Siedem dalekich rejsów

Okładka książki Siedem dalekich rejsów
Leopold Tyrmand Wydawnictwo: Wydawnictwo MG literatura piękna
192 str. 3 godz. 12 min.
Kategoria:
literatura piękna
Wydawnictwo:
Wydawnictwo MG
Data wydania:
2009-11-03
Data 1. wyd. pol.:
2009-11-03
Liczba stron:
192
Czas czytania
3 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788361297611
Tagi:
siedem dalekich rejsów leopold tyrmand
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
255 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
39
6

Na półkach:

Krótka, kameralna historia. Piękny język, dialogi rodem ze starych filmów, ciekawie zarysowane postaci poboczne. Krótko mówiąc - Tyrmand w wysokiej formie.

Krótka, kameralna historia. Piękny język, dialogi rodem ze starych filmów, ciekawie zarysowane postaci poboczne. Krótko mówiąc - Tyrmand w wysokiej formie.

Pokaż mimo to

avatar
971
756

Na półkach:

Leopold Tyrmand to postać nietuzinkowa – pisarz, publicysta, popularyzator jazzu, a przy tym bikiniarz, niebieski ptak, bon vivant. Żył kolorowo, smakował życie, rozkoszował się jego pięknem, czerpiąc z niego pełnymi garściami, co skutkowało niejednym złamanym sercem, bowiem w środowisku warszawskich literatów uchodził za bawidamka.
Nie ma się zatem co dziwić, że oprócz genialnego „Złego” – kryminału ikony czasów PRLu, spod jego pióra wychodziły też powieści bardziej obyczajowe, którym jednak bynajmniej nie można odebrać przymiotu mistrzowskiego ich skrojenia.
Takie z pewnością jest dla mnie „Siedem dalekich rejsów”. Morska bryza unosząca się nad portem w Darłowie smaga Czytelnika po twarzy, ma się wrażenie, że piasek skrzypi pod nogami, a w powietrzu unosi się zapach smażonej flądry. W tą scenerię wpisana zostaje akcja powieści, która pomimo tego, że wydawać by się mogło, że toczy się niespiesznie niczym mgła unosząca się nad darłowskim wybrzeżem, to przenika Czytelnika, spowija i otula aurą tajemniczości, niepotwierdzenia, odrobiną erotyzmu, a jednocześnie niepokoju. Takie uczucia towarzyszyć mają Czytelnikowi w zgłębianiu historii Ewy i Rolanda. Ona jest historykiem sztuki, on – rzekomo dziennikarzem, jednak prawdy o nim nie zna chyba nikt oprócz niego. On pochodzi skądś, a właściwie znikąd , ona z Warszawy, on jest królem życia, ona poważnym naukowcem, a jednak los postanawia połączyć ich drogi. Wspólnym mianownikiem ma być poszukiwanie zaginionego tryptyku Eryka Pomorskiego – zaginionego dzieła sztuki, które stanowi obiekt pożądania obojga. Szybko jednak okazuje się, że owo pożądanie nie będzie odnosiło się wyłącznie do wspólnej pasji do sztuki sakralnej, a przerodzi się w krótki, choć namiętny romans. Czy siła namiętności, chwilowe pożądanie wystarczą, aby stworzyć szansę na wspólne życie, czy też przeminą równie szybko jak słońce zachodzące za horyzont bałtyckiego morza? Trudno powiedzieć, ale mimo tej niewiadomej rzucanie wzajemnych sieci, wabienie się, wręcz uwodzenie idealnie oddaje sposób postrzegania relacji pary kochanków, wzajemnie odurzonych faktem swego istnienia i siłą wzajemnych uczuć. Co więcej, Tyrmand pokazuje skomplikowany charakter ludzkiej natury, odmienność podejść do relacji w ramach płci, zupełnie inny sposób spostrzegania świata, który jest diametralnie różny, a mimo tego skutkuje wzajemnym przyciąganiem, prowadzącym do powolnie rodzącego się uczucia.
Damsko-męskie relacje w „Siedmiu dalekich rejsach” to jednak nie jedyny wątek podjęty przez Tyrmanda. Staje się on punktem wyjścia do podjęcia przez Tyrmanda głębszych rozważań o funkcjonowaniu w nowych realiach powojennej rzeczywistości. Początki rosnącego w siłę komunistycznego układu, wprowadzającego pozorną równość, a jednocześnie pozbawiającego właścicieli wszelkiej własności. Obraz kraju podporządkowanego partii i jej władzom, w opozycji do ułudy wolności zdobytej po wygranej wojnie. Jednocześnie strach i obawa o to, co przyniesie nowy ład, kto na nim zyska, a kto straci. Z perspektywy roku 1949 trudno jeszcze przesądzić ówczesnym czy wygrali los na loterii i czy zaprzepaścili swe szanse na szczęśliwą przyszłość. Ta niepewność rodzi jednak dodatkowy niepokój, odczuwalny wprost przez bohaterów „Siedmiu dalekich rejsów”, którym przyjdzie wkrótce podejmować i na tej niwie kluczowe życiowe decyzje.
Mnie formą i treścią Tyrmand do siebie i jego twórczości w pełni przekonuje, ja przyjmuje go z dobrodziejstwem inwentarza mając świadomość, że czytając tę powieść trzeba przenieść się w czasie i poczuć klimat tamtych dni. Wtedy nieco naiwna, momentami irytująca Ewa oraz zalotny, wręcz buńczuczny Roland i ich słowne utarczki, prowadzące wprost do portowej alkowy, zawładną duszą i ciałem i pozwolą na smakowanie prozy, która zasługuje na najwyższe uznanie.
Pięknie dziękuję za rejs po Bałtyku redakcji Sztukater.pl:)

