rozwiń zwiń

Błądzenie pielgrzyma

Okładka książki Błądzenie pielgrzyma
C.S. Lewis Wydawnictwo: Logos literatura piękna
258 str. 4 godz. 18 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The Pilgrims Regress
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2002-01-01
Liczba stron:
258
Czas czytania
4 godz. 18 min.
Język:
polski
ISBN:
9788363488017
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Błądzenie pielgrzyma w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Błądzenie pielgrzyma

Średnia ocen
7,1 / 10
58 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
169
86

Na półkach:

C. S. Lewis opisuje, jak formował się u niego proces dochodzenia do chrześcijańskiego postrzegania świata. To autobiograficzne podejście, ale jednak dość uniwersalne, bo ścieranie się różnych prądów światopoglądowych jest oczywiste dla każdego, kto zastanawia się nad sobą, nad dobrem i złem itp.

C. S. Lewis opisuje, jak formował się u niego proces dochodzenia do chrześcijańskiego postrzegania świata. To autobiograficzne podejście, ale jednak dość uniwersalne, bo ścieranie się różnych prądów światopoglądowych jest oczywiste dla każdego, kto zastanawia się nad sobą, nad dobrem i złem itp.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

337 użytkowników ma tytuł Błądzenie pielgrzyma na półkach głównych
  • 253
  • 81
  • 3
42 użytkowników ma tytuł Błądzenie pielgrzyma na półkach dodatkowych
  • 29
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Błądzenie pielgrzyma

Inne książki autora

C.S. Lewis
C.S. Lewis
Brytyjski pisarz i filolog. Znany jest ze swoich prac na temat literatury średniowiecznej, dzieł krytycznoliterackich oraz z zakresu apologetyki chrześcijańskiej, jak również cyklu powieści fantastycznych Opowieści z Narnii (1950–1956, pierwsze wyd. polskie 1985–1989). Był jednym z najbliższych przyjaciół J.R.R. Tolkiena, wraz z którym wykładał na wydziale literatury angielskiej na Uniwersytecie Oksfordzkim. Wspólnie należeli do literackiej grupy Inklingów. Częściowo ze względu na wpływ Tolkiena, a także lektury Gilberta Keitha Chestertona Lewis wrócił do praktyk religinych. Jego prace zostały przetłumaczone na ponad czterdzieści języków i sprzedały się w ogromnym nakładzie (samych Opowieści z Narnii kupiono ponad 120 milionów egzemplarzy na całym świecie i szacuje się, że nadal sprzedają się w ilości miliona egzemplarzy rocznie). Lewis, Tolkien, Barfield oraz kilku ich przyjaciół z kręgu akademickiego utworzyli społeczność literacką, noszącą nazwę Inklingowie (The Inklings). Spotykali się w pubie Eagles and Child w Oksfordzie, gdzie przy piwie odczytywali swoje pierwsze dzieła i prowadzili dyskusje. Lewis od 1925 roku wykładał na Uniwersytecie Oksfordzkim oraz był częstym gościem oksfordzkiego klubu Sokratesa, w którym wierzący i niewierzący debatowali na tematy religijne. W 1936 roku opublikował Alegorię miłości, pracę naukową poświęconą średniowiecznej poezji miłosnej, która przyniosła mu wielką renomę. Po wybuchu drugiej wojny światowej Lewis usiłował powrócić do służby wojskowej, lecz nie został do niej dopuszczony. Od 1941 do 1943 roku prowadził cykl pogadanek radiowych dla BBC. Poruszał w nich tematy religijne. 2 maja 1941 w czasopiśmie The Guardian został zamieszczony pierwszy z 31 Listów starego diabła do młodego. 