Ogród Ramy

Okładka książki Ogród Ramy autora Arthur C. Clarke, 9788383381381
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Ogród Ramy
Arthur C. Clarke Wydawnictwo: Rebis Cykl: Rama (tom 3) Seria: Wehikuł czasu [Rebis] fantasy, science fiction
576 str. 9 godz. 36 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Format:
papier
Cykl:
Rama (tom 3)
Seria:
Wehikuł czasu [Rebis]
Tytuł oryginału:
The Garden of Rama
Data wydania:
2024-03-19
Data 1. wyd. pol.:
1995-01-01
Data 1. wydania:
1992-01-01
Liczba stron:
576
Czas czytania
9 godz. 36 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383381381
Tłumacz:
Tomasz Lem
Średnia ocen

                6,7 6,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ogród Ramy w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Wyróżniona opinia i

Ogród Ramy



książek na półce przeczytane 1506 napisanych opinii 1503

Oceny książki Ogród Ramy

Średnia ocen
6,7 / 10
332 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
134
54

Na półkach: ,

Trzecia cześć z cyklu o Ramie. Jak na razie najlepsza. SF opisujący podróże w kosmosie, rozważania o obcych cywilizacjach ale także bardzo ważne watki społeczne i psychologiczne. Nic nie dzieje się bez przyczyny, wpływ otoczenia, rodziny, braku pewnych doświadczeń na każdym etapie życia, a także brak zrozumienia.
Nie wiem czy kolejna cześć przebija tę pod względem "czytelności" ale ta jest świetna.

Trzecia cześć z cyklu o Ramie. Jak na razie najlepsza. SF opisujący podróże w kosmosie, rozważania o obcych cywilizacjach ale także bardzo ważne watki społeczne i psychologiczne. Nic nie dzieje się bez przyczyny, wpływ otoczenia, rodziny, braku pewnych doświadczeń na każdym etapie życia, a także brak zrozumienia.
Nie wiem czy kolejna cześć przebija tę pod względem...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

825 użytkowników ma tytuł Ogród Ramy na półkach głównych
  • 443
  • 375
  • 7
180 użytkowników ma tytuł Ogród Ramy na półkach dodatkowych
  • 125
  • 13
  • 12
  • 9
  • 8
  • 7
  • 6

Inne książki autora

Arthur C. Clarke
Arthur C. Clarke
Prozaik, pisarz fantastycznonaukowy, propagator kosmonautyki, futurolog. Autor ponad 60 książek, klasyk literatury SF i wizjoner, który przewidział m.in. powstanie satelitów telekomunikacyjnych i stacji kosmicznych. Publikował od początku lat 50. XX wieku, a już w 1953 r. ukazał się jego bestsellerowy "Koniec dzieciństwa". Jego najbardziej znanym dziełem jest książka "2001: Odyseja kosmiczna" oraz nakręcony przez Stanleya Kubricka film o tym samym tytule, za którego scenariusz Clarke i Kubrick byli nominowani do Oscara. Wraz z Robertem Heinleinem oraz Isaaciem Asimovem byli znani jako "Wielka Trójka" science-fiction. Zdobył wszystkie najważniejsze nagrody w dziedzinie literatury science fiction: Hugo, Nebula, Nagrodę Campbella, Nagrodę Locusa i Nagrodę Jupitera. Szczególnie uhonorowana została powieść "Spotkanie z Ramą", która