Mniej niż ktoś. Eseje

Okładka książki Mniej niż ktoś. Eseje autora Josif Brodski, 8324006354
Okładka książki Mniej niż ktoś. Eseje
Josif Brodski Wydawnictwo: Znak publicystyka literacka, eseje
371 str. 6 godz. 11 min.
Kategoria:
publicystyka literacka, eseje
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Less than One by Joseph Brodsky
Data wydania:
2006-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2006-01-01
Liczba stron:
371
Czas czytania
6 godz. 11 min.
Język:
polski
ISBN:
8324006354
Tłumacz:
Krystyna Tarnowska, Adam Pomorski, Anna Husarska, Ewa König-Krasińska, Stanisław Barańczak, Andrzej Konarek, Andrzej Mietkowski, Agnieszka Pokojska, Renata Gorczyńska
Średnia ocen

8,1 8,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Mniej niż ktoś. Eseje w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Mniej niż ktoś. Eseje

Średnia ocen
8,1 / 10
34 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Mniej niż ktoś. Eseje

Sortuj:
avatar
743
178

Na półkach: ,

Niezwykle płynny styl - czytając Brodskiego trudno było mi uwierzyć w to, że jest samoukiem.
Inna sprawa to, to, że gdyby w ten sposób mówiono o poezji na języku polskim, to z pewnością więcej osób by się nią zainteresowało.

Książka jak najbardziej godna polecenia.

Niezwykle płynny styl - czytając Brodskiego trudno było mi uwierzyć w to, że jest samoukiem.
Inna sprawa to, to, że gdyby w ten sposób mówiono o poezji na języku polskim, to z pewnością więcej osób by się nią zainteresowało.

Książka jak najbardziej godna polecenia.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1263
13

Na półkach: ,

Pisane piękną prozą eseje rosyjskiego poety i noblisty. Większość poświęcona jest literaturze: poezji Achmatowej, Kawafisa, Montale, Audena, Mandelsztama, prozie rosyjskiej (wpływ tragedii na twórczość, opozycja Dostojewskiego i Tołstoja, zachwyt dla Płatonowa). Esej o Nadieżdzie Mandelsztam - wdowie po zmarłym w łagrze poecie - rzuca światło na ciężki los artystów i ich rodzin w czasach terroru, zachęca również do poszukania wydanych przez nią wspomnień. Szczególnie piękne są eseje autobiograficzne: tytułowy "Mniej niż ktoś" (przywołujący po latach dzieciństwo w Rosji lat 50-tych i 60-tych XX w., bycie żydowskim dzieckiem i ówczesne odczuwanie antysemityzmu, szkołę i jej porzucenie) oraz "W półtora pokoju" (będący hołdem złożonym rodzicom, urodzonym w wolnym kraju, a potem zniewolonym, choć do końca pełnym godności; wydalony z ZSRR poeta nie mógł już ich spotkać, nie udzielono im zgody na wizytę, z wielkim żalem pisze, że nie mógł być przy nich w starości, odchodzeniu i śmierci). Zachwycający jest esej "Ucieczka z Bizancjum" przeplatający relację z podróży do Stambułu z rozważaniami o historii, chrześcijaństwie i cywilizacji.

Pisane piękną prozą eseje rosyjskiego poety i noblisty. Większość poświęcona jest literaturze: poezji Achmatowej, Kawafisa, Montale, Audena, Mandelsztama, prozie rosyjskiej (wpływ tragedii na twórczość, opozycja Dostojewskiego i Tołstoja, zachwyt dla Płatonowa). Esej o Nadieżdzie Mandelsztam - wdowie po zmarłym w łagrze poecie - rzuca światło na ciężki los artystów i ich...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

165 użytkowników ma tytuł Mniej niż ktoś. Eseje na półkach głównych
  • 107
  • 58
29 użytkowników ma tytuł Mniej niż ktoś. Eseje na półkach dodatkowych
  • 15
  • 3
  • 3
  • 3
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Mniej niż ktoś. Eseje

