Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka

Okładka książki Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka autora Paul Cornell, Angel Hernandez, Jody Houser, Jackson Lanzing, 9788328156340
Okładka książki Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka
Jackson LanzingAngel Hernandez Wydawnictwo: Egmont Polska Cykl: Star Trek. Rok piąty. (tom 2) Seria: Star Trek. Egmont. komiksy
320 str. 5 godz. 20 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
Star Trek. Rok piąty. (tom 2)
Seria:
Star Trek. Egmont.
Tytuł oryginału:
Star Trek: Year Five - Weaker Than Man / Star Trek: Year Five - Experienced in Loss
Data wydania:
2022-06-29
Data 1. wyd. pol.:
2022-06-29
Liczba stron:
320
Czas czytania
5 godz. 20 min.
Język:
polski
ISBN:
9788328156340
Tłumacz:
Marek Starosta
Średnia ocen

7,9 7,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka

Średnia ocen
7,9 / 10
24 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka

avatar
559
387

Na półkach:

Cudowna i porywająca powieść graficzna, przepełniona nutką nostalgii i słodko-gorzkiej refleksji nad zmianami.

Cudowna i porywająca powieść graficzna, przepełniona nutką nostalgii i słodko-gorzkiej refleksji nad zmianami.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
0
0

Na półkach:

Fajne ale nieporywające. Dopiero dwa ostatnie rozdziały były nieco ciekawsze a tak Star Trekowy standard. Lustrzany wszechświat ciągle najlepszym komiksowym Trekiem.

Fajne ale nieporywające. Dopiero dwa ostatnie rozdziały były nieco ciekawsze a tak Star Trekowy standard. Lustrzany wszechświat ciągle najlepszym komiksowym Trekiem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1392
1342

Na półkach:

Mimo mojego początkowego zachwytu, jakoś ciężko szło mi zakończenie tego tomu. Że tak to ujmę: Za dużo klasycznego Star Treka w jednej dawce. Zdaję sobie sprawę, ze dla wielu może to brzmieć niczym herezja, ale wolę nowsze odsłony tej franczyzy, gdzie jest więcej dynamiki. Tutaj również sporo się dzieje, jednak pod kątem widowiska daleko temu do starć z takiego Star Trek Discovery, który bardzo lubię. Niemniej doczytałem do końca Rok Piąty i uświadomiłem sobie, jak bardzo niewiele pamiętam z pierwszego serialu o kapitanie Jamesie Kirku.

Niby można się bez tej wiedzy obejść, ale jak w pierwszym tomie jeszcze jakoś dawałem radę wszystko połączyć, tak tutaj w kilku miejscach odpadłem. Brak znajomości serialu zabijał bowiem element zaskoczenia, a zamiast tego wkradały się pytania: Kim on/ona do cholery jest?. Co prawda wiele postaci zostaje nam na nowo przedstawionych, głównie pobieżnie, ale i tak czuć z czasem, że braki serialowe znacząco utrudniają lekturę. Szczególnie, że to finał całej przygody zwieńczony naprawdę ciekawym epilogiem.

Jeśli już przy czepialstwie jestem to odniosę się do jeszcze dwóch rzeczy. Po pierwsze czasem opowieść mi się dłużyła. Głównie przez efekt, który na początku tego materiału wspomniałem, czyli przyzwyczajenie się do bardziej dynamicznych odsłon Star Treka. Tutaj mamy hołd dla oryginału, utrzymując jego nieśpieszne tempo, ogromną liczbę monologów oraz wpisów kapitańskich do dziennika pokładowego. Ma to swój klimat, urok i świetnie oddaje dawne dzieje, ale nie każdemu one podejdą. Mi czasem ciążyły. Może gdyby było to rozbite na dwa albumy, to aż tak bym tego nie zauważył, ale czytając tak ogromny komiks w ciągu jednego dnia, siłą rzeczy miejscami wkradała się monotonia.

Drugą rzeczą jest rysunek, który czasami zdaje się być bardzo sztywny oraz sterylny. No nie wiem, ale przy Konflikcie Q albo Picardzie takich odczuć nie miałem, a tutaj potrafiły pojawić się gorzej zilustrowane sekwencje. Chyba najlepiej był narysowany rozdział, gdzie otrzymujemy retrospekcję z przeszłości głównego antagonisty, aby lepiej zrozumieć jego poczynania. Cudo. Natomiast większość komiksu jest narysowana po prostu dobrze, bez szczególnych fajerwerków, choć stroje czy okręty Klingonów robiły na mnie wrażenie.

Tak narzekam i narzekam, ale nie uważam tego komiksu za zły. Wręcz powiem, ze jest bardzo dobry, jednak skierowany głównie do fanów serialu. Tego starego, oryginalnego serialu. Wielu aktorów biorących udział w jego produkcji dziś już nie żyje. Dlatego cieszę się, ze zostali oni upamiętnieni, jeszcze za swego życia, w tak piękny sposób. O samej fabule tego tomu wolę nic nie pisać, bowiem za dużo byłoby tu spoilerów, jeśli ktoś nie czytał tomu pierwszego. Tak naprawdę stanowi to jedną spójną całość, coś na kształt finalnego sezonu pierwszego Star Trek. I jeśli jesteście jego fanami oraz kapitana Kirka, to musicie przeczytać cały Rok Piąty.

Mimo mojego początkowego zachwytu, jakoś ciężko szło mi zakończenie tego tomu. Że tak to ujmę: Za dużo klasycznego Star Treka w jednej dawce. Zdaję sobie sprawę, ze dla wielu może to brzmieć niczym herezja, ale wolę nowsze odsłony tej franczyzy, gdzie jest więcej dynamiki. Tutaj również sporo się dzieje, jednak pod kątem widowiska daleko temu do starć z takiego Star Trek...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

34 użytkowników ma tytuł Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka na półkach głównych
  • 27
  • 7
27 użytkowników ma tytuł Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka na półkach dodatkowych
  • 12
  • 5
  • 4
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka

Inne książki autora

Okładka książki Black Widow Modern Era Epic Collection. Widowmaker Daniel Acuña, Paul Cornell, Manuel Garcia, John Paul Leon, Marjorie M. Liu, David Lopez, Jim McCann, Tom Raney, Duane Swierczynski
Ocena 0,0
Black Widow Modern Era Epic Collection. Widowmaker Daniel Acuña, Paul Cornell, Manuel Garcia, John Paul Leon, Marjorie M. Liu, David Lopez, Jim McCann, Tom Raney, Duane Swierczynski
Okładka książki Saucer Country: The Completed Edition Paul Cornell, Ryan Kelly
Ocena 0,0
Saucer Country: The Completed Edition Paul Cornell, Ryan Kelly
Okładka książki Lex Luthor: Czarny pierścień - Tom 2 Ed Benes, Paul Cornell, Jesús Merino, Marco Rudy, Pete Woods
Ocena 6,4
Lex Luthor: Czarny pierścień - Tom 2 Ed Benes, Paul Cornell, Jesús Merino, Marco Rudy, Pete Woods
Okładka książki Lex Luthor: Czarny pierścień - Tom 1 Paul Cornell, Marcos Marz, Gail Simone, Pete Woods
Ocena 6,4
Lex Luthor: Czarny pierścień - Tom 1 Paul Cornell, Marcos Marz, Gail Simone, Pete Woods
Okładka książki Doctor Who: Adventures in Lockdown Chris Chibnall, Paul Cornell, Neil Gaiman, Mark Gatiss, Pete McTighe, Steven Moffat, Vinay Patel, Russell T Davies, Joy Wilkinson
Ocena 0,0
Doctor Who: Adventures in Lockdown Chris Chibnall, Paul Cornell, Neil Gaiman, Mark Gatiss, Pete McTighe, Steven Moffat, Vinay Patel, Russell T Davies, Joy Wilkinson