zebrała wszystkie najważniejsze nagrody w dziedzinie literatury fantastycznej. W 1985 otrzymał Damon Knight Memorial Grand Master Award. Sam od 1997 r. był patronem innej ważnej nagrody w tej dziedzinie – Nagrody im. Arthura C. Clarke’a, przyznawanej za najlepszą powieść science fiction opublikowaną po raz pierwszy w Wielkiej Brytanii. Był dwukrotnie nominowany do Nagrody Nobla: w 1994 do Nagrody Pokojowej, zaś w 1999 do Nagrody Literackiej, a w 1961 r. otrzymał Nagrodę Kalinga za popularyzację nauki. W 1998 r. otrzymał Order Imperium Brytyjskiego i tytuł szlachecki, a w 2005 także Sri Lankabhimanya najwyższe cywilne odznaczenie Sri Lanki.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tajemnica Ramy Arthur C. Clarke
Tajemnica Ramy
Arthur C. Clarke Gentry Lee
„Tajemnica Ramy” to tom, który w moim odczuciu wypada dość nierówno na tle poprzednich części cyklu. Autorzy starają się kontynuować rozpoczęte wcześniej wątki ale momentami rozwijają je w sposób rozwleczony i nieco przegadany. Zdarzało mi się gubić uwagę w trakcie długich fragmentów, które niewiele wnosiły do akcji i bardziej nużyły niż angażowały. Z kolei inne wątki zostały potraktowane zbyt pobieżnie, jakby od niechcenia, co było sporym rozczarowaniem – miałem wrażenie, że tkwi w nich ogromny potencjał, który niestety nie został w pełni wykorzystany. Na minus zaliczyłbym również fakt, że ta część praktycznie nie różni się od trzeciego tomu. Konstrukcja fabularna, sposób prowadzenia narracji i ogólny klimat są bardzo podobne, przez co chwilami miałem poczucie powtarzalności. Oczywiście, dzięki temu zachowana została spójność serii ale brak świeżych pomysłów sprawił, że czytanie nie dawało już tej samej frajdy co na początku. Zamiast odkrywać nowe oblicza Ramy bardziej miałem wrażenie, że autorzy odtwarzają dobrze znany schemat. Na szczęście w tej części znalazły się też elementy, które naprawdę robią wrażenie. Najlepszym przykładem jest zakończenie, a dokładniej wizyta Nicole w Module Wiedzy. To moment, w którym Clarke i Lee pokazali pełnię wyobraźni i pomysłowości. Opisy i koncepcje zaprezentowane w tym fragmencie są niezwykle sugestywne, świeże i działają na wyobraźnię czytelnika. To jeden z tych fragmentów, które na długo zapadają w pamięć i pokazują, jak wielki potencjał tkwił w całym cyklu. Niestety, finałowa podróż Ramy pozostawiła mnie z uczuciem niedosytu. Po trzech wcześniejszych tomach, pełnych rozmachu, oryginalnych idei i wizji wykraczających poza schemat, oczekiwałem zwieńczenia na miarę całej tej epickiej historii. Zamiast tego dostałem rozwiązanie zbyt stonowane i pozbawione tego „efektu wow”, którego się spodziewałem. „Tajemnica Ramy” pozostaje więc książką, którą warto przeczytać jako część serii, ale trudno ją traktować jako satysfakcjonujące zamknięcie całości. To raczej przyzwoita, choć niepozbawiona wad odsłona, w której tylko momentami widać dawną siłę i błysk geniuszu autorów.
