
Ziemia obiecana, tom II

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- ABC Klasyka polska. Lektury
- Data wydania:
- 2017-07-27
- Data 1. wyd. pol.:
- 2017-07-27
- Liczba stron:
- 384
- Czas czytania
- 6 godz. 24 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788308062760
Wydana w 1899 r. Ziemia obiecana Władysława Stanisława Reymonta to jedna z najważniejszych w literaturze polskiej powieści podejmujących temat wielkiego miasta. Jest fascynującym świadectwem powstawania nowej cywilizacji, przemysłowej i masowej, rozpoczynającej się wraz z nadejściem XX wieku.
Akcja dzieje się w Łodzi, wielonarodowym mieście przemysłu bawełnianego – to ono jest tytułową ziemią obiecaną. Jego szybki rozwój przyciąga rzesze robotników i przedsiębiorców, wierzących w magiczną moc pieniądza i władzy, jaką daje bogactwo. Trzech głównych młodych bohaterów – Karol, Moryc i Maks (Polak, Żyd i Niemiec) choć, jak mówią, nie mają nic, postanawia wspólnie otworzyć fabrykę bawełny. Muszą im wystarczyć spryt, przedsiębiorczość i drobne pożyczki. Szybko okazuje się jak zdradliwa, zaślepiająca oraz pozbawiona skrupułów jest droga do finansowego sukcesu i zwycięstwa nad konkurencją. A wymarzona ziemia obiecana okazuje się dla wielu przerażającym molochem, w którym obowiązuje prawo silniejszego. Ekranizacja Ziemi obiecanej z 1975 r. w reżyserii Andrzeja Wajdy była nominowana do Oscara i jest uważana za jeden z najlepszych filmów w historii polskiego kina. Niezapomniane kreacje stworzyli w niej Daniel Olbrychski, Andrzej Seweryn i Wojciech Pszoniak.
Kup Ziemia obiecana, tom II w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Ziemia obiecana, tom II
Poznaj innych czytelników
7949 użytkowników ma tytuł Ziemia obiecana, tom II na półkach głównych- Przeczytane 4 547
- Chcę przeczytać 3 232
- Teraz czytam 170
- Posiadam 1 054
- Ulubione 181
- Klasyka 87
- Literatura polska 65
- Audiobook 44
- 2025 41
- Literatura polska 34














































OPINIE i DYSKUSJE o książce Ziemia obiecana, tom II
Szczyt polskiej literatury.
Szczyt polskiej literatury.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo naprawdę niesamowita historia. Postaci siarczyste, pełnowymiarowe, pogłębione. Nawet te drugoplanowe są wyraziście nakreślone. Opisy miejsc i zdarzeń okraszone przepiękną polszczyzną, pozwalają puścić wodze wyobraźni i zobrazować w głowie to co zapisane. Można wczuć się w tę ciężką momentami atmosferę jakiejś pogoni za szczęściem, sukcesem, za zabiciem wszechobecnego znużenia i tej NUDY, która towarzyszy każdemu z bohaterów prędzej czy później. Jestem zachwycona. Filmem dużo mniej. Nie ma porównania.
To naprawdę niesamowita historia. Postaci siarczyste, pełnowymiarowe, pogłębione. Nawet te drugoplanowe są wyraziście nakreślone. Opisy miejsc i zdarzeń okraszone przepiękną polszczyzną, pozwalają puścić wodze wyobraźni i zobrazować w głowie to co zapisane. Można wczuć się w tę ciężką momentami atmosferę jakiejś pogoni za szczęściem, sukcesem, za zabiciem wszechobecnego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWładysław Reymont „Ziemia obiecana”
Trzech wspólników śni.
Łódź obiecuje jutro.
Świt nie dla wszystkich.
Władysław Reymont „Ziemia obiecana”
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrzech wspólników śni.
