
Maria Konopnicka
Polska poetka i nowelistka okresu realizmu, krytyk literacki, publicystka i tłumaczka. Jedna z najwybitniejszych polskich pisarek w historii.
Maria Konopnicka była córką Józefa Wasiłowskiego i Scholastyki z Turskich. Matka Marii zmarła w 1854 i została pochowana na Cmentarzu Miejskim w Kaliszu. Ojciec Marii był prawnikiem, obrońcą Prokuratorii Generalnej i patronem Trybunału Cywilnego, znawcą i miłośnikiem literatury. Wychowywał córki w tradycji chrześcijańskiej, bez kobiecego wpływu. Atmosfera powagi, żarliwego patriotyzmu i surowych nauk moralnych miała duży wpływ na Marię. W latach 1855–1856 uczyła się z siostrą na pensji u sióstr Sakramentek w Warszawie i tam zetknęła się z Elizą Pawłowską, późniejszą Orzeszkową. Przyjaźń ich, scementowana wspólnymi zainteresowaniami literackimi, przetrwała całe życie Marii.
We wrześniu 1862 w kaliskim kościele św. Mikołaja Biskupa Maria Wasiłowska poślubiła Jarosława Konopnickiego herbu Jastrzębiec, starszego od niej o 12 lat. Po ślubie wyjechała z Kalisza i zamieszkała w Bronowie, a następnie w Gusinie. Jarosław, jako najstarszy z braci, zarządzał kluczem dóbr rodzinnych, w skład których wchodziły wsie: Konopnica, Bronówek i Bronów. Majątek ten był pokaźny, ale zaniedbany. W czasie dziesięciu lat małżeństwa Maria urodziła ośmioro dzieci. Władysław i Stefan, zmarli zaraz po urodzeniu, Tadeusz i Zofia (1866),Stanisław (1867),Jan (1868),Helena (1869) i najmłodsza Laura (1870). Konopnicka nie mogła – jak napisze później w jednym ze swych autobiograficznych wierszy – znieść ograniczeń, jakie narzucał jej mąż. Nie chciała być na jego utrzymaniu i nie odpowiadała jej rola gospodyni domowej. Jarosławowi nie podobały się literackie zainteresowania żony, która zadebiutowała i zaczęła pisać, właśnie w czasie ich małżeństwa. W 1872 sprzedano majątek w Bronowie i rodzina Konopnickich przeniosła się do dzierżawionego Gusina. Tu powstał poemat W górach, który przychylnie zrecenzował Henryk Sienkiewicz, dzięki czemu poetka uwierzyła w swój talent i postanowiła sama zadbać o dzieci i siebie. W 1876 poetka rozstała się z mężem i podjęła decyzję o opuszczeniu Gusina, w 1877 przeniosła się z dziećmi do Warszawy, gdzie mieszkała do 1890. Wyjazd z dziećmi do Warszawy utrwaliła w wierszu Przed odlotem. Mimo rozstania Konopnicka nie zerwała kontaktów z Jarosławem – wysłała mu pieniądze na podróż do Krakowa na jubileusz swej twórczości. Mąż później zbankrutował, zmarł prawdopodobnie w 1902. Poetka zaczęła pracę w stolicy jako korepetytorka. W 1878 nagle zmarł jej ojciec. W tym też roku zaczęła uczestniczyć w konspiracyjnych i jawnych akcjach społecznych.
Lena Magnone datuje, że pierwsze spotkanie z Marią Dulębianką miało miejsce najpóźniej w 1886 roku; w 1889 Dulębianka została pierwszy raz wymieniona w liście. Według niektórych autorów kobiety przez następne dwadzieścia lat były partnerkami życiowymi. 8 września 1903 Dulębianka wprowadziła się wraz z Konopnicką do dworku w Żarnowcu, gdzie miała swoją pracownię. Razem odbywały stąd podróże do Austrii, Francji, Niemiec, Włoch i Szwajcarii, których klimat służył zdrowiu Konopnickiej. Dulębianka została wprowadzona do kręgu rodzinnego, brała udział w zjeździe Konopnickich i uroczystym jubileuszu poetki.