16 października 1951 został wydany pierwszy tom Opowieści z Narnii – Lew, czarownica i stara szafa. Cykl ten zawiera liczne nawiązania do chrześcijaństwa, lecz również do mitologii greckiej, rzymskiej, a także tradycyjnych baśni brytyjskich i irlandzkich. W 1954 roku Lewis zaakceptował posadę w nowo utworzonej katedrze literatury średniowiecznej i renesansowej w kolegium Magdalene na Uniwersytecie w Cambridge, gdzie pozostał do końca swojej kariery. Był silnie związany z Oksfordem, powracał tam aż do śmierci w 1963 roku. Istotną sprawą w późnym okresie życia Lewisa była przyjaźń, a następnie związek z Joy Gresham, amerykańską pisarką pochodzenia żydowskiego, która przeszła z judaizmu na chrześcijaństwo. Lewis poznał ją dzięki listom, które lubił wymieniać z czytelnikami. Gresham, zauroczona jego twórczością, postanowiła go osobiście poznać. Zrobiła ona na pisarzu ogromne wrażenie. 23 kwietnia 1956 roku Joy i C.S. Lewis zawarli cywilny związek małżeński, który umożliwiał Joy pozostanie na stałe w Anglii, a jej synom dawał obywatelstwo brytyjskie. Rok później u Joy wykryto raka kości, a małżeństwo przeniosło się na stałe do domu w Kilns. Wtedy zdecydowali się również na zawarcie sakramentalnego związku. Miało to miejsce w pokoju szpitala Wingfield. Joy zmarła 13 lipca 1960 roku, tuż po wycieczce małżeństwa do Grecji i nad morze Egejskie. Po śmierci Joy Lewis wciąż opiekował się jej synami z poprzedniego małżeństwa. Sfabularyzowany opis relacji Joy i Lewisa został przedstawiony w filmie Cienista dolina z Anthonym Hopkinsem i Debrą Winger w rolach głównych (1993).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kula i krzyż Gilbert Keith Chesterton
Kula i krzyż
Gilbert Keith Chesterton
Książka, której wydanie w 1967 roku zostało zablokowane przez Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, jako zbyt wywrotową, zasługuje na poznanie. Powieść powstała w 1909 roku i miejscami trąci myszką, chociaż jej temat jest bardzo aktualny. Ratuje ją wartka akcja, wspaniały język i jak zwykle doskonały angielski humor. Zaczyna się porwaniem mnicha Michaela przez profesora Lucyfera i ich dyskusją na temat wiary i niewiary. Profesor Lucyfer opowiada się po stronie racjonalizmu, chociaż sam jest jego zaprzeczeniem. W statku powietrznym, w kulminacji swojej dyskusji znajdują się nad Katedrą św. Pawła w Londynie, którą zwieńcza kula a na niej krzyż. Tytuł książki nawiązuje do tego symbolu, gdzie krzyż jest symbolem wiary, a kula racjonalności. Co ciekawe, mnich zostaje wyrzucony ze statku powietrznego i przed śmiercią ratuje go krzyż i kula. Jest to prolog do całej historii, chociaż obaj bohaterowie jeszcze się pojawią w tej opowieści. Na jednej z ulic Londynu ateista i socjalista, Turnbull, wydaje gazetę, w której atakuje religię. On, jak i jego gazeta nikogo nie interesuje. Wszystko się zmienia, gdy pojawia się katolik Maclan, krewki Szkot, który staje w obronie swojej wiary. Obaj są dżentelmenami, a więc pragną rozstrzygnąć swój spór w trakcie pojedynku na szpady. Wydaje się, że nic prostszego, wystarczy spokojna łąka i zostanie rozstrzygnięte w trakcie pojedynku czy Bóg istnieje, czy nie. Nic mylnego. Władze nie chcą dopuścić do tego pojedynku, aby tym sporem nie zainteresowało się społeczeństwo. Żeby móc doprowadzić do pojedynku przemierzają cały kraj ścigani przez policję. W trakcie tej ucieczki często się sprzymierzają, aby nie zostać pojmanym. Prowadzą też ciekawe rozmowy na temat wiary i ateizmu i rodzi się między nimi nić porozumienia. Jednak ta wyprawa jest pełna sensacyjnych wydarzeń i komicznych sytuacji. Na swej drodze spotykają ciekawe postacie, które ubarwiają całą opowieść. Czy dojdzie do tego pojedynku i jaki będzie jego wynik? Jaką rolę odegrają w tym pojedynku mnich Michael i profesor Lucyfer? Zakończenie jest zaskakujące. Chesterton stworzył alegoryczną opowieść z dwójką sympatycznych bohaterów. To świat wokół nich, który pragnie ich uciszyć, jest wrogi i nieprzyjemny. Oni mają mnóstwo wad, ale też zalet, błądzą, mylą się, nie zawsze postępują mądrze, ale głęboko wierzą w swe ideały. Jednak nawzajem siebie szanują i są nawet gotowi oddać za siebie życie. Czytelnik sam musi dokonać wyboru.
