rozwińzwiń

Żywe trupy: Dni utracone

Okładka książki Żywe trupy: Dni utracone autora Robert Kirkman, Tony Moore, Cliff Rathburn, 9788360298596
Okładka książki Żywe trupy: Dni utracone
Robert KirkmanTony Moore Wydawnictwo: Taurus Media Cykl: Żywe Trupy (tom 1) komiksy
146 str. 2 godz. 26 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Żywe Trupy (tom 1)
Tytuł oryginału:
The Walking Dead, Volume 1: Days Gone Bye
Data wydania:
2011-02-17
Data 1. wyd. pol.:
2011-02-17
Data 1. wydania:
2004-05-12
Liczba stron:
146
Czas czytania
2 godz. 26 min.
Język:
polski
ISBN:
9788360298596
Tłumacz:
Maciej Drewnowski
Średnia ocen

7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Żywe trupy: Dni utracone w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Żywe trupy: Dni utracone



książek na półce przeczytane 1128 napisanych opinii 492

Oceny książki Żywe trupy: Dni utracone

Średnia ocen
7,6 / 10
750 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Żywe trupy: Dni utracone

avatar
1112
490

Na półkach:

Jest to moje drugie spotkanie z komiksem i jestem pozytywnie zaskoczony. Tematyka zombie jest w literaturze, filmie bardzo popularna a komiks wręcz idealnie do tego pasuje. Sama kreska, chociaż nie mam w tym temacie doświadczenia, mi osobiście przypadła do gustu. Oprócz oczywiście wygłodniałych zombie autor starał się pokazać zwykłych ludzi, ich życie i problemy i to się udało. Samo zakończenie świetne, na pewno przeczytam następną część z cyklu.

Jest to moje drugie spotkanie z komiksem i jestem pozytywnie zaskoczony. Tematyka zombie jest w literaturze, filmie bardzo popularna a komiks wręcz idealnie do tego pasuje. Sama kreska, chociaż nie mam w tym temacie doświadczenia, mi osobiście przypadła do gustu. Oprócz oczywiście wygłodniałych zombie autor starał się pokazać zwykłych ludzi, ich życie i problemy i to się...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1394
1344

Na półkach:

Spoilerowa pogadanka na temat tomu pierwszego.

Spoilerowa pogadanka na temat tomu pierwszego.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tovideo - opinia

avatar
66
66

Na półkach:

Ach te zombie. Lubię zombiaczki w każdej formie. Zdecydowanie za mało ich w komiksowym półświatku. Ale są...

...Żywe trupy. A jest to komiks bazujący bardziej na dialogach i fabule, aniżeli na akcji. Tutaj istotne znaczenie mają relacje ludzi w obozie i przeżycie kolejnego dnia. Kwestia tego, co się stało i jak się stało, że świat się skończył a po ulicach biegają (tzn wolno się toczą) zombiaki jest nie tylko nie wyjaśnione, co nawet nie poruszane. Kto wie, co będzie w dalszych tomach.

I sam scenarzysta mówi na wstępie, że będzie to zombi-telenowela. Długa, rozmemłana i skupiona właśnie na ludziach i tym, jak zmienią się w nowym, niebezpiecznym świecie. I jeśli owa telenowela zachowa poziom części pierwszej - to ja w to wchodzę bez zastanowienia.

Pierwszy tom Utracone Dni mknie jak szalony. To komiks typu "jeszcze tylko kilka stron" i nagle zdajesz sobie sprawę, że lektura zakończona a Ty chcesz więcej i więcej i najlepiej odrazu. Nie odczułem ani grama nudy, mimo iż sytuacje mogą być dość przewidywalne dla tych, co skrupulatnie twory o zombi śledzą.

Serialu The Walking Dead nie znam na szczęście, dla mnie więc seria komiksowa to nowość, fabuła nigdy wcześniej nie poznana, więc mam to szczęście odkrywać niuanse tego uniwersum wraz z oryginałem.

Wizualnie Żywe Trupy są przyjemne dla oka, ale nie ma tutaj miejsca na zjawiskowe doznania wzrokowe. Rysunek nie wchodzi w paradę ze scenariuszem i zna swoje miejsce. Kilka cało-stronnych artów robi robotę, zombiaki są prześwietnie rozrysowane, nie sprawiają wrażenia kiczowatych czy byle jakich i na odwal się. Dla samych zombiaczków warto chwycić ten komiks. Mam nadzieję że w przyszłych tomach będą ich zyliardy.

No mnie Żywe Trupki leżą. I to leżą nawet bardzo. Przypomniała mi się polskq seria Postapo, która podobnie jak tutaj bierze na warsztat nie tyle sam świat, co konsekwencje bycia ocalałym. Z przyjemnością zabieram się za tom drugi i mam nadzieję max ultra, że będzie tak samo wciągająco.
Więcej na IG @znakiem_tego

Ach te zombie. Lubię zombiaczki w każdej formie. Zdecydowanie za mało ich w komiksowym półświatku. Ale są...

...Żywe trupy. A jest to komiks bazujący bardziej na dialogach i fabule, aniżeli na akcji. Tutaj istotne znaczenie mają relacje ludzi w obozie i przeżycie kolejnego dnia. Kwestia tego, co się stało i jak się stało, że świat się skończył a po ulicach biegają (tzn...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1228 użytkowników ma tytuł Żywe trupy: Dni utracone na półkach głównych
  • 995
  • 233
463 użytkowników ma tytuł Żywe trupy: Dni utracone na półkach dodatkowych
  • 184
  • 118
  • 53
  • 45
  • 20
  • 18
  • 14
  • 11

