Kanon lektur nieczytanych – rozmowa z Katarzyną Wojtaszak

Adam Jastrzębowski
05.09.2019

Zachęcamy do tego, by kanon potraktować jako coś istotnego dla naszej kultury, tożsamości; żeby zastanowić się, czy te postawy różnią się od dzisiejszych – mówi Katarzyna Wojtaszak, kuratorka wystawy „Kanon lektur nieczytanych” w poznańskiej Bibliotece Raczyńskich. Ukazano na niej najmniej lubiane lektury szkolne, opatrzone dowcipnymi komentarzami i memami internetowymi. Wszystko po to, by odbrązowić zakurzony kanon i stworzyć pretekst do dyskusji, w którą włączą się także uczniowie.

W poniedziałek wybrzmiał pierwszy szkolny dzwonek, a wraz z nim pojawiły się pytania o lektury szkolne. Blisko dwieście komentarzy użytkowników lubimyczytać.pl w dyskusji o kanonie książek obowiązkowych utwierdziło nas w przekonaniu, że jest to istotne zagadnienie. Które z lektur są przez uczniów lubiane i doceniane, a które nie? W jaki sposób nauczyciele mogą prowadzić lekcje, by były jak najciekawsze? Wreszcie – czy kanon lektur nie powinien ulec zmianie?
Na ten temat porozmawialiśmy z Katarzyną Wojtaszak z Działu Koordynacji Działalności Kulturalnej i Promocji Biblioteki Raczyńskich

Adam Jastrzębowski: Dużo osób przychodzi zobaczyć wystawę „Kanon lektur nieczytanych” w Galerii Atanazego?

Katarzyna Wojtaszak: Dużo. Najciekawsze jest to, że przychodzą różni ludzie – osoby, które czytały lektury wiele lat temu, ale też młodzież, która robi telefonami zdjęcia tych tablic. Słyszymy śmiechy i dyskusje. Zdarzają się też wycieczki rodzinne, kiedy rodzice przypominają, które pozycje im się podobały, a które wręcz przeciwnie. 

Przygotowując się do stworzenia „Kanonu lektur nieczytanych” w Bibliotece Raczyńskich, odpytywaliśmy czytelników na dwa sposoby – nie tylko za pomocą facebookowego posta na fanpage'u Biblioteki, ale również dzięki tablicy stojącej u nas w herbaciarni. Pewnego dnia ktoś napisał na niej, że najbardziej nie lubił „Małego Księcia”. Dzień później pojawił się pod tym stwierdzeniem duży napis: „NIE!”. Pod opinią, że „Pan Tadeusz” był najmniej lubianą lekturą, ktoś narysował kciuk w górę. Widać, że chociaż lektury to temat dla niektórych bardzo odległy, to do teraz budzi emocje. 

Chyba nie jest możliwe, by kanon lektur podobał się wszystkim czytelnikom. 

„Lalka” jest u nas na pierwszym miejscu nielubianych lektur, bo tak zadecydowali zaproszeni uczniowie z poznańskich liceów. Najpierw zbieraliśmy głosy, potem ustalaliśmy w drodze dyskusji top 10 nielubianych lektur. Ten układ jest dziełem uczniów. Natomiast prawdą jest, że wiele osób tę powieść uwielbia i umieściłoby „Lalkę” na liście lektur najchętniej czytanych. Prezentowany przez nas zbiór lektur to pokazanie ich z przymrużeniem oka, pewna wariacja na temat. 

W redakcji lubimyczytać.pl zdziwiła nas wysoka pozycja „Wesela”, zapamiętaliśmy ją jako ciekawą lekturę.

Ktoś nam powiedział, że lubił dramaty, bo szybko się je czytało. Ktoś inny napisał w dyskusji, że przeczytał „Wesele” szybko i zdawało mu się, że już wszystko wie, ale jak doszło do omawiania lektury, to okazało się, że musi ją przeczytać jeszcze raz. Kwestie symboliczne i postacie historyczne nie są dzisiaj powszechnie znane współczesnej młodzieży. Trudno oczekiwać po ponad 100 latach, byśmy wiedzieli, kto się krył pod jakąś postacią i jakie może to mieć znaczenie dla interpretacji utworu. 

