rozwińzwiń

Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment

Okładka książki Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment autora Tomáš Halík, 9788324015931
Okładka książki Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment
Tomáš Halík Wydawnictwo: Znak religia
254 str. 4 godz. 14 min.
Kategoria:
religia
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Divadlo pro anděly
Data wydania:
2011-05-09
Data 1. wyd. pol.:
2011-05-09
Liczba stron:
254
Czas czytania
4 godz. 14 min.
Język:
polski
ISBN:
978-83-240-1593-1
Tłumacz:
Andrzej Babuchowski
Średnia ocen

7,8 7,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperymenti

W Teatrze Pana Boga



1959 431 182

Oceny książki Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment

Średnia ocen
7,8 / 10
20 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment

avatar
70
58

Na półkach: , , ,

Rozdział o ateizmie chrześcijanina - naprawdę godny przemyślenia.

Rozdział o ateizmie chrześcijanina - naprawdę godny przemyślenia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
2446
2372

Na półkach:

Dla niewtajemniczonych: Halik to „czeski Tischner”, tylko, że działający w społeczeństwie diametralnie różnym od naszego, przeto jego sposób wyrażania niektórych poglądów jest dla polskiego czytelnika trudno przyswajalny. Paradoksalnie to my od nich przyjęliśmy chrześcijaństwo /i to po częsci dwukrotnie – p.Wiślanie/ i to my wzięliśmy od nich wygnanego na Monte Casino, mego „rozrywkowego” imiennika, by nawracał pogan /a szczególnie poganki/, i u nas „wiara” kwitnie, gdy tymczasem oni się „zlaicylizowali”, „zateizowali”. Te cudzysłowy wynikają z treści omawianej książki, bo Halik właśnie w niej udowadnia umowność tych pojęć.
Na wspomnianą odmienność wpłynęły: tradycja husycka powodująca rezerwę do Rzymu oraz zniszczenie Kościoła pod władzą sowiecką. I tu CHWAŁA dla naszego WYSZYŃSKIEGO, który realizując „IDEĘ PRZETRWANIA”, zdecydował się nawet podpisać w 1950 r. „LOJALKĘ”, byle Polski Kościół ocalić. /wbrew stanowisku SAPIEHY/.
Halika się nie czyta, lecz kontempluje; nie sposób go też recenzować. Stać mnie tylko na parę uwag osobistych, wypływających z jego stwierdzenia, którego jestem entuzjastą:
„Nawiasem mówiąc, przy moim zamiłowaniu do paradoksów, uświadamianie sobie co pewien czas, że człowiek dochodzi do czegoś, co już ktoś mądry wymyślił przed nim, dostarcza mi doskonale paradoksalnej mieszanki zadowolenia i frustracji, dumy i upokorzenia jednocześnie”
I tak potwierdziło się moje „odkrycie”, że język polski jest zbyt ubogi do precyzyjnych rozważań filozoficznych czy teologicznych. Mój kochany Tischner używał w tym celu głównie niemieckiego, z „DING AN SICH” /”rzecz sama w sobie”/ na czele, Halik zwraca uwagę na naszą „wiarę”, której odpowiednikiem w jęz. angielskim jest zarówno „beliefs”, jak i „faith” /ja bym dodał conajmniej: „creed”, „trust” i „tenet”/, jak również na polskie „mogę”, które wyrażamy po ang. „can” bądż „may”.
Drugie spostrzeżenie dotyczy Richarda Dawkinsa – dla mnie hochsztaplera. Halik jest kulturalny:
„Obawiam się, że również „nowy naukowy ateizm” Richarda Dawkinsa i do niego podobnych naprawdę niczym nowym i inspirującym tej gałęzi ateizmu nie wzbogaca, a raczej upodabnia się mentalnie do przedmiotu swojej krytyki, fundamentalistycznej religii kreacjonistów, którą Dawkins z uporem uważa za religię w ogóle/.
Z przerażeniem spostrzegłem, że strona się kończy, a ja jeszcze nie zacząłem tematu. Więc ad rem:
W książce dominują dwa tematy: heglowsko-nietzscheanskie „Bóg umarł” oraz ratzingerowskie „JAK GDYBY”. I to drugie szczególnie mnie zainteresowało. Otóz Ratzinger złożył propozycję niewierzącym:
„..żeby - skoro nie mogą znależć drogi do akceptacji Boga - żyli, jak gdyby Bóg istniał..”.
Tak proste, że GENIALNE. Bo po co się spierać o istnienie Boga? Szukać dowodów na Jego istnienie? /Pamietamy, że Kołakowski twierdzi, że wielość dowodów wzbudza podejrzenie/. Wystarczy żyć, jakłby Bóg istniał. To lepsze niż ZAKŁAD PASCALA!!
Teraz już „perełki” - oby pomocne dla czytelnika:
str.8 „Prawda to księga, której nikt z nas nie doczytał do końca...”
str.10 „Mimo to stale aktualne wydaje się stwierdzenie PASCALA: Najwyższym aktem rozumu jest uznanie przezeń własnych granic..”
str.14 Tu spotkała mnie przykrość, bowiem nie mogę zgodzić się z „doktrynerskim” stwierdzeniem autora. Halik pisze:
„Nie mieć wiary lub ją utracić znaczy dla mnie nie mieć zdolności i woli postrzegania życia jako dialogu lub tę zdolność i wolę utracić”.
A dla mnie to zagranie „unfair”. Jawna dyskryminacja!!
Str.19 „Akceptuję ateistyczną krytykę chrześcijaństwa, w jakim odsłania ową jednostronną postać wiary jako projekcji życzeń, opium dla ludu etc, etc..”.
Str.20 „Tandetnie uśmiechnięte chrześcijaństwo.. ...jako „opium” czy analgetyk dla ludu” - por. BADENI
Str.22 „Chrześcijaństwo, tak jak je rozumiem, jest przede wszystkim „religią paradoksu”. Jest to wiara, w której centrum stoi krzyż i która nawet w obliczu radości ze zmartwychwstania nie zapomina o Jezusowym okrzyku „Boże mój, czemuś Mnie opuścił?”..”
W powyższy sposób zapełniłbym wiele stron, a nie to jest celem mojej opinii. Przeto rezygnuję z dalszych cytatów, a tylko wspomnę, że na początku II rozdziału Halik, w jednej frazie wymienia Orwella „Rok 1984”, Kafki „Proces” i Chestertona „Człowieka, który był Czwartkiem”, co świadczy o olbrzymim ładunku intelektualnym zadawanym nam do przetrawienia, natomiast zakonczę deklaracją, pod która podpisuję się obiema rękami:
„Tak, Luter, ów prowokujący genialny „poeta przeklęty” paradoksów wiary, w pół drogi między swoimi krewniakami, apostołem Pawłem i blużniercą Nietzschem, razem ze swymi braćmi tak samo gorącej krwi, Eckhartem, Pascalem i Kierkegaardem - właśnie ci są mi po tysiąckroć bliżsi niż ciche i ostrożne pająki neoscholastyki, których zadziwiająco symetryczne sieci bezkonfliktowych sylogizmów wydają się imponujące, dopóki pozostają „grq szklanych paciorków”, dopóki nie wtargną w nie wichry życia..”

