Conan - Księga pierwsza

Okładka książki Conan - Księga pierwsza
Robert E. Howard Wydawnictwo: Vesper Cykl: Conan wyd. Vesper (tom 1) Seria: Eony fantasy, science fiction
784 str. 13 godz. 4 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Conan wyd. Vesper (tom 1)
Seria:
Eony
Tytuł oryginału:
Conan
Data wydania:
2024-03-27
Data 1. wyd. pol.:
2024-03-27
Liczba stron:
784
Czas czytania
13 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788377314722
Tłumacz:
Tomasz Nowak
Średnia ocen

                7,6 7,6 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Conan - Księga pierwsza w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Conan - Księga pierwsza



książek na półce przeczytane 346 napisanych opinii 77

Oceny książki Conan - Księga pierwsza

Średnia ocen
7,6 / 10
214 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1274
1053

Na półkach: ,

„Bardzo dobra klasyka”
Conan to klasyka, którą dopiero teraz przyszło mi przeczytać. Może to i lepiej, bo jako dojrzały (przejrzały raczej ;-) czytelnik mogłem w pełni docenić jej walory. Co do tłumaczenia, to z początku miałem trudności w składaniu zbyt „przesłodzonych językowo” zdań złożonych. Na szczęście ta przypadłość szybko minęła i mogłem czerpać przyjemność w kompletowaniu kolejnych fraz. Książka jest mieszaniną „Wyspy skarbów” i dużej dozy Lovecrafta. Do tego jeszcze bohater, który nie potrzebuje wiele. Otoczony pięknymi kobietami, takimi które nań lecą, lub innymi które sobie wziął, pali grabi i bogaci się. Dla tych co pytają, nie pracuje w Urzędzie Skarbowym, chociaż należy do tego samego klanu – jest Barbarzyńcą. Moja ulubiona postać z Diablo II – tylko kobiet nie mogłem sobie porywać.
Kolejne opowiadania są jak ciosy miecza. Następują znienacka i tną mocno. Od książki nie sposób się oderwać. Mimo dość sporej naiwności niektórych, są ciekawe i dobrze napisane.
Zakończenie, co tu dużo pisać – Conan rules !!!
I dobrze.
Wydanie staranne w twardej oprawie z ciekawymi grafikami w środku. Tylko mapa wyblakła, mogła mieć zwiększony kontrast. Vesper się postarał.
Polecam bo to naprawdę kawał dobrego fantasy.

„Bardzo dobra klasyka”
Conan to klasyka, którą dopiero teraz przyszło mi przeczytać. Może to i lepiej, bo jako dojrzały (przejrzały raczej ;-) czytelnik mogłem w pełni docenić jej walory. Co do tłumaczenia, to z początku miałem trudności w składaniu zbyt „przesłodzonych językowo” zdań złożonych. Na szczęście ta przypadłość szybko minęła i mogłem czerpać przyjemność w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

714 użytkowników ma tytuł Conan - Księga pierwsza na półkach głównych
  • 434
  • 249
  • 31
246 użytkowników ma tytuł Conan - Księga pierwsza na półkach dodatkowych
  • 192
  • 17
  • 11
  • 9
  • 6
  • 6
  • 5

Inne książki autora

Okładka książki The Lure of Atlantis. Strange Tales of the Sunken Continent Edmond Hamilton, Robert E. Howard, Henry Kuttner, H.P. Lovecraft, Frances Bragg Middleton, Joel Martin Nichols jr, R. J. Robbins, Clark Ashton Smith, Will Smith, Juliusz Verne, Donald Wandrei, Michael Wheatley
Ocena 0,0
The Lure of Atlantis. Strange Tales of the Sunken Continent Edmond Hamilton, Robert E. Howard, Henry Kuttner, H.P. Lovecraft, Frances Bragg Middleton, Joel Martin Nichols jr, R. J. Robbins, Clark Ashton Smith, Will Smith, Juliusz Verne, Donald Wandrei, Michael Wheatley