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Star Trek: Voyager: Wyzwanie dla Siedem Angel Hernandez
Star Trek: Voyager: Wyzwanie dla Siedem
Angel Hernandez Dave Baker
1. Fabuła i koncepcja: Komiks koncentruje się na postaci Siedem z Dziewięciu, jednej z najbardziej ikonicznych bohaterek „Star Trek: Voyager”. Historia przedstawia jej wewnętrzne zmagania oraz próbę odnalezienia równowagi między ludzką naturą a dziedzictwem Borgów. Siedem zostaje postawiona przed misją, która wystawia na próbę jej lojalność, zdolności oraz moralność. 2. Bohaterka: Siedem z Dziewięciu to postać złożona i wielowymiarowa, a komiks doskonale oddaje jej ewolucję. Obserwujemy jej walkę o zachowanie człowieczeństwa w obliczu trudnych decyzji oraz wyzwań, które zmuszają ją do ponownego zdefiniowania swojej tożsamości. 3. Styl graficzny: Ilustracje są szczegółowe, z dbałością o realistyczne przedstawienie technologii oraz samej postaci Siedem. Klimat statku Voyager oraz nieznanych światów został oddany w sposób wierny serialowi, co z pewnością spodoba się fanom. 4. Tematyka i przesłanie: Historia porusza klasyczne tematy „Star Treka”, takie jak poszukiwanie tożsamości, integracja jednostki z grupą oraz moralne dylematy. Siedem zmaga się z kwestią, czym jest człowieczeństwo i jakie są konsekwencje bycia częścią większej całości. Podsumowanie – dlaczego warto zakupić „Star Trek: Voyager – Wyzwanie dla Siedem”? Komiks oferuje głębszy wgląd w jedną z najbardziej fascynujących postaci „Voyagera”. Dzięki solidnej fabule, realistycznym ilustracjom i filozoficznym refleksjom nad naturą człowieczeństwa jest to pozycja obowiązkowa dla fanów Siedem z Dziewięciu i miłośników „Star Treka”. Idealnie łączy emocje z klasycznym klimatem kosmicznych przygód.
Kazadan - awatar Kazadan
ocenił na710 miesięcy temu
Star Trek: Następne Pokolenie - Lustrzany Wszechświat Angel Hernandez
Star Trek: Następne Pokolenie - Lustrzany Wszechświat
Angel Hernandez Scott Tipton David Tipton
1. Fabuła i koncepcja: Komiks przenosi czytelników do alternatywnego, brutalnego „Lustrzanego Wszechświata”, gdzie znane postacie ze „Star Trek: Następne Pokolenie” przedstawione są w mroczniejszych wersjach. Ta dystopijna rzeczywistość pełna jest intryg, zdrady i walki o władzę, co tworzy zupełnie nową dynamikę znanych bohaterów. 2. Bohaterowie: Kapitan Picard, komandor Riker i reszta załogi USS Enterprise-D są tutaj bezwzględnymi wersjami samych siebie. Postacie zostały złożone i wielowymiarowe – ich motywacje są bardziej egoistyczne, a relacje pełne napięcia. To fascynujące spojrzenie na „co by było, gdyby”. 3. Styl graficzny: Ilustracje są dynamiczne i mroczne, idealnie oddając brutalność i chaos Lustrzanego Wszechświata. Detale, zwłaszcza w przedstawieniu postaci i technologii, wiernie odwzorowują estetykę znaną fanom Star Treka. 4. Dla fanów serii: Komiks jest pełen nawiązań do klasycznych odcinków Star Treka i rozwija znaną już koncepcję Lustrzanego Wszechświata. To prawdziwa gratka dla wieloletnich fanów serii, ale fabuła jest na tyle przystępna, że nowi czytelnicy również znajdą w niej coś dla siebie. Podsumowanie – dlaczego warto zakupić „Star Trek: Następne Pokolenie – Lustrzany Wszechświat”? Komiks ten oferuje unikalne, mroczne spojrzenie na dobrze znanych bohaterów, ukazując ich w nowym, zaskakującym świetle. To doskonała lektura dla fanów Star Treka, którzy chcą zgłębić alternatywną rzeczywistość pełną intryg i brutalnych wyborów. Świetnie napisana fabuła, dynamiczne ilustracje i głębszy przekaz czynią ten komiks wartym uwagi.
Kazadan - awatar Kazadan
ocenił na910 miesięcy temu
Star Trek. Miasto na skraju wieczności według Harlana Ellisona Scott Tipton
Star Trek. Miasto na skraju wieczności według Harlana Ellisona
Scott Tipton David Tipton J.K. Woodward
1. Fabuła i kontekst: Komiks jest adaptacją jednego z najsłynniejszych odcinków oryginalnej serii „Star Trek” („The City on the Edge of Forever”),opartego na scenariuszu Harlana Ellisona. Historia przenosi kapitana Kirka i Spocka w przeszłość Ziemi, gdzie muszą zapobiec zmianie biegu historii. W centrum opowieści znajduje się dramatyczna relacja Kirka z Edith Keeler, kobietą, której przeżycie może mieć katastrofalne konsekwencje dla przyszłości. 2. Bohaterowie: Kirk stoi przed trudnym wyborem między miłością a obowiązkiem wobec Federacji. Jego dylemat moralny oraz silna relacja z Edith Keeler nadają historii głębi emocjonalnej. Spock, jako głos logiki, stanowi kontrast dla wewnętrznych zmagań Kirka, a ich współpraca w przeszłości pokazuje siłę ich przyjaźni. 3. Styl graficzny: Ilustracje oddają klimat klasycznego „Star Treka” z lat 60., jednocześnie dodając nowoczesną dynamikę. Ulice lat 30. XX wieku są szczegółowo odtworzone, co wzmacnia atmosferę opowieści. Styl rysunków wiernie odwzorowuje wygląd postaci i kostiumów. 4. Tematyka i przesłanie: Komiks porusza fundamentalne pytania o poświęcenie, miłość i konsekwencje naszych działań. To opowieść o trudnych wyborach i cenie, jaką trzeba zapłacić za ocalenie przyszłości. Podsumowanie – dlaczego warto zakupić „Star Trek: Miasto na skraju wieczności”? Ten komiks to doskonała adaptacja jednej z najbardziej poruszających i filozoficznych historii „Star Treka”. Łączy wciągającą fabułę z głębokim przesłaniem o moralności i poświęceniu. Zarówno dla fanów klasycznej serii, jak i nowych czytelników, jest to ponadczasowa opowieść o miłości, stracie i odpowiedzialności, która pozostaje aktualna do dziś.
Kazadan - awatar Kazadan
ocenił na910 miesięcy temu
Star Trek. Rok piąty. Tom 1 Jim McCann
Star Trek. Rok piąty. Tom 1
Jim McCann Silvia Califano Jody Houser Collin Kelly Jackson Lanzing Stephen Thompson Kieran McKeown Brandon Easton Martin Coccolo Thomas Deer
Jako osoba urodzona w 1983 roku, nie mogło dojść do sytuacji, abym nie wychował się na dwóch wielkich markach - Star Wars i Star Trek. Osobiście każdą z nich lubię za co innego i nie umiem wybrać, która mi się bardziej podoba. Natomiast zawsze podkreślam, że jestem większym fanem Picarda niż Kirka, choć tego pierwszego cenię za to, że wprowadził mnie w uniwersum Star Treka. Ten komiks to swoiste zakończenie pierwszej misji ekspedycyjnej U.S.S. Enterprise, która miała trwać 5 lat. Nie był to pierwszy okręt pod tą nazwą, ale nie można mu odebrać miana legendy. I to jak najbardziej zasłużonej. Sięgając po ten komiks cały czas huczało mi w głowie pytanie: Czy muszę odświeżyć sobie serial i kilka filmów, aby połapać się w fabule? Otóż, na szczęście nie, bo całość jest tak skonstruowana, że nawet totalny laik połapie się w przedstawionej tutaj historii. Komiks można potraktować jako skondensowany w jeden album cały sezon, gdzie wokół głównego motywu przewijają się wątki poboczne podzielone na osobne przygody. Rdzeniem jest zatem konflikt z Tolianami - rasą żywych kryształów, która żyje w odosobnieniu. Kirk wraz z swoją załoga ratują młodego przedstawiciela tego gatunku z ruin zmasakrowanej kolonii. Niesie to ze sobą poważne implikacje polityczne oraz zwraca uwagę starego wroga. Zatem mamy ponownie element wojen temporalnych, znajome z serialu zagrywki odnośnie spotkań z innymi rasami czy poznawanie przeszłych cywilizacji. Do tego garść znajomych postaci, w tym antagonistów, oraz prywatne sprawy co ważniejszych członków załogi Enterprise. W rezultacie czytając komiks miałem wrażenie, jakbym oglądał wcześniej nie emitowane w telewizji odcinki pierwszego serialu. Efekt zamierzony i jak najbardziej się udał. Jednak przy tym jest też swoista naiwność Kirka i jego wieczne szczęście, które zawsze musi prowadzić do Happy Endu. Za to własnie jakoś nie kocham tej postaci, bo inne seriale potrafiły być na tym polu bardziej bezkompromisowe. Zatem niespecjalnie mnie tutaj coś zaskoczyło, a szczególnie finał. Natomiast miło było poznać Tolian nieco bliżej, przypomnieć sobie nostalgiczne czasy, gdy za dzieciaka oglądało się w sobotę Star Treka oraz znów popływać w bezkresnym kosmosie. Ten komiks to takie zwieńczenie kosmicznej Odysei, której dowódca nie stracił całej załogi i ostatecznie powrócił do domu.