Queequeg - awatar Queequeg
ocenił na 7 7 miesięcy temu
Światło minionych dni Arthur C. Clarke
Światło minionych dni
Arthur C. Clarke Stephen Baxter
Parę lat temu na HBO pojawił się serial Devs - o superkomputerze mającym odtwarzać przeszłość. Dokładnie ten sam motyw porusza Światło, ale dwie dekady wcześniej. Pomysł jest prosty - wynaleziono podglądarke w czasie i przestrzeni, bez wdawania się w szczegóły oparte na tunelach podsprzestrzennych i jazda, lecimy z historią. Powieść zabiera nas w podróż do sprawdzenia jak wiedza całkowita - no, prawie całkowita, bo dotyczącą jedynie wydarzeń, a nie samej struktury rzeczywistości - wpłynie na ludzkość, nad którą jednocześnie wisi miecz Damoklesa. Obserwujemy zmiany w mentalności, zachowaniach, procedurach. Naszpikowana historia mniej lub bardziej wyeksponowanymi smaczkami. Jednocześnie, co bardzo mi się podobało, autorzy pokusili o uczynienie zadość naturalnie pojawiającej się ciekawości czytelników i zaprezentowali swoje wizje historii. W pewien sposób mogliśmy to przeżywać wraz z bohaterami. Jakieś rejony mózgu miłe mi to połechtało. Momentami autorzy idą na łatwiznę rzucając nas w jakieś miejsce lub czas tłumacząc wszystko co było po drodze akapitem lub dwoma, ale narracyjnie wyszło w porządku i wyszło to na dobre w kontekście całej historii. Ciekawe jest też, że mimo mocno lewicujących poglądów Clarke'a potrafi stworzyć spójną historię, bez uciekania się do prozelityzmu ani zaprzęgania twórczości do ideologicznej walki. Tak samo zdeklarowany komunista Pohl potrafił równoważyć swoje poglądy z dobrym pisarstwem. Oczywiście gdzieniegdzie pojawiają się prztyczki, ale uzasadnione fabularnie i ze smakiem, nawet jeśli się z nimi nie zgadzam. A dzisiaj wielu autorów czyni z twórczości młot na przeciwników politycznych, co nie tylko wychodzi sekciarsko, ale często też sprawia wrażenie tępego walenia młotem po głowach czytelników lub widzów, jak z kronik radzieckich albo szkolnych filmów VHS przestrzegających przed darmowymi narkotykami. Generalnie, kawał dobrej fantastyki.
Krzemien - awatar Krzemien
ocenił na 8 2 lata temu
Luna to surowa pani Robert A. Heinlein
Luna to surowa pani
Robert A. Heinlein
Bob Heinlein, szermierz przegranej sprawy, tym razem w książce o narodzinach narodu. Dlaczego przegranej ? Bo Heinlein był libertarianinem i się tego nie wstydził, a dziś jego polski tłumacz w króciutkim posłowiu pisze, że autor miał "męczący libertariański odchył". Jednak sześćdziesiąt lat temu można było jeszcze pisać o rewolucjach prowadzonych w imię wolnej gospodarki, a nie świetlanej przyszłości równych ludzi, którzy będą "jak Arystoteles i Platon, a nawet mądrzejsi" ( takie bzdury wypisywał Lew Trocki ) i nikt z tego powodu nie urządzał na autorze publicznego linczu. Mało tego, taka ksiażka mogła zdobywać nagrody. I Bob taką właśnie książkę napisał. W zasadzie można tę powieść określić jako metapolityczną, to znaczy taką, która nie opisuje konkretnej rewolucji w imię konkretnych poglądów, lecz uniwersalne mechanizmy rewolucji w ogóle. Oczywiście konkretne poglądy są o czym już wyżej wspomniałem, sama rewolucja zaś , to walka o niepodległość USA przeniesonia dokładnie 300 lat później w kosmos, ale najważniejszy w "Lunie..." jest jej uniwersalizm i byłoby dla powieści krzywdzące sprowadzanie jej zaledwie do libertariańskiego manifestu. Heinlein próbuje bowiem opisać przyczyny oraz wybuch rewolty chłodnym okiem obserwatora analizującego ludzkie zachowanie. Włącza w to wszystko, wszak mamy do czynienia z fantastyką, myślący komputer, ale to wszystko tylko dekoracje, zajmujące, ale jednak. Udało mu się przy tym wszystkim stworzyć dwóch świetnych, ambiwalentnych bohaterów. Głównego, który jest informatykiem i mimowolnie daje się wciągnąć w politykę, a także architekta całej ruchawki, profesora będącego mózgiem całej operacji. I ta postać, choć drugoplanowa, wydała mi się najciekawsza, profesor jest bowiem twardym politycznym realistą, który rozumie, że aby dać ludziom wolność, trzeba