Inne książki autora

Okładka książki Liryka rosyjska 1880–2005 Anna Achmatowa, Andriej Bieły, Aleksander Błok, Josif Brodski, Iwan Bunin, Marina Cwietajewa, Jewgienij Jewtuszenko, Włodzimierz Majakowski, Osip Mandelsztam, Bułat Okudżawa, Borys Pasternak, Włodzimierz Wysocki
Ocena 6,9
Liryka rosyjska 1880–2005 Anna Achmatowa, Andriej Bieły, Aleksander Błok, Josif Brodski, Iwan Bunin, Marina Cwietajewa, Jewgienij Jewtuszenko, Włodzimierz Majakowski, Osip Mandelsztam, Bułat Okudżawa, Borys Pasternak, Włodzimierz Wysocki
Josif Brodski
Josif Brodski
Rosyjski poeta i eseista, samouk. Przeżył blokadę Leningradu, należał do środowiska skupionego wokół Anny Achmatowej. W 1964 roku skazany za „pasożytnictwo”. W 1972 roku został zmuszony do emigracji i osiedlił się w Stanach Zjednoczonych. W poezji przestrzegającej klasycznych zasad wersyfikacji i podziału na gatunki łączył niekiedy refleksję filozoficzną z satyrycznym ujęciem realiów społeczno-obyczajowych ZSRR. Tłumaczył poezję angielską i polską (m.in. Czesława Miłosza i Zbigniewa Herberta). W 1987 roku otrzymał literacką Nagrodę Nobla.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach Krzysztof Rutkowski
Paryskie pasaże. Opowieść o tajemnych przejściach
Krzysztof Rutkowski
Krzysztof Rutkowski to taki miłośnik kultury francuskiej, który nie ma dla niej pobłażania w wielu jej aspektach. Potrafi np. napisać: “Czasami słodka Francja odsłania niechcący swe ineksprymable cuchnące i szare, bo niezmieniane od pół wieku. Otwieranie okien wtedy nie pomaga, a wylanie pół litra Chanela na łono i butelki whisky do gardła – nie zdaje się na nic”. To czwarta moja książka Autora, wybitnego intelektualisty, który ma nieszczęście nazywać się jak ktoś…. zupełnie inny. Jego znajomość wszystkiego, co się mieści w pojemnym pojęciu francuszczyzny jest po prostu zadziwiająca. Zarazem, co nieczęsto się zdarza, potrafi celnie uderzyć w słaby, czy też właśnie odwrotnie: silny, punkt tego, co opisuje. A może po prostu jest obiektywny - taka to dziwna przypadłość, przepadła już dawno niczym choćby trzepanie dywanów na podwórkach. I trzepie z zapałem nasz Autor ten francuski kobierzec aż iskry lecą, jaskrawe - bo zachwytu. Wystarczy nieco cytatów, by się przekonać, że mało kto pisze z takim pazurem. .. “W pierwszej połowie XIX wieku Paryż był miastem niesamowicie ciasnym, ciemnym, brudnym, błotnym i cuchnącym jak martwa ostryga”. “Powieści Balzaka i Stendhdala opisują tylko niewielką, cienką – jak bieda zupka – warstwę paryskiego społeczeństwa. 50 tysięcy paryżan żyło sobie w luksusie lub w dostatku; 250 tysięcy wiązało jakoś koniec z końcem, a 700 tysięcy klepało biedę z żałosnym dudnieniem pośród niepowtarzalnych zapachów po obu stronach Sekwany”. “Prawdziwy Babilon. Istna Sodoma. Paryż przerażał. Paryż był chorym człowiekiem Europy”. “Zagęszczenie ludności, stężenie brudu oraz wszelkiego plugastwa osiągnęło w niepięknych dzielnicach Paryża taki stopień, że nawet mieszkańcy nowych lub bogatych części miasta zaczęli się niepokoić”. “Przy zachlapanych stolikach wśród oparów, dymu, cuchu wilgotnych płaszczy i przepoconych koszul nieudani poeci, polscy emigranci i zwykli alkoholicy wyrzynali w pień królów i panów, zakładali zakony zarodowe na szczęśliwą przyszłość ludzkości, rozdzielali między siebie kobiety i zagrabione przez burżujów skarby. Znosili wszelką własność, tęskniąc do nowej pary własnych kalesonów. Niektórzy z nich umrą na suchoty, zwariują od przerzutów syfilitycznych, wskoczą do Sekwany, inni się wzbogacą jeszcze inni trafią do więzienia, reszta pójdzie do klasztoru”. “Psychoanalitycy twierdzą, że przyczyn homoseksualizmu Verlaine'a należałoby szukać w trzech słojach formaliną, w których jego matka zakonserwowała skutki wcześniejszych poronień.