WPajęczejSieci - awatar WPajęczejSieci
ocenił na83 lata temu
Conan Barbarzyńca. Tygiel Luca Pizzari
Conan Barbarzyńca. Tygiel
Luca Pizzari Roge Antonio Jim Zub Robert Gill
"Conan Barbarzyńca. Tygiel" to kolejny tom przygód Cymeryjczyka, jaki ukazuje się na polskim rynku. Jak tym razem wyglądają przygody tego archetypicznego bohatera? Zeszyt podzielony został na dwie części. Pierwsza, czyli tytułowy Tygiel, opowiada o wizycie barbarzyńcy w dalekim mieście Garchall, gdzie rządzą tradycja i tajemnica. Conan staje do walki w świętym turnieju zwanym Tyglem. Pokonanie najeżonego pułapkami labiryntu, pełnego przerażających potworów, może mu zapewnić miejsce u boku boga znanego nie bez przyczyny jako Mnoga Śmierć. Dla Barbarzyńcy nie liczy się jednak nic poza przetrwaniem. Musi połączyć siły ze starym szamanem, honorową złodziejką, budzącym grozę niemową i innymi uczestnikami turnieju… lecz nie wie jeszcze, że wśród nich czai się zdrajca. Druga część jest o wiele krótsza i kontynuuje wątki zapoczątkowane w Tyglu. W Klątwie Nocnej Gwiazdy Conan walczy z klątwą tytułowego miecza, który zdobył podczas turnieju. Oręż stopniowo przejmuje nad nim kontrolę, doprowadzając do tego, że budzą się w nim najgorsze, krwiożercze instynkty. Całość kończy się cliffhangerem, zatem historia będzie kontynuowana w kolejnym tomie, który został już zapowiedziany. Muszę przyznać, że bawiłem się całkiem dobrze podczas lektury. Szczególnie do gustu przypadła mi druga historia, która w większym stopniu pokazała tragizm postaci Conana oraz trochę odmienne niż zazwyczaj oblicze tego bohatera. Tygiel za to mógł być świetnym nawiązaniem do filmu Cube czy literackiego Człowieka w labiryncie. Niestety scenarzysta, Jim Zub, poszedł na łatwiznę i postawił na znane i ograne motywy. Pomimo, że są emocje, intryga i zwroty akcji, miałem wrażenie, że można było z tego pomysłu wycisnąć o wiele więcej. Więcej na: CzasoStrefa
CzasoStrefa - awatar CzasoStrefa
oceniła na63 lata temu
Star Wars: Wojna łowców nagród Steve McNiven
Star Wars: Wojna łowców nagród
Steve McNiven Charles Soule
„Wojna łowców nagród” to pierwszy wielki crossover wszystkich serii ukazujących się pod szyldem „Star Wars”. Tego typu eventy charakteryzują się zazwyczaj wielkim rozmachem i ogromem akcji, rzadko jednak okazuje się, że zamieszanie towarzyszące takim tytułom jest uzasadnione. Czy tym razem także jest to „wiele hałasu o nic”? Sprawdźmy. Boba Fett musi dostarczyć do pałacu Jabby zamrożonego w karbonicie Hana Solo. Podczas transportu dochodzi jednak do nieprzewidzianych wydarzeń, w wyniku których ładunek zostaje skradziony. Fett rusza w pościg za zgubą, jednak szybko okazuje się, że ktoś dotarł do niej pierwszy. Nie jest to byle kto – do gry powraca potężna przestępcza organizacja, która ma własne, ukryte plany, a Solo może być dobrym środkiem do ich realizacji. Już sam tytuł komiksu sugeruje, że na pierwszym planie stać będzie w nim akcja. I faktycznie, praktycznie od samego początku jesteśmy rzuceni w szalony wir wydarzeń. Świetne wrażenie robi zwłaszcza zeszyt otwierający całość, w którym widzimy próbę dostarczenia Huttom przez Bobę Fetta zamrożonego w karbonicie Solo. To historia z gatunku tych uzupełniających fabularne luki, ale nie sprawiających przy tym wrażenia niepotrzebnych - prosta, lecz angażująca i sensowna. Tak to powinno wyglądać. Właściwa część albumu to już opowieść bardziej rozbudowana. Podobać może się przede wszystkim to, że na arenie wydarzeń pojawiają się nowi gracze – to nie tylko klasyczny konflikt między Imperium a Rebelią, ale także spojrzenie w głąb światka przestępczego Odległej Galaktyki. Mamy nowe postaci, mamy nowe relacje i zależności. To może się podobać, bo rozbudowuje obraz świata przedstawionego. Ale czy sama fabuła wystarczająco mocno angażuje? Do pewnego momentu na pewno, jednak krótko po połowie albumu nadchodzi moment, w którym scenarzysta skupia się bardziej na pokazaniu eskalującego i późniejszej konfrontacji niż budowaniu ciekawego świata. Wtedy też komiks spuszcza z tonu, przeradzając się w kosmiczną nawalankę i co za tym idzie, porywa już w znacząco mniejszym stopniu. Mnie osobiście w tym natłoku akcji bardzo brakowało jakiegoś lżejszego akcentu, charakterystycznego dla serii humoru, tymczasem „Wojna łowców nagród” jest poważna. Czasami aż za bardzo. W centrum wydarzeń tego komiksu znajduje się nie kto inny, jak Han Solo. Najsłynniejszy przemytnik galaktyki tym razem nikomu nie ma jak podpaść, bo nie wypowiada ani słowa. Osadzenie fabuły w momencie, gdy jeden z najmocniejszych bohaterów franczyzy zostaje wyłączony z akcji, to swoją drogą bardzo interesujący pomysł – pokazuje, jak istotnym bohaterem jest Solo – nawet kiedy jest teoretycznie wyłączony z obiegu, wpływa mocno na przebieg wydarzeń. Ilustracje Luke’a Rossa i Davida Messiny nie podnoszą znacząco wartości albumu, ale też nie ciągną całości w dół. To przyzwoita, rzemieślnicza robota, której zaletą jest przede wszystkim to, że bohaterowie przypominają siebie. Można mieć jednak zastrzeżenia do kolorowania, bo są tu momenty, w których pierwszy plan zbyt mocno zlewa się z tłem – wtedy kadry potrafią stać się mało czytelne, co potrafi wpłynąć na płynność lektury. Główny album eventu „Wojna łowców nagród” sprawia w zasadzie całkiem pozytywne wrażenie. Daleko mu co prawda do najlepszych komiksów franczyzy, ale dostarcza sporej dawki szybkiej akcji, która w znacznej mierze angażuje. Komiksowi co prawda przydałoby się więcej luzu, ale pamiętając, o co w tej opowieści chodzi, mogę uznać, że skoro stawka wysoka, to i bohaterom niespieszno do „heheszków”. Ogólnie rzecz biorąc, bawiłem się nieźle – i tak właśnie oceniam ten komiks: jako niezły. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/10/star-wars-wojna-owcow-nagrod.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na65 miesięcy temu
Star Wars: Tom 3: Wojna łowców nagród Charles Soule
Star Wars: Tom 3: Wojna łowców nagród
Charles Soule Ramon Rosanas
Recenzja komiksu "Star Wars: Tom 3: Wojna łowców nagród" Trzeci tom serii komiksowej osadzonej między „Imperium kontratakuje” a „Powrotem Jedi” koncentruje się na jednym z najgorętszych tematów galaktyki – polowaniu na Hana Solo zamrożonego w karbonicie. Opowieść splata losy różnych frakcji, w tym Rebelii, Imperium i świata przestępczego, tworząc pełną akcji i intryg historię. W tej części Leia, Luke i Lando starają się odzyskać swojego przyjaciela, jednak nie są jedynymi zainteresowanymi zdobyciem cennego ładunku. Na ich drodze stają znani łowcy nagród, tacy jak Boba Fett, Dengar czy Bossk, a także potężne syndykaty przestępcze. Pojawienie się Crimson Dawn, dawno uznanej za martwą organizacji, wprowadza dodatkowe napięcie i komplikuje sytuację. Akcja w tym tomie jest bardzo dynamiczna – pełna pojedynków, pościgów i zaskakujących zwrotów akcji. Konflikty między postaciami są dobrze zarysowane, a historia trzyma w napięciu do samego końca. Jednym z najmocniejszych elementów komiksu jest ukazanie bezwzględności galaktycznych łowców nagród i ich wewnętrznych rywalizacji. Pod względem wizualnym komiks prezentuje solidny poziom. Ilustracje są szczegółowe i dobrze oddają klimat świata Gwiezdnych Wojen, chociaż styl rysunków może nie przypaść do gustu wszystkim czytelnikom. Mimo to sceny walk i dynamicznych starć są wykonane efektownie i dodają historii tempa. „Wojna łowców nagród” to tom, który wyróżnia się na tle poprzednich części intensywnością akcji i napięciem fabularnym. Dla fanów Gwiezdnych Wojen oraz miłośników świata łowców nagród będzie to świetna lektura, która rozszerza galaktyczną intrygę i przygotowuje grunt pod kolejne wydarzenia w serii.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Diuna: Opowieści z Arrakin Brian Herbert
