Niedziela nad Sekwaną

- Kategoria:
- biografia, autobiografia, pamiętnik
- Format:
- papier
- Seria:
- Impresjoniści
- Tytuł oryginału:
- Luncheon of the Boating Party
- Data wydania:
- 2011-06-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2011-06-01
- Liczba stron:
- 584
- Czas czytania
- 9 godz. 44 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788362478200
- Tłumacz:
- Krystyna Bartnik
Jeden z najbardziej rozpoznawalnych impresjonistycznych obrazów, arcydzieło Auguste’a Renoira Śniadanie wioślarzy, przedstawia grupę przyjaciół cieszących się letnią niedzielą na tarasie kawiarni nad brzegiem Sekwany, w pobliżu Paryża. Są wśród nich kolekcjoner dzieł sztuki, włoski dziennikarz, bohater wojenny, bogaty malarz, słynna aktorka oraz przyszła żona Renoira. W promieniach słońca, przy zastawionym stole, piękne kobiety i przystojni mężczyźni cieszą się
la vie moderne, w czasie, kiedy rozluźniły się społeczne ograniczenia, Paryż leczy rany po wojnie z francusko-pruskiej, a mieszkańców miasta wprost rozsadza pragnienie przeżywania przyjemności i tęsknota za niezwykłymi wrażeniami. Renoir podziela te potrzeby, choć maluje obraz w momencie osobistego kryzysu uczuciowego, zmagając się jednocześnie z problemami, które rozdzierają grupę impresjonistów. Susan Vreeland fascynująco opowiada
o malarzu i jego modelach, rzuca światło na atmosferę, gusty
i sztukę epoki. Stworzywszy całą galerię ujmujących, tryskających energią postaci, z talentem i przenikliwością opisuje ich losy: romanse, upadki i triumfy
Kup Niedziela nad Sekwaną w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Niedziela nad Sekwaną
Poznaj innych czytelników
330 użytkowników ma tytuł Niedziela nad Sekwaną na półkach głównych- Chcę przeczytać 221
- Przeczytane 104
- Teraz czytam 5
- Posiadam 46
- Ulubione 5
- Literatura amerykańska 5
- Francja 2
- Do kupienia 2
- Powieść historyczna 2
- 2018 2
Tagi i tematy do książki Niedziela nad Sekwaną
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Niedziela nad Sekwaną
Byliśmy pijani możliwościami, odurzeni tysiącami rozkoszy pozostałych do posmakowania.
Człowiek, który robi coś sam, od początku do końca, od pomysłu aż do ostatniego pociągnięcia ręką,jest szczęśliwym człowiekiem.












































OPINIE i DYSKUSJE o książce Niedziela nad Sekwaną
Przeczytana z przyjemnością, polecam szczególnie osobom interesującym się malarstwem i szukającym opracowań w lekki sposób przybliżających "historię" czy wydarzenia autentyczne. "Niedzela nad sekwaną" opowiada o kulisach powstawania "Śniadania wioślarzy" Renoira, przedstawia każdego z jego bohaterów i powody, dla których został wybrany do udziału w tworzeniu obrazu :) z wielką przyjemnością poszukam teraz okazji aby zobaczyć sam obraz :)
Przeczytana z przyjemnością, polecam szczególnie osobom interesującym się malarstwem i szukającym opracowań w lekki sposób przybliżających "historię" czy wydarzenia autentyczne. "Niedzela nad sekwaną" opowiada o kulisach powstawania "Śniadania wioślarzy" Renoira, przedstawia każdego z jego bohaterów i powody, dla których został wybrany do udziału w tworzeniu obrazu :) z...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSusan Vreeland sportretowała w „Niedzieli nad Sekwaną” Paryż z czasów, które mnie fascynują. Fin de siecle, czas, gdy w stolicy Francji rodzi się nowa sztuka, w kabaretach tancerki pokazują podwiązki, tańcząc kankana, a artyści raczą się absyntem. To miasto, w którym buzuje artystyczny ferment i trwają spory dotyczące kształtu nowoczesnego malarstwa. Na tle tych rewolucyjnych przemian autorka opisuje historię stworzenia jednego z najpiękniejszych obrazów impresjonistycznych, czyli „Śniadania wioślarzy” Augusta Renoira.
