Powstanie Spartakusa

Okładka książki Powstanie Spartakusa autora Paweł Rochala, 9788364374487
Okładka książki Powstanie Spartakusa
Paweł Rochala Wydawnictwo: Czarno na Białym historia
368 str. 6 godz. 8 min.
Kategoria:
historia
Format:
e-book
Data wydania:
2018-11-10
Data 1. wyd. pol.:
2018-11-10
Liczba stron:
368
Czas czytania
6 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788364374487
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Powstanie Spartakusa w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Powstanie Spartakusa

Średnia ocen
7,2 / 10
6 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Powstanie Spartakusa

Sortuj:
avatar
728
687

Na półkach:

Jak mówi Mirmił „nie oczekiwałem wiele i słusznie”. Podobno lepsze od książki Nowaczyka, lecz nie za bardzo. Na stronie „strategie” pomimo pochwał: „zdarza mu się przesadzić, na przykład opisując jakiś region, w którym znalazła się armia niewolnicza, chyba niepotrzebnie skupia się na rzeczach nieistotnych – bo po co pisać o tym, że przed dwustu laty jeden z mieszkańców Tarentu” tu lepiej zmilczeć „skoro Spartakus nawet niespecjalnie zbliżył się do Tarentu? Albo jaki jest cel pisania o późniejszych losach Pompejusza, kiedy ten w opisywanych wydarzeniach odegrał rolę marginalną?”
Podobnie jak w „Lesie Teutoburskim”: „Prawie połowę książki stanowią rozważania tylko luźno związane z tematem oraz opisy innych konfliktów, mających nikły lub wręcz żaden wpływ na stosunki między Rzymem a Germanami.”

Autor ma zapewne wysokie mniemanie o swym dziele „wyrazista osobowość Spartakusa nadal pobudza wyobraźnię, przyczyniając się do powstawania coraz to nowych dzieł filmowych i literackich na jej temat. Przypis: Czego dowodem choćby niniejsza publikacja.”

Język nazbyt potoczny, na przykład (o czym wiadomo z „Biblioteki” Diodora) przywódca pierwszego powstania na Sycylii Eunus (Εὔνους „Życzliwy”) zabawiając biesiadników swych właścicieli potrafił zionąć ogniem „wtajemniczeni wiedzieli, że trzyma w jamie gębowej skorupę orzecha wypełnioną żarem” jakby za prosto było napisać „w ustach”. Przepisuję z pdf bez numerów stron.
Lub „jeden z gladiatorów tak mocno chciał uniknąć areny, że zadławił się na śmierć gąbką przymocowaną do kijka, służącą w ubikacji do czyszczenia tyłka”. Źródłem List 70 Seneki, tylko czy trzeba ze szczegółami ?

To tylko dwa przykłady z wielu.

Porównania też nie zawsze na miejscu. Zamiast napisać prosto: początkowo wyrazy „gladiator” i „Samnita” były stosowane wymiennie, jest:
„Jak mówią historycy, najstarszą kategorią gladiatorów byli Samnici. Początkowo nawet było tak jak w wierszu Majakowskiego o partii i Leninie, że gdy mówiono "gladiator", myślano "Samnita", a gdy mówiono "Samnita", w domyśle był "gladiator".”

Podobnie wtręty „że tak powiem po leninowsku "masy niewolnicze" w ziemi kampańskiej” czy „jak to mówili marksiści, masy niewolnicze "nie były wystarczająco uświadomione klasowo".”

Czemu ma to służyć, skoro równocześnie „w minionej, na szczęście, epoce, polscy uczeni zdołali napisać rzetelne opracowania o Spartakusie pod okiem czujnych do granic absurdu cenzorów, którzy wodzowi niewolników nieraz wręczali czerwony sztandar. Oczywiście nie obyło się bez kompromisów, w postaci krótkich wstawek ideologicznych w rodzaju "walka klasowa uciskanych mas" czy "baza i nadbudowa". Zresztą tych haseł na ogół nie wplatano w wywody naukowe, lecz przesuwano je do przypisów, słów wstępnych lub podsumowań, gromadząc przy tym w jednym, łatwym do opuszczenia akapicie. Po ich wykreśleniu dzieła nie tracą, a zyskują na spójności i logice przekazu.”