Tagi i tematy do książki Żywe trupy: Dni utracone

Inne książki autora

Robert Kirkman
Robert Kirkman
Amerykański autor komiksów, scenarzysta i producent filmowy. Najbardziej znany jako autor serii The Walking Dead i Invincible dla Image Comics. Współpracował również z Marvel Comics m. in. przy dodatkach: Ultimate X-Men i Marvel Zombies oraz z Todd'em McFarlane przy serii komiksów Haunt. Współzałożyciel wraz z Davidem Alpertem firmy Skybound Entertainment.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Żywe trupy: Najskrytsze pragnienia Robert Kirkman
Żywe trupy: Najskrytsze pragnienia
Robert Kirkman Charlie Adlard
Wydawnictwo Taurus Media zaoferowało nam właśnie nowe wydanie komiksowej klasyki grozy - znakomitej serii „Żywe trupy”, o której to słyszał chyba każdy z nas. Dziś mam przyjemność opowiedzieć wam o kolejnym, czwartym tomie tej barwnej i jakże dramatycznej opowieści pt. „Najskrytsze pragnienia”, który przyjmuje być może nieco bardziej statyczną postać, ale za to niezwykle emocjonującą. Zapraszam. Rick, Carol, Daryl i reszta bohaterów osiadła w opuszczonym więzieniu - miejscu wydawałoby się bezpiecznym, ale jak się szybko okazuje, nie do końca. I nawet nie chodzi o zagrożenie ze strony żywych trupów, ale samych ludzi, pomiędzy którymi dochodzi do coraz większych tarć i konfliktów. Czarę goryczy przelewa dramatyczne wydarzenie związane z pewną samobójczą próbą, co przełoży się na eskalację konfliktów... By było jeszcze ciekawiej, pojawi się również pewna tajemnicza kobieta z samurajskim mieczem na plecach... Ten czwarty tom zwalnia nieco tempo relacji, skupiając się przede wszystkim na bohaterach, ich wzajemnych relacjach i stanie psychiki, która siłą rzeczy nie może być silną. I to wydaje się być dobrym krokiem autorów - danie nam swego rodzaju „przerywnika”, który przygotuje nas na to, co nadejdzie w kolejnych tomach, a zapewniam was, że tam będzie się działo. Pierwszy raz możemy też obserwować w tak wielkim stopniu miłosne perypetie bohaterów - romanse, zdrady i rozstania, które nie raz i nie dwa razy przyniosą naprawdę dramatyczne skutki. Oczywiście to wciąż ta sama opowieść o apokalipsie zombie, której to klimat zachwyca nas od pierwszych chwil lektury. Jak już wspominałam, główna oś wydarzeń skupia się na losach bohaterów w ich tymczasowym domu w więzieniu. Dokładniej rzecz ujmując, skupia się przede wszystkim na osobie Ricka, który znajduje się w wyraźnym kryzysie, nie radząc sobie tyleż ze stratą, jakiej doznał, ale też i z rolą lidera, który ma jakby coraz mniejszy posłuch. I mamy tu przede wszystkim ciekawe, mądrze przedstawione sceny dialogów, które wnoszą wiele do samej historii, ale są też i sceny walki - tyleż z zombie, co i pomiędzy bohaterami. Dobrze się odkrywa nam tę opowieść, która być może nie pędzi z zawrotną prędkością, ale też i w tym przypadku wcale nie musi. Charlie Adlard zadbał o ilustracyjną postać tego komiksu, dając nam bardzo klimatyczne, pociągnięte mocno surową kreską, szczegółowe rysunki. I mamy tutaj te charakterystyczne gry cieniami, wyraziste emocje na twarzach bohaterów oraz znakomicie uchwyconą dynamikę scen akcji, zaś wszystkiego tego dopełnia coś, co nazwałabym „zamierzenie piękną brzydotą” tego komiksowego świata. Całość przyjmuje oczywiście czarno-biało postać, co też ma swój niewątpliwy urok. Do tej pory - do tego czwartego tomu, każda z części tej komiksowej serii czymś nas zaskakiwała. I dokładnie tak samo jest w tym przypadku, gdzie ów zaskoczenie przyjmuje postać skupienia się na bohaterach, ich psychice i emocjach, jakie nimi targają. I być może nie każdy czytelnik będzie z tego faktu zadowolony, ale w mej ocenie takie lekkie zwolnienie tempa akcji ma swój sens, logikę i potrzebę, byśmy mogli jeszcze lepiej poznać ten świat, tych bohaterów i to, jak bardzo już się oni zmienili na przestrzeni tych kilku miesięcy. To doskonała rozrywka, która nas porywa, intryguje i chyba też częściej porusza w tym przypadku, aniżeli miało to miejsce w poprzednich tomach. Efektem jest dobra zabawa w klimatach grozy, jak i też w klimatach społecznego dramatu, gdyż tych elementów mamy tu naprawdę dużo. Najważniejsze wydaje się to, że seria „Żywe trupy” utrzymuje swój wysoki poziom, zapowiadając jednocześnie wiele dobrego na przyszłość. I dlatego też gorąco zachęcam was do sięgnięcia po tę czwartą część – naprawdę warto.
Uleczkaa38 - awatar Uleczkaa38
ocenił na83 miesiące temu
Żywe trupy: To bolesne życie Robert Kirkman
Żywe trupy: To bolesne życie
Robert Kirkman Charlie Adlard
