Dziwne opowieści. Antologia weird fiction
Dawid Kain Thomas Ligotti Paweł Matuszek Paweł Mateja Brian Evenson Magdalena Świerczek-Gryboś Wojciech Gunia Dagmara Adwentowska Marcin Majchrzak Anna Maria Wybraniec Łukasz Krukowski Bartłomiej Fitas Jon Padgett Zbigniew Golemienko
Antologia “Dziwne Opowieści”, wydana w 2021 przez Dom Horroru nie spotkała się z tak głośnym przyjęciem, jakby się można było spodziewać a bardzo niesłusznie, projekt to bowiem “high profile”, zbierający śmietankę polskiego weird fiction (brakuje chyba tylko Kuby Bielawskiego, przebywającego wtedy na urlopie od pisania i jeszcze wówczas nieodkrytego Szymona Majcherowicza),a na dodatek podkręcający całość gośćmi z zagranicy. I to jakimi gośćmi!
Bo zacznę prosto z mostu - cztery opowiadania amerykańskich autorów to najważniejszy powód, dla którego warto sięgnąć po Dziwne Opowieści. Jasne, rodzimi twórcy również nie wypadli sroce spod ogona, również w “polskiej” części antologii jest wiele dobrych tekstów, ale stanowczo “finis coronat opus” (koniec wieńczy dzieło) - goście zza oceanu bowiem zamykają antologię.
Zatem zacznijmy :
Na początek Christopher Slatsky i “Na Tym Świecie Nie Śpi Nikt” (8/10).
Lada chwila Dom Horroru wyda “Alektromantę” zbiór Slatsky’ego, z którego pochodzi to opowiadanie. Przyznam, że miałem okazję przedpremierowo zapoznać się z “Alektromantą” i przyznam, że nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. To są męczące, pokręcone, pełne trudnego do uchwycenia mroku historie, owszem, historie niesamowite, ale nie zawsze idące zgodnie z gatunkowymi oczekiwaniami (trochę w tym meandrowaniu przypominającego twórczość Roberta Aickmana).
Tak, że skończyłem lekturę raczej oszołomiony niż zachwycony. No ale, jak się okazało, ponownie wejście w świat Slatsky’ego, właśnie za pośrednictwem „Dziwnych Opowieści” było już strzałem w dziesiątkę! Co to jest za paskudny, koszmarny tekst!
Rozpoczyna się dalekim echem “Zakazanego/Candymana” Clive Barkera. Dwie panie badające prace tajemniczego architekta Alexisa odnajdują jedną z jego budowli w rozpadających się slumsach Los Angeles. Włamują się do zapuszczonego, niepozornego budynku, jakiegoś pustego magazynu, by w środku natknąć się na….KULTYSTÓW Wielkiego Architekta! (Do tego - sic! - w workach na śmiecie na głowach! Ależ to jest nasty wizja!).
Nawet jeśli czytelnik nie do końca ogarnie cały koncept, to klimat, którym ocieka to opowiadanie, nadrobi wszystko.
Przyznam, że na ukazanie się “Alektromanty” czekam jak na mało co, w zasadzie pewien, że ponowna lektura odkryje przede mną pełnię złowrogiego uroku twórczości Slatsky’ego.
A dalej jest równie mocno :
Brian Evenson “Grottor” (8/10) - osierocony mały chłopiec przybywa do domu swojej babki. W zapuszczonej chatynce mieszkają pewna staruszka i tajemniczy „Grottor”, półnagi chłopiec pojawiający się tylko nocą. Dlaczego ich nigdy nie ma razem? Jakie tajemnice kryją się w jaskiniach kryjących się we wzgórzach nad domkiem? Znakomite, mrok i suspens można kroić nożem! (Fani Grabińskiego przypomną sobie pewnie jego “Czad”).
Ale, co oczywiste, creme de la creme “Dziwnych Opowieści” jest opowiadanie arcykapłana weird fiction, Thomasa Ligottiego - “Cień Na Dnie Świata” (10/10)
“Cień” to niezwykły poemat prozą (poemat grozą?) - tekst zamykający drugi tom jego opowiadań, “Grimscribe”. Na tle rozmarzonej niczym wiersze Leopolda Staffa jesieni Ligotti wraca do leitmotivu swojej twórczości - do mrocznej Anima Mundi, złej, czarnej siły wypełniającej otaczającą nasrzeczywistość, będącej istotą wszelkiego życia.
