rozwińzwiń

Wańkowicz. Życie na kraterze

Okładka książki Wańkowicz. Życie na kraterze autorstwa Łukasz Garbal
Okładka książki Wańkowicz. Życie na kraterze autorstwa Łukasz Garbal
Łukasz Garbal Wydawnictwo: Czarne, Muzeum Literatury im. Adama Mickiewicza Seria: Biografie biografia, autobiografia, pamiętnik
832 str. 13 godz. 52 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Seria:
Biografie
Data wydania:
2025-11-26
Data 1. wyd. pol.:
2025-11-26
Liczba stron:
832
Czas czytania
13 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383962009
Wańkowicza trudno zmieścić między okładkami – jego życie było jak wybuch wulkanu.

Pisarz, reporter, korespondent wojenny, komentator społeczny. Uchodźca, emigrant, dysydent. Marketingowiec, copywriter, influencer, celebryta. Można użyć w stosunku do niego każdego z tych określeń.

Urodzony pod koniec XIX wieku, widział, jak dawny świat znika bezpowrotnie – a potem obserwował to znów i znów, kiedy przetaczały się kolejne dziejowe burze. Za każdym razem jednak potrafił się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Był człowiekiem zaskakująco nowoczesnym. W dwudziestoleciu ostrzegał przed wojną hybrydową i apelował o wykorzystanie soft power na wschodnich rubieżach kraju. Dostrzegał zagrożenia płynące z dezinformacji, choć sam wykorzystywał ją w kampaniach marketingowych („cukier krzepi!”). Nieustannie kreował własny wizerunek, pokazywał publicznie starannie dozowaną prywatność. I cały czas pisał, poszukiwał sposobów na to, by opowiedzieć otaczający go świat, dotrzeć do czytelników.

Pozostawił po sobie bogactwo źródeł: zdjęć, listów, relacji, wielokrotnie nadpisywanych tekstów… Dla jego biografa to błogosławieństwo – i przekleństwo. Przedarcie się przez gąszcz faktów i mitów, półprawd, plotek i zmyśleń było gigantycznym wyzwaniem.

Książka Łukasza Garbala to biografia totalna, której Wańkowicz jeszcze nie miał, a na którą bez wątpienia zasługuje.
Średnia ocen
7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wańkowicz. Życie na kraterze w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Wańkowicz. Życie na kraterzei

Wańkowicz. Życie i legenda.



942 345 656

Oceny książki Wańkowicz. Życie na kraterze

Średnia ocen
7,1 / 10
16 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wańkowicz. Życie na kraterze

avatar
1699
76

Na półkach:

Na przestrzeni swojego życia kilkakrotnie próbowałem czytać ksiażki Melchiora Wańkowicza. Jedną z nich nawet w całości przeczytałem, ale nie pamiętam już którą. Co zresztą nie ma znaczenia, bo na pewno była reprezentatywna dla stylu i poziomu tworczości tego pana. Mam więc pewne podstawy do ujawnienia, że pisarstwo pana Melchiora Wańkowicza to dla mnie dno dna dna. O wiele ciekawsze są jego życiowe cwaniakowania, karierowiczowskie wygibasy, ideologiczne przygody i niewygody, opisane w tej oto pozycji. Czyli krótko: czyta się to tysiąc razy lepiej niż wytwory Wańkowicza - czyli jest na bardzo średnim poziomie, może być.

Na przestrzeni swojego życia kilkakrotnie próbowałem czytać ksiażki Melchiora Wańkowicza. Jedną z nich nawet w całości przeczytałem, ale nie pamiętam już którą. Co zresztą nie ma znaczenia, bo na pewno była reprezentatywna dla stylu i poziomu tworczości tego pana. Mam więc pewne podstawy do ujawnienia, że pisarstwo pana Melchiora Wańkowicza to dla mnie dno dna dna. O wiele...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
135
132

Na półkach:

Aż do niedawna zupełnie nie miałem świadomości, że Wańkowicz to jeden z najciekawszych życiorysów ubiegłego stulecia. Tym samym z biografii wyszła epopeja, o tyle ciekawa, że traktuje o bardzo pokręconym czasie w historii Polski.

Aż do niedawna zupełnie nie miałem świadomości, że Wańkowicz to jeden z najciekawszych życiorysów ubiegłego stulecia. Tym samym z biografii wyszła epopeja, o tyle ciekawa, że traktuje o bardzo pokręconym czasie w historii Polski.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
937
343

Na półkach:

Wańkowicz. Życie i legenda.
„Chodzi tu jednak nie tylko o tego starego człowieka, ale także o nas – biografia reportera traktującego swoje życie jako produkt jest jednocześnie opowieścią o współczesnym świecie dezinformacji i baniek mediów społecznościowych, w których sami się zamykamy. Życiorys Wańkowicza to pełny katalog case studies współczesnych zagrożeń i wyzwań”.
Bardzo się cieszę, że na polskim rynku wydawniczym pojawia się coraz więcej biografii znanych polskich pisarzy. Możemy już sięgnąć po książki poświęcone Bolesławowi Prusowi czy Adamowi Mickiewiczowi, które są naprawdę świetnie napisane. Tym samym możemy poznać pisarza jako człowieka, nie tylko jako pomnikową postać czy autora epopei narodowej.
Nie inaczej jest w przypadku rewelacyjnej książki Łukasza Garbala pod tytułem „Wańkowicz. Życie na kraterze”. Ukazała się ona nakładem wydawnictwa Czarne. Doktor Łukasz Garbal jest polonistą, edytorem i pasjonatem historii. Zdobył wiele nagród i dał się poznać jako autor uznanych książek.
Swoją najnowszą publikacją udowadnia, że jak najbardziej zasłużenie. Biorąc do ręki biografię Wańkowicza najpierw zwracamy uwagę na jej objętość. Jest to potężny tom, liczący razem z przypisami ponad 800 stron. Niech to jednak nikogo nie zniechęca. Książkę czyta się bowiem dosłownie jednym tchem, niczym najlepszą powieść.
Melchior Wańkowicz to człowiek legenda (dosłownie i w przenośni). Jak zmierzyć się z taką postacią? Czy możliwe jest w ogóle napisanie pełnej, obiektywnej biografii Wańkowicza? Łukasz Garbal udowadnia, że tak. Uczciwie jednak przyznaje, że nie było to zadanie łatwe.
Chcąc scharakteryzować Wańkowicza łatwiej by napisać, kim nie był. Urodzony pod koniec XIX wieku był przede wszystkim świadkiem historii. To właśnie ona – ta historia przez duże H – determinowała wiele jego życiowych wyborów i dróg.
Melchior Wańkowicz to ktoś znacznie więcej niż autor pomnikowych dzieł „Ziele na kraterze” czy „Bitwa o Monte Cassino”. Był reporterem, korespondentem wojennym, komentatorem społeczny. Przede wszystkim zaś był podróżnikiem i świadkiem historii. Urodził się w Kalużycach – już data jego urodzenia jest kontrowersyjna i niejednoznaczna. Można by powiedzieć, jak całe jego późniejsze życie. Wcześnie stracił oboje rodziców. Edukację odbierał jeszcze pod zaborami, angażując się w konspirację. Wszedł więc Wańkowicz na drogę działalności politycznej, którą ostatecznie miał porzucić dopiero po latach i oddać się pisarstwu.
Autor chronologicznie przedstawia życie Wańkowicza, prostując legendy i mity narosłe wokół tej postaci. Okazuje się, że najbardziej niewiarygodnie brzmiące historie (jak to o ucieczce przez rzekę z maszyną do pisania) są prawdziwe. Te zaś, które automatycznie przypisujemy Wańkowiczowi (choćby słynny slogan „cukier krzepi”) nie są wcale tak oczywiste.
Melchior Wańkowicz kilkukrotnie tracił dom i swoją małą ojczyznę. Odrodzenie Polski po I wojnie światowej dla niego było końcem jego „kraju dzieciństwa”. Jego dom i posiadłość zostały w ZSRR. On sam wyjechał do Warszawy i bardzo mocno zaangażował się życie społeczne. W swoich tekstach apelował o mądrą politykę we wschodniej Polsce. Był twórcą wielu kampanii marketingowych.
Jednocześnie starannie kreował własny wizerunek. Dziś musi się z tym zmierzyć jego biograf. Łukasz Garbal wywiązał się z tego zadania znakomicie. W swojej książce przedstawia przede wszystkim człowieka. Nie stara się nic Wańkowiczowi dodawać ani nic mu ujmować. Przedstawia jego życie na tle historii Polski, której pisarz był uczestnikiem. Wańkowicz, początkujący polityk, stał się wiodącym publicystą. Był tytanem pracy i mistrzem słowa, co pokazał w swoim ikonicznym dziele „Bitwa o Monte Casino”.
Melchior Wańkowicz zmarł 10 września 1974 roku w Warszawie. Pozostawił po sobie mnóstwo źródeł, z których Łukasz Garbal umiejętnie skorzystał. Powstała tym samym znakomita biografia, bez wątpienia godna swojego bohatera. Jest to książka arcyciekawa, książka, która się bardzo dobrze czyta i którą bez wątpienia można polecić. Garbal udowadnia, że potrafi pisać z pasją.
„Wańkowicz. Życie na kraterze” to doprawdy znakomita rzecz. Polecam.
Wojciech Sobański

Wańkowicz. Życie i legenda.
„Chodzi tu jednak nie tylko o tego starego człowieka, ale także o nas – biografia reportera traktującego swoje życie jako produkt jest jednocześnie opowieścią o współczesnym świecie dezinformacji i baniek mediów społecznościowych, w których sami się zamykamy. Życiorys Wańkowicza to pełny katalog case studies współczesnych zagrożeń i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

116 użytkowników ma tytuł Wańkowicz. Życie na kraterze na półkach głównych
  • 94
  • 18
  • 4
11 użytkowników ma tytuł Wańkowicz. Życie na kraterze na półkach dodatkowych
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Nie tylko „Po Prostu”. Prasa w dobie odwilży (1955–1958) Grzegorz Berendt, Marcin Bukała, Maciej Fic, Krzysztof Filip, Jan Galant, Łukasz Garbal, Bogusław Gogol, Filip Gończyński-Jussis, Andrzej W. Kaczorowski, Kamila Kamińska-Chełminiak, Bartłomiej Kapica, Konrad Knoch, Katarzyna Maniewska, Marcin Markiewicz, Tomasz Mielczarek, Michał Przeperski, Paweł Sasanka, Adam Radosław Suławka, Krzysztof Tarka, Michał Wenklar, Jacek Wojsław, Katarzyna Zawadka, Andrzej Zawistowski
Ocena 10,0
Nie tylko „Po Prostu”. Prasa w dobie odwilży (1955–1958) Grzegorz Berendt, Marcin Bukała, Maciej Fic, Krzysztof Filip, Jan Galant, Łukasz Garbal, Bogusław Gogol, Filip Gończyński-Jussis, Andrzej W. Kaczorowski, Kamila Kamińska-Chełminiak, Bartłomiej Kapica, Konrad Knoch, Katarzyna Maniewska, Marcin Markiewicz, Tomasz Mielczarek, Michał Przeperski, Paweł Sasanka, Adam Radosław Suławka, Krzysztof Tarka, Michał Wenklar, Jacek Wojsław, Katarzyna Zawadka, Andrzej Zawistowski

