Obcy przyszedł na farmę

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
- Tytuł oryginału:
- Vieras mies tuli taloon
- Data wydania:
- 1972-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1972-01-01
- Liczba stron:
- 119
- Czas czytania
- 1 godz. 59 min.
- Język:
- polski
- Tłumacz:
- Barbara Iwicka
Podupadłe gospodarstwo w Finlandii postanawia zatrudnić pracownika. Od jego fachowości tak naprawdę zależy byt mieszkających tam ludzi. Stary Herman nie ma już tyle sił do pracy, kobieta, choć pracowita, sama za wiele zrobić nie może, a jej mąż jest piątym kołem u wozu, które trzeba pilnować.
Na szczęście Aaltonen okazuje się pracowitym, młodym, silnym mężczyzną, który szybko spodobał się kobiecie. Nie zadaje zbyt wielu pytań o jej przeszłość, o męża... Nie jest jednak zwykłym najemnikiem - można mu zaufać.
Po pewnym czasie kobieta zakochuje się w nim, Herman podupada na zdrowiu, a chory mąż nastręcza standardowe (dla niej) problemy. Gospodarstwo zaczyna funkcjonować tak, jak należy. Po jednej z nocy kobieta zachodzi w ciążę, czego domyśla się jej zazdrosny mąż i postanawia się zemścić...
Kup Obcy przyszedł na farmę w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Obcy przyszedł na farmę
Poznaj innych czytelników
498 użytkowników ma tytuł Obcy przyszedł na farmę na półkach głównych- Przeczytane 261
- Chcę przeczytać 234
- Teraz czytam 3
- Posiadam 40
- Literatura fińska 16
- Ulubione 11
- Skandynawia 8
- Literatura skandynawska 6
- Finlandia 4
- Fińskie 3



































OPINIE i DYSKUSJE o książce Obcy przyszedł na farmę
Minimalistyczny, ale odczuwalny klimat Hamsuna "Błogosławieństwa ziemi". Świetna książka i jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, fajnie jakby zakończenie było bardziej rozbudowane.
Minimalistyczny, ale odczuwalny klimat Hamsuna "Błogosławieństwa ziemi". Świetna książka i jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, fajnie jakby zakończenie było bardziej rozbudowane.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toObcy przyszedł na farmę i przyniósł i radość i tragizm. Przyniósł nadzieję, ale też zagrożenie, zburzył zastany świat. Prosty świat wypełniony ciężką pracą i zasadami. Czytanie o tym ascetycznym życiu przyniosło mi ogrom spokoju, oszczędny język, opisy przyrody, surowe emocje, i pomimo napięcia i wiedzy, że nie skończy się dobrze, była to wręcz pokrzepiająca lektura.
Obcy przyszedł na farmę i przyniósł i radość i tragizm. Przyniósł nadzieję, ale też zagrożenie, zburzył zastany świat. Prosty świat wypełniony ciężką pracą i zasadami. Czytanie o tym ascetycznym życiu przyniosło mi ogrom spokoju, oszczędny język, opisy przyrody, surowe emocje, i pomimo napięcia i wiedzy, że nie skończy się dobrze, była to wręcz pokrzepiająca lektura.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMika Waltari zawsze opowiada o cierpieniu.Robi to w sposób mistrzowski i tutaj.Około sto stron ,prawie na każdej zawarta jest wzmianka typu nawóz ,gnojówka ,krowy itd.
A jednocześnie opowiadanie jest o pięknej i smutnej miłości .
Czy zachęciłam do przeczytania?
Mika Waltari zawsze opowiada o cierpieniu.Robi to w sposób mistrzowski i tutaj.Około sto stron ,prawie na każdej zawarta jest wzmianka typu nawóz ,gnojówka ,krowy itd.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA jednocześnie opowiadanie jest o pięknej i smutnej miłości .
Czy zachęciłam do przeczytania?
"Obcy przyszedł na farmę", jeden z pierwszych wydanych drukiem utworów Waltariego, to obszerne opowiadanie. Wydane przed wojną (1937) doczekalo się kontynuacji rok później (Jälkinäytös, niestety chyba nieprzetłumaczone na polski i żaden inny znany mi język).
Prawie odniosłam tę książkę nietkniętą z powrotem do biblioteki. Uwielbiam Waltariego, ale jakoś nie mogłam się zebrać w sobie - niemoc czytelnicza czy co?