Leopold Tyrmand to postać nietuzinkowa – pisarz, publicysta, popularyzator jazzu, a przy tym bikiniarz, niebieski ptak, bon vivant. Żył kolorowo, smakował życie, rozkoszował się jego pięknem, czerpiąc z niego pełnymi garściami, co skutkowało niejednym złamanym sercem, bowiem w środowisku warszawskich literatów uchodził za bawidamka.
Nie ma się zatem co dziwić, że oprócz...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1056
500

Na półkach:

Darłowo, port na Zachodnim Pomorzu, wczesna wiosna 1949 rok. Z pociągu o rozklekotanych wagonach wysiadają pasażerowie, a pośród nich dziennikarz Ronald Nowak i magister historii sztuki Ewa Kniaziołęcka. W czasie wspólnej wędrówki do centrum miasta nawiązują rozmowę i wyraźnie mają się ku sobie. Nowak jest przystojny, uśmiechnięty i pogodny, zna wiele osób w Darłowie i znajduje się na rozdrożu decyzji-zostać w komunistycznym kraju, czy odnaleźć zaginiony tryptyk Eryka Pomorskiego i uciec na Zachód. Ewa ma dwadzieścia cztery lata i lubi swoją pracę, kwiaty, psy, dobry alkohol i książki. Nie toleruje brzydkich mebli, złego wychowania, nudy, głupoty i kołtuństwa. Podobnie jak Ronald interesuje się dziełem sztuki: tryptykiem Eryka Pomorskiego.