Okładka książki Kurhan na przylądku Artur Biernacki, Robert E. Howard
Ocena 7,4
Kurhan na przylądku Artur Biernacki, Robert E. Howard
Robert E. Howard
Robert E. Howard
Amerykański pisarz fantasy, horrorów oraz opowiadań bokserskich i historyczno-przygodowych, publikowanych głównie w magazynie Weird Tales, w którym był jednym z najpopularniejszych autorów. Jego twórczość miała wielki wpływ na pisarzy podgatunku miecza i magii oraz heroic fantasy. Znany głównie jako twórca postaci Conana Barbarzyńcy. Urodził się w Peaster w Teksasie, jako syn doktora Isaaca Mordecai Howarda oraz Hester Jane Ervin Howard. Jego rodzina często zmieniała miejsce zamieszkania, aż osiadła w Cross Plains w środkowym Teksasie w 1919 roku. Będąc dzieckiem, Robert Howard był drobnej budowy ciała, przejawiał cechy osobowości schizoidalnej, dodatkowo zainteresowanie książkami sprawiło, że chłopiec był postrzegany przez otoczenie jako mol książkowy, skutkiem czego, w dzieciństwie był prześladowany przez rówieśników. Jednak jako nastolatek rozpoczął rygorystyczny program ćwiczeń siłowych i bokserskich – nim wstąpił do Cross Plains High School, stał się silnym młodzieńcem, a gnębienie ustało[1]. Mając 15 lat wybrał pisanie jako drogę swej kariery i wysłał pierwsze opowiadanie do Adventure Magazine, gdzie wkrótce się ukazało. W 1922 roku ukończył ostatnią możliwą klasę w szkole w Cross Plains, po czym przeniósł się do Brownwood aby kontynuować edukację w Brownwood High School. Trzy lata później, Weird Tales, które niedawno rozpoczęły swoją działalność pod opieką redakcyjną Farnsworth Wrighta, za 16 dolarów kupiły opowiadanie Howarda Włócznia i kieł (Spear and Fang), które zostało opublikowane w tym magazynie w sierpniu 1925 roku. W tym samym roku Robert Howard rozpoczął naukę na Howard Payne Academy w Brownwood, gdzie uczęszczał na kursy obejmujące stenografię, maszynopisanie, rachunkowość i prawo handlowe, ale nie kontynuował studiów z powodu braku pieniędzy, skutkiem czego nie dostał dyplomu. Robert E. Howard imał się różnorodnych zawodów aby zarobić na utrzymanie, nawet wtedy gdy publikował swoją twórczość. Był pomocnikiem geografa, sekretarzem w biurze prawniczym, pomocnikiem w aptece i publicznym stenografem. W 1926 roku na życzenie ojca skończył kurs bibliotekarstwa. 11 czerwca 1936 roku, około 8:00 rano, po usłyszeniu wiadomości od pielęgniarki, że jego chora na gruźlicę matka po zapadnięciu w śpiączkę już raczej nie odzyska przytomności, Howard usiadł w swoim samochodzie z pożyczoną bronią, a następnie strzelił sobie w głowę. Umarł nie odzyskawszy przytomności około 16:00. Jego matka zmarła następnego dnia. Razem z nią został pochowany na cmentarzu Greenleaf w Brownwood dwa dni później. Pisał opowiadania w bardzo wielu gatunkach, ale jego najsłynniejszy bohater to Conan Barbarzyńca. Pojawił się po raz pierwszy w opowiadaniu Feniks na mieczu (The Phoenix on the Sword) w grudniu 1932 roku. Howard jest też autorem serii opowiadań z purytaninem Solomonem Kane, Piktem Bran Mak Mornem, marynarzem-zawadiaką Steve’em Costiganem oraz ogromnym Kullem. Howard prowadził intensywną korespondencję z pisarzami: H.P. Lovecraftem i Clarkiem Ashtonem Smithem. Napisał kilka opowiadań grozy osadzonych w realiach mitów Cthulhu, stworzonych przez pierwszego z nich.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Góra pod morzem Ray Nayler