Obraz był mi znany, ale nie w szczegółach. Dlatego lekturę zaczęłam od dokładnego przyjrzenia się dziełu i przeczytania artykułu na portalu Niezła Sztuka, gdzie drobiazgowo opisano poszczególne postaci i ich związki z samym malarzem. Popatrzmy: grupka przyjaciół spędza słoneczny dzień na tarasie kawiarni nad Sekwaną. Na stole winogrona i butelki z winem, panie w letnich sukniach, a panowie w słomkowych kapeluszach i eleganckich marynarkach. Widać, że czują się swobodnie. Jeden z bohaterów zdjął nawet koszulę i pozuje w podkoszulku. Całość skąpana jest w słońcu dzięki jasnej palecie barw, subtelnym pociągnięciom pędzla i misternie oddanym załamaniom światła. Piękne.
Autorka opowiada o tworzeniu tego obrazu od samego początku, czyli od momentu, gdy Renoir jadąc na parowym motocyklu ulega wypadkowi i upadając na ziemię doznaje olśnienia. Postanawia namalować obraz, który będzie połączeniem kryteriów cenionych na Salonie z nowoczesnością. Zachowując więc technikę typową dla grupy impresjonistów maluje realistyczną scenę rodzajową, do której pozują mu przyjaciele i znajomi. I właśnie im poświęcone są kolejne rozdziały. Mamy tu córkę właścicielki kawiarni, młodą szwaczkę i przyszłą żonę malarza, kolekcjonera dzieł sztuki, słynną aktorkę, dziennikarza, bogatego malarza. Są też tacy, którzy mieli być na obrazie, ale zostali wymazani i zastąpieni kimś innym. Renoir bardzo się bał bowiem, by nie posądzono go o bluźnierstwo i nie chciał mieć 13 osób na płótnie (skojarzenie z Ostatnią Wieczerzą).
Historie modeli pozujących do tego dzieła Susan Vreeland ukazała na tle miasta, które jeszcze nie podniosło się ze zniszczeń po wojnie francusko- pruskiej i wydarzeniach Komuny Paryskiej. Paryż ma więc dwa oblicza- na zmianę wchodzimy do ubogich dzielnic, gdzie żyją szwaczki, praczki i tancerki rewiowe i do bogatych kwartałów francuskiej burżuazji, na salony, gdzie pije się szampana, jada kawior na grzance i chodzi w jedwabiach i koronkach. W tych pierwszych wykorzystywane i naiwne dziewczyny muszą radzić sobie ze wstydliwymi problemami w pokątnych izbach samozwańczych akuszerek, a po drugiej stronie Sekwany toczą się rozmowy o malowaniu portretów na zamówienie. Montmartre, dziś atrakcja turystyczna stolicy Francji, jest jeszcze przedmieściem Paryża, z błotnistymi ulicami, podejrzanymi spelunkami, gdzie można zakosztować zakazanych przyjemności. To także miejsce, które przyciąga swobodną atmosferą i rozluźnieniem obyczajów, co powoduje, że co niedziela przyjeżdżają tu rzesze paryżan z centrum miasta, by uczestniczyć w piknikach, zawodach wioślarskich i pokazach kankana. Przepyszny jest ten obraz pulsującego, rozbawionego wbrew niezaleczonym ranom wojennym miasta, gdzie pękają ostatnie okowy społecznych ograniczeń, gdzie kobiety nieśmiało zaczynają żyć po swojemu i gdzie miłość nie potrzebuje małżeństwa, by mogła się spełnić.