Wreszcie sposób przekazywania wiadomości co najmniej osobliwy.

Według Liwiusza „W tym roku zorganizowano wielki bunt niewolników w Apulii. Lucjusz Postumiusz, który jako pretor pełnił swe obowiązki w Tarencie, przeprowadził surowe śledztwo w sprawie sprzysiężenia pasterzy (pastorum coniuratione) którzy przez rozbój stwarzali wielkie niebezpieczeństwo na drogach i pastwiskach publicznych. Skazał do 7 tysięcy ludzi. Wielu z tego uciekło, na wielu jednak wykonano wyrok śmierci.” („Dzieje Rzymu od założenia miasta” 39, 29 tłum. Mieczysław Brożek)

Tu zaś „Bunt niewolników w Apulii (185 r.) W wyniku II wojny punickiej Apulia, kraina bardzo mocno dotknięta działaniami wojennymi (to tu długo trwała armia Hannibala) wyludniła się, a jej kultura rolna podupadła. Aby jej ziemie całkiem nie zdziczały, ogłoszono je ager publicus, wydając tym samym na żer latyfundystom. Miało to konsekwencje długofalowe i jeszcze w czasach cesarstwa Apulia uchodziła za siedlisko szczególnie dużych majątków obszarniczych, dlatego zresztą zwano ją "prowincją pastwisk" (Roczniki Tacyta 4, 27) gdyż najprostszym sposobem gospodarki na ziemiach zaniedbanych była hodowla bydła i nierogacizny. Wraz z rozwojem stad trzeba było zwiększać liczbę pilnujących ich pasterzy, a pasterzami byli niewolnicy, bo ludzi wolnych nie opłacało się zatrudniać.”

Z Liwiusza zacytowane „przez rozbój stwarzali wielkie niebezpieczeństwo na drogach i pastwiskach publicznych” oraz „skazał do 7 tysięcy ludzi. Wielu z tego uciekło” etc. Wpierw jednak wywód na przeszło stronę:
„Tamtejsi pasterze zawiązali spisek, jak się okazało, bardzo skuteczny. Przypuszcza się”
Kto ?
„że był on echem działań, związanych z wykryciem w Rzymie tzw. "bachanaliów", to jest sprzysiężenia o charakterze sekty, w którym kilkunastu ludzi, w tym niewolników, pełniących role kapłanów Bachusa, poprzez orgiastyczne praktyki religijne, wróżby, cudowne ozdrowienia i zastraszanie, potrafiło podporządkować sobie nawet najbardziej wpływowe persony w samym Rzymie. Jak w każdej sekcie, nie chodziło o wiarę, lecz o władzę i pieniądze. Charakter sekty Bachusa był całkowicie niejawny, pełen misteriów, stopni wtajemniczania, bardzo brutalnych rytuałów erotycznych – czyli sakralnych zgwałceń, wreszcie, w razie potrzeby, morderstw tych, co zachwiali się w wierze w "mistrzów" i nie chcieli czy to pozbywać się na ich rzecz majątków, czy też brać dalszego udziału w fałszerstwach i bezeceństwach (tu trzeba nadmienić, że 120 lat później żona Spartakusa uchodziła za kapłankę Bachusa). Rzymianie przeprowadzili śledztwo w tej sprawie, sądząc początkowo, że mają do czynienia z aferę seksualno – religijną o ograniczonym zasięgu, obejmującą, jeśli chodzi o obywateli, ludzi nie dość, że o słabych charakterach i umysłach, to jeszcze o niewielkich majątkach. Ku zgrozie śledczych okazało się, że zasięg sekty wykracza daleko poza mury Rzymu, a liczba jej wiernych z przekonania czy strachu uczestników, a także ich nazwiska, świadczyły o tym, że "mistrzowie" panują nad ludźmi wpływowymi, a przez to mogą przejąć władzę nawet w samym Rzymie! (…) Działania likwidacyjne rozszerzono na całą Italię, powodując wszędzie niepokoje. I prawdopodobnie na tym tle doszło do zaburzeń w dalekiej od Rzymu Apulii, gdyż kult bachiczny był popularny wśród niewolników.”