Kameralna akcja powieści rozgrywa się w ciągu trzech dni. Autor dosyć dobrze nakreślił rysy nie tylko głównych bohaterów, ale także pobocznych. Wątek romansowy Ewy i Ronalda prowadzony jest na zmianę i poznajemy całą historię z ich perspektywy. Towarzyszymy ich rozmowom w restauracji, hotelu czy na spacerze oraz poznajemy ich myśli, gdyż to co mówią, nie zawsze jest adekwatne z tym co myślą. Obserwujemy ich pierwsze poczynania w miasteczku i zakochiwanie się w sobie, przekomarzanie, śmiechy, zaspokajanie nienasyconego apetytu podczas sztormu za oknem. Dużo w tej relacji cichej rywalizacji i niepewności. Przypomina to romans w obskurnym pokoju i na żelaznym łóżku pary niezdecydowanych kochanków. Na drugim planie autor umieścił szefa kapitanatu portu Stołypa, właścicielkę hotelu, proboszcza, służącą, restauratora Krztynkę, piekarza i maklera okrętowego Augusta Letera, który w dzień jest szczęśliwym mężem najpiękniejszej kobiety w Darłowie i ojcem dwójki dzieci, a w nocy wrakiem ludzkim spod zalanych wódką stołów, nożownikiem z portowych knajp, szmatławym kochankiem najgorszych kobiet z węglowego nabrzeża. Zabrakło mi w bohaterach werwy, pogłębionej warstwy psychologicznej i zdecydowania. Ich rozmowy są sztuczne, jak w sztuce teatralnej. Dobrze jednak widać na przykładzie ludzi z różnych warstw społecznych, jak odbierają tworzący się nowy powojenny system komunistyczny, który niszczy wielu ludzi. Następuje centralizacja statków w dużych portach w Szczecinie, Gdyni, Gdańsku i zamieranie ruchu w małych portach. Powstają spółdzielnie i likwidowane są prywatne sklepy oraz restauracje. Tworzy się nowa powojenna Polska i widać, jak niektórzy ludzie są w tym wszystkim zagubieni. Krztynka nie ma pojęcia co zrobi, gdy jego bar zostanie zamknięty.

Najbardziej w całej powieści podobał mi się klimat nadmorskiego miasteczka. Widziałam oczami wyobraźni wąskie, kręte uliczki, stare spichrze o poczerniałym belkowaniu i zmurszałych cegłach, nabrzeża ocembrowane grubymi balami, usiane cumowymi klocami, kutry obwieszone powrozowymi poduchami zderzaków, falochrony z ciężkich głazów, parterowe rybackie domki, z wnętrza których wydobywają się dźwięki marynarskiej harmonijki, odległy szum morza...

,,Siedem dalekich rejsów" Leopolda Tyrmanda to powieść o radościach i smutkach powojennego pokolenia, które szuka swojego miejsca w odbudowującej się ojczyźnie po zniszczeniach wojennych. W malowniczym portowym miasteczku rodzi się niepewna miłość, łamane są bariery i kształtuje się nowy system, a gdzieś na marginesie tych wydarzeń trwają poszukiwania dzieła sztuki.

Darłowo, port na Zachodnim Pomorzu, wczesna wiosna 1949 rok. Z pociągu o rozklekotanych wagonach wysiadają pasażerowie, a pośród nich dziennikarz Ronald Nowak i magister historii sztuki Ewa Kniaziołęcka. W czasie wspólnej wędrówki do centrum miasta nawiązują rozmowę i wyraźnie mają się ku sobie. Nowak jest przystojny, uśmiechnięty i pogodny, zna wiele osób w Darłowie i...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
1254
1229

Na półkach:

Nie zostanę fanką Tyrmanda. Tak bardzo jak doceniam kunszt literacki, lekkość pióra, doskonałe dialogi i swobodne pływanie po falach filozofii, tak męczę się niemożebnie i oba wątki powieści są dla mnie torturą. Myślałam, że nie dotrwam. Gdybym nie dotrwała, to też by była szkoda niewielka. Przede wszystkim, uderzyło mnie coś, na co zawsze zwracam uwagę w przypadku starszych książek, są zwyczajnie zmurszałe i nie mam tutaj na myśli tylko słownictwa, ale też sposób myślenia postaci, ich postępowanie. A te zaloty? Matko kochana, dzisiaj byśmy pomyśleli, że to jacyś obłąkani ludzie się tak zachowują. Świat się zmienia, literatura się zmienia, ale i ludzie się rodzą inni i innym światem przesiąkają. Komuniści, lewicowcy, bolszewicy - to wszystko teraz jest inne niż u Tyrmanda, a do tego jakoś wyjątkowo nie uwielbiam o tym czytać.
Są dwa wątki, jeden romansowy, ale taki mało spieszny, bo bohaterowie się dopiero poznali, więc wiadomo. Z jednej strony to takie urocze, z drugiej głupie, bo zachowują się jak dzieci, a do tego wszystkiego wydaje mi się to takie uproszczone i wulgarne - nie kupuję tego. Drugi wątek jest polityczny, historyczny, delikatnie kryminalny, żeglarsko-barowy, bym rzekła. I kompletnie mnie nie porywa. W obu przypadkach poznajemy zawiłe myśli bohaterów, czasem się trochę myli co mówią, a co tylko myślą. Niemniej, w obu przypadkach mamy sporo filozoficznych rozważań, trochę psychologicznych, bardzo to męczy czytelnika, zwłaszcza młodszego, ja mam 30 lat i uważam, że to jakieś 2 pokolenia za mało, żeby zrozumieć i docenić tę powieść, a może i samego pisarza, więc dam sobie spokój. Kolejny raz udowadniam samej sobie, żeby czytać literaturę współczesną i kropka.

Wyzwanie czytelnicze LC styczeń 2022: Przeczytam książkę z motywem początku (16).

Nie zostanę fanką Tyrmanda. Tak bardzo jak doceniam kunszt literacki, lekkość pióra, doskonałe dialogi i swobodne pływanie po falach filozofii, tak męczę się niemożebnie i oba wątki powieści są dla mnie torturą. Myślałam, że nie dotrwam. Gdybym nie dotrwała, to też by była szkoda niewielka. Przede wszystkim, uderzyło mnie coś, na co zawsze zwracam uwagę w przypadku...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1324
575

Na półkach:

Bardzo dobra książka. Chyba lekko zapomniana, szkoda.
Klimatem, bohaterami, dialogami przypomina mi nieco Rajski Ogród hemingwaya, chociaż fabuła całkiem inna.
Porównując do współczesnej prozy nie sposób nie odnieść wrażenia, że kiedyś stawiano na jakość, dzisiaj ilość staje się równie ważna.

Bardzo dobra książka. Chyba lekko zapomniana, szkoda.
Klimatem, bohaterami, dialogami przypomina mi nieco Rajski Ogród hemingwaya, chociaż fabuła całkiem inna.
Porównując do współczesnej prozy nie sposób nie odnieść wrażenia, że kiedyś stawiano na jakość, dzisiaj ilość staje się równie ważna.

Pokaż mimo to

avatar
119
5

Na półkach: ,

Niewątpliwie, dialogi są najlepszym elementem książki, fabuła raczej stanowi tło, tego co dzieje się między głównymi bohaterami jak również tymi drugoplanowymi. Niektórym może się spodobać charakterystyka samego Darłowa tuż po wojnie.

Niewątpliwie, dialogi są najlepszym elementem książki, fabuła raczej stanowi tło, tego co dzieje się między głównymi bohaterami jak również tymi drugoplanowymi. Niektórym może się spodobać charakterystyka samego Darłowa tuż po wojnie.

Pokaż mimo to

avatar
754
78

Na półkach: , , ,

Postanowiłam sobie przypomnieć powieść, którą czytałam będąc nastolatką. Właściwie przeczytać na nowo bo okazało się, że niewiele pamiętam.
Darłowo świetnie opisane ale bohaterowie miotają się sami nie wiedząc czego chcą. Miłości, ucieczki, pieniędzy, władzy... Myślę, ze w czasach przejmowania życia przez nowa władzę większość ludzi była niezdecydowana w jaki sposób dostosować się do nowego świata. Zwłaszcza jeśli mieli swoja małą stabilizację, której fundamenty się chwieją i nie wiadomo czy je podpierać czy czekać aż runie i na zgliszczach budować nowe. Czy może po prostu zniknąć...
Relskias napisała, że "dialogi są jak z dobrej sztuki teatralnej". Chyba faktycznie bardziej bym się wczuła w całość gdybym usiadła na widowni teatru. Albo zobaczyła wersję filmową.