(...) Pewnego dnia w przypływie furii potłukł wszystkie słoje, potem rzucił się z nożem na ślubną małżonkę, prawie zadusił matkę, później postanowił zostać świętym”. “Prefekt miasta Paryża wydał w roku 1878 wszystkim policjantom tajnym, jawnym i dwupłciowym rozporządzenie, by pod żadnym pozorem nie zatrzymywali Verlaine'a. “Henri de Toulouse-Lautrec miał metr 52 cm wzrostu i najlepiej czuł się pod stołem lub w burdelu. (...) Koiły go w ramionach krągłe egerie. Wtulał się cały pod ich biusty, rozpłaszczał na brzuchu, wsysał w pępek”. “W latach osiemdziesiątych zeszłego stulecia paryska bohema zmieniała skórę. Dawniej stanowiła sposób na życie. Powoli zamieniała się w zorganizowaną, zbiorową sztukę reklamy”. Jednym z ulubionych bohaterów Autora jest markiz Donatien Alphonse François de Sade. Najwspanialszy jest fragment o jego testamencie, w którym wyraził wolę, aby pochowano go w jego prowincjonalnym majątku, gdzieś w gęstwinie ogrodu (co się jednak nie stało, bo majątek wcześniej sprzedano). “Na zasypanym dole posadzić na powrót wszelkie chwasty, aby wyżej wspomniany dół nie odróżniał się niczym od otoczenia, a zagajnik zarósł jak wprzódy, i aby po moim grobie nie pozostał najmniejszy ślad na powierzchni ziemi podobnie – jak mniemam – pamięć o mnie wśród ludzi zaginie, z wyjątkiem może tyciej garstki nielicznych, którzy obdarzyli mnie swą miłością aż do ostatniej chwili i o których słodkie wspomnienie zabiorę ze sobą do grobu”. Autor celnie wytyka Francji prorosyjskość w XIX wieku i prosowieckość w XX. Wiele miejsca zajmuje rozprawa Rutkowskiego z taką orientacją zwłaszcza u francuskich intelektualistów. “Największy podziw budziła, budzi i budzić będzie nad Sekwaną Rosja. Najpiękniejszy most w Paryżu nosi imię cara Aleksandra III”. “Do połowy XIX wieku, mniej więcej do upadku Wiosny Ludów, francuska lewica adorowała i miłośnie wzdychała do Polski oraz narodów podobnie uciśnionych. Rosja jawiła się jako upiór i oprawca. (...) W drugiej połowie XIX wieku sympatia do Polski stopniała we Francji jak lód na słońcu, by rozpuścić się w brudnej kałuży po Komunie Paryskiej. W dwudziestoleciu międzywojennym podziw wzbudzała już na Sekwaną tylko Rosja sowiecka, a po roku 1945 fala rusofilli z gwiazdą rozpłynęła się we Francji jak sos beszamelowy po kotlecie z mlecznego jagnięcia”. “Trudno sobie nawet dzisiaj wyobrazić, do jakiego stopnia komunizm sowiecki stał się obiektem pożądania dla francuskich środowisk intelektualnych (...) To widmo gdzie indziej przelewanej krwi tak przyjemnie łechtało wyobraźnię w uniwersyteckich salach, w kawiarniach i w salonach. Niczym wspomnienie o słodkich razach zadawanych szpicrutą boskiego markiza”. “We Francji na literackie sukcesy mogą liczyć wyłącznie osoby, które poznały wszelkie zawiłości składni oraz ortografii mowy Racine'a i Moliera. Ponadto warto być draniem i w odpowiednim czasie sympatyzować z czerwonymi. Albo z Czarnymi Panterami, Frakcją Czerwonej Armii lub terrorystami z OWP. Jean Genet popierał z całego serca zarówno Pantery, jak i Arabów, bowiem doszedł do wniosku, że to bardzo piękni chłopcy. Wyznał jednocześnie z żalem, że z żadnym z przystojnych bojowników o wyzwolenie Palestyny nie udało mu się spędzić nocy”. “W 1954 roku Jean Paul Sartre napisał, że każdy obywatel Związku Radzieckiego cieszy się zupełną wolnością słowa i ma prawo krytykować sowiecką władzę ile wlezie. (....) Doszedł