Diuna: Opowieści z Arrakin
Brian Herbert Jakub Rebelka Kevin J. Anderson Adam Gorham Patricio Delpeche
„Diuna: Opowieści z Arrakis” to wyjątkowa pozycja w komiksowym uniwersum „Diuny”, która wprowadza nas w mniej znane historie i postacie tego rozległego świata. Zamiast skupić się na głównych wydarzeniach związanych z rodem Atrydów, komiks ten poszerza opowieść o opowieści z życia innych ludzi i istot zamieszkujących pustynną planetę Arrakis. To nie tyle kolejna część głównej sagi, co zbiór opowieści, które pokazują różnorodność i złożoność tego wszechświata. Fabuła „Opowieści z Arrakis” jest zbudowana z kilku odrębnych, lecz powiązanych historii, które przeplatają się ze sobą, tworząc pełniejszy obraz życia na tej nieprzyjaznej planecie. Każda z opowieści ma swoich bohaterów, którzy stają przed swoimi własnymi dylematami, ale wszystkie te historie mają wspólny mianownik – życie na Arrakis, pełne niebezpieczeństw, tajemnic i nieustannej walki o przetrwanie. Komiks ukazuje mniejsze, ale równie ważne postacie, które nie miałyby szans na swoje pięć minut w głównych tomach sagi. Możemy śledzić historie mieszkańców Arrakis, handlarzy przyprawą, mieszkańców pustyni, a także rasy Fremenów – ludzi, którzy najlepiej rozumieją surową rzeczywistość tej planety. Warto podkreślić, że „Opowieści z Arrakis” to doskonała okazja, by spojrzeć na świat Diuny z innej perspektywy – nie tylko na tych, którzy kierują politycznymi intrygami, ale także na tych, którzy żyją z dnia na dzień, walcząc o przetrwanie w tym brutalnym środowisku. Rysunki w „Opowieściach z Arrakis” to prawdziwa uczta dla oka. Artysta doskonale uchwycił charakterystyczną estetykę Diuny, oddając majestatyczność i surowość tej pustynnej planety. Pustynne krajobrazy, w których piaski zdają się rozciągać w nieskończoność, a także surowe i brutalne architektury, są przedstawione w sposób pełen szczegółów. Kolorystyka komiksu, z dominacją złotych i piaskowych odcieni, doskonale współgra z atmosferą „Diuny”, oddając ciepło słońca i niebezpieczeństwo, które czai się na każdym kroku. Jednocześnie artysta umiejętnie oddaje zmieniające się nastroje – od scen pełnych napięcia po spokojniejsze chwile refleksji, które także są nieodłącznym elementem życia na Arrakis. Komiks nie skupia się wyłącznie na akcji, ale także na emocjach, które towarzyszą postaciom. Historie te, choć pozornie mniejsze, mają swoje własne, często głębokie przesłanie. Widzimy ludzi, którzy starają się poradzić sobie z brutalnością swojego świata, odnaleźć sens w codziennej walce, a także zmierzyć się z tym, co nieuniknione. Każda z tych opowieści jest pełna emocji, moralnych wyborów, a także subtelnych nawiązań do głównych wątków sagi „Diuny”.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród Minkyu Jung
Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród
Minkyu Jung Alyssa Wong Federico Sabbatini
Recenzja komiksu "Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród" Trzeci tom serii Star Wars: Doktor Aphra, zatytułowany Wojna łowców nagród, wprowadza nas w jeszcze większe galaktyczne intrygi, przynosząc dynamiczną akcję i niebezpieczne sojusze. Alyssa Wong kontynuuje opowieść o przebiegłej archeolożce, której losy splatają się z jedną z największych konfrontacji w świecie łowców nagród. Fabuła Aphra i jej partnerka Sana Starros zostają wplątane w skomplikowaną sieć zdrad i interesów, gdy konflikt między najsłynniejszymi łowcami nagród osiąga punkt kulminacyjny. Podczas gdy inne frakcje galaktyki ścierają się o nagrodę, Aphra – wierna swojej naturze – próbuje wykorzystać zamieszanie na swoją korzyść. Tym razem na jej drodze stają nie tylko dawni znajomi, ale i nowi przeciwnicy, którzy nie zamierzają pozwolić jej na łatwy zarobek. Styl i narracja Alyssa Wong nadal świetnie rozwija postać Aphry, podkreślając jej zdolność do manipulacji, a jednocześnie ukazując, że każda decyzja ma swoją cenę. Historia jest pełna napięcia i zwrotów akcji, a dynamiczne interakcje między bohaterami sprawiają, że trudno oderwać się od lektury. Warstwa graficzna Marika Cresta po raz kolejny dostarcza szczegółowe i pełne ekspresji rysunki, które doskonale oddają emocje bohaterów oraz intensywność bitew i pościgów. Kolorystyka Rachelle Rosenberg dopełnia całość, nadając scenom odpowiedni klimat – od mrocznych zakamarków przestępczego półświatka po tętniące życiem kantyny. Plusy i minusy Plusy: Intensywna, pełna akcji fabuła powiązana z większym wydarzeniem w uniwersum Star Wars. Świetnie rozpisane relacje między bohaterami. Złożona i charyzmatyczna główna postać. Dobrze zrealizowana warstwa wizualna. Minusy: Wątki poboczne mogą wydawać się nieco chaotyczne przez powiązanie z główną linią fabularną eventu Wojna łowców nagród. Niektóre postacie poboczne mogłyby mieć więcej czasu antenowego. Podsumowanie Star Wars: Doktor Aphra. Tom 3: Wojna łowców nagród to kolejna emocjonująca odsłona serii, która łączy archeologiczną przygodę z brutalnym światem przestępczym galaktyki. Fani Aphry na pewno będą zadowoleni z jej kolejnych intryg, a osoby śledzące wydarzenia Wojny łowców nagród znajdą tu ciekawe rozwinięcie konfliktu. To solidna kontynuacja, która nie zwalnia tempa i pozostawia czytelnika z chęcią na więcej.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na71 rok temu
Star Wars: Piloci Tie Geraldo Borges
Star Wars: Piloci Tie
Geraldo Borges Juan Gedeon Michael Dowling
Komiksy i książki z uniwersum „Star Wars” skupiają się najczęściej na jednej stronie konfliktu – senatorach Republiki oraz Rycerzach Jedi – to oni zazwyczaj znajdują się w centrum uwagi twórców, a co za tym idzie, także czytelników. Rzadko mamy okazję zajrzeć głębiej za kulisy drugiej strony wielkiego galaktycznego konfliktu. Czasami pojawiają się jednak tytuły, które uchylają nieco rąbka tajemnicy i przybliżają sylwetki tych, którzy walczyli dla chwały Imperium. „Piloci TIE” to jeden z nich. W obliczu narastającego zagrożenia ze strony Rebelii, Imperium kładzie coraz mocniejszy nacisk na funkcjonowanie specjalnej eskadry Tie Fighterów. Piloci, szkoleni latami fachowcy, uczestniczą w karkołomnych misjach, które mają kluczowe znaczenie dla powodzenia polityki Palpatine’a. Pewnego dnia dochodzi do wewnętrznego buntu, a wrogiem staje się jeden z imperialnych dygnitarzy. Walkę z nim i wiernymi mu szturmowcami trzeba pogodzić z tropieniem śladów Rebelii. To, o czym pisałem we wstępie, to dla mnie największa zaleta omawianego albumu. Oczywiście nie wystarczy, że komiks opowiada historię z perspektywy Imperium – na szczęście idzie za tym również jakość wykonania. Autorka oferuje opowieść, z której kart przekonujemy