Droga donikąd

Okładka książki Droga donikąd autora Józef Mackiewicz, 9780907652731
Okładka książki Droga donikąd
Józef Mackiewicz Wydawnictwo: Kontra Cykl: Józef Mackiewicz: Dzieła (tom 1) literatura piękna
376 str. 6 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Józef Mackiewicz: Dzieła (tom 1)
Data wydania:
2011-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1985-01-01
Liczba stron:
376
Czas czytania
6 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9780907652731
Średnia ocen

8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Droga donikąd w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Droga donikąd

Średnia ocen
8,2 / 10
601 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Droga donikąd

avatar
461
251

Na półkach:

Józef Mackiewicz to dziennikarz, pisarz, radykalny antykomunista, którego książki w PRL-u były objęte cenzurą.
Książka „Droga donikąd” ukazuje tragedię ludzi zamieszkujących Litwę w latach 1940-1941 pod okupacją radziecką, ich strach przed aresztowaniem, niepewność następnego dnia.
Autor opisał czystki robione przez sowietów, aresztowania bez konkretnych powodów, zabieranie ludzi z ich domów i wywożenie w głąb Związku Radzieckiego.

„Brama była otwarta na oścież. Drzwi do domu uchylone. Pusto. … Wrażenie tego domu przytłoczyło ich wyobraźnię: oto człowiek otworzył bramę w ciemną noc i zostawił tyle dobra za nic; powiedział: bierzcie!”
Książka uświadamia, że ci ludzie, prześladowani, żyjący w wiecznym strachu, byli w sytuacji bez wyjścia, uciekając nie mieli bezpiecznego miejsca docelowego, a uciekali zostawiając cały swój dobytek.

Warto dodać, że niektóre wątki książki są oparte na prawdziwych wydarzeniach; chociażby główny bohater, który podobnie, jak autor książki, był dziennikarzem, a w czasie sowieckiej okupacji pracował jako furman.

Józef Mackiewicz to dziennikarz, pisarz, radykalny antykomunista, którego książki w PRL-u były objęte cenzurą.
Książka „Droga donikąd” ukazuje tragedię ludzi zamieszkujących Litwę w latach 1940-1941 pod okupacją radziecką, ich strach przed aresztowaniem, niepewność następnego dnia.
Autor opisał czystki robione przez sowietów, aresztowania bez konkretnych powodów,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
16
15

Na półkach:

Ta książka jest świetna. Przez pierwsze sto stron niby nic się nie dzieje, ale czuć tę grozę zmieniającej się rzeczywistości wokół. A potem...

Potem już niemal reportaż z wydarzeń na faktach, gdzie Bolszewicy nawet nie tylko zabijają ludzi, ale też wysysają jeszcze ich dusze za życia, sprawiając, że zwyczajny dzień staje się tym najbardziej stresującym. Wieczny patrzenie w mrok za światłami, nasłuchiwanie dźwięków, nieufność wobec sąsiadów, donosy, brutalność, chamstwo i ciągłe czekanie "na swoją kolej" - to podskórny strach, przechadzający się codziennie po człowieku jak legion mrówek, który Bolszewicy rozsiewali na terenach całego imperium ZSRR.

Polecam!

Ta książka jest świetna. Przez pierwsze sto stron niby nic się nie dzieje, ale czuć tę grozę zmieniającej się rzeczywistości wokół. A potem...

Potem już niemal reportaż z wydarzeń na faktach, gdzie Bolszewicy nawet nie tylko zabijają ludzi, ale też wysysają jeszcze ich dusze za życia, sprawiając, że zwyczajny dzień staje się tym najbardziej stresującym. Wieczny patrzenie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
635
408

Na półkach: , ,

Jest rok 1940, miasteczko na Wileńszczyźnie, tuż po aneksji Litwy przez Związek Radzieckiego. Akcja toczy się na tle bolesnej historii ziem przechodzących z rąk do rąk i narastającej niepewności co do przyszłości. Po „wielkim przewrocie” dotychczasowy porządek się sypie, a na ludziach powoli zaciska się pętla bolszewizmu.
To przesycona emocjami powieść, napisana wyjątkowym stylem. Autor z niezwykłą swobodą przechodzi od poetyckich opisów natury do brutalnych obrazów walki o byt, bezbłędnie oddając surowość życia prostych ludzi.
Całości dopełnia piękna, zapomniana polszczyzna, a słowa takie jak „schódki” cz „żórawie” budzą sentyment i nostalgię za czarem polszczyzny naszych przodków.
Historia przeplatana jest refleksjami autora na temat źródeł stalinizmu i motywacji ludzi, którzy postępując wbrew własnemu sumieniu robią wszystko, by przetrwać. To czasy, w których kłamstwo staje się czymś naturalnym, a słowa zmieniają znaczenie lub całkowicie je tracą, budząc w ludziach nieufność i poczucie bezradności.
W takim świecie znalezienie jednej, właściwej drogi okazuje się niemożliwe. Powieść brutalnie pokazuje, że kiedy człowiek próbuje kierować się sercem i prawdą w systemie totalitarnym, wtedy każda ścieżka okazuje się być pułapką. Jak nie zgubić się w tym gąszczu, skoro ani opór, ani próba ucieczki nie dają ocalenia? Ostatecznie każda z tych dróg prowadzi donikąd.

Jest rok 1940, miasteczko na Wileńszczyźnie, tuż po aneksji Litwy przez Związek Radzieckiego. Akcja toczy się na tle bolesnej historii ziem przechodzących z rąk do rąk i narastającej niepewności co do przyszłości. Po „wielkim przewrocie” dotychczasowy porządek się sypie, a na ludziach powoli zaciska się pętla bolszewizmu.
To przesycona emocjami powieść, napisana wyjątkowym...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1960 użytkowników ma tytuł Droga donikąd na półkach głównych
  • 1 205
  • 735
  • 20
205 użytkowników ma tytuł Droga donikąd na półkach dodatkowych
  • 106
  • 39
  • 16
  • 15
  • 11
  • 10
  • 8

Inne książki autora

Okładka książki Listy Michał Chmielowiec, Józef Mackiewicz, Barbara Toporska
Ocena 0,0
Listy Michał Chmielowiec, Józef Mackiewicz, Barbara Toporska
Okładka książki Listy Józef Mackiewicz, Barbara Toporska
Ocena 0,0
Listy Józef Mackiewicz, Barbara Toporska
Józef Mackiewicz
Józef Mackiewicz
Polski pisarz i publicysta. Ojciec J. Mackiewicza, Antoni, pochodzący z rodziny szlacheckiej był dyrektorem i współwłaścicielem petersburskiej firmy importującej wina "Fochts i Spółka", jego matka, Maria z Pietraszkiewiczów, pochodziła z Krakowa. Józef był bratem Stanisława i Seweryny, matki Kazimierza Orłosia i babki Macieja Orłosia. W 1907 r. rodzina Mackiewiczów przeniosła się do Wilna, gdzie trzy lata później Józef rozpoczął naukę w gimnazjum klasycznym im. Winogradowa. Będąc uczniem szóstej klasy gimnazjum, jako siedemnastolatek, wziął ochotniczo udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Po jej ukończeniu, mimo braku matury, rozpoczął studia przyrodnicze na Uniwersytecie Warszawskim, których jednak nie ukończył. Studiował także na powstałym w Wilnie Uniwersytecie Stefana Batorego. Z powodów finansowych studiów nie ukończył lecz najprawdopodobniej otrzymał absolutorium. Na przełomie 1942-1943 roku Józef Mackiewicz został skazany przez sąd specjalny AK na karę śmierci (chociaż w 1942 roku nic nie opublikował w czasopismach wydawanych przez Niemców). Sergiusz Piasecki, kierujący Egzekutywą AK, odmówił zastrzelenia Mackiewicza, zaś ppłk Aleksander Krzyżanowski, komendant Okręgu Wileńskiego, podjął decyzję o jego uniewinnieniu. Do dzisiaj nie są jasne okoliczności wydania wyroku śmierci, prawdopodobnie stała za tym agentura sowiecka w szeregach AK - sprawę tę drobiazgowo analizuje prof. Włodzimierz Bolecki w książce "Ptasznik z Wilna (o Józefie Mackiewiczu)", [pod pseudonimem Jerzy Malewski]. Zmarł w Monachium
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wieszanie Jarosław Marek Rymkiewicz
Wieszanie
Jarosław Marek Rymkiewicz
Po przeczytaniu Żmutu, Rejtana i Wieszania już jasno widzę, że Rymkiewicz stworzył specyficzną, sobie tylko właściwą formę narracji. Jest to esej naukowo poetycki. Jakiś dyskurs historyczno magiczny. Narrator przedziera się przez biblioteki, archiwa, własną pamięć i intuicję. Po drodze spiera się sam ze sobą, czasem z czytelnikiem, a innym razem z tą czy inną opisywaną postacią. Aby docenić Wieszanie trzeba znać Warszawę. Tak od pl. Trzech Krzyży do Dworca Gdańskiego z jednej strony i od Wisły do Powązek z drugiej. Autor prowadzi nas skrajem dwóch czasów. Tamtego z roku 1794 i tego współczesnego Rymkiewiczowi. Za parę lat miasto znów się zmieni i ktoś będzie musiał tłumaczyć czytelnikowi z przyszłości, co w danym miejscu było w czasach kiedy pisał Rymkiewicz. Autor niemal jak w filmie, nakłada na siebie warstwy miasta . Tak jest, gdy opisuje widok z okna czytelni Instytutu Badań Literackich w Pałacu Staszica. Widzimy jednocześnie dwa czasy. Ta szubienica z 1794 roku wciąż tam stoi choć dawno już jej nie ma. Tak samo inna szubienica, na szerokim Krakowskim Przedmieściu. Dziś można przysiąść w kawiarni zaraz obok Domu Literatury i pijąc kawę popatrzeć w tamto miejsce. Ja mógłbym dodać jeszcze co najmniej dwie szubienice. Rymkiewicz o nich nie pisze. Jedna stała na dzisiejszym pl. Piłsudskiego w sierpniu 1944. Niemcy powiesili na niej pielęgniarki z powstańczego szpitala. Może stała niedaleko tej opisywanej przez Rymkiewicza. Tej obok pałacu Bruhla. Może ktoś sprawdzi. Inna stoi do dziś na Woli. Też niemiecka, tylko z roku 1942. To jednak już całkiem inna historia. Wiem, że wielu nie potrafi czytać Rymkiewicza nie osądzając jego poglądów. Warto spróbować i dać Poecie szansę. Myślę, że Rymkiewicz gdzieś tam na lepszym świecie spaceruje ulicami równoległej Warszawy, której nigdy nikt nie zbrukał szubienicami i jest zadowolony, że to co napisał budzi w nas wciąż tyle emocji.
Krzysztof U - awatar Krzysztof U
ocenił na105 miesięcy temu
Lewa wolna Józef Mackiewicz
Lewa wolna
Józef Mackiewicz
BOLSZEWICY JADĄ ZMIEŚĆ DWORKI_CZYLI (PRZED)OSTATNIA OBRONA PRZEDMURZA CHRZEŚCIJAŃSTWA PRZED HIPERBOREJCZYKAMI Słowa są dla niekomunistów. A dla komunistów liczą się tylko czyny. _ Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń! ZAPOMNIANE WOJNY… Polska dworkowo-folwarczno-katolicka to właśnie ta Polska, którą mamy na myśli, gdy myślimy o Polsce. Choćby nie wiem jak starali się pomorzanie, poznaniacy, ślązacy, nawet krakusy i warszawiacy to myśląc o Polaku literackim(Panu Tadeuszu, Kmicicu, Witoldo, Cezarym Baryce, mój Boże, u nas nawet „czerwony” był szlachcicem),myślisz o „synu właściciela niewielkiego folwarku” prawdopodobnie z Wołynia, Podlasia, Nowogrodczyzny, Wileńszczyzny czy Bóg wie z jakich „obwarzanków”. W 1920 roku starcie z imperium ocaliło polską obecność na Kresach (częściowo, tragedie „zostałych” opowiadają dzieje „Nadberezyńców”). Wojna 1920 była dalszą częścią ustalenia porządków w tej gorszej Europie (dlatego Borodziej i Górny napisali „Naszą Wojnę. 1912-1923”). Było to starcie ideologii nowoczesnych: „białych” nacjonalistów polskich, ukraińskich (Petlura),litewskich, fińskich, kozackich(„Cichy Don” opowiada historię państwa, które nie powstało),a przede wszystkim rosyjskich(Denikin, Judenicz, Kołczak etc.) i „czerwonych” komunistów w tle zaś walczyli „zieloni”(lokalni watażkowie tacy jak słynny Machno czy obecny na kartach powieści Bułak-Bułatowicz, w którego szeregi zaciągnie się jeden z bohaterów). Idea rewolucji starła się z ideą państwa narodowego. Starcie odbywało się na gruzach imperiów rosyjskiego i niemieckiego ( choć duża część tych starć nosi nazwę „wojny domowej w Rosji 1917-1923). Biali byli „reakcją” na rewolucję, pełni dawnych przesądów wobec Żydów i małych państw narodowych (od Gruzji po Estonię). Doskonale w wersji faktograficznej wykorzystanie tej przewagi przez komunistów pokazuje książka „Ósmy kontynent” Wojciecha Zajączkowskiego. Po stronie „białych” polskich (komuniści nazywali ich białopolakami) istnieli jednak i ludowcy, i socjaliści, i nacjonaliści. Po stronie „czerwonych” byli komuniści, mniejszości narodowe i wszelkiej maści biedota, proletariat wielkich zakładów oraz ci inteligencji, którzy uwierzyli w socjalizm itp. Mackiewicz pokazuje jak „czerwona” Warszawa czekała na bolszewików, pokazuje też jak biedota folwarczna tylko czekała na łupy z opuszczonych folwarków. Dlatego ruch „czerwonych” jako ruch ponadnarodowy mógł wnikać i włączać narody (dlatego też pewnie część Żydów jako naród niepaństwowy widziała w „czerwonych” swoich bohaterów, takim niewątpliwym bohaterem był Lew Trocki, czy Karol Radek, dla polskiej biedoty i tej części inteligencji „lewicującej” byli też bohaterowie komunistyczni jak Dzierżyński, czy Marchlewski). Wszystko zaczyna się w jednym gimnazjum, z którego los, historia, natura lub Bóg wie, co rzuca „młodych” na każdą stronę. Jedni idą w sowiety, a inni w husarzy, a jeszcze inni do „zielonego” Bułaka… a jeszcze inni robią interesy na czarnym rynku, handlując kokainą i k….w burdelach. Mackiewicz jest antykomunistą, ale „Lewa wolna” to nie jest kolejny panegiryk na „Wodzu, prowadź na Wilno”. W pokoleniu wychowanym w II RP nie wszyscy byli wyznawcami marszałka Piłsudzkiego. Na kartach powieści Piłsudzki to bezwzględny mruk, który wierzy tylko w swoją intuicję (kto nie jest bezwzględny ten ginie w czasie wojny, na wojnie slow thinking is bad idea). Grabski i endecy podpisują haniebny traktat ryski, w momencie kiedy można było zlikwidować komunizm, tę hydrę XX wieku. „Lewa wolna” to nie jest laurka dla II RP, a raczej opis „mądrego po szkodzie” (autor pisał niemal pół wieku po wydarzeniach). Nowoczesną wojnę ciężko było przeżyć „normalnie”. Większość żołnierzy w jakiś sposób się odurzała. Wysoki stres potyczek rekompensowano sobie kokainą, wódką i seksem. Tę atmosferę poluzowania obyczajów, oddaje Mackiewicz znakomicie (Na pytanie co robi Karol z Zosią, ich pokojówka odpowiada: śpią ze sobą. Oto duch nowych czasów, koniec pruderii doby ancien regime’ów). Najlepiej jednak oddaje Mackiewicz śmierć żołnierzy na wojnie. Nie wywyższa jej tylko werystycznie pokazuje jako część całego spektaklu, ciach, po człowieku, opis ran, krew, jedziemy dalej. Cywile, jak to się mówiło w prozie Tomasza Manna o osobach nie-wojennych, nie są przyzwyczajeni do śmierci bez uroczystości, bez splendoru. Wojna odbywa się wulgarnie, nikt nie śpiewa raczej „O mój rozmarynie”. ” - A jaka ona, z wyglądu, ta rewolucja? - Taka sobie pinda, jeszcze ładniejsza od ciebie. - Młody ty cham, jeszcze. - To po co pytasz młodego. Pytaj starego.” WINTOWT CZYLI INNE UKĄSZENIE PRZEZ KOMUNIZM Najpierw postać diabła. Wintowta werbuje osoba opisana tak: Przyjął go młody brunet ubrany w modną kurtkę skórzaną, rozparty za stołem, na którym były tylko plamy atramentu i nadtłuczony spodek służący za popielniczkę. Papierosy i czarna skóra, inteligent. Diabeł zapisuje, ale dlaczego Janek Wintownt przyjmuje zaproszenie? Ten „łagodny, zawsze grzeczny, raczej uśmiechnięty” chłopak z sąsiedztwa? W rozmowie z innym tłumaczy to sentymentem do ludu i solidarnością z nim. - Co mnie pociągnęło? Bo ja wiem... Trudno zdefiniować. Jakaś wspólnota z czasów poprzedniej służby, z żołnierzem. Sentyment do rosyjskiego ludu. Nie wiem dlaczego, ale poczułem się z nim, z jego losem związany. Zachciało mi się go dzielić, nie? - Ty rzuć to - mówił Amoriakin. - Przede wszystkim wszelki sentyment. To nie na miejscu. Obrałeś fałszywe podejście. I w ogóle, i w szczególe. Nasza dziś główna podpora to "strzelcy łotewscy", to "międzynarodowa brygada". Węgrzy, o! Żydzi. To prawdziwa gwardia rewolucji. A naród rosyjski gówno psie. Nie zawracaj nim sobie głowy. Nawóz, na którym dopiero sadzić będziemy. - Na gównie psim niczego się nie sadzi - uśmiechnął się dobrodusznie Wintowt. - Ja rolnik z urodzenia. - A ty mnie za słowa nie łap. - A słowa twojej propagandy, jak tłumaczyć w takim razie? - Jak?! Słowa są dla niekomunistów. A dla komunistów liczą się tylko czyny. Ot jak. Tak i trzeba. Inaczej nas powyrzynają i o zdrowie nie zapytają. Amoriakin pokazuje siłę komunistów, wyjaśnia dlaczego wygrali. Czyny, czyny, czyny. Słowa są dla niekomunistów. Liczy się skutek. Na kartach „Lewej wolnej” nie znajdujemy za dużo liberałów, owych chwalców procedur („środków”). Liczy się albo Polska, albo Rewolucja. A rewolucja w swojej bezwzględności łamie każde procedury. System zakładników, przykładowo, przeczy zasadzie odpowiedzialności indywidualnej za czyn. Rewolucja tłamsi podstawowe zasady „cywilizacji”. Logika wojny jest nieubłaganna, bezwględna: Żydzi trafiają na stronę komunizmu ( a raczej trafią do mitu „żydokumuny”),Polacy na stronę reakcji ( a raczej na usługi „kapitalistów i faszystów”). Nieważne, że mamy paletę postaci żydowskich różnego rodzaju, Żydzi stają się komunistami, bo komunistami są Radek, Trocki i Kamieniew. Takim komunistą jest powieściowy Wolsof, przyjaciel Wintowta (zauważyć należy, że polscy ułani nie „kolegują” się z Żydami, co jest równie wymowne). Efektem stereotypów jest pogrom piński, który krwawo zaznacza przyjście Polaków na Polesie. NIEPODLEGOŚĆ BIAŁORUSI Na kartach powieści pojawia się często „zielony” oddział Bułak-Bałachowicza, który po pokoju ryskim próbował walczyć jeszcze o pierwszą niepodległość Białorusi, jednak został opuszczony i musiał wrócić na polską łaskę. Bolszewicy próbowali go potajemnie zabić, jednak przez przypadek kula dosięgła brata. Wojna polsko-bolszewicka toczyła się o tereny dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego, tworu który panował na tych ziemiach od późnego średniowiecza do końca XVIIII wieku (pół tysiąclecia). Wojna polsko-bolszewicka na gruzach imperium carów była wiosną narodów, ale nie wszystkie narody wyszły z niej z swoją państwowością pod swoim liderem, jak Polska Piłsudzkiego, nie było Białorusi Bułaka, Ukrainy Petlury, ani Donu Krasnowa. Rosja sowiecka zgniotła ich zarzewie „czerwonym terrorem”. Z drugiej strony konfliktu, Izaak Babel, widząc morderstwa na jeńcach, nie miał wątpliwości pisząc: „jąkąż to wolność przynosimy, okropieństwo”. Zabijanie jeńców wojennych było znane po obu stronach (vide: polskie relacje Świtalskiego i Kukiela, zob. Chwalba, s.311),jednak to, co po polskie stronie było zbrodnią, po drugiej stronie stawało się zasadą działań. Skuteczną, i mroczną zarazem. LEKTURKI: Nasza wojna: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4988138/nasza-wojna Ósmy kontynent: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4897520/rosja-i-narody-osmy-kontynent-szkic-dziejow-eurazji Chwalba: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4931290/przegrane-zwyciestwo-wojna-polsko-bolszewicka-1918-1920 Ostatnie rozmyślania o „Zniewolonym umyśle”: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/zniewolony-umysl-przedmowa-timothy-snyder/opinia/88699797 Z perspektywy Armii Czerwonej (Izaaka Babla): https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4986756/konarmia Z perspektywy Mazowsza: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4975949/mazowsze-polnocne-podczas-najazdu-bolszewickiego-1920-roku Z perspektywy Rembeka: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4971475/w-polu Z perspektywy Berezyny: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/86536/nadberezyncy Z perspektywy Kozaków: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/52865/cichy-don-tom-1
prej7 - awatar prej7
ocenił na611 miesięcy temu
Pożoga Zofia Kossak
Pożoga
Zofia Kossak
Rozflirtowane i wymuskane siostry Kossakówny, Maria - średnia choć miła dla ucha poetka i Magdalena - kąśliwa satyryczka , nazywały swą trochę starszą kuzynkę "ciotka Pożoga" - że niby taka ciągle poważna, sieriozna i rozmodlona. A jakaż mogłaby być, skoro w latach młodości, jako świeżo upieczona mężatka i mama dwóch maluchów przeszła w swym rodzinnym domu na Wołyniu prawdziwe piekło przemarszu wojsk, groźbę utraty życia własnego i rodziny, utratę majątku i gorzkie rozczarowanie polityką młodego polskiego państwa, które nie obroniło swych kresowiaków przed koszmarem pogromów. Na hasło "rzeź wołyńska" uruchamia się natychmiast sieć skojarzeń z krwawymi wydarzeniami lat czterdziestych XX wieku. Mało kto zdaje sobie sprawę, że końcówka I wojny światowej, rewolucja bolszewicka i kształtowanie nowych granic na wschodzie Polski, były nie mniej krwawe i kto wie, czy nie bardziej dramatyczne dla ponad 350 tysięcy Polaków zamieszkujących Wołyń. Nie przyszli tam znikąd, ale na prawie przyłączenia Wołynia do Królestwa Polskiego w XVI wieku. Tam była ich ojczyzna, tam żyli, tam gospodarowali i funkcjonowali w wielonarodowym tyglu Rusinów, Kozaków, Żydów, Niemców i Rosjan. Jak pisał Jacek Kurski o kresach - dwory były polskie, miasta żydowskie, a wieś ukraińska. Aż po kilkuset latach miejscowi powiedzieli - dość i zgotowali polskim panom koszmarną ścieżkę zdrowia. Kossak-Szczucka widziała na własne oczy przewalanie się niezliczonych oddziałów wojsk niemieckich, kozackich, petlurowców, zbuntowanych chłopów, bolszewików wreszcie. Była świadkiem mordów, grabieży, wypędzeń właścicieli majątków, pożarów i dewastacji. Bo najgorsze dla pisarki było pospolite demolowanie i bezmyślne niszczenie dóbr. Rozumiała pospolitą kradzież z chęci posiadania czegoś, jednak deptanie obrazów, wyrywanie desek z podłogi, plucie i rwanie drogocennych książek - wreszcie marnowanie na zatratę ukochanych, wypieszczonych koni z majątków, były ponad siły tej urodzonej w siodle koniary. Bo takie zachowania były zwyczajne dla zbolszewiałych, pijanych nienawiścią do Polaków oddziałów. Ta nienawiść zdawała się być siłą napędową tych wszystkich mordów na niewinnych, zarzynania dzieci, strzelania do kobiet. Polacy nie byli odosobnioną grupą poszkodowanych - opis żydowskiego pogromu, gdzie w jeden dzień metodycznie i starannie zarżnięto i zamęczono kilka tysięcy Żydów podnosi włosy na głowie i mrozi krew. Gdyby to była powieść historyczna - ach, chciałabym! - pomyślałabym, że Autorkę nieco poniosły wyobraźnia i ukryte sadystyczne instynkty. Niestety ta książka jest spisanym na bieżąco, bardzo emocjonalnym, lecz jednak rzetelnym i dokładnym świadectwem historii i dwuletniej gehenny naszych rodaków na wschodzie. Nie sposób też nie wspomnieć o przepięknej polszczyźnie, obrazowej w każdym opisywanym detalu - wzruszająco sielskiej i bajkowej przy opisach przyrody i spokojnego kresowego gospodarowania, dramatycznie dobitnej w obrazowaniu morderstw i wojennego zdziczenia. Jeśli dziś wydaje się nieco egzaltowana i staroświecka, to przypomnijmy sobie, że książka ma ponad sto lat, a umiejętności pisarskie Autorki kształtował jeszcze wiek dziewiętnasty. To bezcenne świadectwo historii, piękna literatura i powód do przywrócenia pamięci bardzo dzielnej i niezłomnej kobiety, świetnej pisarki, Sprawiedliwej wśród Narodów Świata, wielkiej patriotki i depozytariuszki polskości.
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na914 dni temu
Myśl w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa Sowietów Stanisław Cat-Mackiewicz
Myśl w obcęgach. Studia nad psychologią społeczeństwa Sowietów
Stanisław Cat-Mackiewicz
Autor był człowiekiem głęboko oczytanym w tematyce Rosji; jej historii, kultury, ustroju. Co więcej, miał okazję spędzić kilkanaście dni w Zwiazku Republik Sowieckich, odbywając podróż, która pozostawiła w nim silne wrażenie. (przed 1930 rokiem). Była to wyprawa nie tylko geopolityczna, ale przede wszystkim intelektualna i psychologiczna. To dzięki niej mógł dogłębnie przyjrzeć się mechanizmom rządzącym sowieckim społeczeństwem. Sam przyznaje: • „znałem nieźle historię, literaturę, byt przedwojennej Rosji (…) konstytucję ZSRR umiałem omal nie na pamięć.(…)” Zanim wyruszył zadał sobie kilka fundamentalnych pytań, na które próbował odpowiedzieć w tej książce: 1. „Czy w razie wojny ościennej w Rosji obudzi się patriotyzm państwowy, który zacznie pomagać rządowi sowieckiemu w walce z wrogiem, cudzoziemcem, czy też przeciwnie, wybuch wijny wywoła kontrrewolucję w Rosji? 2. Czy w walce pomiędzy rosyjsko-bolszewickim centralizmem a siłami decentralistyczno-nacjonalistycznymi, zwycięży pierwszy czy też drugi? 3. Jak się przedstawiają wpływy Azji na bolszewicką Rosję? 4. Jak wygląda ra młodzież, która jest wychowana „bez żadnej moralności”, urabiania w pojęciu, że religijność jest jakimś objawem patologicznym w rodzaju histerii płciowej? 5. Jak się przedstawia sprawa rosyjskiego „palimpsestu”?” Wyruszając, postawił sobie jasny cel: • „(…) szukałem rzeczy trwałych, stałych, niezmiennych w Bolszewii.” Tymczasem, podczas podróży, odkrył, że w tym państwie: • „Wszystko jest płynne, wszystko jest względne, wszystko ulega prądowi walki rewolucyjnej, która płynie naprzód, jak rzeka podczas powodzi.” W jego oczach Związek Sowiecki był państwem pozbawionym fundamentów prawnych, jakie znała Europa: • „W państwie sowieckim nie istnieje żadna norma jurydyczna w naszym europejskim pojęciu „istnienia”, działania normy, (…) prawa cywilnego, (…) karnego i konstytucyjnego.” Zderzenie dwóch światów zachodniego i wschodniego, opisał w sposób niezwykle obrazowy: • ”Nasz świat jest światem wypoczynku, światem zabawy w politykę i tenis, światem chleba i kultury – ich świat to świat histerii, okrzyków, haseł i szamotania się z pracą.” Warto zaznaczyć, że książka po raz pierwszy została wydana w 1931 roku. Nie jest to agitka ani manifest, lecz chłodna, choć poruszająca analiza rzeczywistości. Autor miał nieprzeciętny dar trafnej obserwacji. Nie ukrywał swoich przekonań, silnych zasad monarchicznych i rzymskokatolickich. W rej książce, dążył do uczciwości i intelektualnej bezstronności. Podchodził do tematu z psychologicznego punktu widzenia. Próbował uchwycić skutek jaki wywarl eksperyment na rosyjskim narodzie. Pisał wprost: • „Jest to wielki kocioł, wrzacy rewolucją.” Na końcu książki znajduje się krótka nota, autorstwa Andrzeja Nowaka, komentarz do Pamimpsestu Stanislawa Mackiewicza. Nowak zauważa, że Mackiewicz uznawał dwa najważniejsze nieszczęścia, jakie dotknęły ludzkość; jedno to rewolucja rosyjska, a drugie – Sobór Watykański II.
lenonek - awatar lenonek
ocenił na96 miesięcy temu
Obóz świętych Jean Raspail
Obóz świętych
Jean Raspail
Witam. Można byłoby pisać o ciekawym pomyśle autora z pogranicza s-f, fantazji napisanej ze swadą, z widoczną nutą ironii gdyby nie to fakt że po 50 latach więcej w tym faktach niż literackiej fikcji. Każdy może inaczej odebrać intencje autora, sam często zastanawiałem się czy dobrze odczytuję przekaz zawarty w tej książce. W wielu komentarzach przewijają się zarzuty o rasizmie czy faszyzmie autora. Od razu można się domyślać poglądów autorów takich słów, może warto się zastanowić nad takimi epitetami bo to był standard w propagandzie bolszewickiej od początku rewolucji w Rosji. Marksiści i pokrewni chyba nigdy się nie zmienią... Wracając do tez z książki. Tej lawiny już się raczej nie zatrzyma, jak ktoś tu już celnie skomentował. Nie chodzi tu tylko o rozmycie naszej tożsamości, naszej tzn. cywilizacji łacińskiej. Przykre że jeśli rzeczywisty proces, tak podobny do wizji autora, nie zostanie przerwany to dla wielu z nas ciężko będzie nazwać to co nas otacza wymarzonym domem. Dla niektórych pewnie nie ma to znaczenia jak zmienia się świat. Ja nie tylko należę do pokolenia które już przemija ale chyba i do tych którzy tęsknią za światem swojej młodości. Nie tylko dlatego że idealizuje się ten świat sprzed wielu lat ale i że niekoniecznie to co przyszło i zastąpiło stare jest czymś lepszym. Jest czymś innym i to nie zawsze jest miłe sercu. Być może i o tym myślał autor pisząc tę książkę a może trochę to wszystko spłycam. Pozdr.
NerwowyCzytelnik - awatar NerwowyCzytelnik
ocenił na81 miesiąc temu
Listy z Rosji Astolphe de Custine
Listy z Rosji
Astolphe de Custine
Opis i opinie o książce są wyczerpujące. Cóż można dodać? Listy markiza są w Polsce mało znane, dosłownie parę wzmianek w literaturze. A szkoda. Niezapomniana lektura. Moim zdaniem książka - matka, dla wszystkich późniejszych historyków. Nie twierdzę, że następcy byli plagiatorami, ale tyle razy spotykałem się z opiniami innych autorów, jakby żywcem zapożyczonych od autora. Na pewno była to lektura obowiązkowa dla każdego z nich. Wiele celnych opinii o Rosjanach i Rosji, dwa przykłady: " Rosjanie zgnili, zanim dojrzeli " " Syberia zaczyna się od Wisły " itd. itp. Jeden opis bardzo smutny, przytoczę go w całości, bo nie myślę, żeby dużo osób miało możliwość przeczytać książkę. Petersburg 1839r."... trafiłem nogą na kamień i przeczytałem na nim imię, które mnie mocno wzruszyło: Poniatowski... Królewska ofiara próżności, ten zbyt łatwowierny kochanek Katarzyny II jest pochowany tu bez żadnych należnych mu względów, ale wyzuty z majestatu korony, zachował majestat nieszczęścia. Niedole tego władcy, jego zaślepienie tak okrutnie ukarane i perfidna polityka jego wrogów zwraca uwagę wszystkich podróżnych na jego poniechany grób. " Bez komentarza. Nie, chwila ciszy. Jaki był, taki był, ale to zawsze KRÓL POLSKI. Jego ciało przeniesiono w 1938 r. do Wołczyna ( obecnie Białoruś ). Od 1995 r w Warszawie, w katedrze św, Jana. Jeśli ktoś ma ochotę przeczytać na 246 stronach niekończącej się krytyki Rosji, cara, arystokracji, chłopów, wojska ( za wyjątkiem Kozaków ) azjatyckiej mentalności, strachu, zakłamania, architektury, kultury... spokojnie, spokojnie, brak kultury to też kultura, a to tylko wstęp do wyliczanki, to znalazł swoją książkę. Polecam.
ando - awatar ando
ocenił na1010 miesięcy temu
Na skraju Imperium i inne wspomnienia Mieczysław Jałowiecki
Na skraju Imperium i inne wspomnienia
Mieczysław Jałowiecki
Wspomnienia Mieczysława Jałowieckiego to nie tylko lektura, lecz fascynująca wyprawa przez epoki, tożsamości i wydarzenia, które ukształtowały Europę Wschodnią. Autor, z niezwykłą pasją i swadą, maluje słowem świat, który odszedł bezpowrotnie. Jego opowieść rozpoczyna się w sercu Wileńszczyzny, gdzie korzenie Jałowieckich sięgają daleko w przeszłość, aż po ruskich kniaziów Pieriejasławskich. Autor miał osobliwe szczęście "życia w ciekawych czasach" – od zmierzchu imperium carów, przez odzyskanie przez Polskę niepodległości, aż po II wojnę światową. Jałowiecki, jako pierwszy przedstawiciel rządu Rzeczypospolitej w Wolnym Mieście Gdańsku, stał się naocznym świadkiem narodzin nowego porządku w Europie. Jego wspomnienia to mozaika barwnych portretów, od sielskich dworów wśród litewskich borów, po gorączkowe tygodnie w wojennej Rosji czy zawiłości polityczne międzywojennego Gdańska. Nostalgia przeplata się tu z pasją, a osobiste refleksje Autora, pełne patriotycznego żaru i czasem gorzkiej ironii, nadają lekturze niepowtarzalny klimat. Wspomnienia Mieczysława Jałowieckiego to nie tylko zapis przeszłości, lecz również – a może przede wszystkim – przestroga i wezwanie do pamięci o tradycjach, kształtujących naszą tożsamość, które - właściwie wykorzystane - mogą być ogromnym atutem. Pozycja autorstwa Mieczysława Jałowieckiego zachwyca bogactwem szczegółów, mądrością spostrzeżeń i kunsztem pisarskim, godnym dojrzałej literatury. Polecam, nie tylko pasjonatom historii ...
Dariusz BOŃCZA-WYSPIAŃSKI - awatar Dariusz BOŃCZA-WYSPIAŃSKI
ocenił na97 miesięcy temu
Zasypie wszystko, zawieje... Włodzimierz Odojewski
Zasypie wszystko, zawieje...
Włodzimierz Odojewski
Książka to przerażający obraz polsko-ukraińsko-rosyjsko-żydowskiego pogranicza. To wielowątkowe, monumentalne, najważniejsze dzieło autora, ukończone w 1967 r. ale wydane dopiero na emigracji w 1974 r. Saga rodzinna opowiadająca historię dwóch przyrodnich braci. Jeden z nich walczy w polskiej partyzantce, a drugi w ukraińskiej i w SS - Galizien. Jeden z wątków, o Katyniu, był głównym powodem, dla którego powieść nie mogła być oficjalnie wydana w Polsce. Patriota ??? Aż nie chce mi się pisać !!! No cóż, przed obowiązkiem nie ucieknę !!! Od lutego 1964 r. do grudnia 1965 r jeden z " bogów " polskiego literackiego olimpu był TW- tajnym współpracownikiem SB zarejestrowanym pod kryptonimem WO, WOd, W. Uważany za wzór moralnej bezkompromisowości i odwagi, który w swoich dziełach szarpie najboleśniejsze polskie rany. W książkach przetłumaczonych na ok. 20 języków i uważanych za arcydzieła... OKAZAŁ SIĘ ŚWINIĄ !!! Donosił na swoich kolegów po piórze, widząc w nich konkurentów. Swój status TW wykorzystywał dla zapewnienia sobie gwarancji nietykalności przy staraniach o zagraniczne tłumaczenia. Pomijał ZAiKS, który pobierał wysokie opłaty za wydawane książki. Kiedy zorientował się że jego książka nie zostanie w Polsce wydana, ale ponieważ była już przetłumaczona na język francuski i niemiecki, razem ze swoim wydawcą nagłośnił odmowę wydania mu