Łódź obiecuje jutro.
Świt nie dla wszystkich.
Sięgnąłem w ramach nadrabiania klasyki i zdecydowanie nie żałuję. Przejmujący obraz Łodzi z czasów boomu przemysłu włókienniczego, na tle perypetii głównych bohaterów dążących do realizacji swoich marzeń (a raczej złudzeń) na temat życia w dostatku i awansowania do wąskiego grona łódzkich fabrykantów-milionerów. Na pewno do takich książek trzeba dorosnąć, dojrzeć. Czytanie ich w podstawówce czy liceum raczej mija się z celem. Na tym etapie nie da się ich docenić. Dla mnie to jedna z lepszych książek jakie ostatnio czytałem. Klasyka która nie zawodzi (a miałem ostatnio kilka zawodów jeśli chodzi o literaturę przez duże L).
Sięgnąłem w ramach nadrabiania klasyki i zdecydowanie nie żałuję. Przejmujący obraz Łodzi z czasów boomu przemysłu włókienniczego, na tle perypetii głównych bohaterów dążących do realizacji swoich marzeń (a raczej złudzeń) na temat życia w dostatku i awansowania do wąskiego grona łódzkich fabrykantów-milionerów. Na pewno do takich książek trzeba dorosnąć, dojrzeć. Czytanie...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTylko 1 tom. Naprawdę w porządku, świetnie wykreowani bohaterowie. Podobała mi się jednak mniej od „Chłopów”
Tylko 1 tom. Naprawdę w porządku, świetnie wykreowani bohaterowie. Podobała mi się jednak mniej od „Chłopów”
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOcena rozdarta między 7-8. Generalnie świetnie pokazany świat fabryczny i wciągające intrygi jednak do stylu trzeba się trochę przyzwyczaić i prawdopodobnie to znak czasów, jednak rozległe opisy były dla mnie momentami przytłaczające. Niemniej jednak czytając masz poczucie obcowania z literaturą wysokich lotów.
Ocena rozdarta między 7-8. Generalnie świetnie pokazany świat fabryczny i wciągające intrygi jednak do stylu trzeba się trochę przyzwyczaić i prawdopodobnie to znak czasów, jednak rozległe opisy były dla mnie momentami przytłaczające. Niemniej jednak czytając masz poczucie obcowania z literaturą wysokich lotów.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAż dziwne, że Reymont nie dostał właśnie za tę powieść "nobla". Rozkręca się powoli ale od połowy już dobrze się czyta. Chociaż nie jest to może najłatwiejsza i najprzyjemniejsza lektura. Piękne ilustracje różnych ludzkich charakterów. Dla młodzieży raczej ciężka do przejścia ze względu na język (sam miałem kilka chwil zwątpienia i poszukiwań - a z młodzieżą rozstałem się już jakiś czas temu...).
Aż dziwne, że Reymont nie dostał właśnie za tę powieść "nobla". Rozkręca się powoli ale od połowy już dobrze się czyta. Chociaż nie jest to może najłatwiejsza i najprzyjemniejsza lektura. Piękne ilustracje różnych ludzkich charakterów. Dla młodzieży raczej ciężka do przejścia ze względu na język (sam miałem kilka chwil zwątpienia i poszukiwań - a z młodzieżą rozstałem się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiazka bardzo sympatyczna , aczkolwiek za dużo w niej opisów pobocznych, żałuję za autor nie poświęcił głównemu wątkowi fabularnymu więcej czasu
Ksiazka bardzo sympatyczna , aczkolwiek za dużo w niej opisów pobocznych, żałuję za autor nie poświęcił głównemu wątkowi fabularnymu więcej czasu
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Ziemia obiecana”, czyli fanfik o świętym męczenniku, Karolu B.
Nie wiem, co mnie w tej powieści męczy bardziej: czy kapitalizm, o którym ta książka niby jest, czy to, że Reymont napisał to wszystko z pełną powagą? Miała być tragedia nowoczesnego bohatera, a wyszedł długi fanfik o emo-narcyzie, który cierpi z przepracowania i własnego fi**a.