Góra pod morzem
Ray Nayler
Czasem zastanawiam się, co kryją podmorskie tonie. Wiecie, że według różnych szacunków zbadane zostało mniej niż 5% całego światowego oceanu? Ray Nayler zadaje kilka zasadnych pytań w swojej książce. Po pierwsze – czy istoty rozumne i mające możliwość komunikacji mogłyby rozwinąć się w oceanie? Pomysł zasadza się na rozwoju ośmiornic, które powszechnie znane są ze swojej inteligencji i próbie kontaktu korporacji DIANIMA z zamieszkującymi u wybrzeży Wietnamu głowonogami. Świat przedstawiony przez autora to jednocześnie wizja postapokaliptyczna – kraje zostały strawione przez wojnę, jednocześnie do tego dochodzi szybki postęp technologiczny – przede wszystkim związany z cybernetyką i androidami. I to drugi problem, który jest w centrum zainteresowania. Pojawiają się powszechnie spotykane w literaturze sf pytania: czy androidy śnią o elektrycznych owcach? Kiedy tworzy się świadomość? Jak ją określić? Chociaż wiele pomysłów, które przedstawia autor są ciekawe, to potknął się w kilku miejscach i trochę odebrało mi to przyjemność z odbioru tej lektury. Po pierwsze – stateczność akcji. Nayler de facto bawi się kilkoma konwencjami – thrillerem, hard sf, elementami szpiegowskimi – ale nie potrafi tego amalgamatu złożyć w jedno. W książce występują trzy wspólne wątki, które tylko pobieżnie się ze sobą schodzą i chociaż wszystkie są rozwiązywane, to równie dobrze mogłyby funkcjonować oddzielnie. Mało tego, usuwając którykolwiek z nich nie stracimy w zasadzie płynności narracji. Po drugie – płytkość zadanych pytań. Nie zrozumcie mnie źle, wiele z aspektów poruszonych przez autora jest ciekawych i istotnych, tylko były one już realizowane przez wielu autorów w wielu książkach na przestrzeni kilkudziesięciu lat – ale przede wszystkim było to robione lepiej. I po trzecie – strasznie mi się ta książka dłużyła.Nie wiem, czy wynikało to z tłumaczenia czy z formy oryginału. W ostatecznym rozrachunku książka była po prostu ok. Kilka pytań było istotnych ale wykonanie było poprawne. Czy to źle? Nie. Ale trochę za mało na zachwyt.
StrongSilentType__ - awatar StrongSilentType__
ocenił na 6 2 miesiące temu
Obcy: Morze Boleści James Arthur Moore
Obcy: Morze Boleści
James Arthur Moore
"Obcy. Morze boleści" to ostatnia część serii o brutalnych Xenomrphach i ekspansji kosmosu korporacji Weyland-Yutani. Świadomie oznaczam tę pozycję jako ostatnią, choć została wydana jako tom drugi pod szyldem Kanonicznej Trylogii Obcych (czerwona seria), ale po kolei. Morze boleści to wydarzenia na planecie LV178, czyli to samo miejsce, które poznaliśmy z książki "Obcy. Wyjście z cienia", więc pewnie dlatego otrzymała pozycję drugiego tomu. Całą strukturę burzy tu jednak czas, bo wydarzenia z tej części rozgrywają się 356 lat później. Przez ten czas zdążyły popaść w zapomnienie losy bohaterów z książek "Obcy. Rzeka cierpień", "Obcy. Decydujące starcie", "Obcy 3", "Obcy. Zimna kuźnia" oraz "Obcy. Przebudzenie". W tym chronologicznie ułożonym szeregu powinniśmy przeczekać jeszcze sto lat, zanim Morze boleści wejdzie na scenę. Przewińmy ten