paszportu, nawet radio " Wolna Europa " o tym huczało. Prezentowano go jako prześladowanego obrońcę prawdy, ofiarę wypadków marcowych, zdobył status " polskiego Sołżenicyna ". Z Polski wyemigrował w 1971 r. pracował w Monachium w Rozgłośni Polskiej Radia Wolna Europa gdzie był kierownikiem działu kultury. Do Polski wróciła stałe po 1989 r. Zmarł w 2016 r. wiadomości o jego obrzydliwej działalności wyszły na jaw już po jego śmierci. Książkę muszę polecić, ale charakteru i mentalności pisarza już... NIE !!! Komorowski udekorował Michnika w 2010 r. Orderem Orła Białego. Chociaż bardziej pasuje mu nagroda przyznana w 2022 r przez szwedzką organizacje Judisk Kultur za promocję kultury żydowskiej. Autor w 2007 r. został udekorowany Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Wierzę, że przyjdzie kiedyś czas na weryfikację takich odznaczeń !!!
ando - awatar ando
ocenił na1017 dni temu
Kamień na kamieniu Wiesław Myśliwski
Kamień na kamieniu
Wiesław Myśliwski
🪦🌾 O grobie, który mówi pełnią życia — i o pisarzu, którego będzie brakowało 🌾🪦 ⭐ Moja ocena: 9/10 — Kamień na kamieniu po raz kolejny przypomniał mi, jak wielkim pisarzem był Wiesław Myśliwski. A może nawet bardziej: jak rzadkim. Tym mocniej wybrzmiewa to właśnie teraz, tuż po wiadomości o jego odejściu. I chyba dlatego ta lektura poruszyła mnie jeszcze mocniej — bo mówi o śmierci, pochówku i przemijaniu, a jednocześnie jest tak pełna życia, ciepła, humoru i ludzkiej prawdy, że czyta się ją z uśmiechem, ale też z sercem pod gardłem. 🗣️ Gawęda, która niesie 🗣️ Największa przyjemność tej książki płynie dla mnie z samego języka. To proza, która nie pędzi do celu, tylko żyje po drodze: dygresją, wspomnieniem, obserwacją, pozornie bocznym zdaniem, które nagle okazuje się ważniejsze niż niejeden wielki finał u innych autorów. Myśliwski opowiada lekko, ale nigdy pustą lekkością. Jest tu błysk, czułość, wiejski konkret, humor, a zaraz obok ból i strata. I właśnie dlatego to tak mocno działa. 🪦 Z grobu wyrasta całe życie 🪦 Punkt wyjścia jest prosty i genialny zarazem: budowa rodzinnego grobu. Ale u Myśliwskiego z tego jednego motywu wyrasta cała opowieść — o rodzinie, pamięci, braciach, rodzicach, ziemi, wojnie, biedzie, dumie i losie. To jedna z tych książek, w których wszystko znaczy więcej, ale nic nie jest sztucznie napompowane symboliką. Nawet śmierć nie jest tu literacką pozą. Jest częścią życia — ciężką, nieuniknioną, a zarazem bliską i ludzką. 🌾 Wieś bez dekoracji 🌾 Bardzo cenię to, że Myśliwski nie robi z tej wsi ani cepelii, ani manifestu. To nie jest świat upiększony. Jest twardy, biedny, pełen uporu, śmieszności, ran, rodzinnych napięć i ciężaru historii. A jednak nie ma w tej prozie martwoty. Przeciwnie — ona oddycha. Ma rytm, własną mądrość, własny uśmiech i własny sposób patrzenia na człowieka. Dzięki temu ta opowieść nie staje się ani sielanką, ani chłopskim mitem, tylko prawdziwym życiem. ⏳ Czas, który krąży jak pamięć ⏳ Ta powieść nie biegnie równo od początku do końca. Zawraca, odchodzi w bok, wraca do dawnych zdarzeń, zatrzymuje się na szczególe, żeby po chwili odsłonić coś znacznie większego. I właśnie to ma ogromny urok. Nie ma tu chaosu — jest żywa pamięć. Taka, która nie układa się w linijki, tylko mówi własnym rytmem. Czytając, miałem poczucie, że nie obcuję z wymyśloną konstrukcją, ale z prawdziwym doświadczeniem opowiedzianym przez kogoś, kto naprawdę wie, czym jest życie i czym jest strata. 🖤 Dziś brzmi jeszcze mocniej 🖤 Trudno mi oddzielić tę książkę od wiadomości o śmierci Myśliwskiego. I może nie trzeba. Bo nagle jeszcze wyraźniej widać, jak niezwykła była to proza: bez wielkich gestów, bez nadęcia, bez taniej mądrości. Niby lekka, niby gawędziarska, chwilami nawet uśmiechnięta — a przecież pod spodem niesie rzeczy najcięższe. Kamień na kamieniu czytany teraz wybrzmiewa niemal podwójnie: jako znakomita powieść i jako ciche przypomnienie, że odchodzą pisarze, ale zostają ich zdania. A niektóre zostają naprawdę na długo. 🌿 Na koniec 🌿 To chyba najpiękniejsze u Myśliwskiego: że potrafił pisać o śmierci tak, że człowiek jeszcze mocniej czuje życie. Bez patosu. Bez górnolotności. Bez literackiego przymusu „ważności”. Po prostu mądrze, czule i prawdziwie. I może właśnie dlatego po tej książce zostaje nie tylko zachwyt, ale też wdzięczność.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na99 dni temu

Cytaty z książki Droga donikąd

Więcej
Józef Mackiewicz Droga donikąd Zobacz więcej
Józef Mackiewicz Droga Donikąd Zobacz więcej
Józef Mackiewicz Droga Donikąd Zobacz więcej
Więcej