Entliczek, mętliczek

Okładka książki Entliczek, mętliczek
Ewa SzykulskaKarolina Prewęcka Wydawnictwo: Prószyński i S-ka biografia, autobiografia, pamiętnik
360 str. 6 godz. 0 min.
Kategoria:
biografia, autobiografia, pamiętnik
Format:
papier
Data wydania:
2025-11-25
Data 1. wyd. pol.:
2025-11-25
Liczba stron:
360
Czas czytania
6 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383912608
Średnia ocen

                7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Entliczek, mętliczek w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Entliczek, mętliczek

Średnia ocen
7,1 / 10
18 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
2414
271

Na półkach:

„Wiem, że mogę być aktorką. Lubię być aktorką. Włazić w ten nierealny świat. Wszystko jest w nim nierealne, nawet gdy w scenariuszu piszą samą prawdę. Aktor sobą tworzy ten inny świat. Szczęśliwy człowiek, który wybrał coś, co sobie wymarzył”.

Aby napisać o tej książce, walczyłam ze sobą chwilkę, ale postanowiłam jednak wyjść tutaj poza osobiste odczucia i spojrzeć na tę (auto)biografię szerzej. Uwielbiam Ewę Szykulską jako aktorkę i kobietę - poprzez liczne wywiady, wypowiedzi, role, działalność na rzecz zwierząt, wydaje mi się charakterologicznie dość bliska. Czasy w których grała w teatrze oraz w filmie dziś wielu z nas wspomina z ogromną nostalgią, a jej głos, podejście do świata i ludzi oraz zwierząt są na tyle rozpoznawalne w mediach, że Pani Ewa dla wielu stała się osobą wręcz kultową.
Szykulska ma w sobie zresztą niezwykłą lekkość bycia „dociążaną” dużą świadomością swojego losu i otaczającego ją, niekoniecznie zawsze przyjaznego świata.
Mimo tego, książka trochę mnie przygniotła swoją chaotycznością oraz nierównym stylem. Nie jest to zarzut, ale pewna czytelnicza uwaga. Być może to wina wydawców lub autorki, bo da się odczuć, że bardzo chcieli upchnąć na kilkudziesięciu stronach dosłownie wszystko, co się tyczy bohaterki. Z drugiej strony, być może taki był dokładnie zamysł i trzeba na to spojrzeć inaczej: pani Ewa po prostu taka jest, co sugeruje już sam tytuł - mamy więc tu dokładnie podany jeden, wielki mętlik.
Niezależnie od tego, „Entliczek mętliczek. Ewa Szykulska w rozmowie z Karoliną Prewęcką” to ciepła i pełna subtelnego humoru opowieść o codzienności widzianej oczami kobiety, która swoje już przeszła, ale wciąż zachowała naiwną (w dobrym tego słowa znaczeniu) ciekawość otaczającego ją świata — świata, w którym zwykłe chwile mają w sobie odrobinę magii, dzięki ludziom, zwierzętom, roślinom i pięknym wspomnieniom.

„…jestem aktorką „na dotyk”, a nie ze sceny, z oddalenia”.

Mamy więc wspomnienia życia prywatnego i dzieciństwa (od połowy książki), opowieści o rolach i pragnieniach ról, wspomnienia ważnych mężczyzn i tuzów ze świata filmu oraz desek teatralnych. Jest dużo, na bogato, a wszystko to „podlane” licznymi luźnymi cytatami, wierszami oraz wypowiedziami aktorki, a także, czego nie mogło nie zabraknąć, mnóstwem fotografii z życia zawodowego i prywatnego aktorki. Mam wrażenie, że niezależnie od tego na której stronie otworzymy tę książkę, to historię Ewy Szykulskiej w każdym punkcie będziemy czytać od nowa, aby zatoczyć koło i wrócić od końca do początku.
Szykulska owszem, pisze o sobie, ale zawsze „poprzez ludzi”, a na kartach książki wspomina największe polskie nazwiska: Wajda, Kondratiuk (Janusz, pierwszy mąż, przyp.tłum.), Kobiela, Szajna, Wilhelmi, Norowicz, Braunek, Mikulski, Charewicz, Kaczor, Cieślak, Janowska, Lipińska, Stalińska, Zającówna, Janda, Pernej (Zbigniew, drugi mąż, przyp.tłum.) i wielu innych.
W jej życiu prowadzili ją ścieżkami nie zawsze oczywistymi, ale stąd te niejednoznaczności, role z grymasem, ze słynnymi nakładkami na zęby czy spalonymi, przykrótkimi włosami, które stały się podobnie jak głos znakiem rozpoznawczym Pani Ewy. Zawsze oryginalnie, na bakier, nieraz nieśmiało „że z takim głosem mimo wszystko można”, by za chwilę „przypierdolić i odskoczyć”, jak radził aktorce nieodżałowany kolega, Roman Wilhelmi.

„Sprawa głosu wyszła na egzaminie do szkoły teatralnej. W tamtych czasach był po prostu niechodliwy. Młoda aktorka miała mieć głos dziewiczy, delikatny. Wiedziałam, że mój jest inny. Jeszcze nie rozumiałam jego wartości, ale już intuicyjnie szukałam potwierdzenia, że z takim głosem mam coś do zrobienia w tym zawodzie”.

Pytania Karoliny Prewęckiej tworzą wyjątkowy klimat – dyskretne ukierunkowanie, dopytanie, a zarazem przestrzeń dla samej bohaterki by snuła swoją opowieść…Czasami tych pytań jest więcej, by za chwilę pozwolić już samej aktorce na monolog.
Nienarzucające pytania, wnikanie w świat, którego już nie ma, a za którym Aktorka szaleńczo tęskni: za rodzicami, siostrą, ukochanym mężem, zwierzakami. Pięknie się te pojedyncze historie z życia Szykulskiej spinają z życiem teatralnym i filmowym z przeszłości i tym obecnym, gdzie miejsca dla niej już trochę brakuje. A przecież gdy spojrzeć wstecz w archiwa, to tych ról Szykulskiej, w serialach lat 70-tych i 80-tych oraz w filmach i na wielkich scenach teatralnych, uzbiera się bardzo dużo.
Dzisiaj niestety niewykorzystywana zawodowo. Osobna. Oryginalna. Otwarta na ciekawe propozycje. Bliska ludziom i dla ludzi, bo jakże inaczej uprawiać ten zawód, będąc na nieustannym widoku i pod presją, z nie zawsze przychylnymi ocenami?

„Ja w tej chwili, jasne, że się nie spełniam, jasne, że praktycznie nie gram, ale z drugiej strony zawsze sobie zakładałam, że nie ilość, ale jakość. Są aktorzy, którym wystarczy jeden, dwa filmy, żeby przeniknąć do wyobraźni i pamięci widza […] Na niektórych się czeka, żeby ich obejrzeć. Nie muszą grzeszyć urodą, mogą być po prostu niezwykle interesujący”.

To historia o wrażliwości pytającej i przepytywanej, odkrywaniu emocji oraz budowaniu relacji obu kobiet, z których jedna dyskretnie towarzyszy, a druga przypomina, że warto zatrzymać się na chwilę i spojrzeć na świat z ciekawością oraz otwartym sercem, i że pomimo zakończenia wielu etapów w życiu, wciąż może się zdarzyć jeszcze coś nieoczekiwanego. Ta książka to także dowód na to, że można być rozpoznawalną twarzą, ze sławnym nazwiskiem, ale w codziennym życiu tak zwyczajnie egzystować, wyprowadzać o drugiej w nocy psa, mieć w domu kurz na niezliczonych bibelotach i zero pretensji do losu.
W nie tak dawnym, świetnym wywiadzie udzielonym Katarzynie Kubisiowskiej dla bożonarodzeniowego wydania Tygodnik Powszechny, Ewa Szykulska nie bała się o sobie pięknie powiedzieć:

„Nie walczę ze starością, walczę o starość. Jak już sobie powiedziałam, że jestem stara, to jakby spadło ze mnie dziesięć lat. Trzeba zaakceptować delikatny swój rozpad. Poza tym aktorstwo nie polega na tym, żeby mówić o sobie gorzej, ale by mówić mniej. A samo życie w swojej istocie jest piękne. I bardzo kruche”.

Więc na końcu wciąż jest nadzieja. W działaniu i w bezruchu. Dla każdego. Mimo wszystko.

ZAJRZYJ DO MNIE I CZYTAJ: https://www.facebook.com/TatraLang

„Wiem, że mogę być aktorką. Lubię być aktorką. Włazić w ten nierealny świat. Wszystko jest w nim nierealne, nawet gdy w scenariuszu piszą samą prawdę. Aktor sobą tworzy ten inny świat. Szczęśliwy człowiek, który wybrał coś, co sobie wymarzył”.

Aby napisać o tej książce, walczyłam ze sobą chwilkę, ale postanowiłam jednak wyjść tutaj poza osobiste odczucia i spojrzeć na tę...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

55 użytkowników ma tytuł Entliczek, mętliczek na półkach głównych
  • 34
  • 21
12 użytkowników ma tytuł Entliczek, mętliczek na półkach dodatkowych
  • 5
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Inne książki autora

Okładka książki Papcio Chmiel udomowiony Monique Chmielewska-Lehman, Artur Chmielewski, Karolina Prewęcka
Ocena 6,8
Papcio Chmiel udomowiony Monique Chmielewska-Lehman, Artur Chmielewski, Karolina Prewęcka
Okładka książki Przypuszczam, że wątpię Bohdan Łazuka, Karolina Prewęcka
Ocena 6,3
Przypuszczam, że wątpię Bohdan Łazuka, Karolina Prewęcka
Okładka książki Uśmiech Primadonny Karolina Prewęcka, Paweł Świętorecki
Ocena 5,5
Uśmiech Primadonny Karolina Prewęcka, Paweł Świętorecki
Karolina Prewęcka
Karolina Prewęcka
Polska dziennikarka prasowa i autorka książek. Absolwentka Uniwersytetu Warszawskiego (dziennikarstwo i etnografia). Wieloletnia pracownica branżowego miesięcznika poświęconego mediom i marketingowi w Polsce "Media i Marketing Polska"), który początkowo ukazywał się jako dwa oddzielne tytuły ("Media Polska" i "Marketing Polska"). Autorka lub współautorka wywiadów-rzek i biografii. Rozmawiała m.in. z Bohdanem Łazuką i Stanisławą Celińską. Koordynatorka konkursu "Książka Przyjazna Dziecku", organizowanego m.in. przez redakcję pisma dla dzieci "Świerszczyk". Wybrane publikacje książkowe: "Przypuszczam, że wątpię" (z Bohdanem Łazuką, pierwsze wydanie: Prószyński i S-ka, 2010), "Niejedno przeszłam" (ze Stanisławą Celińską, pierwsze wydanie: Prószyński i S-ka, 2012), "Mela Muter. Gorączka życia" (Wydawnictwo Fabula Fraza, 2019).
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Samotność Janosika. Biografia Marka Perepeczki Marek Szymański
Samotność Janosika. Biografia Marka Perepeczki
Marek Szymański
Czy można poczuć pustkę po kimś, kogo widywało się przy wspólnym stole? To dziwne uczucie towarzyszyło mi przez całą lekturę biografii „Samotność Janosika” autorstwa Marka Szymańskiego. Przywołuje ona wspomnienia z Poznania, z Młyńskiego Koła, gdzie podczas prób do „Wesela” Adama Hanuszkiewicza miałam okazję rozmawiać z panem Markiem. Był kimś więcej niż tylko aktorem z ekranu – był człowiekiem o niezwykłej aurze. Jednak to książka Marka Szymańskiego uświadomiła mi, że to, co widzieliśmy na zewnątrz, było zaledwie wierzchołkiem góry lodowej. Marek Szymański nie stworzył kolejnej laurki dla gwiazdora. To rzetelny, reporterski zapis losów człowieka, który stał się ikoną zbyt wcześnie i na zbyt restrykcyjnych warunkach. Autor dotarł do ludzi, którzy znali Perepeczkę w momentach chwały, ale i w chwilach kompletnego zapomnienia. Dzięki temu poznajemy kulisy jego emigracji, trudne powroty i bolesne zmagania z systemem, który potrafił go odtrącić – jak choćby w przypadku przykrego zakończenia pracy w teatrze w Częstochowie. Najbardziej poruszający jest początek. Rozmowa Izy Michalewicz, będąca ostatnim wywiadem z aktorem, nadaje całej biografii ton refleksyjny i nieco melancholijny. To nie jest suchy zapis dat, to wejście w głąb duszy artysty. Książka w mistrzowski sposób ukazuje paradoks, który był przekleństwem Marka Perepeczki. Jego potężna sylwetka, te mięśnie Herkulesa, które podziwiały miliony, skrywały człowieka o wrażliwości dziecka. Szymański bez oceniania i bez narzucania tezy pokazuje nam kogoś, kto był niemal naiwnie ufny, a przez to wielokrotnie raniony przez życie i branżę. Wspaniałym dopełnieniem tej opowieści są fotografie. Te czarno-białe zdjęcia – od prywatnych ujęć po kadry filmowe – pozwalają nam spojrzeć prosto w oczy człowieka, który w każdym wieku, od czasów „Pana Wołodyjowskiego” po dojrzałe role, szukał w sztuce czegoś więcej niż tylko poklasku. Tytułowa „samotność” to w tej biografii motyw przewodni. Perepeczko uwięziony w Janosiku to symbol walki o własną tożsamość. To opowieść o tym, jak trudno być postrzeganym przez pryzmat jednej roli, gdy ma się do zaoferowania cały wszechświat emocji. Choć nikt nie pozna drugiego człowieka do końca, ta książka jest najbliżej dotknięcia prawdy o Marku. Gorąco polecam tę lekturę wszystkim, którzy chcą poznać człowieka ukrytego za maską harnasia. To piękna, choć momentami bolesna lekcja pokory wobec losu artysty.
Czytadła_Czekadełka - awatar Czytadła_Czekadełka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Dary losu Katarzyna Rygiel
Dary losu
Katarzyna Rygiel Daniel Olbrychski Krystyna Demska-Olbrychska
Są tacy ludzie, z którymi chciałoby się siedzieć gdziekolwiek i rozmawiać godzinami. Przy kawie, kieliszku koniaku, domowej jajecznicy; snując wspomnienia o życiu, o tych którzy odeszli, o tych, do których wciąż można zadzwonić. Po prostu być ze sobą, wsłuchiwać się w swoje głosy i patrzeć na siebie z niegasnącym zainteresowaniem – wiedząc, że nie ma tam żadnego niezrozumienia czy nieszczerości. Jako dokładnie takich kompanów wyobrażałam sobie zawsze Krystynę Demską-Olbrychskę i Daniela Olbrychskiego. Wspaniali mówcy, nad wyraz inteligentni, z bagażem doświadczeń i znajomości, które można by pomieścić w kilku pokaźnych tomach. Tym razem część z tych historii wysłuchała i spisała Katarzyna Rygiel w książce „Dary losu. Niezwykłe zdarzenia, które były naszym udziałem, i ludzie, dzięki którym świat był i jest piękny”, która ukazała się nakładem Agory. „…ludzi zbliża stosunek do świata, pewien poziom w zawodzie, miara talentu i porozumienia, brak konkurencji. Nadawanie na podobnych falach powoduje, że chociaż nie pracują razem, mogą za sobą tęsknić”. Mimo, że sami bohaterowie to postacie, które mają wiele do zaoferowania kulturze polskiej już od wielu lat i można się z nimi w wielu kwestiach nie zgadzać, nie sposób odmówić im charyzmy, celnych komentarzy na temat rzeczywistości, niesamowitego humoru i zamieniania codziennego życia w wyjątkowe chwile, z cudownymi ludźmi u boku. I właśnie ci ludzie są tutaj na pierwszym miejscu. Demska i Olbrychski z czułością i ogromną empatią opowiadają w dwugłosie o swoich przyjaciołach, znajomych, sąsiadach i wyjątkowych przypadkach oraz przygodach, które były wspólnym udziałem. Czasami pani Krystyna z impetem wprowadza temat, by pozwolić mężowi na jego rozwinięcie, innym razem to mąż uzupełnia wspomnienia żony, „podkręcając” barwnie opowieść i przypominając o tym, co umknęło drugiej stronie. Czyta się to jak wartką powieść akcji i grozy pomieszanej z romansem i dobrą obyczajówką (do tego ze szczyptą najwyższych lotów poezji!), by na końcu żałować, że to już i…pragnąc zacząć od nowa. O każdym piszą prawdziwie, szczerze, z polotem, uchylając z prywatnego życia tyle, ile wypada. Piękna to opowieść o czasach i ludziach, bez których polska i europejska kultura oraz sztuka byłyby uboższe. Na kartach lektury znajdziemy opowieści o przyjaźniach i spotkaniach z największymi. „Przemówią” i zmaterializują się nam m.in. Andrzej Wajda, Maja Komorowska, Zbyszek Cybulski, Jerzy Hoffman, Adam Michnik, Krystyna Janda, Adam Hanuszkiewicz, Karol Wojtyła, Kuba Morgenstern, Gustaw Holoubek, Czesław Niemen, Wołodia Wysocki i Bułat Okudżawa, Jadwiga Jankowska-Cieślak, państwo Rubinsteinowie, Michaił Barysznikow, Franciszek Starowieyski, Nikita Michałkow, Ewa Czyżewska, Agnieszka Osiecka, Andrzej Seweryn, Krzysztof Krawczyk, Wojciech Młynarski, Marlena Milwiw, państwo Celińscy, ks. Konrad Herrmann, państwo Chlebińscy, Piotr Fronczewski, Angelina Jolie, Gérard Depardieu, Jean-Paul Belmondo. Plejada największych i bliskich naszym rozmówcom. Aż żal, że myśmy ich nie (po)znali! Olbrychscy mieli ten przywilej i jawią się po lekturze jako posiadający jakąś magiczną nić do świata, który rozpłynął się, zniknął, pozostawiając za sobą dymki z papierosów, sterty biletów teatralnych i najwspanialsze arcydzieła muzyczne, filmowe oraz literackie…Pan Daniel pisze o wielkich artystach i oczywiście o pięknych kobietach, pani Krystyna wspomina ważnych mężczyzn i babskie przyjaźnie: „Kiedy dwie baby spędzają sześć, siedem godzin codziennie, to o czymś muszą rozmawiać, więc gadałyśmy o wielu rzeczach…”. „Mogę powiedzieć z uśmiechem, że w ramionach miałem najwspanialsze kobiety, aktorki z Europy i nie tylko, które lubiłem, z którymi się zaprzyjaźniałem…”. Nie ma w tym ani grama pychy, chwalipięctwa czy wywyższania się, choć przecież państwo Olbrychscy byliby z tego usprawiedliwieni. Wszyscy stale spotykamy w życiu nowe osoby, wchodzimy w nowe środowiska, czasem na poważnie zmieniamy cały swój dotychczasowy los, kończymy związki, zmieniamy pracę, przeprowadzamy się, ale zawsze obok są jacyś ważni dla nas ludzie. Gdy w większym gronie pojawia się ktoś nowy, miło i kulturalnie jest, gdy inni interlokutorzy patrzą i zwracają się także do niego. Właśnie takie ma się poczucie po tej lekturze: pani Krystyna i pan Daniel nikogo w swoim życiu nie traktowali i nie traktują obojętnie, każdemu dają głos, chociaż mogliby mówić tylko o sobie i nikt by się o to nie obraził. O nikim nie opowiadają w sposób miałki, nawet o tych, którzy gdzieś tam kiedyś zawiedli, zaniechali, wycofali się z relacji lub nie odpowiedzieli na wysłany list. Plany filmowe, sceny teatralne, ekskluzywne hotele i drewniane domki w lesie; rozmowy do rana w słynnych restauracjach i wódeczka popijana w przyczepie podczas kręcenia filmu. Miłość do podróżowania, do zwierząt i do ludzi. Barwnie, interesująco, zaskakująco, niebanalnie. W anegdotach, których tutaj nie brakuje (a cudowne są chociażby te o spotkaniu Mariny Vlady z Włodzimierzem Wysockim, „zielonych” śniadaniach Czesława Niemena czy twardym godzeniu Hoffmana z Olbrychskim przy szpitalnym łóżku Walentyny Hoffmanowej) i w poważnych zdaniach, kryje się całe bogactwo przeżyć i ludzkich przypadków; życia które tak szybko mija, ale może dawać tyle radości, niespodziewanych zwrotów akcji i wspomnień. Oczywiście, sami bohaterowie także odsłaniają wiele ze swojego świata, ale robią to już dyskretniej, pomiędzy opowieściami o innych i mam wrażenie, że przesunęli ciężar swoich własnych losów bardziej na sam początek i koniec książki, dając pierwszeństwo swoim wielkim przyjaciołom oraz zwierzętom. Krystyna Demska-Olbrychska pięknie i z czułością opowiada jeszcze o ukochanych kotach i psach, a Daniel Olbrychski odsłania tajniki szabli i jazdy konnej i snuje opowieści o koniach, tych w filmie jak i w życiu („Nie tylko spotkania ze wspaniałymi ludźmi, artystami, wybitnymi sportowcami nazywam darami losu”). Katarzyna Rygiel ułożyła te wszystkie historie w pewien rodzaj scenariusza, który ze strony na stronę daje czytelnikom coraz więcej emocji i przyjemnego oczekiwania na ciąg dalszy. Bohaterowie nie zawiedli. O tak! Jaki to byłby wspaniały film! A sami artyści tak podsumowują swoją historię: „Lubimy podróże, uwielbiamy spotkania z niezwykłymi ludźmi, ale najbardziej kochamy nasz dom w Podkowie. I czy wracamy ze świata, czy z krótkiego, kilkugodzinnego pobytu w Warszawie, towarzyszą nam zawsze te same emocje, ta sama radosna ekscytacja, kiedy nasz samochód skręca w ulicę prowadzącą do domu […] Nie zaglądaliśmy sobie przez ramię w czasie tych oddzielnych wspomnień. Oboje uważamy, że największym dla nas darem losu jest naszych wspólnie przeżytych kilka ostatnich dekad. Ubarwionych częstymi kłótniami, bo takie mamy charakterki. Dziękujemy za przeczytanie tej książki do końca”. Przyznam się na koniec do czegoś: będę niedługo czytać ponownie. ZAPRASZAM serdecznie NA SWOJĄ STRONĘ Z RECENZJAMI: https://www.facebook.com/TatraLang
Mona - awatar Mona
oceniła na 10 2 miesiące temu
Wasz Niemiec. Jak pokochałem Polskę Vincent Helbig
Wasz Niemiec. Jak pokochałem Polskę
Vincent Helbig
Vincent Helbig już jako młody chłopak zainteresował się historią swoich dziadków. W poszukiwaniu korzeni wyjechał do Polski, początkowo obcej i nieznanej, która z czasem stała się jego pasją. Nauczył się języka, a także przez pewien czas mieszkał i studiował w tym kraju. O swojej fascynacji opowiada w książce „Wasz Niemiec. Jak pokochałem Polskę” Interesowanie się krajami Europy Wschodniej — ich kulturą, literaturą czy podróżami w te regiony — nie jest powszechne. Sama spotykam się z podobnym zdziwieniem, gdy o nim wspominam, dlatego utożsamiam się z Vincentem, który również był niezrozumiany, gdy wyrażał chęć związania swojej przyszłości z Polską. Fascynuje mnie determinacja z jaką Vincent uczył się polskiego- w książce ze szczegółami opisuje ten proces jak też wiele związanych z nim zabawnych sytuacji; Od wkuwania słówek i negowanie gramatyki po imersję i próbę przeczytania „Pana Tadeusza” w oryginale. Osoby uczące się języków obcych mogłyby zaczerpnąć z jego doświadczenia wiele wskazówek i motywacji! Vincent jest katolikiem, co zapewne ułatwiło mu zbliżenie z Polakami. Szczególnie interesujące było dla mnie porównanie katolicyzmu w Niemczech i w Polsce — np. fakt, że przyjął chrzest dopiero jako nastolatek, bo rodzice chcieli pozostawić mu wybór. Podobał mi się też zwyczaj z jego parafii, gdzie w Wielkanoc ministranci częstują wiernych ugotowanymi jajkami. Ponieważ Niemcy stereotypowo kojarzą się z protestantyzmem, chętnie zapytałabym Vincenta o jego doświadczenia ekumeniczne i o ekumenizm w Niemczech. Z książki dowiedziałam się też kilku nowych rzeczy o moim własnym kraju, np. że w Polsce Niemki uchodzą za brzydkie. Nigdy tak nie uważałam (nawet nie bardzo potrafię opisać jak wygląda „typowa” Niemka). Nie interesuję się ocenianiem wyglądu innych kobiet. Jeśli rzeczywiście wśród moich rodaków panuje takie przekonanie, jest mi za nich wstyd. Nieco drażniły mnie użyte czasami w książce sformułowania: „każdy, wszyscy”-np. każdy zna na pamięć szlagiery disco polo ( ja nie znam 😊). Niemniej jednak należy wziąć pod uwagę, że książka nie jest rozprawą eksperta od Polski i polskości, ale zapisem fascynacji młodego człowieka naszym krajem i jego kulturą jak również inspirującym przykładem wyjścia ze swojej bańki i otwarcia na innych.
AnoolaM - awatar AnoolaM
ocenił na 7 20 dni temu
Życie na kółkach Wojciech Sawicki
Życie na kółkach
Wojciech Sawicki
Przeczytałam książkę Wojciecha Sawickiego i muszę przyznać, że jest to lektura nierówna, choć momentami naprawdę wartościowa. Mocne strony: Sawicki w bardzo realistyczny sposób pokazuje życie osób z niepełnosprawnością oraz ich rodzin. Opisy codziennej walki, użerania się z systemem i żebrania o niezbędne świadczenia są autentyczne i trudne do przecenienia. Szczególnie silne są fragmenty ukazujące funkcjonowanie w szpitalach i SOR-ach — pokazujące, jak wielu lekarzy nie wie, co robić, jak łatwo osoby z OZN mogą zostać pozbawione godności i jak łatwo można o nich zapomnieć. Dodatkowo Sawicki edukuje czytelnika w zakresie praw osób z niepełnosprawnością i ich opiekunów, co jest rzadkością w literaturze popularnej i zdecydowanie warto podkreślić. Na uwagę zasługuje także metafora rodziców jako „kotwic”: z jednej strony dających bezpieczeństwo, z drugiej ograniczających samodzielność — moim zdaniem jeden z najlepszych elementów całej książki. Również poruszenie tematu eutanazji jest odważne i przedstawione w sposób skłaniający do refleksji, bez taniej sensacji. Słabe strony: Niestety, książka bardzo traci w momencie, gdy Sawicki wchodzi w opisy życia osobistego i relacji z kobietami. Postać Agaty jest całkowicie wyidealizowana — cierpliwa, dobra, niemal święta. Jednocześnie rodzice są w narracji przedstawieni jako przeszkoda, winni ograniczeń i problemów bohatera. Ten kontrast jest jednostronny i momentami wręcz absurdalny. Znając kulisy życia Agaty i zakończenie małżeństwa Sawickiego, sposób przedstawienia jej w książce staje się wręcz żenujący — Sawicki sprowadza ją do roli wybawicielki, a rodziców do winnych całego dramatu. Dodatkowo pojawiają się fragmenty infantylne lub żenujące — teksty o seksualności, przedmiotowe traktowanie kobiet, egocentryczne rozważania, które nie służą ani fabule, ani przesłaniu książki. Zdarzają się też nieścisłości faktograficzne, np. sugerowanie ogromnych kosztów żywienia do PEG-a, które w Polsce jest w 100% refundowane, co osłabia jej wartość edukacyjną. Podsumowanie: Książka Wojciecha Sawickiego ma w sobie sporo wartościowych momentów — realistyczne opisy życia z niepełnosprawnością, trafne obserwacje systemowe, odwagę w poruszaniu trudnych tematów. Jednocześnie nierówna narracja, idealizacja Agaty i jednostronna krytyka rodziców, fragmenty infantylne i nieścisłości faktograficzne znacząco obniżają jej ogólną jakość. Warto ją przeczytać, ale zdecydowanie z dystansem i krytycznym podejściem.
Ola K - awatar Ola K
ocenił na 6 3 miesiące temu
Niebo. Pięć lat w sekcie Sebastian Keller
Niebo. Pięć lat w sekcie
Sebastian Keller
Książka „Niebo. Pięć lat w sekcie” to przejmujący zapis losów Sebastiana Kellera, który jako dwudziestolatek dał się wciągnąć w orbitę wpływów Bogdana Kacmajora. Moja ocena 7/10 wynika z faktu, że autorowi udało się przelać na papier coś niezwykle trudnego: ewolucję od całkowitego zaślepienia do bolesnego przebudzenia, w którym głównym katalizatorem zmian nie była logika, lecz miłość. Najmocniejszym punktem tej relacji jest wątek relacji Sebastiana z Anetą. W hermetycznym świecie sekty, gdzie każde uczucie musiało być filtrowane przez wolę „apostoła”, ich miłość stała się aktem najwyższego buntu. Keller pokazuje, że to właśnie więź z żoną – paradoksalnie poznaną wewnątrz grupy – stała się bezpieczną kotwicą, która pozwoliła mu nie oszaleć. To fascynujące studium psychologiczne: w miejscu zaprojektowanym do łamania charakterów, autentyczne uczucie dwojga ludzi stało się siłą, której guru nie był w stanie w pełni kontrolować. Miłość do Anety dała Sebastianowi odwagę, by zakwestionować boskość Kacmajora i ostatecznie zerwać z fałszywym prorokiem. Keller z dużą wnikliwością opisuje również mroczną stronę duchowości lidera. Dostrzega w nim demoniczne emocje – specyficzny rodzaj destrukcyjnej energii, która zasilała autorytet „apostoła”. Autor nie zatrzymuje się na powierzchownej ocenie; analizuje, jak gniew, pycha i manipulacja lidera rezonowały z lękami członków grupy, tworząc toksyczne sprzężenie zwrotne. To spojrzenie na sektę jako na byt niemal metafizycznie zły dodaje książce ciężaru i sprawia, że czyta się ją z dreszczem niepokoju. Literacko książka bywa surowa, niemal reportażowa, co momentami odbiera jej głębię, na jaką zasługuje tak dramatyczna historia. Niektóre opisy codziennej egzystencji w komunie są powtarzalne a wydarzenia czasami opisywane są asynchronicznie, co może nużyć czytelnika szukającego szybszego tempa akcji. Niemniej jednak, jako dokumentacja wychodzenia z „piekła na ziemi”, jest to pozycja bezcenna. Podsumowując, „Niebo” to nie tylko ostrzeżenie przed sektami, ale przede wszystkim opowieść o triumfie ludzkiej podmiotowości. Sebastian Keller udowadnia, że nawet w najbardziej opresyjnym systemie, gdzie pranie mózgu jest codziennością, głos serca i lojalność wobec drugiej osoby mogą stać się najskuteczniejszą bronią przeciwko manipulacji. To solidne 7/10 za szczerość w opisie walki o prawo do bycia mężem, ojcem i po prostu wolnym człowiekiem, z dala od cienia fałszywego mesjasza.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 4 dni temu
Tym. Wolałbym być psem Ryszard Abraham
Tym. Wolałbym być psem
Ryszard Abraham
"Tym. Wolałbym być psem" Ryszarda Abrahama, to lekka i humorystyczna biografia jednego z bardziej znanych satyryków. Jest to jednak bardzo miła i ciekawa lektura, może dlatego, że dotyczy osoby czułej na krzywdę, ikony polskiego kina i kabaretu, chociaż jednocześnie wielkiego miłośnika zwierząt a zwłaszcza psów. "Zocha Czerwińska. Koleżanka. Sąsiadka. Oboje byli "symbolami Powiśla". Ona psiara, on też. Trudno rozstrzygać, które bardziej. Zocha powiedziałaby, że ona, Stachu przytaknąłby, a i tak wiedziałby swoje." Już sam tytuł wskazuje, że Stanisław Tym najbardziej utożsamia się z psami. Wielokrotnie powtarzał, że psy są mądrzejsze od ludzi i woli rozmawiać z psami niż z ludźmi, bo one nie kombinują tylko zawsze są szczerze oddane człowiekowi. Jego wrażliwość na zwierzęta pokazuje, że to był naprawdę człowiek otwarty o wielkim sercu. Zresztą ja się wcale nie dziwię, sama czasem wolę pogadać ze swoim kotem niż z wścibskimi sąsiadami... Chyba wszyscy znają jego role w "Rejsie" czy "Misiu", chociaż Stanisław Tym zagrał jeszcze w innych filmach, to te dwa nadal przyciągają do siebie widzów i mają coraz więcej fanów. Cytaty z tych ekranizacji są wielokrotnie powielane i stały się już wręcz kultowe. "Tym zagrał w wielu znaczących obrazach filmowych u ważnych reżyserów." "Staś w roli Ochódzkiego moim zdaniem osiągnął coś, o czym wielu aktorów marzy: wiarygodnie zagrał negatywną postać - a przy tym sympatia, jaką cieszył się u widzów, zupełnie nie ucierpiała." Ryszard Abraham bardzo ciekawie zebrał wiele anegdot dotyczących Tyma jak również różnych wspomnień z nim związanych. Czytając tę książkę czuje się w niej satyryczną duszę Stanisława Tyma. Ten felietonista, aktor i kabareciarz pisał również teksty piosenek, które były wykorzystywane i na scenie i w filmie. Tym zagrał w wielu znaczących obrazach filmowych u ważnych reżyserów. Jednak najczęściej wspominamy Bareję, z którym współpracował w kilku produkcjach. "Kiedyś Tadeusz Konwicki powiedział do Barei: "Panie Stanisławie, szczęśliwie trafił pan na Tyma". Reżyser ripostował: "Niech się Tym cieszy, że trafił na mnie, a nie na jakąś mendę!"