Oto pogranicze miasta - jesienne pole z zebranymi plonami, samotna postać stracha na wróble, który jednak, jak się okaże, nie jest zbity z desek a jest utworzony przez tajemniczą mroczną substancję powstającą z “dna świata”.
Potem, wraz z postępującą w kierunku zimy porą roku pojawiają się kolejne wizje - są widma “trędowatych” twarzy na liściach i na wilgotnych plamach powstałych na ścianach, aż w końcu następuje zimna noc przełomu, a w niej szalony pan Marble i jego kosa.
Piękne, afabularne, dogłębnie przejmujące i budzące gęsty niepokój.
Nie spodziewałem się, że JAKIKOLWIEK autor współczesnej grozy może rzucić wyzwanie Ligottiemu, ale John Padgett swymi “Snami Origami” (10/10!) uczynił to z łatwością. “Sny Origami” to zapis poszarpanego, dusznego, przerażającego koszmaru.
Mężczyzna znajduje w swoim materacu papierowy domek origami, a na tym domku zapisaną maczkiem opowieść. W tej opowieści pewien mężczyzna wraz z żoną wyjeżdża na urlop. Po drodze cudem unika śmiertelnego wypadku a zaraz potem przypadkowo spotkany dziwny chłopiec prosi go o pomoc dotyczącą….egzorcyzmowania nawiedzonego domu. Mężczyzna w tym momencie uświadamia sobie, że znajduje się we śnie (dziwaczna scena z 6 palcami) i decyduje się udzielić pomocy. A dalej, z każdym zdaniem jest coraz dziwniej, mroczniej i koszmarniej…
Muszę jeszcze ze dwa razy przeczytać, ale już ten jedne wystarczył, by zakochać się na zabój.(Wieść niesie, że również zbiór opowiadań Padgetta ma ukazać się w 2023 roku - z góry piszę, że to chyba najbardziej wyczekiwany przeze mnie tytuł).
Szukając głównej różnicy między częścią polską a amerykańską wskazałbym przed wszystkim na “gatunkową determinację”. Twórcy zza oceanu z całą świadomością chcieli napisać “horror” i wszyscy ten “horror” napisali, w polskiej grupie ta determinacja (aczkolwiek również obecna) była jednak nieco mniejsza, więcej przestrzeni pozostawiono weirdowi - “dziwności”. A przecież obie te sfery potrafią ze sobą tak harmonijnie współgrać!
Spójrzmy choćby na najlepsze polskie opowiadanie, “Przemiana Tamary D.” niezawodnego Wojtka Guni (7/10)
Tak naprawdę „Przemiana” to drapieżna opowieść obyczajowa o kobiecie poddanej przemocy w związku i to właśnie przemoc domowa stanowi treść opowiadania. Jednak talent i szczególna wierność Wojtka wobec literackiej grozy powodują, że historia Tamary jest również pełnoprawnym horrorem, pełnym budzących dreszcze obrzydzenia i grozy scen z symbolizującymi koszmar życia udręczonej kobiety wszechobecnymi pająkami.
Mocno łączy weird z grozą Zbigniew Golemienko w “Gościu” (7/10). Ojciec mieszka z córką w położonej w głuchym lesie chacie. Pewnej nocy znajduje za zewnątrz nieprzytomnego myśliwego. Ranny, wniesiony do chaty przynosi ze sobą Mroczne Objawienie.
Nieco ten główny koncept jest poszarpany, ale klimat, łączący thriller z kosmiczną grozą (trochę jak ejtisowy horror sci-fi “Xtro”),parę jump scare-ów i zaskakująco poetycki nastrój mocno radują serce fana grozy.