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 8 5 lat temu
Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy Michael D. O'Brien
Ojciec Eliasz. Czas Apokalipsy
Michael D. O'Brien
Dość trudno ocenić wartość tej książki. Z jednej strony uważam, że warto ją przeczytać, bo w ogromnej większości jest po prostu dobra i zawiera wartościowe przemyślenia autora opakowane w ciekawą fabułę, zawierającą liczne odniesienia do Pisma Świętego, korzystającą z symboliki religijnej i komentującą w sposób trafny wydarzenia dotyczące współcześnie Kościoła. Jednak jak w zasadzie autor definiuje Kościół Chrystusowy, który w czasie apokalipsy ma doznawać prześladowań ze strony anty-kościoła i głosicieli anty-ewangelii? Michael D. O'Brien kilkukrotnie mówi o judeochrześcijaństwie. A cóż to za twór? Tytułowy bohater, w mojej ocenie, prezentuje duchowość charakterystyczną dla duchowości charyzmatycznej, katolicyzm w wydaniu protestanckim, czyli dość po amerykańsku. Widać to już w tej części serii o o. Eliaszu, ale jeszcze bardziej jaskrawo w kolejnej. Przed przeczytaniem tej książki warto przypomnieć sobie kilka ksiąg Pisma Świętego, przede wszystkim Apokalipsę wg. św. Jana i Księgi Królewskie. Wiele wątków i dialogów bardzo dobrze nakreślonych, np. wątek Smokreva. Ciekawy fragment, opisujący w jaki sposób stopniowo zmienia się narracja w prasie uważanej powszechnie za katolicką, a która zaczyna 'przemycać' do debaty o kierunku i kształcie Kościoła kolejne udziwnienia i liberalne postulaty. Mocno mnie dotknął ten krótki fragmencik, który w zasadzie opisuje dokładnie to, co faktycznie postulowano w Synodzie o synodalności za Franciszka. A przecież książka została napisana zaledwie 30 lat wcześniej. "W związku z zamieszaniem wokół Smitha Eliasz śledził wydarzenia bardzo uważnie. Na początku sierpnia przeczytał takie oto tytuły i nagłówki w ostatnim numerze: "Rzym odrzuca tłumaczenie Biblii używanej w anglojęzycznych krajach"; "Światowa Konferencja Zakonna domaga się większego udziału kobiet w procesie legislacyjnym Kościoła"; (...) "Katolicka edukacja musi zakazać używania tyko męskich form, na przykład w odniesieniu do Boga mówić należy także ona"; "Powstrzymać dyskryminację kobiet- apeluje arcybiskup do synodu"; "Niemieccy biskupi krytykują watykańską odmowę udzielania komunii świętej rozwiedzionym i parom żyjącym w nowych związkach"; "Potrzeba więcej nowych form duchowości w zachodnim Kościele(...)"; "Demokracja jest niezbędna w Kościele- donosi konferencja świeckich liderów"."/395 "Chcesz zostać świętym, Billy. Ale chcesz zostać świętym na własnych zasadach. Chcesz chwalebnych zwycięstw przez swój miecz, choć tak naprawdę najbardziej pragniesz zwycięstw nad swoimi osobistymi słabościami i upadkami. - Co w tym złego? - To jest dobre pragnienie, ale może też być pewnego rodzaju idealizmem maskującym pychę. - To jest dla mnie za bardzo skomplikowane. - Kim jest święty? Czy to ten, który jest posłuszny Bogu, pomimo swoich słabości, czy ten, kto żąda posiadania każdej podziwianej cechy, zanim uda się na misję?"/131
LaCucaracha - awatar LaCucaracha
oceniła na 7 8 miesięcy temu
Diabelski toast C.S. Lewis
Diabelski toast
C.S. Lewis
Zacny zbiór tekstów i przemów, zwłaszcza gdy uderzają we współczesne zabobony. „Demokracja jest słowem, za pomocą którego musicie wodzić za nos waszych pacjentów. Spustoszenie poczynione w ludzkim języku przez naszych ekspertów od lingwistyki czyni rzeczą zbędną ostrzeżenie, że nigdy nie wolno wam nadawać słowom jasnego, precyzyjnego zdefiniowanego znaczenia. Ludzie też tego nie uczynią. Nigdy nie przyjdzie im do głowy, że demokracja jest określeniem systemu politycznego lub wyborczego, i że ma niewiele wspólnego z tym, co staracie się im sprzedać. Nie należy im nigdy pozwolić na zadanie Arystotelesowskiego pytania, czy „zachowania demokratyczne” oznaczają takie zachowania, które demokracje lubią, czy też takie, które przyczyniają się do ich utrzymania. Jeśli je bowiem zadadzą, z pewnością zauważą, że nie jest to jedno i to samo”. „Chodzi mi oczywiście o uczucie, które skłania człowieka do powiedzenia: Jestem równie dobry, jak ty. Pierwsza i najbardziej oczywista korzyść polega na ty, że w samym centrum ich życia umieszczacie solidne, godne zaufania kłamstwo. Nie chodzi