Autostrada w mrok

Okładka książki Autostrada w mrok
Robert Silverberg Wydawnictwo: Alkazar, Fenix Publications Seria: Science Fiction (Alkazar) fantasy, science fiction
285 str. 4 godz. 45 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Seria:
Science Fiction (Alkazar)
Tytuł oryginału:
We are for the Dark
Data wydania:
1993-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1993-01-01
Liczba stron:
285
Czas czytania
4 godz. 45 min.
Język:
polski
ISBN:
8390021447
Tłumacz:
Anna Minczewska-Przeczek, Paweł Szczawiński
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Autostrada w mrok w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Autostrada w mrok

Średnia ocen
6,9 / 10
74 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
540
175

Na półkach:

Wszystkie trzy nowelki stoją na wysokim poziomie. Koncepcyjnie i światotwórczo są niezwykle ciekawe, pobudzają wyobraźnie, zmuszają do jakieś tam lekkiej refleksji, dostarczają uczucie przygody i umiejętnie wprowadzają element tajemnicy i początkowego (tylko chwilowego) zagubienia, które sprawia, że teksty po prostu wciągają od pierwszej strony. Dwie kosmiczne opowieści, jedna osadzona w starożytnym Egipcie. Nie będę wchodzić w szczegóły, ponieważ zauważyłem, że każdemu podobała się inna historia i moje próby zobiektywizowania oceny poszczególnych noweli byłyby skazane na porażkę.

Co prawda nie były to pomysły, z którymi spotkałem się po raz pierwszy (chociaż za wizję statku kosmicznego z dodatkowymi pokładami w innych wymiarach - tak aby nie obciążać pojazdu zbędną masą - należy się Silverbergowi uznanie) , jednak obudowane zostały na tyle oryginalnym nazewnictwem i ogólnym klimatem, że nie traciły na swojej świeżości.

Musicie się jednak nastawić na to, że tłumaczenie pozostawia sporo do życzenia. Na szczęście gdy czyta szybko to sens zdań jest zazwyczaj zachowany, natomiast gdyby się tak przyjrzeć z bliska szczegółom, to człowiek nie potrafi uwierzyć, że kompetentny tłumacz mógł popełnić takie gafy. "Go on" w wymianie zdań przetłumaczone jako "idź dalej" zamiast "mów dalej". No i najlepsze, creme de la creme - "dragonfly" jako "latający smok" zamiast "ważka".

Takich drobnych nieporadności było więcej, na szczęście nie zapadają w pamięci na długo. W ostatniej nowelce niektóre fragmenty naukowego mambo-jambo brzmią niebywale pokracznie i widzę w tym jednak rękę tłumacza - jasne, prawdopodobnie część terminologii naukowej była po prostu inna w dniu publikacji w naszym języku (np. dziś powszechnie mówi się "spin cząstki", ale być może te kilka dekad temu istniał polski koślawy odpowiednik, które znalazł zastosowanie tutaj) dałbym sobie jednak rękę uciąć, że część wynika z niedostatków umiejętności translatorskich.

Nie chcę, aby ktoś doszedł do wniosku, że ta książka nie nadaje się do czytania na podstawie powyższych próbek, bo tekst ma ręce i nogi, potrafi tworzyć przyjemne dla wyobraźni widokówki z dalekich światów, tylko dziś takie błędy (nie aż tak liczne, a przynajmniej nierzucające się nachalnie w oczy) w poważnym wydawnictwie by nie przeszły i chciałem na to uczulić.