Niepokojąco, klimatycznie i przerażająco jest również u Pawła Matei. “Macki” (6/10) to zgrabna opowieść niesamowita, eksplorująca lęki ciążowe. Młode małżeństwo w „niewielkim salonie w niewielkim mieszkaniu wielkiego bloku” czeka na dziecko. Ale ciąża nie jest dla nich okresem radości - raczej lęku, narastającego strachu i obaw przed nadchodzącą przyszłością. LI nic nie je i co noc budzi się w dziwacznych somnambulicznych konwulsjach.
DO pewnego dnia zostawia na parapecie niedojedzone resztki śniadania i w ten sposób nawiązuje kontakt z siłą, która, być może, znajdzie jakieś rozwiązanie. Wszystko zmienią narodziny Dziedzica… (opowiadanie pasowałoby jako suplement do znakomitego debiutanckiego zbioru Matei “Nocne”).
Za to u Dawida Kaina w “Na Zawsze W Dole” (6/10) jest 100 % weirdu w weirdzie….
Mały chłopiec na swe 7 urodziny zostaje przez rodziców zabrany na pokaz magiczny. W jego trakcie jako wybrany z publiczności bierze udział w przedstawieniu - zostaje zamknięty w magicznej skrzyni, wewnątrz której zaczyna się niekończący upadek, który trwa i trwa i trwa, obejmując całe jego życie… Po latach mężczyzna usiłuje rozwikłać zagadkę skrzyni, przegląda fora, internety, udaje mu się skonstruować jej kopię.
Nie do końca ogarnąłem zamysł autora, zbyt chyba momentami gęsty na moje niskopienne poczucie weirdu, ale były też chwile, kiedy zbliżałem się do objawienia i ogarnięcia idei, i te chwile wydawały mi się fascynujące.
Również mocno zakręcone jest ‘Twoje Królestwo Uległo Podziałowi” (6/10) AnMAri Wybraniec. Pozory mylą, wydaje się bowiem, że to relatywnie prosta opowieść o kalectwie i wiążącej się z tym traumie, no, ale teksty Wybraniec trzeba czytać uważnie (a najlepiej kilka razy…).
Oto jest strażak, który traci w pożarze rękę a po powrocie ze szpitala do „normalnego” życia usiłuje sobie poradzić z nową sytuacją i z traumą kalectwa. Nasilają się wizje otaczającego go ognia i płomieni, nasilają kłopoty codzienności okaleczonego ciała, narasta obsesja na tle utraconej ręki…
Jak zawsze u tej autorki znakiem firmowym jest przepiękny język i zabawy słowem. Tym razem naokoło ognia i płomieni :-)
Nieco kafkowskie “Wniebowzięcie” (6/10) Dagmary Adwentowskiej i Agnieszki Biskup to zabawa z czytelnikiem, oparta na szczególnym twiście, na którym jest tekst zbudowany. (Stąd o fabule ani słowa, żeby nie psuć zabawy).
I jeszcze “Przemówić Musi Człowiek” (6/10) Marcina Majchrzaka - dobrze napisane, zgrabne, zwarte opowiadanie niesamowite. Ukryta tajemnica ofiarnej zbrodni sprzed lat, dociekliwy naukowiec - wszystko jest jak należy, szkoda tylko że całość wieńczy zbyt przewidywalny, wręcz generyczny finał.
Trochę mniej mnie przekonały :
“Wielki Dzięcioł” (5/10) Magdaleny Świerczek Grybos, opis inwazji Kosmicznych Krewetek, które zaatakowanej ludzkości oferują wybór - samobójstwo prowadzące “nicości” lub pożarcie, w efekcie którego pożarte osoby trafią do „raju” (Brzegu - miejsce wyobrażone przez „pożartego”). Ten apokaliptyczny, matrixowski pomysł zawiera w sobie ogromny potencjał. Niestety, odbiorowi szkodzi styl pisania, męczący, nadęty ambicją filozoficzno-artystyczną a zaniedbujący potoczystość. Aż ciekawość bierze, jak podobny temat rozpisałby Wojciech Gunia, deklarujący na nadchodzące lata wejście na terytorium weirdowego horroru scifi.
“Martwy Ogród” (5/10) Bartłomieja Fitasa (wychowanica domu dziecka prowadzi spokojne życie jako sprzątaczka by pewnego dnia, chcąc coś zmienić, wyruszyć w podróż która kończy się w tymże domu?) to dobrze się czytające i generalnie nieźle napisane opowiadanie, niestety, nie bardzo zrozumiałem jego przekaz.