Maria Konopnicka debiutowała (pod pseudonimem Marko) w 1870 w czasopiśmie „Kaliszanin” wierszem W zimowy poranek; utwór został dobrze przyjęty. Kaliszowi poświęciła trzy utwory poetyckie: dwa zatytułowane Kaliszowi (1888, 1907) i Memu miastu (1897).
Cykl lirycznych wierszy W górach zamieścił rok później „Tygodnik Ilustrowany”. Bardzo szybko jej twórczość poetycka przepełniona patriotyzmem i szczerym liryzmem, stylizowana „na swojską nutę” zdobyła powszechne uznanie. Pierwszy tomik Poezji wydała w 1881, następne ukazały się w latach 1883, 1887, 1896.
W latach 1884–1886 redagowała pismo dla kobiet „Świt”; próbując zradykalizować jego program, wywołała sprzeciw zachowawczej opinii i cenzury. Współpracowała z tygodnikiem dla kobiet „Bluszcz”. Otrzymała tytuł członka honorowego Towarzystwa Szkoły Ludowej.
Nowele pisała od początku lat osiemdziesiątych XIX wieku aż do śmierci. Zaczęło się od dziennikarskich doświadczeń Konopnickiej, w czasie redagowania przez nią „Świtu”. Początkowo czerpała inspiracje z doświadczeń Prusa, Orzeszkowej, a następnie rozwinęła własne pomysły w dziedzinie małych form. Nowela Dym opublikowana została w 1893.
Maria Konopnicka zajmowała się także krytyką literacką, którą uprawiała od 1881, początkowo na łamach „Kłosów”, „Świtu”, „Gazety Polskiej”, „Kuriera Warszawskiego”, następnie w wielu innych pismach. Do 1890 przeważały artykuły recenzyjne o tekstach współczesnych autorów polskich i zagranicznych. Konopnicka jest znana z części swojego dorobku obejmującego prozę i tworzonego dla dzieci. Utwory Konopnickiej dla dzieci ogłaszane od 1884, eliminujące natrętny dydaktyzm, rozbudzające wrażliwość odbiorców były nowością w tej dziedzinie pisarstwa.
Już jako znana pisarka Konopnicka powróciła do wspomnień z lat dzieciństwa spędzonych w Suwałkach. Poświęciła im dwa utwory: Z cmentarzy i Anusia. Około 1890 pojawiły się w poezji Konopnickiej nowe zainteresowania tematyczne, zwłaszcza dziełami kultury europejskiej oraz nowe sposoby nawiązań do tradycji.
W 1908 w czasopiśmie "Gwiazdka Cieszyńska" (nr 90 z 7 listopada) Konopnicka opublikowała Rotę, wiersz, który stanowił punkt kulminacyjny publicystycznej kampanii poetki przeciwko polityce germanizacyjnej w zaborze pruskim. W połowie listopada utwór został przedrukowany w krakowskim miesięczniku „Przodownica”.
Utwory Konopnickiej zawierają protest przeciwko niesprawiedliwości społecznej oraz ustrojowi niosącemu ucisk i krzywdę. Nacechowane są patriotyzmem, liryzmem i sentymentalizmem.
Konopnicka współpracowała z wydawnictwami, prasą krajową, organizacjami społecznymi trzech zaborów, a także uczestniczyła w międzynarodowym proteście przeciwko prześladowaniu dzieci polskich we Wrześni (1901–1902). Brała udział w walce o prawa kobiet, akcji potępiającej represje władz pruskich, w pomocy na rzecz więźniów politycznych i kryminalnych.
Z powodu swojej twórczości atakowana przez kler i środowiska klerykalne. Biskup Karol Niedziałkowski określił ją nawet mianem poganki. Zaatakowała ją także redakcja konserwatywnego tygodnika Rola, zupełnie nieświadomie przyczyniając się do wzrostu popularności autorki, przez co zarówno w Krakowie jak i we Lwowie przyjmowana była bardzo uroczyście.
W czasie okupacji niemieckiej całość jej twórczości trafiła na niemieckie listy proskrypcyjne jako szkodliwa i niepożądana z przeznaczeniem do zniszczenia.
