Nie oszukujmy się, nie próbujmy temu zaprzeczyć: tak, "Marvel's Spider-Man 2" to bodaj najbardziej oczekiwana adaptująca komiksową rzeczywistość superbohaterów gra video, spośród produkcji wszystkich gatunków zapowiadanych i omawianych w ostatnich miesiącach, i to bez względu o jakim przeznaczeniu na dany rodzaj platformy w przypadku tej gry mówimy. Szczególnie apetyty na ten tytuł wzrastają w zastraszająco ogromnym tempie u tych graczy, którzy zamierzają doświadczać swymi gierkowymi zmysłami, produkcji na konsolę nextgenową PlayStation 5 od Sony. Pojawienie się w przestrzeni gry postaci Venoma, czy możliwość rozgrywki Milesem Moralesem lub Peterem Parkerem na zmianę, a także zaakcentowanie swojej osoby w fabule Kravena Łowcy jako antagonisty naszych herosów, to zaiste: dla prawdziwych geeków tematu coś pięknego!
Na kolejny tytuł do immersyjnego ogrywania od Insomniac Games ostrzą ząbki chyba sobie wszyscy. Wszyscy! ,,Grocholicy” na pewno, ale entuzjaści nowych rozwiązań technologicznych w projektowaniu gier video – budowania każdej linijki ich rzeczywistości, najbardziej! Zwiastuny, materiały promocyjne gry, gameplaye, tak zwane ,,wstępne ogrania” danej części tudzież poziomu gry przez recenzentów, wskazują na to, że "Marvel’s Spider-Man 2" nie może się nie udać. Zapowiada się nam jedna z najpiękniejszych gier na konsole nowej generacji w całej ich dotychczasowej historii. Dodatkowo mówi się, że w tym aspekcie debiutujący na światowych rynkach 20 października 2023 roku nowy ,,Spidey” na Ps5 jest w stanie konkurować z "The Last of Us: Part II", a także "TLOU: Part I" w wersji remasterowanej, odświeżonej do wymagań Ps5, czy m.in. z "Horizon: Forbidden West". Co istotne, co będzie na ustach wszystkich nas zainteresowanych, w ,,pajączku" z Peterem Parkerem, Milesem Moralesem i Venomem, na sławetnego nextgena Sony wizualnie pierwsze, ba!, ,,wszystkie skrzypce” będzie grał cały świat przedstawiony – mankamenty, jeśli tu się pojawią rzecz jasna zapewne dostrzeżemy je podczas rozgrywki: przy zmianie ruchu kamery i nagłych jej skokach z perspektywy gracza, np. w zbliżeniach czy oddaleniach, może i nawet delikatnie w manipulacji perspektywą. Cóż, w końcu nic nie jest doskonałe. Jedynie zbliżający się do sztuki perfekcji w kreacji świata przedstawionego gry video – kreacji w ogóle rewolucjonizującej pojęcie gier najnowszej generacji i ewolucję ich środowiska prawie kosmicznie doskonały... będzie "Marvel’s Spider-Man 2".
Można marzyć, gdybać, bujać w tysiącach obłoków odnośnie tego, co Ja, Ty, czy każdym z nas komiksowych geeków i graczy chciałby, aby w omawianej adaptacji growej z środowiska Marvel Comics koniecznie się pojawiło - tak, premiera dopiero przed nami! Na pewno niejeden nerd myślał o takich lub temu podobnych rozwiązaniach przy tym tytule: o opcji ,,gra+" – gdy takowa by się pojawiła po przejściu podstawy np. na trudnym poziomie rozgrywki, udostępniłaby graczowi doświadczanie fabuły i całej reszty misji w grze: ,,na dwa pady", gdzie Ty grasz Peterem, a Twój ziombel ogarnia rozgrywkę ,,pająkiem" Milesa lub na odwrót… a może i nawet Venomem!; o opcji pojawienia się w napisach końcowych rozszerzonej sceny z udziałem Wolverine'a, któremu "Insomniac" jak wiemy dedykuje własną grę, a ta ma pojawić się pod koniec przyszłego roku – ostatni kwartał anno domini 2024; o kilku materiałach dodatkowych, DLC z Deadpoolem, którymś z X-menów, czy Avengerem nowej generacji, jak np. z Ms Marvel. Tak, to wszystko to takie marzenie ściętej głowy, a może jednak coś, co z dozą pewnego prawdopodobieństwa się spełni. Cóż, kto wie?! Z jednej strony prędzej złowi się rekina w sieć na złote rybki niżeli ostatecznie doczeka powyższych opcji. Z drugiej jednak, takie jest zadanie graczy: teoretyzowanie przed premierą "Marvel’s Spider-Man 2", to najlepsze co można aktualnie robić – to podsyca radość z samej rozgrywki, na którą się czeka, i która w końcu ,,wtedy a wtedy” nastąpi; to łączy cały fandom, który skupia się wokół postaci ,,pajączka” z świata komiksu, wokół samych narracji superbohaterskich, czy wokół gier video Insomniac Games. W ten sposób jest się częścią czegoś, co jest nie tylko Twoją pasją, ale także pasją globalną; gracz wie, że należy do kolektywu, do czegoś większego – do społeczności, która kocha robić to, co Ty.