." Stanisław Tym próbował swych sił na kilku uczelniach, lecz jakoś nie udało mu się żadnego kierunku skończyć. Imał się też różnych prac zarobkowych: w Zakładach Przemysłu Cukierniczego w Warszawie (dawnego Wedla), był też bramkarzem i szatniarzem w klubie "Stodoła", w którym później wystąpił jako aktor kabaretowy. Pisał teksty satyryczne dla wielu znanych aktorów a także dla kabaretu "Dudek". Stanisław Tym niezbyt lubił nowoczesne urządzenia. Telefon komórkowy posiadał, lecz używał go jak najrzadziej i nie lubił gdy zbyt często do niego dzwoniono. Gdy zachorował na raka, lekarze dawali mu małe szanse na powrót do zdrowia. Jednak udało mu się wyzdrowieć... Dzięki tej książce ponownie przypomniałam sobie kilka jego znanych tekstów, które poprawiły mi humor. Na koniec zacytuję jego znane pożegnanie: "Śmierć - niespecjalnie się tym przejmuję. Tyle osób umarło i jakoś to przeżyli. No, emocja jest... Życzę państwu zdrowia i opieki społecznej. - Stanisław Tym." Polecam, warto poznać bliżej tę postać. Książkę przeczytałam dzięki BONITO oraz serwisu Dobre Chwile.
Myszka - awatar Myszka
oceniła na 8 2 miesiące temu
Agata Wróbel. Ciężar życia. Autobiografia Mateusz Skwierawski
Agata Wróbel. Ciężar życia. Autobiografia
Mateusz Skwierawski Agata Wróbel
Z ciekawością sięgnęłam po tę autobiografię. Byłam zainteresowana zarówno przebiegiem kariery, jak i wszystkim, co wydarzyło się tuż po tym, gdy Agata Wróbel odeszła ze sportu. Nie zawiodłam się, ta życiowa opowieść jest do bólu prawdziwa. Pokazuje dziewczynę z maleńkiej beskidzkiej wioski - Jeleśni, która z dnia na dzień stałą się mistrzynią świata oraz mistrzynią olimpijską. Moim zdaniem, możnaby tę książkę nazwać anty-sportową. Pokazuje bowiem tak okrutne, trudne, pełne bólu i cierpienia oblicze sportu, że po jej przeczytaniu trzeba uciekać od uprawiania jakiejkolwiek dyscypliny, gdzie pieprz rośnie. Jak może zareagować kobieta, gdy słyszy o sobie: "monstrum" czy "wielka i brzydka"? Szukać tłumienia bólu np. cięciem nożem i żyletką? Niestety rany pomagały tylko na chwilę... Kolejny okres życia Agaty Wróbel, gdy po 15 lartach kariery sportowca zaczyna dorosłe życie w Anglii, gdzie "uciekłam po święty spokój". Dość szybko i tam dosięga ją popularność i powoli zaczyna rozumieć, że nie może uciec od przeszłości. Wstrząsajace są fakty nabycia przez Agatę Wróbel tylu chorób podczas podnoszenia ciężarów i najgorsze czyli stanowisko trenerów...Kiedy okazało się, że ze zdrowiem jest bardzo źle i potrzebna jest operacja. Za którą Związek Podnoszenia Ciężarow nie zapłacił...Ten i inne namnażające się problemy musiała Agata udźwignąć sama, z pomocą bliskich oddanych ludzi. To wtedy sporstmenka mówiła: "Sport wycisnął ze mnie ostatnie krople energii" "Moja kariera wyglądała trochę jak praca w korporacji. Trenowalam po to by zdobywać medale. Żyłam od treningów do zawodów, a miejsca na podium było przez trenerów traktowane jak odbicie karty w biletomacie" Ale były też momenty wspaniałe, nie do zapomnienia. Radość, odwaga, duma z pokonania samej siebie, kiedy sięga się po największe trofea sportowe. Niestety, nieprzypadkowo książka nosi tytuł "Ciężar życia". Po latach treningów, życia w kołowrotku wymagań i obciążeń Agata Wróbel powiedziała "dość". Niestety jej ciało cierpi. Sportsmenka mówi o sobie "kaleka"; co wiecej uważa, że Polski Związek Podnoszenia Ciężarów pozbawił ją osobowości. Lektura zostaje w duszy długo po przeczytaniu. Miliony myśli, pytań i powrót do zdjęć, które zawarto w książce. Na nich zatrzymano wiele wspaniałych chwil w życiu Agaty. Dobrze, że powstała ta książka. Rekomenduję, nie tylko pasjonatom sportu!
Strusiowata - awatar Strusiowata
oceniła na 10 3 miesiące temu
Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny Magdalena Stopa
Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny
Magdalena Stopa
„Eleonora Plutyńska. Wielka dama polskiej tkaniny” Magdaleny Stopy to książka, która wciąga od pierwszych stron. Nigdy wcześniej nie słyszałam o tej artystce, a jej życie i twórczość okazały się naprawdę fascynujące. Szczególnie duże wrażenie zrobiło na mnie, że była uczennicą Olgi Boznańskiej, jednej z najważniejszych polskich malarek początku XX wieku. Eleonora Plutyńska (1886–1969) urodziła się w rodzinie Stanisława Szczepanowskiego i Heleny z Wolskich. Już w młodości wykazywała zainteresowanie sztuką i od 1902 roku rozwijała swoje umiejętności na dwurocznych Kursach Malarstwa i Rysunku dla Kobiet im. Adriana Baranieckiego, ucząc się m.in. pod kierunkiem prof. Józefa Siedleckiego. W późniejszych latach doskonaliła warsztat u Olgi Boznańskiej, co pokazuje, jak solidne miała podstawy i jak poważnie traktowała swoją sztukę. W następnych latach rozpoczęła studia w warszawskiej Szkole Sztuk Pięknych. Uczyła się pod kierunkiem wybitnych profesorów, takich jak: Karol Tichy, Józef Czajkowski i Wojciech Jastrzębiowski. Twórczość Plutyńskiej obejmowała głównie tkaninę artystyczną - projektowała i wykonywała dzieła o zróżnicowanych formach i motywach, łącząc tradycję rzemieślniczą z artystycznym wyrazem. Książka pozwala dostrzec, jak wiele pracy i pasji wkładała w swoje projekty, a także jak jej twórczość wpisuje się w szerszy kontekst polskiej sztuki XX wieku, kiedy eksperymentowano z formą i materiałem, zachowując przy tym silny związek z kulturą lokalną. Książka zachwyca też formą - twarda oprawa od razu przyciąga wzrok, a ilustracje rozmieszczone w całej publikacji sprawiają, że przewracanie stron jest prawdziwą przyjemnością. Widać różnorodność materiałów: fotografie archiwalne i reprodukcje tkanin, które nie tylko ilustrują opowieść, ale same w sobie są inspirujące. Tekst czyta się płynnie i przyjemnie, mimo że książka liczy zaledwie około 200 stron, daje naprawdę ciekawy wgląd, a tym samym wstęp w życie Plutyńskiej i jej artystyczny świat. Po lekturze pozostaje niedosyt - chciałoby się dowiedzieć jeszcze więcej o tej niezwykłej kobiecie i jej twórczości. Jednocześnie książka inspiruje, zachęca do samodzielnego odkrywania polskiej sztuki i pozwala docenić rolę Eleonory Plutyńskiej w historii tkaniny artystycznej. To pozycja dla każdego, kto lubi lekkie, a jednocześnie wartościowe biografie - pięknie wydana, bogato ilustrowana i napisana z wyczuciem, pozostawia w głowie obrazy i ciekawość, którą chce się zaspokoić dalej. Dla mnie osobiście było fascynujące odkrywać artystkę, która działała niemal niezauważona w historii sztuki, a jej dokonania wciąż mają w sobie świeżość i inspirację.
Roksana - awatar Roksana
oceniła na 8 5 miesięcy temu
Idę do woja. Znani Polacy w armii PRL Jerzy Kubrak
Idę do woja. Znani Polacy w armii PRL
Jerzy Kubrak