Rok przed śmiercią schorowana Konopnicka polecała pamięci dzieci swą towarzyszkę życia nazywając ją swoją opatrznością.
Maria Konopnicka zmarła na zapalenie płuc 8 października 1910 w sanatorium „Kisielki” we Lwowie. Została pochowana 11 października 1910 na cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie, w Panteonie Wielkich Lwowian (II rondo, 5 aleja). Pogrzeb, zorganizowany przez Marię Dulębiankę, stał się wielką manifestacją patriotyczną, w której udział wzięło blisko 50 000 osób. Z powodu wydanego zakazu przez arcybiskupa Józefa Bilczewskiego ceremonia pogrzebowa odbyła się bez udziału duchowieństwa i bez planowanej mowy biskupa Władysława Bandurskiego. Popiersie nagrobne wykonała Luna Drexlerówna, na cokole wyryto fragment wiersza Konopnickiej "W zaduszny dzień":
...Proście wy Boga o takie mogiły,
Które łez nie chcą, ni skarg, ni żałości,
Lecz dają sercom moc czynu, zdrój siły
Na dzień przyszłości...
Zniszczone podczas II wojny światowej popiersie Konopnickiej zostało odtworzone w okresie powojennym przez ukraińskiego rzeźbiarza Wołodymyra Skołozdrę.
Zobacz stronę autora
OPINIE i DYSKUSJE o książce O krasnoludkach i sierotce Marysi
Wstyd się przyznać, ale kupiłam tę książkę ze względu na ilustracje. Są tak bogate, fantazyjne, a przy tym niepokojące i kompletnie nie słodko-bajkowe. Nawet posunęłabym się do stwierdzenia że niejedno dziecko mogłoby się ich przestraszyć. Uwielbiam je za to, że są tak poruszające.
Wstyd się przyznać, ale kupiłam tę książkę ze względu na ilustracje. Są tak bogate, fantazyjne, a przy tym niepokojące i kompletnie nie słodko-bajkowe. Nawet posunęłabym się do stwierdzenia że niejedno dziecko mogłoby się ich przestraszyć. Uwielbiam je za to, że są tak poruszające.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka opowiada o przygodach krasnoludków, które wyszły ze swojego podziemnego świata i zaczęły rozmawiać z ludźmi oraz zwierzętami na powierzchni. Poznają ich troski, a ponieważ mają dobre serduszka, starają się im pomóc.
To oczywiście opis bardzo ogólny. W tych opowieściach dostajemy jednak znacznie więcej. Oprócz podstawowych prawd, że warto być dobrym człowiekiem i pomagać innym, poznajemy także piękny obraz XIX-wiecznej wsi.
Był to czas, kiedy jednocześnie funkcjonował katolicyzm oraz wiara słowiańska.
Pamiętam, że jako lektura szkolna „Sierotka Marysia” nie zrobiła na mnie większego wrażenia. Coś tam bawiły mnie nieporadne krasnale. Teraz, gdy przeczytałam ją ponownie, bardzo mnie poruszyła i wzruszyła.
Ach, współczesne bajki dla dzieci są bardzo „płaskie”. Uważam, że nie powinniśmy tak zaciekle chronić dzieci przed wszystkimi uczuciami.
Czasem życie daje w kość, co wcale nie oznacza, że losu nie da się odmienić.
Książka opowiada o przygodach krasnoludków, które wyszły ze swojego podziemnego świata i zaczęły rozmawiać z ludźmi oraz zwierzętami na powierzchni. Poznają ich troski, a ponieważ mają dobre serduszka, starają się im pomóc.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo oczywiście opis bardzo ogólny. W tych opowieściach dostajemy jednak znacznie więcej. Oprócz podstawowych prawd, że warto być dobrym człowiekiem i...
Po przeczytaniu tej książki utwierdziłam się w mojej opinii, że obecne bajki "ogłupiają dzieci". Pomijając archaiczny język, opowieść ma przede wszystkim fabułę. Dzieci są ciekawe, a to idealny sposób, aby przyswoiły legendy oraz zostały wprowadzone do dłuższych książek. Trzeba jednak przyznać, że momentami się dłuży.
