rozwińzwiń

Śmierć bogów. Księga Hagena.

Okładka książki Śmierć bogów. Księga Hagena. autora Nik Pierumow, 8374691069
Okładka książki Śmierć bogów. Księga Hagena.
Nik Pierumow Wydawnictwo: Prószyński i S-ka Cykl: Kroniki Hjörwardu (tom 1) fantasy, science fiction
548 str. 9 godz. 8 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Kroniki Hjörwardu (tom 1)
Tytuł oryginału:
Gibel' bogov
Data wydania:
2005-09-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-09-01
Liczba stron:
548
Czas czytania
9 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
8374691069
Tłumacz:
Ewa Skórska
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Śmierć bogów. Księga Hagena. w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Śmierć bogów. Księga Hagena.

Średnia ocen
7,1 / 10
127 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Śmierć bogów. Księga Hagena.

avatar
201
27

Na półkach:

Wciągająca lektura.

Wciągająca lektura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1209
387

Na półkach:

Mam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony napisana po mistrzowsku. Świat opisywany w niej zbudowany został z najmniejszymi szczegółami. Fabuła posiada całe mnóstwo nagłych zwrotów, sytuacji "bez wyjścia", w których autor zawsze znajduje oryginalne rozwiązanie.
Z drugiej jednak strony książka nuży. To cały czas są opisy zmagań czarodziejskich. Opisy czarów nie zawsze są zrozumiałe, trzeba naprawdę dużej wyobraźni by wszystko ogarnąć i przyswoić. A autor nie daje ani chwili wytchnienia, ani czytelnikom ani bohaterom. Cały czas rzucane są nowe zaklęcia, magowie przenoszą się z jednej warstwy Rzeczywistości do drugiej.
Książkę czytałam baaardzo długo. Seria o Pierścieniu Mroku (również tego autora) wciągnęła mnie tak bardzo, że pochłonęłam trzy tomy naprawdę szybko, tutaj musiałam się wręcz zmuszać do czytania. Za jakiś czas pewnie jednak pokuszę się o drugą część, bo mimo wszystko zakończenie stawia wiele znaków zapytania i ciekawią mnie dalsze losy bohaterów.

Mam mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony napisana po mistrzowsku. Świat opisywany w niej zbudowany został z najmniejszymi szczegółami. Fabuła posiada całe mnóstwo nagłych zwrotów, sytuacji "bez wyjścia", w których autor zawsze znajduje oryginalne rozwiązanie.
Z drugiej jednak strony książka nuży. To cały czas są opisy zmagań czarodziejskich. Opisy czarów nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
535
180

Na półkach: ,

Jak wiele magii może pomieścić jeden wykreowany świat? Odpowiedz: tyle, ile jego twórca jest w stanie wymyślić.

Z długoletniego wygnania wraca wielki mag – Hedin, „Ten, który poznał ciemność”. Został wykluczony ze wspólnoty i zesłany w pustkę na wiele, wiele lat, za próbę obalenia istniejącego porządku. Ale to nie on był pomysłodawcą – bohaterem rewolucji był Rakot, Władca Mroku, potężny i stary, którego wyrok będzie trwał stokroć dłużej; Hedin szedł wiernie za nim. Ale żadna kara nie może trwać wiecznie, więc czas na przywrócenie do łask, powrót do swoich zajęć, a także, choć niechętnie, Rada Magów daje mu prawo do wzięcia sobie ucznia.

Maga Hedina poznajemy w tym właśnie momencie, i niemal od razu również Hagena, śmiertelnika, syna prostej, żyjącej w skrajnej nędzy kobiety, tego drugiego od chwili narodzin; dlatego też książka nosi tytuł „Księga Hagena”. Hedin wiele utracił, jego związek z jedną z czarodziejek zakończył się gwałtownie, gdy, poznawszy jego zamiary, zwróciła się przeciwko niemu, stając się jednym z najzacieklejszych wrogów, i przejęła jego ziemie, czyniąc z nich swoje Strzeżone Królestwo; stracił pozycję jednego z najświetniejszych i najzdolniejszych czarodziejów – teraz jest pilnowany na każdym kroku i traktowany z dystansem. Ale przecież odbył karę, błędy zrozumiał, grzechów popełnionych żałuje… pozornie.