ich do niej czasem zmusić. W jaki sposób to robi, zdradzał nie będę, pozostawiając Wam przyjemność z lektury, jeśli zdecydujecie się po nią sięgnąć, ale jest to pierwsza mądrość płynaca z tej książki, mówiąca, że czasem po prostu trzeba się umoczyć. Niczym nie różni się w swoich metodach działania człowiek, który chce uwolnić ludzi spod jażma niewolnictwa narzuconego im przez inny organizm polityczny od komucha, który chce budować na Ziemi baśniową krainę. Cele pozostają odmienne, choć środki te same. A sam świadomy komputer imieniem Mike , będący w świecie powieści symbolem rewolucji ? Heinlein wprowadza tu w proces historyczny dodatkową zmienną, tj. sztuczną inteligencję. Przez to książka przypomina nieco świetny, a zapomniany film s - f "Gry wojenne", gdzie również poruszono temat możliwej współpracy miedzy SI, a człowiekiem oraz wplywu tej pierwszej na rozwój wydarzeń politycznych. Komputer Mike jednak nie buntuje się, rewolucja jest dla niego dobrą zabawą , w ktorej bierze udział z ciekawości bardziej, niż z ideowych pobudek. Cały czas jednak liczyłem - i tu zarzut do autora - że komputer ów się zbuntuje lub odwali inny numer, że będzie bardziej istotny dla fabuły, tymczasem summa sumarum okazuje się po prostu tym, czym jest każdy komputer, czyli kalkulatorem pomagajacym ludziom liczyć. Prawdopodobieństwo wygranej, trajektorię pocisków, nastroje społeczne, etc. Być może jednak takie ujęcie tematu było celowe. Jeśli Heinlein chciał po prostu ukazać mechanizmy rewolucji, buntujący się komputer tylko by ten problemat niepotrzebnie rozmywał. Na plus otwarte zakończenie. Tak naprawdę zostawia się naszej wyobraźni powody, dla których Mike kończy, jak kończy. A drugą mądrością płynącą z tej książki jest przypomnienie najprawdziwszej z prawd, a mianowicie, że jeśli sam nie zadbasz o siebie, to nikt inny tego za ciebie nie zrobi. Niby jest to oczywiste, ale kiedy przychodzi co do czego, wszyscy mówią "państwo powinno" , "Unia da", "przecież jesteśmy w NATO". Tymczasem Heinlein zdaje się mówić, że Ziemia, to nie mniej surowa pani od Luny, więc jeśli chcesz mieć dobrze, musisz upuścić sobie czasem trochę krwi. DOND - darmowych obiadów nie dają. Czy słyszę trzask pękających pup wąsatych kaszkieciarzy z UW, którzy mylą wolność z niańką ? Tak, to oni !
Czytacz - awatar Czytacz
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Czarna chmura Fred Hoyle
Czarna chmura
Fred Hoyle
A co gdyby poznać prawdę o otaczającym nas wszechświecie? Czy nasz umysł byłby w stanie ją zaakceptować? "Czarna chmura" jest takim wspaniałym obłokiem osnuwającym nasz umysł oszałamiającymi koncepcjami🤯 Klasyczne hard sci-fi, o którym w moim odczuciu jest za cicho. Fred Hoyle był astronomem i to kontrowersyjnym, ma to przełożenie na tę historię. Owszem, znajdziecie tu diagramy, tabele czy równania, co może niektórych przytłoczyć, ale zapewniam, że dla takich eksperymentów myślowych warto rozruszać zwoje mózgowe!😈 O czym jest ta cała "Czarna chmura"? Kilku astronomów odkrywa coś mocno niepokojącego! W stronę Układu Słonecznego zmierza coś przedziwnego!😱 Ciemny obłok, który zdaje się być gigantyczny! A gdy będzie między Ziemią i Słońcem wywoła katastrofalne zmiany klimatyczne...😱 Z zapartym tchem śledziłam rozwój sytuacji, to narastające napięcie jest namacalne. Czym okaże się ten międzygwiezdny obiekt? To także historia o zderzeniu dwóch odmiennych światów, nauki i polityki. Ze sporą dozą cynizmu zobrazowane jest jak te różne środowiska reagują i chcą ostrzec ludzkość przed zagrożeniem. Nie brakuje tu tragicznych momentów. Czy da się być gotowym na nadchodzący armageddon? Czy wszystko da się dokładnie policzyć i przewidzieć? Ta historia skłania do refleksji, co się kryje w bezmiarze kosmosu? Co jeśli wszechświat jest znacznie większy i istnieje inteligencja, przy której jesteśmy niczym nic nieznaczące robale? Odrobinkę trąci myszką, ale to tylko jej dodaje uroku. Jak dla mnie to świetna rzecz pozostawiająca czytelnika z milionem pytań w głowie.