http://iminfected.pl/zywe-trupy-to-bolesne-zycie-tom-6/ Po utraconej nadziei wobec ocalałych z Woodbury, Rick, Glenn oraz Michonne cały czas przetrzymywani są jako więźniowie przez Gubernatora. Tortury psychiczne i fizyczne to nic nadzwyczajnego dla samozwańczego władcy miasta, kiedy chce dostać to, na czym mu zależy – informacje dotyczące więzienia i żyjących tam ludzi. Po poznaniu zwyczajów panujących w Woodbury i ciężkich dwóch tygodniach przetrzymywania, w końcu nadarza się okazja do ucieczki, z której wszyscy postanawiają skorzystać. Szósty tom komiksowej serii stworzonej przez Roberta Kirkmana „Żywe Trupy” kontynuuje przygody bohaterów, a także szerzej ukazuje postać Gubernatora oraz miasta Woodbury. Panujące w mieście zasady są pokręcone, a próba sprzeciwienia się nim równoznaczna jest z wykluczeniem ze społeczności. Czy ukazanie dalszych losów i nowego zagrożenia Ricka i reszty było dobrym pomysłem? Jak najbardziej! Wiemy, jakie reguły panują w nowym, opanowanym przez zombie świecie. Bohaterowie również zdążyli się do nich dostosować, jednak szwendające się wszędzie żywe trupy i wiążące się z nimi zagrożenie coraz bardziej schodzi na drugi plan. Nowym i znacznie gorszym niebezpieczeństwem jest drugi człowiek, którym w tym wypadku jest Gubernator. Kolejny raz jesteśmy świadkami jego bestialstwa wobec żyjących istot i tego, co jest w stanie poświęcić, by zdobyć to, co chce. Już w recenzji tomu piątego opisałem, jak genialnie wykreowaną postacią jest Gubernator. Tom szósty tylko to podkreśla. Znaczna część historii w tym zeszycie skupia się na Woodbury, gdzie poznajemy osoby sprzeciwiające się Gubernatorowi, lecz nie mówiące o tym głośno. Ich charakter wprawdzie nie jest tak wyrazisty, jak Philipa Blake’a, jednak i tak przykuwają uwagę czytelnika. Wiele z tych osób myśli o ucieczce i gdy w końcu nadarza się ku temu okazja, korzystają z niej nie tylko przetrzymywani mieszkańcy więzienia. Jest intryga i niekoniecznie sprzyjający w każdym momencie los. Po prostu bardzo dobre połączenie. Choć w każdym tomie ukazana jest brutalność podczas walk z żywymi trupami, to jeszcze w żadnym tak dobitnie nie ukazano tortur wobec drugiego człowieka. Precyzyjne kadry ukazujące każdy moment tortur na człowieku może na wielu wywołać niemały szok. Tym bardziej pokazuje to, jak obecna sytuacja na świecie działa na ludzką psychikę. W końcu tylko nieliczni byliby skłonni do tego w normalnie funkcjonującym społeczeństwie, a tutaj? Wszystko się zmienia, a człowiek zatraca się w przemocy, której jest codziennym świadkiem. Śmierć przestaje mieć takie znaczenie jak kiedyś. Podoba mi się uknuta intryga przez kilku mieszkańców miasteczka, którzy chcąc uciec od despoty, łączą siły z Rickiem i pozostałymi. Wszelkie zwroty akcji towarzyszące tej sytuacji są dobrze skonstruowane, by ostatecznie dać dość zaskakujący efekt. Zdecydowanie ogromnym plusem tej serii jest ukazanie metamorfozy ludzkiej natury, której efekty widzimy w tym tomie co najmniej dwukrotnie. Podsumowując, kolejny tom z serii „Żywe Trupy” to kolejny sukces Kirkmana. Utrzymująca wysoki poziom i niedająca chwili wytchnienia przygoda wciąż zaskakuje i ukazuje coraz to nowsze zagrożenia i konsekwencje podjętych czynów. Co więcej, patrząc na zakończenie tego tomu, możemy być pewni, że czeka nas spora dawka akcji i wyzwań bohaterów w kolejnych. Po więcej, zapraszam na iminfected.pl!
iminfectedpl - awatar iminfectedpl
ocenił na84 lata temu
Żywe Trupy. Tom I i II - słuchowisko Robert Kirkman
Żywe Trupy. Tom I i II - słuchowisko
Robert Kirkman
Pierwszy tom komiksu Roberta Kirkmana Żywe trupy to prawdziwa perełka w świecie horroru i survivalu, która doskonale oddaje klimat apokalipsy zombie, znany widzom serialu The Walking Dead. Chociaż wielu fanów serialu może być przyzwyczajonych do ekranowej wersji tej historii, komiks – zwłaszcza w formie słuchowiska – wciąga równie mocno, oferując wyjątkowe doświadczenie, które świetnie współgra z wyobraźnią czytelnika. Słuchowisko oddaje atmosferę grozy i osamotnienia z niezwykłą precyzją. Reżyseria, efekty dźwiękowe oraz głosy aktorów tworzą klimat, który przenosi odbiorcę wprost do świata pełnego niebezpieczeństw i wyzwań. To właśnie dźwięk sprawia, że mamy wrażenie, jakbyśmy sami przemierzali puste ulice i unikali nieumarłych – każdy szept, każdy krok jest tak wyrazisty, że aż ciarki przechodzą po plecach. Dzięki świetnej realizacji słuchowisko wydobywa z komiksu wszystkie emocje i napięcia, które mogły umknąć w wersji papierowej. Pod względem fabularnym komiks Żywe trupy jest pełen przemyślanych wątków i głębokich refleksji na temat ludzkiej natury. Kirkman wprowadza nas w świat, gdzie prawo przestaje istnieć, a bohaterowie stają przed dylematami moralnymi, które zmuszają do refleksji nad człowieczeństwem w ekstremalnych warunkach. Każda scena jest pełna napięcia, a rozwój postaci, zwłaszcza Ricka, ukazuje, jak przetrwanie wpływa na ludzką psychikę. Komiks posiada też swoje unikalne cechy, których nie znajdziemy w serialu – Kirkman niejednokrotnie decyduje się na odmienne rozwiązania fabularne i rozwój postaci, co czyni lekturę jeszcze bardziej interesującą, nawet dla osób znających serial. Dodatkowo, w porównaniu z serialem, komiks pozwala bardziej zagłębić się w wewnętrzne przeżycia bohaterów, co wzbogaca historię o nowe wątki i emocje. Minusem może być jedynie fakt, że fabuła rozwija się nieco wolniej niż w serialu – co nie każdemu przypadnie do gustu. Niemniej jednak, Żywe trupy w wersji komiksowej stanowią idealne uzupełnienie serialu, oferując nowe perspektywy i głębsze spojrzenie na postapokaliptyczny świat. To wyjątkowa propozycja zarówno dla fanów gatunku, jak i osób szukających emocjonującej, wciągającej historii, która dorównuje serialowi, a momentami nawet go przewyższa.