Karol Borowiecki nie jest napisany jako antagonista. To ma być bohater epoki, człowiek ze "szlachecką duszą" wrzucony w kapitalistyczne piekło. On ma mieć upadek. Problem polega na tym, że on od pierwszej strony jest emocjonalnym pustakiem. Nie cieszy go praca, przyjaciele, rodzina, narzeczona, kochanka, perspektywa kariery. Wszystko go nudzi, wszystko męczy, a on sam wszystkich wykorzystuje.
I co robi powieść? Na końcu stawia go w pozycji: "ojej, wspiąłem się na szczyt i odkryłem, że pieniądze szczęścia nie dają!". Tylko że to nie jest żaden upadek bohatera. To jest zero rozwoju postaci plus kilkaset stron jego marudzenia, a narracja naprawdę oczekuje, że będziemy mu współczuć.
Borowiecki to genialny chemik, którego "rozchwytywać" mają wszystkie fabryki. Jest przystojny, elegancki, w teatrze pod ostrzałem lornetek całej Łodzi. Jest też pożądany przez Żydówki, Niemki i w ogóle wszystko, co ma puls, a przy tym "ponad tym wszystkim", zimny, inteligentny i cyniczny. Na dokładkę, posiada rzekomo "wyrobiony smak artystyczny", rozwinięty do doskonałości "specjalnymi studiami nad harmonią barw" (autorowi zabrakło epitetów, więc wstawił mu prywatny kurs z fejsbukowego uniwersytetu). Czyli klasyczny Gary Stu (a może raczej Christian Grey?) w wersji nacjonalnej: wielki polski pan w mieście Żydów i Niemców. I nie, to nie jest pastisz. To jest pisane na serio, z wyraźnym zachwytem nad jego "siłą charakteru". Problem w tym, że za tym wszystkim stoi zero psychologii. Karol nie ma normalnych relacji, nie umie kochać, nie bierze odpowiedzialności za nic. Wyłącza się zawsze tam, gdzie trzeba podjąć decyzję inną niż "co mi się bardziej opłaca".
Najbardziej toksyczny jest wątek Lucy. Ona zakochuje się w nim jak nastolatka z taniego romansu (teksty w stylu: "weź mnie na zawsze, uklęknę przed tobą, zabierz mnie, zabij mnie, byle z tobą"). On od początku jest nią zmęczony. Romans mu ciąży, drażni go, że musi biegać w błocie na schadzki, że ona "przesadza", że ma "romantyczkę jerozolimską" zamiast sensownej kobiety. Potem robi jej dziecko, kompletnie nie myśląc o konsekwencjach. Ona ląduje w Hanowerze, wygodnie wycięta z fabuły, sama, z mężem, którego nie kocha (do niego jeszcze wrócę) i brzuchem po Karolu, który ma ją już totalnie w... poważaniu. I co robi narracja? Nie ukazuje jej perspektywy, jej samotności ani skutków dla niej i dziecka. Skupia się na tym, jak bardzo Karol jest "przesycony jej cierpieniem" i jak go męczy cała ta sytuacja. On ani razu nie bierze odpowiedzialności. Nie proponuje rozwodu, nie walczy o dziecko, nie próbuje niczego naprawić. Po prostu idzie dalej, a tekst podsuwa nam go jako: "biedny, nieszczęśliwy człowiek sukcesu, który po drodze stracił duszę". Nie, kochani. On nie stracił duszy po drodze. On jej nigdy nie miał.
