Niedługo będzie można powiedzieć, że połowa 2024 roku za nami. Jak na ten moment w kwestii popkultury nie obyło się bez zaskoczeń, a tych zaskoczeń na pewno jeszcze przybędzie. Warto jednak pochylić się nad minionym kalendarium, nad zeszłorocznym zestawieniem licznych wydarzeń i ciekawostek ze świata filmu, serial i gier, czyli tego wszystkiego, co się po prostu działo i dla geeka okazało się ważne. A wydarzyło się sporo, i jednym z największych pozytywnych niespodzianek serialowych anno domini 2023 było według mnie coś, o czym bym w tej kategorii raczej nie pomyślał: drugi sezon dość oryginalnej serii animowanej, oddanej w nowoczesnym stylu i technice ,,What if... ?" od Marvel Studios. Drugi sezon, tak samo jak pierwszy przedstawia serię pojedynczych odcinków, zamkniętych w obrębie specyficznego ułożenia: każdy z nich jako oddzielna historia z innego Wszechświata spośród multum Wszechświatów Multiversum MCU. Scenariusze stworzono tu, jak w pierwszym cyklu, w bardzo dobrym, typowym dla czasów MCU w latach 2012-2017 stylu, i jest to jak na mój doświadczony gust: najlepsza całościowo rzecz w Kinowym Uniwersum Marvela, którą widziałem od czasów "Avengers: Endgame" i "Spider-Man: Far From Home".
I jak powyżej napomknąłem serią drugą "What if… ?" uraczono nas tak nietypowymi rozwiązaniami, co do losów znanych nam z MCU postaci, tak solidnym ,,zaopatrzeniem” w herosów, że aż się dziwię, że świat filmów Marvel Studios nie idzie obecnie w podobnym kierunku. Tak, i mam świadomość, że to jeden z wielu tworów małego i dużego ekranu wydanych w zeszłym roku, ale w tych właśnie odcinkach drugiego sezonu okazało się zawierać tyle, energii - zarówno w reżyserii jak i w samej prowadzonej animacji! - że dawno czegoś takiego nie tylko w MCU, ale i w ogóle w świecie filmu i serialu nie uświadczyłem. I piszę to wszystko nie bez powodu - tak jak w wyżej ujętym wstępie do deliberacji dotyczących superbohaterskich treści skupionych wokół formy powieści Marvela, ująłem wątek filmowo-serialowych zaskoczeń 2023 roku, tak i przy tym gatunku superheroe zatrzymajmy się jeszcze na chwilę. To w 2023 roku wyszła również w obieg growej sfery popkultury gra video – kolejna z tej serii - o jednym z najbardziej rozpoznawalnych herosów Uniwersum Marvela, Spider-Manie. Tą grą okazał się "Marvel's Spider-Man 2" - tytuł wyprodukowany przez Insomniac Games. I co ciekawe, w obu przypadkach – zarówno małego ekranu jak i gry, które podałem - to tylko premiery z zeszłego roku, to tylko dwa dzieła w różnych mediach, ale reprezentujące wąski zdaje się gatunek superbohaterski. Ale, i tu wchodzimy bardziej na subiektywny, choć jest tu sporo obiektywizmu z którym nie jeden z Was by się zgodził, ton zdania i wypowiedzi okazały się one na tyle dobre na tle popkulturowej konkurencji, na tyle dla mnie istotne, że wewnętrznie geekowsko tytuły te zmusiły mnie do przeczytania kolejnej powieści, którą udało mi się wyszukać z pajęczym bohaterem Marvela, tym razem Milesem Moralesem w roli głównej. I tym nowoczesnym, specyficznym klasykiem literackim okazała się książka: "Miles Morales. Spider-Man" autorstwa Jasona Reynoldsa.
