rozwińzwiń

Widoki

Okładka książki Widoki autora Marta Kwaśnicka, 9788380435766
Okładka książki Widoki
Marta Kwaśnicka Wydawnictwo: Wydawnictwo M literatura obyczajowa, romans
232 str. 3 godz. 52 min.
Kategoria:
literatura obyczajowa, romans
Format:
papier
Data wydania:
2024-06-17
Data 1. wyd. pol.:
2024-06-17
Liczba stron:
232
Czas czytania
3 godz. 52 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380435766
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Widoki w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Widoki



książek na półce przeczytane 967 napisanych opinii 499

Oceny książki Widoki

Średnia ocen
7,1 / 10
32 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Widoki

avatar
6
3

Na półkach:

Książka ta zawiera w sobie pewne wartościowe elementy, ale jako całość jest słaba. Zupełny brak realizmu w ukazaniu dzisiejszych zachowań społecznych i warunków życia, tak jakby autorka nie miała pojęcia o ludziach, których opisuje. Wiele rzeczy jest bardzo sztucznych i nienaturalnych np. podkreślenie rzekomego luksusu oliwy extra vergine, którą dziś można kupić w Żabce... Sylwetki bohaterów wydają się mało wiarygodne. Książka ma naśladować klasyczną powieść, która powinna być zwierciadłem przechadzającym się po gościńcu... a u Kwaśnickiej zdolność tego zwierciadła do odbijania rzeczywistości jest wątpliwa.

Książka ta zawiera w sobie pewne wartościowe elementy, ale jako całość jest słaba. Zupełny brak realizmu w ukazaniu dzisiejszych zachowań społecznych i warunków życia, tak jakby autorka nie miała pojęcia o ludziach, których opisuje. Wiele rzeczy jest bardzo sztucznych i nienaturalnych np. podkreślenie rzekomego luksusu oliwy extra vergine, którą dziś można kupić w Żabce......

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
945
496

Na półkach: , ,

Właściwie mogę podsumować krótko: snobizm i sztuka. To znajdziecie w tej książce. Sztywną inteligencję krakowską, która nie uważa tej warszawskiej za równą sobie. Kolacje przy świecach ze znajomymi z wyższych sfer. Dokładnie prześwietlanie pochodzenia znajomych, z którymi można się pokazać lub nie. Nie wiem jaki zamiar przyświecał autorce. Czy chciała wywyższyć inteligencję, czy zmieszać jej zachowanie z błotem.
Bardzo sucha to książka, bardzo sztywna i wyważona. Bez dobrej puenty.

Przeczytałam, ale przejdzie bez większego echa.

Właściwie mogę podsumować krótko: snobizm i sztuka. To znajdziecie w tej książce. Sztywną inteligencję krakowską, która nie uważa tej warszawskiej za równą sobie. Kolacje przy świecach ze znajomymi z wyższych sfer. Dokładnie prześwietlanie pochodzenia znajomych, z którymi można się pokazać lub nie. Nie wiem jaki zamiar przyświecał autorce. Czy chciała wywyższyć...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
574
464

Na półkach:

[współpraca barterowa] z @wydawnictwom

Pisanie recenzji o kryminałach czy romansach jest proste. Przynajmniej ja tak sądzę. Pisanie recenzji o takich książkach, jak Marty Kwaśnickiej, to już wyższa szkoła, bo sama książka, to ani przyjemny romans, ani kryminał, gdzie szukamy na kartach strony mordercy. Autorka zabrała nas do malowniczej willi, skąd roztacza się magiczny widok, abyśmy uczestniczyli w obiedzie, wydanym przez Annę. Anna i jej mąż Filip. Małżeństwo idealne. Idealnie dobrani, poglądowo i wizualnie. Ona poświęciła swoją karierę dla domu. On pnie się po szczeblach, choć sam ma świadomość, że mógłby więcej.

Anna postanowiła, iż tym razem wprowadzi na salony swoją przyjaciółkę Krystynę, która ma to coś i może towarzystwo to dostrzeże. A zadowolić TO towarzystwo, to nie jest prosta sprawa. Każda z przybyłych osób, została starannie dobrana, aby usiąść przy stole i móc uczestniczyć w rozmowie. Gospodyni ma wszystko zaplanowane w najdrobniejszym szczególe. Tu nie ma miejsca na spontaniczność i jakiekolwiek potknięcie. Tu są tematy odpowiednio dobrane, a jedzenie jest na najwyższym, światowym wręcz poziomie.

Poznajemy każdego z gości. Czy są szczęśliwi, że siedzą razem, zamiast spędzać czas z kimś innym w innym miejscu? Nie, ale nie o to chodzi. Chodzi o to, że oni tu muszą być, gdyż są ze sobą powiązani łańcuchem wzajemnych współzależności. Każdy może od każdego coś załatwić lub dla kogoś coś załatwić. Tu nie ma przyjaźni. Tu są zobowiązania, a w nich na pewno nie ma miejsca na przyjemności.

Krystyna odstaje. Jest taką książkową "sierotką Marysią", która nie powinna się tam była znaleźć, którą przytłacza całe spotkanie, a wymuszone rozmowy przyprawiają ja o lęki.

Poznajemy przemyślenia każdej z person. Ich obawy, lęki. Widzimy, jak bardzo obawiają się tego, iż któregoś dnia mogliby przestać pasować. Ten dzień dla wielu z nich okazałby się katastrofą.