Na dokładkę jest jeszcze mąż Lucy, idealnie obsadzony w roli "głupiego starego Żyda", który nic nie wie, we wszystko wierzy i wszystkim ufa. To on ma być ostatecznym frajerem tej historii: zdradzany, oszukany, ośmieszony, zrobiony na rogacza i jeszcze wykorzystany jako wygodna przykrywka dla dziecka Karola. Żeby było pełniej, Reymont urządza mu scenę upokorzenia sakralnego kalibru: Zucker każe Borowieckiemu przysięgać na obrazek Matki Boskiej, że list o romansie jest kłamstwem, a on, nasz wielki bohater, bez wahania tę przysięgę składa. Upokorzenie Zuckera nie jest w ogóle problemem moralnym dla narracji. Ma służyć tylko temu, żeby podkręcić dramat "wewnętrznych mąk" Borowieckiego. Cudze życie jest tu ważne o tyle, o ile zwiększa stężenie cierpienia w serduszku głównego bohatera.
W ciąży Reymont robi z Lucy dodatkowy numer. Na początku jest elegancka, namiętna i romantyczna. W ciąży nagle "krzykliwa, ordynarna, arogancka Żydówka z małego miasteczka", bo "przyszłe macierzyństwo budzi w niej wszystkie właściwości rasy". Czyli dopóki jest dekoracyjną kochanką, można się nią zachwycać. W momencie, gdy domaga się odpowiedzialności za dziecko, tekst przerabia ją w stereotyp "wściekłej Żydówki", która torturuje biednego Polaka. I narracja stoi oczywiście po stronie wstrętu Borowieckiego, zamiast powiedzieć wprost: "a może byś tak choć raz wziął odpowiedzialność za swoje decyzje?".
W tej książce kobiety są wyłącznie nagrodą, problemem albo masochistycznym ołtarzykiem dla męskiego egocentryzmu. Lucy to histeryczna romantyczka, gotowa na wszystko, w finale zredukowana do problemu, który wyjechał za granicę z brzuchem, więc można odetchnąć.
Ance najbliżej do sensownej postaci - jest wrażliwa, etyczna, widzi, że Karol nie jest dla niej dobry. Jednocześnie tekst pcha ją w kompletnie absurdalną rolę: trwa przy nim, choć wie, że on jej nie kocha, bo "nie może mu być zawadą" w karierze i nie chce "zabić jego ojca" samą wiadomością o rozstaniu. Ma poświęcić siebie, żeby on mógł spokojnie gonić za milionami i żeby starszy pan przypadkiem się nie zdenerwował. Jej własne potrzeby praktycznie nie istnieją. Na końcu książki bardziej przejmuje ją jego nieszczęście niż własne. Jej życie osobiste również pozostaje w tle, bo ważniejsze są egzystencjalne rozkminy Karolka.
Mela najpierw "ma polską duszę", pomaga, współczuje, jest czymś więcej niż schemat. Na końcu, gdy wychodzi za Moryca, magicznie obraca się w "typową Żydówkę". Antysemicki morał gotowy: asymilacja to chwilowa iluzja, Żyd i tak wróci na "swoje".
Mada to w gruncie rzeczy nagroda w postaci córki niemieckiego fabrykanta, pozbawiona własnego charakteru. Po kilku latach małżeństwa wciąż krąży wokół Karola, żyje jego rytmem, zadowala się ochłapami jego uwagi i podziwia go mimo jego emocjonalnej nieobecności, a narracja przekonuje, że jest przy tym szczęśliwa. Trudno uwierzyć, żeby jakakolwiek kobieta zniosła taki układ, ale dla autora wygląda on na idealne zakończenie dla niej.
Wspólny mianownik kobiet w tej powieści jest prosty: kochają, cierpią, płaczą i podziwiają. Mężczyźni natomiast analizują, monologują, filozofują albo deklarują, że są "rozczarowani światem".
