rozwińzwiń

Obcy przyszedł na farmę

Okładka książki Obcy przyszedł na farmę autora Mika Waltari,
Okładka książki Obcy przyszedł na farmę
Mika Waltari Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie Seria: Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich literatura piękna
119 str. 1 godz. 59 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Seria Dzieł Pisarzy Skandynawskich
Tytuł oryginału:
Vieras mies tuli taloon
Data wydania:
1972-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1972-01-01
Liczba stron:
119
Czas czytania
1 godz. 59 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Barbara Iwicka
Średnia ocen

7,4 7,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Obcy przyszedł na farmę w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Obcy przyszedł na farmę



książek na półce przeczytane 14647 napisanych opinii 425

Oceny książki Obcy przyszedł na farmę

Średnia ocen
7,4 / 10
203 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Obcy przyszedł na farmę

avatar
428
127

Na półkach:

Minimalistyczny, ale odczuwalny klimat Hamsuna "Błogosławieństwa ziemi". Świetna książka i jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, fajnie jakby zakończenie było bardziej rozbudowane.

Minimalistyczny, ale odczuwalny klimat Hamsuna "Błogosławieństwa ziemi". Świetna książka i jeśli miałbym się do czegoś przyczepić, fajnie jakby zakończenie było bardziej rozbudowane.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1693
731

Na półkach: , ,

Obcy przyszedł na farmę i przyniósł i radość i tragizm. Przyniósł nadzieję, ale też zagrożenie, zburzył zastany świat. Prosty świat wypełniony ciężką pracą i zasadami. Czytanie o tym ascetycznym życiu przyniosło mi ogrom spokoju, oszczędny język, opisy przyrody, surowe emocje, i pomimo napięcia i wiedzy, że nie skończy się dobrze, była to wręcz pokrzepiająca lektura.

Obcy przyszedł na farmę i przyniósł i radość i tragizm. Przyniósł nadzieję, ale też zagrożenie, zburzył zastany świat. Prosty świat wypełniony ciężką pracą i zasadami. Czytanie o tym ascetycznym życiu przyniosło mi ogrom spokoju, oszczędny język, opisy przyrody, surowe emocje, i pomimo napięcia i wiedzy, że nie skończy się dobrze, była to wręcz pokrzepiająca lektura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
721
63

Na półkach:

Mika Waltari zawsze opowiada o cierpieniu.Robi to w sposób mistrzowski i tutaj.Około sto stron ,prawie na każdej zawarta jest wzmianka typu nawóz ,gnojówka ,krowy itd.
A jednocześnie opowiadanie jest o pięknej i smutnej miłości .
Czy zachęciłam do przeczytania?

Mika Waltari zawsze opowiada o cierpieniu.Robi to w sposób mistrzowski i tutaj.Około sto stron ,prawie na każdej zawarta jest wzmianka typu nawóz ,gnojówka ,krowy itd.
A jednocześnie opowiadanie jest o pięknej i smutnej miłości .
Czy zachęciłam do przeczytania?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

497 użytkowników ma tytuł Obcy przyszedł na farmę na półkach głównych
  • 261
  • 233
  • 3
88 użytkowników ma tytuł Obcy przyszedł na farmę na półkach dodatkowych
  • 40
  • 16
  • 11
  • 8
  • 6
  • 4
  • 3

