rozwińzwiń

La tía Julia y el escribidor

Okładka książki La tía Julia y el escribidor autora Mario Vargas Llosa,
Okładka książki La tía Julia y el escribidor
Mario Vargas Llosa Wydawnictwo: DEBOLS!LLO literatura piękna
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Data wydania:
2020-01-01
Data 1. wydania:
2020-01-01
Język:
hiszpański
Średnia ocen

8,0 8,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup La tía Julia y el escribidor w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

La tía Julia y el escribidor



książek na półce przeczytane 1660 napisanych opinii 237

Oceny książki La tía Julia y el escribidor

Średnia ocen
8,0 / 10
1 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce La tía Julia y el escribidor

avatar
709
135

Na półkach: , ,

Ależ to przyjemna lektura :) I fajnie, że ma wątek romansu młodego mężczyzny ze starszą o ponad 10 lat kobietą - bardzo lubię takie wątki tym bardziej, że są w kontrze do tego, co przedstawiała większość litaratury przez setki lat (starszy partner, młodsza, czasem o wieeeele młodsza partnerka) :)

W powieści przeplatają się losy głównych postaci (które brzmią bardzo autentycznie, a to dlatego, że bazują na prawdziwych wydarzeniach, o ile dobrze pamiętam, część powieści jest autobiograficzna) oraz losy postaci fikcyjnych z popularnych radiowych słuchowisk. Granice jednak dla czytelnika mogą być umowne, ponieważ dla nas cała książka jest fikcją :)

Pomimo lekkości, autor zawarł też parę mądrzejszych przemyśleń, bez silenia się na intelektualizm. To oznacza dobrą lekturę.

Moje pierwsze spotkanie z Llosą zaliczam do wyjątkowo udanych.

Ależ to przyjemna lektura :) I fajnie, że ma wątek romansu młodego mężczyzny ze starszą o ponad 10 lat kobietą - bardzo lubię takie wątki tym bardziej, że są w kontrze do tego, co przedstawiała większość litaratury przez setki lat (starszy partner, młodsza, czasem o wieeeele młodsza partnerka) :)

W powieści przeplatają się losy głównych postaci (które brzmią bardzo...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1529
1504

Na półkach:

Lekkie zaskoczenie, bo to jednak nieco inny Llosa niż ten dotychczas mi znany: prostszy, bardziej "zabawowy", z dystansem do bohaterów. Według mnie to przede wszystkim przewrotny hymn na temat sztuki opowiadania.

To jedna z lżejszych powieści Noblisty (a moja 6.) pod kątem formalnym i językowym, nie tak wyrafinowana jak najważniejsza dla mnie “Rozmowa w +Katedrze+”. O wiele łatwiejsza od jego arcydzieł, choć z drugiej strony jednak nie tak popowa, jak np. “Pochwała macochy”...

Niemniej jednak żadne to czytadełko. To wciąż bardzo dobra literatura, gdzie liczne problemy społeczne, polityczne, moralności. I problem rzetelnego dziennikarstwa. Choć to lżejsza literatura, to dziś życzyłbym tego, co w niej - a to 1977 r. - każdej książce z tego segmentu…

To również niezły fresk ówczesnego peruwiańskiego społeczeństwa. Elity z Miraflores pokazane z prześmiewczej perspektywy, jak i cała Lima i Peru, a może i cały świat przedstawiony.

To także rzecz o złudzeniach na nasz własny temat, ale i osób, które wybieramy, czy też jesteśmy wybierani, nie mówiąc już o odwieczno-uniwersalnych zasadach zatrudniania, stosunkach w pracy, relacji społecznych, wszechobecnej korupcji, zasad pracy policji czy służby kapłańskiej, o administracji, zwłaszcza lokalnej, nawet nie mówiąc itp.

Według mnie nie jest to jednak rzecz całkowicie realistyczna. Ów romans 18-latka ze starszą o kilkanaście lat ciotką (do tego: o zgrozo, rozwódką!) wygląda nieco jak żart - tylko się całują, z dzióbków non stop piją i trzymają za ręce, nic więcej (do ślubu),a ich związek cukierkowo-oleodrukowy....

Nieco cytatów w tym wątku:

“Przysięgłem sobie, że nie zostaniemy, tak jak wszystkie znane mi małżeństwa, jeszcze jedną nieszczęśliwą parą, tylko będziemy zawsze z siebie zadowoleni”.

“Nic do siebie nie mówiliśmy, ale nasze ręce i usta wymownie wyrażały głębokie i piękne uczucie, jakie nas łączyło”.

“- Najstraszniejsze dla rozwódki nie jest to, że wszyscy mężczyźni czują się w obowiązku proponować jej te rzeczy – informowała mnie ciotka Julia. – Najgorsze jest, że skoro jesteś rozwódką, to uważają, że romantyzm jest już niepotrzebny. Wcale nie zabiegają o to, abyś się w nich zakochała, nie prawią ci subtelnych komplementów, ale od razu proponują ci wszystko bez ogródek i jak najbardziej wulgarnie”.

“Zamykając oczy, jak w dzieciństwie, starałem się skupić myśli na sprawach abstrakcyjnych i budzących szacunek – cyfry, trójkąty, koła, babcia, moja mama – aby erekcja ustąpiła”.

“Obiecywaliśmy sobie, podczas gdy nasze ręce i usta uczyły się wzajemnie poznawać siebie i sprawiać sobie przyjemność, że będziemy się zawsze kochali, że nigdy nie będziemy się okłamywać ani oszukiwać i nigdy się nie rozstaniemy”.

“- Gierki polegające na tym, że trzymamy się za ręce, że całujemy się w kinie to nic poważnego, a przede wszystkim nie dają ci prawa do mojej osoby. Musisz to sobie wbić do głowy, syneczku”.

Zaskoczyło mnie, że w tak znacznym stopniu jest to rzecz autobiograficzna. Nie wiedziałem, że także i sam Llosa ożenił się z kobietą starszą od siebie. Krótko mówiąc: przetworzył swoje doświadczenia na literaturę. A może to właśnie jest przyczyną, że wyszło, jak wyszło?

