Ona czyli Historia niezwykłej wyprawy

Okładka książki Ona czyli Historia niezwykłej wyprawy
Henry Rider Haggard Wydawnictwo: Czytelnik Cykl: Ona/Aisza (tom 1) Seria: Seria Retro fantasy, science fiction
363 str. 6 godz. 3 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Ona/Aisza (tom 1)
Seria:
Seria Retro
Tytuł oryginału:
She - a history of adventure
Data wydania:
1987-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1987-01-01
Liczba stron:
363
Czas czytania
6 godz. 3 min.
Język:
polski
ISBN:
8307013097
Tłumacz:
Ewa König-Krasińska
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ona czyli Historia niezwykłej wyprawy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Ona czyli Historia niezwykłej wyprawy

Średnia ocen
6,7 / 10
43 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
815
435

Na półkach: , ,

Klasyka powieści przygodowej. Da się odczuć, że pisana w XIX wieku z perspektywy angielskiego gentelmana (co czasami może irytować), tempo wydarzeń z początku niespieszne, przyspiesza na czarnym lądzie.
Sama historia mimo pewnych mankamentów ciekawa, opisy również. Tytułowa Ona oraz miasto Kôr - fascynujące.

Klasyka powieści przygodowej. Da się odczuć, że pisana w XIX wieku z perspektywy angielskiego gentelmana (co czasami może irytować), tempo wydarzeń z początku niespieszne, przyspiesza na czarnym lądzie.
Sama historia mimo pewnych mankamentów ciekawa, opisy również. Tytułowa Ona oraz miasto Kôr - fascynujące.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

775 użytkowników ma tytuł Ona czyli Historia niezwykłej wyprawy na półkach głównych
  • 468
  • 307
167 użytkowników ma tytuł Ona czyli Historia niezwykłej wyprawy na półkach dodatkowych
  • 119
  • 13
  • 9
  • 7
  • 6
  • 5
  • 5
  • 3

Tagi i tematy do książki Ona czyli Historia niezwykłej wyprawy

Inne książki autora

Okładka książki Tales Before Tolkien. The Roots of Modern Fantasy Douglas A. Anderson, L. Frank Baum, John Buchan, James Branch Cabell, Lord Dunsany, Richard Garnett, Henry Rider Haggard, William Hope Hodgson, Clemence Housman, E. H. Knatchbull-Hugessen, Andrew Lang, David Lindsay, George MacDonald, Arthur Machen, Abraham Merritt, Kenneth Morris, William Morris, Edith Nesbit, Francis Stevens, Frank R. Stockton, Ludwig Tieck, Austin Tappan Wright, E. A. Wyke-Smith
Ocena 0,0
Tales Before Tolkien. The Roots of Modern Fantasy Douglas A. Anderson, L. Frank Baum, John Buchan, James Branch Cabell, Lord Dunsany, Richard Garnett, Henry Rider Haggard, William Hope Hodgson, Clemence Housman, E. H. Knatchbull-Hugessen, Andrew Lang, David Lindsay, George MacDonald, Arthur Machen, Abraham Merritt, Kenneth Morris, William Morris, Edith Nesbit, Francis Stevens, Frank R. Stockton, Ludwig Tieck, Austin Tappan Wright, E. A. Wyke-Smith

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Kolęda. Świerszcz za kominem Charles Dickens
Kolęda. Świerszcz za kominem
Charles Dickens
Czy jest ktoś, kto nie słyszał o Ebenzerze Scrooge’u? Trudno sobie nawet wyobrazić postać tak jednoznacznie złą. Choć, co prawda, wśród najbogatszych tego świata można wybrać paru pretendentów. "Kolęda" jest ponadczasowym przesłaniem i szansą na odkupienie nawet dla najbardziej zatwardziałych skąpców. Fabuła jest dobrze znana. Interesujący jest proces psychiczny przemiany i co ją powodowało. Duch z przeszłości obudził w Scrooge’u fantazję i uczucia, zarówno te złe, jak i dobre. Duch teraźniejszości zadał kłam jego twierdzeniom o byciu „kowalem swojego losu”, ale też wzbudził litość historią małego Tima. Wreszcie duch przyszłości... wzbudził lęk przed samotnością i śmiercią. Zastanawiam się, czy tylko ten ostatni duch nie zrobiłby tak samo dobrej roboty w przemianie Ebenzera. Śmierć