Najbardziej podobał mi się sposób, w jaki autorka opisuje różne miejsca w Paryżu. Wciela się ona w malarza i patrzy jak impresjonista. Kiedy opisuje rzekę to nie używa zwykłych nazw kolorów. O nie- mamy tu cynober, błękit pruski, kraplak, sienę paloną, grafit. Komin wytwórni powozów „rzucał refleks ochry i buchał ciemnografitowym dymem”. A drewniany pawilon cyrkowy jest pomalowany w jaskrawe kolory oranżu, zieleni i fioletu. Kolory aż kipią, a do nich trzeba dodać jeszcze zapachy- siana, rzeki i mnóstwa potraw serwowanych przez właścicielkę kawiarni, gdzie malowany jest obraz.
To bardzo ciekawe studium malarskie i wciągająca opowieść o ludziach, których widzimy na obrazie. Na pewno warte uwagi wszystkich miłośników malarstwa, ale i tych, którzy kochają Paryż.
Susan Vreeland sportretowała w „Niedzieli nad Sekwaną” Paryż z czasów, które mnie fascynują. Fin de siecle, czas, gdy w stolicy Francji rodzi się nowa sztuka, w kabaretach tancerki pokazują podwiązki, tańcząc kankana, a artyści raczą się absyntem. To miasto, w którym buzuje artystyczny ferment i trwają spory dotyczące kształtu nowoczesnego malarstwa. Na tle tych...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toUff! Skończone!!! Obraz malował się przez prawie 600 stron. Efekt zadziwiający.
Treść piękna jak okładka, a okładka to fragment obrazu „Śniadanie wioślarzy” Renoira. O powstawaniu tego dzieła jest cała książka. Studium jednego obrazu. A obraz to szczególny, zadziwiający, wielkością, zaludnieniem, barwami i wreszcie namalowany nie na zarobek, nie na zamówienie, tylko dla przyjemności malarza.
„...Prawie dwa miesiące malowania, osiem śniadań, parę tuzinów tub farb, pięć kobiet, dziewięciu mężczyzn... Ciągłe poszukiwanie doskonalej kompozycji, doskonałego pociągnięcia pędzlem, doskonałych barw…Od czasów Wenecjan nie było w obrazie takiego migotliwego bogactwa…Cały obraz jest symfonią barwnych wibracji. Tysiące tonów i dotknięć nadają formę poprzez najsubtelniejsze gradacje…”. To słowa modeli o obrazie, do którego pozowali z miłością. Czy da się z miłością pozować? Ano da się.
Aktorka, kobieta mim, szwaczka, wdowa po kapeluszniku, publicysta, rosyjski arystokrata, malarz, wioślarz, sami przyjaciele Augusta Renoira, to nie są bezimienne postaci, oni faktycznie żyli w Paryżu pod koniec XIX wieku i jedno lato poświęcili Renoirowi. Śniadali wspólnie na tarasie kawiarni nad rzeką, przez wszystkie letnie niedziele i świetnie się bawili. A jakie dania przygotowywał restaurator! I gdy już pojedli i popili, zamierali w ustalonej pozie (jakie to musi być trudne tak pozować godzinami). Tymczasem malarz ruszał do dzieła, malował, skrobał, zamalowywał, przeżywał udręki tworzenia, wpadał w ekstazę I czarował na płótnie. Dzięki autorce miałam możliwość spojrzeć mu przez ramię i być obecną przy tworzeniu każdej postaci, pieska, markizy, nawet balustrady czy kieliszka. Wszystko na obrazie ma bowiem znaczenie, a przede wszystkim na każdym z elementów gra światło. Nic dziwnego, zaczyna się epoka impresjonistów.
W tle Paryż z Montmartre na czele, z jego barami, teatrami, knajpkami, Salonem, wystawami, z przyjęciami. Sekwana z oszałamiającymi widokami, zawodami wioślarskimi oraz tarasem istniejącej do dziś restauracji „Fournaise” koło mostu w Chatou na Sekwanie.
Obraz „Śniadanie wioślarzy” znałam już wcześniej, ale postrzegałam go jako rozbudowaną rodzajową scenkę. Teraz mogłabym o nim opowiadać godzinami. O technice malowania, o świetle, o jego pięknie i o ludzkich historiach, których niesie z sobą tak wiele.