Postanowiłam sobie przypomnieć powieść, którą czytałam będąc nastolatką. Właściwie przeczytać na nowo bo okazało się, że niewiele pamiętam.
Darłowo świetnie opisane ale bohaterowie miotają się sami nie wiedząc czego chcą. Miłości, ucieczki, pieniędzy, władzy... Myślę, ze w czasach przejmowania życia przez nowa władzę większość ludzi była niezdecydowana w jaki sposób...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1033
1019

Na półkach: , ,

7,5/10

7,5/10

Pokaż mimo to

avatar
362
356

Na półkach:

210221 audio G5.
Zafascynowany "Złym" sięgnąłem po swoją drugą powieść Leopolda Tyrmanda. Niestety nieco się rozczarowałem. Akcja przebiega dwutorowo - wątek miłosny i "ten drugi". Oba nie są idealnie nakreślone. Jednak mimo wszystko więcej zastrzeżeń miałbym do miłosnego. Bohaterowie zachowują się nieprzewidywalnie, a raczej niewytłumaczalnie. Chyba, że ja nie dorosłem do ich poziomu postrzegania uczuć. "Drugi wątek" jest przyzwoity, a w końcówce ciekawy. Na plus niektóre spostrzeżenia, przemyślenia co do życia. Interesująca klasyfikacja kobiet...

210221 audio G5.
Zafascynowany "Złym" sięgnąłem po swoją drugą powieść Leopolda Tyrmanda. Niestety nieco się rozczarowałem. Akcja przebiega dwutorowo - wątek miłosny i "ten drugi". Oba nie są idealnie nakreślone. Jednak mimo wszystko więcej zastrzeżeń miałbym do miłosnego. Bohaterowie zachowują się nieprzewidywalnie, a raczej niewytłumaczalnie. Chyba, że ja nie dorosłem do...

więcej Pokaż mimo to

avatar
91
69

Na półkach:

Leniwa, nużąca akcja. Właściwie trudno tę powieść zakwalifikować do jakiejś kategorii. Pojawia się tu wątek kryminalny, ale to tylko cień typowego kryminału. Nie ma trupów, nie ma strzałów, nie ma nawet aresztowań, nie ma zbrodni.
Miałem nadzieję na ciekawy romans, ale tego też się w tej książce nie doczekałem. Otrzymałem za to nudne filozoficzne dialogi na temat relacji damsko męskich. Jedynie końcowy erotyczny akord opisujący raczej przypadkowy seks Nowaka zasługuje na uznanie.
Najbardziej odpowiednią kategorią jest chyba obyczajówka, ale rysy charakterologiczne poszczególnych bohaterów są bardzo powierzchowne, a dramaturgia opisywanych zdarzeń prawie żadna.
Jedyną pozytywną rzeczą, jaką wyniosłem z tej lektury było zainteresowanie historyczną postacią Eryka Pomorskiego.
W tej książce nic nie jest doprowadzone do końca, bo tak naprawdę nic się w niej na dobre nie zaczęło.
Szkoda czasu na czytanie. Cale szczęście, że nie jest to opasły tom. Cierpienie czytelnika nie trwa zbyt długo.

Leniwa, nużąca akcja. Właściwie trudno tę powieść zakwalifikować do jakiejś kategorii. Pojawia się tu wątek kryminalny, ale to tylko cień typowego kryminału. Nie ma trupów, nie ma strzałów, nie ma nawet aresztowań, nie ma zbrodni.
Miałem nadzieję na ciekawy romans, ale tego też się w tej książce nie doczekałem. Otrzymałem za to nudne filozoficzne dialogi na temat relacji...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Leopold Tyrmand Siedem dalekich rejsów Zobacz więcej
Leopold Tyrmand Siedem dalekich rejsów Zobacz więcej
Leopold Tyrmand Siedem dalekich rejsów Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd