Ludzka skaza

Okładka książki Ludzka skaza autora Philip Roth, 9788308075753
Okładka książki Ludzka skaza
Philip Roth Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie Cykl: Trylogia amerykańska (tom 3) Ekranizacje: Piętno (2004) literatura piękna
540 str. 9 godz. 0 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Trylogia amerykańska (tom 3)
Tytuł oryginału:
The Human Stain
Data wydania:
2022-05-11
Data 1. wyd. pol.:
2004-01-01
Liczba stron:
540
Czas czytania
9 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788308075753
Tłumacz:
Jolanta Kozak
Ekranizacje:
Piętno (2004)
Średnia ocen

7,7 7,7 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Ludzka skaza w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Ludzka skaza



książek na półce przeczytane 378 napisanych opinii 344

Oceny książki Ludzka skaza

Średnia ocen
7,7 / 10
340 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Ludzka skaza

avatar
977
61

Na półkach: , , , ,

Ciężka lektura, która wytrąciła mnie z równowagi i spokojnego codziennego przepływania, a pogrążyła za to w mrokach własnej duszy.

Książka jest świetnie napisana - w niezwykle erudycyjny, a jednocześnie mięsisty i lekki sposób porusza szerokie spektrum tematów: rasizm, wojna, molestowanie, inność, ucieczka od siebie, korzenie, pożądanie, , trauma, kłamstwo, amerykański sen, awans społeczny, ostracyzm, opinia publiczna, plotka.

Główny bohater, Coleman Silk, to profesor jednej z amerykańskich uczelni. Na skutek niefortunnie dobranych słów zostaje posądzony o rasizm. To wydarzenie jest tylko punktem wyjścia do poznania jego skomplikowanej historii krzyżującej się z równie ciekawymi opowieściami drugoplanowych bohaterów: straumatyzowanej uczelnianej sprzątaczki, przemocowego weterana wojennego, ambitnej młodej wykładowczyni czy żyjącego na odludziu pisarza. Wszyscy oni przed czymś uciekają: przed własną historią, pochodzeniem, traumatycznymi przeżyciami, patologicznym dzieciństwem. Są inni, samotni w swojej walce ze światem. Są to ucieczki daremne - nie można uciec przed samym sobą, ani przed ludzką skazą - czyli tym co w człowieku małe, niemoralne, tchórzliwe, złe.

Ciężka lektura, która wytrąciła mnie z równowagi i spokojnego codziennego przepływania, a pogrążyła za to w mrokach własnej duszy.

Książka jest świetnie napisana - w niezwykle erudycyjny, a jednocześnie mięsisty i lekki sposób porusza szerokie spektrum tematów: rasizm, wojna, molestowanie, inność, ucieczka od siebie, korzenie, pożądanie, , trauma, kłamstwo, amerykański...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
54
54

Na półkach:

„Ludzka skaza” jest ostatnią częścią „Trylogii amerykańskiej” Philipha Rotha – cyklu składającego się jeszcze z „Amerykańskiej sielanki” i „Wyszłam za komunistę”. Wszystkie utwory łączy obecność Nathana Zuckermana – fikcyjnego pisarza i alter ego autora. „Skaza”, mimo opublikowania ćwierć wieku temu, wciąż jest aktualna, gdyż dotyka kwestii związanych z cancel culture. Nie jest to jednak jedyny temat, po który sięga. Przewijają się w niej także wątki rasizmu i kłopotów z dostosowaniem się do codziennego życia po wojnie w Wietnamie, a także tzw. „afery rozporkowej” z czasów prezydentury Clintona.

Recenzowana powieść różni się stylem od wielu innych: nie ma wartkiej akcji, lecz zawiera dużo retrospektyw - odwoływania się do przeszłości w celu jej analizowania. Roth pisze w bardzo gęsty sposób, jedno zdanie wypełnia dużo więcej obrazów i treści niż u innych autorów. Występuje u niego też dużo nawiązań do kultury europejskiej i amerykańskiej (np. do mitologii greckiej, czy „Śmierci w Wenecji”).

Głównym bohaterem powieści jest dziekan college’u i klasycysta Coleman Silk, którego piękna akademicka kariera ulega zniweczeniu po odczytaniu jego słów, wygłoszonych podczas wykładu, w sposób odmienny od zamierzonego (jako rasistowska obelga). Słowa te, w połączeniu z innymi incydentami, zostają odebrane jako przejawy wrogiej postawy profesora wobec studentów, a w szczególności studentek. Pozostali wykładowcy, nawet zawdzięczający Silkowi kariery, nie mają go zamiaru bronić. On sam ma pewne środki ochronne, ale po nie nie sięga, bo wiązałoby się to z wyjawieniem ukrywanego przez całe życie sekretu.

Nakreślając całe życie Silka i jego wybory Roth przedstawia też wiele wydarzeń z dziejów USA oraz międzypokoleniowych zmian społecznych. Postacie są wspaniale wykreowane i bardzo wiarygodne, a sama książka stanowi wyśmienitą lekturę, jeśli czytelnik lubi sięgać po nieśpieszne, psychologiczne powieści z wyraźnie zarysowanym tłem społecznym.

„Ludzka skaza” jest ostatnią częścią „Trylogii amerykańskiej” Philipha Rotha – cyklu składającego się jeszcze z „Amerykańskiej sielanki” i „Wyszłam za komunistę”. Wszystkie utwory łączy obecność Nathana Zuckermana – fikcyjnego pisarza i alter ego autora. „Skaza”, mimo opublikowania ćwierć wieku temu, wciąż jest aktualna, gdyż dotyka kwestii związanych z cancel culture. Nie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
48
7

Na półkach:

Pierwszy książka Philips Rotha, autora o którym tylko pobieżnie słyszałem, więc nie miałem zupełnie żadnych oczekiwań.

I po paru zaledwie stronach od razu wpadłem w zachwyt. I co ciekawe nad czymś, nad czym zazwyczaj nie spędzam wiele czasu bo nie jestem osobą profesjonalnie związana z literatura, mianowicie nad formą i techniką autora jak I doborem słów. Czytając w oryginale przez sam natłok słów i tekstu potrafisz poczuć manię i złość Lesa Farleya jak i również znudzenie i spokój przy opowiadaniach historycznych kolei losu rodziny Colemana. Na prawdę dawno nie spotkałem się czymś takim. Jak dla mnie autor wybitny i genialny z literackiego punktu widzenia.

Zgadzam się, że historia czasem przegadana, że czasem historie ciągną się zbyt długo, lub że sięgają zbyt wstecz, że niektóre historie wydają się dużo ciekawsze niż inne, które subiektywnie wydają się słabsze, że może niektóre tematy w 2025 roku wydają się oklepane dla dzisiejszego czytelnika bo zbyt powielane w amerykańskiej pop/kulturze i dlatego też nie wejdzie to do kanonu moich ulubionych lektur, ale nie można odmówić autorowi geniuszu. Na prawdę warto się zapoznać i na pewno sięgnę po coś jeszcze z innych dzieł autora.

Pierwszy książka Philips Rotha, autora o którym tylko pobieżnie słyszałem, więc nie miałem zupełnie żadnych oczekiwań.

I po paru zaledwie stronach od razu wpadłem w zachwyt. I co ciekawe nad czymś, nad czym zazwyczaj nie spędzam wiele czasu bo nie jestem osobą profesjonalnie związana z literatura, mianowicie nad formą i techniką autora jak I doborem słów. Czytając w...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

1553 użytkowników ma tytuł Ludzka skaza na półkach głównych
  • 1 111
  • 427
  • 15
164 użytkowników ma tytuł Ludzka skaza na półkach dodatkowych
  • 118
  • 13
  • 10
  • 7
  • 6
  • 5
  • 5

Tagi i tematy do książki Ludzka skaza

Inne książki autora

Philip Roth
Philip Roth
Jeden z najwybitniejszych współczesnych pisarzy amerykańskich. Urodził się w konserwatywnej rodzinie żydowskiej, w mieście Newark w stanie New Jersey. Większość jego wczesnych powieści i opowiadań rozgrywa się w tamtych okolicach. Od lat 60. swą literacką karierę łączył z pracą naukową. Od 1988 był profesorem w nowojorskim Hunter College. Oprócz wyżej wspomnianych, jego najbardziej znane powieści to: "Operacja Shylock", "Teatr Sabata", "Amerykańska sielanka". Bohaterem wielu jego powieści jest Natan Zuckerman, uważany za literackie alter ego pisarza. Za swą twórczość Roth otrzymał dwukrotnie National Book Critics Circle Award oraz trzykrotnie nagrodę PEN/Faulkner. Przez wiele lat był jednym z najpoważniejszych kandydatów do literackiej Nagrody Nobla, której jednak nie otrzymał.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wolność Jonathan Franzen
Wolność
Jonathan Franzen
„Wolność” Jonathana Franzena odczekała trochę na swój czas, pokrywając się już kurzem zapomnienia. Obawiałam się, że po „Korektach” (doskonałych) jej autora, może mnie spotkać rozczarowanie, a ponieważ wciąż jeszcze nie dorosłam do porzucania lektur, staram się ostrożnie je wybierać. W tej sytuacji rozpoczynanie kolejnej ponad sześćsetstronicowej powieści obarczone było sporym ryzykiem. Z niezręcznej pozycji lektury zakupionej i opuszczonej „Wolność” została wybawiona przez międzynarodową sytuację polityczną, która wymusza na mnie konieczność stania się amerykanistką. Polityka jest w niej zresztą obecna i w sposób znaczący wpływa na życie i wybory bohaterów. Można uznać, że ta powieść jest literackim odpowiednikiem prawdziwie amerykańskiego cheeseburgera - duża porcja tego specyficznego stylu życia, uprawiania polityki, robienia interesów, wychowywania dzieci. I to nie jest wcale sarkazm z mojej strony, Jonathan Franzen ma już od dawna ustaloną i zasłużoną pozycję wśród amerykańskich pisarzy współczesnych, ma też niezwykłe kompetencje do budowania psychologicznych portretów swoich bohaterów, ale tej powieści zabrakło finezji i dyskrecji, co niestety skazuje ją na porównanie z tą, w moich oczach, przaśną i mało wyrafinowaną potrawą. Mimo tych zastrzeżeń, nie mogłam jej ocenić niżej, bo jest po prostu dobrze napisana, chociaż nie zawsze podobało mi się to, o czym czytałam. Podobnie jak w „Korektach”, również w „Wolności” Jonathan Franzen przeprowadza dokładną analizę, a nawet wiwisekcję tego fragmentu amerykańskiej rzeczywistości, który moglibyśmy nazwać rodzinnym i relacyjnym. To autor, który nie obawia się docierać w rejony, gdzie inni się nie zapuszczają, dotykać miejsc bolesnych i intymnych, co akurat tej powieści nie zawsze wychodzi na dobre. Akcja toczy się na dwóch planach, w czasie rzeczywistym w Ramsey Hill i Waszyngtonie, około 2004 roku i w przeszłości, którą opisuje Patty (jedna z bohaterek) w swojej autobiografii. Mamy jeszcze (słabiej zaznaczoną) trzecią perspektywę, rozpoczynającą i kończącą opowieść – sąsiedzką: historię rodziny i małżeństwa Patty i Waltera Berglundów widzianą oczami trochę zazdrosnej i złośliwej grupy sąsiadów. To właśnie małżeństwo i rodzicielstwo - są w centrum zainteresowania autora. Relacje z dziećmi, przyjaciółmi, rodzicami i rodzeństwem, czyli to wszystko, co na co dzień nas buduje, lub przeciwnie, co nas niszczy. Po kilkunastu latach małżeństwa, nie ma chyba wśród osób doświadczających tego stanu takich, które nie podpisałby się pod tytułem, jaki Patty nadała swojej autobiografii: „Popełniono błędy”. Błędem nie będzie z pewnością sięgnięcie po „Wolność” Franzena, chociaż mnie nie oczarowała, a raczej zmusiła do docenienia autora, a to mimo wysokiej oceny, spora różnica.
Iksja - awatar Iksja
oceniła na82 miesiące temu