do wniosku, że kapitalizm nie może już niczego ofiarować ludzkości. Jedyną rozsądną propozycją jest komunizm. Jak zaczniemy krytykować komunizm, to stracimy sens życia. Jak się straci sens życia – to koniec”. I jeszcze francuska obsesja na punkcie wiecznej młodości: “Tu starości unika się jak kataru lub po prostu w ogóle nie zauważa, niczym kloszarda na ławce, psich odchodów na chodniku lub grymasu na ustach teściowej. Starość nie istnieje a młodość stała się synonimem piękna”. “Bycie w formie zastąpiło obecnie bycie w prawdzie. Zdrowie stało się celem samym w sobie, a młodość absolutem”. Albo taka inteligentna złośliwość: “Kiedy byłem małym chłopcem, to ze wszystkich francuskich profesorów lubiłem najbardziej Claude’a Levi-Straussa, ponieważ kojarzył mi się nieuchronnie z wybornymi dżinsami, które wtedy uznawałem za szczyt osiągnięć rękodzieła artystycznego”. Wielkie wrażenie na koniec wywiera opis kopii listów pisanych ze strefy okupowanej i przechwyconych na rozkaz kolaboracyjnego francuskiego “rządu” Vichy. Niemcy tego nie żądali, to była czysto francuska narodowa inicjatywa. “Tysiące francuskich urzędników pocztowych otwierało codziennie przez 8 godzin (z przerwą na obiad) dziesiątki tysięcy prywatnych listów nad parą i przepisywało je pracowicie z kopiami na przebitce, bo marszałek Petain chciał koniecznie wiedzieć, jakie w narodzie panują nastroje. (...) Tysiące pracowników poczty i telegrafu podsłuchiwało rozmowy Francuzów i notowało wybrane fragmenty”. “Szpiegowano w majestacie prawa, stosy pracowitych stron wędrowały do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w uzdrowisku Vichy, a konsekwencje – w wypadkach uznanych za niebezpieczne – spadały na gadułów jak piorun w zacierkę”. Pasjonująca to lektura książki mojego ulubionego wydawnictwa Słowo/Obraz/Terytoria...
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na86 miesięcy temu
Opowieść się rozpoczyna. Szkice o literaturze Amos Oz
Opowieść się rozpoczyna. Szkice o literaturze
Amos Oz
- Początek książki – czy też może szerzej, utworu – to kontrakt. Umowa podpisywana pomiędzy czytelnikiem a autorem. Jeżeli zamierzasz uczciwie czytać jakieś dzieło musisz się z nim dobrze zapoznać, a potem skrupulatnie pilnować jego przestrzegania, bądź dostrzegać celowe jego złamania. W ten skrótowy sposób można by podać „wstępny kontrakt” książki Amosa Oza, „Opowieść się rozpoczyna”, chudziutkiej pozycji zawierającej w sobie 10 esejów napisanych izraelskiego mistrza pióra. Jest to jednak kontrakt nieco przewrotny – z jednej strony autor obiecuje typowo literaturoznawcze rozważania nad kwestią początku narracji w książkach, z drugiej od samego początku daje do zrozumienia, że nie aspiruje w żadnym stopniu do akademicko pojętej „naukowości”. Nie zostanie więc tutaj przedstawiona najprawdziwsza i najsłuszniejsza metoda wykrywania typów początkowej narracji. Nie znajdzie się miejsca dla pedantycznej klasyfikacji, której kolejne odsłony obrazowane są przez różne dzieła literatury hebrajskiej i światowej. Nie usłyszymy ani słowa o -izmach czy -yzmach, nurtach czy prądach, metodach czy technikach. Zamiast tego dowiemy się jak autor widzi poszczególne dzieła, z perspektywy kontraktu, jaki zawierają z czytelnikiem w pierwszych akapitach tekstu. Jest to ten typ nauczania, w którym „mistrz” tylko opowiada własne przeżycia, a „uczeń” musi sam „wykraść” mu tajemnicę tej trudnej sztuki... no właśnie czego? Analizy? Głębszego rozumienia? Możliwe, ale autor wolałby raczej nazwać to osiąganiem jak największej przyjemności z lektury. Kontrakt ma dla nas być wskazówką, czasem zwodniczą, na co zwracać szczególną uwagę podczas czytania – gdzie nie dać (a może właśnie dać?) się oszukać. 