Po przeczytaniu tej książki utwierdziłam się w mojej opinii, że obecne bajki "ogłupiają dzieci". Pomijając archaiczny język, opowieść ma przede wszystkim fabułę. Dzieci są ciekawe, a to idealny sposób, aby przyswoiły legendy oraz zostały wprowadzone do dłuższych książek. Trzeba jednak przyznać, że momentami się dłuży.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiecie dlaczego Ala ma kota? Bo sierotka Marysia :)
Nie dało się tego tekstu inaczej zacząć. Zabierałem się za tę opowieść jak byłem dzieckiem, ale wtedy mnie nie zaciekawiła. Wychowany na Szklarskim, Bahdaju, bogato ilustrowanych zbiorach baśni, a wizualnie na Disneyu i Polonii 1 uznałem to za staroć. Zobaczymy czy słusznie.
W pewnym sensie tak. Czy ta książka dziś nadaje się dla dzieci? Moim zdaniem NIE. Po części z powodu archaicznego języka. Rodzic niech wcześniej sam to przeczyta i ustali, czy wszystko rozumie, bo na wiele trudnych pytań będzie musiał odpowiadać. Chyba, że dziecko małe, ale takiemu to nie książka, ale głos rodzica do serca przypada.
Po części nie nadaje się z powodu niedzisiejszej pedagogiki. Baba bije pieska i kotka i nie dostaje za to żadnej kary. Później bije dziecko bo brzydkie i niedobre, a autorka piszę, że takie są matki: najpierw pobiją, a potem przytulą. Chwilę później ojciec straszy dzieci rzemieniem. A pod koniec złodziej ziarna nie zostaje w żaden sposób ukarany. Nie mówię, że go trzeba wieszać, ale jednak liczyłem na inne zakończenie tego fragmentu.
Trochę też narzekałem na brak akcji. Że to niby chłopskie pole i kilka nieswoich gęsi ma być sensem akcji? Gdzie ratowanie świata, gdzie heroizm i bohaterstwo? Ale na to narzekać przestałem po fenomenalnym rozdziale o podróży Marysi do Królowej. Tu oddech epickiej przygody aż po szczytach zawiał! Choćby Sam i Frodo na szczytach Barad Dur. Szacunek tym większy, że Konopnicka naprawdę z szacunkiem opisała góry. Piękno i groza w idealnych proporcjach.
Wszystkie motywy związane z Marysią są znakomite, najlepsze w książce. Już we fragmencie o losach Sieroty pobeczałem się jak głupi :) Także z powodu poetyckości tychże. Czy by ta książka nie była lepsza gdyby była w całości napisana wierszem. Wszystkie fragmenty wierszowane- rewelacyjne!
Dla odmiany porządnie wkurzył mnie Skrobek. Nierób i leser, pańskiego bata potrzebuje na zachętę! Aż szkoda many, którą Błystek na niego przeznaczył. W końcu się udało, happy end śliczny jest. Ale ile to zajęło... Tu też podkreślę pozytywistyczny klimat książki, pochwałę dającej chleb ziemi, która troski ludzkiej potrzebuje, a ziarnem złotym się odwdzięczy.
Na akapit zasługuje Koszałek Opałek. Czy Konopnicka tu coś lub kogoś konkretnego wyśmiewa czy ogólny trend ma na myśli, tego nie wiem. Za to wiem czemu dziś 'koszałki opałki' weszły do języka potocznego jako synonim gadania głupot. Trafny, aktualny i słusznie złośliwy atak na propagandę. Znakomity, ale z uwagi na ksenofobię samej autorki nieco wieloznaczny atak.
8/10. Dzieciom chyba nie polecam, albo nie zrozumieją albo się znudzą. Dorosłym zdecydowanie polecam! Przepiękna, wieloznaczna, nieoczywista baśń.
Wersję audio czyta Diana Giurow. Myślę, że ta książka w wersji audio robi większe wrażenie niż w papierze. Giurow świetna, a w wątkach poetyckich wręcz genialna! Nie wiem czy w wersji bezgłosowej aż tak by mi to do wnętrza trafiło.