Zwłaszcza że lektury czyta się przed jej omawianiem na lekcji. 

Dlatego tutaj zrobiliśmy wpis z fikcyjnego portalu kejterek.pl i wyjaśniliśmy, kto jest kim i jak relacja ze ślubu Rydla mogłaby wyglądać w serwisach plotkarskich, gdyby takie wówczas istniały. A to wesele było naprawdę wielkim wydarzeniem towarzyskim.  

Dzisiaj zjechaliby się na nie paparazzi.

Próbujemy wytłumaczyć, dlaczego „Wesele” budziło takie emocje i dlaczego Rydel miał do Wyspiańskiego pretensje za to, co zrobił; dlaczego matka jednej z panien występujących w dramacie, na własną rękę i na swój koszt wydrukowała alternatywne plakaty, aby zmienić imiona tych dziewcząt. Chcemy pokazać, że te książki to nie jest tylko zakurzony kanon, bo w swoich czasach budziły emocje. I to może naszą winą jest, że czytamy je jako zakurzone, stare i odnoszące się do nieznanej nam rzeczywistości. 

Lektury do teraz mogą być inspirujące i dotyczyć kwestii, które cały czas są podnoszone. Tak jak w przypadku „Cierpień młodego Wertera”, gdy opowiadamy o zjawisku fake newsów i o zalewających nas niesprawdzonych informacjach. Pokazujemy, jaki literatura miała wówczas wpływ na ludzi – po wydaniu „Cierpień…” zaczęła się fala samobójstw. Od zawsze pojawiały się osoby podatne na to, co robią celebryci. Nie jest to tylko dzisiejszy problem, kiedyś były po prostu inne narzędzia komunikacji. To jest przykład tematu, który przy analizowaniu lektury można poruszyć i który będzie dla uczniów w jakiś sposób atrakcyjny.

Tworzą się tutaj propozycje i inspiracje dla nauczycieli.

Chcielibyśmy, by te lektury były przeczytane, a nie tylko omawiane. Fajnie by było, gdyby były przeżyte. Jeżeli okaże się, że można na nie w inny sposób spojrzeć i ta nasza wystawa się do tego przyczyni, to będzie oznaczało, że była potrzebna.

Na dodatkowe inspiracje liczymy po przyszłotygodniowym spotkaniu z nauczycielami, którzy obiecali, że będą pokazywali, jak wykorzystać flipcharty, kostki Story Cubes, czytanie performatywne. Sami jesteśmy ciekawi, jakie mają pomysły. Nie chcemy, by pokutowało myślenie, że czytanie lektur szkolnych odciąga od książek; że jest podział na lektury i książki, że to są osobne kategorie. Chcemy, by były to książki dla młodego czytelnika inspirujące. Chociażby dlatego przy „Potopie” przywołujemy boksera Artura Szpilkę, który po przeczytaniu Sienkiewicza stwierdził, że skoro Kmicic może się zmienić, to on też. Jeżeli ta wystawa któregoś z nauczycieli zainspiruje, to warto ją było zrobić. 

Nie da się ukryć, że w szkole byłem już dobrą chwilę temu, ale jak przypomnę sobie moje omawianie lektur…

Pan pamięta pewnie lekcje na modłę „Dlaczego Słowacki tak bardzo zachwyca”.

Otóż to. Utkwiła mi w pamięci lekcja z liceum, gdy podczas analizowania „Lalki” pani profesor spytała jednego z uczniów o to, co w sklepie upadło Rzeckiemu na podłogę. Mój kolega odpowiedział, że bakalia i niestety otrzymał ocenę niedostateczną. Pani profesor oczekiwała odpowiedzi, iż była to rodzynka. 

Mam nadzieję, że ten typ „przerabiania” lektur już się w szkołach nie pojawia. On nigdy nie miał sensu. Chyba że okazałoby się, iż ta rodzynka miała jakieś symboliczne znaczenie – tak jak w „Ludziach bezdomnych” istotna jest rozdarta sosna, a nie np. płacząca wierzba. Należy zadać pytanie – jaki wpływ ma ta rodzynka na zrozumienie całej „Lalki”?