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Samotność Janosika. Biografia Marka Perepeczki Marek Szymański
Samotność Janosika. Biografia Marka Perepeczki
Marek Szymański
Czy można poczuć pustkę po kimś, kogo widywało się przy wspólnym stole? To dziwne uczucie towarzyszyło mi przez całą lekturę biografii „Samotność Janosika” autorstwa Marka Szymańskiego. Przywołuje ona wspomnienia z Poznania, z Młyńskiego Koła, gdzie podczas prób do „Wesela” Adama Hanuszkiewicza miałam okazję rozmawiać z panem Markiem. Był kimś więcej niż tylko aktorem z ekranu – był człowiekiem o niezwykłej aurze. Jednak to książka Marka Szymańskiego uświadomiła mi, że to, co widzieliśmy na zewnątrz, było zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Marek Szymański nie stworzył kolejnej laurki dla gwiazdora. To rzetelny, reporterski zapis losów człowieka, który stał się ikoną zbyt wcześnie i na zbyt restrykcyjnych warunkach. Autor dotarł do ludzi, którzy znali Perepeczkę w momentach chwały, ale i w chwilach kompletnego zapomnienia. Dzięki temu poznajemy kulisy jego emigracji, trudne powroty i bolesne zmagania z systemem, który potrafił go odtrącić – jak choćby w przypadku przykrego zakończenia pracy w teatrze w Częstochowie. Najbardziej poruszający jest początek. Rozmowa Izy Michalewicz, będąca ostatnim wywiadem z aktorem, nadaje całej biografii ton refleksyjny i nieco melancholijny. To nie jest suchy zapis dat, to wejście w głąb duszy artysty. Książka w mistrzowski sposób ukazuje paradoks, który był przekleństwem Marka Perepeczki. Jego potężna sylwetka, te mięśnie Herkulesa, które podziwiały miliony, skrywały człowieka o wrażliwości dziecka. Szymański bez oceniania i bez narzucania tezy pokazuje nam kogoś, kto był niemal naiwnie ufny, a przez to wielokrotnie raniony przez życie i branżę. Wspaniałym dopełnieniem tej opowieści są fotografie. Te czarno-białe zdjęcia – od prywatnych ujęć po kadry filmowe – pozwalają nam spojrzeć prosto w oczy człowieka, który w każdym wieku, od czasów „Pana Wołodyjowskiego” po dojrzałe role, szukał w sztuce czegoś więcej niż tylko poklasku. Tytułowa „samotność” to w tej biografii motyw przewodni. Perepeczko uwięziony w Janosiku to symbol walki o własną tożsamość. To opowieść o tym, jak trudno być postrzeganym przez pryzmat jednej roli, gdy ma się do zaoferowania cały wszechświat emocji. Choć nikt nie pozna drugiego człowieka do końca, ta książka jest najbliżej dotknięcia prawdy o Marku. Gorąco polecam tę lekturę wszystkim, którzy chcą poznać człowieka ukrytego za maską harnasia. To piękna, choć momentami bolesna lekcja pokory wobec losu artysty.
Czytadła_Czekadełka - awatar Czytadła_Czekadełka
oceniła na72 miesiące temu
Gierymscy. Zazdrosny talent Marek Sołtysik
Gierymscy. Zazdrosny talent
Marek Sołtysik
Historia dwóch braci, których łączy talent i tragizm. Marek Sołtysiak pokazuje nie tylko los wybitnych malarzy, ale też pełen napięć świat sztuki drugiej połowy XIX wieku - jego rywalizację, zależność od kaprysów mecenasów i widzimisię publiczności. To opowieść o wzlocie i upadku, braterskiej więzi i cieniu zazdrości, który nad nią ciążył. Autor odtwarza codzienność artystów: od trybutu złożonego namiestnikowi cara, poprzez pracę, uznanie, biedę, chorobę i szaleństwo. Monachium w przypadku Maksymiliana było dla niego szkołą i sceną triumfu, dla Aleksandra miejscem dojrzewania i nauki pod okiem starszego brata. To właśnie w pracowniach monachijskiej szkoły malarzy, wspólnocie artystów, kształtował się ich styl pełen realizmu, niepokoju i melancholii. “Zazdrosny talent” to również książka o cenie, jaką płaci się za twórczość. Maksymilian ugiął się pod ciężarem choroby. Aleksander pod presją ambicji. Autor nie szuka w tym sensacji, raczej rekonstruuje los, pokazując jak trudno być artystą we własnym kraju. Bo choć Gierymscy zdobywali laury w Europie, Warszawa czy Kraków ich nie rozpieszczał, niejednokrotnie okazując chłód i niechęć. To biografia nie tylko o braciach, ale i o mechanizmie osiągania sławy; o tym, jak często przychodzi ona zbyt późno. Lektura o tym, że sztuka bywa samotną drogą i nie zawsze aplauz jest dowodem największego talentu.
mariuszowelektury - awatar mariuszowelektury
ocenił na85 miesięcy temu
Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne Katarzyna Rzehak
Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich, czyli jak powstało polskie wzornictwo powojenne
Katarzyna Rzehak
Ta książka zachwyca od pierwszych stron. Napisana prostym, przystępnym językiem, a jednocześnie pełna treści, emocji i niezwykłych historii. Katarzyna Rzehak stworzyła opowieść nie tylko o jednej kobiecie, ale o całej epoce – o Polsce, która po wojnie podnosiła się z ruin i próbowała na nowo zdefiniować siebie poprzez sztukę, przedmioty codziennego użytku i… piękno. Bohaterką książki jest Wanda Telakowska – postać absolutnie wyjątkowa, choć zapewne wielu jej nie zna. Pionierka, wizjonerka, kobieta z ogromną charyzmą i odwagą. To właśnie jej zawdzięczamy powstanie w 1950 roku Instytutu Wzornictwa Przemysłowego. Instytut stał się miejscem niezwykłym – kuźnią pomysłów, szkołą projektantów, przestrzenią nowoczesnego myślenia o przedmiotach, które nas otaczają. Telakowska wierzyła, że piękno nie jest luksusem dla wybranych. Powtarzała, że „piękno na co dzień dla wszystkich” powinno być dostępne każdemu – w mieszkaniu, w ubraniu, w talerzu, z którego jemy, i w krześle, na którym siedzimy. Dla polskiego powojennego designu Telakowska to po prostu najważniejsza postać, ikona, mistrzyni. Autorka wspaniale pokazuje, jak ogromny wpływ miała Telakowska na to, jak dziś żyjemy i jak wygląda nasze otoczenie. Jeśli mówimy o „polskim stylu narodowym”, to w dużej mierze jego współczesna forma narodziła się właśnie dzięki niej. To ona stworzyła nowy zawód – projektanta wzornictwa – i nadała mu rangę