“Domek Dla Os” (4/10) Pawła Matuszka (eksperyment, za pomocą którego Istoty Z Obcego Świata mogą łączyć swe świadomości z ludźmi?). Wyjściowy koncept jest intrygujący, ale, ponownie, nie bardzo wiem, dokąd to opowiadanie miało zmierzać (że niby wszyscy jesteśmy postaciami z kart książki? za daleki to strzał).
i w końcu :
“Negatyw I Ciągłość” (4/10) Łukasza Krukowskiego (mężczyzna/derwisz nawiedza sąsiada i potem opętuje jego rodzinę?),opowieść o poszukiwaniu Boga rozczarowująca brakiem fabularnego konkretu (jeszcze raz ad nauseam - w artystycznym nadęciu prostemu fanowi grozy trudno ogarnąć zamysł).
To tyle - na koniec jeszcze raz dodatkowe wyrazy uznania dla Wojtek Gunia, który nie tylko napisał znakomitą “Tamarę”, ale i pełnił funkcję redaktora prowadzącego całego tomu a także wzorowo (i pięknie - ten Ligotti!) przetłumaczył opowiadania zagranicznych gości.
Dla fanów weirdu pozycja obowiązkowa.
PS.
I pamiętajcie! Christopher Slatsky - “Alektromanta”, John Padgett (jeszcze nie wiem, jaki będzie tytuł). MUST HAVE, MUST READ.
OPINIE i DYSKUSJE o książce Wszystkie martwe sny
Nie czytałem jeszcze niczego z gatunku horroru ekstremalnego, także zderzenie z lekturą było czymś mocnym (chociaż gatunek pod którym widniała książka na Legimi mógł co nieco zdradzić czego się można spodziewać). No i jest sadyzm, kanibalizm, gwałty, robale, wiedźmy, demony i wszelakie inne obrzydlistwa przedstawione w kilkunastu krótkich opowiadaniach. Czasem zbyt krótkich, niektóre miały zdecydowany potencjał na rozwinięcie historii.
Szokuje? Na pewno. Obrzydza? Jeszcze jak. Jest to zdecydowanie pewna ekstrema obok której nie da się przejść obojętnie. Chętnie sprawdzę kiedyś z ciekawości coś od autora jednak w zdecydowanie w dłuższej formie.
Nie czytałem jeszcze niczego z gatunku horroru ekstremalnego, także zderzenie z lekturą było czymś mocnym (chociaż gatunek pod którym widniała książka na Legimi mógł co nieco zdradzić czego się można spodziewać). No i jest sadyzm, kanibalizm, gwałty, robale, wiedźmy, demony i wszelakie inne obrzydlistwa przedstawione w kilkunastu krótkich opowiadaniach. Czasem zbyt...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDziało się
Działo się
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toParę naprawdę ciekawych konceptów, niektóre trochę jałowe i słabo rozwinięte.
Parę naprawdę ciekawych konceptów, niektóre trochę jałowe i słabo rozwinięte.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRewelacja .Super zbiór opowiadań. Było mrocznie , brutalnie i krwawo . Bardzo fajny klimat , czytało się to bardzo szybko i przyjemnie . Myślę, że miłośnicy makabry będą zadowoleni podczas czytania. Jak najbardziej polecam . Warto .
Rewelacja .Super zbiór opowiadań. Było mrocznie , brutalnie i krwawo . Bardzo fajny klimat , czytało się to bardzo szybko i przyjemnie . Myślę, że miłośnicy makabry będą zadowoleni podczas czytania. Jak najbardziej polecam . Warto .
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to" [...] Wierzę, że zło jest utkwione w każdej ludzkiej istocie i to od niej zależy czy pozwoli mu wyjść ze swojego wnętrza na światło dzienne. [...]"
E-book "Wszystkie martwe sny" Marcina Piotrowskiego przyciągnął mnie swoją mroczną okładką. Nie spodziewałam się, że treść jest dosłownie tak przerażająca, że nie da się jej przeczytać w ciągu jednego dnia. Przyznam się bez bicia, że tego e-booka czytałam ponad tydzień.