Uff! Skończone!!! Obraz malował się przez prawie 600 stron. Efekt zadziwiający.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTreść piękna jak okładka, a okładka to fragment obrazu „Śniadanie wioślarzy” Renoira. O powstawaniu tego dzieła jest cała książka. Studium jednego obrazu. A obraz to szczególny, zadziwiający, wielkością, zaludnieniem, barwami i wreszcie namalowany nie na zarobek, nie na zamówienie, tylko dla...
Książka bardzo ciekawa. Pokazane są w niej zmagania Renoir'a z obrazem "Śniadanie wioślarzy". Komiczne wywiady prowadzone przez jego modelów podczas malowania. Klimat książki wciąga nas w tamten czas. Dylematy artystów i ich sztuki tzw. nowoczesnej.
Bardzo mile się ją przeczytało mimo grubości mam niedosyt.
Warta jeśli ktoś kocha impresjonistów i ich zmagania ze sztuką.
Książka bardzo ciekawa. Pokazane są w niej zmagania Renoir'a z obrazem "Śniadanie wioślarzy". Komiczne wywiady prowadzone przez jego modelów podczas malowania. Klimat książki wciąga nas w tamten czas. Dylematy artystów i ich sztuki tzw. nowoczesnej.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo mile się ją przeczytało mimo grubości mam niedosyt.
Warta jeśli ktoś kocha impresjonistów i ich zmagania ze...
Susan Vreeland przenosi nas do Paryża roku 1880. Mamy wakacje, ciepłe słońce okala swoimi promieniami okoliczną przyrodę, z ludźmi włącznie. Zafascynowany światłem Pierre-Auguste Renoir pragnie oddać otaczające go piękno, dotknąć i zatrzymać na płótnie czułymi ruchami nadgarstka. Uwiecznić. To czas wyjątkowy nie tylko ze względu na porę roku. Chociaż od wojny z Prusami minęło już dziewięć lat, to jednak świat się zmienił i dla wielu nic nie było już takie samo. Kobiety walczą o wpływy w świecie wciąż zdominowanym przez mężczyzn, przecierają szlaki, chociaż konwenanse wciąż stanowią dla pewnych grup (głównie starszego pokolenia) swoisty hamulec bezpieczeństwa. Obyczajowość znajduje odzwierciedlenie w sztuce - impresjoniści zabiegają o uznanie, prowadząc spór nie tylko z wychowankami tradycyjnej szkoły malarstwa. Ich awangardowość zaczyna rodzić pytania nie tyle o technikę, co o cel sztuki. Grupa zaczyna się dzielić, formować na nowo wokół person, które podzielałyby ich priorytety. Wewnętrzny rozłam - czy tak należałoby rozumieć świat końca XIX wieku? Czy tylko za pośrednictwem rozczłonkowania i poszukiwania własnych dróg ma rodzić się nowoczesność?
Renoir podnosi oczy ku słońcu, które go oślepia. Spuszcza wzrok, który wpierw zmęczony widzi zamglone plamy, powoli stają się one jednak wyraźnymi smugami światła, które skaczą z liści drzew na źdźbła traw, łaskoczą kwiatostany i tańcują na powierzchni wody, by za moment kąpać się w niej, rozświetlając rzeczne kamienie. Każdy jest inny: kamień, dzień, pojedyncza chwila. Tak samo artyści. Auguste zauważył "W górze rzeki komin wytwórni powozów, który rzucał refleks ochry i buchał ciemnografitowym dymem. Claude Monet umieściłby pod nim żagiel. Gustave zignorowałby brzeg i malował z dziwnej perspektywy szpiczastego dziobu regatowego skula z wiosłującą załogą. Pisarro, ten stary komunard, głównym punktem obrazu uczyniłby komin, symbol proletariatu." Błogosławiona indywidualność, która każdego czyni wyjątkowym. Co pokazałby Renoir? Vreeland spieszy z odpowiedzią: "Nowy Paryż był wspaniały, o tak, lecz któregoś dnia ludzie zapomną o krętych średniowiecznych ulicach, o studni rzymskiej i historii zawartej w tych kamieniach, tak jak przyszłe pokolenia nie będą wiedziały, jak paryżanie żyją teraz, i o tym, jak pomimo złych czasów Paryż znów stał się szczęśliwy. Chciał, żeby takie było jego malarstwo. Chciał pokazać w nich szczęście swoich czasów." Dzięki Bogu, artyści nie pozwalają światu zapomnieć. Malarze, pisarze... Autorka jednoczy się z Renoirem, mają bowiem wspólny cel: przekazać światu prawdę o tamtych czasach. Prawdę, która nie zawsze musi w matematycznej dokładności równać się autentyczności wszystkich faktów. Jak w przypadku kobiecych opowieści: to emocje są istotne, to prawda ludzkiego wnętrza wypełnia świat ową barwną wieloznacznością, poruszając serca i dotykając duszy. Auguste zauważy w książce: "Gdybym chciał snuć opowieści, użyłbym pióra. Proszę wybrać obraz historyczny, jeśli chce pani historii. Tutaj ważną rzeczą jest nie to, co się dzieje, ale jak to, co się dzieje, jest przekazane.", co jednocześnie usprawiedliwia prozę Vreeland i ją dopełnia. Jeśli odbiorcy widzą tylko namalowany obraz, a nie sam akt malowania, tracą połowę przyjemności. Dzięki "Niedzieli nad Sekwaną" odzyskujemy stracone dobra.