katooola - awatar katooola
oceniła na 8 2 miesiące temu
Rękopis Hopkinsa R. C. Sherriff
Rękopis Hopkinsa
R. C. Sherriff
Można faktycznie tę książkę postrzegać jako profetyczną, ale pamiętajmy, że została ona opublikowana w 1939 roku. Ludzkość zresztą doświadczała w swojej historii wielości wszelkiego rodzaju katastrof, więc kolejna nie powinna dziwić, choć rzecz jasna nie były to raczej katastrofy kalibru "końca świata". Choć zawsze nas nimi straszono, ale czy faktycznie w nie wierzono? Przecież nawet Noemu ludzie nie uwierzyli, kiedy ostrzegał przed potopem... Zatem "Rękopis Hopkinsa" przedstawia faktycznie ludzką naturę, taką jaką ona jest, bo raczej w tej naturze nie leży bohaterskie stawianie czoła nieszczęściom i ratowanie ludzkości. Takie rzeczy tylko w filmach. Bardziej normalne reakcje to niedowierzanie, wypieranie, negowanie, wyśmiewanie, lekceważenie, chowanie głowy w piasek, egoizm, także negocjowanie z losem. W tym katalogu ludzkich postaw, jakie pokazał Sheriff brakowało mi tylko ewidentnych panikarzy biegających po ulicach oraz proroków apokalipsy, namawiających do pokuty za grzechy w obliczu gniewu bożego... Także reakcja władz jest typowa - rząd, jak to rząd robi wszystko, by "nie siać paniki" i by społeczeństwo nie poddało się chaosowi. Poza tym opowieść Hopkinsa cechują też typowo brytyjskie cechy, czyli stoickie, tudzież humorystyczne podejście do wyroków losu oraz umiłowanie swoich małych ojczyzn (my home is my Castle) i tradycyjnego wiejskiego stylu życia. Hopkins jest może trochę zadufany w sobie, ale z wszystkich powyższych względów postawy głównego bohatera wcale nie odbierałam jako wyraz głupoty czy zaściankowości (gość martwi się o swoje kury, kiedy nadchodzi koniec świata) ale jako naturalną postawę w obliczu czegoś przerażającego i trudnego do zrozumienia. Próbę chronienia swojego małego kawałka świata i szybką umiejętność przystosowania się tak naprawdę. Zresztą, zastanówmy się szczerze: jak sami byśmy zareagowali na wiadomość, że rychło nas świat zostanie unicestwiony (jak reagujemy??)? Poddalibyśmy się rozpaczy czy optymizmowi, że jednak "nic się nie stanie"? Co byśmy zrobili, jak byśmy wykorzystali pozostały nam czas? Czy chciałoby się nam pracować? Czy schowalibyśmy się w ciemnym kącie i zamartwiali (i co by to zmieniło?). Warto zadać sobie takie pytania, zamiast oceniać bohaterów z perspektywy kogoś, komu wydaje się, że nigdy takiej sytuacji nie doświadczy (a w dzisiejszych czasach wydaje się to coraz mniej pewne). Czy sam/a nie okazał(a)bym się małostkowym ignorantem? Prowadzenie życia "jak zwykle", ale z pełną świadomością tego, co ma się wydarzyć i pomimo tego, wydaje mi się w takich okolicznościach właśnie świadczyć o sile charakteru. I paralela z katastrofą klimatyczną nie jest tu do końca właściwa, ponieważ ta ostatnia jest zbyt odłożona w czasie, trudna do wyobrażenia i nie nastąpi w wyniku jednego nagłego wydarzenia. Mamy też więcej możliwości działania i zapobieżenia jej. Z drugiej strony taki charakter tej katastrofy powoduje tylko wzmocnienie takich postaw, jak negacja, bierność, no i prowadzenie szkodliwego "business as usual". Podobieństwo widzę także w zjawisku "antycypacji żałoby" doświadczanej przez Hopkinsa, czyli żalu za tym, że ten świat, który znamy i kochamy się kończy... Wreszcie genialny zwrot akcji na koniec, ukazujący, że największą katastrofę to sprowadzamy na siebie my sami. Ciekawe co autor myślał (w kontekście tego, co napisał) po tym, jak rozpętała się II wojna światowa...