Hedin wychowuje ucznia na wielkiego wojownika i dowódcę, ale także uczy go magii. Równocześnie, po kryjomu odświeża dawne znajomości i realizuje zamysł, który uknuł w ciemnościach wygnania – kontynuacji i wielkiego dokończenia dzieła Rakota, obalenia władzy Merlina, zniszczenie Avalonu, i uwolnienia samego Mistrza. Ale jak to, tylko tyle? Gdzie tam! Plany szalonego maga sięgają o wiele, wiele dalej. W końcu po co być władcą ziemi, skoro można stać się bogiem?

„Śmierć Bogów” jest książką, po którą sięgnęłam, wstyd przyznać, z powodu okładki, i mój pierwszy z nią kontakt był oporny. Pisana jest nieco zawiłym językiem, robi wrażenie „cięższej” niż, używana w porównaniach, trylogia Tolkiena. Stanowi luźną kontynuację innej trylogii, „Pierścienia Mroku”, który stanowił właśnie niejaki ciąg dalszy „Władcy Pierścieni”. Ale tu już nie jesteśmy na Ardzie, przenieśliśmy się do Hjorwardu, gdzie przypadkiem trafili uciekinierzy ze Śródziemia. Wspomniany jest tu krótko nawet Feanor…

Język autora wymaga chwili przyzwyczajenia, jednak tę niedogodność w pełni rekompensuje rozmach i złożoność opisywanego świata. Autorowi udało się wybitnie ukazać różnorodność mieszkających w Hjorwardzie ras, jest ich mnóstwo, od ludzi, krasnoludów i elfów, przez takie istoty, jak smoki czasu, Demogorgona i Orlangura, Czytających Zaklęcia (które to stworzenia bardzo mnie zaintrygowały i liczę, że jeszcze się o nich wspomni),aż po bogów, którzy nie są czymś stałym i niezmiennym – młodzi zastępują starych, i wcale nie dzieje się to pokojowo i spokojnie. Każde z tych istot włada własną siłą i odrębnym systemem magii – i każdej z nich w powieści można się przyjrzeć nieomal „z bliska”. Ponadto, rozmachem zachwycają opisy pojedynków i bitew – malownicze i jednocześnie precyzyjne. Pierumow zaskakuje i intryguje, ma się wrażenie, że jego pomysły się nie kończą, wciąż wyskakuje z czymś nowym, pokazując, jak dopracowany był plan Hedina.

Z wielką dokładnością pokazano tez głównych bohaterów - Hedin jest troskliwym opiekunem, ale ma świadomość, że jego Uczeń wiele rzeczy musi doświadczyć sam, jednoczesne zmaga się z własnymi uczuciami do dawnej ukochanej, która nadal staje mu na drodze i podejrzewa go, i przecież słusznie; Hagen, od małego awanturnika staje się pewnym siebie dowódcą, kochanym przez swoich ludzi, poznając po drodze zarówno paniczny strach przed nieznanym, jak i miłość; za to Rakot to szalony buntownik, który nie zawsze wie, kiedy się zatrzymać. Wydarzenia poznajemy z perspektywy pierwszych dwóch, ich opowieści wzajemnie się uzupełniają.

Autor nie bawi się w delikatne wstępy i wprowadzenia, zaczyna z przysłowiowej grubej rury, co więcej, napięcie i stopień zaawansowania intryg z czasem tylko wzrasta, osiągając kulminacyjny moment przy zakończeniu. Tak naprawdę do końca nie wiemy, co właściwie planował Hedin i jak wiele jest w stanie poświęcić dla swoich celów, a to, co ostatecznie zastał, zaskakuje i niemal oburza.

„Kroniki Hjorwardu” stanowią właściwie tetralogię – z ostatnim tomem dotąd nie wydanym w Polsce. Jest to jedno z najbardziej irytujących zjawisk – trzy tomy są, czwartego nie, i nie wiadomo, czy w ogóle będzie. Drodzy Państwo z Prószyński i S-ka… jak żyć?

Kwestią, na którą zwraca się uwagę, jest postać Merlina i jego domena w Avalonie. Te nazwy są tak znane, i często nadużywane, że wywołują lekki zgrzyt w tak „egzotycznym” i różnorodnym otoczeniu – ale sam arcymag stanowczo nie jest poczciwym staruszkiem znającym kilka sztuczek, jego postać nie budzi sympatii, choć można go i motywy jego postępowania dobrze zrozumieć.