Znalazłam w nim 14 ekstremalnych opowiadań. Każde opowiadanie jest bardzo mrocznym horrorem przeznaczonym tylko i wyłącznie dla dorosłego czytelnika o naprawdę stalowych nerwach. Tutaj znajdziecie mnóstwo krwi, zbrodni, sodomii i itd.
Aż strach się bać co ma w głowie autor.
Co jakiś czas lubię czytać horrory, ale te opowiadania szczerze bardzo mnie przerażały. Czytając je, dosłownie robiło mi się nie dobrze.
Niestety, drugi raz nie sięgnęłabym po tę książkę. Jak dla mnie jest za mocna.
Tutaj spotkałam ludzkie wynaturzenia, które wcale mi się nie podobały.
Jeżeli lubicie ekstremalne horrory i nie boicie się mocnych wrażeń, to te opowiadania są w sam raz dla was. Jeżeli lubicie tylko lekkie horrory, to "Wszystkie martwe sny" nie są lekturą dla was.
Po pierwszych opowiadaniach chciałam usunąć tego e-booka, ale nie byłabym sobą, gdybym nie przeczytała do końca. Jest to moja pierwsza książka od dawna, z którą się tak męczyłam.
Dzięki Marcinowi Piotrowskiemu przekonałam się, że hardcorowy horror nie jest dla mnie. Dziękuję za to uświadomienie.
Czy lubicie, gdy śnią wam się koszmary? Ja nienawidzę takich snów. Po przeczytaniu tej książki wszystko może się zdarzyć.
Ten horror ma wszystko, co ekstremalny horror powinien zawierać, dlatego czytacie na własne ryzyko.
" [...] Wierzę, że zło jest utkwione w każdej ludzkiej istocie i to od niej zależy czy pozwoli mu wyjść ze swojego wnętrza na światło dzienne. [...]"
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toE-book "Wszystkie martwe sny" Marcina Piotrowskiego przyciągnął mnie swoją mroczną okładką. Nie spodziewałam się, że treść jest dosłownie tak przerażająca, że nie da się jej przeczytać w ciągu jednego dnia....
Dobre.
Dobre.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJa ciągle się zastanawiam dlaczego książki od wydawnictwa dom horroru są takie krótkie 😂
To największa ich wada 🙈
Wszystkie martwe sny to horror ekstremalny.
Na niespełna 250 stronach dostajemy 13 opowiadań o różnych tematykach. Od przerażających karłów, przez nienazwane jeszcze potwory, wyuzdany seks, skrajne uzależnienia, kanibalizm, dzieciobójstwo aż po nekrofilię. I tak, wiem jak to brzmi. W tej książce jest wszystko. Dla osób, które lubują się w takim gatunku będzie to nie lada gratka. Ja bawiłam się wybornie z każdą kolejną stroną otrzymując coraz bardziej odjechane historie. Bardzo wpadło mi w pamięć, że autor aż dwóm bohaterkom dał na imię Irmina 😁 Jestem w pełni usatysfakcjonowana 🖤🖤
Ja ciągle się zastanawiam dlaczego książki od wydawnictwa dom horroru są takie krótkie 😂
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo największa ich wada 🙈
Wszystkie martwe sny to horror ekstremalny.
Na niespełna 250 stronach dostajemy 13 opowiadań o różnych tematykach. Od przerażających karłów, przez nienazwane jeszcze potwory, wyuzdany seks, skrajne uzależnienia, kanibalizm, dzieciobójstwo aż po nekrofilię. I...
Wasze sny nigdy już nie będą takie same...
Marcin stworzył zbiór, coś z niczego, ryjące głowę skupisko chorych potworności, dające na maksa radochę z czytania. Mamy tu dosłownie wszystko : krew - duużo krwi, flaczki, ekskrementy, zbrodnie, samookaleczenia, jeszcze więcej flaczków, zbereźne ucieleśnienia wizji zwyrodniałych ludzi... Kulminacja wszelkich wypaczeń, demoralizująca od pierwszych kilku słów.