Wielką rolą nauczycieli jest, by nie zrażali uczniów, pytając o takie szczegóły. Ja też mam za sobą sprawdzian w szkole podstawowej z pytaniem z „Sierotki Marysi”: Jakiego koloru i ile było gąsek? I też to nie ma wielkiego znaczenia.

A pamięta pani, ile było?

Tak, siedem. 

Czyli też pani zapamiętała!

Pamiętam, takie rzeczy się zapamiętuje. Natomiast wpływu na zrozumienie tej lektury nie ma to żadnego. O wiele lepiej by było znaleźć czas na porozmawianie o wrażeniach czytelniczych i postawach bohaterów niż o takich szczegółach. To one są czymś, co młodzież interesuje. „Lalka” zajęła pierwsze miejsce w naszym plebiscycie nie dlatego, że jest np. napisana trudnym językiem. W przypadku „Nad Niemnem” pojawiały się odpowiedzi, że nie lubimy, bo jest nudne i są opisy przyrody. Przy okazji „Lalki” pojawiały się tylko argumenty dotyczące bohaterów. Nie znosi się Wokulskiego, nie znosi się Izabeli. Problem nie pojawił się z przebrnięciem przez opasłą księgę, tylko z niezrozumieniem wyborów i postaw głównych postaci. I to jest temat do dyskusji! To świadczy o tym, że lektura została przeczytana i przemyślana. Powinniśmy rozmawiać nie tylko o tym, co autor chciał powiedzieć, ale też o tym, jak to do nas dzisiaj trafia. Przy czym nie można zapominać, że kontekst powstania utworu jest niezwykle istotny, bo te teksty powstały w konkretnej rzeczywistości historycznej. 

Z jednej strony radzimy nauczycielom, by otworzyli się, wychodzili poza sztywne ramy, a z drugiej strony nie zapominali o kontekście, który jest niezwykle ważny, a dzisiaj już jest często nieznany i nieoczywisty. 

Upatruję tutaj zagrożenia w tym, że historia i język polski są osobnymi tematami. Brakuje spójności, rozszerzania kontekstów historycznych.

W przypadku naszej literatury nauczanie zintegrowane jest kluczowe. Łatwiej zrozumieć literaturę, czy szerzej sztukę, jeśli posiada się wiedzę dotyczącą historii, socjologii. To wszystko na siebie oddziałuje. Dlatego na wystawie w przypadku niektórych lektur staramy się ten kontekst przybliżyć, bo trudno zrozumieć Mickiewicza bez znajomości historii tamtego czasu. 

Czy fakt, że żyjemy w innych czasach, niż gdy powstawał „Pan Tadeusz” czy „Ludzie bezdomni”, jest powodem, by zmienić kanon lektur?

Uważam, że są takie dzieła, które powinno się znać. Są takie utwory literackie, muzyczne, plastyczne, które są istotne i spełniają rolę klucza do odnalezienia się w kulturze współczesnej. Jeśli mówimy o postmodernizmie, to jest to łamanie wszystkiego, co było wcześniej. Ale nie jesteśmy w stanie zinterpretować utworu, jeśli nie mamy pojęcia, co on chce przełamać. Zachęcamy do tego, by kanon potraktować jako coś istotnego dla naszej kultury, tożsamości; żeby zastanowić się, czy te postawy różnią się od dzisiejszych. Jak zauważali w rozmowach niektórzy nauczyciele, „Przedwiośnie” można omawiać w kontekście współczesnych ruchów społecznych. I wówczas okazuje się, że jest ciągłość pokoleniowa idei i potrzeb. Można czytać te lektury nie jako nudne książki sprzed lat, ale jako coś, co powstało w konkretnym czasie, ale też ma odniesienie do współczesności. Wszak trudno czytać Gombrowicza, nie znając Mickiewicza czy literatury staropolskiej. Warto znać kanon dla własnej przyjemności czytania, odkrywania odniesień kulturowych i intertekstualnych.

A z którą z książek pani miała największy problem?