Całym sercem mogę polecić, choć zdecydowanie nie jest to lekkie czytadełko fantasy. Świat wykreowany przez Pierumowa, który przecież z wykształcenia jest biofizykiem i biologiem molekularnym – przez co, swoją drogą, zdobył moją sympatię – wciąga jak magnes i nie odpuszcza do końca. Przede mną kolejne dwa tomy, i choć boję się niedosytu i dalszej irytacji z powodu braku polskiego wydania czwartego, sięgnę po nie z przyjemnością w najbliższym czasie.

http://asafewarmplacewithbooks.blogspot.com/

Jak wiele magii może pomieścić jeden wykreowany świat? Odpowiedz: tyle, ile jego twórca jest w stanie wymyślić.

Z długoletniego wygnania wraca wielki mag – Hedin, „Ten, który poznał ciemność”. Został wykluczony ze wspólnoty i zesłany w pustkę na wiele, wiele lat, za próbę obalenia istniejącego porządku. Ale to nie on był pomysłodawcą – bohaterem rewolucji był...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

311 użytkowników ma tytuł Śmierć bogów. Księga Hagena. na półkach głównych
  • 194
  • 116
  • 1
105 użytkowników ma tytuł Śmierć bogów. Księga Hagena. na półkach dodatkowych
  • 75
  • 14
  • 6
  • 5
  • 3
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Nik Pierumow
Nik Pierumow
Nikołaj Daniłowicz Pierumow. Rocznik 63. Jedna z najjaśniejszych gwiazd na firmamencie rosyjskiej fantastyki. Wielki entuzjasta twórczości J.R.R. Tolkiena. Z wykształcenia biofizyk, przez blisko 10 lat pracował w tajnym Leningradzkim Instytucie Naukowo-Badawczym Preparatów Biologicznych Wysokiej Czystości. Swoje opowiadania drukował już pod koniec lat siedemdziesiątych, jednak jego debiutancka powieść ukazała się dopiero w 1993 r. Opublikowana wtedy kontynuacja tolkienowskiego „Władcy Pierścienia” (pierwsza z serii jego autorstwa),mimo iż okazała się być dziełem wielce kontrowersyjnym, przyniosła pisarzowi jakże potrzebny rozgłos. Pierumow wykorzystał szansę - szybko udowodnił, że z wykreowaniem własnych, fascynujących światów nie ma najmniejszego problemu. Droga do sławy stanęła otworem. Do dzisiaj ukazało się ponad 20 jego książek w łącznym nakładzie ponad czterech milionów egzemplarzy. Na rynku rosyjskim to absolutny rekord. W 2004 roku, podczas Rosconu, największego konwentu Rosji, organizowanego w Moskwie, przyznano Pierumowowi tytuł Fantasta Roku (w 2007 po raz drugi). W tym samym roku podczas konwentu Eurocon został uznany za najlepszego fantastę Europy. W 1998 r. wyemigrował do Stanów Zjednoczonych. Wraz z żoną i trzema synami mieszka w Północnej Karolinie. Poza pisaniem książek pracuje w instytucie naukowym jako biolog molekularny i biofizyk.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Ostatni powiernik pierścienia. Tom 2 Kiryl J. Yeskov
Ostatni powiernik pierścienia. Tom 2
Kiryl J. Yeskov
Trzeci raz w życiu przeczytałem "Ostatniego Powiernika". Za każdym razem podobał mi się coraz bardziej. Szczęściem, a zarazem pechem tej książki jest to iż została - przez autora - powiązana ze Śródziemiem. Dzięki temu ktoś o tym pisarzu, poza Rosją, usłyszał. Tytuł publikacji stał się znany. Jednakże LOTR ma wielu nie tyle fanów co żarliwych fanatyków, którzy nie lubią gdy ktoś dokonuje rażących zmian we wymyśle Tolkiena. Chyba, że to jego primogenitura. Trzeba zrozumieć prozaiczną kwestię. Śródziemie dla Jeskowa było tylko gotowym płótnem z zarysem przy którego pomocy chciał ukazać czytelnikowi multum procesów i zjawisk geopolitycznych, ekonomicznych, wywiadowczych, politycznych oraz socjologicznych jakie