The tales of Hans Christian Andersen in a beautiful new, collectable, illustrated gift edition.
Średnia ocen
0,0 / 10
Ta książka nie została jeszcze oceniona NIE MA JESZCZE DYSKUSJI
Bądź pierwszy - oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Kup Hans Christian Andersen's Fairy Tales w ulubionej księgarnii
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
pierwsze wrażenia zaraz po zakupie: - wydanie całościowo to bajka (stąd całościowo ocena pozytywna) Na minus: Made in China? Why? Na początek poszła "Królowa Śniegu" i powiem, że "Janek i Marysia" mnie wybijały z lektury. Zobaczę jak będzie dalej, chętnie sięgnąłbym po resztę z serii ale rozpęd w zakupie chwilowo wytracił impet
pierwsze wrażenia zaraz po zakupie: - wydanie całościowo to bajka (stąd całościowo ocena pozytywna) Na minus: Made in China? Why? Na początek poszła "Królowa Śniegu" i powiem, że "Janek i Marysia" mnie wybijały z lektury. Zobaczę jak będzie dalej, chętnie sięgnąłbym po resztę z serii ale rozpęd w zakupie chwilowo wytracił impet
Domowe porządki oprócz tego, że potrafią nieźle dać człowiekowi w kość, mogą od czasu do czasu zadziałać jak wehikuł czasu. To mi się właśnie niedawno przydarzyło. Kiedy porządkowałam półki z książkami z nadzieją, że uda mi się znaleźć jakieś dodatkowe miejsce na przybywające nieustannym strumieniem nowe lektury, spadł mi z wysokiej półki stary egzemplarz "Baśni" Andersena. Książka pokaźnych rozmiarów wydana w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku w tłumaczeniu Stefanii Bylin i Jarosława Iwaszkiewicza, z ilustracjami Jana Marcina Szancera. I tak zaczęła się ta podróż do przeszłości. Jakże piękne w były w tym wydaniu ilustracje, prawdziwe małe dzieła sztuki ilustratorskiej. Dzisiejsze wykonywane komputerowo są tak toporne, krzykliwe i pozbawione charakteru, że zasługują w najlepszym razie miano obrazków.
Kiedy byłam dzieckiem największe emocje wywołała u mnie "Dziewczynka z zapałkami", ta historia dosłownie złamała mi serce. Chyba nie byłam jedyna, a w dodatku na niektórych ta opowieść nadal tak działa. Znałam przynajmniej jedną małą dziewczynkę, która na propozycję wysłuchania tej baśni gwałtownie zaprotestowała i zatykała palcami uszy.
Innego rodzaju wrażenie, ale takie na całe życie, wywarła na mnie "Królowa Śniegu". Rozbite lusterko i jego okruch, który tkwiąc w oku chłopca, zamienił go w kogoś zupełnie innego, obojętnego, obcego, bezdusznego. Miłość Gerdy do brata jest bezwarunkowa, więc dziewczynka nie waha się wyruszyć w podróż, aby odnaleźć i odzyskać dawnego Kaja. Gdy chłopiec zostanie uratowany mała rozbójniczka, pełna podziwu dla determinacji, odwagi i wytrwałości Gerdy, zapyta go bezceremonialnie: "Chciałabym wiedzieć, czy zasługujesz na to, żeby z twojego powodu pędzić na koniec świata". Pamiętam, że podzielałam wątpliwości małej rozbójniczki. Miałam poczucie, że miłość Gerdy do brata była raczej jednostronna, a nieadekwatne zachowanie uratowanego Kaja bardzo mnie rozczarowało. Wędrówce Gerdy do pałacu Królowej Śniegu cały czas towarzyszyła śmierć, która wciąż była obecna w tle. Andersen miał obsesję śmierci, bał się jej, zwłaszcza tej gwałtownej i niespodziewanej (tak przynajmniej twierdzi biografka pisarza). W baśniach Andersena śmierć bardzo często jest jedną z bohaterek. W "Królowej Śniegu" kwiaty w ogrodzie zapomnienia opowiadają przede wszystkim o śmierci. Jeden z nich mówi, że w Indiach razem ze zmarłym mężem w pogrzebowym ogniu płonie również żona, inny opowiada o podziemnym świecie umarłych. Wrona, która była przewodniczką Gerdy, także na końcu umiera. A kiedy Gerda i uratowany przez nią Kaj szczęśliwie wracają do domu, okazuje się, że są już dorośli i ich ukochana babcia dawno nie żyje. Ta baśń otwiera przed czytelnikami wiele pól do interpretacji. W najprostszym dziecięcym odbiorze jest historią o niezwykłej podróży i przygodach, o sile siostrzanej miłości, która rusza na odsiecz bratu. On jednak nie domaga się pomocy, żyje w zamku Królowej Śniegu i nie czuje się przez nią zniewolony, nie czuje się nieszczęśliwy, nie marzy o powrocie do babci i siostry, gdyby nie Gerda nigdy by już tam nie wrócił. Może właśnie dlatego poświęcenie siostry nie wzbudza jego wdzięczności. Takie a nie inne zakończenie książki może skłaniać do refleksji nad upływem czasu, niemożliwością powrotu do świata dzieciństwa, konsekwencjami naszych decyzji. Poświęcając całą swoją energię bratu, Gerda porzuciła przecież ukochaną babcię, a kiedy wróciła do domu nikt tam już na nią nie czekał.