Książka zaczyna się w momencie znaczącym - podróżujący na swym parowym motocyklu Renoir ma wypadek. Zagapiony upada, raniąc się. "Obraz! Wpadał w obraz, leciał coraz niżej!" - opisze to Vreeland, doskonale charakteryzując nie tyle położenie swojego bohatera, co... nasze! Lektura jej książki jest bowiem w istocie podróżą w głąb obrazu, którego fragment uwieczniono na okładce. Z początku nieznajome twarze powoli stają się dla nas bliskimi, poznajemy bohaterów z płótna jak oni siebie: towarzysząc im w niedzielne popołudnia, delektując się atmosferą rozluźnienia. Dopuszczeni jesteśmy jednak głębiej: prawie każdej postaci poświęcono osobny rozdział, w którym śmialiśmy się, wzruszaliśmy, denerwowaliśmy się razem z nimi. Postaci prawdziwe, kiedyś realnie żyjące, wskrzeszone za sprawą Vreeland, która pozwoliła przemówić unieruchomionym na obrazie twarzom. Wielki podziw budzi wykonana przez autorkę praca - rozmowy z kustoszami wielu galerii, muzeów, z badaczami impresjonizmu, malarstwa, historii Francji. Amerykanka podróżowała śladem swoich bohaterów, starając się z ich perspektywy ujrzeć świat mający się odrodzić na kartach jej książki. I chociaż w "nocie autorki" uczciwie zauważa, że miejsce białych plam zapełniła kolorytem własnej wyobraźni, tak była ona pobudzona rozbudowaną bibliografią, której dokładny spis Vreeland przedstawia na swojej stronie oficjalnej.
Wszystko to sprawia, że otrzymujemy fabułę niezwykłą: połączenie sztuk dające dopełniony obraz. Socjologia kultury, historia malarstwa (z techniką włącznie),psychologia, żeglarstwo... Spoczywająca w naszych rękach "Niedziela nad Sekwaną" to swoisty poradnik, słownik i podręcznik w jednym. Niejako przewodnik po Paryżu tamtych czasów. Pasjonująca historia ludzkich indywiduów, wzbogacona wiedzą, która bynajmniej nie przynudza. Podana jest ona przez Vreeland naturalnie, jakbyśmy spajając się z fabułą przyjmowali szczegółowość za objaw wiarygodności. Książkę czyta się momentami jak kryminał, wśród sylwetek na okładce szukając wzrokiem postaci właśnie opisywanej. Uśmiech, gdy zaczynasz myśleć, że poznałeś twarz bohatera. Zaskoczenie, gdy Vreeland daje Ci prztyczka w nos. Dodatkowo fragmentaryczność obrazu umieszczonego na okładce wzmaga ciekawość, sprawia, że na własną rękę szuka się oryginału, porównuje, sprawdza "zaginionych".
