji i tego typu rzeczy. Jest to najspokojniejsza część i doszedłem do wnioski, że najmniej fabularnie się w niej dzieje. Niemniej wciąż jest tutaj bardzo dużo scen, przy których nie sposób się nie śmiać, a autor jak zwykle celnie komentuje wszelkie absurdy naszego codziennego życia. W tym względzie Adams jest niezrównany i świetnie dostrzega wiele tego typu rzeczy nad którymi się nawet nie zastanawiamy.
Natomiast w piątym tomie, czyli W zasadzie niegroźna, autor znów porywa czytelnika w wir absurdalnych wydarzeń i niemniej zwariowanych teorii. Artur krąży po wszechświecie szukając swojego miejsca, po tym jak Fenchurch zaginęła w hiperprzestrzeni. Na dodatek ciągle ma wrażenie, że przebywa nie w tym z równoległych światów, w którym powinien. W końcu zostaje mistrzem robienia kanapek na pewnej bardzo zacofanej technologicznie planecie, gdzie odnajduje go Trillan. Przywozi ze sobą dość nieoczekiwaną niespodziankę, a mianowicie ich córkę, po czym odlatuje. Jakby tego było mało, niedługo później Artur dostaje paczkę od Forda Prefecta, która wprowadzi w życie Ziemianina jeszcze większe łopoty... Chwilami w tych wszystkich zwariowanych wydarzeń może być trudno się połapać, zrozumieć co jest rzeczywiste, a co urojone. Nie ma się co tym jednak przejmować, ponieważ często kilka stron dalej, znów mamy kolejne niesamowite wydarzenia, które potrafią mocno namieszać w głowie. I znów niczego nie można być pewnym, co takiego autor za chwilę wymyśli i czym nas zaskoczy.
"Trylogia" Autostopem przez galaktykę przekonała mnie do siebie, choć nie od razu. Musiałem dwukrotnie przeczytać pierwszy tom, żeby humor jaki Douglas Adams w niej zawarł do mnie przemówił. A później poszło już z górki. Szybkie tempo, mnóstwo zwariowanych przygód, zabawnych sytuacji, czy ogólnie parodiowania wszystkiego, co sztandarowe w science-fiction, spowodowało, że jest to jedna z moich ulubionych serii. Lekka, przyjemna, niewymagająca wielkiego skupienia, a dostarczająca mnóstwa śmiechu i dużej dawki absurdu.
Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna to ostatnie dwa tomy "trylogii" Douglasa Adamsa. Ponownie bardzo dobrze bawiłem się przy tej książce - z żartów, zabawnych i absurdalnych sytuacji oraz niezwykle celnego komentowania i przejaskrawiania rzeczywistości przez autora. Cała "trylogia" to pozycja obowiązkowa dla każdego fana science-fiction!
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!
Po mniej więcej roku oczekiwania, dwie ostatnie części "trylogii w pięciu częściach" ponownie zawitały do księgarń. Nie będę ukrywał, że wyczekiwałem tej premiery, ponieważ bardzo lubię humor i przerysowaniem tak wielu kwestii, które są sztandarowe dla literatury science fiction przez Douglasa Adamsa.
Artur Dent po wielu latach podróżowania po wszechświecie w końcu wrócił...
Całą recenzję przeczytaj tu: http://glodnawyobraznia.blogspot.com/2018/09/tysiac-i-jedno-zastosowanie-recznika.html
"Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna" to dwa ostatnie tomy prześmiewczego cyklu science-fiction "Autostopem przez Galaktykę" Douglasa Adamsa. I mimo że premiera tych dwóch powieści miała miejsce odpowiednio w 1984 i 1992 roku, ciągle wywołują uśmiech na twarzach czytelników i nadal nie powstało nic choć odrobinę do nich zbliżonego.
(...)
A zatem jeśli chcecie dowiedzieć się, dlaczego kanapka ze śledziem jest siłą napędową wszelkich zmian, ile zastosowań może mieć zwykły ręcznik i jak działa system smart-o-dychowy, niezwłocznie bierzcie się za lekturę "W zasadzie niegroźnej". To pełne niespodziewanych wydarzeń i zabawnych nonsensów godne zakończenie niepowtarzalnej trylogii w pięciu częściach. I do tego większość spostrzeżeń autora, dotyczących ludzkich zachowań i motywacji, a także wyznawanych przez nas wartości, czy też praw rządzących telewizją lub korporacjami nie straciło nic a nic na aktualności. A więc: (nie) panikujemy, ręcznik w gotowości i czytamy, bo przecież na odstresowanie nie ma nic lepszego niż inteligentne science-fiction polane sosem z absurdu.
Całą recenzję przeczytaj tu: http://glodnawyobraznia.blogspot.com/2018/09/tysiac-i-jedno-zastosowanie-recznika.html
"Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna" to dwa ostatnie tomy prześmiewczego cyklu science-fiction "Autostopem przez Galaktykę" Douglasa Adamsa. I mimo że premiera tych dwóch powieści miała miejsce odpowiednio w 1984 i 1992 roku, ciągle wywołują uśmiech...
Z niecierpliwością czekałam aż w końcu będę mogła zapoznać się z ostatnim tomem „Trylogii w pięciu częściach” i zastanawiałam się, czy będzie tak samo dobra jak poprzednie. Czy autorowi udało się przekonać mnie do tej opowieści? Czy przedstawiony tam świat i mieszkający w nim bohaterzy podbili moje serce? Jeżeli jesteście tego ciekawi, koniecznie zapoznajcie się z resztą mojej recenzji!
Douglas Adams umie w prosty i przyjemny w odbiorze sposób przedstawiać swoje opowieści i sprawiać, że nie sposób się od nich oderwać. I tym razem zachwycałam się nad jego kreatywnością i nie marzyłam o niczym innym poza czytaniem więcej i więcej.
Autor w zabawny i unikalny sposób przedstawił nam swoją wizję powrotu na Ziemię głównego bohatera, nietypową miłości Artura, historię o herbatnikach i wiele wiele innych, ubierając to w humor i mnóstwo absurdalnych scen, dzięki czemu całość czytało się szybko i pozostało mi po niej wiele miłych wspomnień.
Już teraz mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek tego autora, jaką dotychczas miałam okazję przeczytać i sądzę, że niedługo z przyjemnością wrócę do przedstawionych tam wydarzeń, żeby móc raz za razem przeżywać je od nowa.
Jedynym minusem, jakiego dopatrzyłam się w tej opowieści jest akcja, która dzieje się tylko na Ziemi. W poprzednich częściach pokochałam to, że wszystko działo się w kosmosie, a tym razem wszystko ogranicza się do tylko jednej planety przez co wydarzenia prezentują się odrobinę mniej ciekawie.
To świetna i zapadające w pamięć książka będąca wyjątkowa na swój unikalny sposób. Mogłabym czytać ją dniem i nocą i z pewnością nie miałabym jej dość. Język autora jest prosty, dzięki czemu możemy łatwiej zapoznać się z przedstawioną przez niego treścią i pokochać ją z całego serca.
Jeżeli więc udało mi się w chociażby maleńkim stopniu pobudzić waszą ciekawość, jak najbardziej zachęcam was do sięgnięcia po tę książkę, bo naprawdę warto i gwarantuję wam, że z pewnością nie będziecie tego żałować. Osobiście jestem nią urzeczona i sądzę, że z wami także nie będzie inaczej.
Z niecierpliwością czekałam aż w końcu będę mogła zapoznać się z ostatnim tomem „Trylogii w pięciu częściach” i zastanawiałam się, czy będzie tak samo dobra jak poprzednie. Czy autorowi udało się przekonać mnie do tej opowieści? Czy przedstawiony tam świat i mieszkający w nim bohaterzy podbili moje serce? Jeżeli jesteście tego ciekawi, koniecznie zapoznajcie się z resztą...
Zastanawiałam się kilka chwil, czy za kolejne części Autostopem przez Galaktykę w ogóle chcę sięgnąć. O ile tom pierwszy tego cyklu naprawdę mocno mnie zachwycił, tak dwa kolejne - Restauracja na końcu Wszechświata oraz Życie, Wszechświat i cała reszta były po prostu dobre. Oczekiwałam od nich bardzo dużo, więc rozczarowanie zwaliło mnie z nóg. Mimo wszystko uznałam, że Douglas Adams zasługuje na szacunek i kolejną szansę, więc we wznowienie kolejnych tomów również się zaopatrzyłam. Obawiałam się trochę, że skoro szczegóły poprzednich wydarzeń zatarły się w mojej pamięci to nie uda mi się odnaleźć w tej pokręconej rzeczywistości, w której Arturowi przyszło żyć. Niedokładna znajomość wcześniejszych historii jednak nie przeszkodziła mi w odkryciu, że Adams to faktycznie pisarz był genialny i równocześnie mocno pokręcony.