"Koledzy z mniej ważnych szkół, o ile nie byli wielkimi sławami i nie mieli znajomości w stołecznych redakcjach, budzili w profesorach głównych uniwersytetów szacunek zaledwie grzecznościowy. Było to być może poważnie podobne do tego, jakimi kiedyś magnateria obdarzała średnią szlachtę, niby równą stanem, a przecież należącą do innego świata i nieposiadającą ani odrobiny przywilejów, którymi cieszyli się magnaci. Względy okazywane hreczkosiejowi przez wielmożę były odruchem, konsekwencją prawa, ale nie stało za nimi przekonanie o rzeczywistej równości".

Książka jest ciężka w odbiorze, choć czyta się ją nad wyraz lekko. Wiele refleksji i wiele przemyśleń pojawia się tak i w trakcie, jak i po przeczytaniu całości. Nie ma tu czułości, uśmiechów, spontaniczności. Wszystko jest dobrze wystudiowaną pozą, jak figura na obrazie, na którą słońce pada zawsze pod odpowiednim kątem.

Tu jest szarość i smutek wynikający z ciasnoty, która pozornie otwiera im cały świat.

[współpraca barterowa] z @wydawnictwom

Pisanie recenzji o kryminałach czy romansach jest proste. Przynajmniej ja tak sądzę. Pisanie recenzji o takich książkach, jak Marty Kwaśnickiej, to już wyższa szkoła, bo sama książka, to ani przyjemny romans, ani kryminał, gdzie szukamy na kartach strony mordercy. Autorka zabrała nas do malowniczej willi, skąd roztacza się magiczny...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

93 użytkowników ma tytuł Widoki na półkach głównych
  • 54
  • 37
  • 2
13 użytkowników ma tytuł Widoki na półkach dodatkowych
  • 6
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Widoki