Najbliższa powieści Reynoldsa okazała się mimo wszystko seria dwóch gier "Marvel's Spider-Man 2", o którym wspomniałem we wcześniejszym ustępie oraz wcześniejsza produkcja: "Marvel's Spider-Man: Miles Morales", która doczekała się również, jeśli tak to można określić: ,,swojej książki” – powieści przystępnie i dynamicznie napisanej, przedłużającej Uniwersum growe, będącej jej dopowiedzeniem, czyli dodaniem treści, których grze ,,delikatnie zabrakło”. ,,Milesa Moralesa” na Ps5 przeszedłem kompletnie, zdobywając tzw. ,,Platynę” w trofeach gracza na koncie PS, jednak tak jak sobie obiecywałem, że w końcu i za najnowszą odsłonę tej serii się zabiorę, że nie tyle co w nią zagram (bo w końcu w nią ,,troszku” pograłem), a ją przejdę tak samo jak ,,Milesa” na 100% i jeszcze więcej, tak jednak tego growego celu nie zrealizowałem. Moje zadowolenie w postaci mega rozpiętego na całą twarz geekowskiego ,,rogala uśmiechu” ograniczyło się jedynie do gry Insomniaca z 2020 roku. Dla samego Studia, które zaprojektowało, stworzyło i wypuściło w trak krótkim czasie tak genialne superbohaterskie gry, co jest bardzo dla wszystkich graczy istotne: zapowiadają się niezwykle płodne i efektywne pod względem pozytywnym dla rynku gier adaptujących komiksowe Światy i graczy je uwielbiających czasy. Co ważne, Insomniac Games pracuje nad solowym tytułem o ,,rosomaku”, Wolverinie, a także nad czymś, czego jeszcze firma ta nie chce za bardzo ujawniać. Ludzie tego Studia, na każdym szczeblu hierarchii i struktury funkcjonowania, potrafią stanąć na wysokości zadania. Ich praca, choć to może wydawać się dziwne i bardzo osobnicze i małostkowe wpływa na mnie bardzo, bardzo indywidualnie – gry Marvela od Insomniaca wywołują u mnie na tyle dużo radości z pasji superbohaterskiej, że jestem w stanie ciągle i ciągle, pełny energii angażować się w kolejne i kolejne seriale, filmy, i co istotne książki superbohaterskie, szczególnie te ze stajni ,,domu pomysłu" Marvela. A kupno, przeczytanie i zrecenzowanie i omówienie zarazem niniejszej powieści Reynoldsa jest tego sądzę solidnym dowodem.
To dla jakiego targetu i dla jakiego typu – pod względem zainteresowania, hobby, pasji etc. – odbiorcy, okazała się być przeznaczona książka "Miles Morales. Spider-Man", nie powinno dla większości oddanych Marvelowi entuzjastom mieć znaczenia. Nawet nieistotne powinno być to ile stron, jaką czcionką i jak gęsto tekst rozmieszczony jest na stronie, zawiera i jak to rozbrzmiewa w fizyczności książki, ta powieść. Liczy się pasja i Uniwersum oraz ulubiony bohater, dla którego z danego nam powodu kupiliśmy tą właśnie a’la ,,młodzieżową stylistycznie” nowelę. Sam Jason Reynolds w Polsce nie jest znany do tego stopnia jak na Zachodzie. To twórca dość specyficzny – piszący ,,ogólnie młodzieżowo”: czyli dla nastolatków i młodych dorosłych, ale obracając się w tym targecie w różnych nurtach i gatunkach. Na naszym rynku ukazała się jego jedna oprócz powieści o Moralesie publikacja pt. "Rozglądaj się" – tytułu tego nie miałem okazji czytelniczo jak do pory ogarnąć, jednak wiele na to wskazuje, że zacznę się nią interesować, głównie z jednego względu: pan Jason w marvelowskiej powieści zrobił na mnie odpowiednio, choć mogło być o wiele, wiele lepiej, dobre ,,na poziomie geekowskiego luzu" wrażenie, pisząc lekko na ponad 300 stronach, ale i dużo, czyli bogato oraz specyficznie stylistycznie i gatunkowo. Dlatego nawet i z tego sposobu zastosuję u siebie klasyczne powiedzonko: ,,nie ma zmiłuj, muszę to mieć, muszę to przeczytać”.