Wyszłam za komunistę Philip Roth
Wyszłam za komunistę
Philip Roth
"Wyszłam za komunistę" Philipa Rotha to powieść o pewnej aktorce, Eve Frame, która w latach 40. XX wieku wychodzi za mąż za komunistę, Ira Ringolda. Powieść śledzi losy Eve i Ira, gdy ich związek zostaje wystawiony na próbę przez zimną wojnę i nagonkę na czarownice McCarthy'ego. Doskonała charakterystyka postaci: Roth tworzy realistyczne i wiarygodne postacie, z których każda ma swoje wady i zalety. Eve jest inteligentną i niezależną kobietą, która stopniowo staje się rozczarowana komunizmem. Ira zaś jest charyzmatycznym i idealistycznym mężczyzną, który ślepo wierzy w ideologię komunistyczną. Autor wnikliwie obserwuje i opisuje atmosferę strachu i paranoi, która panowała w Stanach Zjednoczonych podczas Zimnej Wojny. Powieść pokazuje, jak nagonka na czarownice McCarthy'ego zniszczyła życie wielu niewinnych ludzi. Historia jest napisana z perspektywy Eve, co pozwala czytelnikowi na poznanie jej myśli i uczuć. Roth stosuje również technikę strumienia świadomości, która dodaje powieści realizmu i głębi. Powieść rozwija się powoli, co może zniechęcić niektórych czytelników. Ale uważam, że każda chwila z tą książką jest naprawdę wyjątkowa. Historia kończy się nagle, co może frustrować czytelników, którzy oczekują ostatecznego rozstrzygnięcia. Jednakże "Wyszłam za komunistę" to bardzo dobrze napisana powieść o ważnym temacie. Warto wspomnieć, że książka jest częścią trylogii Rotha o Ameryce powojennej. Pierwszą częścią jest "Amerykańska sielanka"
magdalena - awatar magdalena
oceniła na82 lata temu
Niepamięć David Foster Wallace
Niepamięć
David Foster Wallace
David Foster Wallace pochodzi z tego gatunku twórców, których albo się kocha, albo nienawidzi. Nie dane było mi się w nim zakochać – na razie. A bardzo bym tego chciał, bo mielibyśmy sobie mnóstwo do powiedzenia. To pisarz, mogący dać oparcie, co brzmi paradoksalnie. Cała trudność tkwi jednak, w sumie jak zawsze, w języku. Wypada, wyjątkowo, zacząć od wad, a później piać z zachwytu. Nie brnąc dalej w stylistyczne zawijasy – Wallace to taki pisarz, który lubi dużo mówić. Czytając, odnosiłem wrażenie, że ktoś przepuszcza przez Wallace’a język, jak przez maszynkę do mięsa, a on wypuszcza z siebie długie paski zdań i akapitów, często niezbornych, pozornie nieskładnych i złożonych z nieprzystających do siebie słów. I tak pierwsze opowiadanie, Mister Squishy, jest wypchane nowomową z zakresu marketingu, obrzydlistwem, które „fachowcy” wlewają nam wprost do mózgów, a co w teorii sprowadza się do żerowania na najprostszych odruchach, opakowanych ładnym papierem języka. To także zgrabnie scharakteryzowana tragedia „specjalistów ds. marketingu” – w gruncie rzeczy istot do cna nieszczęśliwych, które po pracy nie potrafią rozmawiać o niczym jak o pracy, a ich wolny czas sprowadza się do masturbacji, przeskakiwania po kanałach telewizyjnych i snucia fantazji erotycznych z podtekstem władzy i poniżenia, z przełożonymi i współpracownikami w rolach głównych. Czyli samo dno korpo-pracy. To opowiadanie, mam wrażenie, obnaża moją pomieszaną z fascynacją niechęć. Pomysł świetny, Wallace obraca marketingowe narzecze w proch, ukazując pustkę, ale to tłumaczenie… Jakby w nadmiarze słów czegoś zabrakło. Jakby narracja Wallace’a rozbijała się na drobne kawałki – czasem zdania są od siebie odległe, czasem wygląda to na brak zgrabnego łącznika, finezyjnego „ale”. Czytałem opowiadanie w oryginale. Było lepiej, choć nie o niebo lepiej. Narzekanie czas zamknąć – nadszedł czas na czyste olśnienie autorem. Może popełniłem błąd, rozpoczynając romans z autorem właśnie od Niepamięci. Może na tle Krótkich rozmów z paskudnymi ludźmi czy Rzekomo fajnej rzeczy, której nigdy nie zrobię wypada lepiej. Ale czego nie ma w tych opowiadaniach, ile