Dla niewtajemniczonych: Halik to „czeski Tischner”, tylko, że działający w społeczeństwie diametralnie różnym od naszego, przeto jego sposób wyrażania niektórych poglądów jest dla polskiego czytelnika trudno przyswajalny. Paradoksalnie to my od nich przyjęliśmy chrześcijaństwo /i to po częsci dwukrotnie – p.Wiślanie/ i to my ...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
423
116

Na półkach: , ,

Książka, której chciałabym nauczyć się na pamięć... ♥
Dlaczego? Piszę o tym tutaj: http://mysli-wrazenia-interpretacje.blogspot.com/2014/03/wiara-wezwanie-wejscie-w-boza-mozliwosc.html

Książka, której chciałabym nauczyć się na pamięć... ♥
Dlaczego? Piszę o tym tutaj: http://mysli-wrazenia-interpretacje.blogspot.com/2014/03/wiara-wezwanie-wejscie-w-boza-mozliwosc.html

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

103 użytkowników ma tytuł Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment na półkach głównych
  • 79
  • 24
22 użytkowników ma tytuł Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment na półkach dodatkowych
  • 12
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment

Inne książki autora

Tomáš Halík
Tomáš Halík
Tomáš Halík (ur. 1 czerwca 1948 w Pradze) - czeski duchowny katolicki, filozof, psycholog i teolog; duszpasterz akademicki, wykładowca Uniwersytetu Karola w Pradze. Ukończył studia socjologii i filozofii na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Karola w Pradze. Komunistyczne władze odmówiły mu prawa wykładów na uniwersytecie i został skierowany do pracy jako środowiskowy psychoterapeuta alkoholików i narkomanów. 21 października 1978 został tajnie wyświęcony przez biskupa w Erfurcie na katolickiego księdza, a do roku 1989 był jedną z ważniejszych postaci podziemnego Kościoła katolickiego i bliskim współpracownikiem kard. Františka Tomáška. Od roku 1990 jest rektorem uniwersyteckiego kościoła pw. Najświętszego Salwatora w Pradze i przewodniczącym Czeskiej Akademii Chrześcijańskiej. Od roku 1993 wykłada religioznawstwo na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Karola. Głosił również wykłady w Oxfordzie i Cambridge oraz był jednym z ekspertów czeskiego prezydenta Václava Havla. Jest znany ze swego zaangażowania w życiu społecznym, publicznych wypowiedzi na temat problemów dyskryminacji rasowej, tematy polityczne i religijne oraz procesu sekularyzacji i integracji europejskiej.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Odejścia Maciej Bielawski
Odejścia
Maciej Bielawski
Społeczeństwo jest pełne „eksów” – osób, które wyszły ze swojej tożsamościowej (niemalże) roli - rozwiedzionych, wdowców i wdów, matek rezygnujących z opieki nad dziećmi, osób porzucających karierę polityczną, byłych więźniów, byłych alkoholików, osób odczuwających dysonans ze swoją płcią, wreszcie byłych księży i zakonnic… Problem odchodzenia jest powszechny i wspólny wielu ludziom, stanowiąc doświadczenie na pewien sposób uczłowieczające i uczące pokory, zanurzające człowieka w humusie skomplikowanych ludzkich dziejów. Każdy może się spotkać z odejściem, to zjawisko mogące się przydarzyć każdemu osobiście… wydarza się ono bardzo często, zanim dana osoba je sobie w pełni uświadomi, wymyka się kontroli i zrozumieniu; stanowi pewien wymiar tajemnicy człowieka. W życiu zdarzają się po prostu chwile, w których człowiek, aby pozostać wierny samemu sobie, musi coś zmienić. Jeśli czuje, że nie potrafi, nie jest szczęśliwy, jeśli stale nie zadaje sobie pytania o swoje osobiste „szczęście” w tym, co robi… kryzys w końcu na pewno się pojawi. Będzie trzeba stanąć w obronie samego siebie. Obok doświadczeń „odchodzących” zwykle przechodzi się bokiem, aż zaczynają dogłębnie dotyczyć nas samych. Wtedy z zakamarków pamięci wydobywają się osoby, słowa i historie. Trudne jest z kolei odchodzenie najbliższych, w co z kolei często nadmiernie można się zaangażować – walcząc z nimi, przekonując czy inaczej – wewnętrznie obwiniając samą jakąś instytucję (niewłaściwą, bezduszną, nieprzyjazną). Czasem wydaje się wręcz, że odchodzą Ci, co powinni zostać, a zostają Ci, którzy odejść powinni… Helen Rose Ebaugh wskazuje cztery etapy procesu odejścia: 1) wątpliwości; 2) szukanie alternatyw; 3) moment zwrotny) i 4) zostanie „eksem”. Wątpliwości mogą trwać tygodniami i prowadzić do szybkiego odejścia lub ciągną się w człowieku nawet dziesiątki lat. Pojawiają się w wyniku boleśnie przeżywanego rozdźwięku między głoszonymi ideałami a rzeczywistością. Staje się on z czasem coraz większy; zaczyna mu towarzyszyć wewnętrzne rozdarcie, zrozpaczenie, zmęczenie… Co ciekawe, często nie przeczą one idealizowaniu swojej możliwej sytuacji (gdyby się pozostało) już po odejściu! Szukanie alternatyw pojawia się, gdy w głębi zaczyna człowiekowi świtać idea odejścia. Ośmiela się on zmierzyć, przynajmniej wewnętrznie, z obowiązującymi w swojej instytucji „absolutami” i „świętymi krowami”, z takimi pojęciami jak „na zawsze” i „nigdy”. Pojawiają się drobne gesty kontestujące określony porządek (kwestionowanie stroju, porządku dnia, reguł pisanych i niepisanych…). To moment starań o zrozumienie i usłyszenie, którego często nie sposób uzyskać… a to często od takich rozmów wszystko zależy. Jeśli utwierdzi się w przekonaniu, że „to nie jest moje miejsce”, wewnętrznie już się tak naprawdę odeszło; czeka się jedynie na odpowiedni moment. Punkt zwrotny to często proste wydarzenie – mały konflikt, ostra wymiana zdań, zmiana stanowisk w obrębie wspólnoty – i osobie zamierzającej odejść przelewa się (a może ujawnia?) czara wątpliwości, słabnących więzi i kryzysu swojej roli. Często działa się wówczas jak w transie, nie rozumiejąc co się czyni; w chwili odejścia ma się poczucie zawieszenia, poruszania się w pustce, czemu towarzyszy lęk – jest to jednak doświadczenie wolności, często uczucie ulgi, które są silniejsze niż obawy. Czas przekonania, że odejście było konieczne, dopiero jednak przyjdzie (po pewnych turbulencjach)… Badania pokazują, że ludzie często odchodzą „na wariata”, nieprzygotowani wewnętrznie na skutki tego gestu. Zostanie „eksem” oznacza okres budowania nowych mostów ze światem, nawiązywania nowych kontaktów, odmiennego funkcjonowania w świecie; to szukanie nowej pracy, mieszkania, wybieranie stroju… rodzą się nowe idee na swój temat, o świecie czy Bogu. Nowa (?) tożsamość wykrystalizuje się dopiero po pewnym czasie, uwzględniając włożony duży wysiłek wewnętrzny. W końcu dochodzi się do pewnej syntezy, w której uznaje się, że jest się tym, kim się jest (za co jest się wdzięcznym),także dzięki temu, kim się było. „Eks” po odejściu zderza się z całym szeregiem nowych problemów, nowej rzeczywistości. Doświadczenia zdobyte na jednym statku, niekoniecznie przydają się na drugim, czy na lądzie… Psychicznie jest to doświadczenie ciężkie – pamięć podpowiada zdarzenia z przeszłości, może podważa samą decyzję, wyobraźnia rozwija marzenia i fantazje dotyczące wydarzeń, które wydarzyłyby się zapewne, gdyby się zostało… dla sumienia to też przestrzeń wyrzutów i poczucia winy. Pobyt w stanie duchownym niejako stawia człowieka w obliczu oryginalnej świadomości egzystencjalnej, przedstawia inny, bo dość idealistyczny system wartości i dążeń życiowych niż to, co postrzegane jest społecznie jako „bezpieczna norma”. Jednym z najważniejszych problemów jest jednak poczucie czy kryzys „ontologicznej niepewności” – życie staje się naznaczone lękami egzystencjalnymi, nierozwiązanymi problemami, stłumionymi uczuciami, człowiekowi wydaje się, że jest nieprzystosowany czy wyobcowany z siebie… co może wydawać się przykładowo „eks-duchownemu” sytuacją „z woli Boga” i „w Bogu”, tak jakby tego właśnie chciał Bóg. Ma to wydźwięk szczególnie silny w tych, którzy w czasie swojego powołania wiele chowali „pod dywan” swojej duchowości i swojego powołania – odrzucając swoje potrzeby, marzenia i to, co najbardziej swoje, w to miejsce utożsamiając się ze wspólnotą kościelną, instytucją, stając się „urzędnikiem” czy „funkcjonariuszem” Boga. Jeśli towarzyszy temu tradycyjna „mistyka cierpienia” nakazująca odesłać każdą trudność czy wątpliwość do Jezusa umierającego na Krzyżu, z którym ma się przecież przywilej współcierpieć dla zbawienia świata… jeśli im gorzej, tym lepiej… to jest to z pewnością znak, że coś jest nie tak z naszym życiem wewnętrznym czy powołaniem. Wyjście z tego schematu jest bolesne i trudne, najłatwiejszą odpowiedzią zdaje się zaś ucieczka czy wewnętrzny cynizm („mistyk wystygł, powstał cynik”). Przekonanie, że zostało się szczególnie wybranym i powołanym przez Boga; że na autentyczny głos Boga się odpowiedziało, staje się przestrzenią trudnego wewnętrznego kryzysu. Poczucie niedotrzymania ślubów, zaprzepaszczenie duchowego potencjału, porażka przed Bogiem… dla szczególnie wrażliwych sumień są to problemy do przepracowywania przez całe życie. Nie jest łatwo też w przestrzeni społecznej – o ile „eks”alkoholik może się cieszyć powszechnym uznaniem o tyle, że pokonał swój nałóg, o tyle eksksiądz czy ekszakonnica często mogą czuć się społecznie niepożądani, napiętnowani czy zdegradowani; to cała seria krępujących sytuacji, trudnych relacji, poczucia obcości i nieprzystosowania. Takie „potępienie” pociągać za sobą może odmowę dialogu, ekskomunikę, skazanie na milczenie, izolację… wygnanie uniemożliwiające