Kolejnym sposobem, aby umilić sobie czas, który (a to już tylko niecały tydzień!) pozostał do premiery trzeciej już od ,,Insomniaca" gry związanej z Uniwersum Marvela, to sięgnięcie po książkę. Tak, tym razem nie chodzi o klasyczną dla herosów amerykańskiego komiksu właśnie narrację obrazkową, a powieść, których jako form przedstawienia treści tego gatunku i nurtu jest na rynku bardzo mało. Sądzę, że książka z herosem ,,domu pomysłów” Marvela, koniec końców to chyba najlepsze rozwiązanie dla odważnego, niebojącego się wyzwań geeka, który szuka alternatywy dla komiksu, i to komiksu, który tyczy się jednej z najbardziej flagowych, znanych, poważanych przez każdego fana, producenta filmowego, serialowego, pisarza, artysty komiksu postaci: niesamowitego Spider-Mana. To za udziałem ,,pajęczego herosa” po raz pierwszy w dziejach ukazano w prawdziwy, żywy sposób Nowy Jork jako serce i duszę komiksu. Komiksy z tą postacią pokazały jak należy na łamach narracji obrazkowych właśnie, kreować geometrię dużego, typowo amerykańskiego, stanowiącego serce narodu, ba! serce wolności całego świata miasta, w szczególności uwydatniając to jak nasz superbohater ma się po każdej, nawet najwęższej uliczce, tu poruszać, oraz to jak on sam widzi to miasto. To na łamach Nowego Jorku, bogatej historii tej miejscowości, jej struktury i tego, co znaczy dla USA oraz świata, powstały fikcyjne metropolie charakterystyczne dla różnych Uniwersum komiksu superbohaterskiego: Gotham City, Metropolis, Central City etc. A jak widać, w przypadku ,,pajączka” Nowy Jork wciąż jest Nowym Jorkiem i być może samo to coś dla entuzjasty komiksu jednak znaczy, tym bardziej, że ten metropolijny obszar, to ukochane amerykańskie miasto zwane potocznie ,,Big Apple” zawsze bardzo ciekawie prezentowane jest w fikcji literackiej – w różnego rodzaju powieściach z gatunku fantastyczno-naukowego oraz fantasy z różnymi miksami gatunkowymi w tle. I nie ma co zwlekać, nie zwlekajcie i Wy!, pora doświadczyć, o czym lekko wspomniałem powyżej, klasycznej opowieści sci-fi z elementami wątku herosa, osadzonej w Uniwersum Marvela, "Spider-Man: Miles Morales – Skrzydła furii" autorstwa Brittney Morris, książki która jest o tyle idealna dla głębszego wtajemniczenia się w nadchodzącą premierę gry ,,Insomniaca”, że stanowi ona oficjalny prequel do tytułu growego tego Studia z 2020 roku, "Marvel’s Spider-Man: Miles Morales".