Wisienką na torcie są męskie ranty. Bernard wypluwa klasyczny incelski monolog: kobiety to głupie, płaczliwe dzieci, patrzą tylko na to, jak facet wygląda i czy dobrze tańczy. Garbaty Anglik, któremu odmówiła jedna kobieta, natychmiast odkrywa prawdę objawioną: "gdybym miał kasę jak stary Buchholz, wszystkie byłyby moje". I teraz hit: tekst nie stawia im żadnej kontrnarracji. Kobiety w tej scenie obruszają się tylko symbolicznie, po czym błagają Bernarda, żeby został i biegną za nim, gdy grozi, że zaraz wyjdzie. Facet je obraża, psychologicznie rozjeżdża, porównuje do zmoczonych parasoli, po czym robi focha w stylu "jak się gniewacie, to idę", a one, zamiast wykopać go za drzwi, biegną za nim. Czy to jest krytyka mizoginii? Nie. To mizoginia podana na srebrnej tacy, bez znaku zapytania.
Reymont sprzedaje "panoramę Łodzi", która z realną przedwojenną Łodzią ma tyle wspólnego co 365 dni z gangsterką. Mamy więc Żydów jako bankierów, którzy z zasady nie dają kredytów Polakom, bo "nie chcą obcych w interesie". Melę z "polską duszą", dopóki nie wyjdzie za Moryca. Żydówki lecące na polskich gołod**ców, jakby każda tyko marzyła o tym, żeby rzucić własną kulturę, język, religię i rodzinę w ogień, bo "on taki przystojny i ma duszę". Moryca, który na końcu przypomina sobie, że jest Żydem i zostaje podręcznikowym chytrym graczem. Osobiście, mój ulubiony wątek to bogaty niemiecki fabrykant, który mając własnego syna oraz masę kontaktów wśród innych Niemców i Żydów w Łodzi, oddaje milionową fabrykę i rękę córki polskiemu dyrektorowi-gołod**cowi. Bo Karol jest taki wyjątkowy, genialny i wspaniały. To jest po prostu fanfik narodowy. Polak jako jedyny prawdziwy gracz w świecie Żydów i Niemców, przez wszystkich pożądany i zapraszany do stołu.
Na drugim planie leży cały śmietnik porzuconych historii. Zośka, kochanka Kesslera, który ginie w bójce z Malinowskim, co z nią? Nieważne. Horn i Kama? Ich dalsze losy? Nieistotne. Wysocki niby ważny, a potem znika. Mela i Moryc nagła zmiana charakteru o 180 stopni, bo potrzeba antysemickiej puenty. Anka zakłada ochronkę dla dzieci, ale jej życie osobiste zostaje niedopowiedziane, a potencjał relacji z Maksem odcięty jak nożem. Świat, który mógłby być panoramiczny, jest traktowany jak dekoracja pod jednego typa i jego "głęboką nudę".
Scena finałowa z Anką to już parodia pełną gębą. Ona robi coś sensownego, odnalazła spełnienie w pracy z dziećmi. Tymczasem Borowiecki wpada jak duch z przeszłości i odpala monolog: "zdobyłem miliony, ale zmarnowałem życie, w mojej ziemi obiecanej wszystko prócz szczęścia". Kamera narracji przykleja się do jego twarzy, zmarszczek i "głębokiego bólu". A Anka? Zamiast choć przez moment naprawdę się zdenerwować, nazwać po imieniu to, co jej zrobił, dostrzec, że to on sam odpowiada za swoje wybory, patrzy na niego jak na biedne, zbłąkane dziecko i zaczyna nad nim płakać. Nie nad tym, że porzucił ją dla posagu, przejechał po jej życiu jak walec i nawet po śmierci ojca bardziej martwił się fabryką niż nią. Nie. Ona płacze nad tym, że biedny Karolek zdobył Łódź i dalej jest nieszczęśliwy. W świecie Reymonta płakanie nad własnymi ranami byłoby "histerią", ale płakanie nad cierpieniem cudzego f***a to już szczyt kobiecej świętości.