Bob - awatar Bob
ocenił na81 rok temu
Y: Ostatni z mężczyzn - Jeden mały krok Brian K. Vaughan
Y: Ostatni z mężczyzn - Jeden mały krok
Brian K. Vaughan Pia Guerra
W drugim tomie zbiorczym Ygreka znalazły się aż cztery opowieści. Wszystko dlatego że tomy trzeci oraz czwarty, zawierają w sobie po dwie historie, których akcje rozgrywają się w innych miejscach. Jednak po bardziej szczegółowej lekturze zorientujemy się, ze to tak naprawdę jedna spójna całość i w tym wydaniu zbiorczym Egmont dał swym czytelnikom bardzo porządny kawał historii jednego z ostatnich mężczyzny na Ziemi. Dziś przyjrzymy się bliżej albumowi zatytułowanemu Jeden mały krok, który zawiera również zeszyty Komedia i tragedia. Patrząc po wydarzeniach jakie mają tutaj miejsce, można by sądzić, że tytuł drugiej opowieści jest bardziej trafiający w sedno. Po krwawych wydarzeniach w Marrisville, Yorick, w towarzystwie doktor Alison Mann i agentki 355, zmierza do san Francisco, gdzie znajduje się super nowoczesne laboratorium genetyczne doktor Mann. Grupa nie ma jednak łatwego zadania gdyż nadal drepczą im po pietach Amazonki, ekstremistyczna grupa kobiet twierdzących, ze to Matka natura oczyściła planetę z męskiego robactwa. Tymczasem podczas podróży pociągiem, natrafiają na Natalię, Rosjankę która przybyła do USA w celu ochrony rosyjskiego astronauty. Okazuje się bowiem, że w stacji orbitalnej nadal znajduje się troje ludzi, z których dwójka to mężczyźni. Rozpoczyna się dramatyczny wyścig z czasem, podczas gdy na arenie pojawia się nowy gracz - komando izraelitek, kierowane ręką tajemniczej osoby z Kongresu USA. Trzeci tom spycha w praktyce na najdalszy plan temat Amazonek, wprowadzając na ich miejsce izraelitki, które mają za zadanie porwać Yoricka. Całą sytuację komplikuje para astronautów płci męskiej oraz Natalia, zdająca się być dla całej serii bardzo ważną postacią. Jej rola w trzecim albumie jest naprawdę ważna, zaś jego zakończenie daje nam wyraźnie do zrozumienia, że z rosyjską blond pięknością o twardym charakterze, która po angielsku mówi bardzo koślawo, na co Yorik często zwraca uwagę, spędzimy jeszcze sporo czasu. Sama postać Yoricka, czyli oficjalnie ostatniego żywego mężczyzny na Ziemi, trochę ewoluowała. Nadal jest on zbyt pochopny w podejmowaniu decyzji, ciągle pragnie odszukać swoją dziewczynę w Australii oraz jest jej, o dziwo, wierny jak pies. Z drugiej strony ma się wrażenie, że chłopak czasami jest bliski pęknięcia i tym samym targnięcia się na swoje życie. Wrażenie to pogłębiają jego nieroztropne akcje, które czasem faktycznie ratują sytuację, ale jego samego wystawiają na poważne, a czasem śmiertelne niebezpieczeństwo. Mimo to nie opuszcza go ironiczne poczucie humoru, którym potrafi doprowadzić do szału agentkę 355 oraz doktor Mann. Druga historia, zatytułowana Komedia i tragedia, rozgrywa się jakiś czas po wydarzeniach dotyczących Natalii i astronautów. Nie występuje w niej jednak nikt z głównej trójki, tylko małpka Yoricka, Ampersand. Trafia on do grupy aktorek, która ma zamiar wystawić w teatrze sztukę o ostatnim mężczyźnie na Ziemi. Pokazuje ona dwa dna sytuacji w jakiej znalazły się kobiety - filmową i faktyczną. Z jednej strony starają się poradzić sobie po stracie bliskich, ale jednocześnie samych mężczyzn, czy w tym wypadku mężczyznę, przedstawiają w sposób bardzo stereotypowy. Do tego dochodzi do wielu tarć pomiędzy postaciami poza planem, co tylko utwierdza czytelnika w przekonaniu, że zachwianie naturalnego porządku rzeczy, nie ważne w którą stronę, musi mieć katastrofalne konsekwencje. Trzeci album Ygreka jest bardzo dynamiczny oraz w przeciwieństwie do poprzednich zdecydowanie krwawszy. Pokazuje też on jak tragiczny staje się obraz sytuacji na naszej planecie, przy zniszczeniu niemal całego łańcucha dowodzenia, służb porządkowych czy medycznych. Jednak sednem tego numeru jest walka o przywrócenie równowagi, tak bardzo potrzebnej światu po wystąpieniu tajemniczej zarazy, która wybiła niemal wszystkie organizmy posiadające chromosom Y. Fabuła rozwija się coraz dynamiczniej, a finalne zwieńczenie obu historii daje czytelnikom nadzieję na bardzo interesującą kontynuację, podsycając tylko apetyt na więcej.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na93 lata temu
Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje Alan Moore
Batman. Zabójczy żart. Człowiek, który się śmieje
Alan Moore Dough Mahnke Brian Bolland Ed Brubaker