10 esejów o 10 utworach. Każdy ukazujący nieco inne spektrum możliwości i ograniczeń dostarczanych przez język pisany. Żaden nie wymaga uprzedniej lektury danego tekstu, gdyż autor jeśli potrzebuje wskazać motyw, który nabiera smaku dopiero w świetle zakończenia utworu, bez żadnych skrupułów to zakończenie opisuje. Tu pewnie przydałoby się ostrzeżenie, że jeśli zamierzacie daną pozycję w niedalekiej przyszłości czytać, lepiej ominąć dany esej. Czy jest to przyjemna lektura? Na pewno tak. Czy zmienia światopogląd w sposób drastyczny? Raczej nie. Ci którzy czytając delektują się książkami znajdą tu po prostu zapis ciekawych przemyśleń innego miłośnika literatury (który ponadto posiada talent literacki umożliwiający mu podzielenie się nimi). Ci którzy nie lubią zwracać uwagi na szczegóły raczej po tę książkę nie sięgną, lub nie specjalnie będą z tej lektury zadowoleni.
Sven - awatar Sven
ocenił na614 lat temu
Eseje Albert Camus
Eseje
Albert Camus
Trochę potrywializuję. Wierzący mówią – Jeśli Boga nie ma, to hulaj dusza, ludzie będą mieli większą pokusę czynienia zła. Camus mówi – jeśli Boga nie ma, ludzie powinni stać się odpowiedzialni za swe życie i postępki i chętniej czynić dobro. Bo nieistniejący Bóg nie da zbawienia, otuchy, cudu ani zmiany strasznego położenia, nic nie wybaczy. Sami dla siebie i innych musimy stać się kotwicą i nadzieją. Chyba, że dane jest nam tworzyć okrutny świat bez żadnej nadziei. Taki mglisty sens utkał mi się z lektury tych esejów. A polecone mi kiedyś przez wytrawnego czytelnika (z pokolenia tych, co wozili się między dekaefem a uniwerkiem, w ręcznie dziubanych sweterkach i z Cortazarem lub Sartrem pod pachą),przeleżały na mojej mentalnej półce „do przeczytania” rekordowe ponad trzydzieści lat! Ten zbiór okazał się szalenie bogaty i różnorodny – obejmował poglądy własne Autora (choćby w Micie Syzyfa),Jego artykuły z lat czterdziestych dotyczące stosunku Francuzów do niemieckiej okupacji, wreszcie omówienia różnych lektur interesujących Camusa, autorskie analizy myśli filozofów, pisarzy, artystów i twórców, oraz sporo luźnych zapisków - pomysłów na większe formy czy refleksji nad światem. Zdenerwowałam się nawet, gdy zaliczył de Sade’a do wielkich pisarzy, na równi z Kafką, Dostojewskim i Proustem. Ten zafiksowany analnie pornografoman - no błagam! Na szczęście w innym fragmencie przyznał, że Sade był raczej drugorzędnym pisarzem, za to jego libertyńską filozofię uznała za godną analizy. Ta filozoficzno-literacka część podobała mi się najbardziej - chociaż przyznaję bez bicia – przez wysoki próg wejścia i nietrafiający do mnie styl, zrozumiałam z niej mniej niż połowę. Camus wyraźnie lubi pojęcie ascezy, gdyż przypisuje je wielu raczej różnym zjawiskom. Ascezą nazywa między innymi romantyczny dandyzm, surrealizm, bunt , wolność absolutną, nihilizm… Hmmm, do rozważenia. Ale warto wrócić do camusowskiego widzenia twórczości Nietzschego, Kafki czy Dostoja. Niektóre myśli wydawały mi się bardzo trafne i warte zapamiętania. Ta książka przeżyła ze mną wiele, bo też czytałam ją rekordowo długo z uwagi na brak porozumienia między mną a Autorem. Jak nigdy byłam blisko podpatrzonego na LC zjawiska „DNF”. Przeżyliśmy mycie okien, gości, opiekę nad wnusiątkiem, zawirowania w pracy, chorobę mąża (wiadomo, 37 i 3 - i trzeba wzywać koronera i notariusza do testamentu!) i pięć innych książek. Ale pomyślałam sobie – może i Camus Wielkim Pisarzem był, może kiedyś uwielbiałam Obcego i Upadek, może też z Camusa wyrosłam. Ale Camus mnie nie pokona, przeczytam te Eseje, choćby kamień Syzyfa spadł na moją głowę! No i przeczytałam i z tego powodu przyznaję sobie Order Zakładki i prawo do przeczytania kolejnych książek. Do usług, kłaniam uprzejmie!