Nowy Jork to Spider-Man, Spider-Man to Nowy Jork. Ugryziony przez radioaktywnego pająka Peter Parker, to superbohater, a jak wiemy superbohater to esencja komiksu amerykańskiego, czego już nic raczej nie zmieni, nawet jeśli świat w kwestii popkulturowej w jakiś dziwny sposób wywróci się o 180 stopni. To jest wręcz niezmienialny i niezaprzeczalny fakt, którego nic nie ma prawa ruszyć, zresztą wielu historyków komiksu określa Nowy Jork domem całego świata, gdyż w materii komiksu rozgrywa się tu tak wiele istotnych historii, że faktycznie, jest to cały świat stłoczony na jednej wyspie. Z kreacją wydarzeń w ,,Big Apple”, osadzeniem tu postaci Milesa, połączenia wątków swej powieści z tym, co przekazywała nam gra, której jest ona tak naprawdę przeznaczona, autorka poradziła sobie naprawdę nieźle – to właśnie na to, co i jak będzie się realizowało w Nowym Jorku w tej właśnie powieści, w tak ambitnym superbohaterskim projekcie, zwracałem największą uwagę. Tak samo jak nader odważny, choć wewnętrznie wciąż młodzieńczo rozdzierany przez różne sytuacje społeczne i własne prywatne, w tym rozterki związane z brakiem doświadczenia w byciu superbohaterem, Miles Morales, któremu pomaga Peter Parker oraz komputerowy nerd i przyjaciel z Liceum Ganke, porusza się po tej metropolii, tak poruszasz się i ty. Bo jako czytelnik - w przypadku tej książki oczywiście - musisz być odpowiednikiem gracza, który doświadcza gier od Insomniac Games i mieć okazję wczuć się w niniejszym stworzony klimat, atmosferę kreacji miasta, nawet jeśli towarzyszy temu mała ilość stron całej powieści, jak w tym przypadku: jedyne 244 strony. I tą okazję dostajesz. Morris dała nam bardzo sprytnie wykreowaną powieść ze świata ,,growego Spider-Mana”. Plastycznie i płynnie napisana, bez natłoku nie wiadomo jak rozbudowanego i zbędnego słownictwa – w końcu to świat bazujący na komiksie, na jego adaptacji growej również, a tu bardzo dużo opowiada obraz, ruch, efekty graficzne. Nazwijmy to dynamiczna, marvelowska rzeczywistość superbohaterska została nakreślona przez autorkę słowem, ot miarą pisarską, niezwykle barwnie, ale i zwięźle, z dużą porcją mięsistej dynamiki, w której nie brakowało miejsca na emocje związane z tym, co czuje Miles, ale i świat wokół niego – przez ten aspekt, bo książka co istotne pisana jest linią pierwszej osoby, wiemy jak bardzo wygadaną i ,,bogatą” emocjonalnie osobą jest młody Morales. Mało tego, nie samym Moralesem w tej książce człowiek żyje! Nie można zapomnieć o Peterze i jego bohaterskim alter ego oraz Gankim, bliskich Milesa, jego wrogach – to kreacje idące śladem tego, wypisz wymaluj!, co dała nam seria wspomnianych gier oraz technologicznie zaawansowane i nowatorskie filmy animowane od Sony z 2018 i 2023 roku, bazujące na tych tworach.
Wracając do kwestii Nowego Jorku i znaczenia tej metropolii dla postaci Milesa i jego alter ego, trzeba podkreślić bardzo dobrą rzecz, którą tu wykonała pani Morris: Nowy Jork został dostosowany do postaci Moralesa, że czytelniczo nie odczuwa się natłoku jego obecności, tego specyficznego wielkomiejskiego hałasu. Metropolia żyje dla Milesa, on dla niej. Jest jej oddany, scalony z Big Apple – tak wyglądać powinna sylwetka współczesnego naturalnego, bez sztucznej pompatyczności, amerykańskiego herosa. Morris uczyniła Nowy Jork ich miastem, miastem superherosów, jego obywatele są ich obywatelami, to oni za nich odpowiadają i czują się z tym obowiązkiem bardzo dobrze.
"Skrzydła furii" to nie tylko książka o byciu superbohaterem z klasyczną gadką, że ,,z wielką mocą wiąże się wielka odpowiedzialność”. To przede wszystkim ważna lekcja o byciu sobą, o stawianiu siebie naprzeciw różnych problemów, jak właśnie przypadek Milesa i wielu osób z jego środowiska. Milesa, który miał świadomość, że jest czarnoskóry, a to współcześnie w wielu kulturach i zbiorowościach nosi jeszcze ze sobą jakieś przykrości, a z tym jak wiemy boryka się również nasz rzeczywisty świat. Morales Morris zdawał sobie sprawę, że w byciu herosem ratującym świat przed zagładą chodzi o bycie kimś super zarówno dla siebie, jak i dla kogoś, i to nie przez chwilę, ale przez cały czas, 24 godziny na dobę. Oto słowa autorki tego się tyczące, przelane w myśli Moralesa, zaczerpnięte z powieści: ,,Może nie jestem jeszcze w stu procentach pewny, kim chcę zostać, ale wiem, kim jestem teraz, w tej chwili. Jestem Miles Morales. Spider-Man. I daję z siebie wszystko. Podnoszę się i działam”.