mi jedynie o to, że stwierdzenie to jest fałszywe – że dany człowiek w takim samym stopniu jest równy drugiemu pod względem uprzejmości, uczciwości i zdrowego rozsądku, co pod względem wzrostu czy obwodu klatki piersiowej. Chodzi mi o to, że on nie wierzy w siebie. Żaden człowiek, który mówi: Jestem równie dobry, jak ty nie wierzy w to, co mówi. Gdyby wierzył, nie mówiłby tego. Pies Bernardyn nigdy nie powie tego psu-zabawce, naukowiec – matołowi, zatrudniony – bezrobotnemu, zaś piękna kobieta – brzydkiej. Równości, poza sferą czysto polityczną, domagają się jedynie ci, którzy w jakimś sensie czują się gorsi od innych. Słowa te wyrażają tę przykrą, przyprawiającą o spazmy, świadomość własnej niższości, z którą pacjent nie chce się pogodzić”. „Wszystkie te uczucia dobrze podsumowuje modlitwa pewnej młodej ziemianki: „Dobry Boże, spraw, bym była normalną współczesną dziewczyną!” Dzięki podejmowanym przez nas [diabłów] trudom, coraz częściej będzie to oznaczało: „Uczyń mnie bezczelnym babskiem, flirciarą, kretynką i pasożytem”. „Człowiek prymitywny nigdy nie odnajdzie w miłości niczego więcej od pożądania; mieszkaniec dwuwymiarowego świata nie odkryje na rysunku niczego prócz płaskich kształtów; fizjologia nigdy nie dostrzeże w myśli ludzkiej czegoś więcej od zawirowań „szarej” materii. Wszystkie argumenty nie są zbyt przekonywające dla krytyka, który analizuje jakiś przypadek transpozycji „od dołu”. Na podstawie dowodów, którymi dysponuje, jego konkluzja jest jedyną możliwą”. A na koniec łyżka dziegciu. Clive nie byłby sobą, gdyby nie powstrzymał się od jakiejś drobnej głupoty na temat stoicyzmu: „Jeśli w umysłach większości współczesnych ludzi pojawia się myśl, że pragnienie własnego dobra i szczera nadzieja radowania się nim jest rzeczą złą – przypisuję ją wpływom Kanta i stoików – nie jest ona z pewnością składnikiem chrześcijańskiej wiary”. – Od kiedy „większość współczesnych ludzi” czytuje stoików albo Kanta? XD No i ten chochoł zimnego jak głaz „stoika” wypranego z wszelkich uczuć, któremu nie wolno się cieszyć ani smucić, nawet na pogrzebie własnego dziecka (polecam świetny debunk Warda Farnswortha „Jak praktykować stoicyzm”).
Graven - awatar Graven
ocenił na 6 1 rok temu
Lewis. Człowiek, który stworzył Narnię Michael Coren
Lewis. Człowiek, który stworzył Narnię
Michael Coren
Książka od początku do końca mnie pochłonęła. Nie wiem czy na skutek sposobu pisania autora biografii czy wzruszającej historii Lewisa. Chociaż posługuje się stylem bardziej skierowanym do młodszych czytelników jakoś mnie ta prostota ujęła. Opowiada historię życia Lewisa od najmłodszych lat, kiedy mieszkał z rodziną, o czasach jego edukacji, wojnie, wielu przyjaźniach z pisarzami m. in. z Tolkienem oraz najważniejszą historię miłości z Joy Davidman Gresham. Na samym końcu po przeczytaniu historii śmierci żony Lewisa musiałam przerwać czytanie bo strasznie się wzruszyłam a zostało mi zaledwie 5 kartek. Książka jest ciekawie ilustrowana zdjęciami Lewisa z ludźmi, którzy otaczali go całe życie oraz miejscami w których je spędził. Dwoma minusami w tej książce jest po pierwsze: brak informacji od kogo pochodzą przypisy. Według mnie od tłumaczki, która wytyka błędy autorowi oraz po drugie: autor opisując dzieła literackie Lewisa w zasadzie streszcza je szczegółowo razem z zakończeniem. Zirytował mnie ten fakt, ponieważ jestem fanką Opowieści z Narnii i znam ich treść ale nie miałam jeszcze okazji zapoznania się z innymi dziełami Lewisa, które mnie zawsze intrygowały i niestety autor biografii opowiedział mi nawet to czego nie chciałam wiedzieć. Coren umiescił je w swej pozycji, ponieważ interpretuje dzieła Lewisa ale mimo wszystko, niektóre streszczenia zakończeń powieści mógł sobie odpuścić. Mimo to autor z takim uwielbieniem wyraża się o Lewisie, że utwierdza czytelnika w przekonaniu, iż Lewis od dziecka był wyjątkową osobą. Wciąż mam niezmierną ochotę przeczytać inne dzieła autora. Pozycję gorąco polecam fanom Lewisa ale takim, którzy większość utworów Lewisa mają przeczytanych. Coren mocno opiera się na książkach H. Carpentera. Książka wydana w ciekawym formacie w twardej oprawie, wydrukowana na kremowym papierze o nieco grubszej gramaturze. Nie jest ciężka i bardzo poręczna, ma zaledwie 135 stron.