się, że żołnierze walczący dla Imperium wcale nie są cynicznymi draniami przeżartymi do szpiku kości i hołdującymi złu. To zwyczajni ludzie, żołnierze. Mają swoje ambicje, mają marzenia, wierzą w określone ideały. Houser pokazuje, że nie musimy zakładać, że to ludzie niewarci szacunku. Bardzo mi się takie podejście podoba, bo dodaje do Uniwersum Star Wars potrzebnych odcieni szarości. Jody Houser skonstruowała opowieść w taki sposób, że w każdym z pięciu zeszytów, poza główną fabułą, zawartych zostało kilka stron, na łamach których przybliżani są poszczególni członkowie 204. Dywizji Imperium. To udany manewr, pozwala on bowiem czytelnikowi lepiej poznać bohaterów, odrzeć ich z anonimowości imperialnego munduru i nadać indywidualny rys. W efekcie łatwiej zżywamy się z postaciami i mocniej przeżywamy ich potyczki, a w każdej z nich ktoś może oddać życie. Jeśli jesteśmy przy kosmicznych bitwach, to ten element wypadł akurat w „Pilotach TIE” najsłabiej. Jody Houser nieszczególnie dobrze oddaje dramaturgię potyczek gwiezdnych myśliwców. Autorce lepiej wychodzi kreowanie napięć w skali mikro, między bohaterami. Na szczęście to właśnie dobrze przedstawionych relacji międzyludzkich jest w omawianym komiksie więcej, dlatego wada potencjalnie największa, okazuje się w efekcie wadą mało znaczącą. Ilustracje lepiej prezentują się w bardziej statycznych momentach, rozgrywających się na stacjach kosmicznych, w zamkniętych pomieszczeniach. Kiedy akcja przyspiesza, a piloci wskakują do swoich błyszczących maszyn, kadry stają się odrobinę zbyt chaotyczne i przeładowane. Paradoksalnie, jak na tytuł poświęcony machinie wojennej Imperium, tych scen konfrontacyjnych nie ma wcale tak dużo. Ale w tym przypadku wyszło to na dobre. „Piloci TIE” to naprawdę udany „Star Warsowy” stand-alone, który dostarcza przyzwoitej jakościowo rozrywki (w przypadku tej franczyzy to właściwie obowiązek) i okrasza to dobrze zarysowanymi bohaterami. Efekt jest satysfakcjonujący, bo mamy do czynienia z komiksem, który świetnie się czyta, i który nie powinien nikomu wypaść z głowy chwilę po przeczytaniu. Recenzja do przeczytania także na moim blogu - https://zlapany.blogspot.com/2025/06/star-wars-piloci-tie-recenzja.html
Marek Adamkiewicz - awatar Marek Adamkiewicz
ocenił na79 miesięcy temu
Star Wars: Leia. Trzy wyzwania księżniczki. Tom 1 Claudia Gray
Star Wars: Leia. Trzy wyzwania księżniczki. Tom 1
Claudia Gray Haruichi
Tak jak czy to z Sagą literacką, przeniesioną z ekranu na książkowy byt, ,,Obcego”, czy również w tym samym czytelniczym zabiegu, czyli w przypadku wiecznych Mocą i walkami na miecze świetlne ,,Gwiezdnymi Wojnami”, gdzie szczególnie w pamięci nieźle potrafi się wryć ,,filmowa powieść” w tym Uniwersum: ,,Imperium Kontratakuje”, lubieć można ,,fanowskie ogarnianie” serii lektur po danych dziełach kinowych, serialowych etc., które to są ich specyficznymi adaptacjami, co lubię określać mianem ,,książek po filmie”, tak można robić podobnie, lecz zamiast całego adaptowanego obrazu dajemy dla tego zabiegu jego ważną postać, tą filmową perełkę, która zapisała się nie tylko w danym tytule raz na zawsze, ale i ustanowiła swego rodzaju znak rozpoznawczy dla całego Świata, który reprezentuje. Dlatego też: adaptacja jakiejś, dajmy na to, bohaterki, dajmy na to: z omawianych Gwiezdnych Wojen, i to ani nie w serialu, ani nie w animacji, ale za to w innym dość niespodziewanym dla starwarsowych realiów medium – czy to miałoby rację bytu? No a dlaczego by nie? W końcu czego nie robi się dla fanów, dla samego dziedzictwa danej marki? Albo i dla jej bohaterów, czyż nie? Popkultura to olbrzymi niekończący się wór mikołajowych prezentów, który nie ma dna – możemy w nim przebierać do woli! Jest tak samo interesująca nas, jak dana, określona naszymi zainteresowaniami rozrywka, jak i coś przeciwnego czyli jak pozostała reszta z jej olbrzymiej różnorodności; jest ona tak samo prosta jak i skomplikowana, tak samo bogata jak i uboga w przekaz, idee, wartości. Jest zespołem obiektywnych fizycznych dóbr, z których tylko doświadczający je widz, czytelnik, czy po prostu typowy nerd wybiera to, co jest mu bliskie, a co totalnie miałkie i niepasujące. Dobra ludzkie w sferze ,,masówki” nabierają sensu podczas ich subiektywnego doświadczania. To na naszych opiniach, gustach i guścikach zbudowany jest w dużej mierze mechanizm popytu i podaży w czymś co można nazwać ,,przemysłem popkulturowym”. I w tym biznesie rozrywki jednym z najbardziej pożądanych na świecie wśród geeków wszelkiej maści mediów tudzież dóbr popkulturowych jest jej forma filmowo-serialowa, niby najprostsza i najłatwiej dostępna, ale… to dzięki wielkiemu i małemu ekranowi oraz w obecnej erze dzięki ,,streamingom, których ilości dzisiaj zliczyć już nie jesteśmy w stanie” można mówić o utrzymywaniu ciągłego realizowania się mechanizmu ,,książki po filmie”. A do takiego procesu, który w naszej kulturze jest coraz lepiej znany i odbierany należy nawet, i to jest spore zaskoczenie, medium japońskiego komiksu, tzw. mangi. Jaki to świat jest mały, że nawet lucasowskich, a obecnie rozwijanych pod buciorem disnejowskiej ,,lordozo-apoptozy” ,,Gwiezdnych Wojen” potrafiła, pisząc o tym w pozytywnym kontekście, tak niezwykle sprytnie uczepić się manga. Niedawno zresztą nikt nie przypuszczałby, że nawet za miliardy lat, gdy ,,Wszechświat osiągnie stadium śmierci z racji postępującej entropii!”, ukochane przez geekowskie mordeczki na całym świecie ,,starwarsy” doczekają się swojego realizowanego formą z kraju kwitnącej wiśni komiksu. W globalnym przemyśle mangowym, a tym bardziej w Polsce, z mangami z (niegdyś) Uniwersum papy Lucasa nie jest aż tak różnorodnie, jakby to mogło na pierwszy rzut takich rozkmin i oczekiwań odbiorcy galaktycznych treści się wydawać. Na naszym rodzimym rynku tylko (i aż!),w co ciężko uwierzyć prawa do tłumaczenia i wydawania gwiezdno-wojennych mang posiada ,,Egmont Polska”. Na dzień dzisiejszy firma ta wydała łącznie, nie patrząc się na ilości tomów w danej serii i samą ich ilość, około 9 z małym poślizgiem komiksów. DC i inne adaptacje rozmaitych małych lub jak kto woli większych Uniwersów, stety bądź nie, mają podobnie, albo i gorzej. Jak widać Star Wars i inne marki, ze swoimi treściami w formie japońskiego komiksu dopiero zdobywają pierwsze szlifu w być może przyszłym zalaniu rynku tego typu medium. W końcu od czegoś trzeba zacząć, a jednym z pierwszym mediów tego pokroju, które pojawiły się dzięki ,,Egmontowi” w Polsce, i które to dotyczyły franczyzy Gwiezdnych Wojen jest manga pt. ,,Star Wars. Leia. Trzy wyzwania księżniczki” – to ten cykl staje się przykładem wspominanej powyżej modyfikowanej, bo w końcu to manga a nie klasyczna powieść czy zwykły komiks, ,,książki po filmie”, co najbardziej można opisać jako ,,graficzna nowelizacja adaptacji losów postaci po filmie z jej udziałem”. I co istotne, tom pierwszy, który otwiera takowy specyficzny cykl ,,filmowych lektur” potwierdza to, jak bardzo takie inności adaptacyjne są fanom potrzebne: urozmaicenie Uniwersum, nowe medium, wzbogacenie Świata o nowe treści. Za pilotowe rozdanie ,,Trzech wyzwań księżniczki” odpowiada w warstwie scenariusza częściowo Claudia Gray, a w większości również za rysunki i całą kwestię graficzną tytułu: mangaka Haruichi. I chyba wyszło tu dość dobrze, jako przykład tegoż to omawianego mechanizmu. Bo z ,,książkami po filmie” jest tak, że należy je traktować jako swoiste wydłużenie projekcji ekranowego widowiska, i