Świetne jest zaś przenikanie głównej narracji z radiowymi opowieściami pisanymi przez Pedra Camacho, tytułowego skrybę, które towarzyszą zasadniczej narracji, czy też może ją uzupełniają. Przynoszą one ostro zarysowany obraz społeczeństwa. Zawsze kończą się w apogeum napięcia - nie tylko dlatego słucha ich “cała Lima”. Większość dotyczy obsesji seksualnej tamtejszych mężczyzn, wszak to świat “machismo”.

Idealnie osadzone w tamtejszej obyczajowości, dają one mnóstwo satysfakcji nie tylko radiowym słuchaczom w książce, ale i jej czytelnikom.

Jako odwieczny miłośnik radia jestem zachwycony tymże wątkiem. Z czasem Camacho myli swoich bohaterów (a może robi to celowo?),co znajduje odzwierciedlenie w kolejnych jego tekstach.

Kilka cytatów o nim:

“Pisał słuchowiska, w miarę jak były nadawane przez radio. Stwierdziłem, że napisanie każdego rozdziału zabierało mu zaledwie dwa razy tyle czasu co jego nagranie, to znaczy godzinę”.

“Robił wrażenie, że przepisuje na czysto jakiś tekst, który zna na pamięć, albo że pisze na maszynie coś, co mu dyktowano. Jak to było możliwe, że z taką szybkością, z jaką jego małe palce uderzał w klawisze maszyny przez 9 do 10 godzin dziennie, wymyślał sytuację, anegdoty, dialogi rozmaitych historii różniących się od siebie? (...) Po skończeniu rozdziału wcale go nie poprawiał, ani nawet nie czytał; oddawał go sekretarce”.

“Nie przechowywał żadnej kopii swoich radiowych słuchowisk. Były komponowane w cichym przekonaniu, że powinny ulotnić się zaraz po tym, jak zostaną przetrawione przez słuchaczy”.

Wydarzenia i postacie z tych opowiadań zazębiają się w bardzo zabawny sposób. Co istotne, znaczna część słuchaczy odbiera fakty z tych opowiadań jako coś, co faktycznie się zdarzyło (odwieczna to wada pewnego segmentu odbiorców).

Paradoksalnie opowieści Camacho podobały mi się nawet bardziej niż główna narracja o tym nieszczęśliwym romansie z ciotką - powtórzę: umyślnie trywialna i opisana w stylistyce najlepszej, czyli najgorszej, południowoamerykańskiej telenoweli.

Acha, to takie Radio i takie czasy (niestety - dawno przeszłe),że narrator, który tam pracuje, zakazuje puszczania informacji o śmierciach, o zabitych czy wypadkach, czego pracownicy nie przestrzegają. Zupełnie jakby żyli dziś, gdy wiadomości o zgonach, najlepiej nagłych i szokujących, nieznanych nam ludzi, drastycznych szczegółów pełne, okupują media, szyderczo zwane “społecznościowymi”...

BTW: nie wiedziałem że w Peru są takie antyargentyńskie nastroje. Np. takie zdanie: “Pisze o +pewnym kraju, który nawet w nazwie swojej stolicy odznacza się pedanterią (dobre wiatry, dobre czasy, zdrowie powietrze?)+”.

Ze słabości: mocno ryzykowny, a dzisiaj kompletnie niedopuszczalny, jest opisany tu wątek gwałtu na kilkunastoletniej dziewczynce - nawet jeżeli uznać, że w kraju latynoskim takie były (czy tylko wtedy?) “standardy”....

“Koci sposób poruszania się, podnoszenia się z miejsca z charakterystycznym rozstawieniem nóg, w sposób kołysania biodrami, odrzucania do tyłu ramion i opierania rąk na biodrach, zachęcająca dezynwolturą, a przede wszystkim sposób patrzenia z aksamitnymi i wyzywającymi oczami oraz zwyczaj zagryzania dolnej wargi ząbkami jak u myszki - wszystko to sprawiało, że Sarita Huanca Salaverria wydawała się posiadać ogromne doświadczenie i wiekową mądrość. (...)
- Dziewczynka ma diabła we krwi, a co gorsza, prawdopodobnie zdaje sobie z tego sprawę”.

Nieco cytatów:

“Nastawił gramofon wybierając najlepsze nagrania utworów Albinoniego, Vivaldiego i Scarlatiego, bowiem zdecydował, że tylko weneckie barokowe nastroje będą dobrym lekarstwem na poważne cierpienia jego duszy”.

“Był z tych ludzi którzy nie uznają rozmówców, tylko słuchaczy”.

“- Dlaczego tak niegodziwie porzuciłaś mego biednego syna, ty łotrzyco? (..)
– Bo to, czym się chlubią wszyscy kawalerowie, synowi pani służy tylko do robienia siusiu”.

“Niepokoił po nocach swoich towarzyszy, zapewniając, że akt płciowy dokonany za pomocą własnej ręki został pobłogosławiony przez Boga po to, aby dostarczyć satysfakcji duchownym zmuszonym do ślubów czystości, a w każdym razie do uczynienia tych ślubów znośnymi. Argumentował, że prawdziwy grzech tkwi w przyjemności, jakiej dostarcza obce ciało kobiece albo (bardziej perwersyjnie) obce ciało”.

“Pod zachętą ciemności, w zbiorowych sypialniach, na każdym posłaniu dokonywano najgorętszych zespoleń, gwałtów i aktów sodomii, zachodzono w ciążę, więc w konsekwencji rozmnożyły się zbrodnie na tle zazdrości. Drugim problemem były kradzieże: wspólne życie zamiast znieść żądzę posiadania, podnieciło ją do granic szaleństwa. Sąsiedzi kradli jedni drugim niemalże zepsute wyziewy, jakimi oddychali”.

“Skonsumowanie małżeństwa odbywało się bardzo powoli, niczym serial, w którym wśród pogróżek i klęsk odnoszonych na skutek przedwczesnego działania, złego celowania i błądzenia rozdziały następowały po sobie wolno potęgował się nastrój zawieszenia”.

“Człowiek powinien zachowywać się jak dżentelmen wśród dżentelmenów i jak kanalia wśród kanalii. Na tym polegał właściwie rozumiany honor, reszta znaczyła być idiotą”.

“Odrażającym typom, którzy się onanizują i przychodzą do niej prosić na kolanach o ratunek, dawała w prezencie pisma pornograficzne, a pacjentom narkomanom, tym strzępom ludzkim, które pełzają po podłodze i wyrywają sobie włosy z głowy rozprawiając o fatalizmie, ofiarowywała papierosy z marihuany i garście koki”.