Tagi i tematy do książki Obcy przyszedł na farmę

Inne książki autora

Mika Waltari
Mika Waltari
Mika Waltari – jeden z najpłodniejszych fińskich pisarzy: napisał co najmniej 29 powieści, 15 nowel, 6 zbiorów opowiadań lub baśni, 6 tomów poezji i 26 sztuk teatralnych, także scenariusze, słuchowiska radiowe, reportaże, tłumaczenia, setki recenzji i artykułów. Jest także fińskim pisarzem najbardziej znanym na świecie – jego utwory przetłumaczono na ponad 40 języków. W 1957 r. pisarz stał się członkiem Fińskiej Akademii; otrzymał także honorowy tytuł doktora uniwersytetu w Turku w 1970 r.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Młyn na wzgórzu Karl Gjellerup
Młyn na wzgórzu
Karl Gjellerup
„Gdy się babie czegoś zachce, wszyscy diabli nic nie pomogą” Powieść mająca cechy powieści psychologicznej, moralitetu, a nawet horroru z elementami kryminału i powieści detektywistycznej, od czasu do czasu doprawiona dużą szczyptą humoru, który pojawia się tam, gdzie akurat przebywa dziedzic Henryk, zwany Smokiem. Napisana językiem bardzo plastycznym, mocno oddziałuje na wyobraźnię czytelnika, odsłania tajemnice ludzkiego umysłu i daje możliwość dokładnego przyjrzenia się motywom działania bohaterów. Opisy ich nastrojów i konfliktów wewnętrznych przedstawiane są jakby w zwolnionym tempie, przy czym niemal od początku czytelnik ma świadomość nieuchronności tragicznych zdarzeń, które nastąpią w młynie na wzgórzu. Duńska wieś z początków ubiegłego stulecia to miejsce, gdzie ludzie żyją według surowych zasad obowiązujących wyznawców protestantyzmu. Relacje między mieszkańcami porządkuje obyczajne zachowanie i uczciwie wykonana praca. Obraz wsi dopełniają liczne malownicze opisy przyrody, która stanowi również czynnik organizujący tryb życia tej pełnej przesądów, prostej wiejskiej społeczności. W takich okolicznościach zamożny chłop, młynarz Jakub Clausen z malowniczej wyspy Falster, musi sobie radzić ze swoją grzeszną namiętnością do Lizy Vibe, która „wstąpiła na służbę do młyna” i najwyraźniej ma chrapkę na zostanie młynarzową, co stało się całkiem prawdopodobne po śmierci żony młynarza, Chrystyny. Wówczas bowiem młynarz stał się bezbronny, wystawiony na rządzę pokus. „Dopóki żyła żona, istniało jeszcze coś, co go powstrzymywało: mógł popełniać błędy, nawet trudne do naprawienia, ale nie był jeszcze bezradny, nie pozostawał całkowicie w mocy losu”. Ale Chrystyna, zanim umarła, wymogła na swoim mężu przyrzeczenie, że po okresie żałoby zwiąże się z Hanną Christensen, która godnie zastąpi zmarłą nie tylko jako żona, ale przede wszystkim jako matka osieroconego Janka. Autor zbudował tę historię na kontrastach. Przeciwieństwem wyrachowanej, przebiegłej i lubieżnej Lizy kłusowniczanki, jest bogobojna i uduchowiona Hanna; brat Lizy, Peer, kłusownik i domniemany zabójca starego leśniczego, reprezentuje bezprawie, podczas gdy brat Hanny, młody leśniczy Wilhelm, jest uosobieniem prawa i porządku. Ulubione zwierzę Lizy, biały (jak upiór?) kocur Pilatus, wyposażony w „szeroką głowę, podobną w zmierzchu do łba ogromnej żmii”, z której patrzyły groźnie „wielkie, żółte, demoniczne oczy”, stanowi kontrast dla delikatnej Jenny, ukochanej sarenki Hanny. Przy czym Pilatus nie odstępuje swojej pani ani na krok, natomiast Jenny, choć oswojona, przebywa na wolności. Młyn mieści się na wzgórzu, a więc niejako na widoku, zaś rodzinny dom Lizy stoi na bagnach, poza granicami wsi, jakby w odosobnieniu. Nieprzypadkowo. W ten symboliczny sposób autor wskazuje, że nierespektujący prawa kłusownicy, są wyrzuceni poza społeczeństwo, które nie akceptuje ich trybu życia. Najogólniej mówiąc Liza reprezentuje dziką i pierwotną naturę, która folguje zmysłom, a Hanna – moralność i kulturę, które nakazują trzymać zmysły w ryzach. Liza, prawdziwie wiejski wamp, potrzebuje relacji z mężczyznami, prowokuje ich, kusi i zawraca im w głowach, Hanna, która „miała piękną twarzyczkę” i „była ładnych, drobnych kształtów”, skupia się na samodoskonaleniu – dużo czyta, gra na pianinie. Mentalnie Jakubowi bliżej do Hanny, jednak pożądanie wpędza go w orbitę Lizy, a stąd już tylko krok do tragedii. Przyczyną jest zazdrość, która pociąga za sobą zbrodnię, ta zaś wywołuje wyrzuty sumienia, a neurotyczne lęki i halucynacje słuchowe są udziałem nie tylko sprawcy. Kres tym uczuciom kładzie pożar - oczyszczający i porządkujący wszystko ogień, dzięki temu nieoczekiwanemu zbiegowi okoliczności, zbrodnia wychodzi na jaw, zabójca zostaje sprawiedliwie osądzony, a do wsi powoli powraca spokój. Karl Gjellerup to trzeci w tym miesiącu laureat literackiej Nagrody Nobla, którego twórczości wcześniej nie znałam..
Apelajda Sękliwa - awatar Apelajda Sękliwa
oceniła na71 rok temu
Barabasz Pär Lagerkvist
Barabasz
Pär Lagerkvist
Interesująca fantazja na temat Barabasza, który, jak na zbója, objawia niezwykłą empatię wobec Ukrzyżowanego, dla mnie jednak lekko niewiarygodną, a może nawet i dwuznaczną, choć jego sytuacja nie była do pozazdroszczenia – ocalał, aby inny umarł. Bardziej odpowiada mi jednak niepewność Herberta z wiersza „Domysły na temat Barabasza” - poeta nie miał odwagi domniemywać żadnych opcji ocalonego: „Co stało się z Barabaszem? Pytałem nikt nie wie Spuszczony z łańcucha wyszedł na białą ulicę (…) A Barabasz być może wrócił do swojej bandy W górach zabija szybko rabuje rzetelnie Albo założył warsztat garncarski I ręce szklane zbrodnią czyści w glinie stworzenia Jest nosiwodą poganiaczem mułów lichwiarzem właścicielem statków - na jednym z nich żeglował Paweł do Koryntian lub - czego nie można wykluczyć - stał się cenionym szpiclem na żołdzie Rzymian”. Żeby "zaspoilerować" Lagerkvista: ktoś się wywinął od krzyża i…. nie, nie staje się jednym z chrześcijan ani formalnie, ani faktycznie - choć w chwili próby