Dobre miejsce do umierania

Okładka książki Dobre miejsce do umierania autora Wojciech Jagielski, 837414114X
Okładka książki Dobre miejsce do umierania
Wojciech Jagielski Wydawnictwo: W.A.B. reportaż
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2005-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2005-01-01
Język:
polski
ISBN:
837414114X
Średnia ocen

0,0 0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI

Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Dobre miejsce do umierania w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Dobre miejsce do umierania



książek na półce przeczytane 4942 napisanych opinii 1560

Oceny książki Dobre miejsce do umierania

Średnia ocen
0,0 / 10
0 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Dobre miejsce do umierania

avatar
1573
1560

Na półkach: , ,

W czasie jednej ze swoich podróży, opisanych w książce, Wojciech Jagielski odwiedził katolikosa Wazgena I i zapytał go, czy można było uniknąć wojen na Kaukazie. Otrzymał wtedy niezwykle trafną odpowiedź: „każdej wojny można uniknąć, bo jej źródło tkwi w nas samych — w naszej pogardzie wobec innych i niecierpliwości wobec cudzych poglądów”. To niezwykle mądre i uniwersalne przesłanie, które doskonale podsumowuje istotę reportażu „Dobre miejsce do umierania”. Autor perfekcyjnie oddaje skomplikowaną tożsamość narodów kaukaskich, gdzie zamiast granic geograficznych wciąż istnieją niewidzialne linie frontu. Dziś może jest to mniej widoczne, ale przez większość lat dziewięćdziesiątych Kaukaz pogrążony był w konfliktach — i to między narodami, których na tym niewielkim obszarze mieszka ponad sto. Łączy ich wiele, ale równie dużo dzieli. Na Kaukazie niczego się nie zapomina; dawne krzywdy, nawet sprzed setek lat, są wciąż żywe i aktualne, bo tu przeszłość nieustannie wpływa na teraźniejszość. Choć książka powstała blisko dwadzieścia lat temu, wciąż pozostaje aktualna. Jagielski, przemierzając Kaukaz w czasach ciągłych konfliktów, opowiada tak naprawdę o uniwersalnych mechanizmach, które można zauważyć w wielu miejscach na świecie. Wynika z niej ważna przestroga: pokój nie jest nam dany raz na zawsze, lecz jest zadaniem, o które musimy nieustannie zabiegać. Ta refleksja czyni z „Dobrego miejsca do umierania” lekturę nie tylko o przeszłości Kaukazu, ale i o wyzwaniach współczesnego świata.

W czasie jednej ze swoich podróży, opisanych w książce, Wojciech Jagielski odwiedził katolikosa Wazgena I i zapytał go, czy można było uniknąć wojen na Kaukazie. Otrzymał wtedy niezwykle trafną odpowiedź: „każdej wojny można uniknąć, bo jej źródło tkwi w nas samych — w naszej pogardzie wobec innych i niecierpliwości wobec cudzych poglądów”. To niezwykle mądre i uniwersalne...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
103
37

Na półkach:

Przez lata nie byłam w stanie dokończyć lektury. Poczucie bezradności, bezsensu i ogromnego smutku uniemożliwiło mi pogodzenie się z wydarzeniami, o których czytałam. Wciąż został mi ostatni rozdział książki i liczę, że kiedyś uda mi się wrócić, ponieważ wszystkie reportaże są fascynujące, ale niestety też dojmująco tragiczne.

Przez lata nie byłam w stanie dokończyć lektury. Poczucie bezradności, bezsensu i ogromnego smutku uniemożliwiło mi pogodzenie się z wydarzeniami, o których czytałam. Wciąż został mi ostatni rozdział książki i liczę, że kiedyś uda mi się wrócić, ponieważ wszystkie reportaże są fascynujące, ale niestety też dojmująco tragiczne.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
64
23

Na półkach:

Dla osoby zainteresowanej bardziej tematem Kaukazu, jego historią, wielokulturowością etc. książka jak znalazł. Szukałem takiej pozycji, która opowie o tle przemian, kiedy upadał Związek Radziecki, kiedy państwa czekały tylko na możliwość ogłoszenia niepodległości, bo tak były głodne wolności, o wojnach Gruzji z Osetią Południową i Abchazją, o Inguszach, że był ktoś taki jaki Zwiad Gamsachurdia, Elczlibej i Ter-Petrosjan, o zamachu na gmach parlamentu w Erewanie, o walkach Ormian i Azerów o Górski Karabach. Książka spełniła moje oczekiwania, dużo szczegółów, których w innych pozycjach nie znalazłem. Dziękuję autorowi, który tam był osobiście, był naocznym świadkiem historii.

Dla osoby zainteresowanej bardziej tematem Kaukazu, jego historią, wielokulturowością etc. książka jak znalazł. Szukałem takiej pozycji, która opowie o tle przemian, kiedy upadał Związek Radziecki, kiedy państwa czekały tylko na możliwość ogłoszenia niepodległości, bo tak były głodne wolności, o wojnach Gruzji z Osetią Południową i Abchazją, o Inguszach, że był ktoś taki...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

2542 użytkowników ma tytuł Dobre miejsce do umierania na półkach głównych
  • 1 405
  • 1 106
  • 31
436 użytkowników ma tytuł Dobre miejsce do umierania na półkach dodatkowych
  • 271
  • 48
  • 41
  • 30
  • 18
  • 17
  • 11

Tagi i tematy do książki Dobre miejsce do umierania

Inne książki autora

Okładka książki Kopalnia - sztuka futbolu #06 Paweł Czado, Piotr Jagielski, Wojciech Jagielski, Lech Jarosz, Izabela Koprowiak, Tomasz Łapiński, Michał Okoński, Rafał Stec, Stefan Szczepłek, Piotr Żelazny
Ocena 8,2
Kopalnia - sztuka futbolu #06 Paweł Czado, Piotr Jagielski, Wojciech Jagielski, Lech Jarosz, Izabela Koprowiak, Tomasz Łapiński, Michał Okoński, Rafał Stec, Stefan Szczepłek, Piotr Żelazny
Okładka książki Kopalnia - sztuka futbolu #5 Piotr Jagielski, Wojciech Jagielski, Michał Okoński, Rafał Stec, Marek Wawrzynowski
Ocena 8,2
Kopalnia - sztuka futbolu #5 Piotr Jagielski, Wojciech Jagielski, Michał Okoński, Rafał Stec, Marek Wawrzynowski
Wojciech Jagielski
Wojciech Jagielski
Książka Wojciecha Jagielskiego "Wszystkie wojny Lary" została nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Literatura faktu. Polski dziennikarz, korespondent, były publicysta Gazety Wyborczej, pisarz. Absolwent Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego (1984). W latach 1986–1991 pracował w Polskiej Agencji Prasowej. Przez 21 lat, do marca 2012 był redaktorem Gazety Wyborczej, po czym powrócił do współpracy z PAP. Współpracuje też z BBC i Le Monde. Wydał do tej pory 5 książek dotyczących Afganistanu, Czeczenii i Kaukazu, Ugandy i RPA. Zajmuje się problematyką Afryki, Azji Środkowej, Kaukazu i Zakaukazia. Wieloletni obserwator konfliktów zbrojnych w Afganistanie, Tadżykistanie, Czeczenii, Gruzji.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dobranoc, Panie Lenin! Tiziano Terzani
Dobranoc, Panie Lenin!
Tiziano Terzani
Pod względem narracyjnym najlepsza z przeczytanych przeze mnie książek Terzaniego. Jeśli chodzi o kwestie merytoryczne, poniżej wypisałem grubsze rzeczy, które zauważyłem po drodze. Terzani wymienia poszczególne narody środkowoazjatyckich republik, łącznie z Tadżykami i twierdzi, że wspólną cechą wszystkich jest posługiwanie się językami wywodzącymi się z tureckiego. Podstawowa wiedza wystarczy, by wiedzieć, że to nieprawda. Tadżycy mówią dialektem perskiego. Wbrew temu, co pisze Terzani, Tadżycy nie są szyitami. Jakieś 95% to sunnici. Z Pandżakentu nie widać Pamiru. Z Duszanbe do Buchary także nie leci się nad Pamirem. O Duszanbe Terzani pisze: „W 1924 była to zaledwie wioska licząca czterdzieści dziewięć domów i dwieście dziewięćdziesięciu trzech mieszkańców”. W rzeczywistości już w czasach, gdy Duszanbe było pod władzą carskiej Rosji zamieszkiwało je 10 000 ludzi, znajdowały się tam dwie medresy i czternaście meczetów. Stwierdzenie, że Kirgizi i Uzbecy mówią „właściwie tym samym językiem” to lekkie nadużycie. Kirgizi i Kazachowie - praktycznie tak. Autor pisze też, że jako pierwsi osiedlili się w Azji Środkowej Mezopotamczycy. Fakt, że Medowie przejściowo kontrolowali część tego regionu, ale nie byli tam pierwsi, a określenie ich jako Mezopotamczyków jest trochę naciągane. Uzbekistan nie graniczy z Chinami. Rozumiem, że w 1991 mało kto znał na pamięć, która z nowo powstałych republik graniczy z kim, ale naprawdę wystarczyło raz spojrzeć na mapę przed oddaniem książki wydawnictwu. „Uzbecy od wieków znani są ze swojego wiernopoddańczego stosunku do władzy i z politycznej bierności”. Przyznaję, że pierwszy raz słyszę taką opinię. Zdaje się jej przeczyć, nie szukając w zbyt odległych czasach, zaangażowanie Uzbeków w ruchy basmaczy i dżadidów. Przypomniał mi się w tej sytuacji po pierwsze Kapuściński, bzdurnie przypisujący w „Szachinszachu” podobne cechy sunnitom, oraz po drugie, niedawno czytany Kościelniak, który dla odmiany twierdzi, że Uzbecy nie są bierni, wręcz przeciwnie - mają mentalność Timura. Wniosek jest taki, że aby zakreślać tak daleko idące generalizacje trzeba a) dwa razy się zastanowić, b) wiedzieć trochę więcej o grupie, którą się opisuje. Znajduje się tu kilka wzmianek o narkotycznej roślinie podobnej do marihuany, rosnącej na pograniczu kirgisko-kazachskim. Myślę, że chodzi o to, co miejscowi powszechnie nazywają анаша - nie jest to nic innego, jak po prostu marihuana. Nie mogę się powstrzymać od zacytowania jednej z piosenek Vavamuffin „jedni mówią na to ganja/ inni mówią na to callie/inni znowu marihuana/a to się po prostu pali” Prawdopodobnie jest tu jeszcze więcej nieścisłości, których nie potrafiłem wychwycić. Z jednej strony nie dziwię się, bo książka była pisana na gorąco, fragmentami w trakcie podróży, w czasach, kiedy nie było internetu, a wiele kwestii było poruszanych tylko w rosyjskojęzycznej literaturze. Z drugiej strony niektóre błędy, jak rzekoma granica Chin z Uzbekistanem są po prostu ordynarne i mógłby je przed publikacją wychwycić np. dowolny uczony zajmujący się w 1991 roku tym obszarem. Terzani trafnie zauważa, że jeśli gdzieś w regionie rozwinie się muzułmański ekstremizm, to stanie się to w Uzbekistanie. Niedługo potem Dżuma Namangani, były spadochroniarz Armii Radzieckiej, wyjechał z kraju, by wspomóc tadżycką opozycję w wojnie domowej. Gdy wrócił, założył Islamski Ruch Uzbekistanu, którego wyczyny stały się sporym problemem dla władz. Dwie rzeczy są prawdziwe jednocześnie. To jest kawał dobrego reportażu napisany przez człowieka z takim doświadczeniem życiowym, jakie ma może 1/10000 ludzi. Jednocześnie jest tu jest tak wiele błędów rzeczowych, że słabo spisuje się jako źródło wiedzy.
twujstary8 - awatar twujstary8
ocenił na66 miesięcy temu
Irak. Piekło w raju Paweł Smoleński
Irak. Piekło w raju
Paweł Smoleński
Na twórczość pana Smoleńskiego nie umiem spojrzeć neutralnie, odkąd kilka lat temu miałam okazję spotkać go na targach książki i uciąć krótką rozmowę na temat Kurdów - byłam świeżo po lekturze "Zielonych migdałów". Urzekł mnie nie tylko swoją elokwencją, ale również niezwykłą skromnością. Śmierć pana Smoleńskiego była momentem, kiedy zakupiłam większy pakiet jego książek, które sukcesywnie czytam. Jedną z nich jest właśnie "Irak. Piekło w raju". Czasy Sadama Husajna oraz Osamy Bin Ladena pamiętam jak z perspektywy dziecka i długo tak pozostało. Tematyka Bliskiego Wschodu nie należy do mojego centralnego punktu zainteresowań, dlatego traktuję ją mocno po macoszemu, dlatego wszystko, o czym przeczytałam w tej książce zrobiło na mnie piorunujące wrażenie, a wspomnienia ofiar terroru oraz opis panującej w Iraku biedy napawały mnie przeraźliwym strachem. I chociaż cenę kunszt pana Smoleńskiego, to mam czasami wrażenie, że w jego reportażach panuje pewien chaos. Brakowało mi wprowadzenia w opisywanie sytuacje. Autor zaprasza do swojej opowieści wielu bohaterów, którzy czasami się mieszają albo wzbudzają pewną konsternację w czytelniku, a w jego głowie powstaje pytanie, czemu właściwie on lub ona pojawili się teraz w tej opowieści. Chociaż może ten pozorny chaos jest odzwierciedleniem duszy opisywanych osób - chaotycznym wirażem mieszkańców Bliskiego Wschodu.
Alex_Judith - awatar Alex_Judith
ocenił na71 rok temu
Zakazane wrota Tiziano Terzani
Zakazane wrota
Tiziano Terzani
(1984) [La porta proibita] ChRL w pierwszej połowie lat 80. pod sterami Deng Xiaopinga (1904-1997),reformatora i twórcy dzisiejszego sukcesu Chin*. „[…] wszystko co dzieje się tam dzisiaj i wydarzy jutro, ma swoje korzenie w latach [80.] kiedy to mnie samemu i bardzo nielicznej grupie innych zagranicznych dziennikarzy dane było mieszkać wśród Chińczyków” (str. 8, ze wstępu do wznowienia z roku ‘98). „Opisywałem w tamtych latach kraj zawieszony między starym a nowym, coraz bardziej niepewny swoich korzeni kulturalnych, podobny do olbrzymiej, niesionej prądem tratwy, obciążonej balastem w postaci trupa – trupa [przewodniczącego] Mao [1893-1976]. Jeszcze dzisiaj jest tam tak, a nawet gorzej: niepoddany nigdzie prawdziwemu sądowi historii, Mao ciąży nadal nad duszą Chin w swoim mauzoleum, które otaczają obecnie coraz ciaśniej sklepiki z pamiątkami” (str. 9, ibid.) Tiziano Terzani (1938-2004) opowiada o okresie przejściowym, w którym przeciętny Chińczyk wciąż jeszcze klepie biedę, ale żyje już w kraju stwarzającym nowe perspektywy. Aby wyjaśnić rzeczywistość zastaną – a także z uwagi na niemożność swobodnego gromadzenia materiału, nieskrępowanego prowadzenia rozmów – dużo miejsca poświęca dekadom poprzedzającym okres swojego pobytu. Pisze o modernizacji Pekinu, realizowanej ze szkodą dla jego zabytkowej tkanki i tradycyjnego charakteru; chińskiej kolonizacji Wschodniego Turkiestanu**; Mandżurii jako podupadającym zapleczu przemysłowym ChRL; narodowej pasji do hodowli świerszczy i ptactwa (odradzającej się po latach potępienia); Szantungu w kontekście wydarzeń najnowszych – quasi-kapitalistycznej parcelacji ziem oraz gromadzeniu okruchów przeszłości, ocalałych z obłędu rewolucji kulturalnej (1966-76),o niemieckiej kolonii Tsingtau (Qingdao)*** i rehabilitacji Konfucjusza; Tybetańskim Regionie Autonomicznym, odrębności Tybetańczyków i okupacji ich kraju zasiedlanego Hanami; o zrujnowanym klasztorze Szaolin i powracającym do łask kung-fu; polityce jednego dziecka i kontroli urodzin; chińskiej szkole z perspektywy własnej córki i syna****; specjalnej strefie ekonomicznej Shenzen i wolnorynkowym Kantonie; nowych porządkach w Kaszgarii (ciąg dalszy dramatu Ujgurów); kampanii przeciwko przestępczości – publicznym egzekucjom; grom politycznym Deng Xiaopinga – kampanii przeciwko wypaczeniom duchowym; zaaresztowaniu i wydalenie z ChRL. Typowy reportaż opisuje szerszy kontekst poprzez historie poszczególnych bohaterów opowiadających o otaczającej rzeczywistości. Tu tego zabrakło – można się domyślać, że z uwagi na barierę językową i deklarowany brak swobody działania. Autor wprowadza indywidualne głosy, ale żaden z nich nie towarzyszy nam zbyt długo, a treści mają charakter bardziej ogólny niż pogłębiony, sygnalizując istotne zagadnienia bez pełniejszego omówienia. Czytelnik szerzej zaznajomiony z historią ChRL, sięgający po książkę celem pogłębienia wiedzy o sytuacji lat 80., zainteresowany świadectwem przeciętnych Chińczyków, przedstawicieli mniejszości czy kolegów po fachu reportera – będzie zawiedziony. Terzani pisał z intencją uchylenia tytułowych zakazanych wrót. Kierował swoje reportaże do szerszego grona czytelników, nie sinofilów. Z tego co czytamy, wynika, że przynajmniej część była pierwotnie publikowana w prasie. Każdy stanowi odrębną całość, i jako taki spełnia swoją rolę, nie jest to jednak opowieść o życiu Denga Tiannuo*****, o codziennym zmaganiu z obcą rzeczywistością i zaskarbianiu sympatii. Literacko tekst wypada dobrze, choć za sprawą autora i tłumacza (Krzysztof Żaboklicki) znalazło się w nim kilka potknięć merytorycznych wymagających sprostowania (naciągane 7/10). __________________________ * Reformy Denga, wzorującego się na gospodarkach Hongkongu, Singapuru, Tajwanu i Makau, przekształciły Chiny w fabrykę świata, i przy zachowaniu władz reżimu, zaprowadziły morderczy kapitalizm. Dziś Chiny nie tylko produkują i kopiują zachodnie technologie, ale coraz sprawniej tworzą własne, budując nowe, silne marki o znaczeniu globalnym (elektronika, samochody). (Przy okazji przodują w inwigilacji, i podtrzymują aparat cenzury). Pragmatyczny Deng miał powiedzieć: „Nieważne, czy kot jest czarny, czy biały, ważne, aby łowił myszy” i tym samym wyrazić aprobatę dla modelu wolnorynkowego. Dziś inwigilacja Chińczyków jest bardziej subtelna, i o ile przeciętny Wang, Li czy Zhang są oni skupieni na konsumpcji i nie dążą do obalenia reżimu, ograniczając się do krytyki władzy lokalnej, mogą żyć na poziomie zachodnim i spać spokojnie. To samo tyczy się terenów okupowanych, Tybetu i Ujgurii, kolonizowanych przez Chińczyków Han, na które świat machnął ręką, bo bardziej liczą kontakty handlowe. PRZYPIS DO PRZYPISU: 76,8% Singapurczyków to Chińczycy. Dla 35% mieszkańców Singapuru ojczystym jest mandaryński, dla 11% hokkien, dla 5,7% kantoński, a dla 1,8% inne języki chińskie – prawie 48% deklaruje angielski jako główny język komunikacji (spis powszechny z 2000, https://pl.wikipedia.org/wiki/Singapur). Z perspektywy Denga Singapur był kolejnym, chińskim miastem. Informacja o tym, że zrehabilitowany Deng miał konkretne rozwiązania pod nosem, i zdecydował się odtworzyć w większej skali, pierw na wybrzeżu a potem w reszcie kraju, jest w książę pominięta. Podobnie jak domniemany cytat o umaszczeniu kota. ** Mongolska Dżungaria i turkijska Kotlina Tarymska (Ujguristan, Ujguria). *** Cesarstwo Niemieckie gospodarowało w Szantungu krótko, w latach 1897-1914, ale to Niemcy postawili stoi tam do dziś. Wpisuje się to w narodowy stereotyp. **** W momencie publikacji, pojawiły się kontrowersje co do autorstwa, i chyba nie bezzasadne, bo już po pierwszej stronie pojawia się myśl, że Tiziano Terzani pisze go w imieniu swoich dzieci, na podstawie ich opowieści. Autor zapiera się jednak, że „[…] napisały go zupełnie same” (str. 345). Nawet jeśli tak było, to musiał przejść solidną ojcowską redakcję, bo dzieci w wielu lat 9 (córka) i 11 (syn) nie są tak biegłe językowo. ***** Włoski Reporter, rozpoczyna od informacji o przybraniu chińskiego imienia i nazwiska, co daje nadzieję na osobiście zaangażowaną opowieść w stylu Petera Hesslera. Nic z tego jednak nie wynika. • Jak wielu młodych Europejczyków z Zachodu, Terzani uległ urokowi Mao, ale do ChRL wjechał dopiero wtedy, kiedy tłusty przywódca kopnął w kalendarz, a stery przejął inny starzec, Deng Xiaoping. „Przybyłem w styczniu 1980 i pojąłem od razu, że rzeczywistość jest mniej piękna od marzeń. Przyjechałem szukać nowej kultury, jakoby zrodzonej z rewolucji, a znalazłem resztki starej, wspaniałej kultury, którą zdążono metodycznie zniszczyć” (str. 14). „[…] jeździłem wszędzie, dokąd tylko się dało, od zakątka Chin wysuniętego najbardziej na zachód, w prowincji Sinkiang, do ich leżącego najdalej na wschód krańca w prowincji Szantung, od Mandżurii na północy po tropikalną wyspę Hajnan na południu” (str. 14-15). Mimo wydarzenia opisanego w ostatnim rozdziale, udało mu się powrócić do Chin kilka lat później, akurat po to, by zrelacjonować wydarzenia na placu Tian’anmen (‘89). • Ciąg dalszy tej historii napisał Peter Hessler w książce Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach [Country Driving: A Journey Through China from Farm to Factory] (2010). Sporo ciekawych spostrzeżeń znajduje się również w jego wcześniejszym reportażu Kości wróżebne. Podróż po przeszłości i teraźniejszości Chin [Oracle Bones: A Journey Between China’s Past and Present] (2006). Dobrą lekturą, będzie również Prowadzący umarłych Liao Yiwu [The Corpse Walker: Real Life Stories: China from the Bottom Up] (2008). • Książka trafiła do księgarń w 1984, i pod wieloma względami przypomina Rok 1984 Orwella zmiksowany ze swojskimi bolączkami PRL-u. Dzisiejsi Chińczycy żyją w pełnym rozdwojeniu jaźni, w deklarowanym socjalizmie i faktycznym kapitalizmie. Stali się społeczeństwem hiperkonsumpcyjnym, komercjalizującym przeszłość i teraźniejszość. Reżim uległ modernizacji, jest subtelniejszy, a kontrola i cenzura przeszły do sfery cyfrowej. Z kraju biednego, Chiny awansowały do roli globalnego gracza o imperialnych ambicjach i twórcy nowych technologii. Reportaże Terzaniego dokumentują początki tego procesu. • ZAKAZANE WROTA „Próbowałem zamieszkać w zwykłym chińskim domu, w chińskiej dzielnicy, lecz okazało się to absolutnie niemożliwe. Cudzoziemcy mogą mieszkać tylko w granicach tak zwanej »dzielnicy dyplomatycznej«, której bramy są dzień i noc strzeżone przez uzbrojonych policjantów; funkcjonariusze ci rejestrują wszystkich wchodzących i wychodzących” (str. 15). „Podobnie jak w bajce o zaklętym zamku, w którym przybysz może robić wszystko, ale nie wolno mu otworzyć pewnych wrót, bo wpuści złe duchy, ja takich wrót nie mogłem nie otworzyć. No i oczywiście złe duchy się na mnie rzuciły. Po ponadczteroletnim pobycie w Chinach zaaresztowano mnie, przesłuchano i poddano całomiesięcznej reedukacji […]. […] Oskarżono mnie na koniec o niepopełnione przestępstwo i wydalono z granic państwa” (str. 17). Jest to też odwołanie do Zakazanego Miasta w Pekinie, kompleksu pałacowego dynastii Ming i Quing (str. 32). • UWAGI (wyd. II 2011, tłum. Krzysztof Żaboklicki, W.A.B.): Str. 84 – Terzani pisze, że pustynia Takla Makan była przez Mongołów nazywana Gobi, ale Takla Makan i Gobi to dwa różne obszary geograficzne (?). Str. 87 – „Kazachów o orlich nosach” – wprawdzie jest to naród językowo turecki, ale o fizjonomii rasy żółtej… taki kształt nosa nie jest typowy dla Kazachów; wspomina też „jasnowłosych chłopców Uzbeckich o wielkich, niezwykle zielonych oczach” – sytuacja identyczna jak powyżej, Uzbecy reprezentują typ mongoloidalny… przytaczany wygląd jest dosyć nietypowy (przydałoby się kilka słów wyjaśnienia). Str. 88 – „Xinjiang: »Nowe Terytoria«” – w polskim „Sinkiang/Sinciang” częściej tłumaczy się jako „nowe kresy” (https://pl.wikipedia.org/wiki/Sinciang) lub „nowe pogranicze” (vide Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 151). Angielska Wikipedia dopuszcza oba warianty: „It can be translated as »new frontier« or »new territory«” (https://en.wikipedia.org/wiki/Xinjiang). Str. 93 – Mongolii (Mongolii Wewnętrznej). Str. 105 – Harbin jako „miniaturowa replika Moskwy” to gruba przesada. Str. 127 – dżipem? (x2, gazikiem?) Str. 194 – autor pomija istotną informację, administracyjne granice Tybetu w ramach ChRL są mniejsze niż Tybet historyczny, etniczny i kulturowy; to co pisze na str. 206, o Tybetańczykach rozproszonych w innych prowincjach, np. Syczuanie, zdaje się potwierdzać tę nieświadomość. „Region Amdo, Kham i pozostałe terytoria oddzielono od tego, co dziś składa się na TRA [Tybetański Region Autonomiczny] ChRL, włączono je do Qinghai, Gansu, Syczuanu i Yunnanu […]” (Michał Lubina, Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium, Kraków 2023, str. 205-206). Str. 196 – Tiziano Terzani pisze o telepatii jak o faktycznej, a nie domniemanej umiejętności (a przynajmniej tak to zaserwowano w tłumaczeniu). Str. 222 – Frankenstein, wł. potwór Frankensteina. Str. 226 – „[…] Li Xianniana, obecnego prezydenta Republiki […]” – ChRL nie ma prezydenta, funkcja jaką sprawował Li to przewodniczący (kiedyś, w jednym z polskich serwisów informacyjnych, bodajże w Faktach na TVN-ie, Xi Jinping był również podpisany jako prezydent). Str. 242 – autor pisze, że w każdym chińskim mieście jest plan Ludowy z portretem Mao, ale wcześniej, bodaj nawet dwukrotnie, wspomina że portret przewodniczącego ostał się tylko w Pekinie, na Bramie Niebiańskiego Spokoju… Str. 279 – chorągwi (fladze!); str. 281/283/286 – kierowniczka/kierowniczki (dyrektorka/dyrektorki?); str. 293 – „chorągiew angielska”, nie chorągiew, i nie angielska – brytyjska flaga (Union Jack); str. 294 – „kontynentem chińskim” [sic!] – chodzi o Chiny kontynentalne, tj. ChRL, stojące w opozycji wobec obszarów etnicznie chińskich, ale poza komunistyczną jurysdykcją, położonych na wyspach i półwyspach (Makau, Hongkong, Republika Chińska/Tajwan). Czy przeliczenia juanów na euro odzwierciedlają inflację? (Euro w formie wirtualnej wprowadzono w 1999, a w fizycznej w 2002, książka jest z 1984). Str. 45 – „,będzie” (źle postawiony przecinek); str. 68 – przedmioty-przedmioty; str. 87 – „szisz kebabu” (zgubiony przecinek); str. 149 – zbytnich ceremonii (tu: zbędnych ceregieli?); str. 175 – najświeższych egzekucjach (najbliższych/najnowszych?); str. 197 – informacja o braku dróg w Tybecie pada dwa razy na tej samej stronie (!); str. 250 – wybijające (wcierające); str. 312 – „[…] fryzjerzy wodzą po policzkach klientów lśniącymi brzytwami […]” (balwierze?); str. 315 – krainy Kaszgar (Kaszgarii) + państwa Kaszgar (Kaszgarii); str. 317 – krainy Kaszgar (Kaszgarii); str. 338 – przerwa przed przecinkiem.
Gracjan - awatar Gracjan
ocenił na71 miesiąc temu
Gorączka latynoamerykańska Artur Domosławski
Gorączka latynoamerykańska
Artur Domosławski
Książka “Gorączka latynoamerykańska” autorstwa Artura Domosławskiego to nie jest zwykły reportaż o odległym kontynencie. To raczej intensywna, momentami wręcz duszna podróż przez rzeczywistość Ameryki Łacińskiej, pełna sprzeczności, nadziei i rozczarowań. Autor nie opisuje jej z dystansu turysty, ale z bliska, z perspektywy ludzi, którzy codziennie mierzą się z konsekwencjami polityki, historii i nierówności społecznych. Według mnie największą zaletą tej książki jest jej uczciwość. Artur Domosławski nie próbuje uprościć rzeczywistości ani podporządkować jej jednej tezie. Zamiast tego pokazuje region jako przestrzeń ciągłego napięcia między bogactwem a biedą, demokracją a autorytaryzmem, nadzieją a cynizmem władzy. Szczególnie interesujące dla mnie były fragmenty dotyczące lewicowych rządów. Autor nie ulega ani bezkrytycznemu zachwytowi, ani łatwej krytyce. Zamiast tego analizuje ich realne skutki, często dalekie od idealistycznych założeń. Reportaż zyskuje dzięki temu, że opiera się na konkretnych historiach. To nie są suche analizy polityczne, lecz opowieści o prawdziwych ludziach (działaczach, mieszkańcach slumsów, politykach czy zwykłych obywatelach). Niektórym czytelnikom może jednak przeszkadzać pewna fragmentaryczność, książka nie jest jedną spójną historią, lecz zbiorem reportaży. Wymaga to większego skupienia i może sprawiać wrażenie braku jednej głównej osi narracyjnej. Podsumowując uważam, że “Gorączka latynoamerykańska” to wartościowa i angażująca lektura dla osób zainteresowanych światem, polityką i reportażem. To książka, która poszerza perspektywę i zmusza do refleksji nad tym, jak skomplikowany i różnorodny jest współczesny świat. Serdecznie polecam!
Mysterybookspl - awatar Mysterybookspl
ocenił na93 dni temu
Kapuściński non-fiction Artur Domosławski
Kapuściński non-fiction
Artur Domosławski
„Kapuściński non fiction” Artura Domosławskiego to książka wymagająca i bardzo gęsta w treści, skierowana raczej do czytelnika, który chce nie tylko poznać fakty z życia Ryszarda Kapuścińskiego, ale także zanurzyć się w rozważaniach na temat jego postawy, wyborów i sposobu uprawiania reportażu. Autor z ogromną skrupulatnością gromadzi szczegóły, hipotezy i refleksje dotyczące biografii kultowego reportera. To nie jest prosta opowieść o życiu od punktu A do punktu B. Domosławski stara się zrozumieć Kapuścińskiego i jednocześnie poddać go krytycznej analizie, zastanawiając się nad granicą między literaturą a reportażem oraz nad etyką pracy dziennikarza. Chcąc przybliżyć postać bohatera, autor szeroko opisuje także osoby z jego otoczenia, rodzinę, przyjaciół i współpracowników. Ten zabieg momentami rozmywa główny temat i sprawia, że czytelnik oddala się od samego Kapuścińskiego, gubiąc go w tle licznych relacji i kontekstów. Z jednej strony pozwala to lepiej zrozumieć środowisko, w którym funkcjonował, z drugiej może wywołać wrażenie nadmiaru informacji. W książce pojawiają się również fragmenty utworów Kapuścińskiego, co stanowi ciekawy dodatek i przypomnienie jego stylu oraz sposobu patrzenia na świat. Jednocześnie wyraźnie widać, że dominują tu przemyślenia i rozważania autora nad postępowaniem reportera. Ta warstwa refleksyjna zdecydowanie przeważa nad częścią czysto biograficzną, co dla jednych będzie ogromnym atutem, a dla innych może okazać się nużące. „Kapuściński non fiction” to lektura ambitna, momentami kontrowersyjna, skłaniająca do myślenia i stawiania pytań. Nie daje prostych odpowiedzi i nie idealizuje bohatera. To książka raczej do powolnego czytania i refleksji niż do szybkiego pochłonięcia, szczególnie polecana tym, którzy chcą spojrzeć na legendę polskiego reportażu z różnych, nie zawsze wygodnych perspektyw.
Marzena Górska - awatar Marzena Górska
oceniła na62 miesiące temu
Afrykańska odyseja Klaus Brinkbäumer
Afrykańska odyseja
Klaus Brinkbäumer
Często najprostsze pomysły są najlepsze. Klaus Brinkbäumer postanowił odnaleźć jakiegoś emigranta z Afryki Zachodniej i przejść (lub raczej przejechać) z nim całą jego drogę z Zatoki Gwinejskiej na północ, poprzez piaski Sahary i góry Atlasu do Hiszpanii, czyli europejskiego raju. Zdawałoby się, że podróż taka będzie tylko namiastką prawdziwej afrykańskiej odyseji, że cokolwiek wydarzy się w drodze, nie będzie niczym więcej niż turystyczną przygodą. Autor i jego towarzysze przemierzyli ponad 5000 kilometrów i relacja Brinkbäumera dobitnie pokazuje, że nie była to prosta sprawa. Ani dla Johna Ekowa Ampana, którego drogę do Europy powtórzono, ani dla jego rodziny, ani nawet dla niemieckiego dziennikarza. O tematyce migracji na naszym globie napisano już pewnikiem całe stosy książek. „Afrykańska odyseja” nie pretenduje do bycia dziełem podejmującym ten temat całościowo. Brinkbäumer koncentruje się na kilku osobach, których losy są przykładowe dla przeżyć i dramatów całego legionu emigrantów afrykańskich. Jego relacja jest dlatego bardzo emocjonalna, ale wydaje mi się równocześnie wyważona i informatywna. Po lekturze tych reportaży jedno stało się jasne. Europejczycy chowają głowy w piasek w nadziei, że problem da się rozwiązać poprzez pompowanie pieniędzy w ochronę granic i popieranie brutalnych afrykańskich dyktatorów. Równie dobrze możnaby używać kremu do pielęgnacji rąk jako lekarstwa na raka.
Zoltar - awatar Zoltar
ocenił na75 lat temu

Cytaty z książki Dobre miejsce do umierania

Więcej
Wojciech Jagielski Dobre miejsce do umierania Zobacz więcej
Wojciech Jagielski Dobre miejsce do umierania Zobacz więcej
Wojciech Jagielski Dobre miejsce do umierania Zobacz więcej
Więcej