“Nie należał do owych modernistów, który głoszą, że kobieta poza narządami do rodzenia dzieci posiada również mózg i może pracować na równi z mężczyzną”.

“Okazał się jeszcze mniej inteligentny aniżeli byki, z którymi walczył, i prawie tak samo jak one niezdolny do wyrażania się za pomocą słów”.

“Była to kobieta, którą natura obdarzyła pięknym głosem, chcąc wynagrodzić w jakiś sposób ów zbiór pomyłek, jaki stanowiło jej ciało”.

“W dzieciństwie nic nie wskazywało na to, że zostanie księdzem, bo wcale nie uprawiał z zamiłowaniem nabożnych praktyk, chętnie zaś puszczał bąki i latawce”.

“Peru zawsze wydawało mi się krajem ludzi smutnych”.

Lekkie zaskoczenie, bo to jednak nieco inny Llosa niż ten dotychczas mi znany: prostszy, bardziej "zabawowy", z dystansem do bohaterów. Według mnie to przede wszystkim przewrotny hymn na temat sztuki opowiadania.

To jedna z lżejszych powieści Noblisty (a moja 6.) pod kątem formalnym i językowym, nie tak wyrafinowana jak najważniejsza dla mnie “Rozmowa w +Katedrze+”. O...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
20
4

Na półkach:

To było moje pierwsze spotkanie z Noblistą, ale jakże przyjemne. Całkowite oczarowanie. Po tej książce postanowiłam częściej i świadomie wybierać książki noblistów, a wcześniej myślałam, że tego nie da się czytać. "Ciotka Julia i skryba" powaliła mnie na kolana formą i niesamowicie bujną wyobraźnią autora. Jeden rozdział poświęcony jest teraźniejszej historii młodego pisarza, który zakochał się z wzajemnością w swojej starszej ciotce (skandal w rodzinie!). Historia ta jest autobiografią autora. Następny rozdział to słuchowisko radiowe. I taka przeplatanka do końca książki. Słuchowiska radiowe, każde jest o czym innym i kończą się w najlepszym momencie, ale są one MAJSTERSZTYKIEM !!! Losy pisarza i jego miłości także z przyjemnością się czyta. Książkę naprawdę szczerze polecam.

To było moje pierwsze spotkanie z Noblistą, ale jakże przyjemne. Całkowite oczarowanie. Po tej książce postanowiłam częściej i świadomie wybierać książki noblistów, a wcześniej myślałam, że tego nie da się czytać. "Ciotka Julia i skryba" powaliła mnie na kolana formą i niesamowicie bujną wyobraźnią autora. Jeden rozdział poświęcony jest teraźniejszej historii młodego...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

4674 użytkowników ma tytuł La tía Julia y el escribidor na półkach głównych
  • 3 113
  • 1 493
  • 68
1117 użytkowników ma tytuł La tía Julia y el escribidor na półkach dodatkowych
  • 866
  • 95
  • 63
  • 28
  • 26
  • 20
  • 19