ważnej społecznie misji. Uważała, że dobrze zaprojektowane przedmioty kształtują człowieka, uczą wrażliwości i budują lepsze społeczeństwo. Książka zachwyca również tym, jak ciekawie i barwnie ukazana jest powojenna Polska. To żywy, pełen detali obraz kraju, który zmaga się z biedą, zniszczeniami i ograniczeniami systemu, a mimo to próbuje tworzyć rzeczy piękne i nowoczesne. Rzehak pokazuje, że nawet w trudnych czasach można było marzyć, projektować, eksperymentować. Instytut Wzornictwa Przemysłowego jawi się jako miejsce niemal magiczne – nowoczesne, otwarte, przyjazne kobietom, wyprzedzające swoje czasy. Poza tym to Telakowska w 1949 roku, wymyśliła Cepelię. Chyba mało kto o tym wie, a szkoda. Ogromnym atutem jest sposób, w jaki autorka opowiada o samej Telakowskiej. To nie pomnikowa postać z podręcznika, lecz żywa, barwna kobieta z poczuciem humoru, temperamentem i ostrym językiem. Przyjaźniła się z Iwaszkiewiczem, Miłoszem, Krzywicką. Potrafiła snuć fascynujące opowieści, sypać anegdotami i żartami, czasem bardzo pikantnymi. Wokół niej narosły dziesiątki historii – prawdziwych i zmyślonych – które budują legendę „wielkiej Wandy”. Rzehak z ogromnym wyczuciem łączy fakty z anegdotą, tworząc portret kobiety silnej, odważnej i niepokornej. To książka, która inspiruje. Pokazuje, że jedna osoba z wizją może realnie zmienić świat – nawet jeśli jest to świat filiżanek, tkanin, mebli czy zabawek. A może właśnie przede wszystkim ten świat, bo to on towarzyszy nam każdego dnia. Wanda Telakowska. Piękno dla wszystkich to opowieść mądra, ciepła i niezwykle potrzebna. Uczy, że estetyka ma znaczenie. Że piękno może być demokratyczne. I że za tym, jak wygląda nasza codzienność, stoją konkretni ludzie z pasją i odwagą. To książka, którą czyta się z przyjemnością i dumą – dumą z polskiej kultury, polskiego wzornictwa i z kobiety, która wyprzedziła swoje czasy i miała odwagę marzyć o pięknie dla wszystkich. Wspaniała bohaterka i świetna książka. Polecam. https://www.instagram.com/pasje_fascynacje_ksiazkowe/
AnetaMaciejewska - awatar AnetaMaciejewska
oceniła na107 dni temu
Dary losu Katarzyna Rygiel
Dary losu
Katarzyna Rygiel Daniel Olbrychski Krystyna Demska-Olbrychska
Są tacy ludzie, z którymi chciałoby się siedzieć gdziekolwiek i rozmawiać godzinami. Przy kawie, kieliszku koniaku, domowej jajecznicy; snując wspomnienia o życiu, o tych którzy odeszli, o tych, do których wciąż można zadzwonić. Po prostu być ze sobą, wsłuchiwać się w swoje głosy i patrzeć na siebie z niegasnącym zainteresowaniem – wiedząc, że nie ma tam żadnego niezrozumienia czy nieszczerości. Jako dokładnie takich kompanów wyobrażałam sobie zawsze Krystynę Demską-Olbrychskę i Daniela Olbrychskiego. Wspaniali mówcy, nad wyraz inteligentni, z bagażem doświadczeń i znajomości, które można by pomieścić w kilku pokaźnych tomach. Tym razem część z tych historii wysłuchała i spisała Katarzyna Rygiel w książce „Dary losu. Niezwykłe zdarzenia, które były naszym udziałem, i ludzie, dzięki którym świat był i jest piękny”, która ukazała się nakładem Agory. „…ludzi zbliża stosunek do świata, pewien poziom w zawodzie, miara talentu i porozumienia, brak konkurencji. Nadawanie na podobnych falach powoduje, że chociaż nie pracują razem, mogą za sobą tęsknić”. Mimo, że sami bohaterowie to postacie, które mają wiele do zaoferowania kulturze polskiej już od wielu lat i można się z nimi w wielu kwestiach nie zgadzać, nie sposób odmówić im charyzmy, celnych komentarzy na temat rzeczywistości, niesamowitego humoru i zamieniania codziennego życia w wyjątkowe chwile, z cudownymi ludźmi u boku. I właśnie ci ludzie są tutaj na pierwszym miejscu. Demska i Olbrychski z czułością i ogromną empatią opowiadają w dwugłosie o swoich przyjaciołach, znajomych, sąsiadach i wyjątkowych przypadkach oraz przygodach, które były wspólnym udziałem. Czasami pani Krystyna z impetem wprowadza temat, by pozwolić mężowi na jego rozwinięcie, innym razem to mąż uzupełnia wspomnienia żony, „podkręcając” barwnie opowieść i przypominając o tym, co umknęło drugiej stronie. Czyta się to jak wartką powieść akcji i grozy pomieszanej z romansem i dobrą obyczajówką (do tego ze szczyptą najwyższych lotów poezji!),by na końcu żałować, że to już i…pragnąc zacząć od nowa. O każdym piszą prawdziwie, szczerze, z polotem, uchylając z prywatnego życia tyle, ile wypada. Piękna to opowieść o czasach i ludziach, bez których polska i europejska kultura oraz sztuka byłyby uboższe. Na kartach lektury znajdziemy opowieści o przyjaźniach i spotkaniach z największymi. „Przemówią” i zmaterializują się nam m.in. Andrzej Wajda, Maja Komorowska, Zbyszek Cybulski, Jerzy Hoffman, Adam Michnik, Krystyna Janda, Adam Hanuszkiewicz, Karol Wojtyła, Kuba Morgenstern, Gustaw Holoubek, Czesław Niemen, Wołodia Wysocki i Bułat Okudżawa, Jadwiga Jankowska-Cieślak, państwo Rubinsteinowie, Michaił Barysznikow, Franciszek Starowieyski, Nikita Michałkow, Ewa Czyżewska, Agnieszka Osiecka, Andrzej Seweryn, Krzysztof Krawczyk, Wojciech Młynarski, Marlena Milwiw, państwo Celińscy, ks. Konrad Herrmann, państwo Chlebińscy, Piotr Fronczewski, Angelina Jolie, Gérard Depardieu, Jean-Paul Belmondo. Plejada największych i bliskich naszym rozmówcom. Aż żal, że myśmy ich nie (po)znali! Olbrychscy mieli ten przywilej i jawią się po lekturze jako posiadający jakąś magiczną nić do świata, który rozpłynął się, zniknął, pozostawiając za sobą dymki z papierosów, sterty biletów teatralnych i najwspanialsze arcydzieła muzyczne, filmowe oraz literackie…Pan Daniel pisze o wielkich artystach i oczywiście o pięknych kobietach, pani Krystyna wspomina ważnych mężczyzn i babskie przyjaźnie: „Kiedy dwie baby spędzają sześć, siedem godzin codziennie, to o czymś muszą rozmawiać, więc gadałyśmy o wielu rzeczach…”. „Mogę powiedzieć z uśmiechem, że w ramionach miałem najwspanialsze