Artur Dent niespodziewanie powrócił na Ziemię, z której osiem lat wcześniej uciekł razem z Fordem Prefectem, a która przecież została zniszczona przez Vogonów. Po latach tułaczki w kosmosie lądowanie w deszczowej Anglii nie wydaje się takie złe. Nie da się jednak zignorować pytania, które ciągle pałęta mu się po głowie: dlaczego w ogóle jego planeta jeszcze istnieje? Kiedy w końcu udaje mu się złapać stopa okazuje się, że Russel jedzie razem ze swoją siostrą, która oprócz faktu, że jest piękna, jest również zdefiniowaną wariatką. Nie odstrasza to jednak Artura, doświadczonego już w kontaktach z takimi osobami, i nawet po zakończeniu podróży mężczyzna nie może o Fenny zapomnieć i postanawia ją odnaleźć.
Adamsowi udało się ponownie wciągnąć mnie w świat Artura Denta. Ta seria, która początkowo miała być trylogią, wręcz grzeszy poczuciem humoru i jest naszpikowana po samą okładkę paradoksami. Oprócz tego jednak łatwo dostrzec tutaj geniusz autora, który łączy to ze sobą i opowiada historię w sposób wciągający i lekki. Akcja cały czas pędzi do przodu, więc nie ma tutaj nużących chwil i ciężko jest się oderwać zarówno od Cześć, i dzięki za ryby jak i od W zasadzie niegroźnej, chociaż to ta pierwsza część podobała mi się równie mocno, co Autostopem przez Galaktykę. Poszukiwanie odpowiedzi przez Artura i Fenny było czymś tak intrygującym, że sama jak najszybciej chciałam wszystkiego się dowiedzieć, chociaż nauczyłam się już niczemu w tej opowieści nie dziwić i wszystko przyjmować takim, jakim jest naprawdę. Nawet jeśli w rzeczywistości nie istnieje.
"Grzechy nie należą do zjawisk, na temat których panuje głód wiedzy."
Postać Artura Denta wciąż mnie bawi. Jestem pewna, że nigdzie na świecie nie istnieje człowiek podobny do niego, który by tak na spokojnie tolerował tak niecodzienne wydarzenia i aktywnie brał w nich udział. Sama na jego miejscu pewnie jak najszybciej wyskoczyłabym ze statku kosmicznego by rozpłynąć się w niebyt. Bycie bezdomnym i samotnym w ogromnej Galaktyce nie jest spełnieniem ani moich marzeń, ani zapewne Waszych. A ten mężczyzna mimo, że narzeka, żyje dalej i próbuje znaleźć sobie jakieś miejsce, chociaż trochę przypominające Ziemię. Cechuje go ogromny hart ducha i wola przetrwania. W pewien sposób bardzo go lubię, chociaż nie czułam o niego strachu i ani przez chwilę nie zastanowiłam się, co się z nim na samym końcu stanie.
Chciałabym bardzo poznać człowieka, w głowie którego powstało tak wiele absurdów i który równocześnie był w stanie w swojej serii poruszyć tyle filozoficznych tematów i niejednokrotnie wykazał się inteligencją i znajomością wielu kwestii. Już samo poczucie humoru, którym się posługiwał Adams, wskazuje, że jego IQ było na bardzo znaczącym poziomie. Teraz, po zakończeniu całego cyklu, widzę, że będzie mi brakowało Artura Denta i oczekiwania na kolejne wznowienia. Zastanawiam się, czy nie zaopatrzyć się w dodatkową część, napisaną przez Eoina Colfera, którego też bardzo lubię, oraz wdowę po Adamsie. Zapewne nie będzie ona na tak wysokim poziomie, jednak czuję, że nie będę mogła się powstrzymać i koniec końców I jeszcze jedno... również przeczytam.
"- Uznałem - powiedział Wonko Zdrowy Umysłowo - że cywilizacja, która do tego stopnia straciła rozum, iż musi sporządzać szczegółowe instrukcje używania wykałaczek, nie jest cywilizacją, w której mogę żyć i utrzymać się przy zdrowych zmysłach."
W zasadzie niegroźna to doskonały tytuł dla zakończenia tej historii. Z tomu na tom było coraz więcej absurdów, a w tym piątym ich gęstość na stronę osiągnęła apogeum. W pewnym momencie nie wiedziałam już kto, gdzie, z kim, dlaczego i w jakim celu. Jeśli uda Wam się nie zwariować podczas lektury i znajdziecie odpowiedzi na wszystkie swoje pytanie można uznać, że część piąta tej trylogii (czyżby Remigiusz Mróz podczas pisania trylogii o Forście wzorował się na Adamsie?) jest... w zasadzie niegroźna i nikomu przecież nie szkodzi. Żałuję tylko, że autor nie zdecydował się na rozwinięcie postaci Random, która miała spory potencjał, który nie został wykorzystany w całości. Doskonale ją rozumiałam i jej postępowanie, czasami - coś nowego! - pozbawione wszelkiej logiki, wynikało z niedojrzałości emocjonalnej i choroby sierocej, na którą często przecież cierpią porzucone dzieci. A podrzucenie ojcu, który o istnieniu dziecka nawet pojęcia nie miał, to nie jest coś, co łatwo przyjąć do wiadomości.
Podczas lektury tomu czwartego i piątego całkiem już straciłam orientację. Po zakończeniu lektury miałam problemy ze zrozumieniem, gdzie właściwie jestem i uznałam, że trochę Douglasa przedawkowałam. Wydawnictwo popełniło spory błąd wydając po dwie części w jednym tomie, gdyż w ten sposób człowiek na raz pochłania więcej, niż powinien, a to nie pomaga w zachowaniu całkowitego zdrowia psychicznego. Mimo to te ilustracje Janusza Kapusty tak doskonale wpasowały się w ogólną koncepcję, że zamarzył mi się jeden, wielki, grubaśny zbiór wszystkich części w jednym. Aż ciarki przechodzą człowieka, jak próbuje sobie wyobrazić, jakie konsekwencje dla umysłu by to miało.
Zastanawiałam się kilka chwil, czy za kolejne części Autostopem przez Galaktykę w ogóle chcę sięgnąć. O ile tom pierwszy tego cyklu naprawdę mocno mnie zachwycił, tak dwa kolejne - Restauracja na końcu Wszechświata oraz Życie, Wszechświat i cała reszta były po prostu dobre. Oczekiwałam od nich bardzo dużo, więc rozczarowanie zwaliło mnie z nóg. Mimo wszystko uznałam, że...
Jest dobra fantastyka i jest fantastyka humorystyczna. Pewnie w tym momencie miłośnicy tej jej odmiany zaczną zgrzytać zębami, ale nie oszukujmy się, 90% historii, które można do niej zaklasyfikować jest niskiej jakości czytadłem dla odreagowania. Czymś, co równie szybko się czyta, co zapomina. Zmęczyłem kilka takich fabuł i jedyne, co mi po nich zostało, to żal straconego czasu i zmarnowanych pieniędzy. Jednakże i tu zdarzają się znakomite wyjątki, które pokazują, że warto czasem pogrzebać w błocie za perełkami. Jedną z nich są zdecydowanie dzieła Terry’ego Pretchetta, drugim rozpisana na pięć tomów trylogia Douglasa Adamsa Autostopem przez galaktykę. Już niedługo na księgarskie półki trafi zbiorcze wznowienie dwóch ostatnich jej części i to doskonała okazja, aby przypomnieć sobie całość. Nie dość bowiem, że książki te biją na głowę każde humorystyczne science fiction, jakie spotkałem, to jeszcze okazują się lepsze niż masa rasowych, poważnych przedstawicieli fantastyki naukowej.
Zacznijmy jednak od tego, o czym rzecz traktuje. W skrócie jest to opowieść o pewnym życiowym nieudaczniku, Arturze Dencie, który pewnego dnia został wmieszany w niezwykłe wydarzenia, gdy okazało się, że Ziemia znajduje się na drodze planowanej budowy hiperprzestrzennej obwodnicy galaktycznej. Planeta została „wyburzona” przez Vogonów, a nasz bohater, wraz z kosmitą Fordem Prefectem, ruszył autostopem przez galaktykę, pakując się w kolejne tarapaty, poznając niezwykłe miejsca i stworzenia, i odnajdując w kosmosie pewną Ziemiankę.