Postanowiłam jednak przeczytać dla przyzwoitości choć kilka stron. No i wsiąkłam od pierwszego zdania, przepadłam na jedno długie rozkoszne popołudnie.
Bardzo klimatyczna, "gęsta" proza, ciekawe studium... no właśnie, czego? Miłości? Nienawiści? Tylko czworo bohaterów na samotnej farmie i tyyyyle emocji! Szkoda, że ten niewielki utwór niknie wśród kilkudziesięciu innych - głośnych i świetnych - powieści fińskiego pisarza (niknie za granicą, w Finlandii był dwukrotnie ekranizowany).
Piękne, niebywale smutne, doskonale się czyta i bardzo polecam, 9/10
"Obcy przyszedł na farmę", jeden z pierwszych wydanych drukiem utworów Waltariego, to obszerne opowiadanie. Wydane przed wojną (1937) doczekalo się kontynuacji rok później (Jälkinäytös, niestety chyba nieprzetłumaczone na polski i żaden inny znany mi język).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrawie odniosłam tę książkę nietkniętą z powrotem do biblioteki. Uwielbiam Waltariego, ale jakoś nie mogłam się...
Stojące na skraju upadku gospodarstwo na uboczu jednej z fińskich wsi, zmuszone jest zatrudnić kogoś do pomocy, bowiem kobieta, na barkach której spoczywa jego prowadzenie, jest u kresu sił. Nie może liczyć na pomoc starego wuja Hermana, a tym bardziej na swego męża, dla którego jedyną namiętnością jest alkohol, doprowadzający go do depresji, załamań, niemal obłędu. Kobieta go wprost nienawidzi, nie zwraca na niego uwagi, często zamyka w osobnym pokoju, nie może mu wybaczyć, że zniszczył jej młodość i miłość .
Kiedy więc w ubogiej chacie pojawia się Aaltonen, który okazuje się młodym, silnym, a przede wszystkim pracowitym mężczyzną, życie domowników nieco się poprawia, gospodarka powoli - dzięki zaradności i ciężkiej pracy obcego - zaczyna dźwigać się z upadku, przynosić plony. Kobieta docenia trud Aaltonena, powoli zaczyna go darzyć uczuciem, choć on wydaje się bardzo ostrożny. Ale los nie pyta o zasadność uczuć, zwłaszcza, gdy samemu nigdy tak naprawdę nie zaznało się prawdziwej miłości.
"Obcy przyszedł na farmę" to prawdopodobnie debiut literacki Miki Waltariego (1937 r.) i choć nie jest zbyt obszerna powieść, to na pewno jest bardzo życiowa, ludzka, z pięknymi klimatycznymi opisami przyrody, zmieniającymi się porami roku i prostego życia; to nie romans z wątkiem kryminalnym, a raczej powieść społeczno-psychologiczna.
To historia o ludziach poharatanych przez los, zniszczonych i skopanych przez życie, którzy znajdują wreszcie odrobinę szczęścia, zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa, ciepło, bliskość, iskierkę nadziei na życie bez pogardy i poniżania, bez kłamstw, wewnętrznej samotności i ciągłej obawy o jutro, o przyszłość. Na tle przyrody, wśród codziennego znoju, ciężkiej pracy rodzi się coś wyjątkowego, coś co nigdy nie pozostawało w sferze marzeń, co pozwala na ciepłe spojrzenie w przyszłość, na nikły uśmiech, nieśmiały dotyk, na nadzieję. Ale okazuje się, że obok dwojga szczęśliwie zakochanych młodych ludzi, wciąż pozostaje ten trzeci, sprawca wszelkich niepowodzeń i nieszczęść, zdolny i gotowy do najokrutniejszej zemsty.
Polecam, bo chyba większość z czytelników zna Mikę Waltari z jego najsłynniejszej powieści pt. "Egipcjanin Sinuhe", ale tę też warto przeczytać.