nawet zaprze się niczym św. Piotr - ale tak czy inaczej dzieli ich los. Wydaje się, że Barabasz nie jest w stanie zrozumieć tego, co się stało, czyli głębszego sensu. Wobec tego pozostaje mu tylko może nie retoryczne, ale na pewno nie na jego rozum przecież, pytanie „Dlaczego on, a nie ja”…. Owszem, dobrze ta nowela jest napisana i nieźle się czyta. Niemniej nie jest to jednak arcydzieło – nawet jeśli do mnie po prostu nie trafiło. Ot, opowiastka o niepokojach egzystencjalno-duchowych kogoś prostego umysłu, kto odstąpił od złej ścieżki życia, ale Los o nim nie zapomniał. Autorowi chwała zaś, że ze swego bohatera nie uczynił jakiegoś ortodoksyjnego wyznawcy. Skoro już przy tym temacie jesteśmy, zwróciłbym uwagę na polską książkę „Według Judasza. Apokryf” Henryka Panasa (wg mnie o wiele lepszą niż ta, choć Autor nie był noblistą). Nie jest to żadna apologia Judasza, ale odważna, piekielnie inteligentna, próba napisania jego historii, oraz Jezusa i Marii Magdaleny, zupełnie od nowa, a przede wszystkim - wbrew Ewangeliom. Bo Iskariota to mędrzec, po cichu finansujący całą tę wywrotową grupkę, a ponadto rywal przywódcy jako bezgranicznie zakochany w Marii z Magdali…. BTW: Nie czas na nowe wydanie…? Acha, nieco tylko słabsza jest dosyć dawna, acz jakby coraz bardziej aktualna, rzecz Adama Wiśniewskiego-Snerga „Według łotra”… No dobrze, spróbuję coś innego Autora, niech to będzie „Kat” albo i „Karzeł”. Zło jednak bywa ciekawsze niż dobro, oczywiście jedynie w literaturze…. Najlepsze cytaty „Wybór zadziwił przede wszystkim samego Barabasza.(…) Dlaczego więc tutaj stał? Nie znał przecież tego Człowieka, nie miał z Nim nic wspólnego. Dlaczego znalazł się na Golgocie, on, który został uwolniony?”. „Jakże można wydawać takie wyroki? To przecież jasne, że ten Człowiek jest niewinny”. „Tak, to na pewno Jego matka. Na pewno współczuła z Nim najgłębiej; zdawała się jednak wyrzucać Mu, że zawisł oto na krzyżu, że doszło do tego, iż Go ukrzyżowali”. „Wskazując Barabasza, szepnęła coś Matce. Matka przystanęła i spojrzała na niego wzrokiem, w którym nie było nienawiści, lecz tak rozpaczliwy smutek, iż nie mógł się łudzić, że kiedykolwiek to spojrzenie zapomni”. „ – Jakiż Mesjasz dalby się ukrzyżować! Słyszał ktoś podobne brednie?”. „Pod osłoną ciemności zabrali ukochanego Mistrza, którego wielbili, aby móc później rozpowiadać, że zmartwychwstał właśnie tak, jak to sam przepowiadał”. „Początkowo czuła się nieco urażona, ale cóż, mój Boże, mężczyźni są zawsze niewdzięczni, jeśli się im nie odmówi tego, czego pożądają”. „Kiedy Barabasz wrócił do swoich towarzyszy, wydał im się tak zmieniony, że ledwo go poznali. Zdawało się, że nic go nie pociąga”. „Nie okazał też większego zapału nawet podczas napadu na posterunek rzymski przy promie, mimo że walczył z ludźmi, którzy omal go nie ukrzyżowali”. „Wzbudzał niechęć. Towarzysze wcale się nie cieszyli, że wrócił, że znowu jest z nimi. W gruncie rzeczy przestał do nich należeć. Na wodza już się nie nadawał. Nie nadawał się też do niczego innego. Właściwie był już niczym”. „On sam daleki był od okrucieństwa. Twardy i okrutny był system, nie on”. „Nie mamy prawa go sądzić. Wszyscyśmy pełni wad i ułomności i nie dla naszych zasług Pan się nad nami lituje. Nie mamy prawa potępiać człowieka za to, że nie ma Boga, któremu by służył”. PS „Quo vadis” najlepiej jednak się udało Sienkiewiczowi…
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na611 miesięcy temu
Dom i świat Rabindranath Tagore
Dom i świat
Rabindranath Tagore
Dom i świat Rabindranatha Tagore’a to jedna z najważniejszych powieści literatury indyjskiej XX wieku – dzieło subtelne, wielowarstwowe, ukazujące napięcia między jednostką a zbiorowością, między rozumem a emocją, między miłością a polityką. Tagore, jako myśliciel i poeta, konstruuje historię rozpiętą między intymnością a historią, budując dramat trojga bohaterów w cieniu narastającego nacjonalizmu w Bengalu początku XX wieku. Akcja rozgrywa się na tle realnych wydarzeń: decyzji brytyjskiego rządu o podziale Bengalu i narodzin ruchu Swadeshi – protestu przeciwko importowi brytyjskich towarów. W centrum opowieści znajdują się: Nikhil – wykształcony, liberalny właściciel ziemski, jego żona Bimala, dotąd żyjąca w domowym zaciszu, oraz Sandip – charyzmatyczny nacjonalista i agitator. Konflikt nie jest jedynie ideologiczny; to głęboko osobisty dramat moralny, uczuciowy i duchowy. Nikhil pragnie, by jego żona odkryła świat zewnętrzny i sama odnalazła prawdę. Sandip z kolei wykorzystuje jej naiwność i pociąga ją ku radykalizmowi. Bimala staje się nieświadomym narzędziem w rękach ideologii, co prowadzi do tragedii. Tagore ukazuje niebezpieczeństwa fanatyzmu. Sandip, choć mówi w imię wolności, w istocie dąży do dominacji i przemocy. Nikhil zaś reprezentuje głos sumienia – wiarę w rozwój duchowy, tolerancję i odpowiedzialność. Powieść nie tylko przestrzega przed nacjonalizmem pozbawionym refleksji, ale też pyta o miejsce kobiet w społeczeństwie, o prawo do samodzielności i wolności myślenia. Bimala – początkowo bierna – przechodzi bolesną drogę, uczy się widzieć nie tylko to, co nęcące, ale i to, co destrukcyjne. Jej przemiana – choć tragiczna – niesie w sobie ważne przesłanie: wolność to nie tylko wyjście z zamknięcia, ale też zdolność do krytycznej refleksji. Tagore nie daje prostych odpowiedzi – zostawia czytelnika w moralnym niepokoju. Powieść stawia pytania: czy cel zawsze uświęca środki? Czy w imię narodu można zrezygnować z prawdy, miłości, sumienia? Dom i świat to nie tylko opowieść o Indiach, ale uniwersalna przypowieść o ludziach, którzy w starciu z ideologią muszą odnaleźć siebie. Jej aktualność dziś – w świecie podziałów i radykalizacji – pozostaje niepodważalna.
Bratyslawski - awatar Bratyslawski
ocenił na108 miesięcy temu
Dziewczę ze słonecznego wzgórza Bjørnstjerne Bjørnson
Dziewczę ze słonecznego wzgórza
Bjørnstjerne Bjørnson
Historia o życiu norweskich chłopów z końca XIX wieku. W sąsiedztwie, na wsi żyje dwoje młodych ludzi - Synnøve i Torbjørn (w wydaniu z Wolnych Lektur ich imiona zapisano po szwedzku, Synnöwe i Torbjörn - czyżby kolejne tłumaczenie z niemieckiego zamiast z oryginału? Ktoś coś?) Synnøve jest dziewczynką z dobrego domu, jej rodzice wychowali ją w duchu religijności, jest też niezmiernie piękna, nieziemsko dobra i generalnie cała wieś uważa ją za anioła. Z kolei Torbjørn to dzikie półdiablę, nie słucha ojca, pakuje się w bójki etc. itp. Torbjørnowi podoba się Synnøve, ale wszyscy mu tłumaczą, że nic z tego nie będzie, bo najwspanialsza panna we wsi nie weźmie takiego łobuziaka. Podobał mi się pomysł z mówiącą przyrodą, doceniam rolę tej opowieści w budowaniu norweskich uczuć patriotycznych, ale w sumie to jakoś nie czuję się porwana przez pana Bjørnsona (tak wiem, kręcę nosem noblistę, ale cóż, po moich przeżyciach z Olgą Tokarczuk to nie pierwszy raz). Wszystko dzieje się bardzo szybko, brakowało mi czasu na zżycie się z postaciami. Czułam duży dyskomfort przy scenach, gdzie rodzice biją dzieci albo gdy Torbjørn katuje konia. Męczące było dla mnie mocno to, jak żyją mieszkańcy książkowej wsi. Nikt nie mówi nic wprost, komunikacja odbywa się za pomocą utartych schematów, każdemu drobnemu gestowi – nawet skinięciu głową sąsiadowi czy powiedzeniu „Dzień dobry” – przypisuje się mnóstwo głębokich znaczeń. Wszystko jest tak koszmarnie skodyfikowane, że oszalałabym tam po tygodniu i uciekła, albo zostałabym wygnana do lasu, bo źle spojrzałam w lewo zamiast w prawo. Nawet nasze Lipce w porównaniu wydają się liberalne i kipiące życiem, współczuję tym biednym norweskim chłopom. Chyba najbardziej emocjonalna była historia o parze, która nie może wziąć ślubu, bo pannę młodą obiecano komuś innemu. Cała reszta wydała mi się taka zimna, a przemiana wewnętrzna Torbjørna jest mocno na siłę – toż on jest totalnym redflagiem! Uciekaj od niego, Synnøve!
Renegi Grene - awatar Renegi Grene
ocenił na78 miesięcy temu
Karzeł Pär Lagerkvist
Karzeł
Pär Lagerkvist
Zło jako nieodłączny - co tam: niezbędny - instrument każdej władzy w historii i współczesności. Tak odczytuję przesłanie tej książki Pära Lagerkvista, jednej z najbardziej pesymistycznych, jaką czytałem. Nagromadzenie wszelkich zbrodni i podłości, jakie towarzyszą władzy na przestrzeni wieków - choć tu akurat sztafaż jest renesansowy - czyni z “Karła” wielki esej o naturze rządów. Bo takich ludzi jak tytułowy bohater potrzebuje każda władza zawsze i wszędzie - inaczej nie byłaby władzą. Autor znakomicie przedstawił Zło, upostaciowane tu akurat w karle (jakby tzw. zwykli ludzie byli immunizowani na to co najgorsze w naturze ludzkiej, niezależnie od ich cech przyrodzonych). W tym kontekście przyjęcie za symbol zła akurat osoby niskorosłej wydaje się uzasadnione jedynie przekonaniem o jakiejś szczególnej predestynacji tej grupy, nie tylko w dawnych wiekach - skoro w każdej społeczności jej udział jest minimalny w stosunku do “normalsów”. A zła - i w historii, i we współczesności - aż za dużo jak na tę populację…. Przekonany jest wszak o tym i sam Autor, który tak mówi do nas narratorem: “Czasami wzbudzam w ludziach lęk. Ale boją się samych siebie, sądzą, że ja ich przerażam, czyni to jednak karzeł kryjący się w nich. (...) I też są zniekształceni, choć wcale tego po nich nie widać”. Tak, to o nas to studium zła, niewątpliwie najlepsza książka Lagerkvista - trzecia moja - o naturze człowieka zakamuflowanej postacią karła. W nas wszystkich drzemie przecież komendant Treblinki…. Książka nie daje żadnej nadziei, mimo takiego, a nie innego zakończenia. Nobel dla szwedzkiego Autora - także przecież i za nią - jak najbardziej zasłużony (także za stylistykę, świetny przekład Zygmunta Łanowskiego, kogoś o pięknym życiorysie). Narrator mówi tu wiele rzeczy strasznych, a co gorsza takichże czynów również dokonuje - przeważnie nie bezpośrednio, ale za podjudzeniem “trzymających władzę”, zwłaszcza swojego księcia. choć w kilku przypadkach jest prawdziwym demiurgiem potworności. Umożliwia mu to fakt, że na relacje międzyludzkie patrzy poniekąd “z dołu”, skąd lepiej widać…. (BTW: zwrot, że liczy on sobie “20 cali wzrostu” jednak wymagałby przeliczenia na miarę używaną w Polsce). Tak czy inaczej, nawet nie dziwi, że ze wszystkich możliwych i niemożliwych powodów narrator cierpi na patologiczną manię wielkości, jakkolwiek by to brzmiało. A przejawia się to m.in. w takich słowach: “Słyszałem że my, karły, pochodzimy z rasy starszej od tej, która zaludnia dziś świat, i że dlatego jesteśmy starzy już w chwili, gdy się rodzimy. Nie wiem czy to prawda, ale w takim razie bylibyśmy praistotami. Nie mam nic przeciwko temu, by należeć do rasy innej niż ta obecna i żeby to było widać po mnie”. “Po księciu nie znać jednak żadnej osowiałości. (...) Jest spokojny, pewny i energiczny, zawsze w takim samym równym, wspaniałym nastroju. I zawsze pełen męstwa i pewności zwycięstwa. Znakomity żołnierz. W polu on i ja jesteśmy naprawdę szczególnie podobni do siebie. (...) “Lubię służyć panu, który jest imponujący. Nie przeczę, że to wielki mąż. Nikt jednak nie jest wielki dla swego karła”. Ma to jednak i drugą stronę: “Gdy idę sam przez miasto, wtedy zaraz mnie spostrzegą i obsypują obelgami. +To jego karzeł! Dając mu kopniaka kopiesz jego pana!+”. A miłość do samego siebie nie wyklucza i autonienawiści: “To mój los, bym nienawidził także własnego ludu. Moje własne plemię jest dla mnie nienawistne. Nienawidzę także i siebie samego”. I jeszcze to, czego nie wiemy o niskorosłych: “Jest wielka różnica między karłami a dziećmi. Sądzi się że to jedno i to samo, bo tak są do siebie podobne wzrostem i tak dobrze się ze sobą zgadzają, ale wcale tak nie jest. (...) Dzieci-karły nie bawią się, o ile wiem, nigdy, bo i po cóż? To prawdziwa tortura, gdy używają nas, karłów do takiego celu. Ale ludzie nic przecież o nas nie wiedzą”. “My, karły, nie płodzimy dzieci, jesteśmy bezpłodni z samej naszej natury. Nie zajmujemy się rozmnażaniem ani też go nie pragniemy. I nie potrzebujemy być płodni, gdyż ród ludzki sam rodzi swoich karłów, nie trzeba się o to troszczyć”. “Należymy do rodu ludzkiego – a przecież do niego nie należymy. Jesteśmy gośćmi w odwiedzinach. Starymi, zwiędłymi gośćmi na trwającej tysiące lat, nigdy nieprzerwanej wizycie”. “Nigdy nie próbowałem tego, co nazywa się miłością, ani też nie mam na to żadnej ochoty”. Pozbawiony miłości już jako dziecko narrator, który bardziej budzi litość niż nienawiść, musi mieć takie a nie inne poglądy na sferę uczuć… “+Czy jest coś równie odrażającego jak człowiek+ – pomyślałem” - takie ma on zdanie o ludziach niebędących takimi jak on; zapewne w rewanżu. Jako wybitny manipulant “wyspowiadał” on z grzechów córkę swego księcia, nieszczęsną istotę, w której umiejętnie pogłębił kompleksy i poczucie winy, utrwalone już przez jej wiarę. “Zaczęła wyznawać wszystkie swoje przewinienia, rozwiązły tryb życia, niedozwolone stosunki z mężczyznami, do których diabeł wzbudził w niej żądzę, i rozkosz, jakiej doznawała czując że jest naprawdę uwikłana w diabelskie sidła”. “Zmuszałem ją, aby bliżej opisywała swój grzech i swoje straszne zadowolenie z niego i aby wymieniała po imieniu tych, z którymi uprawiała występne obcowanie.... Później podziękowała mi, że byłem dla niej taki dobry”. Także jej matkę niemal wpędził w szaleństwo. “Księżna Teodora jest zależna ode mnie. (...) Nienawidzę jej grzesznego życia, chutliwych listów, które posyła przeze mnie do swoich kochanków, słów miłosnych, których żar czuję na mym sercu. Ale nie zdradzam niczego”. “Księżna (...) biczuje się mocniej niż kiedykolwiek, aby zmazać ten grzech, znowu nic nie je i błaga Ukrzyżowanego o przebaczenie. Ukrzyżowany nic nie odpowiada”. “Dziwne, jak ludzie głupio wyglądają, gdy są zakochani, a zwłaszcza, gdy kochają na próżno. Ich wyraz twarzy staje się szczególnie niemądry i nie mogę zrozumieć twierdzeń, że miłość ludzi upiększa”. “Gdyby nie była tak piękna, można by z pewnością uważać, że nie ma w niej wcale dobroci”. “Miłość i śmierć to ulubione tematy ludzi, nad którymi lubią oni sobie popłakać, szczególnie zaś gdy śmierć i miłość połączą się w jedno”. Nieco tu odniesień do Machiavellego: “Uważam za niegodne księcia, by przywiązywać wagę do tego, co myśli i czemu daje wyraz motłoch, który go otacza. Przecież oni wciąż czegoś się domagają. Gdyby miano się troszczyć o wszystko, o co woła lud, trzeba by było stosować się do wielu życzeń”. Dla księcia, u którego służy karzeł, pracuje Mistrz Bernardo, który jednoznacznie się kojarzy, skoro wykonuje fresk “Ostatniej wieczerzy” i ma rozliczne inne zainteresowania. “Interesuje go wszystko. Czy rzeczywiście wszystko jest ciekawe?” pyta retorycznie narrator. “Wszyscy uważają, iż takiej Madonny jeszcze nigdy dotychczas nie namalowano, że nigdy jeszcze nie było tak pełnej wdzięku i nadziemskiej Matki Boskiej. Najbardziej zachwyceni są ludzie zagadkowym uśmiechem igrającym na jej wargach”. “Próbuje wszystko wytłumaczyć, ale w przeciwieństwie do innych nie zawsze jest pewny, że jego wyjaśnienia są słuszne. Opisawszy długo i wyczerpująco, jak jego zdaniem jakaś sprawa wygląda, potrafi potem siedzieć w milczeniu i zadumie, by w końcu dorzucić: +Ale może nie jest tak jak mówiłem. Nie wiem, co o tym sądzić+”. Karzeł oburza się słowami Bernarda: “Wszystko jest tylko porywaniem się na coś, czego nigdy nie da się ziścić. Cała kultura ludzka jest tylko zamierzeniem czegoś zupełnie niewykonalnego. I dlatego wszystko to jest właściwie całkiem niedorzeczne. - Naturalnie że tak. Jakżeż wyglądałoby życie, gdyby nie było niedorzeczne. Niedorzeczność jest wszak samym fundamentem, na którym ono spoczywa”. Narrator wielbi wszelkie konflikty, to i wojna jest dla niego cudowna przygoda - dopóki nasi wygrywają, rzecz jasna. Z oburzeniem przyjmuje początkowy pokój między zwaśnionymi od wieków księstwami. “Świat chyba zwariował! Wieczny pokój! Nigdy więcej wojny! Co za bzdura, jaka dziecinada. Czyżby wierzono, że można zmienić porządek świata? Jakie zarozumialstwo? I jaka wiarołomność wobec przeszłości, wobec wszystkich wielkich tradycji! Nigdy więcej wojny! Krew nie ma płynąć nigdy więcej, a honor i bohaterstwo stracą wszelkie znaczenie”. Dzięki pewnej intrydze, w której złowrogą rolę odegra nasz bohater, pokoju nie ma i nie będzie. “Mord uczynił księcia bardzo popularnym. Mówią powszechnie, że jest on wielkim księciem. Nigdy jeszcze nie triumfował tak nad swymi nieprzyjaciółmi i nie był przedmiotem takiego podziwu. Są z niego dumni i uważają, że okazał niezwykłą chytrość i energię”. Najciekawsze wydaje się oblężenie Miasta przez rywalizujące księstwo, z licznymi dantejskimi scenami, skoro jesteśmy we Włoszech. Warto odnotować wiecznie aktualne odniesienia…. “W mieście mówią, że będzie się ono bronić do ostatniej kropli krwi. I gada się o tym, że jest silnie umocnione i może trzymać się bardzo długo, ba, że jest nie do zdobycia. Przecież takie są wszystkie miasta, nim zostaną zdobyte. Mam własne zdanie o tej niezwyciężoności”. Wiele tu stwierdzeń niepokojąco ponadczasowych, samopowtarzalnych jak szybkostrzelny karabin. “Uchodźcy spotykają się z coraz to większą niechęcią, bo słusznie uważa się, że to z ich winy miejscowa ludność odczuwa brak żywności. Szczególnie nielubiane są ich płaczące z głodu, brudne dzieciaki, które wszędzie się włóczą, żebrząc. Podobno kradną jak im się uda”. “Niemal wszyscy bez wyjątku są przekonani, że to uchodźcy ponoszą winę za tę straszną zarazę, toteż są oni znienawidzeni jak nigdy dotychczas. Niektórzy jednak zaczynają ponoć mówić, że to kara boża za wielkie ludzkie grzechy”. “Polują na koty, psy i szczury, uważane teraz za wspaniałe pożywienie. Mówią jednak że i one zaczynają teraz znikać i coraz trudniej na nie trafić. Zdaje się, że dostały jakieś choroby, bo znajduje się je wszędzie padłe; w ten sposób zrobiły ludziom zawód w chwili, gdy najwięcej ich było potrzeba. Nie dziwi mnie, że szczury nie mogą wytrzymać życia wspólnie z ludźmi”. “Zaraza szerzy się pośród najuboższych i najbardziej wygłodniałych, głównie wśród uchodźców, i ma chyba związek z niewiarygodnym niechlujstwem w ich obozach i wszędzie w mieście. Nie dziwi mnie, że umierają z brudu, który ich otacza”. Inne cytaty “Jest też zarówno w teraźniejszości, i jak i w przeszłości, wiele rzeczy pięknych i wzniosłych, które nigdy nie byłyby wzniosłe i piękne, gdyby ich nie opiewano”. “Opiewają oni przede wszystkim miłość, i to jest też słuszne, bo nic tak jak miłość nie wymaga, by zrobić z niej coś innego niż to, czym jest”. “Rozumiem też, że potrzebni są artyści, którzy sporządzają dla ludu obrazy świętych, aby ludzie mogli się modlić do kogoś, kto nie jest taki plugawy i marny jak oni sami. Obrazy pokazujące motłochowi, że jego Bóg jest ukrzyżowany, że został ukrzyżowany, gdy usiłował dokonać czegoś na ziemi, aby zrozumieli, iż tu, na dole, nie ma żadnej nadziei”. “Kiedy zaś ludzie wierzący mają wybierać między tym, co nie jest prawdą, a tym, co jest prawdą, wybierają zawsze to, co nie jest prawdą. Kłamstwo jest o wiele bardziej nastrojowe i osobliwsze niż prawda i dlatego je wolą”. PS Ładny neologizm "gwiaździarze" na określenie astrologów.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na96 miesięcy temu
Victoria Knut Hamsun
Victoria
Knut Hamsun
„Victoria” to jedna z tych książek Hamsuna, które z pozoru wyglądają na klasyczną, XIX-wieczną tragiczną miłość rodem z romantyzmu – a jednak czyta się ją zupełnie inaczej, niż sugerowałaby fabuła streszczona w dwóch zdaniach. Historia pozornie prosta: syn młynarza i córka posiadacza ziemskiego. Klasowa przepaść, wzajemne pożądanie, upokorzenia, dumna odmowa podporządkowania się konwenansom, cierpienie obojga i tragiczne zakończenie. Można by powiedzieć – kolejny raz „miłość ponad podziałami, która kończy się źle”. Ale Hamsun robi z tego coś znacznie bardziej drapieżnego i niejednoznacznego.Największą siłą powieści (i powodem, dla którego daję solidne 8/10) jest to, że Hamsun ani przez moment nie staje po stronie „słusznej” lewicowej wrażliwości, mimo że temat krzyczy o takie odczytanie. Mamy tu: zero ckliwego litowania się nad „uciśnionymi”, brak jakiejkolwiek gloryfikacji prostego ludu jako moralnie lepszego, brak romantyzowania biedy i „naturalności” chłopskiego pochodzenia, brak oskarżania arystokracji / bogatych jako klasy z definicji zepsutej. Hamsun po prostu patrzy na swoich bohaterów z pewnego dystansu – okrutnego, ale uczciwego. Victoria jest histeryczna, próżna, kapryśna i okrutna. Johannes jest egoistyczny, megalomański, słaby i teatralny. Oboje są tragiczni, ale żadne z nich nie jest „ofiarą systemu” w tym ckliwym, współczesnym sensie. Są ofiarami własnych charakterów, pychy, nieumiejętności życia i tej chorej, koncepcji miłości, którą sami sobie wmówili. To właśnie ta odmowa wpisania się w lewicową narrację o „uciśnionych kontra ciemięzcy” sprawia, że książka po ponad 120 latach wciąż zachwyca. Hamsun nie pociesza czytelnika, nie głaszcze po głowie żadnej ze stron sporu klasowego, nie daje łatwej moralności. Po prostu pokazuje ludzi takich, jacy są – paskudni, słabi, wzniosły i żałośni jednocześnie. Językowo to wciąż ten sam Hamsun – krótkie, cięte zdania, niesamowita zdolność do pokazywania stanów wewnętrznych w kilku słowach, pejzaże, które są prawie postaciami. Końcówka potrafi naprawdę zaboleć, ale nie dlatego, że jest melodramatyczna, tylko dlatego, że jest sucha i bezlitosna.Słabsze strony? Momentami Johannes irytuje swoją pozerstwem i egzaltacją tak bardzo, że trudno mu współczuć. Niektórzy czytelnicy uznają to za wadę książki – ja uznaję za celowy zabieg. Podsumowując: Bardzo dobra, gorzka, niepokorna powieść. Hamsun nie klęka przed ideologią lewicową – i właśnie dlatego „Victoria” w 2026 roku wciąż potrafi zachwycić. Za ten intelektualny i moralny kręgosłup – duży szacunek.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na81 miesiąc temu
Smilla w labiryntach śniegu Peter Høeg
Smilla w labiryntach śniegu
Peter Høeg
Sięgając po książkę, wiedziałem o niej tyle, że polecił ją Stephen King w swoim słynnym "Jak pisać" (które czytałem chyba dziesięć lat temu). W pierwszych rozdziałach zaskoczyły mnie dwie rzeczy: - Wow, to jest o Grenlandii, czyli jakby na czasie (styczeń 2026 - Trump chce anektować Grenlandię) - Wow, czytam scenariusz do serialu "Rojst" młodego Holoubka (egzotyczna postać kobieca na tropie śledztwa przeciwko potężnym tego świata, której pomaga jąkający się dryblas) Potem sprawdziłem, że książka była hitem w USA i utorowała drogę na salony gatunkom murder mystery oraz nordic noir. Trzeba przyznać, że z lektury dowiedziałem się wiele: - Trochę o Grenlandii, jej związkach z "metropolią" (Danią),problemach społecznych Grenlandczyków - ale chyba nie aż tyle, ile bym chciał; też nie wiem, ile z tego to gorzkie przemyślenia europejskiego autora przypisane Grenlandii. - Że murder mystery i nordic noir są nie dla mnie. Może jestem niesprawiedliwy, ale to, co było hitem i nowością w 1992, brzmi teraz tak samo jak dziesiątki, jeśli nie setki, podobnych propozycji z tego kanonu. Muszę jednak docenić kunszt pisania, trzymanie uwagi cały czas w napięciu, przez podawanie zdarzeń od końca lub od szczegółu do ogółu, w filmowy, ostry sposób. Dostrzegłem napięcia postkolonialne i jakby odwróconą wersję conradowskiego mitu "Jądra jasności". No i uznaję z szacunkiem fakt, że to chyba pierwsza po "Anaruku" powieść z Grenlandką w roli głównej. I chyba będę szukał tego dalej, tylko może czegoś bardziej autentycznego.
kanosek - awatar kanosek
ocenił na61 miesiąc temu
Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna Knut Hamsun
Pan. Z papierów porucznika Thomasa Glahna
Knut Hamsun
„Pan” Knuta Hamsuna - To klasyczna, dość krótka powieść psychologiczna z 1894 r. Główny bohater – porucznik Thomas Glahn – mieszka samotnie w chatce na odludziu w norweskiej głuszy, poluje, żyje blisko natury i wpada w intensywny, toksyczny, pełen namiętności i zazdrości romans z dziewczyną o imieniu Edvarda. Styl Hamsuna jest poetycki, impresjonistyczny, trochę dziwny i bardzo sensualny – dużo opisów natury, wewnętrznych stanów, melancholii i dzikości uczuć. Czyta się dość szybko, ale zostawia mocne wrażenie (miłość, pożądanie, samotność, destrukcja). Idealnie rezonuje z tematem bycia singlem i gonitwy myśli – Glahn też jest samotny i pogubiony w swoich emocjach. Knut Hamsun poza Norwegią cieszył się największą popularnością przede wszystkim w dwóch krajach, gdzie jego książki sprzedawały się w ogromnych nakładach i miały wielki wpływ literacki: Niemcy – absolutny numer 1 - To kraj, w którym Hamsun od lat 90. XIX wieku odniósł największy sukces komercyjny i krytyczny. Jego powieści (szczególnie Pan, Głód, a później Błogosławieństwo ziemi) były bestsellerami, tłumaczonymi i wydawanymi masowo. Popularność była tak duża, że w okresie międzywojennym i podczas II wojny światowej był wręcz „ulubionym” norweskim autorem w Niemczech (choć z powodów ideologicznych, które później bardzo mu zaszkodziły). Do dziś jego klasyki są tam regularnie wznawiane. 2. Rosja (i dawny Związek Radziecki) - Drugi kraj z największą popularnością – szczególnie przed II wojną światową. Nawet po wojnie (mimo kontrowersji) książki Hamsuna nadal ukazywały się i znajdowały czytelników w ZSRR. Dlaczego o tym pisze, bo to pierwsza, a to już moja czwarta, powieść autora, w której czuć taki trochę, niemiecko - rosyjski nihilizm., który znamy z lektury tamtejszych literatur. Wcześniejsze, przeczytane przeze mnie, trzy powieści pisarza, były bardziej idealistyczne, dlatego bardziej mi się podobały. Zrealizowano cztery adaptacje filmowe: Pan (1922),Pan (1927),Pan (1962) i Pan (1995). Książka, przeczytana w ramach marcowego wyzwania czytelniczego.
Janszklanko - awatar Janszklanko
ocenił na717 dni temu
Wróżby kumaka Günter Grass
Wróżby kumaka
Günter Grass
Lekko ironiczna książka z 1992 r. Noblisty, unikającego łatwych wzruszeń w związku z powrotem do rodzinnego miasta. To fantazja o wymyślonej w 1989 r. przez dawnego gdańszczanina i obecną gdańszczankę inicjatywie, aby dawni wygnańcy z obu narodów mogli po śmierci leżeć – odpowiednio w Gdańsku i Wilnie. Inicjatywie, która połączy wdowią dwójkę. I tylko koniec nie jest ironiczny. Z tej powieści wynika, jak dobrze Grass znał swych rodaków (za bardzo ich tu nie oszczędza),ale - żeby nie było za dobrze – również i nas, Polaków, a także odwieczne mechanizmy, które nieubłaganie się pojawiają, kiedy szlachetne oddolne pomysły przybierają instytucjonalne formy. Czyż nie taki był także ostateczny los tej idei, o której Aleksandra już w 1990 mówi: „Dawno temu była sobie Solidarność”. A tu chodzi wszak nie byle o co, bo szczytną ideę polsko-niemieckiego pojednania – na grobach. Sześćdziesięcioletni bohaterowie powołują do życia stowarzyszenie m.in. dla pochowków dawnych gdańszczan na cmentarzu takiego pojednania. Teoretycznie wydawało się to nietrudne, ale gdy już to się stanie, pojawiają się problemy. Jednym jest przełamanie pierwotnej idei, by tylko żyjący mogli sobie zapewnić taki pochówek, a potem jeszcze dochodzi pomysł, by niemieccy seniorzy dożywali swych dni w upadłych ośrodkach FWP... Ale kto wie, czy nie równie ważnym wątkiem powieści jest ten niemożliwy wydawałoby się romans polskiej Aleksandry z niemieckim Aleksandrem. „Polka i Niemiec! Mógłbym wypełnić nimi książkę z obrazkami: wolną od kłótni, pełną ustępliwości, zbyt piękną, żeby była prawdziwa” – taka to ocena narratora, którego akurat możemy utożsamiać z Autorem. Bo to związek niełatwy, nie tylko z powodu wieku - dorosłe dzieci obojga z obu państw mają jednoznacznie zgodny do tego stosunek…. Przeszłość paradoksalnie działa zaś na ich rzecz – nie jak ich rodziny: „A to, że on mając lat czternaście i pół roku był drużynowym w Hitlerjugend, a ona jako siedemnastoletnia dziewczyna została pełną entuzjazmu członkinią komunistycznej organizacji młodzieżowej, wybaczali sobie jako wady wrodzone swego pokolenia”. "Sprzeczali się jak dobrze zgrana, znająca się od dawna para". „Nazywa koniec swojego penisa „zapóźnionym w rozwoju półgłówkiem” (na co ona, w tym kontekście, po miłości: "Zostań jeszcze trochę w mojej rupieciarni"). „Ale pomniki to my, Polacy, wciąż umiemy budować. Wszędzie męczennicy i pomniki męczenników”. Jest tu nieco realiów z lat 90. - wiadomo o kim. „Był kiedyś dobry na robotnicze strajki. Zachciało mu się być małym marszałkiem Piłsudskim. Już teraz śmiech mnie bierze….”. „Kiedy w dwóch turach wyborów ubiegano się o najwyższy urząd w państwie, odpadł już w pierwszej, pokonany, pozostawiając pole dwóm takim, co dużo obiecywali”. Znajdziemy tu także nieco profetycznych wizji, choć m.in. najazd Bengalczyków na Gdańsk chyba jeszcze przed nami (za to z naddatkiem spełniło się to: „Wolna Polska poddała się obecnie dyktatowi Kościoła”). „Nawet Polacy, którzy zawsze chcą być tylko Polakami, niczym innym jak tylko Polakami, będą musieli się nauczyć, że obok Czarnej Madonny z Częstochowy jest dość miejsca dla innej czarnej bogini, bo naszą równie kochaną, co budzącą strach matkę Kali zabieramy oczywiście ze sobą”. „Niebawem groźba zapaści zmusiła wszystkie europejskie metropolie – a później średnie i małe miasta - do bezsamochodowego ruchu”. „Nawiasem mówiąc zanosi się na to, że jedność Europy uczyni bezprzedmiotowymi wszystkie dziś jeszcze drażliwe kwestie własności. A Polska – jak wolno przypuszczać – z pewnością chce należeć do Europy”. „Polacy mogli wreszcie jeździć bez wiz za zachodnią granicę przez Niemcy do Francji, Holandii, Włoch - o ile mieli dosyć złotówek by wymienić je na waluty zachodnie”. Wspaniała jest postać starej gdańszczanki Erny Brakup – szkoda że tylko epizodyczna, bo to ktoś wypisz, wymaluj podobny do bohaterów najważniejszych, tych magicznych, książek Autora, czyli „trylogii gdańskiej” – jednak ważniejszych dla mnie od tej, 6. jego autorstwa (a poniżej „8” żadna z tamtych nie zeszła….).
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu
Dzwon Iris Murdoch
Dzwon
Iris Murdoch
„Nie ma jednego dzwonu, który mówi prawdę. Każdy z nas niesie swój własny – zatopiony lub fałszywy.” (moja myśl z lektury "Dzwon" I. Murdoch) . „Dzwon” Iris Murdoch, opublikowany w 1958 roku, jest czymś w rodzaju kapsuły czasu. Trudno wyobrazić sobie, aby dziś powstała taka powieść. Bo tematem Murdoch jest świętość i grzech. Podejrzewam, że żaden współczesny powieściopisarz nie mógłby podjąć takiego materiału bez nuty ironii lub ram sceptycyzmu. W dzisiejszym intelektualnym świecie wiara, zwłaszcza religijna, nie jest traktowana poważnie. Ale widziałabym taką fabułę dziś w jakiejś eko wiosce 😜 czemu nie. To jest bardzo bogata powieść - bogata fabularnie, tematycznie, opisowo, symbolicznie. Mocno złożoną i wielowarstwowa. Wymaga od czytelnika większego zaangażowania intelektualnego aby uchwycić niuanse i relacje międzyludzkie... „Dzwon” opowiada historię kilku tygodni z życia Imber Court, małej angielskiej wspólnoty świeckiej mieszkającej w starym dworze w południowo-zachodniej Anglii, sąsiadującej z Imber Abbey, klasztorem klauzurowych benedyktynek. Siostry oczekują nowego dzwonu do swojej wieży, która zgodnie z lokalną legendą pozostaje pusta od czasu, gdy w XII wieku dzwon wyleciał z wieży i wpadł do pobliskiego jeziora po tym, jak jedna z zakonnic złamała śluby z kochankiem. Zakonnice pojawiają się w powieści rzadko, ale gdy już się pojawiają, wydają się szczere, przyjazne, jakby odwiedzały odmienny świat, co zresztą jest prawdą. Wcale nie anioły. W pełni ludzkie, nawet w swoim odosobnieniu. Jedna z nich nawet wskakuje do jeziora, widząc tonące dwie kobiety. Wspólnota świecka pod przewodnictwem Michaela Meade'a liczy siedem osób: pięciu mężczyzn i dwie kobiety, z których jedna, młoda Catherine Frawley, przygotowuje się do wstąpienia do zakonu i opisywana jest z czułością jako „nasza mała święta”. Członkowie wspólnoty próbują wieść życie duchowe z dala od rozproszeń i pokus współczesnego świata. W Imber Court goszczą również inni: brat Catherine, Nick, nałogowo pijak; Toby Gashe, 18-letni przyszły student inżynierii w Oksfordzie; historyk sztuki Paul Greenfield, łatwo wpadający w złość; oraz powracająca po sześciu miesiącach własnych romansów jego żona, Dora. Cudownie rozkojarzona, zagubiona i łatwo dająca się zastraszyć przez męża. Zresztą ona pojawia się w powieści jako pierwsza. Narracja Murdoch prowadzona jest z perspektywy Michaela, Toby’ego i Dory. Michael jest homoseksualistą, którego kariera nauczyciela została zniszczona przez Nicka po wzajemnych zalotach; Michael nieustannie zmaga się z doktryną swojej wiary chrześcijańskiej wobec własnych uczuć i czynów homoseksualnych oraz rozkoszy, jaką mu przynoszą. Te pragnienia sprawiają mu przyjemność. Ale nauka jego kościoła określa je jako zło. Toby i Dora są niewinni, choć na różne sposoby. Toby cieszy się beztroskim chłopięcym życiem, dopóki nie odkrywa, że pozory mylą. Dora wiecznie błądzi emocjonalnie, słownie poszturchiwana przez Paula, niepewna siebie i swoich pragnień – ale po serii nieszczęść we wspólnocie odnajduje sens i cel w życiu. Tak więc, Iris Murdoch w "Dzwonie" nie tylko opowiada historię – ona stawia nas w samym środku konfliktu duszy. To powieść pełna napięcia między duchowością a ciałem, między pragnieniem dobra a nieumiejętnością bycia dobrym. A tytułowy dzwon? Symbolika dzwonu w powieści jest ogromna. Stary, zatopiony dzwon, z imieniem Gabriel, zostaje wyłowiony jak duch przeszłości. Gabriel, jak archanioł z Biblii, to posłaniec, ale czego? Prawdy o sobie? Ujawnienia grzechu? Katastrofy albo zmiany, która musi nadejść? I tu u Murdoch odzywa się filozofką życia. Pokazuje czytelnikowi, że czasem dzwonem nie jest głos sumienia, ale samo życie, które domaga się odpowiedzi. Gabriel nie zwiastuje zbawienia, lecz konieczność konfrontacji. Bo każda z postaci powieści niesie swój własny „dzwon” – ciężki, głuchy, czasem zatopiony w milczeniu. Dlaczego warto przeczytać „Dzwon”? Bo nie ma wątpliwości, że to literatura przez duże L. To książka o nas, o tym, co robimy z winą, pragnieniem, miłością i odpowiedzialnością. To powieść o duchowości po religii, o miłości bez romantyzmu, o prawdzie, która nie wybiela, tylko rani, ale też uwalnia. „Dzwon” nie jest tylko dźwiękiem z wieży czy jeziora (jak to ma miejsce w powieści). To echo tego, co nosimy w sobie, nawet jeśli staramy się to zamilczeć/przemilczeć. I Murdoch każe nam tego dźwięku posłuchać, do końca.
Leliwaj - awatar Leliwaj
ocenił na108 miesięcy temu

Cytaty z książki Obcy przyszedł na farmę

Więcej
Mika Waltari Obcy przyszedł na farmę Zobacz więcej
Mika Waltari Obcy przyszedł na farmę Zobacz więcej
Mika Waltari Obcy przyszedł na farmę Zobacz więcej
Więcej