rozwińzwiń

Watermark: An Essay on Venice

Okładka książki Watermark: An Essay on Venice autorstwa Josif Brodski
Okładka książki Watermark: An Essay on Venice autorstwa Josif Brodski
Josif Brodski Wydawnictwo: Penguin Classics Seria: Penguin Modern Classics publicystyka literacka, eseje
144 str. 2 godz. 24 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Seria:
Penguin Modern Classics
Data wydania:
2013-02-28
Data 1. wydania:
2013-02-28
Liczba stron:
144
Czas czytania
2 godz. 24 min.
Język:
angielski
ISBN:
9780141391496
'Reading Brodsky's essays is like a conversation with an immensely erudite, hugely entertaining and witty (and often very funny) interlocutor'
Wall Street Journal

"Watermark" is Joseph Brodsky's witty, intelligent, moving and elegant portrait of Venice. Looking at every aspect of the city, from its waterways, streets and architecture to its food, politics and people, Brodsky captures its magnificence and beauty, and recalls his own memories of the place he called home for many winters, as he remembers friends, lovers and enemies he has encountered. Above all, he reflects with great poetic force on how the rising tide of time affects city and inhabitants alike.

"Watermark" is an unforgettable piece of writing, and a wonderful evocation of a remarkable, unique city.
Średnia ocen
8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Watermark: An Essay on Venice w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Watermark: An Essay on Venice



207 186

Oceny książki Watermark: An Essay on Venice

Średnia ocen
8,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Watermark: An Essay on Venice

avatar
1109
1109

Na półkach: ,

164/130/2025
Ładna, ale nie dla mnie. Rzadko która książka bez akcji mnie porywa. Ta niezbyt, chociaż doceniam intelekt. Przemyślenia i wizje o Wenecji.

164/130/2025
Ładna, ale nie dla mnie. Rzadko która książka bez akcji mnie porywa. Ta niezbyt, chociaż doceniam intelekt. Przemyślenia i wizje o Wenecji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
71
17

Na półkach:

Prawdopodobnie jeden z trudniejszych tekstów jakie miałam przyjemność czytać. Nie wiem czy to kwestia obcego języka, w którym przyswajałam tę lekturę lub niezwykłe pióro Brodskiego, które jeszcze nie czas mi zrozumieć. Natomiast jestem zachwycona wrażliwością autora, umiejętnością zauważenia oraz uchwycenia niezwykłego piękna w otaczającej go rzeczywistości.

Prawdopodobnie jeden z trudniejszych tekstów jakie miałam przyjemność czytać. Nie wiem czy to kwestia obcego języka, w którym przyswajałam tę lekturę lub niezwykłe pióro Brodskiego, które jeszcze nie czas mi zrozumieć. Natomiast jestem zachwycona wrażliwością autora, umiejętnością zauważenia oraz uchwycenia niezwykłego piękna w otaczającej go rzeczywistości.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
637
224

Na półkach: , ,

Literatura piękna przesycona zapachem wodorostów.

Idealna na upały, Wenecja w aurze chłodnych grudniowych dni i mglistych styczniowych nocy zamieniona w szlachetny kruszec literatury jest opowieścią urodzonego w Leningradzie w roku 1940 rosyjskiego poety i eseisty Josifa Brodskiego, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1987.

Książka intymna, subiektywna i bardzo osobista, zachwyca bogactwem odniesień do kultury i literatury, na pierwszym planie jasność myśli, erudycja i poetycka siła, zaczyna się bezpretensjonalnie: „Wiele księżyców temu dolar był wart 870 lirów, a ja maiłem trzydzieści dwa lata. Kula ziemska była również lżejsza o dwa miliardy dusz, a bar przy stazione, na której wysiadłem w ową zimną grudniową noc, był pusty.”

Poetycka siła utworu objawia się niemal na każdym kroku, na przykład wówczas, gdy autor opisuje weneckie poranki: „W zimie budzi nas w tym mieście, zwłaszcza w niedziele, dźwięk jego niezliczonych dzwonów, jak gdyby za tiulem firan w perłowoszarym niebie wibrował na srebrnej tacy gigantyczny porcelanowy serwis do herbaty.”

Momentami lektura przypomina surfowanie po powierzchni oceanu, wiemy, że poniżej jest głębia, nie możemy jednak jej przeniknąć, choć przeczuwamy, że istnieje: „Łza to spojrzenie wstecz, hołd, który przyszłość składa przeszłości. Albo też jest to wynik odejmowania tego, co większe, od tego, co mniejsze: piękna od człowieka. To samo z miłością: nasza miłość jest także większa niż my sami.”

„Znak wodny” to ukłon w stronę Wenecji, pisarz lubił do tego miasta wracać, zmarł w roku 1996 w Nowym Jorku, został pochowany na weneckiej wyspie San Michele, jest to moje drugie spotkanie z autorem, pierwsze nosi tytuł „Pochwała nudy”, pod wieloma względami książka doskonała: esencja kruchości naszego świata połączona ze świadomością naszej dogłębnej w tym świecie znikomości.

Połączenie rosyjskiej duszy z włoskim klimatem.

Literatura piękna przesycona zapachem wodorostów.