tu świeżości i pomysłów odbiegających od sztampy. Jest Kanał cierpienia, o dziennikarzu, który tworzy materiał o sztuce robionej z… własnego kału. To doskonałe nawiązanie do Gówna artysty Piera Manzoniego. Pytania o kondycję sztuki, moralność artysty czy może zupełnie inny rzut oka na korpo-wypalenie? A może metafora Stanów i amerykanizmu? Warto zwrócić uwagę na czas i miejsce powstawania artykułu, robi się jeszcze ciekawiej. I, jak to u Wallace’a, struktura zdania trudna, idealny materiał na rozstrój oka, a jednocześnie – frazy tak mocne, że bolą. Wallace zamiata czytelnika pod dywan, każe mu tam siedzieć i gorzko płakać nad kondycją świata. Jest mocno, jest ożywczo i do bólu ponuro. Struktury zdań wprowadzają czytelnika w świat rodem z sennych koszmarów Wallace’a, połączonych jednocześnie z dysfunkcjami nerwowymi bohaterów-autora, pomieszany, żeby było jeszcze trudniej, z analizą współczesności, nie tylko amerykańskiej. Chociaż jeśli Wallace chce – potrafi w kilka stron obrócić czytelnika w proch. Inkarnacje poparzonych dzieci są tego najlepszym przykładem. Około 700 słów (w polskim tłumaczeniu, nie jest to wynik dokładny) o chłopcu, który poparzył się (najprawdopodobniej) wylanym na siebie z garnka wrzątkiem, jego rodzicach i późniejszej egzystencji. W 700 słowach, co niezwykłe, zamknął Wallace cały mikroświat uczuć, emocji, wyrażanych często jednym, idealnie wręcz dobranym słowem. Mistrzowska miniatura, która opowiedziana w kilku słowach przez recenzenta wygląda na ponury banał; wystarczy jednak 5 minut poświęcone lekturze, może mniej. Opowieści z tomu Niepamięć można rozgryźć za pomocą fragmentu z najlepszego nie tylko moim zdaniem opowiadania Dusza to nie jest kuźnia: „W rezultacie tamten samotny, koszmarny panel pojawił się w oknie jako chwilowy peryferyjny błysk horrendalnej sceny, tak jak pojedyncze horrendalne przebłyski pojawiają się w złych snach – a prędkość, z jaką się pojawiają i znikają, i brak czasu na nabranie do nich dystansu, na przetrawienie tego, co się widzi, na wplecenie tego obrazu w tkankę całego snu, czyni przeżycie jeszcze gorszym i często takie błyskawiczne, peryferyjne mignięcie czegoś wyrwanego z kontekstu i straszliwego może stanowić najbardziej przerażającą część koszmaru, tę część, która najżywiej zostaje w pamięci i wraca w wyobraźni w dziwnych chwilach, na przykład kiedy szorujesz zęby albo wyjmujesz z szafki pudełko muesli na przekąskę, i znów wytrąca cię z równowagi, pewnie dlatego, że przez tę swoją momentalność we śnie zmusiło twój mózg do podświadomego nawracania do tego obrazu, żeby go jakoś rozgryźć lub inkorporować”. Opowiadania Wallace’a to właśnie te „horrendalne przebłyski”, „złe sny” z naszej rzeczywistości; mignięcia wyrwane z kontekstu koszmaru egzystencji, ożywione niezwykłą frazą i powracające w najmniej odpowiednich momentach. Wytrącające z równowagi polukrowanej i fałszywej codzienności koszmary, ujawniające podszewkę dojmująco smutną.
ZaMałoRegałów - awatar ZaMałoRegałów
ocenił na71 rok temu
Pod wulkanem Malcolm Lowry
Pod wulkanem
Malcolm Lowry
Przebrnęłam, ale czy było warto? Chyba popełniłam błąd zabierając się za tę powieść w Angielskim oryginale. Można było czytać po polsku a pewnie i tak byłoby nielekko. Pozytywy Bardzo ciekawy obraz człowieka już doszczętnie zniszczonego alkoholem. Temat, wiemy że istnieje, jednak ja nigdy nie poświęciłam mu wiele uwagi. Tutaj zmierzymy się ze szczegółową i brutalną ilustracją jak wygląda dzień z życia osoby w ostanim już chyba stadium alkoholizmu. Bardzo mocne i przejmujące. Negatywy Już sam fakt że książka zaczyna się 50-stronnicową przedmową w której autor broni i argumentuje dlaczego absolutnie nic z żadnego rozdziału nie powinno być pominięte ani skrócone - wskazuje że chęć skracania i pomijania pojawiła się już na