Inne książki autora

Mario Vargas Llosa
Mario Vargas Llosa
Mario Vargas Llosa - peruwiański pisarz, dziennikarz, myśliciel, polityk. Laureat Nagrody Nobla w dziedzinie literatury w 2010. Urodził się w Arequipie w Peru jako jedyne dziecko Ernesto Vargasa Maldonado oraz Dory Llosa Ureta. W rok po urodzeniu jego rodzice rozwiedli się, a rodzina Llosów przeniosła się do Cochabamby w Boliwii, gdzie jego dziadek Pedro Llosa podpisał 10-letni kontrakt na uprawę ziemi w hacjendzie Siapina (mieszkając w Boliwii, pełnił także funkcję honorowego konsula Peru). W 1945 José Luis Bustamante y Rivero, krewny dziadka Pedra, został wybrany na stanowisko prezydenta Peru. Zaproponował Pedrowi Llosie stanowisko prefekta Piury. Llosa przyjął je i natychmiast się tam udał. Reszta rodziny dołączyła do niego na przełomie lat 1945/1946. W 1947 jego rodzice ponownie wzięli ślub i przenieśli się do Limy. Gdy był młodzieńcem, zaczął pisać opowiadania i poezje. W zdominowanym przez męską siłę społeczeństwie (kult macho) literatura była uznawana za domenę kobiet. Ojciec Maria Vargasa Llosy, zaniepokojony zainteresowaniami syna, wysłał czternastolatka do szkoły kadetów Colegio Militar Leoncio Prado w Limie. Miał nadzieję, że wojskowe życie zmieni zainteresowania syna. Przeżycia pisarza z okresu pobytu w szkole były podstawą jego pierwszej powieści Miasto i psy. Po dwóch latach w szkole wojskowej wrócił do Piury, żeby dokończyć szkołę średnią. Obserwacja tego miasta zaowocowała powieścią Zielony dom. W czasie nauki Mario Vargas Llosa zaczął pracować w lokalnej gazecie. Jeszcze przed ukończeniem szkoły średniej napisał opowiadanie Los jefes i rozpoczął pracę nad swym pierwszym dramatem scenicznym La Huida del Inca. W 1953 rozpoczął studia na wydziale humanistycznym Uniwersytetu Świętego Marka w Limie. Jego decyzja została przyjęta w rodzinie jako rebelia, gdyż odrzucił ofertę studiów na Papieskim Uniwersytecie Katolickim Peru, do którego uczęszczała młodzież pochodząca z klas wyższych. W 1955 – w atmosferze skandalu obyczajowego – poślubił Julię Urquidi, swą daleką ciotkę, starszą od siebie o 10 lat (zm. 10 marca 2010 w Santa Cruz, w Boliwii). Swe przygody z tego okresu przedstawił w humorystycznej powieści Ciotka Julia i skryba – autobiograficznym dziele pisarza. Po ukończeniu studiów pracował w kilku miejscach jednocześnie, między innymi redagował kronikę policyjną dla lokalnej gazety i pisał skrypty do audycji radiowych. Jego pierwszą opublikowaną informacją prasową była depesza w dzienniku „La Prensa”. W 1959 Vargas Llosa wraz z żoną przeniósł się do Paryża, gdzie pracował jako nauczyciel hiszpańskiego i dziennikarz. W 1964 rozwiódł się z Julią, a w 1965 ożenił się po raz drugi – z młodszą kuzynką Patricią Llosą Urquidi. Z drugą żoną miał troje dzieci: syna Alvara (ur. w 1966),pisarza, drugiego syna Gonzala (ur. w 1967) oraz córkę Morganę, fotografkę (ur. w 1974). W 1966 przeniósł się z Paryża do Londynu, gdzie zaczął wykładać literaturę iberoamerykańską na Queen Mary College. Jednocześnie zaczął się udzielać w emigracyjnym życiu politycznym. W całym okresie swej emigracji pisał powieści przynoszące mu światową sławę oraz zajmował się studiami nad literaturą hiszpańską. Zasiadał w jury konkursu głównego na 29. MFF w Cannes (1976) oraz na 51. MFF w Wenecji (1994). W 1990 Mario Vargas Llosa kandydował w wyborach na prezydenta Peru z ramienia liberalnego Ruchu Wolności. W pierwszej turze głosowania, 8 kwietnia, nieznaczną liczbą głosów wyprzedził Alberta Fujimoriego z sojuszu wyborczego Cambio 90. Przegrał z nim w drugiej turze, która odbyła się 10 czerwca. Laureat Premio Nacional de Novela del Perú (1967),Nagrody Księcia Asturii (1986),w 1994 otrzymał Nagrodę Cervantesa – najwyższe możliwe trofeum w świecie literatury hiszpańskojęzycznej. W 2002 otrzymał prestiżową PEN/Nabokov Award – nagrodę amerykańskiego PEN Clubu, a w 2005 przyznawaną przez American Enterprise Institute Nagrodę Irvinga Kristola jako pisarz, „obrońca demokracji, wolnego rynku i indywidualnej wolności”. 7 października 2010, w wieku 74 lat, Mario Vargas Llosa został uhonorowany Nagrodą Nobla. Szwedzka Akademia werdykt uzasadniała tym, że Vargas Llosa został nagrodzony za „kartografię struktur władzy oraz wyraziste obrazy oporu, buntu i porażek jednostki”. W 2011 otrzymał od króla Hiszpanii nobilitację i tytuł markiza de Vargas Llosa. Jego książki tłumaczyli w Polsce m.in. Wojciech Charchalis, Marzena Chrobak, Małgorzata Lewicka, Filip Łobodziński, Carlos Marrodán Casas, Kazimierz Piekarec, Danuta Rycerz, Joanna Skórnicka, Dorota Walasek-Elbanowska, Zofia Wasitowa, Ewa Zaleska.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Zeszyty don Rigoberta Mario Vargas Llosa
Zeszyty don Rigoberta
Mario Vargas Llosa
Nic tak człowieka nie wnerwia, jak rozpoczęcie czytania jakiejś serii lub cyklu powieści nie od początku. Dlatego zazwyczaj staram się weryfikować książki pod kątem ich chronologii w twórczości danego pisarza, ale tym razem jakoś o tym nie pomyślałem i po „Zeszyty don Rigoberta” sięgnąłem przed przeczytaniem „Pochwały macochy”. Cóż, moje gapiostwo, ale akurat tutaj nieznajomość poprzedniej części opowieści nie przeszkadza jakoś szczególnie podczas lektury. Na szczęście. Ów błąd oczywiście musiał zostać naprawiony i „Pochwałę macochy” mam już zabezpieczoną do przeczytania, ale zanim to nastąpi, pora zebrać i uporządkować wrażenia po ukończeniu „Zeszytów don Rigoberta”. Nie ma co ukrywać - jest to powieść specyficzna, będąca intrygującym połączeniem frywolnej i perwersyjnej historii pewnej wyuzdanej rodzinki z całkiem ciekawymi przemyśleniami, nazwijmy to, światopoglądowymi oraz szeroko rozumianą kulturą. Tak, brzmi to niczym mieszanka wybuchowa i