spokojne życie w swoim dotychczasowym otoczeniu. Kapłanów, którzy odeszli ze stanu duchownego, jest na świecie (szacunkowo) ponad 100 tysięcy… a zjawisko to stale się nasila. Najliczniej odchodzą młodzi, tęskniący za kobietami i ich miłością, ale zarazem patrzący idealistycznie na swoje kapłaństwo. Inna grupa to proboszczowie, starsi i ustawieni, doświadczeni życiowo i zawodowo, często mający już dzieci z kobietą – mocno rozgoryczeni podwójnym życiem, wybierający stabilizację w rodzinie… Głównym powodem rezygnacji jest brak akceptacji obligatoryjnego celibatu, który nadzoruje podległość (posłuszeństwo) Kościołowi i władzy biskupiej. Wśród powodów rezygnacji i porzucenia kapłaństwa, wybijają się szczególnie trzy. Pierwszym jest depresja wynikająca z samotniczego życia i z poczucia wieloletniego osamotnienia, często połączona z problemem alkoholowym, zaniżonym poczuciem wartości własnej osoby i przydatności zawodowej. Drugim jest chęć i potrzeba posiadania własnej rodziny - co ciekawe w badaniach socjologicznych prof. Józefa Baniaka wynika, że taką potrzebę zgłasza 53,7% przebadanych księży. Wszyscy oni zgłaszają silny kryzys własnej tożsamości kapłańskiej, a także o kłopotach w przestrzeganiu ślubu abstynencji seksualnej; inaczej mówiąc, przyznają się do bardziej lub mniej trwałych związków emocjonalnych i seksualnych z kobietami. Trzecim istotnym powodem są konflikty między badanymi kapłanami a władzami kościelnymi – w diecezjach i zakonach. Księża Ci odczuwają silną potrzebę wolności osobistej i nie chcą poddać się bezwzględnemu posłuszeństwu biskupowi czy władzy zakonnej. Z tego powodu porzuca stan duchowny niemal 1/3 ogółu rezygnujących z kapłaństwa. Powodami odejścia i rezygnacji są też uświadomienie sobie niedojrzałości własnego powołania, nietrafionych motywacji; traumatyczne doświadczenia w instytucji kościelnej; poczucie chęci wolności pozainstytucjonalnej; wypalenie w swoim duszpasterskim dziele; zatargi ideologiczne z władzą kościelną na polu dyscypliny czy doktryny; powody psychologiczne; zerwanie więzów przyjaźni; wyczerpanie czy przepracowanie; rozpoznanie, że jest się nieszczęśliwym; reformy Kościoła burzące poczucie stałości; zwątpienie czy utrata wiary; drobne międzyludzkie skandale; trudności w nieustannym zderzaniu „zdrowego rozsądku” z nieintuicyjnością wielu instytucji; niepoczuwanie się do możliwości reprezentowania i utożsamiania się z „linią” Kościoła; miłość do innego człowieka (choć to się zdaje już raczej powodem towarzyszącym; jest on wtedy pierwszą dobrą duszą, podającą przyjazną dłoń, proponującą wspólną drogę, wspólnotę serc… ale decyzja podjęta jest wcześniej). Wreszcie, powodem odejścia kapłana może być przecież sam Bóg! Dlaczego odszedł sam autor książki? „Bo w pewnym momencie miarka się przebrała i miałem dosyć; bo od zawsze wiedziałem, że tak się stanie; bo chciałem zobaczyć, jak to jest, gdy zdarzy się to, co nigdy nie powinno się było zdarzyć; bo zwątpiłem w sensowność przynależności do kleru i nie mogłem pozostawać dłużej ani jego członkiem, ani reprezentantem; bo nie mogłem być wewnątrz, gdy tylu było na zewnątrz; bo się zakochałem; bo musiałem podjąć drogę w nieznane; bo chciałem się zniszczyć; bo chciałem się ocalić; bo chciałem naprawdę spotkać Boga; bo nie potrafiłem dłużej odgrywać pewnej roli; bo skapitulowałem przed Bogiem, który wtargnął w moje życie w sposób zupełnie nieprzewidziany; bo wcześniej odeszli niemalże wszyscy, którzy byli mi bliscy; bo chciałem znaleźć się tam, gdzie byli oni i gdzie zawsze było moje prawdziwe miejsce, to znaczy na marginesie; bo nie lubiłem siebie w roli jednego z funkcjonariuszy Boga; bo nie mogłem patrzeć sobie w twarz, myśląc, że jestem jak oni; bo bałem się, że pewnego dnia stanę się jak oni; bo nie wiedziałem, co ludziom powiedzieć, gdy mnie pytali myśląc, że wiem; bo moim zadaniem było szukanie i droga; bo chciałem powiedzieć, że obecna forma kościelnej instytucji nie funkcjonuje i nie wystarcza, chcąc to powiedzieć także Bogu” – i odszedł dla tysięcy innych przyczyn, które będzie się starał zrozumieć, jak długo będzie trzeba… Odejścia są często przestrzenią wielokrotnego rozczarowania: Kościołem (jako instytucją i ludźmi niedoskonałymi, grzesznością, głupotą, próżnością czy nudą) albo samym sobą (doświadcza się znużenia, własnej niedoskonałości, głupoty, ograniczeń, wad, grzeszności… co jedynie może kryć maska fałszywej pokory, a potem cynizm, hipokryzja). Ciężko w tym świetle sprostać wyśrubowanym oczekiwaniom społeczeństwa, które szuka ludzi autentycznie idealnych (???)