czas. Jak już wcześniej wspomniałem, korporacja Weyland-Yutani wraca na planetę LV178 z kolejną misją złapania żywych lub martwych okazów obcych. Wiedza na temat tego gatunku jest już bardzo bogata, choć nadal dostępna tylko dla wyższego personelu firmy. Najemnicy zwabieni pokaźnymi nagrodami, obdarowani są minimalnym skrawkiem informacji, a tym bardziej wielkości czyhającego na nich zagrożenia. Do grupy poszukiwaczy zostaje "przekonany" niejaki Alan Decker - pracownik Izby Handlowej, mający specyficzne poczucie deja vu. Okazuje się, że jest z szóstego pokolenia Ellen Riplay (to jedyne nawiązanie) i stąd przebłyski oraz wyczuwanie dotąd niespotkanego zagrożenia. Decker trafia na LV178 wraz z oddziałem najemników, gdzie doświadcza nienawiści, która należy mu się przez wzgląd na minione czasy. "Obcy. Morze boleści" to niestety jedna ze słabszych pozycji z serii. Brakowało mi kluczowych postaci, a Alan Decker i jego szósta krew z krwi nie bardzo mnie przekonała w swojej roli. Klimat oczywiście został zachowany, bo tu się coś wykluwało, tu zabijało, wszystko niby działało bez zarzutu. Nawet został, po raz wtóry wyjaśniony cały proces rozwoju obcej rasy. Od królowej, poprzez jaja, moment "zapłodnienia" dawcy, po narodziny i gotowość do zabijania. To moje ósme spotkanie z serią, więc mogę być już bardziej wymagający. Zabrakło wielu elementów, jak chociażby wyraźnego antagonisty z ramienia Weyland-Yutani, bo ten przestawiony w książce, bardzo rzadko podkreślał swoją obecność. Większą presję można było odczuć poprzez pisemne komunikaty przesyłane do Zimnej Kuźni albo bezwzględne działania Asha - androida z Ósmego pasażera Nostromo. To ostatnia przeczytana przeze mnie książka, jaka wyszła z serii Obcy i wydawnictwa Vesper, ale mam nadzieję, że coś jeszcze się pojawi, a ja odpowiednio umieszczę tytuł na osi czasu.
Michał Laskowski - awatar Michał Laskowski
ocenił na 6 2 miesiące temu
Sprawiedliwość królów Richard Swan
Sprawiedliwość królów
Richard Swan
Po książkę sięgnąłem bez większego przekonania, bardziej dla zabicia czasu bez jakiegokolwiek zaangażowania. Trudny, zagmatwany początek mnie w tym utwierdził, aż tu nagle, z rozdziału na rozdział, zacząłem śledzić losy bohaterów z wypiekami. Nie wiem czym to było spowodowane, ale na pewno nie oryginalnością, bo o bohaterach podróżujących po świecie i egzekwujących prawo pisał już kiedyś na przykład Sebastien de Castell. Po jakimś czasie zauważyłem, że to powieść jakich wiele, ale ma tak bardzo widoczne i solidne podstawy świata i bohaterów, że trudno było się oderwać. Wszystko dopięte na ostatni guzik, bez większych niedopowiedzeń, a przedstawienie historii w formie spisanych wspomnień wyszło świetnie. Konrad Vonvalt, wraz z podopieczną, Heleną Sedanką oraz ich pomocnikiem wyruszają do małej wioski, aby zbadać, jak przestrzegane są w niej prawa i czy mieszkańcy, zgodnie z cesarskimi postanowieniami, wyrzekli się pogaństwa. W trakcie podróży towarzyszy im Claver, powiązany z dworem młody człowiek, który nie uznaje odejść od norm, wchodzi w kompetencje Vonvalta i stara się wpłynąć na jego osąd. Po inspekcji wioski i pozbyciu się ciężaru w postaci Clavera bohaterowie wyruszają do Galen's Vale, gdzie dosłownie po chwili wplątują się w sprawę morderstwa arystokratki, a sama sprawa prowadzi ich spisku, który sięga cesarskiego dworu. Od tej chwili bohaterowie bez przerwy będą narażenie na niebezpieczeństwo, a Claver okazuje się być dosyć znaczącą osobą z sięgającymi nieba ambicjami i celami. Gdyby usunąć wszystkie elementy fantastyczne, czyli niesamowite moce Vonvalta i innych sędziów, oraz przenieść miejsce akcji do jakiejś europejskiej miejscowości, książkę śmiało możnaby zaliczyć do kryminału albo thrillera, a i tak byłaby w tym dobra i całkiem nieźle by się broniła. Na uwagę zasługują również bohaterowie. Pomijając fakt, że Helenie Sedance kibicuje się od początku do końca, tak Vonvalt chyba celowo zmusza czytelnika do niechęci wobec siebie. Osobiście przez większość książki chciałem, żeby ktoś utarł mu nosa i wydobył z niego coś 'ludzkiego'. Jego prostackie zachowanie, bezczelność i ignorowanie, albo raczej niedopuszczanie do myśli swoich słabości i nieprzyznawanie się do swoich błędów działało na nerwy. Książkę polecam, świetnie miesza gatunki i w każdym z nich ma sporo do zaoferowania, co równocześnie może być problemem dla czytelników, którzy szukają porządnej, czystej fantastyki.
Shoggothey - awatar Shoggothey
ocenił na 7 27 dni temu
Przyczajona groza H.P. Lovecraft
Przyczajona groza
H.P. Lovecraft
Wygląda na to, że "Przyczajona groza" kończy moją przygodę ze zbiorami opowiadań Lovecrafta od Vesper. Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy. Jak przeglądałem pozostałe 4 pozycje z serii, to wszystkie zawarte w nich dzieła już się powtarzają. "Przyczajona groza" była nieco innym zbiorem niż reszta. Słodko-gorzko mi się go czytało. Wygląda to tak, jakby zebrane tu 6 opowiadań skupiało w sobie wszystkie problemy, jakie od czasu do czasu przewijają się w twórczości Lovecrafta - niejednokrotnie zdarzało się, że opowiadania pod koniec wytracały impet, rozmywały się gdzieś w środku lub oparte na rasistowskich przekonaniach przesłanie wybijało się na pierwszy plan niczym jedno z opisywanych monstrów (to mój główny problem chociażby ze "Zgrozą z Red Hook"). Mimo to jednak nie mogę powiedzieć, że zbiór jest zły. Oprócz perełek, jak "Przypadek Charlesa Dextera Warda" czy "Coś na progu", pełno tu gęstego klimatu, wymyślnych, abstrakcyjnych potworności i charakterystycznej, wyszlifowanej, analitycznej i inteligenckiej narracji - czyli tego, co u Lovecrafta najlepsze. Po prostu pewne problemy obecne w ogóle jego twórczości tu zaznaczone są wyjątkowo mocno, na tyle, że tym razem nie umiałem przymknąć na to oczu. Z przeczytanych przeze mnie zbiorów ("Zew Cthulhu", "Sny w domu czarownicy", "Koty Ultharu", "W górach szaleństwa" i "Przyczajona groza" właśnie) ten zdecydowanie wypada najsłabiej. Co nie znaczy, że nie ma w nim nic dobrego. Standardowo, oceny poszczególnych opowiadań: "Przyczajona groza" - 5/10 "Opuszczony dom" - 7/10 "Przypadek Charlesa Dextera Warda" - 7/10 "Zgroza w Red Hook" - 6/10 "Coś na progu" - 8/10 "Nawiedziciel mroku" - 6/10 To też kolejny zbiór nawiedzony przez jakąś klątwę ostatniego opowiadania. Nie wiem, o co chodzi. W "Snach w domu czarownicy" w ostatnie opowiadanie zalały literówki, tutaj - dziwaczne, bolące w oczy dzielenie wyrazów (np. "na-jpewniej"). Tak jakby w korekcie po składzie ktoś nie zdążył akurat jego przejrzeć.
Krzysztof Michalski - awatar Krzysztof Michalski
ocenił na 6 11 dni temu
Pyłek w Oku Boga Larry Niven
Pyłek w Oku Boga
Larry Niven Jerry Eugene Pournelle
Powieść z 1974 roku, a bohaterowie korzystają z "komputerów kieszonkowych", którymi nagrywają przeróżne sytuacje, a następnie zapisują ją w sieciach komputerowych - sieci komputerowej statku kosmicznego, budynku na planecie, wreszcie w publicznej sieci całego państwa... Zresztą jedna z bohaterek (a właściwie: jedyna bohaterka) łapie się na tym, że za dużo czasu spędza z komputerem kieszonkowym w ręku. Ot, wizjonerstwo. Natomiast pod wieloma względami ta monumentalna powieść science fiction o pierwszym kontakcie stoi w sprzeczności z dzisiejszymi czasami. Jest celowo retrofuturystyczna - o ile opisywana technologia względnie poszła do przodu, o tyle warstwa socjologiczna się cofnęła. I tak miejsce kobiet w społeczeństwie przypomina konserwatywną Ameryką lat 50., a Imperium Ludzkości rządzi arystokracja, z oczywistą megalomanią tytułów. Czułem, jakbym czytał "Honor Harrington", ale nieco bardziej na poważnie. Taką konwencję trzeba kupić, co nie jest łatwe. Choć rzeczywiście podejście autorów do jedynej kobiety na statku jest mocno problematyczne, postać Sally trudno jest jakkolwiek obronić nie tylko z dzisiejszej, ale i jakiejkolwiek perspektywy. Jeśli chodzi o główną warstwę, czyli powieść o pierwszym kontakcie, to jest ona bardzo dobra. Oczywiście obcy okazują się być dość bliscy ludziom, ale jednak na tyle obcy, aby ciekawie się o nich czytało. Autorzy ciekawie grają relatywizmem moralnym. Dużą zaletą powieści jest spokojne tempo, dzięki któremu wszystkiemu udaje się wybrzmieć. Największa wada to natomiast wspomniane już postacie, na czele z Sally, ale też Roderickiem Blainem, który może i jest zajebisty, ale tylko w warstwie deklaracji autorów. Zdecydowanie nie żałuję, że przeczytałem. To bardzo dobre SF, które zostanie w mojej pamięci na dłużej. Są dużo lepsze powieści o pierwszym kontakcie, ale nie ma ich znowuż aż tak wiele. Serdecznie polecam, choć podczas lektury trzeba wziąć poprawkę na rok napisania - od 1974 r. minęło już wiele dekad, a w świecie literatury SF były to wręcz eony. Stąd dla wielu czytelników "Pyłkowi w oku Boga" może być bliżej do ramotki.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na 8 4 dni temu
W dół do ziemi Robert Silverberg
W dół do ziemi
Robert Silverberg
„Ciekawa ale nie zostaje w głowie” Moje drugie podejście do Roberta Silverberga. Pierwsze było kompletnie nieudane i nie pozostawiło przyjemnych odczuć. Z pewną nieśmiałością zabrałem się za „W dół do ziemi” i zostałem pozytywnie zaskoczony. Książka jest ciekawa i wciąga. Nie ma w niej dłużyzn i dość wątpliwej jakości opisów seksu. Uniwersum planety skonstruowane dość interesująco i harmonizuje z akcją utworu. Jest tajemnica i jest napięcie. Zakończenie przewidywalne i dość trudne do usprawiedliwienia, jeśli chodzi o motywy bohatera, ale czytałem gorsze. Książka niesie dość tradycyjne, ale podane w odmienny sposób przesłanie. Warto się nad nim zastanowić. U mnie uruchomiło kilka procesów myślowych w kierunku pełnego poznania i definicji pojęcia „człowieczeństwo” i atrybutów z nim związanych. Chodziło głównie o religijne uniesienie zwane „duszą” i abstrakcyjne myślenie. Zapętliłem się wraz z autorem na koligacjach „abstrakcji” i rozwoju nauki. Czy jest nam to do szczęścia potrzebne? Czy inni też muszą podążać naszym śladem, jeśli nie jesteśmy jedyni w tym wszechświecie. Odpowiedzi na te i inne pytania po części udziela książka, definiując „szczęście innych” na swój sposób. Na pewno warto się zaznajomić z tym utworem. U mnie poza chwilą zadumy i przyjemności nie wzbudził większych emocji. Nie jest to książka, do której wrócę i pozostanie w moich kanonach powieści wielbionych. Inni może zadecydują inaczej. Spróbujcie jest naprawdę dość interesująco.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na 7 12 dni temu