Stojące na skraju upadku gospodarstwo na uboczu jednej z fińskich wsi, zmuszone jest zatrudnić kogoś do pomocy, bowiem kobieta, na barkach której spoczywa jego prowadzenie, jest u kresu sił. Nie może liczyć na pomoc starego wuja Hermana, a tym bardziej na swego męża, dla którego jedyną namiętnością jest alkohol, doprowadzający go do depresji, załamań, niemal obłędu. Kobieta...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść jest krótka, niepozorna pod względem gabarytów, ale bardzo treściwa i zostająca z czytelnikiem nieco dłużej, niż tylko na czas wertowania kolejnych stron. Przyznam, że w moim odczuciu nie jest to, jak pisze się na jej temat dość powszechnie, książka o nieszczęśliwej miłości i uwielbieniu dla ziemi oraz wsi, którą autor przeciwstawia zepsutemu miastu. A przynajmniej nie jest to historia tylko o tym. Owszem, mamy tu klasykę gatunku pt. "ich dwoje i ten trzeci", ale osobiście jakoś nie mogłam kibicować uczuciu dwojga bohaterów. Dramat moralny został tu niejako usprawiedliwiony, ale nie dla mnie. Uważam, że zarówno tytułowy "obcy", jak i kobieta, która zdradziła z nim swojego męża (fakt, że człowieka tchórzliwego, alkoholika i brutala),nie są tu tak czyści, jak być może chciał to pokazać Waltari. Szczególnie, że "obcy" ma na sumieniu inny występek, a kobieta niespecjalnie szukała rozwiązania sytuacji tak małżeńskiej, jak i swojej. Czy ich ciężka praca na farmie oczyściła oboje z nieznośnego lekceważenia, jakim obdarzyli Alfreda? To lekceważenie było dla mnie wręcz przytłaczające... Dlatego zachowanie obojga nie jest dla mnie tak jednoznacznie pozytywne.
Drażniła mnie też ta połajanka na miasto jako takie i podkreślanie, jak dobra i czysta jest wieś. Gdyby podział na dobro i zło był tak prosty i zależny od czynników tego rodzaju... A jednak nie jest. Oczywiście rozumiem zamysł autora, bazujący na przekonaniu, że nowoczesność i jej zdobycze łamią moralne kręgosłupy, ale to ekstremum...
Jestem ciekawa innych opinii na temat książki, którą szczerze polecam uwadze. Sądzę, że to jedna z tych powieści, nad którymi można żywo dyskutować. Może właśnie to jest jej największą zaletą.
https://www.instagram.com/justynaczytuje/?hl=pl
https://www.facebook.com/JustynaCzytuje
Powieść jest krótka, niepozorna pod względem gabarytów, ale bardzo treściwa i zostająca z czytelnikiem nieco dłużej, niż tylko na czas wertowania kolejnych stron. Przyznam, że w moim odczuciu nie jest to, jak pisze się na jej temat dość powszechnie, książka o nieszczęśliwej miłości i uwielbieniu dla ziemi oraz wsi, którą autor przeciwstawia zepsutemu miastu. A przynajmniej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł i pierwsze zdanie w powieści są takie same, rozszerzone w książce o określenie czasu - wiosenny zmierzch.
Mężczyzna, obcy, przybysz ze wschodniej Finlandii, Aaltonen, stopniowo dowiadujemy się o nim więcej, podobnie jak i o pozostałych mieszkańcach farmy położonej z dala od wsi.
Surowa skandynawska przyroda jest tłem tej krótkiej opowieści (111 stron) kończącej się wraz z nadejściem jesieni.
Od pierwszych zdań czułam niepokój, towarzyszyło mi przeświadczenie, że ta historia nie będzie miała dobrego zakończenia. Narastało napięcie, obserwowałam zmagania bohaterów, by obsiać ziemię, utrzymać gospodarstwo, zapewnić sobie i zwierzętom skromny byt.
Obcy, który pracuje jako parobek, jest dobrym nabytkiem. Choć przyszedł z miasta, lubi pracę na roli.
Pochwała życia na wsi, ziemi, natury jest wyrażona w powieści wiele razy. "W tych spokojnych ruchach zachował się jak gdyby odwieczny rytm wschodzącego i zachodzącego słońca, gasnących i rodzących się dni" - to jedno z bardzo wielu zdań, w których Mika Waltari podkreśla więź człowieka z przyrodą.
Wiosna i lato wnoszą w życie mieszkańców farmy radość i nadzieję na lepsze życie, wreszcie też i uczucie między kobietą (nie poznamy jej imienia) i Aaltonenem (nie jest to jego prawdziwe imię).
Rodząca się między nimi miłość budzi ciepłe uczucia także u czytającego (na pewno u mnie). Sympatię czułam także do starego Hermana, który z racji wieku i choroby ma świadomość nadchodzącej śmierci, nie wydawała mu się jednak straszna, a "ziemia, która miała przyjąć jego ciało, była ziemią umiłowaną".