W zasadzie przepisane z Liwiusza „Były to misteria, w które najpierw wtajemniczano małą grupę ludzi. Potem zaczęły się one szerzyć wśród mężczyzn i kobiet. Do obrzędów religijnych dodano raczenie się winem i jedzeniem, by tym więcej ludzi dało się do tego zwabić. A kiedy wino i noc i kobiety pospołu z mężczyznami, w młodym i starszym wieku, wywołały podniecenie i zatarły u nich wszelkie poczucie wstydliwości, zaczęło się najpierw wszelkiego rodzaju zepsucie. Bo każdy był gotów do zażywania rozkoszy w tym, do czego z natury skłonniejszą miał żądzę. Zresztą nie ten jeden rodzaj występności, pospolite cudzołóstwo między wolnymi mężczyznami i kobietami tam uprawiano (stupra promiscua ingenuorum feminarumque). Z tej samej kuźni zepsucia wychodzili fałszywi świadkowie, fałszerze pieczęci i testamentów, kłamliwi donosiciele. Tu było źródło trucicielstwa, tajnych morderstw, tak że czasem nie było w ogóle zwłok, żeby je pogrzebać. Na wiele rzeczy ważono się skrycie, na wiele przy użyciu gwałtu. A przemoc ukrywano w ten sposób, że wśród hałasu tympanonów i cymbałów nie można było usłyszeć żadnego głosu krzyczących wśród gwałcenia i mordowania ludzi (nulla vox quiritantium inter stupra et caedes exaudiri poterat).” (39, 8)

„Tak to trwało przez szereg lat (!); rząd rzymski o niczem nie wiedział, wg Liwjusza, który sam chyba nie wierzył swym argumentom, skoro mówi również, że wielkość miasta sprzyjała ukryciu zbrodni; lecz czyż rodziny tych, którzy ginęli bez wieści nie interwenjowały u władz, a częstość takich wypadków nie zwróciłaby uwagi edylów? (…) Nie jest to jedyna niekonsekwencja Liwjusza w całokształcie tej opowieści …” (Zdzisław Zmigryder – Konopka „Wystąpienie władzy rzymskiej przeciwko bachanaljom italskim” Warszawa 1930 s. 22)

Co z tego było prawdą, spory trwają do dziś (Danuta Musiał „Kilka uwag o tzw. sprawie Bakchanaliów w Rzymie” i szerzej „Dionizos w Rzymie” s. 163 – 222).

W każdym razie Liwiusz nie łączy sprzysiężenia pasterzy z Bachanaliami.

Zaś kierujących rzymskimi VIPami „kilkunastu ludzi, w tym niewolników” wziętych nie wiadomo skąd, Liwiusz o tym milczy, Senatus Consultum de Bacchanalibus również.

Gdyby tak było, czemu Liwiusz miałby to pominąć ? „Udział niewolników w misterjach stanowi odrębny problemat (...) Trudno przypuścić, aby już w II w. prz. Chr. mógł odegrać zasadniczą rolę w motywach wystąpienia władzy rzymskiej przeciw bachantom (...) Gdyby mogło to być argumentem ważkim, słyszelibyśmy o tem w relacji liwjańskiej oraz innych.” („Wystąpienie” s. 23)

Nie trzeba studiować czegokolwiek, by wiedzieć, iż
„twórczość wyobraźni nie powinna zastępować świadectw” (Leopold Łabędź „Bez złudzeń: wybór pism 1962 – 1988” Londyn 1989 s. 92)

Wracając do gladiatorów, wbrew obrazowi Gérôme’a na okładce „uniesiony w górę kciuk edytora nie oznaczał uwolnienia, lecz symbolizował właśnie ten cios – wbicie ostrza w nasadę szyi aż po rękojeść” bez uzasadnienia, jakby było to oczywistym.

Jak była mowa przy „Cesarstwie Rzymskim” Zielińskiego, starożytne przekazy są w tej mierze zbyt ogólnikowe, by wyciągać takie czy inne wnioski.