Katarzyna Anna - awatar Katarzyna Anna
oceniła na730 dni temu
Ja, inny. Kronika przemiany Imre Kertész
Ja, inny. Kronika przemiany
Imre Kertész
Zastanawia się Imre Keretesz u schyłku życia nad sprawami podstawowymi, śmiercią, która nieuchronnie nadchodzi, życiem, pamięcią i przede wszystkim nad sposobem wyrażenia siebie, co okazuje się zadaniem niewykonalnym, zdaje sobie bowiem sprawę, że język jako środek wyrazu jest ograniczony, i tylko właśnie jako tekst, kod może się manifestować człowiek, autor. No ale to nie ma nic wspólnego z pragnieniem odsłonięcia siebie, oddaniem,bo ostatecznie człowiek jest poza tekstem (słowem). Z pamięcią również nie jest najlepiej. To jednostkowa tożsamość, nieistotna bo nawet chwila tworzenia jest aktualna tylko w teraźniejszości. Kontynuacja tej chwili to już ktoś inny. Miło było, gdy Keretesz odwoływał się do Gombrowicza, Brandysa. W chwili śmierci człowieka zdradzamy go, wyrzekamy się korzystając z samozachowawczego mechanizmu, by jakoś móc żyć dalej. Okrutne. Paradoks, może nawet przekleństwo polega na tym, że jesteśmy skazani na to samo. Na samotność chwili ostatniej, w której zmierzymy się z otaczającą mgłą, ulegli, bez możliwości buntu. A tymczasem… trzeba robić wszystko żeby nie oszaleć. Mądry facet, pisze: „Ospały, późny jesienny zmierzch przechodzący w wieczór, tęskny, nieokreślony ból jak po wielkiej stracie, który ogarnia nas w obcych miastach na widok ciepłych domów, przyjemnych kawiarni ze świeczkami, kiedy błąkamy się nad rzeką, to ten bezimienny, pradawny ból, zamknięty skórą, włosami, charakterem, ból indywiduum cierpiącego w celi Ja, pragnienie uwolnienia się z więziennej celi. Byk w takich chwilach ryczy tępo, z pretensją, i daje oszukać się jałówką – a przecież nie o to chodzi.” To jeden z piękniejszych fragmentów prozy jakiego doświadczyłem. Sporo można pisać o tej książce, właściwie bez końca, skarbnica wiedzy, uczuć i przede wszystkim mądrości. Polecam.
fiszer - awatar fiszer
ocenił na925 dni temu
Alchemia słowa Jan Parandowski
Alchemia słowa
Jan Parandowski
„To książka pełna najpiękniejszych zdań na temat literatury, jakie kiedykolwiek zostały spisane po polsku. ” Mariusz Szczygieł Książka stała się bestsellerem, była wielokrotnie wznawiana i jest uważana za biblię i lekturę obowiązkową dla miłośników literatury i warsztatu pisarskiego !!! Pisarz był dwukrotnie nominowany w latach 1957 i 1959 do Nagrody Nobla. Niestety, nie był komunistą, jak chociażby Szymborska, czy działaczkom, jak ta druga "gwiazda" antychrześcijańsko - tęczowo - lewackiego odchylenia i d.... zbita, jak to się mówi. O tym, że autor był świetnym historykiem i obserwatorem niech świadczy fakt, że w 1947 r. w " Odrodzeniu " napisał: " Niebawem rozpoczną Niemcy wielką ofensywę moralną przeciw tym, których wczoraj zabijali i tępili z zamiarem całkowitej zagłady. W coraz już śmielszej propagandzie ludność polska, nawet księża polscy są przedstawiani jako nieludzcy oprawcy na Ziemiach Odzyskanych, Można być pewnym, że w niedalekiej przyszłości znajdą się pióra dość nikczemne, by, najpierw zohydzić męczeńskie narody, następnie zaryzykować rehabilitację katów Europy. Nie wystarczy protestować, karcić, oburzać się, trzeba zmusić do myślenia, trzeba także pióra złamać wstydem. Może to zaś uczynić tylko ciągła naoczność faktów " No tak, wszystko przewidział, tylko jednego... nie. Nie połączył faktów związanych z rozbiorami Polski i z tym, że należy do Wielkiego Narodu IDIOTÓW. Powinien przewidzieć, że kilka dekad później, Polską będzie rządził niemiecki namiestnik !!! Książkę POLECAM !!!