Inne książki autora

Okładka książki Obecność Korony. Raport o wielkiej tradycji państwowej Jacek Bartyzel, Michał Gołębiowski, Aleksander Hall, Andrzej Horubała, Łukasz Jasina, Marek Jurek, Bogusław Kiernicki, Kacper Kita, Krzysztof Koehler, Janusz Kotański, Jacek Kowalski, Grzegorz Kucharczyk, Marta Kwaśnicka, Paweł Lisicki, Jan Maciejewski, Filip Memches, Józef Michalik, Paweł Milcarek, Andrzej Nowak (historyk), Tomasz Rowiński, Wojciech Turek, Maciej Zachara MIC
Ocena 9,0
Obecność Korony. Raport o wielkiej tradycji państwowej Jacek Bartyzel, Michał Gołębiowski, Aleksander Hall, Andrzej Horubała, Łukasz Jasina, Marek Jurek, Bogusław Kiernicki, Kacper Kita, Krzysztof Koehler, Janusz Kotański, Jacek Kowalski, Grzegorz Kucharczyk, Marta Kwaśnicka, Paweł Lisicki, Jan Maciejewski, Filip Memches, Józef Michalik, Paweł Milcarek, Andrzej Nowak (historyk), Tomasz Rowiński, Wojciech Turek, Maciej Zachara MIC
Marta Kwaśnicka
Marta Kwaśnicka
Marta Kwaśnicka - pisarka, krytyczka, redaktorka. Laureatka Nagrody Literackiej im. Marka Nowakowskiego (2020),Nagrody Literackiej "Skrzydła Dedala" (2016) oraz Nagrody Literackiej Identitas (2015),stypendystka programu "Młoda Polska" oraz MKiDN.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Pod prąd Oleg Serebrian
Pod prąd
Oleg Serebrian
Tym razem trafiła w moje dłonie powieść mołdawskiego pisarza. Pomijając zapewnienia przedstawicielki Wydawnictwa, od której w ciemno kupuję książki, że to wielowątkowa i przejmująca historia z wielkimi wydarzeniami w tle, zdałem sobie sprawę, że jeszcze Mołdawianina ani Mołdawianki nie czytałem. No to hop. Czasy współczesne i wyspa Uznam (i już się „robi ciekawie”, bo z Bukowiny na wyspę to jednak spory kawałek drogi). Przyjeżdża na nią Woldemar Skawronsky, który poszukuje informacji o swoich przodkach, a właściciel jednym – znanym w jego rodzinie, pochodzącym z Bukowiny baronie Aleksie von Randa. A zatem już same nazwiska bohaterów i miejsca, w których "dzieje się akcja” (Berlin, Świnoujście, Estonia i północna Bukowina) podpowiadają, że mamy do czynienia z niezwykłą mieszanką kultur i narodowości. Im głębiej Woldemar wchodzi w opowieść o wuju, tym bardziej powieść staje się zagmatwana. Skoro jednak autor ujawnia, jak skończyła się historia Randy, powstaje pytanie, co musi się wydarzyć, aby powieść wciągnęła? I wówczas Serebian wyciąga asa z rękawa – baron okazuje się genialnym matematykiem, który pracował w owianym złą sławą Peenemünde. Ciągnął się za nim obyczajowy skandal, który w czasach III Rzeszy mógł skończyć się dla niego śmiercią z różowym trójkątem na ramieniu (czyżby nawiązanie do postaci Alana Turinga?). Właśnie wtedy w dłonie Woldemora trafiają dzienniki Randy, a opowieść zaczyna się od nowa. Jest to zatem historia o miłości zakazanej, odkrywaniu własnej tożsamości i duszy „skażonej” geniuszem. Von Randa daje się uwieść nazistom ale – i tu muszę trochę pogrymasić – ten wątek został przez Serebriana potraktowany nieco po macoszemu. Aleks zdaje się nie dostrzegać okrucieństw wojny, i choć nie darzy wojskowych sympatią, zbyt łatwo „daje się namówić” na to, by dla nich pracować. Wiążą się z tym przywileje, to jasne, ale Aleks to nie materialista (choć wychowany w luksusach),raczej marzyciel, wieczny chłopiec. Dodatkowo dzięki wprowadzeniu wątku jego przyjaciela żydowskiego pochodzenia, udało się autorowi „uratować” duszę barona przed ostatecznym czytelniczym potępieniem. Randa zachowuje honor. Wciąż jednak mam wrażenie, że Serebrian „prześlizgnął się” nad motywami, którymi kierował się bohater, by wziąć udział w badaniach nad cudowną bronią szaleńca z wąsikiem. Ale to drobiazg. Wielowymiarową „Pod prąd” czyta się piorunująco szybko. Bo Serebrian potrafi przykuć czytelnika do kart powieści. Jest to zdecydowanie wzruszająca książka o przyjaźni przeradzającej się w miłość, opowiadająca o nostalgicznych zachwytach nad prostotą życia, długich spacerach po wydmach, podczas których obrazy układają się w całość, na twarzy czuć promienie słońca, a głowę wypełnia muzyka Vivaldiego. Gdzieś pobrzmiewa mannowska „Śmierć w Wenecji” – baron to Gustaw von Aschenbach, jest też chłopięcy odpowiednik Tadzia, są plaże i prażące słońce. Polecam! Przekład Radosławy Janowskiej-Lascar, okładka z bzem - Urszula Koza
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na71 miesiąc temu
Maryna. Polka na carskim tronie. cz. I Moskiewskie gody Paulina Sarnowska
Maryna. Polka na carskim tronie. cz. I Moskiewskie gody
Paulina Sarnowska