Jednak wedle artykułu „Pollice Verso” (American Journal of Philology tom 13, nr 2) z 1892 „It seems probable – almost certain – that the separate thumb and fingers of the outstretched hand of the majority of sitting spectators could not have been distinguished at all, thereby necessitating such a turn of the whole hand as to make clear the position of the thumb as seen from below by gladiator or editor muneris. This affords a presumption in favor of such a turn of both wrist and hand as to direct the thumb downwards, pointing to the fallen gladiator, as much as to say, "There he is! finish your work, gladiator, by plunging your sword into his breast or throat".”
co znaczy
„Wydaje się prawdopodobne – niemal pewne – że oddzielnych kciuka i palców wyciągniętej dłoni większości siedzących widzów w ogóle nie można było rozróżnionić, co wymagało takiego obrotu całej dłoni, aby wyraźnie ukazać położenie kciuka widziane od dołu przez gladiatora lub edytora. Pozwala to domniemywać taki obrót nadgarstka i dłoni, aby skierować kciuk w dół, wskazując na poległego gladiatora, jak gdyby powiedzieć: „Oto on! Dokończ swoje dzieło, gladiatorze, wbijając miecz w jego pierś lub gardło”.” (tłum. Piratka)

Gladiatorzy „szli w szyku, bez uzbrojenia, pozdrawiając okrzykiem organizatora igrzysk, czyli tak naprawdę robiąc mu reklamę wśród widowni. Potem okrzyk ten przybrał znaną wszystkim postać, to jest "Witaj Cezarze, idący na śmierć pozdrawiają cię".” Domysł uznany za pewnik.

Zdanie to znane wyłącznie ze Swetoniusza (Klaudiusz, 21 Ave Imperator, morituri te salutant) oraz Dio 60, 33, 4 (χαῖρε, αὐτοκράτορ οἱ ἀπολούμενοί σε ἀσπαζόμεθα). Na tak kruchej podstawie „wysunięto powszechnie przyjmowaną hipotezę, iż wszyscy gladiatorzy przed igrzyskami w ten sposób zwracali się do cesarza, a dotyczą one wyłącznie jednego wydarzenia i na dodatek bitwy morskiej, a nie munus. Oczywiście, nadal można przyjąć, iż stanowiło to swego rodzaju rytuał areny oraz wyraz lojalności i oddania wszystkich gladiatorów, z powodu braku źródeł jednak trudno tę kwestię rozstrzygnąć z całkowitą pewnością.” (Przemysław Kubiak „Damnatio ad bestias i inne kary wykonywane na arenie w antycznym Rzymie” s. 41)

Według Appiana (13, 14, 116n) Spartakus przyjmował „uciekających masowo niewolników, a nawet i niektórych wolnych z pól” (πολλοὺς ἀποδιδράσκοντας οἰκέτας καί τινας ἐλευθέρους ἐκ τῶν ἀγρῶν) „niewolnicy, dezerterzy i różna zbieranina” (θεράποντες ἦσαν καὶ αὐτόμολοι καὶ σύγκλυδες) „nie przyjmował dezerterów, mimo że się tłumnie do niego zgłaszali” (αὐτομόλων τε πολλῶν αὐτῷ προσιόντων οὐδένα προσίετο) w obawie przed szpiegami ?

KIm byli „wolni z pól” ? Rochala odpowiada „sezonowi pracownicy rolni, którzy nie wzięli się znikąd, lecz z działań osadniczych Sulli, dokonanych kosztem miejscowej ludności. Oni nie mieli ziemi, tylko wolność, a ich ziemię wyzyskiwali osadnicy sullańscy lub wielcy panowie z Rzymu. Ci biedacy, którzy nie raz zaznali głodu nie mogąc cieszyć się plonami z własnych pól, z zemsty za swoje krzywdy chętnie wspomagali buntowników.” Wie to czy zgaduje ?