widzieliśmy i widzimy w naszym świecie realnym. Zwłaszcza teraz, w obliczu konfliktu proxy Rosja-USA. Świat Śródziemia stał się przez to bliższy Dark Fantasy. Konflikt o pierścień zyskał bardziej racjonalne, rozbudowane podłoże. Stał się wojną cywilizacji, wywołaną zresztą z inicjatywy zakulisowych sił. - Zaczęło się od rewolucji naukowo-przemysłowej jaka miała miejsce w Mordorze (przypominającym nieco Persję),który zyskał przodującą rolę w miarę spokojnym świecie. - To działało na niekorzyść Czarodziejów z Białej Rady, mających pilnować równowagi. Status Quo zostało zachwiane, a magia stawała się bezużyteczna. Zatem oni sami tracili pozycję. Jeden się sprzeciwił, a dodam iż charakterystyka postaci z LOTR jest zgodna z działaniami w Powierniku. Ktoś jest pochopny i energiczny. Ktoś jest mądry, racjonalny i wyniosły. A ktoś inny prosty, zainteresowany się jedynie przyrodą. - Na pierwszy rzut Oka powodem konfliktu była chęć obrony szlaków handlowych przez Mordor, który - jako cywilizacja przemysłowa, "fabryka świata", i z powodu degeneracji środowiska - oparł się na eksporcie technologii. Uzależnił się przy tym od dostaw żywności do swego kraju. To zirytowało rolniczo-feudalny Gondor, drugą potęgę w regionie, czerpiącą zyski z handlu trasą prowadzącą poprzez Ithilien. Działania polityczne i militarne są racjonalne. - Ale jednocześnie zostają nam przedstawione działania zakulisowe magów, zbieżne z tym co znamy z LOTR. Ktoś umiera aby zrobić miejsce komuś innemu. Gdzieś tam mamy przewrót wojskowy, który wymusza na oficjalnej władzy działanie zgodnie z koncepcją czarodziejów. W innym królestwie dochodzi do mordu na władcy i zastąpienia go własnym kandydatem. Sam Jeskow podkreśla przy tym absurd "oficjalnej wersji wydarzeń" (LOTR). Np. Denethor "popełnił samobójstwo" poprzez oblanie się oliwą i samospalenie na ułożonym przez siebie stosie, a w jego miejsce wchodzi "cudownie odnaleziony" dziedzic wywodzący się z legendarnej dynastii. Cud. Takie tam "kolorowe rewolucje", opatrzone siermiężną propagandą. - Elfy nie są już wyidealizowanymi istotami. Jeskow sięgnął do innej wersji ludowej, irlandzkiej. Fairy. Czyli elfy znane szerzej z książek Pratchetta bądź Clarke. Są całkowicie obce, tajemnicze, zainteresowane sobą, pełne pogardy dla wszystkiego co nie jest elfie. Okrutne i przy tym wyrafinowane. Sam dwór funkcjonuje właśnie jak u Fairych, z dodatkiem... Komitetu Centralnego ZSRR. Kto ma nieco wiedzy o przepychankach komisarzy, pozycji pierwszego sekretarza, roli "prezydenta"... albo widział / czytał "Śmierć Stalina"... ten szybko się odnajdzie. - Mamy też takie detale, które są aktualne obecnie. Dehumanizacja wroga i przedstawienie go jako bezlitosnej "Siły Zła". Bierzemy to co widzimy w książce. Zestawiamy to z propagandą dotyczącą Rosji. Nawet słowo "ork" pełni w niej podobną rolę jak w książce - pewne grupy etniczne zostały zbestalizowane i zdehumanizowane w celu usprawiedliwienia ich eksterminacji. Gdyż cały "Władca" to nic innego jak wersja propagandowa mająca tworzyć Legendę Władcy Gondoru. Taki tam propagandowy standard aby tylko przypomnieć "Pamiętniki" Juliusza Cezara. Można by się tutaj rozwodzić ale brakuje mi na to czasu. Jeskow stworzył dość krótką książkę. Bardzo inteligentnie. Bardzo umiejętnie. Merytorycznie, korzystając z wiedzy historycznej (umiejętnie zaimplementowane analogie i cytaty). Ekonomicznej. Politycznej. Ekonomicznej. Wywiadowczej. Społeczno-kulturowej. Umbar