joly_fh - awatar joly_fh
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Biada Babilonowi Pat Frank
Biada Babilonowi
Pat Frank
To powieść o świecie, który nie tyle zostaje zniszczony, co wyłączony. Wojna nuklearna trwa chwilę, ale jej prawdziwe skutki zaczynają się wtedy, gdy znika system: prąd, łączność, paliwo, transport, banki. W ciągu jednego dnia to, co wydawało się trwałe i oczywiste, przestaje działać. Najmocniejsza jest pierwsza część książki – moment narastającego napięcia i późniejsze zderzenie z rzeczywistością. Pieniądze tracą znaczenie, przestają działać instytucje, zawody oparte na systemie przestają mieć sens. Najważniejsze stają się woda, jedzenie, bezpieczeństwo i ludzie wokół. To bardzo trzeźwe przypomnienie, jak cienka jest warstwa cywilizacji. Druga połowa pokazuje adaptację. Społeczność organizuje się, dzieli obowiązki, wraca do prostszych form życia. To nie jest historia samotnego survivalu, lecz wspólnoty. Przetrwanie zależy nie od heroizmu jednostki, ale od współpracy i wzajemnej pomocy. Czytana dziś książka robi może nawet większe wrażenie niż w latach 50. W czasach, gdy powstawała, ludzie byli bardziej samowystarczalni, mniej zależni od elektroniki i cyfrowej infrastruktury. Dziś żyjemy w świecie usług, systemów informatycznych, finansów zapisanych w cyfrowych bazach danych. Coraz mniej osób ma realny „fach w ręku”, coraz więcej pracuje w zawodach, które istnieją tylko tak długo, jak długo działa prąd i sieć. Cofnięcie cywilizacyjne byłoby dziś znacznie boleśniejsze — nie tylko materialnie, ale strukturalnie. Jednocześnie świat przedstawiony przez Franka bywa zbyt łagodny. Problemy się pojawiają, lecz często udaje się je rozwiązać stosunkowo sprawnie. To bardziej ostrzeżenie i studium adaptacji niż mroczna wizja totalnego rozpadu. Solidna, dająca do myślenia klasyka postapo. Nie wstrząsa do granic, ale zostawia z refleksją o kruchości systemu i sile wspólnoty.