Idealna na upały, Wenecja w aurze chłodnych grudniowych dni i mglistych styczniowych nocy zamieniona w szlachetny kruszec literatury jest opowieścią urodzonego w Leningradzie w roku 1940 rosyjskiego poety i eseisty Josifa Brodskiego, laureata Nagrody Nobla w dziedzinie literatury za rok 1987.

Książka intymna, subiektywna i...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

493 użytkowników ma tytuł Watermark: An Essay on Venice na półkach głównych
  • 330
  • 158
  • 5
66 użytkowników ma tytuł Watermark: An Essay on Venice na półkach dodatkowych
  • 33
  • 11
  • 6
  • 5
  • 5
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Watermark: An Essay on Venice

Inne książki autora

Okładka książki Liryka rosyjska 1880–2005 Anna Achmatowa, Andriej Bieły, Aleksander Błok, Josif Brodski, Iwan Bunin, Marina Cwietajewa, Jewgienij Jewtuszenko, Włodzimierz Majakowski, Osip Mandelsztam, Bułat Okudżawa, Borys Pasternak, Włodzimierz Wysocki
Ocena 6,9
Liryka rosyjska 1880–2005 Anna Achmatowa, Andriej Bieły, Aleksander Błok, Josif Brodski, Iwan Bunin, Marina Cwietajewa, Jewgienij Jewtuszenko, Włodzimierz Majakowski, Osip Mandelsztam, Bułat Okudżawa, Borys Pasternak, Włodzimierz Wysocki
Josif Brodski
Josif Brodski
Rosyjski poeta i eseista, samouk. Przeżył blokadę Leningradu, należał do środowiska skupionego wokół Anny Achmatowej. W 1964 roku skazany za „pasożytnictwo”. W 1972 roku został zmuszony do emigracji i osiedlił się w Stanach Zjednoczonych. W poezji przestrzegającej klasycznych zasad wersyfikacji i podziału na gatunki łączył niekiedy refleksję filozoficzną z satyrycznym ujęciem realiów społeczno-obyczajowych ZSRR. Tłumaczył poezję angielską i polską (m.in. Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta). W 1987 roku otrzymał literacką Nagrodę Nobla.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Dziennik irlandzki Heinrich Böll
Dziennik irlandzki
Heinrich Böll
Interesujący, miejscami mocno liryczny, acz dla mnie mocno niepełny - nawet w ówczesnych realiach - obraz Irlandii. No bo czy ten wyraźnie fascynujący Autora, pełen życzliwych ludzi kraj, to ta sama Irlandia, z której uciekli dwaj najwięksi jego 20-wieczni giganci - James Joyce i Samuel Beckett? Nie za chlebem, bynajmniej nie jak miliony ich rodaków, nie za chlebem…. Jak na mój gust zbyt pięknie w tej książce, zbyt łagodnie melancholijnie. Nie ma terrorystów, nie ma tej atmosfery grajdołu, wszechwładzy Kościoła z jej wszystkimi znanymi, straszliwymi konsekwencjami, zwłaszcza dla kobiet sprowadzonych do roli maszyn rozpłodowych w kraju faktycznie wewnętrznie okupowanym przez siłę, która – jak to mówi Poeta – „jest jak ogromna depresja rozciągnięta nad krajem”. Albo Heinrich Böll nie był przesadnie bystrym obserwatorem (ale to noblista - więc wykluczam),albo raczej – skoro jeździł do tego ewidentnie egzotycznego dla niego kraju, gdzie kupił domek, na wakacje– może chciał mieć po prostu tzw. święty spokój? Jego wrażliwa lewicowość niczego mu nie podpowiedziała? Nie chciał, nie mógł, nie pozwolono mu, zajrzeć pod tę pozornie przeczyście wykrochmaloną podszewkę życia społecznego? Jedyne kraje, do których porównania się nasuwają z tamtych czasów (koniec lat 50.) to Hiszpania Franco i Portugalia Salazara. Pozostaje tylko zazdrościć Irlandczykom, jak ostatnio nieco zmienili swój kraj na lepsze…. Owszem, w jednym jedynym miejscu pojawił się jakiś przebłysk co do nadmiarowej władzy Kościoła, ale w żart obrócony: „W Irlandii kler ma decydujący głos także przy udzielaniu licencji na szynki, ustalaniu godziny policyjnej i urządzaniu potańcówek”. Albo było jeszcze inaczej: to była wiedza niedostępna nikomu z zewnątrz, swoista omerta, której złamanie było wtedy po prostu niemożliwe, także ze strony ofiar, a może zwłaszcza ich, a już szczególnie nie wobec cudzoziemca, cóż że z przyjaznego im kraju, który w dwóch wojnach łoił Anglikom skórę …. Wtedy to ich filozoficzne nastawienie do życia, którym się tak zachwyca Böll, byłoby jedynie pełnym rezygnacji poddaniem się czemuś, czego zmienić się nie da – tak jak się godzili z ciągłym deszczem, notabene pięknie opisanym („Deszcz jest tu absolutny, wspaniały i przerażający. Nazywanie go niepogodą jest równie niestosowne, jak nazywanie palących promieni słońca ładną