Bardzo chętnie sięgam po książki, w których tłem jest historia, tak było więc i tym razem :) Biorąc do ręki część pierwszą trylogii spodziewałam się poznać postać tytułowej Maryny i muszę przyznać, że czuję niedosyt. Ta część zdecydowanie powinna mieć tytuł ,,Dymitr", jednak rozumiem, że jego droga do carskiego tronu, to wstęp do opowieści o polskiej carycy. Droga Dymitra do władzy jest niezwykle wciągająca. Rekompensowało mi to bardzo brak Maryny w Marynie:) Fani historii przeczytają z przyjemnością, bowiem historia jest tu bohaterem pierwszoplanowym, a tytułowa Maryna - no cóż... trzecio? Dużo tu walki o władzę, intryg i knowań. Styl autorki jednak mocno podręcznikowy. Jakby fabularyzowany podręcznik do liceum mojej córki. Są momenty kiedy autorka stara się nadać postaciom historycznym nieco ludzkich cech, zbliżając ich do czytelnika, choćby wtedy, gdy Maryna udaje się do wróżki, by poznać swoje losy, ale tych momentów, wychodzących poza ramy historii jest w sumie niewiele. Całość napisana dość ,,ciężkim", kronikarskim powiedziałabym stylem. Jeśli więc ktoś liczy na lekki, historyczny romans - to nie jest pozycja dla niego. Jeśli oczekuje wieczornego chilloutu przy filiżance kawy - to nie dla niego. Jeśli jednak historia to coś, po co sięgacie chętnie i z pasją, a do tego znane są Wam losy Europy w opisywanych przez autorkę czasach - to coś dla Was! Przyznam, że choć lubię historię, były momenty, które mocno męczyłam, zwłaszcza stylem, który był mocno szkolny, lekcyjny - jak już wcześniej wspomniałam, ale pod koniec pojawia się Maryna, więc zachęcona sięgam po jej dalsze losy. Co z tego wyniknie? O tym już niedługo.
jpryczek - awatar jpryczek
ocenił na610 miesięcy temu
Zbieg z okoliczności Michał Posmykiewicz
Zbieg z okoliczności
Michał Posmykiewicz
„Marek przyzwyczaił się do myśli, że oszalał” – tak brzmi pierwsze zdanie w książce „Zbieg z okoliczności” autorstwa Michała Posmykiewicza @pisze_i_leczy ---------- Toksyczne relacje. Brak pytań. Ucieczka. Głównym bohaterem jest Marek, w obliczu zawodowego wypalenia, osobistych strat i narastającej pustki, ucieka od swojej codzienności. W tej ucieczce towarzyszą mu duchy, które wprowadzają element humoru, niepewności i metafizycznej refleksji. Tylko czy ucieczka od problemów jest rozwiązaniem? ---------- Mojej czytelniczej podróży w głąb egzystencjalnych rozterek Marka, cały czas towarzyszyły różne pytania. Jednym z nich, które najgłośniej wybrzmiewało w mojej głowie było „czy raz wyrządzone zło można naprawić”? Przecież każdej i każdemu z nas może się zdarzyć pobłądzić, ważne, by znaleźć się w odpowiednim miejscu i wśród odpowiednich ludzi, by poczuć siłę naprawy i zmiany. Ta książka to w mojej ocenie opowieści o poszukiwaniu siebie z motywami nadprzyrodzonymi i subtelną krytyką nowoczesnego stylu życia. ---------- Dyskusyjne może tutaj być dość powolne tempo – dla mnie o dziwo zbyt wolne oraz wątki z duchami – chyba nie do końca mi to tutaj podpasowało. ---------- Podsumowując, to jest ciekawa książka, otwierająca, skłaniająca do zatrzymania i refleksji. Nie strzela fajerwerkami. Nie epatuje krwistymi opisami. Zapraszam do wnętrza siebie i poszukania sensu istnienia.
krzychu_and_buk - awatar krzychu_and_buk
ocenił na71 miesiąc temu
Najlepiej się nie urodzić i inne teksty pisane prozą Antoni Libera
Najlepiej się nie urodzić i inne teksty pisane prozą
Antoni Libera
Antoni Libera, Najlepiej się nie urodzić Spójrzmy na dwóch kronikarzy codzienności tworzących mniej więcej w tym samym czasie – w drugiej połowie XX wieku – na Jerzego Pilcha i Antoniego Liberę. Jeden opisując szarą egzystencję daje odczuć czytelnikowi, że proza życia wyraźnie mu ciąży. Cierpi, kiedy pisze o everymanie i jego życie przedstawia zawsze jakby „na sterydach”: w szpitalu psychiatrycznym, podkręcone alkoholem, udziwnione przez cudowną zdolność słyszenia pinów do kart bankomatowych. Ucieka od niej, choćby w świat używek, tak, jakby historia, którą przedstawia narrator powieści była przez to, że szara, zwyczajna – niewarta opowiedzenia i – tym bardziej – niewarta lektury. Uciekający od nudy, eskapizujący podmiot jest wszystkim. Drugi jest zachwycony codziennością, im zwyczajniejsza, im spokojniejsza jest historia, którą przedstawia, tym bardziej się nią delektuje. Paradoksalnie opowieść, która dzięki temu powstaje mieni się wszystkimi kolorami i daje się smakować pełnią smaków. Narrator nie oczekuje zabawiania, podkręcania, ubarwiania codzienności, nie szuka niczego, co mogłoby przełamać jej rutynę. Ze stoickim spokojem rozgaszcza się w swojej jedynej ojczyźnie – języku (wrócimy do tego!)– i snuje opowieść, która niesie pokój i ukojenie. Dlaczego recenzję „Najlepiej się nie urodzić” Antoniego Libery zaczęłam od Jerzego Pilcha? Autora „Spisu cudzołożnic” do tego zbioru opowiadań zaprosił sam autor, włączając do niego pastisz Pilchowskiej prozy: złośliwe (wobec Pilcha),ironiczne i arcyzabawne opowiadanie „Liryki lozańskie”, które zawiera wszystkie elementy Pilchowskiego uniwersum: dopieszczone pierwsze zdanie, morze alkoholu, luterstwo, a także niemożność pisania cudownie ironicznie opisaną w poniższym fragmencie: „Dlaczegóż by nie wyróżnić zagadkowego Gustawa? I cóż z tego, że nic nie napisał? Choć raz nagrodzić „Wielkie Niespełnienie?” Dać szansę Niespełnionemu, żeby się wreszcie spełnił! Zresztą – po cóż spełnił? By się dalej nie spełniał, bo czymże jest Skwarne Lato, a nawet Burzliwa Wiosna wobec nadziei, jakie każde z nich budzi? Nagrodzić Gustawa – któż dziś jak on, ma odwagę nie pisać. Milczy nim zaczął mówić. Niech snuje swój wewnętrzny poemat, którego złote okruchy, niczym robaczki świętojańskie będą co jakiś czas błyskać w eterycznej przestrzeni.” Zupełnie inną od „Liryk