Wszystkie trzy nowelki stoją na wysokim poziomie. Koncepcyjnie i światotwórczo są niezwykle ciekawe, pobudzają wyobraźnie, zmuszają do jakieś tam lekkiej refleksji, dostarczają uczucie przygody i umiejętnie wprowadzają element tajemnicy i początkowego (tylko chwilowego) zagubienia, które sprawia, że teksty po prostu wciągają od pierwszej strony. Dwie kosmiczne opowieści,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

150 użytkowników ma tytuł Autostrada w mrok na półkach głównych
  • 95
  • 55
52 użytkowników ma tytuł Autostrada w mrok na półkach dodatkowych
  • 39
  • 5
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Autostrada w mrok

Inne książki autora

Okładka książki Amazing Stories vol. 1 Alexander Blade, Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Harry Harrison, H. Beam Piper, James H. Schmitz, Richard S. Shaver, Robert Silverberg, G. L. Vandenburg, Robert Moore Williams
Ocena 6,4
Amazing Stories vol. 1 Alexander Blade, Philip José Farmer, Daniel F. Galouye, Harry Harrison, H. Beam Piper, James H. Schmitz, Richard S. Shaver, Robert Silverberg, G. L. Vandenburg, Robert Moore Williams
Okładka książki Dzieci Belzagora Bruno Lecigne, Robert Silverberg, Sam Timel, Adrien Villesange
Ocena 7,2
Dzieci Belzagora Bruno Lecigne, Robert Silverberg, Sam Timel, Adrien Villesange
Okładka książki Imagination Science Fiction. Vol. 1 Stuart J. Byrne, Roger Dee, Gordon R. Dickson, Paul W. Fairman, Randall Garrett, Milton Lesser, Winston K. Marks, Kris Neville, Dick Purcell, Mack Reynolds, Frank M. Robinson, Richard S. Shaver, Robert Silverberg
Ocena 6,0
Imagination Science Fiction. Vol. 1 Stuart J. Byrne, Roger Dee, Gordon R. Dickson, Paul W. Fairman, Randall Garrett, Milton Lesser, Winston K. Marks, Kris Neville, Dick Purcell, Mack Reynolds, Frank M. Robinson, Richard S. Shaver, Robert Silverberg
Okładka książki Galaxy Science Fiction vol 1 Poul Anderson, Alex Apostolides, Manly Banister, Jesse Franklin Bone, Mark Clifton, Patrick Fahy, Cyril M. Kornbluth, Joy Leache, Walter Miller, A.H. Phelps Jr, Frederik Pohl, Robert Silverberg, Clifford D. Simak, Bryce Walton
Ocena 7,0
Galaxy Science Fiction vol 1 Poul Anderson, Alex Apostolides, Manly Banister, Jesse Franklin Bone, Mark Clifton, Patrick Fahy, Cyril M. Kornbluth, Joy Leache, Walter Miller, A.H. Phelps Jr, Frederik Pohl, Robert Silverberg, Clifford D. Simak, Bryce Walton
Robert Silverberg
Robert Silverberg
Amerykański pisarz science-fiction. Studiował na Uniwersytecie Columbia i ukończył literaturę angielską w 1956. Zaczął pisać opowiadania i wysyłać je do magazynów fantastycznych już we wczesnych latach młodzieńczych. Pierwsze opowiadanie Gorgon Planet opublikował brytyjskim magazynie „Nebula Science Fiction” w 1954, a pierwszą powieść, „Revolt on Alpha C”, wydał w roku 1955. Rok później zdobył nagrodę „Hugo” dla najlepszego pisarza debiutującego. Jednak w 1959 roku rynek science fiction w Stanach przechodził kryzys i Silverberg zaczął pracować na innych polach literatury. Zajmował się szerokim zakresem twórczości literackiej od powieści historycznych, po twórczość erotyczną dla „Nightstand Books”. Za namową Frederika Pohla w połowie lat 60. Silveberg powrócił do pisania science fiction. Po latach wytężonej pracy przeniósł się z Nowego Jorku na Wschodnie Wybrzeże w 1972.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Głupcy Pat Cadigan