samym początku. I ja bym się z tą sugestią zgodziła. W dodatku w tej przedmowie zdradzana jest fabuła, przez co od początku wiedziałam już jak powieść się skończy. Książka pełna jest dzikich zabiegów literackich, których ja nie kupuję. Wyegzaltowany język, przedłużane niemiłosiernie zdania, które w zasadzie prowadzą donikąd, na początku cała masa mylących odniesień do wątków które zostaną dopiero wprowadzone w kolejnych rozdziałach. Albo te fragmenty gdzie fabuła przeplatana jest całymi paragrafami oderwanego od reszty tekstu, np. opisem budowy katedry, który był bez żadnego znaczenia dla powieści. Po przeczytaniu jednego takiego zdania, porządnie zmęczona już tą powieścią kończyłam zwyczajnie przeskakując linijki tekstu. Autor zapewne widział sens i wartość w tego typu smaczkach, ja niekoniecznie podzielam tę wizję. Takie eksperymenty literackie są fajne i ciekawe, ale te nie były dobrze skomponowane w całość, a książka była przez to nie do zniesienia. Historia i pomysł bardzo ciekawy ale styl pisania powodował że odliczałam strony do końca. Szkoda! Dałabym niższą ocenę, ale dodam parę gwiazdek tylko i wyłącznie ze względu na pewien szacunek do ludzi świata literatury którzy bardziej niż ja poważają to dzieło.
truku - awatar truku
ocenił na65 miesięcy temu
Wchodzi koń do baru Dawid Grosman
Wchodzi koń do baru
Dawid Grosman
Lektura trochę przypadkowa, bo niezaplanowana teraz, choć planowana od dawna. Wabikiem była Nagroda Bookera z 2017r. Widać, że nie wybrałam nowości, ale przecież od dawna wiadomo, że upływ czasu jest doskonalym testerem jakości literatury. Gdy przeminie moda na coś lub kogoś, emocje ostygną, sponsorzy się znudzą, dobry tekst niewiele straci. Mała rzecz wielkiego kalibru. Streszczać nie będę, albo może ciut. Rzecz dzieje się podczas jednego wieczoru. W pewnym klubie odbywa się występ, standup czy performance. Ma być śmiesznie, zabawnie, ale jest zupełnie inaczej. Ten występ okazuje się mieć inny charakter i cel. Staje się swoistą wiwisekcją, publicznym wypatroszeniem bolesnego wspomnienia. Publika oglada, słucha i ocenia. Czasem głośno komentuje w zniecierpliwieniu i złości opowieść ze sceny,która staje się dla nich ( nas?) coraz bardziej nieprzyjemna i niewygodna w odbiorze. Zarazem bardzo wciąga, kusi do pozostania do jej finalu. Część publiczności jednak się wykruszy. Znudzeni i niezadowoleni idą gdzieś indziej. [Przy okazji rodzą się pytania: czym i jaka jest dobra sztuka. Czy musi być łatwiej przyjemna, czy też powonna wywoływać dyskomfort?] Na scenie występuje mężczyzna, który opowiada splecioną z żartami historię, która sięga do jego dzieciństwa. Dużo tam przemocy, ludzkiego okrucieństwa i skrywanych przez lata tajemnic. Jest też pewne wydarzenie, właściwie dzień, którego treść staje się głównym tematem wystepu. [Przy okazji: czy można mówić o czymś bardzo trudnym wbudowując w wypowiedz niewybredne żarty? Czy śmiech pomaga czy psuje występ?] Opowieść dotyczy czernastoletniego chłopca. W czasie obozu wojskowo- szkoleniowego dowiaduje się o śmierci rodzica. Tylko że nikt nie chce zdradzić, czy chodzi o matkę, czy ojca. W czasie wielogodzinbej jazdy na miejsce pogrzebu chłopczyk walczy z myślami na temat śmierci. W wyobrażeniach żegna raz ojca, potem matkę, znowu ojca. Potem oskarża się za te mimowolne myślowe zabijanie. Nie wiadomo, czemu ma służyć tą tajemnica. Uchronić? Istotna jest postać sędziego. Trochę przymuszony do oglądania, śledzi postępy na scenie. Jaką pełni funkcję? Znan6ly z bezkompromisowości prawdopodobnie ma osądzić artystę. Tyle, że nie chodzi o noty dla występu, ale dla zachowania i decyzji z przeszłości głównego bohatera. Forma książki jest wymagająca, ale mnie się to podoba. Pływamy między wyspami pamięci, które na końcu łączy występ na scenie. Krótki tekst, a pozostawia z wieloma pytaniami. Myślę, że przyda mi się więcej czasu, żeby po wystudzeniu emocji, poukładać sobie przemyślenia. Na pytanie, czy warto przeczytać, nie muszę chyba odpowiadać.