Historia o małej Syrence nie aż tak bardzo poruszyła moją dziecięcą wyobraźnię. Pomimo tego z przyjemnością do niej powróciłam. Syrenka miała zwyczaj obserwowania ze swojej wodnej toni ludzi. Kiedyś dostrzegła księcia i zapragnęła stać się człowiekiem, zyskać nieśmiertelną duszę. O pomoc Syrenka zwróciła się do morskiej czarownicy, która odbiera jej syreni głos, a w zamian przemienia rybi ogon w ludzkie nogi. Syrenka myśli, że jeśli pokocha ją człowiek, ona zyska ludzką duszę. Sprawy potoczyły się nieco inaczej. Książę, owszem żywił wiele ciepłych uczuć do tego milczącego stworzenia, ale nie traktował syrenki jak prawdziwej kobiety, za żonę wziął sobie księżniczkę Mała syrenka - podobnie jak wielu innych bohaterów Andersenowskiego uniwersum - kocha i tęskni beznadziejnie. Zamiast spełnienia i szczęścia jej życie pełne jest cierpienia i niespełnienia.
Natomiast "Słowik" to wśród baśni Andersena zupełnie niezwykły utwór. Sporo w nim satyry i drwiny w opisach zachowań cesarskiego dworu. Niemądre damy dworu, chcąc zwrócić na siebie uwagę władcy i zyskać jego aprobatę, naśladują słowika, nabierają do ust wody i gulgoczą nie zwracając uwagi na śmieszność takiego zachowania. Natomiast marszałek dworu tak niebotycznie wbił się w dumę, że do wszystkich osób niższych rangą mówi tylko "p". Cały ten jarmark dworskiego błazeństwa, obłudy i próżności nie może jednak trwać bez końca. Nagle jakby rodem ze średniowiecznych dance macabre lub z płótna malarza surrealisty do cesarskiego pałacu przybywa śmierć, która siada okrakiem na cesarzu. Wokół potężnego władcy zasiadają dobre i złe uczynki. A kiedy chory i opuszczony przez dworzan cesarz wzywa na pomoc mechanicznego słowika, niespodziewanie pojawia się ten prawdziwy, którego kiedyś na rozkaz władcy pozbawiono wolności i zamknięto w klatce. Może dopiero wtedy cesarz po raz pierwszy zrozumiał, że wolności i piękna nie da się kupić za żadne bogactwa.
Myślę, że każdy ma swoje ulubione baśnie Andersena, do których powraca i o których myśli.
Domowe porządki oprócz tego, że potrafią nieźle dać człowiekowi w kość, mogą od czasu do czasu zadziałać jak wehikuł czasu. To mi się właśnie niedawno przydarzyło. Kiedy porządkowałam półki z książkami z nadzieją, że uda mi się znaleźć jakieś dodatkowe miejsce na przybywające nieustannym strumieniem nowe lektury, spadł mi z wysokiej półki stary egzemplarz "Baśni"...
Wspaniały zbiór baśni z morałem, na których dzieci rozwijają swoje marzenia, uczą się wrażliwości, miłości, odróżniać dobro od zła. Wciągają niezależnie od wieku. Będą aktualne jeszcze i za sto lat.
Jako rodzic potrafię powiedzieć, że czytanie dziecku takiej książki przywracało dzieciństwo i mnie.
Wspaniały zbiór baśni z morałem, na których dzieci rozwijają swoje marzenia, uczą się wrażliwości, miłości, odróżniać dobro od zła. Wciągają niezależnie od wieku. Będą aktualne jeszcze i za sto lat.
Jako rodzic potrafię powiedzieć, że czytanie dziecku takiej książki przywracało dzieciństwo i mnie.
Pięknie wydane baśnie, na zakup skusiła mnie okładka. Klasyka gatunku, dla mnie niektóre z baśni nie znane. Bardzo przyzwoity i zachęcający wstęp o autorze. Polecam
Pięknie wydane baśnie, na zakup skusiła mnie okładka. Klasyka gatunku, dla mnie niektóre z baśni nie znane. Bardzo przyzwoity i zachęcający wstęp o autorze. Polecam
Klasyczny zbiór baśni, na którym wychowały się u nas co najmniej cztery pokolenia (pierwsze tłumaczenia pochodzą z końca XIX wieku, a najpopularniejsze było i wciąż jest to autorstwa Cecylii Niewiadomskiej). Ja miałam wydanie trzytomowe, z lat 70., które ilustrował m.in. Janusz Stanny. Tym razem zmuszona byłam skorzystać z Wolnych Lektur, gdzie ilustracji nie ma, ale to nie szkodzi, do dziś mam przed oczami Karen biegnącą w czerwonych trzewiczkach z góry zmieniającej się w upiornego trolla, królewskie cielsko spływające kaskadami z zamku czy inkrustowanego kamieniami metalowego słowika z trupią czaszką zamiast łebka. Wolne Lektury oferują przekład Cecylii Niewiadomskiej, który jest obecnie krytykowany przez badaczy twórczości Andersena, głównie ze względu na „ugrzecznienia”, jakich dokonała tłumaczka. Niestety, dowiedziałam się tego po fakcie, a szkoda. Niewiadomska (nawiasem mówiąc, siostra TEGO Niewiadomskiego!) jest faktycznie odpowiedzialna za spopularyzowanie Baśni w Polsce i za wszczepienie ich do kanonu literackiego, jednak – jak zwraca uwagę choćby autorka nowego przekładu Bogusława Sochańska - pousuwała to, co uważała za niestosowne, wygładzając także język na bardziej literacki, elegancki. Może więc właśnie rozwiązaniem na spadek popularności Baśni wśród kolejnych pokoleń jest powrót do nie upupiających, bardziej bliskich oryginałowi przekładów. Mimo wszystko nawet w wersji ad usum Delphini widać, że to nie Disney. Kwiaty na balu zachowują się jak rozkapryszone damy, bocian zjada ropuchę, kobold