lozańskich” codzienność opiewa pierwsze i zarazem tytułowe opowiadanie zamieszczone w tym zbiorze, czyli „Najlepiej się nie urodzić”. Przenosi nas ono do warszawskiego getta, krótko przed jego likwidacją w 1942 roku. Uwięziona w nim matka narratora ze spokojem konstatuje, że jeśli chce ocaleć, musi się z niego wydostać. Dzwoni zatem poza jego mury, organizuje swoją ucieczkę, jakby to była najnormalniejsza rzecz na świecie. Uciekając, nie wie gdzie się podzieje, powtarza w myślach sentencje Horacego, które zna sprzed wojny: „Stanie się to, co się stanie”, „Pamiętaj, by w trudnych chwilach zachować równowagę” i „Nie pytaj, co się stanie jutro”. Tytułowa teza Teognisa: „Najlepiej się nie urodzić” pojawia się, jako przedmiot spotkania naukowego w getcie, przy Żelaznej 70 w 1941 roku, w trakcie którego, uczestnicy – niezrażeni wojenną rzeczywistością – zajmowali się tym, co było ważne – myślą i prawdą. Analizowali wartość logiczną tego sądu, rozważali go w kontekście determinizmu, indeterminizmu, pojęcia przypadku, doszli do wniosku, że sąd Teognisa nie był incydentalny, a podobne zdania można znaleźć u Sofoklesa, Szekspira, Calderona, także w Starym i Nowym Testamencie, czy u Schopenhauera. Przy Żelaznej 70 nie znający się jeszcze rodzice narratora wymienili zaledwie spojrzenie. Ponownie spotkali się po 4 latach, w zupełnie innej rzeczywistości. Nastrój stoicyzmu dominuje w całym opowiadaniu, mimo dewastujących okoliczności – getta, wojny, głodu, brudu, donosicielstwa, rozpędzającego się stalinizmu. Matka narratora momentami przygląda się sobie konstatując, że – mimo dystansu, jaki odczuwa wobec „swoich” - ratunku w powojennej zawierusze szuka tylko u nich (m. in. u brata współpracującego z UB, którym gardzi). Nawet tak pobieżne streszczenie jednego z opowiadań udowadnia, że mimo, że od czasu publikacji „Madame” minęło wiele lat, Libera nadal żyje tym, co napędzało jego debiutancką powieść. Mamy zatem w tym zbiorze opowiadań odwołanie do Samuela Becketta, więcej – dowiadujemy się, że nad „Madame” unosiło się „błogosławieństwo Becketta” (taki tytuł nosi opowiadanie zamykające ów zbiór),któremu – jak podejrzewa autor ta powieść zawdzięcza swój sukces. W 1986 roku – kilka lat przed jej publikacją Libera – tłumacz Becketta - odbył z nim rozmowę, w której Beckett wyjawił mu, że zawsze marzył, by napisać coś takiego, jak „Effi Briest” Theodora Fontainea, co okazało się to niemożliwe, bo – „teraz już się tak nie pisze, teraz pisze się znacznie gorzej”. Czyż tego rodzaju dylematy nie pojawiają się na początku i na końcu „Madame”? „Kiedyś to były czasy…” Opowiadanie „Opowieść idioty” przynosi rozliczenie z – także obecnymi w najważniejszej powieści Libery – Witkacym i Gombrowiczem. Nabrawszy dystansu do Gombrowicza, po latach jakie minęły od zachłyśnięcia się jego buńczucznym, obrazoburczym i bezkompromisowym stylem stwierdza, że jedyne, co przynosi lektura Gombrowicza, to sceptycyzm – nauka wątpienia, przekora i negacja wiary w nadprzyrodzony sens, czy działania podejmowane w jego imię. Z kolei Witkacy - jak przystało na błazna, który na ogół bywa smutny – wypada przy Gombrowiczu nader poważnie. Przeczuwał nadciągającą katastrofę i zmierzch cywilizacji i – w odróżnieniu od Gombrowicza – przejął się tym. Zaszył się w innej epoce i – przez samobójstwo popełnione 18.09.1939 na zawsze w niej pozostał. „1967” traktuje o wojnie sześciodniowej, w wyniku której Izrael zdobył półwysep Synaj, zachodni brzeg Jordanu ze wschodnią Jerozolimą i część Syrii. Jest ono dla nas zapisem poszukiwania tożsamości przez kogoś, kto – urodziwszy się w Polsce, w żydowskim, acz bezwyznaniowym domu, szuka swojej tożsamości. Ma świadomość, że XX wiek utracił wiarę, ale patrzy wystarczająco głęboko, by dostrzegać, że wraz z wiarą utracił także porządek. Zaczął szukać innej drogi, ale nigdy jej nie odnalazł. Może dlatego, że innej drogi nie ma. Ojciec – bezwyznaniowy Żyd, którego poznaliśmy w tytułowym opowiadaniu – tłumaczył nastoletniemu narratorowi opowiadania 1967, że to Kościół Katolicki był schronieniem przed prawosławną Rosją i państwem pruskim. Rodzina Libery w drugiej połowie XIX w opuściła gminę wyznaniową i od tego czasu nie przestaje mierzyć się z tym, co jest poza nią - z kulturą oświeconą i światem laickim. Od tego czasu wisi nad nimi pytanie o to, co jest kryterium tożsamości: co znaczy być Żydem poza religią, gminą, poza hebrajskim i poza jidysz. Co zostało? Dla narratora – i Madame, i „Najlepiej się nie urodzić” - jedyną ojczyzną stał się język polski. Znakomity punkt wyjścia dla pisarza, nieprawdaż? „Wesele którego nie było” jest doskonałą ilustracją kroku, jakie młodziutki narrator uczynił uświadomiwszy sobie ów punt wyjścia. Przynależąc jedynie do języka, znalazł się w epicentrum najważniejszego wydarzenia literackiego połowy lat sześćdziesiątych – co sprawiło, że jednocześnie spełnił marzenia każdego miłośnika literatury, a zarazem został z nich odarty (i to nie przez fakt ich spełnienia). Fragmenty „Miazgi” Jerzego Andrzejewskiego – tego najważniejszego wydarzenia literackiego lat sześćdziesiątych – ukazały się w dziesiątym