kobiety, aktorki z Europy i nie tylko, które lubiłem, z którymi się zaprzyjaźniałem…”. Nie ma w tym ani grama pychy, chwalipięctwa czy wywyższania się, choć przecież państwo Olbrychscy byliby z tego usprawiedliwieni. Wszyscy stale spotykamy w życiu nowe osoby, wchodzimy w nowe środowiska, czasem na poważnie zmieniamy cały swój dotychczasowy los, kończymy związki, zmieniamy pracę, przeprowadzamy się, ale zawsze obok są jacyś ważni dla nas ludzie. Gdy w większym gronie pojawia się ktoś nowy, miło i kulturalnie jest, gdy inni interlokutorzy patrzą i zwracają się także do niego. Właśnie takie ma się poczucie po tej lekturze: pani Krystyna i pan Daniel nikogo w swoim życiu nie traktowali i nie traktują obojętnie, każdemu dają głos, chociaż mogliby mówić tylko o sobie i nikt by się o to nie obraził. O nikim nie opowiadają w sposób miałki, nawet o tych, którzy gdzieś tam kiedyś zawiedli, zaniechali, wycofali się z relacji lub nie odpowiedzieli na wysłany list. Plany filmowe, sceny teatralne, ekskluzywne hotele i drewniane domki w lesie; rozmowy do rana w słynnych restauracjach i wódeczka popijana w przyczepie podczas kręcenia filmu. Miłość do podróżowania, do zwierząt i do ludzi. Barwnie, interesująco, zaskakująco, niebanalnie. W anegdotach, których tutaj nie brakuje (a cudowne są chociażby te o spotkaniu Mariny Vlady z Włodzimierzem Wysockim, „zielonych” śniadaniach Czesława Niemena czy twardym godzeniu Hoffmana z Olbrychskim przy szpitalnym łóżku Walentyny Hoffmanowej) i w poważnych zdaniach, kryje się całe bogactwo przeżyć i ludzkich przypadków; życia które tak szybko mija, ale może dawać tyle radości, niespodziewanych zwrotów akcji i wspomnień. Oczywiście, sami bohaterowie także odsłaniają wiele ze swojego świata, ale robią to już dyskretniej, pomiędzy opowieściami o innych i mam wrażenie, że przesunęli ciężar swoich własnych losów bardziej na sam początek i koniec książki, dając pierwszeństwo swoim wielkim przyjaciołom oraz zwierzętom. Krystyna Demska-Olbrychska pięknie i z czułością opowiada jeszcze o ukochanych kotach i psach, a Daniel Olbrychski odsłania tajniki szabli i jazdy konnej i snuje opowieści o koniach, tych w filmie jak i w życiu („Nie tylko spotkania ze wspaniałymi ludźmi, artystami, wybitnymi sportowcami nazywam darami losu”). Katarzyna Rygiel ułożyła te wszystkie historie w pewien rodzaj scenariusza, który ze strony na stronę daje czytelnikom coraz więcej emocji i przyjemnego oczekiwania na ciąg dalszy. Bohaterowie nie zawiedli. O tak! Jaki to byłby wspaniały film! A sami artyści tak podsumowują swoją historię: „Lubimy podróże, uwielbiamy spotkania z niezwykłymi ludźmi, ale najbardziej kochamy nasz dom w Podkowie. I czy wracamy ze świata, czy z krótkiego, kilkugodzinnego pobytu w Warszawie, towarzyszą nam zawsze te same emocje, ta sama radosna ekscytacja, kiedy nasz samochód skręca w ulicę prowadzącą do domu […] Nie zaglądaliśmy sobie przez ramię w czasie tych oddzielnych wspomnień. Oboje uważamy, że największym dla nas darem losu jest naszych wspólnie przeżytych kilka ostatnich dekad. Ubarwionych częstymi kłótniami, bo takie mamy charakterki. Dziękujemy za przeczytanie tej książki do końca”. Przyznam się na koniec do czegoś: będę niedługo czytać ponownie. ZAPRASZAM serdecznie NA SWOJĄ STRONĘ Z RECENZJAMI: https://www.facebook.com/TatraLang
Mona - awatar Mona
oceniła na102 miesiące temu
Duma i wstyd. O historii i potrzebie pamiętania Michał Wójcik
Duma i wstyd. O historii i potrzebie pamiętania
Michał Wójcik Tomasz Szarota Emil Marat
Po książkę "Duma i wstyd. O historii i potrzebie pamiętania" sięgnęłam z ogromną ochotą, bo lubię tego typu publikacje. Historia związana z II wojną światową jest mi bardziej bliska, gdyż jako dziecko słuchałam wspomnień o niej od mojego dziadka i mamy, chociaż wtedy robiłam to niezbyt uważnie. I chociaż teraz tego żałuję, to jednak część usłyszanych wówczas historii zostało w mojej pamięci. Wywiad z profesorem Tomaszem Szarotą prowadzą Emil Marat i Michał Wójcik, myślę, że już te trzy nazwiska zapowiadają ciekawą rozmowę. A trochę intrygujący a nawet może prowokujący tytuł również zachęca do lektury, lecz też do rozważań i dyskusji. Profesor Szarota znany jest z tego, że historyczna prawda jest dla niego ważna. Zarówno czyny chwalebne, ale też i te złe, wstydliwe powinny być pamiętane. Nie można pamiętać tylko o wydarzeniach godnych dumy i szczycić się nimi a o sprawach wstydliwych zapominać i pomijać je. Profesor Szarota przez pryzmat własnych wspomnień opowiada nam historię II wojny światowej oraz czasy powojenne. To bardzo ciekawa opowieść, bo przyszło mu spędzić dzieciństwo i młodość w czasach niespokojnych. Czas PRL-u również nie są powodem do chwały, chociaż nie wszystko wtedy było złe. Kilka faktów z życia profesora znam z życia mojej rodziny, a chodzi przede wszystkim o... wiarę katolicką. " W pierwszej klasie mama wysłała mnie na parę miesięcy do Otwocka. Mieszkał tam mój dziadek i tam też ja - Tomuś Szarota - poszedłem do pierwszej komunii. To było bardzo charakterystyczne, że towarzyszki partyjne wysyłały dzieci do pierwszej komunii nie w Warszawie, bo to niebezpieczne, tylko gdzieś dalej, poza zasięgiem wzroku reszty towarzyszy." Do mojej małomiasteczkowej parafii również zjeżdżali się kuzyni, których rodzice byli w jakikolwiek sposób związani z PZPR-em, żeby przyjąć chrzest, komunię czy bierzmowanie a nawet wziąć ślub kościelny. Taki był wtedy czas... Może nie jest to aż taki wielki powód do wstydu, ale zauważyłam, że teraz część osób twierdzi, że przyjeżdżali tu, żeby przy okazji pobyć z rodziną. My, Polacy nie lubimy gdy nam się przypomina o złych momentach z naszego życia, chcielibyśmy tylko pamiętać o powodach do zachwytu i lubimy pochwały. Myślę, że nie jesteśmy w tym odosobnieni, lecz w tej chwili mówimy o nas. Z pewnością powodem