można wypierać przez wiele lat, ale prędzej czy później o każdego się upomni. Warto wtedy mieć jak najmniej problemów z własnym rachunkiem sumienia. Chyba nie warto doszukiwać się „prawdziwości” przemiany Scrooge’a, tzn. w jakim stopniu wynikała z głębokich uczuć, a o ile z lęku. Może strach zawsze musi towarzyszyć przemianie – gdy go nie ma, przemiana jest pozorna i krótkotrwała. I niewiele znacząca. „Świerszcz za kominem”, w momencie wydania o wiele popularniejszy niż "Kolęda", jest z kolei mało świąteczny. Wynika to z faktu, że pierwotnie Dickens chciał w tej historii skrytykować współczesne społeczeństwo. Występuje tu jednak motyw odkupienia, choć mało wyraźnie. Dominuje opis wiktoriańskiego, szczęśliwego domu i waga prawdziwej miłości, przezwyciężającej wszystkie przeciwności losu. Szczególnie, że w epoce wiktoriańskiej ślepotę i głuchotę traktowano jako choroby dziedziczne, przez co potępiano małżeństwa takich osób. Co tu więcej mówić - "Kolęda" to klasyk, który przed Świętami warto sobie przypomnieć. https://www.instagram.com/metakonteksty/
Metakonteksty - awatar Metakonteksty
ocenił na 6 11 miesięcy temu
Tlen Geoff Ryman
Tlen
Geoff Ryman
Nowe wyzwania Książki z serii „Uczta wyobraźni” wydawnictwa MAG zazwyczaj mają wysokie oceny, natomiast ta książka otrzymuje skrajne oceny i wymyka się klasyfikacji. Teoretycznie jest to fantastyka naukowa, ale ona jedynie tworzy tło wydarzeń. Akcja koncentruje się wokół przeżyć ludzi, którzy nagle zderzają się z nowymi, nieznanymi technologiami. Mamy rok 2020 i technologie ogólnie nam znane, ale nie wszędzie. Karzistan jest małym, biednym, zacofanym krajem, gdzieś w Środkowej Azji. Kraj ten sąsiaduje z Rosją i Chinami, które nieraz napadały na ten kraj. Kiedyś zamieszkiwał ten kraj lud Eloi, teraz jest to mieszanka kultur i religii. Taką mieszankę kultur i religii tworzy też mała społeczność wioski Kizuldah, wysoko w górach, do której prowadzi jedna nieasfaltowa droga i zimą jest nieprzejezdna. Ludzie żyją tutaj w skrajnej biedzie, utrzymując się z rolnictwa, a w domu rządzą mężczyźni. Nie dla nich są zdobycze cywilizacji, jak telewizja, telefony i Internet, część z nich to nadal analfabeci. Jednak nawet w najbiedniejszych wioskach kobiety w ważnych dla nich chwilach pragną być pięknie. Pomaga im w tym Mae, kobieta w średnim wieku, która dzieci już się wyprowadziły i nie utrzymują z nią kontaktu. Mieszka z mężem nieudacznikiem, jego bratem i ojcem. Mae, pomimo że jest analfabetką, jest inteligentna i sprytna. Dorabia sobie, jako specjalistka od mody. Jeździ z kobietami do miasteczka, chodzi z nimi do fryzjera i dobiera im sukienki. Mea jest narratorką tej opowieści, to jej oczami widzimy wszystkie wydarzenia. ONZ chcąc wyrównania szanse ludzi na całym świecie, wprowadza projekt Tlen. Tlen jest wirtualną siecią niepotrzebującą żadnych urządzeń, ale bezpośrednio łączy się z mózgiem człowieka i umożliwia uczestnictwo we wspólnej rzeczywistości wirtualnej. Wszyscy mieszkańcy ziemi dostają natychmiastowy dostęp do wszelkiego rodzaju informacji, ale też bezpośredni kontakt między ludźmi na całym świecie i możliwość transakcji handlowych. Zostaje przeprowadzony test, którego mieszkańcy Kizuldah nie są świadomi. Ludzie wpadają w panikę, ale głównie kobiety i część z nich ginie. Nie jest to odosobniony przypadek, więc wprowadzenie Tlenu jest zawieszone na rok, aby przygotować ludzi. W czasie testu Tlenu do Mae przybiega sąsiadka, ślepa staruszka Tung i umiera w ramionach Mae. Natomiast następuje przeniesieni osobowości pani Tung do mózgu Mae. Od tej pory pani Tung próbuje przejąć kontrolę nad ciałem Mae. Oprócz tego przypadkowo Mea zakłada „konto” w Tlenie i może się z nim łączyć i korzystać ze wszystkich jego możliwości. Po tym teście mieszkańcy wioski wracają do codzienności. Jednak dzięki temu trafia do wioski pierwszy telewizor i wszyscy mogą go oglądać. Wszyscy są zachwycenia, a Mea odkrywa, że może telewizor wykorzystać, jako interfejs łączący ja z globalnym Internetem. Mea uczy się, jak korzystać z nowych możliwości stwarzanych przez sieć, wykorzystywać te nowe możliwości z myślą o całej wiosce i przygotować mieszkańców na to, co i tak nadejdzie. Oczywiście wioska jest podzielona, ciekawe, że bardziej na nowości otwarte są kobiety. Walka między starym i nowym toczy się też wewnątrz niej, między nią a panią Tung. Jednak pokazuje, że całkowite odcięcie się od przeszłości też jest złe, czego dowodzi powódź. Chociaż powódź w tej powieści jest bardzo symboliczna. Mae widzi też zagrożenia, że takie małe społeczności mogą po prostu zniknąć, zatracić się w globalnej wiosce, a jednak wymyśla coś, dzięki czemu zachowają swoją tożsamość. Zakończenie symboliczne, rodzi się coś nowego i jak na to zareagują mieszkańcy wioski? Według mnie jest to powieść socjologiczno-psychologiczna, z wątkami wręcz filozoficznymi. W każdym z nas z jednej strony jest ciekawość i chęć poznania czegoś nowego, nowych technologii, a jednocześnie jest lęk przed tym. Oczywiście w powieści jest to wyolbrzymione, mieszkańcy wioski żyjący, jak w XIX wieku nagle są skonfrontowani z gigantycznym skokiem technologicznym, który budzi w nich skrajne emocje. Wręcz tę walkę między starym i nowym obserwujemy, jako walkę wewnątrz Mae, co jeszcze lepiej pokazuje lęki towarzyszące takim doświadczeniom. Powieść jest wielowątkowa, część wątków jest wręcz symboliczna, a bohaterowie interesujący. Niestety książka została fatalnie przetłumaczona, co sprawia trudności w czytaniu. Ciągle mierzymy się z nowymi wyzwaniami i nowymi technologiami, dlatego ta książka pozostaje aktualna. inne recenzje w serwosie "Na kanapie"
jatymyoni - awatar jatymyoni
ocenił na 8 1 rok temu
Zakaz Anna Niedbał
Zakaz
Anna Niedbał
„Zakaz” Anny Niedbał to książka, która od pierwszych stron stawia na tempo, ale niestety kosztem budowania głębi świata, w którym toczy się akcja. Brak wprowadzenia do uniwersum sprawia, że czytelnik zostaje wrzucony w sam środek wydarzeń, co może budzić pewne zagubienie. Bohaterka, Angelika, natrafia na zjawiska nadprzyrodzone – multiwersa, teleportacje, morderstwa – z taką łatwością, jakby były one codziennością. Choć mogłoby to wprowadzać ciekawy kontrast, w tym przypadku staje się to jednym z głównych minusów powieści. Reakcje bohaterki na tak poważne wydarzenia są zdumiewająco łagodne, a jej postać wydaje się przez to nieco naiwna i pozbawiona głębi. Brak wprowadzenia do świata sprawia również, że trudno się z Angeliką utożsamić. Zamiast budować więź z bohaterką, czytelnik czuje się bardziej obserwatorem jej życia, niż jego uczestnikiem. Nie ma tu miejsca na refleksje czy chwilę wytchnienia, by lepiej poznać motywacje Angeliki czy jej sposób postrzegania świata. Wszystko dzieje się zbyt szybko i bez wyjaśnień, co utrudnia emocjonalne zaangażowanie w jej losy. Relacje między Angeliką a Oscarem są dość dziwne i chaotyczne. Z jednej strony bohaterka wydaje się mieć uczucia do Oscara, niemal podkochuje się w nim, z drugiej – nie może go znieść. Ich interakcje przepełnione są napięciem – raz irytuje ją jego chłodny i zdystansowany sposób bycia, innym razem odczuwa zazdrość, gdy widzi go w towarzystwie innych osób. Tego rodzaju sprzeczne emocje mogą z jednej strony dodać postaciom realizmu, pokazując ich wewnętrzne konflikty, ale z drugiej strony sprawiają, że relacja staje się niejednoznaczna i trudna do zaakceptowania dla czytelnika. Ciągłe zmiany nastrojów bohaterki sprawiają, że trudno jednoznacznie zrozumieć, co naprawdę łączy tych dwoje, co może wpływać na odbiór całej historii. Mimo tych niedociągnięć, książka ma potencjał. Początek zapowiadał się naprawdę dobrze – historia wkracza w mroczny klimat, który mógłby wciągnąć. Niestety, fabuła zbacza w stronę zbyt wielu niezrozumiałych wydarzeń i braku konsekwencji w budowaniu napięcia. Mimo że książka nie rozwija wszystkich obiecanych wątków w sposób satysfakcjonujący, to jednak przyciąga i wciąga na tyle, by chciało się poznać, co wydarzy się dalej. Motyw wampirów, wilkołaków i innych nadprzyrodzonych istot jest w książce traktowany jak coś, co jest po prostu częścią życia, co – choć ciekawie wpleciono w fabułę – nie do końca pozwala się w tym świecie zatracić. Zabrakło nieco większego zrozumienia dla rządzących nim zasad, przez co trudno w pełni poczuć się częścią tej historii. „Zakaz” to powieść, która pozostawia niedosyt, ale także daje nadzieję, że w kolejnych tomach autorka rozwinie swój pomysł na fabułę i głębiej zbuduje zarówno postacie, jak i świat, w którym się poruszają. Pomimo pewnych niedociągnięć, książka potrafi przyciągnąć uwagę, a dla fanów mrocznych historii z elementami nadprzyrodzonymi może okazać się wciągającą lekturą.
Cezar Kolcz - awatar Cezar Kolcz
ocenił na 6 1 rok temu
Arsenał Marek Oramus
Arsenał
Marek Oramus
Książki o pierwszym kontakcie to z jednej strony stała w literaturze sci-fi, z drugiej jednak zawsze będzie to loteria – czy autor czegoś nie powieli? Czy to będzie świeże spojrzenie? Czy da się jeszcze coś nowego w tej kwestii napisać, czy to już tylko mielenie tego samego schematu i temat raczej został wyczerpany? Marek Oramus bierze się za bary z problemem pierwszego kontaktu w swojej drugiej książce pt. Arsenał. Czy jest w tej pozycji coś nowego i ekscytującego? Tytułowy Arsenał to sonda kosmiczna w kształcie chmury i pyłu, która przybywa w okolice gazowych gigantów. Dociera do niego ekspedycja z Ziemi a do kontaktu z Arsenałem zostaje wytypowany Adam Nyad – buntownik i kabotyn, który początkowo staje w poprzek kapitana statku. Szybko jednak okazuje się, że Ci najbardziej podporządkowani są przez sondę ignorowani, a to Adam wydaje się najbardziej ciekawą dla Arsenału postacią. Oramus w Arsenale przedstawia kilka problemów na wielu płaszczyznach. Po pierwsze mamy tutaj problem wspomnianego pierwszego kontaktu – jak może przebiegać, czego możemy się spodziewać i jak to się może skończyć. Po drugie, są tu rozważania na poziomie religijnym - czy i jak intepretować to co dzieje się w kontaktach pomiędzy Adamem a Arsenałem. Ile jesteśmy w stanie poświęcić, żeby udobruchać obcą cywilizację? Wątki religijne zostały mi zresztą potwierdzone przez samego autora. Adam i Arsenał prowadzą ze sobą pojedynek myślowy – intelektualny. Zacierają się tutaj granice rzeczywistości. Nie wiemy często, gdzie zaczyna się fantazja a zaczyna prawdziwy świat przedstawiony. Ogromna moc Arsenału cały czas grozi spustoszeniem umysłu Adama, który staje się pośrednikiem pomiędzy obcą cywilizacją a Ziemią. Ludzie z góry natomiast skazani są na porażkę – Arsenał uznaje ich za słabych w ich materialnych powłokach, których powinni się pozbyć. Arsenał nie jest najłatwiejszą lekturą, czasami można było się zgubić w wątkach, chociaż pytanie czy nie taki był cel autora powieści – wywołać zamieszanie równie duże które przeżywał Adam? Warto pamiętać, że przy walce z taką siłą, przegrana jest nieunikniona. Pytanie jest, co z tej klęski wyniknie.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Małe zielone ludziki Krzysztof Boruń
Małe zielone ludziki
Krzysztof Boruń