Rękopis Hopkinsa R. C. Sherriff
Rękopis Hopkinsa
R. C. Sherriff
Można faktycznie tę książkę postrzegać jako profetyczną, ale pamiętajmy, że została ona opublikowana w 1939 roku. Ludzkość zresztą doświadczała w swojej historii wielości wszelkiego rodzaju katastrof, więc kolejna nie powinna dziwić, choć rzecz jasna nie były to raczej katastrofy kalibru "końca świata". Choć zawsze nas nimi straszono, ale czy faktycznie w nie wierzono? Przecież nawet Noemu ludzie nie uwierzyli, kiedy ostrzegał przed potopem... Zatem "Rękopis Hopkinsa" przedstawia faktycznie ludzką naturę, taką jaką ona jest, bo raczej w tej naturze nie leży bohaterskie stawianie czoła nieszczęściom i ratowanie ludzkości. Takie rzeczy tylko w filmach. Bardziej normalne reakcje to niedowierzanie, wypieranie, negowanie, wyśmiewanie, lekceważenie, chowanie głowy w piasek, egoizm, także negocjowanie z losem. W tym katalogu ludzkich postaw, jakie pokazał Sheriff brakowało mi tylko ewidentnych panikarzy biegających po ulicach oraz proroków apokalipsy, namawiających do pokuty za grzechy w obliczu gniewu bożego... Także reakcja władz jest typowa - rząd, jak to rząd robi wszystko, by "nie siać paniki" i by społeczeństwo nie poddało się chaosowi. Poza tym opowieść Hopkinsa cechują też typowo brytyjskie cechy, czyli stoickie, tudzież humorystyczne podejście do wyroków losu oraz umiłowanie swoich małych ojczyzn (my home is my Castle) i tradycyjnego wiejskiego stylu życia. Hopkins jest może trochę zadufany w sobie, ale z wszystkich powyższych względów postawy głównego bohatera wcale nie odbierałam jako wyraz głupoty czy zaściankowości (gość martwi się o swoje kury, kiedy nadchodzi koniec świata) ale jako naturalną postawę w obliczu czegoś przerażającego i trudnego do zrozumienia. Próbę chronienia swojego małego kawałka świata i szybką umiejętność przystosowania się tak naprawdę. Zresztą, zastanówmy się szczerze: jak sami byśmy zareagowali na wiadomość, że rychło nas świat zostanie unicestwiony (jak reagujemy??)? Poddalibyśmy się rozpaczy czy optymizmowi, że jednak "nic się nie stanie"? Co byśmy zrobili, jak byśmy wykorzystali pozostały nam czas? Czy chciałoby się nam pracować? Czy schowalibyśmy się w ciemnym kącie i zamartwiali (i co by to zmieniło?). Warto zadać sobie takie pytania, zamiast oceniać bohaterów z perspektywy kogoś, komu wydaje się, że nigdy takiej sytuacji nie doświadczy (a w dzisiejszych czasach wydaje się to coraz mniej pewne). Czy sam/a nie okazał(a)bym się małostkowym ignorantem? Prowadzenie życia "jak zwykle", ale z pełną świadomością tego, co ma się wydarzyć i pomimo tego, wydaje mi się w takich okolicznościach właśnie świadczyć o sile charakteru. I paralela z katastrofą klimatyczną nie jest tu do końca właściwa, ponieważ ta ostatnia jest zbyt odłożona w czasie, trudna do wyobrażenia i nie nastąpi w wyniku jednego nagłego wydarzenia. Mamy też więcej możliwości działania i zapobieżenia jej. Z drugiej strony taki charakter tej katastrofy powoduje tylko wzmocnienie takich postaw, jak negacja, bierność, no i prowadzenie szkodliwego "business as usual". Podobieństwo widzę także w zjawisku "antycypacji żałoby" doświadczanej przez Hopkinsa, czyli żalu za tym, że ten świat, który znamy i kochamy się kończy... Wreszcie genialny zwrot akcji na koniec, ukazujący, że największą katastrofę to sprowadzamy na siebie my sami. Ciekawe co autor myślał (w kontekście tego, co napisał) po tym, jak rozpętała się II wojna światowa...