ostatecznie musi myśleć o tym, by służyć temu, kto zapewni mu miód i masło. Bąk i piłka czy Motylek to satyry na ludzkie zachowania związkotwórcze. Niektóre historie, jak Matka, Czerwone buciki czy Dziewczynka z zapałkami, mają szarpać bebechy czytelnika i zmusić go do przeżywania cierpienia (a co za tym idzie, do refleksji),inne przypominają humorystyczne opowiastki, gdzie przez żart autor krytykuje ludzkie przywary (Motylek, Bąk i piłka, Kwiaty Idalki). Jest nawet kilka na tyle poważnych i przesyconych filozofią, które zupełnie nie pasują do etykietki „dziecięcej” (śmiało, wkręćcie znajomych, że Cień napisał Oscar Wilde, zakład, że się nabiorą!) Widać popularne w epoce zamiłowanie dla przyrody, której przypisywano życiodajne, uzdrawiające właściwości (Anioł, Słowik). W większości baśni w jakimś stopniu widoczne jest uwielbienie dla wiosny przeciwstawionej zimie (Królowa śniegu, Historia roku, Calineczka). Zima to śmierć, pustka – zaś wiosna to uczta dla zmysłów, miłość, regeneracja a nawet wskrzeszenie (bardzo mnie to irytowało, zdecydowanie nie był to dobry wybór lektury w okresie pylenia roślin ;-;). Zgodnie z regułami literatury romantycznej niezniszczalną i najmocniejszą siłą we wszechświecie jest miłość, ale jest to miłość niewinna i dobra, przeciwstawiona knującej, manipulującej (Królowa śniegu). Wymaga ogromnych poświęceń, cierpienia fizycznego, nierzadko oddania tego, co najcenniejsze (Mała syrena, Matka),ale koniec przynosi ukojenie, choć nie jest to typowy happy end, do którego przyzwyczaiły nas amerykańskie filmy familijne. Często szczęśliwym zakończeniem jest Niebo i życie wieczne albo uszczęśliwienie innej osoby kosztem siebie (Polny kwiatek, Z jednego gniazda, Anioł). Nic tu nie jest bezbolesne i łatwe – niepokorna dziewczynka musi stracić stopy, a zaczarowana księżniczka zostać wysmagana rózgami do krwi. W wielu baśniach pojawia się alter ego autora, bywa to człowiek (ubogi student, wiejskie dziecko),lub też przedmiot, zwierzę czy roślina odrzucone przez innych. W ogóle powracającym motywem jest pochwała wyjątkowości. Postać odrzucona przez okrutnych ludzi przez wzgląd na swą inność, na końcu odnajduje swoje miejsce i okazuje się w pełni rozkwitnąć sprowadzając swoich dawnych prześladowców do parteru, zostając królową elfów, łabędziem czy mężem królewny. Calineczka wszędzie czuje się niedopasowana, nie spełnia pokładanych w nią oczekiwań, nie uszczęśliwia jej stateczne życie u boku nudnego kreta albo pana ropucha – czego oczywiście nikt nie rozumie poza dobrotliwą jaskółką. Bohaterowie nie tylko czują się inni, ale także mają w sercu jakieś pragnienie szukania innego świata, bo ten w którym żyją im nie wystarcza, wyruszają więc w podróż, która jest niezbędna do przemiany. Żeby zmienić coś i znaleźć swoje miejsce, trzeba wykazać się odwagą i, jakby to powiedzieli współcześni kołcze, wyjść ze strefy komfortu. Brzydkie kaczątko bez opuszczenia fermy nie spotkałoby łabędzi, Calineczka siedząc w domu nie dotarłaby do krainy elfów, Mała Syrena gotowa jest na zawsze opuścić rodzinę, Gerda musi przejść wręcz całą Odyseję, by przywrócić do życia Kaja (jest nawet Kirke w postaci czarodziejki, która odbiera jej pamięć). W przeciwieństwie do baśni sprzed swojej epoki Andersen nie ogranicza się do postaci ludzkich czy zwierzęcych, ale czyni bohaterami swoich opowieści także rośliny (Kwiaty Idalki, Historia roku, Polny kwiatek, Anioł, Z jednego gniazda, Listek z nieba) czy domowe przedmioty jak papier, bąk, piłka, piernik. Można tu znaleźć dużo etyki chrześcijańskiej, jak w Dziewczynce z zapałkami, Matce, Czerwonych bucikach, a nawet nawiązań do biblijnych przypowieści (Len, Z jednego gniazda, Towarzysz podróży) i przypomnienie o obowiązku troski o ubogich – choć to ostatnie jest również lekcją z życia samego autora, który jako dziecko znosił koszmarną biedę. W ogóle znając troszkę historię samego Andersena można się dopatrzyć wątków autobiograficznych – niedobra dziewczynka nosi imię Karen, jak jego kłopotliwa przyrodnia siostra (w Polsce przełożono to jako Karusia). Najbardziej „bezczelna” w temacie jest historia Pod starą wierzbą, gdzie pisarz po werterowsku skarży się na kosza, którego dostał od Jenny Lind (tu bohaterka nazywa się Joanna, ale łatwo rozpoznać Lind – jest śpiewaczką i wiemy, że Andersen żywił do niej nieodwzajemnione uczucie). Biedna Jenny musiała się czuć okropnie, gdy czytała,jak bohater baśni umiera – prawie taki sam krindż jak u Maryli Wereszczakówny. Z perspektywy dorosłego widać niezaprzeczalnie, że Andersen był ewenementem w swojej „branży”. Nie spisywał wyłącznie baśni ludowych, jak większość autorów przed nim, ale przede wszystkim tworzył własne. Widać też, jak wielu twórców po nim korzystało z tego, co stworzył - bez małej rozbójniczki nie byłoby Pippi, bez Królowej Śniegu – Jadis, a U Króla Olch to w ogóle czyste fantasy.