Teraz, osiem lat po tych wydarzeniach, Artur znów trafia na Ziemię, lądując gdzieś w deszczowej Anglii. Czemu glob w ogóle istnieje? To tylko jedno z wielu pytań, na które trzeba będzie znaleźć odpowiedź. Kiedy zostaje podwieziony przez niejakiego Russela, nie wie, jak bardzo spotkanie jego siostry zmieni wszystko. Fenny jest ładna, piękna wręcz, ale nie o to chodzi. Jest też wariatką i o to chodzi bardziej. Całkiem niedawno temu siedziała w barze, kiedy nagle dostała olśnienia, jak uczynić świat dobrym i szczęśliwym miejscem. Niestety doszło do masowych halucynacji z żółtymi statkami kosmicznymi (Vogonie!), a dziewczyna, profesjonalnie rzecz ujmując, sfiksowała. Od tamtej pory ma koszmary i dziwaczne majaki, że żyje w realnym świecie i nikt ani nic nie potrafi jej pomóc. Los chce, że by drogi Artura, Russela i jego siostry się rozchodzą , ale nasz bohater nie zamierza pozostawić spraw własnemu biegowi. Uważa, że coś łączy go z Fenny, intryguje go jej stan i postanawia ją odnaleźć, żeby ją i przekonać się, co właściwie się dzieje…
Całość mojej recenzji na portalu NTG: https://nietylkogry.pl/post/recenzja-powiesci-czesc-i-dzieki-za-ryby-w-zasadzie-niegrozna/
A JEŚLI ŻYJEMY W REALNYM ŚWIECIE?
Jest dobra fantastyka i jest fantastyka humorystyczna. Pewnie w tym momencie miłośnicy tej jej odmiany zaczną zgrzytać zębami, ale nie oszukujmy się, 90% historii, które można do niej zaklasyfikować jest niskiej jakości czytadłem dla odreagowania. Czymś, co równie szybko się czyta, co zapomina. Zmęczyłem kilka takich fabuł i jedyne, co mi...
Niby lepsza od poprzedniej część, ale jednak nie porywająca. Część historii wydaje się pisana na siłę i wiele wątków spokojnie można by pominąć. Niby miał być zabawny apsurd, ale jakoś humoru w tym wszystkim zabrakło
Niby lepsza od poprzedniej część, ale jednak nie porywająca. Część historii wydaje się pisana na siłę i wiele wątków spokojnie można by pominąć. Niby miał być zabawny apsurd, ale jakoś humoru w tym wszystkim zabrakło
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW zasadzie niegroźna.. Część, I dzięki za ryby :) Aha, i jeszcze przepraszamy za niedogodności!
W zasadzie niegroźna.. Część, I dzięki za ryby :) Aha, i jeszcze przepraszamy za niedogodności!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOcena tomu 4 - 6/10
Ocena tomu 5 - 8/10
Ocena tomu 4 - 6/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOcena tomu 5 - 8/10
Pierwsza część - "Cześć, i dzięki za ryby" - zdecydowanie była najsłabsza z całego cyklu. Skupiająca się na romansie, nie miała zbyt dużo typowych dla Adamsa żartów czy szalonych rozwiązań, a samych wątków science-fiction też było nie za dużo (i nie były zbyt dobrze poprowadzone). Generalnie fragmenty naprawdę dobre można było policzyć na palcach jednej ręki, i to nie wykorzystując wszystkich palców, a sam wstęp trwał de facto pół książki. Z tego co wiem, wydawca wtrącał się mocno do tej części i niestety wyszło jej to zdecydowanie na gorsze.
Za to "W zasadzie niegroźna", choć również ma przydługi wstęp, doprowadza cały pięcioksiąg (czy raczej pięciopowieść skoro jest ona w 3 książkach) to satysfakcjonującego, pomysłowego końca. Zwłaszcza końcówka to była już jazda bez trzymanki. Będzie mi brakować Douglasa i jego poczucia humoru.
Pierwsza część - "Cześć, i dzięki za ryby" - zdecydowanie była najsłabsza z całego cyklu. Skupiająca się na romansie, nie miała zbyt dużo typowych dla Adamsa żartów czy szalonych rozwiązań, a samych wątków science-fiction też było nie za dużo (i nie były zbyt dobrze poprowadzone). Generalnie fragmenty naprawdę dobre można było policzyć na palcach jednej ręki, i to nie...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJak dobrze, że są tacy pisarze jak Douglas Adams. I jak bardzo szkoda, że zmarł młodo, bo ileż mógł jeszcze nawymyślać i nawywijać w literaturze 🤔
Seria "Autostopem przez galaktykę" od samego początku zyskała sobie wielką popularność, głównie z powodu absurdalnego, acz inteligentnego humoru Adamsa.
Polecam.
Jak dobrze, że są tacy pisarze jak Douglas Adams. I jak bardzo szkoda, że zmarł młodo, bo ileż mógł jeszcze nawymyślać i nawywijać w literaturze 🤔
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSeria "Autostopem przez galaktykę" od samego początku zyskała sobie wielką popularność, głównie z powodu absurdalnego, acz inteligentnego humoru Adamsa.
Polecam.
Ocena dotyczy tylko "Cześć i dzięki za ryby", bo niestety na LC nie ma jej osobno.
Czwarta i zdecydowanie najsłabsza (przynajmniej do czasu, ale nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość, bo nam się rzeczywistości pokręcą) część. Generalnie autor sam we wstępie wspomina, że to nie był dla niego dobry czas na pisanie i że dużym sukcesem jest w ogóle wydanie tej książki. Niestety, ja bym tego sukcesem nie nazwał. Książkę czyta się znacznie ciężej, absurd i chaos, który świetnie ze sobą współgrał w poprzednich częściach tutaj robi się po prostu męczący.
Przez właściwie całą książkę czuć było, że autorowi wcale nie było do śmiechu i przez to humor wydaje się mocno wymuszony. Szkoda.
Ocena dotyczy tylko "Cześć i dzięki za ryby", bo niestety na LC nie ma jej osobno.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzwarta i zdecydowanie najsłabsza (przynajmniej do czasu, ale nie wybiegajmy za bardzo w przyszłość, bo nam się rzeczywistości pokręcą) część. Generalnie autor sam we wstępie wspomina, że to nie był dla niego dobry czas na pisanie i że dużym sukcesem jest w ogóle wydanie tej książki....
Jakby ciut poważniej. Humor odlotowy, ale jakby nieco przydymiony nawiązaniem, bardzo delikatnym, acz wyczuwalnym, nawiązaniem do realiów.
Jakby ciut poważniej. Humor odlotowy, ale jakby nieco przydymiony nawiązaniem, bardzo delikatnym, acz wyczuwalnym, nawiązaniem do realiów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to*opinia dotyczy tylko "Cześć, i dzięki za ryby"*
I... Skończyło się podróżowanie po wszechświecie. Zamiast tego jest historia miłosna. Niestety, jak dla mnie ma to charakter bliższy raczej fanfikowi, niż kolejnemu tomowi serii o przygodach w kosmosie. Książka wydaje się być niemal pozbawiona fabuły - początkowo Artur szuka Fenchurch, później razem szukają Wonko (co ostatecznie rozwiązuje się w dwóch rozdziałach i nie ma wpływu na nic), na końcu znajduje ich Ford. W poprzednich częściach takie braki nie były uciążliwe ze względu na humor i mnóstwo niekonwencjonalnych pomysłów. Czytanie szło mi sprawniej niż w przypadku poprzedniej części, ale ostatecznie to "Życie, wszechświat i cała reszta" było lepszą książką.
*opinia dotyczy tylko "Cześć, i dzięki za ryby"*
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toI... Skończyło się podróżowanie po wszechświecie. Zamiast tego jest historia miłosna. Niestety, jak dla mnie ma to charakter bliższy raczej fanfikowi, niż kolejnemu tomowi serii o przygodach w kosmosie. Książka wydaje się być niemal pozbawiona fabuły - początkowo Artur szuka Fenchurch, później razem szukają Wonko (co...
Bardzo dobra książka - uwielbiam pokręcony brytyjski humor. Muszę jednak zgodzić się z innymi recenzentami mówiącymi, że "W zasadzie niegroźna" to najsłabszy tom serii. Sam autor nie jest zadowolony z tej części, więc trudno by czytelnicy uznali go za arcydzieło.
Bardzo dobra książka - uwielbiam pokręcony brytyjski humor. Muszę jednak zgodzić się z innymi recenzentami mówiącymi, że "W zasadzie niegroźna" to najsłabszy tom serii. Sam autor nie jest zadowolony z tej części, więc trudno by czytelnicy uznali go za arcydzieło.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsza część – „Cześć, i dzięki za ryby” przywołała we mnie wspomnienia pierwszego tomu. Czytało się ją świetnie, a podczas czytania kolejnych rozdziałów nieraz zaśmiewałam się nieomal do łez.