Pod koniec książki wyjaśnienie, na czym polega ukrzyżowanie, chociaż „wszyscy wiemy, jak wyglądała śmierć na krzyżu, wszak wiedza o tym leży u podstaw wiary chrześcijańskiej. Zdarzają się dziś ludzie, zwłaszcza w krajach Ameryki Łacińskiej”
chyba na Filipinach „poddający się dobrowolnemu ukrzyżowaniu, na pamiątkę tego jedynego, co w zamyśle ma być najwyższą ofiarą wiary: z samego siebie. W istocie jest to pokaz okrucieństwa dla zabobonnych tłumów, bo nie można powiedzieć, że znających nauki Chrystusa. Ci dobrowolni straceńcy po piętnastu minutach mdleją i odczepia się ich z krzyży, a następnie wiezie do szpitala, żeby nie umarli od zakażenia ran i z szoku pourazowego. Śmierć na krzyżu następuje bowiem nie z wykrwawienia, lecz przez uduszenie, gdyż naciągnięcie mięśni rąk, tułowia i przepony nie pozwala na swobodne oddychanie. Tylko unoszenie się na przybitych stopach pozwala na zaczerpnięcie i wypuszczenie oddechu. Jednak przez kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt minut skazaniec zachowywał przytomność, cierpiał katusze od ran i z bólu opłucnej, w rytmie oddechu podnosił się, zadając sobie dodatkowy ból, oglądał z góry swoich oprawców i zgromadzony tłum. Zawsze ustawiano pod krzyżem wartowników, by ktoś przed czasem nie zdjął nieszczęśnika i nie uratował mu życia. Nie wszyscy znosili męki cierpliwie i kulturalnie, jak Nasz Zbawiciel czy Dobry Łotr, umierający po Jego prawej ręce.” O Dobrym Łotrze mówi jedynie Łk. „Większość zachowywała się jak ten zły, po lewej. Na ogół przybici do krzyża ludzie, oprócz płaczu i krzyków boleści, przeklinali sprawców swojego bólu i pluli na nich. Mogli sobie na to pozwolić, bo już dosłownie nic nie mieli do stracenia.”

O takim zachowaniu donosi Seneka, chociaż w ramach filozoficznych rozważań „Powiadacie, że nikt z mędrców nie zdobywa się w czynach na to, co sam zachwala, ani nie żyje stosownie do wzorów, jakie głosi w swej nauce. Ale co w tym dziwnego, skoro nauki, jakie głoszą mędrcy, są takie bohaterskie, takie wielkie, takie wzniesione ponad wszelkie burze ludzkiego istnienia? Skoro usiłują oderwać się od krzyżów, do których każdy z was wbija swe gwoździe? Jeżeli jednak muszą się męczyć na krzyżach, każdy z nich wisi na jednym słupie. Ci jednak, którzy żyją na własną udrękę i spotwarzają tamtych, są rozpostarci na tylu krzyżach, ile namiętności ich dręczy i pęta. Jesteście ludzie nikczemni i o złośliwych językach, a obrotni i wykwintni w słowach dla wyszydzania innych. I byłbym skłonny uwierzyć, że przestaniecie być złośliwi, gdybym nie wiedział, że niektórzy plują z krzyży na swoich widzów. (Crederem illis hoc vacare, nisi quidam ex patibulo suo spectatores conspuerent!)” („O życiu szczęśliwym” 19, 3 tłum. Leon Joachimowicz)

Powstanie Spartakusa nie wpłynęło na niewolnictwo, jednak w ciągu następnych 150 lat nastąpiły zmiany na lepsze: „Na początku epoki cesarstwa niejaka lex Petronia zabroniła panu wydawać swego niewolnika dzikim zwierzętom bez zezwolenia sądu. Około połowy I wieku edykt cesarza Klaudiusza wprowadził obowiązkowe wyzwalanie niewolników chorych lub słabych, porzuconych przez ich panów, a nieco później edykt Nerona, wydany być może za namową Seneki, który jawnie domagał się dla niewolników praw człowieka, zobowiązywał prefekta Rzymu do przyjmowania i nadawania dalszego biegu skargom, wniesionym przez niewolników przeciw ich panom. W r. 83 uchwała Senatu zabroniła trzebienia niewolników, a właściciela, winnego naruszenia tego zakazu, skazywała na konfiskatę połowy jego mienia. Hadrian w II wieku podwoił karę za tę zbrodnię, uznaną przezeń za "główną", i podyktował Senatowi dwa dekrety natchnione tą samą szlachetnością: jeden zakazywał właścicielom sprzedawania niewolników zarówno stręczycielowi (leno) jak właścicielowi szkoły gladiatorów (lanista) drugi uzależniał wykonanie wyroków wydanych przez właścicieli na swych niewolników od zezwolenia prefekta wigilów. W połowie wieku te humanitarne przeobrażenia dobiegły swego kresu, gdy Antoninus Pius potępił jako zabójstwo wszelkie wydanie na śmierć niewolnika jedynie na rozkaz jego pana.” (Jerome Carcopino „Życie codzienne w Rzymie w okresie rozkwitu cesarstwa” tłum. Maria Pąkcińska, Warszawa 1966, s. 67)