jako coś więcej niż tylko przepisane kilkadziesiąt stron scenariusza. Tę ,,filmową książkę”, czy mówiąc mało popularnie, choć w ,,Internetach” i wśród spotkań fanów krąży takowe określenie coraz częściej ,,nowelizację filmowego scenariusza”, jak z marszu, ot z pierwszego biegu powinno się porównać, aby ukazać to dlaczego takowe ,,przedłużone książki po filmie” są dla fanów wielu ich ulubionych Uniwersów istotne, do wielogodzinnego bytu audiowizualnego, którego to jakby nie było czytając odtwarzamy klatka po klatce, a w tym przypadku zdanie po zdaniu, strona po stronie w naszej wyobraźni. Ostatni raz wspomniane Gwiezdne Wojny " oglądałem ponad rok temu, i był to ,,Epizod IV, Nowa Nadzieja”. To właśnie ten film można pośrednio uznać za źródło z którego twórcy tej mangi mogli się oprzeć pisząc scenariusz, jak i kreując grafikę. A wszystko dlatego iż czas akcji tomu pierwszego mangi o księżniczce Lei osadzony jest na kilka lat przed omawianym ,,Epizodem IV”, w którym to kluczową rolę odegrała m.in. nie inaczej: skromna osóbka, lecz o silnym duchu młoda Leia Organa. Siłą rzeczy ten klasyk filmowy będzie najbliższym źródłem do którego można podchodzić jako pierwowzór do książkowo-komiksowej adaptacji ,,Lei w jej filmie”, którą to niniejszym omawiam. Zamieszanie w postaci tego, ile autor/autorzy czerpią z powieści Gray, i czy to jest adaptacja nie filmu a jej książki, zostawmy na bok. W ,,starwarsach" najważniejsze są treści filmowe – od nich się wszystko zaczęło, a jeśli miałoby się kiedykolwiek skończyć, to tylko na dziele filmowym. Warto więc było, oj warto, z racji takich rozważań i z racji zwykłej fanowskiej ciekawości zapoznać się z pilotem ,,Trzech wyzwań księżniczki”; a była to manga nietuzinkowa, bardziej eksperymentalna niż konkretna w treści, także co najmniej, co najmniej dobra. Haruichi, nie mówiąc na ten moment o scenariuszu, gdyż to jest nieco bardziej złożona kwestia, który to zapewne bazuje (a został pisany przez tą autorkę) na powieści Kanonu Star Wars pt. ,,Star Wars: Leia. Księżniczka Alderaana” Claudii Gray, zaprezentował się w swym fachu z całkiem dobrej strony. Graficznie nie jest to wybitne dzieło, jednak ,,kreska” potrafi być różnorodna i plastyczna. Świat kreślony taką ręką artysty nie jest wtórny i powtarzalny. Postaci się od siebie różnią w wyglądzie, nawet jeśli są to ludzie, inne gatunki, nawet jeśli cokolwiek przedstawiane jest w różnej skali, z różnego kąta, różną grubością samego konturu, jego dokładnością, intensywnością tuszu i innymi technikami. To wszystko razem sprawia wrażenie prawie że bardzo dobrej rysunkowej roboty, na pewno nie chałtury, ale i na pewno nie czegoś niezapomnianego; Haruichi jak na pierwsze skrzypce dla tej bohaterki w oficjalnej mandze franczyzy, kreśli dla naszej księżniczki całą grafikę w miarę rozsądnie. Pod względem specyfiki scenariusza tomu 1 ,,Wyzwań”, na pewno czuć tu rękę kogoś doświadczonego, kto musiał czuwać nad tym, aby tak istotna dla Sagi postać jak Leia nie została ,,skaszaniała” i skiełbaszona totalnie. Ktoś taki jak Claudia Grey, która dla pisarskiej części działalności Lucasfilm Ltd. (powieści, komiksy, mangi) dorasta do rangi tuz, niczego w swym scenariuszu (na pewno opartym na swym książkowym dziele) nic nie zepsuł, spisując się z realizacji zlecenia ,,dość miękko": fabuła, sądzę, jest w stanie trafić do ogólnego typu widza, ale czy można wycisnąć z niej coś więcej? Bardzo, ale to bardzo poruszających momentów, nie wiadomo jak silnej dramaturgii tu nie znajdziemy. Pokazuje się prawdziwość charakteru, chart ducha a także jej odwagę - cechy młodej Organy, która słynęła z Uniwersum w krzewieniu w Rebeliantach a potem w Ruchu Oporu nadziei, odwagi, ,,tego czegoś!" potrzebnego do ciągłej walki z najeźdźcą. ,,Trzy wyzwania księżniczki" w swym tomie pierwszym dają się poznać i polubić czytelnikowi, jako tego typu manga, która nie rozkręca się jakoś wybitnie jak typowe ,,starwarsy” w komiksach lub w filmach. Jeśli kojarzymy energię, która towarzyszy Lei przy jej scenach w filmach, to mniej więcej wiemy z czym ta manga w swej akcji ,,się je”. I tak też jest: lekko ospale, a raz z ciekawą dynamiką i intrygą. Jak na około 190 stron, fabuła rozkręca się tak, że tego się nie odczuwa – ta narracja tu po prostu jest i trzeba do niej przywyknąć. To taka zagadka, bo generalnie z tej graficznej powieści można być umiarkowanie optymistycznie, lecz nieprzesadnie usatysfakcjonowanym. Leia dorasta, sprawdza się w kryzysie no Wobani, w licznych pertraktacjach z Imperium, w swej całej zmyślności i sprycie, o którym byśmy ją nie posądzali. A to dopiero tom 1! Gdyby sama ,,kreska” i scenariusz zyskały więcej ,,ikry” i Disney oraz Lucasfilm Ltd. pozwolili by na więcej surowości i dojrzałości dla tej serii mangi, to może i sama księżniczka zyskałaby miano tak hardej i odważnej babki, jak Ellen Ripley ze Świata Obcego.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na61 rok temu
Diuna. Powieść graficzna. Księga 2. Muad'Dib Brian Herbert
Diuna. Powieść graficzna. Księga 2. Muad'Dib
Brian Herbert Frank Herbert Kevin J. Anderson Raúl Allén Patricia Martin
Diuna. Opowieść graficzna Tom 2 i 3 Czyli jak przypadkiem trafiłem do Miejskiej Biblioteki ;) Trochę czasu upłynęło od lektury tomu 1, bo jeśli dobrze pamiętam, przeczytałem ją chyba zaraz po seansie pierwszej części filmu Villeneuve. I jakoś nie mogłem się zebrać, żeby sprawdzić czy biblioteka wzbogaciła się o tom 2. A gdy już całkowicie w sposób nie planowany zajrzałem do dawno nie odwiedzanego przybytku, to ku mojemu lekkiemu zaskoczeniu byli już w posiadaniu 2 i 3 części komiksowej adaptacji Diuny. BRAWO JA :) Wrażenia? Było warto. Dostajemy porządne wydanie plus minus 180 stron graficznej opowieści otwierającego sage Herberta (Herbertów???) tomu historii planety Arrakis alias Diuny. Ciekawa kreska, wartka akcja, logicznie przedstawione wątki i wydarzenia przykuwają Naszą uwagę i pozwalają po raz kolejny zanurzyć się w ten niesamowity świat wykreowany przez autora (autorów) I mimo iż wiemy przecież doskonale jak to się kończy i do czego zmierza, to czyta się świetnie i z narastającą ekscytacją. Dla mnie, jako wielkiego fana komisów od lat, jest to kolejny przykład, jaka siła drzemie w graficznych małych perełkach, historiach rysowanych z pasją, wyczuciem i zaangażowaniem. Jeśli Kogoś z Was, moi Drodzy, ominęła jak dotąd przyjemność obcowania z taką adaptacją kultowej sagi to z całego swego małego serduszka polecam Waszej uwadze wspomniane wyżej tomy. Bo naprawdę warto poświęcić te kilka godzin na lekturę całego cyklu. Na podparcie swych słów, powiem tylko że z przyjemnością, poznał bym dalsze losy ludu pustyni i losy Paula Atrydy, przedstawione w taki właśnie sposób. 8/10 jak najbardziej zasłużenie. Ukłony i jak zawsze zapraszam do skomentowania jak Wasze wrażenia?
Tomasz Yetiy - awatar Tomasz Yetiy
ocenił na87 miesięcy temu
Star Wars: Darth Vader. Tom 3: Wojna łowców nagród Greg Pak
Star Wars: Darth Vader. Tom 3: Wojna łowców nagród
Greg Pak Guiu Vilanova Raffaele Ienco