czytam_przy_księżycu - awatar czytam_przy_księżycu
ocenił na 7 6 lat temu
Bóg (nie) istnieje Wyznanie ateisty Antony Flew
Bóg (nie) istnieje Wyznanie ateisty
Antony Flew
Bardzo dobra książka. Nie dlatego że mnie przekonała do tezy (bo nie ;) ) ale dlatego że pokazała mi punkt widzenia ludzi, którzy argumentują z punktu widzenia filozofii, więc pokazał mi także czemu nie mogę się dogadać z dyskutantami na YT pod filmami religijnymi :D Dla mnie argumenty z filozofii są... no niczym więcej niż "ja uważam". Ale niektóre w tej książce są dobre! Więc książkę przeczytałem z zainteresowaniem, podobała mi się i chyba nawet ją zatrzymam. "Nauka sama w sobie nie może dostarczyć argumentu na rzecz istnienia Boga. Ale trzy świadectwa empiryczne, jakie rozważaliśmy w tej książce - prawa przyrody, życie i jego celowa organizacja oraz istnienie wszechświata - można wytłumaczyć jedynie w świetle Inteligencji, która jest wyjaśnieniem zarówno własnego istnienia, jak i istnienia wszechświata. Takie odkrycie Boga nie wynika z eksperymentów ani równań, lecz ze zrozumienia struktur, jakie one ujawniają i odzwierciedlają." (pdf.str.180) - dzięki za to pierwsze zdanie, to też ważne ;) Co do reszty wniosków, możemy się nie zgadzać ;) Miałem zaznaczonych więcej stron, ale teraz wydaje mi się bez sensu przytaczać inne cytaty wyrwane z kontekstu - nie byłyby zrozumiałe. Książka to filozofia, aczkolwiek mnie "wchodziła" lekko, wbrew temu co donoszą inni komentujący. Za to będę tu cytować z ChataGPT, bo lubię z nim omawiać przeczytane książki... a potem on lepiej formułuje moje myśli ode mnie :D Flew chciał pokazać, że brak pełnej odpowiedzi to dowód na istnienie Boga. Ja zauważyłem coś odwrotnego: że nawet jeśli odpowiedź nie jest kompletna, to już mamy solidne wskazówki, że natura jest w stanie "zrobić robotę” sama (to odnośnie zagadnienia abiogenezy). Autor argumentuje, że obserwacje porządku świata, istnienie moralności, przyczynowość wszechświata, doświadczenia religijne oraz złożoność życia tworzą spójny zestaw przesłanek, które - jego zdaniem - wskazują na istnienie inteligentnego projektanta, czyli Boga. Z perspektywy naukowej: to jest spójna argumentacja filozoficzna, ale nie dowód empiryczny. (czytana/słuchana: 17-18.09.2025) 5-/5 [7/10]
lex - awatar lex
ocenił na 7 6 miesięcy temu
Tolkien i C. S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni Colin Duriez
Tolkien i C. S. Lewis. Historia niezwykłej przyjaźni
Colin Duriez
Ciekawa pozycja dla literaturoznawców, polonistów, filozofów i teologów oraz osób zainteresowanych wymienionymi dziedzinami kultury. Colin Diurez kreśli obraz przyjaźni Tolkiena i Lewisa, skupiając się na związkach filozofii z mitem i twórczością pisarską. Wydaje mi się, że język biografii jest nieco hermetyczny, nie do końca wiadomo czy to utwór popularnonaukowy czy dla specjalistów. Niewiele wiedziałam o życiu obu panów, dzięki pracy pana Durieza poszerzyłam swój zakres wiadomości. Dowiedziałam się jaki był wpływ obu pisarzy na siebie i twórczość, jaką religię i filozofię wyznawali, gdzie szukać źródeł Opowieści z Narnii i Władcy Pierścienia. Skąd się wzięła fascynacja lingwistyczna Tolkiena. Jakimi byli ludźmi, co było dla nich ważne. Dowiedziałam się, z kim mieszkali, z kim pracowali, jaka była atmosfera intelektualna na Oksfordzie i Cambridge w pierwszej połowie XX wieku. Poznałam pogląd Tolkiena, według którego kult maszyn to współczesna magia. Głosił też ideę subkreacji - dzieła łączącego świat fizyczny, duchowy i moralny. Dla Tolkiena każda kreacja świata wtórnego, w powieściach i filmach, była próbą przedstawienia świata takim jakim stworzył go Bóg. Tolkien marzył też, aby przywrócić baśń ludziom dorosłym. Ubolewał nad tym, że w czasach przedhistorycznych mężczyźni słuchali sag i eposów, nie wstydząc się tego zachwytu mitycznymi, legendarnymi światami. Uważam za wspaniałe, że Tolkien zrealizował swoje marzenie - jego utwory o elfach, wróżkach i gadających drzewach - czytają dorośli. W powieściach Tolkiena zawarta jest cała filozofia pisarza na temat powstania świata. Fascynujące, choć nie jestem zainteresowana szczegółami. Odbieram twory Tolkiena tylko na poziomie literackim. Gdybym chciała poszerzać swoje wiadomości, z pewnością sięgnęłabym po bibliografię i źródła cytatów zamieszczone na końcu książki Colina Durieza. Uważam, że dla laika, zainteresowanego biografiami pisarzy, to warta polecenia lektura.