Z „Granicą”. Uważam, że Zenon Ziembiewicz jest najbardziej antypatyczną postacią polskiej literatury. Strasznie mnie irytował! Stara się żyć porządnie, a wychodzi jak zwykle. Mimo że „Granica” jest dobrą powieścią psychologiczną, książką, spośród tych przedstawionych u nas na wystawie, najbardziej współczesną, to ten bohater mnie odstręczał. Już chyba „Nad Niemnem” było lepsze. Pamiętam, że czytałam „Granicę” na wakacjach – bo ja zawsze czytałam lektury na wakacjach. 

Na wakacjach?

Tak, na studiach polonistycznych też tak robiłam. To jest odwieczny problem polskich szkół, gdy pani polonistka mówi na lekcji „I na za dwa tygodnie przeczytajcie «Lalkę»”. Wtedy już traci się ochotę na czytanie, bo trzeba jeszcze nauczyć się na fizykę i geografię. A gdy czytałam w wakacje, to mogłam sobie zrobić notatki i czytać lektury bez bata czasowego nad głową. Wtedy jest więcej czasu i można to zrobić z większą przyjemnością, a nie między obiadem a zadaniem z chemii. Literatura i sztuka wymagają oddechu i przestrzeni. 

To, co jest duże, grube i ciężkie – a do tego jest za mało egzemplarzy w szkolnej bibliotece – warto przeczytać wcześniej. Gdy poświęcimy książce więcej czasu, to ona się odwdzięczy, dając nam dużo więcej głębszych informacji, niż to, co wynika ze streszczenia. Może nawet zapamiętamy tę rodzynkę z „Lalki”?

Czy jest dużo osób, które wracają po ukończeniu szkoły do lektur z kanonu?

Pamiętam, że gdy pracowałam w bibliotece twarzą w twarz z czytelnikiem, to zdarzały się osoby, które mówiły, że w liceum były jeszcze za młode, by pewne rzeczy zrozumieć. I one potem wracały do „Chłopów”, do Żeromskiego. Gdy się sięga po klasykę, to wiemy, że ona z jakiegoś powodu pojawiła się w tym kanonie. To wartość, którą doceniały pokolenia.

Znam też osoby, które czytają „Lalkę” raz na pięć lat, by sprawdzić, jak same się rozwinęły i co w tym momencie w powieści – którą znają przecież na wylot – najbardziej ich dotknie i zrobi na nich wrażenie. 

Druga sprawa to pytanie, czy niektórych lektur nie czytamy za wcześnie. Ale jeśli ktoś nam nie powie w tym wieku nastoletnim, że to warto przeczytać, to raczej nie ma szans, byśmy do tego wrócili w dorosłości.

I tak źle, i tak niedobrze.

Myślę, że lepiej jest przeczytać i mieć jakieś wrażenia, a może po latach do tej lektury powrócić, niż stwierdzić, że lektury są tylko obowiązkiem szkolnym i ich potem nie czytać. Mamy nadzieję, że nasza wystawa zachęci do czytania – jeśli nie lektur, to chociaż polskiej klasyki. Zresztą Narodowe Czytanie co roku udowadnia, że to są książki, które coś w sobie mają. I właśnie w takim czytaniu spokojnym, domowym, mogą być po prostu ciekawą lekturą. 

Do „Krzyżaków” zdarzyło mi się wrócić.

Oni się dosyć długo zaczynają, gdy Maćko i Zbyszko siedzą i siedzą w tej gospodzie... Co ciekawe, Sienkiewicz nie miał możliwości odtworzenia średniowiecznej polszczyzny, tylko ją sam wymyślał. To nie jest historyczny język. Czytając dzisiaj „Krzyżaków”, widać, jak ten język się zmienił; dla szóstoklasistów, którzy porozumiewają się językiem złożonym z takich słów, jak „XD”, „LOL” itd., ta stylizacja na staropolszczyznę może okazać się przeszkodą techniczną nie do pokonania. 