Druga część mnie nie porwała i przypominała mi te najbardziej pokręcone części pięcioksięgu. Nie jest to zła stylistyka, ale dla mnie momentami stawała się bardzo męcząca. „W zasadzie niegroźna” zrywa fabularnie praktycznie ze wszystkim tym, co spotkało Artura w poprzedniej części. Ponieważ tamta bardzo mi się podobała, poczułam jakiegoś rozdzaju rozczarowanie.
Sytuację ratują ostatnie rozdziały pełne „starych, dobrych” krętactw Artura i Forda.
Samo zakończenie nie do końca do mnie przemówiło. Poczułam silną konsternację. Nie wiem jednak czy wynikło to z konstrukcji powieści, czy tego, że czytałam kolejne tomu w dużych odstępach czasu. Być może należałoby przeczytać serię jeszcze raz od nowa i dopatrzeć się sensownej pętli zdarzeń. Ja tego nie zrobię.
Serię będę bardzo miło wspominać, ale stanowiła ona dla mnie jednorazową galaktyczną podróż.
Pierwsza część – „Cześć, i dzięki za ryby” przywołała we mnie wspomnienia pierwszego tomu. Czytało się ją świetnie, a podczas czytania kolejnych rozdziałów nieraz zaśmiewałam się nieomal do łez.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDruga część mnie nie porwała i przypominała mi te najbardziej pokręcone części pięcioksięgu. Nie jest to zła stylistyka, ale dla mnie momentami stawała się bardzo męcząca. „W...
Niestety, Adams nie pociągnął dobrze do końca, tego co świetnie zaczął pierwszym tomem.
Chociaż humor jeszcze potrafi dotrzeć do czytelnika, fabularnie zrobił się jakiś miszmasz, a zakończenie (no spoilers) chyba napisał już czytelnikowi na złość.
Niestety, Adams nie pociągnął dobrze do końca, tego co świetnie zaczął pierwszym tomem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toChociaż humor jeszcze potrafi dotrzeć do czytelnika, fabularnie zrobił się jakiś miszmasz, a zakończenie (no spoilers) chyba napisał już czytelnikowi na złość.
W zasadzie nie przeczytałem książki do końca. Z każdą kolejną książką, fabuła zrobiła się zbyt chaotyczna, sprawiając, że czytanie kolejnych stron sprawiało mi problem.
Pierwsze dwa tomy to dla mnie pozycje obowiązkowe do przeczytania. Kolejne mam wrażenie, że zostały napisane z obowiązku.
W zasadzie nie przeczytałem książki do końca. Z każdą kolejną książką, fabuła zrobiła się zbyt chaotyczna, sprawiając, że czytanie kolejnych stron sprawiało mi problem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPierwsze dwa tomy to dla mnie pozycje obowiązkowe do przeczytania. Kolejne mam wrażenie, że zostały napisane z obowiązku.
Ostatnie dwa tomy absurdalnych przygód Artura Denta. "Cześć, i dzięki za ryby" to niespieszna, a przez to chwilami bardzo klimatyczna i głównie romantyczna opowieść o zadurzeniu się głównego bohatera w niejakiej Fenchurch. Czyta się to świetnie, szybciutko i przyjemnie, z paroma niewymuszonymi a zupełnie naturalnymi parsknięciami śmiechem. Podobało się!
"W zasadzie niegroźna", tom 5 i oryginalnie ostatni, wieńczy tę wyjątkową Trylogię. Wieńczy moim zdaniem całkiem miło, sprawnie i wciąż mocno absurdalnie. Jest tu jakby poważniej, być może mniej błyskotliwie i mniej już interesująco, acz mnie takie zakończenie tej popapranej historii (w zasadzie) zadowoliło, a nawet (całkiem) usatysfakcjonowało!
Warto bardzo kompleksowo poznać tę opowieść, gdyż to Klasyka SF jest. Klasyka, która zestarzeć się nijak nie chce, a swym niepowtarzalnym humorem wciąż potrafi szczerze i nielicho ubawić!
Ostatnie dwa tomy absurdalnych przygód Artura Denta. "Cześć, i dzięki za ryby" to niespieszna, a przez to chwilami bardzo klimatyczna i głównie romantyczna opowieść o zadurzeniu się głównego bohatera w niejakiej Fenchurch. Czyta się to świetnie, szybciutko i przyjemnie, z paroma niewymuszonymi a zupełnie naturalnymi parsknięciami śmiechem. Podobało się!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"W zasadzie...
Najsłabsza część z całej serii, przyznam szczerze, że czytałem ją już tylko siłą rozpędu. Pierwszy tom przeczytałem bardzo szybko i z przyjemnością, ale im dalej zagłębiałem się w tę historię, tym bardziej zaczynała nużyć. Ostatnia część jest już chyba tylko dla zatwardziałych fanów, bo reszta może się wynudzić przy jej czytaniu.
Najsłabsza część z całej serii, przyznam szczerze, że czytałem ją już tylko siłą rozpędu. Pierwszy tom przeczytałem bardzo szybko i z przyjemnością, ale im dalej zagłębiałem się w tę historię, tym bardziej zaczynała nużyć. Ostatnia część jest już chyba tylko dla zatwardziałych fanów, bo reszta może się wynudzić przy jej czytaniu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO ile "Cześć, i dzięki za ryby" jeszcze ma klimat poprzednich tomów o tyle finałowe "W zasadzie niegroźna" w mojej ocenie jest najsłabsza. Cała seria dla mnie to równia pochyła, im dalej tym większe wodolejstwo albo nie zrozumiałem geniuszu tego tekstu.
O ile "Cześć, i dzięki za ryby" jeszcze ma klimat poprzednich tomów o tyle finałowe "W zasadzie niegroźna" w mojej ocenie jest najsłabsza. Cała seria dla mnie to równia pochyła, im dalej tym większe wodolejstwo albo nie zrozumiałem geniuszu tego tekstu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRzadko czytam słabe książki,bo czytanie powinno być przyjemnością,ale raz zaczętą serię staram się dokończyć. Niestety, cykl Adamsa to dla mnie droga przez mękę. Plusem "Cześć, i dzięki za ryby" jest jedynie jej długość.Można szybko przeczytać i zapomnieć. Natomiast "W zasadzie niegroźna"...Ktoś wie, o co w tej książce w ogóle chodzi, a zwłaszcza w zakończeniu?
Rzadko czytam słabe książki,bo czytanie powinno być przyjemnością,ale raz zaczętą serię staram się dokończyć. Niestety, cykl Adamsa to dla mnie droga przez mękę. Plusem "Cześć, i dzięki za ryby" jest jedynie jej długość.Można szybko przeczytać i zapomnieć. Natomiast "W zasadzie niegroźna"...Ktoś wie, o co w tej książce w ogóle chodzi, a zwłaszcza w...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to`Cześć, i dzięki za ryby` czytało się bardzo szybko (może dlatego, że akcja dzieje się ziemi, lub którejś jej wersji, w którymś wymiarze), za to ostatnia część serii trochę mnie wynudziła. Niestety nie było już tak śmiesznie, jak na początku. Autorowi chyba skończyły się pomysły i całość fabuły nie spięła się. Mieliśmy jeden zaskakujący epizod, reszta była trochę odgrzewana.
Warto było przeczytać, żeby wyrobić sobie opinię, ale ogólnie całość mnie nie zachwyciła. Do gatunku raczej nie wrócę.
`Cześć, i dzięki za ryby` czytało się bardzo szybko (może dlatego, że akcja dzieje się ziemi, lub którejś jej wersji, w którymś wymiarze), za to ostatnia część serii trochę mnie wynudziła. Niestety nie było już tak śmiesznie, jak na początku. Autorowi chyba skończyły się pomysły i całość fabuły nie spięła się. Mieliśmy jeden zaskakujący epizod, reszta była trochę...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo już koniec "trylogii w pięciu tomach". Standardowo możemy przygotować się na jazdę bez trzymanki i atakujący zewsząd absurd. Przyznam, że będę tęsknić, ale jednocześnie uważam, że to był najwyższy czas na zakończenie tej serii. Bo choć wciąż można dobrze się bawić przy ostatnich dwóch tomach, to można też postawić pytanie: czy były one potrzebne?
Na początek kilka informacji technicznych. Cześć, i dzięki za ryby oraz W zasadzie niegroźna to czwarty i piąty tom serii Autostopem przez Galaktykę, które zostały wydane razem w jednym zbiorczym wydaniu od wydawnictwa Zysk i S-ka. Wydanie to prezentuje się bardzo ładnie, jest w twardej oprawie i z ilustracjami, które oddają klimat całej serii. Całość posiada pięć tomów*, natomiast we wznowieniach zostały one wydane w trzech zbiorczych. Skoro to już sobie wyjaśniliśmy, możemy przejść do konkretów.