Na końcu mamy multimilionera z żoną, która go wielbi i dalej skacze wokół niego po latach, żywiąc się ochłapami uwagi, z dzieckiem, z którym nie ma żadnej emocjonalnej więzi, z pozycją w mieście i z ruinami po ludziach, których po drodze przejechał. I narracja każe nam nad nim pochylać głowy, bo bogactwo go nie uszczęśliwiło, czuje pustkę i zmarnował sobie życie. Tyle że on był tak samo pusty na początku. Niczego się nie nauczył, nikogo naprawdę nie zrozumiał, nikomu nie wynagrodził krzywdy, nie wziął odpowiedzialności za dziecko z Lucy, za Ankę, za kogokolwiek. To nie jest moralitet o tym, że pieniądze szczęścia nie dają i niszczą duszę, tylko case study faceta, który od początku nie miał żadnych zdrowych emocjonalnych kompetencji. Problem w tym, że autor sam tego nie widzi, tylko urządza nam seminarium z "jak pomylić krzywdziciela z tragicznym bohaterem".
Najsmutniejsze jest to, że po Zagładzie zniknęły świadectwa jidysz, nie przetłumaczono żydowskich tekstów o przedwojennej Łodzi, a pamięć relacji między Polakami, Żydami i Niemcami została przerwana. Został m.in. taki Reymont. I dziś "Ziemia obiecana" funkcjonuje jako domyślny obraz Łodzi, podczas gdy w rzeczywistości jest to zwykła mieszanina stereotypów, antysemityzmu i nacjonalnego fanfiku, czytana jako panorama miasta. Efekt jest taki, że łatwo uwierzyć, że tak naprawdę wyglądały żydowsko-polskie relacje, tak „typowo zachowywali się” Żydzi, Niemcy i Polacy, a taki Borowiecki to prawdziwy produkt epoki, nie literacki mokry sen autora.
Podsumowując, piękna polszczyzna? Owszem. Soczyste opisy? Są. Ale jako panorama Łodzi? Kompletnie nie. Jako analiza kapitalizmu i psychiki bohatera? Płytkie jak kałuża po deszczu. To jest mizoginiczny, antysemicki i nacjonalistyczny fanfik opakowany w literacko efektowną prozę. Można to czytać jako dokument ówczesnych uprzedzeń, pod warunkiem, że ma się do tego krytyczny filtr. Jako "wielka powieść o człowieku"? Nie, dziękuję. Karol nie jest żadnym "upadłym bohaterem" jak próbuje nam to wcisnąć autor. To konsekwentnie napisany emocjonalny pustak, którego cierpienie na końcu ma przykryć cierpienie wszystkich ludzi, po których przeszedł jak walec. I jeśli ta książka ma zostać w kanonie, to tylko z grubym przypisem: "czytaj krytycznie, bo inaczej będziesz współczuć oprawcy, a nie ofiarom".
„Ziemia obiecana”, czyli fanfik o świętym męczenniku, Karolu B.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie wiem, co mnie w tej powieści męczy bardziej: czy kapitalizm, o którym ta książka niby jest, czy to, że Reymont napisał to wszystko z pełną powagą? Miała być tragedia nowoczesnego bohatera, a wyszedł długi fanfik o emo-narcyzie, który cierpi z przepracowania i własnego fi**a.
Karol Borowiecki nie jest...
Kiedyś tam, jako nastolatka, oglądałam serial ze wspaniałą obsadą aktorską, ale z fabuły nie pamiętałam już prawie nic, a i chyba niewiele rozumiałam. Cieszę się, że w końcu sięgnęłam po książkę, bo bardzo lubię klasykę. Przekonałam się, że było warto. Utwór napisany tak wiele lat temu a tyle prawd i wartości jest aktualnych do dzisiaj.
Kiedyś tam, jako nastolatka, oglądałam serial ze wspaniałą obsadą aktorską, ale z fabuły nie pamiętałam już prawie nic, a i chyba niewiele rozumiałam. Cieszę się, że w końcu sięgnęłam po książkę, bo bardzo lubię klasykę. Przekonałam się, że było warto. Utwór napisany tak wiele lat temu a tyle prawd i wartości jest aktualnych do dzisiaj.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to