[Recenzja dotyczy wydania z roku 2012, która należy do serii "Mistrzowie Komiksu"] Oto dzieło, które znajduje się w mojej ścisłej czołówce jeżeli chodzi o ranking najlepszych komiksów o Batmanie. Alan Moore uznawany jest (według mnie jak najbardziej słusznie) za jednego z najwybitniejszych scenarzystów opowieści obrazkowych i swój kunszt pisarski potwierdza w "Zabójczym Żarcie". Do tej opowieści wracam raz na kilka lat i nawet parokrotne przeczytanie nie ujmuje niczego z jej jakości. Moore napisał kompleksowe dzieło, które teraz doceniam nawet bardziej niż w momencie kiedy zapoznałem się z nim po raz pierwszy dekadę temu. Fabuła koncentruje się na jednym z nieskończonych starć toczonych pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a jego nemezis, czyli Jokerem. Kolejny raz Klauni Książę Zbrodni ucieka z Azylu Arkham, aby urzeczywistnić wyjątkowo osobliwe przeświadczenie, które zrodziło się w jego chaotycznym i nieprzeniknionym umyśle szaleńca. Otóż według Arcywroga Batmana wystarczy tylko jeden wyjątkowo zły dzień, aby przeżyta trauma doprowadziła do obłędu każdą osobę, nawet tę najbardziej zrównoważoną i odporną psychicznie. W celu udowodnienia swojej tezy, że szaleństwo może dotknąć wszystkich, Joker tym razem przedsięweźmie wszelkie możliwe środki, żeby zniszczyć psychikę Komisarza Jamesa Gordona: najlepszego i najszlachetniejszego policjanta w Gotham City. W tym celu posłuży się jego córką Barbarą, która stanie się ofiarą wyjątkowo brutalnego ataku. Napaść na rodzinę Gordonów to tylko środek do celu jakim jest zastawienie kolejnej pułapki na Batmana, w którego poczytalność Joker nie wierzy i liczy na to, że w końcu próby obnażenia przed Zamaskowanym Krzyżowcem jego faktycznego stanu psychicznego zakończą się sukcesem. "Zabójczy Żart" to dzieło przełomowe, ponieważ było jednym z pierwszych tytułów powstałych w drugiej połowie lat 80 XX wieku, które zredefiniowały gatunek komiksów superbohaterskich wprowadzając do nich niespotykaną do tej pory fabularną jakość i głębię dzięki dojrzałemu przedstawianiu poruszanych wątków. Na uwagę w omawianym tytule zasługuje przede wszystkim postać Jokera, ponieważ to o nim tak naprawdę jest ta opowieść. Scenarzysta przedstawia genezę tego najsłynniejszego adwersarza Człowieka Nietoperza, ale oprócz świetnie poprowadzonej retrospekcji jego geniusz objawił się też w sugestii, że historia narodzin tego złoczyńcy ukazana w tym komiksie jest tylko jednym z wielu możliwych wariantów. Jeżeli chodzi o charakter i osobowość Błazeńskiego Księcia Zbrodni w niniejszej pozycji to jest to ta jego wersja, która najbardziej mi się spodobała i którą najbardziej cenię. Nemezis Batmana w interpretacji Alana Moore'a to człowiek złamany przez egzystencję w irracjonalnym świecie, pełnym okrucieństwa i braku głębszego sensu. Absurdalna rzeczywistość i rządzący nią ślepy los, które Jokerowi tak brutalnie objawiły się w chwili, kiedy doświadczył "najgorszego dnia w swoim życiu" sprawiły, że zamiast walczyć i buntować się przeciwko wszechobecnej niesprawiedliwości i stojącemu za nią złu wybrał najbardziej racjonalne rozwiązanie, jakie przyszło mu do głowy: mianowicie oszalał. W tym komiksie arcywróg Mrocznego Rycerza nie jest uosobieniem chaotycznego zła, psychopatycznym błaznem, seryjnym mordercą czy gangsterem o wyjątkowo zabójczym poczuciu humoru, tylko zrozpaczonym nihilistą, dla którego życie to chory żart. Jedynym remedium na potworność i bezsens egzystencji jest ucieczka w śmiech i obłęd, ponieważ walka jest z góry skazana na porażkę i podjęcie się jej również świadczy o pewnego rodzaju zaburzeniach psychicznych. Z tego też powodu Joker nieustępliwie próbuje udowodnić Batmanowi, że tak naprawdę obaj są szaleni, tylko każdy na swój swoisty sposób. Ten doskonale napisany konflikt światopoglądowy pomiędzy Mrocznym Rycerzem, a Błazeńskim Księciem Zbrodni doprowadzi do niezapomnianej konfrontacji w zrujnowanym wesołym miasteczku, po której nic już nie będzie takie jak dawniej. Na 46 stronach mamy do czynienia z ambitną, niejednoznaczną, klimatyczną a do tego niesamowicie wciągającą opowieścią pełną symbolicznych odniesień. Alan Moore wzorowo panuje nad materią fabularną, a każda scena jest perfekcyjnie powiązana ze swoją poprzedniczką i następczynią, dzięki czemu tworzą organiczną jedność. Na osobne uznanie zasługuje zakończenie komiksu, z jednej strony niesamowicie satysfakcjonujące, a z drugiej przez swoją niejednoznaczność umożliwia wielość interpretacji. Także warstwa graficzna, za którą odpowiada Brian Bolland swoją jakością dorównuje scenariuszowi. To jeden z najlepiej narysowanych komiksów, jaki przeczytałem, ilustracje są wręcz wybitne i zrobiły na mnie olbrzymie wrażenie. Doskonałe projekty postaci (fenomenalny wygląd Jokera),rozmach kompozycyjny i dynamiczne przedstawienie scen akcji, a także wzorowe ukazanie emocji na twarzach bohaterów i bohaterek składają się na perfekcyjną kreskę. Posiadam wersję "Zabójczego Żartu", w której rysownik własnoręcznie pomalował swoje plansze i osobiście dużo bardziej niż oryginalne kolory wykorzystane przez Johna Higginsa podoba mi się paleta barw wybrana przez Briana Bollanda, ponieważ dużo bardziej pasuje ona do klimatu całej opowieści i korzystnie wpływa na tę specyficzną atmosferę, jaką niniejsza pozycja może się poszczycić. Ten komiks pomimo genialnego scenariusza nie byłby aż tak udany, gdyby był narysowany przez inną osobę. Recenzowany tytuł to obowiązkowa pozycja dla fanów i fanek Batmana i/lub Jokera, a także wszystkich osób ceniących ambitne historie obrazkowe z pięknymi ilustracjami. Jest to komiks, który poleciłbym wszystkim nieprzekonanym do opowieści superbohaterskich. Jeszcze raz podkreślę, że Alanowi Moore'owi udało się napisać, a Brianowi Bollandowi narysować jedną z najlepszych powieści graficznych o Mrocznym Rycerzu, jakie powstały. Z pewnością jest to najlepsza historia, w której Joker jest ważną postacią i pełni w fabule istotną rolę. Jeżeli ktoś miałby w życiu przeczytać tylko jeden komiks o Batmanie, to powinien być to właśnie "Zabójczy Żart".