Klasyczny zbiór baśni, na którym wychowały się u nas co najmniej cztery pokolenia (pierwsze tłumaczenia pochodzą z końca XIX wieku, a najpopularniejsze było i wciąż jest to autorstwa Cecylii Niewiadomskiej). Ja miałam wydanie trzytomowe, z lat 70., które ilustrował m.in. Janusz Stanny. Tym razem zmuszona byłam skorzystać z Wolnych Lektur, gdzie ilustracji nie ma, ale to nie...
Pięknie wydane baśnie naszego dzieciństwa wielu pokoleń, ponadczasowa treść. Rozkosz dla oczu, jeżeli chodzi o kolorowe ilustracje , nie trzeba do tego zapraszać. Sam Jan Marcin Szancer.
Cudowne baśnie , o sentymentalnym znaczeniu, niektóre trochę straszne ,inne wywołujące uśmiech na twarzy. Na pewno niezwykłe, magiczne. Teraz już nikt nie potrafi tym stylem i treścią dorównać duńskiemu autorowi. Przenosimy się do innego świata, doznajemy różnych wrażeń, przeżywamy przygody.
Dzieciom najbardziej przypadła do gustu baśń ,, Brzydkie kaczątko’’ i ,, Dzikie łabędzie’’. Ja lubię wyciskacz łez ,, Dziewczynka z zapałkami’’.
Książka jest piękna, tylko trzeba się na niej poznać i docenić, a nie doszukiwać się wad w archaicznym języku. Polecam ! Dla całej rodziny do czytania w święta przy choince, w lecie przy ognisku /tam gdzie wolno rozpalać/, w ciszy domowej przy kominku /jeśli ktoś posiada/.
Pięknie wydane baśnie naszego dzieciństwa wielu pokoleń, ponadczasowa treść. Rozkosz dla oczu, jeżeli chodzi o kolorowe ilustracje , nie trzeba do tego zapraszać. Sam Jan Marcin Szancer.
Cudowne baśnie , o sentymentalnym znaczeniu, niektóre trochę straszne ,inne wywołujące uśmiech na twarzy. Na pewno niezwykłe, magiczne. Teraz już nikt nie potrafi tym stylem i treścią...
Świąteczne opowieści Louisa May Alcott, Hans Christian Andersen, Jane Austen, Charles Dickens, E.T.A. Hoffmann, Selma Legerlöf, Lucy Maud Montgomery, Władysław Stanisław Reymont
Mistrzowie opowieści o morzu. Z głębin do brzegu Hans Christian Andersen, Alhierd Bacharewicz, Wolfgang Bauer, Lucia Berlin, Italo Calvino, Rimantas Černiauskas, Petros Charis, Chen Chuncheng, Thórdís Helgadóttir, Tove Jansson, Konstandinos Kawafis, Andrus Kivirähk, Mychajło Kociubynski, Yanick Lahens, Ursula K. Le Guin, Clarice Lispector, Luigi Malerba, Peter Mickwitz, Sharon Millar, Edo Popović, Mercè Rodoreda, Maria Elizabeth Rothmann, Judith Schalansky, Adania Shibli, William Somerset Maugham, Tomas Tranströmer, John Updike, Deborah Vogel
OPINIE i DYSKUSJE o książce Hans Christian Andersen's Fairy Tales
pierwsze wrażenia zaraz po zakupie:
- wydanie całościowo to bajka (stąd całościowo ocena pozytywna)
Na minus: Made in China? Why?
Na początek poszła "Królowa Śniegu" i powiem, że "Janek i Marysia" mnie wybijały z lektury.
Zobaczę jak będzie dalej, chętnie sięgnąłbym po resztę z serii ale rozpęd w zakupie chwilowo wytracił impet
pierwsze wrażenia zaraz po zakupie:
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- wydanie całościowo to bajka (stąd całościowo ocena pozytywna)
Na minus: Made in China? Why?
Na początek poszła "Królowa Śniegu" i powiem, że "Janek i Marysia" mnie wybijały z lektury.
Zobaczę jak będzie dalej, chętnie sięgnąłbym po resztę z serii ale rozpęd w zakupie chwilowo wytracił impet
Domowe porządki oprócz tego, że potrafią nieźle dać człowiekowi w kość, mogą od czasu do czasu zadziałać jak wehikuł czasu. To mi się właśnie niedawno przydarzyło.