Życie dzisiaj stało się tak samo łatwe... jak i trudne. Szczególnie dla młodych: kolejnych pokoleń, X, Y, Z... całej tej generacji ,,nowych przedstawicieli Cywilizacji". Przedstawicieli, którzy stali się jednym z docelowych ,,targetów”, jeśli chodzi o to komu przeznacza się całe zastępy ,,wypluwanych” przez potentatów globalnej rozrywki tworów popkultury. Teoretycznie ,,młodzi gniewni” w kwestii możliwości rozwijania swoich zainteresowań w kulturze masowej, wszystko, absolutnie wszystko, mają dostępne pod ręką. Czy to Marvel, czy DC, czy jakiś zwykły film, czy kolejna poczytna książka niezwykle popularnego pisarza sci-fi czy fantasy i horroru. Jest w czym wybierać, jednak ,,niby-łatwość” mieszająca się z faktyczną lekko sprzeczną trudnością życia nastolatków i młodych dorosłych egzystujących w pędzącym na złamaniu karku Świecie po 2020 roku, sprawiają, że mimo iż w popkulturze mamy wszystko ,,niby” pod ręką, to lekko zmieszani swoją niepewnością ,,teraz” i niepewnością w ,,przyszłości” ci właśnie ludzie, mogą ,,nabyć" swego rodzaju kulturowo-rozrywkowe rozdarcie, co do wyboru kolejnego i kolejnego filmu, książki, czy komiksu do doświadczenia, czy – co w tym przypadku może się robić nieco gorzej – zapoznania na zasadzie ,,tak, to będzie dla mnie pasją, zaczyna to coś po prostu znaczyć”. I tak, w ten sposób właśnie narodziło się rozbrajające nas fanów ostatnimi laty rozdarcie i ambiwalencja w środowisku gromadzonego wokół marki ,,Star Wars”; w ten sposób najbardziej poczytna Galaktyka w popkulturze stała się obiektem znienawidzenia jak i paradoksalnie jeszcze większego ku niej ,,hype’u”. Fandom na tym cierpi, a twórcy również jak i odbiorcy stawiani są coraz częściej w niezręcznej sytuacji, która skutkuje tylko, sądzę osobiście, tworzeniem ,,szybko, dużo i kolorowo”. To odbija się na jakości dzieł stanowiących o calutkich treściach i powodzeniu Nowego Kanonu Gwiezdnych Wojen. Cóż, my sami, nikt inny, my geecy!, my wszyscy jesteśmy po trochu sobie w tej starwarsowej kwestii winni: treści łatwo jest dostać, a do kina nikt ,,chodzi nie musi!”, skoro jest streaming i ,,Internety”. Rośnie zakup rzeczy używanych, gdzie nerd od Świata papy Lucasa może sobie z całości Uniwersum kupić cokolwiek za nieduże pieniądze… i to przez Internet. I co zaskakujące na swój ,,profetyczny, lekko anty-utopijny wydźwięk tej opinii: uważam, że sporo do sytuacji ,,rozdarcia” fandomu Star Wars i ambiwalencji i niezdecydowania się realizacyjno-twórczego w sercu funkcjonowania Disney’a i Lucasfilm Ltd., przyczynia się ,,mocno szeroko dostępna” wymiana danych, w której pierwsze skrzypce odgrywa Internet, Media Społecznościowe, telefonia komórkowa, gdzie wszystko dzięki tego rodzaju ,,łatwościom” wymienia się między sobą, i tak staje się dostępne, w niewyobrażalnie szybkim tempie: dzielimy się opiniami, tworzymy podcasty i filmiki na wszelakiej maści ,,youtubeopodobnych” stronach i serwerach. A to prowadzi do jednego: wystarczy moment i dane popkulturowe Uniwersum może ,,tak z miejsca, ze startu!” zostać znienawidzone lub pokochane, a jeden klik i lajknięcie więcej... spowodować zwolnienie danego artysty pracującego – w tym przypadku – przy Gwiezdnych Wojnach całym sobą, całą swoją pasją i zaangażowaniem. Z powyższych fanowsko-futurologiczno-informatycznych rozkmin, wynika jedno: żadne ,,Starwarsy” czy ,,Marvele” nie są bezpiecznie, nie mają obecnie żadnej konkretnej gwarancji uzyskiwania ciągłej i ciągłej popularności i nabycia wzrastającej pod względem przychodu dość stabilnej sytuacji finansowej – jest to troszku dziwne, ale właśnie ten aspekt ,,egzystencji" tychże marek przekłada się na zainteresowania danym Światem w ,,masówce”, a co za tym idzie: jakością i ilością tworzonego ,,contentu”. I jak tu fan ma wybrać z galaktycznego wora multum treści coś naprawdę konkretnego, fajnego, inspirującego do rozszerzania swojej wiedzy w zakresie tego Świata, czyli ukochanych Star Wars? Skoro z miesiąca na miesiąc przetwarzamy i wymieniamy między sobą ogromne ilości informacji, a sam Internet zamknął nas wszystkich, szczególnie młodych odbiorców w szczelnie zapieczętowanej puszcze; to samo można powiedzieć o technologiach SI, czego, mówiąc dość krótko, pokłosie widać w wielu seriach i filmach SW, gdzie efekty specjalne praktycznie i VFX wyglądają miejscami jakby były niedopracowane, generyczne, non-stop wypluwane przez modelowe, genialne algorytmy w stylu ,,Chatu GPT”. I dlatego, po raz kolejny, w tego rodzaju filozofizmach miłośnika tak szanowanej (niegdyś) marki ,,ex-właściciela” Papy Lucasa, pojawia się trudność w wybraniu czegokolwiek dla siebie odpowiedniego – można się temu dziwić jak i nie; wszystko zależy od gustów i silnej woli w nastawieniu się na zmiany w prądach twórczych i technologicznych stosowanych w pracy nad danym filmem, książką, serialem, animacją. I chyba najlepiej w takiej ,,gmatwaninie” decyzyjnej będzie gdy sięgnie się po coś w miarę ogólnie stabilnego, w Świecie SW związanego bardziej z klasyką ,,Legend” niż ,,Kanonem”, jednak opartego w Osi Czasu aktualnie rozbudowywanego Nowego Kanonu. Dobry komiks w gwiezdnowojennych rewelacjach twórczych… nigdy nie jest zły – to takie przedłużone w swym skutecznym działaniu remedium na ,,współczesny bul dópy” fana marki, i to młodego fana, niezdecydowanego z różnych powodów co do tego… ,,a no, co tu takiego teraz w tych starwarsach do lektury wybrać?”. Jest taki jeden komiks, tak właściwie to cała jego seria, którą reprezentuje: tom 3 cyklu ,,Star Wars – Darth Vader” kreowanego w działającym od 2014 roku Kanonie. Owe rozdanie z serii, którego to autorami są między innymi Raffaele Ienco, Greg Pak oraz Guiu Vilanova zatytułowane: ,,Wojna łowców nagród” wraz z siłą wydźwięku cyklu o owym Lordzie Sithów i pupilku Palpatine’a, sprawia i zarazem oferuje swego rodzaju okazję czy dwustronną umowę między fanem a całym środowiskiem Gwiezdnych Wojen, jedno: chyba to się nigdy, ale to nigdy nie wydarzy, nigdy nie nastąpi ten dzień, aby galaktyczne wojaże tam gdzie króluje Moc i walka na miecze świetlne, nagle przestały dla nas, choć to brzydko zabrzmi ‘się produkować’”. Takie właśnie zaskoczenie, ten pozytywny ,,szok neuronalny" potwierdza komiks ,,Wojna łowców nagród” – świetny, z pasją artystów pióra i myśli scenariuszowej, stworzony, gdzie zaskakuje wszystko: od pomysłów na fabułę owiniętą wokół Vadera i tytułowych ,,Łowców”, aż po (po raz kolejny zresztą) genialnie dostosowaną do intensywności i rodzaju narracji/fabuły ,,kreskę”. I szczerze: jest to kolejne (na tym samym poziomie, co dwa ostatnie historie z cyklu) owe komiksowe rozdanie serii ,,Star Wars – Darth Vader”, które nie spuszcza ani kropli pary z wysokiego poziomu twórczo-realizacyjnego, który wystartował z tomem 1-szym. Pozytywnie zaskakuje niniejszym fakt, że tom 3 dodał nam do oceanu starwarsowych możliwości kolejne cegiełki informacji, wiedzy, relacji, które okażą się po prostu mega ,,mięsiste” i niesłychanie intrygująco rozciągające jeszcze dalej i dalej Galaktykę GW o kolejne i kolejne dane. Mówiąc jeszcze inaczej: dostaliśmy w tej publikacji... coś od Gwiezdnych Wojen dla Gwiezdnych Wojen – coś, co sprawia że samo Uniwersum staje się po prostu lepsze, mniej zachwiane, zachęcające fanów do sięgania po jego ,,content”. A na deser, i czapki z głów za to dla rysowników i artystów myśli scenopisarskiej: Dartha Vadera i niektóre postacie poboczne w genialnej, ponad miarę wysokiej dyspozycji, co w obecnym rozstrojonym Świecie SW widujemy naprawdę rzadko. Ogólnie rzecz ujmując, choć to i tak troszku za skromnie, aby określić jaką ,,dobroć” zesłał na nas omawiany i recenzowany tom 3 ,,darthvaderowskiej” serii NK Galaktyki: graficznie oraz konsekwentnie co do logiki narracji i jej tempa, jak na około 140 stron przystało dzieje się w tym komiksie naprawdę turbo-dobrze. To tak skonstruowany byt, gdzie jednocześnie można go albo czytać szybko i zachwycać się linią