xymenka - awatar xymenka
oceniła na95 miesięcy temu
2666 Roberto Bolaño
2666
Roberto Bolaño
Roberto Bolaño napisał arcydzieło, ale zarazem powieść absolutnie niedoskonałą, co nie powinno nas dziwić, bo z doskonałą precyzją można napisać dziełko stustronicowe, ale kiedy mierzymy się jak święty Jerzy ze smokiem, kiedy za cel bierzemy sobie powieść totalną, kiedy chcemy poznać tajemnicę zła, to zawsze wyjdzie nam z tego powieść niedoskonała, tak jak niedoskonały musi być każdy system filozoficzny. "2666" składa się z pięciu rozdziałów, i jak dobrze wiemy, jest to właściwie pięć osobnych powieści, ale powieści, które się zazębiają. Rozpoczyna się od części o krytykach literackich, specjalistach od niemieckiego pisarza piszącego pod nieco absurdalnym pseudonimem Benno von Archimboldi. Jest to metaliteracka powieść o literaturze, z której narrator w pewnym momencie wyrywa nas iście tarantinowskim aktem przemocy, ale ów akt przemocy to wyłącznie wstęp do tego, co będzie tematem kolejnych części. Podobnie jak w kolejnych częściach odwiedzamy razem z krytykami fikcyjne miasto Santa Teresa, które jest lustrzanym odbiciem rzeczywistego Ciudad Juarez Następnie mamy równie metaliteracką powieść o popadającym w szaleństwo profesorze filozofii, który opuszcza Barcelonę i przenosi się do fikcyjnego miasta Santa Teresa. Profesor żyje w napięciu w lęku o swoją córkę, ponieważ w Santa Teresa giną młode dziewczyny. Powoli popada w szaleństwo, wiesza książkę na sznurze do prania, umieszcza nazwiska filozofów na geometrycznych figurach, słyszy głosy. W części Fate'a poznajemy z kolei czarnoskórego dziennikarza. Kiedy ginie korespondent sportowy gazety, dla której pisze Fate, redakcja proponuje Fate'owi, który nie zna się na sporcie, wyprawę do Santa Teresa, gdzie odbędzie się walka bokserska, którą dziennikarz ma opisać. Fate'a od samej walki bardziej interesuje sprawa zaginionych kobiet i dziewczyn, co jednak nie spotyka się z aprobatą redakcji. Dalszego rozwoju akcji nie mogę zdradzić, ale będzie się ona łączyć z treścią poprzedniej części. Najcięższą lekturą jest jednak nieco zbyt długa część o zbrodni. Bałem się tej części, bo obawiałem się, że narrator niepotrzebnie będzie epatować przemocą, ale moje obawy się nie sprawdziły. Narracja jest chłodna, pozbawiona niepotrzebnych ozdobników. Właściwie to bez przerwy jesteśmy konfrontowani z opisami obdukcji ciał zamordowanych dziewczynek i kobiet. Wyjątkiem jest przemoc zadana młodocianym przestępcom w więzieniu, w akcie zemsty za zabójstwo młodej kobiety z mafijnej rodziny, oraz gangsterskich porachunków. Niemniej jest to lektura niezwykle ciężka. Pełna jest jednak przerw, dygresji, polifonicznej narracji, z której dowiadujemy się nie tylko o samej zbrodni, ale o kulturze gwałtu, o przyzwoleniu na gwałt i na zło, o atmosferze, w której zło może opanowywać całe miasto, cały region, a nawet cały kraj. Najsłabszą częścią jest ta ostatnia, która łączy wszystkie pozostałe, czyli część o niemieckim pisarzu o pseudonimie Benno von Archimboldi. Brakuje jej wiarygodności jak i koherentności. Mnie, jako czytelnikowi z Niemiec, początek w Niemczech wydawał się niewiarygodny. Nie rozumiem, dlaczego autor wymyślił dziwaczne nazwy miejscowości. Nie rozumiem, po co wprowadził różne elementy magiczne, które nie korespondują z realizmem poprzednich części. Pojawiają się również błędy merytoryczne, jak na przykład kiedy Grete twierdzi, że jej siostra była nazistką, bo wstąpiła do Hitlerjugend. Hitlerjugend była obowiązkowa dla niemieckiej młodzieży, więc każdy młody człowiek chcąc nie chcąc był w Hitlerjugend. Podobnie jest z