Wojtek - awatar Wojtek
ocenił na 7 1 miesiąc temu
Pyłek w Oku Boga Larry Niven
Pyłek w Oku Boga
Larry Niven Jerry Eugene Pournelle
Powieść z 1974 roku, a bohaterowie korzystają z "komputerów kieszonkowych", którymi nagrywają przeróżne sytuacje, a następnie zapisują ją w sieciach komputerowych - sieci komputerowej statku kosmicznego, budynku na planecie, wreszcie w publicznej sieci całego państwa... Zresztą jedna z bohaterek (a właściwie: jedyna bohaterka) łapie się na tym, że za dużo czasu spędza z komputerem kieszonkowym w ręku. Ot, wizjonerstwo. Natomiast pod wieloma względami ta monumentalna powieść science fiction o pierwszym kontakcie stoi w sprzeczności z dzisiejszymi czasami. Jest celowo retrofuturystyczna - o ile opisywana technologia względnie poszła do przodu, o tyle warstwa socjologiczna się cofnęła. I tak miejsce kobiet w społeczeństwie przypomina konserwatywną Ameryką lat 50., a Imperium Ludzkości rządzi arystokracja, z oczywistą megalomanią tytułów. Czułem, jakbym czytał "Honor Harrington", ale nieco bardziej na poważnie. Taką konwencję trzeba kupić, co nie jest łatwe. Choć rzeczywiście podejście autorów do jedynej kobiety na statku jest mocno problematyczne, postać Sally trudno jest jakkolwiek obronić nie tylko z dzisiejszej, ale i jakiejkolwiek perspektywy. Jeśli chodzi o główną warstwę, czyli powieść o pierwszym kontakcie, to jest ona bardzo dobra. Oczywiście obcy okazują się być dość bliscy ludziom, ale jednak na tyle obcy, aby ciekawie się o nich czytało. Autorzy ciekawie grają relatywizmem moralnym. Dużą zaletą powieści jest spokojne tempo, dzięki któremu wszystkiemu udaje się wybrzmieć. Największa wada to natomiast wspomniane już postacie, na czele z Sally, ale też Roderickiem Blainem, który może i jest zajebisty, ale tylko w warstwie deklaracji autorów. Zdecydowanie nie żałuję, że przeczytałem. To bardzo dobre SF, które zostanie w mojej pamięci na dłużej. Są dużo lepsze powieści o pierwszym kontakcie, ale nie ma ich znowuż aż tak wiele. Serdecznie polecam, choć podczas lektury trzeba wziąć poprawkę na rok napisania - od 1974 r. minęło już wiele dekad, a w świecie literatury SF były to wręcz eony. Stąd dla wielu czytelników "Pyłkowi w oku Boga" może być bliżej do ramotki.
Tomek - awatar Tomek
ocenił na 8 2 dni temu
Żołnierze kosmosu Robert A. Heinlein
Żołnierze kosmosu
Robert A. Heinlein
Rico wcale nie chciał się zaciągnąć do wojska. Jednak skoro jego kolega to zrobił, młody chłopak poszedł w jego ślady. Droga wojskowego nie jest jednak prosta, a już na pewno nie wtedy, kiedy twoja planeta walczy z kosmicznymi robakami. Gdy ostatnio zaczęłam liczyć książki fantastyczne z lat 50. XX-wieku, które udało mi się poznać to okazało się, że jest ich zaskakująco dużo. I wydaje mi się, że dzięki temu widzę przynajmniej część z trendów i sposobów na pisanie literatury z tego okresu. Ostatnio do grona znanych mi, starszych powieści z tego okresu dołączyła kolejna. „Żołnierze kosmosu” Roberta A. Heinleina to powieść opublikowana w 1959, która z tego co mi wiadomo rozpoczęła nurt na militarną fantastykę naukową. Jeśli ktoś mnie zna, to wie: mnie militaria raczej nie interesują. Nie chodzi nawet o sceny wojenne jako takie, ale w tego typu książkach bardzo częśto autorzy skupiają się raczej na broniach i taktyce, a nie na bohaterach, co skutecznie mnie odrzuca. Ale „Żołnierze kosmosu” to nie jest tego typu powieść. Być może dlatego, że jest po porstu historia starsza i nie pisaną wcale po to, by rozbawić czytelnika pragnącego strzelania laserami i wielkich statków kosmicznych. To książka, która funkcjonuje raczej jako pewne ostrzeżenie oraz przedstawienie realiów wojennych. Książka ma