Głupcy
Pat Cadigan
Wyborna gimnastyka dla umysłu, wypchana po brzegi nieszablonowo krojonymi zdaniami (brawa dla tłumacza) i rozświecana co pewien czas wrednym humorem oraz ciętymi słownymi przepychankami. To jedna z tych książek, które kreują na tyle zwariowany świat i proponują tak pokrętną intrygę, że zaraz po dobrnięciu do końca ma się ochotę przeczytać całość jeszcze raz, żeby wyłowić przeoczone pierwotnie detale i dokładniej zrozumieć autorski zamysł. A przecież na pierwszy rzut oka wszystko wygląda niewinnie - w świecie przyszłości, gdzie kwitnie handel pozyskanymi legalnie lub (rzadziej) kradzionymi wspomnieniami i wręcz całymi osobowościami, pewna wspomnieniowa ćpunka z podmieścia orientuje się nagle, że ma tygodniową lukę w pamięci. Świadoma, że zawaliła jakąś robotę dla lokalnego rekina przestępczego światka i cała sprawa może się dla niej skończyć tragicznie, próbuje zorientować się, co wspólnego z jej zniknięciem miała pewna wschodząca gwiazdka teatru, której osobowość najwyraźniej siedzi gdzieś w głowie ćpunki. Nic tutaj nie jest podane na tacy, część elementów jest wręcz świadomie zostawiona bez dopowiedzenia, a niektóre wnioski trzeba własnoręcznie wyrywać z narracji i składać sobie w głowie w wirtualne puzzle. Książka wymaga więc odbiorcy skłonnego do rozpoczęcia z autorką swego rodzaju gry logicznej. Odbiorcy potrafiącego się skupić na zadaniu, inaczej bowiem skończy jak jedna z bohaterek, dla której "Myślenie jest jak sprint w powidłach ze śliwek." Przy spełnieniu podanych wyżej warunków "Głupcy" będą w stanie zaoferować dużo frajdy, szczególnie że Cadigan zadbała o to, by wszystko w finale się logicznie zazębiło, a także by każda z przewijających się na kartach powieści postaci miała swój indywidualny rys charakteru.
Jale - awatar Jale
ocenił na 8 9 lat temu
Miasto Clifford D. Simak
Miasto
Clifford D. Simak
Ciekawostka dla entuzjastów retro fantastyki. A jest bardzo retro i to zarówno w formie (jest to bardziej śledzenie przemyśleń i tez autora wygłaszanych przez kolejne tworzone na ten poczet postacie) jak i w treści (np. część przygód dziejąca się na pięknej i zamieszkanej „powierzchni” Jowisza). No ale jest to książka z 1952 roku! I jak na 1952 r. trzeba oddać, że pomysły i koncepty w niej zawarte są zupełnie zwariowane. I to też dotyczy także formy. Otóż jest to zbiór opowiadań ale traktowanych jako archaiczne podania, w zasadzie „mity”, których akcja dzieje się w ogromnych odstępach czasu. Mity na temat legendarnej cywilizacji „człowieka”, do tego analizowane przez inteligentne społeczeństwo Psów. Każde opowiadanie jest opatrzone również stosownym komentarzem naukowym (Psów, i to dość sceptycznym). To jest naprawdę całkiem nowoczesna i ciekawa w tamtych czasach koncepcja literacka. A i w przypadku treści też jest wiele motywów wyprzedzających swój czas. Nie tylko podróże kosmiczne i podbój układu słonecznego czy degradacja i upadek ludzkiej cywilizacji gdy ta osiągnęła pełnię możliwości zaspokajanie swoich potrzeb. Mamy tu też transhumanizm, przenoszenie świadomości, światy równoległe, zjawiska i byty nadprzyrodzone, gadające i myślące zwierzęta, inteligentne