pogrzebem wydawcy Bubisa, którego prochy wrzucono do Alster. To jest w Niemczech zwyczajnie niemożliwe, bo dopuszczone są tylko pochówki na cmentarzu, a już na pewno nie byłoby to możliwe na oficjalnym pogrzebie z zaproszonymi gośćmi. Wydaje mi się jednak, że główną przyczyną tych słabości jest przedwczesna śmierć autora, który najwyraźniej nie zdążył zredagować swojego dzieła i skonfrontować go z opiniami osób, które lepiej się na niemieckiej historii i rzeczywistości znają. Niestety mamy do czynienia z monstrualnych rozmiarów korpusem powieści, a nie z gotową i autoryzowaną całością, co nie umniejsza w żaden sposób jej znaczenia. "2666" jest genialne. Bolaño zaprowadził nas do komór gazowych współczesności, na granicy pierwszego i trzeciego świata. Jest to precyzyjny obraz regionu przygranicznego, który rozpada się w szwach z powodu gospodarki narkotykowej i neoliberalnego kapitalizmu trzeciego świata, w którym przemoc jest tak samo strukturalnie i społecznie zakotwiczona, jak brak oporu wobec tych warunków. Santa Teresa jest metaforą szaleństwa zglobalizowanego świata, ale także rzeczywistością. Co przede wszystkim należy docenić, to zdolność autora do łączenia różnych światów, co udaje mu się bez widocznego wysiłku. Trzeba też dodać, że całość jest świetnie napisana. Chociaż żadna zagadka ani historia w tej powieści nigdy nie zostaje całkowicie rozwiązana, a linie fabularne są wielokrotnie przerywane, czytelnik nigdy nie jest urażony ani zmęczony, chociaż podróż, w którą Bolaño czytelnika zabrał, jest podróżą przez piekło. Nie bardzo wiem, do czego mogę "2666" porównać. Na myśl przychodzi mi jedynie "Wyznaję" katalońskiego autora Cabré, której autor postanowił w powieści totalnej zmierzyć się z istotą zła, ale Cabré popadł w kicz, napisał powieść częściowo genialną, ale częściowo wpisującą się w literaturę puplpową o Holokauście. Bolaño potrafił natomiast wyjść z tej pułapki bez szwanku. Zmierzył się ze smokiem i wygrał. 9/10 bo chociaż jest to arcydzieło, to jest to niestety arcydzieło bez ostatniego szlifu.
tzaw - awatar tzaw
ocenił na98 miesięcy temu
Księga ryb Williama Goulda Richard Flanagan
Księga ryb Williama Goulda
Richard Flanagan
Pociągnąłem pędzelkiem po jej języku, żeby włoski zlepiły się w ostry koniuszek, po czym przesunąłem nim powoli po policzku Sal, pokrytym ochrą, którą różowiła sobie twarz. Zwilżyłem językiem jej brązową pierś i zacząłem kłaść na niej podkład z ochry, najpierw pędzelkiem, który marszczył jej skórę i zagłębiał się w ciało, a potem palcami, przesuwając nimi powoli w koło, pozostawiając w spokoju jedynie dolny łuk jej piersi. Po prawej stronie brodawki położyłem niebieskawy odcień, pozyskany z jakiegoś ultramarynowego pigmentu. Białe różki zrobiłem z ołowianego pudru Lempriere'a, a charakterystyczne żółte źrenice z odrobiny pozłoty, którą już dawno temu podprowadziłem z Wielkiego Domu Madżonga. Dwoma palcami leciuteńko potarłem poczerniałe węglem drzewnym rzęsy, a potem wykorzystując brzuch Sal jako paletę, wymieszałem barwnik ze śliną na ciemną pastę i jej smużkami obwiodłem zarys piersi. W końcu ponad niesymetrycznie usytuowaną brodawką, długą i zarumienioną jakby z zadziwienia, pociągnąłem delikatne kreski, układające się w zuchwałą płetwę piersiową. Rezultat nie był całkowicie zadowalający, choć wizerunek ryby wydawał mi się wierny. Sal dźwignęła się na łokciach, ja jednak widziałem tylko pasiastą, poruszającą się powoli rozdymkę. Odłożyłem pędzel. Kiedy się nachyliłem i czubkiem języka dotknąłem płetwy piersiowej, ryba zadrżała, jakby zaraz miała obudzić się do życia.
Kagemusha - awatar Kagemusha
oceniła na91 rok temu

Cytaty z książki Ludzka skaza

Więcej
Philip Roth Ludzka skaza Zobacz więcej
Philip Roth Ludzka skaza Zobacz więcej
Philip Roth Ludzka skaza Zobacz więcej
Więcej