… a przynajmniej chce widzieć ich… inaczej. Jak bardzo można się jednak oszukiwać „dla dobra wiernych”? Jest też jednak inne rozczarowanie – rozczarowanie Bogiem. Upada pewien jego wpojony obraz; upada też poczucie bliskości Boga, w czego miejsce może wejść poczucie „grzechu odejścia” – a to może pociągnąć za sobą zawalenie się gmachu wiary, niwecząc projekt całego życia. Czasami odchodzący wyraźnie mówią, że zwątpili w Boga lub w Kościół, a potem okazuje się, że wielkie filozoficzne wywody o zwątpieniu były jedynie zasłoną dla „prostego” faktu, że się zakochali. Inni mówią, że po prostu się zakochali, jednak skwapliwie ukrywają mrok swojego zwątpienia, który od dawna mieszkał w ich sercu. Jeszcze inni odchodzą, nie mówiąc nic - ani sobie ani innym. Jakie działania i jakie stanowisko prezentuje wspólnota Kościoła wobec „eksów”? Czy potrafi ich zrozumieć i przyjąć, czy raczej pozostawia na pograniczu? Czy ułatwia odejście czy stawia przeszkody i granice? Czy podejmuje próby zrozumienia czy walki? Skupia się na wewnętrznym uporządkowaniu czy formalno-prawnym porządkowaniu spraw po „eksie”? Tworzy czy likwiduje poradnictwo i wsparcie dla odchodzących? Jak wielka jest dysproporcja między „troską o powołania” a stosunkiem do „problemu odejść”? Dyskusji o odejściach często niestety nie prowadzi się wcale – temat lepiej przemilczeć, a w Kościele przemodlić – najlepiej grupowo – naznaczając tego, który odszedł, zadość czyniąc niejako za niego/nią… „Eks” jest wtedy w pewien sposób napiętnowany mechanizmem obronnym „pozostających” – jeśli opuszcza statek uznawany za najdoskonalszy, to jego odejście podważa i relatywizuje ich rację bytu (zadając pytania o słuszność i bohaterskość tych, którzy zostają…); odejście wszak jest też milczącym oskarżeniem wobec tych, którym się wydaje, że mają już wszystko, że są bezpieczni, że wszystko wiedzą. „Eksów” uznawać się może za niewartych zaufania, ich dzieła za co najmniej podejrzane i może niebezpieczne. Są godni pożałowania, winni, a ich historie bolesne i trudne. Życie zakonne czy kapłańskie opiera się na pewnym mimesis – naśladowaniu wzorców myślenia i postępowania, tworzących pewien ideał życia i świętości. Istnieją specjalne reguły, pouczenia i pewna wspólna kultura. Odchodząc, system ten powoli się rozpada. Kryzys wiary jest tu jednakże szansą, by pracowicie zbudować swoją wiarę od nowa. Nie jest już ona wtedy wiarą recytowaną, dopasowaną do odgrywanej roli. Staje się autentyczną i osobistą inaczej. Może dla takich ludzi zwątpienie i odejście jest jedyną szansą na autentyczną przygodę duchową, łaską od kochającego Boga. Odchodzący nie są jednak skazani na porażkę, winę i napiętnowani; nie stają się też automatycznie wrogami czy przeciwnikami Boga – ich życiowe losy są też przecież przestrzenią spotkania z Nim, realizacją Jego planu. Droga poszukiwań religijnych i szukanie Boga nie kończą się wraz z odejściem ze stanu duchownego. Odejście też równoprawnie (jak wejście) jest pewnym misterium wiary, które pozostaje do końca niewytłumaczalne; może być przestrzenią świętą, przed którą „trzeba zdjąć buty”. Odejście, podobnie jak wstąpienie, miesza wolę człowieka z czymś, co ją przerasta (Bogiem, który uwodzi?). Odejście może być przeżywane jako wtargnięcie Boga w życie człowieka, wtargnięcie, które przeorganizowuje całkowicie sposób życia i myślenia. Może to być jedna z form „szczęśliwej winy”, która otwiera serce na Boga. On, dopuszczając odejście, jest przecież Panem i władcą wszystkiego, co dzieje się na świecie – z powołaniami do Jego służby włącznie. Jego drogi są odmienne od dróg człowieka, nawet jeżeli wzdłuż nich stoją drogowskazy opatrzone imprimatur. Kluczowe jest tu dialogowanie z dobrem – przechodzenia z płaszczyzny winy do płaszczyzny, w której wciąż można w sobie zobaczyć dobro. Niezachowanie ślubu to przecież lekcja prawdziwej pokory; kryzys posługi w taki sposób to znak i szansa na posługę na sposób odmienny; zamknięcie jednej drogi to wszak otwarcie innych… By tak spojrzeć na siebie (z miłością),trzeba wpuścić między siebie i instytucję samego Boga. Czy On nie jest większy od wszystkiego?
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na68 dni temu
Między wiarą a kościołem. Listy o szukaniu drogi. Stanisław Obirek
Między wiarą a kościołem. Listy o szukaniu drogi.
Stanisław Obirek Krzysztof Dorosz