do wstydu jest nasza relacja z Żydami, bo chociaż wielu Polaków ratowało ich przed zagładą, to jednak byli i tacy, którzy przyczynili się do ich zguby. Przykładem jest nie tylko Jedwabne, ale i wiele innych miejsc. Mój dziadek był kolejarzem i opowiadał jak niektórzy pomagali przewożonym wagonami ludziom, ale też jak inni utrudniali tę pomoc. Profesor Szarota wspomina też o Berlinie podzielonym na wschód i zachód oraz o stosunku Niemców do Polaków. Niemcy z NRD czuli się od nas lepsi. Kulturalniejsi. "Na Alexanderplatz była słynna restauracja na szczycie wieży telewizyjnej. Kręciła się wokół własnej osi i dzięki temu można było zobaczyć cały Berlin z góry. Wieczorem zachodnia część miasta lśniła tysiącami świateł. Tymczasem Berlin wschodni - ciemny, smutny. Niby to samo miasto, ale dwa różne światy." Mieszkam teraz na Mazurach, więc sama spotkałam się z tymi, którzy wyjechali do NRD, gdy tu przyjeżdżali to faktycznie traktowali Polaków jako tych gorszych, mniej inteligentnych, biedniejszych, co przecież mijało się z prawdą. Teraz, gdy przyjeżdżają, chwalą i niektórzy żałują, że wyjechali... Sama też pamiętam to, jak wpajano nam, że Niemcy są źli i odwiedzają te tereny po to, żeby odzyskać swoje włości. Moja rodzina zawsze mnie ostrzegała, żebym się nie osiedlała na ziemi niemieckiej, bo oni wrócą i zabiorą mi dom. Teraz, po latach, ponownie wraca ten temat. "Antyniemieckie komunikaty otaczały mnie dosłownie z każdej strony. Zaczynając od słynnej bajki o Wandzie, co nie chciała Niemca. Powiedzonko sławne: "jak świat światem, nie będzie Niemiec Polakowi bratem"." Zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy sięgną po tę książkę a powinien każdy poznać wywiad z profesorem Szarotą. Lecz on sam mówi, że większość nie będzie chciała tego czytać, uznając za sprawę mało istotną. Większości nie interesuje nie tylko prawda, ale tak naprawdę nic ich nie interesuje oprócz siebie i swojego podwórka. Oraz propagandy i wywoływania różnych tematów powodujących zamieszanie. Samych siebie zawsze wybielają, to inni postępują źle, to inni są złymi. A przecież powinniśmy się łączyć a nie dzielić. A historii nie można wybielać, historia to my wszyscy, nie tylko ci wybitni, którzy są powodem do dumy. Pamiętać należy też o sprawach wstydliwych. Książkę czytało mi się lekko i szybko. Mimo poruszanych w niej trudnych historycznych tematów, nie sprawiała wrażenia nudnej czy trudnej w odbiorze. Polecam wszystkim, warto przyjrzeć się prawdziwej historii. Umiejętność otwartego mówienia o czarnych kartach swojej historii świadczy o dojrzałości narodu. Dyskusja bardzo ciekawa, chociaż jej uczestnicy nie są we wszystkim jednomyślni, to właśnie dzięki temu rozmowa tym bardziej zyskuje. Książkę przeczytałam dzięki BONITO i serwisowi Dobre Chwile.
Myszka - awatar Myszka
oceniła na82 dni temu
Agentka Zo. Historia Elżbiety Zawackiej, bohaterki drugiej wojny światowej Clare Mulley
Agentka Zo. Historia Elżbiety Zawackiej, bohaterki drugiej wojny światowej
Clare Mulley
Clare Mulley "Agentka Zo" Historia Elżbiety Zawackiej, bohaterki drugiej wojny światowej, przełożyła Dorota Konowrocka – Sawa, Jakiś czas temu zastanowiło mnie czy w historii polskiej wojskości którakolwiek z Polek otrzymała stopień generalski. Okazało się wtedy, że były dwie takie kobiety. Jedną z nich jest właśnie Elżbieta Zawacka bohaterka biograficznej książki "Agentka Zo", awansowana w 2006 roku do stopnia generała brygady w stanie spoczynku. Druga natomiast to Maria Wittek, która na ten sam stopień została awansowana w 1991 roku. Jej dzieje mocno splatające się z historią Elżbiety Generalki również opisuje autorka. Szkoda, że za opracowanie biografii Elżbiety Zawackiej nie wziął sie żaden polski autor, ponieważ Clare Mulley zdarza się tłumaczyć niektóre aspekty polskiej historii w sposób aż nadto upraszczający, prawdopodobnie z zamiarem dotarcia do zagranicznego czytelnika, który nie miał do czynienia z dziejami naszego kraju. Mimo to książka Clare Mulley zdaje się wypełniać pustkę na polskim rynku wydawniczym, na którym z pewnością nie brakuje książek dotyczących II wojny światowej, a jednak w tak wyraźny sposób podkreślających rolę kobiet w tych trudnych czasach, nadal jest ich niewystarczająco. Opowieść o życiu Elżbiety Zawackiej, znanej m.in. pod pseudonimem "Zo" — jednej z najbardziej nietuzinkowych osób polskiego podziemia, mogłaby stanowić podstawę zapierającego dech scenariusza filmowego. Członkini Przysposobienia Wojskowego Kobiet (którego komendantką była Maria Wittek),emisariuszka Armii Krajowej, kurierka Polskiego Państwa Podziemnego, wreszcie cichociemna, zrzucona do Polski w jednej z wielu operacji lotniczych, nie miała łatwo po wojnie, na kilka lat trafiając do więzienia. Tych kobiecych nazwisk, które przypomina Clare Mulley jest w biografii Elżbiety dużo więcej, co również stanowi o sile tej książki.
urszula_gala - awatar urszula_gala
oceniła na72 miesiące temu
Entliczek, mętliczek Karolina Prewęcka
Entliczek, mętliczek
Karolina Prewęcka Ewa Szykulska