pogodą”). Nie przypadkiem Autor odnotowuje powszechną a przecież dość fatalistyczną postawę ludzi doprowadzonych na tzw. skraj - „It could be worse („Mogłoby być gorzej”) – BTW: równie popularną w Sowietach – gdy „czasem bywa bardzo źle, a coś jeszcze gorszego daje pociechę i stwarza właściwą proporcję”. Typowy to mechanizm obronny w totalitaryzmach, nieważne jakiej barwy. I w tym kontekście nie dziwią sympatie miejscowych…. „ - Powiedz no - odezwał się cicho - Hitler… był… myślę… nie takim złym człowiekiem… tylko poszedł za daleko? (…) - Posłuchaj no, Padraic – powiedziałem spokojnie – dobrze wiemy, jak daleko zaszedł Hitler, a szedł po trupach milionów Żydów, dzieci… - Twarz Padraica drgnęła boleśnie. Zamówił siódme piwo i powiedział ze smutkiem: - Szkoda że i ty dałeś się uwieść angielskiej propagandzie. Wielka szkoda. Nie tknąłem stojącego przede mną piwa”. Owszem. Autor umie pięknie opisywać egzotyczny dla siebie świat i nawet nie za bardzo mu się można dziwić, np. „Kiedy pędzi bydło z pastwiska, wygląda na szesnaście lat, kiedy później, za rogiem domu, skręca na drogę prowadzącą przez wieś, wydaje się, że ma chyba już trzydzieści parę lat, a kiedy przechodzi koło domu i nieśmiało uśmiecha się przez okno, wtedy widać, że dobiega już pięćdziesiątki”. „Odchodzi jako mężczyzna pięćdziesięcioletni, przy rogu domu zmienia się w trzydziestoletniego, wyżej na stoku, gdzie idzie, drapiąc osła po grzbiecie, staje się szesnastolatkiem, a kiedy na górze zatrzymuje się na chwilę przy żywopłocie z fuksji, tylko na tę chwilę, zanim zniknie za żywopłotem, wygląda jak chłopiec, którym niegdyś był”. „Butelki po mleku, pozbawione dziewictwa, obrabowane ze swych pieczęci, puste i brudne, stały pod drzwiami i na parapetach okiennych, smutnie czekały na poranek, kiedy zastąpią je ich świeże, promienne siostry, a mewy były nie dość białe, aby zastąpić anielską promienność niewinnych butelek z mlekiem”. „Kamienie z irlandzkich murów wystarczyłyby na budowę wieży Babel, ale irlandzkie ruiny dowodzą, że podejmowanie tej budowy byłoby bezcelowe”. „Mury z 20. wieku niemal nie różniły się od tych z 8. – i one były porośnięte mchem, i one wyglądały jak ruiny”. „Tu – jakież to dobrodziejstwo! – wolno palić w kinach. Gdyby tego zabroniono, wybuchłoby zapewne powstanie, bo u Irlandczyków namiętność do kina łączy się z namiętnością palaczy”. „Torf, jedyne bogactwo kraju, który już od stuleci jest obrabowany z lasów, któremu nie zawsze starczało i nie starcza chleba, ale zawsze starcza codziennego deszczu”. Poprzednie dwie moje książki noblisty jednak oceniam wyżej – to „Utracona cześć Katarzyny Blum albo: Jak powstaje przemoc i do czego może doprowadzić” i „Anioł milczał”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na61 rok temu
Wykład profesora Mmaa Stefan Themerson
Wykład profesora Mmaa
Stefan Themerson Franciszka Themerson
Wykład profesora Mmaa Autor: Stefan Themerson Moja ocena: 10/10 To jedna z tych książek, które trudno w pełni zrozumieć, ale jeszcze trudniej się od nich oderwać. Być może nie uchwyciłem wszystkich sensów, może część przesłań wymknęła mi się gdzieś między zdaniami – a jednak „Wykład profesora Mmaa” całkowicie mnie zachwycił. Zachwycił przede wszystkim językiem – precyzyjnym, błyskotliwym, a przy tym pełnym humoru i filozoficznej głębi. Themerson bawi się formą i konwencją, tworząc dzieło, które jest jednocześnie alegorią, satyrą i przypowieścią o naturze ludzkiego (i nie tylko ludzkiego) świata. Termity – bohaterowie tej niezwykłej opowieści – stają się tu zwierciadłem ludzkich przywar, absurdów i dążeń, a ich naukowe dysputy zaskakują aktualnością oraz trafnością spostrzeżeń. To książka, która zmusza do myślenia, a jednocześnie zachwyca elegancją i ironią stylu. Choć napisana została w trudnych czasach, we Francji, Szkocji i Londynie, jej przekaz pozostaje uniwersalny – dotyczy władzy, społeczeństwa, moralności i samej kondycji człowieka. Czy może być coś wspanialszego niż filozoficzna opowieść o termitach, która mówi więcej o nas samych niż niejedna powieść realistyczna? Polecam serdecznie każdemu, kto ceni literaturę nieoczywistą, wymagającą, a jednocześnie fascynującą w swojej oryginalności. ** 22:43 * 02.11.2025 * 98/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na105 miesięcy temu