Reynolds to w miarę oczywisty i płynnie piszący artysta pióra, który obraca się w Uniwersum Marvela tak jak trzeba. Realizuje on treści komiksowe w stylu tego, co podpowiada mu to intuicja, jednym słowem: tak jak rozumie wszystko to, co się dzieje wokół tak młodego superbohatera jakim jest Morales, będąc w jego skórze i stając się jego przedłużeniem, jego punktem widzenia. Fakt faktem, powieść, którą miałem niedawno przyjemność doświadczyć może i krótka, cieniutka i graficznie bardzo miękka i plastyczna w kwestii projektu okładek i grzbietu (zewnętrze może upartych czytelników odstraszać, zwłaszcza tych ,,bardzo dorosłych), ale jednak mimo to nic z tego aspektu całościowo nie traci. I tu się sprawdza porzekadło: ,,nie oceniaj książki po okładce”. Nawet i po pierwszych kilkudziesięciu stronach, gdyż zaczyna się przeciętnie, ale z czasem wchodzi po troszku ta intensywna jakby marvelowska iskra akcji, a momentami coś bardzo bliskiego narracji i środowisku świata przedstawionego z omawianych gier o Spider-Manach od Insomniaca. Nie zdziwię się wszystkiemu, co powstanie w materii wątku tematycznego zaognionego wokół Moralesa - ta książka potwierdza tylko jedno jedyną rzecz: powieściowo jest dobrze, a przeczytałem dwie książki o tym bohaterze, i jedyne co może dalej w ,,domu pomysłu" wokół niego się rozwinąć to tylko same i coraz lepsze wątki, pomysły. Jako świeżo upieczona lektura, doświadczona przeze mnie z wypiekami geeka na twarzy, co do jej całej oceny mogę powiedzieć: na chwilę obecną jest bardzo podobnie co do pierwszej z Milesa czytanej powieści, czyli Prequelu do gry video wspominanego Studia, dedykowanej na konsole Ps5. Pozostaje wyczuwalna w tym względzie jedynie drobna wątkowa zmiana, także stylistyczna, oraz to co autor chciał przekazać fanom w kwestii swojej wizji o tym, jak zwyczajnie może wyglądać życie typowego nastolatka z nietypowymi superbohaterskimi mocami i nietypowymi problemami dorastania na karku.
Wszechświat widziany oczami Milesa Moralesa to po prostu świat, w którym nasz bohater zdaje się akceptować każdą porażkę, cieszyć się z każdej kolejnej wygranej, choćby i była ona naprawdę drobna. Jason Reynolds napisał historię tego niezwykłego co by nie było, dotykającego tak samo realnych spraw jak nasze problemy pajęczego bohatera, bez ,,napinki", bez sowitych i pełnych nie wiadomo jak skomplikowanych wątków i mimi-fabuł opowieści; po prostu poprowadziło go flow i lekkość, z luzem a nie beż ciężaru odpowiedzialności przed Marvelem na karku ,,że coś ma być mega!... I ma się sprzedawać!". Ale, ten styl i pomysł na powieść, musiały, no cóż, jednak przynieść Reynoldsowi pewne konsekwencje. To nie czyta się tak samo dobrze jak typową powieść sci-fi akcji z rozbudowaną fabułą i światem przedstawionym. Fakt, można się czepiać, że jest to coś bardzo prostego, zwykłego, co każe nas kierować do stwierdzenia, że głównym odbiorcą tytułu powinien być młody człowiek, który chce wejść w świat Marvela poprzez powieść, i który pragnie poznać postaci herosów, z którymi mógłby się identyfikować. Zakładając, że kontekst fabuły jest tu najistotniejszy, powieść ta wypada kiepsko, ot taki tam zwykły odcinek jakiegoś serialu animowanego o Milesie Moralesie z Marvel Comics.
Po skończeniu ostatniego zdania, ostatniej strony pracy Reynoldsa - pracy literackiej konfrontującej jego styl, gatunek i widownię dla której teoretycznie czuje się w swej powinności pisarza najlepiej, można dojść do skromnego wniosku: nie opłaca się uwzględniać w ocenie książki jej zakończenia, gdyż od początku zawartości wiadomo było jak to wszystko, i to w miarę pozytywnie, luźno, bez kulminacji czy tony wylanych przez fana łez, się zakończy, tym bardziej, że "Miles Morales" to powieść, którą należy rozumieć, jako jednorazowe doświadczenie z tak słynną ikoną czarnoskórej wersji pajęczego herosa z ,,domu pomysłów" świętej pamięci Stana Lee.
Opinia
Książka naprawdę godna uwagi, poprzez opowieść i przeróżne alegorie łatwiej zrozumieć istotę rewolucji październikowej jak i początki powstania ZSRR lub innej dyktatury. Pokazuje jak pierwotnie miał dobre zamiary i dlaczego ostatecznie stały się katastrofą
Książka naprawdę godna uwagi, poprzez opowieść i przeróżne alegorie łatwiej zrozumieć istotę rewolucji październikowej jak i początki powstania ZSRR lub innej dyktatury. Pokazuje jak pierwotnie miał dobre zamiary i dlaczego ostatecznie stały się katastrofą
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to