rzeczywiście takową jest, gdyż czytelnik nigdy tak do końca nie wie, co tutaj fabularnie zostało napisane na serio, a co jest wyłącznie fantazją. I o to właśnie chodzi! Mario Vargas Llosa zaprasza nas do wspólnej i mocno pikantnej literackiej zabawy. A zatem, jak już wspomniałem, recenzowana powieść to kolejna część przygód ponętnej dony Lukrecji, jej rozerotyzowanego małżonka, don Rigoberta, oraz małego Fonsita. Dorosłych bohaterów zastajemy w momencie separacji po wydarzeniach z „Pochwały macochy”, gdzie doszło do pewnego skandalicznego przekroczenia obowiązujących norm, przez co para zadecydowała o konieczności rozstania się. Świadomy własnej winy Fonsito najwyraźniej odczuwa wyrzuty sumienia i postanawia zadziałać - w swoim stylu. Tak oto rozpoczyna się seria intryg małego cwaniaka, która ma doprowadzić do pojednania skłóconego małżeństwa. W tym celu chłopak regularnie nawiedza macochę, aby ponownie pozyskać jej zaufanie, co nie jest szczególnie trudne wobec słabości, jaką ewidentnie dona Lukrecja ma wobec dorastającego pasierba. Zatem regularnie powtarzane wizyty Fonsita wywołują zabawne perypetie i stanowią kolejne małe kroczki do realizacji wyznaczonego celu. Oto skondensowany zarys fabuły, która, wziąwszy pod uwagę inne powieści Mario Vargasa Llosy, nie jest tym razem przesadnie skomplikowana. Autor nie stosuje tutaj charakterystycznych dla siebie zabiegów pisarskich, które wymagałyby od czytelnika jakiegoś większego skupienia uwagi. Przeciwnie, powieść czyta się lekko, przyjemnie i szybko, ale mimo wszystko nie powinniśmy pozwolić na uśpienie naszej literackiej czujności, gdyż peruwiański pisarz ukrył w prezentowanej historii parę niespodzianek dla ambitnych czytelników. Napomknąłem już o tym na wstępie, ale dla pewności powtórzę jeszcze raz - w „Zeszytach don Rigoberta” zauważam trzy zasadnicze elementy składowe książki. Pierwszym jest wspomniany już wątek fabularny, który przeplatany jest mocno pikantnymi opisami fantazji seksualnych i utrzymanym raczej w dobrym guście erotyzmem. Llosa zupełnie bez skrupułów i w pełni świadomie wabi i podnieca czytelników kolejnymi śmiałymi scenami, więc podczas lektury osoby mocno pruderyjne czeka na pewno spore wyzwanie, aby się nie zaczerwienić i dotrwać do końca. Natomiast ja osobiście największą frajdę czerpałem z przerywników w postaci zapisków tytułowego Don Rigoberta, w których to pisarz zamieścił ciekawie zaprezentowane przemyślenia i refleksje na rozmaite tematy. Zapewne większość czytelników uzna je akurat za całkowicie zbędne i niepotrzebnie rozwlekające książkę, ale dla mnie to właśnie one „robią robotę” i stanowią istotną zaletę powieści. Don Rigoberto jest bowiem postacią mocno ekscentryczną, którą pisarz charakteryzuje odwołując się do książki urugwajskiego pisarza, Juana Carlosa Onettiego, z roku 1950. Warto tutaj zacytować właściwy urywek: „Czy skończy jak Brausen? Czy już był Brausenem? Nędzny bankrut, który zawiódł jako katolicki idealista, ewangelicki reformator społeczny, a później także jako niepoprawny indywidualista-libertyn i hedonistyczny agnostyk, jako wytwórca prywatnych enklaw bujnej wyobraźni i posiadacz dobrego smaku artystycznego, który traci wszystko: ukochaną kobietę, własnego syna, sny, które chciał przekuć w rzeczywistość, i który dzień w dzień, noc w noc coraz bardziej upada, kryjąc się za odrażającą maską szefa znanego towarzystwa ubezpieczeniowego, istny ''czysty desperat'' z powieści Onettiego, masochistyczno-pesymistyczny wzór opisany w ''Krótkim życiu''” (s. 262). Ten doskonały fragment idealnie oddaje pokrętną osobowość don Rigoberta, a zatem także pewien śmiały format jego przemyśleń, które to zapisuje on dla własnej rozrywki i zamieszcza w prywatnych zeszytach. Stąd zresztą tytuł powieści. Myślę, że warto w rozerotyzowanej prozie Llosy znaleźć chwilę uspokojenia emocji dla ich uważnego przeczytania, gdyż można tam natrafić na przykład na takie przewrotne fragmenty: „To jedyna forma bohaterstwa dozwolona dla wrogów bohaterstwa obowiązkowego: umrzeć, podpisując się własnym imieniem i nazwiskiem, mieć indywidualną śmierć.” (s. 248). A zatem kto szuka, ten znajdzie. Ba, zaryzykowałbym stwierdzenie, że „Zeszyty don Rigoberta” to coś zdecydowanie więcej niż tylko perwersyjna powieść dla dorosłych. To także erudycyjna wycieczka po różnych obszarach kultury i sztuki, co jest ostatnim, trzecim elementem składowym powieści. Dlatego właśnie przy lekturze warto zachować czujność i spróbować sprawdzić przynajmniej część odwołań, jakie Llosa zamieścił w swojej książce. Możemy tutaj na przykład natrafić na wzmiankę o Corin Tellado, hiszpańskiej pisarce, autorce ponad 4000 książek sprzedanych w ponad 400 milionach egzemplarzy, co, trzeba przyznać, jest imponującym wynikiem, choć zapewne również nie najlepiej świadczącym o ich poziomie. Nie wiem, nie miałem okazji żadnej przeczytać. Z ciekawostek można także znaleźć nawiązanie do dzieła scenicznego Pedro Calderon de la Barca pod tytułem „Życie jest snem”, którego akcja rozgrywa się w XVII wiecznej Polsce. Ot, taki smaczek dla uważnych. Wreszcie nie sposób nie wspomnieć o postaci największego idola małego Fonsita, a mianowicie o Austriaku Egonie Schiele (1890-1918),ekscentrycznym artyście, znanemu głównie z graniczącymi niemal z pornografią rysunków, na których znajdziemy odważne akty, najczęściej młodych kobiet, oraz własne autoportrety. Warto na plus odnotować, że w polskim wydaniu zamieszczono przedruki tych rysunków Schielego, o których jest mowa w fabule powieści, co jest bardzo miłym dodatkiem. A powyższe to tylko kilka przykładów, gdyż tego typu nawiązań do postaci związanych z kulturą i sztuką w powieści jest zdecydowanie więcej. Na zakończenie wrócę jeszcze