Opinia
Niedługo będzie można powiedzieć, że połowa 2024 roku za nami. Jak na ten moment w kwestii popkultury nie obyło się bez zaskoczeń, a tych zaskoczeń na pewno jeszcze przybędzie. Warto jednak pochylić się nad minionym kalendarium, nad zeszłorocznym zestawieniem licznych wydarzeń i ciekawostek ze świata filmu, serial i gier, czyli tego wszystkiego, co się po prostu działo i dla geeka okazało się ważne. A wydarzyło się sporo, i jednym z największych pozytywnych niespodzianek serialowych anno domini 2023 było według mnie coś, o czym bym w tej kategorii raczej nie pomyślał: drugi sezon dość oryginalnej serii animowanej, oddanej w nowoczesnym stylu i technice ,,What if... ?" od Marvel Studios. Drugi sezon, tak samo jak pierwszy przedstawia serię pojedynczych odcinków, zamkniętych w obrębie specyficznego ułożenia: każdy z nich jako oddzielna historia z innego Wszechświata spośród multum Wszechświatów Multiversum MCU. Scenariusze stworzono tu, jak w pierwszym cyklu, w bardzo dobrym, typowym dla czasów MCU w latach 2012-2017 stylu, i jest to jak na mój doświadczony gust: najlepsza całościowo rzecz w Kinowym Uniwersum Marvela, którą widziałem od czasów "Avengers: Endgame" i "Spider-Man: Far From Home".
I jak powyżej napomknąłem serią drugą "What if… ?" uraczono nas tak nietypowymi rozwiązaniami, co do losów znanych nam z MCU postaci, tak solidnym ,,zaopatrzeniem” w herosów, że aż się dziwię, że świat filmów Marvel Studios nie idzie obecnie w podobnym kierunku. Tak, i mam świadomość, że to jeden z wielu tworów małego i dużego ekranu wydanych w zeszłym roku, ale w tych właśnie odcinkach drugiego sezonu okazało się zawierać tyle, energii - zarówno w reżyserii jak i w samej prowadzonej animacji! - że dawno czegoś takiego nie tylko w MCU, ale i w ogóle w świecie filmu i serialu nie uświadczyłem. I piszę to wszystko nie bez powodu - tak jak w wyżej ujętym wstępie do deliberacji dotyczących superbohaterskich treści skupionych wokół formy powieści Marvela, ująłem wątek filmowo-serialowych zaskoczeń 2023 roku, tak i przy tym gatunku superheroe zatrzymajmy się jeszcze na chwilę. To w 2023 roku wyszła również w obieg growej sfery popkultury gra video – kolejna z tej serii - o jednym z najbardziej rozpoznawalnych herosów Uniwersum Marvela, Spider-Manie. Tą grą okazał się "Marvel's Spider-Man 2" - tytuł wyprodukowany przez Insomniac Games. I co ciekawe, w obu przypadkach – zarówno małego ekranu jak i gry, które podałem - to tylko premiery z zeszłego roku, to tylko dwa dzieła w różnych mediach, ale reprezentujące wąski zdaje się gatunek superbohaterski. Ale, i tu wchodzimy bardziej na subiektywny, choć jest tu sporo obiektywizmu z którym nie jeden z Was by się zgodził, ton zdania i wypowiedzi okazały się one na tyle dobre na tle popkulturowej konkurencji, na tyle dla mnie istotne, że wewnętrznie geekowsko tytuły te zmusiły mnie do przeczytania kolejnej powieści, którą udało mi się wyszukać z pajęczym bohaterem Marvela, tym razem Milesem Moralesem w roli głównej. I tym nowoczesnym, specyficznym klasykiem literackim okazała się książka: "Miles Morales. Spider-Man" autorstwa Jasona Reynoldsa.
Najbliższa powieści Reynoldsa okazała się mimo wszystko seria dwóch gier "Marvel's Spider-Man 2", o którym wspomniałem we wcześniejszym ustępie oraz wcześniejsza produkcja: "Marvel's Spider-Man: Miles Morales", która doczekała się również, jeśli tak to można określić: ,,swojej książki” – powieści przystępnie i dynamicznie napisanej, przedłużającej Uniwersum growe, będącej jej dopowiedzeniem, czyli dodaniem treści, których grze ,,delikatnie zabrakło”. ,,Milesa Moralesa” na Ps5 przeszedłem kompletnie, zdobywając tzw. ,,Platynę” w trofeach gracza na koncie PS, jednak tak jak sobie obiecywałem, że w końcu i za najnowszą odsłonę tej serii się zabiorę, że nie tyle co w nią zagram (bo w końcu w nią ,,troszku” pograłem), a ją przejdę tak samo jak ,,Milesa” na 100% i jeszcze więcej, tak jednak tego growego celu nie zrealizowałem. Moje zadowolenie w postaci mega rozpiętego na całą twarz geekowskiego ,,rogala uśmiechu” ograniczyło się jedynie do gry Insomniaca z 2020 roku. Dla samego Studia, które zaprojektowało, stworzyło i wypuściło w trak krótkim czasie tak genialne superbohaterskie gry, co jest bardzo dla wszystkich graczy istotne: zapowiadają się niezwykle płodne i efektywne pod względem pozytywnym dla rynku gier adaptujących komiksowe Światy i graczy je uwielbiających czasy. Co ważne, Insomniac Games pracuje nad solowym tytułem o ,,rosomaku”, Wolverinie, a także nad czymś, czego jeszcze firma ta nie chce za bardzo ujawniać. Ludzie tego Studia, na każdym szczeblu hierarchii i struktury funkcjonowania, potrafią stanąć na wysokości zadania. Ich praca, choć to może wydawać się dziwne i bardzo osobnicze i małostkowe wpływa na mnie bardzo, bardzo indywidualnie – gry Marvela od Insomniaca wywołują u mnie na tyle dużo radości z pasji superbohaterskiej, że jestem w stanie ciągle i ciągle, pełny energii angażować się w kolejne i kolejne seriale, filmy, i co istotne książki superbohaterskie, szczególnie te ze stajni ,,domu pomysłu" Marvela. A kupno, przeczytanie i zrecenzowanie i omówienie zarazem niniejszej powieści Reynoldsa jest tego sądzę solidnym dowodem.
To dla jakiego targetu i dla jakiego typu – pod względem zainteresowania, hobby, pasji etc. – odbiorcy, okazała się być przeznaczona książka "Miles Morales. Spider-Man", nie powinno dla większości oddanych Marvelowi entuzjastom mieć znaczenia. Nawet nieistotne powinno być to ile stron, jaką czcionką i jak gęsto tekst rozmieszczony jest na stronie, zawiera i jak to rozbrzmiewa w fizyczności książki, ta powieść. Liczy się pasja i Uniwersum oraz ulubiony bohater, dla którego z danego nam powodu kupiliśmy tą właśnie a’la ,,młodzieżową stylistycznie” nowelę. Sam Jason Reynolds w Polsce nie jest znany do tego stopnia jak na Zachodzie. To twórca dość specyficzny – piszący ,,ogólnie młodzieżowo”: czyli dla nastolatków i młodych dorosłych, ale obracając się w tym targecie w różnych nurtach i gatunkach. Na naszym rynku ukazała się jego jedna oprócz powieści o Moralesie publikacja pt. "Rozglądaj się" – tytułu tego nie miałem okazji czytelniczo jak do pory ogarnąć, jednak wiele na to wskazuje, że zacznę się nią interesować, głównie z jednego względu: pan Jason w marvelowskiej powieści zrobił na mnie odpowiednio, choć mogło być o wiele, wiele lepiej, dobre ,,na poziomie geekowskiego luzu" wrażenie, pisząc lekko na ponad 300 stronach, ale i dużo, czyli bogato oraz specyficznie stylistycznie i gatunkowo. Dlatego nawet i z tego sposobu zastosuję u siebie klasyczne powiedzonko: ,,nie ma zmiłuj, muszę to mieć, muszę to przeczytać”.