numerze „Twórczości” z kwietnia 1965 r. 18 miesięcy później (w październiku 1966) ukazały się kolejne fragmenty powieści. Jeszcze piętnaście lat później Tomasz Burek pisząc o tych wydarzeniach pisał jak o sensacji. O czym jest „Miazga”? O ślubie, do którego nie doszło. Taka konwencja wymaga od pisarza niebywałej ekwilibrystyki, która umożliwia ukazanie czegoś, co ma się nie odbyć, opowiedzenia historii, do której ma nie dojść. Andrzejewski opisuje przyjęcie weselne, jak mogłoby ono przebiegać, gdyby przebiegło. Żongluje dwoma rodzajami fikcji: pierwszą – podniesioną do potęgi – fikcją warunkową i drugą – tradycyjną – fikcją konwencjonalną. W pierwszej części książki posługuje się fikcją warunkową – opisuje przygotowania do przyjęcia weselnego, które się nie odbędzie. W drugiej części (dla niepoznaki zatytułowanej „Prolog”) posługuje się fikcją konwencjonalną – opisuje świat przedstawiony konwencjonalnie. Puentą „Miazgi” ma stać się to, że świat przedstawiony warunkowo nie stanie się światem przedstawionym konwencjonalnie. W 1965 roku narrator „Wesela, którego nie było” był licealistą, jednakowoż zamieszanie wokół „Miazgi” do niego dochodziło. Andrzejewski w 1968 - jako pierwszy polski pisarz – zaprotestował przeciwko wejściu wojsk UW na Czechosłowację. Został wyklęty przez władze PRL, a jego twórczość – łącznie z „Popiołem i diamentem”, który był wówczas lekturą – została zakazana. Narrator opowiadania napisał do autora niewydanej „Miazgi” list wyrażający uznanie i – nieoczekiwanie – doczekał się odpowiedzi, a nawet propozycji spotkania, która nadeszła w 1969 roku, tuż przed jego 20 urodzinami (19 kwietnia). Do spotkania między studentem II roku polonistyki, a uznanym pisarzem doszło w hotelowym barku Bristolu, znanym studentowi jedynie z literatury. Rozmowa zeszła na „Miazgę”. Andrzejewski poinformował o kradzieży notatek, o magmowatym świecie, na który można opowiedzieć magmowatym utworem, którym miała być właśnie tworzona przez niego powieść. Student polonistyki napisał – w ramach pracy rocznej na polonistyce – elaborat na temat niedokończonej „Miazgi”. Przesłał go Andrzejewskiemu. Ten, w dowód wdzięczności przeniósł czas akcji na 19 kwietnia 1969 (w przyszłości ów dzień miał się okazać dniem jego śmierci!) i wprowadził postać będącą portretem naszego narratora, włączył do książki pierwszy list, który otrzymał od niego (jako list bohatera, który był jego ilustracją do Adama Nagórskiego, który był ilustracją samego Andrzejewskiego. Miał więc narrator wykonać coś, co za chwilę zaczął uprawiać Lem w „Próżni doskonałej”: napisać szkic na temat nieistniejącej książki, streścić ją, sproblematyzować, porównać z innymi dziełami nieistniejącego autora i zarysować jego sylwetkę. Tym samym narrator opowiadania zmienił się w latach 1969 – 70 z, trwającego w niewinnym zachwycie odbiorcy literatury, w jej animatora, współtwórcę i zarazem bohatera książki(!). Ta insiderska wiedza rozkochanemu w niej studentowi przyniosła jednak rozczarowanie. Opowiadanie „Niech się panu darzy” wychowanemu poza religią narratorowi przynosi cud – o ironio – iście w stylu „Opowieści Wigilijnej”. Znacznie mniej optymizmu przynoszą „Toccata C – dur” i „Widok z góry i z dołu”. Wydźwięk „Toccaty…” jest dość podobny do „Wesela, którego nie było”. Przynosi rozliczenie ze sztuką, z obietnicami, które ona składa i których nie spełnia. Z tym, co sztuka daje, z tym, tym, co zabiera, z oszustwami, na które łapie kolejne pokolenia wrażliwców. To opowiadanie opisuje losy dwojga maturzystów przygotowujących występ dyplomowy w szkole muzycznej, na który wybierają Toccatę C-dur (tak, jak pisałam – ciągle jesteśmy bardzo blisko „Madame”). Jeden z nich oddał się muzyce bez reszty, drugiemu się to w pewnym sensie nie udało. Ukazanie ich losów kilkadziesiąt lat po maturze jest pretekstem do refleksji nad sensem sztuki, jej prawdą i wartością. Wydźwięk jest raczej pesymistyczny. „Widok z góry i z dołu” odpowiada na podobne pytania, a punktem wyjścia dla tego opowiadania jest wizyta w Warszawie kogoś kto wyemigrował z niej przed wielu laty. „Kompot z wisień” – opowiadanie, które Antoni Libera zadedykował Pawłowi Huelle – narrator, którego znamy z „Madame” (łącznikiem między tym opowiadaniem a powieścią jest choćby „kolega Jarek”, którego filozofia życiowa sprowadza się do „nie ważne co, ważne żeby”) spędza lato w Orłowie, chadza z rodzicami na obiady „do plastyczek”, irytuje się na tatę, który zamiast prowadzić neutralny small talk ze ślicznymi studentkami, zaczyna konwersację od pytania: „Co pani ostatnio czytała?” (a przecież nie każdy czyta!!!). Przypada mu na tych wakacjach w udziale „niańczenie” syna lektorki francuskiego z UW - Simone Marcel dwudziestoletniego Yvesa. Jako tło wakacyjnych perypetii, niczym milczący bohater, pojawia się historia Polski, wojna domowa w Hiszpanii (1936 - 1939 – była też poruszona w „Madame”!),fala emigracji (wszak emigrowali nie tylko ci, którzy nie byli w stanie zaakceptować komunizmu w Polsce, ale także ci, którzy – jak matka Yvesa - uważali, że komunizmu w Polsce jest za mało i angażowali się od czasów przedwojennych