roboty, mutantów, marsjan czy analizę natury skłonności do przemocy. Jeden wielki, imponujący mix. Tyle tylko, że… no czyta się to już dzisiaj tak sobie. Być może dlatego, że tak naprawdę są to głównie rozważania (dość ciekawe) autora, powkładane w usta pretekstowych postaci i sytuacji (dość ciekawych). Jest to bardziej rozprawka pełna odważnych pomysłów ale też i takich zupełnie absurdalnych czy rolująych oczy. Albo zdezaktualizowanych. Głównym motorem do czytania była u mnie chęć poznania tego jak ta nasza planetarna historia się wreszcie zakończy ale i to się z czasem trochę rozmyło. W raczej niezbyt angażujących oparach nadprzyrodzonych duchów i i przenikań między-wymiarowych. A być może to wszystko wina tych Psów ze sztucznie wykształconym aparatem mowy, które utrudniały mi zaangażowanie się ;) Cieszę się, że przebrnąłem choć polecam już tylko mocnym entuzjastom tego typu książek.
Szychowaty - awatar Szychowaty
ocenił na 6 1 rok temu
Wieża światła Robert Silverberg
Wieża światła
Robert Silverberg
W SKRÓCIE: Bardzo interesująca pozycja z pogranicza psychologii, polityki i socjologii, w której ukazane są problemy na linii człowiek-android. PLUSY: - ukazanie świata, w którym maszyna mocno odczuwa chęć wyzwolenia się, z góry narzuconego ucisku cywilizacyjnego (tj. android ma wyłącznie służyć i nic poza tym; same androidy dzielą się na 3 klasy - im wyższa, tym ma lepiej), że chce być równa człowiekowi (pragnienie tego wyzwolenia objawia się poprzez "ubóstwianie" swego stwórcy, tworząc coś na kształt "roboreligii" i "robobiblię"), - fragment wizytacji w Gamma Town bardzo mocno pokazuje, że istnieje swoisty "półświatek robotów", zakazane miejsce (ludzie nie mieli o nim pojęcia), w którym zmutowane roboty żyją wespół z tymi "normalnymi" - nawet odmieńcy mieli tam swoje miejsce i zbytnio nikt nimi nie gardził, - pokazana więź psychiczno-seksualna na linii człowiek-android (zwłaszcza wszystkie negatywne jej skutki), - pokazanie społeczeństwa, które wiele osiągnęło, dokonując wielu postępów, czy to w nauce (np. błyskawiczne cykle rozwoju androidów, stacje na innych planetach), w życiu codziennym (np. maszyny do wymiany świadomości) lub w transporcie (np. błyskawiczny przesył ludzi niczym w "Star Treku" - chyba najbardziej to polubiłem, bo w książce nie ma typowych "spowalniaczy akcji"), - "piękna katastrofa" na zakończenie - wizja krytycznego momentu człowiek-maszyna, kiedy to stwórca androidów postanawia odciąć się od stawianych "żądań" przez jego roboty i kwestionując istnienie "roboreligii", co skutkuje poważnymi konsekwencjami. MINUSY: - dość krótka a zakończenie następuję bardzo gwałtownie, jakby autor chciał już szybciej skończyć całą opowiadaną historię, bo można było jeszcze wiele opisać. - kilka literówek i błędów w tłumaczeniu (np. opis, że zbudowano 500 metrów tytułowej wieży a potem, że było to "2/3" całej konstrukcji - sam tytuł przetłumaczyłbym na WIEŻĘ SZKŁA a nie na WIEŻĘ ŚWIATŁA, co ewidentnie poprawiono w kolejnym wydaniu).
YaReX85PL - awatar YaReX85PL
ocenił na 9 11 miesięcy temu
Będą im świecić gwiazdy James Blish
Będą im świecić gwiazdy
James Blish