„Wiem, że mogę być aktorką. Lubię być aktorką. Włazić w ten nierealny świat. Wszystko jest w nim nierealne, nawet gdy w scenariuszu piszą samą prawdę. Aktor sobą tworzy ten inny świat. Szczęśliwy człowiek, który wybrał coś, co sobie wymarzył”. Aby napisać o tej książce, walczyłam ze sobą chwilkę, ale postanowiłam jednak wyjść tutaj poza osobiste odczucia i spojrzeć na tę (auto)biografię szerzej. Uwielbiam Ewę Szykulską jako aktorkę i kobietę - poprzez liczne wywiady, wypowiedzi, role, działalność na rzecz zwierząt, wydaje mi się charakterologicznie dość bliska. Czasy w których grała w teatrze oraz w filmie dziś wielu z nas wspomina z ogromną nostalgią, a jej głos, podejście do świata i ludzi oraz zwierząt są na tyle rozpoznawalne w mediach, że Pani Ewa dla wielu stała się osobą wręcz kultową. Szykulska ma w sobie zresztą niezwykłą lekkość bycia „dociążaną” dużą świadomością swojego losu i otaczającego ją, niekoniecznie zawsze przyjaznego świata. Mimo tego, książka trochę mnie przygniotła swoją chaotycznością oraz nierównym stylem. Nie jest to zarzut, ale pewna czytelnicza uwaga. Być może to wina wydawców lub autorki, bo da się odczuć, że bardzo chcieli upchnąć na kilkudziesięciu stronach dosłownie wszystko, co się tyczy bohaterki. Z drugiej strony, być może taki był dokładnie zamysł i trzeba na to spojrzeć inaczej: pani Ewa po prostu taka jest, co sugeruje już sam tytuł - mamy więc tu dokładnie podany jeden, wielki mętlik. Niezależnie od tego, „Entliczek mętliczek. Ewa Szykulska w rozmowie z Karoliną Prewęcką” to ciepła i pełna subtelnego humoru opowieść o codzienności widzianej oczami kobiety, która swoje już przeszła, ale wciąż zachowała naiwną (w dobrym tego słowa znaczeniu) ciekawość otaczającego ją świata — świata, w którym zwykłe chwile mają w sobie odrobinę magii, dzięki ludziom, zwierzętom, roślinom i pięknym wspomnieniom. „…jestem aktorką „na dotyk”, a nie ze sceny, z oddalenia”. Mamy więc wspomnienia życia prywatnego i dzieciństwa (od połowy książki),opowieści o rolach i pragnieniach ról, wspomnienia ważnych mężczyzn i tuzów ze świata filmu oraz desek teatralnych. Jest dużo, na bogato, a wszystko to „podlane” licznymi luźnymi cytatami, wierszami oraz wypowiedziami aktorki, a także, czego nie mogło nie zabraknąć, mnóstwem fotografii z życia zawodowego i prywatnego aktorki. Mam wrażenie, że niezależnie od tego na której stronie otworzymy tę książkę, to historię Ewy Szykulskiej w każdym punkcie będziemy czytać od nowa, aby zatoczyć koło i wrócić od końca do początku. Szykulska owszem, pisze o sobie, ale zawsze „poprzez ludzi”, a na kartach książki wspomina największe polskie nazwiska: Wajda, Kondratiuk (Janusz, pierwszy mąż, przyp.tłum.),Kobiela, Szajna, Wilhelmi, Norowicz, Braunek, Mikulski, Charewicz, Kaczor, Cieślak, Janowska, Lipińska, Stalińska, Zającówna, Janda, Pernej (Zbigniew, drugi mąż, przyp.tłum.) i wielu innych. W jej życiu prowadzili ją ścieżkami nie zawsze oczywistymi, ale stąd te niejednoznaczności, role z grymasem, ze słynnymi nakładkami na zęby czy spalonymi, przykrótkimi włosami, które stały się podobnie jak głos znakiem rozpoznawczym Pani Ewy. Zawsze oryginalnie, na bakier, nieraz nieśmiało „że z takim głosem mimo wszystko można”, by za chwilę „przypierdolić i odskoczyć”, jak radził aktorce nieodżałowany kolega, Roman Wilhelmi. „Sprawa głosu wyszła na egzaminie do szkoły teatralnej. W tamtych czasach był po prostu niechodliwy. Młoda aktorka miała mieć głos dziewiczy, delikatny. Wiedziałam, że mój jest inny. Jeszcze nie rozumiałam jego wartości, ale już intuicyjnie szukałam potwierdzenia, że z takim głosem mam coś do zrobienia w tym zawodzie”. Pytania Karoliny Prewęckiej tworzą wyjątkowy klimat – dyskretne ukierunkowanie, dopytanie, a zarazem przestrzeń dla samej bohaterki by snuła swoją opowieść…Czasami tych pytań jest więcej, by za chwilę pozwolić już samej aktorce na monolog. Nienarzucające pytania, wnikanie w świat, którego już nie ma, a za którym Aktorka szaleńczo tęskni: za rodzicami, siostrą, ukochanym mężem, zwierzakami. Pięknie się te pojedyncze historie z życia Szykulskiej spinają z życiem teatralnym i filmowym z przeszłości i tym obecnym, gdzie miejsca dla niej już trochę brakuje. A przecież gdy spojrzeć wstecz w archiwa, to tych ról Szykulskiej, w serialach lat 70-tych i 80-tych oraz w filmach i na wielkich scenach teatralnych, uzbiera się bardzo dużo. Dzisiaj niestety niewykorzystywana zawodowo. Osobna. Oryginalna. Otwarta na ciekawe propozycje. Bliska ludziom i dla ludzi, bo jakże inaczej uprawiać ten zawód, będąc na nieustannym widoku i pod presją, z nie zawsze przychylnymi ocenami? „Ja w tej chwili, jasne, że się nie spełniam, jasne, że praktycznie nie gram, ale z drugiej strony zawsze sobie zakładałam, że nie ilość, ale jakość. Są aktorzy, którym wystarczy jeden, dwa filmy, żeby przeniknąć do wyobraźni i pamięci widza […] Na niektórych się czeka, żeby ich obejrzeć. Nie muszą grzeszyć urodą, mogą być po prostu niezwykle interesujący”. To historia o wrażliwości pytającej i przepytywanej, odkrywaniu emocji oraz budowaniu relacji obu kobiet, z których jedna dyskretnie towarzyszy, a druga przypomina, że warto zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na świat z ciekawością oraz otwartym sercem, i że pomimo zakończenia wielu etapów w życiu, wciąż może się zdarzyć jeszcze coś nieoczekiwanego. Ta książka to także dowód na to, że można być rozpoznawalną twarzą, ze sławnym nazwiskiem, ale w codziennym życiu tak zwyczajnie egzystować, wyprowadzać o drugiej w nocy psa, mieć w domu kurz na niezliczonych bibelotach i zero pretensji do losu. W nie tak dawnym, świetnym wywiadzie udzielonym Katarzynie Kubisiowskiej dla bożonarodzeniowego wydania Tygodnik Powszechny, Ewa Szykulska nie bała się o sobie pięknie powiedzieć: „Nie walczę ze starością, walczę o starość. Jak już sobie powiedziałam, że jestem stara, to jakby spadło ze mnie dziesięć lat. Trzeba zaakceptować delikatny swój rozpad. Poza tym aktorstwo nie polega na tym, żeby mówić o sobie gorzej, ale by mówić mniej. A samo życie w swojej istocie jest piękne. I bardzo kruche”. Więc na końcu wciąż jest nadzieja. W działaniu i w bezruchu. Dla każdego. Mimo wszystko. ZAJRZYJ DO MNIE I CZYTAJ: https://www.facebook.com/TatraLang
Mona - awatar Mona
oceniła na826 dni temu
Mira. Kobieta światowa. Opowieść o Mirze Michałowskiej Monika Ksieniewicz-Mil
Mira. Kobieta światowa. Opowieść o Mirze Michałowskiej
Monika Ksieniewicz-Mil