w ruch komunistyczny. Pojawiają się domysły dotyczące jej współpracy z SB, wszak jej mąż należał do Kominternu, a ona sama po reaktywacji partii komunistycznej we Francji w 1945 roku stała się na nowo aktywnym jej członkiem. Francja „burżuazyjna” ją prześladowała, a Polska udzieliła jej wspaniałomyślnie wsparcia po tym wszystkim ona jeździła tam i z powrotem. Dla Pilcha pojawienie się kogoś tak barwnego, jak pani Simone i jej syn Yves, zwłaszcza w trakcie nudnego lata, spędzanego tam gdzie zawsze i tak jak zawsze byłoby wybawieniem. Burzący rutynę i przełamujący monotonię na tle szarzyzny PRLu i programowych niedoborów stanowili dla niej barwną odskocznię – jednakowoż nie byli witani z otwartymi ramionami przez narratora „Najlepiej się nie urodzić”. Autor zdaje się zachowywać dystansu wobec tej barwnej parki, mimo mimochodem rzucanych deklaracji dotyczących znajomości z Picassem, Sartrem i Camusem, z Aragonem i Elzą Triolet. Co dystansem zachowywanym wobec fajerwerków, jakie zafundować może odbiorcy barwna „pani Simone” chce nam powiedzieć Libera? Że wszystko co wartościowe i wszystko, co ma znaczenie, jest gdzie indziej: w monotonii, rutynie, nudzie i spokoju, w którym nie musimy udawać nikogo, ani nikogo uwodzić i z nikim się ścigać. W szarzyźnie i w niedoborze, które paradoksalnie mogą dawać wolność. Zamiast ognistej wody narrator u Libery sączy kompot z „wisień” i rozgaszcza się w języku który jest wszystkim co ma, a zarazem tym, co wyznacza mu jedyne uznawane przez niego granice.
tańcząca_z_książkami - awatar tańcząca_z_książkami
ocenił na105 miesięcy temu
Maryna. Polka na carskim tronie cz. 2 Hołd ruski Paulina Sarnowska
Maryna. Polka na carskim tronie cz. 2 Hołd ruski
Paulina Sarnowska
Jeżeli o Francji mówi się jako o ojczyźnie serów, o Włoszech - wina, a Polsce - bigosu, tak Rosję początku XVII stulecia śmiało nazwać by można krainą samozwańców." Drugi tom serii opowiadający o losach Maryny, to przede wszystkim historia wojny polsko-rosyjskiej w latach 1609-1611. Osłabiona Rosja staje się wtedy areną do walki o władzę. Maryna podejmuje próbę odzyskania tronu, jednak pomimo włączenia się do ,,gry" - pozostaje tylko pionkiem. Mimo to próbuje odnaleźć się w świecie pełnym intryg, zdrad i politycznych rozgrywek. W tej części dostajemy ciut więcej Maryny, która nadal jednak nie jest postacią pierwszoplanową. Autorka dość szczegółowo skupia się na skomplikowanej sytuacji politycznej XVII-wiecznej Europy, ale nadal bardzo mało miejsca poświęca tytułowej bohaterce. Są tu jednak momenty, w których widać próby zgłębienia tej postaci. Wrzucona w wir wydarzeń historycznych to, z jednej strony, ambitna i dumna wojowniczka, a z drugiej, pełna obaw i wewnętrznych konfliktów kobieta. ♥️♥️♥️Od strony historycznej autorka bardzo dobrze oddaje atmosferę niepokoju, zdrad i napięcia, które panowały w Rosji. Jest to dość konkretny obraz epoki. Tę część czytało mi się zdecydowanie ,,lżej" - być może przyzwyczaiłam się do stylu autorki. Ta część to solidna lekcja historii, bowiem o ile większość z nas kojarzy, czy był hołd pruski, o tyle o ruskim już się w szkole mówi niewiele. Pozycja idealna dla fanów wielkich wydarzeń historycznych, w której losy Europy splatają się z losami kobiety, która do końca nie jestem pewna: jest bohaterką tragiczną, czy świadomym graczem na kartach historii? Z jednej strony wydaje się być ofiarą, z drugiej, dość odważnie sięga po to, czego pragnie: ,,Nie byłam żoną cara, byłam zakładniczką wielkiego planu. I kiedy runął, nie miałam już nic - oprócz siebie." Czy Maryna miała wybór? Trudno powiedzieć, ale jej losy pokazują, jak samotna i trudna jest droga kobiety w świecie zdominowanym przez mężczyzn.
jpryczek - awatar jpryczek
ocenił na810 miesięcy temu
Szkody Hania Hoffman
Szkody
Hania Hoffman
„I tak właśnie czuję się przez całe życie. Trochę stąd, trochę stamtąd, trochę obca, trochę swojska, trochę taka, trochę siaka”. Mama ze Śląska. Tata z Wielkopolski. Świat widziany oczami ich córki – dziewczynki z PRL-u, młodej dziewczyny z końca lat 90. jest oprawiony w historyczne ramy i ozdobiony całą paletą wydarzeń, emocji, słów, dźwięków, smaków i zapachów. Wychowana w świecie rytuałów, przesiąkniętym religią i historią, od dziecka tak naturalnie szukająca poczucia przynależności kobieta, próbuje „ocalić przeszłość od zapomnienia”, by żyć świadomie, godnie, odpowiedzialnie, w poczuciu akceptacji i wdzięczności. Jej mozaikowe życie to skrawki przeszłości wielopokoleniowej rodziny i jej samej „powbijane w pamięć niczym drzazgi”. Wielobarwne wspomnienia odległe i bliskie, zamglone i wyraźne, ciepłe i te „o ostro zakończonych brzegach”. Łzy rozpaczy i śmiechu. Małe i duże końce świata. Pożegnania i powroty. Obrazy, które zasłużyły na pamięć i te wołające o zapomnienie. „Szkody” to historia ludzi dla kogoś zwyczajnych, dla innych wyjątkowych. O życiu, historii, tradycji, miłości, nadziei, stracie, bólu, pustce, samotności i o przemijaniu.. Przejmująco bliska sercu opowieść, w której można odnaleźć cząstkę własnych emocji, przenieść się w czasie, spojrzeć z innej perspektywy, zamyślić, uśmiechnąć, wzruszyć.. Polecam.