"Niedziela nad Sekwaną" w dużej mierze stanowi studium pracy twórczej, naświetlając nam dylematy Renoira, zakorzenione w sytuacji materialnej, społecznej, uczuciowej. Poznajemy nie tylko artystę - przede wszystkim poznajemy człowieka. "Religia jest wszędzie. - Namalował parę pociągnięć. - W umyśle. - Nałożył farbę na pędzel. - W sercu. - Jeszcze kilka uderzeń pędzlem, a potem się zatrzymał. - I w miłości, wkładasz ją w to, co robisz." To książka niezwykle uczuciowa, dotykająca bowiem sfer kojarzących nam się z pięknem, pobudzających emocje. Przyroda, sztuka (również kulinarna),erotyka... Splecione razem opowiadają niezwykle osobistą historię estetyki, która rozciąga się na istnienie świata, zakotwiczając nasze w nim istnienie, dając temu istnieniu swoisty cel. Malowanie staje się dla Renoira dotykaniem człowieka, głaskaniem policzków kobiety, pieszczotliwym gładzeniem jej ciała, kontaktem niezwykle intymnym. Vreeland, ukryta za artystą, pokazuje nam, jak ludzka skóra przybiera kolory otoczenia, każe w człowieku dopatrywać się świętego - święci dla Auguste′a to bowiem ci, przez których prześwieca światło (jak w zapamiętanych przez niego w dzieciństwie witrażach z Notre Dame). Jeden z bohaterów, cytujący wciąż Szekspira Jules, dopowie: "Mam wrażenie, że każdy z was jest pryzmatem, przez który przeszło światło miejskiego życia", co w zasadzie charakteryzuje nie tylko modeli ze "Śniadania wioślarzy", ale i - jak sądzę - wielu z nas. Czy świat zmienił się tak bardzo od tamtego lata? Owszem, przybyło nowinek technicznych, zminiaturyzowały się nasze sprzęty codziennego użytku, wprost proporcjonalnie do wzrostu oczekiwań. Malujemy nierzadko z pomocą myszki albo samego pomysłu (myślę, że pragnienie Renoira oddania hołdu procesowi twórczemu znalazłoby wspaniałą realizację w sztuce konceptualnej),zmieniła się moda, ludzkie nawyki. Ale czy sam człowiek? Wciąż mamy do czynienia z walczącymi o swoje prawa kobietami, ze społecznymi układami, rodzicielskimi obawami, flirtami, miłościami i pierwszymi i dojrzalszymi. Ludzie rodzą się, żyją i umierają. Korek wciąż podskakuje na powierzchni wody, prześlizgując się przez dni, miesiące, lata. Słowa bohaterów, którzy krytycznie opisują zauważone zjawiska, nie tracą na ważności. Stwierdzenia: "Chleba! Chleba!, żądali sto lat temu. Przedstawień i latawic, oto czego domagają się dziś" lub: "Dziennikarz. Wszyscy są dziennikarzami. Co tydzień nowe dzienniki. Nowi krytycy. Każdy może nazwać siebie krytykiem sztuki, jeśli ma dwoje oczu i pióro. Niedługo jedyną rzeczą, jaką będą mieli do napisania, będzie pisanie wzajemnie o sobie." uzmysławiają, jak niewiele uległo przekształceniom, zmieniając może jedynie metody artykulacji lub natężenie. Jaki świat przyjdzie nam oglądać za kolejnych 100 lat?
Rozterki Renoira wynikały z niezwykłego uwielbienia piękna i pragnienia, by je jak najlepiej oddać. Sztuka jest uwidocznioną miłością, a każdy artysta "najmniej zadowolony jest z tego, co sprawia mu najwięcej przyjemności". Z pomocą przyjaciół wszystko staje się jednak możliwe. Gdy kochamy świat, ten oddaje zainwestowane w niego uczucie z nawiązką. "Toast na cześć przyszłego obrazu Auguste′a. Toast za la vie moderne, które daje nam wolność wiosłowania tam, gdzie nam się podoba, i spożywania przy stole życia. Obyśmy przepędzili nasz czas i bogactwo radośnie, zachowali naszą wolność i cieszyli się życiem, cokolwiek się stanie. À votre santé!"