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Szepty Ciemności Andrzej Pupin
Szepty Ciemności
Andrzej Pupin
Zaskoczyła mnie ta książka. Opis kręcił sie wokół czarnego kryminału, więc przed lekturą sądziłem, że to będzie taki Philip Marlowe na polską modłę. A tu niespodzianka, bo kryminał, mimo że tutaj jest obecny, to ustępuje fantastyce, a także w mniejszym stopniu historii oraz atmosferze szpiegostwa. Nie bez powodu na okładce widać rekomendację od Adama Przechrzty, bo "Szepty Ciemności" bardzo mi przypominają jego styl - dość szybkie tempo (ale nie takie, jak u Przechrzty), specjalne zdolności bohatera, osadzenie w historii nowożytnej. Książka rzeczywiście zaczyna się jak typowy czarny kryminał, w którym detektyw "po przejściach" przyjmuje zlecenie w swoim biurze, a sam ma bardzo podejrzanych kolegów. Ale szybko okazuje się, że bohater nie jest taki zwykły i czeka go mocna sprawa oraz wykorzystywanie swoich umiejętności. Wspomniałem "mocna" - to lekkie niedopowiedzenie. Z pozoru się tak nie wydaje, ale zbrodnie omawiane w tej powieści są naprawdę z gatunku tych mrocznych, nie stroniąc od tematów tabu. Więcej nie zdradzę, aby nie spoilować, ale możliwe, że niektórzy nawet będą nieco zniesmaczeni, mimo że to nie same opisy są brutalne, a materiały znajdowane przez detektywa. Książka ma też nieco "sandersonizmów", to znaczy są tutaj elementy świata, których się najpierw domyślamy, a dopiero długo później są wyjaśniane przez jakąś postać. Nie ma tego dużo, ale autor zrobił użytek choćby z samej ciemności (zwanej tutaj Ciemnością). Elementy fantastyczne są całkiem fajne, aczkolwiek są one trochę bardziej dla efektu. Przyznam uczciwie, że mimo że autor chciał pewnie przekazać coś tą książką (jest choćby monolog jednego bohatera dotyczący zachowania się, gdy niedaleko jest wojna - pewnie nie przez przypadek), to jest tutaj dla mnie zbyt dużo efektów, a mało logiki, a na dodatek nie wszystko z historii się zgadza (mam tutaj na myśli wątek boksu na igrzyskach). Dlatego traktuję tę książkę bardziej przygodowo i rozrywkowo - pod tym kątem jest udanym wyborem na parę wieczorów. Co prawda, to tom pierwszy i kończy się pewnym niedopowiedzeniem, ale nie razi ono aż tak, aby mi to przeszkadzało, bo akcja nie jest urwana w połowie. Na pewno będę chciał sprawdzić tom drugi.
SceNtriC - awatar SceNtriC
ocenił na 7 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Conan - Księga pierwsza

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Conan - Księga pierwsza