Fioletowa krowa. 333 najsławniejsze okazy angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej od Williama Shakespeare’a do Johna Lennona. Antologia Stanisław Barańczak
Fioletowa krowa. 333 najsławniejsze okazy angielskiej i amerykańskiej poezji niepoważnej od Williama Shakespeare’a do Johna Lennona. Antologia
Stanisław Barańczak
We wstępie do antologii Stanisław Barańczak dowcipnie opowiada o zmianach zachodzących w poezji absurdalnej. Charakteryzuje pod tym względem kolejne epoki, dostaje się właściwie wszystkim. Średniowiecze to okres nużących i długich „Opowieści kanterberyjskich”, natomiast Renesans opierający się na humanistycznym credo: „Nic, co ludzkie, nie jest mi obce” razi obscenicznością i wulgarnością. W Oświeceniu humor próbowano zaprzęgać w jarzmo rozsądku i dopiero XIX wiek, zdaniem poety, przyniósł prawdziwą rewolucję w dziedzinie poezji nonsensownej. Widać to zresztą w ilości wierszy zamieszczonych w „Fioletowej krowie”. Królują twórcy ostatnich dwóch stuleci np. Edward Lear, Lewis Carroll i Ogden Nash, natomiast wcześniejszą poezję nonsensu reprezentuje głównie Szekspir. Nonsensista różni się od satyryka tym, że nie chce świata naprawiać, purnonsensowy humor jest bezinteresowny, nie służy niczemu poza śmiechem. Nonsensista, czyli "śmieszniejszy poeta metafizyczny", nie chce rozwiązywać problemów egzystencji, gdyż wie, że jest to przedsięwzięcie komiczne w swej bezradności. Czytanie „Fioletowej krowy” jest jak zabójczy dowcip ze skeczu Latającego Cyrku Monty Pythona. Natomiast ważnym dokonaniem Barańczaka jest bezsporne udowodnienie tym, którzy ziewają nad mową wiązaną, że poezja nie musi być nudna. Może wydawać się niepozorna, mało kunsztowna i być jednocześnie zabawna ale równocześnie dotykać ważnych tematów, choćby życia i śmierci, jak w anonimowym średniowiecznym wierszyku o babci albo tematów politycznych: 🔰"Pod pagórkiem, w małej chatce Babcia sobie żyła. Jak się gdzieś nie zapodziała, To jest tam, gdzie była." 🔰„Wąsik Adolfa Hitlera Jest tak mały, że bliski zera – Myśl ta co chwilę jak klinga Przeszywała marszałka Goeringa." Warto, więc sięgnąć po ten specyficzny zbiór, aby poczytać dużo bzdur, aby się jak koń uśmiać, gdyż przednie zgromadzono w nim dzieła: limeryczne, sceniczne, niesceniczne, obsceniczne, biograficzne, czyli "biografioły" i inne wiersze-żarty lub podobne fioły, ale nie fiołki wonne co w poezji tradycyjnie lirycznej pachną, że ochy i achy wielkie wzbudzają. Poezja nonsensu bierze odwet na samym istnieniu, dlatego w "Fioletowej krowie" ogon macha psem i cały czas toczy się zajadła walka między brzmieniem a znaczeniem słów, między sensem i bezsensem. Każdy więc znajdzie tu coś dla siebie, szczególnie, gdy duszę ogarnia i zagarnia smutek, smuteczek lub inna destrukcja. Miłośnicy poezji biesiadnej znajdą tu na przykład inspirację do wzbogacenia swoich wystąpień błyskotliwymi propozycjami kolejnych tostów: 🔰"Herbata Też zbrata Ale martini Szybciej to czyni. Kakao Też by działało Ale jest szybszy program Sto gram. Tort podany na tacy jest cacy whisky wlana do wnętrza jest prędsza."....itd., itp. (P-45)
Iwona ISD - awatar Iwona ISD
ocenił na81 rok temu
Opowieści chłodnego morza Paweł Huelle
Opowieści chłodnego morza
Paweł Huelle
(Pisane w dniu pogrzebu Autora) To rzecz o ”drugiej stronie” - życia, świata, nas samych – tam, „gdzie załamują się prawa fizyki”. Opowiadania pełne i magii, i całkiem realistycznych plag ludzkości. Tego, co nierozpoznawalne, ale jakoś niewytłumaczalny sposób wyczuwalne. Czego możemy się tylko domyślać, ale co ma jakiś własny stan istnienia… . Okryty ciepłą kołderką nostalgii, nie mogę się zgodzić z jakże licznymi tu opiniami, jakoby ten tom opowiadań Huellego miałby być gorszy od pozostałych. Być może, jeśli za kryterium takiej oceny ktoś uzna częsty brak tradycyjnej - powiedziałbym nawet: schematycznej – akcji. Te opowiadania są po prostu inne, a ich realizm – umowny na pierwszy rzut oka. No bo skoro „jest inny świat”…. Choć nie, jest nieco realizmu np. w „Ucieczce do Egiptu”: atak na uchodźców jeszcze z lat 90. – czeczeńskich uchodźców. Jeszcze wtedy niewyróżniających się tak jak dzisiejsi, o wiele bardziej znienawidzeni i zohydzani. Jeszcze wtedy, gdy pewna partia występowała na rzecz tamtych, ale wyłącznie jako żywego dowodu bestialstwa Putina i tylko jako swego paliwa – tak dziś myślę, bo przez swe ośmioletnie działania ta partia takie prawo sama mi dała, choćby kopulację „uchodźcy” z koniem publicznie prezentując na ministerialnej konferencji.