W wyliczeniu tym widać dwa błędy, powtórzone bez sprawdzenia, otóż według życiorysu Hadriana 18, 8 w SHA cesarz ów „lenoni et lanistae servum vel ancillam vendi vetuit causa non praestita” (niewolnika ani niewolnicy nie pozwolił bez uzasadnionej przyczyny sprzedawać stręczycielowi ani właścicielowi szkoły gladiatorów). Zastrzeżenie zmieniało zakaz z bezwzględnego na warunkowy, brak danych co mogło być „uzasadnioną przyczyną”, może zależała od uznania urzędnika lub sędziego („Damnatio” s. 171). Zaś „edykt Nerona” w przypisie (pominiętym w tłumaczeniu) odsyła do Digesta 1, 12, 1 czyli „epistula divi Severi ad Fabium Cilonem praefectum urbi” (listu ubóstwionego Sewera do Fabiusza Cylona, prefekta miejskiego). Miał on „wysłuchać skarg niewolników, którzy uciekli do cesarskich posągów, szukając schronienia, lub zostali wykupieni za własne pieniądze” (servos qui ad statuas confugerint, vel sua pecunia emptos ut manumittantur, de dominis querentes audiet) zbiegowie musieli „pokornie prosić” (verecunde expostulent) o wysłuchanie w razie krzywd ze strony właściciela.

O tych sprawach artykuły „Wykupienie się z niewoli w rzymskim prawie klasycznym (servus suis nummis emptus a pactum libertatis)” oraz „Ustawy Konstantyna Cod. Th. 9, 12 De emendatione servorum na tle historycznego rozwoju iuris vitae ac necis pana niewolnika”.

Jeszcze o gladiatorach „Kilka razy gladiatorzy podejmowali próby buntu, ale nigdy nie udało im się osiągnąć tego, co Spartakusowi. (...) Należy tu mimo wszystko wspomnieć o dwóch wypadkach, gdy gladiatorzy spróbowali użyć swych kompetencji w mordowaniu do poprawy moralnego bytu. Pierwszy to wynik wojny między Oktawianem a Antoniuszem, a żyli jeszcze wtedy ludzie pamiętający czasy Spartakusa. Otóż w azjatyckim, a jednocześnie greckim mieście Kyzikos (...) na wieść o wyniku bitwy pod Akcjum w 31 r. kilka tysięcy gladiatorów wzięło sprawy w swoje ręce. Postanowili odzyskać wolność na drodze zbrojnej, niosąc pomoc opuszczonemu przez sojuszników Antoniuszowi. Nie przeszkadzało im wcale, że wcześniej to na rozkaz Antoniusza hodowano ich, by uświetnili swoją krwią wspaniałe igrzyska, jakie planował wyprawić po zwycięstwie nad Oktawianem. Wykalkulowali bowiem, że wódz, doceniając ich wierność, uczyni z nich prawdziwych żołnierzy, czyli wyzwoleńców. Okazało się, że ich akcja sprawiła sporo taktycznych kłopotów militarnych w Syrii, ale ostatecznie, po kilku miesiącach wolności, w niczym nie pomogli Antoniuszowi.” Według Appiana (17, 13, 131) „Do wszystkich obozów [Oktawian] wysłał opieczętowane listy z poleceniem, aby je wszystkie jednego dnia otwarto i wykonano zawarty w nich rozkaz. Zlecenie dotyczyło niewolników, którzy w okresie walk wewnętrznych zbiegli i zaciągnęli się do służby wojskowej; Pompejusz zażądał był dla nich wolności, co i Senat im przyznał, i co zastrzeżone było w zawartym układzie. Teraz zostali oni jednego dnia ujęci i kiedy ich sprowadzono do Rzymu, oddał ich Cezar dawnym panom z Rzymu czy Italii albo spadkobiercom tychże; oddał ich też i Sycylijczykom. Tych, których właścicieli nie było, kazał stracić nieopodal tych miast, z których uciekli.” (ἔκτεινε παρὰ ταῖς πόλεσιν αὐταῖς, ὧν ἀπέδρασεν tłum. Ludwik Piotrowicz)
Drugi raz za Nerona „Właśnie około tego czasu gladiatorzy w mieście Preneste, próbując urządzić wypad, zostali poskromieni przez załogę wojskową, która ich pilnowała, podczas gdy lud roznosił już pogłoski o Spartakusie i o dawnych nieszczęściach, jako że zwyczajnie pożąda on przewrotu, a zarazem go się lęka.” (Tacyt, Roczniki 15, 46, tłum. Seweryn Hammer)