Po książkę „Idę do woja. Znani Polacy w armii PRL” Jerzego Kubraka sięgnęłam z czystej ciekawości. Od dawna interesują mnie zarówno czasy II wojny światowej, jak i okres PRL-u, a szczególnie to, jak wyglądała wtedy codzienność zwykłych ludzi. Tutaj dodatkową zachętą było to, że o swoich wojskowych doświadczeniach opowiadają osoby znane z mediów — politycy, artyści, dziennikarze czy sportowcy. Niektórych z nich nie ma już wśród nas, więc tym bardziej te wspomnienia nabierają wartości. To nie jest klasyczny reportaż z jedną linią narracyjną, lecz zbiór osobistych historii. Każda z nich pokazuje służbę wojskową z innej perspektywy. Jedni trafili na ludzi życzliwych, inni na absurdalne przepisy i trudne realia. Dzięki temu powstaje wielobarwny obraz armii PRL — momentami zabawny, momentami niepokojący. Bo jak to w tamtych czasach bywało — było trochę straszno, trochę śmieszno. Książkę czyta się bardzo szybko. Rozdziały są krótkie, napisane lekkim językiem, pełne anegdot i sytuacji, które dziś mogą wydawać się wręcz nieprawdopodobne. Czasem jednak pojawia się refleksja nad tym, jak bardzo system potrafił być absurdalny, a wojskowe realia — dalekie od ideału. Jedynym elementem, który momentami wprowadzał lekki chaos, było częste przeskakiwanie od jednej postaci do drugiej, ale z drugiej strony podkreśla to różnorodność doświadczeń. Bardzo podobało mi się to, że autor wzbogacił książkę fotografiami bohaterów. To sprawia, że opowieści stają się jeszcze bardziej namacalne. Widać, że publikacja ma w sobie także wymiar wspomnieniowy — to pewnego rodzaju ukłon w stronę tych, którzy swoją służbę mają już dawno za sobą, a czasem odeszli na wieczną wartę. Lektura skłania też do zadania sobie kilku pytań. Czy w wojsku rzeczywiście było aż tak trudno? Czy dzisiejsza armia wygląda zupełnie inaczej? Dlaczego tak wielu młodych mężczyzn próbowało kiedyś za wszelką cenę uniknąć kategorii A? Warto po przeczytaniu tej książki porozmawiać z ojcem czy dziadkiem i zapytać, jak oni wspominają swoje „wojo”. Dzięki tej publikacji dowiedziałam się nie tylko, jak ogólnie wyglądała służba wojskowa w PRL-u, ale też poznałam wojskowe słownictwo, realia koszarowego życia, fragmenty piosenek śpiewanych w tamtych latach oraz kulisy historii, o których wcześniej nie miałam pojęcia. To ciekawa podróż w czasy, w których mnie jeszcze nie było, a które wciąż mają wpływ na sposób myślenia starszego pokolenia. Nie żałuję, że sięgnęłam po tę książkę. To interesująca i przystępna opowieść o obowiązku, młodości, absurdach systemu i wspomnieniach, które — choć często podszyte humorem — niosą w sobie także nutę goryczy. Dla miłośników historii i realiów PRL-u będzie to naprawdę wartościowa lektura. Dziękuję Wydawnictwu Harde za możliwość zrecenzowania książki :)
book_szpanerka - awatar book_szpanerka
oceniła na 7 1 miesiąc temu
Partnerstwo Anna Pamuła
Partnerstwo
Anna Pamuła Olga Leonowicz Mark Brzezinski
W czasach, gdy coraz trudniej nazwać książkę naprawdę wartościową, „Partnerstwo” zajmuje szczególne miejsce. To lektura, która naturalnie trafia do rozmów przy domowym stole, do spotkań z przyjaciółmi, do poleceń przekazywanych z autentycznym przekonaniem. Po jej przeczytaniu pojawia się wymowna refleksja: to książka, która realnie oddziałuje na czytelnika i pozostaje z nim na długo. „Partnerstwo” niesie nadzieję. Działa motywująco, a jednocześnie zachowuje formę osobistego zapisu doświadczeń ludzi, którzy wiedzą, jak realizować marzenia, jak osiągać cele i gdzie znajduje się mądrość dobrego życia. To opowieść płynąca z doświadczeń, refleksji i praktyki codzienności. W centrum tej książki znajduje się głęboka relacja dwojga ludzi – rozumiana jako przestrzeń spotkań, rozmów, rozwoju i obecności. Historia Marka i Olgi pokazuje, że miłość potrafi pojawić się w każdym momencie życia, także wtedy, gdy człowiek znajduje się na zakręcie. Ich relacja staje się punktem wyjścia do opowieści o partnerstwie opartym na szacunku, zaufaniu i uważności. Partnerstwie, które oznacza troskę, a jednocześnie daje wolność. Które pozwala drugiej osobie wybierać, wzrastać i realizować siebie. Szczególnie poruszający pozostaje wątek Olgi Leonowicz, która u boku Marka Brzezińskiego rozwija własną drogę, rozkwita i działa z coraz większą mocą. Ta historia pokazuje partnerstwo jako relację, w której dwoje ludzi wzajemnie się wzmacnia i inspiruje. Książka prowadzi także przez kulisy dyplomacji i życia publicznego w czasie, gdy Mark Brzeziński pełnił funkcję ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce. Te fragmenty odsłaniają świat polityki jako przestrzeń realnego wpływu, dialogu i odpowiedzialności. Autorzy pokazują, jak mądrze korzystać z zajmowanego stanowiska, by robić rzeczy ważne i potrzebne. To perspektywa szczególnie cenna dla osób, które chcą rozumieć politykę jako narzędzie służące ludziom i wspólnocie. Ważnym motywem „Partnerstwa” pozostaje Polska – widziana oczami ludzi żyjących na styku dwóch kultur. Refleksje Marka Brzezińskiego o młodych Polakach brzmią wyjątkowo mocno. Mowa tu o ich przedsiębiorczości, energii i ambicji, o zasobach, które już dziś stanowią realną siłę kraju. Pojawia się także temat edukacji, kompetencji miękkich, pewności siebie oraz potrzeby budowania własnej narracji sukcesu – zarówno osobistej, jak i narodowej. Ogromną wartość książki stanowi jej autentyczność. Autorzy dzielą się doświadczeniem bez filtrów i bez upiększeń. Opowiadają o rodzinie Brzezińskich, o dorastaniu, o jasnych i trudniejszych momentach, o porażkach rozumianych jako etap drogi, a nie kres. Każdy z tych wątków buduje obraz partnerstwa jako obecności, rozmowy, wsparcia i wzajemnego docenienia. „Partnerstwo” sprowadza wielki świat do skali zrozumiałej i bliskiej. Pokazuje, że w polityce, biznesie i relacjach międzyludzkich liczą się te same uniwersalne wartości: zaufanie, odpowiedzialność, empatia i działanie. Olga Leonowicz przypomina, że sens rodzi się w ruchu, w podejmowaniu decyzji, w odwadze bycia w procesie. To książka humanistyczna, uważna i ciepła. Skierowana do ludzi, którzy chcą żyć świadomie i relacyjnie. Do tych, którzy wierzą, że nawet w świecie elit można pozostać blisko zwykłego człowieka, jego potrzeb, lęków i marzeń. „Partnerstwo” to lektura, którą się czyta powoli, odkłada, wraca do niej myślami. To książka, po której rodzi się potrzeba rozmowy i wdzięczności. Za mądrość. Za szczerość. Za pokazanie, że miłość, odpowiedzialność i działanie mogą iść w parze.
BliskieSpotkania - awatar BliskieSpotkania
oceniła na 9 2 miesiące temu
Humorystki. Kobiety, które uczyły nas śmiechu Violetta Ozminkowski
Humorystki. Kobiety, które uczyły nas śmiechu
Violetta Ozminkowski