do głównych bohaterów powieści. Wspomniałem już szerzej o może nieco snobistycznej postaci don Rigoberta, ale warto jeszcze poświęcić chwilę uwagi dla pozostałej dwójka pierwszoplanowych bohaterów. Co prawda dona Lukrecja może odrobinę męczyć swoją naiwnością i podatnością na urok małoletniego pasierba, ale jednocześnie ma w sobie ów wyraźny i zadziorny kobiecy pazur, co daje naprawdę ciekawy efekt końcowy. A Fonsito? Myślę, że nie sposób nie lubić tego małego cwaniaka, który pod płaszczykiem niewiniątka tak bezwstydnie manipuluje otoczeniem, aby osiągnąć swoje nie do końca pasujące do jego wieku cele. Niezdrowa fascynacja Egonem Schiele, którego to album z rysunkami zawsze nosi w tornistrze, prowadzi do szeregu zabawnych sytuacji, szczególnie gdy zamieszana w nie jest jego atrakcyjna macocha. Zresztą ta para tworzy momentami duet niczym z dobrego sitcomu, odgrywając zabawne scenki, jakie wymyślił sobie pisarz ku uciesze swojej publiczności. A zatem pora odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: czy będzie to moja ulubiona powieść Mario Vargasa Llosy? Nie, nie sądzę, ale mimo to doceniam niezwykłość połączenia w bardzo przyjemną całość tak wielu różnych elementów składowych. Oczywiście przedstawionej tutaj fabuły nie należy odbierać zbyt poważnie, gdyż pisarz bawi się razem ze swoimi czytelnikami, perfidnie rozmywając granicę między strefą fabularnej rzeczywistości a światem fantazji i marzeń. Robi to na tyle sprawnie i przekonująco, że dopiero pod koniec zostaje ujawnione, co było czym w tej pokręconej historii, w której peruwiański noblista daje upust gorącemu i zmysłowemu latynoskiemu temperamentowi. Najważniejsze jednak, że Llosa nie zapomniał o tych czytelnikach, dla których w powieści liczy się coś więcej niż tylko erotyzm. Szczególnie współcześnie wydaje się, że mamy już lekki przesyt opisów intymnych kontaktów damsko-męskich, więc każda treść odwołująca się do kultury lub stawiająca jakieś ciekawe zagadnienie w zupełnie innym świetle jest jak najbardziej pożądana. I tutaj Llosa nas nie zawodzi, a jeśli dodamy do tego niewątpliwe wysokie walory literackie książki, mamy efekt końcowy w postaci całkiem przyjemnej lektury, w której każdy może - choć rozumiem też, że wcale nie musi - znaleźć coś dla siebie.
PureLogos - awatar PureLogos
ocenił na710 dni temu
Lata z Laurą Díaz Carlos Fuentes
Lata z Laurą Díaz
Carlos Fuentes
Książka, która powaliła mnie na kolana. Skarbnica cytatów i mądrości życiowych. Dosadna, mocna i kontrowersyjna. Przyznaję, że główna bohaterka Laura Diaz potrafiła momentami wyprowadzić mnie z równowagi. Drażniła mnie jej postawa jako matki, żony i kobiety w ogóle. Jednak, kiedy poznałam całą historię, wszystkie perypetie i dramaty, z którymi musiała się zmierzyć i odczekałam spokojnie, żeby to wszystko przetrawić, uważam, że lektura była warta grzechu. Tłem dla opowieści o tej niezwykłej kobiecie jest wiek XX, przemiany polityczne i społeczne oraz wydarzenia historyczne skupiające się głównie na Meksyku. Głęboka, dotykająca trzewi, wzruszająca, prawdziwa i dosadna historia kobiety, która nie bała się walczyć o swoje szczęście i niezależność, o zrozumienie, że jest kobietą, która myśli i czuje, podąża za swoimi marzeniami szukając spełnienia. Niektóre rozmowy czy opisywane wydarzenia zdają się być wyrwane z kontekstu, niewiadomo skąd się biorą, albo kto je wypowiada i to zaburza odbiór powieści sprawiając wrażenie, że fabuła wymyka się ustalonemu porządkowi. Mimo to książka jest ciekawa, wciągająca chwilami nawet porywająca, choć zdarzają się też mocno przegadane fragmenty. Powieść Fuentesa jest dość trudna w odbiorze, ale jednocześnie omawia dość istotne kwestie dotyczące między innymi roli kobiety w związku, matczynej miłości, realizacji i poszukiwania samego siebie. Bogactwo wrażeń i ekscytujących emocji - zapewnione. Polecam
kasiaman55 - awatar kasiaman55
ocenił na71 rok temu
Cmentarz w Pradze Umberto Eco
Cmentarz w Pradze
Umberto Eco
Trudna, aczkolwiek niezwykle potrzebna powieść, obnażająca mechanizmy sterowania ideami, kreowania wrogów, kierowania opinią publiczną. Autor z perspektywy bohatera, angażującego się do wykonywania różnych trudnych zadań w XIX wiecznej Europie ukazał z precyzją zegarmistrza sposób rozgrywania polityki przez różne grupy ludzi, za pomocą osób, które współcześnie nazywamy szpiegami, czy też agentami. Bohater ma dar do zjednywania sobie ludzi i zaczepiania im idei, których propagowanie mu zlecono, opłacając jego usługi. Zręcznie porusza się wśród różnej maści przedstawicieli poszczególnych władców i rządów, kapłanów, salonów towarzyskich, bractw, tajnych stowarzyszeń i redakcji, a także zwykłych ludzi, których krew jest zwyczajowym paliwem zmian. Dzięki temu Autor szczegółowo przedstawia przeróżne doktryny polityczne i echa zmian zachodzących w ówczesnych społeczeństwach. Całość ubrana jest w formę chwilami sensacyjno-łotrzykowską. Brnąc od zadania do zadania, bohater włącza się w stworzenie fikcyjnego manifestu, zwanego pod nazwą Protokołów Mędrców Syjonu. Kulisy jego powstania, jak i powody zamówienia odpowiadają temu, co udało mi się znaleźć w żródłach historycznych, przy czym Umberto Eco po mistrzowsku ukazał cynizm, podłość i nikczemność osób, które pozostając płatnymi zbirami napędzały propagandę nienawiści, traktując to niemal wyłącznie w kategoriach merkantylnych, bezrefleksyjnie i nie bacząc na pozostawiane po drodze ofiary. Nienawiść, którą wówczas zasiano, niczym kula śnieżna przetoczyła się przez kolejne stulecie i do dziś dnia nie traci impetu w zależności od tego, na jaki teren akurat trafi. Mistrzowsko zdemaskowany mechanizm siania nienawiści i pogardy, sterowania opinią publiczną i sprawowania rządów dusz, jak i wykorzystywania ludzi, pragnących działać i poświęcać siebie dla określonych idei.