funkcjonujący jak połączenie XVIII wiecznej Hiszpanii i Włoch? Proszę bardzo. Mordorska misja cywilizacyjna w Haradzie, wzorowana na działaniach Cyryla i Metodego? Jest. I tak dalej i tak dalej. Nawet dygresję (Ranger, Harad) są osobnymi ale sprawnie dodanymi historiami, które same w sobie są ciekawe i jak najbardziej realne gdy mowa o mechanizmie działania. Zatem nie ma co się zrażać bądź być uprzedzonym. Ja po książki sięgnąłem zaraz po ponownej lekturze "Hobbita" i "Władcy". Jestem zachwycony. Użeczony, gdy zestawiłem bieżącą wiedzę "geopolityczną" z tym co się działo w książce. Trzeba się tylko cieszyć. Ja, gdy mowa o fantastyce, nie widzę za bardzo konkurencji dla Jeskowa gdy mowa o poruszonych przeze mnie aspektach. Może Sapkowski i to tylko gdy weźmiemy jego historyczno-fantastyczną "Trylogię Husycką". Już pominę twórców nadmiernie rozbudowanych uniwersum, który tworzyli "wszerz" zamiast w "głąb". Jak Jeskow. Trzeba podejść bez uprzedzeń, z otwartym umysłem, i przeczytać. Zwłaszcza iż akcja bardziej indywidualna też jest dobra. Fajne romanse. Sprawnie ukazane pojedynki. Mechanizmy pracy służb. Nawet nieumarli nekromanty. W LOTR ich główną bronią był strach. Tu też. Ale to w jaki sposób wywołują nim szaleństwo u ludzi... to się naprawdę Jeskowowi udało. Czytać.
Telamon - awatar Telamon
ocenił na107 miesięcy temu
Ognisty smok Richard A. Knaak
Ognisty smok
Richard A. Knaak
Richard A. Knaak to dobry pisarz, może nie wybitny, ale z pewnością dobry i wyjątkowo sprawny. Świadczy o tym fakt, jak często jest wynajmowany do zadań specjalnych. Jako wynajęty autor napisał wiele powieści ze świata "Diablo", "WarCraft", czy "Dragonlance", które to książki cieszą się popularnościa na całym świecie. Szacunek za wszechstronność. "Smocze Królestwo" to cykl autorski, napisany z potrzeby stworzenia czegoś własnego, a "Ognisty smok" to pierwsza część tego cyklu. W Polsce ukazało się tylko 6 części "Smoczego Królestwa" i nie znam książek wydanych na zachodzie, ale podejrzewam, że wszystkie utrzymują równy wysoki poziom. "Smocze Królestwo" to takie trochę oldschoolowe fantasy. Baśniowe, zaludnione przez dziwne istoty światy. Oldschoolowe nie jest Boże broń zarzutem, po prostu dziś się tak już nie pisze. Nie znajdziesz tu gwałtowności, brutalności i realizmu dzisiejszej fantasy (jakkolwiek dziwnie brzmi słowo realizm w stosunku do prozy fantasy, jest chyba trafne). Cały cykl kojarzy mi się ze "Światem Czarownic" Andre Norton. Podobny motyw zniszczenia własnego świata przewijający się w tle i poszukiwanie, przejście do świata innego przez jedną z ras opisanych w "Smoczym Królestwie". Lekkie podobieństwo do Andre Norton, też nie jest zarzutem. Jeśli się uczymy, uczmy się od najlepszych. "Ognisty Smok", podobnie jak pozostałe książki cyklu "Lodowy Smok" "Wilczy Chełm" "Mroczny Rumak" "Ukryty Świat" i "Dzieci Smoka" to świetna lektura. Czas mija niepostrzeżenie i ze zdziwieniem odkrywamy, że jesteśmy na ostatniej stronie ostatniej książki. Dla wielbicieli Smoków jest to lektura obowiązkowa. Niedostępne już dziś w pierwszym obiegu, wciąż do kupienia z drugiej ręki, za niewielkie pieniądze. Miłośnikom baśniowego fantasy POLECAM.
Swaróg - awatar Swaróg
ocenił na77 lat temu
Zobaczyć Lankmar i umrzeć Fritz Leiber
Zobaczyć Lankmar i umrzeć
Fritz Leiber