Co to były za czasy, chwile, wydarzenia…! Czas, który przeminął, a jakby wciąż żyje w pamięci całego pokolenia. Trzy kobiety, tak różne, tak odmienne w swoich życiowych przejściach, pasjach, podejściu do mężczyzn będących tuż obok nich…Trzy wielkie, którym dane było żyć w dobrych czasach, pomimo wojny, biedy, niepewności i często ogromnego indywidualizmu. Czy z takiej pięknej mieszanki wybuchowej można utkać jedną opowieść? Okazuje się, że tak. Można napisać niezwykłą biografię, nie jakiś nadęty, nudny pean, nie historię już znaną, ale stworzyć coś szalenie nowatorskiego, oryginalnego, pięknego w ciszy "malowanej słowem", która z kart książki krzyczy tak dobitnie i mocno, że trudno nam nie pozazdrościć: mądrości, miłości, a przede wszystkim wolności, które były udziałem trzech pań. Tak ukazać kobiety „z krwi i kości” potrafiła tylko ona: autorka delikatna, uważna i prawdziwa, Violetta Ozminkowski. W książce „Humorystki. Kobiety, które uczyły nas śmiechu” pisarka prezentuje zbeletryzowane fragmenty losów trzech wybitnych i znanych artystek polskiej sceny kulturalno-literackiej: Stefanii Grodzieńskiej, Magdaleny Samozwaniec i Marii Czubaszek. Grodzieńska (po mężu Jurandot) – ulotna drobinka, cudna aktorka estradowa i satyryczna, urocza „paplaja”, admiratorka miłości, pląsająca do końca pomiędzy dwoma mężczyznami, Jerzym Jurandotem a Fryderykiem Járosym, o swojej działalności na deskach scenicznych i świetnych skeczach mawiała „"tfurczość" przez małe "tfu", chociaż bardzo się myliła… Pomimo wojny i ciężkich czasów, unosiła się nad sceną egzystencjalną z wielką gracją uroczej girlsy, wierząc słowom męża, by żyć z podniesioną głową i honorem, jakby nigdy nic strasznego się nie działo… „Wolelibyście kochać i nie wiedzieć o tym czy nie kochać wcale? Co za pytanie. Jak można kochać i nie wiedzieć? A jednak można. Czasem tak jest łatwiej. Inaczej każda nowa miłość będzie tylko marną próbą odtworzenia tamtej”. Samozwaniec, córka Wojciecha Kossaka, nie miała już tyle szczęścia co Grodzieńska, może dlatego że zabrakło wokół niej „wybawicieli dnia codziennego”, ale nosiła się zawsze na bogato, żyjąc jednak stale w przeszłości, pełnej miłości najukochańszego ojca. Z nieodłącznym futrem i dobranymi na każdą okazję nakryciami głowy, ostrą satyrą na ustach i pudełkami z cukierni, pełnymi rozpływających się w ustach tartaletek i torcików, zawsze zwiewna, ruchliwa, wesoła, jak nikt znała się na mężczyznach, "tnąc" ich nie tylko mocnym piórem. Po upadku słynnej krakowskiej Kossakówki jej świat się jakby zatrzymał; szukała sensu w każdym dniu, podtrzymując wokół siebie mit ważnej i szalenie światowej rodziny. Czas mijał jednak nieubłaganie… „Nikt nie nauczył jej, jak cieszyć się nowym dniem, gdy nie można z nikim dzielić smaku opowieści […] Ile można żyć bez braw? Trzeba wstać codziennie rano i za wszelką cenę unikać lustra, bo tam, we własnym odbiciu, przy odrobinie nieuwagi można zobaczyć twarz matki albo ojca. Twarze Wielkich Nieobecnych”. Czubaszek – ta to dopiero…Osobna, bezwzględna wobec głupoty i miernoty słownej, a przecież tak drobna, krucha, może też psychicznie. Nie tylko papieros i parówka…Obok ukochany „kochany zając” – wybitny jazzman Wojciech Karolak i ona - pisarka i satyryczka, autorka tekstów znanych piosenek, świetna felietonistka oraz dziennikarka, a przy tym świetna komentatorka codziennego życia społecznego. Trafił mu się ktoś wyjątkowy. Dla niej, ot związek zwykłych ludzi, bez patosu, z pilotem od telewizora w dłoni, gazetą na kolanie i fotelem, w który zapadała się codzienna miłość, utkana z inteligentnych rozmów i człowieczych wad… „Większości par przez lata udaje się stworzyć coś w rodzaju mitu założycielskiego. Każda porządna firma wie, że dobra opowieść ma szansę przerodzić się w legendę, a wtedy klękajcie narody. Produkt opakowany w serce sprzedaje się na pniu […] Ale – żeby oni byli tylko zwykli. Na ogół są jacy tacy pokraczni: za chudzi, za grubi, za brzydcy, za głupi, za bardzo wykształceni. A wiadomo, nie ma nic gorszego od człowieka wykształconego ponad swoją inteligencję. Ale każdy jest pokręcony na swój wadliwy sposób. I to akurat dobrze, bo czy właśnie nie te usterki czynią ich związek unikatowym?”. Jest jeszcze coś. Bohaterki książki miały szansę porozmawiać tylko u Ozminkowskiej: Magdalena z Marią o mężczyznach („Myślałam, że mam depresję, a ja miałam męża”), o nietrwałym życiu, o dawnym świecie pełnym wielu odcieni i tęsknot i Maria z wybitnym kardiochirurgiem, Marianem Zembalą – o sercu, lekarskim ryzyku, o trwaniu chociaż jest żal do życia, o Bogu i o tym, jak w sumie krótki jest ten ziemski czas („Życie jest takie krótkie, krótkie i cenne, pani Mario. Dlatego nie wolno życia marnować, bo każdy człowiek zostawia po sobie ślad”). Te spotkania, gdzie żaden dialog nie jest zbyteczny, chwytają za serce, tłumaczą życie, ukazując niespotykane osobowości rozmówców. To one poruszyły mnie podczas lektury najbardziej. Autorka z niesamowitym wyczuciem prowadzi czytelnika przez świat kobiet, które nauczyły się żartować nie pomimo życia, lecz z powodu jego trudów. Humorystki u Ozminkowski są ironiczne, bystre, momentami bezlitośnie szczere — wobec świata, wobec innych, wobec siebie. Ich dowcip z zasady powinien bawić, ale nie zawsze bawi i to jest bardzo w porządku, bo życie to nie tylko sama lekkość i uroki, a częściej rozczarowania, dyskomfort, czerstwy chleb i skwaśniałe wino. A jednak na koniec zawsze żal, że to już, że tyle… Zajrzyj do mnie: https://www.facebook.com/TatraLang
Mona - awatar Mona
oceniła na 9 2 miesiące temu
Mira. Kobieta światowa. Opowieść o Mirze Michałowskiej Monika Ksieniewicz-Mil
Mira. Kobieta światowa. Opowieść o Mirze Michałowskiej
Monika Ksieniewicz-Mil
Opowieść o Mirze Michałowskiej” to dogłębna i szczegółowa biografia bardzo zdolnej kobiety, o której ja… przedtem nie słyszałam! To smutne, ale właśnie dzięki takim publikacjom można poznać silne, uzdolnione kobiety. Mira Michałowska to autorka wielu książek, a także tłumaczeń powieści cenionych pisarzy m.in. Ernesta Hemingwaya. Była scenarzystką „Wojny domowej”. Naprawdę nie byłam świadoma, że ma w swoim dorobku aż tak wiele. Z książki wyłania się obraz kobiety, która w kręgach kulturowych obracała się przez wiele lat. Przebywała m.in. W nowym Jorku, Paryżu, Londynie oraz w Polsce. Autorka tej znakomicie opracowanej biografii oprowadza czytelnika chronologicznie po życiu Miry, skupia się na jej inspiracjach do książek i chętnie odwołuje się do cytatów. Autorka przeczytała wiele materiałów źródłowych na temat Miry i co tu dużo mówić, dzięki temu solidnemu opracowaniu pozostawi postać Miry w naszej pamięci jako matkę, żonę, autorkę, tłumaczkę i przyjaciółkę szeroko rozumianej kultury. Obraz jej życia to nie tylko jej praca dziennikarska i twórcza, ale w tle dzieją się również wydarzenia z historii świata, w których w pewien sposób uczestniczył mąż Miry jako dyplomata (podrozdział o 1968 roku). Przeczytajcie koniecznie, aby poznać kobietę wyjątkowego zmysłu literackiego, która odcisnęła w kulturze znaczący ślad. Nie zapomnijmy o niej ❤️
Katarzynaa97 Kupijaj - awatar Katarzynaa97 Kupijaj
ocenił na 7 29 dni temu

Cytaty z książki Entliczek, mętliczek

Więcej
Ewa Szykulska Entliczek, mętliczek Zobacz więcej
Ewa Szykulska Entliczek, mętliczek Zobacz więcej
Ewa Szykulska Entliczek, mętliczek Zobacz więcej
Więcej