Farmę powoli zaczyna spowijać jesienne chmury, kobieta i obcy robią plany na przyszłość. Niestety ma je też mąż kobiety, bardzo negatywna postać, alkoholik i leń.
Powieść fińskiego pisarza jest piękna i smutna, ale nie przygnębiająca. Pokazuje "zbawienną bliskość przyrody", jest okazją do refleksji nad życiem zgodnym z rytmem pór roku, nad ziemią, dla "której należało pracować", "ziemią, która nie znała smutków ani radości".
Tytuł i pierwsze zdanie w powieści są takie same, rozszerzone w książce o określenie czasu - wiosenny zmierzch.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMężczyzna, obcy, przybysz ze wschodniej Finlandii, Aaltonen, stopniowo dowiadujemy się o nim więcej, podobnie jak i o pozostałych mieszkańcach farmy położonej z dala od wsi.
Surowa skandynawska przyroda jest tłem tej krótkiej opowieści (111 stron) kończącej się...
Przybycie na farmę nowego najemnego parobka w odpowiedzi na ogłoszenie o pracę zmieni życie wszystkich jej mieszkańców, a będzie jak w Biblii: ci, którzy już mają, dostaną więcej, a tym, którzy nie mają - jeszcze zostanie ujęte. I nie o majątku tu mowa.
Wielkomiejska egzystencja początku dwudziestego wieku, której zaznali główni bohaterowie dramatu, skontrastowana została z wiejskim życiem, jakie później przypadło im w udziale, jakie ostatecznie sami wybrali. I autor nie kryje się ze swoimi sympatiami, nie mamy wątpliwości, które życie uważa za znaczące i wartościowe. Słusznie zauważa, że miejsce po wyrwanym z miejskiego życia zarasta już na drugi dzień, a brak człowieka w wiejskim otoczeniu natury niełatwo jest czymkolwiek zastąpić. Dopiero w ciężkiej i znojnej pracy tworzy się wartość człowieka, dopiero sam on tam znajduje sens swojej egzystencji.
A sposobów na odczytanie mini-powieści jest kilka, bo jest ona i opowieścią o ziemi, jest i pięknie podanym romansem, jest i opowieścią o losie czy egzystencji pojedynczego człowieka, który jedynie z rzadka i na krótko jeno jest w stanie doświadczać szczęścia.
A wszystko to napisane z niezwykłą uważnością, by nie uronić nic z istotnych treści dramatu, by po mistrzowsku stopniować napięcie. Właśnie wielkie widzę tu podobieństwo do klasycznego greckiego dramatu w tej symbolicznej i monumentalnie uniwersalnej konstrukcji głównych bohaterów, a jednocześnie dość wyraźnie zarysowanych pęknięciach ich postaw. I nie sądzę, by nie była możliwa udana adaptacja powieści na sztukę teatralną.
I choć realizm i skrajny racjonalizm jest tym, co przebija z kart powieści, to nawet i tu zdarzy się pewne złamanie tego realizmu i to na tyle istotne, że gotowe wywrócić pozostałe kostki domina na stoliku. Bo ta narastająca od połowy powieści sielanka każe nam odczuwać równie narastający niepokój o finał powieści. Czy słusznie?
Jakie współczesne przesłanie ma ta powieść! Jak często nasza egzystencja - jako trybików wielkich machin, które niemal natychmiast mogą zostać zastąpione identycznymi innymi trybikami - pozbawiona jest sensu, choć sami gotowi jesteśmy przypisywać jej nieistniejące znaczenia.
Wspaniała miniatura, a jeszcze jak wydana (płócienna okładka i niemal bez wad zachowana obwoluta, gdzie tylko pożółkły papier wskazuje, że mamy do czynienia z książką pięćdziesięcioletnią) przez Wydawnictwo Poznańskie. Myślę, że ze względu na liczne podobieństwa - po jej lekturze - należałoby sięgnąć po “Błogosławieństwo ziemi” Hamsuna (ja, niestety, jej lekturę mam już za sobą),a kto wie, czy trylogii nie domknąć “Chłopami”? To dopiero byłby challenge czytelniczy!