Słowo dialog jest tutaj niezwykle ważne. I to zarówno jako rozmowa między dwojgiem ludzi, ewangelikiem i byłym jezuitą, szukającymi swojej prawdziwej wiary jak i w rozumieniu duchowego rozwoju i stosunku do Boga, będącego nieustannym poszukiwaniem tego co autentyczne. Książka ta stawia wiele bardzo ważnych pytań na temat kondycji współczesnego chrześcijaństwa i jego rozmaitych wariatów. Jest to rozprawa dwóch teologów poparta głębokimi refleksjami i niezwykle bogatą wiedzą, wynikającymi jednak z autentycznego namysłu nad tym co naprawdę istotne, bez niepotrzebnych uprzedzeń ani upraszczania rzeczywistości. Nie ucieka od problemów, nie stara się zakrywać jedynym niepodważanym monopolem na prawdę, który - zdaniem autorów - zaciera obraz oraz utrudnia otwarcie się na prawdziwe duchowe doświadczenia. Jedną z bardziej istotnych poruszonych w tej książce kwestii, jest pytanie o wiarę współczesnego człowieka oraz możliwości jej pełnego rozkwitu w ramach instytucji kościelnych oferujących bardzo ściśle określone sposoby "dochodzenia" do Boga. Autorzy dzielą się swoimi refleksjami na temat sposobów przeżywania wiary oraz możliwości jej ekspresji w ramach instytucji, w których się znaleźli. Są to relacje ludzi, którzy pchani autentyczną potrzebą doświadczenia więzi z Bogiem nieustannie stawiają pytania natury teologicznej: jak pogodzić istnienie chrześcijaństwa obok innych religii, jak pogodzić swoje własne indywidualne doświadczenie Boga z dogmatami narzucanymi przez Kościół? Co tak naprawdę tworzy wspólnotę wiernych? Co to znaczy być chrześcijaninem dla każdego z nich we współczesnym świecie? Dlaczego ludzie odchodzą od Kościoła? Czym jest dla nich żywa wiara? Czym się różni doświadczenie mistyków od instytucjonalizacji religii we współczesnym Kościele katolickim? Jak ogromna jest to dla nich przepaść? Wszystkie te pytania pozostają otwarte, a końcowym wnioskiem narzucający się po przeczytania tej książki jest przekonanie o tym, że wiara w jakiejkolwiek religii jest nieustannym poszukiwaniem oraz zadawaniem sobie pytań. Tylko w ten sposób można mieć pewność, że droga, którą idziemy nie zaprowadzi nas na duchowe mielizny oraz nie zamknie na świat, a umożliwi prawdziwy kontakt z naszym własnym wnętrzem. Bo wiara - jak twierdzą autorzy - jest przede wszystkim otwarciem się na innych. I to tyle w tym temacie. Polecam wszystkim "poszukującym".
Matea - awatar Matea
oceniła na810 lat temu
Opowieści chasydów Martin Buber
Opowieści chasydów
Martin Buber
opowieści o słowach i dziełach Wypróbowanych ku pokrzepieniu i nauce Wiernych... *** Dwaj obcy W psalmie sto dziewiętnastym Psalmista mówi do Boga: "Jestem obcy na ziemi, nie kryj przede mną Twych przykazań!". Rabbi Baruch tak to wyjaśnił: "Kto trafił w odległe strony i znalazł się w nieznanym kraju, ten czuje się tam obco i z nikim nie może się porozumieć. Kiedy jednak zjawi się inny obcy, to choćby nie pochodził z jego ojczyzny, obaj stają się sobie bliscy, przebywają z sobą i wzajemnie są sobie oddani. A gdyby obaj nie byli obcymi, nigdy by się nie zbliżyli. To właśnie ma na myśli Psalmista: »Jak ja jesteś obcy na ziemi i nie masz tu gdzie spocząć, nie unikaj mnie więc, lecz odsłoń przede mną Twoje przykazania, żebym mógł być Twoim przyjacielem«". Sam dla siebie Rabbi Baruch tłumaczył zdanie z Przypowieści ojców: "Nie bądź zły sam dla siebie (co oznacza: nie wyobrażaj sobie, że nie możesz być wybawiony)" w następujący sposób: "Każdy człowiek został powołany, aby coś w świecie doprowadzić do doskonałości. Świat potrzebuje każdego człowieka. Ale są tacy, którzy tkwią zamknięci w swoich izbach, wciąż się uczą, nie wychodzą z domu i nie rozmawiają z ludźmi; dlatego inni mówią o nich, że są źli. Gdyby bowiem rozmawiali z ludźmi, zdołaliby cząstkę tego, co było im wyznaczone, doprowadzić do doskonałości. To właśnie znaczy: nie bądź zły sam, nie bądź zły przez to, że przebywasz sam z sobą i nie obcujesz z ludźmi; nie bądź zły przez samotność". Baal Szem Tow [Mistrz Świętego Imienia, Pan Dobrego Imienia, Mąż Dobrej Sławy], właśc. Izrael ben Eliezer, BeSzT (~1700 w Okopach Świętej Trójcy - 21.05.1760 w Międzybożu) – żydowski mistyk, uznawany za twórcę chasydyzmu polskiego. *** Poczet cadyków działających na ziemiach polskich i krajów ościennych: Izrael ben Eliezer (ok. 1700-1760),zwany Baal-szem-tow Mosze Chaim Efraim z Sudyłkowa, wnuk Baal-szem-towa Baruch z Międzyboża (ok. 1757-ok.l810),wnuk Baal-szem-towa Nachman z Braclawia (1772-1811),prawnuk Baal-szem-towa Dow Ber z Międzyrzecza (1710-1772),zwany Wielkim Magidem, uczeń Baalszem-towa Jakub Józef z Połonnego (-ok. 1782),uczeń Baal-szem-towa Arie Lejb ze Szpoly (-1811),zwany Dziadkiem ze Szpoły, uczeń Jakuba Józefa z Połonnego Pinchas z Korca (1726 lub 1728-1791) Rafał z Berszady (-1816),uczeń Pinchasa z Korca Lejb, syn Sary (ok.1730-) Dawid Leikes Chaim z Krosna Nahum (Menachem Nahum) z Czarnobyla (1730-1798) Mordechaj (Motel) z Czarnobyla ( -1837),syn Nahuma z Czarnobyla Jechiel Michał ze Złoczowa ( -ok. 1780),zwany Magidem złoczowskim Zeew Wolf