…. I morze, to słynne „chłodne morze” obecne w każdym z tekstów, zarazem jako przeznaczenie, a może klątwa, ale na pewno więcej niż tylko „coś, gdzie dużo wody”…… I jeszcze o tym jest to rzecz, jak wielkie znaczenie, nie tylko symboliczne, ma Księga. Nie tylko ta święta dla jakiejś wspólnoty religijnej, ale i choćby katalog szwajcarskiego domu towarowego z zabawkami. Wszak to my nadajemy znaczenie zawartości zadrukowanego, przyciętego i razem sklejonego papieru. A zatem dla mnie ten zbiór także jest Księgą…. Znakomite jest opowiadanie o Menonitach, społeczności, którą unicestwił hitleryzm, a która odcisnęła swe piętno na Żuławach i okolicach. Pozostały po nich domy podcieniowe i osuszone przez nich tereny ujścia Wisły. No i to ”Mimesis”… Wspaniałe, mocno niepokojące „Öland ” o pokornym pasterzu owiec na szwedzkiej wyspie (byłem, wspaniała – i te brodźce!),którego odwiedza gość z przeszłości… Najpiękniejsze według mnie to „Franz Carl Weber” - zachwycająco-wstrząsające, choć akurat tu w ogóle ani magii, ani morza. Ale poraża losem ojca narratora. Najpierw w mieście, „skąd wyjechał do Sankt Petersburga zaplombowanym wagonem Lenin” (poważny błąd Autora niedostrzeżony przez Wydawcę! – od 1914 r. był to już Piotrogród) wygrał on szczęśliwy los na loterii, by niedługo potem przegrać swój życiowy los na UB… A do tego wspaniała postać kobieca jak najbardziej zasadnie protestująca swą milczącą obecnością gdzie się da przeciw pewnemu biskupowi Sanctae Romanae Eccclesiae (spokojnie, nie naszemu),której nasz narrator oczywiście pomaga ujść przed karzącą ręką nie-sprawiedliwości… Huelle zawsze był piewcą sierpniowego zrywu 1980 i późniejszych przemian – co słusznie nazywa rewolucją. „Cokolwiek sądziłem o niej później, często krytycznie, nie zmieniało to oczywiście cudownego faktu: przyniosła wolność, a naszym przeciwnikom nie spadł choć włos z głowy” (co wielu uznaje za skandal i dowód „zmowy”…) . A zarazem trochę w nim żalu: „ – Wydawało nam się, że o coś walczymy (…). Ale tak naprawdę byliśmy uzależnieni od naszych strażników. Nawet, jak ich zabrakło, mogliśmy rozmawiać tylko o nich (…). Kilkanaście lat po upadku reżimu ludzie w jego kraju wciąż najchętniej rozmawiają o tym, kto na kogo donosił i kto był, czy też nie był tajnym agentem policji politycznej”. PS Inny błąd, raczej wydawnictwa, gdy w „Ukielu” mowa o „krzyku wodnego ptactwa (…) nurków”. Niestety, nie ma takich ptaków, są zaś nury (np. lodowiec albo rdzawoszyi),właśnie teraz zalatujące do nas z Północy. Krzyk tych pięknych, tajemniczych ptaków brzmi jakby dochodził z zaświatów i to chodzi narratorowi gdy wspomina zmarłą żonę…. I jeszcze parę cytatów: „Nigdy jeszcze nie czytał i nie grał tej muzyki. Była przejrzysta jak fugi Bacha, podniosła jak fraza Haendla, wesoła jak takty Vivaldiego, melancholijna jak pieśń Schuberta”. „Zirytowali go politycy: nawet dziecko kłamałoby z większym wdziękiem niż ci panowie oskarżający się nawzajem. Przypominali pijanych, spoconych tragarzy, wyrywających sobie walizkę jedynego pasażera, na jakimś prowincjonalnym, źle oświetlonym, dawno zamkniętym dworcu”. „Marzyć jest niebezpiecznie, bo sny ofiarowują rzeczy niemożliwe i dlatego po przebudzeniu najlepiej wziąć się zaraz do roboty”. „Znał się na ludzkich twarzach i wiedział, do jakiego stopnia spojrzenie czyichś oczu skrywa nikczemność albo dobroć duszy”. W dniu pochówku Pawła Huelle szczególnie wybrzmiewa takie jego zdanie: „Nie miał złudzeń: wszystkie religie bezczelnie kłamały. Bezczelnie, bo z tamtych zaświatowych krain nikt nigdy przecież nie dał znaku”..... Da znak?
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na92 lata temu
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie Fernando Pessoa
Księga niepokoju spisana przez Bernarda Soaresa, pomocnika księgowego w Lizbonie
Fernando Pessoa