Wieloletnim miłośnikom fantastyki, a dokładniej fantasy, Fritza Leibera raczej nie trzeba przedstawiać, ale wiele osób, które z tym gatunkiem miało pobieżny kontakt, nie słyszało o tym autorze. Tymczasem to jeden z pionierów literatury spod znaku miecza i magii. Jego dwóch najważniejszych bohaterów – Fafryd (ang. Fafhrd) i Szary Kocur (ang. Gray Mouser) – po raz pierwszy pojawiło się w sierpniu 1939 r. w magazynie „Unknown” w opowiadaniu „Two Sought Adventure” (dzisiaj znanym jako „The Jewels In The Forest”, u nas zaś jako „Klejnoty w lesie”),a więc zaledwie dwa lata po tym, jak J.R.R. Tolkien wyciągnął z nory Bilbo Bagginsa i wydelegował go w niebezpieczną wyprawę na wschód. Zestawienie z „Hobbitem” jest dość istotne, bo choć jego główny bohater został zatrudniony przez krasnoludów jako włamywacz i de facto złodziej, to sama powieść ma baśniowy charakter i uznawana jest za utwór dla dzieci (jasne!),tymczasem w Leiberowskim świecie awanturników i złodziei, Nehwon, dobro i zło są mniej uchwytne, czy też może należałoby powiedzieć – zło jest łatwo uchwytne, a żeby znaleźć dobro, trzeba się porządnie napocić. W Polsce cykl przygód Fafryda i Szarego Kocura wydał w sześciu tomach Solaris. Omawiane tu „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, pierwsze z serii, jest połączeniem dwóch angielskich zbiorów: „Swords and Deviltry” (1970) i „Swords Against Death” (1970),w których znajdowało się 13 opowiadań i autorska przedmowa. Znaną przestrogę „nie oceniaj książki po okładce” można ilustrować przykładem polskiego wydania pierwszego tomu. Wygenerowana grafika przywodzi na myśl gry komputerowe z przełomu wieków i zwiastuje raczej trywialną rozrywkę. W istocie jest inaczej, bo choć dzisiaj – z perspektywy lat – koncept dwóch wolnych duchów, różniących się charakterem i wyglądem, wędrujących przez świat i wychodzących cało z każdej opresji może wydawać się wtórny i banalny, to jednak właśnie Leiber był pionierem tego typu fantastyki, co więcej, jest jeszcze strona formalna, świadcząca o całkiem sporym talencie pisarskim. Naturalnie ocenianie strony formalnej na podstawie przekładu nie daje stuprocentowej gwarancji słuszności, ale zamaszysty, barwny styl to raczej nie inwencja tłumacza. Wśród 13 opowiadań znajdujemy origin stories bohaterów („Kobiety ze śnieżnego klanu” i „Jądro nienawiści”),o wiele bardziej „psychologiczne” od pozostałych, poniekąd traktujące o dojrzewaniu Fafryda i Szarego Kocura, następnie mamy zaś tytułowe „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, w którym obaj mężczyźni po raz pierwszy się spotykają i zawiązują przyjaźń, w czym niebagatelną rolę odgrywa traumatyczne, formujące ich na lata doświadczenie. W kolejnym opowiadaniu, krótkim „Zaklętym kole”, gdzie wyruszają razem w świat, możemy przeczytać następujące słowa, całkiem zgrabnie ujmujące charakter dwójki bohaterów i szerzej – samych opowiadań: „Doszły im nowe blizny i kwalifikacje, mieli więcej litości i zrozumienia dla ludzi. Brali świat na pół poważnie, ale też potrafili pokłonić się przed jego tajemnicami. Wewnętrzne udręki czasem kwitowali śmiechem, a czasem nieprzeniknioną miną. Fafryd skrywał w sobie barbarzyńską naturę, Kocur – podłe pochodzenie. Na zewnątrz bywali weseli, beztroscy i zrównoważeni, lecz serca nadal krwawiły, duchy Wlany i Iwrian nawiedzały ich w snach i na jawie. Nie utrzymywali więc zażyłych stosunków z kobietami, bo już te powierzchowne przynosiły im więcej zgryzoty niż radości. Ich przyjaźń stała się twarda jak skała, silna jak żelazo, lecz woleli się zamykać przed innymi ludźmi. Jeśli mowa o nastrojach, to najczęściej popadali w melancholię, którą