Fantastyka bliskiego zasięgu. Gdzieś w Afryce pojawia się anomalia, Vortex P. Zjawisko nieznanego pochodzenia (obcy?, natura?, ktoś z Ziemi?), wykazuje spore podobieństwo do Zony z "Pikniku...". Oddziałuje silnie na ludzką świadomość i rzeczywistość fizyczną. Z miejsca staje się ośrodkiem zainteresowania rozmaitych podmiotów życia geopolitycznego - lokalne państewka, agencje wywiadu, terroryści, naukowcy, religijni nawiedzeńcy, itp. Na tym tle mamy sensacyjną fabułę. Napisane to wszystko dość sprawnie (choć jest tu kilka mielizn, gdy autor przy pomocy bohaterów rozwlekle teoretyzuje na temat ekologii, dynamiki społeczeństw, teorii władzy i państwa, geopolityki i rozmaitych aspektów parapsychologii (dziś to śmieszy, ówcześnie był to temat modny) tudzież należałoby głębiej pomyśleć nad konstrukcja postaci), na bogato, z rozmachem. Rzecz jest dość kompleksowa, uwikłanych tu mamy wiele aspektów współczesnej rzeczywistości, i wbrew pozorom, powieść niespecjalnie się zestarzała. I choć autor nie ustrzega się chwilami banału, to nie raz i nie dwa bywa interesujący w spostrzeżeniach i celny w przewidywaniach. Ciekawe też jest uczynienie główną postacią kobiety i prowadzenie narracji z tej perspektywy. Sytuacja dość niecodzienna w zaangażowanej fantastyce tamtych czasów. Gdyby ktoś skłonił autora do pewnych skrótów i poddał tekst solidnej redakcji, mogłaby ta powieść być zaliczana do jednych z najważniejszych w dorobku polskiej fantastyki. Bo takiego np. Zajdla bije na łeb w każdym, w zasadzie, aspekcie. Zajdel jednak był o wiele prostszy w interpretacji i prostszy w ogóle, każdy łatwo odkrywał przesłanie (ten zły totalitarny ZSRR). W efekcie jego popularność była znacznie szersza. Mimo wszystko dziwi mnie nadzwyczaj niska recepcja tej pozycji w świecie miłośników fantastyki. Wysłuchałem w interpretacji Katarzyny Tokarczyk. W pierwszych chwilach jej wykonanie wydało mi się trudne do przyjęcia, jednak po krótkiej chwili przyzwyczaiłem się i słuchałem z przyjemnością. Finalnie uważam, że to była zupełnie niezła robota. Może trochę zawyżam, ale uważam, że to powieść którą warto poznać. 8/10
Fidel-F2 - awatar Fidel-F2
ocenił na 8 1 rok temu
Kucharka Himmlera Franz-Olivier Giesbert
Kucharka Himmlera
Franz-Olivier Giesbert
"Przezabawna " opowieść o Rose, kucharce to może za dużo powiedziane, bo to co tutaj opisane dużo razy wcale nie wywołuje uśmiechu, gdyż życie bohaterki wcale nie było takie proste i usłane różami. 105 letnia kobieta mimo wszystko potrafiła i potrafi cieszyć się życiem, choć straciła wszystkich bliskich i dużo wycierpiała, ale przetrwała, szczególnie wojnę, choć jej czas "związku" z Himmlerem, wcale nie jest aż taki pozytywny, wszak to wróg, no ale życie ma swoje priorytety i żeby przeżyć trzeba w taki a nie inny sposób postępować, choć nie zawsze jest to zgodne z uczciwym postępowaniem. Jej aryjska uroda, mimo, że jest Ormianką, kusi mężczyzn, często ułatwiała życie w takich a nie innych okolicznościach. Tytuł książki coś sugeruje, jednak dopiero od połowy mamy w zasadzie rozwinięcie tytułu, bo wcześniej opisane są inne epizody z życia bohaterki, przeszłość przeplata się z teraźniejszością i budzi wspomnienia, które główna bohaterka postanowiła opisać w książce. Opowieść ciekawa, intrygująca, czasami szokująca, bolesna ale warta poznania. Dużo przytaczanych sentencji, które nadal idealnie wpasowują się w codzienność. Niezwykły talent kucharki to jej siła, która wzbudza podziw. Na końcu tej opowieści otrzymamy tez kilka przepisów, więc można je wykorzystać. Książka przykuwa uwagę, czyta się szybko, jest oczywiście kilka chwil, gdy można się uśmiechnąć, ale tak naprawdę to ciągła walka o szczęście, o miłość i o bliskość drugiego człowieka a także o to, by zauważyć ciągłą walkę o władzę, która potrafiła i potrafi unicestwić ogrom ludzi ...