Twórcy kanonicznych dzieł starali się możliwie jak najwierniej odtwarzać rzeczywistość historyczną. Sienkiewicz podróżował z kuframi wypełnionymi książkami historycznymi, by nie przeinaczyć wydarzeń, Eliza Orzeszkowa stworzyła zielnik, w którym opisywała poszczególne rośliny, opatrując je polską i łacińską nazwą. Oni mieli świadomość, że ich książki będą traktowane jako źródło wiedzy, stąd nie mogli sobie pozwolić na przekłamania. Przykładali się do swojej pracy profesjonalnie i odpowiedzialnie. 

Mamy nadzieję, że uda nam się również odbrązowić tych naszych autorów, pokazać, że nie byli to tylko poważni panowie z brodą, ale mieli też zwyczajne, ludzkie problemy. Przypominamy na przykład, jak to Sienkiewicz, gdy pisał z przerwami „Potop”, zapomniał, gdzie jest Kmicic, i pisał telegram do redakcji z prośbą o sprawdzenie. Okazało się, że Kmicic był w Częstochowie i wysadza armatę. To pokazuje, że nawet najwięksi pisarze są tylko ludźmi.

Wystawa „Kanon lektur nieczytanych” czynna jest w Galerii Atanazego w głównym gmachu Biblioteki Raczyńskich w Poznaniu do 30 września.

Reklama

komentarze [52]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

49
14
05.09.2019 09:04

Zapraszam do dyskusji.


1566
260
05.09.2019 11:31

Świetny wywiad i rewelacyjna wystawa - i treściowo i estetycznie. Żałuję, że nie zobaczę na żywo.


138
43
05.09.2019 11:42

Pójdę zobaczyć tę wystawę.
Ciekawe czy będzie tam Konrad Wallenrod.
Ganicę o dziwo mi się czytało dobrze choć mnie też wkurzał/denerwował Ziembiewicz.
Nad Niemnem były przydługawe opisy przyrody więc czasem wertowałem książkę do przodu.
Lektury do okresu pozytywizmu czytało mi się raczej ciężko.


7041
3031
05.09.2019 12:16

 Lalka Lalka - naprawdę najbardziej nielubiana? Aż trudno mi uwierzyć. Cóż, albo ja się starzeję, albo młodzież coraz bardziej głupieje:)


681
221
05.09.2019 12:49

Za moich czasów też sporo osób wymieniało "Lalkę" jako najgorszą lekturę. Mnie się raczej podobała, ale chyba czytanie najbardziej utrudniała nuda ziejąca z pamiętnika starego subiekta i pewnie to bardzo zrażało wielu uczniów.


1008
473
05.09.2019 13:44

Ja nie przeczytałam "Lalki" w liceum, nie pamiętam powodu.
Za to w zeszłym roku przesłuchałam jej w formie audiobooka jakieś 30 lat po czasie, kiedy powinnam była to zrobić. Byłam zachwycona treścią - językiem, dowcipem, wątkami pobocznymi, głównym zresztą też. Cieszę się, że moje pierwsze podejście do "Lalki" nastąpiło tak późno.


1084
162
05.09.2019 14:41

Pierwsza książka o ku*ewstwie.
Mimo wszystko bardzo dobra. Być może nawet kiedyś do niej wrócę.


1008
473
05.09.2019 14:42

Raczej o więzieniu w złotej klatce i stalkingu. Bardzo na czasie.


510
164
05.09.2019 15:02

Czyli Blanka Lipińska w jakimś sensie napisała Lalkę na nowo? :D


1084
162
05.09.2019 15:48

@Maciek - złoto! ^^


7041
3031
05.09.2019 16:56

@Maciek - po przeczytaniu Twojego komentarza oplułam kawą klawiaturę:)


1105
292
05.09.2019 17:09

Zabrałem się właśnie za "Lalkę" w ramach wyzwania LC 2019. No, szok, normalnie, czemu nie przeczytałem tej pozycji wcześniej!

A żeby było śmieszniej, to narracja subjekta Rzeckiego okazała się bardzo ciekawa. Stwierdziłem na przykład, że ten stary wiarus potrafił niezwykle realistycznie przedstawić XIX-wieczną bitwę z perspektywy szeregowca. Mam o tym, jako...

więcej

1650
204
05.09.2019 19:50

Ja uwielbiałam "Lalkę", natomiast mój syn, mimo wielokrotnych prób zawsze przy niej zasypiał.