nieraz ukrywali nawet przed sobą nawzajem”*. Niektórzy zarzucają Leiberowi, że poza origin stories bohaterowie ulegają petryfikacji – że już nie ewoluują. Nie wiem, jak wygląda to w kolejnych tomach, mogę oceniać tylko na podstawie tego, niemniej za kluczowe uznaję wydarzenie z „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, które Fafryda i Szarego Kocura pozostawia w stanie półdojrzałości. To, co wyprowadziło ich bowiem w stronę dorosłości w origin stories, zostało im nagle odebrane na wczesnym etapie życia i koniec końców nie pozwoliło się w pełni uformować, stąd awanturnictwo i nonszalancja, stąd też pewna prostolinijność obu postaci i nieustanna pogoń za przygodą w późniejszych opowiadaniach. A w tych, jak napisałem, co prawda rozwiązania mają podobny schemat (jeden ratuje drugiego, a walki mają dość oczywisty finał),ale sam opis historii, a także kreacje miejsc i antagonistów mają swój urok, są plastyczne i intrygujące. Leiber umiał też połączyć zawadiactwo i dezynwolturę bohaterów z delikatną aurą dekadencji i melancholii – bo chociaż Newhon to świat występny, rozpustny i pełen egoizmu, to zło nie jest ukazane w sposób naturalistyczny (mimo że makabra jest obecna),ale raczej bliski powieści łotrzykowskiej. To, a także wspomniany barwny język, sprawia, że znaczenie Leibera nie ogranicza się do dzierżenia palmy pierwszeństwa w ramach gatunku, a jego opowiadania wykraczają poza „generyczne” fantasy. * F. Leiber, „Zaklęte koło” [w:] „Zobaczyć Lankmar i umrzeć”, tłum. D. Kopociński, Olsztyn 2004, s. 209.
Bezecny_pełzacz - awatar Bezecny_pełzacz
ocenił na92 lata temu
Czarna Ikona, t.1 Mieszko Zagańczyk
Czarna Ikona, t.1
Mieszko Zagańczyk
I wypadło mi iść pod prąd, bo książka mi się bardzo podobała :P Może nie jestem wymagający... albo po prostu książka trafiła w moje gusta. I faktycznie tak jest! Akcja książki został umieszczona w Bizancjum. To był doskonały wybór. To jedno z najwspanialszych imperiów jakie stworzył człowiek. Piękna kultura, która zajmowała tereny dzisiejszej Turcji, Grecji, Bułgarii i Syro-Palestyny. Chrześcijaństwo wschodnie stworzyło niepowtarzalny ryt, którego echa widzimy dzisiaj w prawosławiu. Coś pięknego. Autor świetnie eksploruje piękno tego świata, prowadząc akcję od Konstantynopola do Kapadocji. Wszystko dzieje się z aktywnym tłem historycznym, w którym wewnętrzne walki bizantyjskich znakomitych rodów odbywają się w cieniu seldżuckiego zagrożenia. To czas pierwszych wielkich herezji chrześcijańskich. Od nich się wszystko zaczęło. Wplecenie ich do powieści było strzałem w dziesiątkę. Zagańczyk wplata wiele słów greckich by podbudować klimat cesarstwa. Pokazuje jakim konglomeratem kulturowym był, świetnie obrazując całą mozaikę kulturową i religijną. Główni bohaterowie pochodzą ze złodziejskich, chociaż zorganizowanych, nizin społecznych. Stara się więc by wypowiadali się odpowiednio, używając kolokwializmów i wulgaryzmów, w opozycji do kupców czy elity politycznej. Mi to zupełnie odpowiadało. Uwaga, a teraz herezja :) Przypominało mi to nieco Sapkowskiego i jego trylogię husycką. Oczywiście nie tak literacko bogatą i rozbudowaną, ale powieść fantastyczna na kanwie historycznej to jest to co uwielbiam. I jeszcze w tak ciekawym miejscu i czasie. Z wielką chęcią przeczytam cześć drugą.
Lis Gracki - awatar Lis Gracki
ocenił na84 lata temu

Cytaty z książki Śmierć bogów. Księga Hagena.

Więcej
Nik Pierumow Śmierć bogów. Księga Hagena. Zobacz więcej
Więcej