Czemu tylko dwa razy, skoro Tacyt (Roczniki 3, 43) wymienia wśród sił Sakrowira „niewolników, przeznaczonych do igrzysk szermierskich” (e servitiis gladiaturae destinati) ?

Obok gladiatorów do powstań często skłonni byli pasterze, trzy lata po Sakrowirze „kiełkującą w Italii wojnę niewolniczą przypadek stłumił. Sprawca buntu, Tytus Kurtyzjusz, niegdyś żołnierz kohorty pretorskiej, począł naprzód na tajnych zebraniach w Brundyzjum i w okolicznych miastach, potem przez publiczne memoriały nawoływać do wolności (libellis ad libertatem vocabat) mieszkające w odległych lasach górskich wieśniacze i dzikie bandy niewolników (agrestia per longinquos saltus et ferocia servitia)” (Roczniki 4, 27 podane wyżej przez Rochalę w przypisie przy omawianiu sprzysiężenia pasterzy w Apulii).

W późnym Imperium okresowo wybuchały powstania bagaudów, określanych w źródłach „aratores” (oracze) i „pastores” (pasterze). Czy byli wolnymi większego znaczenia nie miało, skoro wolnych prawo nazywało „quasi servi” (jakby niewolnikami). W książce pominięte, a szkoda.

Ostatni rozdział wyjaśnia czym jest niewolnictwo, cytując Konwencje o zakazie niewolnictwa z 1926 i 1956 (umów takich jest więcej) stosuje słownictwo z czasów Peerelu „powyższe zapisy nie wyczerpywały zagadnienia niewolnictwa”, „w polskim prawie sformułowano następujący zapis”, „sądy niekoniecznie zauważają jednak ten zapis”. W prawie istnieją nie zapisy, lecz przepisy.

Jak mówi Mirmił „nie oczekiwałem wiele i słusznie”. Podobno lepsze od książki Nowaczyka, lecz nie za bardzo. Na stronie „strategie” pomimo pochwał: „zdarza mu się przesadzić, na przykład opisując jakiś region, w którym znalazła się armia niewolnicza, chyba niepotrzebnie skupia się na rzeczach nieistotnych – bo po co pisać o tym, że przed dwustu laty jeden z mieszkańców...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
0
0

Na półkach: , ,

Książka skrupulatnie wycisnęła wszystko co wiadomo o powstaniu Spartakusa. Polecam każdemu miłośnikowi Starożytnego Rzymu ponieważ Autor dokładnie przedstawił sytuację panującą na kilkadziesiąt lat przed wydarzeniami powstania kapuańskich gladiatorów. Humor Pana Rochali totalnie do mnie przemawia! :D

Książka skrupulatnie wycisnęła wszystko co wiadomo o powstaniu Spartakusa. Polecam każdemu miłośnikowi Starożytnego Rzymu ponieważ Autor dokładnie przedstawił sytuację panującą na kilkadziesiąt lat przed wydarzeniami powstania kapuańskich gladiatorów. Humor Pana Rochali totalnie do mnie przemawia! :D

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

15 użytkowników ma tytuł Powstanie Spartakusa na półkach głównych
  • 9
  • 6
5 użytkowników ma tytuł Powstanie Spartakusa na półkach dodatkowych
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Powstanie Spartakusa

Inne książki autora

Paweł Rochala
Paweł Rochala
Paweł Rochala (ur. 1968) – pisarz i historyk wojskowości z zamiłowania, zawodowy oficer Państwowej Straży Pożarnej. Autor wielu artykułów i felietonów do branżowej prasy strażackiej. Żonaty, ma dwoje dzieci.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki Powstanie Spartakusa

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Powstanie Spartakusa


Ciekawostki historyczne