Susan Vreeland przenosi nas do Paryża roku 1880. Mamy wakacje, ciepłe słońce okala swoimi promieniami okoliczną przyrodę, z ludźmi włącznie. Zafascynowany światłem Pierre-Auguste Renoir pragnie oddać otaczające go piękno, dotknąć i zatrzymać na płótnie czułymi ruchami nadgarstka. Uwiecznić. To czas wyjątkowy nie tylko ze względu na porę roku. Chociaż od wojny z Prusami...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTa książka naprawdę mnie oczarowała. Opowieść o powstawaniu właściwie jednego obrazu i o losach 14 osób na nim przedstawionych to ciekawa propozycja - szczególnie na lato. Szczerze i całkowicie zawładnęła moim czasem i moją wyobraźnią. A że trochę znam i bardzo lubię impresjonistów,vto czytałam niemal śpiewająco. Oganął mnie chwilami beztroski, a chwilami chmurny obraz francuskiej bohemy i kulinarnych pyszności. Polecam, szczególnie na wakacyjne wieczory...
Ta książka naprawdę mnie oczarowała. Opowieść o powstawaniu właściwie jednego obrazu i o losach 14 osób na nim przedstawionych to ciekawa propozycja - szczególnie na lato. Szczerze i całkowicie zawładnęła moim czasem i moją wyobraźnią. A że trochę znam i bardzo lubię impresjonistów,vto czytałam niemal śpiewająco. Oganął mnie chwilami beztroski, a chwilami chmurny obraz...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBardzo lubię serię Impresjoniści. I choć każdą z książek, wchodzącą w jej skład, napisała inna osoba, to ma się wrażenie zazębiania ich wątków i przeplatania pewnych zdarzeń. W sumie nie trudno o takie odczucia, skoro wydarzenia rozgrywające się w każdej z nich dotyczą osób żyjących w tym samym czasie i tworzących wspólny malarski nurt. Specyfika tych książek i ich największy atut to jest to, jak działają na wyobraźnie czytającego i powoli z fragmentów układają się nam obrazy. I te dotyczące społeczeństwa II połowy XIX-wiecznej Francji, i te malowane pędzlem artystów.
Uważam, że te ksiazki są ciekawsze od literatury fachowej (którą zawsze warto się podeprzeć),ze względu na fabułę powieści, która nie dostarcza jedynie suchych faktów, dat, wydarzeń, ale pokazuje płynne poruszanie się po ulicach starego, magicznego dla nas Paryża. Możemy stanąć w centrum wydarzeń, otrzeć się o wielkich artystów, czy też przyjrzeć się z bliska każdej plamie na obrazie. W efekcie daje to przystępny sposób na zapoznanie się z konkretnym wycinkiem malarstwa i przyjemność poruszania się po stronach plastycznie opisujących przestrzeń i ludzi z dbałością o słowny detal.
Vreeland za bohatera swojej opowieści bierze około 40-letniego Augusta Renoira, który w tym czasie zastanawia się nad tworzeniem dla przyjemności, a praktycznością swoich działań i zapewnieniem sobie bytu. Czy zostać przy klasycznie pojmowanym impresjonizmie, czy dac się porwać fali nowego. Jest to właśnie ten czas, kiedy dochodzi do rozłamu w grupie malarzy oraz konfliktu Renoira z Degasem. A także pojawienia się artykułów Zoli, dość krytycznie odnoszących się do sposobu utrwalania chwili przez grupę, bez zwracania uwagi na dopracowywanie całości. Odpowiedzią na to, ze strony Renoira, będzie stworzenie czegoś niezapomnianego i genialnego zarazem. To ambicja malarza pcha go do stworzenia dzieła, a pasja zapewnia mu nieograniczone pole manewru. Wiele przeczytamy tutaj o rozterkach artysty, tworzeniu kompozycji obrazu i szczególnym doborze postaci, które na nim umieści. Będziemy podążać z nim po ulicach Paryża i napotykać znanych mu ludzi, z różnych środowisk przysłuchując się ich rozmowom. Będziemy przesiadywać w kawiarniach i zaznajamiać się kolejno z jego bohaterami, a przy okazji ogarniać koncepcję powstawania obrazu. Sam proces tworzenia "Śniadania wioślarzy" trwał kilka miesięcy i podobno był wielokrotnie poprawiany, więc Renoir zadał kłam słowom Zoli o pacykarstwie impresjonistów.