Sam audiobook pochodzi z portalu Wolne Lektury. Wszystkim serdecznie ten adres polecam i do datków zachęcam. Super, że taka inicjatywa ma miejsce, należy ją wpierać.
Wiecie dlaczego Ala ma kota? Bo sierotka Marysia :)
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie dało się tego tekstu inaczej zacząć. Zabierałem się za tę opowieść jak byłem dzieckiem, ale wtedy mnie nie zaciekawiła. Wychowany na Szklarskim, Bahdaju, bogato ilustrowanych zbiorach baśni, a wizualnie na Disneyu i Polonii 1 uznałem to za staroć. Zobaczymy czy słusznie.
W pewnym sensie tak. Czy ta książka dziś...
„O krasnoludkach i o sierotce Marysi” Marii Konopnickiej to klasyczna baśń łącząca świat ludzi i magicznych istot. Utwór uczy wrażliwości, dobroci oraz szacunku do pracy i natury.
„O krasnoludkach i o sierotce Marysi” Marii Konopnickiej to klasyczna baśń łącząca świat ludzi i magicznych istot. Utwór uczy wrażliwości, dobroci oraz szacunku do pracy i natury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to" Kto czyta książki, żyje podwójnie "
Umberto Eco
Bajki, wiersze, baśnie autorki to klasyka polskiej literatury dziecięcej.
W tej baśni porusza tematykę dobra, zła i biedy.
Wprowadza element fantastyki, krasnoludki.
Używa prostego, przystępnego zrozumiałego dla dzieci języka.
To co współczesna literatura dziecięca proponuje dzieciom woła o pomstę do nieba.
Grafomania popychana lewackimi wstawkami.
Wiem, bo znajomi mają dzieci, inni wnuki, czasami przeglądam te książeczki, a już najgorzej jest jak mam im je czytać.
Brrrrr.
Zawsze, wszystkim moim znajomym dzieciom, zamiast zabawek czy słodyczy, kupuję bajki, ale te klasyczne.
Na te współczesne nie mogę patrzeć.
Nie wiem czy zachęcają, czy bardziej odstraszają do czytania.
Truizmem będzie napisanie, że jeśli dziecko nie nauczy się miłości do książek, to potem trudno wymagać, żeby je czytało.
O korzyściach i negatywnych skutkach, nie chce mi się pisać.
Rodzice ZADBAJCIE O SWOJE DZIECI !!!
" Kto czyta książki, żyje podwójnie "
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUmberto Eco
Bajki, wiersze, baśnie autorki to klasyka polskiej literatury dziecięcej.
W tej baśni porusza tematykę dobra, zła i biedy.
Wprowadza element fantastyki, krasnoludki.
Używa prostego, przystępnego zrozumiałego dla dzieci języka.
To co współczesna literatura dziecięca proponuje dzieciom woła o pomstę do nieba.
Grafomania...
Może będzie to świętokradztwo, co tu napiszę, ale wiecie, co myślę? Że strasznie, ale strasznie ta książka się zestarzała. I nawet nazwisko Konopnicka nic tu nie da.
Zainspirowana wizytą w muzeum Marii Konopnickiej w Suwałkach postanowiłam zerknąć do "O krasnoludkach i sierotce Marysi", już tak na spokojnie. No cóż, jako dorosła czytelniczka napiszę, że archaiczny styl robi wrażenie, ale... Właśnie, "ale". W teorii to książka dla dzieci. Wątpię, aby któreś ze współczesnych dzieci zachęciłoby się tą książką. Pamiętam sama, że jako dzieciakowi czytanie tego szło mi opornie, i nazwisko Marii Konopnickiej aż do studiów kojarzyło mi się źle 🤭 Obecnie momentami czułam zaciekawienie, jednak tak naprawdę, cała fabuła jest... nijaka. Stara się ona być baśnią, opowiastką z morałem, jednak, gdyby odjąć styl oraz wiersze, to co zostaje? Mało co. Nic, co, dla mnie, byłoby warte zapamiętania. Nawet postacie Krasnoludków (poza Podziomkiem i Koszałkiem-Opałkiem) nie są na tyle charakterystyczne, aby miały miejsce w mojej głowie. Wiem też, że to książka pisana w konkretnej epoce, i to przez ważną autorkę, ale ja bym tu też zastanowiła się, czy warto w ogóle wracać do "O krasnoludkach i sierotce Marysi" w szkole. Nie wiem, czy teraz jest to lektura, a jeśli nie, to oddycham z ulgą.