James Blish jest jednym z kultowych północnoamerykańskich twórców klasycznej fantastyki naukowej. Jednocześnie trudno nie odnieść wrażenia, że to pisarz przyćmiony przez wielkie nazwiska z połowy XX wieku, jak chociażby Arthur C. Clarke czy Isaac Asimov. Bez wątpienia wpływ na to miała także przedwczesna śmierć Blisha – zaledwie w wieku 54 lat zmarł na raka płuc. Niemniej w Stanach jego powieści cieszyły się sporą popularnością, co pozwoliło mu porzucić pracę biologa, by żyć wyłącznie z pisania. Za powieść „Kwestia sumienia” (wznowioną w Polsce w 2021 roku w serii Wehikuł czasu wydawnictwa Rebis) otrzymał w 1959 roku nagrodę Hugo, czyli jedno z najważniejszych wyróżnień dla pisarza sf w USA. W Polsce Blish jest niemal zapomniany. Oprócz wspomnianej nagrodzonej powieści i pojedynczych opowiadań, w latach 90. ubiegłego wieku za sprawą wydawnictwa Amber (Wielka Seria SF) wydany został czterotomowy cykl „Latające miasta”, zapoczątkowany książką „Będą im świecić gwiazdy”. W tej krótkiej powieści, w zasadzie można ją określić nowelą, pisarz przedstawił niedaleką dla jego czasów przyszłość (2013 rok), w której nauka doszła do ściany, zdaje się niemożliwej do przebicia. Brak jakichkolwiek postępów, przy jednoczesnych niebotycznych kosztach badań, niejako zmuszają naukowców do zrewidowania dotychczasowej wiedzy i szukania alternatywnych dróg i rozwiązań – „przeproszenia” teorii wcześniej odrzuconych. Szybko okazuje się, że może to przynieść efekty daleko poważniejsze w skutkach, niż ktokolwiek mógł przypuszczać, wprowadzając ludzkość w nową erę i przekształcając ją w pełnoprawną cywilizację typu II według skali Kardaszowa (oczywiście Blish w momencie pisania nie mógł jej jeszcze znać). „Będą im świecić gwiazdy” ukazała się w 1956 roku, na 13 lat przed pierwszym lądowaniem na księżycu. Mogłoby się więc wydawać, że powieść zestarzała się co najmniej źle, jak niektóre wizje innych klasyków, w tym wspomnianych Clarke’a i Asimova. Tymczasem Blish staje się więcej niż aktualny, zwłaszcza kiedy spojrzymy na świat nauki. Na dobrą sprawę problemy, z którymi mierzymy się dzisiaj, są tymi samymi, jakie przedstawiono w powieści: rzeczywistość praktycznie z roku na roku udowadnia nam, że jest bardziej złożona i tajemnicza niż jesteśmy w stanie pojąć. Kolejne teorie naukowe i wykonywane wokół nich eksperymenty pochłaniają olbrzymie środki, a efektów – takich, jakich oczekujemy – zdecydowanie brak. Ponadto Blish, mimo że przedstawił wizję świata wysoko rozwiniętego, w którym ludzkość skolonizowała cały Układ Słoneczny, odkrywając przy tym dziesiątą planetę (wtedy nikt jeszcze nie spinał się o Plutona), uniknął – przynajmniej w pierwszym tomie – rozbudowanego futuryzmu technologicznego, który najszybciej i najboleśniej potrafi się zestarzeć w klasycznych powieściach sf. W „Będą im świecić gwiazdy” tego nie ma. Ot, statki kosmiczne latają na Jupiter V (Amaltea, księżyc Jowisza) i inne kolonie, po których ludzie poruszają się w skafandrach, a wszelkie prace wykonują za pomocą zdalnie sterowanych maszyn i robotów. No i świetnie, w ogóle tu nie czuć kurzu i retro stylu, charakterystycznego chociażby dla Stanisława Lema. Choć książka posiada głównych bohaterów i przedstawia ich losy, tak naprawdę opowiada wiele złożonych historii (co przy 176 stronach jest czymś imponującym). Całość napakowana jest rozważaniami z dziedzin medycyny, fizyki i