Hmmm... nie wiem, może dla niektórych to jest nudne, ale ja biorę pod uwagę wszystko i widzę odniesienia do historii kraju, do życia Paryżan, obyczajowości, zasad moralnych i kulturalnych, jakie wtedy obowiązywały. Samo zaś wczytywanie się w proces twórczy malarza jest tu idealnym rdzeniem do całej reszty. Można przy tej okazji pooglądać, choćby na stronach internetowych, reprodukcje jego obrazów, przyjrzeć się szczegółom, o których pisze Susan. (Czy ktoś zwrócił uwagę ile na stole stoi butelek wina?! A przecież to dopiero śniadanie;))
I pewnie, mimo iż ta seria świetnie oddaje charakter prezentowanej epoki, to nie każdy miłośnik książek historycznych zapała do nich wielką miłością. Głównie przez prezentowany temat, gdzie u Susan Vreeland, tak jak i u Richman przy van Goghu, dochodzi do opisu szczegółów dotyczących tworzenia jednego obrazu. Przypuszczam, iż osoby nie czujące tego specyficznego rozedrgania w malarstwie impresjonistów, odczują znudzenie i nawet jeśli dotrą do końca, mogą uznać połowę z prezentowanej fabuły za zbędny balast.
Dla mnie to przede wszystkim książka do niespiesznego rozkoszowania się jej treścią, przenosząca czytelnika w epokę bez osiągnięć techniki, za to ciesząca się niezapomnianym klimatem Salonów dobrze tutaj uchwyconym.
Bardzo lubię serię Impresjoniści. I choć każdą z książek, wchodzącą w jej skład, napisała inna osoba, to ma się wrażenie zazębiania ich wątków i przeplatania pewnych zdarzeń. W sumie nie trudno o takie odczucia, skoro wydarzenia rozgrywające się w każdej z nich dotyczą osób żyjących w tym samym czasie i tworzących wspólny malarski nurt. Specyfika tych książek i ich...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrawdziwe arcydzieła największych impresjonalistów, jeden z największych obrazów "Śniadanie wioślarzy".
Fascynująca, ciekawa powieść zafascynowała mnie, szybko się czyta!!!!
Prawdziwe arcydzieła największych impresjonalistów, jeden z największych obrazów "Śniadanie wioślarzy".
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFascynująca, ciekawa powieść zafascynowała mnie, szybko się czyta!!!!
takie książki pomagają zrozumieć artystów... belle epoque fascynowały mnie zawsze, dlatego z przyjemnością przenoszę się tamte czasy :)
takie książki pomagają zrozumieć artystów... belle epoque fascynowały mnie zawsze, dlatego z przyjemnością przenoszę się tamte czasy :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSympatyczna i niezwykle klimatyczna książka o wielu ciekawych wątkach i barwnych bohaterach. Jedynym jej minusem jest objętość, choć może ja odczułam ją tak dotkliwie z racji braku czasu na jej czytanie. Miałam wrażenie, że autorka odrobinę przedłuża niektóre wątki i równie dobrze mogłaby bez nich przejść do podsumowania życia artysty, które zakańcza fabułę. Jako posiadająca artystyczne dodatki, powieść obyczajowa "Niedziela nad Sekwaną", jest powieścią na prawdę dobrą, ale z pewnością nie każdemu się spodoba, a nie którym może się wydać chwilami nudna. No cóż są gusta i guściki.
Sympatyczna i niezwykle klimatyczna książka o wielu ciekawych wątkach i barwnych bohaterach. Jedynym jej minusem jest objętość, choć może ja odczułam ją tak dotkliwie z racji braku czasu na jej czytanie. Miałam wrażenie, że autorka odrobinę przedłuża niektóre wątki i równie dobrze mogłaby bez nich przejść do podsumowania życia artysty, które zakańcza fabułę. Jako...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to