Pierwsze i prawdopodobnie ostatnie moje podejście do Pessoa. Książka jest stosunkowo długa i ciężka do przeczytania, mi bardzo się dłużyła i język autora zupełnie mi nie podszedł ani nie pomógł w przebrnięciu. Niesamowicie zaciekawiło mnie podejście autora do tworzenia nowych heteronimów w swoim życiu, a nawet tłumaczenia jak różnią się między sobą i czasem jak nawet różnią się od niego samego/jego własnych poglądów. Do tego znalazłem parę ciekawych ideii i cytatów, niestety zbyt mało aby usprawiedliwić długość książki. Co ciekawe czytałem ją przypadkiem w podobnym czasie gdy zacząłem czytać dzieła Seneki i ta, powiedzmy antyczna samoanaliza gra z moją duszą dużo dużo bardziej, nawet jeśli autorzy dochodzą do podobnych wniosków. Myślę, że takie podejście do samego siebie i świata jest bardzo potrzebne dzisiaj, gdzie każdy co raz bardziej jest 100% przekonany tylko do swoich poglądów bez otwierania się na innych, a tak na prawdę po długiej i bolesnej "samoanalizie" może się okazać, że nic z naszych poglądów nie jest nasze, a jedynie zaszczepione w nas przez różne doświadczenia czy relacje. Czytając ją myślałem własnie, że opinie będą bardzo podzielone, albo 10 albo 1, ja starałem się być jak najbardziej obiektywnym nawet jeśli lektura mnnie trochę wymęczyła w złym sensie tego słowa znaczeniu, to jednak ze względu na powyższe argumenty myślę, że warta przeczytania, nawet fragmentami. Końcowo powiem, że wg. mnie książka nie jest aż tak pesymistyczna jakby się zdawało na pierwszy rzut oka, w wielu momentach, sczególnie opisach natury widać ukochanie życia takiego jakim jest, na swój może lekko "czarny" sposób, ale jednak odczytywałem te fragmenty jako coś pozytywnego! :)
KubeK - awatar KubeK
ocenił na73 miesiące temu
Jeśli zimową nocą podróżny Italo Calvino
Jeśli zimową nocą podróżny
Italo Calvino
Zaczyna się od premiery... nowej książki Itala Calvino "Jeśli zimową nocą podróżny". Egzemplarz jest jednak felerny, urywa się w punkcie kulminacyjnym. Czytelnik próbuje zatem wymienić go na nowy. Odkrywa nieświadomie nową, ukrytą dotąd powieść, która ponownie urywa się w zenicie. Śledzimy tak pogoń Czytelnika i Czytelniczki za sekretami powieści 10 razy odkrywając coraz to nowe historie zawarte w - jak się okazuje - nieistniejących woluminach. Przezabawna gra konwenansami literackimi pełna autoodniesień i ironii. Calvino był mistrzem krótkiej formy. Wątek główny tej powieści szkatułkowej to sznurek, na który jak paciorki autor ponawlekał różne scenki, mniej lub bardziej rodzajowe i gatunkowe - kryminał, dramat, romans. Skojarzenie z Borgesem, czy "Ćwiczeniami stylistycznymi" Queneau'a jest nieprzypadkowe. Motyw powieści urwanej w połowie odczytuję jako reintepretację "wiecznego powrotu", ciągłego odkrywania jednej i tej samej księgi w każdej kolejnej przeczytanej. Początek każdej książki to też ten moment, który nas do niej przyciąga, jest to moment, gdy podświadomie wyrabiamy sobie o niej opinię i najlepiej zapamiętujemy. Jak twierdzi pisarz w jednej z fikcyjnych opowieści "Urzeka mnie początek, który stwarza niewyczerpane, wielorakie możliwości dalszego prowadzenia akcji, przekonuję się, że nie ma nic lepszego nad konwencjonalne rozpoczęcie utworu, nic lepszego od wstępu, po którym można spodziewać się wszystkiego i niczego".
Borowik - awatar Borowik
ocenił na86 miesięcy temu
Pensjonat pamięci Tony Judt
Pensjonat pamięci
Tony Judt
Chory na stwardnienie zanikowe boczne, „nieuleczalną degeneracyjną chorobę, na którą niedługo umrze”, nieodwołalnie przykuty do łóżka i fotela inwalidzkiego, „w warunkach niecodziennych ograniczeń narzuconych przez ciało, które stało się więzieniem”, będący w stanie, który będzie się już tylko pogarszał, zdany na „różnych mechanicznych bądź ludzkich pośredników”, jeden z najwybitniejszych historyków naszych czasów Tony Judt pisze książkę, która jest pochwałą życia i kultury. Jak tego dokonuje? Aby przetrwać ciągnące się w nieskończoność bezsenne noce, unieruchomiony, niemogący samodzielnie wykonać jakiegokolwiek ruchu pisarz oddaje się swoistym umysłowym ćwiczeniom: „przeglądam swoje życie, myśli, fantazje, wspomnienia, także te niedokładnie zapamiętane, aż natrafię na wydarzenia, ludzi czy opowieści, za pomocą których mogę oderwać umysł od ciała, w którym jest unieruchomiony”. Z czasem te motywowane czysto praktycznymi względami zabiegi przekształcają się w projekt o wiele