astrofizyki, zgłębianymi poprzez eksperymenty związane z owymi alternatywnymi, niegdyś odrzuconymi teoriami (np. Paula Diraka czy Johna Wheelera). Mnie urzekł przede wszystkim Most – monumentalna konstrukcja, największa i najbardziej skomplikowana budowla, jakiej podjęła się ludzkość. Powstaje on na Jowiszu, z wykorzystaniem materiałów całkowicie odmiennych dla ziemskich standardów budowlanych, biorąc pod uwagę warunki, jakie panują na gazowym olbrzymie. To zdecydowanie najlepsze fragmenty powieści, spektakularne i widowiskowe (bo któż nie chciałby z powierzchni Amaltei chociaż przez chwilę popatrzeć na przepotężnego Jowisza, który wypełnia niemal całe niebo). No i cóż, nie pozostało mi nic innego, jak poznać dalsze losy „Latających miast”, jednocześnie licząc, że cykl zostanie wznowiony przez jedno z polskich wydawnictw (a mamy przecież kilka serii skupionych wokół klasyki sf). Tymczasem szukajcie amberowych wydań z drugiej ręki, można je zdobyć za kilka złotych… https://statekglupcow.pl/2025/10/01/czasami-trzeba-zrobic-krok-wstecz-beda-im-swiecic-gwiazdy-james-blish/
Maciej Szmajdziński - awatar Maciej Szmajdziński
ocenił na 8 5 miesięcy temu
Maszyna różnicowa William Gibson
Maszyna różnicowa
William Gibson Bruce Sterling
Do „Maszyny Różnicowej” podchodzę z mieszanymi uczuciami. Początek lektury, obejmujący pierwsze 20% książki, okazał się dla mnie sporym wyzwaniem – narracja była chaotyczna i trudno było wciągnąć się w przedstawiony świat. Jednak od połowy powieść zdecydowanie zyskała na dynamice, a klimatyczne opisy i intrygująca fabuła pochłonęły mnie bez reszty. Książka osadzona jest w alternatywnej wersji Londynu w 1855 roku, w czasach wielkich odkryć i rewolucji technologicznej. To świat steampunka, gdzie rozwinięta technologia na początku XIX wieku zderza się z industrialną rzeczywistością. Londyńskie ulice tętnią życiem: parowe wozy, autobusy i metro są codziennością, a policja i służby korzystają z zaawansowanych maszyn oraz komputerów do zwalczania przestępczości. Autorzy sprawnie kreślą wizję świata na progu technologicznej rewolucji, gdzie wynalazki współistnieją z odkryciami – w tym z paleontologią, która ma w fabule istotne znaczenie. Historia zaczyna się od kradzieży ważnych dokumentów, w którą wplątany zostaje doktor Mallory, odkrywca brontozaura. Sprawy szybko nabierają tempa, gdy okazuje się, że kradzież i morderstwo są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Za kulisami działań bohaterów kryją się próby dokonania politycznego przewrotu w Londynie. Rozwija się też wątek rywalizacji między agentami państwowymi a rewolucjonistami. Choć początkowe rozdziały bywają chaotyczne i wymagają od czytelnika dużego skupienia, stopniowo fabuła nabiera spójności, a wątki zaczynają się przeplatać w satysfakcjonujący sposób. Ostateczne rozwiązanie akcji – choć niepozbawione pytań – daje poczucie zamknięcia i jest logiczną konsekwencją wydarzeń. „Maszyna Różnicowa” to nie tylko kryminał z wątkiem politycznym. Książka porusza także temat inwigilacji społecznej oraz przedstawia wizję świata, w którym technologia zmienia dynamikę władzy i wpływ na społeczeństwo. Atmosfera industrialnego Londynu została oddana z niezwykłą dbałością o szczegóły, co przypadnie do gustu fanom gatunku steampunka. „Maszyna Różnicowa” to powieść, która wymaga cierpliwości, zwłaszcza na początku, ale w zamian oferuje bogaty, szczegółowy świat oraz wciągającą fabułę. To doskonały wybór dla fanów steampunka, historii alternatywnych i kryminałów z politycznym tłem. Choć niepozbawiona wad, książka pozostawia czytelnika zadowolonego i zaintrygowanego przedstawioną rzeczywistością. Czytajcie.