Opowieść o Mirze Michałowskiej” to dogłębna i szczegółowa biografia bardzo zdolnej kobiety, o której ja… przedtem nie słyszałam! To smutne, ale właśnie dzięki takim publikacjom można poznać silne, uzdolnione kobiety. Mira Michałowska to autorka wielu książek, a także tłumaczeń powieści cenionych pisarzy m.in. Ernesta Hemingwaya. Była scenarzystką „Wojny domowej”. Naprawdę nie byłam świadoma, że ma w swoim dorobku aż tak wiele. Z książki wyłania się obraz kobiety, która w kręgach kulturowych obracała się przez wiele lat. Przebywała m.in. W nowym Jorku, Paryżu, Londynie oraz w Polsce. Autorka tej znakomicie opracowanej biografii oprowadza czytelnika chronologicznie po życiu Miry, skupia się na jej inspiracjach do książek i chętnie odwołuje się do cytatów. Autorka przeczytała wiele materiałów źródłowych na temat Miry i co tu dużo mówić, dzięki temu solidnemu opracowaniu pozostawi postać Miry w naszej pamięci jako matkę, żonę, autorkę, tłumaczkę i przyjaciółkę szeroko rozumianej kultury. Obraz jej życia to nie tylko jej praca dziennikarska i twórcza, ale w tle dzieją się również wydarzenia z historii świata, w których w pewien sposób uczestniczył mąż Miry jako dyplomata (podrozdział o 1968 roku). Przeczytajcie koniecznie, aby poznać kobietę wyjątkowego zmysłu literackiego, która odcisnęła w kulturze znaczący ślad. Nie zapomnijmy o niej ❤️
Katarzynaa97 Kupijaj - awatar Katarzynaa97 Kupijaj
ocenił na71 miesiąc temu
Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny Magdalena Stopa
Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny
Magdalena Stopa
„Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny” Magdaleny Stopy to książka, która wciąga od pierwszych stron. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej artystce, a jej życie i twórczość okazały się naprawdę fascynujące. Szczególnie duże wrażenie zrobiło na mnie, że była uczennicą Olgi Boznańskiej, jednej z najważniejszych polskich malarek początku XX wieku. Eleonora Plutyńska (1886–1969) urodziła się w rodzinie Stanisława Szczepanowskiego i Heleny z Wolskich. Już w młodości wykazywała zainteresowanie sztuką i od 1902 roku rozwijała swoje umiejętności na dwurocznych Kursach Malarstwa i Rysunku dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego, ucząc się m.in. pod kierunkiem prof. Józefa Siedleckiego. W późniejszych latach doskonaliła warsztat u Olgi Boznańskiej, co pokazuje, jak solidne miała podstawy i jak poważnie traktowała swoją sztukę. W następnych latach rozpoczęła studia w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Uczyła się pod kierunkiem wybitnych profesorów, takich jak: Karol Tichy, Józef Czajkowski i Wojciech Jastrzębiowski. Twórczość Plutyńskiej obejmowała głównie tkaninę artystyczną - projektowała i wykonywała dzieła o zróżnicowanych formach i motywach, łącząc tradycję rzemieślniczą z artystycznym wyrazem. Książka pozwala dostrzec, jak wiele pracy i pasji wkładała w swoje projekty, a także jak jej twórczość wpisuje się w szerszy kontekst polskiej sztuki XX wieku, kiedy eksperymentowano z formą i materiałem, zachowując przy tym silny związek z kulturą lokalną. Książka zachwyca też formą - twarda oprawa od razu przyciąga wzrok, a ilustracje rozmieszczone w całej publikacji sprawiają, że przewracanie stron jest prawdziwą przyjemnością. Widać różnorodność materiałów: fotografie archiwalne i reprodukcje tkanin, które nie tylko ilustrują opowieść, ale same w sobie są inspirujące. Tekst czyta się płynnie i przyjemnie, mimo że książka liczy zaledwie około 200 stron, daje naprawdę ciekawy wgląd, a tym samym wstęp w życie Plutyńskiej i jej artystyczny świat. Po lekturze pozostaje niedosyt - chciałoby się dowiedzieć jeszcze więcej o tej niezwykłej kobiecie i jej twórczości. Jednocześnie książka inspiruje, zachęca do samodzielnego odkrywania polskiej sztuki i pozwala docenić rolę Eleonory Plutyńskiej w historii tkaniny artystycznej. To pozycja dla każdego, kto lubi lekkie, a jednocześnie wartościowe biografie - pięknie wydana, bogato ilustrowana i napisana z wyczuciem, pozostawia w głowie obrazy i ciekawość, którą chce się zaspokoić dalej. Dla mnie osobiście było fascynujące odkrywać artystkę, która działała niemal niezauważona w historii sztuki, a jej dokonania wciąż mają w sobie świeżość i inspirację.
Roksana - awatar Roksana
oceniła na85 miesięcy temu
W stronę Anny. Opowieść o Annie Iwaszkiewicz Sylwia Góra
W stronę Anny. Opowieść o Annie Iwaszkiewicz
Sylwia Góra
Kończąc czytać te fantastyczną, intymną, wzruszającą biografię, której autorka jest tyleż dociekliwa co czuła względem Anny i jej stanów umysłu, nastroju, świadomości i światopoglądu, pozostałam z tylko jednym nieodpowiedzianym pytaniem. Anna jest przekonana, że kobieta niemająca talentu artystycznego (a za taką się uważa) może wyrazić siebie i zrealizować twórczo jedynie poprzez macierzyństwo. Zastanawia mnie, jak Anna oceniała z perspektywy czasu swoje macierzyństwo, relacje względem córek i rodziny, czy czerpała ze stosunków z nimi radość, ukojenie, spełnienie, satysfakcję - zarówno osobistą, jak i taka metafizyczną, potwierdzającą „wysiłek twórczy” włożony w macierzyństwo z szerszej perspektywy? Czy nakład sił włożony w to jej „dzieło”, a także koszty, cierpienia - zwłaszcza po urodzeniu Teresy - opłaciły się? Czy macierzyństwo to coś, co składa się na „światłość”, na którą Anna była tak czuła? Bardzo mnie to ciekawi, czy opisywała te kwestie w listach, jak o dzieciach i uczuciach związanych z ich posiadaniem pisala. Rownolegle czytam biografię Lucy Maud Montgomery. Jakie one są podobne we wrażliwości na przyrodę i jej bolesne piękno, jak ją potrafią opisywać. I jak bardzo są obie smutne, a przez swój ból i cierpienie w gruncie rzeczy niepocieszalne. Bardzo mi odpowiada taka achronologiczna biografia. Brawa i wdzięczność dla Sylwii Góry!
panikarola - awatar panikarola
oceniła na93 miesiące temu

Cytaty z książki Wańkowicz. Życie na kraterze

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Wańkowicz. Życie na kraterze