aniabex - awatar aniabex
ocenił na92 miesiące temu
Dziadek Rafał Junosza Piotrowski
Dziadek
Rafał Junosza Piotrowski
Akcja powieści rozpoczyna się w czasie II wojny światowej w Gdańsku. W jednej z kamienic mieszka dziesięcioletni Oskar Grass wraz z rodzicami. Jego życie zmienia się dramatycznie, gdy w wyniku pożaru giną mama i tata, a chłopiec z dnia na dzień zostaje sam. Opiekę nad nim przejmuje Sven Christiansen – zegarmistrz, który decyzją sądu staje się jego opiekunem. Gdy w Gdańsku robi się coraz bardziej niebezpiecznie, mężczyzna postanawia wyjechać z Oskarem do swojej rodzinnej miejscowości w Norwegii. To właśnie on ma ogromny wpływ na dalsze losy chłopca i kierunek, w jakim potoczy się jego życie W drugiej części historii przenosimy się do teraźniejszości i poznajemy Jana Skórzyńskiego – tytułowego dziadka, który bezgranicznie kocha swoją sześcioletnią wnuczkę Emilię. Gdy okazuje się, że dziewczynka choruje na nowotwór trzustki, jej rodzina staje przed dramatycznym wyzwaniem. Jedyną szansą na ratunek jest bardzo kosztowna operacja. Rodzice robią wszystko, aby zebrać potrzebną kwotę, jednak wciąż brakuje pieniędzy. Wtedy Jan postanawia wziąć sprawy w swoje ręce. Aby zdobyć pieniądze na leczenie wnuczki, musi wrócić do dawnego, niebezpiecznego zajęcia i odnowić stare kontakty. Powieść jest wielowątkowa i obejmuje różne etapy życia głównego bohatera. Autor przeplata wydarzenia z czasów wojny, lat powojennych oraz teraźniejszości, stopniowo odsłaniając przeszłość Jana. Z jednej strony poznajemy człowieka związanego z działalnością wywiadowczą, światem przestępczym i niebezpiecznymi zadaniami. Z drugiej – widzimy czułego, oddanego dziadka, który dla swojej wnuczki jest gotów zrobić absolutnie wszystko. Książka jest obszerna i wymaga uważnego czytania, ponieważ liczne wątki i zmiany czasowe mogą chwilami utrudniać orientację w fabule. Początkowo historia bardzo wciąga, choć z czasem tempo nieco zwalnia. Mimo to największą siłą powieści jest poruszający motyw miłości rodzinnej oraz pytanie, jak daleko człowiek jest w stanie się posunąć, aby uratować kogoś, kogo kocha. Na końcu pozostaje intrygujące pytanie: co tak naprawdę łączy Oskara Grassa z Janem Skórzyńskim? POLECAM!!! Czytam dla przyjemności dziękuję za udział w Book Tourze.
magiastron - awatar magiastron
ocenił na71 miesiąc temu
Szarlatan Isaac Bashevis Singer
Szarlatan
Isaac Bashevis Singer
Czytanie książek Isaaca Singera to prawdziwa przyjemność i nostalgiczna podróż do czasów powoli odchodzących w zapomnienie — czasów, gdy Warszawa była tyglem kulturowym, pełnym żydowsko-polskiej kultury. To okres piękny, a zarazem niespokojny, naznaczony bólem i okrucieństwami dwóch wojen, odzwierciedlający ludzkie dramaty. Singer, mistrz egzystencjalno-filozoficzny, jak nikt potrafi w swoich książkach oddać cały kalejdoskop uczuć towarzyszących człowiekowi. W powieści Szarlatan przenosimy się do Stanów Zjednoczonych, śledząc losy „szczęśliwców”, którym udało się uciec z przedwojennej Polski i którzy próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Choć Stany Zjednoczone wydają się być szansą i ratunkiem, nie wszyscy potrafią odnaleźć się w obcym świecie — niektórzy tęsknią za dawną ojczyzną, domem i bliskimi, o których zaginięciu decyduje wojna. Jak każda książka Singera, Szarlatan napisana jest pięknym, melancholijnym językiem, w którym dominuje smutek, przygnębienie i bezradność. To jedna z jego mocniejszych, mrocznych opowieści w której pisarz mocniej zaakcentował filozoficzny i egzystencjalny wymiar powieści, poprzez odniesienie do uniwersalnych pytań o życie, wiarę i moralność. Książka warta uwagi! Reading Isaac Singer’s books is a true pleasure and a nostalgic journey to times slowly fading into memory — a time when Warsaw was a cultural melting pot, rich in Jewish-Polish culture. It was a period both beautiful and restless, marked by the pain and atrocities of two wars, reflecting human drama. Singer, a master of existential and philosophical insight, uniquely captures the full kaleidoscope of emotions that accompany the human experience. In the novel The Charlatan, we are transported to the United States, following the fates of “fortunate ones” who managed to escape pre-war Poland and now try to find their place in a new reality. Although the United States seems to offer a chance and a refuge, not everyone can adapt to this foreign world — some long for their old homeland, their homes, and loved ones, whose fate was lost to the turmoil of war. Like all of Singer’s works, The Charlatan is written in a beautiful, melancholic language, dominated by sadness, despair, and helplessness. It is one of his stronger, darker stories, in which the author emphasizes the philosophical and existential dimensions of the novel, exploring universal questions about life, faith, and morality. A book truly worth reading!
RobertTomasz - awatar RobertTomasz
ocenił na103 miesiące temu

Cytaty z książki Widoki

Więcej
Marta Kwaśnicka Widoki Zobacz więcej
Marta Kwaśnicka Widoki Zobacz więcej
Marta Kwaśnicka Widoki Zobacz więcej
Więcej