Olga - awatar Olga
oceniła na 7 7 lat temu
Inklingowie: C.S.Lewis, J.R.R.Tolkien, Charles Williams i ich przyjaciele Humphrey Carpenter
Inklingowie: C.S.Lewis, J.R.R.Tolkien, Charles Williams i ich przyjaciele
Humphrey Carpenter
Humphrey Carpenter jest jednym z najbardziej znanych badaczy i popularyzatorów twórczości oksfordzkiego kręgu Inklingów. Niniejsze dzieło bezpośrednio poprzedzała biografia J.R.R. Tolkiena, wydana również w Polsce pod tytułem J.R.R. Tolkien. Wizjoner i marzyciel. W Inklingach podjął próbę odpowiedzi na pytania, na czym opierała się ich przyjaźń, jak wpływali na siebie nawzajem i jakie odbicie ten wpływ znajduje w ich twórczości. Choć książka ma charak-ter popularny i adresowana jest do szerokiego kręgu czytelników, trudno nie zauważyć ogromu pracy, jaki autor włożył w jej powstanie, zapoznając się nie tylko z całością obszernej twórczości Tolkiena, Lewisa i Williamsa (a brak tego przygotowania jest niestety wadą wielu popularnych opracowań), lecz również z wieloma materiałami niepublikowanymi, takimi jak listy i dziennik Warrena Lewisa. Rozważając twórczość pisarzy tak powszechnie znanych, autor zawsze zmuszony jest poczynić pewne założenia dotyczące wiedzy czytelnika. „Czytelnik modelowy” Inklingów zna najważniejsze dzieła Lewisa i Tolkiena, choć niekoniecznie zetknął się z twórczością Williamsa czy filozofią Owena Barfielda. Założenie to okazało się trafne w odniesieniu do mnie i sądzę, że nie stanowię wyjątku. Z reguły po biografie pisarzy sięgają czytelnicy szczególnie zainteresowani ich dziełami, dlatego gdy np. Colin Duriez w swej książce Tolkien i C.S. Lewis – historia niezwykłej przyjaźni streszcza fabuły Hobbita i Opowieści z Narnii, wydaje się to zbyteczne i wręcz irytujące. Spośród wszystkich członków towarzystwa Inklingów Carpenter zasadniczo koncentruje się na Lewisie, co zaznacza już w przedmowie. Można by taką jednostronność uznać za wadę, gdyby Carpenter nie opisał już życia Tolkiena w wydanej zaledwie dwa lata wcześniej biografii i gdyby nie stanowiła ona najważniejszej tezy Inklingów. Otóż – jak dowodzi Carpenter – tym, co łączyło kilku tak różnych ludzi w krąg przyjaciół, nie była jakaś wspólna wizja świata ani literatury, ale właśnie osoba i charyzma C.S. Lewisa. W kluczowym chyba rozdziale „Lis, którego tam nie ma” zaprzecza obiegowemu poglądowi, jakoby definiowało ich pojęcie „oksfordzcy chrześcijanie” (Tolkien był zagorzałym katolikiem, Lewis anglikaninem kładącym szczególny nacisk na „chrześcijaństwo po prostu”, zaś niezwiązany z żadnym konkretnym kościołem Williams skłaniał się ku mistycyzmowi i ezoteryce). Ich duchowość znajduje również zupełnie inne odbicie w ich twórczości: od prostych, lecz tchnących życiem alegorii Lewisa, poprzez „thrillery metafizyczne” Williamsa, w których przekonuje się o ingerencji świata nadprzyro-dzonego w widzialną rzeczywistość, aż po skrytą głęboko w strukturze tekstu „mythopoeię” Tolkiena. Ciekawym eksperymentem jest rozdział odtwarzający fikcyjne, acz prawdopodobne spotkanie przyjaciół w mieszkaniu Lewisa około roku 1944. Czytelnik nieco obeznany z tematem przekona się, że dialog jest właściwie kompilacją cytatów z książek i listów, niemniej rzuca on światło na wzajemne przenikanie się poglądów Inklingów. Dla czytelnika polskiego wadą okaże się przekład Z. Królickiego, który wbrew dobremu zwyczajowi tłumaczy nie identyfikuje bardzo licznych cytatów z przełożonych już na język