ze Zbaraża , syn Jechiela Michała Mordechaj z Krzemieńca Meir z Przemyślan ( -1852),uczeń Mordechaja z Krzemieńca Aron Lejb z Przemyślan , uczeń Jechiela Michała, ojciec Meira z Przemyślan Mordechaj z Niesu chojeżów (-1800),uczeń Jechiela Michała Icchak z Niesuchojeżów , syn Mordechaja z Niesuchojeżów Lejb z Kowla , syn Mordechaja z Niesuchojeżów Abraham Anioł (-1776),syn Dowa Bera z Międzyrzecza Szalom Szachna z Pohrebyszcz (-1802),syn Abrahama Anioła Izrae l z Rużyna (1797-1850),syn Szaloma Szachny z Pohrebyszcz Abraham Jakub z Sadagóry ( -1883),syn Izraela z Rużyna Nahum ze Stepinesti, syn Izraela z Rużyna Dawid Mosze z Czortkowa ( -1903),syn Izraela z Rużyna Menachem Mendel z Witebska (-1788),uczeń Dowa Bera z Międzyrzecza Szmelke z Nikolsburga (-1778),uczeń Dowa Bera z Międzyrzecza Abraham Chaim ze Złoczowa, uczeń Szmelkego z Nikolsburga Icchak Ajzyk z Kalewa (Nagykallo) (-1821),uczeń Szmelkego z Nikolsburga Mosze Lejb z Sasowa ( -1807),uczeń Szmelkego z Nikolsburga Szmelke z Sasowa, syn Mosze Lejba z Sasowa Menachem Mendel z Kosowa (-1825),uczeń Mosze Lejba z Sasowa Chaim z Kosowa, syn Menachema Mendla z Kosowa Aron z Karolina (1736-1772) Lewi Icchak z Berdyczowa (1740-1809) Meszulam Zusja z Annopola (-1809) Elimelech z Leżajska (1717-1786),brat Meszulama Zusji Szneur Zalman z Lądów (1746-1812),zwany Raw Szlomo z Karolina (-1792) Jakub Icchak z Lublina (-1815),zwany Widzącym Izrael z Kozienic (-1814),zwany Magidem kozienickim Mosze z Kozienic , syn Izraela z Kozienic Eleazar z Kozienic , wnuk Izraela z Kozienic Chaim Meir Jechiel z Mogielnicy (-1849),wnuk Izraela z Kozienic Isachar Dow Ber z Wolborza ( -1876),uczeń Chaima Meira Jechiela z Mogielnicy Abraham Jehoszua Heszel z Opatowa (1765-1825),uczeń Elimelecha z Leżajska Menachem Mendel z Rymanowa (-1815),uczeń Elimelecha z Leżajska Cwi Hirsz z Rymanowa (-1846),uczeń Menachema Mendla z Rymanowa Uri ze Strzelisk ( -1826),zwany Seraf, uczeń Szlomy z Karolina Jehuda Cwi ze Stratyna (-1844),uczeń Uriego ze Strzelisk Abraham ze Stratyna (-1865),syn Jehudy Cwi ze Stratyna Mordechaj z Lachowicz (-1811) Noach z Lachowicz (-1834),syn Mordechaja z Lachowicz Szlomo Chaim z Kajdanowa (-1862),wnuk Mordechaja z Lachowicz Mosze z Kobrynia (-1858),uczeń Mordechaja z Lachowicz Michał z Lachowicz , uczeń Mordechaja z Lachowicz Dawid z Lelowa (-1813),uczeń Jakuba lcchaka z Lublina Naftali z Ropczyc (-1827),uczeń Jakuba lcchaka z Lublina Chaim z Sącza (1793-1876),uczeń Naftalego z Ropczyc Jecheskiel z Sieniawy (-1899),syn Chaima z Sącza Cwi Hirsz z Żydaczowa (-1831) Jehuda Cwi z Rozdołu ( -1847),bratanek i uczeń Cwi Hirsza z Żydaczowa Icchak Ajzyk z Żydaczowa (-1873),bratanek i uczeń Cwi Hirsza z Żydaczowa Mosze Teitelbaum (-1841) Szlomo Lejb z Łęcznej (-1843) Isachar Dow Ber z Radoszyc (-1843) Szlomo z Bełza ( 1799-1855) Jakub Icchak z Przysuchy (-ok. 1812),zwany Jehudi Jerachmiel z Przysuchy , syn Jakuba Icchaka z Przysuchy Jehoszua Aszer , syn Jakuba Icchaka z Przysuchy Jakub Cwi z Parysowa , syn Jehoszuy Aszera Meir Szalom , syn Jehoszuy Aszera Symcha Bunam z Przysuchy (-1827),uczeń Jakuba Icchaka z Przysuchy Abraham Mosze , syn Symchy Bunama z Przysuchy Perec Menachem Mendel z Kocka (-1859) Icchak z Warki (-1848),uczeń Symchy Bunama z Przysuchy Mendel z Warki (-1868),syn Icchaka z Warki Icchak Meir z Góry Kalwarii (- 1866) Chanoch z Aleksandrowa (-1870)
MrOrinow - awatar MrOrinow
ocenił na97 dni temu
O aniołach Andrei Pleşu
O aniołach
Andrei Pleşu
Książka jest o aniołach. Przede wszystkim o nich, ale nie tylko. Właściwie, jest o tym wszystkim z czym czytelnik może się zetknąć, gdy zacznie zagłębiać się w temat aniołów jako taki. Książka podzielona jest na tak jakby 5-6 wykładów, w różnym stopniu ale rozgraniczonych tematycznie. Pierwszych pięć stanowi swoiste wprowadzenie do angelologii. Budowanie i określanie świata realnego, duchowego i wszystkiego co jest pomiędzy (takie np. światy pośrednie). Określenie 'narzędzi' przydatnych, a często niezbędnych do poruszania się w szeroko pojętej angelologii. W końcu określenie kim jest anioł, jaka jest/może być jego rola, i jak funkcjonuje w określonym wcześniej świecie. Ale na tym nie kończy się zawartość tego wstępu. Przy okazji autor rozprawia się z wieloma 'stereotypowymi' spojrzeniami na świat, albo może pcha czytelnika do obrania w tych sprawach własnego stanowiska. Niemniej w bardzo stanowczy sposób przedstawia swoje zdanie nt. różnych dychotomii pokazując, że między czernią i bielą jest sporo miejsca na całą gamę szarości.