konkstrukcję pamiętnika, w którym główny bohater, Rico, opisuje, jak wyglądała jego droga do wojska. Opowiada o szkoleniu, jego trudach i niebezpieczeństwach, a potem o służbie. W związku z czym nie jest to powieść akcji, a raczej opis drogi konkretnego człowieka. Jak na powieść fantastyczno-naukową, w której głównym punktem „sprzedającym” całość jest wojna z wielkimi owadami: jest ich tu bardzo mało. To chyba ta konstrukcja i skupienie na bohaterze sprawiły, że z pewnym zainteresowaniem czytałam powieść. Jednakże przyznaję, im dalej w las, tym bardziej montonna wydawała mi się całość i gdyby była dłuższa (ma niecałe 300 stron) to prawdopodobnie mogłabym mieć problem ze skończeniem jej. Jednak w tej formie była ciekawym przerywnikiem od tego, co czytam na co dzień i przy okazji zwróciła moją uwagę na kwiestie, o których zwykle nie myślę. Sam świat przedstawiony przez autora ma ciekawy potencjał. Na przykład, w tym uniwrsum pełnym obywatelem jest tylko ten, który przeszedł przez wojsko. Nie jest to obowiązkowe, co jest regularnie w powieści podkreślane, jednak jesli ktoś chce zostać politykiem czy mieć prawo do głosowania – musi zaciągnąć się na służbę. Sama idea wielkich owadów i ich wojny z ludźmi też mogłaby być interesująca, ale najzwyczajniej w świecie nie jest zbyt szczegółowo opisana. Nie wiemy do końca, o co chodzi w tym konflikcie, nie znamy pełnej stawki, bo po prostu to nie jest opowieść o tym, a raczej o drodze młodego żołnierza. „Żołnierze kosmosu” swoje lata mają i w konstrukcji powieści po prostu jest to widoczne. I choć na pewno nie jest to powieść dla każdego to jeśli ktoś ma ochotę dać jej szansę: nic nie stoi na przeszkodzie. Bo bez wątpienia ta historia wydana w 1959 roku wciąż ma swoje do zaoferowania, nawet jeśli są to inne zalety, niż współczesnego, rozrywkowego, militarnego SF.
Katrina - awatar Katrina
oceniła na 7 1 miesiąc temu
W dół do ziemi Robert Silverberg
W dół do ziemi
Robert Silverberg
„Ciekawa ale nie zostaje w głowie” Moje drugie podejście do Roberta Silverberga. Pierwsze było kompletnie nieudane i nie pozostawiło przyjemnych odczuć. Z pewną nieśmiałością zabrałem się za „W dół do ziemi” i zostałem pozytywnie zaskoczony. Książka jest ciekawa i wciąga. Nie ma w niej dłużyzn i dość wątpliwej jakości opisów seksu. Uniwersum planety skonstruowane dość interesująco i harmonizuje z akcją utworu. Jest tajemnica i jest napięcie. Zakończenie przewidywalne i dość trudne do usprawiedliwienia, jeśli chodzi o motywy bohatera, ale czytałem gorsze. Książka niesie dość tradycyjne, ale podane w odmienny sposób przesłanie. Warto się nad nim zastanowić. U mnie uruchomiło kilka procesów myślowych w kierunku pełnego poznania i definicji pojęcia „człowieczeństwo” i atrybutów z nim związanych. Chodziło głównie o religijne uniesienie zwane „duszą” i abstrakcyjne myślenie. Zapętliłem się wraz z autorem na koligacjach „abstrakcji” i rozwoju nauki. Czy jest nam to do szczęścia potrzebne? Czy inni też muszą podążać naszym śladem, jeśli nie jesteśmy jedyni w tym wszechświecie. Odpowiedzi na te i inne pytania po części udziela książka, definiując „szczęście innych” na swój sposób. Na pewno warto się zaznajomić z tym utworem. U mnie poza chwilą zadumy i przyjemności nie wzbudził większych emocji. Nie jest to książka, do której wrócę i pozostanie w moich kanonach powieści wielbionych. Inni może zadecydują inaczej. Spróbujcie jest naprawdę dość interesująco.
Marcin Kowalczyk - awatar Marcin Kowalczyk
ocenił na 7 11 dni temu

Cytaty z książki Ogród Ramy

Więcej
Arthur C. Clarke Ogród Ramy Zobacz więcej
Arthur C. Clarke Ogród Ramy Zobacz więcej
Arthur C. Clarke Ogród Ramy Zobacz więcej
Więcej