Kiedy porządkowałam półki z książkami z nadzieją, że uda mi się znaleźć jakieś dodatkowe miejsce na przybywające nieustannym strumieniem nowe lektury, spadł mi z wysokiej półki stary egzemplarz "Baśni" Andersena. Książka pokaźnych rozmiarów wydana w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku w tłumaczeniu Stefanii Bylin i Jarosława Iwaszkiewicza, z ilustracjami Jana Marcina Szancera. I tak zaczęła się ta podróż do przeszłości. Jakże piękne w były w tym wydaniu ilustracje, prawdziwe małe dzieła sztuki ilustratorskiej. Dzisiejsze wykonywane komputerowo są tak toporne, krzykliwe i pozbawione charakteru, że zasługują w najlepszym razie miano obrazków.
Kiedy byłam dzieckiem największe emocje wywołała u mnie "Dziewczynka z zapałkami", ta historia dosłownie złamała mi serce. Chyba nie byłam jedyna, a w dodatku na niektórych ta opowieść nadal tak działa. Znałam przynajmniej jedną małą dziewczynkę, która na propozycję wysłuchania tej baśni gwałtownie zaprotestowała i zatykała palcami uszy.
Innego rodzaju wrażenie, ale takie na całe życie, wywarła na mnie "Królowa Śniegu". Rozbite lusterko i jego okruch, który tkwiąc w oku chłopca, zamienił go w kogoś zupełnie innego, obojętnego, obcego, bezdusznego.
Miłość Gerdy do brata jest bezwarunkowa, więc dziewczynka nie waha się wyruszyć w podróż, aby odnaleźć i odzyskać dawnego Kaja. Gdy chłopiec zostanie uratowany mała rozbójniczka, pełna podziwu dla determinacji, odwagi i wytrwałości Gerdy, zapyta go bezceremonialnie: "Chciałabym wiedzieć, czy zasługujesz na to, żeby z twojego powodu pędzić na koniec świata". Pamiętam, że podzielałam wątpliwości małej rozbójniczki. Miałam poczucie, że miłość Gerdy do brata była raczej jednostronna, a nieadekwatne zachowanie uratowanego Kaja bardzo mnie rozczarowało.
Wędrówce Gerdy do pałacu Królowej Śniegu cały czas towarzyszyła śmierć, która wciąż była obecna w tle.
Andersen miał obsesję śmierci, bał się jej, zwłaszcza tej gwałtownej i niespodziewanej (tak przynajmniej twierdzi biografka pisarza).
W baśniach Andersena śmierć bardzo często jest jedną z bohaterek. W "Królowej Śniegu" kwiaty w ogrodzie zapomnienia opowiadają przede wszystkim o śmierci. Jeden z nich mówi, że w Indiach razem ze zmarłym mężem w pogrzebowym ogniu płonie również żona, inny opowiada o podziemnym świecie umarłych. Wrona, która była przewodniczką Gerdy, także na końcu umiera. A kiedy Gerda i uratowany przez nią Kaj szczęśliwie wracają do domu, okazuje się, że są już dorośli i ich ukochana babcia dawno nie żyje. Ta baśń otwiera przed czytelnikami wiele pól do interpretacji. W najprostszym dziecięcym odbiorze jest historią o niezwykłej podróży i przygodach, o sile siostrzanej miłości, która rusza na odsiecz bratu. On jednak nie domaga się pomocy, żyje w zamku Królowej Śniegu i nie czuje się przez nią zniewolony, nie czuje się nieszczęśliwy, nie marzy o powrocie do babci i siostry, gdyby nie Gerda nigdy by już tam nie wrócił. Może właśnie dlatego poświęcenie siostry nie wzbudza jego wdzięczności. Takie a nie inne zakończenie książki może skłaniać do refleksji nad upływem czasu, niemożliwością powrotu do świata dzieciństwa, konsekwencjami naszych decyzji. Poświęcając całą swoją energię bratu, Gerda porzuciła przecież ukochaną babcię, a kiedy wróciła do domu nikt tam już na nią nie czekał.
Historia o małej Syrence nie aż tak bardzo poruszyła moją dziecięcą wyobraźnię. Pomimo tego z przyjemnością do niej powróciłam. Syrenka miała zwyczaj obserwowania ze swojej wodnej toni ludzi. Kiedyś dostrzegła księcia i zapragnęła stać się człowiekiem, zyskać nieśmiertelną duszę. O pomoc Syrenka zwróciła się do morskiej czarownicy, która odbiera jej syreni głos, a w zamian przemienia rybi ogon w ludzkie nogi. Syrenka myśli, że jeśli pokocha ją człowiek, ona zyska ludzką duszę. Sprawy potoczyły się nieco inaczej. Książę, owszem żywił wiele ciepłych uczuć do tego milczącego stworzenia, ale nie traktował syrenki jak prawdziwej kobiety, za żonę wziął sobie księżniczkę
Mała syrenka - podobnie jak wielu innych bohaterów Andersenowskiego uniwersum - kocha i tęskni beznadziejnie. Zamiast spełnienia i szczęścia jej życie pełne jest cierpienia i niespełnienia.
Natomiast "Słowik" to wśród baśni Andersena zupełnie niezwykły utwór. Sporo w nim satyry i drwiny w opisach zachowań cesarskiego dworu. Niemądre damy dworu, chcąc zwrócić na siebie uwagę władcy i zyskać jego aprobatę, naśladują słowika, nabierają do ust wody i gulgoczą nie zwracając uwagi na śmieszność takiego zachowania. Natomiast marszałek dworu tak niebotycznie wbił się w dumę, że do wszystkich osób niższych rangą mówi tylko "p". Cały ten jarmark dworskiego błazeństwa, obłudy i próżności nie może jednak trwać bez końca. Nagle jakby rodem ze średniowiecznych dance macabre lub z płótna malarza surrealisty do cesarskiego pałacu przybywa śmierć, która siada okrakiem na cesarzu. Wokół potężnego władcy zasiadają dobre i złe uczynki. A kiedy chory i opuszczony przez dworzan cesarz wzywa na pomoc mechanicznego słowika, niespodziewanie pojawia się ten prawdziwy, którego kiedyś na rozkaz władcy pozbawiono wolności i zamknięto w klatce. Może dopiero wtedy cesarz po raz pierwszy zrozumiał, że wolności i piękna nie da się kupić za żadne bogactwa.