bardziej ambitny: „Po kilku miesiącach choroby zdałem sobie sprawę, że nocą układam w głowie całe historie”. Aby móc „odtworzyć następnego dnia te na wpół zapisane szlaki” sięga po mnemotechniczne metody stosowane przez myślicieli i podróżników z początków ery nowożytnej, którzy dla gromadzenia i przypominania sobie szczegółów i opisów wznosili w swoich umysłach „pałace pamięci”. Judt nie miał jednak ochoty na wznoszenie w głowie pałaców. Te prawdziwe zawsze kojarzyły mu się z „jakąś dekadencją”. „Ale jeśli nie pałac, to może chociaż pensjonat pamięci”? Ten pensjonat to przywołany z przeszłości „mały pensione, rodzinny hotelik w niemodnej miejscowości Chesières u podnóża bogatego kurortu narciarskiego Villars we francuskojęzycznej części Szwajcarii”, w którym autor z rodzicami i wujem spędzał zimowe wakacje „chyba w 1957 albo 1958 roku”. Jego dobrze zapamiętane wnętrze posłużyło mu za swoisty magazyn, archiwum czy też teren, w którym wyznaczana była marszruta dla pojawiających się w głowie narracji. Cała recenzja tutaj 👇 innelektury.pl/judt-pensjonat-pamieci
Grzegorz Tomicki - awatar Grzegorz Tomicki
ocenił na85 miesięcy temu
Opowiadania na czas przeprowadzki Paweł Huelle
Opowiadania na czas przeprowadzki
Paweł Huelle
Paweł Huelle, polski pisarz i prozaik, nauczyciel języka polskiego, wykładowca na kierunku reżysersko-operatorskim i wykładowca filozofii. To nazwisko, które co jakiś czas przewijało się mi przed oczami, zanim w moje ręce trafiły „Opowiadania na czas przeprowadzki”. Pierwsze z nich prowadzą czytelnika do okresu powojennego, nad Mołtawę, gdzie jeszcze dobrze tam przez lata zakorzeniony duch niemieckości ciągle unosi się nad Gdańskiem, a traumatyczny koszmar wojny nadal jest obecny w niełatwych polsko-niemieckich relacjach. Polacy, którzy po zasiedleniu tych terenów nie od razu poczuli się tam jak w swojej ojczyźnie i Niemcy, którzy pomimo świadomości nowych granic ciągle odczuwali, że są u siebie. Wszechobecne ślady niemieckości, jednym tak obce, drugim tak bliskie, potwierdzały paradoks tej sytuacji. W pierwszych opowiadaniach jawi się przed czytelnikiem powojenna Polska, naznaczona trudnościami i problemami rozkwitającego PRL-u. To zwyczajne historie o codziennym życiu, w których szczególnie widoczna jest dbałość o wychowanie dziecka w klimacie rodzinnych wartości. Opowiadania budzą sentyment do dawno minionych czasów, kiedy relacje sąsiedzkie były niezwykle bliskie, dzieci swobodnie i bez nadzoru dorosłych penetrowały okoliczne zakamarki, mężczyźni byli szarmanccy, a kobiety kojarzono z ciepłem ogniska domowego. Te pierwsze historie widziane i opisane są z poziomu kilkulatka. Bohater pierwszego opowiadania, tytułowy stół, to zdobycz powojenna. Zwyczajny, wysłużony mebel, wokół którego toczą się rozważania na temat życia, egzystencji i ludzkich priorytetów. Stół jawi się tu jako symbol. Symbol spajania rodziny, przemijania ale też pojmowania etyki. Opowiadania rosną i dojrzewają wraz z bohaterem, zmieniając dziecięce widzenie świata w dorosłe postrzeganie rzeczywistości. Wrażenie robi opowiadanie „Wuj Henryk”, nie tylko z powodu doskonałego szkicu głównego bohatera czy pojawiających się tu elementów baśniowych, ale również z powodu zaskakująco trafnej wizji przyszłości Polski i jej miejsca w Europie. W zbiorze poruszony został też problem traumy dziecięcej, rzutującej na resztę życia i stanowiącej nieuleczalne źródło emocjonalnego chłodu. To plon braku miłości ojcowskiej, pomimo jego fizycznej obecności. Nigdy nie uleczony ból, który ostatecznie kończy się w szpitalu psychiatrycznym. Każde z opowiadań ma własny, wyjątkowy klimat, odrębną historię, odmienne emocje i przesłanie. Wszystkie mają własną, niepowtarzalną interpretacją rzeczywistości. Potrafią rozbawić, wzruszyć, zasmucić, otulić melancholią. Pierwsze historie, widziane i opisane oczami kilkulatka rysują jego świat budowany na ufności, ciekawości i poznawaniu rzeczywistości Z każdym kolejnym wzrasta dojrzałość narratora. Jednocześnie pojawia się tu coraz śmielej wprowadzany duch mistycyzmu, gdzie splatające się różnorakie linie czasowe nadają narracji metafizyczny wydźwięk. Wysoko należy ocenić styl, w jakim Paweł Huelle napisał swoje opowiadania. Udało mu się oczarować czytelnika