Mahtias TheMightyLibrarian - awatar Mahtias TheMightyLibrarian
ocenił na101 miesiąc temu
The Amazing Spider-Man: Ostatnie łowy Kravena Bob McLeod
The Amazing Spider-Man: Ostatnie łowy Kravena
Bob McLeod J. M. DeMatteis Mike Zeck Bob Sharen
„Kraven’s Last Hunt” to jedno z najwybitniejszych dzieł komiksowych nie tylko w ramach uniwersum Marvela, ale i szeroko rozumianej literatury graficznej. Opublikowana po raz pierwszy w 1987 roku sześcioczęściowa opowieść autorstwa J.M. DeMatteisa (scenariusz) i Mike’a Zecka (rysunki),zilustrowana przez Boba McLeoda i pokolorowana z niebywałą wrażliwością przez Boba Sharen’a, stanowi kamień milowy w narracyjnej i estetycznej ewolucji komiksu superbohaterskiego. „Ostatnie łowy Kravena” to mroczna medytacja nad kondycją ludzką, narracja egzystencjalna, w której superbohater jest raczej soczewką refleksji niż obiektem młodzieńczej fascynacji. Nie sposób nie rozpocząć tej analizy od samej konstrukcji narracyjnej, która wyłamuje się ze schematów. DeMatteis, posługując się strukturą wewnętrznych monologów i kontrapunktem głosu Kravena oraz Spider-Mana, tworzy dualistyczną strukturę dusz – metaforyczny dialog życia i śmierci, światła i mroku, porządku i chaosu. Kraven, rosyjski arystokrata, uosabia dekadencki resentyment – tęsknotę za światem, który odszedł, oraz desperacką potrzebę przezwyciężenia własnej nieadekwatności wobec nowoczesności. Jego decyzja, by „zastąpić” Spider-Mana i udowodnić swoją wyższość, nie jest wyrazem megalomanii, lecz tragicznego romantyzmu, który na poziomie literackim przywołuje konotacje z Raskolnikowem Dostojewskiego i Konradem z „Dziadów”. Szczególne uznanie należy się językowi, którym DeMatteis operuje w tej opowieści. Jest on gęsty, introspektywny, niekiedy wręcz poetycki – co w medium komiksowym, często zdominowanym przez dialogi użytkowe i ekspozycyjne, jawi się jako twórcza rewolucja. Wewnętrzne monologi Kravena przypominają strumień świadomości – pulsujący, nerwowy, pełen obsesyjnych repetycji i apollińskiej logiki próbującej okiełznać dionizyjskie wnętrze. To język człowieka, który przestał wierzyć w sens, a mimo to pragnie go ostatni raz dotknąć poprzez symboliczny akt dominacji i śmierci. Z kolei Spider-Man, choć przez dużą część historii nieobecny fizycznie – pogrzebany żywcem przez swojego oprawcę – funkcjonuje jako obecność niemal mistyczna. Jego powrót ze śmierci to nie tylko fizyczne wydostanie się z grobu, ale także metaforyczne zmartwychwstanie ducha, który nie pozwala się złamać. Jest to jeden z najbardziej wymownych momentów w całym kanonie Marvela – akt nie tyle triumfu nad wrogiem, ile nad samym zwątpieniem. Zmartwychwstanie Petera Parkera to mit w czystej postaci – heroiczna apoteoza człowieczeństwa, które mimo słabości i cierpienia odnajduje sens w dalszym działaniu. Warto także zatrzymać się przy rysunkach Mike’a Zecka. Jego kreska, twarda, realistyczna, ostra, współgra z psychologicznym ciężarem opowieści. Nie ma tu miejsca na pastelowe kolory czy bajkowe uproszczenia. Sceny są ciemne, nasycone cieniem i deszczem – urbanistyczne piekło Nowego Jorku zamienia się w przestrzeń symboliczną, naznaczoną niemal biblijnym cierpieniem i katharsis. Zeck perfekcyjnie oddaje emocje twarzy, gestów, spojrzeń – szczególnie w portretach Kravena, który na przestrzeni komiksu przechodzi drogę od pychy do pokory, od furii do ciszy, od życia do śmierci. Nie sposób nie dostrzec też kulturowych odniesień, jakie niesie „Kraven’s Last Hunt”. To opowieść, która mogłaby z powodzeniem funkcjonować poza komiksem – jako dramat teatralny lub powieść psychologiczna. Ma w sobie ducha egzystencjalizmu Camusa i Sartre’a, romantycznego rozdarcia Byrona, i modernistycznej rozpaczy Eliota. Jednocześnie, dzięki medium komiksowemu, zyskuje ona dodatkową warstwę semiotyczną – obrazy, które nie tylko ilustrują, ale komentują, polemizują i wzmacniają tekst. Komiks staje się tu formą totalną – integrującą słowo i obraz w jednolitą strukturę artystyczną. Kraven jako postać zasługuje na osobne studium. Jego samobójstwo – decyzja o odebraniu sobie życia po „zwycięstwie” – to jeden z najbardziej przejmujących momentów w historii Marvela. W przeciwieństwie do wielu antagonistów, którzy kończą swoje historie w huku i krzyku, Kraven odchodzi w milczeniu, z godnością, którą sam sobie przyznaje. To śmierć bardziej antyczna