Marton - awatar Marton
ocenił na89 dni temu
Hańba John Maxwell Coetzee
Hańba
John Maxwell Coetzee
Dawno nie czytałem książki, której bohater byłby tak antypatyczny a zarazem w tak znacznym stopniu godny litości. Lektura znokautowała mnie co najmniej dwa razy, co jest dla mnie świadectwem jej wybitności. Przesłanie bardzo pesymistyczne. Mocne tu napiętnowanie niezdrowych relacji mężczyzna - kobieta, ale i także wszystkich opartych na nierówności i wyższości, jak stosunek do rdzennych mieszkańców RPA, zwłaszcza gdy chodzi, co tu gadać, o bandytów i gwałcicieli. Nie wiem dlaczego (zapewne z ignorancji) temat tej książki kojarzyłem wyłącznie z seksualnym wykorzystaniem studentki przez podstarzałego nauczyciela akademickiego - erotomana i nie przypadkiem znawcę m.in. nieszczęsnego Byrona, który również cierpiał na tężę przypadłość, przy okazji będąc pedofilem. Autor przygotował zasadzkę na czytelników, a zwłaszcza na mnie, bo tytuł nie odnosi się tylko do hańby bohatera, który wykorzystując studentkę, hańbią ją i przy okazji swój akademicki honor. Ma on też zastosowanie (jako kara od Boga?) także do jego córki, która pada ofiarą gwałtu, prowadząc farmę na odludziu. Jakby zemsta losu za lata wykluczania i poniewierki przez rdzenną ludność. Szokująca to lektura, ale także i moralitet. David Lurie to postać zaprawdę odrażająca (nawet narrator go nie lubi: ”Nie jest złym człowiekiem, ale dobrym też nie”). Czyn, jakiego się dopuścił, doprowadza go do upadku zawodowego. Los daje mu sposobność częściowego “nawrócenia” na tzw. normalne, a nawet może i pożyteczne, życie. Tylko czy z niej skorzysta ten, któremu nie da się współczuć…. To moja czwarta książka Coetzee’ego. Za najważniejszą uważam “Czekając na barbarzyńców”. Wybrane cytaty…. “Jest zdumiony, że półtorej godziny kobiecego towarzystwa tygodniowo wystarcza, aby go uszczęśliwić, chociaż dawniej myślał, że potrzebna mu jest żona, dom, małżeństwo. (...) Jego potrzeby okazały się w końcu całkiem niewielkie, niewielkie i przelotne jak potrzeby motyla”. “Całym sobą popiera życie podwójne, potrójne, życie podzielone na przegródki. Ilekroć spoglądał na kobietę w pewien sposób, z pewnym zamysłem, odwzajemniała spojrzenie: mógł na to liczyć. Tak właśnie żył: przez całe lata, przez całe dziesięciolecia trzymało go to w pionie. Aż tu pewnego dnia skończyło się, nagle, bez ostrzeżenia, opuściła go moc. (...) Spojrzenia, które dawniej odpowiedziałyby na jego spojrzenie, zaczęły przesuwać się po nim obojętnie, mijać go, jakby był przezroczysty. Z dnia na dzień stał się duchem”. “Powinien dać sobie z tym spokój, wycofać się z gry. Zastanawia się, ile właściwie miał lat Orygenes, kiedy się wykastrował. Może nie najwdzięczniejsze to rozwiązanie, ale starzenie się też nie jest wdzięcznym zajęciem. Człowiek przynajmniej oczyszcza pole, żeby się skupić na właściwym zadaniu starców: na przygotowaniach do śmierci. (...) Płomień zmysłów ostatni raz strzeli w górę, zanim zgaśnie”. “Przecież to jeszcze dziecko! – myśli on. Zupełne dziecko! Co ja najlepszego wyprawiam? Ale jego sercem targa raptowna żądza”. “Nie jest to gwałt, niezupełnie, ale jednak coś niepożądanego, przed czym dziewczyna wzdraga się aż do szpiku kości”. “Ludzie się dowiedzą, bo zawsze w końcu się dowiadują; zaczną szeptać, może nawet wybuchnie skandal. No i co z tego?”. “– Nie oczekuj współczucia, Davidzie, ode mnie ani od nikogo. Nie spodziewaj się współczucia ani litości. To nie te czasy. Wszyscy zwrócą się przeciwko tobie, bo i czemu nie?”. “Pewnie myślałeś, że to będzie kolejny szybki romans, drobny grzeszek. No i patrz, do czego cię doprowadził. Własne życie wyrzuciłeś na śmietnik, a co zyskałeś. (...) Jeśli starcy będą się parzyć z młodymi kobietami, jaka przyszłość czeka gatunek?”. “Połowa literatury mówi o tym: o młodych kobietach, które usiłują wywinąć się spod ciężaru starców, dla dobra gatunku”. “W pewnym wieku człowiek robi się po prostu nieapetyczny. I tyle. Trzeba zakasać rękawy i jakoś przeżyć resztę życia. (...) Ćwicz, zanim nadejdzie starość, przykazuje sobie. Ćwicz przystosowanie. Ćwicz, przyda ci się w domu starców”. “Po raz pierwszy w życiu ma przedsmak starości, kiedy będzie doszczętnie znużony, wyzuty z wszelkich nadziei i pragnień, zobojętniały na to, co niesie przyszłość. Zgaszono w nim przyjemność, jaką czerpał z życia. (...) Zaczął dryfować ku swojemu końcowi, jak liść na powierzchni strumienia, jak puch mlecza na wietrze”. “– Żadne zwierzę nie dopatrzy się sprawiedliwości w karze wymierzonej za to, że posłuchało własnego instynktu. – Czyli samcom trzeba pozwolić, żeby podążali za swoimi instynktami bez żadnych ograniczeń? “Lucy nie odpowiada. Woli nie pokazywać się ludziom, a oni już wie dlaczego. Powodem jest hańba. Powodem jest wstyd. To właśnie osiągnęli niespodziewani goście, to właśnie uczynili tej pewnej siebie, nowoczesnej, młodej kobiecie”. “Zgwałcić lesbijkę to coś jeszcze gorszego niż zgwałcić dziewicę: cięższy cios. Czy tamci trzej wiedzieli, co robią?” “Plotka jak plama rozlewa się po okolicy. (...) Zemsta jest jak pożar. Im więcej pochłonie, tym bardziej robi się zachłanna”. “Coraz bardziej utwierdza się w przekonaniu, że angielski nie jest odpowiednim środkiem wyrazu dla południowoafrykańskiej prawdy". “Język zesztywniał, niczym dinozaur, który wyzionął ducha i zapadł się w błoto”. “Nie po to tu przyjechał; nie po to, żeby ugrzęznąć na głębokim odludziu i odstraszać demony, niańczyć córkę, troszczyć się o upadającą farmę. Jeśli miał jakikolwiek cel, to raczej ten, żeby samemu wziąć się w garść, zebrać siły”. “Chociaż w pewien abstrakcyjny sposób potępia okrucieństwo, nie umie powiedzieć, czy sam z natury jest okrutny czy dobry. Jest po prostu nijaki”. “- To szokujące uczucie, że ktoś mnie nienawidzi. W trakcie. Czy David trafnie się domyśla, o co jej chodzi?”