Czuję rozczarowanie, bo spodziewałam się, że odczaruję sobie Konopnicką. Przede mną jeszcze jej wiersze, więc kto wie?
Książkę dołączam do Wielkobukowego Binga 2024 pod hasłem "Polska klasyka".
Może będzie to świętokradztwo, co tu napiszę, ale wiecie, co myślę? Że strasznie, ale strasznie ta książka się zestarzała. I nawet nazwisko Konopnicka nic tu nie da.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZainspirowana wizytą w muzeum Marii Konopnickiej w Suwałkach postanowiłam zerknąć do "O krasnoludkach i sierotce Marysi", już tak na spokojnie. No cóż, jako dorosła czytelniczka napiszę, że archaiczny styl robi...
Widać talent Marii Konopnickiej. To książka znakomita! Zdecydowanie uważam, że nadaje się dla dzieci. Czasami są przyjemne rymowanki w tekście. Autorka udanie wkomponowuje poczucie humoru w losy bohaterów. Jest zarys legend traktujących o początkach państwowości polskiej. Jest folklor polskiej wsi. Treść obraca się wokół symboli i ma wymiar moralizatorski. Myślę, że ta książka pozytywnie intryguje naukowców (socjologów, historyków społecznych, literaturoznawców).
Widać talent Marii Konopnickiej. To książka znakomita! Zdecydowanie uważam, że nadaje się dla dzieci. Czasami są przyjemne rymowanki w tekście. Autorka udanie wkomponowuje poczucie humoru w losy bohaterów. Jest zarys legend traktujących o początkach państwowości polskiej. Jest folklor polskiej wsi. Treść obraca się wokół symboli i ma wymiar moralizatorski. Myślę, że ta...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Czy to bajka, czy nie bajka, myślcie sobie jak tam chcecie, a ja przecie wam powiadam: krasnoludki są na świecie”.
Nikt rozsądny nie będzie twierdzenia Marii Konopnickiej poddawał w wątpliwość, bo każdy, kto już jakiś czas żyje na tym świecie przyzna, że tylko działalnością krasnoludków można wytłumaczyć rozmaite rzeczy, które się zdarzają, choć nie śniły się nawet filozofom.
Baśń napisana jest prozą, a we fragmentach również wierszem. Jest na wskroś polska, bardzo patriotyczna, skierowana do polskich dzieci. Powstała w czasach, kiedy pruski zaborca "dzieci nam germanił", usiłując wyrugować z nich polskość. Nie przypadkiem na kartach baśni Konopnicka przypomina stare polskie legendy o Piaście, o Popielu, a przede wszystkim o królu Kraku i jego córce Wandzie.
Jakby chciała przypomnieć przestrogę Wacława Potockiego: „Póki świat światem, nigdy Niemiec nie będzie Polakowi bratem”. Nie przypadkiem więc za niemieckiej okupacji wszystkie książki Konopnickiej trafiły na czarną listę.
Baśń jest wielowątkowa, w każdym wątku wiele się dzieje. Bohaterami są ludzie oraz postaci fantastyczne. Do najbardziej znanych należą: uboga gęsiarka Marysia, która żadnej pracy się nie lęka; ubogi kmieć Skrobek - wdowiec, samotnie wychowujący Kubusia i Wojtusia; leniwa, wyrodna matka, która zamiast zająć się dzieckiem i chałupą, „do sąsiadek na gawędy biegła”; stary, miłościwie Krasnoludkom panujący król jegomość Błystek; jego nadworny historyk i kronikarz Koszałek-Opałek, który nie ma za wiele rozumu, ale za to jest uczony; Podziomek, co „jadł za czterech, a ciągle narzekał, że głodny”; Mikuła i Pakuła - „dwaj rodzeni bracia, z których król Błystek policję sobie nadworną uczynił”.