mikroczytelnia - awatar mikroczytelnia
oceniła na 7 1 rok temu
Gdzie jest twój dom, Ziemianinie? James Blish
Gdzie jest twój dom, Ziemianinie?
James Blish
Niektórych książek nie powinno się czytać po latach. Np. taki "Gdzie twój dom, Ziemianinie?" Blisha. Z jednej strony powieść fatalnie się zestarzała. Technologia jest śmieszna. Mamy loty kosmiczne, ale nawiguje się "z palca", zaś obliczenia robi na suwakach logarytmicznych. Mamy fajny napęd w postaci wiratorów, załoga miasta potrafi te wiratory instalować nawet na planetach i je tam zostawiać, ale jednocześnie nie są w stanie podmienić sobie jednego uszkodzonego wiratora i kwękają, że nie stać ich na zamiennik, a tak w ogóle to skąd by wziąć wirator, nawet stary i używany. Do tego kobiety są... No, znaczy się jest jedna, młoda, obowiązkowo latająca na golasa (przynajmniej początkowo) i... no, jeszcze banda tubylek, traktowanych mocno przedmiotowo. Bo w końcu nie przesadzajmy - w galaktyce i na statkach to tylko faceci. Baba - jak na morskiej łajbie - to przekleństwo. Jakby tego było mało, to jeszcze wybija na wierzch nieistotność życia ludzkiego. Tu zginie tuzin, tam tysiąc - kogo by to obchodziło. W końcu to statyści. Czerwone koszule. Z drugiej strony - mając za sobą setki innych lektur nie mogę już przymknąć oka na różne inne, ciut mniej rzucające się w oczy kiksy i potknięcia. Zacznijmy od tego, że psychologia postaci tu leży (o ile w ogóle można uznać to coś, co tam występuje, za psychologię postaci). Bohaterów są ze trzy sztuki, choć mamy do czynienia z całym, ogromnym, ludnym miastem, więc można było wybierać do woli. Motywacje postaci są tajemnicą, niewyjawianą czytelnikowi. Ot, komuś coś się lęgnie w głowie, jakaś wielopiętrowa intryga, i już. Voila. Dostajemy na tacy samorodek. Logika wcale nie ma się lepiej - czasami leży i już nawet nie kwiczy. Że przypomnę uszkodzony wirator czy nadmienię o cedowaniu wszystkich informacji na pokładową SI, tzw. Ojców Miasta, żeby nie obciążać sobie pamięci. Po czym wyłącza się SI i... nic się nie dzieje, bo potrzebne informacje... no, są potrzebne, więc bohaterowie na pewno je pamiętają. Nie ma też mowy o ciągłości czasowej fabuły, boć to przecie jakieś androny dla miętkich. No lecą se, i już. Z miesiąc czy 70 lat. Co za różnica. Rzecz się czyta dziś po prostu okropnie. Ale... Nadal mam sentyment do tej powieści. No bo - przecież to są latające miasta! Całe miasta, które oderwały się z powierzchni Ziemi i poleciały w przestrzeń kosmiczną zarabiać na chleb. Fantastyczna koncepcja z ogromnym rozmachem, mocno romantyczna - w rozumieniu romantyki dawnej, beztroskiej SF. Tak, to prawda, książka ma mnóstwo mankamentów, ale nadal ją cenię za odmalowany świat i przygodę bez granic.
Jale - awatar Jale
ocenił na 7 11 miesięcy temu

Cytaty z książki Autostrada w mrok

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Autostrada w mrok