. “W końcu nie erotyzm i nie elegia najsilniej do niego przemawia, lecz komizm”. “- Zachowujesz się, jakby wszystko, co robię, było częścią fabuły, którą jest twoje życie. Ty jesteś w niej głównym bohaterem, a ja postacią epizodyczną, która pojawia się dopiero w połowie akcji. Otóż wbrew temu co sobie myślisz, ludzie nie dzielą się na pierwszo- i drugoplanowych. Nie jestem drugoplanowa”. “- Lucy, twoja sytuacja staje się śmieszna, A nawet gorzej: złowroga. Nie wiem, jak możesz tego nie dostrzegać”. “- Błagam cię, wynieś się z farmy, zanim będzie za późno. To nie jest coś, co chciałbym usłyszeć. My nie załatwiamy spraw w ten sposób. My: mało brakowało, a byłby powiedział: my ludzie Zachodu”. “– Jakie to poniżające - mówi wreszcie Lurie. – Takie wielkie nadzieje, a potem taki koniec". - Potrzebuję wokół siebie spokoju. Wszystko zrobię, wszystko poświęcę, byle tylko mieć spokój. – A między innymi poświęcisz mnie?”. “Brak mu starczych cnót: zrównoważenia, dobrotliwości, cierpliwości. Ale może te cnoty pojawią się, gdy inne go opuszczą: na przykład cnota namiętności”.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na89 dni temu
Dom duchów Isabel Allende
Dom duchów
Isabel Allende
Są takie książki, które czyta się dla fabuły. I są takie, które czyta się dla klimatu, dla języka, dla tego specyficznego poczucia, że świat jest jednocześnie brutalnie realny i kompletnie zaczarowany. Dom duchów należy zdecydowanie do tej drugiej kategorii. Uwielbiam literaturę tego typu. Taką, w której duchy siadają przy stole razem z rodziną, polityka wdziera się do sypialni, a historia narodowa rozgrywa się równolegle z historią jednej, mocno dysfunkcyjnej familii. Magiczność nie jest tu tanim fajerwerkiem. To raczej naturalny element rzeczywistości, która w Ameryce Łacińskiej i tak bywa wystarczająco nieprawdopodobna bez pomocy z zaświatów. Z jednej strony mamy więc sceny rodem z baśni, z drugiej bardzo konkretną, momentami bolesną opowieść o historii Chile, prowadzącą czytelnika w stronę wydarzeń wyraźnie inspirowanych przewrotem wojskowym z 1973 roku i rządami junty po obaleniu Salvadora Allende. Fakt, że Isabel Allende była z nim spokrewniona, siłą rzeczy rodzi pytania o stronniczość. Trudno jednak zaprzeczyć, że opis przemocy, represji i rozpadu świata, jaki znali bohaterowie, ma w sobie autentyzm, który nie brzmi jak czysta literacka poza. Największy urok tej powieści tkwi w zderzeniu. Prawdziwej historii z opowieściami o przechowywanej latami głowie w piwnicy. Politycznych sporów z rozmowami z duchami. Wielkiej historii z małymi, bardzo ludzkimi słabościami.
Anabel - awatar Anabel
ocenił na71 miesiąc temu
Białe zęby Zadie Smith
Białe zęby
Zadie Smith
Kiedy „Białe zęby” ukazały się na początku XXI wieku, czytano je przede wszystkim jako żywą, ironicznie napisaną opowieść o wielokulturowym Londynie. Panował wówczas pewien optymizm: wierzono, że globalizacja i demokracja liberalna stopniowo oswoją napięcia między kulturami, a społeczeństwa Europy staną się coraz bardziej pluralistyczne. Czytając tę powieść w 2026 roku, trudno jednak nie zauważyć, jak bardzo zmienił się kontekst, w którym ją odbieramy. Minęło zaledwie ćwierć wieku, a Europa wygląda dziś niestety inaczej. W wielu krajach narastają nastroje antyimigranckie, coraz mocniej brzmią głosy skrajnej prawicy, a język nacjonalizmu i kulturowego lęku powraca do politycznego centrum. W takim świecie „Białe zęby” brzmią inaczej niż w momencie swojego debiutu. Tam, gdzie dawniej widziano przede wszystkim ironiczną, satyryczną opowieść o energii wielokulturowego społeczeństwa, dziś łatwiej dostrzec napięcia, niepewności i pęknięcia, które dopiero zaczynały się wtedy ujawniać. To, co na przełomie wieków mogło wydawać się początkiem trudnego, ale możliwego dialogu między kulturami, dziś coraz częściej wygląda jak zapowiedź konfliktów, które dopiero miały nadejść. Powraca pragnienie prostoty: jednolitej tożsamości, czystych tradycji, wyraźnych granic między „nami” a „nimi”. Dlatego „Białe zęby” pozostają książką ważną nie dlatego, że oferują pocieszającą wizję harmonijnej wielokulturowości. Przeciwnie, ponieważ pokazują jej nieporządek, napięcia i sprzeczności. Smith opisuje świat głośny, chaotyczny, pełen konfliktów i wzajemnych nieporozumień. Dziś widać wyraźniej niż kiedyś, że nie jest to etap przejściowy prowadzący do zgody, lecz obraz rzeczywistości, z którą współczesne społeczeństwa nie potrafią się pogodzić i którą coraz częściej próbują zwalczyć zamiast zrozumieć. Tym bardziej imponujące jest, że tak przenikliwą diagnozę świata stworzyła autorka mająca zaledwie dwadzieścia kilka lat. „Białe zęby” są powieścią o imponującym rozmachu, niemal epicką, wielopokoleniową i wielowątkową, obejmującą szeroki fragment historii: od doświadczenia wojny, przez powojenne migracje, aż po koniec XX wieku. Największą siłą tej książki pozostaje galeria postaci. Bohaterowie są pełni sprzeczności, często irytujący, czasem groteskowi, ale niemal zawsze prawdziwi. Smith nie idealizuje nikogo - ani tradycjonalistów kurczowo trzymających się przeszłości, ani liberałów przekonanych o własnej moralnej wyższości. Wszyscy są w pewnym sensie zagubieni w świecie, który zmienia się szybciej, niż potrafią to zrozumieć.
Agatonik - awatar Agatonik
ocenił na815 dni temu

Cytaty z książki La tía Julia y el escribidor

Więcej
Mario Vargas Llosa Ciotka Julia i skryba Zobacz więcej
Mario Vargas Llosa Ciotka Julia i skryba Zobacz więcej
Mario Vargas Llosa Ciotka Julia i skryba Zobacz więcej
Więcej