Natomiast członek żabiej familii, niejaki Półpanek, jako „jegomość zarozumiały, próżny i żądny honorów”, innymi słowy „pyszny i jak pęcherz nadęty”, do złudzenia przypomina mi niektórych polityków.
Świetna książeczka, napisana wartkim plastycznym językiem, ucząca dumy z faktu bycia Polką/Polakiem, chwaląca przyjaźń, poczucie obowiązku i pracowitość.
„Czy to bajka, czy nie bajka, myślcie sobie jak tam chcecie, a ja przecie wam powiadam: krasnoludki są na świecie”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNikt rozsądny nie będzie twierdzenia Marii Konopnickiej poddawał w wątpliwość, bo każdy, kto już jakiś czas żyje na tym świecie przyzna, że tylko działalnością krasnoludków można wytłumaczyć rozmaite rzeczy, które się zdarzają, choć nie śniły się nawet...
Ostatnią książką przeczytaną przeze mnie w lutym, wartą przytoczenia jest "O krasnoludkach i sierotce Marysi" Marii Konopnickiej.
To jedna z książek mojego dzieciństwa, w której opowiedziane przez pisarkę przygody Krasnoludków - Niebożątek - stały się m.in. przyczynkiem do rozpalenia we mnie kształtującej się jeszcze wyobraźni.
Chciałam kęs wspomnień dzieciństwa podarować swoim córeczkom. Po cichu liczyłam, że historia króla Błystka, w złotej koronie, królewskiej szacie i z brylantowym berłem w ręku oraz wiernych mu Krasnali - Koszałka-Opałka w krasnym surducie z piórem, kałamarzem i wielką księgą na grzbiecie oraz Podziomka wiecznie głodnego łasucha, a także drużynie wiernych malutkich towarzyszy, Kryształowej Grocie, wielkiej wiosennej wyprawie na Skrobkowym wozie, skarbów ukrytych pod ziemią, sierotce Marysi, Mistrza Sarabandy i Półpanka przemówią do wyobraźni moich dziewczynek.
Przyznam się, że nie było chemii, zauroczenia i wypieków na twarzy.
Tekst okazał się być trudny, często przez archaizmy i gwarę niezrozumiały przez moje latorośle. Czytałyśmy powoli i z wysiłkiem, bo historia co i rusz wymagała dodatkowego tłumaczenia.
Nie uważam jednak, by był to czas stracony. Wręcz przeciwnie! Ogromnie się cieszę, że dzieci poznały nieco legend o Bożętach i naszych wczesnopiastowskich rodowcach, dowiedziały się o trudach życia w XIX-wiecznej wsi polskiej, sposobu uprawy ziemi bez współczesnych technologii, głodowego i niewyszukanego jadła, walki o przetrwanie na przednówku czy też ubogiego umeblowania chłopskich chat. Mam nadzieję też, że pojęły, jak kiedyś nie przychodziło łatwo zapewnienie sobie pożywienia czy to, że dzieci także pracowały w gospodarstwie na ojcowiźnie.
Dzisiaj historie zawarte w "O krasnoludkach i sierotce Marysi" także ja postrzegam inaczej. Nie należą bynajmniej do łatwych, przyjemnych i gładkich. Książka nabrała dla mnie nowych intensywnych barw czarnego chleba, trudu pracy, sieroctwa, biedy, niedoli, bezmiłości i wynikającej z tego bezradności i rozpaczy.
Przejmująca bajka z drugim, bardzo czarnym dnem...
Jeśli podoba Wam się moja recenzja, to zapraszam po więcej:
https://www.instagram.com/anemonenemorose/
Ostatnią książką przeczytaną przeze mnie w lutym, wartą przytoczenia jest "O krasnoludkach i sierotce Marysi" Marii Konopnickiej.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo jedna z książek mojego dzieciństwa, w której opowiedziane przez pisarkę przygody Krasnoludków - Niebożątek - stały się m.in. przyczynkiem do rozpalenia we mnie kształtującej się jeszcze wyobraźni.
Chciałam kęs wspomnień dzieciństwa podarować...