100
0
12.09.2019 06:40

"Lalkę" przeczytałem z przyjemnością, ale sposób jej omawiania w szkole (ponad 40 lat temu) po prostu mnie wkurzył. Zbyt dużo wiedziałem już wtedy o historii. "Lalka" według nauczycieli i podręczników miała być "obrazem społeczeństwa polskiego po upadku powstania". A to była i jest kompletna bzdura. Prus pisał "Lalkę" "pod cenzurę". Carska cenzura w tym czasie nigdy by nie...

więcej

1105
292
12.09.2019 08:27

Dokładnie. Przecież za każdym razem, gdy mowa o jakiejkolwiek działalności przeciwko rosyjskiej zwierzchności, Prus konsekwentnie używa niedomówień i koncentruje się raczej na węgierskiej Wojnie Ludów przeciwko Austriakom. Czyli jakby transponuje walkę niepodległościową na stosunkowo neutralny grunt.


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

969
66
05.09.2019 12:48

Super pomysł. A do grona nielubianych spieszę dołączyć Żeromskiego, którego nie cierpię w całości. Nielubianych, nie nieczytanych, ponieważ mimo odrazy przebrnęłam, łącznie z nieobowiązkowymi "Popiołami".


1090
33
05.09.2019 13:03

Chętnie bym zobaczyła tę wystawę, szkoda, że do Poznania tak daleko :-)


684
0
05.09.2019 13:06

Ja cierpiałam razem z Werterem. Strasznie nudna pozycja, którą bym wykreśliła z kanonu lektur. Mnie zaciekawiła historia Maryny z Chłopów i mimo, że w szkole nie musieliśmy czytać całości, ja dałam się przekonać Reymontowi. Sienkiewicza kocham, ale jedynie za trylogię. Jednak moim ulubionym okresem czytelniczym był okres międzywojenny. ☺️☺️☺️


508
221
05.09.2019 13:12

Eh co za świat... Trudno uwierzyć, że Polak musi mieć gadżet w postaci błyszczącego, kolorowego miecza, żeby docenić "Krzyżaków", "Potop", dzieła Mickiewicza. Przecież to kultura narodu, rzecz bardzo ważna. Może by tak zrobić w szkołach przedmiot, jaki jest na studiach pedagogicznych "Literatura i kultura" z tym, że nie dziecięca ale narodowa?


2472
8
05.09.2019 14:49

Każda dyskusja o lekturach to "znienawidzony" "POTOP". Uwielbiam trylogię i czytam co kilka lat od początku z takimi samymi (no prawie)wypiekami na twarzy. Brak mi natomiast "Nocy i dni" u nas była to lektura ale ja czytając słyszałam cały czas "Bogumiłłł", "Tomaszkuu" i chyba przez film książki nienawidzę (a szkoda).


893
102
05.09.2019 15:23

A ja nie cierpiałam "W pustyni i w puszczy" - zupełnie mnie nie obchodził los Stasia i Nel ;) Ciężko mi było również czytać "Ferdydurke" i "Wesele".
Reszta lektur przemówiła do mnie, niektóre pokochałam na wieki - "Giaur", "Zbrodnia i kara", "Potop", "Eugeniusz Oniegin"... :)

Lektury są ważną częścią szkolnego życia, ale warto dziecko przygotować już od małego do...

więcej

444
1
05.09.2019 16:01

"W pustyni i w puszczy" jest i było dla mnie piekłem.


893
102
05.09.2019 22:19

No to piąteczka :D


681
221
06.09.2019 08:44

Dołączam się! Jak byłam w podstawówce, wyszedł właśnie film "W pustyni i w puszczy" i wszystkie inne dzieciaki z mojej klasy szalały za książką i ekranizacją, a ja nie mogłam tego doczytać... Moja mama się nade mną zlitowała i kazała mi pod koniec czytać co drugą stronę, bo przecież i tak nic mnie nie ominęło, oni tylko szli i szli...


444
1
06.09.2019 17:49

Przez "W pustyni i w puszczy" zniechęciłam się do książek przygodowych ;/


Dodaj odpowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

zgłoś błąd