ando - awatar ando
ocenił na101 miesiąc temu
Król życia Jan Parandowski
Król życia
Jan Parandowski
Kiedy Oscar Wilde spotkał żebraka w zdeformowanym kapeluszu i postrzępionym garniturze, zaprowadził go do najlepszego krawca w Londynie, aby ten uszył mu… strój żebraczy z prawdziwego zdarzenia, biorąc za wzór przedstawienia z dawnych malowideł rodzajowych. Nie wiem, czy ta anegdota przytoczona przez Jana Parandowskiego jest prawdziwa, ale jeśli nawet nie, to należało ją wymyślić, aby zademonstrować się, czym był estetyzm w późnowiktoriańskiej Anglii. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że estetyzm Wilde’a w podejściu do ludzkiej nędzy był wyłącznie pochodną jego dandysowskiej osobowości. Krył się bowiem za nim całkiem pokaźny korpus poglądów społeczno-politycznych, wywodzących się mniej lub bardziej pośrednio od księcia anarchistów, Piotra Kropotkina, według których każda działalność charytatywna służy wyłącznie utrwalaniu systemu kapitalistycznego. Ten wymiar aktywności Wilde’a został całkowicie pominięty w biografii Parandowskiego, z czego jednak nie sposób czynić jej zarzutu, wszak mamy do czynienia z powieścią, a ta korzysta w sposób uprawniony z pełni wolności, jaką zapewnia licentia poetica. I chyba wolność indywidualna jest jej głównym tematem: wolność ekspresji w sztuce i w życiu. Można nawet przyjść, że Oscar Wilde był męczennikiem tak rozumianej wolności (przebiegowi procesu Wilde’a, pobytowi w więzieniu i poniewierce powięziennej poświęcona jest większa część powieści). Była to wolność pojmowana na sposób lewicowo-liberalny, a więc należy się dziwić, że „Dusza człowieka w socjalizmie”, autorstwa Wilde’a właśnie, wciąż nie doczekała się wysokonakładowych wznowień. Może się jeszcze doczeka, poczekajmy… Chyba się trochę zagalopowałem. Piszę to w pierwszej osobie liczby mnogiej, choć mnie akurat model kultury liberalno-lewicowej nie za bardzo odpowiada. Oczywiście, nie wpływa to na moją ocenę „Portretu Doriana Graya” czy „Ballady o więzieniu w Reading”. No i bardzo sobie cenię bon moty Lorda Paradoksa. Jednym z nich zakończę ten krótki komentarz do „Króla życia”: Kiedy rozlegną się trąby na sąd ostateczny, udajmy, że ich nie słyszymy.
diaz - awatar diaz
ocenił na74 lata temu
Język na wygnaniu Imre Kertész
Język na wygnaniu
Imre Kertész
Zbiór bardzo sprawnie napisanych esejów dotyczących chyba przede wszystkim tożsamości - elementu, który w obliczu doświadczeń obozu, wojny, wykluczenia staje się szczególnie kłopotliwy. Autor stawia pytania o pamięć, a przede wszystkim o rolę języka w kształtowaniu wspomnień. Bardzo trafnie prześwietla też źródła kompleksów towarzyszących mieszkańcom Europy Środkowej. Mimo podejmowania tematów wyjątkowo trudnych, Kertesz zdolny jest pisać w sposób, który brzmi, jak pełne spokoju pogodzenie się z losem, objęcie własnych doświadczeń, zrozumienie, w jaki sposób wchłonięte one zostały przez "pamięć zbiorową", tracąc tym samym swój czysto ludzki wymiar. Każdy esej to poniekąd sucha, pozbawiona emocji diagnoza, budowana na opisach zdarzeń i osób. Ta nieobecność silnych uczuć jest jednak ogromną zaletą. Oto głos, który mówi, że jedyne, czego by chciał, to móc wejść w posiadanie należnych mu wspomnień. Równocześnie natychmiast tłumaczy (sam sobie, sam innym, sam całemu światu),że wie, dlaczego jest to niemożliwe i nie potrafi mieć tego komukolwiek za złe, bo tak działa ta maszyna, tak pisze się historia. Bardzo interesujące są w tym kontekście rozważania autora na temat związków języka z takim właśnie stanem rzeczy. Minusem jest szereg powtarzających się akapitów - wiele z tekstów to zapisy wystąpień Kertesza i często niestety pojawiają się powtórki z opowieści, czy komentarzy.