Cześć, i dzięki za ryby można potraktować jako odpowiedź na pytanie, co by było, gdyby Douglas Adams postanowił napisać romans. Oczywiście nie taki zwykły romans, bo musi pasować do tak zwariowanej i absurdalnej serii, jaką jest Autostopem przez Galaktykę. Akcja rozgrywa się na planecie Ziemia, która co prawda trzy tomy wcześniej została unicestwiona, ale z jakiegoś niewyjaśnionego powodu nagle znowu istnieje. Tak czy inaczej, Artur po kosmicznej tułaczce wraca do domu z Mgławicy Konia. Na swojej rodzimej planecie poznaje Fenny, która sfiksowała gdzieś w kawiarni w Rickmanswortw, to znaczy "wstała, spokojnie oświadczyła, że doznała wyjątkowego objawienia czy coś w tym stylu, lekko się zachwiała, rozejrzała błędnym wzrokiem i z krzykiem padła twarzą na leżący na stole sandwicz z jajkiem. Od tej pory dręczą ją okropne majaki, że żyje w realnym świecie, halucynuje o wielkich żółtych statkach kosmicznych, nie pomaga szpital za szpitalem". Artur jednak swoje wie, w końcu sam był świadkiem zniszczenia Ziemi, i czuje, że z Fenny łączy go dziwna więź. Chciałby więc z nią porozmawiać. Chciałby też robić z nią wiele innych rzeczy. Miłych rzeczy.
Cześć, i dzięki za ryby to tom, w którym prym wiedzie Artur. Nie jest to właściwie trudne, bo poza gościnnym występem Marvina na jedną czy dwie strony i okazjonalnymi scenami z Fordem, innych znanych postaci z serii tutaj nie ma. Bardzo nad tym ubolewam, zwłaszcza nad tym, jak zmarginalizowany został Marvin, ale z drugiej strony to miło, że autor poświęcił więcej czasu postaci, która raczej nieustannie była spychana na bok. Artur w końcu nieco się ogarnął i wziął życie w swoje ręce, a choć wciąż wiele rzeczy nie wie i nie rozumie, to przynajmniej stara się nadążyć i nie jest już tak bardzo piątym kołem u wozu.
Czwarty tom serii jest zdecydowanie najspokojniejszym i najmniej absurdalnym ze wszystkich, a jednocześnie najbardziej logicznym i spójnym. Akcja prawie w całości toczy się na Ziemi, co nieco odbiera klimat serii, gdzie w większości odbywamy szalone podróże po kosmosie i poznajemy przeróżne, technologiczne cuda. Tutaj tego nie ma, ale wciąż pozostaje satyryczny humor Adamsa, mnóstwo dziwnych sytuacji i sporo trafnych spostrzeżeń o nas samych. Poza tym możemy poznać fenomenalną historię z herbatnikami i dowiedzieć się, jaka jest Ostatnia Wiadomość od Boga do Jego Stworzenia.
Jednak pod znakiem zapytania staje zasadność napisania Cześć, i dzięki za ryby, kiedy spojrzymy na tom piąty, czyli W zasadzie niegroźną. Widzicie, ostatnia część serii kompletnie neguje wszystko to, co stało się w poprzednim tomie, zupełnie tak, jakby nigdy go nie było. To znaczy ja wiem: to jest szalona seria i takie rzeczy powinny być tu na porządku dziennym, więc z jednej strony kwituje to krótkim "aha", i czytam dalej, ale z drugiej naprawdę można zadać sobie pytanie, po co był ten tom czwarty. No, chyba że dla historii z herbatnikami. Historia z herbatnikami to majstersztyk sam w sobie i doskonale rozumiem potrzebę napisania całego tomu tylko po to, by ją opowiedzieć.
W zasadzie niegroźna wraca już na dobrze nam znane, kosmiczne tereny i znów zaczynamy tonąć w oparach absurdu. I to do tego stopnia, że kompletnie nie wiadomo, o co chodzi, bo wszystko się pomieszało i poplątało poprzez przemieszanie rzeczywistości. Doceniam pomysł, ale przez ten chaos totalny ciężko się to czyta. Zupełnie nie wiadomo, kto z kim i dlaczego, ani jaki jest sens całego tego tomu. Owszem, wciąż było kilka zabawnych sytuacji, ale większość tomu była jednak męcząca i absolutnie nie dorównuje poziomowi z tomów pierwszych. Największą przeszkodą były dla mnie sceny z Fordem, co do których miałam wrażenie, że są po prostu zapychaczem, bo choć mnóstwo było w nich akcji i dynamizmu, to były niesamowicie nużące i zanim doszliśmy do meritum, minęło sporo niepotrzebnego czasu. Mimo wszystko Douglas Adams wciąż potrafił zaskoczyć na przykład takim Elvisem Presleyem, zaserwował nam doskonałe życiowe doświadczenia Trillian, dał Sandwicz Mana i całkiem udaną końcówkę.
Czy warto więc doczytać Autostopem przez Galaktykę do końca? I tak, i nie. Niewiele Was ominie, jeśli sobie darujecie, aczkolwiek uważam, że dla tych kilku jasnych punktów warto jednak te tomy przeczytać i serię zamknąć. Najlepiej wypada oryginalna trylogia, ale mimo wszystko przez całą serię autor nie przestaje pod płaszczykiem humoru i absurdu przemycać swoich komentarzy dotyczących funkcjonowania świata. Można się przy tych tomach zrelaksować, ale jednak nie da się ukryć, że ostatnie dwa tomy Autostopem przez Galaktykę nie dorównują jakością tym pierwszym.
Przede wszystkim to już nie jest ten sam humor. Z tomu na tom robiło się coraz bardziej absurdalnie i czasem bardzo na siłę, tak więc naprawdę się cieszę, że to już koniec, bo choć serię pokochałam, to nie chciałabym się przy niej męczyć i zapamiętać ją źle, a to niestety coraz bardziej zmierzało w tym kierunku. Niemniej jednak jest to seria, którą Wam polecam, a przynajmniej te pierwsze trzy tomy. A jak nie trzy, to chociaż ten kultowy tom pierwszy. Autostopem przez Galaktykę to cudowna książka i ma wiele, wiele zalet, które w tych kontynuacjach niestety gdzieś się rozmyły.
misieczytaniepodoba.blogspot.com
To już koniec "trylogii w pięciu tomach". Standardowo możemy przygotować się na jazdę bez trzymanki i atakujący zewsząd absurd. Przyznam, że będę tęsknić, ale jednocześnie uważam, że to był najwyższy czas na zakończenie tej serii. Bo choć wciąż można dobrze się bawić przy ostatnich dwóch tomach, to można też postawić pytanie: czy były one potrzebne?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa początek kilka...
"Planeta ta ma - a raczej miała - pewien problem polegający na tym, że większość mieszkających na niej ludzi była przez większość czasu nieszczęśliwa. Proponowano wiele rozwiązań tego problemu, ale prawie każde z nich opierało się głównie na ruchach małych, zielonych papierków, co jest dosyć dziwne, bo w końcu to nie małe, zielone papierki były nieszczęśliwe."
~Douglas Adams, "Autostopem Przez Galaktykę"
Wstyd przyznać, ale nigdy wcześniej nie czytałam cyklu "Autostopem Przez Galaktykę", chociaż tytuł wielokrotnie przewijał się w moim otoczeniu. Na początku wakacji (tak wiem, mam poważne zaległości w pisaniu do Was, wybaczcie) odwiedzałam koleżankę w bibliotece i jak to zwykle bywa, podczas ploteczek, przechadzałam się i poszukiwałam ciekawych pozycji. Natrafiłam na nowe, intrygujące wydanie powieści Adamsa i pewnego dojrzałego czytelnika, który zdziwiony zapytał zdziwiony:"To ktoś jeszcze czyta Adamsa? Boże... jakie to było chore i pokręcone! Będzie się Pani dobrze bawić.🤣" i to przesądziło sprawę. Wiedziałam, że nadszedł czas na tę międzyplanetarną podróż.
Cykl "Autostopem Przez Galaktykę" składa się z 6 tomów: głównej trylogii oraz 3 historii będących dalszymi losami bohaterów. Ostatnia część: "I jeszcze jedno..." została napisana przez pisarza Eoina Colfera we współpracy z wdową po Douglasie Adamsie, Jane Belson i jest tomem, z którego świadomie zrezygnowałam, pozostając przy piórze samego Adamsa. Cykl opowiada o losach zwykłego, szarego ziemianina- Artura Denta, który w jednej chwili dowiaduje się, że ktoś kogo uznawał za (coś na kształt) przyjaciela, ziemianinem nie jest, a rodzima planeta za chwilę przestanie istnieć. Dlaczego? Ponieważ jest zbędnym obiektem na trasie planowanej autostrady międzygalaktycznej. Artur w mgnieniu oka zostaje wepchnięty w największą, najbardziej zwariowaną przygodę swego życia i to w szlafroku, piżamie i kapciach, ale najważniejsze, że z ręcznikiem!