Reynolds to w miarę oczywisty i płynnie piszący artysta pióra, który obraca się w Uniwersum Marvela tak jak trzeba. Realizuje on treści komiksowe w stylu tego, co podpowiada mu to intuicja, jednym słowem: tak jak rozumie wszystko to, co się dzieje wokół tak młodego superbohatera jakim jest Morales, będąc w jego skórze i stając się jego przedłużeniem, jego punktem widzenia. Fakt faktem, powieść, którą miałem niedawno przyjemność doświadczyć może i krótka, cieniutka i graficznie bardzo miękka i plastyczna w kwestii projektu okładek i grzbietu (zewnętrze może upartych czytelników odstraszać, zwłaszcza tych ,,bardzo dorosłych), ale jednak mimo to nic z tego aspektu całościowo nie traci. I tu się sprawdza porzekadło: ,,nie oceniaj książki po okładce”. Nawet i po pierwszych kilkudziesięciu stronach, gdyż zaczyna się przeciętnie, ale z czasem wchodzi po troszku ta intensywna jakby marvelowska iskra akcji, a momentami coś bardzo bliskiego narracji i środowisku świata przedstawionego z omawianych gier o Spider-Manach od Insomniaca. Nie zdziwię się wszystkiemu, co powstanie w materii wątku tematycznego zaognionego wokół Moralesa - ta książka potwierdza tylko jedno jedyną rzecz: powieściowo jest dobrze, a przeczytałem dwie książki o tym bohaterze, i jedyne co może dalej w ,,domu pomysłu" wokół niego się rozwinąć to tylko same i coraz lepsze wątki, pomysły. Jako świeżo upieczona lektura, doświadczona przeze mnie z wypiekami geeka na twarzy, co do jej całej oceny mogę powiedzieć: na chwilę obecną jest bardzo podobnie co do pierwszej z Milesa czytanej powieści, czyli Prequelu do gry video wspominanego Studia, dedykowanej na konsole Ps5. Pozostaje wyczuwalna w tym względzie jedynie drobna wątkowa zmiana, także stylistyczna, oraz to co autor chciał przekazać fanom w kwestii swojej wizji o tym, jak zwyczajnie może wyglądać życie typowego nastolatka z nietypowymi superbohaterskimi mocami i nietypowymi problemami dorastania na karku.
Wszechświat widziany oczami Milesa Moralesa to po prostu świat, w którym nasz bohater zdaje się akceptować każdą porażkę, cieszyć się z każdej kolejnej wygranej, choćby i była ona naprawdę drobna. Jason Reynolds napisał historię tego niezwykłego co by nie było, dotykającego tak samo realnych spraw jak nasze problemy pajęczego bohatera, bez ,,napinki", bez sowitych i pełnych nie wiadomo jak skomplikowanych wątków i mimi-fabuł opowieści; po prostu poprowadziło go flow i lekkość, z luzem a nie beż ciężaru odpowiedzialności przed Marvelem na karku ,,że coś ma być mega!... I ma się sprzedawać!". Ale, ten styl i pomysł na powieść, musiały, no cóż, jednak przynieść Reynoldsowi pewne konsekwencje. To nie czyta się tak samo dobrze jak typową powieść sci-fi akcji z rozbudowaną fabułą i światem przedstawionym. Fakt, można się czepiać, że jest to coś bardzo prostego, zwykłego, co każe nas kierować do stwierdzenia, że głównym odbiorcą tytułu powinien być młody człowiek, który chce wejść w świat Marvela poprzez powieść, i który pragnie poznać postaci herosów, z którymi mógłby się identyfikować. Zakładając, że kontekst fabuły jest tu najistotniejszy, powieść ta wypada kiepsko, ot taki tam zwykły odcinek jakiegoś serialu animowanego o Milesie Moralesie z Marvel Comics.
Po skończeniu ostatniego zdania, ostatniej strony pracy Reynoldsa - pracy literackiej konfrontującej jego styl, gatunek i widownię dla której teoretycznie czuje się w swej powinności pisarza najlepiej, można dojść do skromnego wniosku: nie opłaca się uwzględniać w ocenie książki jej zakończenia, gdyż od początku zawartości wiadomo było jak to wszystko, i to w miarę pozytywnie, luźno, bez kulminacji czy tony wylanych przez fana łez, się zakończy, tym bardziej, że "Miles Morales" to powieść, którą należy rozumieć, jako jednorazowe doświadczenie z tak słynną ikoną czarnoskórej wersji pajęczego herosa z ,,domu pomysłów" świętej pamięci Stana Lee.
Niedługo będzie można powiedzieć, że połowa 2024 roku za nami. Jak na ten moment w kwestii popkultury nie obyło się bez zaskoczeń, a tych zaskoczeń na pewno jeszcze przybędzie. Warto jednak pochylić się nad minionym kalendarium, nad zeszłorocznym zestawieniem licznych wydarzeń i ciekawostek ze świata filmu, serial i gier, czyli tego wszystkiego, co się po prostu działo i...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to