mskm13 - awatar mskm13
ocenił na 7 3 lata temu
Mój przyjaciel Meaulnes  Alain-Fournier
Mój przyjaciel Meaulnes
Alain-Fournier
Na powieść Alaina-Fourniera, a właściwie Henriego Albana Fourniera, trafiłam przypadkowo. Zachęcona wpisem na skrzydełku głoszącym, że "Mój przyjaciel Meaulnes" jest jedną z najwybitniejszych powieści początku XX w. Bez wahania powiedziałam: sprawdzam. Cóż dostałam? Historię o niezbyt emocjonującym, nudnawym życiu piętnastoletniego Franciszka mieszkającego w gmachu szkoły w St. Agathe wraz ze swoimi rodzicami-nauczycielami. Jego codzienność składa się z nauki, czytania książek, samotności oraz wspomnienia wcześniej przebytej długiej choroby. Wszystko zmienia się, gdy do szkoły przybywa Augustyn Meaulnes. Zbuntowany siedemnatstolatek, charyzmatyczny i doskonały przyjaciel, który budzi we Franciszku powiew życia, pewnej świeżości, motywuje do śmiałych działań. Mamy tu dojmującą samotność, nastoletni bunt, chęć przeżycia przygody, snucie fantastycznych opowieści, dojrzewanie, nastoletnie męskie tajemnice, pogmatwane losy, szaleństwo i pierwszą miłość prowadzącą do cierpienia i tragedii. Na wydarzenia spoglądamy poprzez pryzmat opowieści i spostrzeżeń dwojga przyjaciół. To świat głównie męski. Kobiety pojawiają się w nim, by burzyć spokój duszy lub być narzeczonymi, żonami, matkami, opiekunkami ogniska domowego. Czy na dzisiejsze czasy to, co napisał Fournier inspirujący się wydarzeniami ze swojego życia, mogłoby zainteresować współczesnego młodego czytelnika? O tyle, o ile miałby on cierpliwość do powolnej akcji i zupełnie innego tempa relacji damsko-męskiej oraz nieznanej już dzisiaj etykiety. Czy mnie ta opowieść wciągnęła? I tak, i nie. Choć czyta się to lekko, dzięki świetnemu przekładowi Anny Iwaszkiewicz, tę opowieść zapamiętam głównie jako rys czasu młodości samotnego chłopięcia przedzierzgającego się w mężczynę. Rys już historyczny. Kreślony w niespiesznym rytmie narracji, łagodniejszy niż w rozpędzonym do granic możliwości XXI w. Tej niespieszności zazdroszczę. A lekturę polecam cierpliwym, ceniącym piękny język, niekoniecznie tym, którzy szukają wartkiej akcji.