Szósty wykład, o ile jest traktowany jako całość, nazwany "Doświadczenia, badania, lektury" wydaje się być hołdem dla empiryzmu. Jest też chyba wersją angelologii łatwiej strawną dla potencjalnego czytelnika, bo prawie 'namacalną'. Doświadczenia i badania może nie do końca 'czysto naukowe', ale dające czytelnikowi poczucie, że anioł nie jest totalną abstrakcją. Jest jak najbardziej 'realny' i obecny. Coś na kształt pojmowania tych istot jak powietrze, które jest mimo, że go nie widać.
Andrei Pleşu - filozof, dziennikarz i eseista, polityk, krytyk sztuki. W rodzinnej Rumunii bardzo popularny, należący do czołówki elity intelektulnej, w naszym kraju na razie pozostaje osobą wręcz anonimową. Dziwne jest to w obliczu niezwykłej płodności literackiej autora w okresie 1980-2006, publikując nowe prace średnio co 2-3 lata. W w tej książce ujawnia się specyficzny styl autora - skłonność do tworzenia esejów. Co prawda, książka jest skomponowana w formie wykładów, ale mają one styl 'rozważająco-pytający' dosyć niestandardowy w tej formie. Pleşu częściowo wciąga czytelnika do swoich rozważań, czasami wręcz sugerując mu podważanie teorii i argumentów wyłożonych w książce. Może się poczuć jednocześnie jak student na wykładzie i jak uczestnik (mocno rozbudowanej) dyskusji. Co ciekawe, książka napisana jest niezwykle przejrzystym, przystępnym językiem, zrozumiałym dla każdego odbiorcy. Masa odnośników do różnorodnej literatury i publikacji jest tutaj jedynie dodatkiem rozszerzającym zagadnienia poruszane przez autora, i nie stanowi listy lektur obowiązkowych, bez których czytelnik nie pojąłby całości. Każdy może sięgnąć po książkę i tym samym zabrać głos w dyskusji.
Jest tylko jeden wymóg, aby móc przeczytać tą książkę - otwartość. Książka bez żadnego delikatnego uświadamiania, brutalnie wręcz pokazuje, że anioły na przestrzeni dziejów były, są i będą obecne w kulturach i religiach prawie całego świata i nie jest to termin zarezerwowany np. wyłącznie dla chrześcijaństwa. Jest to swoiste kompendium wiedzy o aniołach, któremu Pleşu poświęcił wiele lat badań. Owocem tego jest próba świeżego i obiektywnego spojrzenia na anioły i ich wpływ na świat ludzi. Bogata w informacje i odnośniki do publikacji z różnych zakątków i kultur świata. Zdecydowanie poszerza horyzonty i w kwestii aniołów każe patrzeć daleko poza czubek własnego nosa.
W moim przypadku (człowieka, który poniekąd interesuje się taką tematyką) książka zdecydowanie jest na plus. Pozwoliła zebrać te skrawki informacji, które już miałem, połączyć i znacznie je uzupełnić tak, że teraz mogę nazwać to konkretną wiedzą. Dowiedziałem się też wielu różnych rzeczy, o których do tej pory nie miałem bladego pojęcia. Na lekturę tej pozycji poświęciłem blisko miesiąc. To wielokrotnie więcej niż w przypadku 'standardowej' książki, jednak nie uważam tego za czas stracony. Jest to pozycja inteligentna, ale przystępna w odbiorze, zdecydowanie warta przeczytania.
Robert Fryga - awatar Robert Fryga
oceniła na715 lat temu
Św. Idiota. Projekt antropologii apofatycznej Cezary Wodziński
Św. Idiota. Projekt antropologii apofatycznej
Cezary Wodziński
Książka do tego stopnia przewrotna, że prawdopodobnie osoba, która zabierze się do jej lektury bez jakiejkolwiek szczątkowej znajomości tematu uzna, że celem jej powstania nie było przybliżenie osoby świętego Idioty, ale zrobienie idioty z czytelnika . No dobrze, aż tak perfidny Cezary Wodziński nie był, ale sam jurodiwyj, czyli tytułowy św. Idiota to naprawdę ciekawa i intrygująca postać. Pierwsze skojarzenie to połączenie Sokratesa i Diogenesa (tego z beczki),z dyskretną pomocą św. Franciszka. Z mniej spersonalizowanych podobieństw dorzucić można naturystów (lubili chodzić obnażeni),ale zdarzały się przypadki jurodiwych transwestytów, a Ksenia Petersburska została nawet świętą. Święty transwestyta! Rozkwit jurodistwa to XV i XVI, ale występowali właściwie do końca XVIII wieku. Instytucja Idioty nie była znana w chrześcijaństwie zachodnim, co zdaniem autora świadczy o duchowej intensywności prawosławia i nazywa ją religijnym "stanem wyjątkowym". Najlepiej książkę przeczytać, ale nie ulega wątpliwości, że jurodiwi byli znakomici w psuciu dobrego samopoczucia u tych, którzy mieli z nimi styczność, czyli ich obecność "u cioci na imieninach" wzbudzała z reguły popłoch, a potrafili być złośliwi, czy wręcz perfidni. Wodziński twierdzi, że ich postawa była niezłą odtrutką na dogmatyzację i instytucjonalizację świata religii. Ogólnie ciekawa, ale momentami aż za bardzo, czyli irytuje, ale czego można spodziewać się po idiocie. Szczególnie świętym.
werblista - awatar werblista
oceniła na72 lata temu

Cytaty z książki Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Teatr dla aniołów. Życie jako religijny eksperyment