niż współczesna – przypomina samobójstwa bohaterów Sofoklesa czy Seneki, którzy poprzez akt ostateczny pragną zachować kontrolę nad własnym losem i nadać mu sens. To także akt odkupienia – Kraven, który przez całe życie łowił, sam staje się ofiarą. Z perspektywy porównawczej, „Kraven’s Last Hunt” czerpie również z estetyki komiksów DC – zwłaszcza tych spod znaku Batmana, gdzie psychologizacja, mrok i motywy śmierci są dominujące. Nieprzypadkowo DeMatteis planował pierwotnie tę historię właśnie dla Batmana. Przeniesienie jej do świata Spider-Mana okazało się jednak zabiegiem genialnym – to właśnie dysonans między lekkim, młodzieńczym tonem większości opowieści o Człowieku-Pająku a ciężarem tej konkretnej historii sprawia, że „Ostatnie łowy Kravena” tak głęboko zapadają w pamięć. Jest to jakby interludium śmierci w symfonii życia – mroczny poemat wpisany w kolorową mitologię. Ostatecznie „Kraven’s Last Hunt” to komiks, który redefiniuje pojęcie superbohatera. To nie tylko opowieść o walce dobra ze złem, ale filozoficzna przypowieść o tożsamości, granicach człowieczeństwa, potrzebie sensu i cenie, jaką płacimy za własne ideały. Dla filologa i miłośnika literatury, to dzieło pełne tropów, symboli i archetypów. Dla fana komiksów – niezapomniana opowieść o jednym z najbardziej dramatycznych momentów w historii Marvela. Dla intelektualisty – potwierdzenie, że komiks może być sztuką najwyższych lotów, zdolną do przekraczania gatunkowych i kulturowych granic. Kraven nie jest już tylko łowcą. Jest tragicznym bohaterem. A Spider-Man nie jest tylko herosem. Jest symbolem nadziei, która nie umiera nawet wtedy, gdy zostaje pogrzebana. Takie komiksy jak „Kraven’s Last Hunt” dowodzą, że opowieść obrazkowa może być równie wyrafinowana, głęboka i przejmująca jak największe dzieła literatury pięknej. To arcydzieło, które nie tylko zasługuje na uwagę, ale i na kontemplację. Prawdopodobnie najlepsza rzecz od Marvela.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu
Kaznodzieja: Zdarzyło się w Teksasie Garth Ennis
Kaznodzieja: Zdarzyło się w Teksasie
Garth Ennis Steve Dillon
Cykl „Kaznodzieja” to porywająca lektura. Jest tak wiele aspektów, o których można tu powiedzieć, że doprawdy trudno znaleźć miejsce startu. No ale weźmy, niech będzie: Kaznodzieja jest opowieścią typu „love story”. Albo nie: Kaznodzieja jest historią o przyjaźni między mężczyznami. Inaczej: Kaznodzieja jest przypowieścią o świecie z gruntu niesprawiedliwym, bowiem rządzonym przez ludzi, których stworzył Bóg - a potem zostawił ich samych sobie, w swoim pragnieniu umiłowania pozwolił, by doszli do tej miłości samodzielnie, bez nacisku. I jest również Kaznodzieja historią świata z lat 90., w którym już tylko najbardziej naiwni - oraz ci niespecjalnie inteligentni - wierzą, że istnieje coś takiego jak „amerykański sen”, czyli świat, w którym uczciwą pracą się ludzie bogacą. Garth Ennis w Kaznodziei pomieszał to, co kocham w filmie „Prawdziwy romans”, z tym, co uwielbiam w filmie „Dogma”, a całość umieścił w brutalnym (okropnie brutalnym) świecie, którego dramatyzm wskakuje na najwyższe możliwe tony. Jednocześnie przyjemnie czyta się o prawdziwej, męskiej przyjaźni Jessego z Cassidym, podobnie w zaangażowany sposób patrzymy na związek Jessego z Tulip, niejednokrotnie trzaśniemy się w czoło patrząc, jak coś tak pięknego jak miłość jest aż tak trudne; jak złączenie dwóch osobowości, które niewątpliwie pragną się wzajemnie, jest usłane takimi wilczymi dołami. Samo życie. Jest i Bóg i aniołowie, dosłownie, jako postaci faktycznie istniejące. Dla niektórych i dziś może to być obrazoburcze (a co dopiero w połowie lat 90.!),ale myślę, że jednak dla większości będzie to już lektura jak najbardziej zdatna. Organizacja, z którą przychodzi się mierzyć naszemu Kaznodziei jest jednoznacznie kojarzona z licznymi religijnymi organizacjami naszego świata, a mocne przerysowanie faktów nie tylko nie utrudnia, ale wręcz ułatwia spojrzenie na religijne instytucje z boku, krytycznie, bez poczucia zagrożenia czy wykonywania czynu grzesznego. Jest tak wiele stron, z których można na cykl spoglądać - tak ogromne wrażenie robi. Garth Ennis i Steve Dillon stworzyli serię, która jak mało która w amerykańskim komiksie zawiera początek, rozwinięcie i koniec, nie jest przeciągnięta o ani jeden epizod, a całość zwyczajnie zwala z nóg. Szczególnie, że mam wrażenie, że my u nas dopiero stosunkowo od niedawna mamy taki świat, jaki przed trzydziestu łaty pokazywał Ennis w USA: gadające głowy w telewizji, które doprawdy nie mają nic do powiedzenia, najgorsze męty z tytułami ministrów, każda, nawet największa głupota, która im się opłaca objawiana niczym słowo boże i jedyne możliwe działania, inaczej no po prostu będzie “finis poloniae”. I te pozwy, wykorzystywanie ludzi utalentowanych przez cwaniaków, którzy krążą jak sępy wokół faktycznie posiadających talent przedstawicieli naszego gatunku, wieczne kłamstwa, życie na koszt buraków-podatników, łamanie z dnia na dzień obietnic bez najmniejszego wstydu - oto, co pokazuje Ennis w tle tej pasjonującej historii. Ale tylko dla dorosłych, ostrzegam. Moim zdaniem jest to dzieło wybitne, które po prostu trzeba posiadać na regale na honorowym miejscu.