stworzonym przez siebie światem, w którym wyobraźnia z lekkością maluje przed oczami wypełnione czereśniami, gruszami i renklodami sady, a aromat czarnych, dojrzałych w słońcu porzeczek, kurz upalnego lata czy woń kadzidła w świątyni odbiera się wszystkimi zmysłami. Paweł Huelle okazuje się być finezyjnym obserwatorem i doskonałym analitykiem relacji międzyludzkich. Jego bohaterowie to intrygujące, bogate wewnętrznie postaci, a język opowiadań pod względem literackim znakomity. „Opowiadania na czas przeprowadzki” to jedna z tych książek, po których zamknięciu czuje się niedosyt. Bo chciałoby się więcej i więcej……I choć przede mną do odkrycia jeszcze cały dorobek literacki Pawła Huelle, to jednocześnie żal, że już nic nie wyjdzie spod jego pióra.
zuszka - awatar zuszka
oceniła na710 miesięcy temu
Powracający głód Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powracający głód
Jean-Marie Gustave Le Clézio
Powieść „Powracający głód” wydał Jean-Marie Gustave Le Clézio J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) w 2008 roku, czyli w tym samym, w którym otrzymał literacką Nagrodę Nobla. To uwaga porządkująca bowiem w jakiejś polskiej krytyce wyczytałem, że „Powracający głów” jest słabą powieścią, co dowodzi, że wszystkie książki noblistów, które piszą zaraz po otrzymaniu najważniejszego wyróżnienia literackiego, są słabe. Zdaję sobie sprawę, że portal lubimyczytac.pl, gdzie najwyższe oceny zdobywają nędznej jakości kryminały, może nie jest najlepszym miejscem, aby zachwalać wysoką literaturę, lecz nie rezygnuję z żadnej szansy, aby pokazać, że poza romansidłami i kryminało-horrorkami istnieje także prawdziwa Literatura, prawdziwa Proza. I taką prozę J.-M.G Le Clézio (ze względu na trzy imiona pisarza – taki skrót) pisze. „Powracający głód” to historia w Historii, historia kilkunastoletniej dziewczynki Ethel w latach tuż poprzedzających II wojnę światową, która zmieniła świat. Jest wiele elementów osobistych, intymnych w tej opowieści. Historia Ethel pokrywa się z historią matki autora, pochodzącej – jak bohaterka jego powieści – z Mauritiusu. W „Powracającym głodzie” czytamy o ojcu Ethel, który przenosi się do Paryża, gdzie liczy na karierę i rozwój biznesu. Po początkowych sukcesach, doznaje dotkliwej porażki. Ale nie jest to saga rodzinna, chociaż wykreowana przez Le Clézio postać Ethel jest jednym z najpiękniejszych portretów literackich, jakie noblista stworzył – krucha, ulotna, niczym wrażenie z wystawy obrazów wielkich mistrzów. A scena, w której dziesięcioletnia Ethel wchodzi na wystawę w Bois de Vincennes, trzymając swoją dłon w reku pradziadka, jest przepyszna. Jest rok 1931. Trzy lata później pradziadek umiera. Świat bankrutujących rodziców wywraca się do góry nogami. Podczas jednej z rozmów w salonie Ethel po raz pierwszy słyszy nazwisko Hitler. Le Clézio pisze o człowieku w żarnach Historii, lecz nie w tonach tragicznych, a bardziej nostalgicznych. Portretuje świat (druga część powieści, o życiu w Nicei – nędza, głód, rozpad więzi społecznych),bolejąc nad przemijaniem, utratą przyjaciół, młodości i nadziei. To naprawdę piękna powieść. Wprawdzie nieco statyczna, ale czuje się w niej, że ma się do czynienia z klasyką, która powstaje na naszych oczach.
Jacek Jarosz - awatar Jacek Jarosz
ocenił na83 lata temu

Cytaty z książki Watermark: An Essay on Venice

Więcej

Miłość jest uczuciem bezinteresownym, jednokierunkową ulicą. To dlatego można kochać miasta, architekturę samą w sobie, muzykę, nieżyjących poetów czy, przy jakimś szczególnym temperamencie, osobę boską. Bo miłość jest związkiem między odbiciem i jego przedmiotem. To w końcu przynosi nas z powrotem do tego miasta.

Miłość jest uczuciem bezinteresownym, jednokierunkową ulicą. To dlatego można kochać miasta, architekturę samą w sobie, muzykę, nieżyjących ...

Rozwiń
Josif Brodski Znak wodny Zobacz więcej

z wyjątkiemm odbicia w lustrze, oko nigdy nie widzi samego siebie

z wyjątkiemm odbicia w lustrze, oko nigdy nie widzi samego siebie

Josif Brodski Znak wodny Zobacz więcej

Miłość, żeby to tak podsumować, ma prędkość światła; rozstanie – prędkość dźwięku.

Miłość, żeby to tak podsumować, ma prędkość światła; rozstanie – prędkość dźwięku.

Josif Brodski Znak wodny Zobacz więcej
Więcej