Nie brakuje tu też perwersyjnego seksu, skrzywień ludzkich umysłów, upadku moralnego istot rozumnych, wszelakich bezeceństw, jakie tylko mogły zostać uczynione innym osobnikom tego samego gatunku.
Tak sobie myślę, że wbrew pozorom nie jest łatwo napisać coś ekstremalnego, gore, hardcore'owego. Trzeba mieć ogromną wyobraźnię, myśleć nieszablonowo, w normalne życie wciskać wszędzie chore, wynaturzone rzeczy. I wcale nie trzeba przy tym być popieprzonym człowiekiem! Można być miłym, sympatycznym, a w głowie mieć "larwy potworności", które dopuszczone do głosu, dają efekt widoczny w tym zacnym zbiorze.
Jak to w zbiorku, jedne opowiadania podobały się ciut bardziej, drugie ciut mniej. Jest też tu jedno opowiadanie, które czytałam z pewnym sentymentem... 😈🌲🌳
Całościowo zbiór ten wypada na maksa ekstremalnie, ostro, perwersyjnie i konkretnie. Totalnie moje klimaty! Bardzo siada na banię - a ja lubię takie posrane rzeczy! Polecam zapoznać się z twórczością Marcina, jego książki to nie jest zwykłe mordobicie - to jatka na pełnych obrotach, mocno podkręcona, a raz puszczona w ruch nie zwalnia tempa.
Wasze sny nigdy już nie będą takie same...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMarcin stworzył zbiór, coś z niczego, ryjące głowę skupisko chorych potworności, dające na maksa radochę z czytania. Mamy tu dosłownie wszystko : krew - duużo krwi, flaczki, ekskrementy, zbrodnie, samookaleczenia, jeszcze więcej flaczków, zbereźne ucieleśnienia wizji zwyrodniałych ludzi... Kulminacja wszelkich wypaczeń,...
Dawno nie czytałam żadnego horroru ekstremalnego, więc po pierwszym opowiadaniu doznałam małego wstrząsu. Ale potem było już lepiej :D Wszystkie elementy tego gatunku zostały dopełnione. Mimo krótkiej formy autor potrafi zainteresować czytelników pomysłami, dobrze oddać całą brutalność i wywołać skrajne emocje.
Lektura nie dla wszystkich, ale polecam.
8/10
@moze_booka
Dawno nie czytałam żadnego horroru ekstremalnego, więc po pierwszym opowiadaniu doznałam małego wstrząsu. Ale potem było już lepiej :D Wszystkie elementy tego gatunku zostały dopełnione. Mimo krótkiej formy autor potrafi zainteresować czytelników pomysłami, dobrze oddać całą brutalność i wywołać skrajne emocje.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toLektura nie dla wszystkich, ale polecam.
8/10
@moze_booka
Budzisz się w środku nocy z silnym przeświadczeniem, że właśnie przeżyłeś coś okropnego. Oblany zimnym potem telepiesz się, niepokój napiera, próbujesz dojść do siebie. Jesteś sam. Nikogo nie ma u Twego boku. A jeżeli to nie był sen?
Jeżeli to wszystko przytrafiło się naprawdę?
Sny potrafią być niesamowicie realne.
Sny potrafią utkwić w Twej podświadomości, nawiedzać podczas dnia, wpływać na zachowanie i zakłócać spokój ducha.
Ale pamiętaj.
Sny nie biorą się znikąd.
Szczególnie te martwe.
Sny zgromadzone w tym niepozornym objętościowo tomiku nie odzwierciedlają nawet jednego procenta koszmarów, jakie kiedykolwiek mogłyby pałętać się w Waszych głowach. Mało kto miewa aż tak pokręcone wizje.
Marcin daje czadu na naszej polskiej scenie horroru ekstremalnego. Po wybornym Folku, który obrzydził mi jakiekolwiek beczki (nie pytajcie ocb, tylko sobie lepiej przeczytajcie – o ile macie mocny żołądek i psychikę ze stali). Po lekturze Snów z pewnością nie pójdę do cyrku (na szczęście i tak tam nie chodzę 🤡),cztery razy zastanowię się nim puszczę starego na męski wypad, a ostatnia scena z opowiadania o undergroundowym przemyśle p0rn0 będzie nawiedzać mi żyćko chyba już na zawsze.