Pablos - awatar Pablos
ocenił na71 rok temu
Y: Ostatni z mężczyzn - Cykle Brian K. Vaughan
Y: Ostatni z mężczyzn - Cykle
Brian K. Vaughan Pia Guerra
Druga część serii, została opublikowana w pierwszym tomie zbiorczym, wydanym przez Klub Świata Komiksu. Czytając ten album miałem wrażenie lekkiego deja vu z Żywymi Trupami, jednak one powstały o wiele później od Ygreka. Cykle, bo taki podtytuł nosi ten tom, pokazują nam jak daleko posuniemy się aby dostosować się w nowo zaistniałej sytuacji. Jedni uczą się na błędach inni powielają stare, ale każdemu, a raczej w tym wypadku każdej, osobie przyświeca jedno motto "Zacznę od nowa". Fabuła rozgrywa się niedługo po wydarzeniach jakich byliśmy świadkami w Bostonie. Yorick wraz z agentką 355 odnajdują doktor Alison Mann, jednak w wyniku pewnych komplikacji muszą opuścić jej laboratorium, a raczej to co z niego zostało. Po burzliwej naradzie zapada decyzja o wyruszeniu do drugiego obiektu naukowego, znajdującego się w Kalifornii. Yorick nadal sprzeciwia się badaniom mającym na celu sklonowanie mężczyzn, ale nie chce też robić za zwykłego reproduktora, próbując bezskutecznie namówić wszystkich na podróż do Australii, gdzie przebywa jego dziewczyna Beth. Niestety podczas podróży pociągiem dochodzi do wypadku, co skutkuje nieoczekiwaną zmianą trasy. Cała trójka ląduje w małym miasteczku Marrisville w Ohio, wydające się funkcjonować jak przed wybuchem zarazy. Kobiety tam żyjące mają wszystko - jedzenie, dostęp do wody a nawet elektryczność. Skrywają jednak mroczną tajemnicę, zaś Yorick i doktor Mann wzbudzają ich podejrzenia gdy zdradzają ze 355 to agentka na usługach rządu. Na pierwszym planie mamy dwie sprawy. Ludzi chcących zacząć od nowa naprawiając swoje błędy oraz tych, którzy nową drogę życia zaczynają od zemsty i próbie podporządkowania sobie innych. Mowa oczywiście o mieszkankach Marrisville oraz Amazonkach, czy też jak same siebie zwą, Córach Amazonek. Są to dwie szale tego samego świata, pokazujące do czego prowadzą konsekwencje własnych czynów. Jedni próbują odkupić swe winy inni natomiast zrucają ją na swych dawnych ciemiężycieli oskarżając, bez chwili refleksji, wszystkich mężczyzn. Z automatu każdy samiec był potencjalnym gwałcicielem czy mordercą bo miał penisa i to wystarczyło aby matka natura wybiła do nogi wszystkich posiadających chromosom Y. Amazonki, z swą przywódczynią na czele, nie starają się nawet zrozumieć cierpienia kobiet, które utraciły kochających synów albo mężów. Zamiast tego szydzą z nich i zaczynają traktować tak, jak kiedyś zachowywali się ci, którymi gardzą. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja mieszkanek Marrisville, starających się odnaleźć miejsce w tym chaosie i zacząć żyć na nowo, dziękując za każdy nowy dzień. W tą kipiel trafia trójka naszych głównych bohaterów, starających się za wszelka cenę dotrzeć do Kalifornii. Oczywiście na główny ogień wpada jak zwykle Yorick, coraz mniej kryjący się z swoją tożsamością. Jest on wyraźnie zmęczony całą sytuacją i myśli tylko o tym jak dostać się do Australii i odszukać swoją Beth. Zadanie jest bardzo skomplikowane, bo coraz więcej osób dybie na jego życie, a on sam w tym świecie pozbawionym prawa staje się wyjątkowo cennym towarem. Towarzyszy też mu pytanie, na które sam stara się odpowiedzieć. Czy jest on faktycznie ostatnim mężczyzną na Ziemi? Czytelnik poznaje też nieco historię doktor Mann oraz agentki 355, lubującej się w zwrocie "Ściśle tajne". Niemniej umiemy sobie wyrobić zdanie kim są obie kobiety, co nimi kieruje oraz dlaczego tak bardzo troszczą się o Yoricka. Widać wielkie oddanie nauce oraz krajowi u obu pań i choć traktują swego podopiecznego głównie jako cenny obiekt, to powoli zaczynają czuć do niego czysto ludzką sympatię. No, po za momentami gdy ten wpada na kolejny szalony pomysł lub rzuca "wyrafinowanym" dowcipem. W tle tej trójki pojawiają się też inne postacie, jak Sonia mieszkająca w Marrisville, siostra Yoricka oraz tajemnicza pasażerka na gapę notorycznie wyrzucana z pociągu. Po przeczytaniu Cykli miałem ochotę od razu zasiąść do lektury kolejnego tomu. Niestety albumy trzeci oraz czwarty pojawią się dopiero w kolejnym numerze zbiorczym, mającym premierę w czerwcu tego roku. Zostaje zatem czekać i mieć nadzieję, że wątki, które nie zostały zamknięte oraz naprawdę genialnie pomyślany finał tego zeszytu, zostaną odpowiednio rozwinięte. Ygrek to świetna seria, czyta mi się ją o wiele lepiej od Żywych trupów, choć formą graficzną nieco im ustępuje. Jednak niewiele, co bardzo cieszy, bo naprawdę przyjemnie przerzuca się kolejne karty tego komiksu. A o to chyba właśnie w tej sztuce chodzi.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na93 lata temu

Cytaty z książki Żywe trupy: Dni utracone

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Żywe trupy: Dni utracone