Kamila M - awatar Kamila M
ocenił na 6 1 rok temu
Wyspa Itongo Stefan Grabiński
Wyspa Itongo
Stefan Grabiński
„Otóż powinieneś wiedzieć, że wyspa Itongo jest jednym z tych rzadkich, ukrytych przed okiem zwyczajnych ludzi zakątków, w których gromadzą się i przechowują ślady zamierzchłych wieków ludzkości. Takich miejsc rozrzuconych po ziemi jest niewiele; może dwa, trzy najwyżej. Jednym z nich jest kraina Itongo.” “I tak na rubieży lęku przed nieznanym i pożądania, między krasnotą życia a omroczą „tamtego brzegu” oddała mu się. Mgła szału przesłoniła im oczy i odgrodziła purpurową kotarą od złych dziwów domu.” „W naiwnej, dziecięcej niewiedzy spełniali wolę ciemnych przeznaczeń, które sprowadziły ich oboje do tej dziwnej izby na godzinę miłosnego aktu. W ekstazie upojenia nie widzieli widmowych twarzy, które nachylały się nad nimi z enigmatycznym uśmiechem masek i śledziły miłosną ich sprawę, nie słyszeli wkoło siebie tajemniczych głosów i szeptów.” Ówcześni Grabińskiego nie docenili jego powieści przypisując im mniejszą wartość artystyczną, jednak myślę, że jak w przypadku wielu innych wizjonerów, musiało minąć sporo czasu nim czytelnicy, spojrzeli łaskawszym okiem również i na tą formę przekazu. Opowiadania Stefana bez wątpienia stanowiły istotę jego twórczości, słusznie chwaląc go za wyobraźnię czy niebanalne podejście do nadnaturalności, jednak będąc ponownie po lekturze „Cienia Bafometa” i dzisiejszym poznaniu „Wyspy Itongo” wcale nie uważam, żeby dłuższa forma mu nie służyła lub jakościowo mocniej odstawała od jego twórczości. Dlaczego? Ponieważ wbrew obiegowej opinii prezentowana wyspa to nie przygodówka z nutką grozy, a opowieść o duchach, wypełniona przez zjawy i w końcu w całości prowadzona przez obce nam siły, dla których jesteśmy tylko marionetkami. Patrząc oczami zwykłych ludzi „Wyspa Itongo” to historia Jana Gniewosza, młodego medium, który w wyniku nieoczekiwanego splotu wydarzeń trafia na tytułową wyspę, lecz kiedy wybiegniemy poza nasze postrzeganie, nagle zrozumiemy, że to nigdy nie mogła być historia przygodowa, a opowieść duchów, które są tuż obok ingerując w śmiertelnych. Prezentowana dziś wyspa jest ściśle powiązana ze strefą ducha, a jednocześnie przedstawia zderzenie dwóch odmiennych kultur, przy okazji wyśmiewając agresywne zapędy kolonialne Europy minionych wieków. Jan Gniewosz, dziecko duchów, medium mimo woli, trafiając na wyspę jest początkowo mocno zdołowany wydarzeniami ostatnich miesięcy, jednak dość szybko wchodzi w konkwistadorskie buty wierząc, że sam jeden może zmienić odwieczny porządek rzeczy, naginając wolę rzekomych poddanych traktujących go jak kochanka Bogów. Pytanie jednak czy ci, którzy nadali mu władzę, zgodzą się z jego śmiałymi planami. Wydarzenia na wyspie są niezaprzeczalnym rdzeniem książki, jednak szponiaste ręce duchów nie zatrzymały się jedynie na tym skrawku, skutecznie mieszając w przestrzeni i w czasie. Akcja „Wyspy Itongo” zaczyna się w opuszczonym nawiedzonym domu będącym miejscem poczęcia Jana, opisuje kolejne lata jego życia zaczynając od momentu zbudzenia daru, aż po jego „szkolenie” ostatecznie dochodząc do momentu przełomowego, czyli znalezienia się na wyspie. W książce jak już wspomniałem królują duchy i zjawy, jednak sama opowieść ma dwa wyraźne etapy, które różnią się zarówno stylem, jak i przebiegiem. Zimna i znana Europa kontra dziki i nieokiełznany raj na końcu świata. Podobały mi się motywacje Jana i jego ukryte motywy, lecz jeszcze bardziej przemawiał do mnie motyw miłości, również tej cielesnej. Cenię Grabińskiego za jego nadnaturalność, imponują mi zjawy z jego głowy, jednak nie ukrywam, że lubię jak opisuje relacje damsko-męskie, zwykłe zwierzęce potrzeby i chemię jaką łączą się zakochani. Brzmi to wszystko wyjątkowo naturalnie i jeszcze mocniej porusza, gdy dochodzi do zazwyczaj trudnego tematu danej historii. Nie powiem jednak jak się tu to potoczy. I tak zbyt dużo zdradzam w swoim tekście. Pamiętajcie. Nie przekreślajcie dłuższej formy Grabińskiego. Tam też znajdziecie przyjemną grozę i dawkę fantastyki.
W_witrynach_horroru _ - awatar W_witrynach_horroru _
ocenił na 8 7 miesięcy temu

Cytaty z książki Ona czyli Historia niezwykłej wyprawy

Więcej
Henry Rider Haggard Ona Zobacz więcej
Henry Rider Haggard Ona Zobacz więcej
Henry Rider Haggard Ona Zobacz więcej
Więcej