Myślę, że każdy ma swoje ulubione baśnie Andersena, do których powraca i o których myśli.
Domowe porządki oprócz tego, że potrafią nieźle dać człowiekowi w kość, mogą od czasu do czasu zadziałać jak wehikuł czasu. To mi się właśnie niedawno przydarzyło.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKiedy porządkowałam półki z książkami z nadzieją, że uda mi się znaleźć jakieś dodatkowe miejsce na przybywające nieustannym strumieniem nowe lektury, spadł mi z wysokiej półki stary egzemplarz "Baśni"...
Wspaniały zbiór baśni z morałem, na których dzieci rozwijają swoje marzenia, uczą się wrażliwości, miłości, odróżniać dobro od zła. Wciągają niezależnie od wieku. Będą aktualne jeszcze i za sto lat.
Jako rodzic potrafię powiedzieć, że czytanie dziecku takiej książki przywracało dzieciństwo i mnie.
Wspaniały zbiór baśni z morałem, na których dzieci rozwijają swoje marzenia, uczą się wrażliwości, miłości, odróżniać dobro od zła. Wciągają niezależnie od wieku. Będą aktualne jeszcze i za sto lat.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJako rodzic potrafię powiedzieć, że czytanie dziecku takiej książki przywracało dzieciństwo i mnie.
Pięknie wydane baśnie, na zakup skusiła mnie okładka. Klasyka gatunku, dla mnie niektóre z baśni nie znane. Bardzo przyzwoity i zachęcający wstęp o autorze. Polecam
Pięknie wydane baśnie, na zakup skusiła mnie okładka. Klasyka gatunku, dla mnie niektóre z baśni nie znane. Bardzo przyzwoity i zachęcający wstęp o autorze. Polecam
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toᒍᗣК ᙅO ᖇOКᙀ, ŻᙓᙖƳ ƮᖇᗣᙃƳᙅᒍꙆ ᔑƮᗣŁO ᔑꙆĘ ⱿᗣᙃOŚĆ
Żყᥴⱬę ᙎᥲຕ Śωɩąt ρᥱłᥒყᥴᖾ ຕɩłośᥴɩ, ƙtóɾᥲ otᥙꙆᥲ ⳽ᥱɾᥴᥲ, ɩ ωⱬᥲʝᥱຕᥒᥱɠo ω⳽ρᥲɾᥴɩᥲ, ƙtóɾᥱ ᑯᥲʝᥱ ⳽ɩłę ω ƙᥲżᑯᥱʝ ᥴᖾωɩꙆɩ.
ᙁɩᥱᥴᖾ ᥴⱬᥲ⳽ ⳽ρęᑯⱬoᥒყ ⱬ ᑲꙆɩ⳽ƙɩຕɩ ρɾⱬყρoຕɩᥒᥲ o tყຕ, ᥴo ω żყᥴɩᥙ ᥒᥲʝωᥲżᥒɩᥱʝ⳽ⱬᥱ.
O ᥴɩᥱρłყᥴᖾ ⳽łoωᥲᥴᖾ, żყᥴⱬꙆɩωośᥴɩ ɩ ᥴᖾωɩꙆᥲᥴᖾ, ƙtóɾᥱ ᥒᥲᑯᥲʝą żყᥴɩᥙ ⳽ᥱᥒ⳽.
SƵƇƵĘŚLƖƜƳƇH ŚƜƖĄƬ ƁOŻƐƓO ƝAROƊƵƐƝƖA MOƖ MƖLƖ !
🤍👋🥰❄️🎄🎅💞🤶❄️🛷👨🏻👩👧🧒🏻✨⛄❄️✨🎀🎄🎁❄️
ᒍᗣК ᙅO ᖇOКᙀ, ŻᙓᙖƳ ƮᖇᗣᙃƳᙅᒍꙆ ᔑƮᗣŁO ᔑꙆĘ ⱿᗣᙃOŚĆ
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŻყᥴⱬę ᙎᥲຕ Śωɩąt ρᥱłᥒყᥴᖾ ຕɩłośᥴɩ, ƙtóɾᥲ otᥙꙆᥲ ⳽ᥱɾᥴᥲ, ɩ ωⱬᥲʝᥱຕᥒᥱɠo ω⳽ρᥲɾᥴɩᥲ, ƙtóɾᥱ ᑯᥲʝᥱ ⳽ɩłę ω ƙᥲżᑯᥱʝ ᥴᖾωɩꙆɩ.
ᙁɩᥱᥴᖾ ᥴⱬᥲ⳽ ⳽ρęᑯⱬoᥒყ ⱬ ᑲꙆɩ⳽ƙɩຕɩ ρɾⱬყρoຕɩᥒᥲ o tყຕ, ᥴo ω żყᥴɩᥙ ᥒᥲʝωᥲżᥒɩᥱʝ⳽ⱬᥱ.