W zbiorze znajdziecie trzynaście szokujących opowiadań, które spowodują, że niejednokrotnie zastanowicie się, czy na pewno chcecie czytać to dalej. Jako cieniasek, podczas oglądania ekranizacji tych krótkich treści zapewne nie raz byście zamykali oczy, a jako stara horrorowa wyga, wciągalibyście popcorn z poczuciem narastającego zaciekawienia.
Obrzydzenie sięga zenitu przy opowiadaniu „Światła, kamera…”, po którym stwierdzicie „meh, mocniej już na bank nie będzie”. No ale będzie, bo Marcin nie przestaje zaskakiwać.
Niektórym utworom ujmuje ich objętość, gdyż mają ogromny potencjał i podczas ich lektury czułam się zawiedziona, że tak szybko dotarłam do finału. Takimi historiami okazały się dla mnie „Ludzkie śmiecie” i „Kat”. Ten pierwszy tekst traktuje o dwóch kobietach taplajacych się w najgorszym syfie, zatracają swoją ludzkość, godność i szacunek ze strony innych ludzi. Narkomanka i kobieta pałająca się cielesnymi usługami, obie staczają się w tempie ekspresowym doświadczając wielu upokorzeń. Kara jaką przyjdzie im ponieść za społeczną degenerację przekroczy wszelkie normy z dostępnego na świecie katalogu kar. Autor popisał się tutaj piekielną pomysłowością. Iście diabelsko zaprezentował również postać Pana Borowskiego, podziwianego za swą bestialskośc w demonicznych kręgach towarzyskich. Jego sposoby zadawania bólu i poddawania torturom znane są wśród najgorszych rzezimieszków. Jest ich idolem. Zakończenie tej opowieści jest nieszablonowe, zwrot akcji zaskakujący, a napięcie rośnie ze zdania na zdanie.
Autor potrafi spisywać historie nie tylko pełne flaków, krwi i ekskrementów, ale również zaskakuje niebanalnym żartem. „Trzy życzenia” rozbawiły mnie do reszty humorystycznym tonem przejawiającym się raz po raz spomiędzy obleśnych zajść i paskudnych żądz głównego bohatera. Na co poświęcił swoje magiczne trzy życzenia pato żulik? Przekonajcie się sami, uśmiejecie się do łez z tragikomizmu tej sytuacji.
„Urodzinowy wypad” , to takie ekstremalne i polskie Kac Vegas w Pleśnicach. Miasteczko słynne jest z wielu nietypowych atrakcji, a każde kolejne miejsce odwiedzane przez chłopaków zadziwia jeszcze bardziej. W lokalnym pubie serwują piwo o metalicznym posmaku krwi, w restauracji podejrzane mięcho, a w klubie z panienkami można zaspokoić najdziksze męskie fantazje.
Niejako oniryczne „Nim zapadnie ciemność” w kooperatywie z Tomaszem Czarnym stawia przysłowiową „kropkę nad i” zostawiając czytelnika z poczuciem wszechogarniającego dyskomfortu i bezradności. Szaleństwo głównego bohatera i poniesiona przez niego życiowa klęska rezonują jeszcze długo w myślach i nie pozwalają złapać oddechu na długo.
Na zakończenie chciałabym podkreślić, że pomimo tak krótkiej formy Marcin potrafi kreować suspens, a zawieszenie i tzw. sceny krytyczne, dobitne jakie często występują na końcu jego utworów są w moim odczuciu mocną zaletą jego stylu pisania.
Budzisz się w środku nocy z silnym przeświadczeniem, że właśnie przeżyłeś coś okropnego. Oblany zimnym potem telepiesz się, niepokój napiera, próbujesz dojść do siebie. Jesteś sam. Nikogo nie ma u Twego boku. A jeżeli to nie był sen?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJeżeli to wszystko przytrafiło się naprawdę?
Sny potrafią być niesamowicie realne.
Sny potrafią utkwić w Twej podświadomości, nawiedzać...