Aleksandra - awatar Aleksandra
oceniła na610 lat temu
Ręka Flauberta Renata Lis
Ręka Flauberta
Renata Lis
To fantastycznie erudycyjny, a zarazem bardzo autorski - by nie powiedzieć: intymny, jak przystało na esej - obraz życia i twórczości autora "Pani Bovary”. Zostałem zwłaszcza wręcz uwiedziony szerokim kontekstem kulturowym, prezentowanym przez Autorkę. A nie stroni ona także od komentarzy czy wręcz domysłów psychologiczno-społecznych co do swego bohatera. Ba, sięga także po - jakże to francuskie - szczegóły z jego życia seksualnego. Jest tam miejsce i na relację z innym mężczyzną, i ze słynną a toksyczną Lousie Colet, i z egipską kurtyzaną, i chyba z najważniejszą: angielską guwernantką jego siostrzenicy (która wprawdzie przetłumaczyła „Pani Bovary” na angielski, ale książka ta ukazała się na wyspach w przekładzie… córki Karola Marksa!) . Mimo że nigdy się nie ożenił, kobiety były dla niego ważne i to nie tylko jako obiekty seksualne, choć ten wymiar był dlań hmmm… nie bez znaczenia… Ale najbardziej rzuca się w oczy to, co było istotą i twórczości Flauberta, i jego samego czyli nienawiść do mieszczaństwa – a zatem do większości Francuzów. Nie znosił ich postawy rozumianej jako brak ideałów, ciasnota umysłowa, wąskie horyzonty i jeszcze węższe zainteresowania, przyziemność egzystencji, a zarazem łzawy sentymentalizm, pretensjonalność, małostkowość. Nie przypadkiem wiele tych cech przypisał najgłośniejszej postaci literackiej, jaką powołał do życia. A potem do śmierci. Za tę niechęć odpłacono mu pięknym za nadobne. W relacji z pogrzebu Flauberta Zola dziwi się, że w pogrzebie w Rouen nie uczestniczyli w zasadzie mieszkańcy miasta, a przecież chowano największego jego obywatela. A to taka właśnie była zemsta tychże mieszczan, których nb. bardziej interesowała paryska socjeta przybyła na pogrzeb niż zmarły pisarz…. A za życia mieszczaństwo, w postaci państwa francuskiego, wymierzyło mu konkretny cios – został oskarżony o obrazę moralności w „Pani Bovary”. Prok. Pinard przed sadem zwracał uwagę zwłaszcza na to, że „Emmy nikt nie potępia” (a jak podkreśla Autorka, nikt też przecież jej nie współczuje….). Ostatecznie sąd uniewinnił pisarza, którego proces dał książce tylko reklamę. Jednocześnie jednak Renata Lis przypomina, że pół roku potem prok. Pinard doprowadził do skazania Charlesa Baudelaire’a za „Kwiaty Zła”- przy poecie wyklętym Flaubert był wręcz wzorowym obywatelem. Niezwykle ciekawy jest także wątek spotkania Wschodu i Zachodu w kontekście przyjaźni Flauberta z Turgieniewem (a Autorka specjalizuje się w kulturze rosyjskiej - polecam także jej rzecz o nobliście Iwanie Buninie pt. „W lodach Prowansji”). „Ręka Flauberta” to lektura dająca, oprócz wiedzy o Pisarzu i jego współczesnych, olbrzymią satysfakcję. Wielka to zasługa Autorki, której eseistykę od dawna śledzę ze wzrastającą przyjemnością.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na84 lata temu

Cytaty z książki Mniej niż ktoś. Eseje

Więcej
Josif Brodski Mniej niż ktoś. Eseje Zobacz więcej
Josif Brodski Mniej niż ktoś. Eseje Zobacz więcej
Josif Brodski Mniej niż ktoś. Eseje Zobacz więcej
Więcej