grafiki, kadrowaniem, planszami etc., albo chłonąć do woli i odtwarzać każdą sekwencję w myślach, jakby to był ,,zaklęty w pułapce czasu”, żywy (dzięki takiemu obrazowi i rysunkowi) film. ,,Mrocznego serce Sithów” i tom 2 w kwestii sytuacji Vadera i jego decyzji, w których nawarstwiają się emocje Lorda, zżera konkurencję na śniadanko. Od początku nasz upadły Anakin znajduje się w cholernie dziwnej sytuacji. Jednak to w końcu potężny Sith, no i w połowie jeszcze Anakin – kto czytał tomy 1 i 2 serii wie, że w tym rozdaniu radzi sobie tak konsekwentnie jak poprzednio. Nie umyka mu nic, a zawierane sojusze cały czas kontroluje, chłodno kalkulując to kogo i dlaczego akurat napotyka na swojej drodze i ,,krucjacie przeciwko Imperatorowi”, którą mimo specyficznych wydarzeń z finału tomu 2, ciągle stara się kontynuować, tonując ,,tymczasowo” gniew, który w nim wre, aby nie dać wykryć się Imperatorowi ze swoimi zamiarami. Bywało i trochę zamieszania, zwłaszcza, gdy ma się w pamięci tą mocno refleksyjną część 2, ,,Prosto w Ogień” – w idącą od A do Z, prosto jak po sznurku fabułę ,,no.3" wtłacza się seria atakujących zamglony rozdarciem w Ciemnej Stronie kontrolowany, ale i próbujący się z tej kontroli ostatecznie wyrwać umysł Vadera, wspomnień, które to można nazwać danymi tylko jemu samemu refleksjami: czy aby na pewno dobrze zrobił odtrącając od siebie Luke’a? Takowe refleksje destabilizują dynamiczną fabułę, to fakt, ale bez nich nie odkrylibyśmy tego, czego nie znaliśmy dotychczas o upadłym Anakinie, jego emocjonalności po Ciemnej Stronie, także o Imperatorze i relacji między tą dwójką, bo wciąż w tym tomie ,,rzeźbi” ona główną część fabuły. A ta jak zwykle w tej serii: zaskakuje! Vader ściga nawet samego Solo i Hana aż po Korelię, broni się przed spiskowcami od Strony Imperatora i atakiem dobrze zaopatrzonych Łowców, takich jak IG-88. W końcu jego ,,związek” z ,,Mistrzem Sidiousem” kończy się dość patowo, choć nieźle dynamicznie: bez spoilerów można to określić, jako idealne zakończenie pod kontynuację w postaci… Epizodu VI Star Wars: ,,Powrotu Jedi”. Wszystko to co przedstawił gawiedzi spragnionej starwarsowej treści z serii ,,Darth Vader” jej tom 3, sprowadza (być może każdego z) czytających tytuł do jednego specyficznego wniosku: zaskakująca mimo strony refleksyjnej dynamika tomu, czasami wręcz porażająca tym, jak aż zieje ledwo co kontrolowanym gniewem (choć i tak częściowo się powstrzymuje) Vader, potrafi wprawić w stan pozytywnej błogości, optymizmu wobec tego, jak jeszcze mogła by potoczyć się przyszłość Vadera, gdyby ten zyskał całkowitą kontrolę nad swoją wolą i przeznaczeniem. Oby więcej takich historii, oby serię tą przeciągnięto w niedalekiej przyszłości do 7-8 tomów.
karpatkadobra - awatar karpatkadobra
oceniła na96 miesięcy temu
Pierwotny Jeff Lemire
Pierwotny
Jeff Lemire Andrea Sorrentino
Lemire i Sorrentino, to jeden z moich ulubionych komiksowych duetów. Ukazało się już u nas kilka ich wspólnych dzieł, oczywiście o różnym poziomie, czasem w ramach uniwersum DC, czasem autorskich, ale jakoś ten scenarzysta i rysownik uzupełniają się sprawiając, że nawet dość przeciętne ich tytuły sprawiają mi sporo przyjemności. Tym razem sięgają po kosmiczne klimaty, w ramach alternatywnej historii zimnowojennego wyścigu w drodze poza Ziemię. I podają to w klimatach tajemniczości, spisku, zagadki, czegoś nadprzyrodzonego. To coś jak odcinek "Z archiwum X" albo "Strefy mroku". USA i ZSRR wysyłają w kosmos zwierzęta, psa, a później małpy, ale coś się dzieje, one znikają, a rządy ukrywają prawdziwy przebieg tych nieudanych prób. W efekcie zaprzestano dalszych prób lotów kosmicznych, programy zamknięto, a tajemniczy los zwierząt staje się ściśle strzeżoną tajemnicą. To punkt wyjścia, który jednak nie został poprowadzony tak jak zapewne wiele osób by oczekiwało, bo spisek, tajemnica, gra wywiadów itp. tutaj są tylko pretekstem do snucia historii stawiającej na oddanie hołdu zwierzęcym pionierom lotów kosmicznych, przywołania ich postaci, zagrania na emocjach. Lemire napisał trochę wzruszającą, emocjonalną opowieść. Porusza to jakieś dziecięce nuty o tym, żeby los Łajki potoczył się inaczej. Całkiem to fajne, ale żeby uniknąć rozczarowania nie można nastawiać się na jakąś ambitniejszą fabułę, bądź sensacyjną, bo typową rodem z science fiction. To tu jest, ale powierzchownie, w uproszczeniu. A do tego dostajemy typową luźną zabawę formą plansz i kadrów przez Sorrentino. Coś co serwował np. w "Gideon Falls", ale tutaj utrzymując swój poziom jest jednak jakby skromniejszy, trochę widać pośpiech. Ma się wrażenie, że tak jak scenariusz powstawał szybko i mógł być lepiej rozpisany, to i rysunki, miejscami zachwycają, miejscami pozostawiają obojętnym, bądź są zbyt oszczędne dla przyjętej koncepcji. Ale całościowo ta prosta w zasadzie historia zadziałała. Pewnie jakbym nie był takim fanem tego duetu i oceniłbym ten komiks trochę niżej, a tak jestem ukontentowany.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na72 lata temu
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 3: Wojna Łowców Nagród Ethan Sacks
Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 3: Wojna Łowców Nagród
Ethan Sacks Paolo Villanelli
Recenzja książki „Star Wars: Łowcy Nagród. Tom 3: Wojna Łowców Nagród” – Ethan Sacks, Paolo Villanelli Galaktyczne podziemie płonie w ogniu konfliktu – łowcy nagród, syndykaty przestępcze i tajemnicze organizacje ścierają się w brutalnej wojnie. Trzeci tom serii „Łowcy Nagród” wprowadza nas w sam środek wydarzeń związanych z epickim crossoverem „Wojna Łowców Nagród”. Czy ta część spełnia oczekiwania? Fabuła Po wydarzeniach z poprzednich tomów Beilert Valance i Dengar zostają uwikłani w jeszcze większą intrygę. Gdy Boba Fett przewozi zamrożonego w karbonicie Hana Solo do Jabby, w galaktyce wybucha chaos – każdy chce przejąć cenny ładunek. Crimson Dawn, pod wodzą tajemniczej Qi’ry, wkracza do gry, co prowadzi do bezlitosnej rywalizacji między największymi łowcami nagród i syndykatami. Valance zostaje zmuszony do współpracy z Dengarem – jednym z najbardziej nieprzewidywalnych łowców – by przeżyć i znaleźć swoje miejsce w nowym układzie sił. Jego los zaczyna splatać się z większymi wydarzeniami, a zdrada czai się na każdym kroku. Wrażenia Ethan Sacks skutecznie wplata swoją opowieść w szerszy kontekst „Wojny Łowców Nagród”, co dodaje komiksowi większej skali i emocji. Wątek Valance’a rozwija się w ciekawy sposób, choć niektóre postacie – jak Dengar – momentami wydają się wrzucone do fabuły na siłę. Mimo to historia utrzymuje szybkie tempo, pełne akcji i napięcia. Paolo Villanelli ponownie dostarcza świetnie wyglądających ilustracji. Sceny walki, pościgi i pojedynki są dynamiczne, a klimat galaktycznego półświatka oddany jest w najmniejszych detalach. Kolorystyka i cieniowanie nadają całości mrocznego, surowego stylu, który pasuje do tej historii. Podsumowanie „Wojna Łowców Nagród” to najmocniejsza część serii do tej pory – akcja jest intensywna, a historia nabiera większej wagi dzięki połączeniu z crossoverem. Choć fabuła momentami jest przewidywalna, to całość dostarcza widowiskowej rozrywki i głębszego spojrzenia na świat przestępczy galaktyki. Fani Boba Fetta, Valance’a i mroczniejszych zakątków „Gwiezdnych Wojen” na pewno będą zadowoleni.
TerroR - awatar TerroR
ocenił na61 rok temu

Cytaty z książki Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Star Trek. Rok piąty. Tom 2: Nic słabszego od człowieka