polski dzieł Tolkiena i Lewisa. Tłumaczy je zatem sam, zniekształcając sens, przyjęte już imiona i nazwy, a nawet tytuły niektórych dzieł. Za przykład niech posłuży fragment „największą zbrodnią Nieczłeka nie jest kuszenie Evy z Perelandry…”. Czytelnik odnosi zatem wrażenie, że bohaterka Perelandry ma na imię Eva, tymczasem jest to istota imieniem Tinidril, która wpisuje się w archetyp biblijnej Ewy, a zatem imię bezwzględnie należało spolszczyć. Tego typu błędy utrudniają odbiór podobnie jak brak polskiej bibliografii, niemniej Inklingowie to pozycja obowiązkowa dla każdego miłośnika twórczości Lewisa i jego przyjaciół – bo tak za Carpenterem należałoby ten krąg określić.
Silmarien - awatar Silmarien
ocenił na 9 5 lat temu
Noc ciemna św. Jan od Krzyża
Noc ciemna
św. Jan od Krzyża
Jeśli pragnąć miłości – to tylko takiej. Jeżeli "miłość" – to właśnie taka. Noc ciemna to piękny poemat o rozwoju miłości „pośród nocy” między Oblubieńcem a Oblubienicą. Zakochana dusza (osoba) ucieka ze swego domu w poszukiwaniu Umiłowanego, dając się prowadzić przez mrok jedynie miłości. Spotkanie z Oblubieńcem i wzajemna obecność, w atmosferze milczenia i pokoju, upodabnia ją, by przez uczestnictwo zjednoczyła się z Tym, „którego miłuje jej dusza.” Wchodząc po stopniach miłości – choruje (nie mogąc oddać z radością życia po tysiąc razy dla swojej miłości, "uważa siebie za nic niewartą we wszystkim, co czyni, a życie wydaje się jej bezużyteczne"); szuka ustawicznie (nie patrzy ani nie zważa na nic, a nie panując nad sobą w porywie i upojeniu miłości, gotowa jest podjąć się rzeczy dziwnych i nadzwyczajnych, jakie by napotkała, aby tylko znaleźć Tego, którego miłuje). Pobudza się do czynów miłości; pragnie cierpieć dla Umiłowanego; gwałtownie łaknie, musząc ujrzeć Tego, którego miłuje, albo umrzeć; swobodnie wzlatuje ku Ukochanemu, by wreszcie nabyć wiary i mocy, wiele osiągając przez żarliwą rozmowę z tym, z którym raduje się, dzięki czemu On spełnia pragnienia Jej serca. Chwyta Go i obejmuje, nie puszczając – znalazła bowiem Tego, którego miłowała jej dusza; płonie rozpalona, całkowicie upodabniając się przez uczestnictwo do Tego, do którego dążyła przez oczyszczenie, uciszenie i umacnianie się, aby Go tym lepiej przyjąć. Substancjalne dotknięcia w zjednoczeniu duszy i Oblubieńca (niczym pocałunki: Niech mnie pocałuje pocałunkiem ust swoich) wypełniają w całości, dzięki czemu osiągnąć można spoczynek i pokój – osoba (dusza) staje się odnowiona, uporządkowana i uspokojona w pełni części zmysłowej oraz części duchowej swojego istnienia. Jedynie wtedy może dojść do zjednoczenia miłości, które nie zaistnieje bez całkowitego ogołocenia się z wszelkiej rzeczy stworzonej i bez surowego umartwienia. Dusza wyrusza na poszukiwanie idąc na ślepo (niczym „ten, kto chce się doskonalić w jakimś zawodzie lub sztuce, zawsze idzie na ślepo”). Chociaż idzie w ciemnym mroku, nie przywiązując się do wewnętrznego światła rozumu ani przewodnika zewnętrznego, skąd by mogła uzyskać pewne zadowolenie, to jednak sama miłość, która w tym czasie w niej płonie i pobudza jej serce do miłości Umiłowanego, prowadzi ją, porusza i sprawia, że wznosi się do Umiłowanego drogą samotną, choć sama nie wie jak się to dzieje. Towarzyszą jej nieodłącznie w wędrówce: wiara, która zaciemnia i opróżnia rozum, przygotowując na spotkanie z mądrością; nadzieja opróżniająca i uwalniająca pamięć od wszelkiego posiadania stworzeń (gdyż dotyczy tego, czego nie posiada) oraz miłość, która opróżnia i niweczy wszystkie odczucia i pożądania woli, dotyczące czegokolwiek, co nie jest Oblubieńcem. Do tego stanu zjednoczenia po poszukiwaniu, nie da się dojść bez głębokiego oczyszczenia. Noc, którą trzeba przejść, pozostawia umysł w ciemności, wolę w oschłości, pamięć w próżni, a uczucia duszy w największym utrapieniu, goryczy i przykrości. Muszą się oczyścić całkowicie dwie części duszy, tj. zmysłowa i duchowa - nie może bowiem jedna oczyścić się bez drugiej. Towarzyszy temu utrapienie i samotność: Jestem mężem, co zaznaje biedy pod rózgą Jego gniewu. Zagroził mi; prowadził w ciemnościach, a nie w świetle. Przeciwko mnie cały dzień zwracał swą rękę! Zniszczył me ciało i skórę, skruszył moje kości. Otoczył mnie murem; wokół gorycz i trud. Ciemność mi dał na mieszkanie, tak jak umarłym na wieki. Okrążył mnie, abym nie wyszedł; obciążył moje kajdany. Nawet gdy krzyczałem i wołałem, On stłumił moją modlitwę. Kanciastymi głazami zagrodził mi drogi; ścieżki moje poplątał. On dla mnie niedźwiedziem na czatach i lwem w kryjówce. Sprowadził mnie z drogi i zmiażdżył, porzucił mnie w nędzy; łuk swój napiął i uczynił ze mnie cel dla swej strzały. Sprawił, że tkwią w moim ciele strzały Jego kołczanu; drwią ze mnie ludzie, stale ze mnie szydzą. On mnie nasycił goryczą, piołunem napoił. Starł mi zęby, a do jedzenia dał popiół. Moja dusza została pozbawiona pokoju; zapomniałem o szczęściu. I rzekłem: Jestem skończony; przepadła ufność moja do Pana. Pamiętaj na moją nędzę, że już to mnie przerosło; na piołun i na żółć. Wspominać zawszę będę, a moja dusza schnąć będzie we mnie w utrapieniach”. ~ Lm 3, 1-20 Miłość przygotowuje duszę do zjednoczenia, do rozmowy, niczym Bóg przygotowujący Hioba - „nie przez rozkosze i chwałę, jakich przedtem doznawał (…) ale przez to, że go złożył ogołoconego na gnojowisku, osamotnionego, wyszydzonego przez przyjaciół, pełnego ucisku i goryczy, okrytego robactwem. I wtedy dopiero (…) zstąpił ku niemu i rozmawiał z nim twarzą w twarz.” Oczyszczenie takie uczy prawdy (pokory), wyzbywa od niedoskonałości, uczy cnót, cierpliwości, odbiera upodobanie w rzeczach stworzonych, poddaje oczyszczającej oschłości, wydobywa głębokie dobra z ciemności burzliwej i strasznej nocy. Sprawia, że „wyschła jego dusza jak pajęczyna. (…) Zapomniałem o szczęściu.” Wszystko dlatego, że „dusza niejako umiera dla wszystkiego, co nie jest Nim samym (…), by duszę ogołoconą i wyzutą ze starego człowieka przeobrazić w nowego.” Cała droga miłości przenika duszę biernie i tajemniczo, z wykluczeniem jej zmysłów i władz - dusza jest ukryta i wolna od przeszkód, które by mogły sprawiać swoją naturalną słabością jej władze. Noc oczyszczenia prowadzi do ukrycia duchowego przed wszelkim stworzeniem. W tym ukryciu osoba (dusza) może potęgować swoje zjednoczenie z Oblubieńcem przez miłość. Zjednoczenie to przychodzi poprzez „tajemne, spokojne i miłosne udzielanie się." "O człowieku duchowy, gdy ujrzysz swoje pożądania zaciemnione, swoje odczucia oschłe i uśpione, swoje władze niezdolne do żadnego ćwiczenia wewnętrznego, nie martw się tym, lecz uważaj to za szczęście!"
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na 10 1 rok temu

Cytaty z książki Błądzenie pielgrzyma

Więcej
C.S. Lewis Błądzenie pielgrzyma Zobacz więcej
C.S. Lewis Błądzenie pielgrzyma Zobacz więcej
C.S. Lewis Błądzenie pielgrzyma Zobacz więcej
Więcej