Przybycie na farmę nowego najemnego parobka w odpowiedzi na ogłoszenie o pracę zmieni życie wszystkich jej mieszkańców, a będzie jak w Biblii: ci, którzy już mają, dostaną więcej, a tym, którzy nie mają - jeszcze zostanie ujęte. I nie o majątku tu mowa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWielkomiejska egzystencja początku dwudziestego wieku, której zaznali główni bohaterowie dramatu, skontrastowana została z...
Odwieczny temat „Ona, On, i Ten Trzeci” w skandynawskim przysiółku, przedstawiony na miarę antycznego wręcz dramatu. Pierwsza moja książka Miki Waltariego i od razu arcydzieło (uprzedzam: dość mroczne).
Cóż, w Skandynawii słońce w porze zimowej wychodzi na kilka godzin, a zwykle jest za chmurami, to i literatura tych krajów niekoniecznie musi być słoneczna niczym książki o Toskanii. Dzieła tu powstałe – np. mojego ulubionego Tarjeia Veasaasa – zazwyczaj obrazują ciężar egzystencji i surowy jak przyroda charakter relacji międzyludzkich.
W tej skromnej objętościowo, ale zagęszczonej treściowo powieści dochodzi do rozgrywki miedzy trojgiem ludzi, w której stężenie emocji osiąga najwyższy poziom. Jest to mistrzowsko opisane - w powściągliwy sposób, niemal jak greckie tragedie.
I właśnie tak jak one, ta opowieść ma wybitnie uniwersalny wymiar. Nie ma tu nic niepotrzebnego – tylko czwórka ludzi na odludziu (bo jest jeszcze stary właściciel gospodarstwa),jest zaś wszystko najważniejsze. To, co sprawia, że z zapartym tchem czytamy te przejmującą przypowieść o nieubłaganym losie, gdzie nikt nie jest idealizowany….
W tej powieści z 1937 r. Autor zdaje się przewrotnie zadawać kłam sentencji „Wszystko można, jeśli się bardzo chce”, królującej zwłaszcza w tzw. dzisiejszych czasach.
Jak w wielu skandynawskich książkach, ważną rolę odgrywa tu przyroda, w rytm której rozgrywa się akcja. Dom na skraju osady to miejsce, gdzie liczy się głównie ciężka, zarazem prosta, praca fizyczna. „Czasem samotność, bieda i praca na cudzym mogą oznaczać upragnioną wolność” – ułudna myśl przybysza.
Ważnym wątkiem jest także opozycja miedzy „złym” miastem i „dobra” wsią. Dwóch wrogich sobie protagonistów dzieli wszystko, a nie ostatnią różnicą jest właśnie stosunek do miasta. Jeden z niego uciekł, drugi wciąż marzy o powrocie.
„Tam jego życie byłoby powolnym umieraniem. Tutaj był wolnym, potrzebnym człowiekiem (…) Tutaj był najważniejszy, nikt nie mógł się z nim równać, nikt nie znaczył tyle, co on. Kiedy odszedł stamtąd, pustka po nim zniknęła w ciągu jednego dnia. Gdyby odszedł stąd, nikogo nie byłoby na jego miejsce”.
„Tęsknił do życia w mieście, do jasno oświetlonych sal restauracyjnych, do zgiętych w służalczym ukłonie kelnerów. Wystarczyłaby mu nawet brudna, zadymiona piwiarnia”.
Jedna z moich najlepszych książek w tym roku. Wielka, a zarazem skromna literatura. Tylko takie rzeczy chcę czytać.
Kilka cytatów…
Sam sobie stworzył to piekło. Piekło wiecznego niezadowolenia, złości i nienawiści. Zatruwał każdego, kto się z nim zetknął.
W pracy szukała zapomnienia. Szukała dla swego ciała zmęczenia ponad siły. Chciała, aby stało się ono znowu nietknięte. Wiedziała, że chyba by się zabiła, gdyby raz jeszcze dała się zaskoczyć, gdyby raz jeszcze zmusiła się do uległości, która przynosiła jej hańbę.
Krótka chwila zapomnienia już się skończyła. Znowu była tą, którą być musiała. Znowu wróciła do rzeczywistości, której koszmarem był mieszkający w izbie za kuchnią mężczyzna.
Żadne westchnienie ani nawet głębszy oddech nie wydobył się z jej ust. Tego szczęścia nie chciała już dać trzęsącemu się kawałowi mięsa, który brał jej ciało.
Za cenę własnego ciała zdobyła dla tego domu kilka dni, może kilka tygodni pozornego spokoju.