Już od pierwszych chwil poczułam, że koniecznie muszę przeczytać wszystkie części cyklu. Mój ulubiony poziom absurdu, niesamowicie wartka akcja i charakterystyczne postaci sprawiły, że poczułam się jak na rollercoasterze. Od początku razem z Arturem zostałam wrzucona (tak jest, wrzucona!) do szaleńczej międzygalaktycznej przygody, by po chwili stracić całkowicie orientację co do miejsca, czasu, pionu czy poziomu. Nic tu nie jest takie jak być powinno, a wszystko co znajome, zostało podważone, przeinaczone i wywrócone na lewą stronę. Fabuła pędzi na przełaj ciskając bohaterami na prawo i lewo, wrzucając i wyrywając z kolejnych miejsc czy tarapatów, by za chwilę wpakować ich w jeszcze większe. Ilość zwrotów akcji, jej przewrotów, zakrętów i zawijasów jest niezliczona, wszelkie stereotypy, zależności czy zasady logiki bezceremonialnie łamane, jednocześnie układając się w niesamowitą i wciągającą historię. Wow! Podczas czytania często przystawałam na chwilę pytając w głos :"Co?! Jak?!" i z jeszcze większym zapałem wracałam do lektury. Choć na pozór opowieść wydaje się tylko humorystyczna wariacją, to znajdują się w niej ciekawe nawiązania, stereotypy czy przeinaczenia i mój umysł musiał się porządnie nagimnastykować, by nadążyć nad akcją i jednocześnie wyłapać wszelkie zawiłości wątków.
Choć w oczy rzuca się "płaskość" i schematyczność bohaterów, to w nawale wydarzeń nie raziła ona zbyt mocno. Artur jak był nieudacznikiem takim też pozostał, a wszelkie próby przeciwstawiania się zostawały szybko i skutecznie gaszone przez rzeczywistość. Ford- lekkoduch i istota impulsywna, wciąż taki pozostawał. Mimo to, moim zdaniem, ta szablonowość dobrze wkomponowuje się w odbiór całego utworu nadając mu błahości i lekkości.
Ciekawa jest także geneza powstania cyklu i jego rozwój. Douglas Adams w młodości, będąc pod wpływem zapewne alkoholu, leżał na trawie, spoglądał w gwiazdy i rozmyślał, jak to fajnie byłoby wystawić kciuk i zamiast do sąsiedniego miasta, wybrać się autostopem na inną planetę lub zwiedzić obcą galaktykę. Tak powstał pomysł, który początkowo zaowocował pod postacią serialu radiowego "Autostopem Przez Galaktykę", by w 1979 roku przywdziać formę papierową, a dwa lata później także serialu telewizyjnego. Popularność słuchowiska i książki spowodowała rozrost pomysłu do (jak to mawiał autor) pięciotomowej trylogii. Historia powstania utworu idealnie komponuje się z jego charakterem i wydźwiękiem dając czytelnikowi coś na kształt "Świata Dysku" i "Monty Pythona" osadzone w przestrzeni międzygalaktycznej.
Moi drodzy, ogromnie się cieszę, że wygrzebałam z meandrów zapomnienia "Autostopem Przez Galaktykę" i Wam też ją polecam. Ta ponadczasowa, zaskakująca, sensowna abstrakcja doprawiona odpowiednią dawką humoru, nie bez przyczyny wpisała się w kanon fantastyki i s-f. Gwarantuję, że tej podróży szybko nie zapomnicie, a wspomnienia po niej pozostaną na długo, barwne i żywe. Ze swojej strony mogę zagwarantować, że niebawem cały cykl w nowym wydaniu zadomowi się na mojej półce i będę do niego wracać często. Daję 9/10 i polecam!
"Teraz proszę uprzejmie zwariować."
~Douglas Adams, "W zasadzie niegroźna"
"Planeta ta ma - a raczej miała - pewien problem polegający na tym, że większość mieszkających na niej ludzi była przez większość czasu nieszczęśliwa. Proponowano wiele rozwiązań tego problemu, ale prawie każde z nich opierało się głównie na ruchach małych, zielonych papierków, co jest dosyć dziwne, bo w końcu to nie małe, zielone papierki były nieszczęśliwe."
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to~Douglas...
Po mniej więcej roku oczekiwania, dwie ostatnie części "trylogii w pięciu częściach" ponownie zawitały do księgarń. Nie będę ukrywał, że wyczekiwałem tej premiery, ponieważ bardzo lubię humor i przerysowaniem tak wielu kwestii, które są sztandarowe dla literatury science fiction przez Douglasa Adamsa.
Artur Dent po wielu latach podróżowania po wszechświecie w końcu wrócił na Ziemię. Jak się okazało, planeta istnieje, a na dodatek nikt nawet nie zauważył jego nieobecności. Wszystko jest po staremu. Prawie. Artur poznaje bowiem, choć nie dosłownie, piękną dziewczynę - Fenchurch, siedzącą na tylnej kanapie saaba, którym zabrał się autostopem. Jest ona jednak nieprzytomna, za sprawą leków uspokajających. Są one konieczne, ponieważ według jej brata, sfiksowała gdzieś w kawiarni w Rickmansworth - od tej pory dręczą ją okropne majaki, że żyje w realnym świecie i halucynuje o wielkich żółtych statkach kosmicznych. Artur zna jednak prawdę, ponieważ sam był świadkiem tych wydarzeń, jak Vogoni niszczą Ziemię, by w jej miejscu zbudować międzygalaktyczną obwodnicę. Tylko Artur będzie umiał jej pomóc i ją zrozumieć, lecz wpierw musi ją odnaleźć...
W poprzednich tomach Adam Douglas przyzwyczaił mnie do tego, że w jego książkach bardzo dużo się dzieje, nie można być niczego pewnym, a poziom absurdu i komizmu sięga chwilami zenitu – oczywiście w pozytywnym znaczeniu. W czwartym tomie jego „trylogii” nastąpił delikatny spadek formy, czy raczej autor skupił się na nieco innych kwestiach. W Cześć, i dzięki za ryby obserwujemy głównie wątek miłosny pomiędzy Arturem i Fenchurch. Nie mamy tutaj wielu dynamicznych scen, zwrotów akcji i tego typu rzeczy. Jest to najspokojniejsza część i doszedłem do wnioski, że najmniej fabularnie się w niej dzieje. Niemniej wciąż jest tutaj bardzo dużo scen, przy których nie sposób się nie śmiać, a autor jak zwykle celnie komentuje wszelkie absurdy naszego codziennego życia. W tym względzie Adams jest niezrównany i świetnie dostrzega wiele tego typu rzeczy nad którymi się nawet nie zastanawiamy.
Natomiast w piątym tomie, czyli W zasadzie niegroźna, autor znów porywa czytelnika w wir absurdalnych wydarzeń i niemniej zwariowanych teorii. Artur krąży po wszechświecie szukając swojego miejsca, po tym jak Fenchurch zaginęła w hiperprzestrzeni. Na dodatek ciągle ma wrażenie, że przebywa nie w tym z równoległych światów, w którym powinien. W końcu zostaje mistrzem robienia kanapek na pewnej bardzo zacofanej technologicznie planecie, gdzie odnajduje go Trillan. Przywozi ze sobą dość nieoczekiwaną niespodziankę, a mianowicie ich córkę, po czym odlatuje. Jakby tego było mało, niedługo później Artur dostaje paczkę od Forda Prefecta, która wprowadzi w życie Ziemianina jeszcze większe łopoty... Chwilami w tych wszystkich zwariowanych wydarzeń może być trudno się połapać, zrozumieć co jest rzeczywiste, a co urojone. Nie ma się co tym jednak przejmować, ponieważ często kilka stron dalej, znów mamy kolejne niesamowite wydarzenia, które potrafią mocno namieszać w głowie. I znów niczego nie można być pewnym, co takiego autor za chwilę wymyśli i czym nas zaskoczy.
"Trylogia" Autostopem przez galaktykę przekonała mnie do siebie, choć nie od razu. Musiałem dwukrotnie przeczytać pierwszy tom, żeby humor jaki Douglas Adams w niej zawarł do mnie przemówił. A później poszło już z górki. Szybkie tempo, mnóstwo zwariowanych przygód, zabawnych sytuacji, czy ogólnie parodiowania wszystkiego, co sztandarowe w science-fiction, spowodowało, że jest to jedna z moich ulubionych serii. Lekka, przyjemna, niewymagająca wielkiego skupienia, a dostarczająca mnóstwa śmiechu i dużej dawki absurdu.
Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna to ostatnie dwa tomy "trylogii" Douglasa Adamsa. Ponownie bardzo dobrze bawiłem się przy tej książce - z żartów, zabawnych i absurdalnych sytuacji oraz niezwykle celnego komentowania i przejaskrawiania rzeczywistości przez autora. Cała "trylogia" to pozycja obowiązkowa dla każdego fana science-fiction!
Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka!
https://hrosskar.blogspot.com/2018/09/czesc-i-dzieki-za-ryby-w-zasadzie.html
Po mniej więcej roku oczekiwania, dwie ostatnie części "trylogii w pięciu częściach" ponownie zawitały do księgarń. Nie będę ukrywał, że wyczekiwałem tej premiery, ponieważ bardzo lubię humor i przerysowaniem tak wielu kwestii, które są sztandarowe dla literatury science fiction przez Douglasa Adamsa.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toArtur Dent po wielu latach podróżowania po wszechświecie w końcu wrócił...
Całą recenzję przeczytaj tu: http://glodnawyobraznia.blogspot.com/2018/09/tysiac-i-jedno-zastosowanie-recznika.html
"Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna" to dwa ostatnie tomy prześmiewczego cyklu science-fiction "Autostopem przez Galaktykę" Douglasa Adamsa. I mimo że premiera tych dwóch powieści miała miejsce odpowiednio w 1984 i 1992 roku, ciągle wywołują uśmiech na twarzach czytelników i nadal nie powstało nic choć odrobinę do nich zbliżonego.
(...)
A zatem jeśli chcecie dowiedzieć się, dlaczego kanapka ze śledziem jest siłą napędową wszelkich zmian, ile zastosowań może mieć zwykły ręcznik i jak działa system smart-o-dychowy, niezwłocznie bierzcie się za lekturę "W zasadzie niegroźnej". To pełne niespodziewanych wydarzeń i zabawnych nonsensów godne zakończenie niepowtarzalnej trylogii w pięciu częściach. I do tego większość spostrzeżeń autora, dotyczących ludzkich zachowań i motywacji, a także wyznawanych przez nas wartości, czy też praw rządzących telewizją lub korporacjami nie straciło nic a nic na aktualności. A więc: (nie) panikujemy, ręcznik w gotowości i czytamy, bo przecież na odstresowanie nie ma nic lepszego niż inteligentne science-fiction polane sosem z absurdu.
Całą recenzję przeczytaj tu: http://glodnawyobraznia.blogspot.com/2018/09/tysiac-i-jedno-zastosowanie-recznika.html
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Cześć, i dzięki za ryby. W zasadzie niegroźna" to dwa ostatnie tomy prześmiewczego cyklu science-fiction "Autostopem przez Galaktykę" Douglasa Adamsa. I mimo że premiera tych dwóch powieści miała miejsce odpowiednio w 1984 i 1992 roku, ciągle wywołują uśmiech...
Z niecierpliwością czekałam aż w końcu będę mogła zapoznać się z ostatnim tomem „Trylogii w pięciu częściach” i zastanawiałam się, czy będzie tak samo dobra jak poprzednie. Czy autorowi udało się przekonać mnie do tej opowieści? Czy przedstawiony tam świat i mieszkający w nim bohaterzy podbili moje serce? Jeżeli jesteście tego ciekawi, koniecznie zapoznajcie się z resztą mojej recenzji!
Douglas Adams umie w prosty i przyjemny w odbiorze sposób przedstawiać swoje opowieści i sprawiać, że nie sposób się od nich oderwać. I tym razem zachwycałam się nad jego kreatywnością i nie marzyłam o niczym innym poza czytaniem więcej i więcej.
Autor w zabawny i unikalny sposób przedstawił nam swoją wizję powrotu na Ziemię głównego bohatera, nietypową miłości Artura, historię o herbatnikach i wiele wiele innych, ubierając to w humor i mnóstwo absurdalnych scen, dzięki czemu całość czytało się szybko i pozostało mi po niej wiele miłych wspomnień.
Już teraz mogę powiedzieć, że jest to jedna z najlepszych książek tego autora, jaką dotychczas miałam okazję przeczytać i sądzę, że niedługo z przyjemnością wrócę do przedstawionych tam wydarzeń, żeby móc raz za razem przeżywać je od nowa.
Jedynym minusem, jakiego dopatrzyłam się w tej opowieści jest akcja, która dzieje się tylko na Ziemi. W poprzednich częściach pokochałam to, że wszystko działo się w kosmosie, a tym razem wszystko ogranicza się do tylko jednej planety przez co wydarzenia prezentują się odrobinę mniej ciekawie.
To świetna i zapadające w pamięć książka będąca wyjątkowa na swój unikalny sposób. Mogłabym czytać ją dniem i nocą i z pewnością nie miałabym jej dość. Język autora jest prosty, dzięki czemu możemy łatwiej zapoznać się z przedstawioną przez niego treścią i pokochać ją z całego serca.
Jeżeli więc udało mi się w chociażby maleńkim stopniu pobudzić waszą ciekawość, jak najbardziej zachęcam was do sięgnięcia po tę książkę, bo naprawdę warto i gwarantuję wam, że z pewnością nie będziecie tego żałować. Osobiście jestem nią urzeczona i sądzę, że z wami także nie będzie inaczej.
Z niecierpliwością czekałam aż w końcu będę mogła zapoznać się z ostatnim tomem „Trylogii w pięciu częściach” i zastanawiałam się, czy będzie tak samo dobra jak poprzednie. Czy autorowi udało się przekonać mnie do tej opowieści? Czy przedstawiony tam świat i mieszkający w nim bohaterzy podbili moje serce? Jeżeli jesteście tego ciekawi, koniecznie zapoznajcie się z resztą...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZastanawiałam się kilka chwil, czy za kolejne części Autostopem przez Galaktykę w ogóle chcę sięgnąć. O ile tom pierwszy tego cyklu naprawdę mocno mnie zachwycił, tak dwa kolejne - Restauracja na końcu Wszechświata oraz Życie, Wszechświat i cała reszta były po prostu dobre. Oczekiwałam od nich bardzo dużo, więc rozczarowanie zwaliło mnie z nóg. Mimo wszystko uznałam, że Douglas Adams zasługuje na szacunek i kolejną szansę, więc we wznowienie kolejnych tomów również się zaopatrzyłam. Obawiałam się trochę, że skoro szczegóły poprzednich wydarzeń zatarły się w mojej pamięci to nie uda mi się odnaleźć w tej pokręconej rzeczywistości, w której Arturowi przyszło żyć. Niedokładna znajomość wcześniejszych historii jednak nie przeszkodziła mi w odkryciu, że Adams to faktycznie pisarz był genialny i równocześnie mocno pokręcony.
Artur Dent niespodziewanie powrócił na Ziemię, z której osiem lat wcześniej uciekł razem z Fordem Prefectem, a która przecież została zniszczona przez Vogonów. Po latach tułaczki w kosmosie lądowanie w deszczowej Anglii nie wydaje się takie złe. Nie da się jednak zignorować pytania, które ciągle pałęta mu się po głowie: dlaczego w ogóle jego planeta jeszcze istnieje? Kiedy w końcu udaje mu się złapać stopa okazuje się, że Russel jedzie razem ze swoją siostrą, która oprócz faktu, że jest piękna, jest również zdefiniowaną wariatką. Nie odstrasza to jednak Artura, doświadczonego już w kontaktach z takimi osobami, i nawet po zakończeniu podróży mężczyzna nie może o Fenny zapomnieć i postanawia ją odnaleźć.
Adamsowi udało się ponownie wciągnąć mnie w świat Artura Denta. Ta seria, która początkowo miała być trylogią, wręcz grzeszy poczuciem humoru i jest naszpikowana po samą okładkę paradoksami. Oprócz tego jednak łatwo dostrzec tutaj geniusz autora, który łączy to ze sobą i opowiada historię w sposób wciągający i lekki. Akcja cały czas pędzi do przodu, więc nie ma tutaj nużących chwil i ciężko jest się oderwać zarówno od Cześć, i dzięki za ryby jak i od W zasadzie niegroźnej, chociaż to ta pierwsza część podobała mi się równie mocno, co Autostopem przez Galaktykę. Poszukiwanie odpowiedzi przez Artura i Fenny było czymś tak intrygującym, że sama jak najszybciej chciałam wszystkiego się dowiedzieć, chociaż nauczyłam się już niczemu w tej opowieści nie dziwić i wszystko przyjmować takim, jakim jest naprawdę. Nawet jeśli w rzeczywistości nie istnieje.
"Grzechy nie należą do zjawisk, na temat których panuje głód wiedzy."
Postać Artura Denta wciąż mnie bawi. Jestem pewna, że nigdzie na świecie nie istnieje człowiek podobny do niego, który by tak na spokojnie tolerował tak niecodzienne wydarzenia i aktywnie brał w nich udział. Sama na jego miejscu pewnie jak najszybciej wyskoczyłabym ze statku kosmicznego by rozpłynąć się w niebyt. Bycie bezdomnym i samotnym w ogromnej Galaktyce nie jest spełnieniem ani moich marzeń, ani zapewne Waszych. A ten mężczyzna mimo, że narzeka, żyje dalej i próbuje znaleźć sobie jakieś miejsce, chociaż trochę przypominające Ziemię. Cechuje go ogromny hart ducha i wola przetrwania. W pewien sposób bardzo go lubię, chociaż nie czułam o niego strachu i ani przez chwilę nie zastanowiłam się, co się z nim na samym końcu stanie.
Chciałabym bardzo poznać człowieka, w głowie którego powstało tak wiele absurdów i który równocześnie był w stanie w swojej serii poruszyć tyle filozoficznych tematów i niejednokrotnie wykazał się inteligencją i znajomością wielu kwestii. Już samo poczucie humoru, którym się posługiwał Adams, wskazuje, że jego IQ było na bardzo znaczącym poziomie. Teraz, po zakończeniu całego cyklu, widzę, że będzie mi brakowało Artura Denta i oczekiwania na kolejne wznowienia. Zastanawiam się, czy nie zaopatrzyć się w dodatkową część, napisaną przez Eoina Colfera, którego też bardzo lubię, oraz wdowę po Adamsie. Zapewne nie będzie ona na tak wysokim poziomie, jednak czuję, że nie będę mogła się powstrzymać i koniec końców I jeszcze jedno... również przeczytam.
"- Uznałem - powiedział Wonko Zdrowy Umysłowo - że cywilizacja, która do tego stopnia straciła rozum, iż musi sporządzać szczegółowe instrukcje używania wykałaczek, nie jest cywilizacją, w której mogę żyć i utrzymać się przy zdrowych zmysłach."
W zasadzie niegroźna to doskonały tytuł dla zakończenia tej historii. Z tomu na tom było coraz więcej absurdów, a w tym piątym ich gęstość na stronę osiągnęła apogeum. W pewnym momencie nie wiedziałam już kto, gdzie, z kim, dlaczego i w jakim celu. Jeśli uda Wam się nie zwariować podczas lektury i znajdziecie odpowiedzi na wszystkie swoje pytanie można uznać, że część piąta tej trylogii (czyżby Remigiusz Mróz podczas pisania trylogii o Forście wzorował się na Adamsie?) jest... w zasadzie niegroźna i nikomu przecież nie szkodzi. Żałuję tylko, że autor nie zdecydował się na rozwinięcie postaci Random, która miała spory potencjał, który nie został wykorzystany w całości. Doskonale ją rozumiałam i jej postępowanie, czasami - coś nowego! - pozbawione wszelkiej logiki, wynikało z niedojrzałości emocjonalnej i choroby sierocej, na którą często przecież cierpią porzucone dzieci. A podrzucenie ojcu, który o istnieniu dziecka nawet pojęcia nie miał, to nie jest coś, co łatwo przyjąć do wiadomości.
Podczas lektury tomu czwartego i piątego całkiem już straciłam orientację. Po zakończeniu lektury miałam problemy ze zrozumieniem, gdzie właściwie jestem i uznałam, że trochę Douglasa przedawkowałam. Wydawnictwo popełniło spory błąd wydając po dwie części w jednym tomie, gdyż w ten sposób człowiek na raz pochłania więcej, niż powinien, a to nie pomaga w zachowaniu całkowitego zdrowia psychicznego. Mimo to te ilustracje Janusza Kapusty tak doskonale wpasowały się w ogólną koncepcję, że zamarzył mi się jeden, wielki, grubaśny zbiór wszystkich części w jednym. Aż ciarki przechodzą człowieka, jak próbuje sobie wyobrazić, jakie konsekwencje dla umysłu by to miało.
Zastanawiałam się kilka chwil, czy za kolejne części Autostopem przez Galaktykę w ogóle chcę sięgnąć. O ile tom pierwszy tego cyklu naprawdę mocno mnie zachwycił, tak dwa kolejne - Restauracja na końcu Wszechświata oraz Życie, Wszechświat i cała reszta były po prostu dobre. Oczekiwałam od nich bardzo dużo, więc rozczarowanie zwaliło mnie z nóg. Mimo wszystko uznałam, że...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA JEŚLI ŻYJEMY W REALNYM ŚWIECIE?
Jest dobra fantastyka i jest fantastyka humorystyczna. Pewnie w tym momencie miłośnicy tej jej odmiany zaczną zgrzytać zębami, ale nie oszukujmy się, 90% historii, które można do niej zaklasyfikować jest niskiej jakości czytadłem dla odreagowania. Czymś, co równie szybko się czyta, co zapomina. Zmęczyłem kilka takich fabuł i jedyne, co mi po nich zostało, to żal straconego czasu i zmarnowanych pieniędzy. Jednakże i tu zdarzają się znakomite wyjątki, które pokazują, że warto czasem pogrzebać w błocie za perełkami. Jedną z nich są zdecydowanie dzieła Terry’ego Pretchetta, drugim rozpisana na pięć tomów trylogia Douglasa Adamsa Autostopem przez galaktykę. Już niedługo na księgarskie półki trafi zbiorcze wznowienie dwóch ostatnich jej części i to doskonała okazja, aby przypomnieć sobie całość. Nie dość bowiem, że książki te biją na głowę każde humorystyczne science fiction, jakie spotkałem, to jeszcze okazują się lepsze niż masa rasowych, poważnych przedstawicieli fantastyki naukowej.
Zacznijmy jednak od tego, o czym rzecz traktuje. W skrócie jest to opowieść o pewnym życiowym nieudaczniku, Arturze Dencie, który pewnego dnia został wmieszany w niezwykłe wydarzenia, gdy okazało się, że Ziemia znajduje się na drodze planowanej budowy hiperprzestrzennej obwodnicy galaktycznej. Planeta została „wyburzona” przez Vogonów, a nasz bohater, wraz z kosmitą Fordem Prefectem, ruszył autostopem przez galaktykę, pakując się w kolejne tarapaty, poznając niezwykłe miejsca i stworzenia, i odnajdując w kosmosie pewną Ziemiankę.
Teraz, osiem lat po tych wydarzeniach, Artur znów trafia na Ziemię, lądując gdzieś w deszczowej Anglii. Czemu glob w ogóle istnieje? To tylko jedno z wielu pytań, na które trzeba będzie znaleźć odpowiedź. Kiedy zostaje podwieziony przez niejakiego Russela, nie wie, jak bardzo spotkanie jego siostry zmieni wszystko. Fenny jest ładna, piękna wręcz, ale nie o to chodzi. Jest też wariatką i o to chodzi bardziej. Całkiem niedawno temu siedziała w barze, kiedy nagle dostała olśnienia, jak uczynić świat dobrym i szczęśliwym miejscem. Niestety doszło do masowych halucynacji z żółtymi statkami kosmicznymi (Vogonie!), a dziewczyna, profesjonalnie rzecz ujmując, sfiksowała. Od tamtej pory ma koszmary i dziwaczne majaki, że żyje w realnym świecie i nikt ani nic nie potrafi jej pomóc. Los chce, że by drogi Artura, Russela i jego siostry się rozchodzą , ale nasz bohater nie zamierza pozostawić spraw własnemu biegowi. Uważa, że coś łączy go z Fenny, intryguje go jej stan i postanawia ją odnaleźć, żeby ją i przekonać się, co właściwie się dzieje…
Całość mojej recenzji na portalu NTG: https://nietylkogry.pl/post/recenzja-powiesci-czesc-i-dzieki-za-ryby-w-zasadzie-niegrozna/
A JEŚLI ŻYJEMY W REALNYM ŚWIECIE?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJest dobra fantastyka i jest fantastyka humorystyczna. Pewnie w tym momencie miłośnicy tej jej odmiany zaczną zgrzytać zębami, ale nie oszukujmy się, 90% historii, które można do niej zaklasyfikować jest niskiej jakości czytadłem dla odreagowania. Czymś, co równie szybko się czyta, co zapomina. Zmęczyłem kilka takich fabuł i jedyne, co mi...