O ᥴɩᥱρłყᥴᖾ ⳽łoωᥲᥴᖾ, żყᥴⱬꙆɩωośᥴɩ ɩ ᥴᖾωɩꙆᥲᥴᖾ, ƙtóɾᥱ ᥒᥲᑯᥲʝą żყᥴɩᥙ ⳽ᥱᥒ⳽.
SƵƇƵĘŚLƖƜƳƇH ŚƜƖĄƬ ƁOŻƐƓO ƝAROƊƵƐƝƖA MOƖ MƖLƖ !...
Przyjemnie się czytało. W końcu to klasyka.
Przyjemnie się czytało. W końcu to klasyka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKlasyka, która potrafi oczarować. Opowieści jak „Mała syrenka” czy „Brzydkie kaczątko” mają swoje ikoniczne miejsce w literaturze.
Klasyka, która potrafi oczarować. Opowieści jak „Mała syrenka” czy „Brzydkie kaczątko” mają swoje ikoniczne miejsce w literaturze.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKlasyczny zbiór baśni, na którym wychowały się u nas co najmniej cztery pokolenia (pierwsze tłumaczenia pochodzą z końca XIX wieku, a najpopularniejsze było i wciąż jest to autorstwa Cecylii Niewiadomskiej). Ja miałam wydanie trzytomowe, z lat 70., które ilustrował m.in. Janusz Stanny. Tym razem zmuszona byłam skorzystać z Wolnych Lektur, gdzie ilustracji nie ma, ale to nie szkodzi, do dziś mam przed oczami Karen biegnącą w czerwonych trzewiczkach z góry zmieniającej się w upiornego trolla, królewskie cielsko spływające kaskadami z zamku czy inkrustowanego kamieniami metalowego słowika z trupią czaszką zamiast łebka.
Wolne Lektury oferują przekład Cecylii Niewiadomskiej, który jest obecnie krytykowany przez badaczy twórczości Andersena, głównie ze względu na „ugrzecznienia”, jakich dokonała tłumaczka. Niestety, dowiedziałam się tego po fakcie, a szkoda. Niewiadomska (nawiasem mówiąc, siostra TEGO Niewiadomskiego!) jest faktycznie odpowiedzialna za spopularyzowanie Baśni w Polsce i za wszczepienie ich do kanonu literackiego, jednak – jak zwraca uwagę choćby autorka nowego przekładu Bogusława Sochańska - pousuwała to, co uważała za niestosowne, wygładzając także język na bardziej literacki, elegancki. Może więc właśnie rozwiązaniem na spadek popularności Baśni wśród kolejnych pokoleń jest powrót do nie upupiających, bardziej bliskich oryginałowi przekładów.
Mimo wszystko nawet w wersji ad usum Delphini widać, że to nie Disney. Kwiaty na balu zachowują się jak rozkapryszone damy, bocian zjada ropuchę, kobold ostatecznie musi myśleć o tym, by służyć temu, kto zapewni mu miód i masło. Bąk i piłka czy Motylek to satyry na ludzkie zachowania związkotwórcze. Niektóre historie, jak Matka, Czerwone buciki czy Dziewczynka z zapałkami, mają szarpać bebechy czytelnika i zmusić go do przeżywania cierpienia (a co za tym idzie, do refleksji),inne przypominają humorystyczne opowiastki, gdzie przez żart autor krytykuje ludzkie przywary (Motylek, Bąk i piłka, Kwiaty Idalki). Jest nawet kilka na tyle poważnych i przesyconych filozofią, które zupełnie nie pasują do etykietki „dziecięcej” (śmiało, wkręćcie znajomych, że Cień napisał Oscar Wilde, zakład, że się nabiorą!)
Widać popularne w epoce zamiłowanie dla przyrody, której przypisywano życiodajne, uzdrawiające właściwości (Anioł, Słowik). W większości baśni w jakimś stopniu widoczne jest uwielbienie dla wiosny przeciwstawionej zimie (Królowa śniegu, Historia roku, Calineczka). Zima to śmierć, pustka – zaś wiosna to uczta dla zmysłów, miłość, regeneracja a nawet wskrzeszenie (bardzo mnie to irytowało, zdecydowanie nie był to dobry wybór lektury w okresie pylenia roślin ;-;).
Zgodnie z regułami literatury romantycznej niezniszczalną i najmocniejszą siłą we wszechświecie jest miłość, ale jest to miłość niewinna i dobra, przeciwstawiona knującej, manipulującej (Królowa śniegu). Wymaga ogromnych poświęceń, cierpienia fizycznego, nierzadko oddania tego, co najcenniejsze (Mała syrena, Matka),ale koniec przynosi ukojenie, choć nie jest to typowy happy end, do którego przyzwyczaiły nas amerykańskie filmy familijne. Często szczęśliwym zakończeniem jest Niebo i życie wieczne albo uszczęśliwienie innej osoby kosztem siebie (Polny kwiatek, Z jednego gniazda, Anioł). Nic tu nie jest bezbolesne i łatwe – niepokorna dziewczynka musi stracić stopy, a zaczarowana księżniczka zostać wysmagana rózgami do krwi.
W wielu baśniach pojawia się alter ego autora, bywa to człowiek (ubogi student, wiejskie dziecko),lub też przedmiot, zwierzę czy roślina odrzucone przez innych. W ogóle powracającym motywem jest pochwała wyjątkowości. Postać odrzucona przez okrutnych ludzi przez wzgląd na swą inność, na końcu odnajduje swoje miejsce i okazuje się w pełni rozkwitnąć sprowadzając swoich dawnych prześladowców do parteru, zostając królową elfów, łabędziem czy mężem królewny. Calineczka wszędzie czuje się niedopasowana, nie spełnia pokładanych w nią oczekiwań, nie uszczęśliwia jej stateczne życie u boku nudnego kreta albo pana ropucha – czego oczywiście nikt nie rozumie poza dobrotliwą jaskółką.
Bohaterowie nie tylko czują się inni, ale także mają w sercu jakieś pragnienie szukania innego świata, bo ten w którym żyją im nie wystarcza, wyruszają więc w podróż, która jest niezbędna do przemiany. Żeby zmienić coś i znaleźć swoje miejsce, trzeba wykazać się odwagą i, jakby to powiedzieli współcześni kołcze, wyjść ze strefy komfortu. Brzydkie kaczątko bez opuszczenia fermy nie spotkałoby łabędzi, Calineczka siedząc w domu nie dotarłaby do krainy elfów, Mała Syrena gotowa jest na zawsze opuścić rodzinę, Gerda musi przejść wręcz całą Odyseję, by przywrócić do życia Kaja (jest nawet Kirke w postaci czarodziejki, która odbiera jej pamięć).
W przeciwieństwie do baśni sprzed swojej epoki Andersen nie ogranicza się do postaci ludzkich czy zwierzęcych, ale czyni bohaterami swoich opowieści także rośliny (Kwiaty Idalki, Historia roku, Polny kwiatek, Anioł, Z jednego gniazda, Listek z nieba) czy domowe przedmioty jak papier, bąk, piłka, piernik.
Można tu znaleźć dużo etyki chrześcijańskiej, jak w Dziewczynce z zapałkami, Matce, Czerwonych bucikach, a nawet nawiązań do biblijnych przypowieści (Len, Z jednego gniazda, Towarzysz podróży) i przypomnienie o obowiązku troski o ubogich – choć to ostatnie jest również lekcją z życia samego autora, który jako dziecko znosił koszmarną biedę. W ogóle znając troszkę historię samego Andersena można się dopatrzyć wątków autobiograficznych – niedobra dziewczynka nosi imię Karen, jak jego kłopotliwa przyrodnia siostra (w Polsce przełożono to jako Karusia). Najbardziej „bezczelna” w temacie jest historia Pod starą wierzbą, gdzie pisarz po werterowsku skarży się na kosza, którego dostał od Jenny Lind (tu bohaterka nazywa się Joanna, ale łatwo rozpoznać Lind – jest śpiewaczką i wiemy, że Andersen żywił do niej nieodwzajemnione uczucie). Biedna Jenny musiała się czuć okropnie, gdy czytała,jak bohater baśni umiera – prawie taki sam krindż jak u Maryli Wereszczakówny.
Z perspektywy dorosłego widać niezaprzeczalnie, że Andersen był ewenementem w swojej „branży”. Nie spisywał wyłącznie baśni ludowych, jak większość autorów przed nim, ale przede wszystkim tworzył własne. Widać też, jak wielu twórców po nim korzystało z tego, co stworzył - bez małej rozbójniczki nie byłoby Pippi, bez Królowej Śniegu – Jadis, a U Króla Olch to w ogóle czyste fantasy.
Klasyczny zbiór baśni, na którym wychowały się u nas co najmniej cztery pokolenia (pierwsze tłumaczenia pochodzą z końca XIX wieku, a najpopularniejsze było i wciąż jest to autorstwa Cecylii Niewiadomskiej). Ja miałam wydanie trzytomowe, z lat 70., które ilustrował m.in. Janusz Stanny. Tym razem zmuszona byłam skorzystać z Wolnych Lektur, gdzie ilustracji nie ma, ale to nie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ perspektywy czasu niektóre baśnie są przerażająco okrutne.
Z perspektywy czasu niektóre baśnie są przerażająco okrutne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPięknie wydane baśnie naszego dzieciństwa wielu pokoleń, ponadczasowa treść.
Rozkosz dla oczu, jeżeli chodzi o kolorowe ilustracje , nie trzeba do tego zapraszać. Sam Jan Marcin Szancer.
Cudowne baśnie , o sentymentalnym znaczeniu, niektóre trochę straszne ,inne wywołujące uśmiech na twarzy. Na pewno niezwykłe, magiczne. Teraz już nikt nie potrafi tym stylem i treścią dorównać duńskiemu autorowi.
Przenosimy się do innego świata, doznajemy różnych wrażeń, przeżywamy przygody.
Dzieciom najbardziej przypadła do gustu baśń ,, Brzydkie kaczątko’’ i ,, Dzikie łabędzie’’.
Ja lubię wyciskacz łez ,, Dziewczynka z zapałkami’’.
Książka jest piękna, tylko trzeba się na niej poznać i docenić, a nie doszukiwać się wad w archaicznym języku.
Polecam ! Dla całej rodziny do czytania w święta przy choince, w lecie przy ognisku /tam gdzie wolno rozpalać/, w ciszy domowej przy kominku /jeśli ktoś posiada/.
Pięknie wydane baśnie naszego dzieciństwa wielu pokoleń, ponadczasowa treść.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRozkosz dla oczu, jeżeli chodzi o kolorowe ilustracje , nie trzeba do tego zapraszać. Sam Jan Marcin Szancer.
Cudowne baśnie , o sentymentalnym znaczeniu, niektóre trochę straszne ,inne wywołujące uśmiech na twarzy. Na pewno niezwykłe, magiczne. Teraz już nikt nie potrafi tym stylem i treścią...