Tylko jedno pocieszało kobietę w chwilach największej rozpaczy. Było coś za co była wdzięczna losowi. Nie miała dziecka.
Powiało melancholią i żalem, że młodość kończy się i nie powraca nigdy.
Tak niewiele trzeba człowiekowi, aby był szczęśliwy: przytulnej izby, krzątającej się kobiety, przyjaznego wzroku starego człowieka, wkraczającego w zmierzch swoich dni.
Dobrze wiedział, że szczęście zawsze niesie z sobą cień strachu o przyszłość.
Spragnionej przytknięto do ust kielich źródlanej wody, a ona piła ją chciwie, bojąc się, że zostanie jej okrutnie i bezlitośnie odebrany.
Jej szczęście odeszło i nigdy już nie wróci.
Odwieczny temat „Ona, On, i Ten Trzeci” w skandynawskim przysiółku, przedstawiony na miarę antycznego wręcz dramatu. Pierwsza moja książka Miki Waltariego i od razu arcydzieło (uprzedzam: dość mroczne).
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCóż, w Skandynawii słońce w porze zimowej wychodzi na kilka godzin, a zwykle jest za chmurami, to i literatura tych krajów niekoniecznie musi być słoneczna niczym książki...
Rzeczywistość nie zawsze jest w stanie sprostać naszym wymaganiom. W takich momentach właśnie sięgamy po marzenia, które potrafią podnieść nas na duchu.
Marzenia są po to, aby wszystkim ludziom żyło się piękniej. Marzymy o miłości, o pięknym życiu, o niezwykłej karierze.
Gdzieś daleko, na biednej, zapuszczonej farmie, w Finlandii żyje troje ludzi.
Staruszek Herman, katolik, zajmujący się z racji wieku prostymi zajęciami na farmie, naprawiający sieci. Alkoholik Alfred, obibok i niepoprawny marzyciel oraz jego 30-letnia żona, kobieta spracowana, surowa, zamknięta w sobie.
Pewnego wiosennego dnia o zmierzchu drogą wiodąca wśród świerków przybywa do nich OBCY. Aalton ma na imię, choć imię jak się okazuje jest fałszywe. Szuka pracy.
I tak czworo ludzi, cztery różne charaktery, cztery zagubione w świecie dusze z ogromnym bagażem przeżyć, z tysiącami marzeń, ale i mnóstwem pragnień zamieszkuje pod jednym dachem.
"Obcy przyszedł na farmę" to króciutka, smutna opowieść, której akcja toczy się najprawdopodobniej w okresie po I wojnie światowej. Kobieta wraz z mężem po utracie majątku za ostatnie pieniądze kupuje podupadła farmę. Nie radzi sobie z uprawą roli, a pomocy ze strony męża nie otrzymuje. Życie wyznaczają im pory roku i związane z tym prace w gospodarstwie. Aalton poszukujący pracy jest dla nich chwilowym wybawieniem z kłopotów.
Autor w prosty sposób opisuje trudy codziennego życia, ciężkie życiu u boku alkoholika, ucieczkę od niechcianej rodziny, smutek z powodu braku miłości, smutek w obliczu nadchodzącej starości i śmierci.
Smutek i tęsknota kreślą nasze plany i marzenia, budzą nasze pragnienia.
Jak się okazuje każdy bohater ma mnóstwo pragnień, a przede wszystkim każdy z nich pragnie miłości drugiej osoby, której nie doświadczył w swoim dłuższym lub krótszym życiu.
Miłość jest tu kluczem do każdego i wszystkiego.
Tylko nie każdy klucz, który otworzy drzwi zaprowadzi nas do szczęścia. Bo nie każda miłość okazuje się czysta i bez chęci zemsty.
Krótka, życiowa, piękna w swej prostocie, oszczędna w słowach opowieść o pragnieniu miłości i szczęścia. Jak się okazuje nie trzeba użyć wielu słów, napisać opasłej powieści, żeby przekazać to co najważniejsze. Mika Waltari bezapelacyjnie to udowodnił.
Rzeczywistość nie zawsze jest w stanie sprostać naszym wymaganiom. W takich momentach właśnie sięgamy po marzenia, które potrafią podnieść nas na duchu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarzenia są po to, aby wszystkim ludziom żyło się piękniej. Marzymy o miłości, o pięknym życiu, o niezwykłej karierze.
Gdzieś daleko, na biednej, zapuszczonej farmie, w Finlandii żyje troje ludzi.
Staruszek Herman,...